Wstęp
Wstęp
"Rzeka Jangcy wchłania każdy strumień, dzięki czemu ciągnie się przez
ponad 10 000 li1".
Błękitne niebo ponad szczytem Geladaindong w górach Dangla nad Wyżyną
Tybetańską przypomina lustro, pod którym srebrzą się lód i śnieg. Cóż za
piękna, baśniowa i spokojna kraina.
W słońcu rodzi się życie. Szumiący strumyk płynie zygzakami pod lodem i śniegiem niczym kiełkująca roślina, która próbuje przebić się na
powierzchnię ziemi. Przypomina chudego węża, wątłego i słabego,
osuwającego się bezsilnie w dół zbocza, a następnie wijącego się doliną
aż do równiny. W międzyczasie dołączają do niego liczne strumienie i rzeki, które stopniowo przybierają na sile i łączą się w jedną rzekę,
przepływającą przez ponad połowę obszaru Chin.
Jest to potężna Cheung Kong - ciągnąca się przez 10 000 li (pięć
kilometrów) rzeka Jangcy, symbol inkluzywności, determinacji i siły oraz
źródło inspiracji dla człowieka, którego historię za chwilę opowiemy.
Czternastoletni Li Ka-shing2 po śmierci ojca rzucił szkołę i podjął praktykę w lokalnej herbaciarni w Hongkongu, w ramach której
zajmował się sprzątaniem i podawaniem herbaty w pobliskiej firmie
Zhongnan Watch. Jakiś czas później nauczył się naprawiać zegarki,
obsługiwać klientów i odpowiednio zachowywać w towarzystwie. Niektórzy
wspominają, że był wątłym chłopcem i miał tępe spojrzenie. Wiele osób,
które wtedy go znały, było przekonanych, że niczego w życiu nie
osiągnie.
Li Ka-shing był jak słaby listek trawy zmagający się z deszczem, wiatrem
i innymi trudami codziennego życia. Dwa lata później dostał pracę jako
sprzedawca w sklepie z zegarkami, gdzie nauczył się naprawiać i składać
zarówno zegarki na rękę, jak i duże wiszące zegary. W końcu postanowił,
że zacznie zarabiać na życie jako sprzedawca w fabryce artykułów
metalowych. Jakiś czas później dzięki imponującym wynikom sprzedaży
został dyrektorem generalnym fabryki wyrobów plastikowych.
W 1950 roku dwudziestodwuletni Li Ka-shing z odłożonych 7000 dolarów
amerykańskich otworzył własną fabrykę: Cheung King Plastic Factory w Hongkongu w dzielnicy Shau Kei Wan. Wątłe źdźbło trawy dzielnie rosło w górę i nabierało siły: Li Ka-shing rozpoczął nowy etap rozwoju
osobistego.
Pięć lat później w przebłysku biznesowego geniuszu Li Ka-shing zachwycił
się magicznym podobieństwem sztucznych kwiatów do prawdziwych roślin. Po
długich rozważaniach i starannej analizie rynku postanowił, że zacznie
produkować sztuczne kwiaty w swojej fabryce. Kiedy jego produkty weszły
na rynek, ludzie byli zachwyceni ich kolorem, kształtem i trwałością.
Wkrótce kwiaty Li Ka-shinga zdobyły popularność i zaczęły być
sprzedawane na całym świecie. Ten sukces przyniósł ogromne zyski i dał
przyszłemu chińskiemu potentatowi solidne podstawy do dalszego rozwoju
biznesu.
Z czasem Li Ka-shing stał się wpływową postacią w Hongkongu i Koulun,
gdzie zdobył dużą sławę i zyskał przydomek "króla sztucznych kwiatów".
Był też ważną osobistością w świecie biznesu i polityki.
Dwa lata po przejściu na produkcję sztucznych kwiatów Li Ka-shing
zmienił nazwę swojej fabryki na Cheung Kong Industries i zbudował jej
główną siedzibę w dzielnicy North Point w Hongkongu.
W 1958 roku zakończył budowę dwunastopiętrowego biurowca. W 1960 roku
powstał drugi budynek firmy w Chai Wan, przemysłowej dzielnicy
Hongkongu. To było przełomowe wydarzenie zwiastujące nowy ambitny plan
Li Ka-shinga: wejście na rynek nieruchomości.
Rzeka Jangcy, pełna niezliczonych zakrętów i przełomów, płynie z niepowstrzymaną siłą dolinami przecinającymi wyżynę Yunnan-Guizhou,
wchłaniając po drodze rzeki Min Jiang, Tuo Jiang, Jialing Jiang i Wu
Jiang, które razem łączą się w potężny strumień wody podążający ku
równinie Jianghan niczym gigantyczny smok. Pod koniec lat 50. XX wieku
Li Ka-shing i jego firma Cheung Kong Property Holdings Limited stała się
takim właśnie smokiem.
W obliczu nieustannych wyzwań takich jak wahania na rynku,
niespodziewane okazje biznesowe i nieprzewidywalne ruchy konkurencji, Li
Ka-shing wykazywał się unikalnym patrzeniem na świat finansów i niezwykłym wyczuciem biznesowym. Można odnieść wrażenie, że zawsze
wykonywał właściwy ruch we właściwym czasie. Dzięki serii imponujących
przejęć i innych sukcesów stopniowo konsolidował swoje biznesowe
imperium.
W 1967 roku Hongkong pogrążył się w chaosie wywołanym problemami na
rynku pracy i społecznymi demonstracjami przeciwko brytyjskim rządom
kolonialnym. Zamieszki i utarczki były na porządku dziennym. Na całym
półwyspie Koulun - od Tsim Sha Tsui po Mong Koku - ceny nieruchomości
gwałtownie spadały. Jednak Li Ka-shing konsekwentnie je wykupywał z myślą o dalszym rozwoju Cheung Kong Property Holdings Limited.
Było to mistrzowskie posunięcie, z którego Li był później bardzo dumny.
Nabycie nowych gruntów w Hongkongu, gdzie każdy cal ziemi jest cenny
niczym złoto, sprawiło, że Li Ka-shing wraz z Cheung Kong Property
Holdings Limited nabrali wiatru w żagle. Już wtedy Li Ka-shing, który
swoją karierę zaczynał jako pomocnik w herbaciarni, był uznawany za
najbogatszego człowieka w Azji i giganta światowego biznesu.
A oto przełomowe momenty w działalności biznesowej Li Ka-shinga:
1979 rok: kupno 22,4 procent akcji brytyjskiej spółki Hutchison
Whampoa.
1984 rok: kupno Hongkong Electric Company Limited.
1986 rok: kupno połowy akcji kanadyjskiego koncernu naftowego Husky
Energy.
2010 rok: wylicytowanie i wykupienie (wspólnie z CK Infrastructure
Holdings Limited, Hongkong Electric Company Limited, Li Ka-shing
Foundation oraz Li Ka-shing Overseas Foundation) części brytyjskich
sieci energetycznych należących do koncernu Électricité de France za
5,775 miliarda funtów.
2012 rok: Li Ka-shing, którego majątek w tamtym czasie był wyceniany
na około 30 miliardów dolarów amerykańskich, znalazł się na liście
najbogatszych miliarderów na świecie czasopisma "Forbes" (na
dziewiątym miejscu w rankingu światowym i na pierwszym miejscu w Azji).
Zakres działalności Li Ka-shinga stopniowo się rozszerzał z produkcji
wyrobów plastikowych i handlu nieruchomościami na kolejne sektory takie
jak branża energetyczna, porty, telekomunikacja, sieci wodociągowe i handel detaliczny. Cztery flagowe spółki Li Ka-shinga to Cheung Kong
Property Holdings Limited, Hopewell Holdings Limited, CK Infrastructure
Holdings Limited i Power Assets Holdings Limited.
Niektórzy ludzie, będąc pod wrażeniem jego spektakularnych sukcesów,
zaczęli go nazywać "Supermanem Li".
Znany chiński pisarz Liu Baiyu w przepięknych słowach opisał rzekę
Jangcy w swojej książce Trzy dni na rzece Jangcy, szczególnie
rozwodząc się nad pięknem Trzech Przełomów. Oto, co napisał o wąwozie
Qutang: "Wszystkie rzeki spotykają się w Wanzhou i Fuling, a następnie
rywalizują ze sobą o minięcie przełomu Qutang. Dwie albo trzy dżonki
mozolnie płyną pod prąd w górę rzeki, a ich wiosła poruszają się
rytmicznie niczym trzepoczące skrzydła ptaków".
Jakże żywy jest ten obraz! Cóż za trafne skojarzenia! Wspaniałe?
Romantyczne? Tak... Lecz te słowa tak naprawdę opowiadają o rywalizacji,
wysiłku i zmaganiach.
Rzeka Jangcy, która zaczyna swój bieg w małym źródle i zagarnia wodę z nieba i lodowców, spływa do wyżyny Junnan-Kuejczou, przedziera się przez
olbrzymie bariery w Syczuanie, mija Trzy Przełomy i pozostawia Jingmen w prowincji Hubei daleko za sobą.
Liu Baiyu barwnie opisuje, jak ten potężny strumień wody pokonuje
wszystkie przeszkody na swojej drodze, mija "wysokie góry, przepastne
przełomy, grzmoty i burze", mierzy się z "ponurą i niegościnną górą Wu
Shan i przełomem Wu", aż w końcu dociera do "niezmierzonych połaci Chu".
Tymi słowami ten obdarzony niezwykłą wyobraźnią pisarz próbuje
wykrzyczeć: Jaki piękny jest ten świat! To jest prawdziwe życie!
Biznesmen taki jak Li Ka-shing musi się wyróżniać zdecydowaniem i pewnością siebie, niezmąconym spokojem, silną, nieosiągalną dla innych
koncentracją i wyjątkowym zmysłem równowagi. Jakiekolwiek wahanie może
doprowadzić do utraty całej fortuny. Podjęta w pośpiechu decyzja może
się zakończyć niespodziewanym i bolesnym upadkiem z samego szczytu.
To także jest życie: trzeba pamiętać o przeszłości, ale jednocześnie
patrzeć w przyszłość, wyobrażając sobie, jakie będzie jutro... Niepewność
jest czymś, czego nie da się całkowicie wyeliminować.
Czy wiele lat później Li Ka-shing, patrząc na Port Wiktorii ze swojego
biura Cheung Kong Holdings w centrum Hongkongu, wspominał trudy
młodości? Czy myślał o przeszkodach, które udało mu się pokonać? Czy
rozmyślał z zachwytem nad swoim ekscytującym życiem?
Tego nie wiemy; wiemy natomiast, że Li Ka-shing to zdecydowanie
zwycięzca w grze zwanej życiem. Obecnie jest on jednym z najbogatszych
ludzi w Azji i prawdziwym gigantem światowego biznesu.
Nie da się odnieść sukcesu, nie wkładając w to żadnego wysiłku. Bez
względu na to, jak inspirująca i motywująca jest legenda, pozostaje ona
tylko legendą. Każdy zwycięzca musi być mocno zakorzeniony w swojej
ojczyźnie i brać przykład z rzeki Jangcy, która zgarnia po drodze każdy
strumień i każdą rzekę, pokonując dystans ponad 10 000 li aż do samego
morza.
Co wyróżnia Li Ka-shinga i Cheung Kong Holdings? To nie tylko niezwykła
wizja biznesowa, niebywałe wyczucie i umiejętność podejmowania śmiałych
decyzji, lecz także otwarty umysł, wielkoduszność i prawość, a także
pasja, szczerość i pragnienie robienia tego, co należy.
Zacznijmy od początku i dowiedzmy się, kim jest człowiek o imieniu Li
Ka-shing.
Rozdział 1. Początki
Rozdział 1
Początki
1. Biedny chłopak
Są jaskrawe jak fajerwerki, ale mające niszczycielską moc! Pod koniec
1941 roku w nocy z przepięknego hongkońskiego nieba posypały się bomby,
a wolny port znalazł się pod ostrzałem japońskich wojsk.
Rodzina Li Ka-shinga, która jakiś czas wcześniej przeprowadziła się do
Hongkongu z prowincji Guangdong, aby uchronić się przed zniszczeniami
drugiej wojny światowej, ponownie stała się celem bezlitosnych
bombardowań japońskich agresorów. Niedługo potem Wielka Brytania się
poddała, a Japończycy przejęli pełną kontrolę nad Hongkongiem.
Japończycy okupowali Hongkong do końca wojny, co doprowadziło do
zamknięcia fabryk i wyczerpania się zapasów. W tej niesprzyjającej
sytuacji, gdy trudności coraz bardziej się piętrzyły, czternastoletni Li
Ka-shing musiał rozstać się z rodziną. Jego matka Chong Bik Kam wróciła
razem z jego młodszym bratem i siostrą do rodzinnego miasta Teochew,
które znajdowało się około 300 kilometrów na północ od Hongkongu. Zanim
wyjechała, czule pogłaskała syna po głowie i wielokrotnie powtórzyła:
- Słuchaj wujka i ojca i czekaj tu na mnie.
Trudy codziennego życia sprawiły, że mimo młodego wyglądu Li szybko
nauczył się zachowywać jak dorosły.
- Nie martw się, mamo, tata i ja zawsze będziemy razem - odpowiedział
wówczas matce ze łzami w oczach.
Jego ojciec Li Wan King był dobrze wykształcony i przed wojną pracował
jako nauczyciel w Teochew. Jak jednak mógł znaleźć spokojną pracę w szkole w Hongkongu, skoro w kraju toczyła się wojna? W końcu dzięki
rekomendacji wujka Li Ka-shinga znalazł zatrudnienie jako sprzedawca w małym sklepiku.
Tam miał okazję obserwować, jak mieszkańcy Hongkongu z entuzjazmem
wspierają finansowo działania ruchu oporu w Chinach kontynentalnych. Bez
tych pieniędzy nie dałoby się zorganizować jakiejkolwiek obrony
przeciwko obcej inwazji. Dlatego Li Wan King, potomek Konfucjusza i Mencjusza, uznał, że jedyną drogą do uratowania narodu jest edukacja.
Jednocześnie czuł, że przemysł może bardzo w tym pomóc. Kiedyś wyraził
ten pogląd w rozmowie z młodym Li Ka-shingiem i być może właśnie wtedy
zasiał ważne ziarno w sercu chłopca. Gdy tylko pojawiła się okazja, to
ziarno zapuściło korzenie, wykiełkowało i zaczęło pięknie rosnąć.
Niedługo po wyjeździe matki, na skutek braku jedzenia i innych
potrzebnych produktów, ojciec zachorował na gruźlicę. Wokół toczyła się
wojna, wszystko pogarszało się z dnia na dzień. Wkrótce Li Wan King nie
miał już sił, żeby wstać z łóżka, jednak nawet wtedy odmawiał
przyjmowania leków, ponieważ wolał odłożyć pieniądze na szkołę dla Li
Ka-shinga.
Nawet dziś, po wielu latach od tamtych wydarzeń, Li wspomina te chwile
ze łzami w oczach. Podobnie jak przełomy górskie dające siłę płynącej
rzece, miłość ojca dała temu młodemu chłopcu siłę, aby iść naprzód.
W tamtych czasach gruźlica prawie zawsze oznaczała śmierć, a gdy ojciec
Li poszedł w końcu do szpitala pod wpływem nacisków ze strony Chong
Ching Ona, wujka Li Ka-shinga, było już za późno. Kilka chwil przed
śmiercią, kiedy nie miał już sił, żeby cokolwiek powiedzieć, Li Wan King
mocno uścisnął dłonie Li Ka-shinga i spojrzał mu w oczy. Li Ka-shing
zrozumiał, jakie jest ostatnie życzenie jego ojca przed śmiercią, i przysiągł mu uroczyście:
- Zapewnię naszej rodzinie godziwe życie!
Po usłyszeniu tych słów Li Wan King zamknął oczy i odszedł na zawsze.
I tak oto Li Ka-shing zaczął samotnie zmagać się z trudami codziennego
życia. Tuż po śmierci ojca natrafił na dwóch oszustów, którzy chcieli mu
sprzedać miejsce na cmentarzu. Wzięli od niego zaliczkę, ale Li Ka-shing
był podejrzliwy i poprosił ich, żeby zaprowadzili go na cmentarz.
Mężczyźni chcieli oszukać chłopaka i próbowali go zgubić gdzieś po
drodze, jednak im się to nie udało. Porozumiewając się szeptem w dialekcie hakka, wspólnie uradzili, że wykopią jakiegoś nieboszczyka, a puste miejsce po nim sprzedadzą chłopakowi.
Nie przewidzieli jednak, że Li Ka-shing, którego rodzina pochodziła z Teochew, znał dialekt hakka. Chłopak aż zatrząsł się z oburzenia, gdy
podsłuchał ich rozmowę. Jak to możliwe, że istnieją ludzie tak bardzo
pozbawieni zasad moralnych? Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że w starciu z nimi nie miałby żadnych szans: bez trudu pokonaliby szczupłego
nastolatka. Dlatego powiedział do nich najspokojniej, jak tylko
potrafił:
- Słyszałem, o czym rozmawialiście. Nie martwcie się. Możecie zatrzymać
zaliczkę, a ja wykupię miejsce na cmentarzu od kogoś innego.
Jakiś czas później ojciec Li Ka-shinga został pochowany na cmentarzu
Sandy Ridge niedaleko Luohu, północnej dzielnicy Hongkongu.
To wydarzenie wywarło ogromny wpływ na Li. Od tamtej pory zawsze
przestrzegał zasady, aby nigdy nie zarabiać pieniędzy w sposób niezgodny
z sumieniem. Z czasem stała się ona jego życiowym mottem.
Można by pomyśleć, że po śmierci ojca Li Ka-shing został zupełnie sam,
jednak wcale tak nie było. Wciąż stał za nim potężny człowiek - jego
wujek Chong Ching On. Kiedy na początku wojny rodzina Li Ka-shinga
postanowiła wyjechać z Teochew, wybrała Hongkong, ponieważ tam mieszkał
wujek, który był gotowy pomóc Li. Chong Ching On, podobnie jak ojciec
Li, był jak góra: stał niezachwianie za chłopakiem i zawsze go wspierał.
Ojciec nauczył Li Ka-shinga podstawowych wartości: prawości i uczciwości, natomiast wujek nauczył go biznesowego sprytu i niezwykłej
pracowitości. Obaj mężczyźni pokazali mu, dlaczego warto wybierać proste
rozwiązania, nie zwracać na siebie uwagi i zawsze pomagać innym.
Bardzo możliwe, że Li Ka-shing nie zdołałby przetrwać tamtego trudnego
okresu i osiągnąć tego, co osiągnął, gdyby nie jego wujek.
W późniejszym okresie Chong Ching Ona i Li połączyła nowa relacja, a mianowicie Li został zięciem tego pierwszego - ale o tym później.
Na początku wujek stał z tyłu i obserwował zmagania chuderlawego młodego
siostrzeńca. Jedynie wtedy, gdy Li Ka-shing miał poważne problemy, wujek
wyciągał do niego pomocną dłoń. Wszystkie pomysły, trudności, postępy i ucieczki były rezultatem wyłącznie decyzji młodego Li Ka-shinga.
Chong Ching On uważał bowiem, że człowiek musi sam pokonywać życiowe
przeszkody, ponieważ w ten sposób kształtuje charakter i rozwija cenne
umiejętności. Takie samo podejście prezentował również w odniesieniu do
pozostałych członków swojej rodziny, którzy do wszystkiego musieli dojść
sami.
Kiedy Li Ka-shing wraz z rodziną po raz pierwszy przyjechał do
Hongkongu, Chong Ching On natychmiast opuścił swój dom, aby krewni mogli
w nim zamieszkać. Wspomógł ich również finansowo, żeby ułatwić im
osiedlenie się w nowym miejscu. Nie zatrudnił jednak Li Ka-shinga w swojej dobrze prosperującej firmie Zhongnan Watch Company. Nie
zaoferował mu tej pracy nawet wtedy, gdy Li został sam po śmierci ojca.
Jego firma była duża i potrzebowała wielu rąk do pracy, więc
zatrudnienie Li Ka-shinga nie stanowiłoby dla niego problemu. Chłopiec
nie dostał od niego jednak żadnej oferty i musiał sam zdecydować, co
zrobi dalej.
Takie podejście może wydawać się okrutne, jednak Chong Ching Onem
kierowało głębokie uczucie, jakie żywił do chłopca. Podobnie jak reszta
rodziny pochodził z Teochew, którego mieszkańcy wyróżniają się naprawdę
niezwykłym podejściem do życia.
Teochew znajduje się na północno-wschodnim skraju prowincji Guangdong.
Mówi się o nim, że jest domem podróżujących Chińczyków. Już od czasów
starożytnych niezliczeni mieszkańcy Teochew żeglowali do Azji
Południowo-Wschodniej, gdzie dokonywali wielkich rzeczy na obcych
terenach. Teochew ma nie tylko własny dialekt, ale też całą sztukę
kulinarną, architekturę i muzykę. Krótko mówiąc, region ten wyróżnia się
unikalną kulturą i własnym stylem.
Dodatkowo mieszkańcy Teochew szanują ciężką pracę i nie lubią
próżnowania. Nigdy nie zadawalają się tym, co już mają, i zawsze starają
się iść do przodu. Możliwe, że są najbardziej pracowitą społecznością
spośród wszystkich Chińczyków.
Chong Ching On, który był ucieleśnieniem typowych wartości i cech
mieszkańców Teochew, chciał, żeby jego siostrzeniec samodzielnie
pokonywał przeszkody na swojej drodze i doszedł do wszystkiego
samodzielnie.
Li Ka-shing miał tylko 15 lat i niewiele wiedział o świecie. Jednak
wtedy, gdy został bez ojca i był zdany jedynie na wujka, któremu
zależało na tym, aby chłopak się uniezależnił, dźwigał duży ciężar na
własnych barkach. Niczym mały ptaszek w dżungli pozbawiony
rodzicielskiej ochrony nie miał innej opcji, jak wzlecieć do góry.
Na szczęście w żyłach Li Ka-shinga płynęła krew mieszkańców Teochew. Po
śmierci ojca nie poprosił wujka o to, by ten dał mu pracę w swojej
fabryce zegarków, lecz zaczął chodzić po sklepach, restauracjach,
hotelach i fabrykach Hongkongu w poszukiwaniu zajęcia, które zapewniłoby
mu dach nad głową i pożywienie.
W 1943 roku w Honkgongu, który wciąż znajdował się pod japońską
kontrolą, nie działała już żadna firma. Uciekło z niego prawie milion
ludzi, a na miejscu zostało tylko 600 000 mieszkańców. Można sobie
wyobrazić, jak trudno było zarobić jakiekolwiek pieniądze w takich
warunkach.
Po głównych ulicach chodzili tylko nieliczni spacerowicze, a autobusy
przyjeżdżały dopiero w połowie dnia. Wiał silny wiatr, a w powietrzu
wirowały śmieci. Widok japońskich żołnierzy na patrolach, głośno
tupiących w swoich wysokich butach i uzbrojonych w połyskujące bagnety,
przyprawiał wszystkich o dreszcze.
Li Ka-shing wpadł na pomysł, żeby poszukać swoich krajan z Teochew,
których łączyło niezwykłe poczucie wspólnoty. Bez względu na to, gdzie
się znajdowali, wszędzie zakładali własne stowarzyszenia. Jednak w tamtym czasie okoliczności były tak niesprzyjające, że nawet mieszkańcy
Teochew z trudem byli w stanie zadbać o siebie, nie mówiąc już o innych.
Li Ka-shing przypomniał sobie pewnego emigranta o nazwisku Huang, który
prowadził własny sklep. Nazywał go "wujek Huang". Kilka lat wcześniej
byli sąsiadami - obaj mieszkali na ulicy Beimen w Teochew. Kiedy Li był
mały, wujek Huang pobierał nauki u innego wujka Li Ka-shinga - Li Wan
Cheonga. Obie rodziny długo się przyjaźniły. Pełen nadziei Li Ka-shing
postanowił udać się do sklepu spożywczego Huanga, ale gdy zjawił się na
miejscu, spotkało go wielkie rozczarowanie. Drzwi lokalu były zamknięte
i zawalone śmieciami, a szyld, który kiedyś z daleka rzucał się w oczy,
po prostu zniknął. Li Ka-shing nie musiał wchodzić do sklepu, żeby
wiedzieć, że biznes jest zamknięty. Nie miał pojęcia, gdzie się podział
wujek Huang.
Tak wyglądał Hongkong w 1943 roku pod okupacją japońskich imperialistów.
Wszelkie formy handlu i działalności zawodowej zniknęły, a ludzie nie
mieli środków do życia. Li kompletnie stracił wszelką nadzieję, zupełnie
jakby wpadł do lodowej jaskini, z której nie ma drogi ucieczki. Był tak
przygnębiony, że z trudem doczłapał się do domu.
Wtedy odwiedziła go kuzynka Chong Yuet Ming. Tamtego mroźnego dnia jej
piękne oczy rozgrzały go niczym ogień. Chong Yuet Ming, widząc czerwone
i opuchnięte stopy Li, przyniosła mu ciepłą wodę. Powiedziała do niego,
że kluczem do sukcesu jest wytrwałość. Li zagryzł wargi, a do oczu
napłynęły mu łzy. W milczeniu przytaknął kuzynce.
Pomimo przeszywającego wiatru ogniste spojrzenie kuzynki rozgrzało Li
Ka-shinga i zmotywowało go do dalszej walki. To, co wtedy do niej
poczuł, nie było romantyczną miłością, ale Li zachował ciepło tego
uczucia w swoim sercu niczym promień słońca, który pomógł mu pokonać
chłód przenikający jego skórę.
2. Pomocnik w herbaciarni
Młody Li Ka-shing nie wiedział, że wujek Chong uważnie go obserwuje.
Kiedy Chong Yuet Ming wróciła do domu, Chong Ching On od razu zapytał ją
o Li. Słuchał w milczeniu o kłopotach chłopca, popijając herbatę
kung-fu.
Li Ka-shing dalej przemierzał ulice Hongkongu w poszukiwaniu
jakiejkolwiek pracy. Niestety większość sklepów była zamknięta, a nieliczne firmy, które zdołały przetrwać pomimo trudnej sytuacji, nie
potrzebowały nowych pracowników.
W końcu Li trafił do herbaciarni o nazwie Chunming. Znajdowała się w Sai
Ying Pun w zachodniej dzielnicy Hongkongu. Jej właścicielem był Li
Ka-mao, który również wyemigrował z Teochew. Co ciekawe, zanim stamtąd
wyjechał, miał okazję dobrze poznać ojca Li Ka-shinga.
Kiedy Li Ka-mao zobaczył biednego nastolatka wchodzącego do jego
herbaciarni, od razu wiedział, że chłopak nie przyszedł napić się
herbaty. Li Ka-shing grzecznie się ukłonił i wyjaśnił, że szuka pracy,
mówiąc w dialekcie Teochew.
Li Ka-mao chciał mu odmówić, ale gdy usłyszał znajomy akcent, postanowił
zadać kilka dodatkowych pytań. Kiedy sobie uświadomił, że ten chudy i sprawiający wrażenie wygłodzonego chłopak jest synem Li Wan Kinga, który
niedawno zmarł, zrobiło mu się bardzo żal dzieciaka. Doskonale pamiętał
uprzejmego i wykształconego Li Wan Kinga, który cieszył się dobrą
reputacją w całej wsi. Li Ka-mao ogarnęło współczucie na widok młodego
Li Ka-shinga, który był zupełnie sam na tej obcej ziemi.
W końcu powiedział:
- Jeżeli znajdziesz kogoś, kto za ciebie poręczy, dam ci pracę w mojej
herbaciarni.
Po usłyszeniu tej dobrej wiadomości Li Ka-shing miał ochotę skakać z radości, jednak zamiast tego zrobił krok do tyłu, ukłonił się z szacunkiem i pożegnał z kierownikiem sklepu.
Po powrocie do domu zaczął się zastanawiać, kogo mógłby poprosić o poręczenie. Pomyślał, że najlepiej będzie się do tego nadawał wujek
Chong, który także pochodzi z Teochew, a do tego ma własną fabrykę
zegarków. Bez wątpienia był wiarygodną osobą.
Niemalże w tej samej chwili usłyszał kroki na podwórzu. To był Chong
Ching On wraz z córką Chong Yuet Ming. Przynieśli mu worek ryżu i plik
pieniędzy. Wujek Chong w milczeniu pogłaskał Li Ka-shinga po głowie.
Wiedział o wysiłkach, jakie podejmował jego siostrzeniec w celu
znalezienia źródła zarobku.
- Nie musisz już chodzić po mieście i szukać zatrudnienia - powiedział.
- Możesz przyjść do mojej fabryki zegarków. Przyda nam się dodatkowa
para rąk do pracy.
Li Ka-shing podniósł wzrok i zobaczył błyszczące oczy swojej kuzynki.
Oczywiście ta propozycja bardzo go ucieszyła, ponieważ firma wujka
byłaby dla niego lepszym miejscem pracy niż herbaciarnia. Nie tylko
oferowała atrakcyjniejsze warunki, lecz także samo naprawianie zegarków
było dla niego ciekawsze, ponieważ wymagało umiejętności importowanych z Zachodu, cenionych przez pracodawców.
Li Ka-shing nie odpowiedział od razu, co trochę zaskoczyło Chong Ching
Ona. Mężczyzna spojrzał w dół na swojego siostrzeńca i zobaczył, że ten
kręci głową. W końcu Li się odezwał:
- Dziękuję, wujku, ale dzisiaj dostałem pracę. Potrzebuję tylko kogoś,
kto za mnie poręczy. Zgodzisz się to zrobić?
Zaskoczony Chong Ching On zaczął szczegółowo wypytywać chłopca o nową
pracę. W końcu odpowiedział:
- Dobrze, poręczę za ciebie. Herbaciarnia jest tyglem wszystkich
dziedzin życia. Możesz się tam nauczyć wielu innych rzeczy niż
mechaniczne techniki pracy.
Być może Chong Ching On już wtedy zdawał sobie sprawę z wyjątkowości Li
Ka-shinga i czuł, że chłopak kiedyś zostanie wytrawnym biznesmenem.
Herbaciarnia rzeczywiście była dobrym miejscem do tego, żeby doświadczyć
prawdziwego życia, ale nikt, nawet wujek Chong, nie myślał wtedy
jeszcze, że Li zostanie kiedyś najbogatszym człowiekiem w Azji.
Chong Ching On zaakceptował wybór Li i poręczył za niego. Chong Yuet
Ming wyjęła mały amulet, który dostała w świątyni, i życzyła kuzynowi
szczęścia. I tak oto Li Ka-shing zaczął pracę w herbaciarni, gdzie
podawał napary, zamiatał podłogi, witał gości i załatwiał różne inne
sprawy.
W południowych Chinach herbaciarnia bardzo przypomina restaurację,
ponieważ oprócz herbaty podaje się tam również wiele przysmaków. Tak
zwana "poranna herbata" to w rzeczywistości śniadanie. Dlatego
herbaciarnie mają niestandardowe godziny otwarcia: od szóstej rano aż do
późna w nocy.
Li Ka-shing często przychodził do pracy przed świtem, żeby posprzątać
stoły i krzesła, a potem czekał na pierwszych gości. Bez względu na to,
kim byli, witał ich serdecznie i odprowadzał do stołów. Goście
pochodzili z rozmaitych środowisk, byli różnie ubrani i mówili
dialektami. Li Ka-shing uważnie ich obserwował i próbował zgadywać na
podstawie ich stylu wyrażania się i ogólnego zachowania, czym się
zajmują, jakie mają zainteresowania, a nawet cechy charakteru.
Jego obserwacje na temat gości herbaciarni zazwyczaj były trafne.
Gdybyśmy mieli powiedzieć, jaką pierwszą życiową lekcję odebrał Li
Ka-shing w pracy w herbaciarni, byłaby to sztuka "poznawania się na
ludziach".
Chong Ching Ona nie zmartwiło to, że Li Ka-shing odrzucił jego ofertę
pracy. Wręcz przeciwnie, był bardzo zadowolony, ponieważ ta decyzja
świadczyła o dojrzałości jego siostrzeńca. Chong podarował chłopcu
budzik, żeby ten nigdy się nie spóźnił. Dzięki budzikowi Li wstawał
codziennie o piątej rano, kąpał się i szedł prosto do herbaciarni.
W drodze do pracy Li bawił się w grę, którą sam wymyślił. Nazwał ją
"przekraczaniem kolejnych granic". Polegała ona na wymijaniu ludzi,
którzy szli przed nim. Dzięki temu nauczył się chodzić szybkim,
sprężystym krokiem i polubił prędkość. W ciągu roku pracy w herbaciarni
nigdy się nie spóźnił i nigdy nie wyszedł przed czasem. To właśnie wtedy
w jego umyśle wykształciło się silne upodobanie do punktualności.
Co go motywowało? Czy to była zwykła wytrwałość? A może przytłaczający
ciężar biedy i świadomość, że ma na utrzymaniu całą rodzinę?
Wiele lat później Li Ka-shing, wspominając tamte czasy w rozmowie z synem, powiedział: "Wtedy moim największym marzeniem było móc zasnąć na
trzy dni i trzy noce".
Pewnego razu Li tak się zainteresował luźną rozmową prowadzoną przez
gości herbaciarni, że zapomniał dolać im herbaty do pustych filiżanek.
Po ostrej reprymendzie od starszego rangą kelnera chwycił duży imbryk i szybkim krokiem podszedł do stołu. W pośpiechu potknął się o stopę
gościa i wylał gorącą herbatę na skrawek jego spodni. Li Ka-shing zbladł
ze strachu. Stanął jak wryty i nie wiedział, co robić. To było poważne
uchybienie - kiedy kilka dni wcześniej inny kelner wylał wodę na
klienta, który był "białym papierowym wachlarzem triady" w chińskim
gangu3, szef osobiście go przeprosił, a kelner, choć błagał o wybaczenie na kolanach, został zwolniony.
Li Ka-shing martwił się, że spotka go taki sam los. Poczuł, że kręci mu
się w głowie.
Kiedy jego szef Li Ka-mao podbiegł do gościa, żeby go przeprosić, ten
strzepnął krople herbaty ze spodni i powiedział łagodnie:
- Proszę go nie obwiniać. To przeze mnie się potknął.
Po czym poklepał Li Ka-shinga po plecach i uspokoił go:
- Nic się nie stało, młody człowieku.
Po tym wydarzeniu Li Ka-mao ostrzegł Li Ka-shinga:
- Musisz w przyszłości bardziej uważać. Jeśli zdarzy ci się jakiś
wypadek, natychmiast przeproś gościa i postaraj się, aby duże problemy
stały się mniejsze, a małe zniknęły. Tym razem trafiłeś na życzliwą
osobę, ale jeśli podpadniesz komuś gorszemu, możesz mieć poważne
problemy. Goście herbaciarni są dla nas jak rodzice, którzy zapewniają
nam jedzenie i ubranie, dlatego uważaj.
Ten incydent wywarł na Li Ka-shinga ogromny wpływ. Nauczył go większej
dokładności i staranności i ukształtował jego późniejszy styl radzenia
sobie w trudnych sytuacjach. Wyrozumiałość gościa, którego ochlapał
herbatą, na zawsze wyryła się mu w sercu i na swój sposób wpłynęła na
całe jego życie. Li Ka-shing wracał do tego wspomnienia nawet gdy już
był bogatym i potężnym właścicielem firmy Cheung Kong. Kiedyś powiedział
do swoich przyjaciół: "Chociaż to była nieznacząca sytuacja, dla mnie
miała wielkie znaczenie. Gdybym tylko był w stanie odnaleźć tamtego
gościa herbaciarni, zadbałbym o to, żeby miał szczęśliwe życie. Tak
bardzo jestem mu wdzięczny za wielką dobroć, którą mi okazał".
W ciągu roku pracy w herbaciarni Li zdarzył się tylko jeden taki
wypadek. Po nim pracował jeszcze ciężej: każdego dnia spędzał w herbaciarni 15 godzin. Niedługo później szef dał mu podwyżkę i awansował
go na starszego kelnera w uznaniu za jego niezwykłą staranność i sumienną pracę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki