Jak przekonać (prawie) każdego - Jared Cooney Horvath

Kup ebooka

44.99 zł
20.25 zł (20,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wszy­scy je­ste­śmy na­uczy­cie­lami.

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek za­po­zna­wał współ­pra­cow­nika albo klienta z no­wym pro­gra­mem lub pro­ce­durą, jest na­uczy­cie­lem.

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek uczył no­wi­cju­sza, jak za­mach­nąć się ki­jem gol­fo­wym, ude­rzyć piłkę do ba­se­balla albo kop­nąć piłkę nożną, jest na­uczy­cie­lem.

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek stał przed pu­blicz­no­ścią, pre­zen­tu­jąc nowy po­mysł lub kon­cep­cję, jest na­uczy­cie­lem.

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek był ro­dzi­cem... Chyba już wy­star­czy.

Pro­blem po­lega na tym, że choć wielu z nas co­dzien­nie prze­ka­zuje wie­dzę in­nym, tylko nie­liczni zo­stali wy­szko­leni w tym, jak to ro­bić, aby po­móc słu­cha­czom w lep­szym zro­zu­mie­niu, za­pa­mię­ta­niu i póź­niej­szym wy­ko­rzy­sty­wa­niu tych in­for­ma­cji. Mó­wiąc naj­pro­ściej: ni­gdy nas nie na­uczono, jak na­uczać. Aby roz­wią­zać ten pro­blem, czy­tamy książki (bar­dzo po­dobne do tej), które opi­sują mnó­stwo tech­nik i wska­zó­wek wspo­ma­ga­ją­cych na­ucza­nie. Wy­da­wa­łoby się, że po­stę­pu­jąc zgod­nie z nimi, po­win­ni­śmy in­spi­ro­wać na­szych roz­mów­ców i wpły­wać na nich z taką samą sku­tecz­no­ścią jak naj­lepsi z nas.

Nie­stety tego typu po­rad­niki bar­dzo rzadko po­ma­gają. Aby zro­zu­mieć, dla­czego tak się dzieje, spójrz na ry­sunki obok.

Je­den z koni zo­stał na­ry­so­wany przez wiel­kiego hisz­pań­skiego ar­ty­stę Pa­bla Pi­cassa, a drugi jest dzie­łem mo­jej sze­ścio­let­niej sio­strze­nicy. Oba ry­sunki są nie­wia­ry­god­nie pro­ste, ale nie są­dzę, aby kto­kol­wiek miał trud­no­ści z ich roz­róż­nie­niem. Dla­czego?

Ilustracja 1. Dwa proste rysunki koni

Cho­ciaż Pi­casso jest znany głów­nie z blo­ko­wych fi­gur przy­po­mi­na­ją­cych po­sta­cie z dzie­cię­cych ry­sun­ków, mało kto wie, że był praw­dzi­wym mi­strzem w swoim fa­chu. W trak­cie swo­jego ży­cia zdo­łał opa­no­wać pra­wie każdy pod­sta­wowy styl sztuki.

Ilustracja 2. Wiele stylów Picassa

Moja sio­strze­nica, ry­su­jąc ko­nia, ro­biła to z per­spek­tywy sto­sun­kowo ni­skiego po­ziomu zro­zu­mie­nia. Każda kre­ska ma tu swoje miej­sce i ła­two można roz­po­znać czy­stą pro­stotę tej tech­niki. Ina­czej było z Pi­cas­sem, gdy ry­so­wał ko­nia na gó­rze: jego ry­su­nek jest re­zul­ta­tem do­głęb­nego i szcze­gó­ło­wego zro­zu­mie­nia rze­mio­sła. Każda krzywa od­zwier­cie­dla wy­bór, świa­do­mość i cel, które za­prze­czają po­zor­nej pro­sto­cie tej po­staci.

I wła­śnie dla­tego po­rad­niki tak rzadko są sku­teczne. Cho­ciaż przed­sta­wione w nich wska­zówki i tech­niki mogą oka­zać się przy­datne w okre­ślo­nych oko­licz­no­ściach, to brak wie­dzy o tym, w jaki spo­sób się uczymy i za­pa­mię­tu­jemy, spra­wia, że bez­myśl­nie sto­su­jemy się do rad, nie ro­zu­mie­jąc za bar­dzo, dla­czego dzia­łają lub nie. Osta­tecz­nie efekt na­szych wy­sił­ków czę­ściej przy­po­mina ko­nia mo­jej sio­strze­nicy niż ry­su­nek Pi­cassa: pró­bu­jemy na­śla­do­wać po­wierz­chowną pro­stotę, nie wie­dząc, jak mo­dy­fi­ko­wać, per­so­na­li­zo­wać oraz do­sto­so­wy­wać tech­niki do zmie­nia­ją­cej się dy­na­micz­nie sy­tu­acji.

Lu­bię to po­rów­ny­wać do go­to­wa­nia. Je­żeli dam ci szcze­gó­łowy prze­pis na cia­sto, in­stru­ujący cię krok po kroku, co masz ro­bić, praw­do­po­dob­nie nie bę­dziesz mieć trud­no­ści z za­sto­so­wa­niem się do mo­ich wska­zó­wek. Zmik­suj trzy jajka z ma­słem, do­daj pełne mleko, wy­mie­szaj z mąką... Nic trud­nego. Ale co, je­śli aku­rat w domu nie masz ja­jek? Albo masz aler­gię na mleko? Bez głęb­szego zro­zu­mie­nia celu uży­cia po­szcze­gól­nych skład­ni­ków oraz ich wza­jem­nych re­la­cji mo­żesz ła­two się po­gu­bić i nikt ci nie pod­po­wie, ja­kie zmiany na­leży wpro­wa­dzić w prze­pi­sie, żeby pa­so­wał do two­jej uni­kal­nej kuchni, uni­kal­nych sma­ków albo uni­kal­nych wy­ma­gań.

Je­śli chcemy, żeby na­sze na­ucza­nie było sku­teczne, mu­simy zro­bić coś wię­cej niż tylko po­dać pro­sty prze­pis: mu­simy do­brze po­znać me­cha­ni­zmy, dzięki któ­rym prze­pis daje wy­śmie­nite re­zul­taty. In­nymi słowy, mu­simy zo­stać Pi­cas­sami na­ucza­nia.

I taki jest cel mo­jej książki. Przed­sta­wię ci 12 pod­sta­wo­wych kon­cep­cji do­ty­czą­cych tego, jak lu­dzie my­ślą, uczą się i za­pa­mię­tują. Będę po­sił­ko­wał się wy­ni­kami róż­nych ba­dań na te­mat mó­zgu, przed­sta­wiał opisy zja­wisk psy­cho­lo­gicz­nych, a także prze­pro­wa­dzał wiele cie­ka­wych eks­pe­ry­men­tów. Chcę ci po­móc wpro­wa­dzić te kon­cep­cje w ży­cie oraz le­piej je zro­zu­mieć, tak aby wszyst­kie in­for­ma­cje, które chcesz prze­ka­zać in­nym lu­dziom, zo­stały do­brze za­pa­mię­tane i wy­warły na nich od­po­wiedni wpływ - bez względu na sy­tu­ację lub oto­cze­nie.

Za­nim jed­nak za­czniemy, chcę wspo­mnieć o dwóch rze­czach, które praw­do­po­dob­nie już wiesz.

Po pierw­sze, kon­cep­cje, które bę­dziemy tu­taj oma­wiać, są fun­da­men­tem ucze­nia się i mają silne wspar­cie w po­staci wy­ni­ków ba­dań na te­mat mó­zgu i za­cho­wań czło­wieka. W tym przy­padku, gdy mó­wię "ba­da­nie", nie mam na my­śli ja­kie­goś po­je­dyn­czego, za­po­mnia­nego eks­pe­ry­mentu na szczu­rach prze­pro­wa­dzo­nego w 1970 roku w sy­be­ryj­skiej dzi­czy, lecz sta­ran­nie opi­sane i wie­lo­krot­nie po­wtó­rzone ba­da­nia obej­mu­jące dzie­siątki lat pracy na­uko­wej. Nie mu­sisz mi wie­rzyć na słowo. Pod ko­niec książki znaj­dziesz link do ob­szer­nej strony in­ter­ne­to­wej ze źró­dłami, dzięki któ­rym bę­dziesz mógł zgłę­bić do­wolny z in­te­re­su­ją­cych cię te­ma­tów.

Po dru­gie, za­wsze gdy na­uczam stu­den­tów, kur­san­tów albo ze­społy pra­cow­ni­ków, wy­znaję tę samą fi­lo­zo­fię: je­śli nie zdo­łam spra­wić, że moi słu­cha­cze do­świad­czą kon­cep­cji, o któ­rej mó­wię, to zna­czy, że sam jesz­cze jej w pełni nie zro­zu­mia­łem. Bar­dzo się sta­ra­łem prze­strze­gać tej za­sady także w książce. Stąd te po­zor­nie przy­pad­kowe zmiany stylu i for­ma­to­wa­nia. Cho­ciaż nie­które moje de­cy­zje mogą ci się cza­sami wy­da­wać dziwne i dez­orien­tu­jące, za­pew­niam, że każda z nich ma kon­kretny cel zwią­zany z za­pa­mię­ty­wa­niem in­for­ma­cji. Cza­sami nie bę­dziesz od razu ro­zu­mieć, dla­czego uży­łem da­nego ob­razu, okre­śle­nia albo przy­kładu, ale obie­cuję ci, że wszystko na­bie­rze sensu, gdy skoń­czysz czy­tać tę książkę.

Je­żeli masz już dość cią­głego po­wta­rza­nia tych sa­mych rze­czy współ­pra­cow­ni­kom i klien­tom; je­śli iry­tuje cię, że ucznio­wie albo spor­towcy, któ­rych tre­nu­jesz, nie ro­bią zna­czą­cych po­stę­pów; je­śli nie chce ci się już wkła­dać ca­łego serca w pre­zen­ta­cje, bo wi­dzisz, że pu­blicz­ność bar­dzo szybko o nich za­po­mina - za­siądź do czy­ta­nia.

Czas do­wie­dzieć się, jak można za po­mocą słowa prze­ko­nać (pra­wie) każ­dego.

Rozdział 1

Tekst + mowa

Czym jest czytanie, jeśli nie bezgłośną konwersacją?

Charles Lamb

Wy­obraź so­bie taką sy­tu­ację: jest piąt­kowy wie­czór, a ty sie­dzisz ze zna­jo­mym w za­tło­czo­nym pu­bie, są­cząc obrzy­dli­wie dro­gie kra­ftowe piwo. Wo­kół was tło­czą się lu­dzie, któ­rzy pro­wa­dzą oży­wione dys­ku­sje na te­mat naj­cie­kaw­szych wy­da­rzeń mi­ja­ją­cego ty­go­dnia. Jest gło­śno i cha­otycz­nie - jed­nak po­mimo tego, że dźwięki od­bi­jają się od ścian po­miesz­cze­nia, je­steś w sta­nie pro­wa­dzić sen­sowną roz­mowę ze zna­jo­mym. To prawda, że gdy chcesz za­mó­wić ko­lejne piwo, mu­sisz prze­krzy­czeć kil­ka­na­ście in­nych gło­sów ry­wa­li­zu­ją­cych o uwagę bar­mana, ale nie masz żad­nych trud­no­ści z usły­sze­niem i zro­zu­mie­niem tego, co mówi twój ko­lega.

A te­raz wy­obraź so­bie, że jest śro­dowe po­po­łu­dnie. Sie­dzisz ra­zem ze współ­pra­cow­ni­kami przy du­żym stole kon­fe­ren­cyj­nym, sub­tel­nie bu­ja­jąc się na er­go­no­micz­nym fo­telu na kół­kach, i słu­chasz pre­zen­ta­cji uroz­ma­ico­nej slaj­dami przy­go­to­wa­nymi w Po­wer­Po­in­cie peł­nymi na­głów­ków, list punk­to­wa­nych i od­no­śni­ków. Osoba wy­gła­sza­jąca pre­zen­ta­cję po­siada dużą wie­dzę i jest pełna ener­gii, jed­nak ty - po­mimo naj­szczer­szych chęci - nie je­steś w sta­nie się sku­pić ani zro­zu­mieć oma­wia­nych kon­cep­cji.

Ilustracja 3. Pub kontra PowerPoint

Na pierw­szy rzut oka te dwa sce­na­riu­sze kom­plet­nie róż­nią się od sie­bie. Co jed­nak, je­śli ci po­wiem, że zdol­ność pro­wa­dze­nia roz­mowy w gło­śnym pu­bie i nie­umie­jęt­ność za­pa­mię­ta­nia więk­szo­ści in­for­ma­cji z pre­zen­ta­cji mają tę samą przy­czynę? Aby zro­zu­mieć, co łą­czy te dwie sy­tu­acje, wy­star­czy prze­nieść uwagę na to, czym się zaj­mu­jesz do­kład­nie w tej chwili - na czy­ta­nie.

Sekretna historia czytania

Wielu lu­dzi uważa, że czy­ta­nie to bez­gło­śna czyn­ność. Bi­blio­teki zde­cy­do­wa­nie nie sta­no­wią cen­trum ha­ła­śli­wej ak­tyw­no­ści - je­dyne, co można w nich usły­szeć, to oka­zjo­nalne stłu­mione kaszl­nię­cie albo że­nu­jący chi­chot.

Dla­tego też zdzi­wić cię może in­for­ma­cja, że bez­gło­śne czy­ta­nie nie za­wsze było w mo­dzie. Aż do końca VII wieku naj­częst­szą prak­tyką było czy­ta­nie na głos. Sta­ro­żytne bi­blio­teki sta­no­wiły kom­pletne prze­ci­wień­stwo oaz ci­szy i spo­koju. Pa­no­wał w nich zgiełk i na­wet ci, któ­rzy byli sami, od­czy­ty­wali so­bie tek­sty na głos. W daw­nych cza­sach czy­ta­nie po ci­chu było taką rzad­ko­ścią, że święty Au­gu­styn po­czuł po­trzebę, aby wspo­mnieć o tym w swoim dziele za­ty­tu­ło­wa­nym Wy­zna­nia, gdy pi­sał o bi­sku­pie Am­bro­żym: "Kiedy czy­tał, wo­dził tylko oczyma po kar­tach, i bez żad­nego ru­chu ust i ję­zyka sta­rał się poj­mo­wać my­śli au­tora. Czę­sto [...] znaj­do­wa­łem go tak w mil­cze­niu czy­ta­ją­cego, ni­gdy ina­czej"[1].

czy­ta­nie­na­głos­by­ło­zwią­za­nez­tym­jak­pi­sa­no­sta­ro­żyt­ne­tek­sty­bo­wiem­nie­za­wie­ra­ły­one­od­stę­pów­mię­dzy­sło­wa­mi­zna­kó­win­ter­punk­cyj­ny­cha­ni­wiel­ki­chli­ter­je­śli­pój­dzie­sz­do­lo­kal­nej­bi­blio­te­kial­bo­mu­zeum­praw­do­po­dob­nie­znaj­dziesz­wie­le­przy­kła­dów­sta­ro­żyt­ny­chrę­ko­pi­sów­grec­ki­chi­ła­ciń­skich­na­pi­sa­ny­chw­ła­śniew­ta­ki­spo­sób

Taki styl pi­sa­nia nosi na­zwę scrip­tura con­ti­nua i jest do­wo­dem na to, że kie­dyś czy­tano głów­nie na głos. Po co komu od­stępy, znaki in­ter­punk­cyjne albo wiel­kie li­tery, gdy tekst jest od­czy­ty­wany na głos? Aby zro­zu­mieć, co mam na my­śli, gło­śno prze­czy­taj po­przedni aka­pit: praw­do­po­dob­nie za­uwa­żysz, że wiele waż­nych aspek­tów ję­zyka, ta­kich jak tempo czy­ta­nia, mo­du­la­cja głosu i za­mysł, po­ja­wia się na­tu­ral­nie na eta­pie wo­ka­li­za­cji bez żad­nego wy­siłku z two­jej strony.

Je­śli trak­to­wa­nie czy­ta­nia jako czyn­no­ści an­ga­żu­ją­cej głos wy­daje ci się tro­chę dziwne albo prze­sta­rzałe, ro­zej­rzyj się do­okoła: dzie­dzic­two tej prak­tyki jest wi­doczne we wszyst­kich aspek­tach współ­cze­snej cy­wi­li­za­cji. Wy­kłady na uczelni mają po­stać od­czy­ty­wa­nia na głos waż­nych in­for­ma­cji przez jedną osobę (na­wet na­sze słowo "lek­cja" po­cho­dzi od ła­ciń­skiego lec­tio ozna­cza­ją­cego czy­ta­nie, lek­turę). Na­bo­żeń­stwa ko­ścielne czę­sto przy­bie­rają formę od­czy­ty­wa­nia na głos tek­stów przed wier­nymi ze­bra­nymi w świą­tyni. Kon­fe­ren­cje na­ukowe, prze­mowy po­li­ty­ków, a na­wet co­ty­go­dniowe fir­mowe ze­bra­nia mają tę samą struk­turę - opartą na sta­ro­żyt­nej prak­tyce pu­blicz­nego od­czy­ty­wa­nia tek­stów na głos przed więk­szą grupą słu­cha­czy.

Po tym, jak na prze­ło­mie VIII i IX wieku ir­landzcy mnisi za­częli wsta­wiać od­stępy mię­dzy sło­wami, trend ten roz­po­wszech­nił się w ca­łej Eu­ro­pie, a wraz z nim przy­szła moda na czy­ta­nie po ci­chu. Wy­gląda więc na to, że dzięki gru­pie śre­dnio­wiecz­nych mni­chów mo­żesz przejść do dal­szej lek­tury, nie mar­twiąc się wi­zją pre­zen­to­wa­nia tych tre­ści w for­mie ust­nej...

... A może to nie do końca prawda?

Wy­star­czy chwilę się za­sta­no­wić, aby uświa­do­mić so­bie, że kon­cep­cja czy­ta­nia "po ci­chu" nie jest do końca trafna. Je­śli sku­pisz się na tym, co się dzieje w two­jej gło­wie, kiedy czy­tasz to zda­nie, praw­do­po­dob­nie pierw­szą rze­czą, jaką za­uwa­żysz, bę­dzie to, że coś sły­szysz (a mó­wiąc do­kład­niej - ko­goś).

Gdzieś głę­boko w two­jej gło­wie ja­kiś głos od­czy­tuje każde słowo, które na­po­tyka twój wzrok. W dzie­wię­ciu przy­pad­kach na dzie­sięć iden­ty­fi­ku­jesz ten głos jako wła­sny, ale nie za­wsze tak jest:

"I ate his li­ver with a side of fava be­ans and a nice Chianti".

"I did not have se­xual re­la­tions with that wo­man".

"That's one small step for man, one giant leap for man­kind"[2].

Ilustracja 4. Jego jedwabisty baryton żyje w twojej głowie

Je­żeli ko­ja­rzysz te wy­po­wie­dzi, to bar­dzo moż­liwe, że czy­ta­jąc je, sły­szysz ko­lejno: przy­pra­wia­jący o ciarki głos Hop­kinsa, głos pew­nego sie­bie Clin­tona i głos Arm­stronga do­bie­ga­jący ze skrze­czą­cego gło­śnika. Oka­zuje się, że gdy czy­tamy słowa, które bar­dzo ko­ja­rzą nam się z okre­śloną osobą, sły­szymy jej głos. (Oczy­wi­ście dzieje się tak tylko wtedy, gdy znamy osobę, któ­rej wy­po­wiedź czy­tamy. Nie wy­obra­żam so­bie ni­kogo, no, może z wy­jąt­kiem mo­jej mamy, kto w tej chwili sły­szałby mój głos. Cześć, mamo!).

Wi­dać więc wy­raź­nie, że czy­ta­nie po ci­chu ma nie­wiele wspól­nego z ci­szą. Jed­nak ja­kie zna­cze­nie może to mieć dla tre­ści tego roz­działu? Aby zro­zu­mieć, dla­czego za­bra­łem cię w tę sza­loną po­dróż po hi­sto­rii czy­ta­nia, mu­simy na chwilę zmie­nić te­mat i przyj­rzeć się in­nemu - po­zor­nie nie­zwią­za­nemu z tym wszyst­kim - za­gad­nie­niu.

Dwukrotnie więcej pracy, dwukrotnie mniejszy efekt

Eksperyment 1.

Do prze­pro­wa­dze­nia tego eks­pe­ry­mentu bę­dziesz po­trze­bo­wać dwóch źró­deł dźwięku, z któ­rych od­two­rzysz czy­jeś wy­po­wie­dzi (w moim przy­padku naj­prost­szym ze­sta­wie­niem jest te­le­wi­zor i ra­dio).

Włącz te­le­wi­zor i po­szu­kaj ja­kie­goś pro­gramu in­for­ma­cyj­nego. Treść nie ma zna­cze­nia - mogą to być wia­do­mo­ści, sport albo po­goda. Po pro­stu znajdź ka­nał, na któ­rym ktoś coś mówi. Włącz ra­dio i po­szu­kaj ga­da­ją­cej sta­cji. Tu­taj treść rów­nież jest nie­istotna. Po pro­stu znajdź sta­cję, w któ­rej ktoś coś mówi. A oto twoje za­da­nie: po­sta­raj się jed­no­cze­śnie zro­zu­mieć słowa do­cho­dzące z te­le­wi­zora i z gło­śnika ra­dio­wego. No da­lej, spró­buj...

Praw­do­po­dob­nie ten eks­pe­ry­ment spra­wił ci dużo trud­no­ści (i był dość iry­tu­jący). Więk­szość z nas jest w sta­nie zro­zu­mieć słowa do­cho­dzące z te­le­wi­zora, ale tylko wtedy, gdy zi­gno­ru­jemy głos z ra­dia. Cza­sami na­wet je­ste­śmy w sta­nie do­kład­nie po­wie­dzieć, w któ­rym mo­men­cie na­sza uwaga "prze­ska­kuje" mię­dzy dwoma gło­sami, zu­peł­nie jakby w na­szej gło­wie znaj­do­wał się fi­zyczny prze­łącz­nik.

Na­ukowcy na­zy­wają to słu­cha­niem dy­cho­tycz­nym. Eks­pe­ry­ment ten po­ka­zuje, że cho­ciaż po­tra­fimy słu­chać wielu lu­dzi mó­wią­cych w tym sa­mym cza­sie, je­ste­śmy w sta­nie zro­zu­mieć tylko jed­nego z nich. A oto ważna in­for­ma­cja: kiedy pró­bu­jemy się sku­pić na dwóch wy­po­wie­dziach wy­gła­sza­nych w tym sa­mym cza­sie (tak jak przed chwilą), za­zwy­czaj nie ro­zu­miemy ani jed­nej, ani dru­giej! To tro­chę tak, jak­by­śmy oglą­dali jed­no­cze­śnie dwa różne od­cinki ulu­bio­nego se­rialu: cho­ciaż mają wiele cech wspól­nych (ci sami bo­ha­te­ro­wie, ta sama mu­zyka, ta sama fa­buła), je­ste­śmy zmu­szeni do szyb­kiego prze­łą­cza­nia uwagi mię­dzy jed­nym a dru­gim, a wtedy siłą rze­czy prze­ga­piamy ważne in­for­ma­cje z obu od­cin­ków. Po pew­nym cza­sie wszystko traci sens i spój­ność, a my czu­jemy się nie­pewni i zdez­o­rien­to­wani (Kim był ten fa­cet? Dla­czego ona tak na­gle się roz­zło­ściła? Za­raz, za­raz, gdzie jest Ed­dard Stark?).

Aby zro­zu­mieć, dla­czego słu­cha­nie dy­cho­tyczne jest nie­sku­teczne, mu­simy od­być krótką wy­cieczkę po mó­zgu.

Za ro­zu­mie­nie słowa mó­wio­nego od­po­wie­dzialne są trzy główne ob­szary. Pierw­szy z nich to kora słu­chowa. Ta część mó­zgu prze­twa­rza wła­ści­wo­ści do­cho­dzą­cych dźwię­ków, ta­kie jak wy­so­kość tonu czy gło­śność. Istotne jest to, że obej­muje ona obie pół­kule mó­zgowe. Dla­tego pod­czas eks­pe­ry­mentu sły­sze­li­śmy dźwięki za­równo z te­le­wi­zora, jak i z ra­dia. Nasz mózg ma wy­star­cza­jąco dużo ście­żek neu­ro­no­wych, żeby bez więk­szego trudu prze­two­rzyć dźwięki do­cho­dzące do oby­dwojga uszu. Ce­lem eks­pe­ry­mentu było jed­nak nie tylko usły­sze­nie dwóch róż­nych ście­żek dźwię­ko­wych, lecz także zro­zu­mie­nie każ­dej z nich.

Ilustracja 5. Twój mózg słuchający ustnych wypowiedzi

Na­stępne dwie czę­ści mó­zgu, które po­ma­gają zro­zu­mieć słowo mó­wione, to ośro­dek Broki i ośro­dek Wer­nic­kego. Prze­twa­rzają one słowo mó­wione tak, aby nadać mu sens. Co waż­niej­sze, znaj­dują się tylko po jed­nej stro­nie mó­zgu (u więk­szo­ści lu­dzi jest to lewa pół­kula). Ozna­cza to, że choć po­cząt­kowo pod­sta­wowe dźwięki ję­zyka są prze­twa­rzane przez obie pół­kule, póź­niej słowo mó­wione zo­stają prze­kie­ro­wane do tych dwóch ośrod­ków. Jak praw­do­po­dob­nie się do­my­ślasz, sta­no­wią one wą­skie gar­dło ca­łego pro­cesu.

Ilu­stracja 6. Wąskie gardło w postaci ośrodków Broki i Wernickego

Jest ono kon­tro­lo­wane przez trze­cią część mó­zgu od­po­wie­dzialną za zro­zu­mie­nie ust­nych wy­po­wie­dzi: lewy za­kręt czo­łowy dolny. Uważa się, że gdy pró­bu­jemy zro­zu­mieć dwie osoby mó­wiące jed­no­cze­śnie, ten ob­szar sku­tecz­nie blo­kuje je­den głos, a drugi prze­pusz­cza przez wą­skie gar­dło, czyli ośrodki Broki i Wer­nic­kego. To wła­śnie jest nasz fi­zyczny prze­łącz­nik, który mo­gli­śmy po­czuć pod­czas eks­pe­ry­mentu. Kiedy na­sza uwaga prze­ska­ki­wała mię­dzy te­le­wi­zo­rem a ra­diem, lewy za­kręt czo­łowy dolny na zmianę blo­ko­wał je­den i drugi stru­mień in­for­ma­cji.

Czę­sto wy­obra­żam so­bie to wą­skie gar­dło jako ko­lejkę do kon­troli bez­pie­czeń­stwa na lot­ni­sku. Ta me­ta­fora nie jest jed­nak do końca trafna, po­nie­waż na lot­ni­sku po upły­wie okre­ślo­nego czasu każdy z pa­sa­że­rów prze­cho­dzi kon­trolę i może pójść do swo­jego sa­mo­lotu. Na­to­miast w przy­padku ośrod­ków Broki i Wer­nic­kego każda in­for­ma­cja, która nie do­trze do wą­skiego gar­dła na­tych­miast, cał­ko­wi­cie prze­pada. Nie ma żad­nej ko­lejki ani li­sty ocze­ku­ją­cych. Wszyst­kie ustne wy­po­wie­dzi za­blo­ko­wane przez lewy za­kręt czo­łowy dolny zni­kają na do­bre: nie mamy już do nich do­stępu i nie mo­żemy prze­two­rzyć żad­nej z tych in­for­ma­cji.

A te­raz upo­rząd­kujmy so­bie wszyst­kie in­for­ma­cje, które do­tych­czas po­zna­li­śmy.

Czy­ta­nie dychotyczne?

Eksperyment 2.

Do tego eks­pe­ry­mentu bę­dziesz po­trze­bo­wać urzą­dze­nia, z któ­rego będą do­cho­dzić dźwięki czy­jejś wy­po­wie­dzi (te­le­wi­zor w zu­peł­no­ści wy­star­czy) i jed­nego tek­stu pi­sa­nego (pod­po­wiedź: mo­żesz użyć tego, który trzy­masz w ręku!).

Włącz te­le­wi­zor i po­szu­kaj pro­gramu typu ga­da­jące głowy. Tak jak w przy­padku po­przed­niego eks­pe­ry­mentu, treść nie ma zna­cze­nia - po pro­stu znajdź ka­nał, na któ­rym ktoś coś mówi. Otwórz tekst na frag­men­cie, któ­rego nie znasz (mo­żesz po pro­stu prze­rzu­cić do przodu kilka kar­tek tej książki). A oto twój cel: po­sta­raj się słu­chać tego, co mó­wią w te­le­wi­zji, czy­ta­jąc po ci­chu książkę - i jed­no­cze­śnie ro­zu­mieć oba stru­mie­nie in­for­ma­cji. No da­lej, spró­buj...

Ży­jemy w cią­głym po­śpie­chu, dla­tego czę­sto sta­ramy się wy­ko­rzy­stać każdą wolną chwilę na czy­ta­nie: w po­ciągu do pracy, w za­tło­czo­nej ka­wiarni, w ko­lejce w banku. Je­ste­śmy przy­zwy­cza­jeni do czy­ta­nia w ha­ła­sie i rzadko mamy trud­no­ści ze zro­zu­mie­niem tek­stu. Być może dla­tego dla wielu lu­dzi szo­ku­jące jest to, że nie po­tra­fimy zro­zu­mieć tego, co czy­tamy, gdy jed­no­cze­śnie pró­bu­jemy zro­zu­mieć to, co mówi ktoś inny.

Aby się do­wie­dzieć, dla­czego tak jest, wróćmy do mó­zgu.

Spójrz na ry­su­nek po­ni­żej. Do­strze­gasz coś zna­jo­mego?

Ilustracja 7. Twój mózg czyta po cichu... Czy coś wygląda znajomo?

Kiedy czy­tasz, w mó­zgu ak­ty­wo­wany jest ob­szar zwany korą wzro­kową. Jest to część mó­zgu, która prze­twa­rza tylko wi­zu­alne wła­ści­wo­ści ob­ra­zów do­cie­ra­ją­cych do two­ich oczu, ta­kie jak ko­lory, kra­wę­dzie i ruch. I ma to sens: na po­czątku pro­cesu czy­ta­nia mu­simy zo­ba­czyć słowa, za­nim bę­dziemy mo­gli je prze­czy­tać.

I tu­taj robi się cie­ka­wie. Nie­malże na­tych­miast po ak­ty­wa­cji kory wzro­ko­wej włą­czają się kora słu­chowa oraz ośrodki Broki i Wer­nic­kego. Dla­czego pod­czas ci­chego czy­ta­nia w mó­zgu ak­ty­wują się ob­szary od­po­wie­dzialne za mowę? To pro­ste: hi­sto­ryczne przej­ście z czy­ta­nia na głos do czy­ta­nia po ci­chu wcale nie było wielką zmianą, lecz je­dy­nie prze­nie­sie­niem wer­ba­li­za­cji ze strun gło­so­wych do mó­zgu. In­nymi słowy, twój mózg prze­twa­rza głos, za po­mocą któ­rego czy­tasz w my­ślach, nie­malże iden­tycz­nie, jak gdyby był to praw­dziwy, sły­szalny głos. I wła­śnie dla­tego jed­no­cze­sne czy­ta­nie tek­stu i słu­cha­nie czy­jejś wy­po­wie­dzi jest tym sa­mym, co próba zro­zu­mie­nia dwóch osób mó­wią­cych na­raz. Po pro­stu się nie da!

Po­wtó­rzę to raz jesz­cze: nie je­ste­śmy w sta­nie zro­zu­mieć tek­stu, który czy­tamy, jed­no­cze­śnie pró­bu­jąc zro­zu­mieć głos, któ­rego słu­chamy.

Wła­śnie dla­tego na po­czątku tego roz­działu za­mie­ści­łem ćwi­cze­nie na wy­obraź­nię. Kiedy pro­wa­dzisz roz­mowę w za­tło­czo­nym pu­bie, twoja kora słu­chowa w sza­leń­czym tem­pie prze­twa­rza mnó­stwo gło­sów, do­cie­ra­ją­cych do two­ich uszu ze wszyst­kich stron. Lewy za­kręt czo­łowy dolny ma za za­da­nie prze­fil­tro­wać uni­ka­towy głos two­jego roz­mówcy za po­mocą ośrod­ków Broki i Wer­nic­kego, tak aby dało się go zro­zu­mieć. To dla­tego cho­ciaż sły­szysz dzie­siątki prze­krzy­ku­ją­cych się gło­sów, są one dla cie­bie je­dy­nie szu­mem w tle, po­nie­waż ty sku­piasz się tylko na swoim roz­mówcy i ro­zu­miesz tylko jego.

Po­dobny pro­ces można za­ob­ser­wo­wać na ze­bra­niu w sali kon­fe­ren­cyj­nej: kiedy ktoś wy­gła­sza pre­zen­ta­cję i jed­no­cze­śnie po­ka­zuje prze­peł­nione tek­stem slajdy w Po­wer­Po­in­cie, na­sza kora słu­chowa w sza­leń­czym tem­pie prze­twa­rza za­równo dźwięk głosu tej osoby, jak i dźwięk na­szego wła­snego głosu, za po­mocą któ­rego czy­tamy po ci­chu w gło­wie. Pro­blemy po­ja­wiają się na eta­pie wą­skiego gar­dła, gdy mu­simy zde­cy­do­wać, który ze stru­mieni in­for­ma­cji prze­pu­ścimy przez ośrodki Broki i Wer­nic­kego.

Z po­wyż­szych in­for­ma­cji wiesz już, że je­śli wy­bie­rzemy je­den stru­mień (po­wiedzmy, że bę­dzie to głos czy­ta­jący w gło­wie), zro­zu­miemy go bez trudu, a głos osoby prze­pro­wa­dza­ją­cej pre­zen­ta­cję zo­sta­nie za­blo­ko­wany i zmieni się w nie­zro­zu­miały szum w tle. Jed­nak w tego typu sy­tu­acjach więk­szość z nas pró­buje przy­swoić jak naj­wię­cej in­for­ma­cji. Prze­ska­ku­jemy więc mię­dzy slaj­dami a gło­sem osoby wy­gła­sza­ją­cej pre­zen­ta­cję. A wtedy dzieje się to samo, co pod­czas jed­no­cze­snego oglą­da­nia dwóch róż­nych od­cin­ków se­rialu - cierpi na tym na­sze zro­zu­mie­nie obu stru­mieni.

To dla­tego po obej­rze­niu pre­zen­ta­cji lu­dzie czę­sto są jesz­cze bar­dziej zdez­o­rien­to­wani niż przed jej roz­po­czę­ciem.

Wnioski

1. Nie zamieszczaj tekstu na slajdach (dłuższego niż kilka słów)

Czy ci się to po­doba, czy nie, pre­zen­ta­cje na slaj­dach na do­bre za­go­ściły w sal­kach kon­fe­ren­cyj­nych, kla­sach lek­cyj­nych i szat­niach. Nie­stety wielu lu­dzi trak­tuje to na­rzę­dzie jako tani za­mien­nik no­tat­ni­ków i wy­peł­nia slajdy ogromną ilo­ścią tek­stu ("Je­śli za­po­mnę po­ru­szyć ważny te­mat, pu­blicz­ność po pro­stu prze­czyta o nim na slaj­dzie za mną").

Praw­do­po­dob­nie ro­zu­miesz już, dla­czego ta me­toda nie działa. Tak jak nie je­steś w sta­nie czy­tać tej książki, słu­cha­jąc jed­no­cze­śnie te­le­wi­zji, tak samo twoi od­biorcy nie po­tra­fią czy­tać two­ich slaj­dów, słu­cha­jąc tego, co mó­wisz. Któ­reś in­for­ma­cje mu­szą zo­stać za­blo­ko­wane i wy­eli­mi­no­wane, gdy do­trą do ośrod­ków Broki i Wer­nic­kego. I co się wtedy dzieje? Za­zwy­czaj pu­blicz­ność pró­buje prze­ska­ki­wać mię­dzy gło­sem wy­kła­dowcy a slaj­dami, przez co prze­ga­pia ważne in­for­ma­cje za­równo z wy­kładu, jak i z pre­zen­ta­cji. Prze­pro­wa­dzono wiele ba­dań po­ka­zu­ją­cych, że osoby, które do­stają in­for­ma­cje w jed­nej for­mie (ust­nie lub pi­sem­nie), ro­zu­mieją i za­pa­mię­tują wię­cej niż lu­dzie otrzy­mu­jący te same in­for­ma­cje jed­no­cze­śnie za po­mocą obu me­tod (ust­nie i pi­sem­nie).

Dla­tego też na­stęp­nym ra­zem, gdy bę­dziesz prze­pro­wa­dzać pre­zen­ta­cję, nie za­miesz­czaj tek­stu na slaj­dach (a je­śli się mar­twisz, że nie zdo­łasz za­pa­mię­tać wszyst­kich waż­nych do omó­wie­nia za­gad­nień, przy­go­tuj so­bie no­tatki i w ra­zie po­trzeby z nich sko­rzy­staj).

Za­raz, za­raz. Skoro umiesz­cze­nie tek­stu na slaj­dach utrud­nia na­ukę, to co mo­żemy na nich po­ka­zać, żeby wspo­móc pro­ces ucze­nia się? O tym opo­wiem w na­stęp­nym roz­dziale.

2. Nie rozdawaj dodatkowych materiałów zawierających tekst (maksymalnie możesz zamieścić na nich tylko kilka słów)

Popu­larną prak­tyką jest wrę­cza­nie uczest­ni­kom wy­kła­dów, lek­cji albo se­sji tre­nin­go­wych do­dat­ko­wych ma­te­ria­łów, które sta­no­wią uzu­peł­nie­nie tre­ści pre­zen­to­wa­nych ust­nie. Nie­stety, je­śli te ma­te­riały za­wie­rają tekst, na­po­tkamy te same pro­blemy, co wy­żej. Aby prze­czy­tać tekst z bro­szury, trzeba wy­łą­czyć słu­cha­nie. I na od­wrót - je­śli uczest­nik bę­dzie uważ­nie słu­chał wy­kła­dowcy, nie ma szans, aby w tym sa­mym cza­sie prze­czy­tał do­dat­kowe ma­te­riały. Dla­tego lep­szym roz­wią­za­niem jest roz­da­nie ma­te­ria­łów tek­sto­wych do­piero po za­koń­cze­niu pre­zen­ta­cji. A je­śli nie ma ta­kiej moż­li­wo­ści, pa­mię­taj o li­mi­cie słów klu­czo­wych (zob. s. 28) i zaj­rzyj do na­stęp­nego roz­działu, w któ­rym znaj­dziesz kilka do­dat­ko­wych wska­zó­wek.

Ilustracja 8. Nie rób tego!

3. Wysłuchaj prezentacji

Wiemy już, że pod­czas pre­zen­ta­cji nie na­leży wy­świe­tlać slaj­dów za­wie­ra­ją­cych dużo tek­stu ani roz­da­wać pi­sem­nych ma­te­ria­łów... Ale co, je­śli to my oglą­damy pre­zen­ta­cję, a osoba, która ją wy­gła­sza, nie wie o na­szych ogra­ni­cze­niach zwią­za­nych z przy­swa­ja­niem in­for­ma­cji? Wiesz już, że aby wy­nieść jak naj­wię­cej z wy­kładu, mu­sisz wy­brać je­den stru­mień in­for­ma­cji i sku­pić się tylko na nim. Który bę­dzie lep­szy?

Palące pytanie nr 1: SŁOWA KLUCZOWE

"Co, je­śli slajd za­wiera słowa, ale tylko kilka? Mogę za­mie­ścić na nim słowa klu­czowe?".

Oto cie­ka­wostka: po­trzeba we­wnętrz­nego prze­ło­że­nia wi­zu­al­nego tek­stu na dźwię­kową mowę po­ja­wia się tylko wtedy, gdy czy­tamy dłuż­szy ciąg wy­ra­zów, na przy­kład całe zda­nie, aka­pit albo je­den slajd. Je­żeli jest to tylko kilka do­brze nam zna­nych słów, je­ste­śmy w sta­nie po­mi­nąć pro­ces wo­ka­li­za­cji i od razu ro­zu­miemy ich zna­cze­nie.

Dla­tego je­śli umie­ścisz na każ­dym slaj­dzie tylko kilka słów klu­czo­wych (za­sad­ni­czo liczba ta nie po­winna prze­kra­czać sze­ściu), nie po­winno to ni­komu utrud­nić zro­zu­mie­nia two­jej wy­po­wie­dzi. Jed­nak, jak już wspo­mnia­łem, w na­stęp­nym roz­dziale opo­wiem o in­nych tre­ściach, które można umie­ścić na slaj­dach, aby uła­twić od­bior­com zro­zu­mie­nie pre­zen­ta­cji.

Pa­lące pytanie nr 2: IDENTYCZNE SŁOWA

"Co, je­śli na slaj­dzie wy­pi­szę te same słowa, które wy­po­wia­dam na głos pod­czas pre­zen­ta­cji? Czy na­dal bę­dzie wy­stę­po­wał kon­flikt?".

Od­po­wiedź jest pro­sta: tak.

Przy­czyna wiąże się z tem­pem. Prze­ciętna osoba mówi z pręd­ko­ścią około 130 słów na mi­nutę, a czyta z pręd­ko­ścią około 220 słów na mi­nutę (ci, któ­rzy mają wy­soko roz­wi­niętą umie­jęt­ność czy­ta­nia, po­tra­fią osią­gnąć tempo około 1000 słów na mi­nutę, co ozna­cza, że nie­któ­rzy czy­tel­nicy skoń­czą ten roz­dział szyb­ciej, niż trwa za­pa­rze­nie her­baty).

Dla­tego też, je­śli prze­ka­zu­jesz lu­dziom iden­tyczne in­for­ma­cje w for­mie ust­nej i pi­sem­nej, więk­szość z nich prze­czyta tekst szyb­ciej albo w in­nej ko­lej­no­ści, niż ty go wy­po­wiesz. A gdy tak się sta­nie, po­jawi się nasz pod­sta­wowy pro­blem, czyli kon­flikt mię­dzy sło­wami ge­ne­ro­wa­nymi pod­czas ci­chego czy­ta­nia a sło­wami wy­po­wia­da­nymi na głos, który pro­wa­dzi do wą­skiego gar­dła.

Poza tym każdy z nas do­brze wie, że czy­ta­nie na głos tek­stu umiesz­czo­nego na slaj­dzie jest fru­stru­jące i nudne. Stwier­dzono na­ukowo, że pod­czas pre­zen­ta­cji, która po­lega tylko na od­czy­ta­niu tek­stu ze slaj­dów, uczymy się mniej, niż gdy­by­śmy po pro­stu za­brali te slajdy i prze­czy­tali je na ka­na­pie w za­ci­szu wła­snego domu. Dla­tego też na­leży za wszelką cenę uni­kać ta­kiej formy pre­zen­to­wa­nia in­for­ma­cji.

Moja rada (choć przy­znaję, jest ona oparta je­dy­nie na wie­dzy aneg­do­tycz­nej), brzmi: za­wsze sku­piaj uwagę na oso­bie, która mówi. Slajdy są sta­tyczne i nie zmie­niają się przez kilka mi­nut, na­to­miast wy­kła­dowcy czę­sto re­agują na na­strój pu­blicz­no­ści, wzbo­ga­ca­jąc swoje wy­po­wie­dzi o opo­wie­ści, aneg­dotki i spon­ta­niczne ko­men­ta­rze, któ­rych nie ma na slaj­dach. Dla­tego też ist­nieją spore szanse na to, że od au­tora pre­zen­ta­cji otrzy­masz bar­dziej istotne, spójne i po pro­stu licz­niej­sze in­for­ma­cje, niż te, które wy­czy­tasz w jego no­tat­kach.

A je­śli bar­dzo się mar­twisz, że prze­ga­pisz klu­czowe za­gad­nie­nia, po za­koń­cze­niu pre­zen­ta­cji mo­żesz po­pro­sić o ko­pię slaj­dów, a póź­niej w za­ci­szu wła­snego domu uważ­nie je prze­czy­tać i spró­bo­wać je zro­zu­mieć.

Zu­peł­nie ina­czej dzieje się, kiedy ro­bimy głę­bo­kie no­tatki. Ich ce­lem jest zro­zu­mie­nie i upo­rząd­ko­wa­nie wy­po­wia­da­nych słów w taki spo­sób, aby na­brały głęb­szego zna­cze­nia. Ta­kie za­pi­ski czę­sto spra­wiają wra­że­nie cha­otycz­nych: za­wie­rają wiele ba­zgro­łów, li­nii i ra­mek. Nie­stety za­pi­sy­wa­nie in­for­ma­cji w ten spo­sób pro­wa­dzi do wą­skiego gar­dła: kiedy sku­piamy się na po­rząd­ko­wa­niu słów i no­to­wa­niu, głos osoby wy­gła­sza­ją­cej pre­zen­ta­cję staje się szu­mem w tle.

Ilu­stracja 9. Płytkie kontra głębokie notatki

Liczne ba­da­nia po­twier­dzają, że cho­ciaż ro­bie­nie głę­bo­kich no­ta­tek może pro­wa­dzić do wą­skiego gar­dła i przy­swo­je­nia mniej­szej liczby in­for­ma­cji pod­czas pre­zen­ta­cji, wspo­maga ono zro­zu­mie­nie i za­pa­mię­ty­wa­nie za­pi­sy­wa­nych tre­ści. In­nymi słowy, cho­ciaż na­uczysz się mniej, mo­żesz li­czyć na to, że le­piej to za­pa­mię­tasz. Dla­tego ro­biąc głę­bo­kie no­tatki, sta­raj się za­pi­sy­wać tylko te in­for­ma­cje, na któ­rych za­pa­mię­ta­niu ci za­leży.

W ten spo­sób prze­cho­dzimy do dru­giej waż­nej kwe­stii. Wielu lu­dzi twier­dzi, że ro­bie­nie no­ta­tek na kom­pu­te­rze jest gor­sze, niż sto­so­wa­nie tra­dy­cyj­nej me­tody dłu­go­pisu i ze­szytu. W rze­czy­wi­sto­ści samo na­rzę­dzie nie ma zna­cze­nia, lecz ro­dzaj no­ta­tek, które z jego po­mocą spo­rzą­dzamy. Wielu lu­dzi pi­sze na kla­wia­tu­rze szyb­ciej niż ręcz­nie, dla­tego naj­czę­ściej uży­wamy kom­pu­te­rów do ro­bie­nia płyt­kich no­ta­tek - skrzęt­nie no­tu­jemy każde usły­szane słowo, bo po pro­stu mo­żemy to zro­bić. Kiedy pi­szemy od­ręcz­nie, za­zwy­czaj ro­bimy głę­bo­kie no­tatki - naj­pierw prze­twa­rzamy i po­rząd­ku­jemy in­for­ma­cje w gło­wie, po­nie­waż wiemy, że nie je­ste­śmy w sta­nie za­pi­sać każ­dego usły­sza­nego słowa.

Dla­tego też nie ma nic złego w ro­bie­niu no­ta­tek na kom­pu­te­rze. Na­leży tylko pa­mię­tać, że ta­kie za­pi­ski za­zwy­czaj są płyt­kie, co ozna­cza, że mniej się z nich na­uczymy. Ro­bie­nie ręcz­nych no­ta­tek samo w so­bie nie ma więk­szej war­to­ści, jed­nak istotne jest to, że pra­wie za­wsze wy­ma­gają one głę­bo­kiego prze­twa­rza­nia in­for­ma­cji, co wspo­maga ich za­pa­mię­ty­wa­nie.

Pa­lące pytanie nr 3: ROBIENIE NOTATEK

"A co z ro­bie­niem no­ta­tek? Czy za­pi­sy­wa­nie słów pod­czas ust­nej pre­zen­ta­cji pro­wa­dzi do pro­blemu wą­skiego gar­dła?".

Co cie­kawe, od­po­wiedź na to py­ta­nie za­leży od tego, jaką formę mają twoje no­tatki.

No­tatki można po­dzie­lić na dwie od­rębne ka­te­go­rie: płyt­kie i głę­bo­kie. Ce­lem tych pierw­szych jest po pro­stu za­pi­sa­nie jak naj­więk­szej liczby in­for­ma­cji, czyli za­sad­ni­czo stwo­rze­nie peł­nego trans­kryptu ust­nej pre­zen­ta­cji. Na szczę­ście tego typu no­tatki nie wy­wo­łują pro­blemu wą­skiego gar­dła. Wszyst­kie dźwięki, które do­cie­rają do two­ich uszu, lą­dują w for­mie pi­sem­nej na kartce.

Pro­blem jest inny: ro­biąc płyt­kie no­tatki, nie licz na to, że cze­go­kol­wiek się na­uczysz. Po­myśl o ste­no­gra­fach są­do­wych: ci mi­strzo­wie ro­bie­nia no­ta­tek po­tra­fią pi­sać w tem­pie po­nad 300 słów na mi­nutę i mogą za­no­to­wać nie­malże każde słowo wy­po­wie­dziane na­wet pod­czas naj­bar­dziej cha­otycz­nej roz­prawy są­do­wej. Gdyby jed­nak za­py­tać ich o szcze­góły kon­kret­nego pro­cesu, oka­za­łoby się, że nie­wiele z niego pa­mię­tają i nie po­sia­dają peł­nej wie­dzy o spra­wie. Wy­nika to z tego, że gdy ro­bimy płyt­kie no­tatki, zwra­camy uwagę je­dy­nie na dźwięk i ko­lej­ność wy­po­wia­da­nych słów, a nie na zna­cze­nie, ja­kie się za nimi kryje.

4. Nie ma żadnej różnicy między tekstem komputerowym a mową

Pro­jek­tanci pro­gra­mów cy­fro­wych i sa­mo­ucz­ków w swo­ich pro­duk­tach czę­sto wy­ko­rzy­stują za­równo tekst, jak i ustne wy­po­wie­dzi. Do­póki użyt­kow­nik ma kon­trolę nad tymi ele­men­tami i może w do­wol­nym mo­men­cie je włą­czyć lub wy­łą­czyć, sta­nowi to świetne roz­wią­za­nie. Pro­blem po­ja­wia się wtedy, gdy oba ele­menty są po­łą­czone w bez­myślny spo­sób i włą­czają się w tym sa­mym cza­sie nie­za­leż­nie od pre­fe­ren­cji użyt­kow­nika.

Jak pew­nie się do­my­ślasz, za­miesz­cze­nie w tym sa­mym pro­gra­mie tek­stu i ust­nych wy­po­wie­dzi - na­wet gdy są iden­tyczne - utrud­nia zro­zu­mie­nie i za­pa­mię­ta­nie za­pre­zen­to­wa­nego ma­te­riału. Dla­tego też warto za­sto­so­wać roz­wią­za­nia, które umoż­li­wią użyt­kow­ni­kom kon­tro­lo­wa­nie za­równo pi­sem­nych in­for­ma­cji, jak i ust­nych ko­men­ta­rzy.

Obec­nie na wielu stro­nach in­ter­ne­to­wych oprócz tra­dy­cyj­nego tek­stu można zna­leźć także na­gra­nia dźwię­kowe i filmy. Po­nie­waż użyt­kow­nicy mu­szą dzie­lić uwagę mię­dzy tekst a dźwięk lub filmy, warto za­dbać o to, aby opcje zwią­zane z od­twa­rza­niem na­grań były ła­two do­stępne i wy­raź­nie ozna­czone. Można też roz­wa­żyć osa­dze­nie na­grań au­dio lub wi­deo w wy­ska­ku­ją­cym oknie albo no­wej za­kładce - dzięki temu użyt­kow­nicy będą mo­gli sku­pić się wy­łącz­nie na ma­te­riale au­dio­wi­zu­al­nym, a tekst nie bę­dzie ich roz­pra­szał.

W skrócie

Nie da się jed­no­cze­śnie czy­tać słów i słu­chać czy­jejś wy­po­wie­dzi.

Ci­che czy­ta­nie wcale nie jest ta­kie ci­che. Wą­skie gar­dło w po­staci ośrod­ków Broki i Wer­nic­kego po­wo­duje, że w da­nym mo­men­cie czło­wiek jest w sta­nie zro­zu­mieć tylko je­den stru­mień in­for­ma­cji wer­bal­nych. Szyb­kie prze­ska­ki­wa­nie mię­dzy czy­ta­niem a słu­cha­niem ust­nej wy­po­wie­dzi utrud­nia za­pa­mię­ta­nie obu stru­mieni in­for­ma­cji.

Wskazówki

Nie za­miesz­czaj tek­stu na slaj­dach (dłuż­szego niż kilka słów).Słowa klu­czowe są do­zwo­lone (mak­sy­mal­nie sześć).Je­śli tekst mó­wiony jest taki sam jak pi­sany... to wciąż mamy ten sam pro­blem. Nie roz­da­waj do­dat­ko­wych ma­te­ria­łów za­wie­ra­ją­cych tekst (mak­sy­mal­nie mo­żesz za­mie­ścić na nich tylko kilka słów). Wy­słu­chaj pre­zen­ta­cji.Płyt­kie no­tatki mogą utrud­nić na­ukę.Głę­bo­kie no­tatki mogą po­pra­wić za­pa­mię­ty­wa­nie.Na kom­pu­te­rach ro­bimy płyt­kie no­tatki.Ręcz­nie pi­szemy głę­bo­kie no­tatki. Nie ma żad­nej róż­nicy mię­dzy tek­stem kom­pu­te­ro­wym a mową.

[1] Wy­zna­nia świę­tego Au­gu­styna, przeł. Mi­chał Bo­husz Szyszko, Księ­gar­nia Jó­zefa Za­wadz­kiego w Wil­nie, Wilno 1912, s. 100.

[2] Pol­skie tłu­ma­cze­nia tych zna­nych cy­ta­tów to: "Zja­dłem jego wą­trobę z fa­solką, po­pi­ja­jąc wy­bor­nym chianti", "Nie mia­łem sto­sun­ków sek­su­al­nych z tą ko­bietą" i "To mały krok dla czło­wieka, ale wielki skok dla ludz­ko­ści" - przyp. tłum.

Rozdział 2

Obrazy + mowa

Słyszymy i rozumiemy tylko to, co już w połowie wiemy.

Henry David Thoreau

ABBA.

Dan­cing Qu­een.

Przy­znaję, że nie je­stem z tego zbyt dumny, ale gdy by­łem na­sto­lat­kiem, przez krótki czas uwiel­bia­łem tę pio­senkę. Po­dej­rze­wam, że w po­ło­wie lat 90. sły­sza­łem ją po­nad 300 razy - i przez cały ten czas by­łem świę­cie prze­ko­nany, że za­czyna się ona od słów "You can dance, you can die, ha­ving the time of your life". Za­wsze wy­da­wało mi się to nieco ma­ka­bryczne, ale w końcu to ABBA... Czego in­nego mo­głem się spo­dzie­wać?

Przejdźmy te­raz szybko do bie­żą­cego roku. Sie­dzę w pracy i prze­glą­dam YouTube'a. Na­gle wy­świe­tla mi się ory­gi­nalny te­le­dysk Dan­cing Qu­een. Cho­ciaż tak bar­dzo uwiel­bia­łem tę pio­senkę, zna­łem ją tylko ze sły­sze­nia - te­raz wresz­cie mo­głem zo­ba­czyć, jak ABBA ją wy­ko­nuje.

Za­pra­gną­łem, aby mu­zyka prze­nio­sła mnie do cu­dow­nych cza­sów mo­jej mło­do­ści, na­ci­sną­łem więc Start... i wtedy to zo­ba­czy­łem. Pod­czas pierw­szego wersu pio­senki obie ar­tystki wy­raź­nie ścią­gnęły i za­okrą­gliły usta w gło­skę "dż". Po raz pierw­szy w ży­ciu usły­sza­łem po­prawne słowa: "You can dance, you can jive". Pio­senka nie mó­wiła o umie­ra­niu, lecz o wyj­ściu na par­kiet (co z per­spek­tywy czasu ma dużo wię­cej sensu).

Co ta­kiego się wy­da­rzyło? Jak to moż­liwe, że wi­dok śpie­wa­ją­cej osoby może nad­pi­sać dwa­dzie­ścia lat wspo­mnień, które zro­dziły się pod­czas słu­cha­nia tej pio­senki?

Słuchaj oczami, patrz uszami

Moja po­rażka w zro­zu­mie­niu tek­stu Dan­cing Qu­een jest przy­kła­dem efektu McGurka, zja­wi­ska psy­cho­lo­gicz­nego, które wy­ja­śnia, w jaki spo­sób to, co wi­dzimy, może wpły­wać na to, co sły­szymy.

Ty­powy eks­pe­ry­ment McGurka wy­gląda mniej wię­cej tak: uczest­nik sie­dzi przed ekra­nem kom­pu­tera i pa­trzy na męż­czy­znę, który z silną ar­ty­ku­la­cją wy­po­wiada słowo "baba". Jed­no­cze­śnie z gło­śnika do­cho­dzi to samo słowo. Co se­kundę sły­szy ko­lejne: "baba... baba... baba".

Na­gle, choć słowo do­cho­dzące z gło­śnika się nie zmie­nia, męż­czy­zna na ekra­nie za­czyna wy­po­wia­dać inne słowo. Nie za­ci­ska ust w sy­labę "ba", lecz gór­nymi zę­bami do­tyka dol­nej wargi tak jak w sy­la­bie "fa".

I wtedy to się dzieje.

Nie sły­szysz już sy­laby "ba", tak jak do­tych­czas, lecz dużo ła­god­niej­sze "fa". Mimo że na­gra­nie ani tro­chę się nie zmie­niło, za­czy­nasz sły­szeć zu­peł­nie inne słowo: "fafa... fafa... fafa".

Po­dej­rze­wasz, że na­ukowcy chcą ci spła­tać fi­gla, więc za­my­kasz oczy. Gdy twarz znika, dźwięk wy­raź­nie się zmie­nia w pier­wotne "baba". Jed­nak gdy tylko otwo­rzysz oczy i sku­pisz się z po­wro­tem na twa­rzy męż­czy­zny, za­czy­nasz znów sły­szeć "fafa".

Ilustracja 10. Efekt McGurka

Wielu lu­dzi jest skłon­nych za­ak­cep­to­wać fakt, że ob­razy wpły­wają na to, co sły­szą (być może jest to zwią­zane z ma­te­rial­nym cha­rak­te­rem obiek­tów wi­zu­al­nych, kom­plet­nie róż­nym od nie­wi­dzial­nych fal dźwię­ko­wych). Nieco szo­ku­jące może być jed­nak to, że ta re­la­cja wcale nie jest jed­no­kie­run­kowa. Na każdy przy­pa­dek, w któ­rym ob­raz wpływa na dźwięk, mamy inny przy­pa­dek dźwięku wpły­wa­ją­cego na to, co wi­dzimy.

Być może naj­bar­dziej zna­nym przy­kła­dem tego zja­wi­ska jest tzw. ilu­zja Shamsa. Ty­powy eks­pe­ry­ment Shamsa za­czyna się po­dob­nie jak wy­żej opi­sany eks­pe­ry­ment McGurka. Sie­dzimy przed pu­stym ekra­nem kom­pu­tera. Na­gle z gło­śnika do­biega gło­śny sy­gnał dźwię­kowy od­twa­rzany w lo­so­wych od­stę­pach czasu. Jed­no­cze­śnie na ekra­nie po­ja­wia się i znika małe koło.

Raz po raz z gło­śni­ków do­bie­gają dwa sy­gnały emi­to­wane je­den po dru­gim, a w tym sa­mym cza­sie na ekra­nie po­ja­wiają się dwa koła wy­świe­tlone w ta­kim sa­mym od­stę­pie czasu. Pro­ste, prawda? Kiedy sły­szysz je­den dźwięk, wi­dzisz jedno koło; kiedy dźwięki są dwa, wi­dzisz dwa koła. Nie ma się czym eks­cy­to­wać.

Oczy­wi­ście to tylko ilu­zja. Bez względu na to, ile dźwię­ków sły­chać, na ekra­nie wy­świe­tlane jest za­wsze tylko jedno koło. Ni­gdy nie ma dwóch kół, jed­nak my mo­gli­by­śmy przy­siąc, że wi­dzie­li­śmy dwa koła, kiedy sły­sze­li­śmy dwa sy­gnały. I to wła­śnie od­wró­cony efekt McGurka. W tam­tym eks­pe­ry­men­cie ob­raz zmie­niał to, co sły­sze­li­śmy, a w tej ilu­zji dźwięki wpły­wają na to, co wi­dzimy.

Ekologiczna zmiana

Nie ulega wątpli­wo­ści, że ist­nieje silna i zin­te­gro­wana re­la­cja mię­dzy tym, co wi­dzimy, a tym, co sły­szymy. Jed­nak jak to wszystko działa?

W po­przed­nim roz­dziale do­wie­dzie­li­śmy się, że gdy coś sły­szymy, in­for­ma­cja ta jest prze­twa­rzana w ko­rze słu­cho­wej znaj­du­ją­cej się w bocz­nej czę­ści mó­zgu.

Z ko­lei, kiedy coś wi­dzimy, in­for­ma­cja ta jest prze­twa­rzana w ko­rze wzro­ko­wej z tyłu mó­zgu. Jest to bar­dzo duży ob­szar po­dzie­lony na kilka od­ręb­nych ośrod­ków, z któ­rych każdy jest od­po­wie­dzialny za prze­twa­rza­nie in­nych aspek­tów tego, co wi­dzimy. Je­żeli na przy­kład ob­ser­wu­jemy le­cą­cego ptaka, różne czę­ści kory wzro­ko­wej prze­twa­rzają jego syl­wetkę, ko­lor, ruch itd.

Ilustracja 11. Obszary mózgu odpowiedzialne za percepcję wzrokową

Prze­ko­na­li­śmy się już, że próba po­łą­cze­nia dwóch róż­nych stru­mieni in­for­ma­cji w je­den ka­nał pro­wa­dzi do wą­skiego gar­dła i po­wo­duje utratę in­for­ma­cji. Na szczę­ście nasz wzrok i słuch ko­rzy­stają z róż­nych ka­na­łów. Dzięki temu nie tylko eli­mi­nu­jemy wą­skie gar­dło, lecz także mo­żemy łą­czyć bodźce wzro­kowe i słu­chowe w je­den skon­so­li­do­wany sy­gnał. Pro­ces ten nosi na­zwę in­te­gra­cji sen­so­rycz­nej.

Ilustracja 12. Obrazy i dźwięki mogą się swobodnie mieszać - nie ma wąskiego gardła!

Co ważne, nie ma on cha­rak­teru przy­ro­sto­wego (A + B = A i B), lecz eko­lo­giczny (A + B = C). Oto przy­kład: wy­obraź so­bie, że wy­pusz­czasz do zrów­no­wa­żo­nego ogrodu 12 chrząsz­czy z in­nej strefy geo­gra­ficz­nej. W efek­cie uzy­skasz praw­do­po­dob­nie coś wię­cej niż tylko ogród plus chrząsz­cze. Ten je­den do­dat­kowy ele­ment zmieni wszystko: łań­cuch po­kar­mowy, skład­niki od­żyw­cze w gle­bie, wa­runki prze­trwa­nia. Tak samo jest ze wzro­kiem i słu­chem. Kiedy po­łą­czymy to, co sły­szymy, z tym, co wi­dzimy, po­wsta­nie cał­kiem nowy byt w bar­dzo re­al­nym zna­cze­niu. Być może pro­ces ten naj­le­piej ob­ra­zują słowa: "Ca­łość jest czymś wię­cej niż sumą czę­ści".

Sprawdźmy, co to ozna­cza w praw­dzi­wym ży­ciu.

Interpretacja

W kilku na­stęp­nych pod­roz­dzia­łach spró­buję ci po­ka­zać, w jaki spo­sób dźwięki i ob­razy two­rzą ra­zem zna­cze­nie. Nie je­stem w stu pro­cen­tach pe­wien, czy książka jest naj­lep­szym spo­so­bem na osią­gnię­cie tego celu, ale jak się do­wie­dzie­li­śmy w po­przed­nim roz­dziale, czy­ta­nie tek­stu można po­rów­nać do słu­cha­nia wy­po­wie­dzi ust­nej. Dla­tego cho­ciaż przy­kłady, któ­rych użyję, nie są ide­alne, po­winny być na tyle trafne, żeby prze­ka­zać naj­waż­niej­szy ko­mu­ni­kat.

Na po­czątku spójrz na ko­lejny ob­ra­zek, a po­tem prze­czy­taj tekst znaj­du­jący się pod nim.

Ilustracja 13. Interpretacja, część 1.

Jako że czy­ta­nie jest od­po­wied­ni­kiem słu­cha­nia, po­dej­rze­wam, że ten tekst był dla cie­bie pro­sty i zro­zu­miały. Nie­winna hi­sto­ryjka o grupce przy­ja­ciół, któ­rzy spo­tkali się w week­end, żeby po­grać w karty. Żad­nych wąt­pli­wo­ści.

A te­raz spójrz na ob­ra­zek na na­stęp­nej stro­nie i prze­czy­taj tekst pod nim.

Ta sama hi­sto­ria, te same słowa i te same dźwięki do­cho­dzące do two­ich uszu - jed­nak ob­ra­zek nad tek­stem zmie­nia to, w jaki spo­sób in­ter­pre­tu­jesz te dźwię­kowe in­for­ma­cje. Kiedy ob­ra­zek się zmie­nia, słowa ta­kie jak "gra" czy "dzwonki" na­bie­rają kom­plet­nie in­nego zna­cze­nia. Po­dob­nie ta­kie wy­ra­że­nia jak "sie­dzi w po­koju i gra" oraz "tempo gry przy­spie­sza" za­czy­nają nam się ko­ja­rzyć z zu­peł­nie czymś in­nym. Co ważne, ten pro­ces działa w obie strony: dźwięki, które sły­szysz (a w tym przy­padku czy­tasz), wpły­wają na to, jak in­ter­pre­tu­jesz każdy ob­raz. W pierw­szym przy­kła­dzie au­to­ma­tycz­nie uzna­jesz, że Ca­sey to chło­pak, który za­in­te­re­so­wał się kar­tami Ka­ren. Na­to­miast w dru­giej bez trudu przy­pi­su­jesz to imię dziew­czy­nie, którą za­cie­ka­wiły pier­ścionki Ka­ren w kształ­cie dzwon­ków.

Ilustracja 14. Interpretacja, część 2.

To wła­śnie mia­łem na my­śli wcze­śniej, pi­sząc o eko­lo­gicz­nym pro­ce­sie. Kiedy in­for­ma­cja do­ciera do na­szych oczu, zmie­nia to, w jaki spo­sób prze­twa­rzamy i in­ter­pre­tu­jemy ko­mu­ni­kat do­cho­dzący do na­szych uszu. I na od­wrót, kiedy sły­szymy ja­kiś ko­mu­ni­kat, zmie­nia on to, w jaki spo­sób prze­twa­rzamy i in­ter­pre­tu­jemy in­for­ma­cje wi­zu­alne. Ca­łość jest czymś wię­cej niż sumą czę­ści.

Zrozumienie

I znów, bio­rąc po­prawkę na to, że czy­ta­nie musi nam za­stą­pić słu­cha­nie, prze­czy­taj po­niż­szy frag­ment.

Gdyby ba­lony pę­kły, dźwięk nie do­tarłby do od­po­wied­niego pię­tra. Za­mknięte okno rów­nież by go za­trzy­mało, po­nie­waż więk­szość bu­dyn­ków ma do­brą izo­la­cję. Całe przed­się­wzię­cie jest uza­leż­nione od sta­łego do­pływu prądu, dla­tego ze­rwa­nie prze­wodu elek­trycz­nego wy­wo­ła­łoby po­ważne pro­blemy. Oczy­wi­ście można by krzy­czeć, ale głos czło­wieka nie jest wy­star­cza­jąco do­no­śny, aby po­niósł się tak da­leko. W in­stru­men­cie mo­głaby pęk­nąć struna, a wtedy za­bra­kłoby akom­pa­nia­mentu dla prze­ka­zy­wa­nej in­for­ma­cji. Zde­cy­do­wa­nie naj­lep­szym roz­wią­za­niem by­łoby zmniej­sze­nie dy­stansu. Wtedy spa­dłaby liczba po­ten­cjal­nych pro­ble­mów. A w przy­padku kon­taktu bez­po­śred­niego jest już na­prawdę nie­wiele rze­czy, które mo­głyby się nie udać.

Więk­szość lu­dzi uzna­łaby ten tekst za nieco dziwny. Na naj­bar­dziej pod­sta­wo­wym po­zio­mie jego treść jest pro­sta i zro­zu­miała, ale co ozna­czają te zda­nia? Cho­ciaż mają sens, bra­kuje cze­goś, co po­łą­czy­łoby je ze sobą w spójną kon­cep­cję. Je­śli spró­buję cię prze­py­tać z tego tek­stu, żeby spraw­dzić, co pa­mię­tasz, praw­do­po­dob­nie po­dasz mi kilka szcze­gó­łów, ale twój ogólny wy­nik bę­dzie słaby.

A te­raz spójrz na ry­su­nek po­ni­żej.

Ilustracja 15. Integracja sensoryczna wspomaga zrozumienie

Na­gle cały aka­pit na­biera sensu. Dzięki in­for­ma­cji wi­zu­al­nej to, co przed chwilą usły­sze­li­śmy, staje się ja­sne: do­strze­gli­śmy szcze­góły, zbu­do­wa­li­śmy sche­maty i osią­gnę­li­śmy zro­zu­mie­nie. Przed­tem tylko prze­czy­ta­li­śmy słowa, a te­raz już je ro­zu­miemy.

Jed­nak rów­nież w tym przy­padku nie jest to za­leż­ność jed­no­stronna. Gdy­by­śmy naj­pierw zo­ba­czyli sam ob­ra­zek - bez to­wa­rzy­szą­cych mu dźwię­ków albo słów - to praw­do­po­dob­nie uzna­li­by­śmy, że jest ładny, ale mało kon­kretny. Dzięki słow­nemu opi­sowi pewne szcze­góły na­brały wy­jąt­ko­wego zna­cze­nia (ka­ble łą­czące gło­śnik z kon­solą na ziemi, liczba pię­ter mię­dzy śpie­wa­kiem a ko­bietą), inne stały się tłem (księ­życ na nie­bie, bu­dynki mia­sta), a my osią­gnę­li­śmy pełne zro­zu­mie­nie tek­stu.

Czy to wszystko jest naprawdę potrzebne?

W każ­dym z po­wyż­szych przy­kła­dów mo­głem po pro­stu do­dać krótki ko­men­tarz, żeby wy­ja­śnić pewne kwe­stie. Wy­star­czyło, abym na­pi­sał: "Wy­obraź so­bie męż­czy­znę gra­ją­cego na gi­ta­rze, która jest pod­łą­czona do wzmac­nia­cza uno­szą­cego się na po­zio­mie szó­stego pię­tra i pod­pię­tego do kil­ku­na­stu ba­lo­nów...". Wtedy wszystko by­łoby zro­zu­miałe i ża­den ry­su­nek nie byłby po­trzebny.

Jaki jest więc sens uzu­peł­nia­nia tek­stu o ob­razy?

Celowość i szczegółowość

Wszystko spro­wa­dza się do ce­lo­wo­ści i szcze­gó­ło­wo­ści. Aby ci to wy­ja­śnić, ni­żej za­mie­ści­łem ory­gi­nalny opis zna­nej po­staci li­te­rac­kiej. Prze­czy­taj go i sprawdź, ile czasu zaj­mie ci zi­den­ty­fi­ko­wa­nie tego bo­ha­tera.

Członki miał pro­por­cjo­nalne, rysy twa­rzy zaś wy­bra­łem dlań piękne. Żółta skóra z le­d­wo­ścią za­kry­wała pra­cu­jące pod nią mię­śnie i ar­te­rie, włosy czer­niły się w po­ły­skli­wych fa­lach, zęby bie­liły się na po­do­bień­stwo pe­reł, lecz te wspa­nia­ło­ści tym po­twor­niej od­ci­nały się na tle wod­ni­stych oczu, ma­ją­cych nie­mal tę samą barwę, co brud­no­białe oczo­doły, tu­dzież po­marsz­czo­nej cery i czar­nej kre­ski warg.

cy­tat z M. Shel­ley, Fran­ken­stein, czyli współ­cze­sny Pro­me­te­usz, przeł. Ma­ciej Płaza, Ve­sper, Czer­wo­nak 2013.

Ce­lo­wość: ob­razy po­zwa­lają nam na prze­twa­rza­nie nie­wia­ry­god­nej liczby in­for­ma­cji w im­po­nu­jąco krót­kim cza­sie. Pod­czas gdy prze­czy­ta­nie ory­gi­nal­nego opisu za­jęło ci około 30 se­kund, wy­star­czyło około 0,2 se­kundy na to, aby roz­po­znać po­stać na ob­razku.

"Za­raz, za­raz", być może my­ślisz te­raz. "Prze­cież mo­głeś po pro­stu na­pi­sać "po­twór Fran­ken­ste­ina". Wtedy po­szłoby mi rów­nie szybko". Masz cał­ko­witą ra­cję. Dla­tego prze­cho­dzimy do dru­giej kwe­stii.

Ilustracja 16. Tak jest dużo prościej

Szcze­gó­ło­wość: w ciągu ostat­niego stu­le­cia po­wstały dzie­siątki wer­sji po­twora Fran­ken­ste­ina. Oprócz ory­gi­nal­nego opisu Mary Shel­ley i naj­traf­niej­szego por­tretu Bo­risa Kar­loffa mamy rów­nież ko­miczną in­ter­pre­ta­cję Mło­dego Fran­ken­ste­ina Pe­tera Boyle'a, emo­cjo­nalną de­kon­struk­cję Ro­berta De Niro z fil­mo­wej wer­sji z 1994 roku, a także bladą go­tycką kre­ację Rory'ego Kin­ne­ara z an­giel­skiego se­rialu Dom grozy. Gdy­bym po pro­stu po­wie­dział "po­twór Fran­ken­ste­ina", a na­stęp­nie przed­sta­wił długi słowny opis, to nie miał­bym żad­nej gwa­ran­cji, że wszy­scy czy­tel­nicy wy­obra­zi­liby so­bie tę samą po­stać. Po­nie­waż to, co wi­dzimy w my­ślach, wpływa na to, jak in­ter­pre­tu­jemy i ro­zu­miemy usły­szane słowa, do­piero po­ka­za­nie ob­razu spra­wia, że wszy­scy my­ślą o tym sa­mym i w taki sam spo­sób od­bie­rają usły­szaną treść.

Pod­su­mo­wu­jąc: sam dźwięk nie­sie ze sobą in­for­ma­cje. Same ob­razy niosą ze sobą in­for­ma­cje. Jed­nak po­łą­cze­nie dźwięku z ob­ra­zem może przy­nieść nie­sa­mo­wity efekt.

Wnioski

1. Na slajdach pokazuj (przede wszystkim) obrazy

W po­przed­nim roz­dziale do­wie­dzie­li­śmy się, że wsta­wia­nie tek­stu na slaj­dach w Po­wer­Po­in­cie zmu­sza od­bior­ców do do­ko­na­nia wy­boru mię­dzy słu­cha­niem tego, co mó­wisz, a czy­ta­niem na­pi­sa­nych przez cie­bie słów. Nie są bo­wiem w sta­nie ro­bić obu rze­czy na­raz. Co za­tem po­winno się zna­leźć na slaj­dach? Praw­do­po­dob­nie już się do­my­ślasz: ob­razy.

Jak wspo­mi­na­łem wy­żej, wi­zu­alne ob­razy i wy­po­wie­dzi ustne mogą być prze­twa­rzane jed­no­cze­śnie, ale to nie wszystko: taka kom­bi­na­cja po­maga w lep­szym in­ter­pre­to­wa­niu, ro­zu­mie­niu i za­pa­mię­ty­wa­niu pre­zen­to­wa­nego ma­te­riału. Po­łą­cze­nie ob­ra­zów i tek­stu mó­wio­nego po­zwala za­pa­mię­tać aż o 20 pro­cent wię­cej tre­ści (w po­rów­na­niu z sy­tu­acją, gdy te dwie formy prze­ka­zy­wa­nia in­for­ma­cji są sto­so­wane od­dziel­nie). Po­nadto udo­wod­niono, że wzbo­ga­ce­nie wy­po­wie­dzi ust­nej o ob­razy po­maga bar­dziej za­an­ga­żo­wać od­bior­ców, wzbu­dza w nich żyw­sze re­ak­cje i ro­dzi więk­szą sym­pa­tię. Po­ważne ba­da­nia na­ukowe wy­ka­zały, że gdy za­miast tek­stu umie­ścimy na slaj­dach ob­razy, nasi od­biorcy uznają, że je­ste­śmy le­piej przy­go­to­wani i bar­dziej pro­fe­sjo­nalni, a także bar­dziej nas po­lu­bią - nie żar­tuję!

Ilustracja 17. Jeden obraz na slajdzie wystarczy

Ilustracja 18. Wykresy nie są przetwarzane tak samo jak typowe obrazy

Palące pytanie nr 1: ILOŚĆ

"Ile ob­ra­zów mogę umie­ścić na jed­nym slaj­dzie?".

Nie­któ­rzy po­pa­dają w prze­sadę, gdy do­wia­dują się o po­tę­dze ob­ra­zów. Ich tok ro­zu­mo­wa­nia jest pro­sty: je­żeli je­den ob­raz może po­pra­wić za­pa­mię­ty­wa­nie, to dzie­sięć ob­ra­zów po­winno przy­nieść fe­no­me­nalny efekt. Nie­stety wię­cej nie za­wsze zna­czy le­piej.

Wcze­śniej na­pi­sa­łem, że lu­dzie po­tra­fią ana­li­zo­wać i roz­po­zna­wać ob­razy z nie­wia­ry­godną pręd­ko­ścią (około 0,2 se­kundy). Nie­stety ta pręd­kość jest ogra­ni­czona tylko do jed­nego zło­żo­nego ob­razu na­raz. Je­śli mamy zro­zu­mieć wiele zło­żo­nych ob­ra­zów po­ka­zy­wa­nych w tym sa­mym mo­men­cie, mu­simy prze­two­rzyć każdy z nich po ko­lei. A to nie tylko wy­dłuża czas po­trzebny do ich zin­ter­pre­to­wa­nia, ale też wy­czer­puje na­sze za­soby uwagi i utrud­nia za­pa­mię­ta­nie tego, co zo­ba­czy­li­śmy. Gdy­bym po­ka­zał ci wiele róż­nych sce­nek na­raz, szanse na za­pa­mię­ta­nie każ­dej z nich by­łyby aż o 50 pro­cent mniej­sze, niż gdy­bym po­ka­zy­wał ci je po ko­lei.

Dla­tego gdy two­rzysz slajdy, spró­buj wy­obra­zić so­bie, że po­ka­zu­jesz ko­muś al­bum ze zdję­ciami. Ni­gdy nie prze­szłoby ci przez myśl, żeby roz­rzu­cić kil­ka­na­ście zdjęć na stole i przy­glą­dać się im wszyst­kim na­raz. Na­tu­ralną (i sku­teczną) prak­tyką jest oglą­da­nie zdjęć po ko­lei, po­nie­waż to umoż­li­wia prze­ana­li­zo­wa­nie i omó­wie­nie każ­dego z nich.

Palące pytanie nr 2: WYKRESY I TABELE

"A co z wy­kre­sami? Czy zin­ter­pre­to­wa­nie ich też zaj­muje tylko 0,2 se­kundy?".

Je­śli masz za­pa­mię­tać tylko jedną rzecz z tego roz­działu, niech to bę­dzie stwier­dze­nie: wy­kresy i ta­bele są czymś in­nym niż ob­razy. To, że je­ste­śmy w sta­nie prze­ana­li­zo­wać zło­żoną scenę w mgnie­niu oka, wy­nika głów­nie z faktu, że więk­szość ob­ra­zów ma ja­kiś pod­sta­wowy sche­mat albo "istotę". Je­żeli na przy­kład po­każę ci zdję­cie z ty­sią­cem zi­mo­zie­lo­nych drzew, nie mu­sisz ana­li­zo­wać każ­dej ro­śliny, żeby zro­zu­mieć istotę tego ob­razu i zo­ba­czyć, że przed­sta­wia on po pro­stu las.

Nie­stety wy­kresy i ta­bele rzadko mają taką istotę. Tu­taj zwy­kle naj­więk­sze zna­cze­nie mają kon­kretne szcze­góły - każda liczba, li­tera i kształt za­wiera in­for­ma­cje nie­zbędne do zro­zu­mie­nia ca­ło­ści. Z tego też po­wodu zro­zu­mie­nie wy­kre­sów i ta­bel wy­maga czasu i pra­wie ni­gdy nie jest ła­twe. Tak na­prawdę wy­świe­tle­nie slajdu z wy­kre­sem lub ta­belą można po­rów­nać do po­ka­za­nia ob­razka z se­rii Gdzie jest Wally?: cho­ciaż my do­kład­nie wiemy, gdzie na­leży spoj­rzeć, żeby zna­leźć in­for­ma­cje zwią­zane z tym, o czym wła­śnie mó­wimy, inni mu­szą prze­do­stać się przez skom­pli­ko­wany la­bi­rynt in­for­ma­cji, aby zro­zu­mieć to, co wi­dzą przed sobą. Mo­żesz się do­my­ślać, że kiedy lu­dzie są zmu­szeni do wy­tę­ża­nia uwagi i tracą ener­gię umy­słową na ana­li­zo­wa­nie wy­kresu lub ta­beli, pra­wie za­wsze cierpi na tym ich zdol­ność słu­cha­nia i zro­zu­mie­nia ust­nej wy­po­wie­dzi.

Je­żeli chcesz za­mie­ścić w swo­jej pre­zen­ta­cji wy­kres lub ta­belę, jedną z opcji jest po­ka­za­nie tylko wy­bra­nych in­for­ma­cji. Mo­żesz na przy­kład na po­czątku wy­świe­tlić i wy­ja­śnić same osie, a na­stęp­nie stop­niowo na­kła­dać na nie po­szcze­gólne dane, ko­lejno oma­wia­jąc każdy nowy ele­ment. Ten pro­ces po­zwala na szyb­kie za­po­zna­nie się z ry­sun­kiem i zwięk­sza szanse na to, że twoi od­biorcy sku­pią się na wła­ści­wych in­for­ma­cjach w od­po­wied­nim mo­men­cie, za­miast mar­no­wać cenne za­soby po­znaw­cze na próby roz­szy­fro­wa­nia skom­pli­ko­wa­nego ob­razu.

In­nym do­brym po­my­słem jest wy­raźne pod­kre­śle­nie albo opi­sa­nie naj­waż­niej­szych ele­men­tów ry­sunku, tak aby przy­cią­gnąć uwagę pu­blicz­no­ści tylko do miejsc war­tych omó­wie­nia. Na szczę­ście lu­dzie nie­malże au­to­ma­tycz­nie sku­piają się na tych ele­men­tach ob­razu, które w ten czy inny spo­sób prze­ła­mują jed­no­lity sche­mat. Psy­cho­lo­go­wie na­zy­wają to efek­tem wy­róż­nia­nia. Szary w mo­rzu czerni, po­gru­bie­nie w mo­rzu stan­dar­do­wego tek­stu, WIEL­KIE LI­TERY w mo­rzu ma­łych li­ter. Je­śli pu­blicz­ność bę­dzie od razu wie­działa, gdzie po­winna spoj­rzeć, ła­twiej jej bę­dzie zro­zu­mieć prze­ka­zy­wane tre­ści.

Ilustracja 19. Efekt wyróżniania

Palące pytanie nr 3: ZWIĄZEK Z TEMATEM

"Czy ob­razy mu­szą być zwią­zane z te­ma­tem, który oma­wiam?".

Nie­stety słowa za­an­ga­żo­wa­nie i ucze­nie się nie są sy­no­ni­mami. Kiedy pu­blicz­ność jest za­an­ga­żo­wana, to zna­czy, że jest go­towa do przy­swo­je­nia no­wych in­for­ma­cji... Ale to wcale nie gwa­ran­tuje, że rze­czy­wi­ście się cze­goś na­uczy.

Pi­szę o tym, aby pod­kre­ślić fakt, że wzbo­ga­ca­nie ust­nej pre­zen­ta­cji o uro­cze, za­bawne albo inne nie­zwią­zane z te­ma­tem ob­razy rze­czy­wi­ście zwięk­sza za­an­ga­żo­wa­nie, ale jed­no­cze­śnie może utrud­nić za­pa­mię­ty­wa­nie. I na od­wrót - ob­razy, które wzbo­ga­cają tre­ści prze­ka­zy­wane ust­nie, po­ma­gają od­bior­com zbu­do­wać sil­niej­sze po­łą­cze­nia, co po­zy­tyw­nie wpły­nie na ich za­pa­mię­ty­wa­nie, ale może osła­bić za­an­ga­żo­wa­nie.

Wszystko za­tem za­leży od tego, jaki cel chcesz osią­gnąć. Na po­cząt­ko­wych eta­pach pre­zen­ta­cji, gdy naj­bar­dziej za­leży ci na przy­cią­gnię­ciu uwagi pu­blicz­no­ści, ob­razy nie­zwią­zane z te­ma­tem mogą się oka­zać twoim naj­więk­szym so­jusz­ni­kiem. Jed­nak póź­niej, gdy twoim ce­lem jest to, aby lu­dzie zro­zu­mieli i za­pa­mię­tali oma­wiane kwe­stie, tego typu ob­razy mogą być twoim naj­gor­szym wro­giem. Dla­tego za­sta­nów się, jaki jest główny cel za­miesz­cze­nia da­nego ob­razu na slaj­dzie, i na tej pod­sta­wie zde­cy­duj, jak bar­dzo po­wi­nien on być zwią­zany z tre­ścią two­jej wy­po­wie­dzi.

2. W rozdawanych materiałach zamieszczaj (głównie) obrazy

Je­śli cho­dzi o ma­te­riały roz­da­wane pu­blicz­no­ści pod­czas pre­zen­ta­cji, na­leży prze­strze­gać tych sa­mych ogól­nych za­sad, co w przy­padku slaj­dów w Po­wer­Po­in­cie. W po­przed­nim roz­dziale wy­ja­śni­łem, że ma­te­riały za­wie­ra­jące tekst zmu­szają od­bior­ców do do­ko­na­nia wy­boru mię­dzy czy­ta­niem a słu­cha­niem. Na szczę­ście bro­szury z ry­sun­kami nie wy­ma­gają po­dej­mo­wa­nia tej trud­nej de­cy­zji: lu­dzie są w sta­nie ana­li­zo­wać ob­razy na otrzy­ma­nych ma­te­ria­łach i jed­no­cze­śnie słu­chać cię ze zro­zu­mie­niem. Dla­tego po­sta­raj się, aby wszyst­kie dru­ko­wane ma­te­riały roz­da­wane pod­czas pre­zen­ta­cji za­wie­rały dużo wię­cej ob­ra­zów niż tek­stu. Weź jed­nak pod uwagę to, co po­wie­dzie­li­śmy przed chwilą na te­mat liczby, związku z te­ma­tem i uni­ka­to­wej na­tury wy­kre­sów i ta­bel.

3. Używaj obrazów do wzmacniania cyfrowej narracji/tekstu

Być może nie­po­trzeb­nie o tym wspo­mi­nam, ale kwe­stie nie­od­łącz­nie zwią­zane z wy­po­wie­dziami ust­nymi, tek­stem pi­sa­nym i ob­ra­zami do­ty­czą rów­nież pre­zen­ta­cji cy­fro­wych. Kiedy pra­cu­jesz nad ja­kimś no­wym pro­gra­mem albo stroną in­ter­ne­tową, która za­wiera wy­po­wie­dzi ustne i tekst pi­sany, sta­raj się wspo­ma­gać je ob­ra­zami. Tak samo jak wcze­śniej, je­śli twoim ce­lem jest po pro­stu przy­cią­gnię­cie uwagi i za­an­ga­żo­wa­nie lu­dzi, ob­razy wcale nie mu­szą być zwią­zane z te­ma­tem. Je­śli jed­nak za­leży ci na prze­ka­za­niu in­for­ma­cji i chcesz po­móc w ich za­pa­mię­ta­niu, za­dbaj o to, żeby ob­razy były zwią­zane z te­ma­tem i sta­no­wiły uzu­peł­nie­nie tek­stu.

4. Uważaj na efekt Attenborougha

Wy­daje się, że lu­dzie uwiel­biają ele­ganc­kie, sek­sowne, krzy­kliwe pro­dukty. Wy­star­czy spoj­rzeć na gwał­towny roz­wój efek­tów spe­cjal­nych w fil­mach, aby uświa­do­mić so­bie, że im więk­szy "efekt wow", tym bar­dziej pu­blicz­ność się go do­maga. Praw­do­po­dob­nie ta sama za­sada do­ty­czy rów­nież przy­swa­ja­nia no­wych in­for­ma­cji. Więk­szość lu­dzi oglą­da­ją­cych do­sko­nale przy­go­to­wane i wy­pro­du­ko­wane na­gra­nia wi­deo albo pre­zen­ta­cje od­nosi wra­że­nie, że le­piej ro­zu­mie ich treść i wię­cej się z nich na­uczyła niż osoby, które obej­rzały ten sam ma­te­riał za­pre­zen­to­wany w su­chej, mniej wy­szu­ka­nej for­mie.

Tak na­prawdę wszystko jest ilu­zją. Bez względu na to, jak sek­sowna albo do­pra­co­wana wy­daje się dana pre­zen­ta­cja, nie wpływa to na ilość przy­swo­jo­nych in­for­ma­cji. Mo­żemy to na­zwać efek­tem At­ten­bo­ro­ugha. Więk­szość osób, które obej­rzały choćby jedną z do­sko­na­łych pro­duk­cji przy­rod­ni­czych Da­vida At­ten­bo­ro­ugha, jest go­towa przy­siąc, że za­pa­mię­tała każdy kadr pro­gramu. Tak na­prawdę jed­nak, gdyby po upły­wie ty­go­dnia spraw­dzić, co rze­czy­wi­ście pa­mię­tają, oka­za­łoby się, że za­po­mnieli do­kład­nie tyle samo, co ktoś, kto obej­rzał ten sam ma­te­riał za­pre­zen­to­wany w nieco prost­szej for­mie, za­wie­ra­jący nie­skom­pli­ko­wany tekst i sta­tyczne ob­razy.

Dla­tego chcę po­wie­dzieć jedno: kiedy pra­cu­jesz nad ma­te­ria­łami, z któ­rych inni mają czer­pać wie­dzę, nie trać zbyt dużo ener­gii na dro­bia­zgi. Je­śli masz dwie go­dziny na przy­go­to­wa­nie pre­zen­ta­cji, któ­rej naj­waż­niej­szym ce­lem jest to, aby lu­dzie za­pa­mię­tali jej treść i coś z niej wy­nie­śli, to dużo le­piej zro­bisz, wy­ko­rzy­stu­jąc ten czas na udo­sko­na­le­nie nar­ra­cji i do­pra­co­wa­nie pre­zen­to­wa­nych tre­ści niż na do­piesz­cza­nie oprawy ze­wnętrz­nej, która za­chwyci twoją pu­blicz­ność.

W skrócie

Kiedy słu­chamy wy­po­wie­dzi ust­nej, pa­trze­nie na ob­razy może wspo­móc ucze­nie się i po­pra­wić za­pa­mię­ty­wa­nie.

Bodźce wzro­kowe i słu­chowe są prze­twa­rzane osobno i two­rzą eko­lo­giczną kom­bi­na­cję: ca­łość jest więk­sza niż suma jej czę­ści. Wzrok i słuch łą­czą swoje siły, aby uła­twić zin­ter­pre­to­wa­nie i zro­zu­mie­nie tek­stu. Ob­razy wspo­ma­gają ce­lo­wość i spe­cy­ficz­ność, które trudno osią­gnąć wy­łącz­nie za po­mocą tek­stu mó­wio­nego.

Wskazówki

Na slaj­dach po­ka­zuj (przede wszyst­kim) ob­razy. Je­den ob­raz na slaj­dzie wy­star­czy.Ob­razy zwią­zane z te­ma­tem mogą wspo­móc przy­swa­ja­nie in­for­ma­cji; ob­razy nie­zwią­zane z te­ma­tem mogą zwięk­szyć za­in­te­re­so­wa­nie nim.Wy­kresy i ta­bele to coś in­nego niż zwy­kłe ob­razy! W roz­da­wa­nych ma­te­ria­łach za­miesz­czaj (głów­nie) ob­razy. Uży­waj ob­ra­zów do wzmac­nia­nia cy­fro­wej nar­ra­cji/tek­stu. Uwa­żaj na efekt At­ten­bo­ro­ugha. Za­an­ga­żo­wa­nie to nie to samo, co przy­swa­ja­nie wie­dzy.

Wykaz źródeł

Pełną li­stę źró­deł i po­le­ca­nych ma­te­ria­łów, które po­słu­żyły mi jako pod­stawa do na­pi­sa­nia tej książki, znaj­dziesz na stro­nie www.lme­glo­bal.net/re­fe­ren­ces.

WSTĘP

Ilu­stra­cja 1, Pa­blo Pi­casso, Koń, ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Athena Drys­dale, Szkic ró­żo­wego jed­no­rożca, wy­ko­rzy­stano za zgodą ar­tystki, 2018.

Ilu­stra­cja 2, Mę­ski tors, Pa­blo Pi­casso (1893) ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Por­tret matki (1896) ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Stary gi­ta­rzy­sta (1903) ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Dziew­czyna z man­do­liną (1910) ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Olga (1923) ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Ką­piel z piłką pla­żową (1932) ? Suc­ces­sion Pi­casso/ na li­cen­cji Vi­scopy, 2018.

ROZ­DZIAŁ 1

Ilu­stra­cja 3, shut­ter­stoc­k_404493943, shut­ter­stoc­k_479653255.

Ilu­stra­cja 4, Mor­gan Fre­eman, fot. Re­am­ro­nal­dre­gan, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Mor­gan-Fre­eman.jpg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 4.0.

Ilu­stra­cja 5, mó­zgi słu­cha­jące mowy: Sa­rah John­ston, 2018.

Ilu­stra­cja 6, ry­su­nek wą­skiego gar­dła: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 7, mó­zgi czy­ta­jące po ci­chu: Sa­rah John­ston, 2018.

Ilu­stra­cja 8, shut­ter­stoc­k_1007858200.

Ilu­stra­cja 9, skom­pu­te­ry­zo­wane no­tatki: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018; od­ręczne no­tatki: Sa­cha Chua, do­stępne na https://www.flickr.com/pho­tos/65214961@N00/12798461515 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 2.0.

ROZ­DZIAŁ 2

Ilu­stra­cja 10, Baba/Fafa, fot. Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 11, dia­gram mó­zgu prze­twa­rza­ją­cego in­for­ma­cje wi­zu­alne: Sa­rah John­ston, 2018.

Ilu­stra­cja 12, dia­gram prze­twa­rza­nia sen­so­rycz­nego: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 13, trzy osoby gra­jące w karty: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018. Za­in­spi­ro­wane R.C. An­der­son, R.E. Rey­nolds, D.L. Schal­lert, E.T. Go­etz (1977). Ramy dla lep­szego zro­zu­mie­nia dys­ku­sji, "Ame­ri­can Edu­ca­tio­nal Re­se­arch Jo­ur­nal", 14(4), s. 367-381.

Ilu­stra­cja 14, trzy osoby gra­jące na in­stru­men­tach: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018. Za­in­spi­ro­wane R.C. An­der­son, R.E. Rey­nolds, D.L. Schal­lert, E.T. Go­etz (1977). Ramy dla lep­szego zro­zu­mie­nia dys­ku­sji, "Ame­ri­can Edu­ca­tio­nal Re­se­arch Jo­ur­nal", 14(4), s. 367-381.

Ilu­stra­cja 15, męż­czy­zna z gi­tarą i ba­lo­nami, "Jo­ur­nal of Ver­bal Le­ar­ning and Ver­bal Be­ha­vior", 11(6), John D. Brad­man, Mar­cia K. John­son, "Con­te­xtual pre­re­qu­isi­tes for un­der­stan­ding: Some in­ve­sti­ga­tions of com­pre­hen­sion and re­call", s. 717- 726, 1972, za zgodą El­se­vier, 2018.

Ilu­stra­cja 16, po­twór Fran­ken­ste­ina: Dr Ma­cro, do­stępne na https://com­mons.m.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Fran­ken­stein%27s_mon­ster_(Bo­ri­s_Kar­loff).jpg pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Ilu­stra­cja 17, ekran pro­jek­cyjny: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/screen-pro­jec­tor-pro­jec­tion-tri­pod-37075 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; po­ciąg: be­n299, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/en­gine-train-ra­il­road-track-3080936 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; wa­ha­dło­wiec: Wi­kiI­ma­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/roc­ket-launch-roc­ket-take-off-nasa-67649 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; sa­mo­chód wy­ści­gowy: Mi­ke­sPho­tos, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/lam­bor­ghini-car-au­to­mo­tive-drive-1334993 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; koń z po­wo­zem: na­sto­gadka, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/cart-cha­ise-tra­vel-cab-the-horse-2942512 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 18, ekran pro­jek­cyjny: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/screen-pro­jec­tor-pro­jec­tion-tri­pod-37075 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; góra: sa­kh­shar, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/na­ture-pa­no­ra­mic-mo­un­tain-tra­vel-3076910 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.; wy­kres: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 19, efekt wy­róż­nia­nia: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Pierw­sza prze­rwa

au­tor nie­znany, pla­kat z 1952 roku re­kla­mu­jący szkołę dla do­ro­słych z ry­sun­kiem męż­czy­zny bez głowy, do­stępne na http://www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=157286&pic­ture=adult-edu­ca­tion-vin­tage-po­ster pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

ROZ­DZIAŁ 3

Gra­fika 1, wy­ma­zy­wa­nie mó­zgu: Li­ght­spring, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018; frag­ment mó­zgu Henry'ego Graya, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons. wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Gray­748.png pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Gra­fika 2, frag­ment mó­zgu Henry'ego Graya, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Gray­748.png pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion; Elek­tro­kar­dio­gram: Eli­sa­Riva, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/elec­tro­car­dio­gram-he­art-care-1922703/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0. pro­jekt ga­zety: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Gra­fika 3, czło­wiek z hi­po­kam­pem: Umberto NURS, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Hip­po­lo­be­s_it.gif pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion; sam hi­po­kamp: prof. La­slo Se­ress, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Hip­po­cam­pu­s_and_ se­ahor­se­_crop­ped.JPG pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 1.0; neu­rony: In­ter­net Ar­chive Book Ima­ges, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:A_text-bo­ok_o­f_phy­sio­lo­gy­_fo­r_me­di­ca­l_stu­dent­s_an­d_phy­si­cians_(1911)_(14592099789).jpg pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion..

Gra­fika 4, urzą­dze­nie GPS: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/gps-na­vi­ga­tion-gar­min-de­vice-304842 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; głowa z mapą: OpenC­li­part-Vec­tors, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/brain-chart-dia­gram-face-fringe-2029363 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; la­bi­rynt: Roy­alty Free HD Wal­l­pa­pers, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na http://the­wal­l­pa­per.co/do­wn­load-mo­bile-dark-back­gro­und­spat­tern-sam­sung-co­lo­ur­ful-maze-di­splay pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; sie­dzący męż­czy­zna: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018; pro­jekt ko­miksu: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Gra­fika 5, mo­delka na okładce cza­so­pi­sma z lat osiem­dzie­sią­tych: izu­sek, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji iStock.com, 2018.

Gra­fika 6, mo­del: Roy­alAn­war, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/mo­del-bu­si­ness­man-cor­po­rate-2911330/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; pro­jekt cza­so­pi­sma: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Gra­fika 7, ska­mie­lina: Da­de­rot, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:He­te­ro­don­to­sau­ru­s_tuc­ki­_ca­st_-_U­ni­ver­si­ty­_o­f_Ca­li­for­nia­_Mu­seu­m_o­f_Pa­le­on­to­lo­gy_-_Ber­ke­ley,_CA_-_D­SC04696.JPG pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Gra­fika 8, plan­sze z li­te­rami L i T: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 20, ekran pro­jek­cyjny: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay. com/en/screen-pro­jec­tor-pro­jec­tion-tri­pod-37075 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ry­su­nek świni: OpenC­li­part-Vec­tors, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/p-576570/?no­_re­di­rect pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 21, ekran pro­jek­cyjny: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/screen-pro­jec­tor-pro­jec­tion-tri­pod-37075 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ry­su­nek świni: OpenC­li­part-Vec­tors, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/p-576570/?no­_re­di­rect pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ry­su­nek kaczki: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Yel­lo­w_duc­kling.png pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ry­su­nek kró­lika: PDP, do­stępne na http://www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=154464&pic­ture=rab­bit-cute-cli­part pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion; wy­stra­szony kot: Spar­kle Mo­tion, do­stępne na https://www.flickr.com/pho­tos/54125007@N08/15634745431 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 2.0.

Ilu­stra­cja 22, za­sada 180 stopni: Grm wnr, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:180_de­gre­e_rule.svg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 3.0.

ROZ­DZIAŁ 4

Ilu­stra­cja 23, męż­czy­zna z hi­po­kam­pem: Umberto NURS, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Hip­po­lo­be­s_it.gif pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Ilu­stra­cja 24, shut­ter­stoc­k_288982655.

Ilu­stra­cja 25, ry­sunki nur­ków: Sa­rah John­ston, 2018.

Ilu­stra­cja 26, ry­sunki pi­ja­nego męż­czy­zny: Sa­rah John­ston, 2018.

Ilu­stra­cja 27, pa­mięć epi­zo­dyczna/se­man­tyczna, część I: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 28, pa­mięć epi­zo­dyczna/se­man­tyczna na ta­blicy kre­do­wej, część II: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 29, ry­su­nek Sta­tuy Wol­no­ści: Ro­nile, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/sta­tue-of-li­berty-new-york-ny-nyc-267948/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Druga prze­rwa (patrz Pierw­sza prze­rwa)

ROZ­DZIAŁ 5

Ilu­stra­cja 30, ry­su­nek Lat PFC: Sa­rah John­ston, 2018.

Ilu­stra­cja 31, kar­tridż z grą Nin­tendo: Evan-Amos, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:NES-Car­tridge.jpg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ro­bot: the­hor­ri­ble­joke, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/vi­deo-game-8-bit-old-school-re­tro-175621 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; kon­sola Nin­tendo: Evan-Amos do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:NES-Con­sole-Set.jpg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; kli­part te­le­wi­zora: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/p-308962/?no­_re­di­rec­tht­tps://pi­xa­bay.com/p-308962/?no­_re­di­rect pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 32, ry­sunki mó­zgu: Sa­rah John­ston, 2018; shut­ter­stoc­k_126644501.

Ilu­stra­cja 33, czło­wiek z hi­po­kam­pem i prąż­ko­wiem: Umberto NURS, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Hip­po­lo­be­s_it.gif pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Ilu­stra­cja 34, na­uczy­ciel sie­dzący na biurku: Du­et­to­gra­phics, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018.

ROZ­DZIAŁ 6

Ilu­stra­cja 35, ry­su­nek mó­zgu: Sa­rah John­ston, 2018; bar­man: Re­troC­li­pArt, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018; taca z na­po­jami: Re­troC­li­pArt, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018; kel­nerka: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/se­rver-se­rvant-ta­ble-lady-293966/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 36, por­cjo­wa­nie li­ter: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 37, dłoń kel­nera z tacą: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018; szklanki z pi­wem: Own work, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Pin­t_Glass_(Mi­xing).svg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; dzba­nek z pi­wem by Own work, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Pit­cher_(Beer).svg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 38, dia­gram wią­za­nia bu­tów: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 39, dia­gram prze­pla­ta­nia: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 40, shut­ter­stoc­k_721226998.

Trze­cia prze­rwa

au­tor nie­znany, pla­kat z 1959 roku re­kla­mu­jący szkołę dla do­ro­słych, do­stępne na http://www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=157289&pic­ture=adult-edu­ca­tion-vin­tage-po­ster pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

ROZ­DZIAŁ 7

Ilu­stra­cja 41, 158, trój­kąt o Pa­ryżu: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 42, sche­mat przed­niej czę­ści kory za­krętu ob­rę­czy: Sa­rah John­ston, 2018; ry­su­nek alarmu błędu: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 43, ry­su­nek alarmu błędu: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018; fala mó­zgowa theta: Hugo Gam­boa do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Eeg_theta.svg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 3.0; fala mó­zgowa beta: Hugo Gam­boa do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Eeg_beta.svg pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 3.0.; szkic głowy: PDP, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na http://www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=74363 pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Ilu­stra­cja 44, czarne plamy: wer­ne­r22bri­gitte, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/frog-jun­gle-am­phi­bian-ani­mal-266885/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 45, żaba na kło­dzie: wer­ne­r22bri­gitte do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/frog-jun­gle-am­phi­bian-ani­mal-266885/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cje 46-48, znaki ogra­ni­cze­nia pręd­ko­ści: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 49, ko­bieta z wi­nem: Adam Blas­berg z Stock­byte Col­lec­tion, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Getty Ima­ges, 2018.

ROZ­DZIAŁ 8

Ilu­stra­cja 50, szkic głowy: PDP, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na http://www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=74363 pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion; kli­part kuli ziem­skiej: GDJ, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/world-earth-pla­net-globe-map-1301744/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cja 51, szkic kaczki: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://com­mons.wi­ki­me­dia.org/wiki/File:Yel­lo­w_duc­kling.png pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0.

Ilu­stra­cje 52-53, mózg: Sa­rah John­ston, 2018; dy­ry­gent: Hi­kin­gAr­tist.com, do­stępne na http:// www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=2698& pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Ilu­stra­cja 54, mózg: Sa­rah John­ston, 2018; dy­ry­gent: Hi­kin­gAr­tist.com, do­stępne na http://www.pu­blic­do­ma­in­pic­tu­res.net/view-image.php?image=2698& pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion.

Ilu­stra­cja 55, cztery ko­biety: Sen­sor­Spot, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji iStock.com, 2018.

Ilu­stra­cja 56, sche­mat sieci sko­ja­rzeń: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 57, fiszki: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 58, drzwi: qi­mono, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/door-bad-luck-13-thir­teen-unlucky-1587023/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; męż­czy­zna przed drzwiami: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Czwarta prze­rwa (patrz Pierw­sza prze­rwa)

ROZ­DZIAŁ 9

Ilu­stra­cja 59, ręcz­nik: Pro­gram Exe­cu­tive Of­fice Sol­dier, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://www.flickr.com/pho­tos/pe­osol­dier/4997103062 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 2.0.; bu­telka szam­ponu: bi­ju­toha, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/sham­poo-sham­poo-bot­tle-1860642/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ja­gody: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/blu­eber­ries-le­ave-ripe-fo­rest-306718/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; jabłko: Clker-Free-Vec­tor-Ima­ges, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/green-ap­ple-fruit-tree-smith-304673/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; tru­skawka: GDJ, do­stępne na https://www.go­od­fre­epho­tos.com/vec­tor-ima­ges/shiny-straw­berry-vec­tor-gra­phic.png.php pod Pu­blic Do­main At­tri­bu­tion; słu­chawka prysz­ni­cowa: kboyd, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/p-653671/?no­_re­di­rect pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; ad­ap­ta­cja wszyst­kich ry­sun­ków: Ja­red Co­oney Ho­rvath.

Ilu­stra­cja 60, na­główki ga­zet: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 61, shut­ter­stoc­k_320661278.

Ilu­stra­cja 62, mó­zgi męż­czy­zny i ko­biety: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

ROZ­DZIAŁ 10

Ilu­stra­cja 63, gol­fi­sta z ło­patą: OpenC­li­part-Vec­tors, ad­ap­ta­cja: Ja­red Co­oney Ho­rvath, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/p-2028116/?no­_re­di­rect pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; sche­mat sieci sko­ja­rzeń: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 64, dziecko w czapce lot­nika: Sunny stu­dio, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018.

Ilu­stra­cja 65, syn­chro­nia nar­ra­tora z pu­blicz­no­ścią: Chri­sto­phe Vor­let, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji ar­ty­sty, 2018.

Ilu­stra­cja 66, sche­mat fi­zycz­nego pchnię­cia: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 67, sche­mat psy­cho­lo­gicz­nego pchnię­cia: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 68, puz­zle: Ho­me­Stu­dio, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018.

Piąta prze­rwa (patrz Pierw­sza prze­rwa)

ROZ­DZIAŁ 11

Ilu­stra­cja 69, wy­kres od­wró­co­nego U: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 70, ra­do­sne dziecko: vbo­ro­di­nova, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/babe-smile-new­born-small-child-2972222/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; wy­stra­szone dziecko: Mci­mage, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018; roz­gnie­wane dziecko: Sa­rah Noda, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018; zdzi­wione dziecko: fre­estocks-pho­tos, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/pe­ople-baby-blan­ket-boy-child-2942977/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; smutne dziecko: Ta­nia­VdB, do­stępne na https://pi­xa­bay.com/en/baby-te­ars-small-child-sad-cry-443390/ pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion CC0; obrzy­dzone dziecko: 2xSa­mara.com, wy­ko­rzy­stane na li­cen­cji Shut­ter­stock.com, 2018.

Ilu­stra­cja 71, ob­sada główna: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 72, akt I: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 73, akt II: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 74, akt III: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 75, spa­do­chro­nia­rze: Wo­ody Hib­bard, do­stępne na https://www.flickr.com/pho­tos/65214961@N00/12798461515 pod Cre­ative Com­mons At­tri­bu­tion 2.0.

ROZ­DZIAŁ 12

Ilu­stra­cja 76, wy­kres krzy­wej za­po­mi­na­nia: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 77, wy­kres roz­pro­szo­nej prak­tyki: Ja­red Co­oney Ho­rvath, 2018.

Ilu­stra­cja 78, shut­ter­stoc­k_142164154.

Ilu­stra­cja 79, shut­ter­stoc­k_167358809.

Ilu­stra­cja na końcu roz­działu, karta ty­tu­łowa: Ja­red Co­oney Ho­rvath (za­in­spi­ro­wane: Ma­gno­lia, reż. Paul Tho­mas An­der­son, 1999: je­den z dzie­się­ciu naj­lep­szych fil­mów w hi­sto­rii... je­śli go nie znasz, te­raz jest do­sko­nała oka­zja, żeby to nad­ro­bić!).

PO­SŁO­WIE

Ilu­stra­cja 80, Pa­blo Pi­casso, Koń, ? Suc­ces­sion Pi­casso/na li­cen­cji Vi­scopy, 2018; Athena Drys­dale, Szkic ró­żo­wego jed­no­rożca, wy­ko­rzy­stano za zgodą ar­tystki, 2018.