Medialne fenomeny i paradoksy - Jacek Dąbała

Kup ebooka

19.01 zł
15.59 zł (15,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Od autora

I. POLITYKA I HISTORIA

Wolność, wspólnota, cywilizacja

Pokusa karania opozycji

Umrzeć sytym i bogatym

Polityczny łobuz na językach

Ogień ogniem wypalić

Historia niepotrzebna?

Historia jako produkt

Populista-samobójca

Tożsamość versus potencjalność

Niewolnictwo a obłuda

Dobry Niemiec III Rzeszy

Politycznie poprawne fake newsy

Google na politycznym celowniku

Trzy okresy w historii ludzkości

Władza a uczniowie

Granice bezpiecznego nacjonalizmu

Natura spisku dziejowego

Demokracja wykluczania "swoich"

Paradygmat gwałtu wojennego

Clou rosyjskiej dyplomacji

Równowaga jako ratunek

Korekta politycznej poprawności

Wieszczenie jak z bajki

Patologia polityczna

Państwo jako obóz koncentracyjny

Politycy czy masowi mordercy?

Paradoks ketmana

Wolność bez wolności

Granice liberalizmu

Klęska populizmu

Przejmowanie państw

Eliminowanie tożsamości

Rozumowanie uproszczone

Historyczna mądrość

Komunikowanie planowane

Tępy łeb demokracji

Historia niesprawiedliwości

Brexit a pogarda i logika

Głupota Rosji

Mechanizm zniewolenia

II. MEDIA I TECHNOLOGIE

Czip przyjemności czy śmierci?

Paradoks tej samej twarzy

Na zbity pysk

Dziennikarstwo "nieprawdopodobne"

Czarna Sieć bez ograniczeń

Promocja kłamstwa i kołtuństwa

Niebezpieczne narracje

Między informacją a polityką

Najważniejsze zadanie mediów

Informacje - proporcje - dystans

Filtr bezstronności informacji (patent I)

Cyfrowe projektowanie demokracji

Fake news a wolność słowa

Polityczny format telewizyjny

Omnipotencja szybkości w mediach

"Multikulti" w mediach

Niewidzialny Google

Dziennikarstwo przyszłości

Suwerenność mediów

Paradoks równoważenia informacji

Medialny robo-aktor

Chińska sztuczna inteligencja

Wyobraźnia a technologie niemożliwe

"Banowanie" obywatela w mediach

Niewidzialny hamulec

Cyfrowe niespodzianki

Aresztowanie telefonu komórkowego

Egzoszkielet przyszłości

Publicystyka sfrustrowana

Znaczenie cyfrowych słów

Media bez intymności

Medialny narcyzm

Cyfrowe życie "na zamówienie"

Cichy Microsoft

Paraliż mediów

Od kapitalizmu do cybertalizmu

Masa krytyczna

Internetowa indolencja

Bezcenna naiwność

Paradoks medialnej jakości

Politycznie poprawna SI

Śmierć nowych technologii

Strach przed war roomem

Pokolenie "drugich mediów"

Media a ograniczanie nauki

Zagłada by media

Medialna zmiana twarzy

Optymistyczna twarz Sieci

Media według komunistycznego betonu

Medialne produkowanie uczuć

Syndrom naiwnego dziennikarstwa

Medialna prawda twarzy

Fenomen sławy

Inwigilacja w Sieci

Brzydota z mediów

Bezcenne słowa

Medialne patologie

III. OBYCZAJE I PRAWO

Kara za medialną naiwność

Przekleństwa przed sądem

Amerykański sąd oszalał?

Seksizm w głowach

Ryzykowna tożsamość

Prawo do godnego życia

Parodia prawa w Niemczech

Dobrodziejstwo portali randkowych

Ostentacja na pokaz

Epidemia być albo nie być

Natychmiast albo nigdy

Feminizm a utopia

Wyraz prawdziwej kobiecości

Dwie starości

Paradoks równej śmierci

Prawna deprecjacja kobiet

Diagnoza

Szczęście inaczej

Ultraortodoksyjny spleen

Prawne wapory mizoandrii

Hinduska wiwisekcja

Kobiety na hamulcu

Podła natura państwa

Okrutny ton prawdy

Konsekwencje przerażenia

Artysta ponad wszystkim

Deficyt komunikowania marzeń

Bot ponad prawem

Enklawy bezprawia

Komunikowanie seksualne

Fenomen wstydu

Ambiwalencje dyktatury

Syndrom biedy

Pedofilia a uczucie

Eksmisja z życia

Cham a komunikowanie

Nieobliczalny incel

Recepta dla wyborców

Begpackerzy a wolność

Prawo do wolności

Dyskryminacja wolności

Obyczajowy kretynizm kołtuna

Toaletowa inwigilacja

Bezczelność przedawnienia

Wartość stereotypu

Zakulisowa naiwność demokracji

Dobro kłamstwa

Aksjologia podrzędności

Antidotum na kołtuna

IV. NAUKA, INTELEKT I EMOCJE

Epifanie miłości

Bezcenne limity wykształcenia

Infantylizm "a gdyby tak..."

Teoria czasu a edukacja

Myślenie nowego człowieka

Rozkosze sztucznej inteligencji

Tożsamość inteligenta

Climax w filmie i w życiu

Fenomen posiadania

Obowiązki wobec geniuszy

Warunek wojennego idiotyzmu

Edukacja, przypadek, los

Głupota sama rośnie

Narodziny błędu

Seksowna kara śmierci

Miłość w medialnej odsłonie

Kobiety na hamulcu

Efekciarstwo, wybitność, geniusz

Naiwność i pewność

Pociągi a emocjonalna wiwisekcja

Algorytmy przeciwko prawu

Nienormalna normalność

Fenomen wody i jedzenia

Test przetrwania

Logika bezmyślności

Paradoks nieodwracalności

Syndrom Czarnobyla

Nieśmiertelny cel

Miłość to komunikowanie

Siła manipulacji

Facebook widzi dusze

Komunikowanie i seks

Wolność bez granic

Syndrom rozstania

Tożsamość głupców

Żądza autorytetu

Banalność i epifanie miłości

Szczęście na tacy

Apetyt na zniewolenie

Guru przeciwko guru

Edukacja przez media

Głupota bez dyskusji

Paradoks zagłady

Głód poddaństwa

Najgłupsi z głupich

Poglądy a myślenie

Inteligencki kolaps

Legalna głupota

V. RELIGIA I WIARA

Naiwny idealizm

Kościół, reklama, punkt G

Sedno ewangelizacji

Religie a agresja

Religia bez wyobraźni

Kościół seksualny

Seks ortodoksyjny

VI. MEDYCYNA

Medycyna i ograniczenia

Prawdziwa nauka

Życie i medycyna

Paradoks medyczny

Bibliografia

O autorze

Indeks nazwisk

WOLNOŚĆ, WSPÓLNOTA, CYWILIZACJA

Kiedy Witold Gombrowicz pisał o "przyrodzonej tępocie", wiadomo było, że nie chodzi o obrażanie kogokolwiek, lecz o stwierdzenie faktu. Zatem nie ma się co gniewać, że jedni z nas są inteligentni, a inni nie lub prawie. Po prostu trzeba to wiedzieć.

Kiedy prof. Marcin Król pisze, że wspólnota może być dla człowieka ważniejsza niż wolność, a Tomasz Terlikowski stawia cywilizację wyżej od wolności, to dochodzi do zderzenia czołowego z najważniejszymi dla człowieka sprawami: z rozumieniem wolności, wspólnoty i cywilizacji. Okazuje się, że codzienny przekaz medialny może czasami dotknąć spraw, które wymagają głębszej refleksji. Czy Król ironizuje? Czy Terlikowski manipuluje rozumieniem wolności, sprowadzając ją do wiary? Jaka jest hierarchia między tymi zjawiskami? Czy na szczycie jest wolność, a pod nią wspólnota i jeszcze niżej cywilizacja? A może to wspólnota powinna być najniżej, bo jest gwarancją jej istnienia i dobrostanu? Czy wspólnota bez wolności daje szczęście? A może rodzi szczęśliwą bezmyślność i grozi cywilizacji? Zrozumienie tego wymaga stałej kroplówki: zabaw, przykładów, lektur, filmów, programów, dyskusji, lekcji, wykładów i historycznych ilustracji. Pamięć jest ulotna, edukacja często marna, a propaganda tak silna, że trudno jej się oprzeć w natłoku problemów, obowiązków, życia rodzinnego i towarzyskiego. To recepta na syndrom sztokholmski, czyli nieświadome ubezwłasnowolnienie, a potem pozorowanie prawa i demokracji, wolności, wspólnoty i cywilizacji. Konflikty, nienawiść, wojny, bezprawie, anarchie, dyktatury, autorytaryzm, strach i cierpienia to dowody na "przyrodzoną tępotę", to fakt, który szczęśliwie nie wszędzie znaczy gorzej dla faktu.

UMRZEĆ SYTYM I BOGATYM

Gdy Mircea Eliade pisał o coincidentia oppositorum, a Lech Wałęsa mówił "za, a nawet przeciw", nikt chyba nie przypuszczał, że zdiagnozowali oni przyszłe powody upadku cywilizacji.

Trudno sobie wyobrazić, że nas nie ma. Po raz kolejny NASA (Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) i ESA (Europejska Agencja Kosmiczna) poinformowały, że lody polarne topnieją, co może oznaczać, że w niedalekiej przyszłości niczego nie trzeba będzie badać, bo nie będzie komu i dla kogo. Naukowcom skoncentrowanym na operacji IceBridge nie wypada powiedzieć, że ludzie zachowują się jak ćmy, które bezmyślnie lecą do ognia. Efekt cieplarniany stał się tak zgranym tematem, iż głosy specjalistów nie są brane pod uwagę, a dowody widoczne gołym okiem na zdjęciach w badaniach prowadzonych od 2009 roku nic nie znaczą. Politycy nie są dostatecznie zdeterminowani, by zahamować proces umierania. Dogadują się z przemysłem i mówią pod wygodną przykrywką, że trzeba produkować, bo chodzi o rozwój cywilizacji. Rozgrzeszają też zbrojenia, które - chyba nawet stultus to rozumie - są zwykłym marnotrawstwem. Pieniądze można wydać na edukację, odkrycia medyczne, szukanie źródeł energii, badanie kosmosu, sztucznej inteligencji czy nawet projektowanie rozrywek, ale się tego nie robi. Dodatkowy problem stanowią głosy niewierzące w śmiertelne skutki efektu cieplarnianego. Natura ludzka, tak wspaniale kreatywna, ale też nieobliczalna, do końca tkwi - co eksplikuje paradoks w sformułowaniach Eliadego i Wałęsy (sic!) - w wewnętrznej sprzeczności. Zakrawa na ponury żart, iż politycy odpowiedzialni za los planety stoją na straży paradoksu, zapominając, że przy zastawionych stołach umrą też syci i bogaci.

POLITYCZNY ŁOBUZ NA JĘZYKACH

"Człowiek niezwykle troskliwy", "wrażliwy na piękno malarz", "oczytany intelektualista", "mąż stanu", "arcyzdolny polityk", "wielki językoznawca" lub "wybitny biurokrata". To o Hitlerze i Stalinie. Czy po takiej edukacji w głowie przeciętnego obywatela zostaje trzeźwy osąd czy zrozumienie i podziw dla politycznego łobuza?

Nikt chyba nie wątpi, że ktoś, kto wywołuje wojny lub siłą zastrasza i prześladuje ludzi, to polityczny łobuz (latro politicus); według słownika synonimów: bydlak, kanalia, miernota, szuja, zero, despota. Media mówią o tym od dawna, ale ludzie wciąż tego nie rozumieją. Może pora wprowadzić do nauki i dziennikarstwa słowa, które ulica rozumie najlepiej - nazywać rzeczy po imieniu i zapomnieć o eufemizmach. Najbardziej popularne portale już to robią. Likwidują podział na elity i hołotę. Pokazują, że czas odrzucić wysiłek intelektualny i święte oburzenia. Odsłaniają dwulicowość demokracji i walczą o to, aby zniknęło z języka słowo "hipokryzja", którego większość i tak nie rozumie. Dzięki tym portalom skończą się wkrótce oskarżenia o zniesławienie. Każdy polityczny łobuz będzie tak nazywany w mediach i edukacji. Wtedy obywatele zrozumieją samych siebie i dowiedzą się, dlaczego politycy to dno na liście zaufania społecznego. Historia wojen i dyktatur, przywódców politycznych i religijnych, pokazuje, że język ulicy trafia. Gdyby w podręcznikach szkolnych nazywano złych polityków łobuzami, obywatel czułby się odpowiedzialny w czasie wyborów. Nie byłby tak podatny na manipulację i propagandę. Idealny podręcznik mógłby więc wyglądać tak: "Hitler, polityczny bydlak, łobuz i miernota, zwykłe ścierwo, które namąciło głupim szkopom we łbach". I wszystko jasne.

OGIEŃ OGNIEM WYPALIĆ

Populizm obiecuje złote góry, w których wielu ludzi chciałoby zamieszkać. Trump, Orbán i Kaczyński uchodzą za przykłady takich właśnie politycznych sukcesów. Ludzie im zaufali i czekają na zbawienie, które - jak pokazała historia - może nigdy nie nadejść. Zanim jednak wszystko się zawali, jest nadzieja na ocalenie.

Być może esej amerykańskiego autora Dana Kaufmana pt. "Postępowy populizm może ocalić nas przed Trumpem" (Kaufman, Progressive...) jest krokiem milowym dla programu każdej opozycji walczącej z populizmem. Na przykładzie stanu Wisconsin Kaufman pokazuje głosy wyborców, balansujących między demokratami a republikanami. Przypomina to z grubsza sytuację w Polsce, podział społeczeństwa na dwa obozy: prawicowo-katolicki i liberalno-lewicowy. Okazuje się, że tradycje emigracyjne mogą kształtować upodobania polityczne mieszkańców Wisconsin, przenoszone zwyczaje z dawnych ojczyzn, jak np. szwedzkie tradycje opieki społecznej, i przyczyniać się do wygrywania wyborów z populistami. Wydobycie takich nastrojów w społeczeństwie i zagranie nimi w odpowiedni sposób może być gwoździem do trumny prawicowych polityków. Kaufman nazywa to "ożywianiem zielonej trawy" na bazie egalitaryzmu, poczucia bezpieczeństwa i współpracy. Pisze o znaczeniu "programów wyrównawczych dla robotników", które naiwnie nazywane były przez przeciwników "ściekowym socjalizmem". W końcu niemalże wprost wskazuje receptę na obronę tradycji demokratycznych: "postępowy populizm może stępić przynętę prawicowej powtórki". Wystarczy pilnować, aby bogaci bogacili się, a zarazem zwykli ludzie nie odczuwali własnej biedy. Jeśli pragmatyczny idealizm wygra w wyborach, to może znaczyć, że socjalistyczno-komunistyczne dyktatury umrą.

Od autora

W książce tej podjąłem niezwykle rzadką i trudną próbę połączenia narracji eseistycznej z naukową, w indywidualny sposób nawiązując do uznanej tradycji francusko-włoskich badaczy mediów i komunikowania, Pierre'a Bourdieu, Giovanniego Sartoriego i Umberto Eco. Nietypowa formuła krótkiego eseju, a nie klasycznego felietonu, za każdym razem ma tutaj charakter diagnozujący; na początku pojawia się wyraźna teza, eksplikacja zagadnienia, potem analiza i diagnozowanie, a na końcu wnioski, synteza. Ostatnia część często jest propozycją rozwiązania problemu, próbą wyjścia poza czysto opisową konstatację naukową. Było to szczególnie wymagające, gdyż w grę wchodziła zarówno znaczna liczba medialnych inspiracji, a więc w konsekwencji też esejów, dokładnie dwustu, jak też konieczność kompresji myśli i języka do niecałych dwóch tysięcy znaków ze spacjami. Jako badacz mediów, komunikowania, literatury i filmu uznałem, że współczesny świat jest tak dynamiczny i przeładowany informacjami, iż warto go pokazać - dla lepszego nawiązania kontaktu i zrozumienia - w uniwersalnym skrócie. Stąd wzięła się perspektywa fenomenów i paradoksów. Trzeba podkreślić, że każdy esej został zainspirowany konkretnym komunikatem medialnym, powstał w wyniku codziennego analizowania prasy, radia, telewizji i Internetu. W ten sposób zarysował się specyficzny obraz świata via przekazy medialne: z jednej strony inteligencki, uniwersalny i ponadczasowy, z drugiej wyrażający pewien styl myślenia. Jest to zatem książka o tym, jak myślą media, jak myśli świat i jak myśleć w ogóle; w pewnym sensie jest to również vademecum kreatywności, inspiracji, niezależności i odpowiedzialności.

Język tych esejów ma na celu prowokowanie do myślenia - nigdy obrażanie czy lekceważenie - w tym głównie myślenia o istocie wolności, która wynika z poziomu samoświadomości, dojrzałości i samokrytycyzmu. Uważam, że nauka powinna zajmować się wszystkim, co związane jest z myśleniem problemowym, opisywaniem, diagnozowaniem, rozstrzyganiem, proponowaniem i dawaniem odpowiedzi, powinna także inicjować procesy rozumowania indywidualnie i społecznie niezależnie od jego kontrowersyjności, wywoływać w czytelniku nawet oburzenie samym sobą, siać wątpliwości, burzyć stagnację intelektualną i światopoglądową. Można powiedzieć - co jest do pewnego stopnia nietypowe w tradycyjnym dyskursie naukowym - że książka ta nie zawsze odzwierciedla poglądy autora, lecz po prostu eksplikuje pod wpływem medialnej inspiracji samą możliwość określonego rozumowania, nie przesądzając o jego jednoznaczności czy nawet słuszności.

Mam nadzieję, że publikacja ta pozwoli czytelnikom doświadczyć nie tylko niezwykłości i złożoności opisanych zagadnień, poczuć esprit komunikowania, lecz także nauczy bronić się przed własną naiwnością i złudnym poczuciem, że skoro korzystają z mediów, to je rozumieją i potrafią zachować dystans. Inaczej mówiąc, chodzi tu również o uwrażliwienie odbiorców na propagandę, manipulację i kłamstwa, aby potem bardziej świadomie konfrontowali się z różnymi przekazami. Jakkolwiek pretensjonalnie by to brzmiało, chodzi o "ćwiczenie mózgu", zachętę do refleksji. Dlatego właśnie niektóre eseje są prowokujące i kontrowersyjne, na pierwszy rzut oka proste, bezpośrednie lub tylko ironiczne. Jednak dla rozwoju myśli bezcenne są: ferment i spór intelektualny, brak zgody, zaskoczenie lub zdziwienie, odrzucenie lub odmienna kontynuacja tematu. W tym kontekście, gdyby ktoś zapytał, co jest sednem myślenia medialnego, dziennikarskiego, w odpowiedzi padłoby jedno słowo: proliferacja. Bowiem bez świadomego alternatywnego podejścia do każdego problemu nie może być mowy o rozwoju myśli, samodzielności intelektualnej czy dystansowaniu się do własnych opinii.

Książka ta nie rozstrzyga problemów, lecz je eksplikuje, podsuwa sposób rozumowania i ewentualne rozwiązanie, prowokuje też do własnego zdania. Kwestionowanie jest niejako wpisane w jej przesłanie, uwypukla medialny wyraz intelektualnej nieporadności lub pozorów aspirujących do mądrości. Dodatkowo niektóre teksty mogą szokować swoją bezpośredniością. Chodziło jednak o komentowanie rzeczywistości realnie, bez wewnętrznej cenzury i retuszowania oczywistości. Nie można bowiem zamaskować prawdy ani uprzejmą polityczną poprawnością, ani najszlachetniejszym idealizmem, najwspanialszymi pragnieniami. Można się tylko nie zgodzić, oburzyć, skrytykować, podlegając nadal - nawet nieświadomie - tzw. bezwzględności życia. Dopiero konfrontacja z takim obrazem rzeczywistości może być bodźcem do realnych zmian. Tylko wtedy polityka i prawo określą właściwie sens rozwoju cywilizacji i stworzą humanistyczny standard bezpieczeństwa.

Eseje te usiłują odpowiedzieć na szereg pytań, m.in.: jak rozumieć i pielęgnować wolność? Jak nie dać się intelektualnie zniewolić? Jak myśleć niezależnie i odpowiedzialnie? Jak odnajdywać ważne zjawiska? Jak rozpoznawać propagandę i manipulację? Jak bronić się przed zacofaniem i kołtuństwem? Jak doskonalić własną inteligencję i poglądy? Jak otwierać się na poczucie humoru? Jak optymalnie korzystać z mediów? Jak dorastać do samokwestionowania i rozpoznawać głupotę? Jak budować w sobie pokorę wobec mądrzejszych?

Teksty zawarte w tej książce wyrastają z szacunku do wolności, w tym wolności słowa - najwspanialszego narzędzia, jakim człowiek dysponuje i dzięki któremu może się rozwijać. Całkowite ograniczenie tej wolności - co niestety nadal nie jest oczywiste dla zbyt wielu rządów, społeczeństw, jednostek i mediów - może niszczyć demokrację, najlepszy spośród wszystkich niedoskonałych systemów politycznych. Nie zmienia tego ani ciągłe zagrożenie manipulowaniem okręgami zwane gerrymanderingiem organizacyjnym, ani niewidoczne uzależnianie poglądów obywateli przez dobór informacji w mediach społecznościowych, tzw. gerrymandering informacyjny, zbadany i opisany w czasopiśmie naukowym "Nature" (Bergstrom, Bak-Coleman, Information...). Zmusza to natomiast do aktywnego edukowania obywateli podatnych na "ochlokrację".

Osobno pragnę bardzo podziękować za opinie o książce znakomitym profesjonalistom, którzy mimo wielu obowiązków znaleźli czas na lekturę maszynopisu. Byli to moi pierwsi kompetentni czytelnicy. Dzięki nim mogłem dowiedzieć się, jak można rozumieć moją pracę, oraz zaprosić pozostałych czytelników do poznania ich zdania. Dziękuję zatem prof. Filipowi Bajonowi z PWSFTviT, dr. Łukaszowi Barczykowi z PWSFTviT, prof. Robertowi Cieślakowi z UW, Maciejowi Czajkowskiemu, dziennikarzowi współpracującemu z BBC News, Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej, dziennikarce "Faktów" TVN, Michałowi Kozickiemu, prezesowi HBO Polska w latach 2015-2019, Pawłowi Lisickiemu, redaktorowi naczelnemu "Do Rzeczy", prof. Tomaszowi Mielczarkowi z UJK, prof. Kazimierzowi Wolnemu-Zmorzyńskiemu z UŚ, ks. prof. Alfredowi Wierzbickiemu z KUL oraz prof. Lechowi Zdyblowi z UMCS.