Jump. Odważ się na to, co cię przeraża w pracy i w życiu - Kim Perell

Kup ebooka

43.00 zł
34.40 zł (34,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

LIST DO CZY­TEL­NI­KÓW

Dro­dzy, go­towi na wy­zwa­nia Czy­tel­nicy,

pra­gnie­cie wkro­czyć na nową ścieżkę ka­riery, za­mier­za­cie zo­stać przed­się­bior­cami, a może chce­cie sko­ry­go­wać sce­na­riu­sze, które pi­sze wam ży­cie? Wie­cie już, że krok, który was czeka, nie jest zwy­kłym kro­kiem, to skok. Wielki skok w nie­znane.

I czu­je­cie lekki nie­po­kój, prawda? Ro­zu­miem, ja także kie­dyś znaj­do­wa­łam się w tym miej­scu. Lęk przed nie­wia­domą jest nor­malny i prze­żywa go każdy z nas. Ale za­łożę się, że cho­dzi o coś wię­cej niż strach; prze­czu­cie pod­po­wiada wam, że po­mysł jest do­sko­nały, a gdy mgła nie­pew­no­ści się roz­pro­szy, czeka was coś wiel­kiego i wspa­nia­łego.

Mam do­brą wia­do­mość. Je­śli in­stynkt pod­po­wiada wam, że nad­szedł czas na zmiany w ży­ciu, ta książka jest dla was. Nie ma zna­cze­nia, w ja­kim ży­cio­wym mo­men­cie się zna­leź­li­ście: pry­wat­nie, fi­nan­sowo lub emo­cjo­nal­nie. Obie­cuję, że za­wsze będę po wa­szej stro­nie. Wiem, jak za­cho­wać się w sy­tu­acjach przy­pra­wia­ją­cych o szyb­sze bi­cie serca, gdy pocą się dło­nie albo gdy ma się ochotę zgrzy­tać zę­bami. Ta książka po­pro­wa­dzi was ku de­cy­zjom, które pra­gnie­cie pod­jąć, a które zmie­nią wa­sze ży­cie. Pod­po­wiem prak­tyczne i przy­datne kroki przy­go­to­wu­jące do zmiany, po­mogę po­ko­nać wąt­pli­wo­ści i zna­leźć od­wagę pod­ję­cia ry­zyka, które - do­brze skal­ku­lo­wane - za­wsze się opłaca.

Po­dzielę się prak­tycz­nymi lek­cjami i wie­dzą z mo­jego po­nad dwu­dzie­sto­let­niego do­świad­cze­nia jako przed­się­bior­czyni, pre­ze­ski, in­we­storki. Opi­szę trudne de­cy­zje, przed któ­rymi sta­wa­łam, i zdra­dzę, skąd wzię­łam od­wagę, żeby wy­ko­nać każdy z mo­ich sko­ków. Opo­wiem o po­peł­nio­nych błę­dach - wielu mo­głam unik­nąć - ale też o lek­cjach, które z nich wy­cią­gnę­łam, i wskażę skróty pro­wa­dzące do suk­cesu, o któ­rych od ni­kogo in­nego się nie do­wie­cie.

Ta książka jest o tym, jak wy­ko­nać skok, od­waż­nie i z uf­no­ścią. Mo­że­cie po­że­gnać się z po­czu­ciem, że na do­bre utknę­li­ście w mar­twym punk­cie. Czas ru­szyć z miej­sca.

Te­raz jest wła­śnie mo­ment, żeby sko­czyć, nie bę­dzie lep­szego. Py­ta­nie, czy je­ste­ście go­towi na pod­ję­cie ry­zyka?

Wiem, że tak. Je­stem tu, żeby w tym po­móc.

Skaczmy!

ROZ­DZIAŁ1

.

PO­DEJ­MUJ RY­ZYKO

Spoj­rze­nie w dół bu­dzi lęk. Zwłasz­cza je­śli stawka jest wy­soka.

Zna­cie te de­cy­zje, przed któ­rych pod­ję­ciem serce bije szyb­ciej, a dło­nie się pocą? Które tak przy­tła­czają, że za­czy­na­cie za­da­wać so­bie py­ta­nie: "Jak to się w ogóle stało, że je­stem w tym miej­scu?". Ja to znam. Wiele razy tak wła­śnie się czu­łam. Te­raz od­no­szę suk­cesy jako przed­się­bior­czyni, ale nie za­wsze tak było. Mu­sia­łam pod­jąć wiele ry­zy­kow­nych de­cy­zji i sko­czyć z wielu urwisk, żeby do­trzeć do tego miej­sca, ale na­wet dziś, gdy roz­po­czy­nam nową przy­godę, wciąż szyb­ciej bije mi serce i pocą się dło­nie.

Każda wielka hi­sto­ria za­czyna się od skoku - pod­ję­cia ry­zyka, ru­sze­nia w nie­znane bez pew­no­ści, do­kąd do­trzemy. Nie­ważne, czy w chwili, gdy szy­ku­je­cie się do skoku, zaj­mu­je­cie miej­sce na szczy­cie, czy chce­cie od­bić się od dna, po­nie­waż wła­śnie zna­leź­li­ście się na sa­mym dnie, czy zwy­czaj­nie utknę­li­ście w miej­scu. Z całą pew­no­ścią mo­że­cie do­ko­nać zmiany: po­zy­tyw­nej, twór­czej, tej, która prze­mo­de­luje wa­sze ży­cie. Mu­si­cie tylko chcieć w sie­bie uwie­rzyć i pod­jąć ry­zyko.

TRZY PO­WODY, ŻEBY SKO­CZYĆ

Za­nim rzu­ci­cie się do dzia­ła­nia, mu­si­cie wie­dzieć, na jaki ro­dzaj skoku się de­cy­du­je­cie i dla­czego. Jako osoba za­pra­wiona w sko­kach uwa­żam, że są trzy główne po­wody, dla któ­rych lu­dzie de­cy­dują się na ten wielki skok.

Po­wód 1: Nie masz in­nego wy­boru

Skok Ra­tun­kowy. Mu­sisz do­ko­nać zmiany. Po­wo­dem może być zwol­nie­nie z pracy, widmo nie­uchron­nego ban­kruc­twa, zda­rzyło się coś, co cał­ko­wi­cie zmie­niło twoje ży­cie, lub też po­chwy­ciła cię w szpony ja­kaś inna zło­wroga siła. To w mniej­szym stop­niu wy­bór, a bar­dziej roz­wią­za­nie awa­ryjne.

Po­wód 2: Do­strze­gasz ja­kąś moż­li­wość

Skok Oka­zji. Chcesz zmiany, po­nie­waż masz wi­zję. Wi­dzisz moż­li­wość po­lep­sze­nia sy­tu­acji ży­cio­wej w od­waż­nym dzia­ła­niu. Twoje obecne ży­cie jest sta­bilne, może na­wet dość po­myślne, ale masz wiel­kie ma­rze­nia, po­my­sły na biz­nes albo wi­zję tego, jak po­winno wy­glą­dać twoje ży­cie. Ży­wisz głę­bo­kie prze­ko­na­nie, że jest ci prze­zna­czone coś więk­szego.

Po­wód 3: Sto­isz w miej­scu

Skok z Mar­twego Punktu. Roz­wa­żasz zmianę, po­nie­waż masz wra­że­nie, że sto­isz w miej­scu, czu­jesz znu­dze­nie albo może nie­speł­nie­nie. To taki punkt ka­riery, gdy nie bar­dzo wiesz, co da­lej. Jest ci wy­god­nie, ale bra­kuje ci wy­zwań. Po­trak­tuj to jak stan rów­no­wagi. Trwasz w miej­scu, po­nie­waż wy­daje się to ła­twiej­sze niż skok w nie­znane.

Pora te­raz zdra­dzić mały se­kret: po­wód, dla któ­rego ska­czesz, nie ma zna­cze­nia, li­czy się je­dy­nie to, że masz od­wagę sko­czyć.

KTO WY­KO­NUJE SKOK RA­TUN­KOWY?

Swój Skok Ra­tun­kowy mu­sia­łam wy­ko­nać na sa­mym po­czątku ka­riery i wtedy uwa­ża­łam go za naj­gor­szą rzecz, jaka mo­gła mi się przy­tra­fić; tym­cza­sem oka­zał się czymś zna­ko­mi­tym. Stał się ka­ta­li­za­to­rem zmie­nia­ją­cym moje ży­cie na lep­sze. A mię­dzy nami mó­wiąc, ta książka by nie po­wstała, gdy­bym nie wy­ko­nała tam­tego Skoku Ra­tun­ko­wego.

Spró­buj­cie to so­bie wy­obra­zić. Mam 22 lata, miesz­kam w sło­necz­nym Los An­ge­les, w apar­ta­men­cie, który wy­naj­muję z dwiema naj­lep­szymi przy­ja­ciół­kami. Wła­śnie do­sta­łam wy­ma­rzoną pracę w star­tu­pie, w branży no­wych tech­no­lo­gii. Był to szczy­towy okres roz­kwitu przed­się­biorstw zwią­za­nych z in­ter­ne­tem, kiedy każda firma z ".com" w na­zwie była go­rą­cym to­wa­rem. Czu­łam się kró­lową świata. Nie opusz­czała mnie eu­fo­ria i prze­ko­na­nie, że nowa praca jest wy­graną na lo­te­rii, że po­może mi się roz­wi­jać na tym pierw­szym eta­pie do­ro­słego ży­cia. Była to epoka bo­gac­twa i ob­fi­to­ści. W firmy in­ter­ne­towe in­we­sto­wano ba­jeczne kwoty. Były wiel­kie, luk­su­sowe biura, wy­pa­sione sa­mo­chody, ca­ło­do­bowe im­prezy z szam­pa­nem i su­shi przez cały ty­dzień. Po pro­stu speł­niony sen ab­sol­wen­tów col­lege'u. Przy­szłość ja­wiła się jako świe­tlana, a ja mia­łam złoty bi­let.

By­łam tak upo­jona otwie­ra­ją­cymi się moż­li­wo­ściami, że na­mó­wi­łam naj­bliż­sze przy­ja­ciółki do pracy ze mną. Nie­stety fan­ta­styczne obiet­nice zwią­zane z tą nową i nie­sa­mo­witą firmą szybko oka­zały się mrzonką. Firma była pre­kur­sorką Drop­boxa (tylko o de­kadę za wcze­śnie). Prze­cho­wy­wa­nie da­nych dużo kosz­to­wało, klienci z opo­rami ak­cep­to­wali tę usługę i wkrótce na­sze wy­datki prze­ro­sły do­chody. Cho­ciaż dział re­klamy w fir­mie osią­gał im­po­nu­jące po­ziomy wzro­stu, to pod­sta­wowa, naj­istot­niej­sza dzia­łal­ność no­to­wała straty. Pra­co­wa­łam nie­stru­dze­nie, także no­cami i w week­endy, nad zbu­do­wa­niem ze­społu sprze­daży re­klam. Od­da­wa­łam pracy serce i du­szę, ale nasz suk­ces nie wy­star­czył, żeby utrzy­mać na po­wierzchni ten sta­tek na­bie­ra­jący wodę. Bra­ko­wało go­tówki, mo­del biz­ne­sowy był wa­dliwy, a za­nim zwol­niono mnie, mu­sia­łam zwol­nić wszyst­kich przy­ja­ciół. Moja wy­ma­rzona praca szybko za­mie­niła się w naj­gor­szy senny kosz­mar.

Na­gle zna­la­złam się bez pracy, kom­plet­nie zdru­zgo­tana. By­łam prze­ko­nana, że się­gnę­łam naj­niż­szego po­ziomu dna. Wró­ci­łam do domu, po­ga­si­łam świa­tła, za­ko­pa­łam się w łóżku i pła­ka­łam. Przez ko­lejne dni nie wy­cho­dzi­łam z po­koju. Współ­lo­ka­torki pró­bo­wały mnie po­cie­szać, ale je­dyne, czego chcia­łam, to być sama. Zja­dłam wię­cej kub­ków lo­dów Ben & Jerry, niż by­ła­bym go­towa się przy­znać. Co­dzien­nie dzwo­ni­łam do mamy, żeby się wy­pła­ki­wać i zwie­rzać z roz­cza­ro­wa­nia i stra­chu. Co­dzien­nie py­ta­łam sie­bie, co mam zro­bić ze swoim ży­ciem, i za­sta­na­wia­łam się, czy je­stem to­talną po­myłką. By­łam na dnie.

Ale na­wet w ob­li­czu tej bez­na­dziei wie­dzia­łam, że je­śli po­zo­stanę w bez­ru­chu - je­śli po­zwolę się po­chło­nąć stra­chowi i roz­cza­ro­wa­niu - ozna­cza to pro­stą drogę do znisz­cze­nia so­bie przy­szło­ści. To, czego po­trze­bo­wa­łam, to po­nowne prze­sta­wie­nie ży­cia na sta­bilne tory i prze­ję­cie kon­troli na swoim lo­sem. Za­czę­łam się przy­go­to­wy­wać do naj­bar­dziej prze­ło­mo­wego skoku w mo­jej ka­rie­rze.

Od tam­tego mo­mentu każdy skok, na jaki się de­cy­do­wa­łam, miał być wy­bo­rem pro­ak­tyw­nym - Sko­kiem Oka­zji. By­łam przy­zwy­cza­jona, że kiedy tylko do­strze­gam szansę lub czuję się go­towa do zmiany, po­dej­muję świa­do­mie ry­zyko (to ce­cha za­pi­sana w moim DNA, coś co w spo­sób na­tu­ralny ro­bi­łam od dzie­ciń­stwa). Jed­nak skok, do któ­rego się wtedy przy­mie­rza­łam, był inny, był cał­ko­wi­cie re­ak­tywny: był Sko­kiem Ra­tun­ko­wym. Wy­cią­gnięto mi spod stóp dy­wan i zmu­szono do za­sad­ni­czych zmian - i to szybko.

Zna­jąc sie­bie, wie­dzia­łam, że je­śli po­zwo­li­ła­bym tej po­rażce na cał­ko­wite wy­pchnię­cie mnie na ży­ciowy mar­gi­nes, ra­czej zwięk­szy­łoby to mój strach, nie­po­kój i roz­pacz niż zmo­bi­li­zo­wało do ze­bra­nia się na od­wagę i pod­ję­cia wiel­kiego ry­zyka. Pew­nej nocy, je­dząc pizzę z mo­imi współ­lo­ka­tor­kami, za­żar­to­wa­łam, że wy­star­tuję z wła­sną firmą. Ale moje dwie naj­lep­sze przy­ja­ciółki nie ro­ze­śmiały się, uznały to za do­sko­nały po­mysł. I wtedy za­py­ta­łam samą sie­bie: Za­raz, a co je­śli to zro­bię?

Cho­ciaż wy­wo­dzę się z ro­dziny przed­się­bior­ców, ni­gdy wcze­śniej nie my­śla­łam o stwo­rze­niu wła­snej firmy. Jako świeżo upie­czona ab­sol­wentka col­lege'u wie­rzy­łam, że praca dla ko­goś bę­dzie naj­bez­piecz­niej­szą drogą do suk­cesu. Do­ra­sta­jąc, ob­ser­wo­wa­łam, jak mój tata stara się utrzy­mać na biz­ne­so­wym rol­ler­co­aste­rze, i nie mia­łam ochoty do­świad­czać, tak jak on, nie­prze­wi­dy­wal­no­ści i cią­głych roz­cza­ro­wań, ja­kie się z tym łą­czą.

Ale już wie­dzia­łam. Że nie ist­nieją żadne gwa­ran­cje, czy pra­cuje się u sie­bie, czy dla ko­goś. Ode­bra­łam bo­le­sną lek­cję. Mia­łam je­dy­nie pew­ność, że mu­szę spró­bo­wać cze­goś in­nego. Dla­tego za­czę­łam prze­my­śli­wać o stwo­rze­niu wła­snej in­ter­ne­to­wej firmy re­kla­mo­wej. Re­klama in­ter­ne­towa zy­ski­wała na po­pu­lar­no­ści i cho­ciaż mój były pra­co­dawca ze star­tupu po­niósł po­rażkę i zban­kru­to­wał, to dział re­klamy in­ter­ne­to­wej w jego fir­mie był mocny. Co wię­cej, by­łam w tym do­bra i ko­cha­łam to ro­bić. Po­sta­no­wi­łam za­an­ga­żo­wać się w in­ter­ne­tową re­klamę na sto pro­cent. Dys­po­no­wa­łam już so­lidną li­stą klien­tów re­kla­mo­daw­ców, mia­łam do­świad­cze­nie w kie­ro­wa­niu ze­spo­łem i nie ba­łam się cięż­kiej pracy.

Po­sta­no­wi­łam zi­gno­ro­wać wła­sne obawy i wy­mówki. Oczy­wi­ście mo­głam po­nieść po­rażkę, ale prze­cież już jej do­świad­czy­łam, więc je­śli po­rażka miała mi się raz jesz­cze przy­tra­fić, to już na mo­ich wa­run­kach.

Kiedy za­czę­łam opo­wia­dać oto­cze­niu o moim po­my­śle na biz­nes, od­zew nie był zbyt en­tu­zja­styczny. Chcę przez to po­wie­dzieć, że więk­szość są­dziła, że po­peł­niam ko­smiczny błąd. Sły­sza­łam, że je­stem za młoda, nie mam do­świad­cze­nia w pro­wa­dze­niu firmy, że to zły mo­ment, po­mysł jest dzi­waczny, a szanse na po­wo­dze­nie - ni­kłe. Starsi, z któ­rymi roz­ma­wia­łam, byli jesz­cze bar­dziej za­cho­waw­czy. Twier­dzili, że po­win­nam wy­rzu­cić ten po­mysł do ko­sza, po­stę­po­wać ostroż­nie i zna­leźć "praw­dziwą" pracę (co wpra­wiało mnie w za­kło­po­ta­nie, po­nie­waż praca, z któ­rej mnie zwol­niono była "praw­dziwa"!). Kiedy pa­trzę wstecz, to wszyst­kie te wąt­pli­wo­ści miały sens: ry­nek był cmen­ta­rzy­skiem upa­dłych firm in­ter­ne­to­wych, cała go­spo­darka znaj­do­wała się w kiep­skiej kon­dy­cji, a trudno też po­wie­dzieć, że­bym miała im­po­nu­jące wy­niki na WINS-ie (jesz­cze nie!).

Moż­liwe, że by­łam sza­lona. Zde­cy­do­wa­nie jest we mnie szczypta sza­leń­stwa. Ale do­daje mi ono pew­no­ści w ob­li­czu wszyst­kiego, co nie­pewne na tym świe­cie. Wciąż wie­rzy­łam, że moż­li­wo­ści ist­nieją.

Cho­ciaż tam­ten kry­zys branży in­ter­ne­to­wej był sy­gna­łem ostrze­gaw­czym, na­dal do­strze­ga­łam jej po­ten­cjał. Kiedy pę­kła bańka in­ter­ne­towa, lu­dzie uznali, że in­ter­net także umarł, a jed­nak bar­dzo szybko stał się po­pu­lar­niej­szy niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Wszy­scy moi zna­jomi spę­dzali co­raz wię­cej czasu on­line. Na­wet moja bab­cia miała konto na AOL-u! Prze­czu­cie pod­po­wia­dało mi, że je­śli zdo­będę się na od­wagę, żeby wy­star­to­wać z wła­snym biz­ne­sem te­raz, kiedy inni ucie­kają przed no­wymi przed­się­wzię­ciami i star­tu­pami - mam szansę na suk­ces. Albo po­zwolę, żeby ze­wnętrzne oko­licz­no­ści mnie okre­śliły, albo we­zmę swoją ka­rierę i los we wła­sne ręce i stwo­rzę przy­szłość taką, ja­kiej chcę. Wy­bra­łam to dru­gie. Usia­dłam przy ku­chen­nym stole, włą­czy­łam kom­pu­ter i wy­ko­na­łam skok roz­po­czy­na­jący moją po­dróż w przed­się­bior­czość.

To nie była ła­twa po­dróż, nie zmie­rzała wprost do suk­cesu. Prawdę mó­wiąc, droga za­krę­cała i pro­wa­dziła w górę i w dół z prze­ra­ża­jącą nie­prze­wi­dy­wal­no­ścią, ale nie za­mie­ni­ła­bym tej sza­lo­nej jazdy na nic in­nego. Po­dą­ża­nie tą krętą ścieżką mnie ukształ­to­wało, wiele na­uczyło i spra­wiło, że sta­łam się przed­się­bior­czy­nią - i czło­wie­kiem - chwy­ta­jącą po­ja­wia­jące się moż­li­wo­ści i za­wsze wy­bie­ra­jącą skok, a nie trwa­nie w miej­scu.

A za­częło się to wszystko, po­nie­waż się­gnę­łam dna.

Wielu z nas w ja­kimś mo­men­cie ży­cia tra­fia w to sa­motne, po­zba­wione na­dziei miej­sce. Je­stem pewna, że tak czuło się wiele osób wo­kół cie­bie - pod­czas re­ce­sji spo­wo­do­wa­nej pęk­nię­ciem bańki in­ter­ne­to­wej na po­czątku lat 2000, pod­czas kry­zysu fi­nan­so­wego w 2008 i cał­kiem nie­dawno, pod­czas pan­de­mii CO­VID-19, która spo­wo­do­wała bez­pre­ce­den­sowe za­mknię­cie świa­to­wej go­spo­darki. Dno to miej­sce, w któ­rym mnó­stwo lu­dzi już się kie­dyś zna­la­zło.

Je­śli z tej książki mia­łaby zo­stać w two­jej pa­mięci tylko jedna rada, to brzmi ona: je­śli szy­ku­jesz się do skoku, to dno jest wspa­nia­łym miej­scem startu. Stąd droga pro­wa­dzi już tylko w górę.

Skok Ra­tun­kowy jest po pro­stu jedną z moż­li­wo­ści dzia­ła­nia, ale nie mu­sisz stać na skraju urwi­ska, żeby wy­ko­nać skok zmie­nia­jący ży­cie.

KTO WY­KO­NUJE SKOK OKA­ZJI?

Nancy Twin jest nie­zwy­kłym przy­kła­dem osoby, która do­strze­gła szansę i sko­czyła - w wiel­kim stylu. Po sied­miu la­tach pracy w Gold­ma­nie Sach­sie wy­ko­nała Skok Oka­zji i po­rzu­ciła do­sko­nale płatną po­sadę na Wall Street dla sta­no­wi­ska pre­zesa Brio­geo Hair Care, obec­nie jed­nej z naj­szyb­ciej roz­wi­ja­ją­cych się ma­rek pie­lę­gna­cji wło­sów w Se­pho­rze[1].

Nancy przez lata wy­twa­rzała do­mo­wym spo­so­bem or­ga­niczne pro­dukty do pie­lę­gna­cji wło­sów, ko­rzy­sta­jąc z prze­pi­sów swo­jej babci. Zo­rien­to­wała się, że branża była za­nie­dbana i do­strze­gła w tym szansę dla ko­goś no­wego na rynku. I chęt­nie z niej sko­rzy­stała. Nancy za­pre­zen­to­wała swoje wy­roby na tar­gach ko­sme­tycz­nych i zdo­była pierw­sze za­mó­wie­nia od de­ta­li­stów, ta­kich jak Urban Out­fit­ters. Pół roku póź­niej za­dzwo­niła Se­phora.

"Wiem, jak wy­ma­ga­ją­cym kup­cem jest Se­phora, i kiedy zo­sta­łam ich do­stawcą, na­prawdę wiele to dla mnie zna­czyło", po­wie­działa Twin. "Wie­dzia­łam, że stoję przed ogromną szansą i że mu­szę ją wy­ko­rzy­stać"[2].

Nancy zde­cy­do­wała się na Skok Oka­zji, żeby zo­stać przed­się­bior­czy­nią dzia­ła­jącą w du­chu "clean be­auty" i zre­ali­zo­wać ma­rze­nie o stwo­rze­niu pio­nier­skiej gamy pro­duk­tów dla wszyst­kich ro­dza­jów wło­sów. Za­pla­no­wała, że w 2021 roku osią­gnie sprze­daż war­to­ści 40 mi­lio­nów do­la­rów.

Nancy nie miała żad­nego do­świad­cze­nia w prze­my­śle ko­sme­tycz­nym, jed­nak od tam­tego czasu stała się li­derką seg­mentu "green be­auty" oraz naj­młod­szą ciem­no­skórą ko­bietą, która wpro­wa­dziła nową li­nię ko­sme­ty­ków w Se­pho­rze. I na­dal od­wdzię­cza się za wszystko, co sama kie­dyś otrzy­mała; wspiera be­ne­fi­cjen­tów pro­gramu - in­ku­ba­tora przed­się­bior­czo­ści pro­wa­dzo­nego przez Se­phorę - jako men­torka i do­rad­czyni mło­dych przed­się­bior­ców, w tym ko­lo­ro­wych ko­biet.

Jak więk­szość mo­ich zna­jo­mych przed­się­bior­ców, Nancy po­tra­fiła do­strzec coś nie ta­kim, ja­kim jest, ale ta­kim, ja­kim może się stać.

KTO WY­KO­NUJE SKOK Z MAR­TWEGO PUNKTU?

Je­śli znaj­du­jesz się w mo­men­cie sta­gna­cji, to za­pewne już o tym wiesz. Je­śli nie lu­bisz po­nie­dział­ków, przy ży­ciu utrzy­muje cię myśl o week­en­dzie lub zmu­szasz się, żeby wstać z łóżka, je­śli czu­jesz, że tkwisz w miej­scu albo zbyt czę­sto ogar­nia cię śmier­telne znu­dze­nie, je­śli praca cię uniesz­czę­śli­wia lub nie wi­dzisz szansy roz­woju swo­jej ka­riery - pew­nie czeka cię Skok z Mar­twego Punktu. Zaj­mijmy się nie­bez­pie­czeń­stwami zwią­za­nymi ze sta­gna­cją. Ja­snym jest, że sta­gna­cja to do­kładne prze­ci­wień­stwo tego, co chcesz osią­gnąć, czy­ta­jąc tę książkę. Wszy­scy wiemy, że mo­no­to­nia to śmierć dla kre­atyw­no­ści.

Z mo­jego do­świad­cze­nia wy­nika, że gdy znaj­du­jemy się w stre­fie kom­fortu, nie jest moż­liwy roz­wój, a je­śli chcesz po­ko­nać sta­gna­cję, po­trze­bu­jesz zmiany.

Po­zwól, że ci to udo­wod­nię.

Dzie­sięć lat po tym, jak przy ku­chen­nym stole wy­my­śli­łam swoją firmę, a po­tem sprze­da­łam ją Sing­te­lowi, jed­nej z naj­bar­dziej zna­nych firm te­le­ko­mu­ni­ka­cyj­nych na świe­cie, zde­cy­do­wa­łam się na skok i zre­zy­gno­wa­łam ze sta­no­wi­ska pre­zesa.

Odej­ście z firmy ni­gdy nie jest ła­twe, zwłasz­cza je­śli stwo­rzyło się ją od pod­staw. Ko­cha­łam swoje obo­wiązki, nie­ustan­nie zmie­nia­jące się oto­cze­nie wir­tu­al­nego świata oraz firmę, dla któ­rej pra­co­wa­łam. Ko­cha­łam swój ze­spół, zło­żony z po­nad ty­siąca uzdol­nio­nych lu­dzi pra­cu­ją­cych na ca­łym świe­cie, wielu z nich uwa­żam za przy­ja­ciół na całe ży­cie. I ko­cha­łam fi­nan­sowe bez­pie­czeń­stwo, ja­kie da­wało dzia­ła­nie w du­żej spółce gieł­do­wej z Sin­ga­puru.

Naj­pro­ściej by­łoby zo­stać. Ozna­czało to wy­godę, ale ten kom­fort za­czy­nał się sta­wać pro­ble­mem. In­tu­icja mó­wiła mi, że na­de­szła pora na zmianę. Przez ja­kiś czas sta­ra­łam się igno­ro­wać te pod­po­wie­dzi, ale w końcu stało się to nie­moż­liwe. Znasz to uczu­cie? Kiedy serce wie, że pora odejść, a ro­zum prze­ko­nuje, żeby zo­stać? Myśl o opusz­cze­niu bez­piecz­nego miej­sca prze­ra­żała, ale w głębi du­szy wie­dzia­łam, że to słuszna de­cy­zja.

To było jak swę­dzące miej­sce, w które nie można się po­dra­pać. Sta­ra­łam się stłu­mić ten nie­po­kój, in­we­stu­jąc w star­tupy, za­sia­da­jąc w za­rzą­dach róż­nych firm, do­ra­dza­jąc in­we­sto­rom i pro­wa­dząc warsz­taty dla przed­się­bior­ców. Ale od­głos bęb­nów sta­wał się co­raz gło­śniej­szy. Roz­kwi­tam, gdy coś się dzieje, do­ko­nują się zmiany, po­ja­wiają wy­zwa­nia. Za­wsze wię­cej szczę­ścia daje mi ro­bie­nie cze­goś, z czym wiążą się ry­zy­kowne de­cy­zje, niż zgoda na po­zo­sta­wa­nie w bez­ru­chu. Uwiel­biam sta­wać w ob­li­czu nie­zna­nego i two­rzyć coś z ni­czego. Była we mnie pa­ląca po­trzeba ro­bie­nia tego wciąż od nowa. Stało się oczy­wi­ste, że po­trze­buję skoku.

Za­tem po dzie­się­ciu la­tach opu­ści­łam swoją firmę i przez pe­wien czas cie­szy­łam się nie­zwy­kłą dla mnie sy­tu­acją: co­dzien­nym prze­by­wa­niem w domu, z ro­dziną. Ale nie­ba­wem za­czę­łam się za­sta­na­wiać, co da­lej. Ko­cha­łam cy­frowy świat, jed­nak w miarę upływu lat od­kry­łam, że moją praw­dziwą pa­sją jest wspie­ra­nie przed­się­bior­ców, zwłasz­cza w re­ali­za­cji ich ma­rzeń.

We wrze­śniu 2020 roku po­sta­no­wi­łam po­rzu­cić San Diego - dom, w któ­rym zbu­do­wa­łam ży­cie i ka­rierę - i prze­nieść się do Miami, żeby stwo­rzyć nową firmę: 100.co. By­łam prze­ko­nana, że po­ja­wiła się szansa na wy­ko­rzy­sta­nie tech­no­lo­gii cy­fro­wej dla no­wego po­dej­ścia w two­rze­niu ma­rek kon­su­menc­kich, z my­ślą o na­stęp­nych po­ko­le­niach. Jako matka czwórki ma­łych dzieci, sze­ścio­lat­ków i młod­szych, chcia­łam mieć pew­ność, że pro­dukty, które two­rzę, są bez­pieczne, przy­ja­zne dla śro­do­wi­ska i będą nio­sły ważne prze­sła­nie.

Ten zmie­nia­jący ży­cie skok wy­ko­na­łam pod­czas pan­de­mii. Na świe­cie był to czas wiel­kiej nie­pew­no­ści. W Sta­nach był to także rok wy­bor­czy. No i peł­nia se­zonu hu­ra­ga­no­wego na Flo­ry­dzie. W Miami nie mia­łam żad­nej ro­dziny, a w ca­łym ży­ciu spę­dzi­łam tam mniej niż 10 dni.

Z po­zoru po­mysł wy­da­wał się sza­lony. Nie­wąt­pli­wie było to sza­leń­stwo. Ale zro­bi­łam to, co zwy­kle: za­ufa­łam prze­czu­ciu. Kiedy pi­szę te słowa, moja firma wciąż jest na po­czątku drogi, ale każdy ruch, który wy­ko­na­łam, był eks­cy­tu­jący, sa­tys­fak­cjo­nu­jący i w spo­sób oczy­wi­sty po pro­stu wła­ściwy. Kilka pierw­szych na­wią­za­nych kon­tak­tów za­owo­co­wało współ­pracą z ludźmi peł­nymi pa­sji, na­sta­wio­nymi na re­ali­za­cję wy­zna­czo­nych ce­lów i za­ra­zem od­po­wie­dzial­nymi spo­łecz­nie. Już wiem, że pod­ję­łam słuszną de­cy­zję. Ten skok był do­kład­nie tym, czego po­trze­bo­wa­łam, żeby po­dra­pać się w to swę­dzące miej­sce!

Fakt, że zde­cy­do­wa­łam się na zmiany w okre­sie bar­dzo nie­spo­koj­nym, po­ka­zuje, że nie ma ide­al­nego czasu na skok zmie­nia­jący ży­cie. Ni­gdy nie bę­dzie­cie mieć po­czu­cia, że je­ste­ście per­fek­cyj­nie przy­go­to­wani. Wiel­kie zmiany bu­dzą lęk, po­chła­niają za­soby i wy­ma­gają pla­no­wa­nia, a de­cy­zja o ich wpro­wa­dze­niu może sta­no­wić nie­wia­ry­godne wy­zwa­nie. Ale te zmiany są moż­liwe i można ich do­ko­nać, je­śli je­ste­ście za­an­ga­żo­wani i od­ważni.

To w was tkwi siła po­zwa­la­jąca zmie­nić ży­cie.

Je­śli nie czu­jesz en­tu­zja­zmu na myśl o swo­jej pracy, za­cznij szu­kać in­nej. Je­śli twoje umie­jęt­no­ści nie są wy­ko­rzy­sty­wane, po­proś szefa o roz­sze­rze­nie za­kresu od­po­wie­dzial­no­ści albo za­cznij szu­kać in­nych moż­li­wo­ści, które po­zwolą na lep­sze wy­ko­rzy­sta­nie two­ich ta­len­tów. Je­śli czu­jesz nie­ustanne wy­czer­pa­nie fi­zyczne, emo­cjo­nalne lub men­talne, to znak, że czas na zmianę. Pla­no­wa­nie skoku może po­trwać, ale mo­ment pod­ję­cia pracy nad two­rze­niem tego planu nad­szedł wła­śnie te­raz. Mu­sisz so­bie po­wie­dzieć, że to ko­niec ze sta­gna­cją, i za­cząć pla­no­wa­nie na­stęp­nego etapu ka­riery i ży­cia, swo­jej przy­szło­ści. Tak jak ja, mu­sisz zde­cy­do­wać o wej­ściu na ru­chome pia­ski.

Oczy­wi­ście ru­chome pia­ski tylko cze­kają, żeby wcią­gnąć ko­lejne ofiary, a na nie­bez­pie­czeń­stwa sta­gna­cji są na­ra­żeni nie tylko po­je­dyn­czy lu­dzie, wiel­kie firmy także pa­dają jej ofiarą. Pa­mię­ta­cie Ko­daka? Ta ame­ry­kań­ska firma po­wstała w 1888 roku i ode­grała za­sad­ni­czą rolę w po­pu­la­ry­za­cji fo­to­gra­fo­wa­nia wśród zwy­kłych lu­dzi. O tym za­pewne już wie­dzie­li­ście, ale czy wie­dzie­li­ście, że to w Ko­daku po­wstał apa­rat cy­frowy? Tak, to prawda. W 1975 roku, w East­man Ko­dak, dwu­dzie­stocz­te­ro­letni in­ży­nier Ste­ven Sas­son wy­na­lazł apa­rat cy­frowy. Nie­stety jego sze­fo­wie tak byli skon­cen­tro­wani na kwit­ną­cym biz­ne­sie pro­duk­cji klisz fo­to­gra­ficz­nych do apa­ra­tów ana­lo­go­wych, że zi­gno­ro­wali moż­li­wo­ści zwią­zane z cy­fry­za­cją. Ale ich kon­ku­renci już nie. Obec­nie Ko­dak jest cie­niem sa­mego sie­bie. Kie­dyś li­der w swo­jej dzie­dzi­nie, po­zwo­lił, żeby za­stój go po­ko­nał[3].

Lu­dzie suk­cesu uważ­nie ob­ser­wują świat wo­kół nich i pla­nują ko­lejny krok. Wie­dzą, że jedna zmiana po­ciąga na­stępną i że o wiele ła­twiej zmie­nić kie­ru­nek dzia­ła­nia lub stra­te­gię, gdy jest się już w ru­chu. Nie ma zna­cze­nia, czy do­ty­czy to ar­ty­stów, po­li­ty­ków, przed­się­bior­ców czy na­ukow­ców, wszy­scy lu­dzie suk­cesu wie­dzą, że wielka zmiana w jed­nej dzie­dzi­nie ży­cia może wy­wo­łać wię­cej zmian na in­nych po­lach. Do­strze­gają, że dzięki zmia­nie stają się bar­dziej ela­styczni i go­towi na nowe do­świad­cze­nia i po­zna­wa­nie no­wych lu­dzi. Zmiana otwiera im drzwi do no­wych moż­li­wo­ści.

Je­den z mo­ich ulu­bio­nych au­to­rów, a za­ra­zem in­we­stor Ro­bert Kiy­osaki po­wie­dział kie­dyś: "Naj­więk­sze ry­zyko, ja­kie czło­wiek może pod­jąć, to nic nie ro­bić". Cał­ko­wi­cie się z nim zga­dzam.

Cza­sem zda­rza się nam za­po­mi­nać, że mamy wy­bór. Kiedy do­ko­nu­jesz wy­boru, świa­do­mie i roz­waż­nie, pa­mię­taj, że w tym tkwi twoja siła. Pod­ję­cie de­cy­zji ozna­cza, że przej­mu­jesz kon­trolę nad swoim ży­ciem i lo­sem. Za­tem zmień ścieżkę ka­riery, je­śli twoja praca ozna­cza sta­gna­cję, roz­stań się z part­ne­rem, je­śli po­zo­sta­jesz w tok­sycz­nym związku, za­cznij nowy biz­nes albo prze­pro­wadź się do Miami - zrób co­kol­wiek, co po­trzą­śnie twoim ży­ciem, i pa­mię­taj, że to ty spra­wu­jesz kon­trolę.

Sta­gna­cja jest jak śmierć. A zmiana na­wet w przy­bli­że­niu nie jest tak prze­ra­ża­jąca, jak po­cząt­kowo może się wy­da­wać.

SPÓJRZ, ZA­NIM SKO­CZYSZ

Za­nim zde­cy­du­je­cie się na skok zmie­nia­jący wa­sze ży­cie, chcia­ła­bym, że­by­ście mieli pew­ność, że je­ste­ście do niego przy­go­to­wani. Nie cho­dzi o to, za­pew­niam, że­by­ście się za­wa­hali, to ostat­nia rzecz, ja­kiej pra­gnę. Moje po­dej­ście za­kłada, że klu­czem do suk­cesu jest dzia­ła­nie, a po­nad per­fek­cję sta­wiam roz­wój. Moim ce­lem jest skło­nić was do dzia­ła­nia, że­by­ście za­częli coś ro­bić!

Ale nie chcę, że­by­ście pa­dali na twarz czy zde­rzali się ze ścianą, gdy wła­śnie na­bie­ra­cie roz­pędu. Zmiana w ży­ciu po­lega na prze­zwy­cię­ża­niu lęku oraz na prze­sta­wia­niu spo­sobu my­śle­nia i na­sta­wie­nia, ale rów­nie ważne jest ro­zej­rze­nie się wo­kół przed wy­ko­na­niem skoku. Po­święćmy chwilę na roz­mowę o tym, jak rzu­cać się w wir zmian z sze­roko otwar­tymi oczami.

Skok to nie musi być pro­po­zy­cja z ka­te­go­rii "wszystko albo nic". Nie mu­sisz re­zy­gno­wać z pracy, za­nim za­czniesz pla­no­wać stwo­rze­nie swo­jego star­tupu. Nie mu­sisz opo­wia­dać ro­dzi­nie, że prze­pro­wa­dzasz się do Lon­dynu, za­nim znaj­dziesz miesz­ka­nie czy ku­pisz bi­let na sa­mo­lot. Nie ma nic złego w po­sia­da­niu planu awa­ryj­nego lub siatki bez­pie­czeń­stwa, albo i tego, i tego. Wy­ko­na­nie skoku nie ozna­cza po­dej­mo­wa­nia po­spiesz­nych de­cy­zji, które po­zba­wią cię bez­piecz­nego za­ple­cza. Ozna­cza na­to­miast wy­ka­za­nie się rów­no­cze­śnie od­wagą i od­po­wie­dzial­no­ścią. Ozna­cza do­ko­na­nie oceny ry­zyka, na­gród i skut­ków two­ich dzia­łań.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki