Jak się różnimy. Gender oczami prymatologa - Frans de Waal

Kup ebooka

79.91 zł
57.54 zł (57,54 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przy­pisy

[*] Formy mę­sko­oso­bowe w od­nie­sie­niu do ho­mi­ni­dów po­ja­wiają się w tek­ście zgod­nie z ży­cze­niem Au­tora. Czło­wiek na­leży do nie­wiel­kiej ro­dziny czło­wie­ko­wa­tych z nad­ro­dziny człe­ko­kształt­nych (du­żych na­czel­nych po­zba­wio­nych ogona), a nie do ro­dziny małp bez­ogo­nia­stych, ta­kich jak pa­wiany. W sto­sunku do nich sto­so­wane są formy nie­mę­sko­oso­bowe (przyp. tłum.).

Wstęp

[1] Ja­cob Shell (2019).
[2] Pierw­sza Księga Kró­lew­ska 3:16-28; Aga­tha Chri­stie (1933).
[3] APA Gu­ide­li­nes for Psy­cho­lo­gi­cal Prac­tice with Boys i Men (Ame­ri­can Psy­cho­lo­gi­cal As­so­cia­tion, 2018), s. 3; Pa­mela Pa­re­sky (2019).
[4] He­gel, The Fa­mily, w: Phi­lo­so­phy of Ri­ght (1821), www.ma­rxi­sts.org/re­fe­rence/ar­chive/he­gel/works/pr/prfa­mily.htm.
[5] Mary Mid­gley w: Gre­gory McEl­wain (2020), s. 108.
[6] Char­les Dar­win do C.A. Ken­narda, 9 stycz­nia 1882, Dar­win Cor­re­spon­dence Pro­ject, dar­win­pro­ject.ac.uk/let­ter/DCP-LETT-13607.xml.
[7] Ja­net Shi­bley Hyde et al. (2008).
[8] Wię­cej na te­mat ba­dań Solly'ego Zuc­ker­mana nad pa­wia­nami zob. roz­dział 4.
[9] Ar­nold Lu­dwig (2002), s. 9.
[10] Pa­trik Lin­den­fors et al. (2007).
[11] Pac­ker cyt. w: Erin Biba (2019).
[12] Frans de Waal (2019), roz­dział 9.
[13] Chri­sto­phe Bo­esch et al. (2010), roz­dział 11.
[14] C. Sho­ard, Me­ryl Streep: "Ra­nimy na­szych chłop­ców na­zy­wa­jąc coś tok­syczną mę­sko­ścią", "Gu­ar­dian", 31 maja 2019.
[15] Frans de Waal (1995).
[16] Żar­to­bliwy fil­mik z im­prezy, z gło­sem pod­ło­żo­nym przez Da­vida At­ten­bo­ro­ugh, 15 maja 2015, www.youtube.com/watch?v=HbxY­vY­xSSDA.
[17] Ju­dith Bu­tler (1988), s. 522.
[18] Vera Re­gitz-Za­gro­sek (2012); Larry Ca­hill, ed., An is­sue whose time has come: Sex/gen­der in­flu­en­ces on ne­rvous sys­tem func­tion, "Jo­ur­nal of Neu­ro­science Re­se­arch", 95, nos. 1-2 (2017).
[19] Ro­bert May­hew (2004), s. 56.
[20] Ja­son For­man et al. (2019).
[21] NIH Po­licy on Sex as a Bio­lo­gi­cal Va­ria­ble, n.d., https://orwh.od.nih.gov/sex-gen­der/nih-po­licy-sex-bio­lo­gi­cal-va­ria­ble; Rhonda Vo­skuhl i Sa­bra Klein (2019); Jean-Fra­nçois Le­ma­ître et al. (2020).
[22] Roy Bau­me­ister et al. (2007).

Wstęp

Naj­smut­niej­szy dzień w mo­jej ka­rie­rze za­czął się od te­le­fo­nicz­nej in­for­ma­cji, że mój ulu­biony sa­miec szym­pansa zo­stał za­szlach­to­wany przez dwóch ry­wali. Gdy w wiel­kim po­śpie­chu do­tar­łem na ro­we­rze do ho­len­der­skiego ogrodu zoo­lo­gicz­nego Ko­nin­klijke Bur­gers', Lu­ita zna­la­złem sie­dzą­cego w ka­łuży krwi, opie­ra­ją­cego z przy­gnę­bie­niem głowę o kraty noc­nej klatki. Kiedy po­gła­ska­łem go po gło­wie, wy­dał z sie­bie głę­bo­kie wes­tchnie­nie, choć zwy­kle był wy­nio­sły. Było jed­nak już za późno. Zmarł tego sa­mego dnia na stole ope­ra­cyj­nym.

Ry­wa­li­za­cja po­mię­dzy sam­cami szym­pan­sów może stać się tak in­ten­sywna, że się za­bi­jają, nie tylko w ogro­dach zoo­lo­gicz­nych. Te­raz mamy już kil­ka­na­ście do­nie­sień o zaj­mu­ją­cych wy­soką po­zy­cję w hie­rar­chii sam­cach, któ­rzy zgi­nęli pod­czas po­dob­nych walk o wła­dzę w wa­run­kach dzi­kich. Wal­cząc o szczy­tową po­zy­cję, samcy[*], za­leż­nie od sy­tu­acji, two­rzą i zry­wają so­ju­sze, zdra­dzają się i pla­nują ataki. Tak, pla­nują, bo nie było przy­pad­kiem, że na­paść na Lu­ita miała miej­sce w noc­nych kwa­te­rach, gdzie trzech do­ro­słych sam­ców trzy­mano od­dziel­nie od reszty grupy. Na du­żej, za­le­sio­nej wy­spie za­miesz­ka­nej przez naj­sław­niej­szą ko­lo­nię szym­pan­sią na świe­cie sprawy mo­gły po­to­czyć się ina­czej. Sa­mice bez wa­ha­nia wtrą­cają się w walki po­mię­dzy mę­skimi ry­wa­lami. Choć Mama, sa­mica alfa, nie mo­głaby po­wstrzy­mać sam­ców przed po­li­ty­ko­wa­niem, przy roz­le­wie krwi sta­wiała wy­raźną gra­nicę. Gdyby była obecna przy tym, co się stało, z pew­no­ścią we­zwa­łaby swo­ich sprzy­mie­rzeń­ców na po­moc.

Przed­wcze­sna śmierć Lu­ita bar­dzo mnie po­ru­szyła. Miał nie­zwy­kle przy­ja­zny cha­rak­ter, a jako przy­wódca za­pro­wa­dził po­kój i har­mo­nię. Jed­nak, po­mi­ja­jąc to, by­łem głę­boko roz­cza­ro­wany. Jak do­tąd bi­twy, któ­rych by­łem świad­kiem, za­wsze koń­czyły się zgodą. Po każ­dej po­tyczce ry­wale ca­ło­wali się i przy­tu­lali i z każdą kłót­nią po­tra­fili so­bie do­sko­nale ra­dzić. Albo tak mi się wy­da­wało. Do­ro­śli samcy szym­pan­sów zwy­kle za­cho­wują się jak kum­ple, iska­jąc się i wy­głu­pia­jąc. Ta ka­ta­stro­falna w skut­kach walka na­uczyła mnie, że sprawy mogą rów­nież wy­rwać się spod kon­troli i ci sami fa­ceci zdolni są do tego, by in­ten­cjo­nal­nie się za­bi­jać. Ba­da­cze te­re­nowi w po­dobny spo­sób opi­sują ataki zda­rza­jące się w le­sie. Wy­dają się wy­star­cza­jąco za­mie­rzone, by móc je okre­ślać jako mor­der­stwa.

In­ten­sywna agre­sja szym­pan­sich sam­ców ma swój od­po­wied­nik wśród sa­mic. Jed­nak oko­licz­no­ści wy­wo­łu­jące ko­biecy gniew są zu­peł­nie inne. Na­wet naj­więk­szy sa­miec wie, że każda matka zmieni się w hu­ra­gan fu­rii, je­śli pal­cem tknie jej po­tomka. Bę­dzie tak śmiała i gwał­towna, że nic jej nie po­wstrzyma. Wście­kłość, z jaką człe­ko­kształtna matka broni swo­ich mło­dych, jest więk­sza niż wtedy, gdy broni sa­mej sie­bie. Mat­czyna opie­kuń­czość jest tak uni­wer­salną ce­chą ssa­ków, że aż z niej żar­tu­jemy, tak jak wtedy, gdy kan­dy­datka na wi­ce­pre­zy­dentkę USA, Sa­rah Pa­lin, na­zwała sie­bie Mamą Griz­zly. Świa­dom tej re­pu­ta­cji, Gary Lar­son stwo­rzył kie­dyś żart ry­sun­kowy: biz­nes­men z teczką wkra­cza do windy, w głębi któ­rej stoi duży niedź­wiedź i mały niedź­wiedź. Pod­pis głosi: "Tra­ge­dia wy­da­rzyła się, gdy Con­roy, za­my­ślony nad swą pracą, wszedł do windy - do­kład­nie mię­dzy sa­micę griz­zly a jej szcze­nię".

My­śliwi zwani fa­dis, któ­rzy dawno temu w dżun­glach Taj­lan­dii chwy­tali dzi­kie sło­nie prze­zna­czone do pracy przy wy­rę­bie lasu, wcale nie oba­wiali się naj­bar­dziej schwy­ta­nia samca z po­tęż­nymi cio­sami. Wielki osob­nik za­plą­tany w liny ozna­czał mniej­sze nie­bez­pie­czeń­stwo niż młode sło­niątko schwy­tane, gdy jego matka znaj­do­wała się w za­sięgu głosu. Cał­kiem sporo fa­dis stra­ciło ży­cie w wy­niku ataku wście­kłych sło­nic[1].

W przy­padku na­szego ga­tunku bro­nie­nie dzieci przez matki jest tak ła­twe do prze­wi­dze­nia, że we­dług Bi­blii He­braj­skiej król Sa­lo­mon mógł na to li­czyć w roz­strzy­gnię­ciu sław­nego sporu. Gdy sta­nęły przed nim dwie ko­biety, z któ­rych każda twier­dziła, że jest matką pew­nego nie­mow­lę­cia, król po­pro­sił o miecz. Za­pro­po­no­wał, że po­dzieli dziecko tak, by każda mo­gła so­bie wziąć po­łówkę. Jedna z ko­biet za­ak­cep­to­wała jego wy­rok, lecz druga za­częła pro­te­sto­wać i bła­gać, by dać dziecko jej ry­walce. W ten spo­sób król usta­lił, która z nich jest praw­dziwą matką. Agata Chri­stie, bry­tyj­ska au­torka kry­mi­na­łów, for­mu­łuje to tak: "Mi­łość matki do dziecka jest jak nic in­nego na świe­cie. Nie zna prawa, nie ma li­to­ści, od­waża się na wszystko i bez­li­to­śnie miaż­dży wszystko, co sta­nie na jej dro­dze"[2].

Choć po­dzi­wiamy matki sta­jące po stro­nie swo­ich dzieci, o wo­jow­ni­czo­ści ludz­kich sam­ców mamy kiep­skie zda­nie. Chłopcy i męż­czyźni czę­sto pro­wo­kują kon­fron­ta­cje, zgry­wają twar­dzieli, ukry­wają sła­bo­ści i ak­tyw­nie po­szu­kują nie­bez­pie­czeństw. Nie każdy ich za to lubi, a część eks­per­tek i eks­per­tów to po­tę­pia. Mó­wiąc, że "ide­olo­gia tra­dy­cyj­nej mę­sko­ści" na­pę­dza za­cho­wa­nia męż­czyzn, nie mają na my­śli nic po­zy­tyw­nego. W do­ku­men­cie z roku 2018 Ame­ry­kań­skie To­wa­rzy­stwo Psy­cho­lo­giczne okre­śliło tę ide­olo­gię jako skon­cen­tro­waną na "an­ty­ko­bie­co­ści, osią­gnię­ciach, uni­ka­niu po­zo­rów sła­bo­ści oraz na przy­go­dzie, ry­zyku i prze­mocy". Pod­jęta przez ATP próba wy­zwo­le­nia męż­czyzn od ta­kiego po­dej­ścia na nowo oży­wiła de­batę o "tok­sycz­nej mę­sko­ści", ale wy­wo­łała też sprze­ciwy do­ty­czące sze­ro­kiego po­tę­pie­nia ty­powo mę­skich za­cho­wań[3].

Ła­two za­uwa­żyć, dla­czego wzorce sam­czej i sa­mi­czej agre­syw­no­ści oce­niane są tak róż­nie - tylko ta pierw­sza po­wo­duje pro­blemy w spo­łe­czeń­stwie. Oszo­ło­miony z prze­ra­że­nia przez śmierć Lu­ita nie za­mie­rzam opi­sy­wać mę­skiej ry­wa­li­za­cji jako nie­szko­dli­wego hobby. Ale kto twier­dzi, że jest ona pro­duk­tem ide­olo­gii? Robi się tu po­tężne za­ło­że­nie, że je­ste­śmy pa­nami i twór­cami wła­snego za­cho­wa­nia. Je­śli to prawda, czy nie po­winno ono od­róż­niać się od za­cho­wań in­nych ga­tun­ków? A pra­wie się nie od­róż­nia. Samce więk­szo­ści ssa­ków dążą do zdo­by­cia sta­tusu lub te­ry­to­rium, pod­czas gdy sa­mice za­wzię­cie bro­nią swych mło­dych. Nie­za­leż­nie, czy apro­bu­jemy ta­kie za­cho­wa­nia, czy nie, nie­trudno zo­ba­czyć, w jaki spo­sób wy­ewo­lu­owały. Dla obu płci od za­wsze sta­no­wią one me­todę po­zo­sta­wie­nia po so­bie ge­ne­tycz­nego dzie­dzic­twa.

Ide­olo­gia ma z tym nie­wiele wspól­nego.

Róż­nice płciowe w za­cho­wa­niach ludz­kich i zwie­rzę­cych pod­no­szą naj­istot­niej­sze py­ta­nia w nie­mal do­wol­nej de­ba­cie do­ty­czą­cej gen­deru, czyli płci kul­tu­ro­wej, wśród lu­dzi. Czy za­cho­wa­nia ko­biet i męż­czyzn róż­nią się na­tu­ral­nie, czy sztucz­nie? Na ile rze­czy­wi­ście się róż­nią? I czy ist­nieją tylko dwie płcie, czy może wię­cej?

Za­nim jed­nak za­głę­bię się w tę te­ma­tykę, po­zwól­cie mi ja­sno okre­ślić to, co mnie in­te­re­suje i ja­kie jest moje zda­nie. Nie cho­dzi mi tu o uspra­wie­dli­wia­nie ist­nie­ją­cych wśród lu­dzi re­la­cji gen­de­ro­wych po­przez opi­sy­wa­nie dzie­dzic­twa na­czel­nych, nie uwa­żam też, że wszystko jest w po­rządku tak, jak jest. Uznaję, że płcie ani nie są, ani nie były równe, od­kąd pa­mię­tamy. Za­równo w na­szym, jak i w nie­mal każ­dym in­nym spo­łe­czeń­stwie ko­biety mają go­rzej. Mu­siały wal­czyć o każdą zmianę na lep­sze, od prawa do edu­ka­cji po prawa wy­bor­cze i od le­ga­li­za­cji abor­cji po równe płace. To nie są małe po­stępy. Nie­które prawa zo­stały za­bez­pie­czone do­piero nie­dawno, a nie­które już osią­gnięte na nowo spo­ty­kają się z ata­kami. Uwa­żam to za bar­dzo nie­spra­wie­dliwe, a sa­mego sie­bie uwa­żam za fe­mi­ni­stę.

Lek­ce­wa­że­nie dla wro­dzo­nych zdol­no­ści ko­biet ma na Za­cho­dzie długą tra­dy­cję trwa­jącą od co naj­mniej dwóch ty­siąc­leci. To w ten spo­sób za­wsze uza­sad­niano nie­rów­ność płci. To dla­tego dzie­więt­na­sto­wieczny fi­lo­zof nie­miecki Ar­thur Scho­pen­hauer uwa­żał, że ko­biety przez całe ży­cie po­zo­stają dziećmi ży­ją­cymi chwilą te­raź­niej­szą, pod­czas gdy męż­czyźni po­sia­dają zdol­ność do my­śle­nia o przy­szło­ści. Inny nie­miecki fi­lo­zof, Georg Wil­helm Frie­drich He­gel, uwa­żał, że "męż­czyźni od­po­wia­dają zwie­rzę­tom, zaś ko­biety od­po­wia­dają ro­śli­nom"[4]. Nie py­taj­cie o to, co He­gel miał na my­śli, ale jak to za­uwa­żyła bry­tyj­ska fi­lo­zofka mo­ralna Mary Mid­gley, w przy­padku ko­biet przed­sta­wi­ciele wagi cięż­kiej w my­śli Za­chodu pre­zen­tują nie­zwy­kle głu­pie re­flek­sje. Ni­g­dzie nie wi­dać ich zwy­kłego zróż­ni­co­wa­nia w opi­niach. "Z pew­no­ścią nie ist­nieje wiele za­gad­nień, co do któ­rych Freud, Nie­tz­sche, Ro­us­seau i Scho­pen­hauer szcze­rze się zga­dzają za­równo mię­dzy sobą, jak i z Ary­sto­te­le­sem, Świę­tym Paw­łem i To­ma­szem z Akwinu, ale ich po­glądy na ko­biety są bar­dzo zbli­żone"[5].

Na­wet mój uko­chany Ka­rol Dar­win nie wy­mknął się temu tren­dowi. W li­ście do Ca­ro­line Ken­nard, ame­ry­kań­skiej obroń­czyni praw ko­biet, Dar­win wy­ra­żał swoją opi­nię o ko­bie­tach: "Wy­daje mi się, że z praw dzie­dzi­cze­nia wy­nika dla nich wielka trud­ność sta­nia się in­te­lek­tu­al­nie rów­nymi męż­czy­znom"[6].

A wszystko to w cza­sach, gdy su­ge­ro­wane kon­tra­sty in­te­lek­tu­alne z ła­two­ścią można było wy­tłu­ma­czyć nie­rów­nym do­stę­pem do edu­ka­cji. Co do "praw dzie­dzi­cze­nia" Dar­wina, mogę tylko po­wie­dzieć, że całą swoją ka­rierę spę­dzi­łem na ba­da­niu in­te­li­gen­cji u zwie­rząt i ni­gdy nie za­uwa­ży­łem żad­nych róż­nic mię­dzy płciami. Po obu stro­nach mamy za­równo osob­niki i osob­niczki wy­bitne, jak i ob­da­rzone słab­szymi zdol­no­ściami, ale żadne z se­tek ani mo­ich, ani cu­dzych ba­dań nie wy­kryły żad­nych ko­gni­tyw­nych prze­pa­ści. Choć po­mię­dzy sam­cami a sa­mi­cami na­czel­nych nie bra­kuje kon­tra­stów be­ha­wio­ral­nych, ich zdol­no­ści umy­słowe mu­siały ewo­lu­ować wspól­nie. Rów­nież u na­szego ga­tunku ob­szary ko­gni­tywne tra­dy­cyj­nie ko­ja­rzone z jedną z płci, ale nie z drugą, ta­kie jak zdol­no­ści ma­te­ma­tyczne, oka­zują się ni­czym nie róż­nić mię­dzy płciami, je­śli spraw­dza się je na wy­star­cza­jąco du­żej próbce[7]. Cały po­mysł, że któ­raś z płci jest in­te­lek­tu­al­nie lep­sza, nie znaj­duje żad­nego uza­sad­nie­nia w świe­tle no­wo­cze­snej na­uki.

Drugą sprawą, którą na­leży wy­ja­śnić, jest ste­reo­ty­powy spo­sób wi­dze­nia in­nych na­czel­nych, który bywa wy­ko­rzy­sty­wany do obrony nie­rów­no­ści w ludz­kim spo­łe­czeń­stwie. W po­pu­lar­nym wy­obra­że­niu rzą­dzący sa­miec małpy "po­siada" sa­mice, któ­rych ży­cie po­lega na ro­dze­niu mu dzieci i wy­peł­nia­niu jego po­le­ceń. Głów­nym źró­dłem in­spi­ra­cji dla tego ob­razu są ba­da­nia nad pa­wia­nami prze­pro­wa­dzone sto lat temu, które jak wkrótce wy­ja­śnię, obar­czone były po­waż­nymi błę­dami i dały po­czą­tek pew­nej wąt­pli­wej me­ta­fo­rze[8]. Nie­stety, tra­fiły one w pu­blikę jak strzała z za­dzio­rami, która oka­zała się nie­moż­liwa do usu­nię­cia po­mimo wszyst­kich pod­wa­ża­ją­cych je in­for­ma­cji uzy­ska­nych po­tem. Po­gląd, że do­mi­na­cja sam­ców jest ele­men­tem po­rządku na­tu­ral­nego, był sze­rzony przez wielu pi­sa­rzy po­pu­lar­nych w ubie­głym stu­le­ciu. Na­wet książka ame­ry­kań­skiego psy­chia­try, Ar­nolda Lu­dwiga, wy­dana w roku 2002 pod ty­tu­łem King of the Mo­un­tain (do­słow­nie: Król góry) wciąż utrzy­muje, że:

Więk­szość lu­dzi zo­stała spo­łecz­nie, psy­cho­lo­gicz­nie i bio­lo­gicz­nie za­pro­gra­mo­wana tak, by po­trze­bo­wać po­je­dyn­czej, do­mi­nu­ją­cej mę­skiej fi­gury rzą­dzą­cej ich wspól­nym ży­ciem. To zaś za­pro­gra­mo­wa­nie bli­sko od­po­wiada temu, jak urzą­dzone są nie­mal wszyst­kie spo­łecz­no­ści człe­ko­kształt­nych na­czel­nych[9].

Jed­nym z ce­lów, ja­kie so­bie tu sta­wiam, jest wy­pro­wa­dze­nie czy­tel­ni­ków z błędu, któ­rym jest to prze­świad­cze­nie o obo­wiąz­ko­wym sam­czym zwierzch­niku. Ba­da­nia, które je za­po­cząt­ko­wały, do­ty­czyły ga­tunku na­czel­nych, z któ­rym nie je­ste­śmy bar­dzo bli­sko spo­krew­nieni. Na­le­żymy do nie­wiel­kiej ro­dziny czło­wie­ko­wa­tych z nad­ro­dziny człe­ko­kształt­nych (du­żych na­czel­nych po­zba­wio­nych ogona), a nie do ro­dziny małp bez­ogo­nia­stych, ta­kich jak pa­wiany. Ba­da­jąc na­szych naj­bliż­szych krew­nych, czyli inne czło­wie­ko­wate, od­kry­wamy bar­dziej zło­żony ob­raz, w któ­rym samcy spra­wują mniej kon­troli, niż so­bie wy­obra­żano.

Choć nie ulega wąt­pli­wo­ści, że samcy na­czel­nych po­tra­fią być okrut­ni­kami, warto też uświa­do­mić so­bie, że ich prze­waga roz­mia­rów i agre­syw­ność nie po­ja­wiły się po to, by do­mi­no­wać nad sa­mi­cami. To nie o to cho­dzi w ich ży­ciu. Bio­rąc pod uwagę wy­ma­ga­nia eko­lo­giczne, sa­mice wy­ewo­lu­owały do ide­al­nych roz­mia­rów. Ich ciała są opty­malne, je­śli uwzględni się po­karm, który zbie­rają, to, ile po­dró­żują, liczbę po­tom­stwa, które wy­cho­wują, i dra­pież­ni­ków, któ­rych uni­kają. Ewo­lu­cja po­pchnęła sam­ców do od­stą­pie­nia od tego ide­ału tak, by le­piej mo­gli wal­czyć po­mię­dzy sobą[10]. Im in­ten­syw­niej­sza jest kon­ku­ren­cja mię­dzy nimi, tym bar­dziej im­po­nu­jące są ich ce­chy fi­zyczne. U nie­któ­rych ga­tun­ków, ta­kich jak go­ryle, sa­miec jest dwu­krot­nie więk­szy od sa­micy. Po­nie­waż pod­sta­wowy sens walk sam­ców tkwi w tym, żeby zdo­być do­stęp do sa­mic, z któ­rymi można się roz­mna­żać, krzyw­dze­nie ich lub za­bie­ra­nie im je­dze­nia ni­gdy nie jest ce­lem sam­ców. W rze­czy­wi­sto­ści więk­szość sa­mic na­czel­nych cie­szy się znaczną au­to­no­mią, przez cały dzień zdo­by­wa­jąc dla sie­bie po­karm i so­cja­li­zu­jąc się, pod­czas gdy samcy funk­cjo­nują na pe­ry­fe­riach ich ży­cia. W sercu ty­po­wego spo­łe­czeń­stwa na­czel­nych tkwi krew­nia­cza sieć sa­mic za­rzą­dzana przez star­sze ma­triar­chi­nie.

Te same re­flek­sje sły­sze­li­śmy, gdy uka­zał się film Król lew. Sa­miec lwa jest w nim po­ka­zany jako szef, po­nie­waż wielu lu­dzi nie po­trafi so­bie wy­obra­zić kró­le­stwa w ża­den inny spo­sób. Matka Simby, czyli lwiątka, które ma zo­stać ko­lej­nym kró­lem, nie od­grywa nie­mal żad­nej roli. A jed­nak, choć lwy rze­czy­wi­ście są więk­sze i sil­niej­sze od lwic, w lwim sta­dzie nie mają żad­nej cen­tral­nej po­zy­cji. Stado jest w za­sa­dzie sta­dem lwic, sio­strzeń­stwem, pro­wa­dzą­cym więk­szość po­lo­wań i spra­wu­ją­cym opiekę nad mło­dymi. Samce po­zo­stają na parę lat, za­nim nie po­zbędą się ich ko­lejni ry­wale. Jak twier­dzi Craig Pac­ker, je­den z naj­lep­szych świa­to­wych znaw­ców lwów: "Sa­mice sta­no­wią rdzeń, są du­szą i ser­cem stada. Samce po­ja­wiają się i zni­kają"[11].

Po­rów­nu­jąc nas do in­nych ga­tun­ków, me­dia po­pu­larne uj­mują rzecz po­wierz­chow­nie. Gdy spoj­rzymy głę­biej, rze­czy­wi­stość może się oka­zać zu­peł­nie inna. Mogą nam się uka­zać zna­czące róż­nice po­mię­dzy płciami, ale nie­ko­niecz­nie te, któ­rych się spo­dzie­wamy. Co wię­cej, wiele na­czel­nych może mieć to, co ja na­zy­wam po­ten­cja­łami, czyli zdol­no­ściami, które rzadko się ujaw­niają albo które trudno za­uwa­żyć. Do­brym przy­kła­dem jest przy­wódz­two sa­mic, ja­kie opi­sa­łem w swo­jej ostat­niej książce Ostatni uścisk Mamy, w przy­padku wie­lo­let­niej sa­micy alfa w Bur­gers' Zoo. Mama miała ab­so­lut­nie cen­tralną po­zy­cję w ży­ciu spo­łecz­nym, cho­ciaż gdyby sy­tu­ację oce­niać na pod­sta­wie wy­ni­ków walk, znaj­do­wała się w hie­rar­chii ni­żej niż naj­waż­niejsi samcy. Naj­star­szy sa­miec rów­nież znaj­do­wał się ni­żej niż oni, ale od­gry­wał rów­nie cen­tralną rolę. Żeby zro­zu­mieć, w jaki spo­sób ta sta­rze­jąca się para wspól­nie rzą­dziła dużą ko­lo­nią szym­pan­sów, mu­simy pa­trzeć głę­biej niż tylko na fi­zyczną do­mi­na­cję i roz­po­znać, kto po­dej­muje kry­tyczne de­cy­zje spo­łeczne. Mu­simy od­róż­nić siłę po­li­tyczną od do­mi­na­cji. W na­szych spo­łe­czeń­stwach nikt nie myli wła­dzy z mu­sku­la­turą i to samo do­ty­czy spo­łe­czeństw in­nych na­czel­nych[12].

In­nym po­ten­cja­łem są zdol­no­ści opie­kuń­cze sam­ców na­czel­nych. Cza­sem mo­żemy je do­strzec po śmierci matki, kiedy na­gle osie­ro­cone młode błaga płacz­li­wie o uwagę. Znamy przy­padki ży­ją­cych na wol­no­ści do­ro­słych sam­ców szym­pan­sów, które ad­op­to­wały ta­kie dzieci i dbały o nie z mi­ło­ścią, cza­sem przez lata. Sa­miec dla ma­lu­cha spo­wal­nia swoje wę­drówki, szuka go, je­śli ten się zgubi, i bę­dzie go bro­nił rów­nie ener­gicz­nie jak matka. Po­nie­waż na­ukowcy zwy­kle pod­kre­ślają waż­ność ty­po­wych za­cho­wań, nie za­wsze za­sta­na­wiamy się nad ta­kimi po­ten­cja­łami. Mimo to mają one zna­cze­nie dla ról płci wśród lu­dzi, po­nie­waż ży­jemy w zmie­nia­ją­cym się spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym te­sto­wane są moż­liwe umie­jęt­no­ści na­szego ga­tunku. Dla­tego jest wiele po­wo­dów, żeby prze­ko­nać się, czego mo­żemy się do­wie­dzieć o nas sa­mych dzięki po­rów­na­niom z in­nymi na­czel­nymi[13].

Na­wet osoby wąt­piące w ewo­lu­cyjne wy­ja­śnie­nia i prze­ko­nane, że te same za­sady nas nie do­ty­czą, mu­szą uznać jedną pod­sta­wową prawdę zwią­zaną z se­lek­cją na­tu­ralną. Ni­kogo z cho­dzą­cych dziś po ziemi nie by­łoby tu, gdyby nasi przod­ko­wie nie prze­żyli i nie roz­mno­żyli się. Wszyst­kie na­sze przod­ki­nie miały dzieci i z suk­ce­sem je od­cho­wały albo po­mo­gły in­nym od­cho­wać ich po­tom­stwo. Od tej za­sady nie ma wy­jąt­ków, po­nie­waż ci, któ­rzy tego nie zro­bili, nie zo­stali ni­czy­imi przod­kami.

Ich ge­nów nie ma w puli ge­no­wej.

Współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwo jest go­towe, by sko­ry­go­wać róż­nice do­ty­czące wła­dzy i przy­wi­le­jów po­mię­dzy płciami. Ale ko­biety nie mogą tego osią­gnąć same. Spo­łeczne role płci są tak splą­tane, że za­równo męż­czyźni, jak i ko­biety mu­szą się zmie­nić jed­no­cze­śnie. Nie­które z tych zmian na lep­sze za­cho­dzą już te­raz. Wi­dzę, że młod­sze po­ko­le­nie robi różne rze­czy cał­kiem ina­czej niż moje. Męż­czyźni moc­niej się an­ga­żują w ro­dzi­ciel­stwo, a ko­biety wdzie­rają się do za­wo­dów zdo­mi­no­wa­nych przez męż­czyzn. By te zmiany mo­gły po­stę­po­wać, mu­szą się do tego włą­czyć męż­czyźni. Dla­tego na­je­żam się, kiedy sły­szę uogól­nie­nia, ta­kie jak to, że męż­czyźni winni są wszel­kiemu złu tego świata. Na­zy­wa­nie nie­któ­rych form eks­pre­sji mę­sko­ści "tok­sycz­nymi" to nie jest moja wi­zja fe­mi­ni­zmu. Jaki ma sens styg­ma­ty­zo­wa­nie wszyst­kich przed­sta­wi­cieli któ­rejś z płci? Zga­dzam się z ame­ry­kań­ską ak­torką, Me­ryl Streep, która uważa to za nie­po­trzebne: "Ra­nimy na­szych chłop­ców, na­zy­wa­jąc coś tok­syczną mę­sko­ścią. Ko­biety po­tra­fią być ku­rew­sko tok­syczne... To osoby są tok­syczne"[14].

Po­zna­nie po­cho­dze­nia róż­nic gen­de­ro­wych w ży­ciu co­dzien­nym jest dla nas nie­mal nie­moż­liwe. W końcu na­sza kul­tura wy­wiera cią­głą pre­sję za­równo na męż­czyzn, jak i na ko­biety. Ocze­kuje się, że każdy i każda z nas po­zo­sta­nie w sze­regu i do­pa­suje się do za­sad okre­śla­ją­cych mę­skość i ko­bie­cość. Czy to w ten spo­sób po­wstaje gen­der i czy płeć kul­tu­rowa wy­piera płeć bio­lo­giczną? Nie­moż­liwe, by to było pełne wy­ja­śnie­nie. Inne na­czelne nie pod­le­gają na­szym nor­mom gen­de­ro­wym, a jed­nak czę­sto za­cho­wują się jak my, a my za­cho­wu­jemy się jak one. Choć ich za­cho­wa­nia rów­nież mogą pod­le­gać nor­mom spo­łecz­nym, to jed­nak te normy z pew­no­ścią po­cho­dzą z ich kul­tur, a nie z na­szej. Jest bar­dziej praw­do­po­dobne, że po­do­bień­stwa ich za­cho­wań do na­szych wska­zują na wspól­ność na­szej bio­lo­gii.

Inne na­czelne trzy­mają dla nas lu­stro, dzięki czemu mo­żemy spoj­rzeć na płeć kul­tu­rową w no­wym świe­tle. Jed­nak nie są one nami, więc ofe­rują ra­czej po­rów­na­nie niż mo­del do na­śla­do­wa­nia. Do­daję to za­strze­że­nie dla­tego, że stwier­dze­nia fak­tów są cza­sem trak­to­wane jak wy­znacz­niki norm, a nimi nie są. Lu­dziom trudno jest nie od­no­sić opi­sów in­nych na­czel­nych do nas sa­mych. Chwa­limy je, kiedy po­stę­pują w spo­sób, który nam się po­doba, i zło­ścimy się, gdy ro­bią coś, na co pa­trzymy z od­razą. Po­nie­waż ba­dam dwa ga­tunki człe­ko­kształt­nych, u któ­rych re­la­cje po­mię­dzy płciami ra­dy­kal­nie się róż­nią, gdy o tym opo­wia­dam, wśród swo­ich słu­cha­czy na­tych­miast wy­chwy­tuję te re­ak­cje. Lu­dzie cza­sem za­cho­wują się tak, jakby moje opisy były wy­ra­zami apro­baty. Kiedy oma­wiam szym­pansy, wy­daje im się, że je­stem fa­nem mę­skiej siły i bru­tal­no­ści. Tak jak­bym uwa­żał, że by­łoby wspa­niale, gdyby męż­czyźni się tak za­cho­wy­wali! A kiedy przed­sta­wiam ży­cie spo­łeczne bo­nobo, moi słu­cha­cze są prze­świad­czeni, że roz­ko­szuję się ero­ty­zmem i sa­mi­czą kon­trolą. W rze­czy­wi­sto­ści lu­bię za­równo bo­nobo, jak i szym­pansy, a oba ga­tunki uwa­żam za fa­scy­nu­jące. De­mon­strują one różne ob­li­cza nas sa­mych. No­simy w so­bie tro­chę ze wszyst­kich przed­sta­wi­cieli człe­ko­kształt­nych, ale poza tym mie­li­śmy kilka mi­lio­nów lat, żeby wy­ewo­lu­owały u nas uni­kalne ce­chy.

Żeby po­ka­zać przy­kład tego, co de­ner­wuje lu­dzi, po­zwól­cie, że za­biorę was do dnia, kiedy jako młody czło­wiek wy­gła­sza­łem w Bur­gers' Zoo pre­lek­cję o ba­da­nych przeze mnie szym­pan­sach. Mó­wi­łem do bar­dzo róż­nych pu­blicz­no­ści, od unii pie­ka­rzy przez aka­de­mię po­li­cyjną po na­uczy­cieli i dzieci. Wszyst­kim po­do­bały się moje opo­wie­ści aż do dnia, gdy kie­dyś zwra­ca­łem się do grupy praw­ni­czek. Bar­dzo wy­raź­nie nie po­do­bało im się moje prze­sła­nie i na­wet po­wie­działy, że je­stem "sek­si­stow­ski", który to za­rzut do­piero chwilę wcze­śniej stał się po­wszech­nie sto­so­wa­nym. Ale jak mo­gły dojść do ta­kiego wnio­sku, skoro nie po­wie­dzia­łem ani słowa o za­cho­wa­niach lu­dzi?

Opi­sa­łem, jak róż­nią się od sie­bie samcy i sa­mice szym­pan­sów. Samcy po­pi­sują się spek­ta­ku­lar­nymi ble­fami wy­ra­ża­ją­cymi ich chęć zdo­by­cia wła­dzy. Stra­te­gicz­nie pla­nują ko­lejny ruch. Z ko­lei sa­mice więk­szość czasu spę­dzają, so­cja­li­zu­jąc się i iska­jąc. Sku­piają się na re­la­cjach to­wa­rzy­skich i na ro­dzi­nie. Z dumą po­ka­zy­wa­łem fo­to­gra­fie ilu­stru­jące naj­now­szą ob­fi­tość nie­mow­la­ków w ko­lo­nii. Ale moje słu­chaczki nie były w na­stroju do roz­tkli­wia­nia się nad człe­ko­kształt­nymi no­wo­rod­kami.

Po wy­kła­dzie praw­niczki za­py­tały mnie, dla­czego je­stem tak pe­wien, że samcy do­mi­nują nad sa­mi­cami. Za­py­tały, dla­czego by nie miało być na od­wrót. Su­ge­ro­wały, że mogę mieć słabe po­ję­cie o do­mi­na­cji. Cho­ciaż po­wie­dzia­łem, że wi­dzia­łem, jak samcy wy­gry­wają walki, stwier­dziły, że w rze­czy­wi­sto­ści mo­gło być tak, że to sa­mice wy­gry­wały. Po tym, jak spę­dzi­łem każdy dzień i ty­siące go­dzin z szym­pan­sami, po­pra­wiały mnie osoby le­dwo od­róż­nia­jące szym­pansa od go­ryla! Choć w mo­jej branży nie bra­kuje eks­per­tek, ni­gdy nie sły­sza­łem, by szym­pansy opi­sy­wano jak­kol­wiek ina­czej niż jako ga­tu­nek zdo­mi­no­wany przez sam­ców. Do­ty­czy to wy­łącz­nie prze­wagi fi­zycz­nej, która nie jest bar­dzo istotna, ale i tak zna­cząca. Samcy szym­pan­sów są ciężsi od sa­mic i są zbu­do­wani jak kul­tu­ry­ści, z po­tęż­nymi rę­kami i ra­mio­nami oraz sze­roką szyją. Mają rów­nież dłu­gie kły, pra­wie jak u lam­parta, któ­rych sa­mi­com bra­kuje. Sa­mice nie mają szans. Je­dy­nymi wy­jąt­kami są sy­tu­acje, gdy sa­mice łą­czą się w grupy.

Gdy tego sa­mego dnia praw­niczki od­wie­dziły wy­spę szym­pan­sów, tro­chę otrzeź­wiały, wi­dząc na wła­sne oczy kilka wy­pad­ków po­twier­dza­ją­cych moje in­for­ma­cje. Jed­nak w ża­den spo­sób nie po­pra­wiło im to na­stroju.

W póź­niej­szym okre­sie mo­jego ży­cia, kiedy pra­co­wa­łem z bo­nobo i o nich opo­wia­da­łem, działo się od­wrot­nie. Za­równo szym­pansy, jak i bo­nobo na­leżą do czło­wie­ko­wa­tych, pod wzglę­dem ge­ne­tycz­nym oba ga­tunki są nam nie­zwy­kle bli­skie, ale w za­ska­ku­jący spo­sób róż­nią się za­cho­wa­niem. Spo­łe­czeń­stwo szym­pan­sów jest pełne agre­sji, te­ry­to­ria­li­zmu i rzą­dzą w nim samcy. Bo­nobo są pa­cy­fi­styczne, ko­chają seks i główną rolę od­gry­wają sa­mice. O ile bar­dziej mo­głyby się róż­nić dwa ga­tunki człe­ko­kształt­nych? Bo­nobo za­dają kłam twier­dze­niu, że lep­sze po­zna­nie bli­skich nam na­czel­nych z pew­no­ścią wzmocni płciowe ste­reo­typy. Jako na­uko­wiec, który okre­ślił je jako "na­czelne z ha­słem "make love, not war"", za­czą­łem swój pierw­szy po­pu­lar­no­nau­kowy ar­ty­kuł na ich te­mat od zda­nia: "W cza­sach gdy ko­biety wal­czą o rów­ność z męż­czy­znami, na­uka przy­nosi ru­chowi fe­mi­ni­stycz­nemu spóź­niony upo­mi­nek". Było to w roku 1995[15].

Słu­cha­cze sza­leją za bo­nobo. Ko­chają je w po­czu­ciu, że przy­no­szą świa­tło w cza­sach, gdy bio­lo­gia wy­daje im się ude­rza­jąco mroczna. Pi­sarka Alice Wal­ker za­de­dy­ko­wała swoją po­wieść By the Li­ght of My Fa­ther's Smile na­szemu bli­skiemu po­kre­wień­stwu z bo­nobo, a fe­lie­to­nistka "New York Ti­mesa" Mau­reen Dowd w po­li­tyczny ko­men­tarz wmie­szała kie­dyś po­chwałę ega­li­tar­nego etosu tego ga­tunku. Bo­nobo okre­ślano jako "po­prawne po­li­tycz­nie na­czelne" ze względu za­równo na od­wró­ce­nie do­mi­na­cji po­mię­dzy sam­cami i sa­mi­cami, jak i na ich nie­wia­ry­god­nie zróż­ni­co­wane ży­cie ero­tyczne. Ro­bią to we wszel­kich moż­li­wych kom­bi­na­cjach part­ner­skich, nie tylko samcy z sa­mi­cami. Za­wsze z przy­jem­no­ścią opo­wia­dam o na­szych hip­pi­sow­skich krew­nia­kach, ale nie uwa­żam, że po­rów­na­nia ewo­lu­cyjne po­winny być na­ce­cho­wane przez na­sze my­śle­nie ży­cze­niowe. Nie mo­żemy po pro­stu cho­dzić so­bie po kró­le­stwie zwie­rząt, wy­bie­ra­jąc ga­tunki, które naj­bar­dziej nam się po­do­bają.

Je­śli dwa ga­tunki na­czel­nych są nam rów­nie bli­skie, to są one też rów­nie istotne dla na­szych dys­ku­sji o re­la­cjach mię­dzy płciami. W tej książce sku­pię się na obu z nich, choć szym­pansy znane są na­uce dużo dłu­żej i są le­piej zba­dane. In­nym na­czel­nym, które nie są nam tak bli­skie, po­święcę mniej uwagi.

Te­mat róż­nic gen­de­ro­wych w taki czy inny spo­sób wzbu­dza emo­cje. Każdy ma tu wy­ro­bione zda­nie, co w od­nie­sie­niu do zwie­rząt nie zda­rza się czę­sto. Pry­ma­to­lo­dzy sta­rają się nie osą­dzać. Nie za­wsze nam się to udaje, ale ni­gdy nie okre­ślamy za­cho­wań jako do­bre lub złe. Nie da się unik­nąć tego, że na­sza praca wiąże się z in­ter­pre­ta­cjami, ale nie usły­szy­cie, że­by­śmy okre­ślali za­cho­wa­nia sam­ców jako ohydne albo na­zy­wali sa­mice da­nego ga­tunku pod­łymi. Za­cho­wa­nia przyj­mu­jemy ta­kimi, ja­kie są. Wśród przy­rod­ni­ków ta­kie po­dej­ście ma długą tra­dy­cję. Cho­ciaż w trak­cie ko­pu­la­cji sa­miec mo­dliszki do­słow­nie traci głowę, nikt nie bę­dzie ob­wi­niał sa­micy. W ten sam spo­sób i z tego sa­mego po­wodu nie osą­dzamy samca dzio­bo­rożca przy­no­szą­cego grudki gliny, żeby jego part­nerka mo­gła za­mu­ro­wać się w dziu­pli na całe ty­go­dnie. Za­sta­na­wiamy się tylko, dla­czego przy­roda wła­śnie tak działa.

W ten sam spo­sób pry­ma­to­lo­dzy i pry­ma­to­lożki pa­trzą na spo­łe­czeń­stwo. Nie przej­mu­jemy się tym, czy dane za­cho­wa­nia są po­żą­dane, tylko pró­bu­jemy je jak naj­le­piej opi­sać. To tro­chę tak jak w tym żar­to­bli­wym fil­miku, w któ­rym Da­vid At­ten­bo­ro­ugh, bry­tyj­ski przy­rod­nik i oso­bo­wość te­le­wi­zyjna, ko­men­tuje go­dowe ry­tu­ały na­szego ga­tunku. Na fil­miku wi­dać stu­den­tów żło­pią­cych piwo w ka­na­dyj­skim ba­rze, a bal­sa­miczny głos At­ten­bo­ro­ugh mówi nam, że "po­wie­trze prze­sy­cone jest wo­nią sa­mic", a "każdy sa­miec pró­buje po­ka­zać, jaki jest silny i zręczny". Koń­cząca fil­mik scena ze "zwy­cięzcą" tra­fia­ją­cym do łóżka z jedną z ko­biet po­ka­zuje, jak przej­muje ona ini­cja­tywę[16].

Czy to jest sek­si­stow­skie? Tylko wtedy, je­śli uwa­żasz, że każde na­wią­za­nie do ty­po­wych dla da­nej płci za­cho­wań ozna­cza po­li­tyczną de­kla­ra­cję. Ży­jemy w cza­sach, gdy część z nas sys­te­ma­tycz­nie pod­kre­śla róż­nice płciowe, jakby były wszę­dzie, pod­czas gdy inni pró­bują je wy­ma­zać, okre­śla­jąc jako po­zba­wione zna­cze­nia. Pierw­sza grupa eks­cy­tuje się mi­ni­mal­nymi róż­ni­cami do­ty­czą­cymi pa­mięci prze­strzen­nej, ocen mo­ral­nych czy cze­go­kol­wiek in­nego, nie­pro­por­cjo­nal­nie je roz­dmu­chu­jąc. Ich wnio­ski są czę­sto po­wie­lane i wzmac­niane przez me­dia, przez co róż­nica kilku punk­tów pro­cen­to­wych na ko­rzyść któ­rejś z płci zmie­nia się w róż­nicę mię­dzy ko­lo­rem bia­łym a czar­nym. Nie­któ­rzy au­to­rzy twier­dzą na­wet, że męż­czyźni i ko­biety po­cho­dzą z róż­nych pla­net. Druga z grup za­cho­wuje się od­wrot­nie. Będą zmięk­czać każde twier­dze­nie o tym, jak męż­czyźni i ko­biety róż­nią się od sie­bie. Stwier­dzą, że "to nie do­ty­czy nas wszyst­kich" albo "to efekt śro­do­wi­ska". Dla nich sło­wem klu­czo­wym jest so­cja­li­za­cja, w ta­kim sen­sie, że "so­cja­li­za­cja spra­wia, że męż­czyźni chcą kon­ku­ro­wać" albo "w wy­niku so­cja­li­za­cji ko­biety dbają o in­nych". Twier­dzą, że wie­dzą, skąd biorą się róż­nice w za­cho­wa­niach, i z pew­no­ścią nie jest to bio­lo­gia.

Jedną z pierw­szych ad­wo­ka­tek tej dru­giej opcji była ame­ry­kań­ska fi­lo­zofka Ju­dith Bu­tler, która uwa­żała, że po­ję­cia "mę­skie" i "żeń­skie" to za­le­d­wie kon­strukty. W swym prze­ło­mo­wym ar­ty­kule z roku 1988 na­pi­sała tak: "Po­nie­waż gen­der nie jest fak­tem, różne dzia­ła­nia płci kul­tu­ro­wej two­rzą jej ideę, a bez tych dzia­łań płeć kul­tu­rowa w ogóle by nie ist­niała"[17]. To eks­tre­malny po­gląd, z któ­rym nie mogę się zgo­dzić. Nie­mniej jed­nak uwa­żam po­ję­cie gen­der za przy­datną kon­cep­cję. Każda kul­tura ma inne normy, zwy­czaje i role przy­pi­sane płciom. Gen­der od­nosi się do tych wy­uczo­nych na­kła­dek, które bio­lo­giczną sa­micę zmie­niają w ko­bietę, a bio­lo­gicz­nego samca w męż­czy­znę. To prawda, że je­ste­śmy isto­tami w pełni kul­tu­ro­wymi. Po­su­nął­bym się na­wet da­lej i stwier­dził, że kon­cep­cja gen­deru może pa­so­wać rów­nież do in­nych na­czel­nych. Człe­ko­kształtne osią­gają do­ro­słość około szes­na­stego roku ży­cia, co daje im mnó­stwo czasu na ucze­nie się od in­nych. Je­śli to zmie­nia za­cho­wa­nia ty­powe dla ich płci, w ich przy­padku rów­nież po­win­ni­śmy mó­wić o płciach kul­tu­ro­wych.

Gen­der obej­muje także toż­sa­mo­ści, które nie od­po­wia­dają płci bio­lo­gicz­nej, czyli ta­kie, ja­kie po­sia­dają trans­sek­su­alni męż­czyźni i trans­sek­su­alne ko­biety. Ist­nieją jesz­cze inne wy­jątki, ta­kie jak przy­padki, gdy ana­to­miczna bądź chro­mo­so­malna płeć da­nej osoby z tru­dem pod­daje się kla­sy­fi­ka­cji albo gdy ja­kieś osoby nie iden­ty­fi­kują się ani z jedną, ani z drugą płcią. A jed­nak u więk­szo­ści lu­dzi gen­der i płeć, czyli płeć kul­tu­rowa i bio­lo­giczna, są ze sobą zgodne. Po­mimo róż­nych zna­czeń te dwa okre­śle­nia są ze sobą po­łą­czone. Za­tem dys­ku­sja o róż­ni­cach gen­de­ro­wych au­to­ma­tycz­nie obej­muje róż­nice płciowe i na od­wrót.

Na­uka przez bar­dzo długi czas igno­ro­wała róż­nice płciowe, ale to za­czyna się zmie­niać. Jed­nym z po­wo­dów jest, że to za­nie­dba­nie znisz­czyło opiekę zdro­wotną[18]. Nie­gdyś ko­biety były dia­gno­zo­wane i le­czone jak męż­czyźni, tylko mniejsi. Od­kąd Ary­sto­te­les za­uwa­żył, że "w rze­czy sa­mej sa­mica jest jakby sam­cem po­zba­wio­nym pew­nych czę­ści" [tłum. Pa­weł Si­wek], me­dy­cyna uznała ciało samca za ty­powe. Uwa­żano, że je­dyną mo­dy­fi­ka­cją, ja­kiej wy­ma­gało ciało ko­biety, jest ob­ni­że­nie dawki da­nego leku opra­co­wa­nego dla męż­czyzn[19].

Jed­nak ciała sam­ców i sa­mic na­szego ga­tunku znacz­nie się róż­nią. Nie­które z tych róż­nic to tylko róż­nice struk­tu­ralne. Na przy­kład, ko­biety czę­ściej od męż­czyzn od­no­szą cięż­kie ob­ra­że­nia w wy­pad­kach sa­mo­cho­do­wych, co może wy­ni­kać z róż­nic w gę­sto­ści ko­ści albo z tego, że prze­mysł sa­mo­cho­dowy wciąż w te­stach wy­pad­ko­wych używa ma­ne­ki­nów wzo­ro­wa­nych na cia­łach mę­skich, w któ­rych masa jest ina­czej roz­ło­żona niż w cia­łach ko­bie­cych[20]. Róż­nice obej­mują rów­nież uszko­dze­nia spe­cy­ficzne dla płci (ta­kie jak te zwią­zane z ma­cicą, pier­siami czy pro­statą) i inne po­datne na uszko­dze­nia miej­sca. W roku 2016 Na­ro­dowe In­sty­tuty Zdro­wia we­zwały ame­ry­kań­skich na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się me­dy­cyną, by ich ba­da­nia za­wsze obej­mo­wały obie płcie. NIH Po­licy on Sex as a Bio­lo­gi­cal Va­ria­ble [Po­li­tyka Na­ro­do­wych In­sty­tu­tów Zdro­wia do­ty­cząca płci jako zmien­nej bio­lo­gicz­nej] obej­muje wszyst­kie krę­gowce, ta­kie jak my­szy, szczury, małpy i lu­dzie. Wiele cho­rób wy­ka­zuje za­leż­ność od płci. Na przy­kład, u ko­biet z więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem niż u męż­czyzn po­jawi się cho­roba Al­zhe­imera, to­czeń czy stward­nie­nie roz­siane. Z ko­lei u męż­czyzn czę­ściej po­ja­wia się cho­roba Par­kin­sona czy za­bu­rze­nia ze spek­trum au­ty­zmu. Ogól­nie rzecz bio­rąc, ko­biety są tą sil­niej­szą płcią i żyją dłu­żej niż męż­czyźni, a róż­nica ta po­ja­wia się u więk­szo­ści ssa­ków. Te od­ręb­no­ści nie mają wiele wspól­nego z "ideą gen­der" pro­po­no­waną przez Bu­tler, za to są cał­ko­wi­cie zwią­zane z płcią, z jaką osoba się ro­dzi[21].

Pry­ma­to­lo­dzy i pry­ma­to­lożki nie mają żad­nych po­wo­dów, by po­mniej­szać rolę płci. Wy­słu­cha­łem pew­nie około ty­siąca wy­kła­dów na kon­fe­ren­cjach pry­ma­to­lo­gicz­nych, ale ni­gdy nie sły­sza­łem, by ktoś po­wie­dział: "Wie­cie, ob­ser­wo­wa­łem samce i sa­mice oran­gu­ta­nów w le­sie i za­uwa­ży­łem, że za­cho­wują się nie­zwy­kle po­dob­nie". Taki mówca zo­stałby wy­śmiany z uwagi na to, jak wy­raźne są róż­nice be­ha­wio­ralne u więk­szo­ści na­czel­nych. Co wię­cej, my ko­chamy te róż­nice. Są dla nas chle­bem po­wsze­dnim. To dla­tego ży­cie spo­łeczne na­czel­nych jest tak fa­scy­nu­jące. Samcy mają swoje cele, sa­mice swoje, a na­szym za­da­niem jest po­zna­nie, jak te cele na sie­bie od­dzia­łują. In­te­resy sam­ców i sa­mic cza­sem stoją w sprzecz­no­ści, ale po­nie­waż żadna z płci nie może wy­grać ewo­lu­cyj­nego wy­ścigu bez tej dru­giej, ich dą­że­nia za­wsze mu­szą się w któ­rymś mo­men­cie zbie­gać.

To nie zna­czy, że moje po­rów­na­nia pro­wa­dzą do pro­stych od­po­wie­dzi. Nie­które róż­nice płciowe wy­da­wały się ist­nieć, ale ich po­twier­dze­nie oka­zało się nie­moż­liwe, zaś te, które ist­nieją, są czę­sto bar­dziej skom­pli­ko­wane, niż się wy­da­wało. Sta­wia­jąc nasz ga­tu­nek na tle in­nych na­czel­nych, będę ko­rzy­stał z ob­fi­tej li­te­ra­tury do­ty­czą­cej ludz­kich za­cho­wań. Będę przy tym dzia­łał se­lek­tyw­nie i w pew­nym stop­niu z ze­wnątrz. Przede wszyst­kim mam ten­den­cję do nie­ufa­nia ra­por­tom lu­dzi o so­bie sa­mych. W na­ukach spo­łecz­nych ist­nieje ostat­nio moda na py­ta­nie osób o nie same, ale ja wolę cof­nąć się do wcze­śniej­szych cza­sów, kiedy wciąż ba­da­li­śmy i ob­ser­wo­wa­li­śmy praw­dziwe za­cho­wa­nia, ta­kie jak za­bawy dzieci na po­dwórku lub re­ak­cje spor­tow­ców na zwy­cię­stwo bądź po­rażkę. Ludz­kie za­cho­wa­nia są dużo uczciw­sze i wno­szą znacz­nie wię­cej in­for­ma­cji niż to, co sami o so­bie mó­wimy! Przy tym ła­twiej je po­rów­ny­wać z za­cho­wa­niami in­nych na­czel­nych[22].

Oma­wia­jąc za­gad­nie­nia zwią­zane z re­la­cjami gen­de­ro­wymi wśród lu­dzi, po­minę kilka waż­nych kwe­stii. Po­nie­waż wy­cho­dzę od ob­ser­wa­cji pry­ma­to­lo­gicz­nych, zajmę się wy­łącz­nie po­rów­ny­wal­nymi za­cho­wa­niami wśród lu­dzi, omi­ja­jąc przez to ta­kie, które nie mają od­po­wied­ni­ków wśród in­nych zwie­rząt, czyli na przy­kład nie­rów­no­ści eko­no­miczne, prace do­mowe, do­stęp do edu­ka­cji czy kul­tu­rowe za­sady ubie­ra­nia się. Moja wie­dza nie po­zwala mi wy­ja­śniać tych za­gad­nień.

To, czy walka o rów­ność płci za­koń­czy się zwy­cię­stwem, nie ma wpływu na wy­nik wiecz­nej dys­ku­sji o praw­dzi­wych lub wy­ima­gi­no­wa­nych róż­ni­cach po­mię­dzy płciami. Rów­ność nie wy­maga po­do­bień­stwa. Lu­dzie mogą być różni, a wciąż za­słu­gują na do­kład­nie te same prawa i moż­li­wo­ści. Rów­nież ba­da­nia nad tym, jak płcie róż­nią się od sie­bie za­równo wśród lu­dzi, jak i in­nych na­czel­nych, w ża­den spo­sób nie uspra­wie­dli­wiają sta­tus quo. Szcze­rze wie­rzę, że naj­lep­szym spo­so­bem osią­gnię­cia więk­szej rów­no­ści jest po­głę­bie­nie wie­dzy o na­szej bio­lo­gii, a nie próby za­mie­ce­nia jej pod dy­wan. W rze­czy­wi­sto­ści głów­nym po­wo­dem, dla któ­rego mo­żemy o tym te­raz roz­ma­wiać, jest nie­wielka zmiana bio­lo­giczna, która ra­dy­kal­nie zmie­niła spo­łe­czeń­stwo.

Za­wie­ra­jąca od­po­wied­niki pro­ge­ste­ronu i es­tro­genu ta­bletka, która za­po­biega owu­la­cji (czyli uwal­nia­niu ko­mó­rek ja­jo­wych z jaj­ni­ków), ode­grała i od­grywa tak ogromną rolę, że okre­śla się ją po pro­stu jako "pi­gułkę" [ang. the Pill]. Żadna inna pi­gułka nie ma tego przy­wi­leju. Jej wpro­wa­dze­nie w la­tach 60. XX wieku było mo­men­tem prze­ło­mo­wym, bo po­zwo­liło na od­dzie­le­nie seksu od pro­kre­acji. Lu­dzie uzy­skali moż­li­wość po­sia­da­nia mniej­szych ro­dzin, albo w ogóle żad­nych ro­dzin, bez re­zy­gno­wa­nia z upra­wia­nia seksu. Sku­teczna kon­trola uro­dzeń dała nam re­wo­lu­cję sek­su­alną, od Wo­od­stock po ruch obrony praw osób LGBTQ. Za jed­nym za­ma­chem za­kwe­stio­no­wała tra­dy­cyjną mo­ral­ność do­ty­czącą przed- i po­za­mał­żeń­skiego seksu oraz wielu in­nych prze­ja­wów sek­su­al­no­ści. Fe­mi­nistki wraz z fe­mi­ni­stami za­częli po­strze­gać po­szu­ki­wa­nie sek­su­al­nej przy­jem­no­ści przez ko­biety jako ele­ment osią­gnię­cia więk­szej nie­za­leż­no­ści. Zmiany w ro­lach gen­de­ro­wych rów­nież można prze­śle­dzić wstecz do wpro­wa­dze­nia pi­gułki. W spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym to ko­biety spra­wują ogromną więk­szość opieki ro­dzi­ciel­skiej, brak dzieci lub po­sia­da­nie mniej­szej liczby dzieci wpły­nęło na ich ko­niecz­ność po­zo­sta­wa­nia w domu. W la­tach 70., po wy­co­fa­niu mo­ral­nych ogra­ni­czeń do­ty­czą­cych pi­gułki (ta­kich jak nie­wy­da­wa­nie jej oso­bom bez ślubu), ko­biety za­częły ma­sowo po­ja­wiać się w miej­scach pracy.

Nie pi­sał­bym te­raz o pi­gułce, gdyby ist­niała w mo­men­cie mo­jego po­czę­cia. Moi ro­dzice nie chcieli du­żej ro­dziny, ale żyli w czę­ści Ho­lan­dii okre­śla­nej jako ka­to­lic­kie po­łu­dnie, gdzie Ko­ściół miał po­tężną wła­dzę. Był prze­ciwny ja­kie­mu­kol­wiek pla­no­wa­niu ro­dziny. Znana w na­szej ro­dzi­nie hi­sto­ria opo­wiada o tym, jak nie­długo po uro­dze­niu szó­stego dziecka moja mama ze­zło­ściła się na księ­dza od­wie­dza­ją­cego nasz dom. Sie­dząc wy­god­nie z kawą i cy­ga­rem, non­sza­lancko wspo­mniał o "ko­lej­nym". Nie zdo­łał skoń­czyć swo­jej kawy i zo­stał wy­go­niony z domu. Po tym nie mia­łem już ro­dzeń­stwa. Po­dej­ście już się zmie­niało, jesz­cze przed pi­gułką, ale kiedy ta się po­ja­wiła, wszystko stało się ła­twiej­sze. W ko­lej­nych de­ka­dach wiel­kość ro­dzin w na­szym re­jo­nie zna­cząco spa­dła.

W ten spo­sób drobne maj­stro­wa­nie przy ludz­kiej bio­lo­gii cał­ko­wi­cie zmie­niło sy­tu­ację, co po­ka­zuje nam, że bio­lo­gia wcale nie­ko­niecz­nie jest na­szym wro­giem. Oso­bi­ście po­strze­gam ją jako na­szą przy­ja­ciółkę. Ludz­kość po­trze­bo­wała pi­gułki, bo naj­bar­dziej lo­giczna, al­ter­na­tywna me­toda za­po­bie­ga­nia cią­żom nie za bar­dzo u nas działa. Mo­gli­by­śmy po pro­stu zre­zy­gno­wać z seksu lub przy­naj­mniej wstrzy­my­wać się od niego w nie­któ­rych okre­sach. Ale dla ta­kich po­żą­dli­wych człe­ko­kształt­nych jak my to zbyt trudne. Roz­wią­za­nia wy­ma­ga­jące, żeby męż­czyźni za­trzy­mali się na chwilę i po­my­śleli, po czym za­ło­żyli pre­zer­wa­tywę, oka­zały się za­wodne. To czę­ściowo wy­nika z unie­sień prze­ży­wa­nych w da­nej chwili, a czę­ściowo z prze­ka­zy­wa­nia od­po­wie­dzial­no­ści tej płci, któ­rej naj­mniej to do­ty­czy. Pi­gułka to wszystko zmie­niła. Ludzka bio­lo­gia wy­ma­gała bio­lo­gicz­nej od­po­wie­dzi. I cią­gle jej po­trze­buje, mimo że nie­po­ko­imy się efek­tami ubocz­nymi pi­gułki, do­ty­czą­cymi na­stroju i zdro­wia psy­chicz­nego.

Je­ste­śmy zwie­rzę­tami i w tej ka­te­go­rii na­le­żymy do rzędu na­czel­nych. Po­dob­nie jak dzie­limy co naj­mniej 96% na­szego DNA z szym­pan­sami i bo­nobo (do­kładna pro­por­cja jest wciąż te­ma­tem dys­ku­sji), dzie­limy z nimi rów­nież na­sze ce­chy spo­łeczne i emo­cjo­nalne. Ile do­kład­nie mamy wspól­nego, nie jest pewne, ale dzieli nas dużo mniej, niż nam się wy­daje. Choć wiele dys­cy­plin aka­de­mic­kich uwiel­bia pod­kre­ślać ludzką uni­kal­ność i sta­wiać nas na pie­de­stale, taka per­spek­tywa co­raz bar­dziej roz­mija się z usta­le­niami współ­cze­snej na­uki. Gdyby ludz­kość była uno­szącą się na oce­anie górą lo­dową, ten po­gląd ka­załby się nam sku­pić na ma­łym i lśnią­cym czubku róż­nic mię­dzy nami a in­nymi zwie­rzę­tami, i jed­no­cze­śnie igno­ro­wać gi­gan­tyczną masą po­do­bieństw ukry­wa­ją­cych się pod po­wierzch­nią. Z dru­giej strony, bio­lo­gia, me­dy­cyna i neu­ro­nauki wolą za­sta­na­wiać się nad całą górą lo­dową. Wie­dzą, że na­wet je­śli ludzki mózg jest sto­sun­kowo duży, pra­wie wcale nie różni się od mó­zgu małpy pod wzglę­dem struk­tury i che­mii układu ner­wo­wego. Ma te same czę­ści i działa w ten sam spo­sób.

Za­bawna przy­goda zda­rzyła mi się kie­dyś pod­czas wy­wiadu w nor­we­skiej te­le­wi­zji pań­stwo­wej. Kiedy oma­wia­łem ewo­lu­cję em­pa­tii, osoba pro­wa­dząca wy­wiad za­py­tała: "A jak się ma Ca­the­rine?". Zszo­ko­wało mnie to. Kiedy lu­dzie py­tają o czło­wie­ko­wate opi­sy­wane w mo­ich książ­kach, to wszystko w po­rządku, za­wsze mam dla nich ja­kąś hi­sto­rię. Jed­nak Ca­the­rine to moja żona. Po­wie­dzia­łem więc: "Wszystko u niej w po­rządku" i mia­łem na­dzieję, że bę­dziemy kon­ty­nu­ować. Jed­nak pa­dło ko­lejne py­ta­nie: "Ile ona te­raz ma lat?". Od­po­wie­dzia­łem: "Jest mniej wię­cej w moim wieku, a dla­czego?". Za­sko­czona dzien­ni­karka rzu­ciła: "Och, to one mogą być ta­kie stare!". To wtedy do­tarło do mnie, że we­dług niej Ca­the­rine była pew­nie jedną z ba­da­nych przeze mnie sa­mic.

Szybko uświa­do­mi­łem so­bie źró­dło tego nie­po­ro­zu­mie­nia. W końcu swoją ostat­nią książkę za­de­dy­ko­wa­łem "Ca­the­rine, mo­jej ulu­bio­nej na­czel­nej".

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki