Książka na wojnie. Czytanie w ogniu walki - Andrew Pettegree

Kup ebooka

89.90 zł
69.22 zł (69,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP. Książki jako broń w wojnie idei

Pomysł na tę książkę narodził się - jak przystało - podczas wizyty w Imperialnym Muzeum Wojny w Londynie w 2017 roku. Wstąpiłem tam, aby obejrzeć wystawę poświęconą ratowaniu dzieł sztuki (w tym zbiorów własnych wspomnianego muzeum) na początku drugiej wojny światowej, kiedy to cenne kolekcje wywieziono, aby je ocalić przed spodziewanym nalotem bombowym. Jako historyk mediów i komunikacji zadałem sobie pytanie: "Co się stało z książkami?" W ciągu siedemdziesięciu pięciu lat od zakończenia wojny dużo więcej uwagi poświęcano ratowaniu, grabieżom i restauracji dzieł sztuki niż losom książek1. Działo się tak nie bez powodu - podczas gdy dzieła sztuki są wyjątkowe, rozpoznawalne i często nadzwyczaj cenne, księgozbiory skazane na tułaczkę w czasie wojny były bardziej "pospolite", złożone w dużej mierze z książek, które ukazały się w wielotysięcznych nakładach. Nawet wówczas, gdy można ustalić tożsamość ich właściciela - na podstawie ekslibrisu, pieczęci bibliotecznej bądź odręcznego podpisu - w wielu wypadkach książki mają przede wszystkim wartość sentymentalną.

Trzeba jednak pamiętać, że w XX stuleciu księgozbiory w Europie i w wielu krajach azjatyckich dotknęła zawierucha dziejowa nieporównywalna z niczym, co się działo wcześniej. Zrównano z ziemią wiele bibliotek i zniszczono dziesiątki tysięcy prywatnych kolekcji. Księgozbiory, które przetrwały te brutalne ataki, często padały łupem zwycięzców, aby już nigdy nie powrócić w ręce swych prawowitych właścicieli. Berlin, Warszawa, Mińsk, Monachium, Kassel - tamtejsze biblioteki, w których przechowywano cenne egzemplarze pierwszych książek drukowanych, partytury i rękopisy, już nigdy nie będą takie, jak dawniej. Oto wojenna historia bibliotek, znana z licznych opowieści: bezmyślne akty niszczenia i odważne próby ratowania księgozbiorów. Wszyscy znamy opowieści o bibliotekach, które powstały w schronach przeciwlotniczych na stacjach londyńskiego metra. Na całym świecie dzielni bibliotekarze pracowali niestrudzenie, aby ocalić swoje zbiory przed bombami i grabieżą.

Wtedy jednak odezwała się przekorna strona mojej natury. Zapewne wielu czytelników utożsamia się z opowieścią, w której niszczenie bibliotek jest przedstawiane jako tragedia ludzkiej cywilizacji i kultury. Każdy, kto czyta te słowa, bez wątpienia ceni książki. Wszyscy jesteśmy bibliofilami. Zakładamy, że książki i kultura literacka wywierają pozytywny wpływ na świat - są źródłem wiedzy i oświecenia i wspierają postęp. Paląc biblioteki żydowskie w Polsce, naziści próbowali unicestwić całe dziedzictwo kulturowe tego narodu - i rzeczywiście obrócili w popiół wiele bezcennych dzieł. Dla tych, którzy dbają o kulturę literacką, to umyślne działanie Niemców - znanych przecież z umiłowania książek - było ciosem zadanym prosto w serce. W tym tomie przyjrzymy się owym okrucieństwom. Zadamy sobie również pytanie, czy bombardowanie bibliotek i niszczenie książek w każdym wypadku było tragedią.

W 1931 roku podjęto decyzję o budowie nowej biblioteki Uniwersytetu Oksfordzkiego, aby zapewnić miejsce jego rosnącym zbiorom. W chwili wybuchu wojny w 1939 roku nowy gmach był prawie gotowy, ale jeszcze nie wypełniono go książkami. Nową Bibliotekę Bodlejańską od razu przeznaczono na rozmaite cele związane z wojną. Umieszczono w niej zbiory fotograficzne brytyjskiej Admiralicji i nawiązano współpracę z Międzyresortowym Departamentem Topografii, aby koordynować prace kartograficzne, prowadzone przez zespół zatrudniony na Wydziale Geografii. Nowa biblioteka przyjęła także pod swój dach organizację Royal Observer Corps oraz sekcję Czerwonego Krzyża zajmującą się dostarczaniem książek alianckim jeńcom wojennym. Wiele bibliotek kolegialnych i placówek bibliotecznych spoza Oksfordu skorzystało z jej przepastnych podziemi, aby zapewnić schronienie swym największym skarbom. Podobnie uczyniła brytyjska Blood Transfusion Service - służba krwiodawstwa - która przechowywała w nowym gmachu zapasy osocza, przeznaczone dla żołnierzy alianckich biorących udział w operacji lądowania w Normandii. Trudno się nie zgodzić, że ze względu na swój wkład w rozmaite działania związane z wojną nowa Biblioteka Bodlejańska wydawała się naturalnym celem wojennym. To samo można powiedzieć o niezrównanej kolekcji map Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie i o zbiorach literatury naukowej Berlińskiego Uniwersytetu Technicznego w dzielnicy Charlottenburg - nadzwyczaj cennym zasobie w wojnie prowadzonej na polu nauki. Dwieście pięćdziesiąt tomów przechowywanych w tamtejszej bibliotece przepadło bezpowrotnie podczas nalotów na Berlin w 1943 roku. I chociaż nadal opłakujemy atak Luftwaffe na Coventry, który zrównał z ziemią dużą część miasta, warto pamiętać, że jego ofiarą padły też bezcenne zbiory literatury technicznej, przechowywane w tamtejszej bibliotece publicznej - zasób o wielkim znaczeniu dla przemysłu wojennego w regionie West Midlands.

Naturalny cel wojskowy? W latach 1939-1945 nowa Biblioteka Bodlejańska (obecnie Weston Library) udzieliła schronienia zarówno cennym zbiorom innych placówek, jak i służbom wojennym o strategicznym znaczeniu. Ponadto kolegiom Uniwersytetu Oksfordzkiego powierzono ważne zadania wojenne. Pytanie, dlaczego Hitler nigdy nie zbombardował Oksfordu, na którego przedmieściach mieściły się również zakłady samochodowe w Cowley, nadal jest szeroko dyskutowane.

Pamiętajmy przy tym, że nie wszystkie książki są dobre. Czy powinniśmy opłakiwać utratę dziewięciu milionów egzemplarzy Mein Kampf Adolfa Hitlera, które były w obiegu w Niemczech do roku 1945, albo stu milionów egzemplarzy Czerwonej Książeczki Mao Zedonga, które zniszczono, gdy jego kult się zakończył? A co z Carlem von Clausewitzem, którego wizja bezwzględnego dążenia do miażdżącego zwycięstwa2 starła ostatnie ślady rycerskiego szacunku dla wroga i otwarła drogę do wojny, w której nie dokonuje się rozróżnienia między żołnierzami i cywilami? Cechy, za które cenimy literaturę - jej uniwersalność, dostępność i zdolność wpływania na wiele ludzkich istnień poprzez zawarte w niej idee oraz inspirujące opowieści - umożliwiały rozpowszechnianie nienawistnych ideologii, kiedy wykorzystywano książki w celach propagandowych albo po to, by wyrządzić krzywdę ogromnym rzeszom mieszkańców wrogiego kraju. Niemcy niszczyli żydowskie biblioteki, a jednocześnie przypisywali im ogromną wartość. Tworzyli liczne nowe księgozbiory, aby lepiej zrozumieć swoich wrogów. To dzięki temu dziwacznemu przedsięwzięciu tak wiele żydowskich książek przetrwało wojenną zawieruchę3.

* * *

Pisząc tę książkę, korzystałem z trzech głównych źródeł: książek traktujących o wojnie, książek powstałych w wyniku wojny oraz materiałów archiwalnych, na które składały się ówczesne listy, notatki i dzienniki odnoszące się do czytelnictwa, działalności wydawniczej i przenoszenia księgozbiorów. Te źródła obejmują setki opublikowanych badań historycznych, a także innych materiałów drukowanych w owym czasie. Chciałbym tutaj zaznaczyć, że kiedy mówię o książkach, mam na myśli dużo więcej niż tylko książki w twardej oprawie i nowe, tanie książki broszurowe, które zmieniły czytelnictwo czasów wojny, począwszy od lat trzydziestych ubiegłego stulecia. Wojujące państwa wykorzystywały rozmaite materiały drukowane: książki, broszury, periodyki naukowe, czasopisma, gazety, ulotki i plakaty. Próby osłabienia morale żołnierzy nieprzyjaciela poprzez strzelanie do nich pociskami pełnymi ulotek wzywających do poddania się mogą się wydawać niefortunne i komiczne, ale zrzucanie ulotek było ważnym elementem wojny powietrznej. Ulotki ostrzegające mieszkańców francuskich i niemieckich miast przed zbliżającym się nalotem bombowym czy ostrzałem artyleryjskim pozwoliły wielu ludziom uciec i ocalić życie. Bez słowa drukowanego upadały hierarchie. Gdy w kwietniu 1945 roku mieszkańcy zrujnowanego Berlina zobaczyli dwa kartonowe afisze, wypisane odręcznie i opatrzone podpisami Hitlera i Goebbelsa, zlekceważyli surowe kary, jakimi na nich grożono. Pismo odręczne, pozbawione autorytetu słowa drukowanego, wydawało się żałosne i nieistotne. Jeden z przechodniów w taki oto sposób podsumował pogardę odczuwaną przez większość mieszkańców: "Tylko spójrzcie, na co przyszło tym dwóm"4.

Wojna jest okrutna i tragiczna, ale pozwala też rozkwitnąć ukrytym talentom. Na fotografii młody marynarz w wolnej chwili rysuje komiks dla żołnierskiej gazety, wydawanej na Orkadach.

W tej książce przyjrzymy się wszystkim tym drukowanym publikacjom - między innymi ze względu na ich wzajemne powiązania. Wiele książek najpierw ukazywało się w odcinkach na łamach pism i magazynów literackich (doskonałym przykładem jest powieść Johna Buchana 39 stopni, opublikowana w latach 1914-1915). Świat książki i dziennikarstwo były ze sobą ściśle powiązane. Autorzy pisali do gazet, a te w zamian promowały ich książki. W czasie wojny chętnie zamawiano teksty propagandowe u znanych pisarzy, oni zaś cieszyli się z takich zleceń, ponieważ ze względu na deficyt papieru zamknięto wiele czasopism i magazynów, które wcześniej zapewniały im lwią część dochodów. Warto przy tym zauważyć, że wielu czytelników nie widziało różnicy między książką i czasopismem - jedno i drugie stanowiło dla nich ważne źródło wiedzy i rozrywki. Phyllis Walther, absolwentka Uniwersytetu Londyńskiego, w 1939 roku wraz z synkiem wróciła do swojego domu rodzinnego w Dorset, podczas gdy jej mąż został w Londynie, aby pełnić obowiązki związane z wysiłkiem wojennym. Oto jej odpowiedź na ankietę rozesłaną wśród uczestników badań społecznych organizacji Mass Observation, dotyczącą ich zwyczajów czytelniczych:

Jedyne książki, jakie regularnie czytam, to "Picture Post", który wysyłam siostrze w Australii na urodziny albo w prezencie pod choinkę, "New Statesman" - to prezent od niej - i "Reader's Digest", abonowany przez mojego ojca5.

Żaden z tych trzech tytułów nie był książką w naszym rozumieniu tego słowa, jakkolwiek "Life" i "Picture Post" dzięki niezwykłym fotografiom z frontu były jednymi z najważniejszych publikacji czasów wojny.

W trakcie pracy nad tym tomem przeczytałem (i kupiłem) setki książek, broszur i wydawnictw efemerycznych, ale gdybym miał wskazać swoją ulubioną książkę wojenną, byłyby to pamiętniki Nelli Last6. W 1939 roku Nella była gospodynią domową w Barrow-in-Furness, stoczniowym mieście w hrabstwie Kumbria. Nie miała formalnego wykształcenia, ale była urodzoną pamiętnikarką. Jej trafne, zjadliwe i często niezbyt pochlebne spostrzeżenia składają się na klasyczny opis życia w ciągłym zagrożeniu nową okropnością wojny - nalotami bombowymi.

W młodości Nella była zapaloną czytelniczką, ale zdaje się, że w czasie wojny czytała bardzo mało. Wystawanie w kolejkach po żywność, wolontariat wojenny, prowadzenie dziennika i praca w ogrodzie warzywnym wypełniały jej czas tak szczelnie, że miała ledwie chwilę, by rzucić okiem na wieczorną gazetę. Nie było w tym nic niezwykłego. Niektórzy w czasie wojny prawie nie zaglądali do książek, inni zaś, przeciwnie, znajdowali w nich ukojenie w trudnych czasach, kiedy ich najbliżsi - mężowie, synowie i córki - byli daleko, a nad głowami latały bombowce. Wielu ludzi dopiero wtedy odkryło książki - na samotnych posterunkach z dala od linii frontu, bądź też w przymusowej izolacji w obozach jenieckich. Tak więc, mimo że książki oraz inne materiały drukowane nazbyt często były nośnikami trujących ideologii, które popychały żołnierzy do strasznych czynów, jakie w czasach pokoju im samym nie mieściłyby się w głowie, przyjrzymy się również książkom jako źródłom pociechy i ukojenia w tych burzliwych czasach.

* * *

To z pewnością nie przypadek, że największe wojny XIX i XX stulecia toczyły się pomiędzy najbardziej oczytanymi krajami świata (które osiągnęły tę pozycję wraz z rozwojem masowej umiejętności czytania i pisania, począwszy od XIX wieku). Niemcy były pierwszym państwem, które z entuzjazmem przyjęło naukę o wojnie, a Stany Zjednoczone stały się jej najpilniejszym adeptem. W pierwszej wojnie światowej w latach 1914-1918 w morderczej walce starły się ze sobą największa kultura literacka starego świata, Francja, oraz dwie potęgi wydawnicze: Anglia i Niemcy. Ta wojna dodała też energii branży wydawniczej w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy rewolucja październikowa 1917 roku zapoczątkowała dążenie do powszechnej alfabetyzacji w nowo powstałym Związku Radzieckim, co pociągnęło za sobą głęboką przemianę społeczeństwa rosyjskiego. Ponadto wojna radykalnie zmieniła warunki międzynarodowego handlu książkami i funkcjonowanie branży wydawniczej. Dawni przyjaciele i partnerzy już nie mogli ze sobą współpracować, ponieważ wprowadzono zakaz importowania towarów z wrogich państw. Podbite kraje mogły się tylko bezsilnie przyglądać, jak ich przemysł wydawniczy jest wykorzystywany przez najeźdźców albo systematycznie niszczony. Bomby unicestwiły miliony książek - w bibliotekach i domach prywatnych, a także w magazynach wydawnictw i w hurtowniach. Wydawcy obserwowali, jak całe nakłady ich tytułów ulatują z dymem po wybuchu jednej bomby. W każdym z walczących państw nieuchronnie wprowadzano nowe przepisy, między innymi dotyczące racjonowania papieru i cenzury.

Cenzura odgrywa w tej historii bardziej subtelną rolę, niż można by się spodziewać. Władze nazistowskich Niemiec od początku nie kryły swych zamiarów, delegalizując dzieła autorów żydowskich i "dekadentów". Nie było przy tym jasne, którzy pisarze zaliczają się do tej drugiej kategorii, a o dalszym losie zakazanych książek decydowali w dużej mierze bibliotekarze. W Związku Radzieckim strach przed Gułagiem na ogół skutecznie skłaniał pisarzy do posłuszeństwa. W krajach demokratycznych cenzura działała bardziej subtelnie, choć w 1917 roku z amerykańskich bibliotek usunięto niemieckie książki (a część spalono); czystka, jaką w nich przeprowadzono podczas zimnej wojny, dotknęła wielu poczytnych autorów, takich jak Dashiell Hammett czy Howard Fast. Zaledwie dziesięć lat wcześniej armia lądowa i marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych dostarczały książki Fasta swoim żołnierzom (w ramach programu Armed Services Editions). W Wielkiej Brytanii deficyt papieru był szczególnie dotkliwy i utrudniał pisarzom dotarcie do czytelników, gdy tymczasem opinia publiczna domagała się relacji wojennych z pierwszej ręki. Cenzurę pozostawiono tu w gestii wydawców, od czasu do czasu przekazując im po cichu wytyczne władz. Niewiele brakowało, a z powodu tej polityki utracilibyśmy jedno z największych dzieł literatury XX wieku, Folwark zwierzęcy George'a Orwella. Powieść Orwella została odrzucona przez kilku wydawców pod naciskiem brytyjskich służb specjalnych, które nie życzyły sobie, aby zawarta w niej krytyka Związku Radzieckiego, ważnego sojusznika Wielkiej Brytanii, dotarła do opinii publicznej; jak na ironię, przedstawiciel Ministerstwa Informacji, którego podszepty wpłynęły na decyzję wydawców, został później zdemaskowany jako sowiecki agent7.

Pomimo tego rodzaju zakulisowych nacisków istniała wyraźna różnica pomiędzy kulturą wydawniczą w krajach demokratycznych i w państwie totalitarnym. Podczas gdy biblioteki publiczne w Niemczech wypełniły się książkami autorstwa przedstawicieli nazistowskich elit, w Wielkiej Brytanii komisja Moberly'ego, odpowiedzialna za dysponowanie cennym papierem i za wybór publikacji ważnych dla interesu narodowego, dość niespodziewanie nie wyraziła zgody na wznowienie biografii księcia Marlborough, napisanej przez jego potomka, premiera i bohatera tamtych czasów, Winstona Churchilla. I chociaż dzieła Churchilla były surowo zakazane w obozach jenieckich w Niemczech, książka Mein Kampf była dostępna w brytyjskich bibliotekach publicznych i zgodnie z zaleceniem władz dostarczana do bibliotek polowych armii brytyjskiej.

Owa nierówność naprowadza nas na ważny aspekt tego konfliktu. Nieczęsto się wspomina, że przywódcy stron walczących w drugiej wojnie światowej byli także poczytnymi autorami. Winston Churchill pisanie i dziennikarstwo miał we krwi, od pierwszych reportaży z wyprawy do Indii i z wojny burskiej - przygód opisanych w jego pierwszej autobiografii Moja młodość (wydanej w 1930 roku). W trudnych latach przed wybuchem drugiej wojny światowej pisanie książek i dziennikarstwo pomogły mu się wydobyć z rosnących długów. W 1953 roku Churchill został laureatem literackiej Nagrody Nobla, którą otrzymał za doskonałe mowy oraz mistrzostwo opisu historycznego. Jego przeciwnik, Adolf Hitler, nie zyskał równie wielkiego uznania, ale popełnił najgłośniejszy - okryty ponurą sławą - tekst ubiegłego stulecia, Mein Kampf, w którym przedstawił w najdrobniejszych szczegółach swój program rozwoju Niemiec i los czekający ich wrogów. Książka ta, wydana w dwóch tomach w latach 1925 i 1926, została chłodno przyjęta, a jej sprzedaż wzrosła dopiero wtedy, gdy partia narodowosocjalistyczna była bliska przejęcia władzy. Adolf Hitler był również wytrawnym czytelnikiem i kolekcjonerem - zwłaszcza książek historycznych i tych poświęconych architekturze - o czym świadczy księgozbiór znaleziony w jego prywatnej bibliotece w Berchtesgaden, przejęty przez żołnierzy amerykańskich, a dziś przechowywany w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych8.

Stalin wspiął się na szczyty władzy w Rosji radzieckiej w dużej mierze dzięki temu, że pozwalał, aby go nie doceniano. Nawet dziś wizerunek bestialskiego ludobójcy przesłania inne oblicze jednego z najbardziej oczytanych przywódców politycznych XX wieku.

Wbrew towarzyszącej mu opinii niewykształconego prostaka, Józef Stalin był wytrawnym czytelnikiem i wielkim miłośnikiem książek. Szkoła w małym gruzińskim miasteczku na rubieżach Imperium Rosyjskiego zapewniła mu bezpieczne schronienie przed dysfunkcyjną rodziną, a nauczyciele szybko zauważyli jego ponadprzeciętną inteligencję. W miejscowym kolegium jezuickim młody Stalin ściągał na siebie gromy, gdy czytał zakazane książki z pobliskiej wypożyczalni. Polityka rewolucyjna pokrzyżowała jego plany studiów na uniwersytecie i dalszej kariery naukowej. Stalin wciąż jednak dużo czytał, a w swoim apartamencie na Kremlu i w letnich rezydencjach zgromadził starannie dobraną kolekcję, złożoną z 15 000 tomów9. Nie była to biblioteka na pokaz. W dużej części książek, które zachowały się do naszych czasów, można znaleźć jego drobiazgowe, nierzadko złośliwe notatki. Talent redaktorski Stalina przełożył się na jego zaangażowanie w kilka ważnych przedsięwzięć wydawniczych tamtych czasów, takich jak Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Krótki kurs oraz szkolne podręczniki do historii. Jego dorobek pisarski jest dużo bogatszy, niż się na ogół uważa. Książki jego autorstwa: O podstawach leninizmu, Marksizm a kwestia narodowo-kolonialna, Zagadnienia leninizmu oraz O materializmie dialektycznym i historycznym, za jego życia wydawano w milionach egzemplarzy. Wojnę na idee prowadzili ludzie, którzy zbudowali swą karierę na potędze słów.

Warto również przypomnieć, że Charles de Gaulle, który w czasie wojny był jedynym symbolem francuskiego oporu, wcześniej zyskał sławę jako autor uznanej publikacji o tematyce wojennej, Vers l'Armée de Métier (Ku armii zawodowej). Zainteresowanie tą książką przekraczało podziały narodowościowe - w ciągu roku przetłumaczono ją zarówno na język niemiecki, jak i na rosyjski10. Jako prezydent de Gaulle, który do końca życia pozostał wytrawnym czytelnikiem, wykazywał żywe zainteresowanie działalnością Académie Française. W czasie wojny doskonale rozegrał słabe karty, jakie przypadły mu w udziale, dzięki czemu Francja wyszła z wojennej zawieruchy jako jeden ze zwycięzców - pomimo upokorzenia w 1940 roku i wstydliwej historii Republiki Vichy.

Wszystkich tych wojowniczych autorów prześcignął przewodniczący Mao Zedong, przywódca Chińskiej Republiki Ludowej. Cytaty z dzieł Przewodniczącego Mao, znane jako Czerwona Książeczka, sprzedały się w ponad miliardzie egzemplarzy i zostały przełożone na przeszło pięćdziesiąt języków. Mao Zedonga wyróżnia przy tym fakt, że za młodu pracował jako bibliotekarz. Jako ubogi chłopak z prowincji, bez żadnych koneksji, miał szczęście, że zatrudniono go na stanowisku asystenta w bibliotece uniwersyteckiej w Pekinie, ale ta mało interesująca praca jedynie pogłębiła jego poczucie alienacji.

Moje stanowisko było tak niskie, że ludzie mnie unikali. Jednym z moich zadań było zapisywanie nazwisk osób, które przychodziły czytać gazety, ale dla większości po prostu nie istniałem. (...) Próbowałem z nimi rozmawiać na tematy polityczne i kulturalne, ale oni byli bardzo zajęci. Nie mieli czasu, aby wysłuchać asystenta bibliotecznego mówiącego południowym dialektem11.

Jego próby liźnięcia choćby odrobiny nauki na uniwersytecie zakończyły się upokorzeniem. Kiedy po jednym z wykładów starał się nawiązać rozmowę ze znanym lewicowym intelektualistą Hu Shi, który kończył wtedy pracę nad swym przełomowym Zarysem historii filozofii chińskiej, Hu - zaledwie dwa lata starszy od Mao - potraktował go lekceważąco, kiedy odkrył, że ma przed sobą nie studenta, lecz asystenta bibliotecznego.

Mao był przy tym wytrwałym i oddanym czytelnikiem. Jeszcze przed przyjazdem do Pekinu przeczytał Umowę społeczną Rousseau, O duchu praw Monteskiusza oraz Bogactwo narodów Adama Smitha, których przekłady na język chiński znalazł w prowincjonalnej bibliotece w rodzinnym miasteczku. Nigdy jednak nie zapomniał afrontów doznanych w młodości. Po przejęciu władzy przez partię komunistyczną początkowo dbał o dobre stosunki z klasą wykształconych specjalistów, później jednak wspomnienie owych młodzieńczych zniewag popchnęło go do brutalnego ataku na intelektualistów podczas rewolucji kulturalnej.

Nic dziwnego, że wiara w moc słowa pisanego oraz w jego zdolność do kształtowania losów narodów stała się tak rozpowszechniona w XX stuleciu. Jak powiedział Stalin na kongresie literackim w 1934 roku: "Potrzebujemy inżynierów dusz, pisarzy konstruktorów, budujących ludzkiego ducha"12. Jeśli wierzyć słowom niemieckiego intelektualisty i działacza komunistycznego, Friedricha Wolfa, literaturę już wtedy traktowano jak potężną broń: "Materiał naszej epoki leży przed nami, twardy jak stal. Poeci w pocie czoła wykuwają z niego broń. Robotnicy za tę broń muszą chwycić"13. W powojennym bloku komunistycznym wiara w moc słów była niezachwiana. Nawet surowy przywódca wschodnioniemiecki, Walter Ulbricht, wzywał tamtejszych pisarzy: "Pióra w dłoń, towarzysze!", równocześnie tworząc system cenzury i kontroli, który przetrwał do 1989 roku.

W demokracjach zachodnich upolitycznienie bibliotek nie odbywało się tak jawnie, lecz ideologie imperializmu i dziejowej misji narodów były godnie reprezentowane na ich półkach. Po wybuchu wojny we wszystkich krajach oczekiwano, że pisarze i biblioteki będą odgrywać doniosłą rolę w walce o zwycięstwo. Kiedy ten cel został osiągnięty - po zakończeniu drugiej wojny światowej - alianci musieli rozwiązać problem, jak unieszkodliwić (bądź wykorzystać) księgozbiory pokonanych wrogów. Na te decyzje istotny wpływ wywierała dbałość o własny interes, a także niebagatelne znaczenie bibliotek jako bastionów na froncie powojennego konfliktu ideologicznego, teraz rozgrywającego się w skali globalnej.

* * *

Pozostawmy ostatnie słowo największemu z przywódców wojennych, którego nie można uznać za wybitnego autora - Franklinowi D. Rooseveltowi. Prezydent Roosevelt bez wątpienia doceniał wartość książek, choć przede wszystkim jako kolekcjoner. Już w 1938 roku przekazał narodowi amerykańskiemu księgozbiór liczący 15 000 tomów wraz ze wspaniałą kolekcją historycznych map morskich. Szybko też zdał sobie sprawę, że falę przerażenia, jaka przetoczyła się przez Stany Zjednoczone po akcji palenia książek w nazistowskich Niemczech, można wykorzystać w dobrym celu. W 1942 roku oświadczył:

Wszyscy wiemy, że książki płoną, ale wiemy też, że ogniem nie można ich zabić. Ludzie umierają, ale książki - nigdy. Żaden człowiek ani żadna siła nie może na wieki uwięzić ludzkiej myśli w obozie koncentracyjnym. Żaden człowiek ani żadna siła nie zdoła odebrać światu książek, które uosabiają odwieczną walkę z tyranią14.

Te słowa umieszczono na słynnym plakacie, przedstawiającym olbrzymią księgę, a na jej tle - miniaturowych żołnierzy wrzucających książki do ognia. Pod spodem widnieje hasło: "Książki są orężem w wojnie idei". Roosevelt był mistrzem retoryki i, podobnie jak większość znakomitych mówców, starannie dobierał słowa. Skoro on i wielu innych przywódców politycznych uznało książki oraz ich autorów, poetów i wydawców za ważne zasoby w wysiłku wojennym, to my również powinniśmy traktować ich poważnie. Książka, którą masz przed sobą, pokazuje, jak do tego doszło.

1 Ostatnio: Caroline Shenton, National Treasures. Saving the Nation's Art in World War II (London: John Murray, 2021).

2 Przedstawiona w podręczniku strategii wojennej O wojnie (przyp. tłum.).

3 Zob. rozdziały czternasty i siedemnasty.

4 Anonim, A Woman in Berlin (London: Virago, 2011), s. 37.

5 Patricia i Robert Malcolmson, Dorset in Wartime: The Diary of Phyllis Walther 1941-1942 (Dorset Record Society, 2009), s. 111.

6 Richard Broad i Suzie Fleming, Nella Last's War. A Mother's Diary, 1939-1945 (Bristol: Falling Wall, 1981); przedruk pod tytułem Nella Last's War. The Second World War Diaries of a Housewife, 49 (London: Profile, 2006); zob. też Patricia i Robert Malcolmson, The Diaries of Nella Last. Writing in War and Peace (London: Profile, 2012).

7 Duncan White, Cold Warriors. Writers who Waged the Literary Cold War (New York: Harper Collins, 2019), s. 212-214, 216.

8 Timothy W. Ryback, Hitler's Private Library. The Books that Shaped his Life (London: Vintage, 2010).

9 Geoffrey Roberts, Stalin's Library. A Dictator and his Books (New Haven: Yale University Press, 2022).

10 Julian Jackson, A Certain Idea of France: The Life of Charles de Gaulle (London: Allen Lane, 2019), s. 72-74.

11 Philip Short, Mao. A Life (London: Hodder and Stoughton, 1999), s. 83.

12 Roberts, Stalin's Library, s. 11.

13 Philip Oltermann, The Stasi Poetry Circle (London: Faber, 2022), s. 39.

14 Orędzie do Amerykańskiego Stowarzyszenia Księgarzy, 23 kwietnia 1942 roku.

Rozdział PIERWSZY. Wezwanie do broni

Mam nadzieję, iż we wstępie do tej książki z powodzeniem zakwestionowałem założenie, że literatura jest z natury pokojowa - że jest cywilną, a nierzadko tragiczną ofiarą konfliktów. Książki i przemysł wydawniczy są głęboko zakorzenione w historii wojen. Wojny popychały do walki zarówno jednostki, jak i narody i były sprawdzianem siły ścierających się ideologii. Jako kolebka owych ideologii biblioteki nierzadko bywały celem umyślnych aktów zniszczenia. Trzeba bowiem pamiętać, że biblioteki - od czasów starożytnej Grecji i Rzymu po dziewiętnastowieczny ruch bibliotek publicznych - nigdy nie były po prostu zbiorami książek, lecz stanowiły również publiczną deklarację wartości danego społeczeństwa, zajmując prestiżowe miejsca w centrach miast. Często stanowiły dar wybitnych obywateli dla społeczności. Zniszczenie tych instytucji było ciosem prosto w serce wrogiego narodu.

Niszczenie bibliotek stanowiło również akt symbolicznego upokorzenia pokonanych. Unicestwienie najcenniejszych skarbów podbitej kultury, jej pieczołowicie przechowywanego dziedzictwa, pozwalało raz na zawsze rozstrzygnąć walkę między konkurencyjnymi ideologiami. Zniszczenie ksiąg Majów i Azteków przez hiszpańskich konkwistadorów było nie tylko demonstracją siły, lecz także zabójczym ciosem w serce systemu wierzeń tych ludów, znakiem, że ich bogowie nie mogą ich ochronić.

Żołnierze niemieccy, którzy w podbitej Polsce palili święte księgi żydowskie, odprawiali podobny rytuał, zmuszając miejscowych Żydów, aby przyglądali się bezczeszczeniu swych najświętszych tekstów. Podczas brutalnej bitwy o Sarajewo w 1992 roku Serbowie z premedytacją wycelowali swoje działa w Bibliotekę Narodową Bośni i Hercegowiny, podobnie jak w roku 1981 bojówki Syngalezów zrównały z ziemią bibliotekę w Dżafnie, w której przechowywano skarby kultury literackiej Tamilów. Zarówno ofiary, jak i sprawcy zdawali sobie sprawę z ogromnego znaczenia kulturowego tych zbiorów.

W Kristallnacht, "noc kryształową" (1938), naziści splądrowali i podpalili żydowskie sklepy i zniszczyli 1400 synagog. Żydowskie święte księgi były naturalnym celem ich ataku, podobnie jak to się działo później na okupowanych terytoriach - począwszy od Polski - po wybuchu drugiej wojny światowej.

Od wodza rzymskiego Sulli i jego przemarszu przez Rzym z zagrabionym księgozbiorem Arystotelesa po francuskiego pisarza Stendhala, który w imieniu niezwyciężonego Napoleona objechał niemieckie biblioteki w poszukiwaniu książek dla nowo powstałej francuskiej Biblioteki Narodowej, zwycięscy wodzowie zawsze uważali książki - podobnie jak dzieła sztuki - za należny sobie łup. W wypadku wojsk szwedzkich podczas wojny trzydziestoletniej (w latach 1618-1648) takie zawłaszczanie dóbr kultury służyło dwóm celom: zapełnieniu bibliotek w szwedzkich miastach i na tamtejszych uniwersytetach oraz pozbawieniu przeciwników religijnych ksiąg stanowiących fundament wiary katolickiej. Plądrowanie bibliotek w miastach środkowej Europy było działaniem zorganizowanym przez Szwedów z precyzją godną operacji wojskowej. Po przyjęciu kapitulacji danego miasta Szwedzi kontaktowali się z miejscowymi dygnitarzami, którzy mogli ich zaprowadzić do głównego archiwum i do biblioteki. Tamtejsze zbiory były pilnie strzeżone do czasu, gdy można je było spakować i wysłać do Szwecji, gdzie trafiały do biblioteki królewskiej, biblioteki Uniwersytetu w Uppsali albo do bibliotek szkolnych. Część książek spłonęła w wielkim pożarze królewskiej biblioteki, lecz pozostałe nadal znajdują się w Szwecji. Co zaskakujące, kraje podbite przez Szwedów nigdy nie domagały się zwrotu zagrabionych książek równie głośno, jak skradzionych dzieł sztuki1.

* * *

Historyczne korzenie tematów poruszanych w tym tomie, takich jak narodziny strategii wojskowej, wojna wywiadów, czy też doniosłe znaczenie dokładnych map, sięgają zatem głęboko. Równocześnie istnieją bezsprzeczne dowody wskazujące na radykalną zmianę sposobu prowadzenia wojen w ciągu ostatnich dwóch stuleci - czyli od połowy XIX wieku - oraz na jej implikacje dla świata bibliotek. Owa transformacja sztuki wojennej obejmowała trzy główne elementy: profesjonalizację armii (zwłaszcza klasy oficerskiej); uprzemysłowienie produkcji broni; oraz mobilizację ludności cywilnej, a co za tym idzie - zatarcie różnicy między walczącymi i tymi, którzy nie biorą udziału w walce. Wszystko to miało ogromne znaczenie dla roli książek w czasie wojny i zmieniło wpływ wojny na zasoby bibliotek.

Był to również okres wielkich przemian w świecie zachodnim, który do tej pory pozostaje głównym ośrodkiem ruchu bibliotecznego. Między rokiem 1800 a 1914 liczba ludności Europy wzrosła ze 180 do 460 milionów. W Stanach Zjednoczonych odnotowano jeszcze bardziej spektakularny wzrost - z pięciu do 106 milionów. Duża część nowych mieszkańców zasiliła rzeszę pracowników rozwijającej się gospodarki przemysłowej. Włączenie do społeczeństwa wielkiej liczby nowych obywateli wymagało ogromnego wysiłku edukacyjnego, co podsycało zgodne dążenie ku obowiązkowej nauce szkolnej, zarówno w Europie, jak i w Ameryce. Na początku XX stulecia społeczeństwa zachodnie zbliżały się do osiągnięcia celu, jakim była powszechna umiejętność czytania i pisania - zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn. To z kolei nadało impet rozwojowi sieci bibliotek publicznych, całkowicie darmowych i zdolnych zaspokoić potrzeby czytelnicze szerokiego grona odbiorców. Wojny końca XIX i początku XX wieku były zatem pierwszymi, w których większość żołnierzy i cywilów mogła czytać ówczesne słowo pisane i bezpośrednio na nie reagować - od prasy i ulotek informacyjnych, przez tanie powieści sensacyjne, po poważne dzieła literatury pięknej. Właśnie dlatego, mimo że w dalszej części tego tomu wspominam też o wcześniejszych czasach, skupiam się w nim na okresie od wybuchu amerykańskiej wojny secesyjnej do zakończenia drugiej wojny światowej, w którym książki odgrywały ważną rolę zarówno jako rozjemcy, jak i jako prowokatorzy. Balony CIA przenoszące egzemplarze Biblii ponad żelazną kurtyną nie mogły wiele osiągnąć, ale miały swoją wymowę.

Stulecie po roku 1850 było epoką historyczną, w której poszczególne kraje odkryły zarówno zdolność książek do kształtowania konfliktów, jak i braki we własnych księgozbiorach. Archibald MacLeish był jednym z najbardziej wpływowych bibliotekarzy XX wieku - jako dyrektor Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych w 1939 roku wywarł znaczący wpływ na politykę amerykańską w czasie drugiej wojny światowej. MacLeish szybko zdał sobie sprawę, że jeśli Stany Zjednoczone pragną wyjść zwycięsko z tego globalnego konfliktu, to muszą zmobilizować do walki wszystkie zasoby - w tym książki i biblioteki. W 1945 roku zauważył:

Wojny, a przynajmniej wojny współczesnej, nie można prowadzić bez kompletnych zasobów bibliotecznych. Żadne zasoby biblioteczne nie są zbyt bogate na potrzeby dużego, uprzemysłowionego państwa uczestniczącego w wojnie, która angażuje całą jego infrastrukturę, wszystkie zasoby ludzkie i całą zgromadzoną wiedzę. Dziś już wiemy, że wbrew naszym wcześniejszym przekonaniom żadna wysepka na oceanie nie jest nazbyt odległa, za mała ani zbyt niepozorna, aby odegrać doniosłą rolę w planowaniu i działaniach operacyjnych w wojnie prowadzonej z użyciem nowoczesnych sił powietrznych i morskich, nie wspominając nawet o współczesnych siłach lądowych. Biblioteka Kongresu przekonała się na własnej skórze, jak istotnie wpłynął na jej służbę dla amerykańskiego rządu fakt, że przez ostatnich sto lat nie gromadziła z wielką pieczołowitością wszelkich, choćby najdrobniejszych materiałów drukowanych i odręcznych zapisków na temat wysp na Pacyfiku2.

MacLeish miał rację. Kiedy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor w grudniu 1941 roku, Stany Zjednoczone zostały zmuszone do prowadzenia wojny w regionie, o którym wiedziały bardzo niewiele. Charakter nieprzyjaciela, warunki, w jakich przyszło walczyć amerykańskim żołnierzom, a nawet nazwy wysp i atoli, które w ciągu następnych trzech lat wryły się głęboko w amerykańską psychikę - wszystko to początkowo było dla nich zagadką. Kiedy w lutym 1942 roku prezydent Franklin Delano Roosevelt zasiadł przed mikrofonem, aby wygłosić swe cotygodniowe orędzie radiowe, poradził słuchaczom, by w trakcie jego wystąpienia mieli na podorędziu mapę albo globus. Nazajutrz Amerykanie za jego radą pośpieszyli do księgarni i wykupili cały zapas map i atlasów.

To spostrzeżenie dotyczące Ameryki było równie trafne w odniesieniu do innych potęg walczących w wojnach XX wieku. Kiedy w Europie wybuchła wojna, najpierw w roku 1914, a później w 1939, ujawniły się niedobory ważnych zasobów, które wcześniej uważano za pewnik - dobrze zaopatrzonych bibliotek i archiwów. W niektórych wypadkach były to braki niemal komicznie monstrualne. Na przykład, kiedy w 1940 roku Winston Churchill planował atak wyprzedzający na Norwegię, aby pozbawić niepowstrzymaną armię niemiecką dostępu do norweskich portów i linii brzegowej, najlepszym źródłem, z jakiego mógł skorzystać, był stary egzemplarz przewodnika Baedekera po Skandynawii. Była to jednak wojna naukowa, strategiczna i wywiadowcza; wojna o to, kto pierwszy opracuje i zacznie stosować nową broń. Wszystko to wymagało dostępu do najlepszej literatury naukowej, badań i analiz. Równie ważna była dbałość o to, aby te cenne informacje nie wpadły w ręce wroga. Nigdy wcześniej książki nie były tak pilnie potrzebne, tak niezbędne dla przetrwania narodów.

Książki odgrywały równie ważną rolę na froncie krajowym. Pozbawieni innych rozrywek, rozdzieleni ze swymi dziećmi i współmałżonkami, ci, którzy pozostali w kraju albo drżeli z zimna w obskurnych kwaterach daleko od domu, często sięgali po książki. Biblioteki publiczne, dotąd niedoceniane, zyskały popularność, a wydawcy - pomimo ograniczeń związanych z racjonowaniem papieru - przeżywali złote lata. Walczące kraje nie szczędziły wysiłków, aby dostarczać książki swoim żołnierzom, co dało początek jednemu z najbardziej innowacyjnych przedsięwzięć wydawniczych ubiegłego stulecia. W żadnym innym miejscu książki nie były cenione bardziej niż w obozach jenieckich.

Słowo pisane miało też istotny udział w rozpowszechnianiu wśród odbiorców ideologii, pod których wpływem niegdyś zaprzyjaźnione narody zwróciły się przeciwko sobie z tak zaciekłą brutalnością. Książki zasiewały ziarno ideologii, pielęgnowały nienawiść, usprawiedliwiały agresję, mobilizowały opinię publiczną. Kiedy pytamy, dlaczego zwykli ludzie byli gotowi walczyć za sprawę, nie możemy zapominać o roli literatury w tym procesie, a gdy nadchodziła wojna, bibliotekarze - podobnie jak inni urzędnicy publiczni - rzucali się do walki, pragnąc wnieść swój wkład w patriotyczne dzieło.

Po wybuchu wojny cały kapitał materialny, przemysłowy oraz intelektualny poszczególnych krajów mobilizowano na potrzeby działań wojennych, a biblioteki stanowiły zasób strategiczny o doniosłym znaczeniu. Niewiele zasobów miało większą wartość niż długie serie czasopism naukowych, przechowywane w bibliotekach uniwersyteckich; zachowanie i ochrona tego, co do tej pory było wspólnym zbiorem wiedzy, dostępnym światowej społeczności naukowej, stało się ważnym celem wojennym. Biblioteki uniwersyteckie i narodowe okazały się również cennym zasobem w wojnie wywiadowczej, która z ograniczonych prób zdemaskowania szpiegów wrogich państw oraz infiltrowania obcych rządów przeistoczyła się w ogromny aparat do zbierania i analizowania informacji, zatrudniający największe umysły danego kraju. Kiedy wojna z obronnej zmieniała się w ofensywną, dysponowanie dokładnymi mapami określało różnicę między dobrze zaplanowaną operacją a chaosem, biblioteki zaś odegrały decydującą rolę w rozwoju kartografii wojennej.

Biblioteki publiczne wnosiły też swój wkład w sprawę narodową - jako siedziba nowych urzędów oraz miejsce sprzedaży obligacji wojennych czy wydawania kartek na racjonowane produkty. Ich księgozbiory zmieniły się za sprawą napływu drukowanych materiałów rządowych, informujących właścicieli sklepów i domów o niezliczonych nowych przepisach, których odtąd musieli przestrzegać, a także książek uzasadniających prowadzenie wojny i relacjonujących jej przebieg. Biblioteki stały się również ważnym elementem infrastruktury wspierającej żołnierzy i cywilów, którzy przebywali z dala od domu, pozbawieni codziennych wygód. Wiele z nich w weekendy otwierało swoje czytelnie dla personelu wojskowego. Biblioteki publiczne odgrywały ważną rolę w zaopatrywaniu pobliskich placówek wojskowych i w koordynowaniu akcji zbierania darów dla nowo powstałych bibliotek polowych. Książki zbierano po to, aby wysłać je żołnierzom stacjonującym za granicą, a także - ze względu na chroniczny brak papieru - na przemiał, w celu ponownego wykorzystania. Kiedy myślimy o książkach zniszczonych w czasie wojny, przychodzi nam do głowy kopuła Katedry Świętego Pawła, oświetlona przez płomienie trawiące budynki londyńskich wydawnictw, albo ponure ruiny Biblioteki Państwowej w Berlinie w 1945 roku. Trzeba jednak pamiętać, że w czasie drugiej wojny światowej oddawanie książek na przemiał odpowiadało za zniszczenie równie wielkiej liczby książek, co naloty bombowe.

* * *

Ogromna sieć bibliotek w państwach uczestniczących w wojnach XX wieku rozwijała się od wielu lat. W Stanach Zjednoczonych prym w tej dziedzinie wiodły gęsto zaludnione stany Nowej Anglii. W Wielkiej Brytanii momentem przełomowym było uchwalenie w 1850 roku Ustawy o bibliotekach publicznych, która umożliwiała lokalnym władzom zakładanie bibliotek w zarządzanym przez siebie mieście czy w dzielnicy. Do 1914 roku na mocy wspomnianej ustawy powstało ponad 5000 placówek bibliotecznych, które łącznie udostępniały czytelnikom od 30 do 40 milionów tomów rocznie. W roku 1903 Stany Zjednoczone mogły się pochwalić co najmniej 4500 bibliotek publicznych, które dysponowały zbiorem około 55 milionów tomów. W 1933 roku w Niemczech działało ponad 9000 bibliotek publicznych, a łączna liczba książek dostępnych w amerykańskich bibliotekach przekroczyła 140 milionów.

Potencjał nowego systemu bibliotek nie uszedł uwagi rządów dążących do odnowy ideologicznej w swoim kraju bądź prowadzących wojnę. Hitler i Lenin byli wielkimi przyjaciółmi bibliotek. Nazajutrz po szturmie na Pałac Zimowy w 1917 roku Lenin przekonywał nowo mianowanego komisarza oświaty, że biblioteki będą ważną bronią w walce o serca i umysły.

W pierwszej kolejności zwróćcie uwagę na biblioteki. Musimy zapożyczyć od postępowych państw burżuazyjnych wszystkie opracowane przez nie metody, które zapewniają powszechny dostęp do książek w bibliotekach. Trzeba zadbać o to, aby książki jak najszybciej stały się dostępne dla mas. Musimy udostępnić książki w całej Rosji, w jak największej liczbie3.

Pomimo dewastacji dawnych bibliotek carskich podczas wojny domowej zapoczątkowanej przez rewolucję cele Lenina zostały w dużej mierze osiągnięte, czemu towarzyszył ogromny spadek poziomu analfabetyzmu wśród ludności rosyjskiej. Okazywane przez Lenina żarliwe oddanie bibliotekom miało bardzo osobisty charakter. W ciągu długich lat spędzonych na wygnaniu planował on swoje podróże po Europie w taki sposób, aby uzyskać dostęp do najwspanialszych bibliotek świata. Mieszkał w Londynie, w Monachium, w Krakowie, a wreszcie w Zurychu. W latach poprzedzających powrót do Rosji spędzał całe dnie w bibliotece publicznej w Zurychu - od 9.00 do 12.00 przed południem i od 13.00 do 18.00 po południu. Z rejestrów bibliotecznych wynika, że w tym czasie przeczytał bądź przejrzał 148 książek i 232 artykuły w języku angielskim, francuskim i niemieckim4. Do stycznia 1916 roku ukończył wstępną wersję książki Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, pracując przy zarezerwowanym dla niego biurku w zuryskiej bibliotece. Bolszewizm, powołany do życia w opublikowanym tekście, Manifeście komunistycznym, był ze swej natury ruchem książkowym. Podobnie jak Lenin, który po powrocie do Rosji zgromadził prywatną bibliotekę, najważniejsi przywódcy rewolucji rosyjskiej: Lew Kamieniew, Grigorij Zinowiew i Nikołaj Bucharin, kolekcjonowali książki. Wiaczesław Mołotow miał ich sto tysięcy, a marszałek Gieorgij Żukow, w czasie drugiej wojny światowej bohater radzieckich kampanii przeciwko wojskom Hitlera, zgromadził kolekcję liczącą 20 000 tomów5.

* * *

W tej książce przeanalizujemy militaryzację kultury książki z podziałem na sześć głównych tematów: budowanie walczącego narodu; biblioteki jako broń; książki na froncie krajowym; dostarczanie książek żołnierzom; grabież i niszczenie książek w czasie wojny; odbudowa księgozbiorów oraz walka o supremację ideologiczną podczas zimnej wojny. W ten sposób dotrzemy do początków ery cyfrowej oraz wojny cybernetycznej. Nasze rozważania zakończymy refleksją nad rolą bibliotek w epoce, w której druk ustępuje pola innym środkom komunikacji, ale społeczeństwa nadal czynią przygotowania na wypadek wojny. Dziś Globalne Południe wysoko ceni biblioteki, podczas gdy kraje Zachodu poszukują innych źródeł informacji i rozrywki. Biblioteki są dalekie od upadku, a ich zbiory pozostaną zasobami o wielkim znaczeniu społecznym i politycznym.

Trzy wątki, którym nie poświęcono osobnych rozdziałów, przewijają się przez całą tę książkę: patriotyzm, poezja i propaganda. Mimo że w sposób mniej oczywisty niż postęp techniczny XIX i XX stulecia, patriotyzm stanowił ważny element nowoczesnej wojny. W średniowieczu rycerze walczyli dla swojego pana, u boku króla bądź przeciwko niemu, w zależności od tego, komu wierność poprzysiągł miejscowy możnowładca. Mieszczanie w większym stopniu utożsamiali się z lokalną społecznością niż ze swym nominalnym księciem, którym - za sprawą skomplikowanego mechanizmu sukcesji dynastycznej - mógł być zagraniczny władca, który nie znał miejscowego języka, a bywało, że nigdy nie postawił stopy na swych odległych terytoriach. Rozwój europejskich państw zajmujących określone terytorium i mających wyraźne granice geograficzne zaczął się od narodzin Anglii (wówczas Brytanii), Francji i Hiszpanii, ale Włochy i Niemcy - ważne ośrodki handlu, kultury i postępu technicznego - stały się państwami narodowymi dopiero w XIX stuleciu.

Co za tym idzie - dopiero podczas wojen XX wieku patriotyzm mógł być systematycznie wykorzystywany jako broń ideologiczna. Żołnierzy radzieckich wzywano do obrony Matki Rosji. Niemieccy poborowi walczyli w obronie ojczyzny. Ukierunkowanie owej patriotycznej energii było dużo mniej oczywiste w wypadku mieszkańców Ukrainy, Alzacji, Łotwy czy francuskojęzycznej części Kanady. Podczas pierwszej wojny światowej przedstawiciele wielu narodów - Polacy, Rusini, Finowie, Czesi, Irlandczycy i Bośniacy - musieli walczyć dla krajów, z którymi nie czuli się związani. Mieszkańcy Polski, która w XVIII wieku została podzielona między trzy państwa zaborcze, służyli w armiach trzech europejskich mocarstw: Rosji, Prus i Austro-Węgier. Wielu Polaków musiało walczyć przeciwko swym krewnym i przyjaciołom, z którymi rozdzieliły ich niefortunne okoliczności geograficzne. Dla Polaków pierwsza wojna światowa była wojną domową6. Ponieważ pretensje do posiadania własnego państwa opierały się na istnieniu wspólnot etniczno-językowych, miejscowa poezja i literatura były ważnymi nośnikami zarówno historycznych uraz, jak i śmiałych dążeń niepodległościowych. Były to wspomnienia i aspiracje, które nigdy nie wygasły, jak pokazały tragiczne, bratobójcze konflikty w podzielonej byłej Jugosławii w ostatnich dekadach ubiegłego stulecia7.

Łatwo było zazdrościć Brytanii czy Hiszpanii wyraźnych granic geograficznych, definiujących te państwa. Kraje środkowej Europy nie mogły liczyć na taki luksus. Przez większość europejskiej historii należało mówić raczej o pograniczach niż o granicach. Między Francją i Niderlandami, czy też w obrębie złożonej mozaiki, jaką było Święte Cesarstwo Rzymskie w XVI i XVII stuleciu, podróżni często nie zdawali sobie sprawy, w którym miejscu opuścili jedno terytorium i wkroczyli na inne. W XIX wieku postęp w dziedzinie miernictwa i kartografii pociągnął za sobą radykalne zmiany, dotyczące zarówno koncepcji granic, jak i potencjału wybuchu konfliktów. To nie przypadek, że pierwszym krajem, w którym geografię uznano za dyscyplinę akademicką, były Niemcy, i że jej wykładowcy należeli do najbardziej żarliwych orędowników ekspansji terytorialnej tego państwa. Hitler bynajmniej nie był prekursorem koncepcji Lebensraum.

* * *

Przez całą historię wojen poezja służyła do artykułowania myśli i emocji, które niebezpiecznie było wyrażać prozą. Na początku epoki druku autorzy broszur wychodzili na ulice z opowieściami o najnowszych triumfach bitewnych swego króla, poetom zaś pozostawiano bardziej dyskretne zadanie przetrawienia goryczy porażki. Poezja podjęła się równie ważnych zadań w zglobalizowanych konfliktach współczesności - stała się wezwaniem do jedności narodowej, wzmacniającym opór w trudnych czasach, albo narzędziem pedagogiki ideologicznej. Wybuch pierwszej wojny światowej w 1914 roku wywołał eksplozję twórczości poetyckiej na całym kontynencie. Według jednego ze źródeł w pierwszym miesiącu wojny w samych Niemczech powstawało aż 50 000 wierszy dziennie, a niemieckie hymny sławiące wartości wojenne rozbrzmiewały echem we wszystkich zakątkach Europy. Poczucie, że wojna zapewnia drogę ucieczki przed wszechobecną dekadencją i pustym konsumpcjonizmem, było rozpowszechnione w wielu walczących krajach. Już w 1910 roku Niemiec Georg Heyn zapisał w swoim pamiętniku: "Gdyby tylko ktoś wszczął jakąś wojnę, choćby bez dobrego powodu. Ten pokój jest tłusty i brudny, niczym wosk na starych meblach". W czasach narastającej wrogości poeci widzieli w wojnie szansę na odnowę. Jak przekonywał włoski poeta Gabriele D'Annunzio: "Tylko poprzez wojnę ludzie, którzy ulegli degeneracji, mogą powstrzymać swój upadek, gdyż wojna niezawodnie zapewni im śmierć albo chwałę". Jego rodak, Tommaso Marinetti, syn profesora literatury, wyraził podobną myśl: "Chcemy gloryfikować wojnę - jedyną higienę świata - militaryzm, patriotyzm, niszczycielski gest anarchistów, piękne idee, za które warto umierać"8.

Ta gotowość do przelewania krwi ludzi młodych może budzić niesmak, ale dowodzi też nietrafności rozpowszechnionego przekonania, że poezja ze swej natury była medium antywojennym. W Wielkiej Brytanii wiersze wojenne są nam znane jako literatura posttraumatyczna, pełna żalu i goryczy. Archetypem brytyjskiego poety wojennego jest młody oficer, który przeszedł od patriotycznego entuzjazmu (Rupert Brooke) do gorzkiego rozczarowania i uraty złudzeń (Wilfred Owen). Tak naprawdę brytyjscy poeci wojenni byli w większości cywilami, a jedną czwartą stanowiły kobiety. Wiersze brytyjskich oficerów, od tak dawna uważane za literackie ucieleśnienie nieszczęść wojny, w późniejszych latach zdobyły większy rozgłos aniżeli tuż po swej premierze. W tamtych czasach były zagłuszane przez wojownicze poczucie misji, rozbrzmiewające w imperialistycznej poezji, uprawianej z powodzeniem przez Rudyarda Kiplinga i jego następców - w wierszach, które wyrażały patriotyczną dumę całego pokolenia i które przyczyniły się do oblężenia wojskowych komisji rekrutacyjnych w 1914 roku.

Trzeba podkreślić, że na początku XX wieku poezja była obecna w życiu społecznym w dużo większym stopniu niż w naszych czasach. Odgrywała ważną rolę w systemie edukacji, a wiele gazet regularnie publikowało wiersze nadesłane przez czytelników. W rodzących się potęgach Wschodu rola poezji była jeszcze bardziej istotna. Wiersze Mao Zedonga objaśniały jego stosunek do wojny i do walki ideologicznej. Stalin, który podobnie jak Mao był wielkim miłośnikiem tego gatunku, pierwszy raz opublikował swą poezję w jednym z gruzińskich dzienników w wieku siedemnastu lat. Były to wiersze romantyczne, wystarczająco dobre, aby zasłużyć na miejsce w cenionych antologiach9. Poezja była szczególnie ważna dlatego, że pomimo wzrostu poziomu piśmienności chłopskie tradycje oralne pozostawały bardzo silne w tych społeczeństwach. Łatwość, z jaką można było uczyć się wierszy i je recytować, sprawiała, że poezja wywierała wpływ nie tylko poprzez lekturę. To spostrzeżenie przyczyniło się do sukcesu zbioru aforyzmów Mao Zedonga, znanego jako Czerwona Książeczka - jednego z największych fenomenów wydawniczych wszech czasów i ważnego narzędzia propagandowego zarówno w Chinach, jak i na całym świecie. W walce konkurencyjnych ideologii poeci mogli zaszczepiać swoje idee tam, gdzie żołnierze i broń nie mieli dostępu. Ci, którym to się udało, byli oklaskiwani i nagradzani - jak wtedy, gdy sowiecki przywódca, Nikołaj Bucharin, wychwalał twórczość Władimira Majakowskiego: "Poezja Majakowskiego to poezja w działaniu. (...) To chmura ostrych strzał wystrzelonych w kierunku nieprzyjaciela. To niszcząca ognista lawa. Hejnał wzywający do boju"10.

Niejednoznaczność ekspresji poetyckiej pociągała za sobą wyzwania, którym wszechobecni cenzorzy nie zawsze potrafili sprostać - czy to w komunistycznej Europie Wschodniej, czy też w okupowanej Francji. W 1942 roku poeta Max-Pol Fouchet przekonał cenzora, że utwór Une seule pensée Paula Éluarda to wiersz miłosny, a nie żarliwe wołanie o wolność. Wiersz ten był szeroko rozpowszechniany, między innymi w miniaturowych czasopismach zrzucanych nad Francją przez RAF11. W powojennym okresie rządów komunistycznych wschodnioniemiecka służba bezpieczeństwa, Stasi, założyła nawet własne koło poetyckie, nadzorowane przez znanego towarzysza poetę, który składał swoim przełożonym sprawozdania dotyczące ideologicznej wartości prezentowanych utworów12.

* * *

Propaganda jako oręż wojenny miała się doskonale od czasu wynalezienia druku w XV stuleciu, a tragiczne konflikty religijne XVI wieku dodały jej impetu. W czasach reformacji, kiedy Europa była podzielona na dwa zwalczające się obozy: protestancki i katolicki, książki uważano za narzędzia ewangelizacji. W żadnym innym miejscu nie ujawniło się to z większą siłą niż w Paryżu w drugiej połowie XVI stulecia. Paryż był wtedy miastem zdecydowanie katolickim, z głęboką niechęcią obserwującym zuchwalstwo protestantów, którzy paradowali po ulicach, śpiewając swoje psalmy i bezczeszcząc przydrożne kapliczki. Dało to początek drukowanej kampanii oszczerstw, w której protestantów porównywano do heretyków i innych pogardzanych grup średniowiecznego społeczeństwa. Kiedy w 1572 roku mieszkańcy Paryża mieli okazję zwrócić się przeciwko swym protestanckim sąsiadom, uczynili to z barbarzyńskim okrucieństwem, pozostawiając na ulicach tysiące ciał - ofiar masakry dokonanej w nocy świętego Bartłomieja, zwanej rzezią hugenotów13. Okazało się to nadzwyczaj skuteczne. W kolejnych latach tysiące osób, które wcześniej przyłączyły się do kościoła hugenockiego, po cichu przeszły z powrotem na katolicyzm. Jak zauważył paryski drukarz Nicolas Chesneau w przedmowie do jednej z tych publikacji: "Broszury były bronią w wojnie duchowej". Zalew broszur odegrał ważną rolę w ocaleniu religii katolickiej we Francji14.

Nowe technologie XX wieku nie tylko zmieniły sztukę wojenną, lecz także stworzyły nowe możliwości uprawiania propagandy. Podczas pierwszej wojny światowej samoloty wykorzystywano zarówno do prowadzenia powietrznych operacji zwiadowczych, jak i do zrzucania ulotek. Oprócz kilku bomb Francuzi zrzucili na Fryburg deszcz ulotek, a na froncie wschodnim niemieckie samoloty zrzucały ulotki wyjaśniające rosyjskim żołnierzom, że drżą z zimna w okopach w interesie brytyjskiego kapitalizmu. Zważywszy na wysoki poziom analfabetyzmu wśród rosyjskich poborowych, te starannie opracowane komunikaty zapewne nie wywarły istotnego wpływu. W czasie drugiej wojny światowej Wielka Brytania przeznaczała ogromne zasoby na propagandę powietrzną - pomimo dotkliwych niedoborów papieru - ku niezmiernej radości francuskich uczniów, którzy do 1942 roku zamiast znaczków zaczęli kolekcjonować ulotki zrzucone przez RAF. W Niemczech, w których za posiadanie takich materiałów groziła kara śmierci, ich wpływ nie był tak istotny.

Podczas gdy "wojna ulotkowa" może się wydawać rozrzutnym przeznaczaniem funduszy na coś, co nie przynosiło zauważalnych korzyści, najbardziej skutecznymi narzędziami wywierania wpływu często okazywały się książki, których wcale nie napisano w celach propagandowych. Jednym z najbardziej nieoczekiwanych sukcesów wydawniczych okresu drugiej wojny światowej była książka pod chwytliwym tytułem Social Insurance and Allied Services (Ubezpieczenia społeczne i usługi pokrewne)15. Był to raport Williama Beveridge'a, dotyczący powojennego systemu świadczeń społecznych. W krótkim czasie sprzedano milion egzemplarzy tej publikacji, a później jeszcze więcej, gdy ukazało się jej skrócone wydanie broszurowe w cenie trzech pensów. Raport, przetłumaczony na język francuski i niemiecki, zrzucano z samolotów wraz z innymi materiałami propagandowymi, aby przekonać zarówno przyjaciół, jak i wrogów, że Wielka Brytania ma dobre intencje. Pod koniec wojny w bunkrze Hitlera znaleziono dwa niemieckie opracowania na temat raportu Beveridge'a. Ich autorzy nazwali plan Beveridge'a "plutokratycznym oszustwem przeciwko ludności angielskiej", a jednocześnie z zadowoleniem uznali ów raport za "oczywisty dowód na to, że nasi wrogowie przejmują idee narodowosocjalistyczne"16.

* * *

Pisarze cierpieli podczas wojny, nierzadko rozdarci między swoim powołaniem a służbą wojenną, podczas gdy ich rynek zbytu wyraźnie się skurczył na skutek zamknięcia wielu czasopism i oszczędnego gospodarowania racjami papieru przez wydawców. Autorzy rzadko tworzyli swe najlepsze dzieła, pisząc na zlecenie władz. Zadanie to wydawało się onieśmielająco trudne zwłaszcza w Moskwie, zważywszy, że Stalin był zapalonym i nader krytycznym czytelnikiem. Spośród książek napisanych w celach propagandowych największy sukces odniosła chyba powieść Johna Steinbecka Księżyc zaszedł (1942), ukazująca życie w okupowanej Europie, choć w Ameryce ją krytykowano za przedstawienie okupantów jako nazbyt ludzkich17. Ciemność w południe Arthura Koestlera (1940) bez wątpienia zachwiała wiarę w Rosję sowiecką u wielu czytelników o lewicowych poglądach. Nieco później tego samego zadania podjął się z niezrównaną fantazją i błyskotliwością George Orwell w powieściach Folwark zwierzęcy i Rok 1984. Folwark zwierzęcy, wydany po zakończeniu wojny w Europie w 1945 roku, stał się światowym bestsellerem. Orwell celowo ograniczył rozmiary tej powieści do 30 000 słów, aby ułatwić sprzedaż jej przekładów na inne języki. Bardziej zdradliwą popularnością cieszył się w okresie zimnej wojny James Bond, którego przygody przeniknęły przez żelazną kurtynę z beztroskim wdziękiem cechującym agenta 007. Zaniepokojeni rosyjscy oficjele zażądali umieszczenia potępiającej wzmianki w jednej z czołowych sowieckich publikacji: "Kim jest pan Ian Fleming, twórca tej - delikatnie mówiąc - szmiry?"18. Próby stworzenia alternatywy bardziej pożądanej ideologicznie, takiej jak Żelazny Felix w telewizji wschodnioniemieckiej, nie przyniosły bohaterów, którzy cieszyliby się równie wielką popularnością19.

Książki zapewniły sobie najtrwalszy sukces poprzez kształtowanie ideologiczne młodego pokolenia. Pisarz John Le Carré, który chodził do szkoły w latach drugiej wojny światowej, był wystawiony na oddziaływanie całego imperialnego repertuaru. W klasie przerabiał podręcznik Our Island Story (Historia naszej wyspy) autorstwa Henrietty Marshall, dla przyjemności zaś czytał książki przygodowe Percy'ego Westermana, Sappera20 i George'a Henty'ego, a także opowieści o heroicznych czynach Bigglesa, Bulldoga Drummonda i Berry'ego (bohatera książek Dornforda Yatesa)21. Te lektury dla starszych dzieci i nastolatków podsycały typowe dla Brytyjczyków aroganckie poczucie wyższości, które wydawało się niezachwiane nawet w obliczu największych klęsk na polu walki i które niezmiernie irytowało ich amerykańskich sojuszników. Tylko w Niemczech jednak próbowano w pełni zmilitaryzować młodzież - z tragicznym w skutkach powodzeniem. Członkostwo w Hitlerjugend i Bund Deutscher Mädel (Związku Dziewcząt Niemieckich) było obowiązkowe od dziesiątego roku życia. Nacisk na dyscyplinę partyjną i aktywność fizyczną nie wpływał korzystnie na edukację, ale odpowiadał wielu dzieciom, które cieszyły się, że nie muszą spędzać całych dni w szkole. Duża część tych dzieciaków, powoływanych do służby wojskowej w coraz młodszym wieku, do ostatnich dni wojny była przekonana o niemieckim zwycięstwie. Zdarzało się, że żołnierze alianccy musieli strzelać do dwunastolatków, którzy z entuzjazmem obsługiwali stanowiska artyleryjskie, porzucone przez starszych żołnierzy.

Oczywiście propaganda miała większe szanse na sukces, jeśli w pewnym stopniu przypominała rzeczywistość. Alianci zyskiwali wiarygodność, kiedy ich media informacyjne nie ukrywały porażek. Dobry przykład dawał tu Winston Churchill w swoich wystąpieniach przed brytyjskim parlamentem. Zupełnie inaczej było podczas pierwszej wojny światowej, kiedy patriotyczne zatajenia korespondentów wojennych doprowadzały do wściekłości żołnierzy w okopach. W Rosji polityka przemilczania złych wiadomości sprawiła, że przez dużą część 1941 roku większość obywateli nie miała pojęcia, które miasta zostały zajęte przez Niemców. W Niemczech w pierwszych latach wojny propaganda właściwie nie była potrzebna, ich mieszkańcy bowiem upajali się nieprzerwaną serią spektakularnych zwycięstw. Odwrót na Wschodzie w 1943 roku wymagał jednak zastosowania całego repertuaru nazistowskiej ekwilibrystyki słownej. Podjęto działania, aby "wyprostować linię frontu", a wojska wycofano na przygotowane pozycje. Niemcy mieli już wtedy dobre rozeznanie w geografii Wschodu - dzięki mapom nowych niemieckich terytoriów, triumfalnie publikowanych w gazetach i atlasach i kupowanych w milionach egzemplarzy. Również wielka liczba ofiar - problem, który dotknął prawie wszystkie rodziny - niweczyła wszelkie nadzieje na ukrycie prawdy. Dziennikarze dobrze o tym wiedzieli, a mieszanka fałszywego optymizmu i surowych napomnień, która wypełniała kurczące się strony ówczesnych gazet, miała przede wszystkim chronić ich przed odwetem władz, a nie przekonać czytelników.

Jedno było jasne: niezależnie od tego, czy literatura prowadziła młodych ludzi ku śmierci, czy też podtrzymywała na duchu mieszkańców okupowanego kraju, bez wątpienia odgrywała ważną rolę. Silne przekonanie o wielkim znaczeniu książek - zarówno beletrystyki i poezji, jak i książek historycznych, atlasów i analiz politycznych - jako narzędzi wojennych panowało we wszystkich walczących krajach, nawet tych (jak w wypadku postkolonialnych konfliktów drugiej połowy XX wieku), których społeczeństwa celowo pozbawiono dostępu do słowa drukowanego.

* * *

Na przełomie XIX i XX stulecia wielu komentatorów, polityków i autorów uważało wojnę za metodę oczyszczenia społeczeństw, które stały się miękkie i dekadenckie. Książki, wiersze i wystąpienia publiczne miały wielki udział w rozpowszechnieniu tej zdradliwej doktryny, a młodzi ludzie marzyli o tym, by dowieść swej męskości bohaterskimi czynami. Niektórzy - innowiercy, obdżektorzy i pacyfiści - odważnie sprzeciwiali się temu kultowi śmierci, ale jeszcze do niedawna stanowili oni nieliczną mniejszość22. W Niemczech fala patriotyzmu po miażdżących zwycięstwach pruskich w połowie XIX wieku i proklamacji Cesarstwa Niemieckiego w 1871 roku porwała nawet menonitów, wśród których tradycja nieużywania przemocy sięgała XVI stulecia23. Ci, którzy nie potrafili się przystosować do tej nowej, militarystycznej kultury, dołączyli do rzeszy emigrantów i wyjechali do Rosji albo do Stanów Zjednoczonych.

Zważywszy na setki tysięcy ludzi tłoczących się w kolejkach przed wojskowymi centrami rekrutacji, pierwsza wojna światowa była trudnym czasem dla tych, którzy nie chcieli przywdziać munduru. Po wprowadzeniu przymusowego poboru w 1916 roku pacyfizm znalazł się na rozdrożu. W Wielkiej Brytanii tylko 16 000 mężczyzn w wieku poborowym odmówiło wstąpienia do wojska z powodów moralnych lub religijnych, przy czym większość zgodziła się w zamian odbyć jakiś rodzaj służby cywilnej. Literacki Londyn był licznie reprezentowany w tej grupie, choć bezceremonialne wypowiedzi Lyttona Stracheya i Duncana Granta przed trybunałem wojskowym zostały źle przyjęte przez innych obdżektorów, świadomych faktu, że ci dwaj luminarze z Grupy Bloomsbury mogą liczyć na swych wysoko postawionych znajomych, którzy zapewnią im bezpieczną przystań na czas wojny. Większość członków Grupy Bloomsbury spotkała się w posiadłości Philipa i Ottoline Morrellów w Garsington, gdzie wykonywali drobne prace w ogrodzie i w gospodarstwie, które zinterpretowano jako służbę o doniosłym znaczeniu dla kraju24.

Dużo bardziej tragiczny los spotkał Stephena Hobhouse'a, syna byłego premiera Wielkiej Brytanii, który się nie ugiął i został skazany na więzienie i ciężkie roboty. To zdarzenie dało początek jednemu z najwspanialszych traktatów z czasów wojny, wydanemu przez Stanleya Unwina - który sam był obdżektorem - pod nazwiskiem matki Stephena25. Mimo że wiele księgarni odmówiło przyjęcia I Appeal unto Caesar (Odwołuję się do Cezara), ostatecznie sprzedano 18 000 egzemplarzy, a książka wywołała debatę parlamentarną na temat brutalnego traktowania obdżektorów w więzieniach. Unwin nigdy nie wspomniał - choć z pewnością był tego świadomy - że jakkolwiek ów traktat został wydany jako dzieło pani Hobhouse, w rzeczywistości jego autorem był filozof i pacyfista Bertrand Russell26.

W okresie międzywojennym pacyfizm skorzystał na odrazie - wyraźnie widocznej w literaturze i w pamiętnikach, takich jak Wszystkiemu do widzenia Roberta Gravesa, publikowanych od roku 1928 - jaką budziło niewyobrażalne marnotrawienie ludzkiego życia podczas pierwszej wojny światowej. Izolacjonizm w Stanach Zjednoczonych i brytyjskie nadzieje na znalezienie międzynarodowych rozwiązań napięć w Europie zapewniły orędownikom pokoju ważnych sojuszników wśród polityków głównego nurtu. W latach trzydziestych XX wieku znani pisarze, tacy jak Beverley Nichols, Storm Jameson czy A.A. Milne, pisali przekonujące, pełne pasji teksty polemiczne. Ten ostatni przeszedł długą drogę od czasu opowieści o Kubusiu Puchatku, a jego poważna rozprawa Peace with Honour: An Inquiry into the War Convention (Pokój z honorem. Analiza konwencji wojennych; 1934) miała pięć wydań w ciągu nieco ponad roku27. Co interesujące, w tej nowej sytuacji żadna z wymienionych książek nie miała trudności ze znalezieniem wydawcy. Organizacja Peace Pledge Union, opowiadająca się przeciwko wojnie bez względu na okoliczności, zgromadziła ponad 100 000 członków.

W tamtych latach głoszona przez Gandhiego idea walki bez przemocy przyciągała coraz większą uwagę, także w Stanach Zjednoczonych, choć jego interpretacja nauk hinduistycznych budziła kontrowersje. W 1939 roku władze brytyjskie w Indiach wykonały sprytne posunięcie - sfinansowały publikację The Bhagavad-Gita Philosophy of War (Filozofii wojny według Bhagawadgity). Bhagawadgita była jedną z najbardziej czczonych ksiąg hinduizmu - zaskakująco wojowniczą. Po pierwszym zdetonowaniu bomby atomowej, która w dużej mierze była dziełem jego genialnego umysłu, Robert Oppenheimer zacytował Bhagawadgitę, gdy stwierdził: "Stałem się Śmiercią, niszczycielem światów". Brytyjczycy nie ukrywali, że ich celem jest wzmocnienie indyjskiego poparcia dla wojny. The Bhagavad-Gita Philosophy of War ukazała się jako wydanie specjalne "Civil and Military Gazette" w Lahore (gazety, w której w latach 1883-1889 dziennikarskie szlify zdobywał młody Rudyard Kipling).

Kiedy rozwiały się nadzieje, że wojny można uniknąć, pacyfiści stanęli przed trudnym wyborem. Organizacja Peace Pledge Union była zmuszona w niemal komiczny sposób bagatelizować bandytyzm i przemoc reżimu Hitlera. Czytelników "Peace News" przestrzegano przed nazbyt skwapliwym potępieniem brutalnych ataków na żydowskie sklepy w noc kryształową. Dziennikarze tej gazety przekonywali, że "totalitaryzm już z nami zostanie", a skoro tak, to powinniśmy brać z niego "to, co konieczne i dobre", a po upadku Francji nazwali nazizm "skutecznym narzędziem" zjednoczenia Europy28. Pomimo tych wypowiedzi - a może właśnie z ich powodu - do czasu bitwy o Dunkierkę wielu pisarzy odeszło od pacyfizmu. Należeli do nich Beverley Nichols, Storm Jameson, A.A. Milne, Rose Macaulay i - co szczególnie zaskakujące - Bertrand Russell. Storm Jameson potrzebowała trzech miesięcy, aby napisać The End of This War (Koniec tej wojny) - broszurę wyjaśniającą, dlaczego zmieniła zdanie29. Wśród tych, którzy trwali przy ideach pacyfizmu, byli Frances Partridge, współpracowniczka Leonarda i Virginii Woolfów w wydawnictwie Hogarth Press, i jej mąż Ralph. Ich dom w Wiltshire stał się dużo skromniejszą wersją posiadłości Morrellów w Garsington - miejscem wytchnienia od wojny dla zaprzyjaźnionych pisarzy30.

W czasie drugiej wojny światowej rząd wykazał się sprytem, poszerzając dostęp do służby zastępczej i nie posyłając do więzienia nawet najbardziej zdeterminowanych obdżektorów. Nawet zdeklarowany pacyfista i przywódca Partii Pracy, George Lansbury, przyznał: "Mamy prawa i przywileje, jakich żadne inne państwo nie przyznaje pacyfistom w czasie wojny"31. Pod koniec wojny tylko dwóch na tysiąc poborowych starało się o zwolnienie ze służby wojskowej, a wielu spośród tych, którzy w zamian podjęli się zadań cywilnych - takich jak autor pamiętników, Denis Argent - po jakimś czasie poprosiło o przeniesienie do służby czynnej (w wypadku Argenta - w oddziale saperskim)32. Wielu obdżektorów pragnęło w ten sposób pokazać, że ich obiekcje natury religijnej czy politycznej nie wynikały z tchórzostwa.

The Bhagavad-Gita Philosophy of War (Filozofia wojny według Bhagawadgity; 1939) była spóźnioną próbą zniechęcenia mieszkańców Indii do pacyfizmu Mahatmy Gandhiego. Gandhi pozostał solą w oku władz brytyjskich do końca drugiej wojny światowej, mimo że nie poszedł w ślady kilku innych indyjskich przywódców politycznych, którzy otwarcie poparli Japonię.

Wszystkie te spory toczyły się również po zakończeniu drugiej wojny światowej, ale w zupełnie innym kontekście politycznym i strategicznym. Przerażająca wizja nuklearnej zagłady i drastyczne reportaże telewizyjne z brutalnych konfliktów zbrojnych na Globalnym Południu podważyły konsens, który leżał u podstaw obu wojen światowych. Demonstracje antynuklearne w epoce broni atomowej i "pokojowa dywidenda" po upadku bloku sowieckiego w 1989 roku nadały pacyfizmowi większą wagę i podważyły założenia, na których opierała się doktryna wielkiej potęgi militarnej. Do tamtej pory literatura z lat wojny odzwierciedlała postawy swoich czasów - bywała krytyczna i pełna sceptycyzmu, ale równie często wychwalała i popierała wojnę, bądź też odgrywała w niej inną, aktywną rolę.

1 Gustavs Strenga i Andris Levans (red.), Catalogue of the Riga Jesuit College Book Collection (1583-1621). History and Reconstruction of the Collection (Riga: National Library of Latvia, 2021).

2 Archibald MacLeish, The Library and the Nation, w: Pierce Butler (red.), Books and Libraries in Warfare (Chicago: University of Chicago Press, 1945), s. 141-154, tu: s. 143-144.

3 Za: Andrew Pettegree, Arthur der Weduwen, Biblioteki. Krucha historia (Sopot: Smak Słowa, 2022), s. 445.

4 Catherine Merridale, Lenin on the Train (London: Allen Lane, 2016), s. 72-73.

5 Geoffrey Roberts, Stalin's Library. A Dictator and his Books (New Haven: Yale University Press, 2022), s. 13-14.

6 Peter Englund, The Beauty and the Sorrow (London: Profile, 2011), s. 28; Geert Buelens, Everything to Nothing. The Poetry of the Great War, Revolution and the Transformation of Europe (London: Verso, 2015), s. 49.

7 Robert D. Kaplan, Bałkańskie upiory. Podróż przez historię (Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2022).

8 Buelens, Everything to Nothing, s. 19, 21, 25. Przekład polski za: K. L. Pfeifer, Mężczyźni przyszłości: futuryzm i peryferyjna męskość. Prolegomena, "Wielogłos. Pismo Wydziału Polonistyki UJ", Wydział Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018, 4, s. 2-22.

9 Simon Sebag Montefiore, Young Stalin (London: Weidenfeld & Nicolson, 2007), s. 65.

10 Roberts, Stalin's Library, s. 178.

11 Valerie Holman, Air-borne Culture: Propaganda Leaflets over Occupied France in the Second World War, w: James Raven (red.), Free Print and Non-Commercial Publishing since 1700 (Aldershot: Ashgate, 2000), s. 194-221, tu: s. 207.

12 Philip Oltermann, Stasi Poetry Circle (London: Faber, 2022), s. 31.

13 Barbara Diefendorf, Beneath the Cross: Catholics and Huguenots in Sixteenth-Century Paris (New York: Oxford University Press, 1991).

14 Luc Racault, Nicolas Chesneau, Catholic printer in Paris during the French Wars of Religion, "Historical Journal", 52 (2009), s. 23-41.

15 William Beveridge, Social Insurance and Allied Services (London: HMSO, 1942).

16 Jose Harris, William Beveridge (wydanie drugie, Oxford: Oxford University Press, 1997), s. 415.

17 Donald V. Coers, John Steinbeck Goes to War. The Moon is Down as Propaganda (Tuscaloosa: University of Alabama Press, 1991).

18 James Fleming, Bond. Behind the Iron Curtain (Cheltenham: The Book Collector, 2021).

19 Oltermann, Stasi Poetry Circle, s. 87.

20 Właśc. Herman Cyril McNeile (przyp. tłum.).

21 Adam Sisman, John Le Carré (London: Bloomsbury, 2015), s. 32.

22 Andreas Kramer i Ritchie Robertson (red.), Pacifist and Anti-Militarist Writing in German, 1889-1926 (London: University of London Press, 2018).

23 Peter Brock, Pacifism in Europe to 1914 (Princeton: Princeton University Press, 1972), s. 407-441.

24 Martin Ceadel, Pacifism in Britain, 1914-1945: The Defining of a Faith (Oxford: Oxford University Press, 1980), s. 44-45; Miranda Seymour, Ottoline Morrell: Life on the Grand Scale (London: Hodder & Stoughton, 1992).

25 Mrs Henry Hobhouse, I Appeal unto Caesar: The Case of the Conscientious Objector (London: George Allen and Unwin, 1917).

26 Stanley Unwin, The Truth about a Publisher (London: George Allen & Unwin, 1960), s. 154-155; Adam Hochschild, To End all Wars: How the First World War Divided Britain (London: Macmillan, 2011), s. 269-273.

27 Beverley Nichols, Cry Havoc! (London: Jonathan Cape, 1933); Storm Jameson, No Time Like the Present (London: Cassell, 1933); A.A. Milne, Peace with Honour: An Inquiry into the War Convention (London: Methuen, 1934).

28 Mark Gilbert, Pacifist Attitudes to Nazi Germany, 1936-45, "Journal of Contemporary History", 27 (1992), s. 493-511.

29 Storm Jameson, The End of this War (London: George Allen & Unwin, 1941).

30 Frances Partridge, A Pacifist's Diary (London: Hogarth Press, 1978).

31 Ceadel, Pacifism, s. 301.

32 Patricia i Robert Malcolmson, A Soldier in Bedfordshire, 1941-1942 (Woodford: Boydell, for the Bedfordshire Historical Record Society, 2009).

Rozdział DRUGI. Sztuka wojenna

W 2032 roku będziemy obchodzić dwusetną rocznicę ukazania się jednej z najważniejszych książek, jakie napisano na temat wojny, O wojnie Carla von Clausewitza. To niestarzejące się, klasyczne dzieło traktujące o teorii militarnej nadal odgrywa ważną rolę w programie nauczania akademii wojskowych jako punkt wyjścia wszelkich poważnych rozważań na temat strategii i sposobów prowadzenia wojny1. Nie taką książkę jednak zamierzał napisać Clausewitz. Kiedy umarł w 1831 roku, zostawił tylko zbiór nieukończonych szkiców. Zadanie przekształcenia tego pliku rękopisów w spójny tekst, nadający się do publikacji, przypadło w udziale jego żonie i partnerce literackiej, Marie von Brühl. Jak na klasyczne dzieło literackie jest to lektura trudna, pełna niespójności i niejasnych fragmentów, które z pewnością zostałyby usunięte, gdyby autor żył wystarczająco długo, aby je poprawić. Książka ta pozostaje więc niedoskonałym przewodnikiem po jednym z najbardziej błyskotliwych umysłów wojskowych XIX stulecia. Zważywszy, że tak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, niedawne odkrycie katalogu prywatnej biblioteki Carla i Marie wydawało się obiecującym źródłem informacji na temat metod pracy Clausewitza oraz dzieł, które wpłynęły na jego sposób myślenia. Zamiast tego mamy kolejną zagadkę, ponieważ jego prywatna biblioteka obejmowała zaledwie 380 tomów, i to w czasach, gdy naukowiec mógł bez trudu zgromadzić kilka tysięcy książek (na przykład pradziadek Marie von Brühl, Heinrich, premier Saksonii, miał słynną kolekcję liczącą 62 000 tomów)2.

Carl von Clausewitz. Jego przełomowe dzieło o strategii wojennej, O wojnie, powstało w dużej mierze dzięki wspaniałej bibliotece Pruskiej Akademii Wojskowej, a także dzięki jego żonie, Marie von Brühl, która przygotowała do publikacji jego nieukończony rękopis.

Być może wyjaśnienie kryje się w fakcie, że Clausewitz nie był człowiekiem zamożnym, ale miał coś, czego brakowało innym badaczom - mieszkał po sąsiedzku z jedną ze wspaniałych bibliotek wojskowych tamtej epoki, liczącym 15 000 tomów księgozbiorem Pruskiej Akademii Wojskowej (Kriegsakademie), której był dyrektorem. Prawdopodobnie miał także dostęp do Biblioteki Królewskiej. Zachował się list z 1824 roku, w którym Clausewitz prosił królewskiego bibliotekarza, aby ten wypożyczył pewnemu porucznikowi książkę ze swej wspaniałej kolekcji, z czego można wnioskować, że nadawca listu również cieszył się takim przywilejem3. Praca dyrektora Kriegsakademie nie była szczególnie wymagająca. Wydaje się, że Clausewitz był niezadowolony z tej nominacji, uważał bowiem, że w ten sposób zepchnięto go na boczny tor w strukturze dowództwa wojskowego. Po krótkim pobycie w swoim gabinecie, gdzie zajmował się przede wszystkim zatwierdzaniem wypłat stypendiów dla ubogich kadetów, przenosił się do salonu żony, aby pisać, i zabierał ze sobą książki, które były mu potrzebne.

Jeśli zadajemy sobie pytanie, dlaczego książka O wojnie cieszy się tak wielką, nieprzemijającą popularnością, to powinniśmy wziąć pod uwagę kontekst historyczny. Dzieło Clausewitza ukazało się w 1832 roku, w czasie, gdy państwa europejskie wciąż jeszcze nie otrząsnęły się po tym, jak ich armie zostały starte w proch przez Napoleona, uznawanego zgodnie za najwybitniejszego wodza tamtej epoki. Nie zapominajmy przy tym, że niestrudzonym piewcą wielkości Napoleona był baron Antoine Henri Jomini, główny rywal Clausewitza w walce o supremację wśród europejskich akademii wojskowych4. Był to również okres, w którym wielkie potęgi europejskie - do których należałoby dodać rodzące się potęgi militarne spoza Europy: Japonię i Stany Zjednoczone - zdały sobie sprawę, że rosnąca złożoność sztuki wojennej i nowe rodzaje broni wymagają bardziej systematycznego podejścia do kształcenia wojskowego.

W latach 1820-1890 wszystkie światowe mocarstwa rozbudowały swoje osiemnastowieczne - dużo mniej kompleksowe - przedsięwzięcia w tej dziedzinie, tworząc szkoły oficerskie. Niektóre, takie jak Stany Zjednoczone, zaakceptowały potrzebę kształcenia technicznego i matematycznego chętniej niż inne, na przykład Wielka Brytania, w której przez dużą część XIX stulecia podtrzymywano tradycję oficera dżentelmena. Wszystkie kraje jednak zakładały szkoły wojskowe głównie z myślą o dyscyplinach technicznych - artylerii oraz inżynierii wojskowej (tradycyjnie uważanych za mniej arystokratyczne). Każda z tych nowo powstałych placówek potrzebowała wykładowców i biblioteki.

Z tych nerwowych prób naśladowania największych zwycięzców na polach bitewnych - najpierw Francji, a później Prus, które były kamieniem węgielnym Cesarstwa Niemieckiego, proklamowanego w 1871 roku - wyłoniła się trójdzielna struktura kształcenia wojskowego: szkoły kadetów dla młodzieży, akademie oficerskie i wyższe szkoły sztabowe, w których prowadzono kształcenie strategiczne. Zważywszy, że tysiące absolwentów wszystkich tych placówek zginęły w śmiałych, ale zabójczych natarciach pierwszej wojny światowej, nasuwa się pytanie, jak wiele udało się osiągnąć dzięki tej rewolucji w dziedzinie edukacji wojskowej. Jak ważna w kształtowaniu żołnierzy była wiedza książkowa w porównaniu z innymi czynnikami, takimi jak dobre pochodzenie, zdolności przywódcze, geniusz, szczęście, odwaga czy lepsze uzbrojenie? Trudno też powiedzieć, w jakim stopniu szeregowi żołnierze uczestniczyli w rewolucji edukacyjnej, obejmującej klasę oficerską. W pamiętnikach wojskowych (to kolejny gatunek literacki licznie reprezentowany w czasie wojny) rzadko się wspomina o godzinach spędzonych nad książkami jako najważniejszym elemencie procesu formowania żołnierza. Mimo to jeszcze przed końcem XIX stulecia książki stały się ważną częścią procesu budowania sił zbrojnych.

* * *

Od chwili wynalezienia pisma ludzie pisali o wojnie. W Sztuce wojny, napisanej w VI wieku p.n.e., Sun Tzu przedstawia chłodną analizę ówczesnych walk o supremację w królestwach chińskich. Ten zbiór lapidarnych porad dotyczących taktyki wojennej, działań na polu walki i szpiegostwa cieszy się wielką popularnością w świecie zachodnim od czasu, gdy został ponownie odkryty przez europejskich pisarzy w XIX wieku5. Święte księgi judaizmu, wchodzące w skład Starego Testamentu, są pełne obrazów zderzenia cywilizacji - opisują walkę Izraelitów o prawo do mieszkania w Palestynie. Oblężenia, masakry, dzielni wojownicy i wielkie bitwy są ważnym elementem tej opowieści. Z pewnością nikt nie mógłby zakończyć lektury Psalmów czy historycznych ksiąg Biblii z przekonaniem, że prowadzenie wojen jest z natury niemoralne6.

Bo Pan w ludzie swoim ma upodobanie

i zdobi pokornych zwycięstwem. (...)

Niech chwała Boża będzie w ich ustach,

a miecze obosieczne w ich ręku:

aby dokonać pomsty pośród pogan

i karania pośród narodów;

aby ich królów zakuć w kajdany,

a dostojników w żelazne łańcuchy;

by wypełnić na nich pisany wyrok:

co jest chwałą wszystkich Jego świętych7.

Wszechobecność wojen w świętych tekstach chrześcijaństwa rzuciła długi cień na dyskusję dotyczącą dopuszczalności wojen w świecie chrześcijańskim. Przez większą część ubiegłego stulecia tylko niewielu chrześcijańskich duchownych miało choćby niewielkie opory przed entuzjastycznym popieraniem swojego kraju w czasie wojny.

W starożytności Rzymianie - naród równie rozmiłowany w literaturze, jak wojowniczy - wnieśli ogromny wkład w literaturę wojenną. Relacje Juliusza Cezara z kampanii wojennej w Galii w dużej mierze przyczyniły się do jego zwycięstwa w bezwzględnej walce o panowanie nad Imperium. Mieszanka historii i strategii, jaką odnajdujemy w tej księdze, na wiele pokoleń stała się prototypem pisarstwa militarno-historycznego, poprzez które zwycięscy generałowie pragnęli rozsławić swoje imię - w dziełach napisanych samodzielnie, bądź też ręką usłużnych zastępców. Wszyscy rzymscy historycy, od Liwiusza po Plutarcha, byli niemal z definicji historykami wojskowości, ponieważ imperium rzymskie powstało i trwało za sprawą ciągłych wojen - prowadzonych przeciwko innym państwom, bądź też na froncie wewnętrznym. Oto jeden z wielkich paradoksów historii literatury: po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego owe historyczne dzieła przetrwały setki lat, ukryte pośród ksiąg chrześcijańskich w zupełnie niewojowniczych bibliotekach klasztornych, i zostały ponownie odkryte przez pełnych zapału uczonych włoskiego renesansu w XIV i XV wieku.

Narodziny druku w XV stuleciu spowodowały szybki wzrost liczby książek znajdujących się w obiegu i powiększyły grono tych, którzy mogli sobie pozwolić na ich zakup. Literatura militarna była popularnym elementem tego rynku - od poważnych podręczników dotyczących musztry wojskowej po broszurowe relacje z przebiegu ówczesnych konfliktów zbrojnych, takich jak wojna o niepodległość Niderlandów, francuskie wojny religijne czy wojna trzydziestoletnia. Pamiętniki wojenne Blaise'a de Montluca i François de La Noue (pierwszy był katolikiem, a drugi protestantem) okazały się bestsellerami, a najlepsze podręczniki wojskowe błyskawicznie przekładano na wiele języków8. Doniesienia z frontu były szczególnie popularnym rodzajem publikacji, a dowódcy średniej rangi mogli zdobyć sławę, a przy okazji uzyskać dodatkowy dochód, pracując po godzinach jako korespondenci wojenni9. Działo się tak po części dlatego, że wiadomości wojenne zajmowały dużą część pierwszych gazet, wydawanych w Niemczech, we Francji, w Wielkiej Brytanii i w Niderlandach od początku XVII stulecia. Ponieważ rządy patrzyły nieprzychylnym okiem na wiadomości prasowe dotyczące polityki wewnętrznej, na stronach ówczesnych gazet z konieczności dominowały ruchy wojsk i działania dyplomatów.

Wiek XVII przyniósł kolejne ważne zmiany, w dużej mierze za sprawą Ludwika XIV i niestrudzenie prowadzonych przezeń wojen. Zadanie budowy fortyfikacji w celu obrony północnych granic powiększającego się królestwa Ludwik XIV powierzył swojemu naczelnemu inżynierowi wojskowemu, Sébastienowi Le Prestre de Vaubanowi. W rezultacie powstał zbiór tekstów z dziedziny architektury militarnej, które pozostawały lekturą obowiązkową aż do XIX wieku. Popyt na podręczniki wojskowe był tak duży, że w 1637 roku Gabriel Naudé, jeden z pierwszych zawodowych bibliotekarzy i bystry obserwator ewoluującego rynku książki, wydał katalog polecanych lektur dotyczących sztuki wojennej, Syntagma de Studio Militari10. Na ówczesnym rynku dominowały publikacje praktyczne, nie zaś dzieła teoretyczne. Na tym tle wyróżniał się traktat Niccol? Machiavellego, O sztuce wojny. W ciągu 150 lat od pierwszej publikacji w 1521 roku książka ta doczekała się ponad dwudziestu wydań. Tajemnica jej sukcesu tkwiła między innymi w tym, że Machiavelli zakwestionował główną myśl włoskiej strategii wojennej schyłku średniowiecza, opartej na zatrudnianiu najemnych generałów, aby walczyli w obronie włoskich miast-państw. Zamiast tego zachęcał władców Florencji, aby wyszkolili armię złożoną z obywateli, która w wypadku zagrożenia mogłaby w każdej chwili bronić republiki, a po odniesieniu zwycięstwa żołnierze wracaliby do życia w cywilu.

Była to śmiała, lecz niezupełnie nowa koncepcja. Machiavelli zaczerpnął większość pomysłów z prac rzymskiego stratega wojskowego, Wegecjusza. Kult starożytności był chyba najbardziej nieoczekiwaną cechą piśmiennictwa wojskowego tamtych czasów. Wynalezienie druku uważa się - całkiem słusznie - za przełom w rozwoju technicznym i fundament nowoczesności. Ten pogląd nie powinien jednak przysłaniać faktu, że wydawcy byli nadzwyczaj konserwatywni w doborze pierwszych tekstów drukowanych. Niezależnie od tego, czy były to nauki przyrodnicze, geografia, medycyna, czy taktyka wojenna, wśród publikacji królowały idee starożytnych Greków i Rzymian. W naukach przyrodniczych i medycynie stwarzało to poważną barierę dla badań empirycznych. W dziedzinie wojskowości natomiast Rzymianie mieli imponujące sukcesy, które czyniły z nich wiarygodne autorytety. Choć zatem Machiavelli nieźle się sprzedawał, Wegecjusz sprzedawał się jeszcze lepiej11. W ciągu pierwszych dwóch stuleci od wynalezienia druku teksty Juliusza Cezara, a zwłaszcza jego relacja ze zwycięstw odniesionych w Galii (obecna Francja), doczekały się oszałamiającej liczby dwustu wydań. Nadzwyczajna popularność starożytnych autorów dowodzi, że na ogół nie czytano ich wyłącznie w poszukiwaniu praktycznych wskazówek dotyczących taktyki wojennej. Siedemnasto- i osiemnastowieczni wodzowie nie mieliby wielkiego pożytku z opisów szyku bojowego legionów rzymskich (zwanego testudo - żółwiem) w konfrontacji z działami armatnimi i moździerzami.

* * *

Zważywszy na imponującą długowieczność klasycznych autorów, pojawienie się w XIX wieku rywalizujących ze sobą autorytetów, Jominiego i Clausewitza, oznaczało nowy początek nauki o wojnie. Ich walka o dominację toczyła się w zupełnie nowych okolicznościach - w kontekście postępującej profesjonalizacji kształcenia wojskowego. Pod koniec XVIII wieku nawet koncepcja armii krajowej była stosunkowo nowa. Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych toczyła się w dużej mierze pomiędzy lokalnymi milicjami (oddziałami gwardii obywatelskiej) a niemieckimi najemnikami. Dzięki utworzeniu regularnej armii za panowania Ludwika XVI, a także zdolności Napoleona do pokonania każdej kombinacji oddziałów zbrojnych, z jaką przyszło mu się zmierzyć, Francja wiodła prym w tej dziedzinie. Źródłem autorytetu Jominiego było jego miejsce u boku Napoleona i możliwość obserwowania geniusza strategii wojennej w akcji. W tym samym czasie jednak, w złotym okresie francuskiej sztuki wojennej, narodziła się konkurencyjna szkoła niemiecka, której historia sięga roku 1765, kiedy to cesarz Fryderyk II Wielki założył Pruską Akademię Wojskową. Jej twórcy, a także założyciele francuskiej Akademii Wojskowej Saint-Cyr, uważali za rzecz oczywistą, że korpus oficerski będzie się składać przede wszystkim z przedstawicieli arystokracji ziemiańskiej. To samo można powiedzieć o późniejszych, nie tak imponujących placówkach brytyjskich. Powstanie tych akademii, a także niższych rangą szkół dla artylerzystów i inżynierów wojskowych, świadczyło jednak o przekonaniu, że dowódcy wojskowi potrzebowali czegoś więcej niż tylko szlachetnego urodzenia, odwagi i umiejętności jeździeckich.

Stany Zjednoczone nie były obarczone arystokratyczną klasą oficerską, a mimo to wzorowały swoje szkoły wojskowe na europejskich prototypach. Akademia Wojskowa Stanów Zjednoczonych powstała w West Point w stanie Nowy Jork w 1802 roku. Nowa uczelnia nie nabrała rozmachu aż do rozpoczęcia wojny brytyjsko-amerykańskiej w 1812 roku (kiedy żołnierze angielscy splądrowali Waszyngton), co świadczyło o pilnej potrzebie wprowadzenia bardziej dynamicznego programu kształcenia oficerów. Człowiekiem, który ożywił West Point, był Sylvanus Thayer, który w latach 1817-1837 opracował program nauczania wzorowany na programie École Polytechnique, akademii wojskowej w Paryżu. Ten nowy program koncentrował się na matematyce, taktyce walki piechoty oraz na technice artyleryjskiej i wojskowej, z silnym naciskiem na inżynierię12. Przed objęciem stanowiska dyrektora akademii w West Point Thayer spędził dwa lata we Francji. Odwiedził tamtejsze szkoły wojskowe i zgromadził tysiące broszur i map, a także najważniejsze książki z dziedziny wojskowości. Te materiały stały się podstawą jednej z najlepszych bibliotek technicznych w Ameryce13. Innym "francuskim łącznikiem" w amerykańskiej akademii był nowo mianowany profesor inżynierii, Claude Crozet, weteran armii Napoleona, który służył jako inżynier budowy mostów, a wcześniej studiował zarówno w École Polytechnique, jak i w Szkole Inżynierii i Techniki Artyleryjskiej w Metz. Silny wpływ w tym okresie wywarł również Dennis Mahan, który spędził dwa lata we francuskich akademiach wojskowych, aby powrócić do West Point jako profesor inżynierii cywilnej i wojskowej (stanowisko to zajmował przez następnych trzydzieści lat). Mahan, który był płodnym autorem, napisał kilka ważnych książek z dziedziny architektury wojskowej i przetłumaczył na angielski przełomowe dzieła francuskie14.

Studenci Akademii West Point, rocznik 1914, pozują przed biblioteką. Nie wszyscy spośród tych beztroskich młodzieńców przykładali wielką wagę do wiedzy książkowej, ale tamtejsza biblioteka bez wątpienia była cennym zasobem w procesie edukacji wojskowej.

W 1852 roku Akademia Wojskowa Stanów Zjednoczonych zademonstrowała siłę swojej biblioteki w opublikowanym katalogu. Była to doprawdy imponująca kolekcja: 6259 tytułów podzielonych na 79 kategorii, a wśród nich najważniejsze dyscypliny techniczne: inżynieria wojskowa i artyleria15. Wpływy francuskie wydają się oczywiste: Vauban, Thiebault, Rocquancourt i Vaudoncourt, prace matematyczne Le Blonda i Legendre'a oraz dzieła astronomiczne Lalande'a - nazwiska wszystkich tych autorów figurują w owym katalogu przy wielu tytułach. Ważne miejsce zajmują w nim prace Jominiego, między innymi piętnastotomowa Histoire critique et militaire des guerres; nie ma natomiast ani śladu Clausewitza. Jak łatwo się domyślić, od studentów oczekiwano biegłej znajomości języka francuskiego - co niemile zaskoczyło Stonewalla Jacksona, jednego z wielkich intuicyjnych strategów wojny secesyjnej, chłopaka ze wsi, który rozpoczął studia w West Point, mając nader skąpe formalne wykształcenie. Po heroicznych wysiłkach, jakie musiał włożyć w opanowanie programu studiów, i po udziale w wojnie amerykańsko-meksykańskiej Jackson - co zaskakujące - wrócił do szkoły jako wykładowca fizyki w Virginia Military College, pierwszym stanowym college'u wojskowym w Ameryce. Jego wykłady, wyuczone na pamięć i wygłaszane beznamiętnym, monotonnym głosem, nie cieszyły się popularnością wśród studentów16.

Inżynierowie, którzy ukończyli West Point, odegrali ważną rolę w budowaniu Ameryki. Około jednej czwartej tych, którzy ukończyli Akademię w pierwszej połowie XIX stulecia, podjęło pracę w firmach budujących linie kolejowe bądź przy innych przedsięwzięciach z dziedziny inżynierii cywilnej. Akademię Wojskową w West Point uważano też za ważne narzędzie budowania narodu. Jak to ujął jeden z kadetów, James Dallibam, w 1822 roku:

Przyjeżdżają tu z rozmaitymi uprzedzeniami, nawykami i wiedzą. Ich dawne zwyczaje i uprzedzenia jednak szybko znikają. Kształtuje się w nich nowy, narodowy charakter, jaki nie mógłby się wytworzyć nigdzie indziej (...). Później się rozstają i rozjeżdżają po całej Ameryce, ale ich uczucia i zainteresowania nie są i nigdy nie będą podzielone17.

Ta optymistyczna prognoza upadła podczas wojny secesyjnej w latach 1861-1865, w której absolwenci West Point walczyli - z różnym powodzeniem - po obu stronach. Europejscy obserwatorzy wojskowi nie byli zachwyceni rzemiosłem wojennym prezentowanym w bitwach tamtej wojny. Według pruskich attaché wojskowych obserwowane przez nich kampanie wyglądały jak bezładna "gonitwa uzbrojonych band". To lekceważące określenie było tym bardziej dotkliwe, że przypisywano je wybitnemu pruskiemu strategowi, Helmutowi von Moltkemu. Protekcjonalna pewność siebie, okazywana przez niemieckich wojskowych, nie spodobała się generałom Unii, lecz nie ulegało wątpliwości, że Prusy - z trzema wielkimi zwycięstwami odniesionymi w połowie stulecia, w okresie swej dominacji w Europie - osiągnęły niebywały poziom biegłości w sztuce wojennej, niedostępny dla wojsk amerykańskich w ciągu czterech lat krwawego konfliktu.

Amerykanie nie byli ślepi na postępy pruskiej wojskowości. Dla 105 amerykańskich oficerów, którzy wybrali się za Ocean pomiędzy rokiem 1812 a 1860, Berlin stał się przystankiem obowiązkowym18. Amerykańska wojna secesyjna zbiegła się w czasie z pierwszymi błyskawicznymi zwycięstwami Prus w Danii, a zakończyła się niedługo przed tym, jak wojska pruskie rozbiły armię austriacką w bitwie pod Sadową. Ale to upokorzenie Francji (w latach 1870-1871) było jednoznacznym sygnałem narodzin nowej potęgi światowej i doprowadziło do zmiany układu sił w naukach wojskowych. Po porażce Francji gloryfikacja Napoleona w pracach Jominiego straciła swój powab, a dzieła Clausewitza okazały się warte tego, by im się przyjrzeć dokładniej, zwłaszcza po tym, jak von Moltke opisał O wojnie jako książkę, która przyniosła mu największy pożytek. Właśnie wtedy przełomowe dzieło Clausewitza pierwszy raz trafiło w ręce czytelników anglojęzycznych19. Teoretycy wojskowi przez kolejne dwa pokolenia próbowali zgłębić tajemnicę pruskiego sukcesu.

* * *

Trudno przecenić szok, jakim dla europejskiego systemu były pruskie zwycięstwa w wojnach prowadzonych w latach 1864-1871. To tak, jakby w samym środku kontynentu nagle eksplodowała zupełnie nowa, wielka potęga. Wydarzenia następnych pięćdziesięciu lat dowiodły, iż rzeczywiście tak było. Jeżeli Prusy kiedykolwiek były armią, która ma swoje państwo (a nie na odwrót) - jak zauważył Mirabeau - to spektakularny wzrost niemieckiej gospodarki, liczby ludności, potencjału intelektualnego i naukowego oraz narodowej pewności siebie po roku 1871 dowiódł, że było to grube niedopowiedzenie. Dzięki obfitości niezbędnych surowców, takich jak węgiel i ruda żelaza, oraz najlepiej rozwiniętej sieci kolejowej w Europie Niemcy były świetnie przygotowane do wejścia w nowoczesność. Do roku 1914 stały się światowym liderem w sektorze inżynieryjnym i w przemyśle chemicznym, czemu sprzyjała sieć znakomitych uniwersytetów oraz instytutów technicznych. Ta infrastruktura naukowo-intelektualna stanowiła potężny zasób w wojnach XX wieku20.

Pomimo tak wyrafinowanej kultury i nauki Niemcy pozostały krajem silnie zmilitaryzowanym. W 1871 roku Bismarck wykorzystał prestiż pruskiego zwycięstwa, aby wprowadzić konstytucję, która w dużej mierze uwolniła wojsko spod kontroli cywilnej, nie licząc sporadycznych kłótni o jego budżet. Ponadto cesarz niemiecki jako naczelny wódz sił zbrojnych miał decydujące słowo w sprawach polityki zagranicznej. Te zmiany nie wywołały niepokojów społecznych, ponieważ armia cieszyła się wielkim szacunkiem jako fundament państwa niemieckiego. W dziedzinie wojskowości nowe Cesarstwo Niemieckie czerpało korzyści z dwóch innych systemów odziedziczonych po państwie pruskim: systemu poboru, który w razie konfliktu zbrojnego zapewniał dostęp do głębokich rezerw, złożonych z wyszkolonych żołnierzy, a także do instytucjonalnych struktur szkolenia i kształcenia wojskowego, budowanych systematycznie od czasów Fryderyka II Wielkiego.

Owe struktury, które w oczach zagranicznych obserwatorów były głównym czynnikiem decydującym o nadzwyczajnej potędze militarnej Niemiec, przybrały swój ówczesny kształt w trakcie rekonstrukcji armii niemieckiej po upokarzającej kapitulacji Prus w bitwie pod Jeną w 1806 roku. Porażka ta wykazała, że czas infrastruktury wojskowej stworzonej przez Fryderyka Wielkiego dobiegł końca. W następnych latach założoną przez Fryderyka Académie des Nobles przekształcono w Kriegsakademie, Pruską Akademię Wojskową, z zasady otwartą dla kandydatów niemających szlacheckiego pochodzenia, choć klasa pruskich junkrów z zaskakującym uporem broniła swej dominującej pozycji w hierarchii wojskowej. Kriegsakademie w krótkim czasie stała się doskonałą szkołą kształcącą pruskich oficerów, a jej ukończenie było warunkiem koniecznym powołania do sztabu generalnego.

Wraz z rozwojem nowego systemu w XIX stuleciu Kriegsakademie znalazła się na szczycie hierarchii placówek, które kształciły kolejne pokolenia oficerów, przygotowując ich zarówno do regularnej służby, jak i do ról przywódczych. Chłopcy już w wieku dziesięciu lat trafiali do szkół kadetów, skąd mieli nadzieję przejść do berlińskiej Hauptkadettenanstalt (HKA) - w wieku lat piętnastu21. Absolwenci HKA liczyli na miejsce w elitarnej klasie Selecta w Kriegsakademie, co zapewniało im patent oficerski i szansę na awans do sztabu generalnego. Szkoły przygotowawcze realizowały program niemieckiej Realschule, kładący nacisk na nauki ścisłe i języki nowożytne (specjalistyczne szkolenie wojskowe rozpoczynało się dopiero na drugim etapie, w berlińskiej HKA). Dużą wagę przykładano do sportu i ćwiczeń na świeżym powietrzu, a zwłaszcza do gimnastyki, która - jak uważano - kształtuje pewność siebie, wytrzymałość i zwinność. Co interesujące, zupełnie inne podejście przyjęto w brytyjskiej akademii wojskowej w Sandhurst, w której pierwotny plan budowy sali gimnastycznej został zarzucony z powodu obaw, że za sprawą gimnastyki kadeci staną się "zbyt aktywni i niewystarczająco sztywni, aby zostać dobrymi żołnierzami"22.

Surowa atmosfera, niedostatek jedzenia, przenikliwe zimno i wszechobecna przemoc wobec uczniów, typowe dla niemieckich szkół, były dobrze znane wszystkim absolwentom wiktoriańskich public schools w Anglii, ale w szkołach kadetów kult brutalnej siły był posunięty do skrajności. Wytrzymałość na ból, znoszony bez sprzeciwu i w większości wypadków zadawany przez szkolnych kolegów, stanowiła podstawę szkolenia kadetów. Było to powszechnie akceptowane - do tego stopnia, że kadeci dobrowolnie zadawali sobie tortury, aby doświadczać jeszcze więcej bólu.

Dwadzieścia pięć uderzeń rózgą przed śniadaniem. Och, to nic takiego, nikt nawet nie mrugnie okiem, chociaż to strasznie boli, a ramiona spływają krwią. Pięćdziesiąt smagnięć pejczem kwituje się drwiącym śmiechem.

Dzięki dobremu charakterowi, grubej skórze i odrobinie sprytu to ciężkie jarzmo z dnia na dzień stawało się coraz lżejsze. Coraz wyraźniej czuliśmy, że twardniejemy w środku jak stal. (...) [Pod koniec roku] nikt nie mógłby zaprzeczyć, że każdy z tych chłopców naprawdę zmienił się w stal. (...) Jego mięśnie stwardniały, ciało jest wytrzymałe. Ma niezłomne poczucie honoru i jest gotów umrzeć za swoich towarzyszy23.

Te cytaty pochodzą z opowieści ze szkoły kadetów, autorstwa Johannesa van Dewalla, opartych na jego doświadczeniach w szkole przygotowawczej w Bensbergu w latach czterdziestych XIX wieku. To jeden z wielu podobnych tekstów sławiących etos szkół kadetów. Zarówno uczniowie, jak i ich rodzice dobrze wiedzieli, czego się w nich spodziewać.

Szkoły kadetów uznawano za tak ważne dla kultu niemieckiego militaryzmu, że w traktacie wersalskim nakazano ich zamknięcie. W 1933 roku Hitler przywrócił kształcenie kadetów w kilku szkołach z internatem, wzorowanych na angielskich szkołach prywatnych, w których chłopców przygotowywano do służby w oddziałach SS i w Wehrmachcie. Ponad połowa absolwentów tych szkół (najmłodsi mieli zaledwie szesnaście lat) zginęła w służbie Trzeciej Rzeszy24.

Zważywszy na doniosłe znaczenie szkół kadetów w budowaniu niemieckich elit wojskowych, zdumiewający wydaje się fakt, że najwybitniejszy strateg wojskowy, Helmuth von Moltke, w dużej mierze ominął ten system kształcenia. Von Moltke, syn niemieckiego oficera w służbie królowi Danii, ukończył szkołę kadetów w Kopenhadze. Pierwszy raz zetknął się z niemieckim systemem kształcenia wojskowego, kiedy już jako oficer studiował w Kriegsakademie, gdzie - jak później utrzymywał - czytał wyłącznie lektury obowiązkowe, a w wolnym czasie zajmował się literaturą piękną i pracował nad własnymi przedsięwzięciami pisarskimi. Poświęcił osiemnaście miesięcy na przekład dzieła Edwarda Gibbona Zmierzch i upadek Cesarstwa Rzymskiego na język niemiecki. Przez całą karierę dużo publikował. Miał nadzwyczajne zdolności językowe - języka tureckiego nauczył się w Imperium Osmańskim, jako doradca do spraw modernizowania tamtejszej armii. W 1857 roku awansował na stanowisko szefa sztabu generalnego. W tej roli poprowadził wojska pruskie do wspaniałych triumfów połowy stulecia.

Trudno w kilku słowach opisać geniusz von Moltkego, ponieważ w odróżnieniu od Jominiego nie był on zwolennikiem ustalonych rozwiązań strategicznych25. Należy raczej zwrócić uwagę na to, że bardzo szybko zdał sobie sprawę z doniosłego znaczenia innowacji technicznych (takich jak broń odtylcowa czy kolej żelazna), na wagę, jaką przykładał do elastyczności, oraz na jego świadomość, że nowoczesne armie są po prostu zbyt duże, aby mógł nimi kierować jeden dowódca. Niemcy zapewniły sobie swe największe triumfy, koncentrując rozmaite siły w jednym miejscu, dzięki czemu mogły zadać przeciwnikowi druzgoczący cios. Wymagało to sprawnie działającego systemu dowodzenia na wszystkich szczeblach hierarchii, co von Moltke objaśnił w przełomowej pracy Aus den Verordnungen für die höheren Truppenführer (Instrukcje dla dowódców dużych jednostek; 1869) - pierwszym tego rodzaju podręczniku dla dowodzących. Inną cechą charakterystyczną pruskiego systemu były regularnie organizowane "gry wojenne" i doroczne "wypady", kiedy to cały sztab generalny wyjeżdżał na wielodniowe ćwiczenia polowe. Jedną z pierwszych decyzji von Moltkego była reorganizacja sztabu generalnego, utworzenie sekcji mobilizacyjnej, sekcji geograficznej oraz sekcji historii wojskowości, co świadczy o tym, jak wielką wagę przywiązywał do praktycznych aspektów nowoczesnej wojny, do edukacji i wiedzy - wartości, które nie były powszechnie podzielane w kręgu pruskich junkrów.

Po pruskich zwycięstwach inne kraje - z wyjątkiem Wielkiej Brytanii - zaczęły pośpiesznie tworzyć własne sztaby generalne. Ale to nie sama ta instytucja, ale raczej wieloletnie przywództwo von Moltkego (w latach 1857-1888) stanowiło klucz do niemieckiego sukcesu. Von Moltke był wyrafinowanym, świetnie wykształconym kosmopolitą, ale jego nowatorska koncepcja sztuki wojennej miała też swoją ciemną stronę. Nacisk, jaki kładł na samodzielne myślenie, oznaczał, że dowódca powinien wyjaśnić oficerowi, na czym polega misja, a następnie pozostawić mu wybór sposobu jej wykonania. "Strategia - przestrzegał - jest serią doraźnych środków". "Żaden plan nie przetrwa kontaktu z głównymi siłami nieprzyjaciela"26. W podręczniku postępowania na polu walki z 1900 roku napisał wprost:

W każdej sytuacji, choćby najbardziej wyjątkowej, oficer musi wykorzystać całą swą osobowość, bez uchylania się od odpowiedzialności, aby wypełnić powierzoną mu misję, nie czekając na szczegółowe rozkazy27.

Tragicznym przejawem owej doktryny oddania kontroli podwładnym było ludobójstwo na froncie wschodnim w 1941 roku, kiedy żołnierze Wehrmachtu ochoczo dokonywali masowych morderstw. Nie potrzebowali szczegółowych rozkazów, skoro ich misja została jasno określona28.

Równie surowa była zasada wyższej konieczności, zgodnie z którą misja wojskowa miała pierwszeństwo przed jakimikolwiek względami moralnymi. Przekładało się to na bezwzględne traktowanie ludności cywilnej, czego przykładem było mordowanie cywilów podczas wojny francusko-pruskiej i co przybrało skrajną postać w trakcie brutalnego konfliktu kolonialnego w Afryce Południowo-Wschodniej w latach 1904-1907. I w tym wypadku wspomniany podręcznik wojenny jednoznacznie zalecał stosowanie brutalnych środków:

Na ogół najlepszą metodą jest łagodne traktowanie ludności cywilnej nieprzyjaciela. Nie należy jednak unikać surowości adekwatnej do powagi sytuacji, gdy ma się do czynienia z wrogimi mieszkańcami. Łagodność i pobłażliwość w niewłaściwym miejscu i czasie mogą być równoznaczne z brutalnością wobec własnych żołnierzy29.

Innym oczywistym przejawem lekceważenia przyjętych zasad prowadzenia wojny był plan Schlieffena, który zakładał naruszenie neutralności Belgii podczas niemieckiego ataku na Francję. Ów plan, zrealizowany w 1914 roku, sprawił, że światowa opinia publiczna była nieprzychylna Niemcom od samego początku pierwszej wojny światowej. Bezwzględność miała swoją cenę.

* * *

W Wielkiej Brytanii kształcenie wojskowe rozwijało się w zupełnie innych okolicznościach niż w Niemczech. Pomimo - jak się okazało - decydującej interwencji wojsk brytyjskich podczas wojen napoleońskich Wielka Brytania była przede wszystkim potęgą morską, a nie lądową. Jej marynarka wojenna była wystarczająco potężna, aby zmierzyć się na morzu z siłami każdego z dwóch pozostałych mocarstw (co zresztą zdarzało się dość często w XVIII stuleciu), lecz nie ulegało wątpliwości, że przez większość XIX wieku brytyjska armia lądowa była zbyt mała, by odegrać ważną rolę w jakimkolwiek poważnym konflikcie zbrojnym w Europie. Dopiero w roku 1906 wojna przeciwko Niemcom - w sojuszu z Francją - stała się istotnym elementem brytyjskich planów militarnych.

Wielka Brytania wyszła zwycięsko z wieloletnich wojen napoleońskich, ale pogrążona w długach. Przez następnych pięćdziesiąt lat pierwszeństwo miały pilne problemy wewnętrzne, a budżet przeznaczony na wojsko poddano radykalnym cięciom. Miało to poważne konsekwencje dla Królewskiego Kolegium Wojskowego, założonego w 1802 roku z inicjatywy Johna Le Marchanta, jednego z najwybitniejszych oficerów sztabowych w armii Arthura Wellesleya, księcia Wellington, podczas wojny na Półwyspie Iberyjskim. W 1812 roku na siedzibę tej uczelni wybrano Sandhurst30. Według pierwotnych planów miała ona kształcić 400 studentów, przy czym jedna czwarta miejsc była zarezerwowana dla synów oficerów poległych w walce. Te ambitne plany szybko się skurczyły za sprawą konserwatyzmu charakteryzującego brytyjską kulturę wojskową, a także braku wizjonerskiego przywództwa po śmierci Le Marchanta w bitwie pod Salamanką w 1812 roku. Na egzaminach wstępnych w 1834 roku od kandydatów - chłopców w wieku od 13 do 15 lat - wymagano opanowania czterech działań arytmetycznych oraz znajomości dzieł kilku antycznych pisarzy - utworów prozatorskich Korneliusza Neposa albo Cezara oraz poezji Wergiliusza lub Owidiusza. Bezmyślne recytowanie dzieł klasyków nadal miało większą wagę niż umiejętności praktyczne. Aby zdać egzamin na patent oficerski, trzeba było się wykazać doskonałą znajomością siedemnastowiecznych systemów fortyfikacji Vaubana.

W odróżnieniu od uczelni wojskowych w Stanach Zjednoczonych i w Europie kontynentalnej, Akademia w Sandhurst nie miała własnej biblioteki wojskowej. Studenci samodzielnie zaopatrywali się w podręczniki, a dyskursywna lektura w ogóle nie wchodziła w rachubę. W 1864 roku w Akademii otwarto czytelnię i salę bilardową - w reakcji na głosy studentów uskarżających się na brak pomieszczeń rekreacyjnych. Zważywszy na kulturę panującą w Akademii, większą popularnością bez wątpienia cieszyła się sala bilardowa. Jeszcze w 1893 roku Winston Churchill musiał zamówić u księgarza zaopatrującego jego ojca własne egzemplarze Operations of War Hamleya, Letters on Infantry, Cavalry and Artillery księcia Krafta oraz Infantry Tactics Maine'a, a także książki dotyczące historii amerykańskiej wojny secesyjnej, wojny francusko-pruskiej i wojny krymskiej31.

W 1854 roku wszystkim studentom Sandhurst w wieku powyżej 16 lat pośpiesznie przyznano patenty oficerskie, a następnie wysłano ich na Krym. Niepowodzenia wojsk brytyjskich podczas tego konfliktu pociągnęły za sobą nową falę analiz i propozycji reform. Jednym z następstw było utworzenie Staff College (Kolegium Sztabowego), kształcącego oficerów (również na terenie kampusu Sandhurst), innym zaś - dążenie do zakładania bibliotek wojskowych. Staff College wyposażono w księgozbiór, który przeistoczył się w znakomitą bibliotekę. Kolejną bibliotekę założono na terenie brytyjskiej bazy wojskowej w Aldershot. Był to dar księcia Alberta, ofiarowany przy entuzjastycznym poparciu jego żony, królowej Wiktorii. W momencie otwarcia - krótko przed śmiercią Alberta w 1861 roku - biblioteka mogła się pochwalić starannie dobraną kolekcją, złożoną z około 600 książek z dziedziny historii wojskowości oraz sztuki wojennej. Mimo że edukacja klasyczna nadal odgrywała ważną rolę, o czym świadczy duży wybór książek na temat wojen peloponeskich, dar księcia Alberta obejmował też dzieła współczesnych autorów francuskich i niemieckich, między innymi kilka tomów Clausewitza. Co interesujące, aby zapewnić sobie to stanowisko, pierwszy bibliotekarz w Aldershot musiał się wykazać biegłą znajomością tych trzech języków32. Była to biblioteka oficerska - z elegancką czytelnią i palarnią na piętrze. Początkowo jednak świeciła pustkami. Dopiero po połączeniu jej zbiorów z powieściami i lżejszą literaturą z biblioteki garnizonowej zaczęła przyciągać więcej niż garstkę czytelników dziennie.

Biblioteka Staff College, w którym młodsi oficerowie doskonalili swe umiejętności dowódcze, radziła sobie lepiej, choć i z niej, jak się wydaje, częściej korzystali wykładowcy niż studenci33. Wśród kadry nauczycielskiej było wiele wybitnych postaci, takich jak Patrick MacDougall, autor The Theory of War (Teorii wojny; 1857), Edward Hamley, autor Operations of War (Operacji wojennych; 1866), a później George Henderson, który napisał wydane pośmiertnie dzieło The Science of War (Nauka o wojnie; 1910). W programie nauczania przejawiało się dążenie do modernizacji armii - sporo miejsca poświęcono w nim artylerii, topografii, strategii i geologii. Wydaje się jednak, że od studentów nie wymagano szczególnie ciężkiej pracy. Pod koniec XIX wieku jeden z nich poświęcił większość czasu na napisanie rozwlekłej historii amerykańskiej wojny secesyjnej, a mimo to ukończył studia z najlepszym wynikiem na roku. Inny, równie utalentowany, niemal cały okres studiów spędził w Londynie, gdzie równocześnie zdobył dyplom adwokata. Ponadto fakt, że w szkole wykładali autorzy podręczników, miał swoje wady. Hamley nalegał, aby jego książka Operations of War była jedynym tekstem wymaganym na egzaminach z historii wojskowości. Marny był los studenta, który w swoich pracach korzystał z większej liczby tekstów źródłowych. Przepis na sukces był prosty. Jak to ujął pewien student, urodzony dyplomata: "Serwuj Hamleya, Hamleya i tylko Hamleya, a dostaniesz najwyższą ocenę"34.

Ukończenie Staff College nie było konieczne do tego, by zostać członkiem sztabu, a wielu najzdolniejszych oficerów nie wstępowało do tej szkoły. Według Iana Hamiltona, wybitnego i przebojowego oficera, jego regiment, Gordon Highlanders, szczycił się tym, że nigdy nie wysłał do Staff College ani jednego żołnierza. Inne regimenty wykorzystywały Staff College jako miejsce zsyłki młodszych oficerów, których chciały się pozbyć na parę lat. Wielka Brytania oparła się ogólnemu trendowi europejskiemu i nie utworzyła sztabu generalnego zorganizowanego na wzór pruski pomimo zaleceń komisji lorda Hartingtona, która w 1890 roku opowiedziała się za wprowadzeniem takiej innowacji. W tym samym roku ukazała się książka Spensera Wilkinsona pod tytułem The Brain of the Army (Mózg armii), opisująca pruski model sztabu generalnego, co wzbudziło zainteresowanie opinii publicznej tą kwestią. Propozycja utworzenia podobnej instytucji została jednak zablokowana przez grupę złożoną z radykałów i liberałów, którzy obawiali się oddania wojsku tak wielkiej władzy. Do słabego poparcia dla tego pomysłu przyczyniło się również lekkomyślne założenie, że wielkie wojny w Europie należą do przeszłości, czy też - jak to ujął Sir William Beresford w rozmowie z Winstonem Churchillem - że "już nigdy nie dojdzie do wojny między cywilizowanymi narodami"35.

Działania armii brytyjskiej w drugiej połowie XIX stulecia zdawały się potwierdzać słuszność tego przekonania. Wielka Brytania walczyła w kilku niewielkich konfliktach z przeciwnikami spoza Europy. Były to wojny, w których miażdżąca przewaga europejskiej siły ognia rekompensowała wszelkie niedostatki taktyczne i dostarczała dziennikarzom materiału zapełniającego szpalty londyńskich gazet. Ponadto wojny kolonialne w Afryce, w Indiach czy w Afganistanie nie miały nic wspólnego z programem nauczania w szkołach wojskowych, który koncentrował się wyłącznie na wojnach europejskich. Wady tego systemu obnażyła dopiero druga wojna burska w latach 1899-1902, w której armia brytyjska musiała się zmierzyć z regularnym wojskiem wywodzącym się z Europy i wyposażonym w nowoczesną broń.

* * *

Wszystkie omówione dotąd programy szkolenia wojskowego były adresowane do kadry oficerskiej. Możliwości kształcenia dostępne dla szeregowych żołnierzy i podoficerów były dużo skromniejsze. W Stanach Zjednoczonych, w których większość białych mężczyzn uczestniczyła w amerykańskim modelu demokracji, przynajmniej nie było czynnego sprzeciwu wobec piśmienności żołnierzy. Tymczasem w dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii dominowało inne nastawienie. Książę Wellington nazywał swoich żołnierzy "najgorszą hołotą", ale nieśpieszno mu było zadbać o poprawę ich obyczajów i poziomu wykształcenia. W czasie, gdy Wielka Brytania wydawała się balansować na krawędzi rewolucji, Wellington uważał edukację za problem, a nie za rozwiązanie: "Jeśli w armii wybuchnie bunt - a wszystko wskazuje na to, że tak się stanie - to przekonacie się, że u jego podłoża tkwią wszystkie te nowomodne szkoły"36. Plan kształcenia szeregowych żołnierzy, przedstawiony przez pułkownika Le Marchanda w 1800 roku, został bez namysłu odrzucony w przekonaniu, że "uczynienie szeregowych żołnierzy niemal równymi ich dowódcom byłoby niezgodne z obyczajem tego kraju, a także z obawy, że takie działanie mogłoby poważnie zaszkodzić całej armii, ponieważ skutkowałoby awansem wielu pospolitych szeregowców"37.

Skoro na najwyższych szczeblach brytyjskiej armii panował tak niezłomny obskurantyzm, misja wprowadzenia zmian przypadła w udziale Kompanii Wschodnioindyjskiej, rządzącej Indiami Brytyjskimi. Indie stwarzały szczególne problemy w życiu garnizonowym: odosobnione społeczności, których członkowie przebywali z dala od domu i mieli niewielu znajomych poza bazą wojskową; palące słońce, które uniemożliwiało zajęcia rekreacyjne na świeżym powietrzu; oraz niedostatek wody zdatnej do picia. Nic dziwnego, że Kompania obawiała się, iż jej żołnierze będą szukać pociechy w alkoholu. Ale zamiast zastosować tradycyjny środek zaradczy - strach przed chłostą grożącą tym, których przyłapano na piciu - Kompania Wschodnioindyjska zaufała potędze edukacji i zaleciła, jak to ujął naczelny dowódca w Bengalu w 1823 roku,

wykorzystanie zbioru starannie dobranych książek, które nie tylko zapewnią żołnierzom zdrową rozrywkę w czasie wolnym, lecz także wywrą pozytywny wpływ na ich umysły i osłabią frywolne skłonności, jakie często się rodzą z czystego błazeństwa i chęci znalezienia czegoś, co mogłoby zająć ich uwagę38.

To zalecenie wkrótce przyczyniło się do napływu książek i rozwoju infrastruktury oświatowej. W każdym z regimentów zatrudniono nauczyciela i dwóch asystentów, nauczycielkę dla żołnierskich dzieci oraz bibliotekarza. Biblioteki podlegały kapelanom garnizonowym, którzy - co trzeba im oddać - od początku przestrzegali przed wypełnieniem czytelni pobożnymi traktatami. Żołnierze chcieli czytać współczesne powieści, które mogliby zabierać do swoich baraków. Również to życzenie zostało spełnione. Czytanie na głos zachęcało do korzystania z biblioteki również niepiśmiennych żołnierzy (szacuje się, że pod koniec lat pięćdziesiątych XIX wieku prawie 40 procent brytyjskich żołnierzy nie umiało czytać ani pisać) i zapewniało kulturalną rozrywkę kobietom przebywającym w garnizonie. Przedsięwzięcie utworzenia placówek bibliotecznych w Indiach Brytyjskich uznano za wielki sukces - pomimo trudności, jakich nastręczała ochrona książek przed żarłocznymi mrówkami.

Impuls do zakładania bibliotek w bazach wojskowych w kraju nadszedł z zaskakującej strony - od Królewskiej Komisji do spraw Publikacji Wojskowych z 1838 roku - a później nabrał mocy za sprawą siły perswazji nieustraszonej Florence Nightingale. Wspomniana komisja, opierając się na doświadczeniach Kompanii Wschodnioindyjskiej, zaleciła zastąpienie chłosty edukacją, a rozporządzenia królewskie z 1840 roku nakazywały utworzenie bibliotek i czytelni w koszarach. Na ten cel przeznaczono kwotę 2000 funtów. Żołnierze mogli wypożyczać książki za opłatą abonamentową w wysokości jednego pensa miesięcznie. Do roku 1844 w kraju założono trzydzieści osiem bibliotek, a za granicą - czterdzieści. W 1853 armia mogła się pochwalić księgozbiorem liczącym 117 000 tomów, dostępnych w 150 bibliotekach, do których zapisanych było 16 000 żołnierzy39.

Oznaczało to istotny postęp, który stał się jeszcze bardziej imponujący dzięki doświadczeniom Florence Nightingale podczas wojny krymskiej. Uporawszy się z brakami w zaopatrzeniu medycznym, Florence założyła czytelnię w Scutari, w której dostępne były książki, prasa oraz gry towarzyskie ofiarowane przez jej rodzinę40. Dużą liczbę książek wysłano na Krym z inicjatywy królowej Wiktorii. Pod koniec wojny 2112 tomów, które wciąż się nadawały do użytku, rozdzielono pomiędzy garnizony w Dublinie i w Aldershot, gdzie w 1859 roku otwarto nową bibliotekę wojskową, Victorian Soldiers Library41. Tymczasem Florence Nightingale lobbowała za bardziej kompleksowym rozwiązaniem, znalazłszy sprzymierzeńca w osobie pułkownika Johna Lefroya, doradcy brytyjskiego ministra wojny, który w 1859 roku zalecił zarówno dostarczanie gazet do czytelni wojskowych, jak i bardziej szczodre zaopatrzenie bibliotek42. Nie należy przy tym wyolbrzymiać cywilizującego wpływu tych działań. Jeszcze w czasie pierwszej wojny światowej ogólny poziom piśmienności wśród szeregowych żołnierzy często okazywał się zaskakująco niski, o czym przekonali się młodzi oficerowie - absolwenci angielskich szkół prywatnych - kiedy poprawiali listy swoich podwładnych, lub nawet pomagali im je pisać43. Dopiero podczas drugiej wojny światowej brytyjskie dowództwo miało do czynienia z niemal zerowym poziomem analfabetyzmu w szeregach rekrutów, co sprawiło, że młodsi oficerowie zaczęli pobierać - często niezbyt chętnie - nauki z dziedziny edukacji politycznej44.

* * *

W 1905 roku armia brytyjska ugięła się przed wymaganiami nowoczesnej sztuki wojennej i utworzyła sztab generalny. Decyzja ta nie cieszyła się jednomyślnym poparciem - nie spodobała się zwłaszcza żołnierzom skazanym na niekończącą się walkę w okopach w latach 1914-1918. To jeden z trwałych mitów dotyczących pierwszej wojny światowej, że członkowie sztabu generalnego spędzili wojnę w zacisznych miejscach, z dala od frontu. Prawda była zupełnie inna. W 1914 roku nazbyt wielu oficerom sztabowym zezwolono na ochotniczą służbę na linii frontu, co pozbawiło brytyjskie War Office doświadczonego personelu, a kolegium sztabowe - nauczycieli. W pierwszym roku walk zginęło ich tak wielu, że doświadczeni oficerowie sztabowi stali się gatunkiem ginącym45. To samo można powiedzieć o absolwentach Sandhurst, którzy służyli jako oficerowie pułku w Brytyjskim Korpusie Ekspedycyjnym - formacji odznaczającej się wyjątkowo wysokim współczynnikiem strat w ludziach. Wkrótce doświadczonych oficerów zaczęli zastępować nastoletni nowicjusze wprost po szkole. Ich wiedza i umiejętności zdobyte w korpusie kadetów służyły brytyjskiej armii dobrze, choć na ogół zbyt krótko. Karabiny maszynowe - jak się okazało - nie zważały na jakość klasycznego wykształcenia. Na froncie zachodnim panowało równouprawnienie - ginęli wszyscy, jak popadnie.

Może właśnie tutaj - w doświadczeniu wojny, w jej brutalności i wielkiej liczbie ofiar - kryje się tajemnica ponadczasowości dzieła Clausewitza O wojnie. Problem z edukacją wojskową (nawet w jej zreformowanej postaci z końca XIX wieku) polegał na tym, że przygotowywała ona żołnierzy do poprzedniej wojny, albo nawet do piątej od końca, jak w wypadku obsesji historyków wojskowości na punkcie Napoleona. Tymczasem Clausewitz ze zwycięstw tego ostatniego wyciągnął inny wniosek - dostrzegł realną możliwość prowadzenia wojen "bez pamięci". Wobec rzezi na froncie zachodnim, klęski Niemiec w 1945 roku i późniejszej groźby zagłady nuklearnej kolejne pokolenia uważały dzieło Clausewitza za coraz bardziej aktualne. Stratedzy wojskowi nie potrafią wytyczyć drogi ku pewnemu zwycięstwu, a każdy podręcznikowy plan nieuchronnie upada pod presją rzeczywistych zdarzeń. Jak to ujął Clausewitz: "Wojna jest dziedziną niepewności; trzy czwarte tego, na czym są oparte działania wojenne, pokrywa mgła większej lub mniejszej niepewności"46. Clausewitz bardziej niż ktokolwiek inny zdawał sobie sprawę, że wojna to brutalne, chaotyczne zmagania, w których większość planów okazuje się bezużyteczna tuż po rozpoczęciu walki. Dawne wojny jednak mogły być przestrogą przed straszliwą ceną, jaką trzeba było zapłacić, gdy nowoczesne uzbrojenie połączono z kultem wojownika, zagrzewanego do walki przez ideologię supremacji narodowej. To właśnie okazało się toksycznym wianem, jakie literatura militarna wniosła w XX stulecie.

1 Wprowadzenie do bogatej literatury na temat Clausewitza zob. w: Hew Strachan, Carl von Clausewitz's On War. A Biography (London: Atlantic Books, 2007); oraz Peter Paret, Clausewitz and the State (Oxford: Oxford University Press, 1976).

2 Więcej na temat tego odkrycia: https://thestrategybridge.org/the-bridge/2018/8/6/clausewitzs-library-strategy-politics-and-poetry. Katalog tej kolekcji jest dostępny pod adresem: https://static1.squarespace.com/static/5497331ae4b0148a6141bd47/t/5b60bd05562fa7ec2eba3f0d/1533066502259/Clausewitz_Book_List_31Jul18.pdf.

3 Paret, Clausewitz and the State, s. 308.

4 Antoine Henri Jomini, The Art of War, tłum. G.H. Mendell i W.P. Craighill (Rockville, MY: Arc Manor, 2006).

5 Sun Tzu, The Art of War (London: Collins, 2013).

6 John A. Wood, Perspectives on War in the Bible (Macon, GA: Mercer University Press, 1998).

7 Księga Psalmów, 4, 6-9.

8 W bazie Universal Short Title Catalogue (ustc.ac.uk) widnieją prawie dwa tysiące tekstów i podręczników wojskowych, opublikowanych w latach 1450-1650.

9 Nina Lamal, Publishing Military Books in the Low Countries and in Italy in the Early Seventeenth Century, w: Sophie Mullins i Richard Kirwan (red.), Specialist markets in the Early Modern Book World (Leyden: Brill, 2015), s. 222-239.

10 Gabriel Naudé, Syntagma de Studio Militari (Roma: Giacomo Facciotti, 1637). W bazie USTC wymieniono 24 zachowane do dziś egzemplarze (USTC 4014234).

11 Wegecjusz pojawia się w trzydziestu wydaniach wymienionych w USTC.

12 Ian C. Hope, A Scientific Way of War. Antebellum Military Science, West Point and the Origins of American Military Thought (Lincoln: University of Nebraska Press, 2015); Stephen Ambrose, Duty, honor, country: A history of West Point (Baltimore: Johns Hopkins Press, 1966).

13 Francuskie nabytki Thayera są wyszczególnione w pierwszym opublikowanym spisie zbiorów biblioteki Akademii z 1822 roku: https://catalog.hathitrust.org/Record/009018731.

14 Marvin J. Anderson, The Architectural Education of Nineteenth-Century Engineers: Dennis Hart Mahan at West Point, "Journal of the Society of Architectural Historians", 67 (2008), s. 222-247.

15 Catalogue of the Library of the US Military Academy, West Point N.Y. (New York: John F. Trow, 1853). Do 1873 roku ów księgozbiór powiększył się do 13 765 tytułów, jak wynika z nowo wydanego katalogu z roku 1876; https://babel.hathitrust.org/cgi/pt?id=nyp.33433069262743&view=1up&seq=7.

16 James Robertson, Stonewall Jackson: The Man, the Soldier, the Legend (New York: Macmillan, 1997).

17 William B. Skelton, West Point: Two Centuries and Beyond (Abilene, TX: McWhiney Foundations, 2004), s. 29-30.

18 Trevor N. Dupuy, A Genius for War. The German Army and General Staff, 1807-1945 (London: MacDonald and Jane's, 1977), s. 17.

19 Christopher Bassford, Clausewitz in English. The Reception of Clausewitz in Britain and America, 1815-1945 (New York: Oxford University Press, 1994).

20 Zob. rozdział czwarty.

21 Helen Roche, Sparta's German Children (Swansea: Classical Press of Wales, 2013).

22 Hugh Thomas, The Story of Sandhurst (London: Hutchinson, 1961), s. 68.

23 Roche, Sparta's German Children, s. 63.

24 Helen Roche, The Third Reich's Elite Schools. A History of the Napolas (Oxford: Oxford University Press, 2021).

25 Robert M. Citino, The German Way of War (Lawrence, Kansas: University Press of Kansas, 2005), s. 142-190.

26 Ibidem, s. 150.

27 Isabel V. Hull, Absolute Destruction. Military Culture and the Practices of War in Imperial Germany (Ithaca: Cornell University Press, 2005), s. 116.

28 Bryce Sait, The Indoctrination of the Wehrmacht. Nazi Ideology and the War Crimes of the German Military (New York: Berghahn, 2019).

29 Hull, Absolute Destruction, s. 121.

30 Thomas, Sandhurst; John Smyth, Sandhurst. The History of the Royal Military Academy, Woolwich, the Royal Military College, Sandhurst and the Royal Military Academy, Sandhurst, 1741-1961 (London: Weidenfeld & Nicolson, 1961).

31 Winston S. Churchill, My Early Life. A Roving Commission (London: Macmillan, 1941), s. 57.

32 Paul H. Vickers, A gift so graciously bestowed: The history of the Prince Consort's Library, Aldershot (Aldershot: Friends of Aldershot Military Museum, 2010), s. 36.

33 Brian Bond, The Victorian Army and the Staff College, 1854-1914 (London: Eyre Methuen, 1972).

34 Alfred Reade Godwin-Austen, The Staff and the Staff College (London: Constable, 1927), s. 133; Adam Dighton, Jomini versus Clausewitz: Hamley's "Operations of War" and Military thought in the British Army, 1866-1933, "War in History", 27 (2020), s. 179-201.

35 Churchill, Early Life, s. 106.

36 Thomas, Sandhurst, s. 80.

37 Ibidem, s. 32.

38 Sharon Murphy, Imperial Reading? The East India Company's Lending Libraries for Soldiers, c. 1819-1834, "Book History", 12 (2009), s. 74-99, tu: s. 77; por. Sharon Murphy, The British Soldier and his Libraries, c. 1822-1901 (London: Palgrave Macmillan, 2016).

39 Vickers, Gift so Graciously Bestowed, s. 14-16.

40 Michael D. Calabria, Florence Nightingale and the Libraries of the British Army, "Libraries and Culture", 29 (1994), s. 367-388.

41 Vickers, Gift so Graciously Bestowed, s. 73.

42 Rapot Lefroya opublikowano pod tytułem Report on the Regimental and Garrison Schools of the Army and on Military Libraries and Reading Rooms (London: Eyre and Spottiswoode, 1859).

43 John Lewis-Stempel, Six Weeks. The Short and Gallant Life of the British Officer in the First World War (London: Weidenfeld & Nicolson, 2010), s. 98-101.

44 Zob. rozdział dziesiąty.

45 Bond, Victorian Army, s. 299-301.

46 Carl von Clausewitz, O wojnie (Warszawa: Wydawnictwo Mireki, 2006), s. 46 (Geniusz wojenny), tłum. Augustyn Cichowicz i Leon Kuc.

Rozdział TRZECI. Od Chaty wuja Toma po Stalingrad. Dlaczego ludzie walczą?

Kiedy w 1862 roku Harriet Beecher Stowe pojechała do Waszyngtonu, aby spotkać się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, trudno było stwierdzić, które z nich cieszy się większą sławą. Harriet Stowe była autorką wielkiego dziewiętnastowiecznego bestsellera, powieści Chata wuja Toma - barwnej, głęboko poruszającej opowieści o życiu niewolników na amerykańskim Południu. Po tym, jak w latach 1851-1852 ukazała się ona w odcinkach w tygodniku "National Era", wydanie książkowe Chaty wuja Toma w pierwszym roku sprzedało się w 300 000 egzemplarzy, a potem wyruszyło na podbój Europy1. Zanim autorka dotarła do Londynu, ówczesnej literackiej stolicy świata, na całym świecie sprzedano milion egzemplarzy jej powieści, a Harriet Stowe zgotowano entuzjastyczne przyjęcie, co zapewne było nie w smak Charlesowi Dickensowi, który musiał wygłosić mowę pochwalną podczas bankietu zorganizowanego na jej cześć2.

Gospodarz spotkania w Białym Domu, Abraham Lincoln, od ponad roku prowadził wtedy wojnę, aby ocalić Stany Zjednoczone po tym, jak jedenaście południowych stanów wystąpiło z Unii, aby zachować prawo do utrzymania instytucji niewolnictwa. Jak głosi legenda, Lincoln przywitał pisarkę słowami: "Czy to właśnie ta drobna kobieta, która wywołała tę wielką wojnę?" Ta scena jest najlepszym dowodem na to, jak silny wpływ mogła wywierać literatura na prowadzenie wojen. Mimo że przedstawiona przez Harriet Stowe charakterystyka czarnych bohaterów nie wytrzymała próby czasu i przyczyniła się do utrwalenia kilku negatywnych stereotypów, które pokutują do dziś, nie ulega wątpliwości, że zawarta w jej powieści analiza okrucieństw niewolnictwa przebiła się do świadomości społecznej bez porównania bardziej skutecznie niż pięćdziesięcioletnie dyskusje na temat moralnych aspektów niewolniczej pracy. Frederick Douglass, ikona abolicjonizmu, napisał o Chacie wuja Toma, że "nic nie mogłoby lepiej sprostać moralnym i humanitarnym wymaganiom tych czasów. Wpływ tej powieści był nadzwyczajny, natychmiastowy i powszechny"3.

To samo można powiedzieć o książkach autorstwa samego Fredericka Douglassa, Narrative of the Life (Historia życia; 1845) i My Bondage and My Freedom (Moje zniewolenie i wolność; 1855), a także o autobiografii Solomona Northupa, zatytułowanej Zniewolony (1853). Wszystkie te książki przedstawiały wielki problem moralny dzielący Amerykę w sposób dużo bardziej skondensowany i przekonujący niźli niezliczone broszury i pokrętne wywody prawne, charakterystyczne dla tego burzliwego okresu w historii Stanów Zjednoczonych. Niezdecydowanie i ostrożność polityków z Północy odbiły się echem w przedwojennej branży wydawniczej, o czym świadczy fakt, że szacowne bostońskie wydawnictwo, które pierwsze otrzymało maszynopis Chaty wuja Toma, odrzuciło tę powieść, tłumacząc, że nie chce antagonizować swoich klientów z Południa. Ostrożność wydawców, którzy nie chcieli być kojarzeni z tekstami potępiającymi niewolnictwo, oznaczała, że autorzy takich książek często wydawali je sumptem własnym, bądź też z pomocą organizacji abolicjonistycznych4. Z Chatą wuja Toma, ponadczasowym bestsellerem, było inaczej. Szybko została przetłumaczona na język francuski, ale trafiła na listę książek zakazanych w carskiej Rosji (choć podobno była ulubioną lekturą Lenina w latach młodości). W 1934 roku Aleksiej Wangenheim, były dyrektor Centrum Hydrometeorologicznego w Moskwie, znalazł francuski przekład tej powieści w bibliotece obozu w Sołowkach - jednego z pierwszych sowieckich łagrów (w późniejszych latach zarządzanych przez Gułag)5.

Oto zatem książki, które mają znaczenie - mogą zmieniać opinie i kształtować poglądy. Tym większa szkoda, że słynne spotkanie Harriet Stowe i Abrahama Lincolna prawdopodobnie nigdy się nie odbyło. Pisarka bez wątpienia odwiedziła Biały Dom i wypiła herbatę z pierwszą damą, ale przytoczone wcześniej, apokryficzne powitanie pojawiło się dopiero w roku jej śmierci - trzydzieści cztery lata później - w artykule autorstwa jej biografki i przyjaciółki, Annie Fields6. Niezależnie od tego, czy naprawdę je wypowiedziano, warto się zastanowić, czy to zdanie trafnie opisywało rzeczywistość - czy właśnie to popchnęło ludzi do walki? Czy to książka zmieniła mężczyzn z Północy w zdeklarowanych abolicjonistów? Jeżeli tak, to trudno powiedzieć, czy Abraham Lincoln uznałby to za coś dobrego. Początkowo był - w najlepszym razie - niezbyt ochoczym abolicjonistą, a w walce o urząd prezydencki w 1860 roku koncentrował się na zupełnie innych sprawach. Tak naprawdę niewolnictwo rzadko pojawiało się w wypowiedziach żołnierzy Unii, gdy wyjaśniali powody, z jakich ruszyli na wojnę z Południem. Pośród wielu zachowanych listów żołnierzy Unii tylko w jednym na dziesięć znajdujemy wzmiankę o zniesieniu niewolnictwa jako ważnym motywie popychającym ich do działania7. Proklamacja emancypacji, ogłoszona przez Lincolna w 1862 roku, okazała się źródłem ostrych podziałów w armii unionistów. Ich niechęć do mieszkańców Południa wynikała przede wszystkim z oburzenia z powodu secesji, z potrzeby obrony Unii i konstytucji oraz z wierności zasadom fair play i sprawiedliwości; wyniki wyborów, choćby najbardziej niepożądane, należy uszanować. Gdyby Unia nie przetrwała, to Stany Zjednoczone okazałyby się chybionym przedsięwzięciem, co pociągnęłoby za sobą poważne skutki, odczuwalne na całym świecie. Samuel Sorrow, który przerwał studia w Massachusetts, żeby zaciągnąć się do wojska, wyraził to nader dobitnie: "Jeśli nasz kraj i nasz naród ma zginąć, to lepiej, żebyśmy wszyscy zginęli wraz z nim i nie widzieli, jak staje się pośmiewiskiem dla potomnych, jak jest wytykany palcami jako nieudana próba wprowadzenia republikanizmu"8. Najbardziej znaczący wpływ Chaty wuja Toma polegał na pogłębieniu paranoi południowych stanów. Plantatorzy z Południa chlubili się swoim honorem i chrześcijańskimi wartościami, a teraz mieli poczucie, że jedno i drugie zostało zszargane przez polemiczny tekst Harriet Stowe. Publikacja jej książki spowodowała wysyp powieści "anty-Tomowych" oraz tekstów broniących południowego stylu życia. Większość księgarzy z Południa jednak po prostu odmówiła jej sprzedaży. Jej egzemplarze publicznie spalono w mieście Athens w stanie Georgia, a w 1856 roku pewnego księgarza wygnano z Mobile w Alabamie za to, że miał ją w ofercie. Jego rozpaczliwe tłumaczenie, że zamówił tylko pięćdziesiąt egzemplarzy, gdyż "tak wielu plantatorów oraz innych klientów błagało go, aby sprowadził dla nich tę książkę", nie przekonało jego sąsiadów9.

Nie należy również błędnie interpretować reakcji na tę powieść za granicą. Wielu angielskim czytelnikom spodobała się ona nie tylko z powodu przejmujących opisów znęcania się nad niewolnikami, lecz także ze względu na skrajnie niepochlebny obraz okrucieństwa i hipokryzji Ameryki. Chata wuja Toma spotkała się z uznaniem z tego samego powodu, z jakiego wiele lat później powieści Charlesa Dickensa były mile widziane w bibliotekach publicznych nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Jego drastyczne opisy ubóstwa i poniżenia w wiktoriańskim Londynie podważały bowiem aroganckie poczucie wyższości Imperium Brytyjskiego. Ponadto mimo entuzjastycznego przyjęcia Chaty wuja Toma, kiedy w Ameryce wybuchła wojna secesyjna, wielu Anglików popierało Południe - po części z pragmatycznych przyczyn finansowych. Utrata dostępu do bawełny z południowych stanów na skutek blokady nałożonej przez Unię spowodowała poważne trudności w przemysłowych miastach Anglii.

Innymi słowy, liczba sprzedanych egzemplarzy nie jest tożsama z oddziaływaniem danej publikacji. Ludzie nierzadko czytają książki właśnie dlatego, że się z nimi kompletnie nie zgadzają, albo dlatego, że pragną zrozumieć sposób myślenia swoich oponentów. W przeciwnym razie powinniśmy bardzo się martwić faktem, że książka Mein Kampf Adolfa Hitlera znalazła się na brytyjskiej liście bestsellerów w latach 1938-1940, a jej popularność jeszcze wzrosła po ukazaniu się pełnego wydania w języku angielskim tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. W Wielkiej Brytanii jednak ten sukces przyjęto z tak wielką niefrasobliwością, że Mein Kampf udostępniano czytelnikom w bibliotekach publicznych i umieszczono w spisie tytułów rekomendowanych jako lektury w wojskowych bibliotekach polowych.

Zmianę opinii publicznej rzadko można przypisać oddziaływaniu określonej książki w konkretnym momencie. Nastroje społeczne, a także leżące u ich podstaw postawy i przekonania konkretnych grup narodowych czy społecznych, kształtują się przez długi czas, a gdy chodzi o wojnę, wydarzenia wpływają na książki w takim samym stopniu, jak książki na wydarzenia. Idee, które początkowo są obecne w książce, w ciągu dziesięcioleci mogą przeniknąć do szeroko pojętej kultury, co sprawia, że trudno wskazać moment, kiedy stały się wpływowe lub powszechnie przyjęte. Słowo drukowane bez wątpienia jednak odgrywa istotną rolę w kształtowaniu polityki i nierzadko podpala lont, przyczyniając się do wybuchu wojny. Być może jeszcze ważniejsza jest rola książek, gazet, broszur i czasopism w podtrzymywaniu woli walki po przystąpieniu do wojny. Jakkolwiek początki literatury wojennej sięgają pierwszych stuleci po wynalezieniu druku, to spostrzeżenie stało się szczególnie trafne wraz z rozpowszechnieniem się umiejętności czytania i pisania w XIX i XX wieku. Stanowiło to wyzwanie dla wąskich grup decydentów, wymagało bowiem dużo większego przyzwolenia społecznego - czynnego lub biernego - niż w poprzednich epokach. Wiwatujące tłumy, żegnające żołnierzy wyruszających na front, i żołnierze gotowi znosić trudne do wyobrażenia niewygody, okaleczenie, a nawet śmierć - wszyscy mieli swoje powody, aby tak postępować, a to, co przeczytali, nierzadko odegrało w tym decydującą rolę.

* * *

Do XVIII wieku służba w armiach największych potęg europejskich była dość nieskomplikowana, choć nierzadko przykra i uciążliwa. Mężczyźni opuszczali swoje pola i szli na wojnę, ponieważ żądał tego lokalny władca. Inni zaciągali się do wojsk najemnych, aby uniknąć nędzy lub więzienia albo uciec przed problemami życia rodzinnego. Oficerowie w większości wywodzili się ze szlachty. Wstępując do armii, wypełniali przekazywany z pokolenia na pokolenie obowiązek służenia suwerenowi. Rozwój miast przemysłowych w XIX stuleciu pociągnął za sobą radykalną zmianę składu osobowego armii oraz warunków służby wojskowej. Teraz, gdy zmieniły się standardy edukacji, robotnicy mogli wybrać inne drogi ku godnemu życiu. Kobiety zyskały większe możliwości zasilania domowego budżetu i oczekiwały bardziej znaczącego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących rodziny. W XX stuleciu stanowiły już ważną część opinii publicznej, o którą należało dbać. Mężczyźni nie byliby gotowi walczyć, gdyby kobiety w ich domach przestały wierzyć w sprawę.

Prowadzenie wojny wymagało obecnie licznej armii i bardziej zaawansowanej broni. Wymagało też intensywniejszego kontaktu z walczącymi żołnierzami. Mężczyźni, od których oczekiwano, że ochoczo wstąpią do armii, zaczęli przejawiać dużo większe zainteresowanie polityką i mieli więcej do stracenia. Nie znaczy to, że kształtowanie polityki stało się procesem demokratycznym. Decyzję o prowadzeniu wojny nadal podejmowano w niewielkich kręgach. Ale ci, którzy podejmowali takie decyzje, mieli coraz większą świadomość, że muszą przekonać do swoich racji tych, którzy mieli walczyć w wypowiedzianych przez nich wojnach, a niekiedy byli zmuszeni angażować się w konflikty, których wcale nie popierali.

Druga wojna burska (1899-1902) stanowi interesujące studium przypadku i pozwala nam się przyjrzeć temu nowemu środowisku politycznemu - choćby dlatego, że rząd brytyjski, reprezentowany przez ministra do spraw kolonii, Josepha Chamberlaina, początkowo był przeciwny konfrontacji z Burami (mieszkańcami Afryki Południowej pochodzenia holenderskiego), którzy osiedlili się w Transwalu i w Wolnym Państwie Orania, aby uciec spod brytyjskiego panowania w Kraju Przylądkowym. Mimo to wojna wybuchła - na fali patriotycznego entuzjazmu, wywołanej umiejętnie przez orędowników konfliktu zbrojnego, którzy starannie pielęgnowali każdą z warstw kręgów opiniotwórczych tworzących brytyjski establishment10. Upokorzenie, jakiego doświadczyły siły brytyjskie po wybuchu wojny, pokazało, że opory Chamberlaina były w pełni uzasadnione.

Alfred Milner, gubernator Kraju Przylądkowego i główny orędownik wojny w Afryce Południowej, nie mógł być pewny sukcesu, kiedy wrócił do Anglii, aby wzywać do działania11. Jak to często bywało w naszej historii, decydujące znaczenie miał dostęp do królewskiego ucha - osobiste kontakty z wąskim gronem decydentów. Milner przypuścił atak podczas kilku weekendów spędzonych w wiejskiej rezydencji, w której spotkał się z większością najbardziej wpływowych parlamentarzystów. Mimo że nie wywodził się z zaklętego kręgu ludzi władzy, był w tym środowisku znany i szanowany, między innymi jako autor książki England and Egypt (Anglia i Egipt; 1892) - rzetelnego opisu rządów brytyjskich, opartego na dwuletniej pracy autora w egipskim ministerstwie finansów. Zupełnie inna książka, The Transvaal from Within (Transwal od środka), autorstwa Percy'ego Fitzpatricka, bardzo pomogła Milnerowi w jego londyńskiej misji12. W swojej relacji z niedawnych wydarzeń Fitzpatrick przedstawił burski rząd Transwalu jako agresywny i opresyjny, zwłaszcza wobec ciemiężonej mniejszości anglojęzycznej. Jego książka stała się sensacją sezonu i doczekała się dziewięciu dodruków jeszcze przed końcem 1899 roku. Jej autor przysłużył się Milnerowi, opisując brytyjski spór z Burami jako próbę wywalczenia sprawiedliwości dla prześladowanej mniejszości angielskiej.

Taka argumentacja bez wątpienia mogła przekonać opinię publiczną oraz kręgi wpływowych osobistości, które tę opinię kształtowały. Ważną rolę odgrywał przy tym dyskretny dostęp do korytarzy władzy i do kręgów uniwersyteckich (zwłaszcza do naukowców z Uniwersytetu w Oksfordzie). Było to środowisko, w którym Milner - zdobywca licznych nagród naukowych w czasach swej błyskotliwej kariery studenckiej - czuł się jak w domu. Kolacja pożegnalna, wydana przed jego wyjazdem do Afryki Południowej, była prestiżowym wydarzeniem, w którym uczestniczyło szesnastu byłych przewodniczących towarzystwa Oxford Union oraz wschodzące gwiazdy obu brytyjskich partii politycznych: George Curzon i H.H. Asquith. Uniwersytet Oksfordzki zapewniał stały dopływ młodych talentów do parlamentu, adwokatury i rządów imperialnych, w tym piętnastu wicekrólów i gubernatorów generalnych Indii.

Patriotyzm przybierał rozmaite formy, jak choćby wybór odpowiedniej marki tytoniu. Ta popularna książka, łącząca każdego z brytyjskich generałów zaangażowanych w wojnę burską z określoną marką papierosów lub tytoniu fajkowego, ukazała się nakładem wydawnictwa WD and HO Wills. Marszałkowi polnemu Frederickowi Robertsowi, "najpotężniejszej i najbardziej popularnej osobistości w armii brytyjskiej", przypisano "łagodny i aromatyczny" tytoń Three Castles.

W maju 1897 roku rząd brytyjski ostatecznie uległ perswazji i Chamberlain niechętnie przystał na konfrontację zbrojną z prezydentem Krugerem. Nadal jednak nie była to wojna aneksyjna, za którą opowiadał się Milner. Doprowadzenie do takiej wojny wymagało zmobilizowania trzeciego kręgu wpływów - niewielkiej grupy właścicieli i redaktorów naczelnych londyńskich gazet. Jako były zastępca redaktora naczelnego "Pall Mall Gazette" Milner miał wielu dawnych kolegów na wpływowych stanowiskach. Teraz to oni zaczęli uderzać w werbel wojenny. Do Afryki Południowej wysłano dziesięć tysięcy brytyjskich żołnierzy, co zmusiło Burów do ogłoszenia mobilizacji. Oto więc Milner miał swoją wojnę - na warunkach zrozumiałych dla zwykłego człowieka z ulicy. Prasa odegrała ważną rolę w podtrzymaniu społecznego poparcia w początkowej fazie wojny, kiedy siły brytyjskie poniosły kilka zaskakujących porażek w starciach z burskimi partyzantami. W tym okresie doniesienia prasowe koncentrowały się na oblężeniu i skutecznej obronie miast Ladysmith i Mafeking oraz na indywidualnych aktach heroizmu. Jednym z autorów tych relacji był młody Winston Churchill, doświadczony korespondent wojenny, autor dwóch dobrze przyjętych książek opisujących jego młodzieńczą służbę w armii: The Malakand Field Force, relacji z działań wojennych na północno-zachodniej granicy Indii, oraz The River War, opisu kampanii omdurmańskiej w Sudanie13. Po zakończeniu wojny burskiej, jako główny korespondent wojenny dziennika "Morning Post", Churchill wyznał, że w swoich doniesieniach starał się lukrować brytyjskie porażki14. Wniósł także osobisty wkład w dramaturgię wojennych opowieści, uciekając z burskiego obozu jenieckiego. Ten śmiały wyczyn zapewnił mu wielką popularność w kraju i pomógł rozpocząć karierę parlamentarną. Churchill, który nie znosił marnotrawstwa, wydał swoje reportaże wojenne w dwóch dobrze przyjętych tomach, co wraz z tantiemami za The River War i pensją, jaką otrzymywał w "The Morning Post", pozwoliło mu zgromadzić w banku kwotę 4000 funtów - ponad pół miliona w przeliczeniu na dzisiejsze funty. Wykorzystując swoją nowo zdobytą sławę, Churchill wyruszył na długie tournée wykładowe, dzięki czemu podwoił tę imponującą sumę.

W latach swoich rządów w Kraju Przylądkowym Milner pozyskał dużą część personelu z Oksfordu. Po powrocie z Afryki Południowej ludzie ci stworzyli wpływową imperialną grupę nacisku, zwaną The Round Table - Okrągłym Stołem15. Był to jeden z wielu zawiązanych ad hoc klubów i komitetów, które wywierały znaczący wpływ na debatę polityczną. Co ważne, uniwersytety pozwalały wybić się ludziom, którzy - tak jak Milner - nie wywodzili się z elity politycznej. John Buchan, syn szkockiego pastora, dostał się do Oksfordu po studiach na Uniwersytecie w Glasgow i odniósł sukces dzięki wielkiemu talentowi i nadzwyczajnej etyce pracy. Szybko dał się przekonać Milnerowi i wyjechał do Afryki Południowej, a po zakończeniu wojny burskiej wydał doskonale przyjęte studium powojennej odbudowy tej kolonii16. Jako partner w wydawnictwie Nelson, Buchan pozostał niestrudzonym pisarzem, a ukoronowaniem jego kariery literackiej była publikacja powieści 39 stopni, czyli tajemnica Czarnego Kamienia (1915) - trzymającej w napięciu historii szpiegowskiej i opowieści o nieustraszonej odwadze kolonialnego bohatera, Richarda Hannaya. Książka sprzedała się w nakładzie półtora miliona egzemplarzy. John Buchan, syn pastora, zakończył swą karierę jako lord Tweedsmuir i gubernator generalny Kanady17.

* * *

Najbardziej uderzającym aspektem literatury tego okresu jest synergia i twórcza wymiana pomiędzy gazetami, czasopismami i książkami, której przejawem było umiejętne wykorzystanie reportaży Churchilla z wojny burskiej. Książki powstawały z artykułów prasowych albo ukazywały się w odcinkach w czasopismach. Gazety zamawiały u pisarzy artykuły, a w zamian promowały ich poprzez zlecenia i przychylne recenzje. Ta lukratywna wymiana trwała nadal w gorączkowym okresie poprzedzającym wybuch pierwszej wojny światowej, kiedy gazety odgrywały jeszcze ważniejszą rolę w kształtowaniu opinii publicznej.

Wojna burska była sygnałem alarmowym dla wojska, ale nie poskromiła imperialnego ducha czytelników gazet i czasopism. Nie stłumiła również brytyjskiego poczucia wyższości, które tak bardzo irytowało mieszkańców Europy kontynentalnej, wyrażonego w niezręcznym aforyzmie niewiadomego autorstwa: "Urodzić się Anglikiem to jak wygrać główną nagrodę na loterii życia". Owej pewności siebie zaczął jednak towarzyszyć podskórny niepokój, podsycany przez uzasadnioną obawę, że Wielka Brytania jest słabo przygotowana do wojny w Europie, którą przez większą część drugiej połowy XIX stulecia uważano za nierealną. Gdyby wojna rzeczywiście wybuchła, to na drodze do upokarzającej klęski Brytyjczyków stałaby jedynie marynarka wojenna. Te obawy znalazły odzwierciedlenie w nowej literaturze inwazji (invasion literature), która narodziła się tuż po wojnie francusko-pruskiej wraz z publikacją powieści The Battle of Dorking (Bitwa pod Dorking; 1871). W tej książce brytyjska marynarka zostaje zniszczona przy użyciu tajemniczej broni, a nienazwane germańskie mocarstwo dokonuje inwazji na Wielką Brytanię i rozbija słabą armię brytyjską w decydującej bitwie pod Dorking w hrabstwie Surrey, co skutkuje podbojem Brytanii i unicestwieniem brytyjskiego imperium. Jak widać, autor powieści, George Tomkyns Chesney, nie zadowalał się półśrodkami18.

Książkę Chesneya można wyśmiewać jako przykład literatury sensacyjnej, która reprezentowała beletrystykę niskich lotów w środku epoki wiktoriańskiej. Pod koniec XIX wieku jednak literatura inwazji zaczęła wywierać realny wpływ na opinię publiczną. Najważniejszą przedstawicielką tego gatunku była niewątpliwie powieść Erskine'a Childersa Zagadka piaszczystych ławic (1903). Urodzony w Irlandii Childers był kolejnym utalentowanym młodzieńcem, który przebił się do londyńskiej socjety z pomocą swych równie ambitnych przyjaciół. Childers pracował jako urzędnik w Izbie Gmin - wraz ze współlokatorem Johna Buchana, Austinem Smythem. Wszyscy trzej byli członkami klubu turystycznego Sunday Tramps. W Zagadce piaszczystych ławic dwaj sympatyczni młodzi ludzie, spędzający wakacje pod żaglami u północnych wybrzeży Niemiec, przypadkowo odkrywają zaawansowane przygotowania do inwazji na Anglię. Co interesujące, w czasie, gdy opublikowano powieść Childersa, Wielka Brytania pozostawała w dobrych relacjach z Niemcami. W powieści Williama Le Queuxa, The Great War of 1897 (Wielka wojna 1897 roku), to koalicja francusko-rosyjska sprowadziła Kozaków do Birmingham w 1894 roku, a Niemcy pośpieszyli na pomoc swym brytyjskim sojusznikom - podobnie jak w bitwie pod Waterloo. Childers trafnie przewidział zmianę układu sił politycznych, a Zagadka piaszczystych ławic wywarła wielkie wrażenie na Winstonie Churchillu. Kiedy w 1914 roku wybuchła wojna, szefowi brytyjskiego wywiadu morskiego nakazano niezwłocznie odnaleźć i zatrudnić Childersa19.

Pozbawiony swej francusko-rosyjskiej inwazji z 1897 roku i świadomy zmiany układu sił w Europie, w roku 1906 niestrudzony William Le Queux powrócił z powieścią The Invasion of 1910 (Inwazja 1910) - tym razem z Niemcami w roli nieprzyjaciela. Łatwo zlekceważyć Le Queuxa, autora dwustu powieści i niepoprawnego fantastę, który przypisywał sobie wielkie sukcesy w roli szpiega dżentelmena podróżującego po stolicach europejskich20. Jego książki docierały jednak do szerokiego grona odbiorców. Był ulubionym autorem królowej Aleksandry, żony Edwarda VII, a jednocześnie cieszył się popularnością wśród robotników z przemysłowych miast na północy. Należał do pisarzy, którzy mogli się pochwalić największą liczbą książek dostępnych w bibliotekach publicznych - każda z nich oferowała średnio dwadzieścia osiem dzieł Le Queuxa, jak wykazało badanie przeprowadzone w 1907 roku21. Nawet wyrafinowane schronienie literackiego Londynu, London Library, ma w swoich zbiorach pięćdziesiąt tytułów jego autorstwa, nierzadko w nowej oprawie po wielokrotnych wypożyczeniach.

Inwazja 1910 powstała na zamówienie Alfreda Harmswortha, nowo mianowanego lorda Northcliffe, i miała być drukowana w odcinkach w dzienniku "Daily Mail". Kiedy Le Queux przedstawił mu swoje dzieło, lord Northcliffe nalegał na wprowadzenie zmian - chciał, by fikcyjne wojska niemieckie zajmowały większe miasta, zamieszkiwane przez większą liczbę czytelników "Daily Mail". Powieść została przetłumaczona na dwadzieścia siedem języków i sprzedała się w milionowym nakładzie. Ku wściekłości autora w wydaniu niemieckim zmieniono zakończenie - Niemcy odnieśli w nim triumf, a Londyn został splądrowany. Szczególnie intrygująca wydaje się rola lorda Robertsa, bohatera wojny burskiej i byłego wodza naczelnego brytyjskiej armii. Roberts nie tylko pomógł Le Queuxowi skonstruować fabułę, lecz także opatrzył książkę swoją rekomendacją, zamieszczoną we wstępie w postaci kopii napisanego przezeń listu:

Katastrofa, jaka może nastąpić, jeśli pozostaniemy w obecnym stanie nieprzygotowania, została obrazowo i przekonująco przedstawiona w nowej książce pana Le Queuxa. Jej uważną lekturę polecam wszystkim, którym leży na sercu dobro Imperium Brytyjskiego.

William Le Queux, fantasta i karierowicz, był mimo to nadzwyczaj popularnym i wpływowym autorem thrillerów i powieści szpiegowskich. Choć bez wątpienia wyolbrzymiał swoją pozycję społeczną i koneksje z europejskimi rodami królewskimi, był również bystrym obserwatorem postępu technicznego oraz jednym z pierwszych orędowników wykorzystania lotnictwa i komunikacji bezprzewodowej.

Inną ważną cechą owej literatury wojennej była jej zdolność do przenikania do czasopism z opowiadaniami dla chłopców. Te ilustrowane tygodniki stanowiły główną lekturę rozrywkową dla chłopców z wszystkich klas i grup społecznych od połowy XIX wieku do wybuchu drugiej wojny światowej. Publikowane w nich opowieści przygodowe, fantastycznonaukowe, szkolne i detektywistyczne ukształtowały światopogląd pokoleń, którym później przyszło walczyć w obronie Imperium w dwóch wojnach światowych. Był to bardzo konkurencyjny rynek, a redaktorzy musieli być bardzo wyczuleni na upodobania swoich czytelników. Były to na ogół upodobania konserwatywne. Te czasopisma były adresowane do czytelników, którzy pragnęli się dostosować, a nie zmieniać świat. Do takich, którzy wierzyli w Wielką Brytanię oraz jej imperialną misję.

Czasopisma dla chłopców odegrały ważną rolę w budowie imperium prasowego lorda Northcliffe'a, przy czym w niemal każdym takim czasopiśmie wydawanym przez Northcliffe'a publikowano powieść w odcinkach opisującą inwazję Niemców, Francuzów lub Rosjan. Około 1900 roku w "Boys' Friend", "Boys' Herald" i "Marvelu" najbardziej obawiano się Francji i Rosji. Zdemaskowanie niemieckich planów inwazji na Anglię pozostawiono Sextonowi Blake'owi na łamach "Union Jack". W 1907 roku w "Boys' Own Library" Aldine'a publikowano Aerial War (Wojnę powietrzną) - opowieść o starciu nowocześnie uzbrojonych Niemców z zacofaną Wielką Brytanią. Pięć ogromnych samolotów usiłowało porwać angielskiego króla, unosząc się nad królewską sypialnią w Windsorze. W 1908 roku "Boys' Herald" z powagą ostrzegł swoich czytelników, że pewnego dnia wybuchnie wojna. "To nie tajemnica, że Brytyjczycy są znienawidzeni za granicą. (...) Dlaczego? Z powodu naszego bogactwa i kolonii, z powodu naszego dobrobytu, z powodu naszej przedsiębiorczości i hartu ducha"22. Lęk przed wojną nasilił się w latach poprzedzających rok 1914. W 1912 na łamach "Marvela" ukazało się opowiadanie Britain Invaded (Inwazja na Brytanię), w którym Niemcy okupowali północny Londyn.

W tym samym roku Northcliffe złożył dobitne oświadczenie na temat wkładu swoich czasopism dla chłopców w kształtowanie bojowego ducha wśród młodych ludzi:

Te czasopisma od początku krzewiły tężyznę fizyczną, patriotyzm, zainteresowanie podróżami i eksplorowaniem świata oraz dumę z naszego Imperium. Słychać głosy, że czasopisma dla chłopców z Amalgamated Press uczyniły więcej niż cokolwiek innego, aby zapewnić rekrutów naszej marynarce wojennej i armii lądowej oraz podtrzymać wśród młodzieży szacunek dla tych służb23.

Z całym szacunkiem dla lorda Northcliffe'a, który nigdy w życiu by się nie zgodził z tą opinią, najważniejszym tytułem na rynku prasy chłopięcej był periodyk "Boy's Own Paper", wydawany od 1879 roku przez organizację Religious Tract Society. Jak wskazuje sama informacja o tym dość zaskakującym wydawcy, była to kolejna próba odciągnięcia brytyjskiej młodzieży od krwawych thrillerów - zwłaszcza "ubogich dzieci ze slumsów", podatnych na "słabości przejęte od rodziców i wyniesione z lektury szmatławych czytadeł, publikowanych przez wydawców prasy brukowej"24. Czasopismo "Boy's Own Paper" odniosło sukces, ponieważ zdołało dokonać niemożliwego - zyskało aprobatę rodziców i nauczycieli, nie odstraszając przy tym swoich czytelników, angielskich chłopców. Co istotne, zapewniło sobie również miejsce w bibliotekach publicznych, dzięki czemu zyskało nową grupę czytelników - ambitnych chłopców, których nie stać było na zakup własnego egzemplarza. Śmiała mieszanka powieści drukowanych w odcinkach i reportaży przygodowych, a także artykułów o sporcie, interesujących hobby i zajęciach na świeżym powietrzu przyciągała chłopców z różnych grup społecznych - nie tylko tych uczęszczających do prywatnych szkół, którzy w przyszłości mieli dołączyć do klasy oficerskiej. Od 1880 roku tygodnik "BOP" zyskał kompana w postaci czasopisma "Girls' Own Paper", które przynosiło większe zyski dzięki szerszemu spektrum reklam; działo się to jeszcze przed nadejściem epoki, w której młodych mężczyzn można skłonić do stosowania rozmaitych produktów kosmetycznych. Zimny prysznic zalecano wówczas jako lekarstwo na większość dolegliwości - fizycznych i moralnych - i najpewniejszą drogę do męskości25.

Początkowo pismo "Boy's Own Paper" wydawano w dwóch formatach: jako tygodnik (ukazujący się w sobotę), sprzedawany za pensa, i jako miesięcznik w oprawie, w cenie 6 pensów, zawierający wszystkie cztery numery cotygodniowe oraz dodatek w postaci dużego plakatu do zawieszenia na ścianie. Tę drugą wersję często wybierały rodziny z wyższych sfer. Od samego początku magazyn "BOP" z powodzeniem przyciągał znakomitych pisarzy, takich jak Jules Verne czy Arthur Conan Doyle. W późniejszym okresie William Earl Johns opublikował w nim swoje opowiadania o pilocie Bigglesie, a Cecil Scott Forester - historię jednej z pierwszych przygód porucznika Hornblowera. Redakcja "Boy's Own Paper" nawiązała także ścisłą współpracę z generałem porucznikiem Robertem Baden-Powellem (który regularnie pisywał dla "BOP") i z jego ruchem skautowym. Na życzenie Baden-Powella wśród gazet przywiezionych przez oddziały brytyjskie, które przybyły z odsieczą obrońcom Mafekingu, znajdowało się po dwanaście egzemplarzy każdego numeru "BOP", których przebywający w oblężonej twierdzy kadeci wcześniej nie mogli przeczytać26.

W opowiadaniach publikowanych w "BOP" przewijały się tematy imperialne: morskie opowieści, przygody w dżungli, pionierskie wyprawy do Indii, dzielni żołnierze stawiający czoło straszliwym niebezpieczeństwom. Dominacja morskich opowieści jest świadectwem wielkiego poważania, jakim cieszyła się marynarka wojenna (nazywana Senior Service), w której służbę uważano za najwyższy zaszczyt. Brutalność niektórych przygód sporadycznie budziła zaniepokojenie komisji nadzorującej, powołanej przez Religious Tract Society, lecz redakcja "BOP" unikała krwawych jatek i szelmowskich bohaterów, typowych dla tanich czytadeł, i robiła, co w jej mocy, żeby jej czytelnicy wyrośli na mężczyzn silnych, ale szlachetnych - aby stali się uosobieniem imperialnego ideału. Jak to ujął jeden z autorów regularnie współpracujących z "Boy's Own Paper", Talbot Reed, w przesłaniu adresowanym do nowo powstałego klubu chłopięcego w Manchesterze: "Ludzie silni powinni się opiekować słabymi, aktywni zaś - leniwymi, ludzie radośni powinni rozweselać smutnych, a bystrzy - wyciągać pomocną dłoń do tych mniej rozgarniętych"27.

Po wybuchu wojny w 1914 roku magazyn "BOP" bez reszty poświęcił się sprawie. Publikowano w nim teksty piosenek, wiersze i opowiadania o bohaterskich czynach - na przykład historię oficera marynarki, który niespodziewanie znalazł się na częściowo wynurzonym kadłubie nieprzyjacielskiej łodzi podwodnej, która storpedowała jego okręt. Kiedy właz w kiosku łodzi się otworzył, błyskotliwy oficer zdołał zastrzelić pierwszego niemieckiego żołnierza, który się stamtąd wyłonił, i w ten sposób nie dopuścił do zanurzenia się U-Boota aż do czasu, gdy pojawił się brytyjski niszczyciel28. To prawda czy fikcja? Charakter tej opowieści - fakt, że przedstawiono w niej bohaterski wzór do naśladowania - sugeruje, że jej prawdziwość nie miała znaczenia dla pokolenia chłopców pragnących zająć miejsce swoich starszych braci na froncie. Czasopismo "Boy's Own Paper" nie przestało inspirować nowych czytelników w czasie drugiej wojny światowej, a niejeden jeniec wojenny wypełniał niekończące się godziny w niemieckiej niewoli lekturą starych numerów tego magazynu. Ostatni numer "BOP" ukazał się w lutym 1967 roku.

* * *

W Niemczech i w Związku Radzieckim obywateli nakłaniano do walki w zupełnie innych okolicznościach. Nie była to kwestia perswazji, ale raczej zmobilizowania do walki całego narodu, przy czym Niemcy próbowały w ten sposób wypełnić swe ekspansjonistyczne powołanie i zostać nowym europejskim supermocarstwem, a Rosja prowadziła desperacką walkę o ocalenie kraju, którego niepokorni mieszkańcy tylko częściowo akceptowali politykę, a nawet samo istnienie Związku Radzieckiego29. W Niemczech wiele czynników, które kojarzymy z dwudziestowiecznymi metodami kształtowania opinii publicznej, było obecnych na długo przed przejęciem władzy przez Hitlera. W Cesarstwie Niemieckim po zjednoczeniu kraju w 1871 roku armia była niemal powszechnie podziwiana i uważana za fundament państwa niemieckiego. Społeczeństwo niemieckie było na wskroś zmilitaryzowane, a przymusowy pobór do wojska w czasach pokoju sprawiał, że w Niemczech przeszkolenie wojskowe miała większa część ludności niż w jakimkolwiek innym miejscu w Europie30. Był to również naród wykształcony i oczytany, słynący z doskonałych metod kształcenia na poziomie zarówno szkół, jak i uniwersytetów. Niemiecki rynek wydawniczy ustępował jedynie brytyjskiemu pod względem wielkości i reputacji. Wysoki poziom zaangażowania politycznego obywateli przynajmniej w pewnym stopniu ograniczał możliwości wszczęcia wojny przez elity rządowe i militarne. Nawet generał Ludendorff, który w dwóch ostatnich latach pierwszej wojny światowej sprawował niemal dyktatorską władzę, w roku 1912 uznał konieczność "sformułowania casus belli w taki sposób, aby naród chwycił za broń entuzjastycznie i jednomyślnie"31.

* * *

Zdecydowana polityka zagraniczna i działania wzmacniające już i tak potężne niemieckie siły zbrojne mogły liczyć na poparcie konserwatywnej (w większości) inteligencji i zamożnego mieszczaństwa. Kiedy sędziwy von Moltke stwierdził, że "bez wojny świat pogrążyłby się w materializmie", znalazł zrozumienie wśród wielu ludzi zaniepokojonych rosnącym bogactwem wytwarzanym przez potężny przemysł niemiecki. Według Heinricha von Treitschke, profesora historii z Berlina i jednego z czołowych orędowników niemieckiego nacjonalizmu: "Wielkość historii tkwi w nieustannym konflikcie między narodami i głupotą byłoby pragnąć zaprzestania tej rywalizacji". W jego słowach rozbrzmiewało echo innej wypowiedzi von Moltkego:

Trwały pokój jest tylko marzeniem, i to marzeniem wcale nie pięknym. Wojna jest w świecie czynnikiem ładu, ustanowionym przez Boga. Rozwijają się w niej najszlachetniejsze cnoty człowieka: odwaga i poświęcenie, wierność obowiązkowi i duch ofiary; żołnierz daje swoje życie32.

Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że wizję wojny jako oczyszczającej siły w dekadenckich społeczeństwach można również znaleźć w dziełach wielu ówczesnych pisarzy angielskich, między innymi Rudyarda Kiplinga, najbardziej wpływowego spośród imperialistycznych autorów tamtej epoki33.

Bohater z pocztówki. Ranny żołnierz jest wzywany do powrotu do służby przez samego Kaisera i poczucie obowiązku wobec ojczyzny. Był to okres rozkwitu ilustrowanych kart pocztowych - nie tylko nadmorskich krajobrazów, które można było wysłać krewnym z wakacji, lecz także wymownych obrazów politycznych, takich jak ten przedstawiony na ilustracji.

Mężczyźni z klasy robotniczej, którzy musieliby ponieść koszty tych uniesień, na ogół podchodzili do wojny z większą ostrożnością, choć analiza czytelnictwa w tej grupie społecznej w latach przedwojennych pozwala zrozumieć, dlaczego po wybuchu wojny w 1914 roku wojskowe centra rekrutacji zalały tłumy ochotników. Lipsk był bastionem Partii Socjaldemokratycznej, ale przedstawiciele tamtejszej klasy robotniczej pochłaniali literaturę podróżniczą i kolonialne powieści przygodowe z równie wielkim zapałem, jak mieszkańcy innych niemieckich miast. Książka Henry'ego Mortona Stanleya W czeluściach Afryki34 oraz rodzimy klasyk autorstwa Hermana Wissmanna, Unter deutscher Flagge quer durch Afrika von West nach Ost (Przemierzając Afrykę pod niemiecką flagą), cieszyły się ogromną popularnością, podobnie jak wielki bestseller, Unter menschenfressern (Z kanibalami)35. Frustracja cesarza Wilhelma II, który uważał, że sukcesy Imperium Brytyjskiego tłumią niemieckie ambicje kolonialne, znalazła więc oddźwięk w społeczeństwie, co ujawniło się w reakcjach prasy niemieckiej na drugą wojnę burską. Udręki armii brytyjskiej w starciu z Burami wywołały mnóstwo radosnej Schadenfreude. Opinia publiczna w całej Europie popierała Burów, o czym świadczą niedoceniane i rzadko analizowane drukowane środki komunikacji - kartki pocztowe. Francuskie i niemieckie pocztówki koncentrowały się niemal wyłącznie na zwycięstwach Burów, a ostateczne zwycięstwo Wielkiej Brytanii nie wzbudziło szczególnego entuzjazmu poza jej granicami36.

W ciągu dekady poprzedzającej rok 1914 napięcia związane z rywalizacją na morzu, frustracja z powodu wykluczenia z podziału terytoriów zamorskich i obawa przed osaczeniem wzbudzały narastające poczucie, że wojna jest nieunikniona, choć podobnie jak w Wielkiej Brytanii, nie było pewne, kto będzie w niej przeciwnikiem. Niemieckie pretensje i urazy zapewniały bowiem szeroki zakres możliwości. Znaczący wpływ wywarła książka autorstwa generała Friedricha von Bernhardiego Deutschland und der Nächste Krieg (Niemcy i kolejna wojna), wydana w 1911 roku i wychwalana w gazetach. Jej autor przekonywał, że "nie ma sposobu, abyśmy uniknęli wojny w obronie naszej pozycji jako światowego mocarstwa. Nie powinniśmy odkładać tej decyzji". Prawicowa prasa pisała o "nieuniknionym - prędzej czy później - starciu między ludami germańskimi a Słowianami"37. Obsesja Hitlera na punkcie niebezpieczeństw grożących ze Wschodu miała głębokie korzenie.

Niemcy wyszły z pierwszej wojny światowej poranione, oszołomione i pełne urazy. Niezadowolenie z "kartagińskiego pokoju" zawartego w Wersalu przekraczało wszelkie granice - społeczne i polityczne. Odrodzenie kulturalne, które dziś kojarzymy z Republiką Weimarską, w oczach wielu Niemców oznaczało degradację moralną, nieuchronną w zdemilitaryzowanym społeczeństwie. Kiedy zatem Hitler przejął władzę w 1933 roku, wykształceni przedstawiciele prestiżowych zawodów i zamożni mieszczanie na ogół popierali ideę ponownego zdyscyplinowania społeczeństwa niemieckiego. Przodowali w tym nauczyciele i wykładowcy akademiccy, którzy nie sprzeciwiali się reorganizacji swojej pracy wokół ideologii nazistowskiej38. To jeden z powodów, z jakich w ciągu dwunastu lat rządów nazistom udało się w tak dużym stopniu zindoktrynować niemieckich żołnierzy.

Jak to miał w zwyczaju, Hitler przedstawił swoje plany dotyczące edukacji w postaci rozbudowanego systemu, który miał zdominować życie młodych Niemców w szkole i poza nią od dziesiątego roku życia aż do dorosłości, tak aby "przez całe swoje życie już nigdy nie byli wolni". Zamiast tego mieli się stać "szybcy jak psy gończe, wytrzymali jak wygarbowana skóra i twardzi jak stal Kruppa"39. Przynależność do Hitlerjugend była obowiązkowa od 1936 roku, ale już wcześniej nauczyciele w szkołach nakłaniali uczniów do wstępowania w szeregi tej organizacji. Po ukończeniu szkoły młodzi ludzie przez pół roku pracowali na roli, a następnie spędzali dwa lata w wojsku. Obowiązkowa służba wojskowa umożliwiała indoktrynację polityczną całej grupy wiekowej, przy czym główną rolę odgrywał w tym procesie korpus oficerski, a także wszechobecne gazety i czasopisma wydawane z myślą o niemieckich żołnierzach.

W tych publikacjach szczególny nacisk kładziono na dwie kwestie: oczernianie i dehumanizację przeciwników nazizmu ze względów politycznych i rasowych oraz krzewienie niemal boskiego kultu Hitlera jako jedynej nadziei Niemiec na ocalenie. Listy niemieckich żołnierzy świadczyły o tym, że to przesłanie trafiło do wielu spośród nich. Oto jak jeden z żołnierzy cieszył się z ataku na Związek Radziecki, wcześniej wiernego sprzymierzeńca Niemiec: "Tego ranka, dzięki Bogu, wystąpiliśmy przeciwko śmiertelnemu wrogowi - bolszewizmowi. Poczułem wielką ulgę"40. Pewien młody oficer pozostał nieczuły nawet na uroki świeżo zajętej Francji, którą wielu żołnierzy Wehrmachtu uważało za wymarzone miejsce zakwaterowania:

Później wybrałem się z moimi ludźmi do "księgarni" w Wersalu. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaką szmirę i pornografię tam zobaczyliśmy! (...) Od razu widać, że w dziedzinie czystości i moralności Francuzi spadli na samo dno41.

Zwycięstwa odniesione w 1940 roku, tak nieoczekiwane, że niemieckie dowództwo nie opracowało planu okupacji całej Francji, zaowocowały potokiem literatury celebracyjnej, w większości wydanej przez sam Wehrmacht. Znalazła ona licznych czytelników zarówno w armii, jak i wśród ludności cywilnej - między innymi wśród nastoletnich chłopców, którzy wkrótce mieli wstąpić do wojska. Połączenie chełpliwego przekonania o militarnej wyższości Rzeszy z nazistowską teorią rasową sprawiło, że Niemcy nie doceniali bojowych możliwości Rosjan - nad czym mogli się głęboko zastanowić, gdy ich czołgi zatrzymały się kilkadziesiąt kilometrów od Moskwy w listopadzie 1941 roku. Teraz sięgnęli po książkę Wspomnienia z wyprawy na Moskwę 1812, dziennik feralnej kampanii Napoleona, autorstwa generała Armanda Augustina Louisa de Caulaincourta, szczęśliwym zbiegiem okoliczności wydany w 1933 roku.

Wszyscy dowódcy zaczęli pytać: "Kiedy się zatrzymamy?". Pamiętali, jaki los spotkał armię Napoleona. Wielu z nich zaczęło czytać ponurą relację Armanda Caulaincourta z wyprawy w 1812 roku. Ta książka wywarła potężny wpływ w krytycznych miesiącach 1941 roku. Nadal widzę von Klugego, jak z trudem brnie przez błoto ze swojej kwatery do biura, a tam stoi przed mapą, z książką Caulaincourta w ręku. Powtarzało się to każdego ranka42.

Günther von Kluge był oficerem skłonnym do refleksji, któremu powierzono nadzwyczaj odpowiedzialne zadania, ale w hitlerowskim systemie kształcenia wojskowego człowiek czynu odgrywał ważniejszą rolę niż myśliciel. Nacisk, jaki w Hitlerjugend kładziono na sport i zajęcia na świeżym powietrzu, nieuchronnie oznaczał spadek znaczenia nauki szkolnej - ku wielkiej radości wielu młodych ludzi należących do tej organizacji. Młodzi Ślązacy, których zabrano z domów rodzinnych i wcielono do Hitlerjugend, po wojnie mieli wyłącznie radosne wspomnienia związane z członkostwem w tej organizacji. Byli to chłopcy ze wsi, silni i sprawni, przywykli do aktywnego trybu życia43.

Członkowie Hitlerjugend czytali rozmaite książki wojenne, opowieści o pilotach bombowców Stuka, kapitanach U-Bootów i dowódcach jednostek pancernych. Chętnie sięgali również po wspomnienia weteranów pierwszej wojny światowej i powieści historyczne Willa Vespera (jednego z nielicznych zagorzałych wyznawców narodowego socjalizmu, który był także dobrym pisarzem). Tymczasem książki i czasopisma wydawane przez Hitlerjugend nie cieszyły się szczególną popularnością. Chłopcy woleli "Die Wehrmacht" i magazyn Luftwaffe, "Der Adler". Tak zwany katechizm Hitlerjugend okazał się tak niestrawny, iż nierzadko rezygnowano z rozdania chłopcom jego egzemplarzy, a te, które im przekazano, często od razu trafiały na zbiórki makulatury, prowadzone przez Hitlerjugend i przez żeńską sekcję tej organizacji, Bund Deutscher Mädel (Związek Dziewcząt Niemieckich)44. Chłopcom dużo bardziej podobała się książka Edwina Rommla Piechota atakuje - poprawiona wersja jego wykładów, wygłoszonych w szkole wojskowej w Dreźnie w latach 1929-1933. Książka ta, wydana w 1937 roku, bez wątpienia została częściowo napisana od nowa przez zespół propagandystów Wehrmachtu. Trudno sobie bowiem wyobrazić inne okoliczności, w jakich ten wybitny dowódca miałby wyrazić pogląd, że "armia włoska jest dziś jedną z najlepszych na świecie"45.

Na szczycie nowego niemieckiego systemu szkolnictwa znajdowały się tak zwane Napole46 - szkoły z internatem, utworzone na wzór angielskich elitarnych szkół prywatnych, w których miały się kształcić nazistowskie elity47. Duża ich część powstała w budynkach dawnych pruskich szkół kadetów, zamkniętych na mocy traktatu wersalskiego. Oferowały zwyczajny program szkolny, wzbogacony o naukę posługiwania się bronią palną, jazdy konnej, żeglugi i pilotażu. W odróżnieniu od pruskich szkół kadetów, były to placówki prawdziwie bezklasowe, w których obowiązywały rygorystyczne kryteria przyjęcia. Napole były hojnie finansowane, a każda dysponowała znakomitą biblioteką. Tu również kładziono nacisk na sprawność fizyczną - chłopiec noszący okulary nie miał szans się dostać do takiej szkoły. Absolwenci byli rozchwytywani przez wszystkie rodzaje sił zbrojnych, co skutkowało niestosownymi przepychankami pomiędzy Luftwaffe, Wehrmachtem i SS. Wielu młodych ludzi, którzy po ukończeniu tych szkół wstąpili do wojska, nie przeżyło wojny.

* * *

Dawne Imperium Rosyjskie bez wątpienia było miejscem, w którym trudno było prowadzić skuteczną propagandę. Był to ogromny kraj z licznymi skupiskami ludzi rozsianymi na rozległym terenie, zamieszkany przez zlepek wielu narodowości. W 1937 roku w Związku Radzieckim wydawano gazety w siedemdziesięciu jeden językach48. Poza wielkimi miastami poziom wykształcenia był niski, podobnie jak liczba osób mających własne książki. Chociaż w przededniu drugiej wojny światowej 80 procent ludności potrafiło czytać i pisać (co należy uznać za ważne osiągnięcie Sowietów), zaledwie 9 procent zdobyło średnie wykształcenie. Po wybuchu wojny gazety stały się towarem tak deficytowym, że brakowało ich nawet w czytelniach bibliotek publicznych. Sytuację pogarszała niewielka liczba osób posiadających odbiorniki radiowe. W 1940 roku w domach prywatnych był ich zaledwie milion, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych ich liczba sięgała 56 milionów. Charakterystycznym przykładem sowieckiej paranoi było zarządzenie władz w 1941 roku, kiedy to wszystkim prywatnym właścicielom nakazano oddać odbiorniki radiowe w obawie, że mogłyby zostać wykorzystane przez "wrogi element"49. Zamiast tego reżim sowiecki polegał na sieci głośników ulicznych, przy których mieszkańcy mogli się gromadzić, aby wysłuchać wiadomości. W samej Moskwie było 630 000 takich punktów radiowych, w całym Związku Radzieckim - około pięciu milionów.

Na owe trudności strukturalne w rozpowszechnianiu wiadomości i kształtowaniu opinii publicznej nakładały się problemy wynikające z polityki władz. Za sprawą ostrej cenzury rosyjskie gazety stały się nudne i mało atrakcyjne, a dziennikarze tak bardzo obawiali się odwetu władz, że nie ważyli się podejmować choćby najmniejszego ryzyka. W pierwszych miesiącach wojny towarzysz Stalin spędzał mnóstwo czasu na poprawianiu relacji prasowych, aby ukryć szybkie postępy wojsk niemieckich i serię klęsk poniesionych przez siły rosyjskie. W rezultacie obywatele byli bardziej skłonni wierzyć plotkom niż sowieckiej prasie. Dziennikarze zdawali sobie sprawę, że ich reportaże są nudne i nierzetelne, jak przyznał jeden z dziennikarzy radiowych: "Nasza propaganda jest głupia i bezbarwna". W raporcie z badania nadawanych publicznie wiadomości radiowych, przeprowadzonego w 1942 roku, zwrócono uwagę, że obywatele słuchają ich uważnie w punktach radiowych, a potem odchodzą ze słowami: "Nic nowego, już wcześniej o tym wiedzieliśmy"50. W odróżnieniu od Hitlera, Roosevelta czy Churchilla, Stalin rzadko przemawiał bezpośrednio do narodu radzieckiego, podobnie jak większość członków Politbiura. O ile głośniki uliczne okazały się zmarnowanym zasobem, o tyle gazety ceniono co najmniej w takim samym stopniu jako papier toaletowy i źródło bibułek używanych do skręcania papierosów, jak z powodu zawartych w nich informacji.

Początki tych trudności sięgały okresu Wielkiego Terroru (1936-1938), który przetrzebił grupy zawodowe odgrywające rolę przywódczą w czasie wojny. Wykładowcy uniwersyteccy, naukowcy, lekarze, dziennikarze, artyści i pisarze - wszyscy padli ofiarą czystek, podobnie jak przedstawiciele starej szlachty i burżuazji, którym z zasady nie ufano. Oto doskonały przykład wewnętrznych sprzeczności w sowieckim podejściu do edukacji: wielkie zaangażowanie w krzewienie oświaty i walkę z analfabetyzmem, które zaowocowało powstaniem imponującej sieci bibliotek publicznych, połączone z nieprzejednaną podejrzliwością wobec tradycyjnej arystokracji. Skutki były wyraźnie widoczne w pierwszym obozie Gułagu, założonym na Wyspach Sołowieckich na dalekiej północy, w którym osadzono wiele błyskotliwych umysłów, a jednocześnie zgromadzono imponujący księgozbiór, liczący około 30 000 tomów, w tym kilka tysięcy po francusku, po niemiecku i po angielsku. Część książek przywieźli z sobą do łagru więźniowie, inne pochodziły ze skonfiskowanych bibliotek rosyjskiej burżuazji51. Łagry założone później, w okresie stalinizmu, nie były tak bogato wyposażone.

Czystki przeprowadzone wśród pisarzy i artystów oznaczały, że radziecka literatura wojenna - z nielicznymi wyjątkami - wychodziła spod ręki pozbawionych polotu wyrobników, nieustannie oglądających się przez ramię w obawie przed denuncjacją. Korespondenci z frontu, zainspirowani przez spotkanych tam żołnierzy, z którymi dzielili wojenne niewygody, niekiedy pisali z pełną pasji szczerością, ale ich doniesienia musiały przebrnąć przez wielopoziomową cenzurę, zanim ukazały się w druku.

Co gorsza, Stalin wykorzystał Wielki Terror, aby usunąć wielu członków korpusu oficerskiego. Dotkliwe porażki Armii Czerwonej w 1941 roku wynikały nie tylko z faktu, że Stalin zlekceważył doniesienia wywiadu o zbliżającym się ataku, lecz także z braku zdolności przywódczych u oficerów, którzy przetrwali wcześniejsze czystki. Partia komunistyczna miała swoją wizję idealnego żołnierza. Miał to być pracownik fabryki, najlepiej członek partii lub człowiek nieźle wykształcony. Problem w tym, że w czasie wojny właśnie te grupy najczęściej zwalniano ze służby wojskowej jako pracowników niezbędnych na froncie wewnętrznym. Ponadto rekrutacja milionów nowych żołnierzy, którzy mieli zatrzymać Niemców w 1941 roku, znacząco obniżyła jakość wojsk radzieckich. Obniżenie wieku poborowego do 19 lat w 1939 roku oznaczało, że wielu rekrutów było bardzo słabo przeszkolonych. Do końca 1941 roku 3,8 miliona tych młodych żołnierzy trafiło do okrutnej niemieckiej niewoli, którą przeżyli tylko nieliczni.

Inwazja niemiecka ujawniła rozmaite podziały w społeczeństwie radzieckim, między innymi niejasne sympatie mieszkańców terytoriów zachodnich, błyskawicznie zajętych przez wojska niemieckie - Białorusi, Ukrainy i krajów bałtyckich52. Ani ukraińscy chłopi, ani obywatele krajów bałtyckich nie darzyli Stalina miłością. Paradoks katastrofy w 1941 roku polegał na tym, że to najbardziej zideologizowane spośród wszystkich społeczeństw przejawiało niedostatek przygotowania ideologicznego. Wyraźne wzmocnienie radzieckiego oporu jesienią 1941 roku nastąpiło wtedy, gdy linia frontu przybliżyła się do serca Rosji. Obrona ojczyzny okazała się dużo silniejszą motywacją do brawurowej odwagi niż lojalność wobec sowieckiego reżimu. Jak stwierdziła pewna kobieta, która przeżyła oblężenie Leningradu: "Nie walczyliśmy dla Stalina. Walczyliśmy dla naszych rodzin i naszego miasta"53. Pomimo dwudziestu lat komunistycznej indoktrynacji w dalszym ciągu decydujące znaczenie miał lokalny patriotyzm.

* * *

Przed zakończeniem tego rozdziału należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. Wyjaśnienie, co skłaniało mężczyzn do tego, by zgłosić się do komisji rekrutacyjnych i zaciągnąć do wojska, to jedno. Niewinność, optymizm i patriotyzm miały tu ogromne znaczenie. Właśnie w tej dziedzinie szczególnie istotny był wpływ przedwojennych książek, gazet i czasopism. Trudniej zrozumieć, dlaczego żołnierze trwali na posterunku pomimo strasznych warunków, nieustannej groźby śmierci i poważnych ran, jakich doznawali ich towarzysze i przyjaciele - i to nawet wówczas, gdy wojna była ewidentnie przegrana. Dlaczego tak wielu mężczyzn (a w Rosji również kobiet) wytrwało w walce, nierzadko aż do śmierci? Po pierwsze, nie można tego powiedzieć o wszystkich. Podczas amerykańskiej wojny secesyjnej wielu ochotników już po pierwszej bitwie dochodziło do wniosku, że nie chce dłużej znosić niebezpieczeństw i emocji wojennych. Uważa się, że tak naprawdę walczyła zaledwie połowa żołnierzy. Pozostali szukali bezpiecznego miejsca na tyłach wojsk albo starali się nie rzucać w oczy, kiedy ich oddział ruszał do walki. Podczas drugiej wojny światowej armia radziecka oskarżyła 4 miliony mężczyzn o dezercję, uchylanie się przed poborem albo próbę uniknięcia walki na froncie poprzez samookaleczenie54. Wojna na froncie wschodnim była szczególnie brutalna, przy czym Niemców napędzała pogarda rasowa, a Rosjan - nienawiść zrodzona ze świadomości straszliwych okrucieństw, jakich najeźdźcy dopuszczali się wobec ich rodaków. Tę nienawiść podsycała sowiecka prasa na wyraźne polecenie Stalina, który naprawdę wierzył - jak przekonywał w przemówieniu pierwszomajowym w 1942 roku - że "nie zdołamy pokonać wroga, jeśli nie nauczymy się go nienawidzić ze wszystkich sił, z całego serca"55. Był to jeden z najbardziej skutecznych aspektów sowieckiej propagandy. Niemcy wiedzieli, że nie mogą liczyć na miłosierdzie, a zaciekłość, z jaką bronili swoich wschodnich granic, brała się ze świadomości, co czeka ich samych oraz ich rodziny, jeśli Rosjanie zwyciężą. Wojna czyniła ludzi twardszymi i zawężała emocjonalny układ odniesienia do jednego okopu, jednej wsi lub jednego budynku. Mężczyźni walczyli u boku swoich towarzyszy, a gdy jedni ginęli, zastępowali ich nowi56. Według niemieckiego pisarza, Guya Sajera, autora autobiograficznej książki o służbie na froncie wschodnim, lojalność wobec towarzyszy broni była jedynym rzeczywistym powodem, z jakiego żołnierze mogli nadal walczyć57.

Można się było spodziewać, że po rozpoczęciu ofensywy aliantów z przyczółka w Normandii opór Niemców na zachodzie osłabnie. Wojska alianckie chciały do minimum ograniczyć liczbę ofiar, dlatego nadal polegały głównie na atakach z powietrza. Mimo to Niemcy nie złożyli broni - po części dlatego, że nadal wierzyli w możliwość zwycięstwa (choć wszystko, jak się dziś wydaje, przemawiało przeciw temu). Jak wynika z ankiet przeprowadzonych wśród niemieckich jeńców wojennych, wiara w zwycięstwo zaczęła słabnąć dopiero w pierwszych miesiącach 1945 roku. Do najbardziej zdeterminowanych żołnierzy należeli chłopcy z Hitlerjugend i uczniowie Napoli, wysłani na front w wieku czternastu lat (lub jeszcze młodszym). Kiedy nauczyciele Napoli w Rugii powiedzieli swoim uczniom, że Niemcy przegrały wojnę, niektórzy chłopcy wpadli w taką furię, iż zażądali klucza do magazynu broni, aby móc nadal walczyć na własną rękę. Na słynnym ostatnim zdjęciu Hitlera, przedstawiającym dekorację członków Hitlerjugend w Berlinie, niektórzy chłopcy mają zaledwie dwanaście lat. Amerykańskie czołgi, posuwające się naprzód przez Zagłębie Ruhry, często były atakowane z zasadzki przez dziecięce oddziały. Pułkownik Roland Robb wspominał sytuację, gdy Amerykanie zostali zatrzymani przez oddział artylerii złożony z dzieci - najstarsze miały dwanaście lat. Młodzi żołnierze nie chcieli się poddać i wszyscy zginęli. Ten incydent - i wiele podobnych - był głęboko traumatyczny dla żołnierzy alianckich, zmuszonych strzelać do dzieci w obronie własnej58. Oto najlepsze, makabryczne świadectwo sukcesu ideologicznego prania mózgów w czasie wojen XX stulecia.

1 Claire Parfait, The Publishing History of "Uncle's Tom's Cabin", 1852-2002 (Aldershot: Ashgate, 2007).

2 Harry Stone, Charles Dickens and Harriet Beecher Stowe, "Nineteenth-Century Fiction", 12 (1957), s. 188-202.

3 Frederick Douglass, The Life and Times of Frederick Douglass (1881; przedruk: Mineola, NY: Dover, 2003), s. 202.

4 Parfait, Publishing History, s. 33-34.

5 Olivier Rolin, Stalin's Meteorologist (London: Harvill Secker, 2017), s. 94.

6 Daniel R. Vollaro, Lincoln, Stowe and the "Little Woman/Great War" story: The making and breaking of a great American anecdote, "Journal of the Abraham Lincoln Association", 30 (2009), s. 18-34.

7 James M. McPherson, For Cause and Comrades. Why Men Fought in the Civil War (New York: Oxford University Press, 1997), s. 117.

8 Reid Mitchell, Civil War Soldiers (New York: Viking Penguin, 1988), s. 12.

9 Parfait, Publishing History, s. 96, 98.

10 Richard N. Price, Society, Status and Jingoism: The Social Roots of Lower Middle-Class Patriotism, 1870-1900, w: Geoffrey Crossick (red.), The Lower Middle Class in Britain, 1870-1914 (London: Croom Helm, 1977), s. 89-112; Glenn R. Wilkinson, Depictions and Images of War in Edwardian Newspapers, 1899-1914 (Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2003).

11 Thomas Pakenham, The Boer War (London: Macdonald, 1979).

12 James Percy Fitzpatrick, The Transvaal from Within (London: Heinemann,1899).

13 The Story of the Malakand Field Force (Longman: 1898); The River War (Longman: 1899).

14 Winston S. Churchill, My Early Life. A Roving Commission (London: Macmillan, 1941), s. 347.

15 Richard Symonds, Oxford and Empire: The Last Lost Cause? (London: Macmillan, 1986), s. 62-79.

16 John Buchan, The African Colony: Studies in the Reconstruction (1903).

17 Ursula Buchan, Beyond the Thirty-Nine Steps. A Life of John Buchan (London: Bloomsbury, 2019).

18 I.F. Clarke, Voices Prophesying War: Future Wars, 1763-3749 (Oxford: Oxford University Press, 1992; poprawione wydanie edycji z 1966 roku).

19 Andrew Boyle, The Riddle of Erskine Childers (London: Hutchinson, 1977), s. 111.

20 N. St. Barbe Sladen, The Real Le Queux. The Official Biography of William Le Queux (London: Nicholson & Watson, 1938).

21 John Ramsden, Don't Mention the War. The British and the Germans since 1890 (London: Little, Brown, 2006), s. 57-59.

22 E.S. Turner, Boys will be Boys (wyd. trzecie, London: Michael Joseph, 1975), s. 14, 191-195.

23 Ibidem, s. 126.

24 "Boy's Own Paper", marzec 1905; Jack Cox, Take a Cold Tub, Sir! The Story of the "Boy's Own Paper" (Guildford: Lutterworth, 1982), s. 73.

25 Zob. Karl Sabbagh, Your Case is Hopeless. Bracing Advice from the "Boy's Own Paper" (London: John Murray, 2007); Kelly Boyd, Manliness and the Boys' Story Paper in Britain: A Cultural History, 1855-1940 (Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2003); Ted Beardow, The Empire Hero, "Studies in Popular Culture", 41 (2018), s. 66-93.

26 Cox, Take a Cold Tub, s. 60.

27 Ibidem, s. 46.

28 Ibidem, s. 92.

29 Karel C. Berkhoff, Motherland in Danger. Soviet Propaganda during World War II (Cambridge, Mass.: Harvard University Press, 2012); Roger R. Reese, Why Stalin's Soldiers Fought. The Red Army's Military Effectiveness in World War II (Lawrence, Kansas: University of Kansas Press, 2011).

30 Daniel J. Hughes i Richard L. Dinardo, Imperial Germany and War, 1871-1918 (Lawrence, Kansas: University of Kansas Press, 2018).

31 Wolfgang J. Mommsen, The Topos of Inevitable War in Germany in the decades before 1914, w: Volker R. Berghahn i Martin Kitchen, Germany in the Age of Total War (London: Croom Helm, 1981), s. 23-45.

32 Azar Gat, The Development of Military Thought: The Nineteenth Century (Oxford: Oxford University Press, 1992), s. 59-60. Przekład polski za: S.E. Nahlik (1958), Grabież dzieł sztuki. Rodowód zbrodni międzynarodowej, Wrocław-Kraków: Wydawnictwo im. Ossolińskich, s. 163.

33 A. Michael Malin, "The Hun is at the Gate!": Historicising Kipling's Militaristic Rhetoric from the Imperial Periphery to the National Center: Part two: the French, Russian and German Threats to Great Britain, "Studies in the Novel", 31 (1999), s. 432-470; Clara Claiborne Park, Artist of Empire: Kipling and Kim, "Hudson Review", 55 (2003), s. 537-561.

34 Tytuł oryginału: In Darkest Africa (1890); w 1891 ukazało się wydanie polskie, zatytułowane W czeluściach Afryki, w przekładzie Benedykta Filipowicza (przyp. tłum.).

35 John Philip Sort, Everyman's Colonial Library: Imperialism and Working-Class Readers in Leipzig, 1890-1914, "German History", 21 (2003), s. 445-475.

36 Ian McDonald, The Boer War in Postcards (Stroud: Alan Sutton, 1990).

37 Mommsen, Topos of Inevitable War, s. 34.

38 Michael Grütter, German Universities under the Swastika, w: John Connelly i Michael Grüttner (red.), Universities Under Dictatorship (University Park: Pennsylvania University State Press, 2005), s. 75-112.

39 Helen Roche, The Third Reich's Elite Schools. A History of the Napolas (Oxford: Oxford University Press, 2021), s. 6.

40 Ibidem, s. 162.

41 Omer Bartov, Hitler's Army. Soldiers, Nazis and War in the Third Reich (New York: Oxford University Press, 1991), s. 150.

42 Robert M. Citino, The German Way of War. From the Thirty Years' War to the Third Reich (Lawrence, Kansas: University of Kansas Press, 2005), s. 299.

43 Ursula Lange, East Germany: What happened to the Silesians in 1945? (Lewes: Book Guild, 2000), s. 145.

44 H.W. Koch, The Hitler Youth. Origins and Development, 1922-1945 (New York: Cooper Square, 2000), s. 137-161.

45 Desmond Young, Rommel (London: Collins, 1950), s. 37.

46 Nationalpolitische Erziehunganstalt - NPEA (Narodowopolityczne Ośrodki Wychowawcze; przyp. tłum.).

47 Roche, Third Reich's Elite Schools; Helen Roche, Sparta's German Children (Swansea: Classical Press of Wales, 2013).

48 Berkhoff, Motherland, s. 18.

49 Ibidem, s. 21.

50 Ibidem, s. 276-277.

51 Aleksander Sołżenicyn, Archipelag Gułag (Warszawa: Nowe Wydawnictwo Polskie, 1990), tom 2; na temat biblioteki zob. Rolin, Stalin's Meteorologist, s. 72, 78.

52 Reese, Why Stalin's Soldiers Fought, s. 96.

53 Ibidem, s. 106.

54 McPherson, For Cause and Comrades; Reese, Why Stalin's Soldiers Fought, s. 20.

55 Reese, Why Stalin's Soldiers Fought, s. 22.

56 Thomas Kühne, The Rise and Fall of Comradeship. Hitler's Soldiers, Male Bonding and Mass Violence in the Twentieth Century (Cambridge: Cambridge University Press, 2017).

57 Guy Sajer, Zapomniany żołnierz (Poznań: Rebis, 2018).

58 Koch, Hitler Youth, s. 249.