1
Moja grupa i ja
Trzy możliwości
stały zawsze przed człowiekiem, ilekroć spotkał się z Innym:
mógł wybrać wojnę, mógł odgrodzić się murem, mógł nawiązać
dialog. (...) W mitach wielu plemion i ludów zawarte jest przekonanie,
że ludźmi jesteśmy tylko my - członkowie naszego klanu, naszej
społeczności, a Inni, wszyscy Inni, są podludźmi albo w ogóle
ludźmi nie są.
Ryszard Kapuściński,
Ten Inny
Moja jest
tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to
moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja
najmojsza!
Dzień Świra
(reż. Marek Koterski)
1.1
Zaczęło się dawno, dawno temu...
Dlaczego wśród ludzi
konfliktów nie rozwiązuje się poprzez pieszczoty lub zaproszenie
na spacer w stronę zachodzącego słońca? Dlaczego bliższe są
nam agresja, rywalizacja i zawiść? Szympansy bonobo, gatunek,
z którym ludzie są ewolucyjnie blisko spokrewnieni, konflikty
społeczne rozwiązują w sposób zadziwiający dla wielu z nas. Gdy
wzrasta napięcie i robi się nieprzyjemnie, zamiast walki i pokazów
dominacji bonobo wybierają zabawę i seks. Dzięki niskiemu poziomowi
agresji i rozbudowanemu życiu seksualnemu zasłużyły sobie na miano
hipisów wśród małp. Czy cały gatunek może zatem ograniczyć
stosowanie agresji? Najwyraźniej może. Pamiętajmy jednak, że
procesy ewolucji kształtują zróżnicowane zachowania adaptacyjne
w zależności od warunków, w jakich rozwijają się osobniki danego
gatunku (Coyne, 2009). Ewolucja Homo sapiens,
która przebiegała w warunkach częstego niedoboru pożywienia, walk
z drapieżnikami i zmieniającego się klimatu (Tattersall, 2001),
wzmocniła u ludzi inne tendencje niż u bonobo. Warto tu przytoczyć
wyniki najnowszych badań genetycznych, wskazujących na to, że około
70 tysięcy lat temu nasz gatunek był na skraju wyginięcia! W pewnym
momencie naszej ludzkiej historii przy życiu pozostało mniej niż
dwa tysiące osobników. Na szczęście dla nas ten kryzys został
zażegnany i ludzie rozprzestrzenili się na całą planetę. To
właśnie rywalizacja pomiędzy grupami, wzmacniając współpracę
wewnątrz grup, przyczyniła się do tej ekspansji.
RAMKA 1.1.
Życie społeczne
bonobo
Gatunek zidentyfikowany
dopiero w roku 1929, w Polsce znany jest pod nazwą szympans bonobo lub
szympans karłowaty. Jest to bliski nam ewolucyjnie krewniak. Małpy te od
dawna intrygują naukowców i miłośników biologii swoim nietuzinkowym
podejściem do życia społecznego. Mimo że, podobnie jak u szympansów,
to samce są fizycznie większe, grupą zarządzają tu koalicje samic. Co
najbardziej wyróżnia wspólnoty bonobo z grup szympansów (i ludzi...),
to niemal nieustanne kontakty seksualne w przeróżnych konfiguracjach
pomiędzy wszystkimi członkami grupy. Co więcej, bonobo wykorzystują
seks nie tylko jako mechanizm wzmocnienia więzi, lecz także jako
sposób rozwiązywania konfliktów. Zatargi, które u szympansów często
kończą się agresją, wśród bonobo łagodzone są przez pieszczoty,
całusy (tak! bonobo całują się w usta, jak ludzie), iskanie czy
zaproszenie do kontaktów seksualnych, inicjowanych przez samice.
Życie społeczne bonobo jest zdecydowanie
mniej okrutne niż ich małpich krewniaków. Zabójstwa noworodków
dokonywane przez konkurujących ze sobą samców, tak popularne
w świecie zwierząt, prawie się tutaj nie zdarzają. Jest to
wielka ewolucyjna korzyść dla gatunku, bo znacznie więcej potomstwa
przeżywa.
Frans de Waal, etolog, czyli naukowiec
badający warunki kształtujące zachowania zwierząt, pisząc o bonobo,
wskazuje na podobieństwa ich zachowań do zachowań ludzkich. Na
przykład, jeśli chodzi o pozycje seksualne, to choć szympansy
właściwie prawie nigdy nie przybierają pozycji twarzą w twarz (tak
zwanej klasycznej), bonobo jednak kopulują w ten sposób często. De
Waal, który sam prowadził wieloletnie badania nad bonobo, podkreśla
także ich ogólną wrażliwość na bodźce zewnętrzne. Podobno
w trakcie bombardowań niemieckich miast podczas II wojny światowej
wszystkie bonobo mieszkające w dużym ogrodzie zoologicznym
w Hellabrunn zmarły ze strachu przed hałasem. Z kolei szympansy,
ich ewolucyjni krewniacy, przeżyły (De Waal, 2006). Historia bonobo
pokazuje, jak mogłoby wyglądać życie naszych wczesnych przodków,
gdyby warunki życia i nisze ekologiczne były bliższe tym, w których
ewoluowały szympansy karłowate.
Etnocentryzm, czyli spostrzeganie
własnej grupy jako lepszej od innych i przedkładanie jej nad
inne grupy, może więc mieć swoje korzenie w ewolucji naszego
gatunku. Wiemy, że wiele gatunków zwierząt, podobnie jak ludzie,
przedkłada własną grupę nad obcą (Hartshorn, Kaznatcheev i Shultz,
2013). To ewolucja kształtowała zdolności poznawcze ludzi i wpływała
na rozwój umiejętności potrzebnych do życia społecznego naszych
stadnie żyjących przodków. Współczesny etnocentryzm jest przy tym
wzmacniany mechanizmami, które ułatwiają scalanie grupy. W dalszej
części książki opiszemy te mechanizmy i pokażemy, w jaki sposób
napędzają one rywalizację międzygrupową. Napiszemy też o tym, jak
nasze ewolucyjne dziedzictwo było już wielokrotnie przezwyciężane
i jakie czynniki ograniczają wpływ wywierany przez ewolucję. Nie
zmienia to faktu, że podstawy tak łatwego popadania w konflikty
z przedstawicielami innych narodów, grup etnicznych czy kultur tkwią
właśnie w naszej ewolucyjnej historii. Ksenofobia - niechęć do
innych grup - długo ułatwiała życie naszym przodkom. W dzisiejszym
świecie traktowanie innych grup jako obcych pozwala wielu ludziom
w prosty sposób porządkować świat i wskazywać winnych wszelkich
nieszczęść.
Na afrykańskich równinach,
gdzie dokonywał się proces ewolucji, samotny, pozbawiony
przynależności do stada Homo sapiens nie mógł
przetrwać. Samotni, zabłąkani przedstawiciele i przedstawicielki
naszego gatunku pozostawali bezbronni. Szacuje się, że przez pierwsze
dziesiątki tysięcy lat ludzie zdobywali pożywienie i bronili
się przed zagrożeniami w małych grupach rozrzuconych po wschodniej
i południowej Afryce (Atran, 2010). Symulacje komputerowe pozwalające
na odtworzenie różnych ewolucyjnych strategii adaptacyjnych wykazały
użyteczność etnocentryzmu dla przetrwania grupy. Może on być
szczególnie potrzebny w sytuacji, gdy współpraca z innymi członkami
rodzącej się społeczności jest kosztowna i wymaga poświęceń od
jednostki (Hammond i Axelrod, 2006). Rywalizacja pomiędzy mniejszymi
grupami naszych przodków i niechęć do sąsiadów wspomogła
rozwój tych grup i ułatwiała współpracę między członkami danej
społeczności.
Współczesne badania psychologiczne nad
tym, jak ludzie funkcjonują w grupach, wskazują, jak łatwo dzieli
się świat na "naszych" i "obcych". Podział ten dokonuje się
wręcz automatycznie. Takie widzenie świata pomaga ludziom organizować
otoczenie społeczne. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim
dlatego, że w taki sposób funkcjonują nasze umysły. Automatycznie
przydzielamy napotkane osoby, rzeczy, zjawiska do jakiejś grupy: czy
napotkana osoba jest kobietą, Polką, czy napotkany pies wygląda jak
jeden z tych groźnych, czy raczej miłych? W psychologii mówimy o tej
tendencji do przydzielania ludzi do grup, że służy ona kategoryzowaniu,
tworzeniu zbiorów i podzbiorów, nadając każdemu z nich przydatne
w życiu społecznym etykiety. Nie odnosi się to wyłącznie do świata
fizycznego, ale przejawia się też w naszym życiu społecznym. Im
bardziej dana cecha jest wyraźna i rzucająca się w oczy (cechy
płciowe, kolor skóry), tym łatwiej staje się wyróżnikiem danej
kategorii czy zbioru. Takie szufladkowanie sprawia, że każdy napotkany
osobnik przynajmniej po części staje się nam bardziej znany, a dzięki
temu wiemy, jak się wobec niego zachować: czy się do niego zbliżać
("bo swój"), czy unikać ("bo obcy").
Tożsamość społeczna, związana
z poczuciem "nasi górą", oparta jest właśnie na przynależności
do tak wydzielonej wspólnoty. Wspólnoty osób należących do jednej
kategorii (Polki, kibice mojej drużyny, gracze z mojego klubu,
followersi uwielbianego przeze mnie blogera, uczennice i uczniowie
mojego liceum). Ta przynależność do wspólnych kategorii wytwarza
poczucie związku z większą zbiorowością nawet wówczas, gdy nie
znamy wszystkich osób, które do niej należą. Nie musimy sobie z tego
zdawać sprawy, ale to, kogo uważamy za "swojego", wpływa na to,
jak oceniamy napotykanych ludzi, i w rezultacie decyduje między innymi
o tym, czy im pomagamy i czy wierzymy w to, co mówią.
Dzielenie ludzi jest czymś dla nas
naturalnym i wynika z tego, w jaki sposób nasz umysł przetwarza
informacje o świecie społecznym. Po prostu dzięki kategoryzowaniu
możemy uporządkować szum informacyjny, który na co dzień
nas otacza. Dla naszych zachowań duże znaczenie ma to, jak siebie
zdefiniujemy, jakie mamy normy (wartości, zwyczaje) jako członkowie
grup społecznych. Wiadomo, że inaczej zachowujemy się jako kibice
piłkarscy, inaczej jako studentki, matki, ojcowie, córki i synowie
spotykający się na urodzinach brata. Wybieramy reakcje i działania
w zależności od tego, jaką rolę społeczną (i wyuczoną) przyjmujemy
i jakie zachowania wcześniej w danym kontekście prowadziły do
upragnionego celu. Nasze zachowania zależą też od tego, jakie są
normy społeczne dotyczące danej roli, na przykład czego nie wypada
robić i mówić w kościele, jeśli chcemy być dobrymi katolikami,
albo jak się zachowywać w trakcie meczu i po nim, jeśli chcemy być
częścią grupy kibiców, oddanych drużynie na dobre i złe. Właśnie
to, czego inne osoby z grupy oczekują od jej członków i członkiń,
oraz normy panujące w grupie wpływają na nasze funkcjonowanie. Należy
przy tym pamiętać, że normy zachowań osób z danej grupy zależą
od kontekstu społecznego. Na przykład co innego będzie znaczyło
bycie katolikiem w Polsce, co innego w Irlandii Północnej (z jej
napięciami religijnymi i konfliktem katolików z protestantami),
co innego natomiast w kraju, gdzie katolicy stanowią zdecydowaną
mniejszość (na przykład w dotkniętej wojną Syrii). Co innego mamy
w głowie, gdy przebywamy w otoczeniu innych osób religijnych, a co
innego, gdy wdajemy się w dyskusję z osobami niewierzącymi.
Podsumowując, podział My i Oni działa
w służbie uproszczenia świata społecznego i czyni go bardziej
przewidywalnym. Etykietka "oni" zawiera mnóstwo założeń (często
ogólnikowych i nieprawdziwych) na temat tych "onych" i nie musimy
już zdobywać informacji, jaka jest ta konkretna kobieta, ci Żydzi
z Izraela, którzy przyjadą na wymianę młodzieżową do Polski,
tych dwóch kibiców z szalikami klubowymi czy ten nowy nauczyciel
w naszej szkole. Wydaje nam się, że już to wiemy, w myśl zasady
"wiadomo, jacy są nauczyciele, ten pewnie jest podobny". Często
jednak nie jest to żadna wiedza, lecz przyswojone przez nas uproszczone
obrazy całej grupy społecznej, na których podstawie próbujemy
oceniać konkretnych ludzi należących do tych grup. Przekonania te,
zbierane od najwcześniejszych lat - od rodziców, w szkole,
wśród rówieśników - są łatwo dostępne i pod ręką,
kiedy ich potrzebujemy. Odrzucenie ich, refleksja nad własnymi
przekonaniami, zdobywanie wiedzy o konkretnym człowieku - wszystko
to wymaga wysiłku. Nasze zmysły nieustannie odbierają dawki nowych
informacji, jesteśmy wprost bombardowani danymi napływającymi ze
świata i aby się w tym nadmiarze wszystkiego odnaleźć i w miarę
spokojnie funkcjonować, próbujemy nadać tej rzeczywistości sens
i znaczenie. Między innymi tworząc pojemne kategorie (takie jak swoi
i obcy), upraszczamy świat.
1.2
Górą nasi, więc brawo
ja!
Po co jednak identyfikujemy
się z różnymi grupami, utożsamiamy się z narodem, traktujemy obcych
ludzi jak bliską rodzinę? Dlaczego tak łatwo tworzymy podziały na
"my" i "oni"? Czemu bez trudu przychodzą nam argumenty typu
"Wszystkie kobiety tak mają" lub "Oni są z Warszawy, to wszystko
wyjaśnia"? Czy sama przynależność do grupy i identyfikacja
z nią (czyli poczucie związku) coś nam daje, pomaga, ułatwia
życie? Krótka odpowiedź powinna brzmieć: tak. Trochę dłuższa:
tak, oczywiście.
Na pozytywne konsekwencje identyfikowania
się z grupą wskazują badania nad tożsamością społeczną. Termin
ten wyjaśnia, w jaki sposób ludzie opisują swoje miejsce
w społeczeństwie. Tożsamość społeczna polega na tym, iż czujemy,
że należymy do konkretnej kategorii społecznej (takiej jak płeć,
naród, zawód), i wiąże się z emocjonalnym zaangażowaniem
w grupę, podzielanym z innymi jej członkami. Tożsamość
społeczna wpływa na to, jak widzę siebie w roli badaczki, Polki; jak
interpretuję swoje zachowanie jako męża czy ojca. To, że zaliczamy
siebie do danej grupy społecznej, jest ważne. Sam fakt zaliczenia
i spostrzegania siebie jako członka danej grupy wpływa na to, że
preferujemy inne osoby z grupy własnej. Nawet jeśli nie znamy osób
z innych kultur czy krajów ani nie mamy z nimi żadnych zatargów
czy konfliktów. Emocjonalne zaangażowanie sprawia, że chronimy
pozytywną samoocenę, opartą na wizerunku grupy, poprzez wybielanie
i faworyzowanie swoich. Mechanizmy te nasilają się w sytuacjach
porównań międzygrupowych, gdy mamy do czynienia z innymi grupami
społecznymi albo gdy myślimy o sobie nie jako indywidualnych osobach,
lecz jako członkach swojej grupy (na przykład myślę o tym, że ja,
Polak, spotykam Niemca, a nie że ja, Stefan, spotykam innego Stefana
- akurat pochodzącego z Niemiec).
Intensywne badania nad rozwojem
tożsamości społecznej prowadził jeden z bardziej zasłużonych
europejskich psychologów społecznych - angielski badacz
polskiego pochodzenia Henri Tajfel. Urodzony we Włocławku, opuścił
międzywojenną Polskę, aby studiować na Sorbonie. Walczył w II wojnie
światowej, przeżył niemiecką niewolę i ukończył psychologię
w Wielkiej Brytanii. Sam, jako Żyd, padł ofiarą uprzedzeń, będących
tragicznym skutkiem konfliktów międzygrupowych. Dzięki swoim badaniom
pokazał, że bardzo ważną motywacją związaną z podkreślaniem
przynależności do grupy i rozwijaniem się różnych tożsamości
społecznych jest dążenie do budowania pozytywnego obrazu własnego
Ja poprzez podkreślanie wyższości "swoich". Obniżona samoocena
motywuje ludzi do silniejszego podkreślania swojej przynależności do
danej grupy, a identyfikacja z grupą i podkreślanie jej mocnych
stron często podwyższa ich samoocenę i przywraca im utracone
w innych sytuacjach poczucie własnej wartości. Stąd też wybiórcze,
tendencyjne patrzenie na sukcesy (które podkreślamy) i porażki
(które umniejszamy i bagatelizujemy) własnej grupy. To również jest
źródłem łatwiejszego usprawiedliwiania przewinień osób, z którymi
łączy nas narodowość, kultura czy pochodzenie (Tajfel i Turner,
1979).
RAMKA 1.2
Przeciwności losu
w życiu jednego
z pionierów psychologii społecznej,
Henriego
Tajfela
Ten znakomity naukowiec
i psycholog urodził się we Włocławku w 1919 roku, w rodzinie
żydowskiej. Wyjechał z Polski między innymi ze względu na dotyczące
Żydów ograniczenia związane z dostępem do wyższej edukacji. Przybył
do Francji, gdzie rozpoczął studia chemiczne na Uniwersytecie w Tuluzie
i na paryskiej Sorbonie. Po wybuchu II wojny światowej Tajfel
zaciągnął się do armii francuskiej, w wyniku czego dostał się
do niemieckiej niewoli. Gdy po wojnie wrócił do domu, okazało się,
że wielu jego najbliższych nie przeżyło hitlerowskiej okupacji. Nie
mogąc znaleźć swojego miejsca we Francji, Tajfel wyjechał do
Wielkiej Brytanii, gdzie współpracował z organizacjami humanitarnymi
pomagającymi uchodźcom. Pracę tę później często wspominał jako
największe osiągnięcie swojego życia. Ponieważ studiowanie chemii
nie do końca go satysfakcjonowało, rozpoczął studia psychologiczne,
bliskie jego zainteresowaniom problematyką uprzedzeń i mechanizmów
dyskryminacji. Pracował na Uniwersytecie Oksfordzkim i na Uniwersytecie
w Bristolu. Był jednym z założycieli Europejskiego Stowarzyszenia
Eksperymentalnej Psychologii Społecznej, a także autorem wielu badań
i teorii ważnych dla rozwoju światowej psychologii społecznej.
Jak pisał później na stronach
internetowych Europejskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej jego
uczeń, również psycholog społeczny, Steven Reicher, doświadczenia
wojny i utraty bliskich wpłynęły na późniejszą ścieżkę życia
Tajfela w trójnasób. Po pierwsze, rozwinął on zainteresowanie
tematem uprzedzeń, po drugie, zdał sobie sprawę, że jego los jest
nierozerwalnie związany z jego przynależnością grupową. Po trzecie
wreszcie, pojmował Holocaust jako konsekwencję tego, jak procesy
psychologiczne przejawiają się i kształtują zachowania w określonym
kontekście społecznym, kulturowym i politycznym. Badaniu tej właśnie
wzajemnej relacji pomiędzy mechanizmami psychologicznymi i kontekstem
społecznym poświęcił swoje późniejsze życie.
Drugim ważnym czynnikiem motywującym
do rozwijania tożsamości społecznych jest dążenie do redukcji
niepewności (Hogg, 2009). Psychologowie podkreślają, że świat
społeczny jest częstym, jeśli nie wręcz podstawowym źródłem
poczucia niepewności. Musimy przetwarzać wiele informacji o innych
ludziach, relacjach między nimi, odnajdywać się w chaosie wielu
kontaktów z osobami o różnej dla nas istotności. Motywacja do
redukcji niepewności jest szczególnie silna, gdy dotyczy spraw dla nas
ważnych. Wtedy chcemy mieć pewność. Czy tej brunetce w pracy można
zaufać, czy od razu poskarży się kierownikowi? Czy ten niski Marek,
kolega prezeski, nie będzie się za bardzo mścił, gdy nie zaprosimy go
do naszego projektu? Czy koleżanka zachowa się przyzwoicie i nikomu
nie będzie opowiadać o twoich problemach osobistych, z których
zwierzałaś się jej pewnego wieczoru? Podobnie jest, gdy mowa o naszej
tożsamości. Warto mieć drogowskaz, który mówi nam, kim jesteśmy
i jakich zasad powinniśmy się trzymać. Silna identyfikacja z grupą
i rozwój tożsamości społecznej pozwala nam łatwiej się odnajdywać
w sytuacjach społecznych, gdy ta tożsamość jest wzbudzona. Jeśli
bycie Polakiem jest dla nas ważne, to w grupie polskich kibiców
podczas międzynarodowego meczu wiadomo, komu kibicujemy, jakie zdanie
powinniśmy mieć o przeciwnikach i o sędziach, którzy właśnie
"oszukali" naszą drużynę narodową (czyli właściwie mnie oszukali).
Badania nad relacjami grupowymi
pokazują, że ta długotrwała lub wyjątkowo silna niepewność
w relacjach z innymi może motywować jednostki do podejmowania
bardziej radykalnych czy ekstremistycznych działań. Kryzysy
społeczne, związane z niepewnością, co przyniesie jutro,
sprzyjają próbom przekształcenia grup, do których już należymy,
w bardziej ortodoksyjne. Te radykalne grupy, o wyrazistym przekazie
i czarno-białej wizji świata, pomagają w dookreśleniu siebie,
w odnalezieniu jasnych i czytelnych zasad i wartości. Jaśniej
określają też naszą tożsamość i cementują światopogląd,
szczególnie gdy bez przynależności grupowej nie wiemy, kim tak
naprawdę jesteśmy i co powinniśmy robić w życiu.
Henri Tajfel wraz ze swoim
współpracownikiem Johnem Turnerem wskazali także na istnienie drugiego
rodzaju tożsamości - tożsamości indywidualnej, która jest wymienna
z tożsamością grupową. Gdy kierujemy się tożsamością osobistą,
jesteśmy świadomi swoich osobistych norm i wartości. Kiedy natomiast
dominuje tożsamość grupowa, postępujemy zgodnie z normami danej
grupy. Tak na przykład dzieje się w tłumie, gdy ze zróżnicowanego
zbioru nieznających się jednostek tworzy się wspólnota, a ludzi
łączy podzielana przez nich nowa tożsamość grupowa. Późniejsze
badania pokazały, że można wyróżnić niewielki procent osób,
u których tożsamość społeczna i osobista się nakładają,
a to, jak opisują one siebie jako niezależne jednostki, jest
tożsame z tym, jak opisują siebie jako członków danej grupy. Stan
takiego zlania się z grupą nazywamy fuzją tożsamości i wiąże
się on z silnym emocjonalnym związaniem ze wspólnotą. W kolejnym
podrozdziale opiszemy, jakie konsekwencje niesie ze sobą zlanie jednostki
z grupą.
RAMKA 1.3
Poczucie niepewności,
silna identyfikacja z grupą i wybór autokratycznych liderów
Niepewność i brak
poczucia kontroli nad otoczeniem, a także nad tym, co nas czeka
w przyszłości, to stan nieprzyjemny i bardzo niepożądany. Do
osłabienia poczucia niepewności dążymy na przykład przez działania
symboliczne, które zmieniają nasze odczucia, często dając nam
tylko złudzenie pewności czy kontroli (świetnym przykładem takich
kompensacyjnych działań jest czytanie horoskopów czy trzymanie
talizmanów mających nam pomóc w naszych działaniach). Poczucie
niepewności sprzyja także dążeniu do silnego zidentyfikowania się
z grupą, ze wspólnotą, od której będziemy mogli przejąć normy
i zasady, a dzięki nim uporządkować swoje życie, zmniejszyć
niepewność i ograniczyć konieczność ciągłych wyborów. Michael
Hogg wraz ze współpracownikami przeprowadził wiele badań nad wpływem
poczucia niepewności na zachowania społeczne i podporządkowywanie
się grupie oraz autorytarnym liderom. W ciekawych eksperymentach
badacze pokazali, że silne identyfikowanie się z grupą i przyjęcie
norm grupowych redukuje naszą niepewność. Redukcja niepewności jest
szczególnie silna, gdy zasady panujące w grupie - opisujące, jak
jej członkowie mają się zachowywać, jakie emocje są odpowiednie
w danych sytuacjach i co myśleć o "swoich" i "obcych"
- są proste, jasne i wyraziste. Na przykład w jednym z badań
uczestnicy najsilniej identyfikowali się z popieraną przez nich partią
polityczną, gdy zwolennicy tej partii byli spostrzegani jako bardzo
wyrazista grupa i gdy badani myśleli o tych obszarach swojego życia,
w których czuli się szczególnie niepewnie lub które niepewność
wzbudzały. Tak więc silna identyfikacja z partią była odpowiedzią
na wzbudzoną niepewność, gdy "nasi" tworzyli jasną i spójną
grupę. Mechanizm ten znalazł potwierdzenie również w analizach
zachowań ludzi w sytuacjach nagłych zmian społecznych (takich
jak transformacja ustrojowa), wprowadzających dużą niepewność
w życie wielu mieszkańców, czy w trakcie długotrwałych kryzysów
ekonomicznych (Hogg i Adelman, 2013; Hogg, Kruglanski i Bos, 2013;
Hogg i in., 2007).
RYCINA 1.1
Przykładowy wynik badań Hogga i współpracowników (2007).
Uczestnicy badania najsilniej identyfikowali się z grupą,
gdy jednocześnie zasady grupy były jasne i wyraziste
oraz wprowadzeni zostali w stan niepewności.
Źródło: opracowanie własne na podstawie: Hogg i in., 2007.
Hogg wraz z Davidem
Rastem i Steffenem Giessnerem wykazali także, że w środowisku pracy
poczucie niepewności ma związek z tym, jaką osobę chcielibyśmy
widzieć na stanowisku lidera bądź liderki. Osoby o wyższym
poziomie niepewności związanej z własną osobą (na przykład
częściej zgadzające się z takimi stwierdzeniami, jak "jestem
niepewny/niepewna, jeśli chodzi o to, kim jestem", "jestem
niepewny/niepewna co do mojej przyszłości") silniej popierały
szefów autokratycznych, a więc takich, którzy podejmowali decyzje
bez konsultacji z pracownikami, po czym oczekiwali bezdyskusyjnego
wykonywania zadań. Osoby mniej niepewne i mniej martwiące się swoją
przyszłością preferowały na stanowiskach kierowniczych jednostki mniej
autokratyczne (Rast, Hogg i Giessner, 2013), czyli niepewność jednostki
powoduje, że szuka ona silnych i autokratycznych liderów.
1.3
Razem! Możemy! Więcej!
Bardzo silne przywiązanie
do grupy własnej może także prowadzić do poczucia, że Ja i moja
grupa to jedno i to samo, że interesy i cele mojej grupy są
moimi celami i interesami, a obrona grupy jest moim najważniejszym
zadaniem. Takie scalenie się z grupą społeczną - czy to będzie
grupa religijna, narodowa, czy wspólnota wartości - nie występuje
bardzo często. Ale jeśli już występuje, to kształtuje większość
poglądów i zachowań jednostki. Stan zlania się z grupą może
mieć postać krótko- lub długotrwałą. Długotrwały stan poczucia
jedności z grupą można nazwać fuzją tożsamości. Tak jak pisaliśmy
wcześniej, występuje ona wtedy, gdy wyobrażenie o sobie samym
zlewa się z wyobrażeniem grupy, gdy opisujemy siebie takimi samymi
kategoriami jak grupę i gdy czujemy, że członkowie naszej grupy
są dla nas jak członkowie rodziny. Osoby z fuzją tożsamości mają
silne poczucie jedności z grupą. Reagują bardzo silnie, z trzewi,
gdy dobre imię grupy jest zagrożone.
Badania zespołu Williama Swanna,
profesora Uniwersytetu Teksańskiego w Austin, pokazały, że takie
osoby chętnie angażują się w zachowania agresywne w obronie
członków swojej grupy. Podobne wyniki uzyskaliśmy w Polsce - osoby
z fuzją tożsamości wykazywały większą tendencję do zaprzeczania
niemoralnym czy niewłaściwym działaniom członków własnej grupy. Im
silniejsza fuzja tożsamości, tym trudniej było im przyznać, że
ich grupa społeczna nie jest czysta jak łza i jej członkowie także
dopuszczają się mniejszych lub większych przewinień (Besta, Gomez
i Vazquez, 2014). Analizy innych badaczy pokazały, że czynnikiem,
który może na to wpływać, jest poczucie grupowej kontroli i grupowej
ochrony. Gdy osoby z takimi zlanymi tożsamościami spostrzegają dużą
grupę (na przykład naród) jako zbiór osób, które łączą wyraźne
wspólne cechy, traktują tę grupę jak rodzinę. Osoby z fuzją
tożsamości są przekonane, że to one właśnie mogą wpływać na
kształt swojej grupy i na jej działania. Mają też poczucie, że
dzięki wspólnocie celów i wartości są chronione przez grupę,
a przy tym czują się zobowiązane do ochrony własnej grupy (Swann
i in., 2014). Tak więc oprócz podnoszenia poczucia własnej wartości
i zmniejszania niepewności silnie rozwinięte poczucie przynależności
grupowej daje nam również poczucie kontroli i może być związane
z przekonaniem o dużej skuteczności naszych działań (np. Besta,
Mattingly i Błażek, 2016).
Na podobny mechanizm zwraca uwagę
znany badacz zachowań ludzi w tłumie, wspominany już uczeń
Henriego Tajfela, Steven Reicher. Wskazuje on na to, że ludzie
uczestniczący w demonstracjach, protestach czy innych zgromadzeniach
masowych w towarzystwie innych osób o podobnych celach nie tracą
poczucia indywidualności pomimo silnego związku z innymi osobami
uczestniczącymi. Nie zaczynają, jak uważano dawniej, zachowywać się
jak osoby szalone i impulsywne. Dzięki wspólnocie celów, wyrażonej
wraz z innymi, podobnie myślącymi ludźmi, członkowie grupy mogą
poczuć, że są podmiotami własnego losu. Mogą dążyć do tego, aby
w sposób bardziej efektywny i sprawny wpływać na rzeczywistość
społeczną i realizować swoje plany. Reicher podkreśla, że często
dostrzegany entuzjazm tłumów nie oznacza, że ludzie przestali działać
racjonalnie, ale raczej to, że wspólnie przeżywają jednoczące ich
wartości i cele. Bezpośrednie towarzystwo innych i zanurzenie się
we wspierającej ich zbiorowości pomaga ludziom rozwinąć poczucie, że
oni również mogą kształtować rzeczywistość wokół siebie, a nie
tylko działać w ramach stworzonych wcześniej przez innych (Reicher
i Stott, 2011). Do tych badań i do tego, co wiemy o zachowaniu ludzi
w tłumie, wrócimy jeszcze w dalszych częściach tej książki.
1.4
Moja grupa jest wspaniała
i bardzo nie
lubimy być krytykowani
Pisaliśmy wcześniej
o możliwych zarówno negatywnych, jak i pozytywnych konsekwencjach
poczucia wspólnoty. Od czego to zależy, że poczucie przynależności
do grupy jest manifestacją jasnej albo ciemnej strony mocy? Czy
zawsze silna identyfikacja z grupą prowadzi do uprzedzeń wobec
obcych? Badania prowadzone przez zespół Agnieszki Golec de Zavala
z Middlesex University, Aleksandry Cichockiej z University of Kent
i Michała Bilewicza z Uniwersytetu Warszawskiego pokazują, że jednym
z czynników nasilających uprzedzenia wobec osób pochodzących
z innych krajów i grup etnicznych jest poziom narcystycznego
przywiązania do grupy własnej (Golec de Zavala, Cichocka i Bilewicz,
2013).
RAMKA 1.4
Narcyzm jako zaburzenie
a narcyzm kolektywny
Badania nad narcyzmem
kolektywnym inspirowane były opisami osób z narcystycznymi zaburzeniami
osobowości. Bardzo wysoka samoocena grupowa, a przy tym bardzo
niestabilna i wrażliwa na wszelką krytykę i żarty z grupy
własnej; wyidealizowany obraz grupy i trudności z przyjęciem
najmniejszej negatywnej informacji o jej przeszłości - te oraz inne
charakterystyki osób, które przejawiają kolektywny narcyzm, mają
swoje lustrzane odbicie w opisie osób z narcystycznym zaburzeniem
osobowości. W psychologii klinicznej, zajmującej się zaburzeniami
życia psychicznego, jednostka z zaburzeniami narcystycznymi to osoba
skrajnie egoistyczna i arogancka, mająca przesadnie wysokie mniemanie
o sobie i z góry patrząca na innych. Często pochłonięta jest
fantazjami o własnych sukcesach, urodzie lub osiągnięciach, co
niekoniecznie musi iść w parze z faktycznymi sukcesami (i często nie
idzie). Osoba taka postrzega samą siebie jako godną uwielbienia, jako
istotę wyższego rzędu, szczególną i wyjątkową, zasługującą
wobec tego na szczególne traktowanie. Nawet jeśli jest świadoma
swoich zaburzeń zachowania, to często podkreśla wyjątkowość także
tych zaburzeń, które w jej mniemaniu nie są "takie jak u innych
ludzi", ale wymagają specjalnego, wyjątkowego traktowania (Milon
i Davis, 2005).
Kolektywny narcyzm wiąże się
z bardzo dużą wrażliwością na krytykę w odniesieniu do grupy
własnej. Osoby przejawiające kolektywny narcyzm wobec swojego kraju
są skłonne interpretować niejasne słowa i sytuacje jako zagrożenie
dla pozytywnego wizerunku narodu, a co za tym idzie, często odczuwają
wrogość w stosunku do instytucji międzynarodowych i przedstawicieli
innych państw, którzy krytycznie oceniają pewne działania ich
kraju. Taki kolektywny narcyzm cechuje się też brakiem krytycyzmu
wobec działań własnej grupy społecznej i tworzeniem idealnego jej
wizerunku. Wyraża się przekonaniem, że moja grupa jest wspaniała,
bardziej moralna niż inne i bardzo ważna dla świata. Przekonania te
idą jednak w parze z poczuciem niepewności i potrzebą ciągłego
upewniania się co do wyjątkowości własnej grupy. Dlatego każda
wzmianka o możliwej skazie czy rysie na idealnym wizerunku grupy
jest traktowana jako śmiertelne zagrożenie dla pozytywnego obrazu
"naszych". Na przykład Michał Bilewicz w swoich badaniach wykazał,
że osoby, które cechuje taki styl przywiązania do kraju, unikają
informacji stawiających przedstawicieli grupy własnej w niekorzystnym
świetle (na przykład informacji o tym, że polscy żołnierze mogliby
znęcać się nad więźniami). Innym przykładem kolektywnego narcyzmu
jest chęć ukarania autorów książek, które opisują nieprzyjemne
epizody z historii państwa (takie jak pogromy dokonywane przez Polaków
na Żydach).
Badania nad kolektywnym narcyzmem
pokazują także coś innego: identyfikacja z własnym krajem nie musi
wiązać się z niechęcią do innych narodów. To wyidealizowany
obraz kraju i bezkrytyczny stosunek do niego jest podstawą rozwoju
agresywnych reakcji w odpowiedzi na najdrobniejszą krytykę dotyczącą
własnego państwa czy narodu. Przywiązanie do kraju może też iść
w parze z dostrzeganiem błędów, niedociągnięć i przewinień
naszych, rozumianych jako kraj, naród, zarówno jeśli dotyczy
to czynów z przeszłości, jak i niezbyt chwalebnych działań
teraźniejszych. Taka postawa może być nazwana konstruktywnym
patriotyzmem i może się wiązać z pozytywnymi postawami wobec
przedstawicieli innych krajów. Można więc powtórzyć za osobami
badającymi kolektywny narcyzm, że podobnie jak dojrzała znajomość
siebie, oparta na stabilnym, niewyidealizowanym poczuciu własnej
wartości, jest dobrym podłożem do rozwoju pozytywnych relacji
z innymi ludźmi, tak konstruktywna, krytyczna identyfikacja ze swoim
krajem może być dobrym wyznacznikiem otwartości na pozytywne relacje
z przedstawicielami innych narodów (Golec de Zavala, Cichocka, Eidelson
i Jayawickreme, 2009; Golec de Zavala i Cichocka, 2012; Golec de Zavala,
Cichocka i Bilewicz, 2013).
1.5
Wspieram swoich,
nawet
jeśli ich nie znam
We wcześniejszych
rozdziałach wspominaliśmy badania, które pokazują, że silne
poczucie związku z grupą spełnia kilka ważnych funkcji i zaspokaja
ważne dla nas potrzeby, takie jak redukcja poczucia niepewności,
podbudowanie własnej wartości czy potrzeba kontroli. Może się
również wiązać z niechęcią do tych, którzy do naszej grupy nie
należą, szczególnie jeśli wizja idealnej grupy zbudowana jest na
oderwanych od rzeczywistości, narcystycznych fundamentach. Ale nie tylko
wtedy. Konflikty między różnymi grupami pojawiają się zbyt często,
aby kolektywny narcyzm był ich jedynym wyjaśnieniem. Początki
psychologicznych badań eksperymentalnych nad tym, dlaczego
ludzie tak łatwo popadają w konflikty z przedstawicielami
innych grup społecznych, wiążą się z badaniami opartymi na
teorii rzeczywistego konfliktu (Valentim, 2010). Według tej teorii
napięcia i konflikty między grupami biorą się z tego, że ich
członkowie faktycznie mają sprzeczne interesy albo rywalizują
o ograniczone dobra (na przykład o pożywienie, dostęp do
wody, pracę czy władzę). Wśród osób, które należą do tych
konkurujących ze sobą grup, w rezultacie rodzi się wzajemna wrogość
i kształtują się uprzedzenia w stosunku do konkurentów. Wyjaśnienie
to wydawało się oczywiste i dobrze opisujące rzeczywistość walki
klanów i narodów o bogactwa i przestrzeń życiową. Rozwiązanie
konfliktów również wydawało się w miarę oczywiste. Wystarczyło
ustalić wspólny cel, tak aby osoby należące do grup współpracowały,
zamiast rywalizować, a każdej z grup zapewnić zasoby, do których
zdobycia dążyła. Obserwacja życia codziennego pokazuje jednak, że
tak się nie dzieje zbyt często. Żeby ustalić wspólny cel, trzeba
przyjąć perspektywę drugiej strony - wejść w cudze buty, jak
mawiają Indianie - a nie zawsze jesteśmy gotowi to zrobić.
Grupy często pozostają bardzo lojalne
w stosunku do swoich i tylko w stosunku do swoich - sama
świadomość, że ktoś jest członkiem naszej grupy, powoduje,
że możemy mieć do tej osoby pozytywny stosunek. Patrzenie na
rzeczywistość przez pryzmat przynależności do grupy niesie ze sobą
wiele konsekwencji. Dzięki badaniom Henriego Tajfela i Johna Turnera
wiemy, co się wtedy dzieje. Badacze ci pokazali przede wszystkim, jak
łatwo rozwinąć w ludziach tożsamość grupową i skłonność
do faworyzowania osób należących do grupy własnej. Szczególnie
zaskakujące były badania nad wzbudzaniem poczucia wspólnej tożsamości
wśród ludzi, których właściwie nic nie łączyło, nie znali
się wcześniej, nie mieli wspólnych celów ani razem zdobywanych
doświadczeń.
Za przykład pierwszy niech posłużą
klasyczne już badania Henriego Tajfela nad zachowaniami w tak zwanych
grupach minimalnych. Często wystarczą minimalne kryteria podziału na
grupy - podział zgromadzonych osób według jakiegoś nieistotnego
kryterium. Nie trzeba do tego długotrwałych znajomości, więzów
braterstwa, wspólnej historii narodu czy flagi i godła, aby ludzie
poczuli, że stanowią jedną grupę. W jednym z badań naukowcy
pokazywali osobom badanym dwa obrazy i prosili o wybór tego, który
im się bardziej podoba. Okazało się, iż poczucie, że podział
na grupy nastąpił według takiego kryterium - na zwolenników
malarstwa Paula Klee lub Wasilija Kandinskiego - wystarczył,
aby wzbudzić poczucie, że wolimy własną grupę. Tak naprawdę
przydział do grup był losowy, więc uczestników nie łączyły nawet
preferencje estetyczne. W kolejnym zadaniu uczestnicy przypisywali
swoim większą sumę pieniędzy, mimo że wcale nie znali ich lepiej
niż tych z drugiego obozu.
Siła przynależności grupowej ujawnia
się tym bardziej, gdy mówimy o tożsamościach związanych z bardzo
ważnymi dla nas grupami, takimi jak naród czy grupa etniczna,
szczególnie w sytuacji napięć międzygrupowych lub długotrwałych
konfliktów pomiędzy naszymi i obcymi. Za przykład niech posłużą
napięcia rasowe w USA i sprawa uwypuklona w raporcie organizacji
na rzecz wolności osobistych, przedstawionym w 2013 roku, którego
tytuł brzmi: "Wojna z marihuaną w kolorach czarnym i białym"
(za: Raport ACLU "The War on Marijuana in Black and White",
2013). Jeżeli przyjrzymy się danym o zażywaniu marihuany przez
białych i czarnoskórych mieszkańców USA, to zauważymy, że tylko
nieznacznie częściej zażywają ją Afroamerykanie. Jeśli zaś
przyjrzymy się danym o zażywaniu marihuany wśród młodzieży, to
stwierdzimy, że przeważają tutaj osoby pochodzenia europejskiego
(również nieznacznie). Tak więc dane o zażywaniu tego środka
psychoaktywnego pokazują, że członkowie obu porównywanych grup
stosują używkę podobnie często. Oczywiście należy pamiętać,
że są to deklaracje osób badanych - choć zbierane w warunkach
anonimowości, zawsze są obarczone błędem wynikającym z faktu,
że część osób nie przyzna się do zażywania narkotyku lub
będzie chciała się pochwalić swoim doświadczeniem, mimo że
nigdy nie próbowała marihuany. Natomiast wystarczy rzut oka na
dane o aresztowaniach, bardziej obiektywne niż deklaracje badanych,
żeby się przekonać, która z grup znajduje się pod lupą policji
i zdecydowanie częściej bywa aresztowana za posiadanie marihuany. Nie
są to na pewno biali Amerykanie i Amerykanki. Na przykład w 2010
roku na 100 000 osób aresztowano mniej niż dwieście osób białych
i ponad siedemset osób czarnoskórych.
RAMKA 1.5
Zamieszki w Ferguson
Miasto Ferguson
w roku 2014 było areną zamieszek na tle rasowym. Wybuchły one
po zastrzeleniu czarnoskórego nastolatka, który wcześniej miał
konflikty z prawem, przez białego policjanta. Według większości
komentatorów sytuacja nie wymagała użycia broni, a mieszkańcy
miasta oskarżyli policjanta o zabójstwo. Gdy przyjrzymy się, jaki
procent populacji i jaki procent sił policyjnych stanowią w rejonie
Ferguson biali, zobaczymy wyraźną dysproporcję w podziale rasowym
mieszkańców i przedstawicieli władzy. Dane z 2014 roku wskazują,
że w grupie osób z policji białych policjantów jest o 55
punktów procentowych więcej w porównaniu z tym, jak przedstawia
się rozkład procentowy populacji mieszkańców miasta i okolic
(dane za: "New York Times", The race gap in America's
police departments, 4 września 2014). Tak jest też w wielu
miejscach w USA, gdzie policja składa się często z funkcjonariuszy
pochodzenia europejskiego. W potocznym języku angielskim zagościła
fraza driving while Black - czyli w wolnym
tłumaczeniu: "jazda pod wpływem bycia czarnym". Wyrażenie to odnosi
się właśnie do rasowego profilowania dokonywanego przez policjantów,
którzy są bardziej skłonni do tego, aby zatrzymywać do kontroli
czarnoskórych kierowców. Problemem jest tutaj fakt, że sam kolor
skóry staje się wystarczającym powodem zatrzymania, nawet gdy brakuje
innych przesłanek (Harris, 1999; Kocieniewski i Hanley, 2000). Jest
to na tyle duży problem społeczny, że jego analizy trafiły już do
literatury prawniczej (np. Kowalski i Lundman, 2007).
Na podstawie badań tu przedstawionych
wiemy już, że jako członkowie swojej grupy społecznej traktujemy
swoich inaczej niż obcych. Warto się więc zastanowić nad znaczeniem
różnicy rasowej w dostępie do władzy oraz nad jej konsekwencjami,
jeśli chodzi o wybór tego, kogo dotyczą interwencje policji (a także
ich częstość i brutalność).
1.6
Możesz się rozwijać,
dojrzewać,
zmieniać poglądy - ale zawsze
będziesz dzieckiem
swojej grupy!
"Tylko krowa nie
zmienia poglądów" - to jedno z polskich powiedzeń, które
ukazuje docenianie zmiany, jaka w nas zachodzi. Jest oczywiste,
że pod wpływem nowych faktów możemy zmienić opinię, czy nawet
światopogląd. W ciągu życia możemy zmienić również wyznanie
(lub porzucić wiarę całkowicie) albo partnera czy partnerkę, po raz
kolejny odnajdując miłość swego życia. Możemy wreszcie zmieniać
obywatelstwo, język, w jakim się porozumiewamy, czy przeprowadzić
się do innego kraju niż ten, w którym nas wychowano. Wyobraź sobie,
że twoje dzieci wyjeżdżają do Australii, przyjmują australijskie
obywatelstwo, zapominają tam języka polskiego, nie utrzymują kontaktów
z lokalnymi grupami polskich emigrantów. W jakim stopniu wciąż będą
Polakami po dwudziestu latach emigracji? Czy coś w nich zostanie
z polskości? A jeśli tak, to co? Czy każda osoba pochodząca
z danego kraju ma w sobie cząstkę tego kraju? Jakąś esencję,
którą mają wszyscy jego obywatele? Możemy kontynuować zadawanie
takich pytań i zastanawiać się, czy osoby, których rodzice
wyznawali daną religię, też mają w sobie coś, co je łączy
z innymi wyznawcami tej religii. A mówiąc ogólnie, czy grupa to
coś więcej niż suma jej członków i członkiń?
Okazuje się, że pytania te są bardzo
ważne, gdy mówimy o spostrzeganiu i ocenie grup społecznych. Często
grupy te są spostrzegane przez ludzi jak kategorie naturalne,
biologiczne, od których nie ma ucieczki. Są więc osoby przekonane
o tym, że zawsze część tej grupy będzie w tobie. Nawet jeśli
są to grupy społeczne, do których należymy z czystego przypadku
(kto sobie wybierał Polskę jako miejsce urodzenia). Nawet jeśli
przynależność do grupy jest efektem świadomego wyboru (na przykład,
gdy ktoś się ochrzci i przejdzie na katolicyzm, i tak będzie
spostrzegany jako niepełnowartościowy członek wspólnoty, bo "coś"
biologicznie trwałego pozostało w nim z poprzedniej religii). Ludzie,
którzy wszędzie odmierzają "czystość biologiczną" członków
grupy czy współobywateli, działają w zgodzie z przekonaniem,
że każdy już na zawsze pozostanie przedstawicielem swojej pierwotnej
grupy, narodu czy religii, którą zaszczepili mu rodzice, nawet jeśli
dana osoba mieszka gdzieś indziej, porzuciła wierzenia przodków,
a nawet wówczas, gdy nie mówi już językiem, którym posługiwali się
jej rodzice. Takie spostrzeganie grup społecznych nazywane jest przez
naukowców esencjalizmem. Esencjalizm to
przekonanie, że istnieje jakaś wrodzona "esencja" grupy, która
tkwi we wszystkich osobach należących do tej grupy. Zgodnie z tym
przekonaniem uważa się, że esencje grupowe nie poddają się
modyfikacji i że to one wpływają na cechy i zachowania osób
z danej grupy. Taki esencjalizm w spostrzeganiu grup wiąże się
z częstszym stosowaniem stereotypów - w myśl zasady, że skoro
nie da się zmienić esencji grupy (na przykład narodu polskiego),
to osoby z tej grupy są bardzo podobne do siebie i zawsze będą
zachowywać się podobnie (Bastian i Haslam, 2006). Stereotypy dotyczące
grup o wysokim poziomie esencjalizmu (na przykład stereotypy rasowe,
homofobia, antysemityzm, niektóre przejawy stereotypów związanych
z płcią) są bardzo trwałe i trudno je zmienić. Stereotypy związane
z kategoriami "nieesencjalnymi" (na przykład przekonania dotyczące
różnych zawodów) stosunkowo łatwo ulegają zmianie. Co ciekawe,
większy esencjalizm przypisywany grupom wiąże się z opisywaniem
ich przez rzeczowniki, a mniejszy esencjalizm skutkuje częstszym
używaniem przymiotników (Carnaghi i in., 2008). Czytanie tekstów,
w których przynależność do grupy opisana jest rzeczownikami (na
przykład: konserwatystka, homoseksualista), powoduje, że łatwiej
wzbudzane są stereotypy związane z tą grupą niż wówczas, gdy
opisujemy przynależność przymiotnikami (na przykład: jest osobą
homoseksualną, jest konserwatywna). Co więcej, badania pokazują, że
osoby, które częściej myślą o innych w sposób esencjalistyczny,
częściej stosują też do opisu grup właśnie rzeczowniki. Tak więc
możemy zakładać, że ludzie wybierają taki sposób wypowiedzi, aby
wzmocnić swoje przekonania na temat niezmienności "tych innych",
co jeszcze bardziej wzmacnia ich esencjalizm myślenia (Carnaghi
i in., 2008; zob. też Cichocka, Bilewicz, Jost, Marrouchi Witkowska, 2016, jeśli chcesz poczytać o wybieraniu
takich słów, które potwierdzają naszą wizję świata i nasze
stereotypy).
Dla naszej opowieści ważne jest, aby
pamiętać, że takie "esencjalne" spostrzeganie przynależności
do grupy znacznie utrudnia próby redukcji wzajemnych uprzedzeń
i wychodzenie poza własne utarte przekonania. Przykładem może być
mężczyzna, który wyemigrował z Czeczenii do Polski jako młody
człowiek, został mistrzem w jednym ze sportów walki (na przykład
MMA - mieszane sztuki walki - widowiskowa dyscyplina sportowa,
w której zawodnicy mogą stosować różne techniki, dozwolone
w innych sportach walki) i przyjął polskie obywatelstwo. Dla osób
myślących w sposób esencjalistyczny mężczyzna ten jednak na zawsze
zostanie obcym Czeczenem. Skoro esencja grupy jest niezmienna w czasie,
to nieważne, jak bardzo dana osoba starała się pracować na rzecz
swojej nowej ojczyzny, płacić podatki i żyć w zgodzie z polskim
prawem. To, gdzie się urodziła i skąd pochodzi, może w istotny
sposób wpływać na postrzeganie jej przez innych.
1.7
Sami swoi i walka
z niechcianymi
informacjami
Przynależność do grupy
nie tylko sprawia, że lepiej traktujemy swoich, lecz także w istotny
sposób wpływa na to, jak ludzie odbierają i interpretują
napływające informacje na temat otaczającego ich świata
społecznego. W interesujących badaniach opublikowanych w czasopiśmie
psychologicznym "Journal of Personality and Social Psychology"
Geoffrey Cohen z Uniwersytetu Yale sprawdził, czy dla ludzi ważniejsze
będą poglądy społeczne i polityczne, do których się przyznają,
czy rodzaj grupy, która te poglądy głosi (Cohen, 2003). Przebadał
on zwolenników Partii Demokratycznej i Partii Republikańskiej
w USA. Poglądy zwolenników Partii Demokratycznej są, przekładając
je na język polityki europejskiej, bardziej lewicowe. Wiążą się
z podniesieniem podatku bogatym i z opiekuńczym państwem. Poglądy
zwolenników Partii Republikańskiej są bardziej wolnorynkowe - niskie
podatki, mało świadczeń zapewnianych przez państwo. Ogólnie wśród
republikanów dominuje przekonanie, że każdy jest sobie sterem,
żeglarzem, okrętem i powinien polegać tylko na swojej pracowitości,
a nie na pomocy państwa. Cohen przebadał zadeklarowanych zwolenników
po obu stronach barykady politycznej. Przedstawił im różne opinie na
temat gospodarki i finansów i zapytał, w jakim stopniu zgadzają
się z tymi poglądami.
Zastawił jednak pułapkę na
badanych. Część z nich czytała postulaty, które są zgodne ze
światopoglądem demokratów, ale Cohen przedstawił je jako postulaty
wysuwane przez republikanów i na odwrót, poglądy wolnorynkowe
przedstawił jako postulaty demokratów. Badacz chciał sprawdzić, czy
uczestnicy eksperymentu, zgadzając się z przeczytanymi postulatami,
będą zwracać większą uwagę na ich istotę i treść, czy na
to, kto je głosi. Czyli, krótko mówiąc, czym kierują się osoby
badane: treścią postulatów czy swoją identyfikacją partyjną, czyli
przynależnością do grupy republikanów bądź demokratów? Uczestnicy,
zapytani o to wprost już po badaniu, twierdzili, że kierują się
treścią propozycji i własną wizją roli rządu, a to, co uważają
typowi republikanie czy demokraci, nie ma większego znaczenia.
RYCINA 1.2
Przykładowy wynik badań Cohena (2003; badanie 1).
Uczestnicy badania bardziej popierali proponowane pomysły,
gdy pochodziły one od grupy własnej - nawet wówczas, gdy nie były
one zgodne z ich przekonaniami ekonomicznymi czy politycznymi.
Źródło: opracowanie własne na podstawie: Cohen, 2003.
Ciąg dalszy w wersji pełnej