ROZDZIAŁ 1
Efekt Inspiratora
Ktoś kiedyś powiedział, że każdy, kto spotkał się z premierem Williamem
Ewartem Gladstone'em, miał wrażenie, że rozmawiał z najbardziej
inteligentną osobą na świecie, natomiast po spotkaniu z jego rywalem
Benjaminem Disraelim odnosiło się wrażenie, że samemu jest się taką
właśnie osobą6.
BONO
Latem 1994 roku Derek Jones, łebski i pewny siebie osiemnastolatek,
postanowił wyrwać się ze swojego rodzinnego, chylącego się ku upadkowi
Detroit i wstąpić do amerykańskiej Marynarki Wojennej. Uzyskał bardzo
dobre wyniki w testach kwalifikacyjnych i wysłano go na zaawansowany
kurs komputerowy. Po dziewięciu tygodniach obozu dla rekrutów i ośmiu
miesiącach intensywnego szkolenia z odpalania pocisków rakietowych Derek
został awansowany na mata i skierowano go na kolejne zaawansowane
szkolenie mające przygotować go do obsługi systemu AEGIS, czyli systemu
wykrywania, naprowadzania i kierowania ogniem. Ponieważ ukończył kurs
jako najlepszy w całej grupie, otrzymał prawo wyboru okrętu, na którym
miał pełnić służbę; zdecydował się na najnowszą jednostkę - niszczyciel
rakietowy typu Arleigh Burke. W ciągu kilku miesięcy na jego pokładzie
wyrobił sobie wśród liczącej dwieście dziesięć osób załogi opinię
człowieka radzącego sobie doskonale ze wszystkim, a oficerowie uznali go
za jednego z najbystrzejszych i najbardziej sumiennych marynarzy. Był
już bardzo blisko uzyskania kluczowych dla dalszej kariery kwalifikacji,
wiedział, że to tylko kwestia czasu, wszystko miało się jednak zmienić z chwilą, gdy stery na okręcie przejął nowy dowódca, komandor porucznik
Fredricks1. Fredricks był absolwentem Akademii Marynarki
Wojennej USA, a dowództwo na niszczycielu typu Arleigh Burke włączało go
do elitarnej grupy oficerów przygotowywanych do dowodzenia krążownikiem.
Jeśli nie zaliczyłby po drodze jakiejś większej wpadki, prędzej czy
później miał zostać admirałem. Wiedział o okrętach wszystko i popisywał
się tą wiedzą przed załogą. Nadzorował osobiście najdrobniejsze
szczegóły wszystkiego, co działo się na okręcie oraz z okrętem, i miał
pod kontrolą każdą sytuację oraz każdego marynarza.
Okręt przygotowywał się do pierwszych ćwiczeń rakietowych pod dowództwem
Fredricksa, a zadaniem zespołu Dereka było zadbać o to, aby systemy
kierowania ogniem były w pełni sprawne i gotowe do działania. Gdy kilka
dni przed rozpoczęciem ćwiczeń Derek i jego koledzy uświadomili sobie,
że w oprzyrządowaniu brakuje jednej ważnej części; nie powiadamiając
nikogo, ściągnęli ją nieformalną drogą i naprawili, co trzeba. Kilka dni
później Fredricks dowiedział się o wszystkim od dowódcy innego okrętu,
który wspomniał mimochodem, że to właśnie jego ludzie dostarczyli
niezbędną część.
Zamiast być zadowolony z tego, że młodzi marynarze wykazali się
inicjatywą i pomysłowością, Fredricks, najwyraźniej poczuwszy się głupio
z tego powodu, że jego okręt musiał prosić o pomoc, był siny z wściekłości. Jego gniew skrupił się na Dereku, z którego odtąd nie
spuszczał oka.
Typowe ćwiczenia rakietowe na morzu polegają na tym, że dowódca okrętu i oficer taktyczny obserwują pole walki, odnajdują wroga, ustalają, jaki
rodzaj ognia zastosować, celują, strzelają i trafiają - wszystko to
dzieje się bardzo szybko i cały czas pod groźbą ataku nieprzyjaciela. W jednej chwili trzeba zajmować się mnóstwem rzeczy, ustalać priorytety,
podejmować decyzje i na ich podstawie działać. Powodzenie akcji wymaga
ogromnego skupienia, inteligencji i przenikliwego umysłu. Dla operatora
systemu AEGIS jest to tym bardziej stresujące, że dowódca często stoi
tuż za jego plecami, śledzi każdą jego decyzję i cały czas sporządza
notatki.
Derek i jego zespół działali pod czujnym okiem Fredricksa, który chwilę
wcześniej zaczął z nich publicznie szydzić, gdy nie udało im się od razu
ustalić, jaki rodzaj ognia wybrać dla przydzielonych im celów. Skończyło
się na tym, że Derek poradził sobie kiepsko nie tylko w tym jednym
scenariuszu, lecz zawalił praktycznie wszystkie. Na zajęciach i podczas
wcześniejszych treningów błyszczał, ale teraz, gdy Fredricks zaglądał mu
cały czas przez ramię, dyktował każdy szczegół i znajdował każdy błąd,
był spięty jak nigdy dotąd; nie potrafił klarownie myśleć i wykonywanie
wszystkich czynności przychodziło mu z najwyższym trudem. Podczas
każdego zadania dowódca nie spuszczał oka z Dereka i jego zespołu,
których zdolności cały czas topniały, tak iż po tygodniu byli
przekonani, że nie potrafią obsługiwać systemu walki okrętu bez ciągłej
pomocy dowódcy. Ich brak umiejętności był tak oczywisty, że Fredricks
wycofał Derekowi kwalifikacje uprawniające go do obsługi systemu AEGIS.
Potem Derek każde kolejne zadanie na okręcie wykonywał coraz gorzej.
To staczanie się po równi pochyłej skończyło się trzy miesiące później,
gdy okręt otrzymał nowego dowódcę. Komandor porucznik
Abbot2, absolwent tej samej akademii co Fredricks, wierzył w zdolności zarówno własne, jak i załogi. Pracował wcześniej dla wysokiego
rangą urzędnika obrony, który przydzielał mu zadania zmuszające go do
przesuwania granic swoich możliwości. Gdy poinformowano go o kłopotach
Dereka z poprzednim dowódcą, wezwał go do siebie i poinformował, że
okręt, zanim uda się na dłuższą misję, wyjdzie w morze na kolejne
ćwiczenia rakietowe, a potem dodał: "Jones, będziecie moim człowiekiem
podczas tych ćwiczeń. Dopilnujcie, żebyśmy zaliczyli je na piątkę. Liczę
na was nie tylko ja, lecz także wasi koledzy". Przez tydzień zespół
Dereka bezbłędnie obsługiwał system AEGIS w każdym scenariuszu ćwiczeń.
Gdy się przygotowywali, nowy dowódca także uważnie obserwował, ale robił
to spokojnie i z zainteresowaniem. Derek już nie miał wrażenia, że ktoś
patrzy mu cały czas na ręce, lecz że razem z dowódcą uczy się i pracuje,
mając przed sobą konkretne zadanie.
W dniu ćwiczeń Derek, z dowódcą za plecami, obsługiwał system AEGIS, nie
popełniwszy przy tym ani jednego błędu, i uzyskał najlepszy od roku
wynik na okrętach tego typu. Komandor porucznik Abbot obwieścił
natychmiast przez interkom: "Mat Jones i załoga wygrali dla nas dzisiaj
bitwę".
Po tych udanych ćwiczeniach Derek otrzymał w rekordowym czasie awans na
wyższy stopień oraz wysokie i cenione w Marynarce Wojennej USA
wyróżnienie jako Marynarz Kwartału. Abbot umieścił Dereka w najlepszych
pięciu procentach załogi i zgłosił go do programu STA-21, czyli
wewnętrznego programu kształcenia w amerykańskich siłach zbrojnych, co
pozwoliło mu ukończyć studia i uzyskać patent oficerski. Od tej pory
Derek cały czas piął się w górę i w ciągu niecałych dziewięciu lat
zaczął szkolić innych oficerów. Dzisiaj pełni służbę w amerykańskiej
Marynarce Wojennej jako komandor podporucznik i wszystko wskazuje na to,
że sam niedługo zostanie dowódcą okrętu.
To, co przytrafiło się Derekowi, pokazuje, że zmiana dowodzenia często
może wpłynąć na zdolności podwładnego. Kierowany przez jednego lidera
był sparaliżowany ze strachu; pod wodzą innego wykazywał się
inteligencją i doskonałymi zdolnościami działania. Co takiego mówił i robił Fredricks, że deprymowało to Dereka, nie pozwalając się ujawnić
jego inteligencji i zdolnościom? I co takiego zrobił Abbot, że udało mu
się ożywić na nowo, a nawet zwiększyć zdolności Dereka do racjonalnego
działania i radzenia sobie ze skomplikowanym zadaniem?
Pod skrzydłami niektórych liderów stajemy się lepsi i bystrzejsi. Budzą
drzemiącą w nas inteligencję. Ta książka mówi o takich właśnie liderach,
którzy potrafią dotrzeć do ukrytych zasobów inteligencji swoich
pracowników. Takich liderów nazywam Inspiratorami. Pokażę w niej,
dlaczego potrafią tworzyć wokół siebie geniuszy i sprawiają, że każda
osoba pod ich kierownictwem staje się bystrzejsza i zdolniejsza.
Pytanie o geniusz
Niektórzy ludzie lubią obserwować ptaki, a inni samoloty. Ja lubię
obserwować geniuszy. Fascynuje mnie inteligencja innych ludzi. Staram
się ją zauważyć, badam ją i nauczyłam się rozpoznawać różne jej rodzaje.
Wspaniałym polem do takich obserwacji była dla mnie firma Oracle,
globalny gigant oprogramowania wart sto siedemdziesiąt cztery miliardy
dolarów. Pracowałam w niej przez siedemnaście lat jako menedżer wyższego
szczebla i miałam szczęście obserwować wielu błyskotliwych szefów
rekrutowanych systematycznie z najlepszych organizacji i renomowanych
uniwersytetów ze względu na swoje doskonałe wyniki. Ponieważ byłam
wiceprezeską odpowiadającą za globalną strategię rozwijania talentu
pracowników i kierowałam firmowym uniwersytetem, współpracowałam ściśle
z takimi osobami i mogłam z bliska przyglądać się temu, jak zarządzają
ludźmi. Mogłam obserwować, jak na różne sposoby wykorzystują swoją
inteligencję, i intrygował mnie ogromny wpływ, jaki wywierali na
pracowników.
Problem z geniuszem
Można było odnieść wrażenie, że niektórzy liderzy wysysali inteligencję
i zdolności z otaczających ich ludzi. Ich skupienie na własnym
intelekcie i chęć pokazania, że nikt inny pod tym względem im nie
dorównuje, deprymowało wszystkich w ich otoczeniu. Jeśli mieli wyglądać
na bystrzaków, inni musieli wyglądać na tępaków. Każdy z nas z pewnością
zetknął się z takimi czarnymi dziurami, które wysysają energię ze
wszystkiego i wszystkich dookoła. Kiedy takie osoby wchodziły do sali
konferencyjnej, wspólny iloraz inteligencji pozostałych spadał, a zebranie trwało dwa razy dłużej. Na każdym spotkaniu zespołu tacy
liderzy gasili pomysły i tłamsili energię innych. W ich obecności dusiła
się i umierała każda ciekawa myśl zaproponowana przez kogoś innego, a poziom inteligencji otoczenia spadał niemal do zera. Jedynym jej źródłem
stawali się oni sami.
Mieliśmy jednak także innych liderów, którzy wykorzystywali inteligencję
jako narzędzie, a nie broń. Korzystali z niej, by spotęgować bystrość
umysłu i zdolności otaczających ich osób. W ich obecności ludzie stawali
się mądrzejsi i lepsi. Świetne rozwiązania pojawiały się jak grzyby po
deszczu, pokonywano trudności, rozwiązywano skomplikowane problemy. Gdy
tacy liderzy wchodzili do sali konferencyjnej, we wszystkich głowach
natychmiast zapalały się żarówki. Propozycje płynęły tak wartkim
strumieniem, że trzeba było odtwarzać zebranie w zwolnionym tempie, by
dokładnie prześledzić jego przebieg. Spotkania z nimi były zawsze
docieraniem się pomysłów. Każdy miał wrażenie, że w obecności liderów
staje się zdolniejszy i mądrzejszy. Nie tylko oni sami byli
inteligentni, lecz potęgowali też inteligencję innych.
Całkiem możliwe, że tacy liderzy pojęli prawdę mówiącą, iż najwyższy
poziom inteligencji cechuje nie geniusza, lecz twórcę geniuszy.
Terapia po pracy w Oracle
Pomysł tej książki przyszedł mi do głowy, gdy przestałam pracować w Oracle. Odejście z firmy było jak przesiadka z superszybkiego
japońskiego pociągu do posuwającej się wolno ciuchci. Nagły spokój
świata, w którym wszystko zdawało się płynąć w zwolnionym tempie,
pozwolił mi zastanowić się nad drzemiącym we mnie od dłuższego czasu
pytaniem: "Jak to jest, że niektórzy liderzy powodują wzrost
inteligencji w swoim otoczeniu, a inni jej spadek?".
Gdy zaczęłam prowadzić szkolenia dla menedżerów, tę samą dynamikę
dostrzegłam w innych organizacjach. Niektórzy liderzy potęgowali
zbiorowy poziom inteligencji swoich ludzi, inni wysysali z nich wszelkie
siły umysłowe. Zauważyłam, że pracuję z bardzo inteligentnymi
menedżerami zmagającymi się ze skłonnością do tego, by jawnie lub w subtelny sposób gasić wszystkich dokoła. Pracowałam jednak także z wieloma liderami wyższego szczebla starającymi się zrobić jeszcze lepszy
użytek ze swoich zasobów. Większość z nich wypracowała zdolności
przywódcze w czasach wzrostu, a kiedy nastała posucha, nie mogli już
rozwiązywać problemów tak jak dotąd, czyli sięgając po nowe zasoby.
Musieli znaleźć sposób na zwiększenie wydajności ludzi, którymi
dysponowali.
Przypominam sobie pewną kluczową rozmowę z klientem o tym, że liderzy
potrafią "zarażać" inteligencją ludzi w swoich organizacjach i inicjować
jej rozszerzanie się. Dennis Moore (tak się nazywał ów klient), menedżer
wysokiego szczebla odznaczający się nieprzeciętnie wysokim ilorazem
inteligencji, zauważył wówczas: "Tacy liderzy są jak wzmacniacze.
Wzmacniacze inteligencji".
To prawda, niektórzy przywódcy działają w taki właśnie sposób. To
Inspiratorzy, którzy tworzą zbiorową, zaraźliwą inteligencję
organizacji. Ich przeciwieństwem są Demotywatorzy, którzy tłamszą
inteligencję i zdolności i ograbiają tym samym organizację z żywotnych
dla niej zasobów. Co jednak takiego robią Inspiratorzy? I co robią
inaczej niż Demotywatorzy?
Na próżno zagłębiałam się w czasopisma naukowe publikowane przez szkoły
biznesu i w otchłań Internetu, szukając odpowiedzi na te pytania oraz
rozwiązań dla moich klientów. Właśnie ów brak odpowiedzi kazał mi zająć
się tym zagadnieniem. Postanowiłam znaleźć ją za wszelką cenę, by pomóc
wszystkim liderom pragnącym potęgować inteligencję swoich organizacji.
Badanie
Moim pierwszym znaczącym krokiem było znalezienie osoby, z którą miałam
prowadzić badania. Greg McKeown, absolwent Stanford Graduate School of
Business, odznacza się ciekawym i nieustępliwym umysłem oraz pasją w dziedzinie przywództwa, dzięki czemu był równie zdeterminowany jak ja w dążeniu do uzyskania interesujących nas odpowiedzi. Nasze formalne
badanie rozpoczęliśmy od sformułowania pytania, które miało nas
zaprzątać przez kolejne dwa lata: "Do czego można sprowadzić kluczowe
różnice między Inspiratorami a Demotywatorami i jaki mają one wpływ na
organizację?". Budząc się przez siedemset trzydzieści dni z tym samym
pytaniem w głowie, byliśmy podobni do Billa Murraya w Dniu Świstaka,
który otwiera oczy codziennie o tej samej godzinie i przy tej samej
piosence płynącej z budzika i którego czekają takie same wydarzenia,
jakie były jego udziałem poprzedniego dnia. Podczas tego szczególnego,
długotrwałego poszukiwania odpowiedzi na nurtujące nas pytanie dogłębnie
eksplorowaliśmy efekt potęgowania inteligencji i potencjału przez
liderów lub, mówiąc w skrócie, efekt Inspiratora.
Zaczęliśmy od wytypowania przedsiębiorstw i branż, w których o przewadze
konkurencyjnej decydują inteligencja jednostkowa pracowników oraz
inteligencja całej organizacji. Takie organizacje rozkwitają lub upadają
w zależności od siły swoich zasobów intelektualnych i dlatego
przyjęliśmy, że właśnie w nich bardzo wyraźnie uwidacznia się efekt
Inspiratora. Przeprowadziliśmy wywiady z szefostwem wysokiego szczebla
tych organizacji, prosząc o wskazanie w ich szeregach dwóch menedżerów:
jednego pasującego do opisu Inspiratora i drugiego będącego jego
przeciwieństwem. Następnie przyjrzeliśmy się dokładnie ponad stu
pięćdziesięciu wskazanym osobom, przeprowadzając z nimi wywiady i dokonując oceny ilościowej ich praktyk przywódczych. Później
przeprowadziliśmy ocenę 360 stopni wielu z nich, prosząc o wypowiedź
członków ich dawnych oraz obecnych zespołów zarządzających.
W miarę rozszerzania pola badań poddaliśmy analizie pracę liderów z innych firm i branż, szukając wspólnych elementów łączących sektory
biznesu i działalności non profit oraz przekraczających granice
geograficzne. W ten sposób przemierzyliśmy cztery kontynenty, gromadząc
na potrzeby badań niesłychanie bogaty i zróżnicowany zbiór liderów.
Poznaliśmy dość dobrze niektórych z nich, przyglądając się dogłębnie ich
działaniom oraz organizacjom, w których pracowali.
Zwłaszcza dwie badane przez nas osoby przedstawiały sobą wyraźny
kontrast między interesującymi nas w tej książce stylami przywództwa.
Obie pracowały dla tej samej firmy i na takim samym stanowisku. Pierwszy
lider potęgował inteligencję i zdolności niczym Midas bogactwa i był
doskonałym przykładem Inspiratora; działania drugiego miały mrożący
efekt Demotywatora.
Opowieść o dwóch menedżerach
Vikram3 pracował jako kierownik ds. inżynierii pod dwoma
różnymi szefami działów w Intelu. Obu przełożonych można by nazwać
geniuszami i obaj wywarli głęboki wpływ na Vikrama. Pierwszym był George
Schneer.
Menedżer nr 1: Twórca geniuszy
George słynął w Intelu z tego, że zawsze z powodzeniem kierował każdym
przedsięwzięciem. Wszystko, za co odpowiadał, przynosiło zyski i rozkwitało. Najbardziej jednak wyróżniał go wpływ, który wywierał na
otoczenie.
Vikram tak to relacjonował: "Byłem przy George'u jak gwiazda rocka. On
mnie stworzył. To dzięki niemu zmieniłem się ze zwyczajnego pracownika
wnoszącego przeciętny wkład w firmę w menedżera pełną gębą. W jego
obecności czułem się jak niesłychanie łebski facet - każdy czuł się tak
samo. Wydobywał ze mnie sto procent energii i umiejętności, to było
niesłychanie emocjonujące". Inne osoby w zespole George'a potwierdzają
te odczucia: "Trudno powiedzieć dokładnie, jak on to robił, ale wszyscy
czuliśmy, że przy nim jesteśmy cholernie inteligentni i zawsze górą.
Praca w jego zespole stanowiła najwspanialszy etap naszej kariery
zawodowej".
George pobudzał inteligencję swoich ludzi, angażując ją bezustannie. Nie
stawiał siebie w centrum uwagi i nie zależało mu na tym, żeby zawsze
uchodzić za najmądrzejszego. Chciał natomiast przede wszystkim wydobywać
całą inteligencję i skłaniać do maksymalnego wysiłku każdego członka
swojego zespołu. Na zebraniach mówił przez około dziesięciu procent
czasu, nie więcej, głównie po to, żeby nakreślić problem. A potem usuwał
się w cień i robił miejsce dla swoich ludzi, żeby szukali rozwiązania.
Często pomysły wynikające z dyskusji warte były miliony. Zespół George'a zapewnił jego działowi ogromne zyski, co w ostateczności pozwoliło
Intelowi zająć się projektowaniem i produkcją mikroprocesorów.
Menedżer nr 2: Geniusz
Po kilku latach Vikram opuścił zespół George'a i rozpoczął pracę pod
innym kierownikiem działu będącym projektantem jednego z pierwszych
mikroprocesorów. Był to wybitny naukowiec, który został awansowany do
szczebla kierowniczego, aby zarządzać fabryką produkującą
mikroprocesory. Odznaczał się niezwykłą inteligencją i na wszystkim oraz
wszystkich wokół odcisnął swoje piętno.
Problem jednak polegał na tym, że myślenie uważał wyłącznie za swoją
prerogatywę. Vikram tak to wspomina: "Był diablo inteligentny, ale
ludzie wokół niego milkli. Gasił wszystkie nasze pomysły. Na zebraniach
mówił przez około trzydziestu procent czasu, niewiele go pozostawiając
dla innych. Otrzymywaliśmy od niego mnóstwo informacji zwrotnych, tyle
że głównie w postaci krytyki naszych propozycji".
Menedżer sam podejmował wszystkie decyzje, radząc się ewentualnie jednej
zaufanej osoby. Później komunikował je organizacji. Oddajmy jeszcze raz
głos Vikramowi: "Zawsze było wiadomo, że będzie miał odpowiedź na
wszystko. Był niezłomny w opiniach i wkładał mnóstwo energii w to, aby
sprzedać innym swoje pomysły i przekonać ich, by działali zgodnie z jego
wskazówkami co do najdrobniejszych szczegółów. Zdanie innych nie miało
dla niego żadnego znaczenia".
Dobierał sobie inteligentnych pracowników, którzy jednak bardzo szybko
uświadamiali sobie, że nie wolno im myśleć samodzielnie. W rezultacie
opuszczali zespół lub grozili odejściem. Ostatecznie doszło do tego, że
Intel musiał zatrudnić mu zastępcę, który miał z nim współpracować, aby
przeciwdziałać utracie talentów przez firmę. Ale nawet wówczas, jak
wspomina Vikram: "Moja praca miała charakter bardziej odtwórczy niż
twórczy i dostawał ode mnie tylko połowę tego, co mogłem mu zaoferować.
Nigdy nie zgodziłbym się dla
niego pracować po raz drugi!".
Demotywator czy Inspirator?
Ów drugi menedżer był tak zaabsorbowany własną inteligencją, że tłumił
ją w innych, ograniczając tym samym posiadające kluczowe znaczenie
inteligencję i zdolności całej organizacji. George natomiast wyzwalał
potencjał innych osób, tworząc w organizacji zbiorową inteligencję,
która była zaraźliwa. Jeden menedżer był geniuszem, drugi twórcą
geniuszy.
Tak naprawdę nie liczy się to, ile wiesz, lecz to, jaki masz dostęp do
wiedzy innych. Nieważne, czy masz w zespole inteligentnych ludzi,
istotne, ile z ich inteligencji jesteś w stanie wydobyć i wykorzystać.
Wszyscy znamy z doświadczenia oba typy liderów. A jakim liderem jesteś w tej chwili? Geniuszem czy twórcą geniuszy?
Efekt Inspiratora
Inspiratorzy to twórcy geniuszy, to znaczy, że dzięki nim wszyscy w ich
otoczeniu stają się inteligentniejsi i zdolniejsi. Tacy liderzy odwołują
się do jedynych w swoim rodzaju i niepowtarzalnych zdolności każdej
osoby, tworząc atmosferę sprzyjającą innowacji, owocnym wysiłkom i zbiorowej inteligencji. Badając działania Inspiratorów i Demotywatorów,
zauważyliśmy, że na najbardziej fundamentalnym poziomie uzyskują oni
całkowicie odmienne rezultaty pracy ze swoimi zespołami, kierują się
odmienną logiką oraz założeniami dotyczącymi inteligencji ludzi, a ponadto różnią się zasadniczo co do określonej, niewielkiej liczby
działań. Przyjrzyjmy się najpierw skutkom działania Inspiratora.
Dlaczego osoby w otoczeniu takich liderów stają się bardziej
inteligentne i przejawiają więcej zdolności? I dlaczego potrafią oni
uzyskać dwa razy więcej z zasobów ludzkich, którymi dysponują, aniżeli
Demotywatorzy?
Ci pierwsi otrzymują więcej od swoich ludzi, ponieważ nie poprzestają na
własnym geniuszu, lecz koncentrują energię na wyzwalaniu i pielęgnowaniu
geniuszu innych. I nie mówimy tu o niewielkim zysku, lecz o ogromnych
korzyściach.
Podwójny efekt Inspiratora
Skutek oddziaływania Inspiratora można rozpatrywać na dwóch
płaszczyznach: po pierwsze, z punktu widzenia pracujących z nim ludzi;
po drugie, z punktu widzenia organizacji, którą kształtują i tworzą.
Przyjrzyjmy się najpierw, jak tacy liderzy wpływają na osoby w swoim
otoczeniu.
Wyzwalanie inteligencji innych
Inspiratorzy wydobywają z ludzi wszystkie ich zdolności. Pracujące z nimi osoby mówiły nam w wywiadach, że otrzymywali od nich znacznie
więcej niż Demotywatorzy. Gdy prosiliśmy ich o podanie, ile procent
zdolności wydobywali z nich ci drudzy, słyszeliśmy zazwyczaj w odpowiedzi, że między dwadzieścia a pięćdziesiąt procent. W przypadku
Inspiratorów było to między siedemdziesiąt a sto procent7. Gdy
porównaliśmy te dane, byliśmy zdumieni: wynik Inspiratorów był prawie
dwukrotnie większy (dokładnie 1,97). Po zakończeniu części badania
polegającej na gromadzeniu danych zadawaliśmy to pytanie podczas
warsztatów oraz spotkań z zespołami zarządzającymi i prosiliśmy
wszystkie osoby o podzielenie się wrażeniami z pracy z dwoma typami
liderów. We wszystkich gałęziach gospodarki, w sektorach publicznym,
prywatnym i w działalności non profit, bezustannie dowiadywaliśmy się,
że Inspiratorzy uzyskują od swoich pracowników co najmniej dwa razy
więcej niż Demotywatorzy.
Wyobraźmy sobie, ile byśmy osiągnęli, będąc w stanie wyzwolić dwa razy
więcej potencjału naszych ludzi.
Przedstawiana tu różnica bierze się stąd, że osoby pracujące z Inspiratorami dzielą się z nimi hojnie tym, co mają najlepszego, jeśli
chodzi o własne przemyślenia, kreatywność i nowe rozwiązania. Dają
więcej, niż wymagają od nich obowiązki zawodowe, oferując dobrowolnie i szczodrze swój wysiłek, energię i pomysłowość. Szukają aktywnie
możliwości wniesienia jeszcze większej wartości do firmy. Trzymają się
najwyższych standardów. Poświęcają pracy sto procent, a nawet więcej
swoich zdolności.
Rozszerzanie inteligencji
Inspiratorzy nie tylko wydobywają z ludzi zdolności i inteligencję, lecz
czynią to w taki sposób, że inteligencja ta rozszerza się i rośnie. W wywiadach pracownicy często informowali nas, że tacy liderzy otrzymywali
od nich ponad sto procent ich potencjału. Początkowo, słysząc
wypowiedzi w rodzaju: "Dawałem im sto dwadzieścia procent siebie",
zauważałam sceptycznie, że to przecież matematycznie niemożliwe. Kiedy
jednak takie głosy się powtarzały, zaczęliśmy zadawać sobie pytanie,
dlaczego nasi respondenci tak mocno podkreślają, że Inspiratorzy
wydobywali z nich więcej, niż oni mieli w rzeczywistości do
zaoferowania.
Nasze badania wykazały, że Inspiratorzy nie tylko uzyskiwali dostęp do
całkowitych zdolności swoich ludzi, lecz je powiększali. Pracownicy
dawali im więcej, niż pierwotnie sądzili, że mogą dać, i mówili nam, że
w obecności takich liderów stawali się mądrzejsi.
Z naszych badań płynie wniosek, że inteligencja może rosnąć.
Potwierdzają to wyniki innych eksperymentów poświęconych rozszerzalnej
naturze inteligencji.
Carol Dweck z Uniwersytetu Stanforda przeprowadziła przełomowe badanie
pokazujące, że dzieci, które otrzymały do rozwiązania serię łamigłówek o narastającym stopniu trudności, gdy były chwalone za
inteligencję,
zatrzymywały się na pewnym poziomie i nie starały się bardziej,
obawiając się, że osiągną granice swojej inteligencji. Natomiast u dzieci chwalonych za
wysiłek zaobserwowano wzrost zdolności
rozumowania i rozwiązywania problemów. Gdy eksperymentatorzy zauważyli i docenili starania dzieci, wzbudzili w nich przekonanie, że ich
inteligencja rośnie, i to przekonanie się
urzeczywistniło8.
Eric Turkheimer z Uniwersytetu Wirginii ustalił, że niesprzyjające
otoczenie tłumi iloraz inteligencji dzieci. Gdy dzieci wywodzące się z ubogiego środowiska zostały adoptowane przez rodziny z wyższej klasy
średniej, ich iloraz inteligencji wzrósł o wartość od dwunastu do
osiemnastu punktów9.
Richard Nisbett z Uniwersytetu Michigan przedstawił artykuł
przeglądowy na temat badań, z których wynika, że: 1) iloraz inteligencji
studentów zmniejsza się w wakacje letnie; 2) ogólny poziom inteligencji
społeczeństwa rośnie z upływem czasu. Przeciętny iloraz inteligencji
społeczeństwa w 1917 roku odpowiadałby w dzisiejszych testach wartości
zaledwie siedemdziesięciu trzech punktów10.
Po zapoznaniu się z przedstawionymi tu rezultatami badań przeliczyłam
wyniki uzyskane w naszych wywiadach, przyjmując podawane przez
respondentów wartości przekraczające sto procent. Po uwzględnieniu tej
nadwyżki w naszych obliczeniach okazało się, że Inspiratorzy uzyskują od
swoich pracowników nie dwa razy, lecz 2,1 raza więcej potencjału.
Pomyślmy o naszych wynikach, gdybyśmy nie tylko otrzymywali dwa razy
więcej od naszego zespołu, lecz ponadto pięć lub dziesięć procent
bonusu wzrostu, ponieważ praca z nami spotęgowała inteligencję i zdolności ludzi?
Zastosowanie inspirującego podejścia do zarządzania ma dla organizacji
znaczenie strategiczne. Mówiąc najprościej, takie wykorzystanie zasobów
stwarza przewagę konkurencyjną.
Wykorzystanie zasobów
Weźmy za przykład Tima Cooka, obecnego dyrektora generalnego firmy
Apple. Gdy jeszcze był dyrektorem operacyjnym, przystąpił do przeglądu
budżetu jednego z działów sprzedaży i przypomniał jego kierownictwu, że
celem strategicznym jest wzrost przychodów. Ta informacja nie była dla
nikogo nowiną, jednak menedżerowie byli zdumieni, gdy okazało się, że
domaga się od nich zwiększenia przychodów bez zatrudniania dodatkowych
ludzi. Obecny na zebraniu dyrektor do spraw sprzedaży zauważył, że taki
wzrost jest możliwy, ale tylko przy dodatkowym zatrudnieniu.
Proponował, aby trzymać się sprawdzonego linearnego modelu zwiększania
zatrudnienia, bo przecież wiadomo, że aby osiągnąć większy przychód,
trzeba zwiększyć liczbę pracowników. Rozmowa między dyrektorami ciągnęła
się przez długie miesiące i nie potrafili dojść do porozumienia,
ponieważ każdy kierował się inną logiką. Dyrektor do spraw sprzedaży
mówił językiem dodawania (większy wzrost = dodanie zasobów). Tim mówił
językiem maksymalizowania (większy wzrost = potęgowanie posiadanych
zasobów).
Logika dodawania
Logika dodawania dominuje w planowaniu organizacji: w miarę pojawiania
się nowych potrzeb dodawane są zasoby. Kierownictwo najwyższego szczebla
chce zwiększenia produkcji, a menedżerowie operacyjni proszą o więcej
ludzi. Trwają negocjacje i przeciąganie liny, aż wreszcie dochodzi do
kompromisu: dwadzieścia procent wzrostu produkcji przy pięcioprocentowym
wzroście zatrudnienia. Ale jak to bywa z kompromisami, żadna ze stron
nie jest zadowolona.
Menedżerowie operacyjni okopani na pozycjach logiki alokacji zasobów
oraz ich zwiększania argumentują następująco:
Ludzie są przepracowani.
Najlepsi są wykorzystywani do maksimum.
A zatem realizacja większego zadania wymaga dodatkowych zasobów.
Tak właśnie wygląda logika dodawania. Wydaje się nawet dość
przekonująca, trzeba jednak pamiętać, że całkowicie pomija możliwości
lepszego wykorzystania już istniejących zasobów. Logika dodawania tworzy
scenariusz, w którym ludzie są zarazem przepracowani i niewykorzystani. Domaganie się alokacji zasobów przy równoczesnym
ignorowaniu możliwości ich potęgowania to kosztowna norma organizacyjna.
Profesorowie szkół biznesu i guru strategii biznesowych Gary Hamel i Coimbatore Krishnarao Prahalad piszą: "Spoczywającemu na kadrze
kierowniczej zadaniu alokacji zasobów poświęcono zbyt wiele uwagi w porównaniu z kwestią wykorzystania efektu dźwigni zasobów. [...] Jeżeli
naczelne kierownictwo poświęca więcej uwagi ocenie strategicznej
wykonalności projektów pod kątem alokacji zasobów niż podnoszeniu
efektywności ich wykorzystania, wygenerowana w ten sposób wartość dodana
będzie naprawdę skromna"11.
Wyobraźmy sobie dzieci w szkolnej stołówce. Nakładają na talerze
jedzenie, ale dużo pozostaje niezjedzone. Jedzenie wędruje z kuchni na
stoliki, lecz część się marnuje. Demotywatorzy, podobnie jak dzieci w stołówce, chętnie sięgają po zasoby i może nawet realizują swoje cele,
ale wiele osób pozostaje niewykorzystanych, a ich zdolności są
marnowane. Pomyślmy o kosztach mierzącego wysoko kierownika do spraw
rozwoju produktu w pewnej firmie technologicznej, którego przykład
opisuję dalej.
JASPER WALLIS - WYSOKOKOSZTOWY DEMOTYWATOR
- z pewnością miał gadane4. Był bardzo inteligentny i umiał
przedstawić atrakcyjną wizję produktów oraz ich niesłychane korzyści dla
klientów. Wiedział także, jak się ustawić i do kogo w firmie zagadać.
Problem polegał jednak na tym, że organizacja nie potrafiła wcielić w życie przedstawianej przez niego wizji, ponieważ pracownicy ciągle
krążyli wokół niego niczym planety wokół Słońca.
Jasper był strategiem kipiącym pomysłami, tyle że jego mózg produkował
ich więcej, niż organizacja była w stanie zrealizować. Mniej więcej raz
na tydzień proponował nowy cel lub inicjatywę. Jego dyrektor operacyjny
wspominał: "W poniedziałek mówił nam, że jeszcze w tym tygodniu musimy
dogonić "konkurenta X". Cała organizacja rzuca się z zapałem do
działania, wątpiąc, czy cokolwiek z tego będzie, przez kilka dni widać
postępy, ale tydzień później pojawia się nowy cel i wszystko się
rozjeżdża".
Ów lider do tego stopnia przywiązywał wagę do szczegółów, że hamowało to
wszelkie działania. Nie da się zaprzeczyć, że sam ciężko pracował, ale
cała organizacja działała ospale i ślamazarnie. Jego potrzeba
mikrozarządzania nie pozwalała innym osobom wnieść własnego wkładu. Na
wszystkim musiał osobiście przystawić pieczątkę, co prowadziło do
marnowania zasobów, tak iż efektywność jego działu liczącego tysiąc osób
była taka, jakby pracowało ich połowę mniej.
Jego polityka polegała na tym, że walczył o zasoby z większym działem
zajmującym się podobną technologią i chciał go przerosnąć. Zatrudniał
ludzi tak szybko, jak się dało, tworząc własną wewnętrzną infrastrukturę
i personel - całkowicie zbędne w stosunku do istniejącej już
infrastruktury drugiego działu. Przekonał nawet szefostwo do zbudowania
dla nich osobnego biurowca.
W końcu dopadła go rzeczywistość, gdy okazało się, że jego produkty są
przereklamowane, a firma zaczęła tracić udział w rynku. A gdy jeszcze
spadła rentowność, on sam stracił pracę, a jego dział włączono do grupy
zajmującej się innym produktem. Zdublowana przez niego infrastruktura
została ostatecznie rozmontowana, ale kosztem zmarnowanych milionów
dolarów i straconych okazji rynkowych.
Demotywatorzy zawsze drogo kosztują.
Logika potęgowania
Przyjrzeliśmy się logice dodawania i wynikającemu z niej nieefektywnemu
wykorzystywaniu zasobów. Tymczasem efektywne wykorzystanie zasobów na
poziomie organizacyjnym wymaga przyjęcia nowej logiki opartej na
potęgowaniu. Posługujący się nią liderzy wychodzą z założenia, że
zamiast dążyć do wzrostu przez powiększanie zasobów, można skuteczniej
wydobywać zdolności ludzi i obserwować, jak słupki strzelają w górę,
potęgując moc zasobów, które mamy do dyspozycji.
Logika potęgowania przedstawia się następująco:
Większość ludzi w organizacjach jest wykorzystywana poniżej granicy
ich możliwości.
Zdolności pracowników można w pełni wykorzystać, jeśli zapewni się im
odpowiedniego lidera.
To oznacza, że można potęgować zdolności i inteligencję bez
konieczności większych inwestycji.
Kiedy firma Apple postawiła sobie za cel szybki wzrost, dysponując
ograniczonymi zasobami ludzkimi, nie zwiększono bynajmniej personelu
sprzedażowego. Zamiast tego zebrano kluczowe osoby pełniące różne
funkcje, które dały sobie tydzień na przeanalizowanie problemu i wspólnie wypracowały rozwiązanie. Zmieniono model sprzedaży, aby
wykorzystać w nim ośrodki kompetencyjne i pełniej spożytkować zdolności
najlepszych sprzedawców oraz cechujących się rozległą wiedzą ekspertów
branżowych. W ten sposób praktycznie przy takich samych zasobach firma
osiągnęła dwucyfrowy wzrost sprzedaży mierzony rok do roku.
Salesforce, warta siedem miliardów dolarów firma zajmująca się
tworzeniem oprogramowania komputerowego, która była pionierem w oferowaniu oprogramowania jako usługi, zastępuje od pewnego czasu logikę
dodawania logiką potęgowania. W ciągu dziesięciu lat odnotowywała
znaczący wzrost, posługując się starą metodą rozwiązywania problemów
przez sięganie po nowe zasoby. Aby sprostać rosnącej liczbie klientów i nowym wymaganiom, zatrudniała najlepsze dostępne talenty techniczne i biznesowe i rzucała je na nowe fronty. Kiedy jednak takich talentów
zaczęło brakować na rynku, dla szefostwa oznaczało to nowy cel:
zwiększenie wydajności z wykorzystaniem wyłącznie dostępnych zasobów.
Nie można już było polegać na przestarzałych zasadach posługiwania się
zasobami. Dlatego zaczęto kształtować liderów zdolnych pobudzać
inteligencję i zdolności ludzi w swoim otoczeniu, aby w ten sposób
zwiększyć potencjał intelektualny organizacji i odpowiedzieć na rosnące
wymagania.
Za koncepcją takiego rozwijania zasobów kryje się daleko więcej niż
jedynie "uzyskiwanie lepszych skutków za pomocą mniejszych środków".
Inspiratorzy wcale nie uzyskują większych efektów za pomocą mniejszych
środków. Uzyskują więcej, wykorzystując więcej. Jak ujął to pewien
dyrektor wykonawczy: "Osiemdziesięciu ludzi może działać z produktywnością pięćdziesięciu albo tak, jakby było ich pięciuset". A ponieważ Inspiratorzy osiągają lepszą wydajność z dostępnych zasobów,
mają tym samym mocniejszą pozycję konkurencyjną w porównaniu z firmami
tkwiącymi wciąż w logice dodawania.
Pragniemy podciąć sam korzeń tego przestarzałego sposobu myślenia.
Przyjrzyjmy się teraz temu, w jaki sposób Inspiratorzy uzyskują dostęp
do inteligencji pracowników i jak udaje się im tak wiele z nich wydobyć.
Odpowiedź kryje się w założeniach oraz pięciu cechach Inspiratorów.
Umysł Inspiratora
Badając działania Inspiratorów i Demotywatorów, dostrzegaliśmy
wielokrotnie, że kierują się całkowicie odmiennymi założeniami co do
inteligencji swoich współpracowników. Właśnie te założenia wyjaśniają,
jak się wydaje, większość różnic dotyczących jednych i drugich.
UMYSŁ DEMOTYWATORA. Tacy liderzy uważają,
że inteligencja to nieczęsta zaleta trafiająca się tylko nielicznym.
Wydają się przekonani, że naprawdę inteligentne osoby to rzadki
gatunek i tak się składa, że właśnie oni są jego przedstawicielami.
Na podstawie tego założenia dochodzą do wniosku, że są tak wyjątkowi,
iż inni zupełnie sobie bez nich nie poradzą.
Przypominam sobie pewnego lidera, z którym pracowałam i którego
należałoby nazwać "intelektualnym suprematystą". Kierował organizacją
specjalizującą się w nowych technologiach, zatrudniającą ponad cztery
tysiące doskonale wykształconych pracowników umysłowych, z których
większość była absolwentami renomowanych uniwersytetów z całego świata.
Brałam udział w zebraniu jego zespołu zarządzającego, podczas którego
dwudziestu członków wyższego szczebla zarządzania rozwiązywało ważny
problem dotyczący jednego z produktów mającego lada chwila wejść na
rynek.
Po spotkaniu rozmawiałam z nim na temat jego przebiegu oraz podjętych
decyzji. W pewnej chwili spojrzał na mnie i spokojnie powiedział: "Na
takich spotkaniach słucham zazwyczaj kilku osób. Poza nimi nikt nie ma
niczego ciekawego do zaproponowania". Chyba musiał dostrzec mój wyraz
twarzy, bo zaraz próbował niezręcznie się ratować: "Oczywiście jedną z tych osób jest właśnie pani". Te słowa nie wydały mi się zbyt szczere.
Na spotkaniu rozmawiał z najlepszą dwudziestką menedżerów
reprezentujących oddział zatrudniający cztery tysiące osób i był
przekonany, że tylko kilku z nich ma mu coś do zaoferowania... Idąc,
mijaliśmy kolejne rzędy boksów i gabinetów, w których pracowali jego
ludzie. Spoglądając na nich jego oczami, ujrzałam ogromną połać
intelektualnych nieużytków. Chciałam wziąć do ręki megafon i ogłosić
wszystkim tym ludziom, że mogą się spakować i pójść do domu, bo ich szef
uważa, że nie mają niczego do zaproponowania.
Z naszych badań wynika, że dla Demotywatorów inteligencja to nie tylko
rzadki towar, ale rzecz statyczna, niezmieniająca się z czasem i okolicznościami. Ta postawa koresponduje z tym, co Carol Dweck, znana
psycholożka i autorka, nazywa "nastawieniem na trwałość", czyli
przekonaniem, że nasza inteligencja i zdolności pozostają niezmienne
przez całe życie12. Tok rozumowania takich liderów składa się z dwóch stopni: 1) "ci, którzy nie są inteligentni, już nigdy tacy nie
będą", dlatego 2) "muszę cały czas myśleć za wszystkich". W świecie
Demotywatorów ludzie inteligentni nie mają chwili wytchnienia!
Nie trzeba wiele bystrości, aby domyślić się, jak na co dzień działa
taki szef. Możesz też zadać sobie pytanie, jak wyglądałoby twoje
działanie, gdybyś w głębi duszy myślał tak samo. Wówczas prawdopodobnie
mówiłbyś swoim ludziom, co mają robić, samodzielnie podejmował wszystkie
ważne decyzje, interweniował i przejmował stery, ilekroć uznałbyś, że
ktoś się nie sprawdza. I ostatecznie prawie zawsze miałbyś rację,
ponieważ zgodnie z przyjętymi przez ciebie założeniami zarządzałbyś w sposób powodujący podległość i zależność.
UMYSŁ INSPIRATORA. Inspiratorzy przyjmują
całkowicie odmienne założenia. Podczas gdy Demotywatorzy postrzegają
sferę inteligencji w sposób czarno-biały, Inspiratorzy widzą ją w Technikolorze. Dostrzegają bogactwo inteligencji u otaczających ich
osób, a nie tylko garstkę tych, które zasługują na miano myślących.
Ponadto z ich perspektywy inteligencja to zdolność, która może wzrastać.
Ta obserwacja jest zbieżna z tym, co Dweck nazywa "nastawieniem na
rozwój", czyli przekonaniem, że takie podstawowe cechy, jak inteligencja
i kompetencje, można w sobie rozwijać przez świadomy wysiłek13.
Inspiratorzy zakładają, że ludzie są bystrzy i dadzą sobie radę. W ich
oczach organizacja dysponuje mnóstwem utalentowanych osób zdolnych
wnieść znacznie większy wkład niż do tej pory. Myślą tak samo jak pewna
menedżerka, z którą przeprowadzaliśmy wywiad i która dokonywała
przeglądu swojego zespołu, zadając sobie pytanie: "Jak przejawia się
inteligencja tej osoby?". Odpowiadając na nie, odnajduje interesujące
umiejętności często ukryte tuż pod powierzchnią. Zamiast skreślać ludzi
jako niewartych jej czasu, potrafi zastanowić się nad tym, co można by
zrobić, aby rozwinąć i pielęgnować ich umiejętności, a potem wybiera
zadania skłaniające taką osobę do gimnastyki umysłowej i służące
interesom organizacji.
Inspiratorzy spoglądają na złożone sposobności i wyzwania wokół i myślą
sobie: Wszędzie tu mamy bystrych ludzi, którzy coś ciekawego wymyślą, a przy okazji sami staną się mądrzejsi. Rozumieją, że ich zadaniem jako
liderów jest zebrać właściwe osoby, stworzyć klimat optymalizujący
myślenie u każdej z nich - a potem im nie przeszkadzać, tylko pozwolić
działać!
Jak byś postępował, gdybyś przyjął takie założenia? W chwilach próby
ufałbyś swoim ludziom, stawiałbyś przed nimi trudne wyzwania i stworzył
im przestrzeń pozwalającą wypełniać obowiązki. Korzystałbyś z ich
inteligencji w taki sposób, że stawaliby się bystrzejsi.
Poniższa tabela pokazuje, jak te zdecydowanie odmienne założenia
wywierają kolosalny wpływ na sposób zarządzania ludźmi przez oba typy
liderów:
W jaki sposób
Demotywator: "Beze mnie sobie nie poradzą".
Inspirator: "Ludzie są inteligentni i poradzą sobie".Zarządzałbyś talentem?
Wykorzystując go
Rozwijając goPodchodził do błędów?
Obwiniając
Szukając ich przyczynyWyznaczał kierunek?
Nakazując
Stawiając wyzwaniaPodejmował decyzje?
Osobiście
Konsultując swoje postanowieniaDbał o ich realizację?
Kontrolując
Wspierając
Te podstawowe założenia trzeba wydobyć na światło dzienne i zrozumieć,
ponieważ, mówiąc najprościej, każde działanie wynika z jakichś założeń.
Jeśli ktoś chce działać jak Inspirator, nie może po prostu
bezrefleksyjnie naśladować takich liderów, lecz musi najpierw myśleć tak
jak oni. Obserwując od dwudziestu lat menedżerów i prowadząc z nimi
szkolenia, zauważyłam, jak przyjmowane przez nich założenia wpływają na
sposób ich pracy. Jeśli zaczniemy od przyjrzenia się dokładnie naszym
podstawowym założeniom i ich skorygowania, jeśli trzeba, łatwiej nam
będzie autentycznie przyswoić sobie pięć cech Inspiratora, tak iż trwale
nas przemienią.
Pięć cech Inspiratora
Jakie zatem działania wyróżniają Inspiratora? Analizując dane zebrane od
ponad stu pięćdziesięciu menedżerów, znaleźliśmy obszary, w których oba
typy liderów robią te same rzeczy. I jeden, i drugi jest nastawiony na
klienta. Obaj odznaczają się dobrym zmysłem biznesowym i wyczuciem
rynku. Otaczają się inteligentnymi osobami i uważają się za liderów
innowacji. Kiedy jednak przeglądaliśmy dane, szukając cech
charakterystycznych wyłącznie dla Inspiratorów, dostrzegliśmy pięć,
które odróżniają ich od Demotywatorów.
1. PRZYCIĄGANIE I OPTYMALIZOWANIE
TALENTÓW. Inspiratorzy są magnesami dla talentów; przyciągają
i wykorzystują talenty do maksimum, niezależnie od tego, kto je posiada,
a ludzie garną się, aby z nimi pracować, bo wiedzą, że będą się rozwijać
i osiągać sukcesy. Liderzy dławiący talenty są budowniczymi imperiów,
obstają zdecydowanie przy tym, by posiadać i mieć pod całkowitą kontrolą
wszystkie zasoby, bo widzą w tym drogę do zwiększenia produktywności.
Dzielą zazwyczaj zasoby na te, którymi dysponują, i te, których nie
mają, a te sztywne podziały uniemożliwiają im efektywne wykorzystanie
wszystkich zasobów i hamują wzrost. Oni także bywają początkowo
atrakcyjni dla pracowników, którzy pragną należeć do ich zespołu, ale
często okazuje się to zgubne dla ich kariery.
Demotywator to budowniczy imperium, który zagarnia dla siebie zasoby, a potem je marnotrawi. Inspirator to magnes dla talentów wykorzystujący i optymalizujący geniusz każdej osoby.
2. STWARZANIE STYMULUJĄCEGO ŚRODOWISKA
WYMAGAJĄCEGO OD PRACOWNIKÓW BŁYSKOTLIWEGO MYŚLENIA.
Inspiratorzy tworzą jedyne w swoim rodzaju wysoce motywujące środowisko
pracy, w którym każdemu wolno myśleć, oraz przestrzeń pozwalającą na jak
najlepsze działanie. Tacy liderzy działają jak wyzwoliciele
potencjału, tworząc komfortową, a zarazem stymulującą atmosferę pracy.
Potrafią wyeliminować lęk, zapewniając pracownikom bezpieczeństwo, które
zachęca ich do jak najlepszego myślenia. Środowisko, które tworzą, jest
stymulujące i wymaga od pracowników pełnego zaangażowania i wysiłku.
Demotywatorzy z kolei działają jak tyrani, wprowadzając surowy osąd i strach przed nim paraliżujące myślenie i pracę ludzi. Tacy liderzy
próbują domagać się od każdego bystrego pomyślunku, nigdy go jednak nie
otrzymują.
Demotywator to tyran stwarzający stresujące środowisko pracy.
Inspirator jest wyzwolicielem potencjału tworzącym bezpieczne otoczenie
sprzyjające śmiałemu myśleniu.
3. STAWIANIE AMBITNYCH WYZWAŃ.
Inspiratorzy stawiają wyzwania - sobie i innym - skłaniające do
przekroczenia granic obecnej wiedzy. W jaki sposób to robią? Sieją
ziarno możliwości, przedstawiają wyzwania zmuszające organizację do
wysiłku i w ten sposób tworzą w ludziach przekonanie, że coś jest
osiągalne, oraz zarażają ich entuzjazmem, z którym sami przystępują do
działania. Liderzy dławiący talent działają jako wszystkowiedzący,
osobiście instruują i popisują się swoją wiedzą. Podczas gdy
Demotywatorzy wyznaczają kierunek, Inspiratorzy dbają o to, aby kierunek
się krystalizował.
Demotywator jawi się jako wszystkowiedzący i wydaje polecenia.
Inspirator stawia wyzwania i wskazuje możliwości.
4. DECYDOWANIE W DRODZE DYSKUSJI.
Inspiratorzy to inicjatorzy dyskusji, którzy prowadzą swoich ludzi do
słusznych decyzji będących wynikiem uporządkowanej debaty. Promowany
przez nich proces podejmowania decyzji zawiera wszystkie informacje
niezbędne organizacji do wcielania ich w życie. Dyskutując z ludźmi,
przedstawiają sprawy jasno i klarownie, co prowadzi do decyzji dla nich
zrozumiałych, które potrafią skutecznie wdrażać w życie. Demotywatorzy z kolei działają jako decydenci, zdolni podejmować skuteczne decyzje w małym, zamkniętym kręgu, lecz wszystkich spoza niego pozostawiają w niewiedzy. Przez to nie są oni w stanie ocenić słuszności postanowień
lidera, co pozbawia ich satysfakcji, jaką odczuwaliby, pomagając je
doprecyzować i wcielać w życie.
Demotywatorzy to decydenci starający się przekonać do swoich decyzji
innych. Inspiratorzy to inicjatorzy dyskusji, dzięki którym ludzie
akceptują to, co mają im do zaoferowania.
5. PRZEKAZYWANIE PRAWA WŁASNOŚCI DECYZJI I POCZUCIA ODPOWIEDZIALNOŚCI. Inspiratorzy uzyskują i utrzymują
doskonałe wyniki, ponieważ stawiają wszystkim wysokie wymagania.
Działają jak inwestorzy, zapewniając zasoby niezbędne do osiągnięcia
sukcesu. Ponadto rozwijają u ludzi odpowiedzialność za podejmowane
zobowiązania. Z czasem uwewnętrzniają oni wysokie oczekiwania liderów,
przez co czują się odpowiedzialni, także przed sobą nawzajem, często
przy wyżej zawieszonej poprzeczce i bez konieczności bezpośredniej
interwencji Inspiratora. Demotywatorzy zaś to mikromenedżerowie,
którzy prą do wyników, wszystkie zasługi przypisując sobie, czepiając
się szczegółów i bezpośrednio sterując wszystkim w dążeniu do
zamierzonych rezultatów.
Demotywator to mikromenedżer, który bezustannie interweniuje.
Inspirator to inwestor, który przekazuje innym prawo własności i pełną
odpowiedzialność.
Tabela na sąsiedniej stronie przedstawia pięć kluczowych cech
odróżniających Demotywatorów od Inspiratorów.
Zaskakujące wyniki
Przyglądając się Inspiratorom na całym świecie, zauważyliśmy, że są do
siebie bardzo podobni, a w ich działaniu można wyróżnić kilka wzorców
potwierdzających nasze wcześniejsze obserwacje. Poniżej przedstawiamy
cztery zaskakujące i intrygujące rezultaty naszych badań, którymi
pragniemy się podzielić.
Twarda sztuka
Jedno z najważniejszych spostrzeżeń wyłaniających się z naszych badań
nad Inspiratorami wskazuje, że to twarde sztuki. Oczekują od ludzi
wielkich rzeczy i pchają ich do działania umożliwiającego ich
osiągnięcie. Nie są nastawieni wyłącznie na wynik; wymagają i nie
patyczkują się. Ludzie w ich obecności czują się bystrzy i zdolni do
czynu, ale nie dlatego, że liderzy głaszczą ich po główce. Przeciwnie,
przyglądając się pracownikom, dostrzegają ich zdolności, chcą mieć do
nich całkowity dostęp i w pełni je wykorzystują. Dużo widzą i dlatego
ich oczekiwania także są duże.
DEMOTYWATORZY
INSPIRATORZY
Co zakładają
"Beze mnie sobie nie poradzą".
"Ludzie są inteligentni i poradzą sobie".
Jak działają
Cechy
Cechy 1. Budowniczy imperium Zagarnia zasoby i w nikłym stopniu wykorzystuje talenty.
1. Magnes dla talentów Przyciąga ludzi utalentowanych i wykorzystuje ich jak najlepiej.
2. Tyran Stwarza stresujące środowisko tłamszące zdolności i działania ludzi.
2. Wyzwoliciel potencjału Tworzy stymulujące środowisko wymagające od ludzi błyskotliwego myślenia i wkładu pracy.
3. Wszystkowiedzący Wydaje instrukcje mające pokazać, że wszystko wie i na wszystkim się zna.
3. Stawia wyzwania Wskazuje możliwości skłaniające ludzi do intensywniejszego myślenia i działania.
4. Decydent Podejmuje jednoosobowo nagłe decyzje dezorientujące organizację.
4. Inicjator dyskusji Prowadzi ludzi do słusznych decyzji będących wynikiem uporządkowanej dyskusji.
5. Mikromenedżer Prze do rezultatów przez osobiste zarządzanie.
5. Inwestor Przekazuje innym odpowiedzialność za rezultaty ich działań i inwestuje w ich sukces.
Co dostają w zamian
Rezultat: < 50%
Rezultat: 2xW przeprowadzonych przez nas wywiadach respondenci wyrażali podziw dla
takich liderów, z którymi zdarzyło im się pracować, jednak przyczyną ich
wdzięczności była przede wszystkim głęboka satysfakcja z pracy, a nie
miła i sympatyczna relacja. Jedna z ankietowanych osób tak opisywała
uczestnictwo w zespole Deb Lange, wicedyrektorki do spraw opodatkowania
w pewnej dużej firmie: "Praca dla niej była jak intensywny trening na
siłowni. Wyczerpująca, ale upajająca". Inna tak mówiła o swoim
menedżerze: "Dostawał ode mnie rzeczy, co do których nawet nie
wiedziałem, że mogę mu je dać. Zrobiłbym dla niego praktycznie wszystko,
aby go nie zawieść". Kierownik wyższego szczebla podlegający
bezpośrednio Derekowi Williamsowi, wicedyrektorowi wykonawczemu na
region Azji i Pacyfiku firmy Oracle, ujął to następująco: "Gdy człowiek
wychodził z jego gabinetu, miał wrażenie, jakby urosły mu skrzydła".
Podejście Inspiratorów do zarządzania to nie jedynie oświecona wersja
przywództwa, lecz uzyskiwanie lepszych wyników dzięki umiejętności
wydobywania z ludzi znacznie więcej niż przeciętnie i oferowanie im w zamian niesłychanej satysfakcji z pracy. Jak zauważyła jedna z osób
czytająca pierwszą wersję tej książki, tacy liderzy wcale nie uważają,
że powinniśmy "pić sobie z dzióbków".
Nie usuwają się w cień
Ludziom często się wydaje, że Inspiratorzy usuwają się w cień, by
pozwolić innym błyszczeć, ja jednak stwierdziłam, że tacy liderzy nie
tylko w pełni wykorzystują inteligencję i talenty osób w swoim
otoczeniu, lecz sami angażują się w równym stopniu. Jednym z moich
ulubionych Inspiratorów jest Magic Johnson. Już w szkole średniej,
jeszcze jako Earvin Johnson junior, był wyjątkowo utalentowanym
koszykarzem, a trener ciągle mu powtarzał: "Earvin, za każdym razem, gdy
dostajesz piłkę, chcę, żebyś rzucał do kosza". Earvin robił tak, jak
kazał mu trener, i zdobywał mnóstwo punktów dla drużyny. Gdy wygrywali z wynikiem pięćdziesięciu czterech punktów, pięćdziesiąt dwa zdobywał
właśnie on. Uwielbiali go za to trener i koledzy, bo który nastolatek
nie chciałby grać w niepokonanej drużynie? Ale po którymś z meczów
wyszedł z szatni i zobaczył twarze rodziców, którzy przyszli obejrzeć
swoich synów, a zamiast tego podziwiali tylko jego grę. Wspominał
później: "Wówczas postanowiłem, że wykorzystam talent dany mi przez
Boga, aby pomóc każdemu w drużynie stać się lepszym graczem". Dzięki
temu postanowieniu zyskał przydomek "Magic" (Czarodziej) opisujący jego
zdolność wyniesienia na najwyższy poziom każdej drużyny i każdego jej
zawodnika. Nie jest zatem tak, że Inspiratorzy ustępują pola innym, aby
ci mogli się wykazać. Przeciwnie, działają w taki sposób, który zachęca
innych, aby także dali z siebie wszystko.
Mają wielkie poczucie humoru
Do naszego kwestionariusza badań nad przywództwem dodaliśmy ot tak, dla
kaprysu, pytania dotyczące poczucia humoru menedżerów i okazało się, że
nasze przypuszczenia były słuszne. Inspiratorów często cechuje poczucie
humoru i co więcej, to właśnie ich odróżnia od Demotywatorów. Nie chodzi
o to, że tacy liderzy sypią dowcipami jak z rękawa, na pewno jednak nie
traktują siebie ani wszystkiego, co się dzieje w pracy, ze śmiertelną
powagą. Może dlatego, że nie muszą udowadniać wszystkim swojej
inteligencji, potrafią śmiać się z siebie oraz z ludzkich błędów i dziwactw, ich poczucie humoru zaś działa wyzwalająco na innych. Liczne
badania pokazują, że pogodna atmosfera w miejscu pracy wzmacnia relacje,
redukuje stres i zwiększa empatię. Osoby pracujące w otoczeniu, w którym
jest miejsce na radość i śmiech, są bardziej wydajne, lepiej radzą sobie
w kontaktach międzyludzkich i rzadziej korzystają ze zwolnień
lekarskich14. Inspiratorzy z poczuciem humoru tworzą
środowisko pracy, w którym ludzie mogą dać z siebie najwięcej.
Jeśli chcemy zobrazować sobie poczucie humoru Inspiratora, możemy wziąć
za przykład George'a Clooneya, który potrafi pokpiwać z siebie i sprawia, że wszyscy w jego towarzystwie czują się swobodnie i mogą być
sobą. Pewien dziennikarz tak o nim pisze: "Po kwadransie przebywania w jego obecności poczułem się w moim własnym domu... jak w domu"15.
Inna gwiazda występująca na ekranie razem z nim zauważyła pewnego razu:
"Potrafi cię tak ośmielić [...], że nie sposób się oprzeć". Inspiratorzy
korzystają z poczucia humoru, by stworzyć przyjemną atmosferę i wyzwolić
w pracownikach naturalną energię oraz inteligencję.
Przypadkowy Demotywator
Jedną z największych niespodzianek, którą ujawniły nasze badania, było
to, że niewielu Demotywatorów zdawało sobie sprawę, jak dławiący wpływ
wywierają na ludzi w swoim otoczeniu. Wielu z nich dorastało, słysząc
pochwały na temat swojej inteligencji, a potem jako menedżerowie pięli
się po szczeblach kariery ze względu na atuty osobiste, w tym często
potencjał intelektualny. Gdy w końcu stali się "szefami", przyjmowali za
rzecz oczywistą, że ta rola oznacza bycie najmądrzejszą osobą
zarządzającą "podwładnymi". Niektórzy mieli umysł, a nawet serce
Inspiratora, ale tak długo pracowali w otoczeniu Demotywatorów, że
przejęli wiele ich praktyk oraz przyswoili sobie ich punkt widzenia.
Jeden z dyrektorów wykonawczych powiedział nam: "Gdy poznałem wyniki
waszych badań, uświadomiłem sobie, że tak długo żyję w krainie
Demotywatorów, iż sam stałem się jednym z nich". Wielu ludzi pracowało
dla takich liderów i chociaż wyszli z tego bez szwanku, to jednak w ich
własnym późniejszym postępowaniu pozostały ślady tego wpływu. Dla takich
Przypadkowych Demotywatorów mam dobrą wiadomość: można zmienić się w Inspiratora i jest to wykonalne. Rozdział siódmy zatytułowany
"Przypadkowy Demotywator" przeznaczony jest dla wszystkich porządnych
menedżerów, którzy pragną działać jak najlepiej, lecz mimo dobrych
intencji nie wykorzystują należycie inteligencji i zdolności swoich
ludzi.
Co obiecuje ta książka
Badając pracę i sposób postępowania Inspiratorów i Demotywatorów, często
spotykaliśmy się z inteligentnymi osobami, których potencjał pozostawał
niewykorzystany. Widzieliśmy ich frustrację, gdy opowiadały nam, jak
mało niektórzy liderzy od nich uzyskują, mimo że one same bardzo się
starają i próbują dać z siebie jak najwięcej. Dowiedzieliśmy się, że
jest całkiem realna sytuacja, w której ktoś jest przepracowany, a zarazem nie wykorzystuje pełni możliwości. Wszędzie wokół znajdują się
ukryte talenty, organizacje zaś pełne są ludzi, którym nikt nie postawił
godnych wyzwań.
Istnieją jednak Inspiratorzy, którzy wiedzą, jak dotrzeć do uśpionej
inteligencji pracowników, jak stawiać im wyzwania oraz wykorzystywać
zdolności. Takich wspaniałych Inspiratorów możemy znaleźć w biznesie,
szkolnictwie, organizacjach non profit i administracji państwowej.
Przypatrzmy się kilkorgu z nich, o których później powiem więcej:
K.R. Sridhar, prezes firmy i przedsiębiorca odnoszący sukcesy w dziedzinie zielonych technologii, który rekrutuje talenty z najwyższej
półki. Stwarza im środowisko pracy, w którym czują ogromną presję, lecz
zarazem niewielki stres, a następnie pozwala im eksperymentować i podejmować ryzyko, aż z ich pracy wyłonią się właściwe technologie i rozwiązania.
Alyssa Gallagher, wicekuratorka, która zainicjowała rewolucję w sposobie nauczania w podległym jej rejonie szkolnym, przekazując stery
nauczycielom i pozwalając im na przełomowe działania.
Lutz Ziob, dyrektor generalny Microsoft Learning, o którym jego
zespół mówi: "Tworzy środowisko, w którym dzieją się dobre rzeczy.
Rekrutuje wspaniałych ludzi, pozwala im popełniać błędy i zaciekle
dyskutuje ważne decyzje. Wymaga od nas tego, co najlepsze, lecz potem
dzieli się sukcesem z całym zespołem".
Sue Siegel, była prezeska firmy biotechnologicznej, a obecnie
inwestorka kapitału wysokiego ryzyka, której partner biznesowy opisywał
"efekt Sue. Wszystko wokół niej staje się lepsze, a przedsiębiorstwa pod
jej przewodnictwem kwitną. Często się zastanawiam, jacy są ludzie, kiedy
nie ma przy nich Sue".
Larry Gelwix, trener drużyny rugby Highland High School w Salt Lake
City w stanie Utah. Jego drużyna ma na koncie w swej
trzydziestoczteroletniej historii trzysta dziewięćdziesiąt dwa
zwycięstwa i tylko dziewięć porażek. Przypisuje on ten niezwykły rekord
swojej świadomej filozofii przywództwa angażującej inteligencję
zawodników zarówno na boisku, jak i poza nim.
Takie osoby stanowią punkt odniesienia dla wszystkich, którzy chcieliby
stać się Inspiratorami.
Mam dla każdego prostą obietnicę: ty też możesz zostać Inspiratorem.
Możesz tworzyć wokół siebie geniuszy i uzyskać większy wkład ze strony
swoich ludzi. Możesz zdecydować, by myśleć i działać jak taki lider. Ta
książka pokaże ci, jak to zrobić. I wyjaśni, dlaczego to takie ważne.
To książka dla każdego menedżera, który stara się radzić sobie z niedostatecznymi zasobami ludzkimi w trudnych ekonomicznie czasach. To
przesłanie dla liderów, którzy muszą osiągać ambitne cele, wydobywając
więcej ze swoich ludzi. W miarę jak przedsiębiorstwa pozbywają się
nadmiaru zasobów, potrzeba liderów zdolnych potęgować inteligencję i umiejętności pracowników jest jeszcze bardziej paląca niż kiedykolwiek
wcześniej. Ale to książka także dla Inspiratora, który chciałby lepiej
zrozumieć to, co przychodzi mu w tak naturalny sposób, jak również dla
kogoś aspirującego do tej roli. I wreszcie jest to z pewnością książka
dla Demotywatorów, która pomoże im lepiej zrozumieć negatywne skutki
przywództwa ogniskującego się na własnej inteligencji. Jednym słowem, to
książka dla menedżerów oczekujących spełnienia obietnicy, jaką niesie z sobą rola Inspiratora: potęgowania inteligencji wszędzie i u każdego.
W trakcie jej lektury poznasz kilka zasadniczych prawd:
Demotywatorzy niedostatecznie wykorzystują inteligencję ludzi,
pozostawiając ich możliwości nietknięte, tak jak dzieci jedzenie w szkolnej stołówce.
Inspiratorzy pomnażają inteligencję w pracownikach i w organizacji.
Ludzie w ich obecności stają się mądrzejsi i zdolniejsi.
Inspiratorzy rozwijają zasoby. Przemieniając pracowników obdarzonych
największymi zdolnościami intelektualnymi w Inspiratorów, firmy mogą
zapewnić sobie dwukrotnie wyższą wydajność pracy.
Zanim jednak przyjrzymy się dokładnie sposobowi działania Inspiratorów,
wyjaśnijmy, czym ta książka nie jest. Nie jest receptą na model
przywództwa promującego szefa jako "równego gościa" wprowadzającego miłą
atmosferę w pracy. Przeciwnie, przedstawia twarde podejście do
zarządzania, które pozwala ludziom oferować więcej. I choć wiele się w niej będzie mówić o Inspiratorach i Demotywatorach, nie zajmuje się ona
ich osiągnięciami jako takimi, lecz wpływem, który wywierają na innych.
To książka o wpływie i obietnicy Inspiratora. I wreszcie przedstawione w niej koncepcje nie mają służyć do tego, by przypinać łatkę szefowi lub
kolegom zdradzającym cechy Demotywatora. Przedstawiam w niej natomiast
ramy, które pomogą ci rozwinąć sposób działania Inspiratora.
Książka została pomyślana tak, by od pierwszej do ostatniej strony
czegoś cię nauczyć, dając sposobność zrozumienia i wcielenia w życie
koncepcji Inspiratora. Wstęp pozwolił ci na krótkie zapoznanie się z efektem Inspiratora i przegląd jego działania. W kolejnych rozdziałach
wyjaśnię dokładniej różnice między dwoma typami liderów, omówię
szczegółowo pięć cech Inspiratora i pokażę, w jaki sposób możesz
zminimalizować w sobie skłonności Demotywatora. Nauczysz się z niej
także strategii postępowania z Demotywatorami, których z pewnością nie
zabraknie w twoim otoczeniu. Poznasz historię prawdziwych liderów
reprezentujących oba typy przywództwa, lecz musisz pamiętać, że z oczywistych powodów zmieniliśmy imiona i nazwiska Demotywatorów oraz
nazwy organizacji, w których pracowali lub pracują. Na końcu książki
znajdziesz plan działania, który pozwoli ci stać się Inspiratorem i pomoże budować kulturę potęgującą te właściwości w całej twojej
organizacji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Nazwisko zmienione. [wróć]
Nazwisko zmienione. [wróć]
Nazwisko zmienione. [wróć]
Nazwisko zmienione. [wróć]