Wstęp
CZYM JEST iGEN I SKĄD TO WIEMY?
Kiedy pewnego letniego dnia, około
południa, udaje mi się dodzwonić do trzynastoletniej Atheny,
jej głos brzmi, jakby dopiero się obudziła. Rozmawiamy chwilę
o jej ulubionych piosenkach i programach telewizyjnych - pytam,
co lubi robić z przyjaciółmi. "Jeździmy do centrum handlowego"
- mówi. "Rodzice cię podrzucają?" - pytam, pamiętając,
jak w szkole średniej, w latach osiemdziesiątych, spędzałam czas
z przyjaciółmi, ciesząc się z kilku godzin bez rodziców. "Nie
- odpowiada - jadę tam z moją rodziną. To znaczy jedziemy
z mamą i z braćmi, ale trzymamy się z tyłu. Muszę powiedzieć
mamie, gdzie idziemy. No i muszę się jej meldować co godzinę albo
co pół".
To, że spędzają czas z mamą
w centrum handlowym, nie jest jedynym, co odróżnia życie towarzyskie
dzisiejszych nastolatków od życia towarzyskiego nastolatków
sprzed kilku dekad. Athena i jej przyjaciele z gimnazjum w Houston
w Teksasie częściej komunikują się ze sobą przez telefon niż
osobiście. Ich ulubiony sposób komunikacji to Snapchat, aplikacja
na smartfony pozwalająca użytkownikom przesyłać zdjęcia, które
zaraz znikają. Najbardziej lubią filtr, który nakłada na twarze
ludzi psie nosy i uszy jak z kreskówki. "Świetny filtr - mówi
Athena - najsłodszy, jaki widziałam". Upewniają się też, że
aplikacja pamięta, przez ile dni z rzędu komunikowali się ze sobą
na Snapchacie. Czasami robią zrzut ekranu wyjątkowo śmiesznych fotek
przyjaciół, żeby móc je zachować, bo "to dobry szantaż".
Athena spędza większą część letnich
wakacji z telefonem w swoim pokoju. "Wolę już siedzieć z telefonem
u siebie, oglądając Netfliksa, niż przebywać z rodziną. To
właśnie robiłam przez większą część lata. Spędziłam więcej
czasu w telefonie niż z ludźmi". Mówi, że takie po prostu jest
jej pokolenie. "Nie mieliśmy wyboru, nie mogliśmy zobaczyć, jak
wygląda życie bez iPadów czy iPhone'ów. Myślę, że lubimy nasze
telefony bardziej niż ludzi".
Nadeszło pokolenie internetu - iGen
(skrót od "iGeneracji").
Urodzeni po 1995 roku, dorastali
z telefonem komórkowym, mieli konto na Instagramie, zanim poszli do
liceum, i nie pamiętają czasów sprzed internetu.
Najstarsi przedstawiciele iGenu wchodzili
w okres nastoletni, kiedy w 2007 roku wprowadzono iPhone'a, a gdy
w 2010 roku pojawił się iPad - byli już w liceum. Litera
"i" w nazwie tych urządzeń jest skrótem od "internetu",
który został skomercjalizowany w 1995 roku. Gdyby to pokolenie
miało zostać nazwane na cześć jakiejś rzeczy, mógłby to być
właśnie iPhone: ankieta marketingowa z 2015 roku wykazała,
że dwie trzecie amerykańskich nastolatków ma to urządzenie
- w jego wypadku rynek został niemal w pełni nasycony. "Musisz
mieć iPhone'a"[1] - wyznała pewna siedemnastolatka w demaskatorskiej
publikacji o mediach społecznościowych, zatytułowanej
American Girls ("Amerykańskie
dziewczyny"). "To tak, jakby Apple miał monopol na wiek
dojrzewania".
Całkowita dominacja smartfonów odbija
się na każdej sferze życia nastolatków z iGenu, od interakcji
społecznych po zdrowie psychiczne. To pierwsze pokolenie, które miało
nieograniczony dostęp do internetu - przez cały czas. Nawet jeśli
ich smartfona wyprodukował Samsung, a ich tablet to Kindle, ci młodzi
ludzie nadal zaliczają się do iGenu. (To samo dotyczy grupy o niższych
dochodach: nastolatki z uboższych środowisk spędzają w sieci tyle
samo czasu, co nastolatki ze środowisk zamożnych - oto kolejny
efekt smartfonów). Przeciętna nastolatka zagląda do telefonu ponad
osiemdziesiąt razy na dobę.
Ale postęp technologiczny to nie
jedyna zmiana kształtująca to pokolenie. Litera "i" w słowie
"iGen" może też oznaczać indywidualizm, który przedstawiciele
tego pokolenia uważają za oczywistość - jest to ogólny trend
leżący u podstaw ich poczucia równości oraz odrzucania tradycyjnych
zasad społecznych. Dalej można wymienić także nierówność dochodów,
która wywołuje u przedstawicieli iGenu głębokie poczucie niepewności
- martwią się tym, jak postępować, by osiągnąć sukces finansowy
i dołączyć do grupy "która coś ma", a nie do grupy "która
nic nie ma". Z tego i innych powodów iGen różni się od każdego
poprzedniego pokolenia pod względem spędzania czasu, zachowania,
a także stosunku do religii, seksualności i polityki. iGen prowadzi
życie towarzyskie w nowy sposób, odrzuca nienaruszalne dotąd zakazy
społeczne, a od życia i kariery oczekuje czegoś innego. To pokolenie
ma bzika na punkcie bezpieczeństwa i obawia się o swoją ekonomiczną
przyszłość. Denerwują je nierówności związane z płcią, rasą
czy orientacją seksualną. A przy tym doświadcza ono największego od
dziesięcioleci kryzysu zdrowia - od 2011 roku wskaźniki depresji
i samobójstw wśród nastolatków rosną w zawrotnym tempie. Wbrew
obiegowej opinii, że z pokolenia na pokolenie dzieci dorastają
szybciej, iGen dorasta wolniej - osiemnastolatki zachowują
się teraz tak, jak kiedyś piętnastolatki, a trzynastolatki jak
dziesięciolatki. Młodzież jest fizycznie bezpieczniejsza niż
kiedykolwiek wcześniej, ale też bardziej podatna mentalnie.
Na podstawie czterech dużych,
reprezentatywnych dla całego kraju badań z udziałem 11 milionów
Amerykanów (badania były prowadzone od lat sześćdziesiątych XX
wieku) zidentyfikowałam dziesięć istotnych trendów kształtujących
iGen, a więc również nas wszystkich. Oto one: niedojrzali
(wydłużenie wieku dziecięcego), w internecie (ile czasu
młodzi ludzie naprawdę spędzają w telefonach - i kosztem
czego), wirtualni (mniej kontaktów osobistych), niespokojni (więcej
problemów ze zdrowiem psychicznym), niereligijni (utrata religijności),
odizolowani (zainteresowanie bezpieczeństwem i spadek zaangażowania
obywatelskiego), niepewni dochodów (nowe podejście do pracy), bez
ograniczeń (nowe postawy wobec seksu, związków i rodzicielstwa),
inkluzyjni (akceptacja, równość i wolność słowa), niezależni
(poglądy polityczne). iGen to doskonałe pole do obserwacji trendów,
jakie będą kształtować naszą kulturę w przyszłości, jego
przedstawiciele zaś, choć nadal bardzo młodzi, są już na
tyle duzi, by wyrażać własne poglądy i opowiadać o swoich
doświadczeniach.
Różnice pokoleniowe badam od niemal
dwudziestu pięciu lat, kiedy to jako dwudziestodwulatka zaczęłam robić
doktorat z psychologii osobowości na Uniwersytecie Michigan. Wtedy
koncentrowałam się na tym, jak moje własne pokolenie - generacja
X - różni się od pokolenia powojennego wyżu demograficznego,
zwanego baby boomers (m.in. większa równość płci
i wyższy poziom lęku)[2]. Z biegiem lat zajęłam się obserwacją
różnic pokoleniowych w zachowaniu, postawach i cechach
osobowości, charakterystycznych dla milenialsów, a więc
pokolenia urodzonego w latach osiemdziesiątych i na początku
lat dziewięćdziesiątych. Badania te zaowocowały książką
Generation Me ("Pokolenie ja"), wydaną w 2006
roku i wznowioną z poprawkami w 2014 roku[3]. Większość różnic pokoleniowych definiujących pokolenie
X i milenialsów ujawniała się stopniowo, osiągając apogeum po
dziesięciu lub dwudziestu latach ciągłych zmian. Przywykłam do
wykresów trendów przypominających pagórki powoli rozrastające
się w szczyty, gdzie zmiana kulturowa stawała się widoczna tuż
po miarowej "wspinaczce", która zaczynała się od kilku młodych
osób i z czasem obejmowała ich coraz więcej.
Jednak około 2012 roku zaczęłam
obserwować dużą, raptowną zmianę w zachowaniu i w stanach
emocjonalnych nastolatków. Wykresy zaczęły nagle przypominać strome
góry - w ciągu zaledwie kilku lat gwałtowne spadki zdołały
wymazać przyrosty z kilku dekad. Po latach stopniowych pochyłości
i wgłębień naraz pojawiły się urwiste klify - wiele cech
osiągnęło rekordowy poziom. W trakcie lat analiz danych pokoleniowych
(niektóre z tych danych sięgały lat trzydziestych XX wieku) nigdy
jeszcze nie widziałam czegoś podobnego.
Z początku zastanawiałam się, czy nagłe
spadki to nie przypadek. Być może znikną za rok lub dwa lata. Tak
się jednak nie stało - tendencje się utrzymywały, tworząc
długotrwałe, często niespotykane dotąd trendy. Kiedy przekopałam
dane, wyłonił się z nich wzorzec: wiele istotnych zmian zaczęło
się około 2011 lub 2012 roku. Za późno, by mógł spowodować je
kryzys finansowy, oficjalnie trwający od 2007 do 2009 roku.
Wtedy dotarło do mnie, że dokładnie
w 2011-2012 roku większość Amerykanów zaczęła mieć telefony
komórkowe z dostępem do internetu, popularnie zwane smartfonami. Owocem
tej nagłej zmiany jest iGen.
Tak wieloaspektowe zmiany pokoleniowe
mają poważne konsekwencje. We wczesną dorosłość wchodzi właśnie
zupełnie nowa grupa młodych ludzi, którzy zachowują się i myślą
inaczej - inaczej nawet niż ich "sąsiedzi", milenialsi. Wszyscy
musimy ich zrozumieć, włączając w to rodziny i przyjaciół, którzy
się o nich troszczą, firmy szukające nowych kandydatów, a także
wyższe uczelnie, które kształcą i formują studentów. Włączając
w to również specjalistów od marketingu, którzy próbują im coś
sprzedać. Także przedstawiciele iGenu muszą zrozumieć swoje pokolenie,
by wytłumaczyć osobom starszym od siebie, w jaki sposób patrzą na
świat i co ich wyróżnia.
Różnice pokoleniowe są większe
i bardziej znaczące niż kiedykolwiek wcześniej. Największą
różnicą pomiędzy milenialsami a wcześniejszym pokoleniem
był światopogląd - milenialsi większy nacisk kładli na
siebie, mniejszy zaś na zasady społeczne (stąd termin "pokolenie
ja"). Natomiast iGen z powodu popularności smartfonów odróżnia się
przede wszystkim sposobami spędzania czasu. Codzienne doświadczenia
życiowe przedstawicieli tego pokolenia są radykalnie odmienne od
doświadczeń ich poprzedników. Pod pewnymi względami jest to o wiele
bardziej fundamentalna zmiana pokoleniowa od tej, która zrodziła
milenialsów. Może właśnie dlatego trendy zwiastujące nadejście
iGenu są tak raptowne i spektakularne.
Roczniki graniczne
Wskutek zawrotnego tempa przemian
technologicznych powstała zaskakująco szeroka przepaść pomiędzy
osobami urodzonymi w latach osiemdziesiątych XX wieku i tymi,
które urodziły się po 1990 roku. "Nie za bardzo orientuję
się w świecie cyfrowym" - napisała w "New York
Timesie" urodzona w 1983 roku Juliet Lapidos. "Internet nie
był dla mnie oczywistością. Musiałam nauczyć się, czym jest
i jak z niego korzystać... Pierwszy telefon komórkowy miałam
w wieku 19 lat"[4]. Lapidos skończyła 19 lat w 2002 roku - żeby
napisać wtedy SMS-a, trzeba było naciskać kilka razy ten sam
klawisz w telefonie z klapką, a do surfowania w sieci używało
się komputera stacjonarnego. Zaledwie pięć lat później, a więc
w 2007 roku, gdy wprowadzono iPhone'a, ten stan rzeczy zmienił
się całkowicie. iGen to pierwsze pokolenie, które wchodziło w wiek
dojrzewania ze smartfonem w ręku - ogromna różnica, z której
wynikają różnorodne konsekwencje.
Pokolenie internetu pojawiło się
szybciej, niż można się było tego spodziewać. Jeszcze do niedawna
gadka pokoleniowa tyczyła się głównie milenialsów, których definiuje
się czasem jako Amerykanów urodzonych w latach 1980-1999. To
dość duża rozpiętość jak na tak niedawne pokolenie: genera-cja
X, bezpośrednio poprzedzająca milenialsów, obejmuje osoby urodzone
na przestrzeni czternastu lat, pomiędzy rokiem 1965 a 1979. Gdyby
milenialsom przypisać tak samo szeroki przedział czasu, ostatni
przedstawiciele tego pokolenia urodziliby się raczej w 1994 roku,
a to znaczy, że iGen zaczyna się wraz z osobami, które przyszły na
świat w 1995 roku - niby przypadkiem jest to również data narodzin
internetu. W okolicach 1995 roku można dostrzec też inne przełomowe
wydarzenia. W 2006 roku Facebook otworzył się dla użytkowników
powyżej trzynastego roku życia - czyli osoby urodzone po 1993
roku mogły już spędzić cały okres dojrzewania, korzystając
z mediów społecznościowych. Na ustawienie granicy w połowie lat
dziewięćdziesiątych wskazują także twarde dane: w 2011 roku, kiedy
wyniki badań zaczęły się zmieniać, ankietowanymi w wieku 13-18
lat były właśnie osoby urodzone pomiędzy 1993 a 1998 rokiem.
Można tylko zgadywać, jaki zakres lat
obejmie iGen: stawiam, że czternaście do siedemnastu, poczynając od
1995 roku. Oznaczałoby to, że jego ostatni przedstawiciele urodzili
się między 2009 a 2015 rokiem - gdzieś w połowie wypada więc
rok 2012. I tym sposobem otrzymujemy granice urodzeń przypadające na
lata 1995-2012. Z biegiem czasu mogą się one przesunąć w górę
lub w dół, ale 1995-2012 to mocny punkt wyjścia. Wiele będzie
zależeć od technologii, jakie rozwiną się w ciągu najbliższej
dekady, i od tego, czy zmienią one życie młodych ludzi tak jak
smartfony. Jeśli przyjmiemy ten zakres dat, pierwsi przedstawiciele
iGenu ukończyli liceum w 2012 roku, a ostatni ukończą je w roku 2030
(zob. ryc. 0.1).
RYCINA 0.1
Okres, w jakim dane pokolenie przeważało
w populacji uczniów ostatnich klas liceum i studentów pierwszego roku,
na podstawie pokoleniowych granic urodzenia.
Wyznaczanie pokoleniowych granic urodzenia
jest arbitralne - nie ma precyzyjnych danych naukowych ani oficjalnej
zgodnej opinii w kwestii tego, które roczniki przynależą do danego
pokolenia. Co więcej, osoby urodzone tuż przed jakąś granicą
albo tuż po niej zasadniczo miały styczność z tą samą kulturą,
natomiast formalnie rzecz biorąc, osoby urodzone w jednym pokoleniu
w odstępie dziesięciu lat miały już styczność z różnymi
kulturami. Niemniej jednak etykietki pokoleniowe z konkretnymi granicami
urodzeń bywają przydatne. Podobnie jak granice miast, prawna granica
dorosłości czy określone typy osobowości, pozwalają nam one
definiować i opisywać ludzi, nawet jeśli narysowanie wyraźnej
linii ma oczywiste ograniczenia, a bliższa prawdy wydaje się linia
rozmyta. Tak naprawdę nie gra większej roli to, gdzie postawimy
granice - ważne jest, byśmy rozumieli, w jaki sposób osoby
urodzone po 1995 roku różnią się od osób urodzonych zaledwie kilka
lat wcześniej.
Nazwa
Etykietka "iGen" jest zarazem zwięzła,
obszerna i stosunkowo neutralna. Przynajmniej jeden znany mi
autor określił ją jako "bezbarwną", co jednak uważam za
zaletę. Etykietka pokoleniowa musi być na tyle pojemna, by zmieścić
rozległą grupę osób, i na tyle neutralna, by zaakceptowali ją
sami zainteresowani oraz starsze pokolenia. Musi również w jakiś
sposób wyrażać przeżycia danej generacji - w wypadku iGenu, jak
dotąd, to właśnie internet i smartfony zdefiniowały większość
doświadczeń tego pokolenia. "Advertising Age", czołowy magazyn,
zgodził się, że iGen to najlepsza nazwa dla postmilenialsów. Matt
Carmichael, dyrektor działu strategii informacyjnej "Advertising
Age", powiedział w rozmowie dla "USA Today": "Uważamy,
że taka nazwa najlepiej pasuje do tego pokolenia i że pozwoli je
najlepiej zrozumieć"[5].
Inne proponowane określenie dla tej grupy
to generacja Z. Ale ta etykietka miałaby sens tylko, gdyby wcześniejsze
pokolenie nazywano generacją Y, tymczasem mało kto tak o nim
mówi, odkąd zwyciężył termin milenialsi. Z tego powodu generacja
Z odpada w przedbiegach. Nie wspominając o tym, że młodzi ludzie
nie chcą dla siebie etykietki utworzonej od nazwy starszego pokolenia. To
dlatego wtórne baby busters (czyli pokolenie niżu
demograficznego) nigdy się nie przyjęło na określenie generacji X,
a generacja Y nie przylgnęła do milenialsów. Generacja Z jest
wtórna, a w pamięci zawsze zostają etykietki oryginalne.
Neil Howe, który razem z nieżyjącym
już Williamem Straussem ukuł termin milenialsi, zasugerował,
by następne pokolenie nazwać homelanders,
biorąc pod uwagę fakt, że dorastało już po utworzeniu
departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego (ang. homeland
security)[6]. Wątpię jednak, by jakiekolwiek pokolenie chciało zostać
nazwane na cześć organizacji rządowej, która zmusza podróżnych do
zdejmowania butów na lotnisku. Howe uważa również, że następujące
po milenialsach pokolenie urodziło się najwcześniej w 2005
roku, co wydaje się nieprawdopodobne, zważywszy na zawrotne tempo
przemian technologicznych oraz nagłe zmiany w cechach nastolatków
i w sposobach spędzania czasu przez młodych ludzi, jakie zaczęto
obserwować około 2011 roku. Proponowano też inne etykietki. W 2015
roku w sondażu dla MTV nastolatki wybrały termin "założyciele"
(ang. founders)[7]. Ale założyciele czego?
O ile mi wiadomo, byłam pierwszą osobą,
która użyła nazwy iGen[8]. Po raz pierwszy wprowadziłam ją w kwietniu 2006
roku w swojej książce Generation Me. Już
od jakiegoś czasu używam tego terminu do określenia pokolenia
postmilenialsów. W 2010 roku nazwałam moją firmę konsultingową
iGen Consulting.
Dane
To, czego dowiedzieliśmy się o iGenie do tej
pory, zaczyna dopiero nabierać kształtu. Sondaże pokazują, że 29%
młodzieży nie wyznaje żadnej religii albo że 86% nastolatków martwi
się o znalezienie pracy. Jednak te jednorazowe sondaże mogłyby
tak naprawdę ukazywać przekonania powszechne wśród młodych
ludzi z różnych pokoleń. Młodzież z pokolenia wyżu i niżu
demograficznego w latach siedemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych
XX wieku również mogła stronić od religii i troszczyć się
o zatrudnienie. Jednorazowe sondaże bez udziału grupy porównawczej
nie mówią nam nic o przemianie kulturowej czy o doświadczeniach
charakterystycznych dla iGenu. Nie można wyciągać podobnych wniosków
na podstawie danych z jednego pokolenia. Mimo to niemal wszystkie
książki i artykuły o iGenie, które się dotychczas ukazały,
posiłkowały się właśnie takimi - przydatnymi tylko w niewielkim
stopniu - sondażami.
Inne jednorazowe ankiety obejmują
przedstawicieli kilku pokoleń. To już lepiej, ale i one mają
jedną główną wadę: nie potrafią oddzielić skutków wiekowych od
pokoleniowych. Jeśli badanie pokazuje na przykład, że iGen zawiera
przyjaźnie w pracy chętniej niż generacja X, może to wynikać
z faktu, że wśród przedstawicieli tego pokolenia znajdziemy wielu
młodych singli, natomiast wśród przedstawicieli generacji X - wiele
nieco starszych osób, które są już w związku małżeńskim. Takich
rzeczy nie sposób stwierdzić na podstawie jednorazowej ankiety. To
niefortunne, bo gdy się próbuje oddać różnice pokoleniowe, opierając
się na wieku, niewiele można się dowiedzieć na temat faktycznych
zmian - na przykład, czy to, co motywowało młodych pracowników
i studentów dziesięć lat temu, motywuje ich również dziś.
Żeby zrozumieć, pod jakimi względami
to pokolenie jest wyjątkowe - a więc co nowego można właściwie
o nim powiedzieć - musimy porównać iGen z poprzednimi pokoleniami
w momencie, gdy ich przedstawiciele także byli młodzi. Potrzebujemy
zatem danych zebranych na przestrzeni lat. Temu właśnie służą duże
badania panelowe, które analizuję w tej książce: rok po roku zadaje
się młodym ludziom te same pytania, aby porównać odpowiedzi z kilku
pokoleń.
Korzystam tutaj przede wszystkim
z czterech baz danych. Jedna z nich, Monitoring the Future (MtF
- monitorowanie przyszłości), corocznie, poczynając od 1976
roku, zadaje uczniom ostatniej klasy liceum ponad tysiąc pytań,
a od 1991 roku przepytuje również ostatnie klasy gimnazjum i klasy
drugie liceum. Inna, Youth Risk Behavior Surveillance System (YRBSS
- system monitorowania ryzykownych zachowań wśród młodzieży,
zarządzany przez ośrodki zajmujące się kontrolą i prewencją
chorób), ankietuje licealistów od 1991 roku. Ankieta American Freshman
(AF), zarządzana przez instytut ds. badań szkolnictwa wyższego, od
1966 roku przepytuje studentów rozpoczynających czteroletnie studia
na wyższych uczelniach lub studia uniwersyteckie. Ostatnia, General
Social Survey (GSS - ogólna ankieta społeczna), od 1972 roku bada
osoby dorosłe powyżej 18. roku życia. (Więcej na temat tych ankiet
i zastosowanych w nich metod - zob. Aneks A). Ankiety te pokazują
nam, jak pokolenie wyżu demograficznego tańcowało w okresie liceum
w latach siedemdziesiątych, jak generacja X kołysała się w latach
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, jak na początku nowego
wieku gibali się milenialsi - pokazują wreszcie, jak w bieżącej
dekadzie własne rytmy tworzy iGen.
Dzięki temu, że porównujemy
równolatków z różnych pokoleń, a nie opieramy się na refleksjach
starszych osób na temat minionego czasu, możemy zaobserwować
poglądy młodych ludzi na swój temat. Możemy dostrzec różnice
kulturowe, nie zaś te, które wynikają z wieku. Różnic tych nie
da się skwitować lekceważącym stwierdzeniem: "młodzi zawsze
tak mieli". Tak naprawdę te ankiety pokazują nam, że dzisiejsza
młodzież różni się znacznie od poprzednich pokoleń. Stosunkowo
młody wiek przedstawicieli iGenu również jest ekscytujący - pozwala
nam podglądać ich w momencie, gdy formuje się ich tożsamość,
gdy zaczynają wyrażać swoje poglądy i znajdować własne ścieżki
prowadzące do dorosłości.
Powyższe źródła danych mają trzy
wyraźne zalety. Po pierwsze, są rozległe i obejmują dużą próbę
- dane zbierano rokrocznie od tysięcy ankietowanych, którzy anonimowo
udzielili odpowiedzi na setki pytań. Łącznie przebadano 11 milionów
osób. Po drugie, osoby zarządzające ankietami zadbały o to, by
respondenci dobrze reprezentowali populację amerykańską pod względem
płci, rasy, lokalizacji i statusu socjoekonomicznego. Oznacza to,
że można sformułować ogólne wnioski na temat całości młodzieży
amerykańskiej (albo - w wypadku studentów - dla całej tej
grupy). Po trzecie, dane te są ogólnie dostępne w internecie - nie
trzeba za nie zapłacić, a więc są jawne i otwarte dla wszystkich. Te
ankiety to narodowy skarb tzw. big data (dużych,
zmiennych i różnorodnych zbiorów danych), ponieważ dają pojęcie
o życiu i poglądach Amerykanów na przestrzeni minionych dekad,
ale też ukazują aktualny obraz młodzieży z ostatnich lat. Mając do
dyspozycji całe mnóstwo świeżych i rzetelnych danych pokoleniowych,
nie musimy się dłużej posiłkować wątpliwymi, jednorazowymi
badaniami, żeby zrozumieć iGen.
Ponieważ próby w badaniach
ankietowych są reprezentatywne w skali kraju, ukazują całościowy
obraz amerykańskiej młodzieży, a nie tylko odosobnionej
grupy. Oczywiście demografia amerykańskich nastolatków z czasem
uległa zmianie, na przykład Latynosów jest teraz więcej niż
w poprzednich dziesięcioleciach. Pytanie, czy zmiany pokoleniowe są
wyłącznie rezultatem zmian demograficznych, jest w pełni uzasadnione
- i choć tyczy się bardziej przyczyn niż dokładności badań,
to warto je zadać. Z tego i kilku innych powodów sprawdziłam, czy
opisywane tu trendy są zauważalne w różnych grupach (na przykład
wśród czarnych, białych i Latynosów, dziewczynek i chłopców, na
Północnym Wschodzie, Środkowym Zachodzie, na Południu i Zachodzie,
na obszarach miejskich, wiejskich i podmiejskich, w grupach o niższym
i wyższym statusie socjoekonomicznym - biorąc pod uwagę choćby
to, czy rodzice ankietowanych studiowali, czy nie). Z niewielkimi
wyjątkami trendy pokoleniowe zaobserwować można we wszystkich tych
grupach demograficznych. Te wieloaspektowe zmiany zauważalne są wśród
bogatych i biednych, wśród osób o różnym pochodzeniu etnicznym,
w miastach, na przedmieściach i w małych miasteczkach. Jeśli
ciekawi cię, jak te trendy rysują się w różnych grupach, zajrzyj do
aneksów, gdzie umieściłam część wykresów wraz z analizą.
Żeby zobaczyć zapowiedź tego,
na czym polegają wspomniane zmiany pokoleniowe, wypełnij test na
następnej stronie. Dowiesz się z niego, w jakim stopniu twoje
własne doświadczenia pokrywają się z doświadczeniami pokolenia
internetu. Niezależnie od swojego roku urodzenia sprawdź, ile masz
w sobie z iGenu.
Dane demograficzne - i reszta
świata
Jeśli przyjąć roczniki urodzeń od
1995 do 2012, iGen obejmuje 74 miliony Amerykanów, a więc jakieś
24% całej populacji[9]. Oznacza to, że jedna czwarta Amerykanów zalicza się do
iGenu - a to kolejny powód, by lepiej zrozumieć tę generację. iGen
to najbardziej zróżnicowane etnicznie pokolenie w historii Ameryki:
jedna czwarta to Latynosi, a niemal 5% to osoby wielorasowe. Biali
nie-Latynosi stanowią nieznaczną większość - 53%. Natomiast
roczniki urodzone blisko górnej granicy są pierwszymi, w których
biali nie mają większości: poczynając od przedstawicieli iGenu
urodzonych pod koniec 2009 roku, biali pochodzenia innego niż
latynoskie stanowią mniej niż 50%. To znaczy, że żadna grupa
nie ma większości - można tu praktycznie mówić o definicji
różnorodności. Pokolenie urodzone po iGenie - czyli w 2013 roku
i później - będzie pierwszym, którego większość stanowić
będą osoby inne niż białe.
Dane w tym wypadku pochodzą z prób
przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, nie można więc bezpośrednio
sformułować ogólnych wniosków na temat pozostałych krajów. Jednakże
wiele zmian pokoleniowych, które występują tutaj, można zaobserwować
również w innych kulturach. Naukowcy z całego świata odnotowują
te same trendy - ciągle ukazują się też nowe badania. Moda
na internet i smartfony zawładnęła uprzemysłowionymi krajami
niemal w tym samym czasie, gdy technologie te rozprzestrzeniły się
w Stanach Zjednoczonych. Skutki z dużym prawdopodobieństwem będą
zatem podobne.
Kontekst
Chcąc uniknąć operowania suchymi liczbami
i pokazać, że kryją się za nimi prawdziwi ludzie, zaczęłam na
kilka sposobów przyglądać się bliżej iGenowi. Przede wszystkim
przeprowadziłam rozmowy z dwudziestoma trzema przedstawicielami tego
pokolenia osobiście lub przez telefon (rozmowy trwały do dwóch godzin),
zgłębiając, co sądzą na temat popkultury, życia towarzyskiego
nastolatków, bieżących wydarzeń, kontrowersji dotyczących
uczelni i swoich szalenie ważnych smartfonów. Ci młodzi ludzie
byli w wieku od 12 do 20 lat. W tej grupie znaleźli się zarówno
czarni, biali, Azjaci, jak i Latynosi, osoby z Bliskiego Wschodu,
z Wirginii, Connecticut, Illinois, Ohio, Teksasu, Minnesoty,
Georgii i z Kalifornii, uczniowie gimnazjum, liceum, studenci
dwuletniego kolegium przygotowawczego, czteroletnich uczelni wyższych
- większość uczęszczała do szkół, które nie są uznawane
za zbyt elitarne. Zamieściłam również kwestionariusze w sieci,
na takich stronach, jak MTurk Requester firmy Amazon, przeprowadziłam
ankietę z udziałem 250 studentów pierwszego roku psychologii
na Uniwersytecie Stanowym w San Diego, gdzie wykładam, a różne
pojawiające się na zajęciach kwestie miałam okazję przedyskutować
z moimi słuchaczami studiów licencjackich. Przeczytałam też mnóstwo
opinii w gazetach uczelnianych z całego kraju. Źródła te nie są
reprezentatywne w skali krajowej, tak więc nie mogą zastąpić
danych ankietowych. Doświadczenia konkretnych przedstawicieli
iGenu są wyłącznie ich doświadczeniami i niekoniecznie będą
reprezentatywne dla całego pokolenia. Złotym standardem są niezmiennie
dane z ankiet. Rozmowy czy prace pisemne mogą ilustrować te dane,
ale w żadnym razie ich nie zastąpią. Są
jednak sposobem na to, by uczłowieczyć dane dotyczące młodzieży. iGen
dojrzewa i zaczyna wpływać na kształt naszego świata - jego
przedstawiciele zasługują więc na to, by ich wysłuchać, a nie
tylko empirycznie zrozumieć.
Wypełnij ten test, złożony
z 15 pytań, żeby dowiedzieć się, ile masz w sobie z iGenu. Na
każde pytanie odpowiedz "tak" lub "nie".
_____
1. Czy w ciągu ostatniej doby spędziłeś/-aś
przynajmniej godzinę, esemesując?
_____
2. Czy masz konto na Snapchacie?
_____
3. Czy uważasz się za osobę religijną?
_____
4. Czy zrobiłeś/-aś prawo jazdy przed ukończeniem
siedemnastu lat?
_____
5. Czy uważasz, że małżeństwa jednopłciowe
powinny być legalne?
_____
6. Czy zdarzyło ci się pić alkohol (więcej niż
kilka łyków) przed szesnastymi
urodzinami?
_____
7. Czy gdy byłeś/-aś nastolatkiem/-ą, często
kłóciłeś/-aś się z rodzicami?
_____
8. Czy ponad jedna trzecia osób w twoim liceum miała
inny kolor skóry niż ty?
_____
9. Czy w liceum spędzałeś/-aś niemal każdy weekendowy
wieczór z przyjaciółmi?
____
10. Czy w liceum pracowałeś/-aś w trakcie roku
szkolnego?
____
11. Czy uważasz strefy bezpieczeństwa w szkołach
i powiadomienia o rażących treściach
za dobry pomysł? Czy zgadzasz się z tym, że należy dołożyć
starań, by zmniejszyć poziom mikroagresji?
____
12. Czy czujesz się politycznie niezależny/-a?
____
13. Czy popierasz legalizację marihuany?
____
14. Czy uprawianie seksu bez zaangażowania emocjonalnego
jest w porządku?
____
15. Czy w liceum dosyć często czułeś/-aś się
wykluczony/-a lub samotny/-a?
PUNKTACJA: Przyznaj sobie 1 punkt za odpowiedź
"tak" w pytaniach 1, 2, 5, 8, 11, 12, 13, 14 i 15. Przyznaj sobie
1 punkt za odpowiedź "nie" w pytaniach 3, 4, 6, 7, 9 i 10. Im
wyższy uzyskasz wynik, tym więcej z iGenu jest w twoich zachowaniach,
przekonaniach i postawach.
Kiedy napisałam Generation
me, książkę o milenialsach, byłam niewiele starsza od
kohorty, którą opisywałam, a więc doświadczyłam wielu tych samych
zjawisk kulturowych. Rdzeń tamtej książki, podobnie jak niniejszej,
stanowiły twarde dane ankietowe. Ale ponieważ jestem przedstawicielką
pokolenia X, wiele z tego, o czym pisałam, znajdowało odzwierciedlenie
w moim życiu. W wypadku tej książki już tak nie jest - od
nastolatków z pokolenia internetu jestem dwadzieścia pięć albo
trzydzieści lat starsza. (Ku mojemu rozgoryczeniu jeden ze studentów,
z którym rozmawiałam, powiedział, że przypominam mu mamę. Jak się
okazało, rzeczywiście jestem w wieku jego rodziców). Tutaj moja
rola przypomina bardziej rolę obserwatora niż uczestnika. Niemniej
jednak zyskałam teraz nową perspektywę: moje trzy córki urodziły
się kolejno w 2006, 2009 i 2012 roku, a więc w późniejszych
rocznikach iGenu. Na własne oczy widziałam doświadczenia typowe dla tej
generacji. Na przykład dziecko, które dopiero co uczy się chodzić,
ale już bez problemów posługuje się iPadem. Moja sześcioletnia
córka poprosiła mnie o telefon komórkowy, a dziewięcioletnia
opowiadała mi o najnowszej aplikacji, która powali na kolana całą
czwartą klasę. Liczę, że jeśli nazwę ich pokolenie, moje dzieci
zaczną mnie słuchać, gdy proszę, by włożyły buty.
W tej książce głosy iGenu - czy to
w formie statystyk z dużych ankiet, czy też opowieści, jakie się
wyłaniają z rozmów z jego przedstawicielami - mówią same za
siebie. Książka zawiera również ponad sto wykresów prezentujących
dane ankietowe z wielu pokoleń, tak aby czytelnik mógł zobaczyć je
na własne oczy - i to nie tylko dane dotyczące iGenu, ale też
milenialsów, generacji X i pokolenia wyżu demograficznego. Wykresy
pozwalają pomieścić dużą ilość danych na małej przestrzeni (wykres
wart jest tysiąc słów). Obserwując gwałtowne spadki i urwiste klify,
jakie pojawiają się w wypadku licznych cech i zachowań w okolicach
2011 roku, i te nieco bardziej łagodne w innych wypadkach, możecie
się sami przekonać, jak iGen wyróżnia się na tle pozostałych
pokoleń.
Zastrzeżenia
Ponieważ zajmuję się badaniem pokoleń,
często słyszę pytania: "Czemu obwinia pani dzieci? Czy to nie wina
rodziców?" (Albo: "wina baby boomers?",
"wina generacji X?"). U podstawy tych pytań leżą dwa mylne
założenia: po pierwsze, że wszystkie zmiany pokoleniowe są
negatywne, a po drugie, że każda zmiana ma tylko jedną przyczynę
(np. sposób wychowywania dzieci). Żadne z tych założeń nie
jest prawdziwe. Niektóre zmiany pokoleniowe są pozytywne, inne
negatywne, a jeszcze inne mogą być i takie, i takie. Ludzie
mają naturalną skłonność do postrzegania rzeczy w kategoriach
czarno-białych, ale w wypadku zmian kulturowych warto dostrzegać
odcienie szarości i szukać kompromisu. Biorąc pod uwagę,
że wiele różnic pokoleniowych ma pozytywny (lub przynajmniej
neutralny) charakter, używanie słów "wina" czy "obwiniać"
jest nieporozumieniem. Przynosi też efekt przeciwny do zamierzonego,
ponieważ zamiast się starać zrozumieć trendy, zarówno te dobre,
jak i te złe, sprzeczamy się o to, kogo obarczyć winą. Zmiana
kulturowa ma też wiele przyczyn, a nie jedną - to nie tylko rodzice,
ale i technologia, media, biznes i edukacja, które współdziałają,
by stworzyć kulturę zupełnie różną od tej, jakiej doświadczali
nasi rodzice i dziadkowie. Nie jest to niczyja wina albo jest to wina
nas wszystkich. Kultury się zmieniają, a wraz z nimi zmieniają się
też pokolenia - i właśnie to ma znaczenie. Nie chodzi tu o jakiś
konkurs na to, które pokolenie jest gorsze (albo lepsze). Kultura ulega
zmianie i wszyscy w tym uczestniczymy. Wspólnie.
Gdy już wiemy, że nastąpiła
zmiana pokoleniowa, naturalnym pytaniem będzie: dlaczego? Bywa,
że trudno udzielić na nie odpowiedzi. W nauce złotym standardem
w przedstawianiu tego, jak jedna rzecz spowodowała drugą,
jest eksperyment, w którym uczestnikom losowo przypisuje się
różne rodzaje doświadczeń. W wypadku różnic pokoleniowych
oznaczałoby to przypisywanie losowo różnych momentów dorastania
- zadanie niemożliwe do wykonania. Aby więc zidentyfikować
możliwe przyczyny, z braku lepszych opcji, posługujemy się
dwustopniowym procesem. Najpierw należy skorelować ze sobą dwie
rzeczy. Na przykład możemy zaobserwować, czy nastolatki spędzające
więcej czasu w mediach społecznościowych są bardziej podatne
na depresję. Następnie te dwie rzeczy muszą ulec zmianie w tym
samym czasie i we właściwym kierunku. Jeśli wskaźniki korzystania
z mediów społecznościowych i depresji wzrastają w tych samych
latach, jedno może powodować drugie. Jeśli tak nie jest (powiedzmy,
że coś rośnie, a coś pozostaje bez zmian), jedno prawdopodobnie nie
powoduje drugiego. Takie podejście pozwala nam przynajmniej wykluczyć
możliwe przyczyny. Nie pozwala nam ich w pełni potwierdzić, ale
może posłużyć za dowód pozwalający wskazać sprawcę.
Kolejne zastrzeżenie: dane w tej
książce są uśrednione. Na przykład przeciętny nastolatek
z iGenu spędza więcej czasu w sieci niż przeciętny milenials
w 2005 roku. Oczywiście niektóre nastolatki z pokolenia internetu
spędzają mało czasu w sieci, a niektórzy milenialsi spędzali
go dużo - te dwie grupy nakładają się na siebie w znacznym
stopniu. To, że istnieje uśredniona różnica, nie oznacza, że każdy
przedstawiciel danego pokolenia jest dokładnie taki sam. Dlaczego zatem
nie traktować każdego indywidualnie? Jeśli mamy zamiar analizować
dane, jest to zwyczajnie niemożliwe. Statystyki opierają się na
średnich wartościach - bez nich nie da się porównywać grup
ludzi. To dlatego niemal każde badanie naukowe dotyczące ludzi opiera
się na uśrednionych danych. Nie jest to stereotypizowanie, tylko
porównywanie grup z użyciem metody naukowej. Ze stereotypizowaniem
mamy do czynienia, gdy ktoś zakłada, że każda jednostka musi być
reprezentatywna dla swojej grupy. Powiedzenie, że badania pokoleniowe
opisują w jeden sposób "każdego" w danym pokoleniu albo że
"nazbyt uogólniają", nie jest uzasadnioną formą krytyki. Owe
"zbytnie uogólnienia" są wynikiem błędnej interpretacji dokonanej
przez poszczególne osoby, nie zaś samych danych.
A co, jeśli zmiany kulturowe dotykają
wszystkich, nie tylko iGenu? W wielu wypadkach tak właśnie się
dzieje. Efekt ten to "wpływ epoki", czyli zmiana kulturowa,
która w równym stopniu oddziałuje na ludzi w różnym wieku. Rzadko
występuje w czystej formie, ponieważ wiek zazwyczaj wpływa na nasze
doświadczanie wydarzeń. Zmiana kulturowa często obejmuje najpierw ludzi
młodych, a dopiero potem rozprzestrzenia się na starszych. Smartfony
i media społecznościowe są tego doskonałym przykładem. Tak czy
inaczej, znaczna część tej książki poświęcona będzie temu,
w jaki sposób młodzi przedstawiciele iGenu różnią się od swoich
poprzedników. Naturalnie mówimy więc o różnicy pokoleniowej, skoro
okres nastoletni przedstawicieli wyżu demo-graficznego, generacji X
i milenialsów należy już do przeszłości.
Droga naprzód
Gdzie pójdzie iGen, tam i cały kraj. Rodzice
nastolatków zastanawiają się, w jaki sposób ciągłe korzystanie
ze smartfonów wpłynie na mózgi, emocje i relacje społeczne ich
dzieci. Większość studentów zalicza się już do tego pokolenia
- przynoszą ze sobą na uczelnie w całym kraju swoje wartości,
punkty widzenia i wiecznie obecne smartfony. W biznesie grupa
młodych kandydatów do pracy zostanie wkrótce zdominowana przez iGen,
nie zaś milenialsów, przez co niektóre firmy mogą obudzić się
z ręką w nocniku - nieprzygotowane na odmienny punkt widzenia
przedstawicieli pokolenia internetu. Za sprawą wpływowych nastolatków
gusta iGenu już teraz kształtują rynek, a wkrótce zdominują jego
lukratywną strefę obejmującą osoby w wieku 18-29 lat. Preferencje
polityczne tej generacji będą decydować o wynikach wyborów jeszcze
w dalekiej przyszłości, a postawy tego pokolenia - dyktować
politykę i prawo. Przyszłe wskaźniki ślubów i urodzeń wpłyną
na równowagę demograficzną w kraju, decydując o tym, czy za
jakiś czas będziemy mieć wystarczająco dużo młodych pracowników,
zdolnych utrzymywać milenialsów i iGen na emeryturze. iGen jest na
czele gigantycznej przemiany, która wkrótce obejmie Stany Zjednoczone
- przemiany napędzanej przez internet, indywidualizm, nierówne
dochody i inne siły biorące udział w zmianie kulturowej. Zrozumienie
tego pokolenia to zrozumienie przyszłości - każdego z nas.
Zatem co ich tak naprawdę
wyróżnia?
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[9] Spis ludności Stanów Zjednoczonych, na podstawie
comiesięcznej ankiety (Current Population Survey).