Rozdział TRZECI. Od Chaty wuja Toma po Stalingrad. Dlaczego ludzie walczą?
Kiedy w 1862 roku Harriet Beecher Stowe pojechała do Waszyngtonu, aby spotkać się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, trudno było stwierdzić, które z nich cieszy się większą sławą. Harriet Stowe była autorką wielkiego dziewiętnastowiecznego bestsellera, powieści Chata wuja Toma - barwnej, głęboko poruszającej opowieści o życiu niewolników na amerykańskim Południu. Po tym, jak w latach 1851-1852 ukazała się ona w odcinkach w tygodniku "National Era", wydanie książkowe Chaty wuja Toma w pierwszym roku sprzedało się w 300 000 egzemplarzy, a potem wyruszyło na podbój Europy1. Zanim autorka dotarła do Londynu, ówczesnej literackiej stolicy świata, na całym świecie sprzedano milion egzemplarzy jej powieści, a Harriet Stowe zgotowano entuzjastyczne przyjęcie, co zapewne było nie w smak Charlesowi Dickensowi, który musiał wygłosić mowę pochwalną podczas bankietu zorganizowanego na jej cześć2.
Gospodarz spotkania w Białym Domu, Abraham Lincoln, od ponad roku prowadził wtedy wojnę, aby ocalić Stany Zjednoczone po tym, jak jedenaście południowych stanów wystąpiło z Unii, aby zachować prawo do utrzymania instytucji niewolnictwa. Jak głosi legenda, Lincoln przywitał pisarkę słowami: "Czy to właśnie ta drobna kobieta, która wywołała tę wielką wojnę?" Ta scena jest najlepszym dowodem na to, jak silny wpływ mogła wywierać literatura na prowadzenie wojen. Mimo że przedstawiona przez Harriet Stowe charakterystyka czarnych bohaterów nie wytrzymała próby czasu i przyczyniła się do utrwalenia kilku negatywnych stereotypów, które pokutują do dziś, nie ulega wątpliwości, że zawarta w jej powieści analiza okrucieństw niewolnictwa przebiła się do świadomości społecznej bez porównania bardziej skutecznie niż pięćdziesięcioletnie dyskusje na temat moralnych aspektów niewolniczej pracy. Frederick Douglass, ikona abolicjonizmu, napisał o Chacie wuja Toma, że "nic nie mogłoby lepiej sprostać moralnym i humanitarnym wymaganiom tych czasów. Wpływ tej powieści był nadzwyczajny, natychmiastowy i powszechny"3.
To samo można powiedzieć o książkach autorstwa samego Fredericka Douglassa, Narrative of the Life (Historia życia; 1845) i My Bondage and My Freedom (Moje zniewolenie i wolność; 1855), a także o autobiografii Solomona Northupa, zatytułowanej Zniewolony (1853). Wszystkie te książki przedstawiały wielki problem moralny dzielący Amerykę w sposób dużo bardziej skondensowany i przekonujący niźli niezliczone broszury i pokrętne wywody prawne, charakterystyczne dla tego burzliwego okresu w historii Stanów Zjednoczonych. Niezdecydowanie i ostrożność polityków z Północy odbiły się echem w przedwojennej branży wydawniczej, o czym świadczy fakt, że szacowne bostońskie wydawnictwo, które pierwsze otrzymało maszynopis Chaty wuja Toma, odrzuciło tę powieść, tłumacząc, że nie chce antagonizować swoich klientów z Południa. Ostrożność wydawców, którzy nie chcieli być kojarzeni z tekstami potępiającymi niewolnictwo, oznaczała, że autorzy takich książek często wydawali je sumptem własnym, bądź też z pomocą organizacji abolicjonistycznych4. Z Chatą wuja Toma, ponadczasowym bestsellerem, było inaczej. Szybko została przetłumaczona na język francuski, ale trafiła na listę książek zakazanych w carskiej Rosji (choć podobno była ulubioną lekturą Lenina w latach młodości). W 1934 roku Aleksiej Wangenheim, były dyrektor Centrum Hydrometeorologicznego w Moskwie, znalazł francuski przekład tej powieści w bibliotece obozu w Sołowkach - jednego z pierwszych sowieckich łagrów (w późniejszych latach zarządzanych przez Gułag)5.
Oto zatem książki, które mają znaczenie - mogą zmieniać opinie i kształtować poglądy. Tym większa szkoda, że słynne spotkanie Harriet Stowe i Abrahama Lincolna prawdopodobnie nigdy się nie odbyło. Pisarka bez wątpienia odwiedziła Biały Dom i wypiła herbatę z pierwszą damą, ale przytoczone wcześniej, apokryficzne powitanie pojawiło się dopiero w roku jej śmierci - trzydzieści cztery lata później - w artykule autorstwa jej biografki i przyjaciółki, Annie Fields6. Niezależnie od tego, czy naprawdę je wypowiedziano, warto się zastanowić, czy to zdanie trafnie opisywało rzeczywistość - czy właśnie to popchnęło ludzi do walki? Czy to książka zmieniła mężczyzn z Północy w zdeklarowanych abolicjonistów? Jeżeli tak, to trudno powiedzieć, czy Abraham Lincoln uznałby to za coś dobrego. Początkowo był - w najlepszym razie - niezbyt ochoczym abolicjonistą, a w walce o urząd prezydencki w 1860 roku koncentrował się na zupełnie innych sprawach. Tak naprawdę niewolnictwo rzadko pojawiało się w wypowiedziach żołnierzy Unii, gdy wyjaśniali powody, z jakich ruszyli na wojnę z Południem. Pośród wielu zachowanych listów żołnierzy Unii tylko w jednym na dziesięć znajdujemy wzmiankę o zniesieniu niewolnictwa jako ważnym motywie popychającym ich do działania7. Proklamacja emancypacji, ogłoszona przez Lincolna w 1862 roku, okazała się źródłem ostrych podziałów w armii unionistów. Ich niechęć do mieszkańców Południa wynikała przede wszystkim z oburzenia z powodu secesji, z potrzeby obrony Unii i konstytucji oraz z wierności zasadom fair play i sprawiedliwości; wyniki wyborów, choćby najbardziej niepożądane, należy uszanować. Gdyby Unia nie przetrwała, to Stany Zjednoczone okazałyby się chybionym przedsięwzięciem, co pociągnęłoby za sobą poważne skutki, odczuwalne na całym świecie. Samuel Sorrow, który przerwał studia w Massachusetts, żeby zaciągnąć się do wojska, wyraził to nader dobitnie: "Jeśli nasz kraj i nasz naród ma zginąć, to lepiej, żebyśmy wszyscy zginęli wraz z nim i nie widzieli, jak staje się pośmiewiskiem dla potomnych, jak jest wytykany palcami jako nieudana próba wprowadzenia republikanizmu"8. Najbardziej znaczący wpływ Chaty wuja Toma polegał na pogłębieniu paranoi południowych stanów. Plantatorzy z Południa chlubili się swoim honorem i chrześcijańskimi wartościami, a teraz mieli poczucie, że jedno i drugie zostało zszargane przez polemiczny tekst Harriet Stowe. Publikacja jej książki spowodowała wysyp powieści "anty-Tomowych" oraz tekstów broniących południowego stylu życia. Większość księgarzy z Południa jednak po prostu odmówiła jej sprzedaży. Jej egzemplarze publicznie spalono w mieście Athens w stanie Georgia, a w 1856 roku pewnego księgarza wygnano z Mobile w Alabamie za to, że miał ją w ofercie. Jego rozpaczliwe tłumaczenie, że zamówił tylko pięćdziesiąt egzemplarzy, gdyż "tak wielu plantatorów oraz innych klientów błagało go, aby sprowadził dla nich tę książkę", nie przekonało jego sąsiadów9.
Nie należy również błędnie interpretować reakcji na tę powieść za granicą. Wielu angielskim czytelnikom spodobała się ona nie tylko z powodu przejmujących opisów znęcania się nad niewolnikami, lecz także ze względu na skrajnie niepochlebny obraz okrucieństwa i hipokryzji Ameryki. Chata wuja Toma spotkała się z uznaniem z tego samego powodu, z jakiego wiele lat później powieści Charlesa Dickensa były mile widziane w bibliotekach publicznych nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Jego drastyczne opisy ubóstwa i poniżenia w wiktoriańskim Londynie podważały bowiem aroganckie poczucie wyższości Imperium Brytyjskiego. Ponadto mimo entuzjastycznego przyjęcia Chaty wuja Toma, kiedy w Ameryce wybuchła wojna secesyjna, wielu Anglików popierało Południe - po części z pragmatycznych przyczyn finansowych. Utrata dostępu do bawełny z południowych stanów na skutek blokady nałożonej przez Unię spowodowała poważne trudności w przemysłowych miastach Anglii.
Innymi słowy, liczba sprzedanych egzemplarzy nie jest tożsama z oddziaływaniem danej publikacji. Ludzie nierzadko czytają książki właśnie dlatego, że się z nimi kompletnie nie zgadzają, albo dlatego, że pragną zrozumieć sposób myślenia swoich oponentów. W przeciwnym razie powinniśmy bardzo się martwić faktem, że książka Mein Kampf Adolfa Hitlera znalazła się na brytyjskiej liście bestsellerów w latach 1938-1940, a jej popularność jeszcze wzrosła po ukazaniu się pełnego wydania w języku angielskim tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. W Wielkiej Brytanii jednak ten sukces przyjęto z tak wielką niefrasobliwością, że Mein Kampf udostępniano czytelnikom w bibliotekach publicznych i umieszczono w spisie tytułów rekomendowanych jako lektury w wojskowych bibliotekach polowych.
Zmianę opinii publicznej rzadko można przypisać oddziaływaniu określonej książki w konkretnym momencie. Nastroje społeczne, a także leżące u ich podstaw postawy i przekonania konkretnych grup narodowych czy społecznych, kształtują się przez długi czas, a gdy chodzi o wojnę, wydarzenia wpływają na książki w takim samym stopniu, jak książki na wydarzenia. Idee, które początkowo są obecne w książce, w ciągu dziesięcioleci mogą przeniknąć do szeroko pojętej kultury, co sprawia, że trudno wskazać moment, kiedy stały się wpływowe lub powszechnie przyjęte. Słowo drukowane bez wątpienia jednak odgrywa istotną rolę w kształtowaniu polityki i nierzadko podpala lont, przyczyniając się do wybuchu wojny. Być może jeszcze ważniejsza jest rola książek, gazet, broszur i czasopism w podtrzymywaniu woli walki po przystąpieniu do wojny. Jakkolwiek początki literatury wojennej sięgają pierwszych stuleci po wynalezieniu druku, to spostrzeżenie stało się szczególnie trafne wraz z rozpowszechnieniem się umiejętności czytania i pisania w XIX i XX wieku. Stanowiło to wyzwanie dla wąskich grup decydentów, wymagało bowiem dużo większego przyzwolenia społecznego - czynnego lub biernego - niż w poprzednich epokach. Wiwatujące tłumy, żegnające żołnierzy wyruszających na front, i żołnierze gotowi znosić trudne do wyobrażenia niewygody, okaleczenie, a nawet śmierć - wszyscy mieli swoje powody, aby tak postępować, a to, co przeczytali, nierzadko odegrało w tym decydującą rolę.
* * *
Do XVIII wieku służba w armiach największych potęg europejskich była dość nieskomplikowana, choć nierzadko przykra i uciążliwa. Mężczyźni opuszczali swoje pola i szli na wojnę, ponieważ żądał tego lokalny władca. Inni zaciągali się do wojsk najemnych, aby uniknąć nędzy lub więzienia albo uciec przed problemami życia rodzinnego. Oficerowie w większości wywodzili się ze szlachty. Wstępując do armii, wypełniali przekazywany z pokolenia na pokolenie obowiązek służenia suwerenowi. Rozwój miast przemysłowych w XIX stuleciu pociągnął za sobą radykalną zmianę składu osobowego armii oraz warunków służby wojskowej. Teraz, gdy zmieniły się standardy edukacji, robotnicy mogli wybrać inne drogi ku godnemu życiu. Kobiety zyskały większe możliwości zasilania domowego budżetu i oczekiwały bardziej znaczącego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących rodziny. W XX stuleciu stanowiły już ważną część opinii publicznej, o którą należało dbać. Mężczyźni nie byliby gotowi walczyć, gdyby kobiety w ich domach przestały wierzyć w sprawę.
Prowadzenie wojny wymagało obecnie licznej armii i bardziej zaawansowanej broni. Wymagało też intensywniejszego kontaktu z walczącymi żołnierzami. Mężczyźni, od których oczekiwano, że ochoczo wstąpią do armii, zaczęli przejawiać dużo większe zainteresowanie polityką i mieli więcej do stracenia. Nie znaczy to, że kształtowanie polityki stało się procesem demokratycznym. Decyzję o prowadzeniu wojny nadal podejmowano w niewielkich kręgach. Ale ci, którzy podejmowali takie decyzje, mieli coraz większą świadomość, że muszą przekonać do swoich racji tych, którzy mieli walczyć w wypowiedzianych przez nich wojnach, a niekiedy byli zmuszeni angażować się w konflikty, których wcale nie popierali.
Druga wojna burska (1899-1902) stanowi interesujące studium przypadku i pozwala nam się przyjrzeć temu nowemu środowisku politycznemu - choćby dlatego, że rząd brytyjski, reprezentowany przez ministra do spraw kolonii, Josepha Chamberlaina, początkowo był przeciwny konfrontacji z Burami (mieszkańcami Afryki Południowej pochodzenia holenderskiego), którzy osiedlili się w Transwalu i w Wolnym Państwie Orania, aby uciec spod brytyjskiego panowania w Kraju Przylądkowym. Mimo to wojna wybuchła - na fali patriotycznego entuzjazmu, wywołanej umiejętnie przez orędowników konfliktu zbrojnego, którzy starannie pielęgnowali każdą z warstw kręgów opiniotwórczych tworzących brytyjski establishment10. Upokorzenie, jakiego doświadczyły siły brytyjskie po wybuchu wojny, pokazało, że opory Chamberlaina były w pełni uzasadnione.
Alfred Milner, gubernator Kraju Przylądkowego i główny orędownik wojny w Afryce Południowej, nie mógł być pewny sukcesu, kiedy wrócił do Anglii, aby wzywać do działania11. Jak to często bywało w naszej historii, decydujące znaczenie miał dostęp do królewskiego ucha - osobiste kontakty z wąskim gronem decydentów. Milner przypuścił atak podczas kilku weekendów spędzonych w wiejskiej rezydencji, w której spotkał się z większością najbardziej wpływowych parlamentarzystów. Mimo że nie wywodził się z zaklętego kręgu ludzi władzy, był w tym środowisku znany i szanowany, między innymi jako autor książki England and Egypt (Anglia i Egipt; 1892) - rzetelnego opisu rządów brytyjskich, opartego na dwuletniej pracy autora w egipskim ministerstwie finansów. Zupełnie inna książka, The Transvaal from Within (Transwal od środka), autorstwa Percy'ego Fitzpatricka, bardzo pomogła Milnerowi w jego londyńskiej misji12. W swojej relacji z niedawnych wydarzeń Fitzpatrick przedstawił burski rząd Transwalu jako agresywny i opresyjny, zwłaszcza wobec ciemiężonej mniejszości anglojęzycznej. Jego książka stała się sensacją sezonu i doczekała się dziewięciu dodruków jeszcze przed końcem 1899 roku. Jej autor przysłużył się Milnerowi, opisując brytyjski spór z Burami jako próbę wywalczenia sprawiedliwości dla prześladowanej mniejszości angielskiej.
Taka argumentacja bez wątpienia mogła przekonać opinię publiczną oraz kręgi wpływowych osobistości, które tę opinię kształtowały. Ważną rolę odgrywał przy tym dyskretny dostęp do korytarzy władzy i do kręgów uniwersyteckich (zwłaszcza do naukowców z Uniwersytetu w Oksfordzie). Było to środowisko, w którym Milner - zdobywca licznych nagród naukowych w czasach swej błyskotliwej kariery studenckiej - czuł się jak w domu. Kolacja pożegnalna, wydana przed jego wyjazdem do Afryki Południowej, była prestiżowym wydarzeniem, w którym uczestniczyło szesnastu byłych przewodniczących towarzystwa Oxford Union oraz wschodzące gwiazdy obu brytyjskich partii politycznych: George Curzon i H.H. Asquith. Uniwersytet Oksfordzki zapewniał stały dopływ młodych talentów do parlamentu, adwokatury i rządów imperialnych, w tym piętnastu wicekrólów i gubernatorów generalnych Indii.
Patriotyzm przybierał rozmaite formy, jak choćby wybór odpowiedniej marki tytoniu. Ta popularna książka, łącząca każdego z brytyjskich generałów zaangażowanych w wojnę burską z określoną marką papierosów lub tytoniu fajkowego, ukazała się nakładem wydawnictwa WD and HO Wills. Marszałkowi polnemu Frederickowi Robertsowi, "najpotężniejszej i najbardziej popularnej osobistości w armii brytyjskiej", przypisano "łagodny i aromatyczny" tytoń Three Castles.
W maju 1897 roku rząd brytyjski ostatecznie uległ perswazji i Chamberlain niechętnie przystał na konfrontację zbrojną z prezydentem Krugerem. Nadal jednak nie była to wojna aneksyjna, za którą opowiadał się Milner. Doprowadzenie do takiej wojny wymagało zmobilizowania trzeciego kręgu wpływów - niewielkiej grupy właścicieli i redaktorów naczelnych londyńskich gazet. Jako były zastępca redaktora naczelnego "Pall Mall Gazette" Milner miał wielu dawnych kolegów na wpływowych stanowiskach. Teraz to oni zaczęli uderzać w werbel wojenny. Do Afryki Południowej wysłano dziesięć tysięcy brytyjskich żołnierzy, co zmusiło Burów do ogłoszenia mobilizacji. Oto więc Milner miał swoją wojnę - na warunkach zrozumiałych dla zwykłego człowieka z ulicy. Prasa odegrała ważną rolę w podtrzymaniu społecznego poparcia w początkowej fazie wojny, kiedy siły brytyjskie poniosły kilka zaskakujących porażek w starciach z burskimi partyzantami. W tym okresie doniesienia prasowe koncentrowały się na oblężeniu i skutecznej obronie miast Ladysmith i Mafeking oraz na indywidualnych aktach heroizmu. Jednym z autorów tych relacji był młody Winston Churchill, doświadczony korespondent wojenny, autor dwóch dobrze przyjętych książek opisujących jego młodzieńczą służbę w armii: The Malakand Field Force, relacji z działań wojennych na północno-zachodniej granicy Indii, oraz The River War, opisu kampanii omdurmańskiej w Sudanie13. Po zakończeniu wojny burskiej, jako główny korespondent wojenny dziennika "Morning Post", Churchill wyznał, że w swoich doniesieniach starał się lukrować brytyjskie porażki14. Wniósł także osobisty wkład w dramaturgię wojennych opowieści, uciekając z burskiego obozu jenieckiego. Ten śmiały wyczyn zapewnił mu wielką popularność w kraju i pomógł rozpocząć karierę parlamentarną. Churchill, który nie znosił marnotrawstwa, wydał swoje reportaże wojenne w dwóch dobrze przyjętych tomach, co wraz z tantiemami za The River War i pensją, jaką otrzymywał w "The Morning Post", pozwoliło mu zgromadzić w banku kwotę 4000 funtów - ponad pół miliona w przeliczeniu na dzisiejsze funty. Wykorzystując swoją nowo zdobytą sławę, Churchill wyruszył na długie tournée wykładowe, dzięki czemu podwoił tę imponującą sumę.
W latach swoich rządów w Kraju Przylądkowym Milner pozyskał dużą część personelu z Oksfordu. Po powrocie z Afryki Południowej ludzie ci stworzyli wpływową imperialną grupę nacisku, zwaną The Round Table - Okrągłym Stołem15. Był to jeden z wielu zawiązanych ad hoc klubów i komitetów, które wywierały znaczący wpływ na debatę polityczną. Co ważne, uniwersytety pozwalały wybić się ludziom, którzy - tak jak Milner - nie wywodzili się z elity politycznej. John Buchan, syn szkockiego pastora, dostał się do Oksfordu po studiach na Uniwersytecie w Glasgow i odniósł sukces dzięki wielkiemu talentowi i nadzwyczajnej etyce pracy. Szybko dał się przekonać Milnerowi i wyjechał do Afryki Południowej, a po zakończeniu wojny burskiej wydał doskonale przyjęte studium powojennej odbudowy tej kolonii16. Jako partner w wydawnictwie Nelson, Buchan pozostał niestrudzonym pisarzem, a ukoronowaniem jego kariery literackiej była publikacja powieści 39 stopni, czyli tajemnica Czarnego Kamienia (1915) - trzymającej w napięciu historii szpiegowskiej i opowieści o nieustraszonej odwadze kolonialnego bohatera, Richarda Hannaya. Książka sprzedała się w nakładzie półtora miliona egzemplarzy. John Buchan, syn pastora, zakończył swą karierę jako lord Tweedsmuir i gubernator generalny Kanady17.
* * *
Najbardziej uderzającym aspektem literatury tego okresu jest synergia i twórcza wymiana pomiędzy gazetami, czasopismami i książkami, której przejawem było umiejętne wykorzystanie reportaży Churchilla z wojny burskiej. Książki powstawały z artykułów prasowych albo ukazywały się w odcinkach w czasopismach. Gazety zamawiały u pisarzy artykuły, a w zamian promowały ich poprzez zlecenia i przychylne recenzje. Ta lukratywna wymiana trwała nadal w gorączkowym okresie poprzedzającym wybuch pierwszej wojny światowej, kiedy gazety odgrywały jeszcze ważniejszą rolę w kształtowaniu opinii publicznej.
Wojna burska była sygnałem alarmowym dla wojska, ale nie poskromiła imperialnego ducha czytelników gazet i czasopism. Nie stłumiła również brytyjskiego poczucia wyższości, które tak bardzo irytowało mieszkańców Europy kontynentalnej, wyrażonego w niezręcznym aforyzmie niewiadomego autorstwa: "Urodzić się Anglikiem to jak wygrać główną nagrodę na loterii życia". Owej pewności siebie zaczął jednak towarzyszyć podskórny niepokój, podsycany przez uzasadnioną obawę, że Wielka Brytania jest słabo przygotowana do wojny w Europie, którą przez większą część drugiej połowy XIX stulecia uważano za nierealną. Gdyby wojna rzeczywiście wybuchła, to na drodze do upokarzającej klęski Brytyjczyków stałaby jedynie marynarka wojenna. Te obawy znalazły odzwierciedlenie w nowej literaturze inwazji (invasion literature), która narodziła się tuż po wojnie francusko-pruskiej wraz z publikacją powieści The Battle of Dorking (Bitwa pod Dorking; 1871). W tej książce brytyjska marynarka zostaje zniszczona przy użyciu tajemniczej broni, a nienazwane germańskie mocarstwo dokonuje inwazji na Wielką Brytanię i rozbija słabą armię brytyjską w decydującej bitwie pod Dorking w hrabstwie Surrey, co skutkuje podbojem Brytanii i unicestwieniem brytyjskiego imperium. Jak widać, autor powieści, George Tomkyns Chesney, nie zadowalał się półśrodkami18.
Książkę Chesneya można wyśmiewać jako przykład literatury sensacyjnej, która reprezentowała beletrystykę niskich lotów w środku epoki wiktoriańskiej. Pod koniec XIX wieku jednak literatura inwazji zaczęła wywierać realny wpływ na opinię publiczną. Najważniejszą przedstawicielką tego gatunku była niewątpliwie powieść Erskine'a Childersa Zagadka piaszczystych ławic (1903). Urodzony w Irlandii Childers był kolejnym utalentowanym młodzieńcem, który przebił się do londyńskiej socjety z pomocą swych równie ambitnych przyjaciół. Childers pracował jako urzędnik w Izbie Gmin - wraz ze współlokatorem Johna Buchana, Austinem Smythem. Wszyscy trzej byli członkami klubu turystycznego Sunday Tramps. W Zagadce piaszczystych ławic dwaj sympatyczni młodzi ludzie, spędzający wakacje pod żaglami u północnych wybrzeży Niemiec, przypadkowo odkrywają zaawansowane przygotowania do inwazji na Anglię. Co interesujące, w czasie, gdy opublikowano powieść Childersa, Wielka Brytania pozostawała w dobrych relacjach z Niemcami. W powieści Williama Le Queuxa, The Great War of 1897 (Wielka wojna 1897 roku), to koalicja francusko-rosyjska sprowadziła Kozaków do Birmingham w 1894 roku, a Niemcy pośpieszyli na pomoc swym brytyjskim sojusznikom - podobnie jak w bitwie pod Waterloo. Childers trafnie przewidział zmianę układu sił politycznych, a Zagadka piaszczystych ławic wywarła wielkie wrażenie na Winstonie Churchillu. Kiedy w 1914 roku wybuchła wojna, szefowi brytyjskiego wywiadu morskiego nakazano niezwłocznie odnaleźć i zatrudnić Childersa19.
Pozbawiony swej francusko-rosyjskiej inwazji z 1897 roku i świadomy zmiany układu sił w Europie, w roku 1906 niestrudzony William Le Queux powrócił z powieścią The Invasion of 1910 (Inwazja 1910) - tym razem z Niemcami w roli nieprzyjaciela. Łatwo zlekceważyć Le Queuxa, autora dwustu powieści i niepoprawnego fantastę, który przypisywał sobie wielkie sukcesy w roli szpiega dżentelmena podróżującego po stolicach europejskich20. Jego książki docierały jednak do szerokiego grona odbiorców. Był ulubionym autorem królowej Aleksandry, żony Edwarda VII, a jednocześnie cieszył się popularnością wśród robotników z przemysłowych miast na północy. Należał do pisarzy, którzy mogli się pochwalić największą liczbą książek dostępnych w bibliotekach publicznych - każda z nich oferowała średnio dwadzieścia osiem dzieł Le Queuxa, jak wykazało badanie przeprowadzone w 1907 roku21. Nawet wyrafinowane schronienie literackiego Londynu, London Library, ma w swoich zbiorach pięćdziesiąt tytułów jego autorstwa, nierzadko w nowej oprawie po wielokrotnych wypożyczeniach.
Inwazja 1910 powstała na zamówienie Alfreda Harmswortha, nowo mianowanego lorda Northcliffe, i miała być drukowana w odcinkach w dzienniku "Daily Mail". Kiedy Le Queux przedstawił mu swoje dzieło, lord Northcliffe nalegał na wprowadzenie zmian - chciał, by fikcyjne wojska niemieckie zajmowały większe miasta, zamieszkiwane przez większą liczbę czytelników "Daily Mail". Powieść została przetłumaczona na dwadzieścia siedem języków i sprzedała się w milionowym nakładzie. Ku wściekłości autora w wydaniu niemieckim zmieniono zakończenie - Niemcy odnieśli w nim triumf, a Londyn został splądrowany. Szczególnie intrygująca wydaje się rola lorda Robertsa, bohatera wojny burskiej i byłego wodza naczelnego brytyjskiej armii. Roberts nie tylko pomógł Le Queuxowi skonstruować fabułę, lecz także opatrzył książkę swoją rekomendacją, zamieszczoną we wstępie w postaci kopii napisanego przezeń listu:
Katastrofa, jaka może nastąpić, jeśli pozostaniemy w obecnym stanie nieprzygotowania, została obrazowo i przekonująco przedstawiona w nowej książce pana Le Queuxa. Jej uważną lekturę polecam wszystkim, którym leży na sercu dobro Imperium Brytyjskiego.
William Le Queux, fantasta i karierowicz, był mimo to nadzwyczaj popularnym i wpływowym autorem thrillerów i powieści szpiegowskich. Choć bez wątpienia wyolbrzymiał swoją pozycję społeczną i koneksje z europejskimi rodami królewskimi, był również bystrym obserwatorem postępu technicznego oraz jednym z pierwszych orędowników wykorzystania lotnictwa i komunikacji bezprzewodowej.
Inną ważną cechą owej literatury wojennej była jej zdolność do przenikania do czasopism z opowiadaniami dla chłopców. Te ilustrowane tygodniki stanowiły główną lekturę rozrywkową dla chłopców z wszystkich klas i grup społecznych od połowy XIX wieku do wybuchu drugiej wojny światowej. Publikowane w nich opowieści przygodowe, fantastycznonaukowe, szkolne i detektywistyczne ukształtowały światopogląd pokoleń, którym później przyszło walczyć w obronie Imperium w dwóch wojnach światowych. Był to bardzo konkurencyjny rynek, a redaktorzy musieli być bardzo wyczuleni na upodobania swoich czytelników. Były to na ogół upodobania konserwatywne. Te czasopisma były adresowane do czytelników, którzy pragnęli się dostosować, a nie zmieniać świat. Do takich, którzy wierzyli w Wielką Brytanię oraz jej imperialną misję.
Czasopisma dla chłopców odegrały ważną rolę w budowie imperium prasowego lorda Northcliffe'a, przy czym w niemal każdym takim czasopiśmie wydawanym przez Northcliffe'a publikowano powieść w odcinkach opisującą inwazję Niemców, Francuzów lub Rosjan. Około 1900 roku w "Boys' Friend", "Boys' Herald" i "Marvelu" najbardziej obawiano się Francji i Rosji. Zdemaskowanie niemieckich planów inwazji na Anglię pozostawiono Sextonowi Blake'owi na łamach "Union Jack". W 1907 roku w "Boys' Own Library" Aldine'a publikowano Aerial War (Wojnę powietrzną) - opowieść o starciu nowocześnie uzbrojonych Niemców z zacofaną Wielką Brytanią. Pięć ogromnych samolotów usiłowało porwać angielskiego króla, unosząc się nad królewską sypialnią w Windsorze. W 1908 roku "Boys' Herald" z powagą ostrzegł swoich czytelników, że pewnego dnia wybuchnie wojna. "To nie tajemnica, że Brytyjczycy są znienawidzeni za granicą. (...) Dlaczego? Z powodu naszego bogactwa i kolonii, z powodu naszego dobrobytu, z powodu naszej przedsiębiorczości i hartu ducha"22. Lęk przed wojną nasilił się w latach poprzedzających rok 1914. W 1912 na łamach "Marvela" ukazało się opowiadanie Britain Invaded (Inwazja na Brytanię), w którym Niemcy okupowali północny Londyn.
W tym samym roku Northcliffe złożył dobitne oświadczenie na temat wkładu swoich czasopism dla chłopców w kształtowanie bojowego ducha wśród młodych ludzi:
Te czasopisma od początku krzewiły tężyznę fizyczną, patriotyzm, zainteresowanie podróżami i eksplorowaniem świata oraz dumę z naszego Imperium. Słychać głosy, że czasopisma dla chłopców z Amalgamated Press uczyniły więcej niż cokolwiek innego, aby zapewnić rekrutów naszej marynarce wojennej i armii lądowej oraz podtrzymać wśród młodzieży szacunek dla tych służb23.
Z całym szacunkiem dla lorda Northcliffe'a, który nigdy w życiu by się nie zgodził z tą opinią, najważniejszym tytułem na rynku prasy chłopięcej był periodyk "Boy's Own Paper", wydawany od 1879 roku przez organizację Religious Tract Society. Jak wskazuje sama informacja o tym dość zaskakującym wydawcy, była to kolejna próba odciągnięcia brytyjskiej młodzieży od krwawych thrillerów - zwłaszcza "ubogich dzieci ze slumsów", podatnych na "słabości przejęte od rodziców i wyniesione z lektury szmatławych czytadeł, publikowanych przez wydawców prasy brukowej"24. Czasopismo "Boy's Own Paper" odniosło sukces, ponieważ zdołało dokonać niemożliwego - zyskało aprobatę rodziców i nauczycieli, nie odstraszając przy tym swoich czytelników, angielskich chłopców. Co istotne, zapewniło sobie również miejsce w bibliotekach publicznych, dzięki czemu zyskało nową grupę czytelników - ambitnych chłopców, których nie stać było na zakup własnego egzemplarza. Śmiała mieszanka powieści drukowanych w odcinkach i reportaży przygodowych, a także artykułów o sporcie, interesujących hobby i zajęciach na świeżym powietrzu przyciągała chłopców z różnych grup społecznych - nie tylko tych uczęszczających do prywatnych szkół, którzy w przyszłości mieli dołączyć do klasy oficerskiej. Od 1880 roku tygodnik "BOP" zyskał kompana w postaci czasopisma "Girls' Own Paper", które przynosiło większe zyski dzięki szerszemu spektrum reklam; działo się to jeszcze przed nadejściem epoki, w której młodych mężczyzn można skłonić do stosowania rozmaitych produktów kosmetycznych. Zimny prysznic zalecano wówczas jako lekarstwo na większość dolegliwości - fizycznych i moralnych - i najpewniejszą drogę do męskości25.
Początkowo pismo "Boy's Own Paper" wydawano w dwóch formatach: jako tygodnik (ukazujący się w sobotę), sprzedawany za pensa, i jako miesięcznik w oprawie, w cenie 6 pensów, zawierający wszystkie cztery numery cotygodniowe oraz dodatek w postaci dużego plakatu do zawieszenia na ścianie. Tę drugą wersję często wybierały rodziny z wyższych sfer. Od samego początku magazyn "BOP" z powodzeniem przyciągał znakomitych pisarzy, takich jak Jules Verne czy Arthur Conan Doyle. W późniejszym okresie William Earl Johns opublikował w nim swoje opowiadania o pilocie Bigglesie, a Cecil Scott Forester - historię jednej z pierwszych przygód porucznika Hornblowera. Redakcja "Boy's Own Paper" nawiązała także ścisłą współpracę z generałem porucznikiem Robertem Baden-Powellem (który regularnie pisywał dla "BOP") i z jego ruchem skautowym. Na życzenie Baden-Powella wśród gazet przywiezionych przez oddziały brytyjskie, które przybyły z odsieczą obrońcom Mafekingu, znajdowało się po dwanaście egzemplarzy każdego numeru "BOP", których przebywający w oblężonej twierdzy kadeci wcześniej nie mogli przeczytać26.
W opowiadaniach publikowanych w "BOP" przewijały się tematy imperialne: morskie opowieści, przygody w dżungli, pionierskie wyprawy do Indii, dzielni żołnierze stawiający czoło straszliwym niebezpieczeństwom. Dominacja morskich opowieści jest świadectwem wielkiego poważania, jakim cieszyła się marynarka wojenna (nazywana Senior Service), w której służbę uważano za najwyższy zaszczyt. Brutalność niektórych przygód sporadycznie budziła zaniepokojenie komisji nadzorującej, powołanej przez Religious Tract Society, lecz redakcja "BOP" unikała krwawych jatek i szelmowskich bohaterów, typowych dla tanich czytadeł, i robiła, co w jej mocy, żeby jej czytelnicy wyrośli na mężczyzn silnych, ale szlachetnych - aby stali się uosobieniem imperialnego ideału. Jak to ujął jeden z autorów regularnie współpracujących z "Boy's Own Paper", Talbot Reed, w przesłaniu adresowanym do nowo powstałego klubu chłopięcego w Manchesterze: "Ludzie silni powinni się opiekować słabymi, aktywni zaś - leniwymi, ludzie radośni powinni rozweselać smutnych, a bystrzy - wyciągać pomocną dłoń do tych mniej rozgarniętych"27.
Po wybuchu wojny w 1914 roku magazyn "BOP" bez reszty poświęcił się sprawie. Publikowano w nim teksty piosenek, wiersze i opowiadania o bohaterskich czynach - na przykład historię oficera marynarki, który niespodziewanie znalazł się na częściowo wynurzonym kadłubie nieprzyjacielskiej łodzi podwodnej, która storpedowała jego okręt. Kiedy właz w kiosku łodzi się otworzył, błyskotliwy oficer zdołał zastrzelić pierwszego niemieckiego żołnierza, który się stamtąd wyłonił, i w ten sposób nie dopuścił do zanurzenia się U-Boota aż do czasu, gdy pojawił się brytyjski niszczyciel28. To prawda czy fikcja? Charakter tej opowieści - fakt, że przedstawiono w niej bohaterski wzór do naśladowania - sugeruje, że jej prawdziwość nie miała znaczenia dla pokolenia chłopców pragnących zająć miejsce swoich starszych braci na froncie. Czasopismo "Boy's Own Paper" nie przestało inspirować nowych czytelników w czasie drugiej wojny światowej, a niejeden jeniec wojenny wypełniał niekończące się godziny w niemieckiej niewoli lekturą starych numerów tego magazynu. Ostatni numer "BOP" ukazał się w lutym 1967 roku.
* * *
W Niemczech i w Związku Radzieckim obywateli nakłaniano do walki w zupełnie innych okolicznościach. Nie była to kwestia perswazji, ale raczej zmobilizowania do walki całego narodu, przy czym Niemcy próbowały w ten sposób wypełnić swe ekspansjonistyczne powołanie i zostać nowym europejskim supermocarstwem, a Rosja prowadziła desperacką walkę o ocalenie kraju, którego niepokorni mieszkańcy tylko częściowo akceptowali politykę, a nawet samo istnienie Związku Radzieckiego29. W Niemczech wiele czynników, które kojarzymy z dwudziestowiecznymi metodami kształtowania opinii publicznej, było obecnych na długo przed przejęciem władzy przez Hitlera. W Cesarstwie Niemieckim po zjednoczeniu kraju w 1871 roku armia była niemal powszechnie podziwiana i uważana za fundament państwa niemieckiego. Społeczeństwo niemieckie było na wskroś zmilitaryzowane, a przymusowy pobór do wojska w czasach pokoju sprawiał, że w Niemczech przeszkolenie wojskowe miała większa część ludności niż w jakimkolwiek innym miejscu w Europie30. Był to również naród wykształcony i oczytany, słynący z doskonałych metod kształcenia na poziomie zarówno szkół, jak i uniwersytetów. Niemiecki rynek wydawniczy ustępował jedynie brytyjskiemu pod względem wielkości i reputacji. Wysoki poziom zaangażowania politycznego obywateli przynajmniej w pewnym stopniu ograniczał możliwości wszczęcia wojny przez elity rządowe i militarne. Nawet generał Ludendorff, który w dwóch ostatnich latach pierwszej wojny światowej sprawował niemal dyktatorską władzę, w roku 1912 uznał konieczność "sformułowania casus belli w taki sposób, aby naród chwycił za broń entuzjastycznie i jednomyślnie"31.
* * *
Zdecydowana polityka zagraniczna i działania wzmacniające już i tak potężne niemieckie siły zbrojne mogły liczyć na poparcie konserwatywnej (w większości) inteligencji i zamożnego mieszczaństwa. Kiedy sędziwy von Moltke stwierdził, że "bez wojny świat pogrążyłby się w materializmie", znalazł zrozumienie wśród wielu ludzi zaniepokojonych rosnącym bogactwem wytwarzanym przez potężny przemysł niemiecki. Według Heinricha von Treitschke, profesora historii z Berlina i jednego z czołowych orędowników niemieckiego nacjonalizmu: "Wielkość historii tkwi w nieustannym konflikcie między narodami i głupotą byłoby pragnąć zaprzestania tej rywalizacji". W jego słowach rozbrzmiewało echo innej wypowiedzi von Moltkego:
Trwały pokój jest tylko marzeniem, i to marzeniem wcale nie pięknym. Wojna jest w świecie czynnikiem ładu, ustanowionym przez Boga. Rozwijają się w niej najszlachetniejsze cnoty człowieka: odwaga i poświęcenie, wierność obowiązkowi i duch ofiary; żołnierz daje swoje życie32.
Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że wizję wojny jako oczyszczającej siły w dekadenckich społeczeństwach można również znaleźć w dziełach wielu ówczesnych pisarzy angielskich, między innymi Rudyarda Kiplinga, najbardziej wpływowego spośród imperialistycznych autorów tamtej epoki33.
Bohater z pocztówki. Ranny żołnierz jest wzywany do powrotu do służby przez samego Kaisera i poczucie obowiązku wobec ojczyzny. Był to okres rozkwitu ilustrowanych kart pocztowych - nie tylko nadmorskich krajobrazów, które można było wysłać krewnym z wakacji, lecz także wymownych obrazów politycznych, takich jak ten przedstawiony na ilustracji.
Mężczyźni z klasy robotniczej, którzy musieliby ponieść koszty tych uniesień, na ogół podchodzili do wojny z większą ostrożnością, choć analiza czytelnictwa w tej grupie społecznej w latach przedwojennych pozwala zrozumieć, dlaczego po wybuchu wojny w 1914 roku wojskowe centra rekrutacji zalały tłumy ochotników. Lipsk był bastionem Partii Socjaldemokratycznej, ale przedstawiciele tamtejszej klasy robotniczej pochłaniali literaturę podróżniczą i kolonialne powieści przygodowe z równie wielkim zapałem, jak mieszkańcy innych niemieckich miast. Książka Henry'ego Mortona Stanleya W czeluściach Afryki34 oraz rodzimy klasyk autorstwa Hermana Wissmanna, Unter deutscher Flagge quer durch Afrika von West nach Ost (Przemierzając Afrykę pod niemiecką flagą), cieszyły się ogromną popularnością, podobnie jak wielki bestseller, Unter menschenfressern (Z kanibalami)35. Frustracja cesarza Wilhelma II, który uważał, że sukcesy Imperium Brytyjskiego tłumią niemieckie ambicje kolonialne, znalazła więc oddźwięk w społeczeństwie, co ujawniło się w reakcjach prasy niemieckiej na drugą wojnę burską. Udręki armii brytyjskiej w starciu z Burami wywołały mnóstwo radosnej Schadenfreude. Opinia publiczna w całej Europie popierała Burów, o czym świadczą niedoceniane i rzadko analizowane drukowane środki komunikacji - kartki pocztowe. Francuskie i niemieckie pocztówki koncentrowały się niemal wyłącznie na zwycięstwach Burów, a ostateczne zwycięstwo Wielkiej Brytanii nie wzbudziło szczególnego entuzjazmu poza jej granicami36.
W ciągu dekady poprzedzającej rok 1914 napięcia związane z rywalizacją na morzu, frustracja z powodu wykluczenia z podziału terytoriów zamorskich i obawa przed osaczeniem wzbudzały narastające poczucie, że wojna jest nieunikniona, choć podobnie jak w Wielkiej Brytanii, nie było pewne, kto będzie w niej przeciwnikiem. Niemieckie pretensje i urazy zapewniały bowiem szeroki zakres możliwości. Znaczący wpływ wywarła książka autorstwa generała Friedricha von Bernhardiego Deutschland und der Nächste Krieg (Niemcy i kolejna wojna), wydana w 1911 roku i wychwalana w gazetach. Jej autor przekonywał, że "nie ma sposobu, abyśmy uniknęli wojny w obronie naszej pozycji jako światowego mocarstwa. Nie powinniśmy odkładać tej decyzji". Prawicowa prasa pisała o "nieuniknionym - prędzej czy później - starciu między ludami germańskimi a Słowianami"37. Obsesja Hitlera na punkcie niebezpieczeństw grożących ze Wschodu miała głębokie korzenie.
Niemcy wyszły z pierwszej wojny światowej poranione, oszołomione i pełne urazy. Niezadowolenie z "kartagińskiego pokoju" zawartego w Wersalu przekraczało wszelkie granice - społeczne i polityczne. Odrodzenie kulturalne, które dziś kojarzymy z Republiką Weimarską, w oczach wielu Niemców oznaczało degradację moralną, nieuchronną w zdemilitaryzowanym społeczeństwie. Kiedy zatem Hitler przejął władzę w 1933 roku, wykształceni przedstawiciele prestiżowych zawodów i zamożni mieszczanie na ogół popierali ideę ponownego zdyscyplinowania społeczeństwa niemieckiego. Przodowali w tym nauczyciele i wykładowcy akademiccy, którzy nie sprzeciwiali się reorganizacji swojej pracy wokół ideologii nazistowskiej38. To jeden z powodów, z jakich w ciągu dwunastu lat rządów nazistom udało się w tak dużym stopniu zindoktrynować niemieckich żołnierzy.
Jak to miał w zwyczaju, Hitler przedstawił swoje plany dotyczące edukacji w postaci rozbudowanego systemu, który miał zdominować życie młodych Niemców w szkole i poza nią od dziesiątego roku życia aż do dorosłości, tak aby "przez całe swoje życie już nigdy nie byli wolni". Zamiast tego mieli się stać "szybcy jak psy gończe, wytrzymali jak wygarbowana skóra i twardzi jak stal Kruppa"39. Przynależność do Hitlerjugend była obowiązkowa od 1936 roku, ale już wcześniej nauczyciele w szkołach nakłaniali uczniów do wstępowania w szeregi tej organizacji. Po ukończeniu szkoły młodzi ludzie przez pół roku pracowali na roli, a następnie spędzali dwa lata w wojsku. Obowiązkowa służba wojskowa umożliwiała indoktrynację polityczną całej grupy wiekowej, przy czym główną rolę odgrywał w tym procesie korpus oficerski, a także wszechobecne gazety i czasopisma wydawane z myślą o niemieckich żołnierzach.
W tych publikacjach szczególny nacisk kładziono na dwie kwestie: oczernianie i dehumanizację przeciwników nazizmu ze względów politycznych i rasowych oraz krzewienie niemal boskiego kultu Hitlera jako jedynej nadziei Niemiec na ocalenie. Listy niemieckich żołnierzy świadczyły o tym, że to przesłanie trafiło do wielu spośród nich. Oto jak jeden z żołnierzy cieszył się z ataku na Związek Radziecki, wcześniej wiernego sprzymierzeńca Niemiec: "Tego ranka, dzięki Bogu, wystąpiliśmy przeciwko śmiertelnemu wrogowi - bolszewizmowi. Poczułem wielką ulgę"40. Pewien młody oficer pozostał nieczuły nawet na uroki świeżo zajętej Francji, którą wielu żołnierzy Wehrmachtu uważało za wymarzone miejsce zakwaterowania:
Później wybrałem się z moimi ludźmi do "księgarni" w Wersalu. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaką szmirę i pornografię tam zobaczyliśmy! (...) Od razu widać, że w dziedzinie czystości i moralności Francuzi spadli na samo dno41.
Zwycięstwa odniesione w 1940 roku, tak nieoczekiwane, że niemieckie dowództwo nie opracowało planu okupacji całej Francji, zaowocowały potokiem literatury celebracyjnej, w większości wydanej przez sam Wehrmacht. Znalazła ona licznych czytelników zarówno w armii, jak i wśród ludności cywilnej - między innymi wśród nastoletnich chłopców, którzy wkrótce mieli wstąpić do wojska. Połączenie chełpliwego przekonania o militarnej wyższości Rzeszy z nazistowską teorią rasową sprawiło, że Niemcy nie doceniali bojowych możliwości Rosjan - nad czym mogli się głęboko zastanowić, gdy ich czołgi zatrzymały się kilkadziesiąt kilometrów od Moskwy w listopadzie 1941 roku. Teraz sięgnęli po książkę Wspomnienia z wyprawy na Moskwę 1812, dziennik feralnej kampanii Napoleona, autorstwa generała Armanda Augustina Louisa de Caulaincourta, szczęśliwym zbiegiem okoliczności wydany w 1933 roku.
Wszyscy dowódcy zaczęli pytać: "Kiedy się zatrzymamy?". Pamiętali, jaki los spotkał armię Napoleona. Wielu z nich zaczęło czytać ponurą relację Armanda Caulaincourta z wyprawy w 1812 roku. Ta książka wywarła potężny wpływ w krytycznych miesiącach 1941 roku. Nadal widzę von Klugego, jak z trudem brnie przez błoto ze swojej kwatery do biura, a tam stoi przed mapą, z książką Caulaincourta w ręku. Powtarzało się to każdego ranka42.
Günther von Kluge był oficerem skłonnym do refleksji, któremu powierzono nadzwyczaj odpowiedzialne zadania, ale w hitlerowskim systemie kształcenia wojskowego człowiek czynu odgrywał ważniejszą rolę niż myśliciel. Nacisk, jaki w Hitlerjugend kładziono na sport i zajęcia na świeżym powietrzu, nieuchronnie oznaczał spadek znaczenia nauki szkolnej - ku wielkiej radości wielu młodych ludzi należących do tej organizacji. Młodzi Ślązacy, których zabrano z domów rodzinnych i wcielono do Hitlerjugend, po wojnie mieli wyłącznie radosne wspomnienia związane z członkostwem w tej organizacji. Byli to chłopcy ze wsi, silni i sprawni, przywykli do aktywnego trybu życia43.
Członkowie Hitlerjugend czytali rozmaite książki wojenne, opowieści o pilotach bombowców Stuka, kapitanach U-Bootów i dowódcach jednostek pancernych. Chętnie sięgali również po wspomnienia weteranów pierwszej wojny światowej i powieści historyczne Willa Vespera (jednego z nielicznych zagorzałych wyznawców narodowego socjalizmu, który był także dobrym pisarzem). Tymczasem książki i czasopisma wydawane przez Hitlerjugend nie cieszyły się szczególną popularnością. Chłopcy woleli "Die Wehrmacht" i magazyn Luftwaffe, "Der Adler". Tak zwany katechizm Hitlerjugend okazał się tak niestrawny, iż nierzadko rezygnowano z rozdania chłopcom jego egzemplarzy, a te, które im przekazano, często od razu trafiały na zbiórki makulatury, prowadzone przez Hitlerjugend i przez żeńską sekcję tej organizacji, Bund Deutscher Mädel (Związek Dziewcząt Niemieckich)44. Chłopcom dużo bardziej podobała się książka Edwina Rommla Piechota atakuje - poprawiona wersja jego wykładów, wygłoszonych w szkole wojskowej w Dreźnie w latach 1929-1933. Książka ta, wydana w 1937 roku, bez wątpienia została częściowo napisana od nowa przez zespół propagandystów Wehrmachtu. Trudno sobie bowiem wyobrazić inne okoliczności, w jakich ten wybitny dowódca miałby wyrazić pogląd, że "armia włoska jest dziś jedną z najlepszych na świecie"45.
Na szczycie nowego niemieckiego systemu szkolnictwa znajdowały się tak zwane Napole46 - szkoły z internatem, utworzone na wzór angielskich elitarnych szkół prywatnych, w których miały się kształcić nazistowskie elity47. Duża ich część powstała w budynkach dawnych pruskich szkół kadetów, zamkniętych na mocy traktatu wersalskiego. Oferowały zwyczajny program szkolny, wzbogacony o naukę posługiwania się bronią palną, jazdy konnej, żeglugi i pilotażu. W odróżnieniu od pruskich szkół kadetów, były to placówki prawdziwie bezklasowe, w których obowiązywały rygorystyczne kryteria przyjęcia. Napole były hojnie finansowane, a każda dysponowała znakomitą biblioteką. Tu również kładziono nacisk na sprawność fizyczną - chłopiec noszący okulary nie miał szans się dostać do takiej szkoły. Absolwenci byli rozchwytywani przez wszystkie rodzaje sił zbrojnych, co skutkowało niestosownymi przepychankami pomiędzy Luftwaffe, Wehrmachtem i SS. Wielu młodych ludzi, którzy po ukończeniu tych szkół wstąpili do wojska, nie przeżyło wojny.
* * *
Dawne Imperium Rosyjskie bez wątpienia było miejscem, w którym trudno było prowadzić skuteczną propagandę. Był to ogromny kraj z licznymi skupiskami ludzi rozsianymi na rozległym terenie, zamieszkany przez zlepek wielu narodowości. W 1937 roku w Związku Radzieckim wydawano gazety w siedemdziesięciu jeden językach48. Poza wielkimi miastami poziom wykształcenia był niski, podobnie jak liczba osób mających własne książki. Chociaż w przededniu drugiej wojny światowej 80 procent ludności potrafiło czytać i pisać (co należy uznać za ważne osiągnięcie Sowietów), zaledwie 9 procent zdobyło średnie wykształcenie. Po wybuchu wojny gazety stały się towarem tak deficytowym, że brakowało ich nawet w czytelniach bibliotek publicznych. Sytuację pogarszała niewielka liczba osób posiadających odbiorniki radiowe. W 1940 roku w domach prywatnych był ich zaledwie milion, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych ich liczba sięgała 56 milionów. Charakterystycznym przykładem sowieckiej paranoi było zarządzenie władz w 1941 roku, kiedy to wszystkim prywatnym właścicielom nakazano oddać odbiorniki radiowe w obawie, że mogłyby zostać wykorzystane przez "wrogi element"49. Zamiast tego reżim sowiecki polegał na sieci głośników ulicznych, przy których mieszkańcy mogli się gromadzić, aby wysłuchać wiadomości. W samej Moskwie było 630 000 takich punktów radiowych, w całym Związku Radzieckim - około pięciu milionów.
Na owe trudności strukturalne w rozpowszechnianiu wiadomości i kształtowaniu opinii publicznej nakładały się problemy wynikające z polityki władz. Za sprawą ostrej cenzury rosyjskie gazety stały się nudne i mało atrakcyjne, a dziennikarze tak bardzo obawiali się odwetu władz, że nie ważyli się podejmować choćby najmniejszego ryzyka. W pierwszych miesiącach wojny towarzysz Stalin spędzał mnóstwo czasu na poprawianiu relacji prasowych, aby ukryć szybkie postępy wojsk niemieckich i serię klęsk poniesionych przez siły rosyjskie. W rezultacie obywatele byli bardziej skłonni wierzyć plotkom niż sowieckiej prasie. Dziennikarze zdawali sobie sprawę, że ich reportaże są nudne i nierzetelne, jak przyznał jeden z dziennikarzy radiowych: "Nasza propaganda jest głupia i bezbarwna". W raporcie z badania nadawanych publicznie wiadomości radiowych, przeprowadzonego w 1942 roku, zwrócono uwagę, że obywatele słuchają ich uważnie w punktach radiowych, a potem odchodzą ze słowami: "Nic nowego, już wcześniej o tym wiedzieliśmy"50. W odróżnieniu od Hitlera, Roosevelta czy Churchilla, Stalin rzadko przemawiał bezpośrednio do narodu radzieckiego, podobnie jak większość członków Politbiura. O ile głośniki uliczne okazały się zmarnowanym zasobem, o tyle gazety ceniono co najmniej w takim samym stopniu jako papier toaletowy i źródło bibułek używanych do skręcania papierosów, jak z powodu zawartych w nich informacji.
Początki tych trudności sięgały okresu Wielkiego Terroru (1936-1938), który przetrzebił grupy zawodowe odgrywające rolę przywódczą w czasie wojny. Wykładowcy uniwersyteccy, naukowcy, lekarze, dziennikarze, artyści i pisarze - wszyscy padli ofiarą czystek, podobnie jak przedstawiciele starej szlachty i burżuazji, którym z zasady nie ufano. Oto doskonały przykład wewnętrznych sprzeczności w sowieckim podejściu do edukacji: wielkie zaangażowanie w krzewienie oświaty i walkę z analfabetyzmem, które zaowocowało powstaniem imponującej sieci bibliotek publicznych, połączone z nieprzejednaną podejrzliwością wobec tradycyjnej arystokracji. Skutki były wyraźnie widoczne w pierwszym obozie Gułagu, założonym na Wyspach Sołowieckich na dalekiej północy, w którym osadzono wiele błyskotliwych umysłów, a jednocześnie zgromadzono imponujący księgozbiór, liczący około 30 000 tomów, w tym kilka tysięcy po francusku, po niemiecku i po angielsku. Część książek przywieźli z sobą do łagru więźniowie, inne pochodziły ze skonfiskowanych bibliotek rosyjskiej burżuazji51. Łagry założone później, w okresie stalinizmu, nie były tak bogato wyposażone.
Czystki przeprowadzone wśród pisarzy i artystów oznaczały, że radziecka literatura wojenna - z nielicznymi wyjątkami - wychodziła spod ręki pozbawionych polotu wyrobników, nieustannie oglądających się przez ramię w obawie przed denuncjacją. Korespondenci z frontu, zainspirowani przez spotkanych tam żołnierzy, z którymi dzielili wojenne niewygody, niekiedy pisali z pełną pasji szczerością, ale ich doniesienia musiały przebrnąć przez wielopoziomową cenzurę, zanim ukazały się w druku.
Co gorsza, Stalin wykorzystał Wielki Terror, aby usunąć wielu członków korpusu oficerskiego. Dotkliwe porażki Armii Czerwonej w 1941 roku wynikały nie tylko z faktu, że Stalin zlekceważył doniesienia wywiadu o zbliżającym się ataku, lecz także z braku zdolności przywódczych u oficerów, którzy przetrwali wcześniejsze czystki. Partia komunistyczna miała swoją wizję idealnego żołnierza. Miał to być pracownik fabryki, najlepiej członek partii lub człowiek nieźle wykształcony. Problem w tym, że w czasie wojny właśnie te grupy najczęściej zwalniano ze służby wojskowej jako pracowników niezbędnych na froncie wewnętrznym. Ponadto rekrutacja milionów nowych żołnierzy, którzy mieli zatrzymać Niemców w 1941 roku, znacząco obniżyła jakość wojsk radzieckich. Obniżenie wieku poborowego do 19 lat w 1939 roku oznaczało, że wielu rekrutów było bardzo słabo przeszkolonych. Do końca 1941 roku 3,8 miliona tych młodych żołnierzy trafiło do okrutnej niemieckiej niewoli, którą przeżyli tylko nieliczni.
Inwazja niemiecka ujawniła rozmaite podziały w społeczeństwie radzieckim, między innymi niejasne sympatie mieszkańców terytoriów zachodnich, błyskawicznie zajętych przez wojska niemieckie - Białorusi, Ukrainy i krajów bałtyckich52. Ani ukraińscy chłopi, ani obywatele krajów bałtyckich nie darzyli Stalina miłością. Paradoks katastrofy w 1941 roku polegał na tym, że to najbardziej zideologizowane spośród wszystkich społeczeństw przejawiało niedostatek przygotowania ideologicznego. Wyraźne wzmocnienie radzieckiego oporu jesienią 1941 roku nastąpiło wtedy, gdy linia frontu przybliżyła się do serca Rosji. Obrona ojczyzny okazała się dużo silniejszą motywacją do brawurowej odwagi niż lojalność wobec sowieckiego reżimu. Jak stwierdziła pewna kobieta, która przeżyła oblężenie Leningradu: "Nie walczyliśmy dla Stalina. Walczyliśmy dla naszych rodzin i naszego miasta"53. Pomimo dwudziestu lat komunistycznej indoktrynacji w dalszym ciągu decydujące znaczenie miał lokalny patriotyzm.
* * *
Przed zakończeniem tego rozdziału należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. Wyjaśnienie, co skłaniało mężczyzn do tego, by zgłosić się do komisji rekrutacyjnych i zaciągnąć do wojska, to jedno. Niewinność, optymizm i patriotyzm miały tu ogromne znaczenie. Właśnie w tej dziedzinie szczególnie istotny był wpływ przedwojennych książek, gazet i czasopism. Trudniej zrozumieć, dlaczego żołnierze trwali na posterunku pomimo strasznych warunków, nieustannej groźby śmierci i poważnych ran, jakich doznawali ich towarzysze i przyjaciele - i to nawet wówczas, gdy wojna była ewidentnie przegrana. Dlaczego tak wielu mężczyzn (a w Rosji również kobiet) wytrwało w walce, nierzadko aż do śmierci? Po pierwsze, nie można tego powiedzieć o wszystkich. Podczas amerykańskiej wojny secesyjnej wielu ochotników już po pierwszej bitwie dochodziło do wniosku, że nie chce dłużej znosić niebezpieczeństw i emocji wojennych. Uważa się, że tak naprawdę walczyła zaledwie połowa żołnierzy. Pozostali szukali bezpiecznego miejsca na tyłach wojsk albo starali się nie rzucać w oczy, kiedy ich oddział ruszał do walki. Podczas drugiej wojny światowej armia radziecka oskarżyła 4 miliony mężczyzn o dezercję, uchylanie się przed poborem albo próbę uniknięcia walki na froncie poprzez samookaleczenie54. Wojna na froncie wschodnim była szczególnie brutalna, przy czym Niemców napędzała pogarda rasowa, a Rosjan - nienawiść zrodzona ze świadomości straszliwych okrucieństw, jakich najeźdźcy dopuszczali się wobec ich rodaków. Tę nienawiść podsycała sowiecka prasa na wyraźne polecenie Stalina, który naprawdę wierzył - jak przekonywał w przemówieniu pierwszomajowym w 1942 roku - że "nie zdołamy pokonać wroga, jeśli nie nauczymy się go nienawidzić ze wszystkich sił, z całego serca"55. Był to jeden z najbardziej skutecznych aspektów sowieckiej propagandy. Niemcy wiedzieli, że nie mogą liczyć na miłosierdzie, a zaciekłość, z jaką bronili swoich wschodnich granic, brała się ze świadomości, co czeka ich samych oraz ich rodziny, jeśli Rosjanie zwyciężą. Wojna czyniła ludzi twardszymi i zawężała emocjonalny układ odniesienia do jednego okopu, jednej wsi lub jednego budynku. Mężczyźni walczyli u boku swoich towarzyszy, a gdy jedni ginęli, zastępowali ich nowi56. Według niemieckiego pisarza, Guya Sajera, autora autobiograficznej książki o służbie na froncie wschodnim, lojalność wobec towarzyszy broni była jedynym rzeczywistym powodem, z jakiego żołnierze mogli nadal walczyć57.
Można się było spodziewać, że po rozpoczęciu ofensywy aliantów z przyczółka w Normandii opór Niemców na zachodzie osłabnie. Wojska alianckie chciały do minimum ograniczyć liczbę ofiar, dlatego nadal polegały głównie na atakach z powietrza. Mimo to Niemcy nie złożyli broni - po części dlatego, że nadal wierzyli w możliwość zwycięstwa (choć wszystko, jak się dziś wydaje, przemawiało przeciw temu). Jak wynika z ankiet przeprowadzonych wśród niemieckich jeńców wojennych, wiara w zwycięstwo zaczęła słabnąć dopiero w pierwszych miesiącach 1945 roku. Do najbardziej zdeterminowanych żołnierzy należeli chłopcy z Hitlerjugend i uczniowie Napoli, wysłani na front w wieku czternastu lat (lub jeszcze młodszym). Kiedy nauczyciele Napoli w Rugii powiedzieli swoim uczniom, że Niemcy przegrały wojnę, niektórzy chłopcy wpadli w taką furię, iż zażądali klucza do magazynu broni, aby móc nadal walczyć na własną rękę. Na słynnym ostatnim zdjęciu Hitlera, przedstawiającym dekorację członków Hitlerjugend w Berlinie, niektórzy chłopcy mają zaledwie dwanaście lat. Amerykańskie czołgi, posuwające się naprzód przez Zagłębie Ruhry, często były atakowane z zasadzki przez dziecięce oddziały. Pułkownik Roland Robb wspominał sytuację, gdy Amerykanie zostali zatrzymani przez oddział artylerii złożony z dzieci - najstarsze miały dwanaście lat. Młodzi żołnierze nie chcieli się poddać i wszyscy zginęli. Ten incydent - i wiele podobnych - był głęboko traumatyczny dla żołnierzy alianckich, zmuszonych strzelać do dzieci w obronie własnej58. Oto najlepsze, makabryczne świadectwo sukcesu ideologicznego prania mózgów w czasie wojen XX stulecia.
1 Claire Parfait, The Publishing History of "Uncle's Tom's Cabin", 1852-2002 (Aldershot: Ashgate, 2007).
2 Harry Stone, Charles Dickens and Harriet Beecher Stowe, "Nineteenth-Century Fiction", 12 (1957), s. 188-202.
3 Frederick Douglass, The Life and Times of Frederick Douglass (1881; przedruk: Mineola, NY: Dover, 2003), s. 202.
4 Parfait, Publishing History, s. 33-34.
5 Olivier Rolin, Stalin's Meteorologist (London: Harvill Secker, 2017), s. 94.
6 Daniel R. Vollaro, Lincoln, Stowe and the "Little Woman/Great War" story: The making and breaking of a great American anecdote, "Journal of the Abraham Lincoln Association", 30 (2009), s. 18-34.
7 James M. McPherson, For Cause and Comrades. Why Men Fought in the Civil War (New York: Oxford University Press, 1997), s. 117.
8 Reid Mitchell, Civil War Soldiers (New York: Viking Penguin, 1988), s. 12.
9 Parfait, Publishing History, s. 96, 98.
10 Richard N. Price, Society, Status and Jingoism: The Social Roots of Lower Middle-Class Patriotism, 1870-1900, w: Geoffrey Crossick (red.), The Lower Middle Class in Britain, 1870-1914 (London: Croom Helm, 1977), s. 89-112; Glenn R. Wilkinson, Depictions and Images of War in Edwardian Newspapers, 1899-1914 (Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2003).
11 Thomas Pakenham, The Boer War (London: Macdonald, 1979).
12 James Percy Fitzpatrick, The Transvaal from Within (London: Heinemann,1899).
13 The Story of the Malakand Field Force (Longman: 1898); The River War (Longman: 1899).
14 Winston S. Churchill, My Early Life. A Roving Commission (London: Macmillan, 1941), s. 347.
15 Richard Symonds, Oxford and Empire: The Last Lost Cause? (London: Macmillan, 1986), s. 62-79.
16 John Buchan, The African Colony: Studies in the Reconstruction (1903).
17 Ursula Buchan, Beyond the Thirty-Nine Steps. A Life of John Buchan (London: Bloomsbury, 2019).
18 I.F. Clarke, Voices Prophesying War: Future Wars, 1763-3749 (Oxford: Oxford University Press, 1992; poprawione wydanie edycji z 1966 roku).
19 Andrew Boyle, The Riddle of Erskine Childers (London: Hutchinson, 1977), s. 111.
20 N. St. Barbe Sladen, The Real Le Queux. The Official Biography of William Le Queux (London: Nicholson & Watson, 1938).
21 John Ramsden, Don't Mention the War. The British and the Germans since 1890 (London: Little, Brown, 2006), s. 57-59.
22 E.S. Turner, Boys will be Boys (wyd. trzecie, London: Michael Joseph, 1975), s. 14, 191-195.
24 "Boy's Own Paper", marzec 1905; Jack Cox, Take a Cold Tub, Sir! The Story of the "Boy's Own Paper" (Guildford: Lutterworth, 1982), s. 73.
25 Zob. Karl Sabbagh, Your Case is Hopeless. Bracing Advice from the "Boy's Own Paper" (London: John Murray, 2007); Kelly Boyd, Manliness and the Boys' Story Paper in Britain: A Cultural History, 1855-1940 (Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2003); Ted Beardow, The Empire Hero, "Studies in Popular Culture", 41 (2018), s. 66-93.
26 Cox, Take a Cold Tub, s. 60.
29 Karel C. Berkhoff, Motherland in Danger. Soviet Propaganda during World War II (Cambridge, Mass.: Harvard University Press, 2012); Roger R. Reese, Why Stalin's Soldiers Fought. The Red Army's Military Effectiveness in World War II (Lawrence, Kansas: University of Kansas Press, 2011).
30 Daniel J. Hughes i Richard L. Dinardo, Imperial Germany and War, 1871-1918 (Lawrence, Kansas: University of Kansas Press, 2018).
31 Wolfgang J. Mommsen, The Topos of Inevitable War in Germany in the decades before 1914, w: Volker R. Berghahn i Martin Kitchen, Germany in the Age of Total War (London: Croom Helm, 1981), s. 23-45.
32 Azar Gat, The Development of Military Thought: The Nineteenth Century (Oxford: Oxford University Press, 1992), s. 59-60. Przekład polski za: S.E. Nahlik (1958), Grabież dzieł sztuki. Rodowód zbrodni międzynarodowej, Wrocław-Kraków: Wydawnictwo im. Ossolińskich, s. 163.
33 A. Michael Malin, "The Hun is at the Gate!": Historicising Kipling's Militaristic Rhetoric from the Imperial Periphery to the National Center: Part two: the French, Russian and German Threats to Great Britain, "Studies in the Novel", 31 (1999), s. 432-470; Clara Claiborne Park, Artist of Empire: Kipling and Kim, "Hudson Review", 55 (2003), s. 537-561.
34 Tytuł oryginału: In Darkest Africa (1890); w 1891 ukazało się wydanie polskie, zatytułowane W czeluściach Afryki, w przekładzie Benedykta Filipowicza (przyp. tłum.).
35 John Philip Sort, Everyman's Colonial Library: Imperialism and Working-Class Readers in Leipzig, 1890-1914, "German History", 21 (2003), s. 445-475.
36 Ian McDonald, The Boer War in Postcards (Stroud: Alan Sutton, 1990).
37 Mommsen, Topos of Inevitable War, s. 34.
38 Michael Grütter, German Universities under the Swastika, w: John Connelly i Michael Grüttner (red.), Universities Under Dictatorship (University Park: Pennsylvania University State Press, 2005), s. 75-112.
39 Helen Roche, The Third Reich's Elite Schools. A History of the Napolas (Oxford: Oxford University Press, 2021), s. 6.
41 Omer Bartov, Hitler's Army. Soldiers, Nazis and War in the Third Reich (New York: Oxford University Press, 1991), s. 150.
42 Robert M. Citino, The German Way of War. From the Thirty Years' War to the Third Reich (Lawrence, Kansas: University of Kansas Press, 2005), s. 299.
43 Ursula Lange, East Germany: What happened to the Silesians in 1945? (Lewes: Book Guild, 2000), s. 145.
44 H.W. Koch, The Hitler Youth. Origins and Development, 1922-1945 (New York: Cooper Square, 2000), s. 137-161.
45 Desmond Young, Rommel (London: Collins, 1950), s. 37.
46 Nationalpolitische Erziehunganstalt - NPEA (Narodowopolityczne Ośrodki Wychowawcze; przyp. tłum.).
47 Roche, Third Reich's Elite Schools; Helen Roche, Sparta's German Children (Swansea: Classical Press of Wales, 2013).
48 Berkhoff, Motherland, s. 18.
51 Aleksander Sołżenicyn, Archipelag Gułag (Warszawa: Nowe Wydawnictwo Polskie, 1990), tom 2; na temat biblioteki zob. Rolin, Stalin's Meteorologist, s. 72, 78.
52 Reese, Why Stalin's Soldiers Fought, s. 96.
54 McPherson, For Cause and Comrades; Reese, Why Stalin's Soldiers Fought, s. 20.
55 Reese, Why Stalin's Soldiers Fought, s. 22.
56 Thomas Kühne, The Rise and Fall of Comradeship. Hitler's Soldiers, Male Bonding and Mass Violence in the Twentieth Century (Cambridge: Cambridge University Press, 2017).
57 Guy Sajer, Zapomniany żołnierz (Poznań: Rebis, 2018).
58 Koch, Hitler Youth, s. 249.