Wstęp
Kiedy nasz syn Jasper skończył roczek, zaczął używać słowa "proszę". A w każdym razie próbował. Nie wymawiał jeszcze "r", więc brzmiało to raczej
jak "plose", jednak wystarczająco wyraźnie, byśmy zrozumieli, co mówi.
Fakt, że zaczął używać tego słowa, specjalnie nas nie zaskoczył.
Ostatecznie większość dzieci uczy się rozpoznawać podstawowe dźwięki do
szóstego miesiąca, a gdy mają około roku, wymawiają zwykle od jednego do
trzech słów.
Interesujący był natomiast sposób, w jaki ich używał. Wymawiał nazwę
rzeczy, którą chciał dostać, np. "jup", "jo" (jogurt) lub "buo miś"
(brązowy pluszowy miś), po czym następowała pauza w oczekiwaniu na
rezultat. Jeśli dostawał to, o co mu chodziło, na tym kończył. Nie mówił
już nic więcej. Jeśli jednak tego nie dostał lub gdy dorośli wydawali
się zajęci czymś innym, zamiast natychmiast pobiec po to, o co prosił,
patrzył nam prosto w oczy, kiwając głową, i mówił "plose".
W miarę jak Jasper rósł, rozwijało się jego słownictwo. Zaczął mówić o swoich ulubionych stworzeniach ("dino!", co oznaczało dinozaury),
zajęciach ("łiii" - oglądanie slajdów), a także liczyć ("dwa"). Dodawał
też słowo "tak!" po "plose", aby podkreślić swoją determinację. Mówił
np.: "jup", "plose", "tak". W języku dorosłych oznaczało to mniej
więcej: "Tak, chciałbym dostać jogurt, naprawdę".
Jednak słowo "plose" miało tu wyjątkowe znaczenie. Wiązało się z pierwszym w życiu odkryciem, że słowa mają moc. Że generują działanie.
Że jeśli chce czegoś i tego nie dostaje, słowo "plose" pozwala mu
osiągnąć cel. A w każdym razie - zwiększyć prawdopodobieństwo jego
osiągnięcia.
Jasper odkrył swoje pierwsze magiczne słowo.
Niemal wszystko, co robimy, wiąże się z używaniem słów. Za ich pomocą
wyrażamy idee, samych siebie i budujemy więzi z tymi, których kochamy.
Poprzez słowa liderzy kierują ludźmi, sprzedawcy sprzedają towary, a rodzice wychowują dzieci. Dzięki nim nauczyciele są w stanie uczyć,
decydenci rządzić, lekarze - objaśniać. W słowa ubieramy nawet nasze
najbardziej prywatne myśli.
Według niektórych oszacowań dziennie używamy około szesnastu tysięcy
słówk1. Piszemy e-maile, tworzymy prezentacje i rozmawiamy z przyjaciółmi, kolegami i klientami. Przygotowujemy profile randkowe w Internecie, plotkujemy z sąsiadami i zagadujemy naszych partnerów,
pytając, jak im minął dzień.
Lecz choć używamy języka tak intensywnie, rzadko zwracamy uwagę na swój
sposób wyrażania się. Możemy oczywiście rozważać idee, które chcemy
wyrazić, dużo mniej wagi przywiązujemy jednak do poszczególnych słów,
które je przekazują. Dlaczego zresztą miałoby być inaczej? Konkretne
słowa wydają się często niewymienne.
Cofnijmy się o trzy zdania w treści niniejszego tekstu. Wyraz
"poszczególne" w odniesieniu do słów można tu zastąpić wyrazem
"konkretny", "odrębny" lub zastosować wiele innych synonimów. Dobieramy
je spośród tych, które trafnie wyrażają nasz przekaz. Używamy ich
spontanicznie, a nie w sposób wyważony i przemyślany.
Okazuje się jednak, że poleganie na intuicji to błąd. Bardzo poważny
błąd.
Słowo, które zmieniło świat
W latach 40. XX wieku wystarczyło jedno słowo, by zmienić świat. Gdy
uderzała klęska żywiołowa lub czarne charaktery podejmowały próbę
zniszczenia życia na Ziemi, nastoletni bohater komiksu Billy Batson
mówił "SHAZAM!" i zamieniał się w superbohatera o niezwykłej sile i prędkości.
Takie magiczne słowa są z nami od zawsze. Od "Abra-kadabra!" i "Hokus-pokus!" po "Sezamie, otwórz się!" i "Expecto patronum!", magicy,
czarodzieje i bohaterowie wszelkiej maści zawsze ujarzmiali tajemne moce
za pomocą słów. Niektóre wyrazy, gdy używamy ich jako narzędzi
strategicznych, mogą zmienić wszystko niczym zaklęcia. Słuchacze poddają
się im jak zaczarowani.
To opowiastka wyssana z palca, prawda? Niezupełnie.
Pod koniec lat 70. XX wieku badacze z Uniwersytetu Harvarda
przeprowadzili pewien eksperyment - zwracali się do osób obsługujących
ksero w bibliotece miejskiej w Nowym Jorku z prośbą o przysługęk2.
Nowy Jork jest znany z prężnego życia kulturalnego, bogatej oferty
kulinarnej i zróżnicowanej struktury mieszkańców. Czy słynie jako miasto
przyjazne? Niespecjalnie. Nowojorczycy mówią szybko, pracują ciężko i zawsze się spieszą. Nakłonienie ich, aby poświęcili swój cenny czas na
wsparcie obcej osoby w potrzebie bywa, delikatnie mówiąc, trudne.
Badacze chcieli ustalić, jakie czynniki wpływają na siłę perswazji.
Jeden z członków zespołu czekał w bibliotece przy stoliku, aż ktoś
zacznie kopiować. W chwili, kiedy upatrzona "ofiara" układała kartki w maszynie, członek zespołu badawczego wkraczał do akcji. Podchodził do
mimowolnego uczestnika eksperymentu, przerywał mu i prosił o pozwolenie
skorzystania z kopiarki.
Stosowano przy tym różne strategie. W niektórych przypadkach
komunikowano wprost: "Przepraszam, mam do skopiowania tylko pięć stron.
Czy mógłbym skorzystać z ksera przed panem/panią?". Niekiedy badacze
dodawali słowo "ponieważ": "Przepraszam, mam do skopiowania tylko pięć
stron. Chciałbym skorzystać z ksera przed panem/panią, ponieważ bardzo
się spieszę, czy mogę?".
Strategie te były niemal identyczne. W obu przypadkach stosowano
uprzejme "przepraszam", prośbę o możliwość skorzystania z kopiarki oraz
wzmiankę o pięciu stronach do powielenia. Obie strategie zakładały
również wywarcie nacisku. Zaczepiony miał zaprzestać wykonywanej
czynności, wyjąć swoje materiały z kopiarki i czekać, aż osoba, która
się przed niego wprosiła, upora się ze swoim zadaniem.
Mimo łudzącego podobieństwa przyjętych strategii efekty osiągane z ich
pomocą okazały się diametralnie różne. Dodanie słówka "ponieważ"
zwiększyło liczbę osób, które pozwoliły badaczowi zrobić kopie poza
kolejką, o ponad 50%.
50-procentowy wzrost skuteczności środka perswazji w wyniku użycia
jednego słowa to niezwykle znaczący wynik. Ba, wręcz astronomiczny. Z drugiej strony, można dowodzić, że różnica pomiędzy zastosowanymi
strategiami nie sprowadzała się do jednego słowa. Prośba zawierająca
słowo "ponieważ" określała przyczynę jej wyrażenia (badacz wskazywał, że
się spieszy).
Być może ludzie reagowali więc nie tylko na słowo "ponieważ", ale byli
bardziej skłonni ustąpić, gdy prośba była odpowiednio uzasadniona.
Badacz twierdził, że się spieszy, jeśli więc zaczepiona przez niego
osoba miała czas, zgadzała się ustąpić mu miejsca, by okazać uprzejmość
i pomoc.
A jednak nie to było powodem takiego, a nie innego zachowania badanych.
Zweryfikowano to dzięki dodatkowej strategii. W trzecim przypadku,
zamiast podawać sensowne wytłumaczenie, badacz nie uzasadniał logicznie,
dlaczego się spieszy: "Przepraszam, mam do skopiowania pięć stron.
Chciałbym teraz skorzystać z kopiarki, ponieważ muszę zrobić kopie
dokumentów, czy mogę?". Nie podawał żadnych nowych informacji. Fakt, że
musi wykonać kopie, wynikał jednoznacznie z prośby o udostępnienie
kopiarki. A zatem użycie słówka "ponieważ" nie powinno było wpłynąć na
osiągany efekt. Gdyby na skuteczność prośby miało wpływ podanie
uzasadnionej przyczyny, stwierdzenie, że badacz chce skorzystać z kopiarki, ponieważ musi wykonać kopie, byłoby bez znaczenia. W gruncie
rzeczy podanie bezsensownego powodu mogłoby nawet osłabić skuteczność
perswazji i zwiększyć opór badanych przed wyrażeniem zgody.
Tak się jednak nie stało. Bezsensowne uzasadnienie wzmocniło perswazję,
zamiast ją osłabić, tak samo jak podanie logicznego powodu. Siła ta nie
wypływała więc z samego uzasadnienia. Jej źródłem było słowo "ponieważ".
Badanie z użyciem kopiarki to tylko jeden z wielu przykładów mocy
magicznych słów. Stwierdzenie, że coś "polecamy", a nie, że nam się to
"podoba", zwiększa prawdopodobieństwo, że inni postąpią zgodnie z naszą
sugestią, o 32%. Użycie zaimka względnego "whom" przez mężczyzn w profilach na anglojęzycznych portalach randkowych zwiększa o 31% ich
szanse na umówienie się na randkę. Zwiększenie liczby przyimków w liście
motywacyjnym sprawia, że prawdopodobieństwo otrzymania pracy rośnie o 24%. Natomiast zastosowanie pełnego zaprzeczenia "is not" zamiast
skrótowca "isn't" w opisie produktu sprawia, że ludzie są skłonni
zapłacić za niego o 3 dolary więcej. Język zastosowany w omówieniu
wyników finansowych firmy wpływa na cenę jej akcji, a słownictwo,
którego używają dyrektorzy generalni - na zwrot z inwestycji.
Skąd o tym wszystkim wiemy? To wiedza zdobyta dzięki nowej gałęzi
lingwistyki. Rozwój technologiczny uczenia maszynowego, lingwistyki
komputerowej i narzędzi przetwarzania języka w połączeniu z cyfryzacją
materiałów wszelkiego rodzaju - od listów motywacyjnych po rozmowy -
zrewolucjonizowały naszą zdolność do analizowania języka, przynosząc
niespodziewane rezultaty.
Ja sam zacząłem korzystać z automatycznej analizy tekstu przez
przypadek. W połowie pierwszej dekady XXI wieku, gdy objąłem posadę
profesora w Wharton School, badałem wpływ różnych czynników na
popularność rzeczy i idei. Nasz zespół postanowił zbadać, od czego
zależy poczytność publikacji prasowych, zgromadziliśmy więc tysiące
artykułów z "New York Timesa" - od tekstów z pierwszych stron poprzez
wieści ze świata po wiadomości sportowe i nowinki lifestyle'owe. Wiele z tych artykułów czytało się świetnie, a jednak tylko nieliczne trafiały
na listę "najczęściej czytanych", próbowaliśmy więc zrozumieć dlaczego.
W tym celu musieliśmy zmierzyć różne czynniki wpływające na popularność
treści. Być może większą uwagę przyciągają artykuły promowane na stronie
głównej "Timesa" - uwzględniliśmy tę zmienną. Założyliśmy też, że
zarówno niektóre obszary tematyczne, jak i niektórzy autorzy mogą mieć
więcej czytelników od innych - i to również zmierzyliśmy.
Przede wszystkim interesowało nas jednak, czy fakt, że dany artykuł
będzie chętniej rozpowszechniany, może zależeć od określonego sposobu
pisania; w tym celu musieliśmy wymyślić patent na zmierzenie cech
artykułów, np. siłę budzonych przez nie emocji czy liczbę użytecznych
informacji. Na początek zatrudniliśmy asystentów badawczych. Studenci
pisali do mnie e-maile z zapytaniem, czy mogą wziąć udział w badaniu,
więc bez trudu pozyskiwaliśmy współpracowników. Każdy z nich czytał
artykuł i oceniał go pod kątem różnych cech - np. rodzaju i natężenia
emocji, jakie wzbudziła w nim lektura.
Strategia ta okazała się skuteczna, przynajmniej na początku.
Zakodowaliśmy w ten sposób kilka, a potem kilkadziesiąt artykułów.
Nie dało się jednak przetworzyć w ten sposób zbioru złożonego z tysięcy
tekstów. Przeczytanie jednego artykułu wymagało czasu; przeczytanie
dziesięciu, stu lub tysiąca tekstów trwałoby dziesięć, sto lub tysiąc
razy dłużej.
Zatrudniliśmy więc armię asystentów, lecz praca posuwała się zbyt wolno.
W dodatku im więcej ludzi zatrudnialiśmy, tym bardziej rosła nasza
niepewność co do spójności osiąganych wyników. Zdania asystentów co do
emocji, jakie wywoływał u nich każdy z artykułów, mogły być różnorodne,
my zaś zaczęliśmy się obawiać, że te niezgodności wpłyną na wnioski z badania.
Potrzebowaliśmy obiektywnej metody, która uwzględniałaby efekt skali.
Solidnego narzędzia, pozwalającego nam mierzyć zmienne dla tysięcy
artykułów i unikać niekorzystnych efektów zmęczenia i wypalenia
asystentów.
Zacząłem rozmawiać o tym z kolegami; ktoś zaproponował, abyśmy użyli
programu komputerowego o nazwie Linguistic Inquiry and Word Count.
Okazał się olśniewająco prosty w obsłudze. Użytkownik wprowadzał do
niego blok tekstu (np. artykuł z gazety lub dowolny inny tekst), a program obliczał punktację dla różnych wymiarów. Przykładowo, liczył
użyte w artykule słowa nacechowane emocjonalnie, by ocenić, w jakim
stopniu tekst odwołuje się do uczuć.
W przeciwieństwie do asystentów, program nigdy się nie męczył. W dodatku
wyniki jego pracy były nieskazitelnie spójne - za każdym razem kodował
treści dokładnie tak samo. Linguistic Inquiry and Word Count, LIWC, stał
się moim ulubionym narzędziem badawczym1.
Mądrość płynąca ze słów
W ciągu dziesięcioleci, które upłynęły od tego czasu, pojawiły się setki
nowych narzędzi i strategii - metody liczenia określonych zwrotów,
odkrywania głównych wątków w dokumentach, ekstrahowania ukrytej w słowach mądrości.
Mikroskop zrewolucjonizował biologię, a teleskop - astronomię; narzędzia
przetwarzania języka doprowadziły zaś do transformacji nauk społecznych,
dostarczając nam informacji o zachowaniach ludzi. Analizowaliśmy rozmowy
telefoniczne z działami serwisowymi, by odkryć słowa, dzięki którym
rośnie zadowolenie klientów; rozkładaliśmy je na czynniki pierwsze, by
zrozumieć, dlaczego ich efekty są niejednorodne, i badaliśmy artykuły z portali internetowych, by zidentyfikować styl przyciągający uwagę
czytelników. Prześwietliliśmy tysiące scenariuszy filmowych, żeby
dowiedzieć się, dlaczego niektóre z nich rodzą kinowe hity, i przestudiowaliśmy dziesiątki tysięcy prac naukowych, by zrozumieć, co
decyduje o ich atrakcyjności. W treści milionów recenzji zamieszczanych
w sieci szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób język wpływa na
odbiór przekazu ustnego.
Analizowaliśmy wizyty w gabinetach lekarskich, by ustalić, co skłania
pacjentów do przestrzegania zaleceń lekarzy, i wnioski o zwolnienie
warunkowe, by wytropić sformułowania decydujące o ich skuteczności. W wywodach adwokatów szukaliśmy słów, które stoją za wygranymi sprawami
sądowymi. Przetworzyliśmy scenariusze dziesiątków tysięcy programów
telewizyjnych, aby zrozumieć, skąd biorą się dobre historie, i ponad
ćwierć miliona tekstów piosenek, próbując uchwycić chwilę, w której
rodzi się hit.
Podczas tej pracy upewniłem się ostatecznie, że magiczne słowa mają
wielką moc. Owszem, znaczenie ma wszystko, co mówimy, ale niektóre słowa
są potężniejsze od innych. Właściwy zwrot, użyty w odpowiednim czasie,
jest w stanie kształtować umysły, przyciągać uwagę, generować działanie.
Czym zatem są magiczne słowa i jak ich używać?
Niniejsza książka odsłania ukryte prawidła funkcjonowania języka, a co
ważniejsze, pokazuje, jak czerpać korzyści z tej wiedzy. Jak przekonywać
innych do swoich racji, pogłębiać więzi, odnosić sukcesy w życiu
prywatnym i zawodowym.
Omówimy tu sześć rodzajów magicznych słów, które (1) aktywizują
identyfikację i działanie, (2) komunikują pewność siebie, (3) decydują o skuteczności zadawanych pytań, (4) otwierają drzwi do konkretów, (5)
wyzwalają emocje oraz (6) ujarzmiają podobieństwa (a także różnice).
1. Aktywizacja identyfikacji i działania
Słowa sugerują, kto kieruje danym działaniem, kto za nie odpowiada i co
oznacza zaangażowanie się w konkretne działanie. Oznacza to, że
niewielka modyfikacja słów, których używamy, może mieć ogromne
znaczenie. Dowiemy się, czemu używanie rzeczowników zamiast czasowników
zwiększa siłę przekonywania, jak powiedzieć "nie", by osiągnąć efekt, i dlaczego zmiana położenia jednego słowa w pytaniu, na które nie umiemy
znaleźć odpowiedzi, może zwiększyć naszą kreatywność. Dlaczego mówienie
o sobie w trzeciej osobie zmniejsza lęk i ułatwia komunikację, a proste
słowo "ty" sprawdza się tylko w niektórych interakcjach. Jak słowa
kształtują działanie i empatię, wpływają na wybory etyczne, udział w głosowaniach i kłótnie z małżonkiem.
2. Komunikowanie pewności siebie
Słowa to nośnik nie tylko faktów i opinii, ale także stopnia naszej
pewności co do nich, co z kolei kształtuje nasz wizerunek i siłę
przekonywania. Z tej książki dowiesz się, że zmiana sposobu wysławiania
się może przemienić słabego sprzedawcę w genialnego lidera sprzedaży,
dlaczego język używany przez prawników bywa równie istotny jak
przekazywane przez nich fakty, a styl wypowiedzi wpływa na postrzeganie
nas jako osób wiarygodnych, rzetelnych i pewnych siebie. Zrozumiesz,
dlaczego doradcy finansowi pewni własnych racji budzą większe zaufanie,
nawet jeśli w istocie się mylą, a recenzja podająca, że restauracja
"serwuje" , a nie "serwowała" świetne jedzenie, przyciąga więcej gości.
Przekonasz się też, że nie zawsze warto grać pewnego siebie - czasami
lepiej przyznać się do wątpliwości. Wbrew pozorom, gdy w grę wchodzi
kwestia kontrowersyjna, takie wyznanie może zadziałać na Twoją korzyść.
Na podobnej zasadzie przyznanie się do własnych ograniczeń może wzmocnić
Twoją wiarygodność.
3. Zadawaj właściwe pytania
Z tego rozdziału dowiesz się, jak należy stawiać pytania, dlaczego
proszenie o radę sprawia, że inni uznają nas za mądrzejszych, a duża
liczba pytań zadanych podczas pierwszej randki zwiększa szanse na
kolejną. Przeczytasz tu, jak pytać, by uzyskać jak najwięcej informacji;
jak uniknąć odpowiedzi na trudne pytania i skłonić innych, by wyjawili
ci to, co chcesz wiedzieć. Poznasz historię małżeństwa, które odkryło
niezawodny sposób pogłębiania więzi, i zrozumiesz, dlaczego osoba, która
umie zadawać właściwe pytania, jest postrzegana jako uważna i troskliwa.
4. Budowanie konkretu
Ten rozdział wyjaśnia, na czym polega siła słów opisujących konkrety.
Które słowa sygnalizują, że uważnie słuchamy, i dlaczego zastosowanie
słowa "naprawić" zamiast "rozwiązać problem" zwiększa poziom zadowolenia
klientów. Dlaczego wiedza może być przekleństwem, a "szary T-shirt"
sprzedaje się lepiej niż po prostu "top". Jeśli zaś cenisz konkrety
ponad wszystko, dowiesz się, że czasami lepiej odwołać się do pojęć
abstrakcyjnych. Zrozumiesz też, dlaczego język abstrakcji kojarzy się z siłą i przywództwem oraz pomaga start-upom pozyskać fundusze.
5. Niech przemówią emocje
W rozdziale 5 opisano, dlaczego język emocji stymuluje zaangażowanie i jak zrobić użytek z tej wiedzy. Znajdziesz tu historię
dwudziestodwuletniego praktykanta, który stworzył imperium podcastów,
ponieważ odkrył składniki przepisu na dobrą opowieść; dowiesz się,
dlaczego suma cech ujemnych może przyczynić się do uwypuklenia dodatnich
i czemu język emocji zwiększa sprzedaż, ale tylko w niektórych
kategoriach produktów. Nauczysz się mówić na każdy temat w taki sposób,
by inni uważnie cię słuchali, i odkryjesz, że wzbudzanie u słuchaczy
uczucia dumy i szczęścia sprawia, że tracą zainteresowanie dalszym
ciągiem wypowiedzi. Opanujesz tajniki operowania językiem emocji,
dowiesz się, kiedy go używać i jak tworzyć prezentacje, opowiadania oraz
treści, które przyciągną uwagę wszystkich odbiorców.
6. Wykorzystywanie podobieństw (i różnic)
Ten rozdział traktuje o podobieństwach i różnicach w sposobie
wysławiania się. Opisałem w nim znaczenie podobieństw językowych i ich
wpływ na to, kto dostanie awans, kto się z kim zaprzyjaźni, kto zostanie
zwolniony, a kto zdoła umówić się na drugą randkę. Podobieństwa jednak
nie zawsze są dobre. Czasami lepiej sprawdzają się różnice. Dowiesz się
też, dlaczego nietypowe piosenki zyskują większą popularność i w jaki
sposób wirtualni asystenci w rodzaju Siri czy Alexy służą do
kwantyfikowania prędkości rozchodzenia się informacji oraz ich zasięgu.
Nauczysz się rozpoznawać style językowe innych i sytuacje, w których
warto je naśladować, a także formułować przekaz zrozumiały i akceptowalny dla odbiorców.
7. Co zdradza język
Pierwszych sześć rozdziałów tej książki skupia się na działaniu słów;
ten, kto umiejętnie się nimi posługuje, jest szczęśliwszy, zdrowszy i odnosi sukcesy życiowe. Ostatni rozdział poświęcony jest mocy ukrytej za
słowami. Pojawią się w nim badacze, którzy rozszyfrowali zagadkę
odnalezionej po latach sztuki Szekspira, choć nawet jej nie przeczytali,
a także narzędzia analityczne pozwalające przewidzieć, kto będzie miał
problemy ze spłatą rat kredytu na podstawie słownictwa użytego we
wniosku o pożyczkę (wskazówka: nie należy ufać ekstrawertykom).
Przedstawię tu również, co język może nam powiedzieć na temat ogółu
społeczeństwa. W jaki sposób analiza ćwierci miliona tekstów piosenek
odpowiada na odwieczne pytanie, czy muzyka jest mizoginiczna (i czy coś
się zmienia w tej kwestii), a także w jaki sposób nagrania z kamer
podręcznych zdradzają trudne do uchwycenia różnice w nastawieniu
policjantów do osób rasy czarnej i białej. Poznasz tu język jako
narzędzie do odkrywania tajemnic otaczającego cię świata. Dowiesz się,
co słowa mówią nam o innych ludziach, o ich motywacji, i przekonasz się,
że język odzwierciedla subtelne stereotypy i uprzedzenia społeczne.
Każdy rozdział koncentruje się na jednym rodzaju magicznych słów i wskazuje, w jaki sposób można z nich korzystać. Niektóre wnioski są
nadzwyczaj proste i ograniczają się do wskazówek w rodzaju "mów: "nie
zrobię tego" zamiast "nie mogę tego zrobić""; inne są bardziej złożone i uzależnione od kontekstu.
Niniejsza książka koncentruje się na efektywnym operowaniu słowami,
jeśli natomiast chcesz dowiedzieć się więcej na temat narzędzi, z których korzystałem, zapoznaj się z przypisami. Znajdziesz tam
informacje o głównych teoriach, jak również o firmach, organizacjach i branżach, w których mają one zastosowanie.
Czy sobie to uświadamiamy, czy nie, wszyscy jesteśmy w pewien sposób
pisarzami. Nawet jeśli nie piszemy książek ani artykułów do gazet, nie
określamy siebie mianem autorów czy dziennikarzy - wszyscy piszemy:
e-maile do kolegów i SMS-y do przyjaciół; raporty dla naszych
przełożonych i teksty prezentacji dla klientów.
Wszyscy jesteśmy także mówcami. Być może nie zdarza nam się przemawiać
na podium do wielotysięcznej publiczności, wszyscy jednak od czasu do
czasu zabieramy głos publicznie. Przedstawiamy projekty firmowe,
rozmawiamy na randkach. Sponsorów prosimy o datki, a dzieci - żeby
posprzątały w swoim pokoju. Aby stać się lepszymi pisarzami i mówcami -
komunikować się w sposób świadomy i celowy - musimy nauczyć się dobierać
słowa. Trudno nakłonić innych, by nas słuchali, a tym trudniej - by
zrobili to, czego od nich oczekujemy. Trudno także motywować ludzi,
zachęcać ich do kreatywności, budować więzi społeczne. Właściwe słowa
mogą okazać się pomocne w tej dziedzinie.
Niektórych ludzi określa się mianem elokwentnych. Cechuje ich siła
perswazji i charyzma; wydaje się, że zawsze wiedzą, co powiedzieć. Czy
to znaczy, że cała reszta ludzkości ma po prostu pecha i nigdy nie zdoła
im dorównać?
Niezupełnie.
Nikt nie rodzi się wspaniałym mówcą czy pisarzem - tych umiejętności
można się nauczyć. Słowa mają potężną moc, my zaś możemy z niej czerpać,
jeśli zrozumiemy, kiedy, dlaczego i w jaki sposób działają.
Bez względu na to, czy chcesz nauczyć się lepiej operować słowami, czy
jedynie zrozumieć, na czym polega ich siła - ta książka ci w tym pomoże.
1. Osoby zainteresowane LIWC odsyłam do znakomitej książki Jamesa W. Pennebakera zatytułowanej The Secret Life of Pronouns. [wróć]
1. Aktywizacja identyfikacji i działania
1
Aktywizacja identyfikacji i działania
W sercu tętniącej życiem Doliny Krzemowej, w niepozornej bocznej uliczce
miasteczka Stanford mieści się przedszkole uznawane powszechnie za jedno
z najlepszych w Stanach Zjednoczonych. Bing Nursery School to marzenie
każdego przedszkolaka. Dzieci mają do dyspozycji teren o powierzchni
dwudziestu akrów, a na nim - pagórki i mosty, piaskownice, kojce z kurczątkami i klatki królików. Duże i jasne sale pełne są materiałów
plastycznych, klocków i różnorodnych pomocy edukacyjnych, które mają
bawić i uczyć jednocześnie. Budynek również został zaprojektowany z myślą o dzieciach - okna umieszczono na tyle nisko, by sięgnęli do nich
nawet najmłodsi. Nic dziwnego, że lista oczekujących na miejsce jest
długa, chętnych rodziców tysiące, a miejsc - zaledwie kilkaset.
Niektórzy próbują wpływać na kierownictwo przedszkola - przekonują, że
ich dziecko to geniusz, że ma wyjątkowe uzdolnienia muzyczne lub potrafi
liczyć w dziesięciu językach.
Bing nie szuka jednak dzieci wyjątkowych - wręcz przeciwnie. Stawia się
tu na różnorodność: grupa dzieci przedszkolnych ma odzwierciedlać cechy
ogółu populacji. To dlatego, że instytucja nie jest jedynie przedszkolem
- to zarazem swoiste laboratorium naukowe.
We wczesnych latach 60. XX wieku na Uniwersytecie Stanforda pojawiła się
inicjatywa utworzenia szkoły eksperymentalnej. Pracownicy i wykładowcy
potrzebowali placówki opiekuńczej dla swoich dzieci, a studenci - zajęć
praktycznych; w rezultacie, dzięki dotacji z agencji federalnej National
Science Foundation, powstał nowoczesny instytut badawczy. Poza
wspaniałym wyposażeniem i terenem otaczającym budynek, które czynią Bing
modelowym przedszkolem, placówka jest wyposażona w lustra weneckie we
wszystkich klasach i dodatkowe sale obserwacyjne, które zapewniają
badaczom idealne warunki do studiowania rozwoju dziecka.
Przeprowadzono tu setki badań. Realizowano tutaj m.in. słynny test
marshmallow, za pomocą którego badano zdolność dzieci do odroczenia
gratyfikacji ("jeśli nie zjesz od razu pianki, którą masz przed sobą, po
upływie określonego czasu otrzymasz jeszcze jedną"). Analiza motywacji
wewnętrznej pozwoliła ustalić, że wynagradzanie dzieci za czynności,
które sprawiają im przyjemność (np. kolorowanie obrazków), zmniejsza
prawdopodobieństwo wykonania ich w przyszłości.
Niedawno w Bing pojawiła się grupa badaczy, którzy szukali odpowiedzi na
pytanie, jak zachęcać dzieci do pomaganiak3. Nie ulega
wątpliwości, że to cenna cecha. Rodzice proszą dzieci o pomoc w myciu
naczyń, wychowawcy - w sprzątaniu zabawek, a rówieśnicy - żeby ich
pohuśtać.
Jak wiadomo, dzieci nie zawsze są skłonne do pomocy. Bywa, że - podobnie
jak nasi klienci, koledzy z pracy czy znajomi - nie życzą sobie spełniać
naszych oczekiwań. Wolą budować wieże z klocków, skakać po kanapie albo
wyciągać sznurowadła ze wszystkich butów, które znalazły w szafie.
W ramach analizy mechanizmów perswazji naukowcy poprosili grupę cztero-
i pięciolatków o pomoc w czynności, której dzieci szczególnie nie lubią:
w sprzątaniu. Trzeba było powkładać do pojemnika klocki rozrzucone po
podłodze, odłożyć na miejsce zabawki i sprzątnąć przewrócony pojemnik, z którego wysypały się kredki. Aby utrudnić sobie zadanie, badacze
czekali, aż dzieci zajmą się inną czynnością - zabawą lub rysowaniem - i dopiero wówczas prosili je o pomoc. One zaś w tej sytuacji nie miały na
to najmniejszej ochoty.
Niektóre poproszono wprost. Badacze przypomnieli im, że pomaganie jest
dobre i może oznaczać bardzo wiele rzeczy, od pozbierania zabawek po
zaoferowanie wsparcia potrzebującemu.
W przypadku jednej z grup zastosowano ciekawy zabieg. Pogadanka brzmiała
niemal tak samo, jak w przypadku pozostałych. Badacze opowiadali
dzieciom o pomaganiu innym na różne sposoby. Rozmowa różniła się jednak
jednym szczegółem. Zamiast prosić maluchy o "pomoc", badacz używał w stosunku do nich słowa "pomocnik".
Różnica wydaje się właściwie nieistotna. Można ją uznać za niemal
niezauważalną. Pozornie to prawda. W obu przypadkach prośba dotyczyła
tej samej czynności (pozbierania rzeczy) i odnosiła się w takiej czy
innej formie do "pomocy". Jedyna różnica polegała na dodaniu trzech
liter (końcówki -nik).
Przy tej, wydawałoby się niewielkiej, różnicy efekt był spektakularny. W porównaniu z grupą proszoną o "pomoc", w grupie, do której zwrócono się
jako do potencjalnych "pomocników", liczba chętnych wzrosła o niemal
jedną trzecią. Dlaczego? Czemu te trzy litery okazały się tak istotne?
Okazuje się, że ma to związek z różnicą pomiędzy czasownikiem i rzeczownikiem.
Wyobraź sobie, że opowiadam ci o dwóch osobach: Rebece i Fredzie. Rebeka
ma zwyczaj biegać, a Fred jest biegaczem. Jak sądzisz, które z nich
bardziej lubi bieganie?
Ludzi można opisywać na różne sposoby. Peter jest młody, a Scott stary.
Susan jest kobietą, a Tom - mężczyzną. Charles lubi baseball, Kristen ma
liberalne poglądy, a Mike często jada czekoladę. Jessica to ranny
ptaszek, Danny kocha psy, a Jill jest kawoszką. Od cech demograficznych,
takich jak wiek czy płeć, po opinie, cechy indywidualne i upodobania,
opisy tego rodzaju dają nam pewien obraz tego, kim jest bądź co lubi
dana osoba.
Tę samą rzecz można jednak wyrazić na wiele sposobów. Kogoś, kto ma
lewicowe sympatie polityczne, można opisać np. jako osobę o "liberalnych
poglądach" lub jako "liberała". Kogoś, kto lubi psy, określa się jako
"człowieka kochającego psy" lub "psiarza". Różnica może wydawać się
niewielka, jednak w każdym z podanych przykładów opcja druga opisuje
konkretną kategorię. Określenie kogoś mianem liberalnego wskazuje, że ma
on lewicowe poglądy. Jednak użycie słowa "liberał" sugeruje, że osoba ta
należy do określonej grupy. Jest członkiem zdefiniowanego zbioru
jednostek. Przynależność do danej kategorii wiąże się zwykle
przynajmniej w pewnym stopniu z niezmiennością lub trwałością. Kategoria
nie odnosi się do tego, co dana osoba zrobiła lub robi, lecz do głębszej
istoty rzeczy: kim dana osoba jest. Nie tu i teraz, ale bez względu na
czas i okoliczności. Kim zawsze będzie.
Stwierdzenie, że ktoś jest liberalny, sugeruje, że obecnie ma lewicowe
poglądy; określenie danej osoby mianem "liberał" odnosi się do
utrwalonej cechy. Informacja, że ktoś uwielbia psy, niesie ukryty
przekaz, że tak jest obecnie; jeśli mówimy o kimś "psiarz", sugerujemy
jego trwałą przynależność do określonej grupy. Możemy odnosić się do
stanów tymczasowych (np. "Sally nie sprzątnęła naczyń") lub nadawać im
bardziej trwały lub fundamentalny charakter, stosując etykiety (np.
"Sally jest flejtuchem"). Źle jest przegrać. Jeszcze gorzej jest "być
przegranym".
Przykładowo, możemy powiedzieć, że Rose "jada dużo marchewki", jeśli
jednak zamiast tego użyjemy wobec Rose określenia "pożeraczka
marchewek", odbiorca założy, że upodobanie to ma charakter trwały. Uzna,
że Rose prawdopodobnie jadała dużo marchewki jako dziecko i zapewne
będzie to robić w przyszłości, nawet jeśli ktokolwiek będzie próbował ją
przed tym powstrzymać. Zachowanie to jest trwałe; przeszłość, przyszłość
czy ewentualny sprzeciw nie mają tu znaczeniak4.
Moc etykiet bywa potężna, do tego stopnia, że ludzie często starają się
dystansować od opisywanych nimi zachowań. Walcząc o łagodny wyrok dla
swego klienta, prawnik może powiedzieć: "On nie jest przestępcą; po
prostu dokonał złego wyboru" . Fan sportu może mówić o sobie: "Czasem
oglądam mecze, ale nie jestem kibicem".
W każdym z tych przypadków etykieta wiąże się z określoną częścią mowy:
z rzeczownikiem. Cecha "liberalny" to przymiotnik; kategoria "liberał"
jest rzeczownikiem. Kiedy mówimy, że ktoś "dużo biega", używamy
czasownika "biegać"; stwierdzenie, że ktoś jest "biegaczem",
przekształca działanie (czasownik) w określoną tożsamość (rzeczownik).
Badania w różnych dziedzinach i obszarach dowodzą, że przekształcanie
działania w tożsamość może kształtować sposób postrzegania
ludzik5. Kiedy dowiadujemy się, że ktoś jest kawoszem (a nie, że
pije dużo kawy) lub komputerowcem (nie zaś osobą, która spędza dużo
czasu przy komputerze), jest to dla nas sygnał, że osoba ta lubi kawę
(lub komputery) w stopniu ponadprzeciętnym, upodobanie to najpewniej
nigdy nie przeminie, nawet jeśli nikt inny go nie podziela.
Zamiana czasownika (np. "pija kawę") w opisie danej osoby na rzeczownik
(np. "jest kawoszem") sprawia, że nastawienie lub preferencje danej
osoby wydają się trwalsze i bardziej stabilne. Są częścią tożsamości, a nie jedynie wyrazem nastroju czy zachcianki.
Fakt, że przekształcanie działań w tożsamości wpływa na postrzeganie
ludzi, ma wiele użytecznych implikacji. Określenie siebie mianem
pasjonata (a nie "człowieka z pasją) w liście motywacyjnym wywiera
lepsze wrażenie. Użycie określenia "innowator" w odniesieniu do
współpracownika stawia go w lepszym świetle niż gdyby nazwać go
"innowacyjnym".
To jednak nie wszystko. Słowa wpływają nie tylko na percepcję -
zakorzenione w nich idee mogą również kształtować zachowania. Ujmowanie
działań w ramy naszej autoidentyfikacji, które przemieniają działania w tożsamość, może również wpływać na działania innych.
Każdy chce mieć pozytywny obraz siebie - postrzegać siebie jako osobę
inteligentną, kompetentną, atrakcyjną i sprawną w działaniu. Niektórzy
cenią sobie kondycję fizyczną, inni wiedzę ogólną, jeszcze inni -
umiejętność przygotowania pysznego obiadu z dowolnych resztek
znajdujących się akurat w lodówce, lecz wszyscy chcemy widzieć samych
siebie w pozytywnym świetle. Dlatego staramy się postępować zgodnie z własnym wizerunkiem, który stworzyliśmy. Chcesz się czuć wysportowany?
Nie zaszkodzi od czasu do czasu pobiegać. Chcesz uważać się za osobę
bogatą lub o wysokim statusie? W takim razie lepiej kup luksusowy
samochód lub wybierz się na egzotyczne wakacje. Konsekwencja w działaniu
pozwala nam sądzić, że jesteśmy osobami, którymi chcemy być.
Co ciekawe, jeśli ludzie chcą sprawiać określone wrażenie, ujęcie
działań w ramy potwierdzające pożądaną tożsamość może zmotywować ich do
określonych zachowań. Ten mechanizm wyjaśnia wyniki badania
przeprowadzonego w Bing Nursery School.
Gdy prosimy kogoś o pomoc, często używamy czasowników: "Czy możesz pomóc
mi posprzątać klocki?" lub "Czy możesz pomóc mi w zmywaniu?". W obu
przypadkach prośba zawiera słowo określające czynność: "pomóc". Tę samą
prośbę można jednak wyrazić inaczej, przekształcając czasownik w rzeczownik. Zamiast prosić kogoś, żeby pomógł nam w posprzątaniu
klocków, spróbujmy użyć rzeczownika: "Czy zechcesz zostać moim
pomocnikiem i posprzątać klocki?". Ta prosta zmiana sprawia, że zwykłe
działanie (pomaganie) zamienia się w coś wyjątkowego. Sprzątanie klocków
nie jest już tylko aktem pomagania - staje się szansą. Szansą przybrania
pożądanej tożsamości.
Niektórym rodzicom będzie pewnie trudno w to uwierzyć, ale większość
dzieci chce postrzegać siebie jako pomocników. Oczywiście nie są w stanie wynieść śmieci ani ugotować obiadu, ale "pomocnik", który ma
wkład w funkcjonowanie grupy, to pozytywna tożsamość, którą dzieci
chętnie akceptują. Nazwanie czasownika lub przekształcenie go w rzeczownik zamienia coś, co było dotąd jedynie działaniem (pomaganiem),
w możliwość zyskania pozytywnej tożsamości (pomocnika). Sprzątnięcie
klocków staje się szansą, by pokazać sobie, a może także innym, że
jestem dobrą osobą. Członkiem grupy, do której chcę przynależeć.
Pomaganie? Jasne, jest w porządku. Ale szansa zobaczenia siebie w roli
pomocnika? Zyskania tożsamości, która nam się podoba? Faktycznie, dla
czegoś takiego warto odłożyć kredki i ruszyć do sprzątania. Tak też
rozumowały dzieci w Bing.
Zamiana czasowników na rzeczowniki ma skutki o wiele bardziej
dalekosiężne niż motywowanie dzieci do sprzątania. W roku 2008 badacze
wykorzystali tę samą zasadę, by zwiększyć liczbę osób uczestniczących w wyborach. Wybory to klucz do demokracji i narzędzie wpływu na sposób
rządzenia krajem, lecz wielu ludzi nie bierze w nich udziału. Wszyscy
wiedzą, że należy głosować, podobnie jak pomagać, ale nie zawsze wiedza
ta przekłada się na działanie. Jesteśmy zbyt zajęci, zapominamy albo
zwyczajnie nie przekonuje nas żaden z kandydatów.
Badacze postanowili sprawdzić, czy prosty zabieg językowy może
przyczynić się do wzrostu motywacji. Zamiast standardowej strategii
komunikacyjnej (nakłanianie ludzi do głosowania) zastosowali metodę
nieco odmienną: zwrócili się do wyborców. Różnica wydaje się minimalna.
Literę "y" na końcu słowa "wybory" zastąpiono dwiema: "ca". I to
zadziałało. Liczba osób, które wzięły udział w wyborach, wzrosła o ponad
15%k6.
Ujęcie zachowania - uczestnictwa w wyborach - w ramy pozytywnej
tożsamości wyborcy sprawiło, że wzrosła liczba osób skłonnych zachować
się w pożądany sposób. Przemiana aktu głosowania w szansę poprawy
własnego wizerunku zachęciła ludzi do działania.
Chcesz, żeby ludzie słuchali? Nazwij ich słuchaczami. Chcesz, żeby
przewodniczyli innym? Określ ich mianem liderów. Chcesz, żeby pracowali
ciężej? Zachęcaj ich, żeby stali się tytanami pracy1.
W ten sam sposób można zachęcać ludzi, by unikali zachowań negatywnych.
Cena za nieuczciwość jest wysoka. Przykładowo przestępczość w miejscu
pracy kosztuje amerykańskie firmy ponad 500 miliardów dolarów rocznie.
Choć często motywuje się ludzi do zachowań etycznych i zgodnych z zasadami, język odwołujący się do tożsamości może okazać się bardziej
skuteczny. W istocie z badań wynika, że zastąpienie zwrotu "Nie oszukuj"
słowami "Nie bądź oszustem" redukuje liczbę oszustw o ponad
połowęk7. Ludzie okazali się mniej skłonni, by oszukiwać, gdy
wiązało się to z zaakceptowaniem niepożądanej tożsamości.
Chcesz, żeby ludzie przestali śmiecić? Zamiast mówić: "Proszę nie
śmiecić", powiedz: "Proszę, nie bądźcie takimi flejtuchami". Próbujesz
skłonić dzieci, żeby mówiły prawdę? Zamiast zwracać się do nich słowami
"Nie kłam", spróbuj powiedzieć: "Nie bądź kłamczuchem" - powinno to dać
lepszy efekt.
Tę strategię można nawet zastosować do siebie. Próbujesz wyrobić w sobie
nawyk biegania lub chcesz biegać częściej? Jeśli będziesz informować
innych, że "jesteś biegaczem", a nie, że "biegasz", zaczniesz postrzegać
bieganie jako bardziej stabilny i spójny element własnej tożsamości, co
zwiększy prawdopodobieństwo sukcesu.
1. Podobnie jak każda użyteczna strategia, i ta w niektórych sytuacjach może okazać się niewypałem. Gdy proponowano dzieciom, aby zagrały w grę, która polega na "zajmowaniu się nauką", użycie argumentu, że dzięki temu "staną się naukowcami", sprawiło, że dziewczynki straciły zainteresowanie zabawą. Autorzy przypuszczają, że "język tożsamości może prowadzić do problematycznych konsekwencji, jeśli dzieci mają powody, by wątpić, czy pasują do kategorii naukowca (np. w przypadku gdy doświadczyły porażki na polu nauki lub znajdują się pod wpływem stereotypów dotyczących naukowców), ponieważ mogą zdystansować się do tej koncepcji, jeśli ich postrzeganie własnej tożsamości nie jest spójne z ideą nauki". Patrz: M. Rhodes i in., Subtle Linguistic Cues Increase Girls' Engagement in Science, "Psychological Science" 2019, t. 30, nr 3, s. 455-466, https://doi.org/10.1177/0956797618823670. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki