1 Dbałość o czytelnika (czyli chwila refleksji, zanim zacznie się pisać)
Jak można zadbać o czytelnika i o jego wygodną podróż drogą wyznaczoną przez autora tekstu? Niestety, twórca musi się solidnie napracować, gdyż aby coś było łatwe dla odbiorcy, najpierw musi natrudzić się nadawca. Trud zobrazujemy prelekcją cenionego wykładowcy, którego z przyjemnością się słucha, w lot zapamiętując skomplikowane treści. Zauważmy, że takie podziwu godne skutki to zasługa mówiącego (a nie geniuszu studenta), staranny zamysł prelegenta, który wgryzł się w problem, dzięki czemu umie o nim opowiedzieć prosto, nie banalizując jednak zagadnienia, a jednocześnie budząc zainteresowanie. Zapewne wykładowca spędza kilka razy więcej czasu nad przygotowaniem prelekcji, niż ona trwa (a w każdym razie powinien tak robić).
Nie inaczej dzieje się w wypadku tekstu. Jeśli odbiorca go nie rozumie, to wina leży po stronie autora, a nie - jak czasem chcą twórcy - ograniczeń po stronie czytelnika czy słuchacza. Zanim zaczniesz pisać, zastanów się, jak zamierzasz przeprowadzić przez ten ocean wiedzy zainteresowanego wędrowca. Po pierwsze, musisz wylać sporo potu intelektualnego, bo nie można w kilka chwil wymyślić doskonałego tytułu (sami mieliśmy nie lada kłopot z tytułem tego opracowania i dyskusje nad nim zajęły nam masę czasu), opracować tekstu, streszczenia i tak dalej - to po prostu niemożliwe. Po drugie, potrzebujesz czasu, gdyż nawet najbardziej doświadczeni autorzy nie tworzą kilku stron doskonałego tekstu naukowego w zaledwie jeden dzień. Po trzecie wreszcie, musisz prowadzić czytelnika niczym przewodnik po przeładowanym eksponatami muzeum wiedzy.
Posłużmy się przykładem ilustrującym te założenia. Niech będzie nim powieść o tragicznie zakończonym romansie. Pisząc pierwsze zdanie, autor wie, że w ostatniej scenie, odbywającej się w pokoju hotelowym, zazdrosny John zastrzeli Mary. Twórca zdaje sobie sprawę, że najpierw czytelnik musi się dowiedzieć, iż bohaterowie kiedyś się poznali i że było im ze sobą na tyle dobrze, aby zaczęli być parą. Musi więc zaplanować pojawienie się pierwszych oznak niezdrowej zazdrości Johna, nie zaszkodzi przy tym ukazanie charakteru Mary, nader skłonnej do flirtów (bezsensowny byłby wybuch zazdrości w ostatniej scenie, gdyby wcześniej nie pojawiły się podobne symptomy). W którymś momencie należy też wpleść w tok opowieści broń, wszak John musi mieć czym dokonać zbrodni, trzeba więc opowiedzieć o tym, jak poszedł i ją kupił. Wszystkie te czasochłonne przygotowania autora są konieczne, aby w logicznej konsekwencji nastąpiła finałowa scena. Pośpiech, brak wysiłku oraz nieumiejętność budowania narracji uniemożliwią poprowadzenie tą drogą czytelnika. Pośpieszne chodzenie na skróty, częste ekskursje w boczne uliczki i ślepe zaułki, niepowiązane z głównym wątkiem, powodują, że odbiorca poczuje się zagubiony. Na przykład, jeżeli większość narracji będzie traktować o tym, że John był kierowcą wielkiej ciężarówki albo że wuj Johna hodował awokado, to możemy zakładać, iż kupiliśmy powieść o ludziach drogi albo o hodowcach awokado. O motoryzacji albo o rolnikach. A jeśli na końcu tej motoryzacyjno-rolniczej opowieści padną strzały w kierunku jakiejś kobiety, to pojawi się pytanie: "Ale o co chodzi?". Jeżeli takie pytanie się pojawia, to znaczy, że autor nie zadbał o czytelnika. Gdzieś go zagubił lub zaprowadził w inne miejsce, niż zamierzał. Nie natrudził się wystarczająco, by zaplanować konstrukcję i narrację. Dlatego właśnie w dalszych częściach tego poradnika poświęcimy wiele uwagi planowaniu. Twoje pierwsze zadanie to wyczulenie na czytelnika: na to, czego mu potrzeba, aby zrozumieć Twój przekaz. Myśl o odbiorcy, a nie o autorze, czyli o sobie. Tekst jest metodą prowadzenia czytelnika drogą myśli, idei, którą masz do przekazania, a nie celem samym w sobie.
Jak zatem myśleć o odbiorcy, a nie o sobie jako autorze? Przydatna może się okazać wskazówka Zeamiego, czternastowiecznego aktora japońskiego, który radził, aby nie myśleć o tym, jak coś zagrać na scenie, ale o tym, jak to, co się zagra, odbierze widz.
Ostatnia rada pomagająca skupić się na perspektywie odbiorcy, a nie nadawcy: to, co piszesz, powinno być czytelne i zrozumiałe dla adepta psychologii, który wprawdzie liznął trochę literatury ze wstępów do licznych kursów, ale na pewno nie zna dziedziny poruszanej w danym tekście. Studenta trzeba wyedukować, nie tracąc przy tym jego zainteresowania. To nie może być suchy wykład ex cathedra, lecz żywe seminarium naukowe, w którym słuchacz zatopi się w narracji prelegenta lub autora. Aby tak się stało, musi jednak poczuć, że ktoś stara się mu wszystko wytłumaczyć.