"Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci".
-?Oscar Wilde
Pewnego ranka zadzwoniła do mnie moja wydawczyni i powiedziała:
-?Marie-Estelle, może mogłaby mi pani wyjaśnić, dlaczego ludzie przez
całe życie podcinają gałąź, na której siedzą?
-?Cóż, pewnie dlatego, że patrzymy w dół, zamiast w górę, i przez to
tracimy głowę.
Po skończonej rozmowie pomyślałam, że gdy brakuje nam bezwarunkowej
miłości do siebie, stajemy na uszach, by coś zdobyć lub osiągnąć, a następnie sabotujemy efekt naszych starań, gdyż bycie trwale szczęśliwym
wydaje nam się niemożliwe.
Negatywne myśli, przekonania czy schematy, nieuzasadnione lęki lub
traumatyczne doświadczenia zatruwają naszą egzystencję, popychają nas ku
niewłaściwym wyborom, trują naszą teraźniejszość i blokują przyszły
rozwój.
Nasza toksyczna "mroczna strona" to ogół reprezentacji, emocji, wyborów
i negatywnych postaw, które przeszkadzają nam żyć pełnią życia i realizować siebie. To ona czyni nas zakładnikami roli, w której nie
możemy oddychać pełną piersią. Zmusza nas do kompromisów, które
powodują, że tkwimy w impasie, albo do wyborów, które ciągną nas w dół.
Utwierdza nas w negatywnym postrzeganiu siebie lub innych. Podsyca nasz
gniew lub tłamsi naszą kreatywność. Sprzeciwia się naszym marzeniom i intuicjom, sprzyjając lękom i złudnym przekonaniom.
A my nawet sobie tego nie uświadamiamy -?albo przyzwyczailiśmy się do
tego już w dzieciństwie, albo sądzimy, że nie może być inaczej.
Znoszenie nudy w małżeństwie, fałszywych przyjaźni czy pracy wykonywanej
z czystej konieczności wydaje nam się normalne: "Takie jest życie, a ja
i tak nie mogę narzekać...".
Doroślejąc, powoli wpadamy w sidła i zaczynamy się utożsamiać z tą drugą
naturą, uciekając przed okazjami, żeby osiągnąć szczęście i wolność, lub
w ogóle ich nie dostrzegając, gdy się nadarzają. Bo korzystanie z nich
wydaje nam się szaleństwem, a nieznane budzi lęk. A także dlatego, że w wolność wpisane jest ryzyko, które wydaje nam się niemożliwe do
podjęcia. Zamykamy się na własne marzenia, choć dorastanie powinno iść w parze z rozwojem, a nie ze skostnieniem.
Niestety bardzo często obawiamy się, że przez swoje pragnienia skończymy
niezrozumiani i odizolowani, że poniesiemy porażkę lub zostaniemy
odrzuceni. Tymczasem powinniśmy zaufać obrazom, które nosimy w sobie od
zawsze i które wskazują nam, jak pokierować życiem, by stać się swoim
szczytowym osiągnięciem i odnaleźć siebie. Nie chodzi tu o manię
wielkości każącą nam uganiać się za władzą, sławą, wieczną młodością czy
pieniędzmi. Megalomania bowiem często nie pozwala nam poczuć się
naprawdę sobą lub kompensuje pustkę płynącą z wrażenia braku sensu i z życia dążącego jedynie do osiągania możliwie jak największego zysku.
Jednak takie podejście wzmaga poczucie absurdu, wewnętrznej pustki i lęku, bo sprawia, że zaczynamy opierać swoje relacje na kontroli i władzy -?co jest zupełnym przeciwieństwem spontaniczności,
niezależności, a także zaufania i życzliwości.
Nie tak dawno mój współpracownik, a zarazem przyjaciel mający kłopoty w związku spytał mnie, jak zdefiniowałabym życzliwość. Odparłam, że moim
zdaniem to ona stanowi różnicę między umową a prawdziwą więzią, między
intercyzą a związkiem emocjonalnym, między kontraktem a relacjami
zawodowymi. Życzliwość występuje rzadko, ale stanowi gwarancję
szacunku i uczciwości.
Choć może się to wydawać dziwne, ratunkiem dla osób ocalałych z piekła i motorem wielkich odkryć była zawsze ta sama postawa zakorzenienia w życiu wewnętrznym i wpatrzenia w noszone w sobie obrazy. Pierwszym
krokiem do niezależności jest wsłuchanie się we własne marzenia, bez
względu na bieżące realia.
Obecnie dla większości z nas jest to bardzo trudne. Nie pozwalają nam na
to otrzymane wychowanie, uwewnętrznione marzenia naszych rodziców lub
chęć zadowolenia ich, poważne przeszkody natury ekonomicznej i społecznej, lęk, który zgodnie z ludzką naturą jest dla nas taką samą,
jeśli nie większą, motywacją co pragnienia... oraz fakt, że mamy do
szczęścia bardziej ambiwalentny stosunek, niż by się zdawało.
Idźmy dalej. Osobiście zaczęłam cieszyć się życiem w dniu, w którym
przestałam odwoływać się do tego, co było, tylko pochyliłam się nad
obrazami, które miałam w sobie. Nad tym, co "uparcie" tkwiło we mnie od
najmłodszych lat. Do tej pory słuchałam siebie tylko w niewielkim
stopniu, wciąż przepraszając i dbając, by wilk był syty i owca cała i by
nikomu nie przeszkadzać podczas realizacji swoich zamierzeń. W końcu
jednak zerwałam z tym, odrzuciłam wszystko, co tak naprawdę do mnie nie
pasowało. Uznałam to za marnotrawstwo prowadzące wyłącznie do gorzkiego
zmęczenia i trwonienia mojej energii na sprawy i ludzi, które
uniemożliwiają mi zrealizowanie najlepszych scenariuszy mojego życia.
Jeśli nosimy w sobie obraz naszego marzenia, bieżąca chwila jest tylko
przejściową okolicznością, nie zdaje się już ograniczać naszej
przyszłości. Staje się etapem, podczas którego możemy swobodnie zasiać
to, co chcemy zebrać jutro.
Byłam wtedy w ciężkiej, kryzysowej sytuacji: choroba, małe dziecko,
rozwód, raczej długotrwała niemożność wykonywania zawodu, który był
jednocześnie moją pasją... A jednak czułam się spokojna i szczęśliwa. Bo
od tego momentu mogłam stworzyć swoje życie na nowo, zostawić za sobą
dramaty, podnieść się po ciosach, które mnie powaliły, odciąć się od
wszystkiego, czemu dotąd byłam zmuszona nadawać znaczenie, a co wcale
mnie nie interesowało. Tak naprawdę nie oczekiwałam już niczego od
nikogo, a zwłaszcza nie chciałam być pocieszana. Wystarczyło, że żyję i że nie odrzucam swoich marzeń, że dokonuję w sobie transformacji, tak by
zachować tylko to, co mi się podoba.
Oznaczało to zaakceptowanie istnienia, wsłuchanie się w siebie,
uszanowanie swoich potrzeb i wyborów -?choć nie było to dla mnie
naturalne zachowanie. Zachęcałam do takich rozwiązań przyjaciół i pacjentów, ale długo nie potrafiłam zastosować swoich rad w stosunku do
siebie, czułam, że to tylko czcza gadanina. A posteriori myślę, że
bycie rodzicem może znacząco pomóc w wyzwoleniu siebie, bo gdy chcemy
dać z siebie swojemu dziecku to, co najlepsze, nie idziemy już na żadne
kompromisy. Musimy się pozbyć za wszelką cenę wszystkiego, co nas
ogałaca.
Mroczna strona to nasze toksyczne ja, które krępuje proces
indywiduacji i przechowuje w sobie wszystko, co je skaziło, przedłużając
w ten sposób działanie negatywnej przeszłości. To ja, które nie zadaje
sobie pytań. Albo zadaje ich zbyt wiele. Albo zadaje te niewłaściwe.
Zatrzaskuje ono drzwi przed nosem naszego głębokiego ja, naszego
wewnętrznego dziecka, tego bytu, którym jesteśmy i w którym zawierają
się nasze witalność, inteligencja i reaktywność. Bo wszyscy nosimy w sobie rany i cierpienie, choćby tylko płynące z naszej niekompletności i ze świadomości własnych ograniczeń. Toksyczna mroczna strona to ta część
nas, która zachowuje się nieodpowiedzialnie i brutalnie wobec naszego
jestestwa, uciekając przed tym, co nas rani, w różne zastępcze
aktywności lub w uzależnienia albo też szukając zewnętrznych
gratyfikacji.
Zamiast przyjąć i wymieść nasze cierpienie, by przekuć je w coś
twórczego, negujemy je bez życzliwości i zrozumienia dla własnego
sposobu funkcjonowania. W zasadzie zatrzaskujemy drzwi przed nosem
pełnego bólu dziecka -?być może podobnie jak dorosły, który niegdyś nas
zranił. Nie jestem jednak spadkobierczynią idei Jeana-Jacques'a Rousseau, daleko mi do tego.
Istota ludzka ma w sobie zdolność do czynienia i dobra, i zła, a ja w żadnym razie nie uważam dziecka za istotę tabula rasa. Wierzę za to,
że cierpienie rodzi cierpienie i że bezwiednie ulegamy wpływowi naszego
dziedzictwa. Nasza mroczna strona jest lękliwa i uciekająca, odrzuca
introspekcję i uważność, stanowiące jedyne możliwe źródła światła, gdy
chce się iść przez życie w pokoju i wolności.
Jak pisze Thích Nh?t H?nh, słynny buddyjski mnich: "Pragnąc złagodzić
swój ból, staramy się go nie słyszeć i trzymamy się od niego tak daleko,
jak tylko się da. Nawet gdy mamy czas, nie powracamy do samych siebie,
bo boimy się zmierzyć z tym cierpieniem"1.
Nawet na wakacjach uciekamy się do rozmaitych strategii i zajęć
(telewizja, konsumpcja, rozrywki), przez które unikamy spotkania ze sobą
na rzecz ruminacji i lękowego przewidywania tego, co się wydarzy, gdy
nasz urlop dobiegnie końca. Bojąc się stawić temu czoła, pozwalamy
piętrzyć się cierpieniom. A potem, gdy nadchodzi kryzys wieku średniego,
wydajemy się bardzo zdziwieni swoim złym samopoczuciem, problemami
zdrowotnymi lub wrażeniem, że wciąż omija nas to, czego pragniemy.
Toksyczna mroczna strona to ja sztywne i lękliwe, które zapomniało, że
życie składa się z niepewności, niestałości i niedoskonałości. Nie
pozwala nam zakorzenić się w sobie i zachować w sobie otwartego na życie
dziecka. Przyzwyczajenia, przekonania, ego i lęk generują sytuacje,
relacje i pozbawione głębi wybory, które popychają nas do pójścia
jeszcze bardziej w stronę ego, ku większej kontroli i większej... pustce.
To ja tak naprawdę jest ubogie w miłość. Kiedy bezwarunkowo kochamy
samych siebie, znikają cierpienie, manipulacja czy zależność. Poddanie
zostaje zastąpione przez wyrazistą postawę i szacunek wobec siebie i innych. Akceptujemy mówienie "nie" i możliwość rozczarowywania drugiej
osoby. Obronną ręką wychodzimy z każdej formy szantażu.
Gdy tylko zaczynamy lokować w sobie wdzięczność i szczęście, przestajemy
budować relacje oparte na miłości własnej i na chęci odzyskania czegoś,
czego nam brakuje. W konsekwencji stajemy się bardziej wolni,
przestajemy żyć jak żebracy i niewolnicy czasu i przypadkowości, zależni
od reakcji innych. Wychodzimy naprzeciw drugiej osobie, bo tego
pragniemy, a nie potrzebujemy. Nasze szczęście nie jest warunkowane
przez losowe "jeśli", które trzymają nas w oczekiwaniu, niepokoju i napięciu. Bo toksyczna mroczna strona jest zależna. Kiedy zrozumiesz, że
miłość jest w tobie, zaakceptujesz, że potrzeba ci innych w ogólności i nikogo w szczególności.
Toksyczna mroczna strona przypomina morze skażone przez wyciek ropy.
Jest przesiąknięta projekcjami i dobrze zakorzenionymi, skostniałymi
wyobrażeniami, które pozbawiają nas przenikliwości i prawdziwej wolności
-?zarówno w relacjach, jak i w wyborach czy w emocjach. Nasz strumień
energii zaczyna przypominać tętnicę z blaszką miażdżycową: z roku na rok
sztywniejemy, zasypiamy. Toksyczna mroczna strona codziennie utrzymuje
nas w tym samym stanie ducha. Przez jej wszechobecność nie dostrzegamy
już, że cały czas tkwimy na obronnych pozycjach, jesteśmy pełni lęku,
zmartwienia, zmęczenia, rezygnacji lub zgorzknienia -?i że po drodze
straciliśmy radość.
Zauważ, że obecnie nie ma dnia, byśmy nie słyszeli słowa "detoks". Czyż
nie jest to symptomatyczne dla społeczeństwa, w którym jednostki czują
się przytłoczone i zdezorientowane, jednocześnie ciężkie i puste, jakby
zaśmiecone? I to nie tylko przez materialne śmieci, metale ciężkie i związki endokrynnie czynne, ale także i przede wszystkim przez nadmiar
stymulacji (wszechobecne wiadomości, media społecznościowe, reality
show) oraz przemoc, które z wielką szkodą dla nas ukrywają prawdziwy
brak duchowości, łączności z samym sobą i wewnętrznego spokoju.
Jak często mijasz osoby o pewnych siebie, uśmiechniętych i odprężonych
twarzach? Nigdy? Za taki stan rzeczy nie odpowiada wyłącznie rafinowana
żywność -?wątpię, czy sok z kapusty wystarczy, by nas wyzwolić. Musimy
się oczyścić nie tylko z metali ciężkich i nadmiaru cukru. Czy to
przypadek, że obecnie wszędzie pojawiają się centra medytacji,
odosobnienia lub jogi, pozwalające "się odciąć" i "naładować", ale
jednocześnie pozostać w otoczeniu ludzi (bo wielu z nas samotność
przeraża)? Tak mało wagi przywiązujemy do naszego wewnętrznego bytu, że
bardzo często jesteśmy albo zanurzeni w swojej roli i podekscytowani,
albo puści. Po drodze straciliśmy to, co przyświecało nam wcześniej...
By stworzyć swoje życie, musimy oczyścić się z emocjonalnych trucizn
oraz z całych pokładów uczuć i przekonań, z których nie zdajemy sobie
sprawy, a które przeszkadzają nam dostrzegać wszystkie możliwości, jakie
oferuje rzeczywistość (świat i my sami), i wybierać świadomie. Bo w imię
życia w społeczeństwie promowane są metody pedagogiczne, które nie
rozbudzają świadomości dziecka. Oczywiście stymuluje się jego postawy,
jakby było zacofane i jakby trzeba je było na siłę dostosować do
społeczeństwa; rzadko natomiast aktywizuje się jego świadomość -?siebie,
innych, natury, słów, sytuacji. Zaszczepiamy w dziecku przekonanie, że
rozrywka i nauka stanowią swoje przeciwieństwa. Czyni to z rozrywki
wartość, z nauki zaś -?niedogodność, a tymczasem świadomość siebie,
emocji, ciała, marzeń i innych osób zostaje przed drzwiami przedszkola.
Potem, po kilku latach, dziwimy się, że u niektórych dzieci wykształciły
się trudności z koncentracją lub zaburzenia zachowania. Ale gdybyśmy się
tak nie śpieszyli z odcinaniem ich od wszystkich obecnych w nas z natury
dobrych rzeczy, być może socjalizacja byłaby łatwiejsza, a nauka
przyjemniejsza. Zgodnie z opinią Donalda W. Winnicotta zabawa to praca
dziecka, podczas której kształtują się tożsamościowe i relacyjne punkty
odniesienia oraz poszanowanie zasad, a także kanalizują się emocje i popędy.
Tymczasem do zatrucia ja może dojść bardzo szybko... Przyjrzyjmy się tej
kwestii.
Drugie imię toksycznej mrocznej strony to ambiwalencja.
Wszystkie nierozwiązane konflikty wewnętrzne to nasi tkwiący w nas
sabotażyści. Poprzez ambiwalencję rozumiem opozycję między naszą
świadomością a nieświadomością. Na przykład: "Chcę zrobić to czy tamto,
ale boję się porażki, czuję się winny, obawiam się rozczarowania lub
oceny". Ta sprzeczność może mieć setki twarzy: na poziomie świadomym
chcę odnieść sukces, lecz nieświadomie boję się zdeklasować tatę,
realizuję więc wielkie projekty, ale ostatecznie pozwalałam, by coś je
storpedowało; chcę zajmować się aktorstwem, ale boję się drwiny; pragnę
kochać, jednak boję się stracić zainwestowany czas albo zostać
zdradzonym.
Toksyczna mroczna strona jest bardzo pogmatwana, mieszają się w niej nie
tylko ja i inny, teraźniejszość i figury przeszłości, ale także -?przede
wszystkim -?prawdziwe pragnienia i kompensacyjne dążenia. Ja i moje
role. Bycie i pozory. Bo chcemy być tym, za kogo uchodzimy. Tymczasem
prawdziwy spokój przychodzi wtedy, gdy jawimy się takimi, jacy jesteśmy.
To wcale nie przekreśla sukcesu, jedynie odrzuca impas, w jakim tkwimy.
Toksyczna mroczna strona jest bluszczowata, ślepa i lękowa. W byciu sobą
przeszkadzają nam nasz wewnętrzny dyskurs i to, jak postrzegamy samych
siebie. Jeśli widziałeś w kinie trylogię o Batmanie w reżyserii
Christophera Nolana, być może pamiętasz scenę, w której Christian Bayle
próbuje wyjść z szybu studni-więzienia, podciągając się w górę. Ale
udaje mu się uwolnić dopiero, gdy decyduje się puścić sznur; przy
wcześniejszych próbach ten mu przeszkadza, a Bayle, obijając się o ściany studni, spada na sam dół, pomiędzy innych więźniów. Ta scena mówi
nam, że aby żyć i oddychać pełną piersią, musimy przeciąć pępowinę,
która utrzymuje nas w archaicznym łonie. Musimy wziąć przykład z dziecka, które śpieszy się do życia, żeby się nie udusić i nabrać wiatru
w skrzydła. Ten obraz pokazuje, że jeśli chcemy istnieć, jesteśmy
zmuszeni puścić sznur i pokonać swoje lęki. Tymczasem wszyscy mamy takie
sfery, w których zamiast oddychać pełną piersią, tkwimy bezwolnie w ciemności, bez światła i powietrza. Dla niektórych jest to życie
zawodowe. Dla innych -?uczuciowe. Wszystko zależy od dziedziny, na którą
projektujemy swoje lęki lub, przeciwnie, w której przyjmujemy swoją
tożsamość i swoje pragnienia jako dorosły zdolny wejść w dialog ze swoim
wewnętrznym dzieckiem. Niektórzy z nas uczą się tego bardzo długo. Ale
jeśli mnie się to udało, może się udać każdemu. Widzę to na przykładzie
moich pacjentów. To nie jest kwestia wiary, takie są fakty.
Toksyczna mroczna strona odrzuca prawdę o wewnętrznej, ale i zewnętrznej
rzeczywistości, woli negować oczywistość i wypalać się, odsuwając od
siebie cierpienie i uciekając przed nim, odtwarzając wcześniej
doświadczoną przemoc na sobie lub swoich bliskich, zamiast zaakceptować
i przyjąć to, co jest teraz. Taka postawa generuje bowiem olbrzymią
energię zrozumienia i przemiany. Toksyczna mroczna strona sprawia, że
każdego dnia marnujesz dziewięćdziesiąt procent swojej energii na
utrzymywanie dystansu między tym, kim jesteś naprawdę, a rolą, do której
tylko się adaptujesz, ponieważ uspokaja cię ona lub dowartościowuje. Bo
gdy zdejmujesz maskę, najpierw czujesz ekscytację, potem wściekłość, a w końcu znowu pustkę -?musisz więc zaczynać od nowa, z większą mocą. To
zaś oznacza, że twoim motorem nie są już pasja i chęć dzielenia się nią
z innymi, ale twoje braki i kruchy narcyzm.
A ja bym chciała, żebyś kochał siebie w sposób bezwarunkowy, niezależnie
od wszystkiego, nie wpadając jednak w samozadowolenie, ale osiągając
większy spokój. Dopóki nie zniwelujesz tego rozziewu, będziesz żył jakby
obok siebie, zadowalając się niezwykle rozczarowującymi, efemerycznymi i powierzchownymi przyjemnościami, czy to w sferze uczuciowej i relacyjnej, czy realizując swoje możliwości intelektualne i twórcze. Im
bardziej będziesz się starał oddzielić i odizolować poszczególne
płaszczyzny swojego życia, zamiast pracować nad ich połączeniem i uszeregowaniem, tym bardziej będziesz się czuł pusty, rozdarty, zmęczony
lub zirytowany. Tymczasem można włożyć tę energię w co innego;
powinieneś nią dysponować, by stworzyć sobie takie życie, w którym
będziesz w nieustannym dialogu ze sobą i w którym, nie wkładając w to
szczególnych starań, nie będziesz ulegał manipulacji ani zależał od
nikogo. Odkryjesz wówczas, niezależnie od działań innych, to wewnętrzne
i niewyczerpane źródło, jakim jest radość życia. Naprawdę będzie ci
wszystko jedno, co robią inni, bo płynnie i naturalnie będziesz
zachowywał właściwy dystans wobec poszczególnych osób.
Gdy nasze czyny, myśli, wybory i przekonania zostaną ustawione we
właściwym porządku, toksyczna mroczna strona przestanie istnieć. A jeśli
ona przestanie istnieć, nie będzie już możliwości, by wpływali na nas
toksyczni ludzie, bo nikomu nie damy władzy sprawiania nam cierpienia.
Czy przyznasz jeszcze komukolwiek, w tym sobie, moc torturowania ciebie?
Oczywiście, że nie. Cierpienie stanowi nieodłączną część życia, ale nie
chodzi o to, by samemu go poszukiwać.
Toksyczna mroczna strona żyje w przeszłości i przeszkadza w ewolucji i wznoszeniu się na wyższy poziom. Jesteś swoim ciałem, swoimi emocjami i swoimi myślami. Potrzebujesz zatem zdjąć ze swojego ciała cierpienie i emocje, które cię ograniczają, i myśli, które cię blokują.
MARIE-ESTELLE DUPONT
Zacznij od uporządkowania każdego obszaru
swojego życia: zawodowego, uczuciowego, rodzinnego, przyjacielskiego,
emocjonalnego, duchowego. Przyjrzyj się, jaką jego część zajmują
obecnie poszczególne sfery. Być może na pierwszy rzut oka niektórym
wydaje się, że pewne dziedziny ich nie dotyczą. Zbadaj, jakie są twoje
spontaniczne odczucia na myśl o każdej z nich, na przykład frustracja w sferze zawodowej, braki lub niedopowiedzenia w uczuciowej, lęk w rodzinnej, rozczarowanie w przyjacielskiej... Sprawdź, jak jedne rzutują
na drugie: dla przykładu rozwój zawodowy pozwala nie odczuwać rozdarcia
w obszarze uczuciowym albo pustki w duchowym. Pomyśl, na jakich
płaszczyznach odczuwasz bycie "w zawieszeniu" lub frustrację.
Od tego, że twoje życie wydaje się doskonałe, nie poczujesz się
dobrze. Często powtarzamy, że "trzeba iść naprzód", nie dostrzegając,
że chodzi raczej o ucieczkę naprzód. Postęp to
nie karność czy uparte trwanie w nieszczęściu. Gdy spoglądamy ciągle w jeden punkt, w końcu dochodzimy do ściany. By zidentyfikować swoje
toksyczne ja i wieść życie, o jakim marzymy, lepiej na chwilę odsunąć na
bok swoje ego i swoje przekonania. Robienie podsumowań zawsze jest nieco
bolesne. Niemniej niniejsza książka nie jest w stanie odpowiedzieć na
indywidualne pytania, postawić "diagnozy" ani podać gotowych odpowiedzi,
które będą dotyczyć właśnie ciebie. Niektórych z nas nie da się
wyprowadzić z równowagi, bo nie zdajemy sobie sprawy, że tkwimy w narzuconej nam roli. Inni są spokojni, bo żyją w głębokiej zgodzie ze
sobą, nie doświadczając obniżenia nastroju. Jeszcze inni nieświadomie
odnoszą korzyści z dostosowywania się do swojego stanu. Wzięcie się w garść w każdej dziedzinie życia to poważna praca! Ale jeśli wyruszysz
odkrywać siebie, masz szansę na spotkanie z ciekawą osobą, choć czasem
może cię ono wytrącić z równowagi. Nie osądzaj siebie i nie zniechęcaj
się, nie wyciągaj pochopnych wniosków. Bądź radosny i ciekawy: od
poznania siebie zaczyna się szczęście!
Żeby nie zabłądzić w labiryncie, zacznij jak mitologiczny Tezeusz od
nici Ariadny. Zmusi cię to do zadania sobie pytań pozwalających dotrzeć
do powodów twojego złego samopoczucia czy też przekonań lub doświadczeń,
przez które bez przerwy doświadczasz tego samego rozczarowania,
doznajesz tego samego braku satysfakcji czy też jesteś spętany tym samym
ograniczeniem. Nie bój się, twoja egzystencja przyjmie po prostu
bardziej spójny bieg.
"Wizja lokalna" zawsze przynosi niespodzianki. Niekoniecznie
przyjemne, ale zawsze wyzwalające. To proste ćwiczenie pozwoli ci
rozjaśnić myśli, nawet jeśli po jego wykonaniu zaleje cię przypływ
takich emocji jak złość czy lęk. Przyjrzyj im się bez paniki. Potem
zanotuj, co konkretnie mogłoby je wyciszyć. Na przykład: "Poczułabym się
lepiej w swoim życiu uczuciowym, gdybym powiedziała Fabrice'owi, że jego
nieustanne wątpliwości męczą mnie i odbierają mi chęć do angażowania
się", "Poczułbym się bardziej dumny z siebie, gdybym zaczął szukać innej
pracy, zamiast tkwić w takiej, która mnie nie satysfakcjonuje i nie daje
mi perspektyw".
Nie bój się ze sobą rozmawiać tak, jak rozmawiałbyś z kimkolwiek innym.
Jesteś przecież jedyną osobą, z którą z pewnością spędzisz całe życie.
Nie ignoruj samego siebie! Masz tylko jedno życie i należy ono wyłącznie
do ciebie. Nic cię nie zmusza, by biernie je znosić!
Na początek chodzi o dokonanie oceny, na jakim poziomie i w jakim
obszarze twoja relacja z samym sobą jest toksyczna. Na szczęście
niekoniecznie dotyczy ona wszystkich dziedzin twojego życia. Niemniej
stanowimy całość, więc toksyna szybko rozlewa się na wszystkie jego
sfery, nasze myśli i przekonania oddziałują bowiem na nasze ciało i nastawienie, na przykład wypalenie zawodowe wpływa na życie seksualne.
Negatywne myśli dręczą cię i pozbawiają energii, a ten stan zmęczenia
i przybicia, który napełnia stresem twoje ciało i osłabia system
immunologiczny, umacnia w tobie automatycznie negatywny obraz samego
siebie. Jak nie czuć się godnym pożałowania i zniechęconym, gdy jest
się wyczerpanym? Przeszłość mogła stworzyć w nas ja, które zna tylko
taką postać siebie, do jakiej zostało uwarunkowane. Mamy zatem fałszywy
obraz siebie, który zamyka nas w cierpieniu. Nieważne, czy nazwiemy je
"ja -?ofiarą" czy "ja, które nie kocha siebie" -?mowa tu o bólu,
uświadomionym albo i nie. Niektórzy z nas przychodzą na konsultacje z bolesnym brakiem szacunku dla samych siebie. Inni zaś zastępują go
nadmierną miłością własną i uciekają przed siebie.
Musimy więc zidentyfikować, w jakim (lub w jakich) obszarze (obszarach)
manifestuje się nasza toksyczna mroczna strona -?po to, by móc zacząć
uprzątać negatywne schematy i powstrzymać to skażenie, do którego się
już przyzwyczailiśmy!
Niektóre doświadczenia zraniły nas i mocno zaważyły na naszym
postrzeganiu siebie, innych i życia. Mogły wręcz ukształtować w nas ja,
które nie kocha siebie. Nie tylko ciężar tych doświadczeń jest w tej
kwestii decydujący. Zdolność człowieka do wykształcenia i podtrzymania
życzliwości wobec siebie samego i innych wynika z rozmaitych czynników,
z których tylko część jest wrodzona.
W tej części książki zajmę się traumami ogólnie, następnie
specyficznym wpływem rodzinnych tajemnic na ja, a w końcu tym, jak
doświadczone w dzieciństwie relacje rodzinne rzutują na ciebie i czy
pozwoliły ci one wejść w zdrową i spokojną relację z samym sobą.
1. Traumy i rodzinne sekrety
1
Traumy i rodzinne sekrety
Dreszcze, słabość, przerażenie... Prędzej czy
później każdy z nas przeżywa coś wstrząsającego, co naznacza go i co
przypomina o sobie niespodziewanie, gdy myślimy, że już dawno o tym
zapomnieliśmy.
Świadectwa
Dwudziestoczteroletnia Mélissa jako dziecko była maltretowana przez
ojca. Niedawno zamieszkała ze swoim partnerem.
Opowiada: "Obróciłam się, a on patrzył na mnie z szyderczym uśmiechem
mojego ojca. Nigdy nie widziałam u niego podobnej miny, przecież jest
bardzo uprzejmy. Poczułam taki strach, że aż mnie zemdliło".
Z kolei Dominique niedawno rozwiódł się z żoną, która zdradzała go przez
wiele lat, i zaczął się spotykać z młodą kobietą.
Wyjawia mi: "Uśmiechała się, odpowiadając na SMS-y od przyjaciół, a ja
pomyślałem: "Znowu się zaczyna". Zakręciło mi się w głowie.
Powiedziałem, że nie jestem jeszcze gotów na nowy związek, i dosłownie
stamtąd uciekłem".
Lęk -?dotyczący określonego obszaru lub bardziej uogólniony -?może być
uświadomiony w mniejszym lub większym stopniu. Dotyka na przykład
relacji uczuciowych, jak w przypadku Dominique'a, który najpierw unikał
odczuwania go, rezygnując ze wszelkich więzi uczuciowych na rzecz
relacji fizycznych bez przyszłości, a następnie dzięki poznaniu pewnej
młodej kobiety zrozumiał, do jakiego stopnia obawia się, że po raz
kolejny zostanie zdradzony. Dominique wręcz tego oczekuje, nie umie
sobie wyobrazić, że dziewczyna może wysyłać SMS-y do przyjaciół, a nie
do kochanka.
Szok psychiczny i jego skutki
Po przeżyciu traumy mamy więc, nie zdając sobie z tego sprawy, skłonność
do "wypychania" przed siebie tego, co jest za nami, do projektowania
przeszłych doświadczeń na teraźniejszość i do interpretowania sytuacji,
słów i spojrzeń w świetle tego, co przeżyliśmy i co odcisnęło na nas
swoje piętno.
Jeśli całe nasze dzieciństwo było naznaczone deprecjonującym lub wrogim
spojrzeniem brata czy rodzica, trzeba będzie popracować nad
oczyszczeniem tych filtrów, by już więcej nie traktować innych osób tak,
jakby były one tożsame z figurami z przeszłości.
Nasz mózg bowiem, nie znosząc próżni, wypełnia nieznane tym, co zna.
Gdy poznajemy nową osobę, często mamy skłonność do tego, by nieświadomie
stawiać znak równości między nią a ludźmi, których znaliśmy wcześniej. A ponieważ to umysł tworzy rzeczywistość, jesteśmy w stanie, nawet się nie
spostrzegając, sprowokować drugą osobę, której fizyczność przywodzi nam
na myśl brata czy rodzica, do zachowywania się tak jak oni. Powrócimy do
tego w kontekście relacji uczuciowych, by zobaczyć, w jaki sposób
zagnieżdżają się w nas przesadna nieufność lub nieadekwatne wybory, a także jak sami sprawiamy czasem, że początkowo niespecjalnie toksyczna
osoba staje się toksyczna.
Traumy odciskające najgłębsze piętno manifestują się głównie poprzez
negatywne symptomy -?znieczulenie uczuciowe czy brak życia emocjonalnego
mogą stać się sposobem na niezbędne odcięcie się od traumatycznego
wydarzenia, pozwalając jednostce się nie zatracić.
Przypadki osiemnastoletniego Solala i Soni
Nieskazitelny i zrównoważony Solal, sztywno siedząc w fotelu, opowiada
mi pozbawionym uczuć głosem o traumie, która jest wszechobecna w jego
życiu: młodsza siostra zginęła na jego oczach, gdy miał pięć lat. Solal
nie wykazuje oczywistych objawów -?można się ich jednak domyślić,
doszukać w szczelinach i w pustych miejscach, które pozostały po
emocjach. Mężczyzna mówi mało i mało się uśmiecha, stracił kontakt ze
swoimi uczuciami. Unika zajmowania stanowiska. To student bez historii.
Szczęśliwie jego wyobraźnia pozostaje nieskrępowana i to pozwala nam na
nowo złapać kontakt z życiem tlącym się w nim. Stwierdza: "Mógłbym się
porównać do góry lodowej. Jestem zimny i nie uzewnętrzniam uczuć.
Wszystkie pozostają ukryte w moim wnętrzu". Tego sobotniego poranka
rozpoczyna odmarzanie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki