Na smyczy Kremla. Donald Trump, Dmitrij Rybołowlew i oferta stulecia - Jurij Felsztinski

Kup ebooka

39.99 zł
31.19 zł (21,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Ta histo­ria zaczęła się dawno temu. 15 kwiet­nia 1452 roku w Anchiano w oko­li­cach mia­steczka Vinci nie­da­leko Flo­ren­cji uro­dził się wło­ski malarz Leonardo da Vinci. Dzi­siaj jego nazwi­sko jest znane całej Ame­ryce także dla­tego, że 15 listo­pada 2017 roku przy­pi­sy­wany mu obraz Salva­tor mundi (Zba­wi­ciel świata) został zaku­piony za pośred­nic­twem domu aukcyj­nego Chri­stie's przez następcę tronu Ara­bii Sau­dyj­skiej Muham­mada ibn Sal­mana za rekor­dową kwotę 450 312 500 dola­rów. Wyja­śnijmy: według wielu eks­per­tów sam da Vinci nama­lo­wał może jedną dzie­siątą obrazu. Reszta nie wyszła spod jego ręki lub została doma­lo­wana póź­niej. Nic więc dziw­nego, że sprze­da­jący obraz dom aukcyjny Chri­stie's, chcąc się uchro­nić przed ewen­tu­al­nymi pozwami ze strony poten­cjal­nych nabyw­ców, w ogło­sze­niu doty­czą­cym obrazu zamie­ścił nastę­pu­jące oświad­cze­nie: "W prze­ci­wień­stwie do innych dzieł Leonarda da Vinci Zba­wi­ciel świata nie zawiera azu­rytu uży­wa­nego jako pod­kład we wszyst­kich innych jego obra­zach". Czy taki obraz można uznać za jego dzieło?

Jak powie­dział w sierp­niu 2023 roku jeden z moich roz­mów­ców - Yves Bouvier, który odsprze­dał obraz kolej­nemu nabywcy Dmi­tri­jowi Rybo­łow­le­wowi, a ten następ­nie wysta­wił na aukcję Zba­wi­ciela świata: "Pro­szę sobie wyobra­zić, że kupuje pan zabyt­kowy samo­chód do swo­jej kolek­cji, ale czy można uznać auto za zabyt­kowe, skoro ma tylko kie­row­nicę i fotel z epoki, a cała reszta jest współ­cze­sna? Oto jest pyta­nie".

Na nasze nie­szczę­ście Leonardo da Vinci zmarł, a więc nie mógł być świad­kiem tej naj­cie­kaw­szej i naj­bar­dziej docho­do­wej trans­ak­cji w swoim życiu. 15 listo­pada 2017 roku w domu aukcyj­nym Chri­stie's w Nowym Jorku licy­tanci mieli do roz­wią­za­nia (i pomyśl­nie roz­wią­zali) zupeł­nie inny pro­blem, mający nie­wiele wspól­nego z da Vin­cim i sztuką: ktoś komuś za coś zapła­cił. Pozo­staje tylko zro­zu­mieć kto i komu.

Zacznijmy jed­nak od początku...

Tydzień po aukcji, 22 listo­pada 2017 roku, rosyj­ski miliar­der Dmi­trij Rybo­łow­lew otwo­rzył butelkę szam­pana i uczcił swoje pięć­dzie­siąte pierw­sze uro­dziny. Humor miał świetny: nama­lo­wany na drew­nie obraz został kupiony w 2013 roku u słyn­nego szwaj­car­skiego han­dla­rza sztuki Yves'a Bouviera za 127,5 mln dola­rów i cztery lata póź­niej sprze­dany za znacz­nie wyż­szą cenę. Zaznaczmy, że Rybo­łow­lew otrzy­mał od domu aukcyj­nego Chri­stie's znacz­nie mniej niż 450,3 mln dola­rów. Otóż w aukcji wziął udział tzw. gwa­ran­to­wany nabywca, biz­nes­men z Azji, który zło­żył domowi aukcyj­nemu i Rybo­łow­lewowi ofertę w wyso­ko­ści 100 mln dola­rów. Zgod­nie z zasa­dami aukcji w takim przy­padku Rybo­łow­lew otrzy­my­wał gwa­ran­cję sprze­daży obrazu za co naj­mniej 100 mln dola­rów; dom aukcyjny miał zagwa­ran­to­waną pro­wi­zję od kupu­ją­cego (w naj­gor­szym razie - od kwoty 100 mln dola­rów). Poten­cjalny nabywca otrzy­my­wał obraz za zado­wa­la­jącą go kwotę 100 mln dola­rów. Gdyby jed­nak obraz został sprze­dany za znacz­nie wyż­szą cenę (a w tym przy­padku była ona rekor­dowa i wynio­sła 450,3 mln dola­rów), poten­cjalny nabywca za wysi­łek i ryzyko otrzy­my­wał od sprze­da­ją­cego 50% róż­nicy mię­dzy ceną sprze­daży a ceną gwa­ran­to­waną. Innymi słowy, poten­cjalny nabywca otrzy­mał od Rybo­łow­lewa około 150 mln dola­rów. Po zapła­ce­niu nabywcy i domowi aukcyj­nemu (około 50 mln dola­rów) Rybo­łow­lew otrzy­mał nieco ponad 250 mln dola­rów, zara­bia­jąc na tej trans­ak­cji pra­wie dwu­krot­ność kwoty wyj­ścio­wej. Jeśli odjąć cenę zakupu od 250 mln dola­rów, otrzy­mu­jemy 122,5 mln dola­rów.

Następca tronu nie zło­żył oso­bi­ście oferty zakupu Zba­wi­ciela świata. Dopiero dzień przed aukcją zupeł­nie inny książę z Ara­bii Sau­dyj­skiej - Bader - ogło­sił się poten­cjal­nym nabywcą; to on zło­żył gwa­ran­to­waną ofertę w wyso­ko­ści 100 mln dola­rów, będącą prze­pustką do udziału w aukcji. (Była to mini­malna kwota, którą usta­lono dla wszyst­kich uczest­ni­ków aukcji po tym, jak poten­cjalny nabywca z góry zade­kla­ro­wał chęć kupna obrazu za co naj­mniej 100 milio­nów dola­rów). Po zakoń­cze­niu aukcji admi­ni­stra­cja domu aukcyj­nego sta­rała się jak naj­dłu­żej utrzy­mać w tajem­nicy toż­sa­mość kupu­ją­cego. Ale wścib­scy dzien­ni­ka­rze szybko to wywę­szyli: 6 grud­nia 2017 roku poja­wiła się pierw­sza infor­ma­cja, że obraz, za pośred­nic­twem księ­cia Badera, kupił następca tronu Ara­bii Sau­dyj­skiej ibn Sal­man. Kupił i... prze­ka­zał w darze muzeum w Abu Zabi, sto­licy innego pań­stwa - Zjed­no­czo­nych Emi­ra­tów Arab­skich1.

W tam­tym cza­sie następca tronu miał aku­rat czas, żeby się zająć zaku­pami dzieł sztuki. 4 listo­pada (jede­na­ście dni przed aukcją) doko­nał zama­chu stanu w Ara­bii Sau­dyj­skiej, aresz­tu­jąc kil­ku­dzie­się­ciu swo­ich krew­nych na róż­nych sta­no­wi­skach rzą­do­wych, i od tej pory był bar­dzo zaan­ga­żo­wany w prze­słu­cha­nia zatrzy­ma­nych i wymu­sza­nie zeznań na piśmie (według nie­któ­rych źró­deł nawet sto­su­jąc tor­tury). Zatem zakup na aukcji 15 listo­pada w Nowym Jorku podo­bi­zny Chry­stusa pędzla praw­do­po­dob­nie nie da Vin­ciego przez jed­nego z nie­licz­nych lojal­nych wobec niego wów­czas człon­ków rodziny i prze­ka­za­nie go w darze innemu kra­jowi było oczy­wi­ście naj­waż­niej­szym zada­niem nowego przy­wódcy muzuł­mań­skiego pań­stwa.

Jed­nak, jako się rze­kło, wszystko po kolei.

https://www.the­gu­ar­dian.com/artand­de­sign/2017/dec/07/world-record-da-vinci-pain­ting-to-be-exhi­bi­ted-at-louvre-abu-dhabi [wróć]

Rozdział pierwszy

Narodziny oligarchy Dmitrija Rybołowlewa

22 listo­pada 1966 roku w rosyj­skim mie­ście Perm uro­dził się przy­szły posia­dacz Zba­wi­ciela świata Dmi­trij Rybo­łow­lew. Jego ofi­cjalna bio­gra­fia jest powszech­nie znana, dla­tego sku­pimy się tylko na tych mniej zna­nych jej frag­men­tach. Rybo­łow­lew jest z wykształ­ce­nia leka­rzem, absol­wen­tem Per­m­skiego Insty­tutu Medycz­nego, gdzie pro­fe­so­rem był jego ojciec, znany w Per­mie kar­dio­log, Jew­gie­nij Wła­di­mi­ro­wicz Rybo­łow­lew. Innymi słowy, Dmi­trij Rybo­łow­lew jest czło­wie­kiem wykształ­co­nym, pocho­dzą­cym z inte­li­genc­kiej rodziny.

24 lipca 1987 roku Rybo­łow­lew poślu­bił Jelenę Czu­pra­kową (uro­dzoną w Per­mie 7 grud­nia 1966 roku), córkę dyrek­tora per­m­skiej fabryki wody mine­ral­nej Wale­rija Czu­pra­kowa. Rybo­łow­lew poznał Jelenę na stu­diach. Po jakimś cza­sie uro­dziły się im dwie córki: Jeka­tie­rina (1989) i Anna (2001).

Po roz­pa­dzie ZSRR, podob­nie jak wielu współ­o­by­wa­teli, zajął się dzia­łal­no­ścią gospo­dar­czą, wspól­nie z ojcem pro­wa­dząc han­del hur­towy arty­ku­łami medycz­nymi. Wio­sną 1992 roku prze­niósł się na jakiś czas do Moskwy, gdzie w Mini­ster­stwie Finan­sów Fede­ra­cji Rosyj­skiej zdo­był cer­ty­fi­kat makler­ski upraw­nia­jący do obrotu papie­rami war­to­ścio­wymi (akcjami) - co wów­czas było novum.

Podob­nie jak wielu innym Rybo­łow­le­wowi było trudno pro­wa­dzić inte­resy. Musiał pra­co­wać z ban­dy­tami i samemu stać się ban­dytą. Rosyj­ska (daw­niej radziecka) pro­ku­ra­tura z zało­że­nia trak­to­wała wszyst­kich przed­się­bior­ców zaj­mu­ją­cych się zara­bia­niem pie­nię­dzy w męt­nej post­so­wiec­kiej wodzie jak prze­stęp­ców i co jakiś czas wsz­czy­nała prze­ciwko nim sprawy karne. A obiek­tywne usta­le­nie, kto w pań­stwie mafij­nym był ban­dytą i prze­stępcą, a kto biz­nes­me­nem - było obiek­tyw­nie trudne.

Cha­rak­te­ry­styczna była histo­ria Romana Abra­mo­wi­cza, kolegi Rybo­łow­lewa, który też sta­wiał pierw­sze kroki w biz­ne­sie. 9 czerwca 1992 roku w Moskwie wsz­częto postę­po­wa­nie karne prze­ciwko Roma­nowi Abra­mo­wi­czowi pod zarzu­tem kra­dzieży 55 cystern z ole­jem napę­do­wym. 19 czerwca 1992 roku pod­pi­sano nakaz aresz­to­wa­nia Abra­mo­wi­cza, gdyż "mógł on się ukryć lub utrud­niać postę­po­wa­nie".

Wiemy, jak się zakoń­czyło postę­po­wa­nie karne z 1992 roku prze­ciwko Abra­mo­wi­czowi - wiele lat póź­niej został miliar­de­rem i bli­skim współ­pra­cow­ni­kiem Putina, kupił angiel­ski klub pił­kar­ski Chel­sea i zamiesz­kał w Wiel­kiej Bry­ta­nii, cho­ciaż teraz rząd bry­tyj­ski zaczął docie­kać, jak miliar­der zaro­bił swoje pierw­sze pie­nią­dze, i ten musiał opu­ścić Wielką Bry­ta­nię. Stało się to jed­nak już po agre­sji Rosji na Ukra­inę.

Dmi­trij Rybo­łow­lew budo­wał swój biz­nes w Per­mie w latach 1993-1996 we współ­pracy z gang­ste­rami i sam stał się gang­ste­rem. Na tere­nie byłego ZSRR zor­ga­ni­zo­wano wów­czas "wyprze­daż stu­le­cia". Pra­wie cały mają­tek pań­stwowy, a w ZSRR wszystko było wła­sno­ścią pań­stwa, został pod­dany "pry­wa­ty­za­cji", przy czym rosyj­skiemu rzą­dowi zale­żało, żeby nastą­piła ona jak naj­szyb­ciej, żeby dawne pań­stwo radziec­kie nie mogło się odbu­do­wać i prze­jąć kon­troli nad gospo­darką kraju.

Orga­ni­zo­wano "prze­targi" mające na celu pry­wa­ty­za­cję przed­się­biorstw. For­mal­nie mógł do nich przy­stą­pić każdy: osoby pry­watne, firmy lub same pry­wa­ty­zo­wane przed­się­biorstwa... Kupo­wano te przed­się­biorstwa za spe­cjal­nie stwo­rzoną nową walutę - "vouchery", wyda­wane nie­od­płat­nie przez rząd każ­demu rosyj­skiemu oby­wa­te­lowi. Ina­czej mówiąc, war­tość Rosji została osza­co­wana na okre­śloną kwotę, którą podzie­lono przez liczbę oby­wa­teli, a następ­nie każdy otrzy­mał swoją część, swój kawa­łek tortu. Za ten kawa­łek tortu można było kupić kawa­łek przed­się­biorstwa. A żeby kupić całe przed­się­biorstwo lub jego znaczną część, trzeba było zgro­ma­dzić dużo vouche­rów.

Wła­śnie tym się zajął przed­się­bior­czy Rybo­łow­lew. W 1993 roku, aby brać udział w prze­tar­gach na zakup przed­się­biorstw pań­stwo­wych w obwo­dzie per­m­skim, stwo­rzył fun­dusz inwe­sty­cyjny Kamien­nyj pojas i został jego dyrek­to­rem gene­ral­nym; insty­tu­cja pozy­ski­wała, kupo­wała i rein­we­sto­wała vouchery pry­wa­ty­za­cyjne. Na ich zakup potrzebne były pie­nią­dze. Wła­snych pie­nię­dzy nikt nie miał. Konieczne było zacią­ga­nie kre­dy­tów w nowych ban­kach komer­cyj­nych oraz zawie­ra­nie z nimi umów part­ner­skich na prze­ka­za­nie ban­kom udzia­łów w przed­się­biorstwach spry­wa­ty­zo­wa­nych za pie­nią­dze banku.

Rybo­łow­lew otwo­rzył w Per­mie swój bank - Kre­dit FD. Udało mu się dzięki temu, że jego akcjo­na­riu­szami zgo­dziły się zostać naj­więk­sze przed­się­bior­stwa w mie­ście: Mie­ta­frax (pro­du­cent meta­nolu), Urał­ka­lij1, Sil­wi­nit (podob­nie jak Urał­ka­lij pro­du­cent i eks­por­ter nawo­zów pota­so­wych), Soli­kam­sk­bum­prom (zakłady celu­lo­zowo-papier­ni­cze), Nie­ftie­chi­mik (pro­du­cent dena­tu­ratu), Mie­ta­nol i Azot, które za pośred­nic­twem tego banku pro­wa­dziły wszel­kie ope­ra­cje finan­sowe. Rybo­łow­lew objął sta­no­wi­sko dyrek­tora gene­ral­nego banku. 29 czerwca 1994 roku jego zastępcą został Wła­di­mir Szew­cow - wice­pre­zes Per­m­skiego Obwo­do­wego Fun­du­szu Majątku Pań­stwo­wego i regio­nal­nego oddziału pań­stwo­wej agen­cji pry­wa­ty­za­cyj­nej. Obaj dołą­czyli do zarządu banku. "Rybo­łow­lew był odpo­wie­dzialny za całą dzia­łal­ność zwią­zaną z finan­sami, giełdą i ryn­kiem papie­rów war­to­ścio­wych" - wspo­mi­nał Szew­cow, a on - za tech­niczne aspekty dzia­łal­no­ści banku i za służbę bez­pie­czeń­stwa.

Pierw­szym doświad­cze­niem pry­wa­ty­za­cyj­nym Rybo­łow­lewa była pry­wa­ty­za­cja w 1993 roku fabryki mar­ga­ryny w Per­mie, prze­pro­wa­dzona za pośred­nic­twem fun­du­szu inwe­sty­cyj­nego Kamien­nyj pojas przez wów­czas jesz­cze nie­zna­nego Rybo­łow­le­wowi Wła­di­mira Nie­lu­bina. Nie­lu­bin był lokal­nym biz­nes­me­nem z powią­za­niami prze­stęp­czymi i wie­lo­krot­nie odsia­dy­wał wyroki wię­zie­nia za wymu­sze­nia - nie­le­galne pobie­ra­nie hara­czy od przed­się­biorstw.

Po uda­nych pierw­szych doświad­cze­niach w pry­wa­ty­za­cji fabryki mar­ga­ryny rela­cje mię­dzy Rybo­łow­le­wem i Nie­lu­bi­nem zacie­śniły się. Rybo­łow­lew przyj­mo­wał od niego duże sumy brud­nych pie­nię­dzy pocho­dzą­cych z wymu­szeń i kupo­wał za nie udziały w pry­wa­ty­zo­wa­nych przed­się­bior­stwach. Za to Nie­lu­bin i jego współ­pra­cow­nicy (na pod­sta­wie ust­nego poro­zu­mie­nia) otrzy­my­wali udziały w spry­wa­ty­zo­wa­nych spół­kach oraz mono­pol na umowy han­dlowe na rynku regio­nal­nym.

W prze­targi i aukcje Rybo­łow­lew nie inwe­sto­wał wła­snych pie­nię­dzy, lecz środki zakła­dów lub spółek, któ­rych akcje naby­wał. Tym spo­so­bem w 1993 roku Nie­ftie­chi­mik pod­pi­sał umowę z pry­wat­nym fun­du­szem inwe­sty­cyj­nym Kamien­nyj pojas na wykup akcji od pra­cow­ni­ków i prze­ka­zał fun­du­szowi miliard rubli. Jed­nak zaku­pione akcje nie zostały prze­ka­zane Nie­ftie­chi­mikowi, a stały się czę­ścią bar­dziej zło­żo­nej wymiany, pod­czas któ­rej do połowy 1994 roku wyku­piono akcje Mie­ta­fraxu, Azotu i samego Kamien­nogo pojasa. A wszystko za miliard rubli od Nie­ftie­chi­mika, który stał się zarówno akcjo­na­riu­szem Kre­dit FD jak i akcjo­na­riu­szem prze­ję­tych spółek.

W pro­jek­tach pry­wa­ty­za­cyj­nych funk­cje zostały roz­dzie­lone. Rybo­łow­lew zaj­mo­wał się finan­sami oraz nego­cjo­wał z dyrek­to­rem gene­ral­nym pry­wa­ty­zo­wa­nego przed­się­bior­stwa, który - nie­be­zin­te­re­sow­nie - poma­gał mak­sy­mal­nie obni­żyć cenę wywo­ław­czą. Nie­lu­bin pil­no­wał, żeby w aukcji nie brali udziału kon­ku­renci z Moskwy, Permu lub innych miast, aby nie stała się ona aukcją sensu stricte i aby po wcze­śniej­szym wyeli­mi­no­wa­niu kon­ku­ren­cji prze­jąć udziały w przed­się­bior­stwie po cenie wywo­ław­czej "w związku z bra­kiem innych ofe­ren­tów". Rybo­łow­lew tele­fo­nicz­nie prze­ka­zy­wał Nie­lu­bi­nowi infor­ma­cje na temat napły­wa­ją­cych zgło­szeń do udziału w prze­tar­gach pry­wa­ty­za­cyj­nych miej­skich przed­się­biorstw, a Nie­lu­bin "metodą per­swa­zji" skła­niał moskwian do rezy­gna­cji z udziału w tych prze­tar­gach, anga­żu­jąc w razie potrzeby swo­ich ban­dy­tów, któ­rzy w "przy­stępny spo­sób" tłu­ma­czyli kon­ku­ren­tom, że o pewne akcje nie powinni wal­czyć. Za to (także na mocy ust­nego poro­zu­mie­nia) Nie­lu­bin otrzy­my­wał część akcji przed­się­biorstwa oraz prawo do sprze­daży jego wyro­bów na kra­jo­wym rynku.

Począt­kowo Nie­lu­bin poma­gał też Rybo­łow­le­wowi w zaku­pie vouche­rów pry­wa­ty­za­cyj­nych dla Urał­ka­lija, który za zebrane vouchery kupo­wał udziały innych per­m­skich zakła­dów, w tym samego Urał­ka­lija.

Biz­nes zaczął się roz­krę­cać. Nowymi wspól­ni­kami-ban­dy­tami Rybo­łow­lewa w Per­mie zostali Wik­tor Czer­niaw­ski, Oleg Łoma­kin oraz Sier­giej Maka­row, któ­rzy, jak opo­wia­dał w 1995 roku czło­nek bandy W.N. Jefi­mow, "poma­gali Rybo­łow­le­wowi kupo­wać udziały w przed­się­bior­stwach". Jak mówił o tam­tych cza­sach dyrek­tor gene­ralny Azotu M.A. Petru­niak, "unie­moż­li­wiono dostęp do prze­tar­gów posia­da­ją­cym sporą liczbę vouche­rów przed­sta­wi­cie­lom dużych moskiew­skich firm, co pozwo­liło spół­kom Rybo­łow­lewa na zakup dużych pakie­tów akcji".

Współ­praca z ban­dy­tami przy­nio­sła rezul­taty: wcze­śniej pod­czas pry­wa­ty­za­cji Sil­wi­nitu Rybo­łow­le­wowi udało się nabyć 1% akcji. Kiedy ich zatrud­niono, zdo­był 39%. Rybo­łow­lew dzia­łał pod ich patro­na­tem, a oni zapew­niali mu rów­nież "fizyczną ochronę przed kon­ku­ren­cją" (rela­cjo­no­wał jeden z mene­dże­rów Nie­ftie­chi­mika I.Z. Czer­nych).

Współ­praca Rybo­łow­lewa z Ole­giem Łoma­ki­nem, który ode­grał fatalną rolę w jego życiu, roz­po­częła się w latach 1993-1994, kiedy się umó­wili na wspólny zakup udzia­łów kilku zakła­dów, w tym Nie­ftie­chi­mika. W tym celu Rybo­łow­lew utwo­rzył dział skupu akcji na rynku wtór­nym i zaan­ga­żo­waw­szy na wspól­nika Nie­lu­bina, zacią­gnął kre­dyt w wyso­ko­ści 100 mln rubli w dwóch utwo­rzo­nych przez sie­bie insty­tu­cjach finan­so­wych: banku Kre­dit FD oraz fir­mie inwe­sty­cyj­nej Finan­so­wyj dom. Pie­nią­dze zostały naj­pierw zain­we­sto­wane w zakup vouche­rów, a następ­nie w akcje Nie­ftie­chi­mika, któ­rego dyrek­to­rem gene­ral­nym był wów­czas W.M. Kazan­cew.

Pomię­dzy Rybo­łow­le­wem a kie­row­nic­twem Nie­ftie­chi­mika zawarto ustne poro­zu­mie­nie, na mocy któ­rego miało dojść do sprze­daży spółce Kamien­nyj pojas około 19% udzia­łów przed­się­bior­stwa. Pie­nią­dze na zakup tych akcji prze­ka­zano m.in. z rachun­ków Nie­ftie­chi­mika w banku Kre­dit FD. Ina­czej mówiąc, Kamien­nyj pojas naby­wał udział w przed­się­bior­stwie za pie­nią­dze tego przed­się­bior­stwa i w efek­cie nabył 19,75% udzia­łów z zamia­rem dal­szego kupo­wa­nia udzia­łów Nie­ftie­chi­mika, celem prze­ję­cia pakietu kon­tro­l­nego. Jed­nak de facto udziały pozo­sta­wały u Rybo­łow­lewa jako osoby pry­wat­nej, a nie w fun­du­szu, który je kupił, pła­cąc za nie ze środ­ków Nie­ftie­chi­mika.

"Opie­ku­nem" Rybo­łow­lewa w Moskwie (według wielu osób z jego oto­cze­nia, w tym jego part­ne­rów) był znany auto­ry­tet kry­mi­nalny Siej­fied­din Rusta­mow (alias Rustam bądź Rusłan), zapa­śnik i mistrz sportu, który przed wyjaz­dem do Moskwy przez trzy­na­ście lat miesz­kał w Per­mie. Spe­cja­li­zo­wał się w neu­tra­li­zo­wa­niu na różne spo­soby poten­cjal­nych kon­ku­ren­tów przed aukcjami.

Rusta­mow był jedyną osobą, którą Rybo­łow­lew naprawdę sza­no­wał, któ­rej słu­chał, a jed­no­cze­śnie się bał. "Rustam to solidna kon­struk­cja, auto­ry­tet i chło­paki nie będą z nim dys­ku­to­wać", "to potężna opieka kry­mi­nalna", "auto­ry­tet kry­mi­nalny", "inni będą respek­to­wać i wyko­ny­wać jego decy­zje" - to przy­kłady wypo­wie­dzi Rybo­łow­lewa na temat Rustama. Pozo­stali ban­dyci (part­ne­rzy Rybo­łow­lewa) rów­nież zacho­wy­wali się wobec Rustama z sza­cun­kiem, trak­tu­jąc go jako "auto­ry­tet kry­mi­nalny".

Pod­czas gdy Rusta­mow i Nie­lu­bin zaj­mo­wali się "pro­ble­mami" w Moskwie, Wik­tor Czer­niaw­ski, Sier­giej Maka­row i Oleg Łoma­kin roz­wią­zy­wali "pro­blemy" na szcze­blu lokal­nym, w Per­mie, unie­moż­li­wia­jąc kon­ku­ren­cji naby­wa­nie udzia­łów wszel­kimi środ­kami - legal­nymi i nielegal­nymi. Rola Czer­niaw­skiego pole­gała także na tym, że otrzy­maw­szy infor­ma­cje o uczest­ni­kach aukcji w Per­mie, zawie­rał z nimi pota­jemne poro­zu­mie­nia w spra­wie podziału rynku: wyty­po­wane spółki naby­wały udziały w okre­ślo­nych przed­się­bior­stwach, żeby zablo­ko­wać kon­ku­ren­cję i prze­pro­wa­dze­nie uczci­wych aukcji.

Należy pamię­tać, że poro­zu­mie­nia były wyłącz­nie ustne. Wszyst­kie udziały zostały zaku­pione na nazwi­sko Rybo­łow­lewa. Nie pod­pi­sy­wano żad­nych umów ani doku­men­tów o podziale tych udzia­łów. Trans­ak­cje pie­czę­to­wały jedy­nie uścisk dłoni i słowo honoru. Zasady, a nie prawo. W Rosji lat dzie­więć­dzie­sią­tych taki spo­sób zawie­ra­nia umów był powszechny, a nawet domi­nu­jący. Ale prę­dzej czy póź­niej pro­wa­dziło to do nie­po­ro­zu­mień i kon­flik­tów, które czę­sto koń­czyły się śmier­cią nie­któ­rych uczest­ni­ków wspól­nego biz­nesu. Czasy były bru­talne i krwawe.

Naj­póź­niej w marcu lub kwiet­niu 1994 roku, kiedy odpań­stwo­wie­nie przed­się­biorstw Permu dopiero star­to­wało, w gabi­ne­cie Rybo­łow­lewa w banku Kre­dit FD regu­lar­nie spo­ty­kali się uczest­nicy pry­wa­ty­za­cji zakła­dów che­micz­nych i petroche­micz­nych obwodu per­m­skiego. Usta­lono, że nabyte przez nich udziały zostaną równo podzie­lone mię­dzy Rybo­łow­le­wem (50%) oraz całą resztą (50%). "Cała reszta" (Czer­niaw­ski, Nie­lu­bin, Maka­row i Łoma­kin) podzie­lili mię­dzy sie­bie po równo pozo­stałe 50%. Jed­nak "nie ist­niały żadne umowy na piśmie" - potwier­dza Wadim Jefi­mow. "Wszyst­kie infor­ma­cje spły­wały do Rybo­łow­lewa i to on posia­dał pełną wie­dzę na temat podziału akcji mię­dzy wspól­ni­kami". W takim try­bie, za pośred­nic­twem nale­żą­cego do niego fun­du­szu inwe­sty­cyj­nego, Rybo­łow­lew nabył pierw­sze udziały w kilku spry­wa­ty­zo­wa­nych zakła­dach z branży.

Rybo­łow­lew był odpo­wie­dzialny za zakup vouche­rów oraz reje­stra­cję udzia­łów na kon­cie swo­ich coraz licz­niej­szych przed­się­biorstw. Ale ban­dyci wie­dzieli i wie­rzyli, że udziały są ich wspólną wła­sno­ścią, zwłasz­cza że wielu z nich, podob­nie jak ludzie Rybo­łow­lewa, weszło do zarzą­dów spry­wa­ty­zo­wa­nych spółek. Wspól­nik Rybo­łow­lewa w fun­du­szu Kre­dit FD Szew­cow do końca pierw­szej dekady obec­nego stu­le­cia był człon­kiem zarządu w przed­się­biorstwach Mie­ta­frax, Urał­ka­lij, Sil­wi­nit oraz banku Kre­dit FD. Nie­lu­bin jako przed­sta­wi­ciel banku Kre­dit FD został człon­kiem zarządu Mie­ta­fraxu.

Rybo­łow­lew miał prze­ka­zać część udzia­łów part­ne­rom jako oso­bom pry­wat­nym albo "sprze­dać" je spółce Lips - nowej fir­mie, nale­żą­cej w rów­nych czę­ściach do Czer­niaw­skiego, Łoma­kina, Maka­rowa, Nie­lu­bina i Rusta­mowa. Wciąż cho­dziło o te 50%, które znaj­do­wały się w rękach Rybo­łow­lewa. Jed­nak zda­niem Jefi­mowa Rybo­łow­lew nie chciał się z tego wywią­zać i za każ­dym razem "przy­ta­czał wiele argu­men­tów, żeby nie prze­ka­zy­wać udzia­łów, co do któ­rych ist­niały poro­zu­mie­nia", łamiąc "warunki dotych­cza­so­wych ust­nych usta­leń".

Wspól­nicy Rybo­łow­lewa stale jed­nak wra­cali do tej kwe­stii, argu­men­tu­jąc, jak twier­dził Szew­cow, że "należy podzie­lić zarówno udziały zaku­pione na licy­ta­cjach, ponie­waż oni [ban­dyci] poma­gali w orga­ni­zo­wa­niu licy­ta­cji i brali w nich udział", a udziały, które Rybo­łow­lew nabył póź­niej na rynku wtór­nym, rów­nież zostały kupione za wspólne pie­nią­dze i dla­tego też pod­le­gają podzia­łowi. "Rybo­łow­lew pró­bo­wał uni­kać odpo­wie­dzi na te prośby" - wspo­mi­nał Szew­cow. Po "dłu­giej pre­sji psy­chicz­nej" ze strony Czer­niaw­skiego, Nie­lu­bina, Maka­rowa i Łoma­kina Rybo­łow­lew zgo­dził się prze­ka­zać na ich rzecz 5% udzia­łów Urał­ka­lija, 10% udzia­łów Mie­ta­nolu oraz 8% udzia­łów Nie­ftie­chi­mika. W lutym 1995 roku 15% udzia­łów banku Kre­dit FD, nale­żą­cych do Nie­ftie­chi­mika, sprze­dano spółce Lips. Do zarządu banku doko­op­to­wano Nie­lu­bina i Maka­rowa. Łoma­kin został udzia­łow­cem banku.

Ponadto Rybo­łow­lewa stale o coś pro­szono; a to o "nie­wiel­kie kwoty na budowę domu", a to prze­ka­zy­wano mu listy z proś­bami o pie­nią­dze "na cele cha­ry­ta­tywne", na roz­wój sportu i hodowlę koni, na orga­ni­za­cję tur­nieju ku czci słyn­nego rosyj­skiego zapa­śnika Iwana Pod­dub­nego. W pew­nym momen­cie Rybo­łow­lew z Szew­co­wem stwier­dzili, że "bank to nie jest dojna krowa", i odmó­wili dal­szych poży­czek. "Po odmo­wie prze­ka­zy­wa­nia pie­nię­dzy na popu­la­ry­za­cję sportu sto­sunki z Nie­lu­bi­nem stały się nie­przy­jemne" - opo­wia­dał Szew­cow.

Jed­nak z punktu widze­nia ban­dy­tów były to drobne datki, dużo mniej­sze od pier­wot­nie dekla­ro­wa­nych w umo­wie 50%. W pew­nym momen­cie Czer­niaw­ski oświad­czył Rybo­łow­le­wowi, że są oni "kry­mi­nalną opieką" jego biz­ne­sów i Rybo­łow­lew będzie zmu­szony do odda­nia udzia­łów.

Już w 1993 roku Rybo­łow­lew zatrud­nił oso­bi­stą ochronę. W 1995 roku liczyła ona dwa­na­ście osób. "Kazał stale zmie­niać trasy prze­jazdu, nie zosta­wiać samo­chodu bez nad­zoru, spraw­dzać windy i hol budynku, do któ­rego wcho­dził" - wspo­mina jeden z jego ochro­nia­rzy. Wkrótce Rybo­łow­lew zaczął nosić kami­zelkę kulo­od­porną i kupił sobie opan­ce­rzony samo­chód. Ochrona spraw­dzała torby wszyst­kich osób wcho­dzą­cych do jego biura. Cza­sami musiał się ukry­wać, także za gra­nicą.

W 1994 roku Rybo­łow­lew pod­jął decy­zję o prze­ję­ciu kon­tro­l­nego pakietu zakła­dów Nie­ftie­chi­mik. W tym celu na początku 1995 roku zastą­pił nie­lo­jal­nego pre­zesa Kazan­cewa, który według słów Rybo­łow­lewa "zdra­dził ich", Jew­gie­ni­jem Pan­tie­lej­mo­no­wem, z któ­rym chciał się doga­dać.

"Zdrada" Kazan­cewa pole­gała na tym, że aby zapo­biec prze­ję­ciu przez Rybo­łow­lewa i jego wspól­ni­ków kon­tro­l­nego pakietu akcji Nie­ftie­chi­mika, sprze­dał część udzia­łów zakła­dów ban­kowi Pierm­stroj oraz gru­pie finan­so­wej Sol­wa­lub, a nie Rybo­łow­le­wowi. Moskiew­ska firma Sol­wa­lub rów­nież chciała zdo­być pakiet kon­tro­lny w Nie­ftie­chi­miku, więc wyku­piła wów­czas 20,95% udzia­łów, sta­jąc się głów­nym rywa­lem Rybo­łow­lewa i banku Kre­dit FD. Wsku­tek tego Sol­wa­lub w ramach podziału rynku pomię­dzy part­ne­rami prze­jął kon­trolę nad naj­bar­dziej docho­do­wym ryn­kiem eks­por­to­wym Nie­ftie­chi­mika.

Zro­zu­miałe, że po takiej "zdra­dzie" Rybo­łow­lew posta­no­wił zastą­pić pre­zesa Nie­ftie­chi­mika osobą lojalną wobec niego i od listo­pada 1994 roku wie­lo­krot­nie nama­wiał Kazan­cewa do dobro­wol­nego opusz­cze­nia sta­no­wi­ska, ale ten za każ­dym razem odma­wiał. Odwo­ła­nie pre­zesa Nie­ftie­chi­mika wbrew jego woli było pra­wie nie­moż­liwe. Zgod­nie ze sta­tu­tem spółki pre­zesa wybie­rano na dwa lata i nie można go było odwo­łać przed upły­wem jego kaden­cji. A do zmiany sta­tutu potrzebna była więk­szość dwóch trze­cich gło­sów akcjo­na­riu­szy, co było nie­osią­galne: nie zgo­dzi­liby się na to ani akcjo­na­riu­sze, ani pra­cow­nicy przed­się­bior­stwa, któ­rzy mieli prawo głosu.

Aby zmu­sić Kazan­cewa do rezy­gna­cji ze sta­no­wi­ska, w grud­niu 1994 roku pod­czas jego nie­obec­no­ści prze­pro­wa­dzono audyt finan­sowy spółki, który stwier­dzał, że wsku­tek błęd­nych decy­zji Kazan­cewa Nie­ftie­chi­mik stra­cił 8 miliar­dów rubli. Kazan­cew spraw­dził wnio­ski z audytu i udo­wod­nił, że w wyniku jego dzia­łań na sta­no­wi­sku pre­zesa przed­się­bior­stwo odno­to­wało zysk w wyso­ko­ści 6 miliar­dów rubli, a dane z audytu zostały sfa­bry­ko­wane przez ludzi Rybo­łow­lewa. "Nie odpo­wia­dam już za pań­skie bez­pie­czeń­stwo" - miał powie­dzieć Rybo­łow­lew do Kazan­cewa w roz­mo­wie tele­fo­nicz­nej, co było jawną groźbą fizycz­nej eli­mi­na­cji opo­nenta.

Rów­nież w grud­niu 1994 roku Szew­cow zasu­ge­ro­wał A.I. Kre­cze­to­wowi, by "spo­wo­do­wać u Kazan­cewa obra­że­nia ciała [...], żeby ten zre­zy­gno­wał ze sta­no­wi­ska", ponie­waż "nie chce współ­pra­co­wać i prze­szka­dza".

Kre­cze­tow pra­co­wał u Rybo­łow­lewa jako ochro­niarz w biu­rach banku za 300 dola­rów mie­sięcz­nie. Wcze­śniej słu­żył w jed­nost­kach spe­cjal­nych w Kazach­sta­nie, zaj­mo­wał się ochroną obiek­tów o szcze­gól­nym zna­cze­niu, bie­gle posłu­gi­wał się wszyst­kimi rodza­jami broni i był mistrzem sportu w bok­sie. Po odej­ściu z woj­ska pra­co­wał jako instruk­tor walki wręcz, następ­nie uczęsz­czał na kurs ochro­niar­ski, a nawet uzy­skał dyplom inży­niera elek­tro­nika.

Kre­cze­tow zaczął szu­kać ludzi do pobi­cia Kazan­cewa, ale pod koniec grud­nia 1994 roku pole­ce­nie wyco­fano, ponie­waż Kazan­cew zgo­dził się podać do dymi­sji i 10 stycz­nia 1995 roku pod­pi­sał rezy­gna­cję z datą 21 stycz­nia. 23 stycz­nia 1995 roku Pan­tie­lej­mo­now objął obo­wiązki pre­zesa, a w kwiet­niu 1995 roku walne zgro­ma­dze­nie akcjo­na­riu­szy zatwier­dziło go na tym sta­no­wi­sku.

Po tym jak w 1995 roku Rybo­łow­lew został współ­wła­ści­cie­lem Mie­ta­fraxu, po raz pierw­szy poje­chał do Genewy, gdzie spółka miała filię, i jako jej pra­cow­nik zło­żył wnio­sek o zezwo­le­nie na stały pobyt w Szwaj­ca­rii.

Jak wspo­mi­nała wiele lat póź­niej Jelena, żona Rybo­łow­lewa, "w 1994 roku, po spry­wa­ty­zo­wa­niu wielu zakła­dów, rosyj­scy prze­stępcy zaczęli gro­zić naszej rodzi­nie, ponie­waż Dmi­trij osią­gnął wielki suk­ces w biz­ne­sie. Wie­lo­krot­nie roz­wa­ża­li­śmy z Dmi­trijem koniecz­ność prze­pro­wadzki z Rosji do miej­sca, gdzie mogli­by­śmy stwo­rzyć dom, a jed­no­cze­śnie skąd Dmi­trij mógłby pro­wa­dzić inte­resy [...]. Uznał, że Genewa będzie bez­piecz­nym miej­scem do życia, bio­rąc pod uwagę to, co się działo w Rosji pod­czas pry­wa­ty­za­cji. Gdy tylko Dmi­trij otrzy­mał pozwo­le­nie na pobyt, posta­no­wi­li­śmy się osie­dlić w Gene­wie [...] i zro­bi­li­śmy to w maju 1995 roku".

Ale w Gene­wie na stałe zamiesz­kały teraz tylko Jelena i córka Jeka­tie­rina. Sam Rybo­łow­lew więk­szość czasu prze­by­wał w Rosji. Wydaje się, że wła­śnie w tym okre­sie pod­jął decy­zję o "wyro­lo­wa­niu" swo­ich ban­dy­tów - wszyst­kich poza Rusta­mo­wem. Posta­no­wił zastą­pić "ochronę" ban­dy­tów z Permu "ochroną" tych z Moskwy.

Nego­cja­cje w tej spra­wie pomię­dzy Rybo­łow­le­wem i Rusła­nem z jed­nej strony a Czer­niaw­skim, Łoma­ki­nem, Nie­lu­bi­nem i Maka­ro­wem z dru­giej toczyły się latem 1995 roku w Moskwie. "Roz­sta­jemy się z nimi" - powie­dział wów­czas Rybo­łow­lew do szefa swo­jej służby bez­pie­czeń­stwa M.W. Oszczep­kowa. Ban­dyci zorien­to­wali się, że "Rybo­łow­lew chce wszystko podzie­lić mię­dzy sie­bie i Rusłana". Według Rybo­łow­lewa "Łoma­ki­nowi zako­mu­ni­ko­wano, że nie ma czego szu­kać w Nie­ftie­chi­miku".

Widocz­nie Rusta­mow uwa­żał, że wszystko zostało doga­dane z jego wspól­ni­kami z Permu. 4 sierp­nia 1995 roku nowy dyrek­tor Nie­ftie­chi­mika Pan­tie­lej­mo­now na zapro­sze­nie Rybo­łow­lewa pole­ciał do Moskwy, żeby poznać Rusta­mowa i uzgod­nić z nim kwe­stie finan­sowe. Po spo­tka­niu i roz­mo­wie Pan­tie­lej­mo­now zro­zu­miał, że "Rusłan popiera Rybo­łow­lewa, a chło­paki (Nie­lu­bin, Czer­niaw­ski, Łoma­kin i Maka­row) odcho­dzą". Teraz Nie­ftie­chi­mik miał się roz­li­czać bez­po­śred­nio z Rusta­mowem, a ten zapew­niał Rybo­łow­le­wowi i Pan­tie­lej­mo­nowowi brak kło­po­tów.

Pierw­sze pie­nią­dze z konta jed­nej z firm Rybo­łow­lewa tra­fiły do Rusta­mowa w pierw­szej poło­wie sierp­nia. Jed­no­cze­śnie do moskiew­skiego oddziału Kre­dit FD prze­kie­ro­wano więk­szość środ­ków pocho­dzą­cych ze wspól­nych inte­re­sów, któ­rych udzia­łow­cem był Rybo­łow­lew. Sam Rusta­mow został mia­no­wany zastępcą dyrek­tora moskiew­skiej filii oraz zastępcą kie­row­nika do spraw sprze­daży banku Kre­dit FD. Wygląda na to, że dostał rów­nież 10% w biz­ne­sach Rybo­łow­lewa. W tym samym cza­sie z zarządu usu­nięto ban­dy­tów z Permu.

4 wrze­śnia 1995 roku Pan­tie­lej­mo­now został zastrze­lony przy wej­ściu do wła­snego domu w Per­mie.

Jak opo­wia­dała póź­niej żona Pan­tie­lej­mo­nowa, tego ranka jej mąż wybie­rał się na spo­tka­nie biz­ne­sowe. O 7.55 wyszedł z miesz­ka­nia z psem, a wtedy jego żona "usły­szała trza­ski". Wybie­gła z domu i zoba­czyła leżą­cego na posadzce męża. Jej zda­niem "mąż nie miał z nikim kon­flik­tów i nie spo­dzie­wał się zama­chu".

18 marca 1996 roku poli­cja zatrzy­mała Łoma­kina i U.A. Kir­sa­nowa pod zarzu­tem udziału w mor­der­stwie. Cho­dziło jed­nak o zupeł­nie inne zabój­stwo: w nocy 8 listo­pada 1995 roku zabito Zujewa - członka grupy prze­stęp­czej Łoma­kina.

Tu warto pod­kre­ślić, że part­ner Rybo­łow­lewa Oleg Gien­na­di­je­wicz Łoma­kin był kla­sycz­nym ban­dytą i kie­ro­wał zor­ga­ni­zo­waną przez sie­bie grupą rabu­siów i zabój­ców. Był byłym "afgań­czy­kiem", tj. czło­wie­kiem, który brał udział w dzia­ła­niach wojen­nych w Afga­ni­sta­nie, potra­fił posłu­gi­wać się bro­nią, nawet gra­nat­ni­kiem. Według nie­któ­rych jego zna­jo­mych w Afga­ni­sta­nie "ześwi­ro­wał" i stał się nie do opa­no­wa­nia. W 1989 roku został ska­zany na pięć lat wię­zie­nia w spra­wie kry­mi­nal­nej. W 1992 roku zwol­niono go warun­kowo, ale już 22 grud­nia 1992 roku w biały dzień wdał się w sprzeczkę na rynku w Per­mie z tak­sów­ka­rzem, który za ofe­ro­wane 200 rubli odmó­wił pod­wie­zie­nia go (tak­sów­karz zażą­dał 500, a kurs wyno­sił około 400 rubli za dolara). Łoma­kin strze­lił mu w twarz z pisto­letu gazo­wego, na który nie miał pozwo­le­nia.

Łoma­kin rzu­cił się do ucieczki, ale został zatrzy­many. Znowu tra­fił do wię­zie­nia, wkrótce jed­nak go zwol­niono. W latach 1993-1994 w jakiś spo­sób został part­ne­rem Rybo­łow­lewa w pry­wa­ty­za­cji zakła­dów che­micz­nych i petroche­micz­nych obwodu per­m­skiego, cho­ciaż ten nie mógł nie wie­dzieć, że Łoma­kin jest bez­względ­nym kry­mi­na­li­stą.

Nie­wy­klu­czone, że Rybo­łow­lewa i Olega Łoma­kina przed­sta­wił sobie inny Łoma­kin: Ana­to­lij Gien­na­di­je­wicz Łoma­kin, cho­ciaż w żad­nej jego bio­gra­fii nie ma infor­ma­cji, że był bra­tem Olega.

Ana­to­lij Łoma­kin uro­dził się 30 czerwca 1952 roku. W 1975 roku ukoń­czył pre­sti­żowy i eli­tarny Moskiew­ski Pań­stwowy Insty­tut Sto­sun­ków Mię­dzy­na­ro­do­wych (MGIMO). Do 1985 roku pra­co­wał w jed­nym z oddzia­łów Sojuz­pro­mek­sportu, gdzie awan­so­wał na sta­no­wi­sko dyrek­tora zakła­dów Kalij Agro­chi­mek­sport. Następ­nie pra­co­wał w przed­sta­wi­ciel­stwie han­dlo­wym ZSRR w Danii, w latach 1985-1989 był dyrek­to­rem han­dlo­wym firmy Fer­shi­mex w Bel­gii, co było w realiach radziec­kich nie­zwy­kłe - do pracy za gra­nicą dopusz­czano wybra­nych. W 1992 roku Ana­to­lij Łoma­kin powo­łał spółkę MKK, zrze­sza­jącą naj­więk­szych pro­du­cen­tów nawo­zów pota­so­wych - Urał­ka­lij, Sil­wi­nit i Bie­ła­ruś­ka­lij. W 1994 roku został dyrek­to­rem gene­ral­nym MKK. Wła­śnie w tym cza­sie Rybo­łow­lew poznał Olega Łoma­kina i roz­po­częła się ich współ­praca.

Banda Olega Łoma­kina trud­niła się roz­bo­jami, rabun­kami i mor­der­stwami. W jej arse­nale znaj­do­wała się broń biała i palna, w tym, jak wyka­zało póź­niej śledz­two, pisto­let małego kali­bru z tłu­mi­kiem, kilka pisto­letów Toka­riewa TT, kara­bi­nek Kałasz­ni­kowa zała­twiony przez Czer­niaw­skiego wio­sną 1994 roku, kara­bin i cztery gra­nat­niki prze­ciw­pan­cerne RPG-18 Mucha zdo­byte w lipcu i sierp­niu 1995 roku. Ta broń wpa­dła w ręce śled­czych - w rze­czy­wi­sto­ści roz­pro­szo­nej w róż­nych punk­tach broni było wię­cej.

Łoma­kin po raz pierw­szy poja­wił się w zakła­dach mniej wię­cej w lutym 1995 roku. Przed­sta­wiono go jako "kon­tro­lera" od Rybo­łow­lewa. Nie inge­ro­wał w dzia­łal­ność i nikomu nie wyda­wał pole­ceń zwią­za­nych z pracą - nie na tym pole­gała jego funk­cja. Rolą Łoma­kina było anga­żo­wa­nie się we wszyst­kie sprawy zwią­zane z przed­się­bior­stwem, kon­tro­lo­wa­nie wszyst­kiego, w tym zysków, pil­no­wa­nie zbytu oraz wypłat dywi­dendy. Łoma­kin pil­no­wał pie­nię­dzy. W rze­czy­wi­sto­ści nie był tu potrzebny, nie był "kon­tro­le­rem" od Rybo­łow­lewa, lecz wymu­sza­ją­cym hara­cze przed­sta­wi­cie­lem per­m­skiej mafii.

Łoma­kin miał wła­sne biuro w budynku Nie­ftie­chi­mika i ofi­cjal­nie repre­zen­to­wał "inte­resy akcjo­na­riu­szy" oraz "dbał o inte­resy przed­się­bior­stwa". Zara­biał 2000-2500 dola­rów mie­sięcz­nie. Zakład kupił Łoma­kinowi miesz­ka­nie i prze­ka­zał mu do oso­bi­stego użytku nowego SUV-a Mit­su­bi­shi Pajero wypro­du­ko­wa­nego w 1995 roku. Samo­chód nale­żał do Nie­ftie­chi­mika i był wynaj­mo­wany Łoma­kinowi za 10 tysięcy rubli mie­sięcz­nie. Średni roczny kurs rubla w 1995 roku wyno­sił 4558 rubli za dolara. Ina­czej mówiąc, Łoma­kin wynaj­mo­wał samo­chód od Nie­ftie­chi­mika za 2,19 dolara mie­sięcz­nie. W lutym 1996 roku odku­pił on samo­chód od przed­się­bior­stwa za 220 mln rubli (4720 dola­rów), co też nie było wygó­ro­waną ceną.

Łoma­kin miał na sumie­niu jesz­cze jed­nego trupa: 26 paź­dzier­nika 1995 roku około 23.00 spo­tkał dziew­czynę o imie­niu Marina w barze Grotto w hotelu Ural w Per­mie. Następ­nego ranka odwiózł Marinę do jej domu. W dro­dze powrot­nej jechał z pręd­ko­ścią 80-90 km/h i omi­ja­jąc auto­bus, potrą­cił śmier­tel­nie czło­wieka. Zatrzy­mał się, wysiadł z samo­chodu, upew­nił się, że potrą­cona osoba nie żyje, zmar­twił się, że uszko­dził samo­chód, i odje­chał. Rze­czy­wi­ście wsku­tek wypadku samo­chód miał wgnie­ce­nia. Następ­nego dnia Łoma­kin zosta­wił auto w oko­licy uni­wer­sy­tetu, a kilka dni póź­niej zgło­sił poli­cji, że skra­dziono mu samo­chód, w cza­sie gdy prze­by­wał na dele­ga­cji (od 12 do 25 paź­dzier­nika) w innym mie­ście, Jeka­te­ryn­burgu, skąd wła­śnie wró­cił.

18 marca 1996 roku Łoma­kin został zatrzy­many. Tego samego dnia zatrzy­mano też Kir­sa­nowa. Jed­nak pod­czas gdy Kir­sa­no­wowi posta­wiono zarzut zabój­stwa Zujewa, Łoma­kina na razie oskar­żono o zabi­cie pie­szego, Alek­san­dra Dunina.

Łoma­kin nie przy­znał się do winy. Na prze­słu­cha­niu 20 marca znowu zeznał, że auto zostało mu skra­dzione i nie potrą­cił pie­szego, gdyż znaj­do­wał się tego dnia w Jeka­te­ryn­burgu. Liczne zezna­nia świad­ków wska­zu­ją­cych Łoma­kina jako kie­rowcę samo­chodu, który potrą­cił czło­wieka, nie zro­biły na nim wra­że­nia. Pod­czas kolej­nego prze­słu­cha­nia 28 marca ponow­nie nie przy­znał się do winy i pod­trzy­mał wcze­śniej­sze zezna­nia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Urał­ka­lij powstał w 1934 roku decy­zją Pre­zy­dium Pań­stwo­wego Komi­tetu Pla­no­wa­nia ZSRR jako Sojuz­ka­lij. W 1964 roku grupa Sojuz­ka­lij zmie­niła nazwę na Urał­ka­lij i stała się głów­nym rosyj­skim pro­du­cen­tem i eks­por­te­rem nawo­zów pota­so­wych. W Per­mie znaj­do­wały się naj­więk­sze na świe­cie złoża soli pota­so­wych, waż­nego surowca nie­zbęd­nego do pro­duk­cji nawo­zów. Główne kopal­nie soli znaj­dują się w pobliżu Bie­rie­zni­ków i Soli­kam­ska w obwo­dzie per­m­skim. Urał­ka­lij uzna­wano za jed­nego z naj­więk­szych pro­du­cen­tów nawo­zów pota­so­wych na świe­cie. W 1992 roku Urał­ka­lij został spółką akcyjną. [wróć]