Najlepsze przełożenie: o tym, jak kolarstwo napędzi twój biznes - Przemysław Zieliński

Kup ebooka

25.00 zł
17.65 zł (17,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

? Copyright by Przemysław Zieliński & e-bookowo

Zdjęcia: Przemysław Zieliński

Korekta: Marta Bluszcz

Skład: Katarzyna Krzan

Projekt okładki: Halyna Ustymchuk

ISBN e-book: 978-83-8166-357-1

ISBN druk: 978-83-8166-358-8

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione.

Wydanie I 2023

Kawa w tym miejscu zawsze smakuje wybornie. Odkryłeś ten lokal przypadkowo, przechodząc obok i dostrzegając estetyczny szyld. "Skoro reklamują się ze smakiem, to może i podają dobrą kawę" - pomyślałeś, dając sobie pretekst, by pociągnąć za klamkę i przekroczyć próg nowego jeszcze wtedy miejsca. Pamiętasz, że po wejściu od razu usłyszałeś znaną Ci melodię - Michael Stipe ekstatycznie zapowiadał nadchodzący koniec świata. Nienachalny, utrzymany w brązach wystrój podtrzymał Cię w dobrym nastroju. Szybko zamówione espresso tonic i jeszcze szybciej podane do stolika - przy oknie, bo przecież picie kawy nie idzie w parze w zerkaniem na smartfona. Picie kawy sprzyja obserwowaniu świata przez szybę.

Zająłeś swoje miejsce, miejsce Stipe'a zajął Brandon Flowers z The Killers, miejsce myśli o pracy zajęło bezmyślne patrzenie na miasto. Póki co, wszystko było na swoim miejscu.

Do czasu, aż nie zobaczyłeś ubranego w garnitur kolarza podjeżdżającego pod kawiarnię. Biznesowa, biała koszula, lniana, piaskowa marynarka z dopasowanymi spodniami i ciemnobrązowymi oksfordami, spod których przy pedałowaniu wyłaniały się skarpety w granatowe prążki. Zmarszczyłeś brew, bo strój ten nijak nie pasował do Twojego wyobrażenia kolarza - obcisła lycra, kask, takie dziwne buty, które zaczepia się o pedały, rękawiczki bez palców, no i obowiązkowy, bo mierzący funkcje życiowe smartwatch na nadgarstku.

O, kolarz powinien wyglądać jak ten gość, który właśnie wysiada z zaparkowanego hyundaia. Rozpięta koszulka, getry opinające udo i stukające o asfalt buty, które sprawiają, że idzie się nieporadnie jak przejedzony pingwin. Tyle że tak ubrany facet nie powinien parkować auta, tylko przypinać swoją szosówkę do zamieszczonego przed kawiarnią stojaka. Stojaka, do którego gość w garniturze zdążył przyczepić już swój czerwony, ultrasmukły rower.

Obaj mężczyźni witają się uściśnięciem dłoni, razem wchodzą do kawiarni. Słyszysz składane przez nich zamówienie - espresso i flat white na sojowym. Kątem oka widzisz, jak siadają razem przy pobliskim stoliku.

O tym jest ta króciutka, zwięźle napisana książka. O nieoczywistym spotkaniu kolarstwa z biznesem. O nie zawsze dostrzegalnym podobieństwie obu światów. I o tym, jak - siedząc na siodełku - można uczynić siedzenie za biurkiem lepszym, przyjemniejszym oraz efektywniejszym.

TRWAJ

Jedziesz szosą, ale wiesz, że nie jesteś na niej sam. Mimo rytmicznej muzyki dobiegającej ze słuchawek i pędu wiatru słyszysz, że ktoś jest za Tobą. Obserwowanie drogi, mocno pokiereszowanej i niekompletnej w wielu miejscach, nie za bardzo pozwala Ci obejrzeć się za siebie. Poczucie bycia spychanym - nie dosłownie, ale przez wywieraną presję - narasta w Tobie, podobnie jak za Twoimi plecami narasta hałas. Turkot zdaje się być bliżej i bliżej. Mocniej zaciskasz palce na baranku, mocniej naciskasz na pedały. Przez łoskot dochodzi Cię nowy dźwięk, coś jakby nerwowe westchnięcie, coś jakby zniecierpliwione stęknięcie. Mimo że nie obracasz się, to oczami wyobraźni widzisz, jak do Twojego tylnego koła na odległość piętnastu, dziesięciu, pięciu centymetrów zbliża się Twój prześladowca.

Wiesz, co to jest. Wiesz, bo znasz te dźwięki. Łomoczące po asfalcie grube opony. Syki hydraulicznych hamulców. Warkot silnika duszącego się na niższym biegu. Ciężarówka. Duży, ciężki pojazd, którego kierowca na Twój widok przeklnie i momentalnie zerknie w lusterko boczne, by jak najszybciej zacząć Cię wyprzedzać.Jeśli tylko ten manewr szybko mu się powiedzie - jest dobrze. Ale jeśli nie, będziesz go miał na ogonie.

Chcesz się go pozbyć, bo czujesz się niezręcznie - Ty, taki drobny i powolny, blokujesz przejazd wielkiemu pojazdowi. Takiemu, który się spieszy, spala cenne paliwo, ma do wykonania zlecenia lub gonią go terminy dostaw. Nie. Nie tyle chcesz się go pozbyć, co wolisz zniknąć. Czujesz, że jesteś w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Czujesz, że nie powinno Cię tam być. Alternatywą dla Ciebie pozostaje jazda poboczem, jazda na krawędzi oddzielającej szosę od krawężnika czy ziemi. To z kolei grozi Ci upadkiem lub złapaniem gumy. Pamiętaj, że im bliżej pobocza czy skraju jezdni, tym więcej drobnych kamyków, żwiru czy różnego rodzaju odpadów, które dla Twojej opony stanowią poważne zagrożenie.

Co więcej, ustępując miejsca i nie wytrzymując presji, dajesz sygnał jadącemu za Tobą kierowcy, że robisz mu przestrzeń. Zachęcasz go, świadomie czy nie, do tego, by podjął próbę wyprzedzenia Cię. W ten sposób z własnej woli zwiększasz ryzyko niebezpiecznego incydentu.

By uniknąć najczarniejszego scenariusza, musisz uświadomić sobie, że na szosie pełnej rozpędzonych, wielkogabarytowych oraz ważących wiele ton pojazdów jest miejsce dla Ciebie. Jeśli Ty sam nie zaakceptujesz obecności swojej oraz swojej kolarzówki na drodze, to nie możesz oczekiwać tego od kierowców. Dopiero w momencie, gdy z pełnym przekonaniem uznasz, że jesteś pełnoprawnym, choć może i na pierwszy rzut oka niewymiarowym uczestnikiem ruchu drogowego, zyskasz pewność siebie oraz gotowość do wytrzymania presji, którą wywierać będą na Tobie prowadzący inne pojazdy.

Czy taka umiejętność przyda Ci się w biznesie? Przecież usunąć się komuś z drogi, zjechać na pobocze można także w sensie biznesowym. Nie wysłać swojej oferty czy CV, bo przecież i tak nic z tego nie będzie. Nie wchodzić w dyskusje z klientem, bo i tak do niczego się go nie przekona, a można jedynie stracić kontrakt. Nie próbować wdrażać nowych rozwiązań, bo to zbyt śmiały czy wymagający pomysł.

Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy kiedyś brakowało Ci pewności siebie w biznesowych relacjach: albo z kontrahentem, albo przy zdobywaniu klienta? Uznawałeś, że Twoje umiejętności, doświadczenie, zasoby nie pozwalają Ci na rywalizację o zlecenie, stawiają Cię na z góry przegranej pozycji? A może czułeś, że dotykające Cię wyzwania bądź urzędowe sprawy dosłownie przytłaczają Cię na tyle, że chcesz usunąć się w cień, nie podejmować działań? Słowem - czy jako właściciela firmy, freelancera, specjalistę dotknęła Cię kiedyś myśl: "To nie miejsce dla mnie. Nie nadaję się do tego"?

Mamy w polszczyźnie taki związek frazeologiczny: "usunąć się z drogi". Nie ma to powiedzenie pozytywnego wydźwięku. Zazwyczaj jest przecież kojarzone z nieuzasadnionym ustępowaniem komuś, oddawaniem komuś pola. Określenie to jasno implikuje, że decyzja o usunięciu się jest podejmowana samodzielnie, przez nas samych, bez żadnego zewnętrznego przymusu. Co więcej, usunięcie się może nastąpić tylko w bok. A taki ruch jest sprzeczny z ideą drogi, służącej przecież do zmierzania przed siebie.

Czy w Twoim biznesie nie chodzi o to, aby do celu zdążać drogą prostą? Bez nakładania zbędnych kilometrów, bez kluczenia.