Wstęp
Wstęp
Dzień dobry,
Jestem matką, która od pięciu lat żyje w separacji z mężem. Kiedy się
rozstawaliśmy, nasza córka Chloé miała dwa latka. Mój eks wściekał się o byle co, był agresywny i zawsze bardzo źle taktował mnie i małą. Kiedy
zdarzało mi się wcześniej przyjść do domu z pracy, czasem już na klatce
schodowej słyszałam, jak na nią wrzeszczy. Raz -?Chloé miała wówczas
zaledwie roczek -?uderzył ją, bo wypluła mus owocowy. Potem Chloé
zaczęła wyrywać sobie włosy. Zabrałam ją do lekarza. Powiedział, że nie
powinnam się martwić, że to minie. Ja natomiast wpadłam w depresję, a przez głowę przewijały mi się myśli samobójcze.
Po jednej z kłótni, podczas której wygrażał mi pięścią, spakowałam
walizki i przeniosłam się do rodziców, do innego miasta. Chloé zobaczyła
się z ojcem dopiero po sześciu miesiącach. Wcześniej nie wyraził takiej
chęci. Sędzina, która orzekała w naszej sprawie, stwierdziła, że moja
przeprowadzka była świadomym rozdzieleniem rodziny.
Chloé skarżyła się, że tata ją szarpie, bije, przywiązuje do łóżka
paskiem. Wielokrotnie wracała od niego z objawami udaru słonecznego,
oparzeniami, siniakami czy ranami. Zgłaszałam siniaki i obrażenia
lekarzowi. Dwa razy wniosłam skargę. Chloé była przesłuchiwana na
policji, gdzie pokazała, w jaki sposób jest bita. Uznano, że policjant
wpłynął na odpowiedzi dziecka. Mówiono mi, że zbytnio się niepokoję, że
Chloé ma problem z podporządkowaniem się autorytetowi dorosłych, że jest
zbyt żywiołowa, nadaktywna, że gdyby była grzeczniejsza, to nie
drażniłaby tatusia. Przez rok byliśmy pod obserwacją kuratora. Diagnoza:
wszystko w porządku. Chloé czuje się dobrze. Lgnie do taty. Nie boi się
go. To pani jest przewrażliwiona. Przez rok mój eks zgrywał świętoszka.
Dzisiaj Chloé ma siedem lat i znowu słyszę od niej to samo. Oto kilka
przykładów:
Kiedy się pomylę, bije mnie po twarzy albo wali książką po głowie.
Spoliczkował mnie i rzucił na kanapę.
Tata na mnie nakrzyczał, bo wypadła klamka z drzwi do jego pokoju.
Złapał mnie obiema rękami za głowę i powiedział: "Roztrzaskam ją o ścianę".
Uderzył mnie w twarz i popchnął, ale w ostatniej chwili odzyskałam
równowagę.
Tata powiedział, że albo nauczę się poprawnie czytać i liczyć, albo
wsadzi mnie pod prysznic z zimną wodą.
Powiedział, żebym była dla ciebie niemiła, bo ty jesteś niemiła dla
niego.
Powiedział, że daje mi słodycze, więc powinnam być dla niego miła.
Powiedziała o tym swojej wychowawczyni. W efekcie zostałam wezwana na
rozmowę z psycholożką szkolną i dyrektorem. Dyrektor oświadczył, że
przekaże sprawę do kuratorium i że zorganizuje konfrontację z udziałem
moim, ojca Chloé, psycholożki, wychowawczyni i jego, tak aby każdy wziął
na siebie swoją część odpowiedzialności. Powiedziałam mu, że Chloé
doświadcza obecnie różnego rodzaju presji i że ta sytuacja wpływa na jej
wyniki w nauce. Dyrektor odrzekł (z uśmiechem na twarzy), że w istocie,
Chloé doświadcza presji. "Jeśli jest pani skonfliktowana z jej ojcem, to
do państwa należy znalezienie wyjścia z tej sytuacji. Ja rozwiązuję
tylko problemy natury szkolnej".
Zadzwoniłam na 119 i skontaktowałam się z Enfance et Partage1.
Pracownicy stowarzyszenia nie mieli wątpliwości, że Chloé jest poddawana
przemocy, i złożyli zawiadomienie do odpowiednich organów. Ten człowiek
jest prawdziwym manipulatorem, zawsze przedstawia siebie jako ofiarę.
Każdego udaje mu się owinąć sobie wokół palca. Nie wiem już, co robić,
żeby go zdemaskować. Co Pani o tym myśli? Jak mam się zachować podczas
konfrontacji w szkole? Czy to jest w ogóle legalne? Powinnam przyjść z prawnikiem? A może zna Pani psychologów specjalizujących się w znęcaniu
psychicznymi i manipulacji, którzy mogliby poświadczyć na moją korzyść?
Czy ma Pani namiary na jakiegoś prawnika? Jestem zagubiona. Chloé boi
się swojego ojca.
To nie pierwszy raz, kiedy w ramach wstępu do książki decyduję się
przytoczyć jeden z maili, które licznie do mnie wysyłacie. Nie
przestawiłam w nim nawet przecinka (zmieniłam tylko imię dziecka). Jego
autorkami, podobnie jak wielu innych maili, mogłyby być praktycznie
wszystkie matki, które zgłaszają się do mnie z prośbą o pomoc w kwestii
manipulującego partnera. Sytuacja, w której znalazła się ta matka, a zwłaszcza ta dziewczynka, jest przeraźliwie zwyczajna.
Moi drodzy czytelnicy, wiem -?bo wielu z was mi o tym mówiło i pisało -
że nie mogliście się doczekać tej książki. Wasze oczekiwania są tak
ogromne, że aż onieśmielające. Jest tak wiele wątków do poruszenia! Jak
odpowiedzieć na wszystkie wasze pytania? Jak mieć pewność, że dam wam
najbardziej uniwersalny zestaw kluczy, dzięki którym uda wam się
otworzyć jak najwięcej kłódek?
Oto więc na nowo siedzę przed białą kartką, gotowa, by przelać na papier
wszystko, czego w ciągu dwudziestu lat praktyki zawodowej dowiedziałam
się o manipulatorach i manipulatorkach. Tym razem będzie mowa o złu,
jakie ci z pozoru nieskazitelni, lecz w rzeczywistości niegodziwi
rodzice wyrządzają swoim dzieciom. Jak wyjaśnić wam mechanizm tego
szczególnego rodzaju manipulacji i wskazać sposoby na zneutralizowanie
jego zgubnych efektów?
Moim zamiarem jest dać każdemu nietoksycznemu rodzicowi narzędzia
niezbędne, by ustrzec dziecko przed wpływem manipulatora lub -?w miarę
możliwości -?spod niego uwolnić. Ale chciałabym również, żeby ta książka
stanowiła kopalnię wiedzy dla wszystkich dorosłych, którzy uczestniczą w życiu dziecka: dalszych krewnych, opiekunek, nauczycieli, lekarzy,
psychologów i innych ekspertów, jak również pracowników socjalnych,
mediatorów, prawników i sędziów. Bardzo bym chciała, aby ludzie mający
wpływ na przyszłość manipulowanych dzieci potrafili zrozumieć, co one
przeżywają -?albo raczej czego doświadczają -?i dostrzec potencjalnie
szkodliwe konsekwencje manipulacji, zarówno w krótkiej, jak i długiej
perspektywie.
Tym razem ja także mam pewne oczekiwania względem was, moi czytelnicy:
chciałabym, żebyście wykorzystali wyniesioną z tej książki wiedzę, by
zrobić coś więcej, niż tylko chronić swoje własne dzieci. Dzielcie się
nią wszędzie tam, gdzie może okazać się pomocna. Za każdym razem, gdy
będziecie mieć taką możliwość, otwierajcie otoczeniu maltretowanego
dziecka oczy na jego cierpienie. Wszystkie dzieci tej ziemi są naszymi
dziećmi. To one stworzą świat, w którym się zestarzejemy. Nie możemy
pozwolić, by znęcała się nad nimi psychicznie garstka niszczących
wszystko na swojej drodze nienawistników. Niech każdy weźmie za to
odpowiedzialność. Niech nikt nie odwraca wzroku od przemocy, jakiej, być
może, jest poddawane dziecko sąsiada. Nauczmy się dostrzegać i rozumieć,
co się dzieje.
Pogodzenie się z faktem, że ktoś mógłby intencjonalnie dążyć do
zniszczenia innej osoby, bywa trudne. Niedawno prowadziłam szkolenie dla
kadr kierowniczych na temat rozpoznawania i neutralizowania
manipulatorów w środowisku pracowniczym. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Uczestnicy byli pojętni, szybko się uczyli. Pod koniec dnia
każdy potrafił odróżnić pracownika, który ma po prostu trudny charakter,
od pracownika, który manipuluje, knuje i podjudza. Wszyscy wydawali się
zadowoleni z przebiegu szkolenia, zainteresowani narzędziami, które im
proponowałam, i chętni, by z nich korzystać. W duchu otwierałam już
butelkę szampana: szesnaścioro nowych menadżerów wyposażonych w wiedzę,
która pozwoli im chronić swoich pracowników przed mobbingiem i przeciwdziałać toksycznym zachowaniom. Niestety podczas końcowego
briefingu jeden z nich oświadczył z pełnym przekonaniem: "Być może ma
pani rację. Przypuszczam nawet, że w mojej firmie jest kilku
manipulatorów, bo pasują dokładnie do przedstawionego przez panią opisu.
Ale chcę wierzyć w dobro. Nigdy nie uwierzę, że istnieją ludzie z gruntu
źli". Mój optymizm prysł w jednej chwili!
Być może pomyśleliście sobie, że ten menadżer był głupi. Otóż nie.
Obiektywnie to był inteligentny, dobry, otwarty i serdeczny człowiek. I paradoksalnie właśnie dlatego tak trudno było mu pogodzić się z faktem
istnienia manipulacji. Czyste zło jest szczytem głupoty. Jest tak
absurdalne i przeciwskuteczne, że dla normalnego człowieka staje się
niezrozumiałe; zawiesza poprzeczkę kretynizmu na tak wysokim poziomie,
że inteligencja nie radzi sobie z przeszkodą; przekracza nasze
wyobrażenie. Wypieranie obecności manipulatorów wśród nas jest jednak
ryzykowne. Jeżeli bowiem pozwolimy plenić się sterylnemu okrucieństwu,
doprowadzimy ludzkość do zguby.
Jeśli czytając kronikę kryminalną lub słuchając wiadomości, natykamy się
na tę najbardziej perfidną formę przemocy, wolimy myśleć, że sprawca
uległ chwilowemu napadowi szału, po którym z pewnością nastąpiło
opamiętanie. Często da się wówczas usłyszeć usprawiedliwiające
komentarze typu: "Nie należy pochopnie osądzać, każdemu zdarza się w przypływie gniewu lub szaleństwa popełnić straszne czyny".
Z pewnością, ale manipulatorzy nie działają "w przypływie gniewu", a ich
szaleństwo nie jest chwilowe: jest chroniczne i dobrze ukryte. To osoby,
które rzekomo kochając, świadomie nienawidzą. Czynią zło z zimną krwią i w wykalkulowany sposób. Trudno to zrozumieć, zwłaszcza ich ofiarom. Jak
normalnie myślący człowiek miałby na serio rozważać fakt, że ktoś, nie
mając żadnego innego motywu niż tylko popisywanie się swoją władzą lub
rozładowywanie nadmiaru frustracji, mógłby z premedytacją niszczyć inną
osobę, przypiekając ją na wolnym ogniu i w ten sposób realizując z zimnym wyrachowaniem i bez żadnych wyrzutów sumienia swój plan
destrukcji? Mielibyśmy ciarki, oglądając to w kinie, a co dopiero w prawdziwym życiu!
Jeżeli nawet menadżer wypiera istnienie manipulacji w środowisku
zawodowym, mimo że ma przed oczami wszystkie potrzebne dowody i że
chodzi tylko o pracowników jego firmy -?to możecie sobie wyobrazić, jak
trudno dopuścić do siebie myśl, że to zjawisko może zaistnieć również w środowisku rodzinnym, a zło jest wyrządzane dziecku przez rodzica.
Wydaje nam się, że wszyscy rodzice kochają swoje dzieci. W niektórych
przypadkach to niestety nieprawda. Bywa, że niewystarczająco dojrzały, a egocentryczny rodzic wysługuje się swoimi dziećmi, sadystycznie
udowadnia im swoją wyższość albo traktuje je instrumentalnie, jako broń
w sporze z drugim rodzicem. Napisałam tę książkę, chciałabym bowiem,
żeby prawda o tej rzeczywistości dotarła do wszystkich.
Źli tatusiowe, niedobre mamusie?
Jako że manipulatorzy to mistrzowie symulacji i odwracania kota ogonem,
często zdarza się, że o popełnione przez siebie zło oskarżają drugą
stronę. Atak to najlepsza forma obrony! Kiedy więc dwoje rodziców ma do
siebie pretensje o to samo, skąd wiedzieć, które z nich kłamie, a które
mówi prawdę? Czy brać w obronę biednych tatusiów, którym matka hetera
uniemożliwia kontakty z dzieckiem? Czy może stawać po stronie mam
zarzucających ojcom znęcanie się nad własnym potomstwem?
Jak już miałam okazję zauważyć w moich poprzednich książkach,
manipulatorek jest równie dużo, jak manipulatorów. Ale czy te proporcje
zmieniają się w przypadku relacji rodzic -?dziecko? Czy manipulujące
matki są tak samo toksyczne jak manipulujący ojcowie? Czy krzywdzą swoje
dzieci równie głęboko?
W mojej książce Divorcer d'un manipulateur (Jak się rozwieść z manipulatorem) zwracałam uwagę na fakt, że wśród kontaktujących się ze
mną ofiar manipulacji panowie, mimo że ostatnio zaczęło ich przybywać,
stanowili zdecydowaną mniejszość: mniej więcej 2-4% moich klientów.
Bardzo niewielki odsetek mężczyzn doświadczających problemów w związku
decyduje się skorzystać ze specjalistycznej pomocy. Wizyta u psychologa
to praktyka stosowana wciąż w przytłaczającej większości przez kobiety.
Minie więc jeszcze sporo czasu, zanim mężczyźni zaczną być ujmowani w statystykach dotyczących ofiar przemocy psychicznej.
Panowie, którzy czytali wspomnianą książkę, usiłując wyrwać się z relacji z toksyczną partnerką, narzekali, że nieustannie musieli
dostosowywać mój kobiecy punkt widzenia do swojej sytuacji. W ich opinii
powoływałam się głównie na przykłady męskiej manipulacji. Nie mam
złudzeń, że trzymając w rękach niniejszą książkę, również będą kręcić
nosami. Nie chciałabym, aby manipulowani mężczyźni czuli się wykluczeni,
ale obiektywna prawda jest niestety taka, że 96% przykładów, jakimi
dysponuję, to opis cierpienia doświadczanego przez panie.
Swoją drogą, systematyczne używanie formy "manipulatorzy/manipulatorki",
żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony, niepotrzebnie komplikowałoby mój
wywód. Kiedy analizuję mechanizm patologicznych zachowań manipulatora w relacji z matką jego dzieci, jest oczywiste, że te same spostrzeżenia
dotyczą lustrzanej wersji tego mechanizmu w relacji manipulatorki z ojcem jej dzieci. Powtarzanie tych samych przykładów tylko po to, żeby
za drugim razem odwrócić role, niczemu by nie służyło. Panowie,
usłyszałam waszą prośbę i postaram się częściej wspominać o manipulowanych mężczyznach.
Ponieważ mężczyźni o wiele rzadziej mówią o swoich problemach, nie udało
mi się zgromadzić zbyt wiele materiału, który pozwoliłby mi się
przyjrzeć technikom stosowanym przez manipulujące matki. Zdecydowana
większość przykładów manipulacji, które zamieściłam w książce, dotyczy
znęcających się psychicznie ojców. Tych kilka historii o kobiecej
manipulacji, o których opowiedzieli mi moi klienci, jest jednak dość
pouczających!
Skoro mowa o przykładach, chciałabym przytoczyć wyjaśnienie, które
zamieściłam w moich poprzednich książkach Divorcer d'un manipulateur
oraz Jak nie dać sobą manipulować2:
Pierwsi czytelnicy mojego manuskryptu doradzili mi, abym jasno dała do
zrozumienia, że wszystkie przytaczane przeze mnie przykłady są
autentyczne. Wydawały im się one niekiedy tak nieprawdopodobne czy wręcz
karykaturalne, że uważali je za konfabulacje. Nic z tych rzeczy.
Zapewniam was, że niczego nie zmyśliłam i że wszystkie opisane sytuacje
zdarzyły się naprawdę. Dla zapewnienia anonimowości osobom, które
zwróciły się do mnie o pomoc i podzieliły się swoimi przeżyciami,
zmieniłam tylko imiona bohaterów. Ci, którzy doświadczają manipulacji na
własnej skórze, wiedzą, że nie przesadzam i z pewnością mogliby
przytoczyć całą masę równie niewiarygodnych przykładów3.
Ta uwaga odnosi się również do niniejszej książki: przytaczane przeze
mnie sytuacje mogą wydawać się tak dramatyczne, że aż niewiarygodne,
wszystkie są jednak autentyczne. Zagłębiając się każdego dnia nieco
bardziej w intymną przestrzeń dysfunkcyjnych rodzin, uzyskałam wgląd w mroczne dusze manipulatorów i stałam się świadkiem ich sadyzmu, ale
również bezkresnej głupoty. Wiem, jak daleko są w stanie się posunąć.
Chciałabym, żebyście wy też wiedzieli. Zapewniam was, że niczego nie
zmyśliłam -?niestety.
Na przykład pewien tata opowiedział mi o następującej sytuacji: kiedy
przyjechał po swoich dwóch synów, cztero- i dwulatka, żeby zabrać ich na
długi weekend, na jego oczach ich mama wręczyła każdemu z chłopców
pluszowe serce, mówiąc łamiącym się głosem: "Proszę, moje skarby: to
serce mamusi, które do czasu waszego powrotu będzie nieustannie krwawić.
Troszczcie się o nie. Nie zgubcie". Nie muszę chyba wyjaśniać, w jakim
stanie emocjonalnym chłopcy wsiedli do samochodu taty. Czy to nie
doskonały przykład czystego sadyzmu i głupoty? Myślicie, że owa matka
nie była w pełni świadoma zła, jakie wyrządza swoim dzieciom tylko po
to, żeby dopiec swojemu eks? Co zrobilibyście na miejscu ojca? Jak
byście rozbroili tę siejącą zniszczenie bombę psychologiczną?
Otóż jest to prostsze, niż mogłoby się wydawać. Wystarczy ze spokojem
zastosować kontrmanipulację. Trzeba tylko zachować zimną krew i trzymać
się faktów. W takim wypadku można powiedzieć dzieciom: "To nieprawda, że
serce mamy krwawi, bo kiedy tak się dzieje, trzeba iść do szpitala. W ten sposób mama chce wam powiedzieć, że jest jej smutno, że nie będzie
was przez weekend. Ale nie musi się smucić przez cały czas. Może
wykorzystać to, że jest sama, żeby odpocząć, posprzątać dom, wyjść do
miasta albo spotkać się z przyjaciółmi. Wy też nie musicie być smutni
przez cały weekend. Zamiast smucić się, że rozstajecie się z mamą, a potem smucić się, że rozstajecie się z tatą, możecie cieszyć się, że
widzicie tatę, a potem cieszyć się, że wracacie do mamy. Rozgrzejmy
pluszowe serduszka mamy, żeby nie było im smutno, i schowajmy do
walizki, gdzie będą bezpieczne. A teraz chodźmy się pobawić". Ot i cała
magia. Dzieci instynktownie łakną szczęścia, toteż szybko zapomną o sercach upchniętych na dnie torby.
Bardzo łatwym sposobem na to, żeby tego rodzaju traumatyczne sceny nie
rozgrywały się za każdym razem, kiedy przyjeżdżacie po swoje dzieci,
jest towarzystwo świadka. Manipulatorzy szalenie dbają o swój wizerunek.
Obecność osoby trzeciej sprawia, że szlochy, łamiący się głos i rozdzierające jęki znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
To dotyczy zarówno manipulujących ojców, jak i matek. Dziwne, prawda?
W tej debacie nie opowiadam się ani po stronie ojców, ani po stronie
matek. Każdego dnia staję po stronie tego rodzica, który zrozpaczony
bezsilnie przygląda się, jak toksyczny partner niszczy jego dziecko.
Przymykanie oczu na cierpienia dorosłych albo ich bagatelizowanie jest
mi więc obce. Ale jakkolwiek intensywny byłby ból tych odcinanych od
swojego potomstwa ojców i matek, pozostaje on bólem dorosłych. Mój
największy sprzeciw budzi cierpienie dzieci.
Oprócz kilku organizacji -?którym w tym miejscu składam najgłębsze
wyrazy szacunku -?skupiających się wyłącznie na prawach dziecka, takich
jak na przykład L'enfant d'abord, nikt w naszych społeczeństwach,
szermujących na lewo i prawo pojęciem "nadrzędnego dobra dziecka", nie
jest dzisiaj w stanie autentycznie dostrzec przerażającej rzeczywistości
maltretowanych psychicznie najmłodszych. W tej książce chciałabym więc
stanąć po stronie dzieci, w sposób możliwie neutralny i obiektywny,
apelując do wszystkich zainteresowanych o zdrowy rozsądek.
1. Kim jest "toksyczny rodzic" z piekła rodem?
1
Kim jest "toksyczny rodzic" z piekła rodem?
Na początek musimy w pełni zaznajomić się z tymi posępnymi istotami, jakimi są manipulatorzy. Istnieją, jak świat
światem, a ich zamiary są niezmiennie takie same: pragną zaspokajać
swoje potrzeby naszym kosztem, karmić się naszą energią i obarczać
innych odpowiedzialnością za swoje chroniczne niezadowolenie. Technika,
którą się posługują, zarazem prosta i sprytna, zawsze okazuje się
piekielnie skuteczna. Chociaż mówi się o nich coraz głośniej, wciąż
niewiele wiemy na ich temat. I to mimo tego, że posługują się
identycznym, toksycznym wzorcem zachowań, a relacje ich ofiar są zawsze
takie same. To dlatego tak łatwo ich rozpoznać: działania manipulatorów,
jakkolwiek szkodliwe, są do znudzenia przewidywalne, a cechy charakteru
na tyle stereotypowe, że niekiedy aż karykaturalne. Chciałabym uściślić
jedną kwestię: nie przypisuję sobie nie wiadomo jakiej wiedzy, po prostu
ich postępowanie jest niewiarygodnie schematyczne. Często słyszę od
moich czytelników, że mogliby podkreślić na czerwono całe akapity moich
książek, bo ich treść tak bardzo odzwierciedla to, czego doświadczają ze
strony swojego manipulatora -?jakbym obserwowała go na co dzień. Myślę,
że każdy mógłby łatwo nauczyć się rozpoznawać, kim są ci ludzie i jak
działają. Instynktownie wyczuwając obecność manipulatorów, skuteczniej
obronimy się przed ich nikczemnymi zamiarami. Oby nadszedł taki dzień,
kiedy nikt już nie padnie ich ofiarą!
No więc kim są manipulatorzy? Jak działają? Dlaczego tacy są?
Przyjazna maska
Manipulator jest przede wszystkim człowiekiem o dwóch twarzach: jednej,
bardzo sympatycznej, dla ludzi z zewnątrz i drugiej, posępnej i okrutnej, którą zna tylko jego ofiara. Manipulator to często "atrakcyjna
osoba". Lubią go ludzie, którzy go dobrze nie znają. Jako że opinie z zewnątrz na temat manipulatora są najczęściej pozytywne i pełne podziwu,
ofiara rezygnuje z walki o uznanie swoich racji: "Nikt nie rozumie,
dlaczego chcę odejść od tak wspaniałego męża" albo "Moja żona uchodzi w okolicy za świętą, tak bardzo poświęca się dla innych... A wobec mnie
zachowuje się jak jędza!".
Między słowami a czynami manipulatorów istnieje ciągły rozziew. W warstwie werbalnej jest idealnie: kochają was. Robią wszystko, co mogą,
żeby was uszczęśliwić. To wy nigdy nie jesteście zadowoleni. Zresztą i tak nie da się z wami normalnie porozmawiać... Tymczasem, jeśli przyjrzeć
się faktom, ich deklaracje to zasłona dymna. Manipulatorzy nie
przejawiają żadnych spontanicznych odruchów serca. Są zobojętniałymi,
okrutnymi, niekiedy wręcz niebezpiecznymi egoistami, jednak maskują się
tak skutecznie, że ich ofiary nieustannie wątpią w to, czego
doświadczają. "Przemknęło mi to przez myśl...", powtarzają często w gabinecie. Moja rada: nie słuchajcie ich pięknych słów, wierzcie tylko
ich czynom.
Manipulator to wprawdzie człowiek toksyczny i zły do szpiku kości, ale
znajduje się poza kręgiem podejrzeń -?dopóki nie mamy właściwego klucza
interpretacyjnego do jego zachowań. Tak długo, jak nie zostanie
rozpoznany i spacyfikowany, cieszy się przerażającą bezkarnością, która
staje się siłą napędową jego szalonej żądzy kontroli. Im łatwiej
prześlizguje się przez oka w sieci norm społecznych i prawnych, tym
mocniej upaja się swoją władzą i tym bardziej perwersyjny się staje.
Jeżeli jest to rozwiedziony rodzic, skutki sadystycznego autorytaryzmu
manipulatora odczuwa dziecko; nęka on malucha, gdy nikt tego nie widzi,
czerpiąc jednocześnie niezdrową satysfakcję ze świadomości, że drugi
rodzice wie, co się dzieje, i że cierpi z tego powodu, ale nie może
wydać oprawcy, bo nikt mu nie uwierzy -?nawet jego własne dzieci.
Cztery sznurki manipulacji
Manipulatorzy pociągają za sznurki na cztery sposoby: poprzez uwodzenie,
wiktymizację, zastraszanie i obwinianie.
Ich pierwszą bronią jest uwodzenie. Potrafią być niezwykle urzekający i uwodzicielscy -?do chwili, gdy wpadniecie w ich sidła. Potem, kiedy mają
was już w garści i nie potrzebują dłużej udawać, zrzucają swoją
przyjazną maskę. Bycie miłym nudzi ich, irytuje i męczy. To dlatego, gdy
tylko poczują, że przejęli nad wami kontrolę, będą wam okazywać sympatię
jedynie w towarzystwie innych ludzi albo wtedy, gdy podejmiecie próbę
uwolnienia się spod ich wpływu. Wówczas nagle znów zrobią się czarujący
-?jednak tylko na krótki czas i w minimalnym wymiarze: dokładnie takim,
jaki jest potrzebny, żeby uśpić waszą czujność!
Manipulatorzy to również eksperci od wiktymizacji. Potrafią na zawołanie
lamentować lub szlochać, rozpowiadać wszem wobec o swojej niedoli i przybierać cierpiętnicze pozy. Mogłoby się wydawać, że to kruche i wrażliwe istoty, choć w rzeczywistości nic nie jest w stanie ich zranić
i zawsze spadają na cztery łapy. Wiedzą jednak, jak wzbudzić litość
otoczenia, które łatwo zapomina, kto jest prawdziwą ofiarą.
Jeżeli ich wykrzywione grymasem bólu twarze nie wzbudzą w was
wystarczającego w ich mniemaniu współczucia, nie zawahają się użyć
innego rodzaju presji, mianowicie gróźb -?bezpośrednich lub
zawoalowanych. Zastraszanie jest kolejną z ich specjalności. "Słono mi
za to zapłacisz!", myślą sobie, kiedy odmawiacie podporządkowania się
ich woli. Wachlarz represji jest szeroki i różnorodny: od uciążliwych po
okrutne. Ofiary szybko uczą się dostrzegać grożące im niebezpieczeństwo
i instynktownie modyfikują swoje zachowanie, żeby uniknąć problemów.
Wreszcie manipulatorzy brylują w sztuce odwracania kota ogonem, bez
mrugnięcia okiem oskarżając was o to, za co sami ponoszą
odpowiedzialność. Wszystko jest waszą winą. Nie da się z wami rozmawiać.
To wy stwarzacie problemy. Jakkolwiek byście się starali, nigdy nie
sprostacie ich wymaganiom, bo jesteście najgorszym/najgorszą... do wyboru:
mężem, żoną, rodzicem, kucharzem, majster-klepką, gospodynią... W wyniku
tej niekończącej się litanii oskarżeń ofiary pogrążają się w poczuciu
winy, tyleż obezwładniającym, co irracjonalnym.
Tym sposobem, za pomocą zaledwie czterech sznurków, manipulatorzy
zmieniają was w swoją marionetkę.
Trzy klucze manipulacji: wątpliwości, strach, poczucie winy
Świadomość, że daliśmy się zmanipulować, jest bardzo nieprzyjemna. Do
związanego z tym poczucia winy dochodzi konfuzja wynikająca z faktu, że
nie wiemy, jak to się stało, oraz strach, że mogłoby nam się to
przydarzyć ponownie. Poddając się tym stanom, sprawiamy, że następnym
razem manipulatorowi będzie jeszcze łatwiej owinąć nas sobie wokół
palca. Bo trzy klucze manipulacji to: wątpliwości, strach i poczucie
winy. Wystarczy użyć jednego z nich, żeby wprawić w ruch błędne koło, w którym odtąd będziemy krążyć jak chomik w kołowrotku. Zamknięta w tym
zaczarowanym kręgu ofiara najpierw czuje się stłamszona, potem stopniowo
nabiera przeświadczenia o systematycznym niedopasowaniu, by wreszcie
stanąć na krawędzi szaleństwa. Wątpliwości przeradzają się w stan
mentalnego otumanienia, a epizodyczny strach w permanentny lęk, któremu
towarzyszą sporadyczne napady paniki. Jeżeli zaś chodzi o poczucie winy,
przybiera ono postać syndromu sztokholmskiego, gdy wycieńczona ofiara
przestaje doszukiwać się sensu w absurdalnej rzeczywistości, w jakiej
została zanurzona, i zaczyna usprawiedliwiać toksyczną postawę swojego
prześladowcy.
Odmóżdżone zombie
Ofiara, najpierw oczarowana, potem zdjęta litością, wreszcie zastraszona
i pogrążona w poczuciu winy, przez długi czas stara się zrozumieć, co
się dzieje, i dostosować się do sytuacji. Do chwili, gdy rezygnuje z doszukiwania się sensu w absurdalnym zachowaniu manipulatora. Wówczas
staje się "odmóżdżonym" automatem. Niczym zombie, bezmyślnie mu ulega,
realizując jeden cel: za wszelką cenę uniknąć konfliktu. Sęk w tym, że
nękanie psychiczne to proces, który raz rozpoczęty, nie zatrzymuje się,
a im dłużej trwa, tym większe wyrządza szkody. Oprawca upaja się swoją
władzą i szprycuje nienawiścią, wpadając w nałóg własnej toksyczności.
Ofiara staje się jego narkotykiem. Ponieważ manipulator systematycznie
zwiększa dawki swojego okrucieństwa, w pewnym momencie osoba poddana
manipulacji musi zareagować, żeby ocalić swoje życie. To szokujące:
wszystkie ofiary, które w ciągu 20 lat mojej kariery zawodowej zgłosiły
się do mnie po pomoc, deklarują to samo: "Otarłam się o śmierć!".
Niedojrzali i złośliwi smarkacze
Jak miałam okazję szerzej wyjaśnić w moich poprzednich książkach, jestem
przekonana, że patologia, którą nazywamy narcystycznym dręczeniem czy
destrukcyjną manipulacją, to przede wszystkim problem niedojrzałości
psychicznej. Owszem, manipulator jest perwersyjnym, narcystycznym
paranoikiem. Owszem, większość ekspertów wspomina o niedojrzałości, ale
jakby przy okazji, traktując ją jako sprawę drugorzędną. Tymczasem dla
mnie niedojrzałość nie jest kwestią poboczną, lecz fundamentalną dla
osobowości narcystycznych cechą, z której wynika cała reszta. Na pewnym
etapie swojego życia, przypuszczalnie na skutek problemów emocjonalnych
lub -?w pewnych przypadkach -?neurologicznych, rozwój psychiczny
przyszłego manipulatora doznał paraliżu i stanął w miejscu. Jego ciało
wciąż sie rozwijało, ale umysł nie.
Ofiary manipulacji doskonale wyczuwają tę niedojrzałość. Dziecinne
reakcje ich dręczycieli regularnie wprawiają je w osłupienie. Wprawdzie
kiedy stoicie twarzą w twarz z manipulatorem, wydaje się wam, że macie
do czynienia z racjonalnie myślącym dorosłym, ale w rzeczywistości za tą
sympatyczną maską kryje się co najwyżej siedmio-, ośmio- lub
dziesięcio-, a w skrajnych przypadkach nawet pięciolatek, podstępny,
złośliwy, źle wychowany i całkowicie głuchy na wasze próby przywołania
go do porządku. Ta niedojrzałość wyjaśnia egocentryzm, okrucieństwo,
despotyzm, kapryśność i wybuchowy charakter manipulatorów. To zaborcze,
zazdrosne, dbające wyłącznie o swój interes małolaty w skórze
starzejącej się szybciej niż psychika, trzymające się was jak rzep
psiego ogona i robiące wszystko, żebyście przez cały czas i w każdych
okolicznościach zajmowali się tylko nimi i nikim innym. Manipulatorzy
nigdy nie wyrośli z dziecięcej iluzji wszechmocy.
Mam wam tyle nowych rzeczy do opowiedzenia, że nie chciałabym tracić
czasu na ponowne wyjaśnianie tego, o czym pisałam w poprzednich
książkach. Jeżeli chcielibyście zgłębić problematykę manipulacji,
nękania psychicznego oraz wspomnianej niedojrzałości, odsyłam was do
Jak nie dać sobą manipulować oraz Divorcer d'un manipulateur.
Pewnego dnia jeden z moich klientów nazwał manipulatorów "smarkaczami".
To bez dwóch zdań określenie, które pasuje do nich najlepiej! Będziecie
musieli nauczyć się komunikować z nimi, biorąc poprawkę na ich
niedojrzałość. Nie przekonacie manipulatora do swoich racji, możecie
tylko próbować -?w miarę możliwości nieustępliwie -?postawić mu granice.
Podsumowując: kim jest manipulujący rodzic? To osoba, która na poziomie
psychoemocjonalnym szybko zostanie prześcignięta przez własne dzieci i która jest zdecydowana maksymalnie utrudnić życie drugiego rodzica.
2. Manipulatorzy w relacjach międzyludzkich
2
Manipulatorzy w relacjach międzyludzkich
Jak zachowuje się w towarzystwie człowiek,
który jest podstępnym i złośliwym smarkaczem o aparycji dorosłego? No
cóż, komplikuje życie innym!
Tylko ludzie, którzy nie znają manipulatorów albo mają z nimi
sporadyczny kontakt, uważają, że są czarujący. Bliscy z kręgów
prywatnego i zawodowego bardzo szybko mają ich po dziurki w nosie!
Rodzina, przywykła do "trudnego charakteru" manipulatora, stoicko znosi
jego kaprysy, chciwość, egoizm i nagłe zmiany nastroju. Każdy ma
świadomość, że to intrygant, ale nikt nie zdaje sobie sprawy, że celowo
generuje konflikty, bo uwielbia bruździć.
Poniższy rozdział poświęcam więc w całości problematyce zachowania
manipulatorów w relacjach międzyludzkich, aby przybliżyć wam ich
mentalność i pomóc właściwie interpretować sytuacje będące efektem ich
intryg.
Manipulator w relacji z matką
Naszą pierwszą relacją międzyludzką jest relacja z matką. Co musiało się
wydarzyć, żeby manipulator stał się tym, kim jest?
Toksyczna relacja z rodzicem
Manipulatorzy utrzymują toksyczną, patologiczną relację z własnym
rodzicem przeciwnej płci. Wspólnie tworzą dziwaczny związek kazirodczy,
oparty na pozorowanej miłości i tlącej się nienawiści, deklarowanej
uległości i podskórnym sprzeciwie. Rodzic manipulatora najczęściej sam
jest toksyczny. Od żon narcyzów niejednokrotnie można usłyszeć, że
teściowa to "specyficzna osoba", która uprzykrza im życie w cichym
porozumieniu z synem. Manipulator zaprzecza, że jego matka jest
złośliwa, albo bagatelizuje ten fakt, bez słowa pozwalając jej nękać
synową, i odwraca kota ogonem, twierdząc, że to żona utrudnia i zaognia
sytuację. Równie toksyczny duet potrafią stworzyć narcystyczna kobieta
ze swoim ojcem.
Według Maurice'a Hurniego i Giovanny Stoll, autorów książki La haine de
l'amour [Nienawiść do miłości]4, kazirodcze doświadczenia są
jednym ze źródeł toksyczności w życiu dorosłym. Chociaż trudno tego
dowieść, podzielam ich intuicję. Manipulujący mężczyźni mieli w dzieciństwie trudną i niezdrową relację z matką, natomiast manipulujące
kobiety -?z ojcem. Ale nie zawsze problemem jest rodzic przeciwnej płci.
Bywa, że w kazirodczo nacechowany związek z dzieckiem wchodzi rodzic tej
samej płci. Spotkałam się nawet z kilkoma przypadkami, gdzie tego
rodzaju patologiczna relacja dotyczyła brata lub siostry. Kilka razy
byłam świadkiem, kiedy to siostra manipulatora pilotowała brata przez
meandry procedury rozwodowej. Przejmowała także dziecko w wyznaczone
jego ojcu przez sąd dni opieki. Pewna ofiara, mówiąc o swoim
dysfunkcyjnym mężu, zwierzyła mi się: "Mam wrażenie, że posłużył się
mną, żeby spłodzić dziecko, i że teraz chce mi je odebrać i oddać je
swojej siostrze". Jednak w przytłaczającej większości przypadków
manipulator symbolicznie płodzi dziecko ze swoją matką -?bo to ona
najczęściej przejmuje opiekę nad wnukiem po rozwodzie syna.
Niemniej toksyczna jest postawa manipulujących matek, które wyznawszy
partnerowi, że w dzieciństwie były molestowane przez ojca, regularnie
zostawiają dziecko pod opieką "kochanego dziadziusia".
Matka ich dzieci
Kiedy jest się dorosłym chłopcem toczącym wojnę ze swoją matką, nie
można mieć zdrowej i satysfakcjonującej relacji z kobietami w ogóle, zaś
z partnerką w szczególności -?zwłaszcza gdy jest ona matką jego dzieci.
Manipulatorzy wyrównują ze swoimi żonami rachunki, których nie
uregulowali ze swoimi matkami. Żeby mieć pewność, że uda im się
zdominować partnerki, jednocześnie zapewniając sobie ich opiekę,
wybierają kobiety łagodne i opiekuńcze, co paradoksalnie budzi w nich
odrazę. Ciepło, oddanie, cierpliwość i zrozumienie żony są nie do
zniesienia być może dlatego, że przychodzą zbyt późno, przypominając o nigdy niezaspokojonych potrzebach z dzieciństwa. Co więcej, dla
manipulatora ciepło może być tylko chwilową kalkulacją lub oznaką
słabości. To dlatego im bardziej życzliwa jest jego żona, tym bardziej
rośnie jego paranoja, nie potrafi bowiem nadać sensu tej bezinteresownej
dobroci. Dopóki nie mają dzieci, manipulatorzy bezpardonowo wykorzystują
instynkt macierzyński kobiety dla uzyskania większej kontroli nad nią,
jednocześnie gardząc jej uległością. Potem, kiedy żona uzyskuje
znienawidzony i przerażający status matki, sytuacja ulega pogorszeniu:
kobieta staje się wrogiem, którego należy zniszczyć. To tłumaczy,
dlaczego, statystycznie rzecz ujmując, przemoc małżeńska najczęściej
zaczyna się w okresie ciąży. Toksyczni mężowie stają się okrutni dla
swoich żon, ponieważ widzą w nich MATKI, których tak bardzo boją się i nienawidzą.
W najlepszym przypadku manipulujący mężowie, uwikłani w kazirodczą więź
z rodzicem, stają się wyjątkowo oziębli w stosunku do ciężarnej żony. Są
nieobecni i zobojętniali. Według matek, które się do mnie zgłosiły,
robią się zwyczajnie chamscy. Nie okazują żadnych oznak czułości. Nie
pomagają partnerkom i nie wspierają ich ani fizycznie, na przykład
nosząc siatki z zakupami, ani psychicznie, wsłuchując się w ich
potrzeby. Niektórzy doprowadzają nawet do tego, że wykonują one zadania
absolutnie niedopuszczalne w ciąży, takie jak przeprowadzka czy remont.
Ciąża zresztą często zbiega się ze zmianą miejsca zamieszkania.
Dynamiczna, pełna pozytywnej energii, niesiona pragnieniem stworzenia
własnego gniazda przyszła mama pakuje kartony, przesuwa meble, chwyta za
pędzel albo szpachlę i nie zauważa gburowatej bierności męża. Myśli, że
jest on po prostu niedojrzały, i wierzy, że przyjście na świat dziecka
otworzy mu oczy. Ma nadzieję, że wówczas wreszcie zda sobie sprawę, że
jest ojcem, i zmądrzeje.
Nie mam świadectw dotyczących ciężarnych manipulantek. Podejrzewam, że
muszą być szalenie despotyczne, kapryśne i zrzędliwe. A ponieważ ich
mężowie są zazwyczaj życzliwymi i opiekuńczymi ludźmi, podkulają ogon,
zrzucają te zaburzenia nastroju na karb huśtawki hormonalnej, i zaślepieni szybują beztrosko na swojej chmurce, ciesząc się, że wkrótce
będą tatusiami. Kilku ojców powiedziało mi, że ciąża była okresem, w którym nagle przestali się liczyć, tak jakby, wypełniwszy rolę samca
rozpłodowego, przestali być potrzebni.
Jeżeli zaś chodzi o toksycznych teściów, ich zachowania są dosyć
osobliwe. Generalnie reagują na wiadomość o spodziewanym wnuku w sposób
nieadekwatny do okoliczności. Niektórzy nie potrafią pohamować
wściekłości, inni okazują chłód, a jeszcze inni zawłaszczają sobie
ciążę. "Wyglądało to tak, jakby miało się urodzić JEJ/JEGO dziecko",
zwierzyło mi się kilka kobiet, mówiąc o swojej teściowej, ale również
kilku mężczyzn, mówiąc o swoim teściu. Kazirodcze skłonności odradzają
się w momencie pojawienia się wnuków!
Manipulujący ojcowie rzadko są obecni podczas porodu. Kiedy już zjawią
się na oddziale położniczym, nie wykazują żadnego zainteresowania swoją
partnerką i są całkowicie obojętni na wijącą się w beciku larwę,
oczywiście o ile nie mają publiczności. Bo przy świadkach od razu
zabierają się za budowanie swojego wizerunku idealnych mężów i tatusiów!
Z rzadka zawłaszczają dziecko, czyniąc z niego od pierwszych chwili po
narodzinach swoją zabawkę, pozostawiając matce rolę inkubatora.
Później, gdy manipulujący ojcowie obserwują, jak żona spełnia się w macierzyństwie, ogarnia ich wściekłość, a rozanielone buzie matki i niemowlęcia zaczynają wzbudzać w nich zazdrość. Gesty czułości i pieszczoty uznają za nacechowane erotycznie i kojarzą je z kazirodztwem.
"Przestań traktować małego jak mężczyznę, to obrzydliwe!", wykrzyczał
mąż żonie tulącej dziecko. "Co to, seks grupowy?", rzucił sarkastycznie
pewien tata w stronę mamy, która w łóżku małżeńskim czytała książkę
czworgu wtulonych w nią dzieci. Analogicznie, manipulujące mamy będą
miały problem z zaakceptowaniem zdrowej relacji męża z dziećmi.
Szczęśliwy, czuły i opiekuńczy ojciec bez żadnych zboczonych ciągot
zwyczajnie nie ma prawa istnieć!
W obydwu przypadkach przyjście na świat dziecka sprawia, że manipulator
lub manipulatorka tracą wyłączną uwagę partnera. Co gorsza, partner
zmusza ich, by wreszcie dorośli, dojrzeli i zajęli wakujące miejsce
rodzica. A to jest niewybaczalne! Odtąd, starając się odzyskać partnera
na wyłączność, codziennie słono będą mu się odpłacać za jego niepełną
dyspozycyjność.
Matczyne poczucie wszechmocy
Manipulatorzy to emocjonalnie niedojrzałe osoby, które zatrzymały się na
etapie dziecięcego myślenia magicznego oraz przekonania o własnej
wszechmocy. To wyjaśnia ich nieustanne kłamstwa i zaklinanie
rzeczywistości, a więc także skrajnie złą wolę. "Gadaj zdrów, to ja mam
rację!". Owa wiara w nieograniczoną sprawczość, karmiona w dzieciństwie
permisywną postawą toksycznego rodzica, w dorosłości mogła przetrwać
dzięki naiwności innych dorosłych, z których większość łatwo daje się
owinąć wokół palca. Osób na tyle świadomych, że potencjalnie mogłyby
postawić granice manipulatorom, jest zbyt mało, by w klimacie
generalnego zaślepienia udało im się cokolwiek zdziałać. Manipulatorzy
cieszą się więc przez całe życie niewiarygodną bezkarnością -?wychodzą
cało z każdej opresji i zawsze spadają na cztery łapy. Ale przyjście na
świat dziecka zagraża ich poczuciu władzy. Kiedy żona zyskuje status
matki, nie tylko przestaje być do pełnej dyspozycji męża, lecz także
rozwija w sobie siłę, pewność siebie oraz kompetencje, które do
złudzenia przypominają dziecięce poczucie wszechmocy. To dla
manipulatora nie do zniesienia. Jest ono bowiem zagrożeniem dla jego
poczucia wszechmocy. Będzie więc musiał wszelkimi środkami
zdyskredytować swoją żonę w roli matki. Najpierw niepostrzeżenie, a potem coraz bardziej otwarcie, manipulator będzie usiłował utrudnić jej
pełnienie matczynych obowiązków. Żona nie będzie mogła liczyć na jego
pomoc, zwłaszcza między osiemnastą a dwudziestą, kiedy zwykle kąpie,
karmi i kładzie dziecko spać. Dziwnym zbiegiem okoliczności to właśnie
wtedy zaczną się telefony od teściowej, która długo będzie
przetrzymywała młodą mamę przy słuchawce, obrażając się, jeśli ta
ośmieli się rozłączyć zbyt szybko. Żeby zakłócić moment usypiania
niemowlaka, wystarczy wrócić później z pracy i narobić trochę hałasu. Za
każdym razem, kiedy mama będzie próbowała postawić dziecku granice,
manipulator zrobi, co w jego mocy, żeby podkopać jej autorytet. Będzie
uprzykrzał jej życie, zachęcając latorośl do nieposłuszeństwa, a potem -
do prowokacji. Nie przepuści żadnej okazji, żeby oczernić ją, wydrwić
czy skrytykować na oczach dziecka. Jego dziecięce poczucie władzy musi
mieć pierwszeństwo przed matczynym poczuciem władzy! W ten sposób,
kierowany podskórną, długo dojrzewającą w nim nienawiścią i furią,
manipulator wchodzi na ścieżkę permanentnego i zaciekłego konfliktu z drugim rodzicem.
Stosunek do innych dorosłych
Gdy wiemy, że manipulator jest dzieckiem w skórze dorosłego, możemy
wysnuć wniosek, że jego relacje z innymi dorosłymi opierają się na lęku
i uwodzeniu. Niczym klasowy pupilek próbujący wkraść się w łaski
nauczycielki, manipulator nieustannie stara się pokazać z jak najlepszej
strony. Lęk przed zdemaskowaniem sprawia, że żyje w stanie permanentnej
samokontroli. Pracując nad swoim wizerunkiem człowieka nienagannego,
manipulator jednocześnie zbiera informacje, testuje swoje otoczenie i segreguje ludzi według kategorii: bezużyteczny, użyteczny lub przydatny
(do tej kategorii zalicza się "niania"), ważny i niebezpieczny.
Osoby bezużyteczne są lekceważone, ignorowane i traktowane z pogardą. Co
najwyżej można robić je w balona, szkalować, nękać lub drwić z nich dla
zabicia czasu. Nie przysługuje im nawet prawo do oglądania maski
uwodziciela! Zresztą, nawet jeśli w pewnym momencie mogłyby okazać się
użyteczne, zawsze znajdzie się czas, żeby je ugłaskać. Ludzie mają tak
krótką pamięć, tak bardzo łakną pochlebstw, tak łatwo tracą czujność i dają sobą manipulować!
Osoby użyteczne lub przydatne są... no cóż, używane! Wystarczy zapoznać
się z ich instrukcją obsługi, by korzystać z nich jak z automatycznych
dystrybutorów. Sznurki manipulacji: uwodzenie, litość, zastraszanie i obwinianie, działają na większość ludzi. Manipulatorzy mącą im w głowach, wykorzystują ich bez żadnych skrupułów i pozwalają się
obsługiwać we wszystkich sferach życia. Zawsze znajdzie się ktoś, kto
przypilnuje im dzieci, bezinteresownie naprawi kran albo zastąpi ich w obowiązkach domowych. Z łatwością wyłudzą przemawiające na ich korzyść
zeznania, tak manipulując świadkiem, żeby ten nie zorientował się, że
mija się z prawdą. Manipulatorzy potrafią zapewnić sobie pobłażliwość,
wręcz ciche błogosławieństwo policji, śledczych, mediatorów, ekspertów,
a nawet sędziów. Szczytem ich kunsztu jest jednak umiejętność obrócenia
każdej sytuacji na swoją korzyść i takiego manewrowania, żeby nie
musieli sami prześladować swoich ofiar, ponieważ zajmuje się tym ich
otoczenie. W ten sposób wiele osób jest dręczonych nie przez swoich
byłych partnerów, ale przez ich nowe zdobycze, a niekiedy nawet przez
własną rodzinę, którą manipulatorowi udało się przeciągnąć na swoją
stronę.
Do kategorii osób użytecznych lub przydatnych zalicza się nieodzowna
"niania". Być może myślicie sobie, że manipulator szuka mamy albo taty.
To nie do końca tak. Pojęcia "tata" i "mama" wzbudzają w nas emocje,
które mogłyby stworzyć błędne przekonanie, że manipulator pragnie
miłości, i tym samym ocieplić jego wizerunek. Nic z tych rzeczy.
Manipulatorzy wykorzystują miłość drugiej osoby, żeby wysługiwać sie nią
w każdej sferze życia. Nigdy nie odwzajemniają otrzymanego dobra,
empatii czy współczucia. Oczekują od opiekuna niańczenia w pełnym
wymiarze godzin, które idzie jeszcze dalej niż zwykłe matkowanie.
Opiekun będzie ich lokajem, sekretarką, księgową, sprzątaczką, kelnerem...
krótko mówiąc: darmową asystentką od wszystkiego.
Jeżeli wydaje wam się, że jesteście dla manipulatora rodzicem
zastępczym, muszę was zmartwić: jesteście co najwyżej jego żywicielem!
Jedna z moich szwajcarskich koleżanek po fachu idzie jeszcze dalej:
jesteście tylko jelitem, którego tasiemiec potrzebuje do przeżycia... W moich poprzednich książkach roi się od przykładów, które pokazują, że
manipulator już w pierwszej fazie relacji -?kiedy jeszcze twierdzi, że
was uwielbia -?kalkuluje, jak mógłby was wykorzystać. Przykro mi, że
muszę wam to powiedzieć, ale od początku waszego związku tylko wy
kochaliście.
Jeśli chodzi o ważne i wpływowe osoby, manipulator nadskakuje im i schlebia, czaruje je i kupuje... Zna się na siatce wpływów. Mimo że z natury jest niewiarygodnie źle wychowany (co przekłada się na ogromny
tupet), kiedy trzeba, doskonale potrafi operować kodami społecznymi.
Pozoranctwo i odgrywanie ról, żeby wywieść w pole imbecyli, dostarczają
mu wielkiej satysfakcji. W kontaktach z wysoko postawionymi osobami
manipulator wykorzystuje cały swój warsztat uwodziciela: komplementy,
obietnice, zażyłość, mniej lub bardziej legalne przysługi -?co, swoją
drogą, pozwala mu trzymać ludzi w szachu... Tyle wystarczy, by wmówić wam,
że jesteście mu coś winni i warto byłoby się zrewanżować. Granice
zażyłości i uwodzenia mogą zostać przesunięte bardzo daleko. Na przykład
z tego, co na co dzień słyszę od moich klientek, wynikałoby, że wielu
manipulatorów płci męskiej jest zdolnych zaciągnąć do łóżka swoją
prawniczkę, byle tylko zapewnić sobie powodzenie na sali sądowej.
Wyobrażam sobie, że w przypadku manipulatorek taktyka uwodzenia jest
jeszcze skuteczniejsza. Po co się krygować? To najlepszy i najtańszy
sposób zagwarantowania sobie solidnej linii obrony!
Została nam kategoria ludzi niebezpiecznych. Dla manipulatora człowiek
niebezpieczny to taki, którego nie zdołał owinąć sobie wokół palca.
Manipulatorzy boją się osób przenikliwych, które potrafią zajrzeć pod
ich maskę, niemających w swojej strukturze psychicznej wyłomów, dzięki
którym można by nimi dowolnie sterować, naturalnie przestrzegających
pewnych wartości i umiejących stawiać granice, i tych, które nie stają
bezwarunkowo po ich stronie. Przyjaciele ofiary, ludzie, którzy mogliby
przyjść jej z pomocą lub zaświadczyć na jej korzyść, ci, którzy chcą
"dobra dziecka" w sensie ogólnym, a już nie daj Boże ich dziecka w szczególności (co się tyczy "dobra dziecka", jest to koncept, który
manipulatorzy sprytnie zawłaszczyli i którym skutecznie szermują podczas
spraw rozwodowych!) -?to osoby, których należy się wystrzegać. Trzeba je
zniszczyć za wszelką cenę. Dozwolone są wszystkie środki:
dyskredytowanie, szkalowanie, nękanie, grożenie, atakowanie, trzymanie
na dystans, a przede wszystkim nastawianie ich przeciwko ofierze.
Jak zawsze, z jednej strony będą ci, którzy dostąpili zaszczytu
oglądania sympatycznej i czarującej maski manipulatora, a więc uznają go
za człowieka kryształowo czystego, z drugiej zaś ci, którzy doświadczyli
nękania na własnej skórze i poznali prawdziwe oblicze oprawcy,
niewyobrażalne dla tych pierwszych.
Między nami manipulatorami: rywalizacja w porozumieniu
Często pytacie mnie, co się dzieje, kiedy jeden manipulator spotyka
drugiego. Przede wszystkim należy pamiętać, że manipulator jest samotnym
drapieżnikiem. Rzadko ma prawdziwych przyjaciół, a jeżeli już, są to
ludzie niewiarygodnie odważni! Wszystko, na co go stać, to
powierzchowne, interesowne relacje koleżeńskie, które zawsze kończą się
kłótnią. To intrygant, który z każdym ma na pieńku, bo niezmiennie
pozostaje w relacji władzy i karmi się generowanymi przez siebie
konfliktami. Jako że długofalowo nie potrafi żyć w zgodzie z tymi samymi
osobami, a ludzie prędzej czy później dowiadują się, z kim mieli do
czynienia, musi albo na jakiś czas wycofywać się z życia towarzyskiego,
albo regularnie zmieniać znajomych. Kiedy naprawdę narozrabia, a nie ma
żadnych emocjonalnych punktów zaczepienia, nie zawaha się wyjechać do
innej części kraju albo nawet emigrować -?żeby zatrzeć ślady, zniknąć
albo zgubić wierzycieli.
Jak przystało na drapieżnika, jeden manipulator instynktownie wyczuwa
drugiego. Jeżeli obaj znajdą się na tym samym terytorium, polując na tę
samą ofiarę, zapałają do siebie nienawiścią. Jeżeli jednak nie będzie
między nimi rywalizacji, zakumplują się jak dwóch bazarowych
cwaniaczków, udzielając sobie pomocy w oskubywaniu swoich ofiar -
wspólnych lub każdego z osobna.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki