Post Scriptum
Chociaż ta książka powstawała przez parę lat, data jej publikacji zbiegła się z pandemią SARS-CoV-2. Czas pokaże, czy globalna epidemia koronawirusa i towarzyszący jej stan nadzwyczajnych obostrzeń i zmian społeczno-gospodarczych będzie - jak osobiście sądzę - doświadczeniem pokoleniowym o formacyjnym charakterze, obalającym dogmaty gospodarcze i polityczne oraz przewartościowującym co uważamy w społeczeństwie za niezbędne, konieczne. Zdecydowałem się dodać zatem krótkie post scriptum, by spróbować odczytać bieżące wydarzenia w perspektywie ekonomii intelektu powszechnego. Oto pięć spostrzeżeń, o których trafności dowiemy się już niebawem.
Po pierwsze, napawający optymizmem jest wybuch oddolnej, spontanicznej samoorganizacji poprzez tworzenie cyfrowych grup-sieci wsparcia, czy udostępnianie i reagowanie na apele o pomoc. Ponad stutysięczna grupa pomocy wzajemnej "Widzialna Ręka" pojawiła się, gdy na żadną "niewidzialną rękę [rynku]" nie można było liczyć. Okazuje się jasno jak nigdy wcześniej, że bogactwo Internetu jest wytwarzane przez "społeczeństwo współpracy", jak nazywają je Jemielniak i Przegalińska1. To darmowa praca informacyjna naukowców (analizujących i dzielących się danymi), pracowników ochrony zdrowia (oferujących swoje wskazówki i doświadczenie), badaczy gospodarki (informujących o skutkach działań kryzysowych), związkowców (analizujących istniejące i proponowane prawa chroniące świat pracy przed ponoszeniem nieproporcjonalnie wysokich kosztów pandemii, a także udzielających porad online). To także ekspresja artystycznej i narracyjnej strony każdego i każdej z nas, która objawiła się w formie żartów i memów.
Nie możemy jednak zapominać, że te grupy nie powstają w neutralnej przestrzeni. Przeważnie jest ona mediowana przez największe platformy cyfrowe, które dzięki tej oddolnej aktywności odnotowują przyrost aktywności i liczby użytkowników oraz pochodzących od nich danych. Ale to nie reklamy Facebooka i Google'a są narzędziem naszej solidarności; cyfrowi giganci tworzyli narzędzia do przechwytywania wartości, nie autentycznej solidarności. Z kolei dla platform usługowych jak Uber Eats czy Amazon konieczność pozorowania "gospodarki współdzielenia" i niematerialnej "chmury" zniknęła, ponieważ kryzys odwrócił uwagę od negatywnych konsekwencji ich modeli biznesowych. Przy wzroście zamówień i strumieniu nowych danych od użytkowników zmuszonych do pozostania w domu pozory przestały być potrzebne. Odsłoniło to przechwytywanie rynku po upadających lokalnych małych firmach - w połączeniu z całkowitą destrukcją praw pracowniczych, od zasad BHP po płace i czas pracy.
Obserwujemy znowu napięcie między nowym, wspólnotowym sposobem produkcji informacji za pomocą sieci a jego wykorzystaniem przez kapitał (poprzez przekształcanie w dane i monetyzowanie). Czy jest szansa, że właśnie teraz powstaną platformowe kooperatywy i technologie projektowane dla ludzi, nie dla zysku? Nowa etyka kognitariatu potrzebna do tego zadania nie jest już teoretycznym, abstrakcyjnym pomysłem, ale wykuwaną w skali całego społeczeństwa praktyką tworzenia i dzielenia się wartością poza logiką zysku. Pora na wspierające ją narzędzia.
Po drugie, stawiana w tej pracy za Philippem Aghionem teza, że korporacje w istocie szkodzą innowacyjności, znajduje dziś potwierdzenie. Udowadnia to chociażby historia producenta respiratorów nowej generacji Newport, który nie zrealizował nigdy zamówienia rządu amerykańskiego na 40 tys. maszyn, ponieważ został agresywnie wykupiony przez korporację Covidien broniącą droższego produktu2. Umowa została storpedowana, a naukowcy przeniesieni do innych linii biznesowych, by nie zagrażać zyskom płynącym ze starego patentu.
Nowe technologie budowy respiratorów za pomocą między innymi druku 3D czy aplikacje wspierające kwarantannę powstają właśnie jako wysiłek małych firm i niezależnych naukowców, często z uwolnieniem efektów tej pracy spod reżimu praw tzw. własności intelektualnej. Nieoceniony wkład w dobie pandemii przez rozpoczęcie masowego testowania na obecność koronawirusa miała w Polsce firma Warsaw Genomics - spółka naukowa Uniwersytetu Warszawskiego, publicznej uczelni. Jaki jest zatem sens przyznawania wieloletnich patentów, dopłat i ulg dla największych prywatnych firm, jeśli nie są zdolne do tworzenia innowacji, których potrzebuje społeczeństwo?
Po trzecie, przewidywania dotyczące zaostrzania się reżimu kapitalizmu kognitywnego spełniły się szybciej, niż mogliśmy się spodziewać. Cyfrowy tayloryzm właśnie stał się nową normą na rynku pracy. Aplikacje takie jak stosowany powszechnie Zoom3 czy Sneek umożliwiają nadzorowanie uwagi i dyskretną inwigilację pracowników. Sneek robi to przez zdjęcia twarzy pracownika przed komputerem, co przywołuje na myśl "Rok 1984", tylko, że inwigilację realizują kapitalistyczne firmy4. To wyciskanie maksymalnej produktywności z pracownika zamkniętego w domu i obserwowanego przez narzędzie swojej pracy; ale to też platformy gospodarki zleceniowej (gig economy), dyscyplinujące swoich "partnerów". Armia bezrobotnych z firm, które nie przetrwały tego wstrząsu, będzie zmuszona zaakceptować prekarne warunki pracy.
Cyfrowy tayloryzm, jak wyjaśniłem w rozdziale 4, jest formą sprawowania biowładzy, czyli kontrolowania żywych ciał ludzkich. Czy powinniśmy zatem wzorem włoskiego filozofa Giorgio Agambena postrzegać zdecydowaną reakcję państw w postaci dystansowania społecznego, zamykania przestrzeni publicznej i pilnowania kwarantanny jako opresję biowładzy? Nie całkiem. Wbrew słowom pewnej okrytej niesławą polityczki brytyjskiej, społeczeństwo istnieje. Jako współpracujące społeczeństwo jesteśmy zdolni do obrony przed zagrożeniami, które byłyby katastrofalne dla indywidualnych, niezależnych jednostek. Pandemia koronawirusa uświadamia, że biowładza jest konieczna - naszym zadaniem jest pilnować jej zakresu, pytać, kiedy "wyjątkowe warunki" stają się uzasadnieniem dla długoterminowego uderzenia w swobody obywatelskie.
Nie rywalizacja między firmami technologicznymi a państwami jest zagrożeniem przyszłości, ale raczej ich współpraca. Połączenie coraz bardziej obecnych sensorów i oprogramowania prowadzącego inwigilację z państwowym monopolem na stanowienie prawa i użycie siły skończy się tragedią. Skandal Cambridge Analytica i apele o rozbicie GAFA zostały przykryte swoistym coronawashingiem cyfrowych gigantów pokazujących swoją przydatność przez efekciarskie akcje informacyjne. Prawdziwą stawkę ujawnia spór o aplikacje do śledzenia kontaktu (contact tracing). Oddolne inicjatywy społeczników i świadomego kognitariatu oraz działania państw - nawet trzymających się standardów transparentności kodu i rzetelnej komunikacji, jak robiło to polskie Ministerstwo Cyfryzacji - zostały zmiecione z planszy. Dziś cały świat czeka aż dwóch gatekeeperów najpopularniejszych systemów operacyjnych dla smartfonów (Androida i iOS) stworzy globalny standard do masowej inwigilacji. Czy kiedy skończy się pandemia, ich producenci, Google i Apple, wycofają się ze śledzenia ponad trzech miliardów ludzi , czy też będą je kontynuować, a jedynie ukryją nowe narzędzia pod warstwami regulaminów, zgód i technicznych filtrów?
Po czwarte, znajdujące się w kryzysie państwo dobrobytu z jego powszechnymi systemami opieki zdrowotnej, edukacji czy ochrony środowiska możemy odbudować dzięki wspólnym danym i korzystnej społecznie sztucznej inteligencji. Zbieranie danych niekoniecznie musi oznaczać inwigilację Wielkiego Brata albo biowładzę kapitalistycznego aparatu represji. Przyszłość należy do ekonomii intelektu powszechnego - kolektywnej wiedzy społeczeństwa, umożliwiającej podejmowanie racjonalnych decyzji na poziomie systemowym.
Cyfrowe państwo usługowe5 będzie realizacją wizji równości i dobrobytu dla wszystkich. Dzięki wykorzystaniu wspólnic danych, które omawiam w rozdziale 6, dane zbierane przez cyfrowych gigantów i rozproszone prywatne firmy znajdą się pod społeczną ochroną. To przeciwieństwo mariażu państw i korporacyjnych potęg - zamiast ulegać presji zysku w zamian za inwigilację, cyfrowe państwo usługowe staje na straży interesu publicznego. Ten scenariusz wymaga transparentności procesów związanych z danymi i zaufania, na którego dalszą erozję nie możemy sobie po prostu pozwolić. To nie jest "nisko wiszący owoc", ale wyzwanie dla społeczeństwa.
Potrzebujemy nowej umowy społecznej. W zamian za zarządzanie danymi firm i obywateli-użytkowników instytucje publiczne oferują dostęp do wysokiej jakości świadczeń. Wspólnice danych będą napędzać tworzenie korzystnej społecznie sztucznej inteligencji, dzięki której powstaną produkty i usługi służące całemu społeczeństwu do zaspokajania potrzeb życiowych.
Po piąte, raptowne przerwanie globalnych łańcuchów produkcji i szok popytowy każą podważyć sens kapitalistycznego systemu organizacji gospodarki. Czy wspólne planowanie produkcji zgodne z potrzebami ludzi, także tych wykluczonych, oraz uwzględniające długoterminowe potrzeby życia w zdrowym środowisku i zrównoważonej przestrzeni miejskiej skutkowałoby tak wadliwym systemem?
Ciekawe ćwiczenie praktyczne proponuje francuski antropolog i filozof Bruno Latour, pytając "które spośród zawieszonych aktywności nie powinny Twoim zdaniem powrócić?"6. Serią prostych pytań zachęca nas do zastanowienia się, do czego nie warto wracać, a jakich inwestycji, pracy, aktywności potrzebujemy więcej. Czy chcemy powrotu do zużywania pracy i zasobów w celu nakręcania konsumpcyjnej spirali szybko niszczejących produktów? Czy chcemy więcej zdrowej żywności, tanich leków, lasów i pracy opiekuńczej pielęgniarek? W demokracji mediowanej technologicznie takie pytania moglibyśmy stawiać sobie częściej, głosując za światem, jakiego chcemy bardziej bezpośrednio niż tak jak do tej pory - wybierając produkty partiokracji lub korporacji z jednej półki.
Kończąc post scriptum: strumień naszych danych, wartości wytwarzanej naszą pracą i kolejne kompetencje suwerennych państw trafiają w ręce formującego się właśnie techno-imperium. Musimy wywołać bunt w fabryce sieci.
WstępObietnica technooptymistów
Podstawowym zasobem gospodarczym - "środkiem produkcji", by użyć terminu ekonomistów - nie jest już kapitał ani zasoby naturalne ("ziemia" ekonomistów), ani praca. Jest nim i będzie wiedza.1.
Peter F. Drucker, Społeczeństwo pokapitalistyczne (1993)
Gdy całe społeczeństwo sprowadzone zostaje do fabryki, fabryka jako taka zdaje się znikać. (...) Najwyższy stopień rozwoju kapitalistycznej produkcji oznacza najgłębsze zafałszowanie wszystkich burżuazyjnych stosunków społecznych.
Mario Tronti, Fabryka i społeczeństwo (1962)
Trzecia rewolucja przemysłowa, zapoczątkowana przez wynalezienie komputera, rozwój cyfrowych sposobów przetwarzania danych oraz technologii telekomunikacyjnych (ICT), została przez znanego futurologa i badacza społecznego Alvina Tofflera określona jako "trzecia fala". Zwiastowała nadejście "wieku informacji" (Information Age) w miejsce wieku przemysłowego1. Społeczeństwo postindustrialne miało się całkowicie zmienić na skutek wyłonienia się nowych dominujących sił: informacji i wiedzy, których przepływ i zastosowanie umożliwiły nowe technologie cyfrowe. Dziś mówi się również o czwartej rewolucji przemysłowej, będącej efektem nasycenia gospodarki tymi technologiami, a w konsekwencji dającej nieograniczoną możliwość łączności i dostępności danych.
Jednocześnie prorokowano istotne przemiany społeczne. Procesy decyzyjne miały ulec demokratyzacji, podobnie dostęp do wiedzy oraz personalizacja dóbr i usług według indywidualnych preferencji. Wszystko to miało doprowadzić do rozkwitu wolności. Mieliśmy elastycznie "surfować" między pracą a wypoczynkiem zgodnie z naszymi potrzebami.
Takie wizje roztaczało wielu autorów. Douglas Rushkoff, jeden z pionierskich badaczy kultury internetowej i mediów cyfrowych, przekonywał świat, że hierarchie i struktury władzy upadną pod naporem zmian postindustrialnych, otwierając drogę swobodzie indywidualnej ekspresji (nowemu "renesansowi")2; Kevin Kelly czy Louis Rosetto na łamach założonego przez siebie magazynu technologicznego Wired, do dziś najważniejszego w swojej dziedzinie w Stanach Zjednoczonych (i w konsekwencji na świecie), obiecywali rosnącej grupie pracowników intelektualnych wyzwolenie od biurokratycznej kontroli i możliwość spełnienia marzeń dzięki nieskrępowanej, autonomicznej przedsiębiorczości.
"Wiek informacji", "globalna wioska" czy "era cyfrowa" stały się popularnymi określeniami, które opisywać miały zmierzch dotychczasowych stosunków społecznych, w tym zmniejszenie uciążliwości pracy zarobkowej czy walki o rzadkie zasoby, takie jak wysokiej jakości żywność, energia elektryczna czy opieka zdrowotna. Ta obietnica technooptymistów, której echa znajdziemy dziś choćby w korporacyjnych opowieściach o gospodarce współdzielenia, została nazwana nie bez powodu "ideologią kalifornijską"3, gdyż to właśnie w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej narodziła się współczesna religia łącząca kontrkulturową obietnicę wolności z bezkrytycznym kultem postindustrialnej technologii cyfrowej.
Niewątpliwie gospodarka kapitalistyczna dokonała fascynującej, wszechogarniającej transformacji poza dotychczasowy model przemysłowy. Wśród najważniejszych zmian możemy wyróżnić wprowadzenie technologii ICT we wszystkich sektorach gospodarki oraz dziedzinach życia i w konsekwencji optymalizację przebiegających w nich procesów, rosnącą specjalizację i fragmentaryzację globalnego łańcucha produkcji oraz na koniec imponującej skali akumulację kapitału finansowego. Wszystkie te zjawiska mają kluczową i wciąż rosnącą wagę już od blisko pół wieku. Jednak dopiero od niedawna stały się rzeczywiście globalne i powszechne, obejmując procesy od centrum światowego systemu aż po jego najodleglejsze peryferie.
Codzienne życie jednak nie przystaje do tej jednoznacznie optymistycznej wizji. Bez trudu każda z czytających osób znajdzie w swoim otoczeniu kogoś, kto chwyta się mało atrakcyjnych dorywczych prac i zastanawia, jak związać koniec z końcem. Doktorantki prestiżowych uczelni, początkujący programiści poza Warszawą, pracownice niezliczonych działów obsługi klienta i imigranci harujący dla Uber Eats - dla nich "cyfrowa era" przyniosła coś zgoła innego. "Nie wyobrażam sobie teraz zakładania rodziny, na razie martwię się o siebie" - to najsmutniejsze chyba słowa, jakie usłyszałem od mojej dobrze wykształconej znajomej. Jej perspektywa jest całkiem racjonalna. Dla niej i dla niestety znacznej większości osób "elastyczność i autonomia" to raczej codzienne zmaganie z niestabilnością dzisiaj i niepewnością jutra. Ponadto wytwarzanie cyfrowego bogactwa odziera nas z prywatności, męczy umysł i wypala. W takich warunkach ogólna kondycja społeczeństwa staje pod znakiem zapytania.