Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej Habsburgów - Larry Wolff

Kup ebooka

40.00 zł
33.56 zł (33,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Podzię­ko­wa­nia

Podzię­ko­wa­nia

Po raz pierw­szy zają­łem się Gali­cją jako stu­dent Harvardu w latach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku. Pra­cu­jąc nad tym pro­jek­tem, nie­ustan­nie zasta­na­wia­łem się nad kwe­stiami oma­wia­nymi z pro­fe­so­rami, któ­rzy w zna­czą­cym stop­niu ukształ­to­wali mój roz­wój inte­lek­tu­alny: Wik­to­rem Wein­trau­bem (1908-1988), który wpro­wa­dził mnie w pol­ską lite­ra­turę i kul­turę oraz z któ­rym czy­ta­łem Znasz-li ten kraj? Boya, a także z Omel­ja­nem Pri­ca­kiem (1919-2006), który wpro­wa­dził mnie nie tylko w dzieje Ukra­iny, ale także w całą histo­rię Europy Wschod­niej. To pro­fe­sor Wein­traub wzbu­dził we mnie zain­te­re­so­wa­nie Kra­ko­wem, a dzięki pro­fe­sorowi Pri­ca­kowi zaczą­łem myśleć o Lwo­wie - wspól­nymi siłami przed­sta­wili mi zatem inte­lek­tu­alną pano­ramę Gali­cji.

Jako dok­to­rant zaczą­łem stu­dio­wać histo­rię Habs­bur­gów i mia­łem szczę­ście współ­pra­co­wać z trzema inspi­ru­ją­cymi pro­fe­so­rami o bar­dzo róż­nych spoj­rze­niach na monar­chię habs­bur­ską, zgod­nych z kie­run­kami ich zain­te­re­so­wań nauko­wych: Wayne'em Vuci­ni­chem (1913-2005) i Gor­do­nem Cra­igiem (1913-2005) w Stan­ford oraz Wil­lia­mem Slot­t­ma­nem (1925-1995) w Ber­ke­ley.

W ostat­niej deka­dzie, kiedy ja pra­co­wa­łem nad tą książką, pro­wa­dzono bar­dzo inten­sywne bada­nia naukowe nad Gali­cją i ogrom­nie sko­rzy­sta­łem na roz­mo­wach i radach uczo­nych z daw­nej Gali­cji. W Kra­ko­wie byłem naj­bar­dziej wdzięczny za wska­zówki Jac­kowi Pur­chli i Krzysz­to­fowi Zamor­skiemu. We Lwo­wie otrzy­ma­łem wszelką moż­liwą pomoc od mojego przy­ja­ciela Jaro­sława Hry­caka, który rów­nież wiele myślał i pisał o spra­wach gali­cyj­skich. W Wied­niu mia­łem przy­jem­ność poznać człon­ków zaj­mu­ją­cej się Gali­cją grupy badaw­czej na tam­tej­szym uni­wer­sy­te­cie, zapre­zen­to­wać swoje prace i omó­wić je z per­spek­tywy histo­ryczno-filo­lo­gicz­nej i lite­rac­kiej z Andre­asem Kap­ple­rem, Micha­elem Mose­rem i Alo­isem Wol­da­nem. Jestem wdzięczny wielu przy­ja­cio­łom, zna­jo­mym i kole­gom naukow­com, z któ­rymi oma­wia­li­śmy nasze bada­nia doty­czące Gali­cji i monar­chii habs­bur­skiej: Gary Cohen, Patrice Dabrow­ski, David Engel, Hugo Lane, Elż­bieta Maty­nia, Keely Stau­ter-Hal­sted, Ostap Sereda, Tom Simons, Nancy Sin­koff, Phi­lipp Ther, Daniel Unow­sky, Iryna Vushko i Nathan Wood. Dzię­kuję Annie Popiel, która od wielu lat pomaga mi w zro­zu­mie­niu niu­an­sów języka pol­skiego. Szcze­gólne podzię­ko­wa­nia kie­ruję do Pie­tera Jud­sona i Davida Fricka za uważne prze­czy­ta­nie ręko­pisu oraz nie­oce­nioną kry­tykę i suge­stie. Nor­man Naimark i Nancy Kol­l­mann zapro­sili mnie z powro­tem do Stan­ford, abym mógł przed­sta­wić w Cen­ter for Rus­sian and East Euro­pean Stu­dies moje gali­cyj­skie bada­nia - i obej­rzeli ze mną ostatni mecz World Series 2007. Ivo Banac i Laura Engel­stein przy dwóch róż­nych oka­zjach zapro­sili mnie do zapre­zen­to­wa­nia róż­nych czę­ści mojej gali­cyj­skiej pracy w Yale, gdzie mia­łem rów­nież spo­sob­ność omó­wić tę pracę z Timem Sny­de­rem, Marci Shore i Ale­xan­drem Schen­ke­rem, wybit­nym Gali­cja­ni­nem. Tony Judt z New York Uni­ver­sity nie szczę­dził mi swo­ich prze­my­śleń i zachęt, a także dwu­krot­nie pozwo­lił mi zapre­zen­to­wać moje gali­cyj­skie bada­nia na wyjąt­kowo inspi­ru­ją­cym semi­na­rium "lun­cho­wym" w Insty­tu­cie Rema­rque'a. Mój przy­ja­ciel Omer Bar­tov podąża wraz ze mną szla­kiem gali­cyj­skim od 2002 roku, kiedy to obaj zdo­by­li­śmy sty­pen­dium Gug­gen­he­ima na rów­no­le­głe gali­cyj­skie pro­jekty, a ja szcze­gól­nie sko­rzy­sta­łem na pre­zen­ta­cji moich badań w ramach jego pro­jektu "Bor­der­lands" na Uni­wer­sy­te­cie Browna. István Deák inspi­ruje nie tylko mnie, ale rów­nież wielu innych bada­czy monar­chii habs­bur­skiej. Frank Sysyn pamięta - mam nadzieję - jak skie­ro­wał moje zain­te­re­so­wa­nia w stronę dzien­nika "Czas", kiedy był pro­mo­to­rem mojej pracy licen­cjac­kiej na temat pol­skiego spoj­rze­nia na austro-węgier­ską ugodę z 1867 roku. Moi rodzice, Robert i Renee Wolff, zawsze z miło­ścią udzie­lali mi zachęty i wspar­cia w moich roz­ma­itych przed­się­wzię­ciach, a ojciec był szcze­gól­nie zain­te­re­so­wany tą książką, ponie­waż jego rodzice - a moi dziad­ko­wie - uro­dzili się w habs­bur­skiej Gali­cji i po wielu deka­dach życia w Ame­ryce wciąż myśleli o sobie jako o Gali­cja­nach. Moje wła­sne dzieci, odda­lone od Gali­cji o kilka poko­leń, bar­dzo wyro­zu­miale pod­cho­dziły do mojego kil­ku­let­niego pochło­nię­cia nią, które zbie­gło się z dość inten­syw­nym okre­sem prze­pro­wadzki całej naszej rodziny z Cam­bridge na Man­hat­tan. Do Orlando, Jose­phine i Ana­tola mogę tylko powie­dzieć: "Zaraz, zaraz, mówi­cie, że w naszej dru­ży­nie jest facet, który ubiera się jak pirat?". A do Perri Klass, która wyszła za mąż za duży pro­jekt naukowy o Gali­cji: "Czyż nie o tym marzy każda kobieta?". Wdzięczny jej jestem i kocham ją, jak zawsze. Bez niej nie był­bym nic wart.

Pod­czas prac nad tą książką prze­nio­słem się do innego mia­sta i na inny uni­wer­sy­tet, muszę zatem wyra­zić wdzięcz­ność zarówno Boston Col­lege, jak i New York Uni­ver­sity za hojne wspar­cie insty­tu­cjo­nalne i jestem szcze­gól­nie wdzięczny za pomoc wielu wspa­nia­łym kole­gom z obu uczelni. Dzię­kuję rów­nież za pomoc Fun­da­cji Gug­gen­he­ima oraz Inter­na­tio­nal Rese­arch and Exchan­ges Board.

Przez dwa­dzie­ścia lat spę­dzo­nych w Boston Col­lege zawsze byłem rad, że mam przy­ja­ciela i kolegę w oso­bie Jima Cro­nina - z pew­no­ścią żaden inny uczony ni­gdy nie miał kogoś takiego, dzięki komu praca naukowa wyda­wa­łaby się tak dobrą zabawą. Tę grubą książkę poświę­cam Jimowi.

Nowy Jork, 19 wrze­śnia 2007

Wpro­wa­dze­nie

Wpro­wa­dze­nie

Gali­cję utwo­rzono w 1772 roku w histo­rycz­nym momen­cie pierw­szego roz­bioru Pol­ski, kiedy monar­chia Habs­bur­gów nazwała tak przy­pa­dły jej zabór i uznała Gali­cję za swoją nową pro­win­cję. Ist­niała wszakże stara habs­bur­ska kra­ina o takiej nazwie w pół­noc­nej Hisz­pa­nii, ale w wyniku wojny o suk­ce­sję hisz­pań­ską na początku XVIII wieku prze­szła wraz z całym kra­jem pod berło Bur­bo­nów. Miano było zatem w 1772 roku dostępne i w sam raz do uży­cia jako łaciń­ska forma dla Księ­stwa Halicko-Wło­dzi­mier­skiego, które w XIII i XIV wieku objęło zie­mie daw­nej Rusi Kijow­skiej. Tery­to­ria śre­dnio­wiecz­nej Rusi Halic­kiej i Wło­dzi­mier­skiej tylko w przy­bli­że­niu pokry­wały się z obsza­rami, które cesa­rzowa Maria Teresa z 1772 roku ode­brała Pol­sce, ale nazwa "Gali­cja" speł­niła swój cel i uży­wano jej nawet po roz­sze­rze­niu i zmia­nie gra­nic pro­win­cji habs­bur­skiej na sku­tek kolej­nych roz­bio­rów Rze­czy­po­spo­li­tej i wojen napo­le­oń­skich. Pro­win­cję zamiesz­ki­wali Polacy, Rusini (dzi­siejsi Ukra­ińcy), Niemcy (w tym Austriacy) i Żydzi. Wymy­ślona w 1772 roku Gali­cja cie­szyła się swoim ist­nie­niem przez nie­całe pół­tora stu­le­cia, do zakoń­cze­nia pierw­szej wojny świa­to­wej i roz­padu monar­chii habs­bur­skiej w 1918 roku. Gali­cja znik­nęła wtedy z mapy Europy i dzi­siaj, stu­le­cie póź­niej, należy do kate­go­rii wymar­łych bytów geo­po­li­tycz­nych.

Tery­to­rium daw­nej Gali­cji jest obec­nie roz­dzie­lone mię­dzy Pol­skę a Ukra­inę; choć pra­wie wszy­scy gali­cyj­scy Żydzi zgi­nęli w Holo­kau­ście, za sprawą wcze­śniej­szej emi­gra­cji prze­trwali poza Gali­cją, zwłasz­cza w Ame­ryce i Izra­elu, gdzie przez wiele lat - jesz­cze w XX wieku - po wyjeź­dzie z Europy uwa­żali się za Galit­zia­ne­rów. Rodzice mojego ojca uro­dzili się w Gali­cji na prze­ło­mie XIX i XX wieku jako pod­dani Fran­ciszka Józefa i przez resztę spę­dzo­nego w Nowym Jorku życia pamię­tali zarówno swą rodzinną kra­inę, jak i cesa­rza. On to, jak lojal­nie zapa­mię­tała moja bab­cia, był dobry dla Żydów. Owo prze­ko­na­nie co naj­mniej dorów­ny­wało jej wie­kiem, ponie­waż wie­deń­skie cza­so­pi­smo folk­lo­ry­styczne "Zeit­schrift für österreichische Volks­kunde" już w 1903 roku dono­siło, że w Gali­cji cesarz stał się za swo­jego życia "posta­cią nie­mal legen­darną [...] w wyobraźni narodu żydow­skiego"k1. Legenda i wyobraź­nia odgry­wały istotną rolę w gali­cyj­skiej kul­tu­rze poli­tycz­nej od samego początku, czyli od rzą­dów Marii Teresy i jej syna Józefa II w XVIII wieku. Gali­cyj­scy chłopi czcili pamięć o Józe­fie II przez wiele poko­leń po jego śmierci. W dzie­jach Gali­cji, roz­po­czę­tych tak nagle w 1772 roku, obecna była spora doza mesja­ni­stycz­nej uto­pii, tak typo­wej dla habs­bur­skiego Oświe­ce­nia, a odkąd w 1918 roku znik­nęła, jej prze­szłe ist­nie­nie jawi się na wpół fan­ta­sma­go­rycz­nie. Rosyj­ski pisarz Izaak Babel przy­je­chał do daw­nej Gali­cji w 1920 roku, pod­czas wojny pol­sko-sowiec­kiej, i zapi­sał w swoim Dzien­niku wizję "wid­mo­wych Gali­cjan" prze­wi­ja­ją­cych się przez sce­ne­rię wojen­nych potwor­no­ści i okru­cieństwk2. W 2007 roku, kiedy ostat­nich rdzen­nych Gali­cjan, uro­dzo­nych w 1918 roku, było już nie­całe dzie­więć­dzie­siąt, w nowo­jor­skim Insty­tu­cie Badań Żydow­skich YIVO odbyło się sym­po­zjum zaty­tu­ło­wane Gali­cja Mon Amour - w tytule tym pobrzmie­wały głę­boko ambi­wa­lentne uczu­cia.

Niniej­sza książka przed­sta­wia inte­lek­tu­alne dzieje idei Gali­cji - czyli stu­dium miej­sca jako idei. Zaczy­na­jąc jako tabula rasa, pusta nazwa nadana czę­ści zaanek­to­wa­nego tery­to­rium, z bie­giem czasu Gali­cja obro­sła zna­cze­niami, a nawet wie­loma prze­ni­ka­ją­cymi się war­stwami zna­czeń. Dla każ­dego z jej miesz­kań­ców ozna­czała co innego, nabie­rała skom­pli­ko­wa­nych sen­sów w wypo­wie­dziach poli­ty­ków i w wyobraźni pisa­rzy. Roz­wa­żam w tej książce zna­cze­nie Gali­cji dla takich poli­ty­ków jak Józef II i Met­ter­nich, dla takich auto­rów jak kome­dio­pi­sarz Alek­san­der Fre­dro i skan­da­li­zu­jący powie­ścio­pi­sarz Leopold von Sacher-Masoch albo dla piew­ców moderny jak Iwan Franko czy Sta­ni­sław Wyspiań­ski. Jed­no­cze­śnie zna­cze­nie Gali­cji for­mu­ło­wano w dzie­więt­na­sto­wiecz­nych cza­so­pi­smach i czo­ło­wych dzien­ni­kach, na przy­kład w "Gaze­cie Lwow­skiej" i kra­kow­skim "Cza­sie", a także w publi­ka­cjach spe­cja­li­stycz­nych takich jak wspo­mniane wie­deń­skie cza­so­pi­smo folk­lo­ry­styczne, które zre­la­cjo­no­wało wyobra­że­nia gali­cyj­skich Żydów na temat Fran­ciszka Józefa. Cho­ciaż idea Gali­cji obej­mo­wała całą pro­win­cję od Dnie­stru po Wisłę, od Kar­pat po kopal­nie soli w Wie­liczce, od wiel­kich mająt­ków zie­miań­skich po małe żydow­skie szte­tle, kul­turę two­rzono przede wszyst­kim w dużych mia­stach i ta książka jest w pew­nej mie­rze opo­wie­ścią o dwóch z nich: Lwo­wie i Kra­ko­wie, roz­cią­ga­jąc ich miej­ską kul­turę na całą kra­inę. Trze­cim klu­czo­wym mia­stem był Wie­deń, sto­lica cesar­stwa z jej wiel­ko­miej­skim spoj­rze­niem na pro­win­cjo­nalną Gali­cję, na prze­mian przej­mo­wa­nym i kon­te­sto­wa­nym przez idee kieł­ku­jące w samej Gali­cji. W całej jej histo­rii zna­cze­nie Gali­cji ni­gdy nie było sta­bilne, lecz nie­ustan­nie pod­wa­żane, nego­cjo­wane, roz­wi­jane i prze­ra­biane.

Gali­cja na mapie Austrii w Uni­ver­sal Atlas Geo­rge'a F. Crama (Chi­cago, 1896). Lem­berg (Lwów, Lviv), sto­lica Gali­cji, poja­wia się na środku pro­win­cji, a Kra­ków (Kra­kau) w jej zachod­nim kańcu. Na tej mapie Buko­wina jest przed­sta­wiona kolo­ry­stycz­nie jako część połu­dniowo-wschod­niej Gali­cji, cho­ciaż po 1849 roku były to osobne kraje koronne. Połu­dniową gra­nicę Gali­cji two­rzą Kar­paty. Ze zbio­rów Uni­ver­sity of Con­nec­ti­cut Libra­ries.

Była pro­win­cją, kra­jem koron­nym monar­chii, lecz nie sta­no­wiła ani wspól­noty naro­do­wej, ani zrę­bów jakie­goś poten­cjal­nego pań­stwa. Powo­łana do ist­nie­nia na potrzeby Habs­bur­gów, była przez nich defi­nio­wana dyna­stycz­nie zupeł­nie ina­czej niż Cze­chy i Węgry - zie­mie, które miały za sobą dłu­gie dzieje monar­chiczne wraz z wyni­kłymi z nich tra­dy­cjami. Z upły­wem XIX stu­le­cia, kiedy wśród gali­cyj­skich Pola­ków, Rusi­nów i Żydów wykształ­ciły się ruchy naro­dowe, idea Gali­cji wykro­czyła ponad naro­do­wość w duchu jed­no­czą­cej inte­gral­no­ści pro­win­cji. Wyma­gało to jed­nak sumien­nej pracy nad budową Gali­cji jako jed­no­li­tego tworu kul­tu­ro­wego, czego prze­ja­wem była opu­bli­ko­wana w 1809 roku książka o flo­rze pro­win­cji, za którą poszły opra­co­wa­nia na temat tam­tej­szej fauny i owa­dów, a w 1876 roku uka­zała się antro­po­lo­gia fizyczna Gali­cji, prze­kształ­ca­jąc osiem­na­sto­wieczny sztuczny twór geo­po­li­tyczny w dzie­więt­na­sto­wieczną natu­ralną prze­strzeń.

W 1792 roku pewien ano­ni­mowy poeta pod­pi­sał się "Gali­cja­nin" i aż do XX wieku wiele osób uwa­żało się za Gali­cjan, nawet jeżeli jed­no­cze­śnie przy­bie­rali inną toż­sa­mość. Toż­sa­mość gali­cyj­ska była z gruntu pro­win­cjo­nalna, a jej ewo­lu­cja wska­zuje na zna­cze­nie pro­win­cjo­nal­no­ści jako siły ide­olo­gicz­nej zazę­bia­ją­cej się z siłami naro­do­wo­ści i cesar­sko­ści. "Aby zoba­czyć, jak jed­nostki admi­ni­stra­cyjne z cza­sem zaczy­nają być uwa­żane za ojczy­zny - napi­sał Bene­dict Ander­son, odno­sząc się zwłasz­cza do Ame­ryki Połu­dnio­wej - trzeba spraw­dzić, w jaki spo­sób jed­nostki te budują zna­cze­nie"k3. Gali­cja została wymy­ślona jako jed­nostka admi­ni­stra­cyjna w XVIII wieku i dopiero z bie­giem czasu jako pro­win­cja cesar­stwa Habs­bur­gów zaczęła obra­stać w zna­cze­nie kul­tu­rowe. Edward Said, który odno­sił się przede wszyst­kim do impe­riów kolo­nial­nych Wiel­kiej Bry­ta­nii i Fran­cji, pod­kre­ślał zna­cze­nie "związ­ków zacho­dzą­cych pomię­dzy kul­turą a impe­ria­li­zmem" i wska­zał, że ide­olo­gia impe­rialna "na trwałe zago­ściła" w kul­tu­rze: "Musimy spró­bo­wać przyj­rzeć się [...] cało­ściowo kul­tu­rze, która wspo­ma­gała takie odczu­cia, dzia­ła­nia, a przede wszyst­kim wyobraź­nię impe­rium"k4. W impe­rium Habs­bur­gów, tak samo jak w Anglii i we Fran­cji, kul­turę nazna­czały napię­cia i uprosz­cze­nia impe­rial­nej wła­dzy i sta­no­wiła ona prze­strzeń nie­pew­nych zna­czeń i zazę­bia­ją­cych się toż­sa­mo­ści, które okre­ślały pro­win­cję Gali­cja.

Na pod­sta­wie habs­bur­skiego spisu powszech­nego z 1857 roku obli­czono, że w poło­wie XIX wieku na lud­ność gali­cyj­ską skła­dali się w nie­mal ide­al­nej pro­por­cji gre­ko­ka­to­liccy Rusini (44,83%) i kato­liccy Polacy (44,74%), a całość obrazu dopeł­niali Żydzi (9,69%)k5. Rów­no­waga ta, która zała­my­wała się dopiero po prze­cinku, była jed­nak oparta na iden­ty­fi­ka­cji reli­gij­nej, a nie naro­do­wej i w poło­wie stu­le­cia sze­ro­kie masy gali­cyj­skiego chłop­stwa nie ule­gały emo­cjom nowo­cze­snego nacjo­na­li­zmu. W 1894 roku pro­win­cja przed­sta­wiła udra­ma­ty­zo­wany obraz samej sie­bie na Powszech­nej Wysta­wie Kra­jo­wej we Lwo­wie, którą odwie­dził sam cesarz Fran­ci­szek Józef. Pawi­lon etno­gra­ficzny, z ustro­jo­nymi mane­ki­nami w peł­nej folk­lo­ry­stycz­nej kra­sie, two­rzył kalej­do­sko­powy spek­takl, w któ­rym podziały naro­dowe roz­pły­wały się w migo­tli­wych dese­niach kolo­rów i ozdób, olśnie­wa­jąc oko widza, w tym także cesa­rza. Habs­bur­ski impe­ria­lizm w Gali­cji, podob­nie jak w pozo­sta­łych pro­win­cjach monar­chii, dążył do prze­kra­cza­nia róż­nic naro­do­wych, skut­kiem czego pro­win­cjo­nalna idea Gali­cji pozo­stała zasad­ni­czo nie­na­ro­dowa.

Bada­cze monar­chii Habs­bur­gów usi­łują zro­zu­mieć, w jaki spo­sób poli­tyki toż­sa­mo­ści naro­do­wej nakła­dały się w XIX wieku na hipo­te­tycz­nie nie­na­ro­dowe spo­łe­czeń­stwo. W przy­padku Gali­cji poję­cie "nie­na­ro­dowy" w takim samym stop­niu, jak poję­cie "naro­dowy" sta­no­wiło kon­struk­cję ide­olo­giczną - były to alter­na­tywne spoj­rze­nia, które pozo­sta­wały ze sobą w ter­mi­no­lo­gicz­nym napię­ciu. W 1835 roku naj­wy­bit­niej­szy gali­cyj­ski lite­rat swo­ich cza­sów, pol­ski kome­dio­pi­sarz Alek­san­der Fre­dro, został publicz­nie napięt­no­wany za two­rze­nie "nie­na­ro­dowych" dzieł lite­rac­kich. Idea Gali­cji uzmy­sła­wia zna­cze­nie poję­cia "nie­na­ro­dowy" dla kon­stru­owa­nia toż­sa­mo­ści kra­iny.

Niniej­sza książka ści­śle wiąże się z moimi poprzed­nimi pra­cami. W stu­dium Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej (1994)1 sta­wiam tezę, że Europa Wschod­nia, kolejny osiem­na­sto­wieczny sztuczny twór poję­ciowy, sta­no­wiła szcze­gól­nie podatny grunt dla nowych sce­na­riu­szy geo­po­li­tycz­nych, takich jak Gali­cja w 1772 roku. Skło­niło mnie to do roz­wa­że­nia kwe­stii, w jaki spo­sób taki wyobra­żony czy wymy­ślony byt stał się w XIX wieku geo­po­li­tycz­nie realny, zna­czący i histo­ryczny - a w XX stu­le­ciu zdał się ponow­nie bytem fan­ta­sma­go­rycz­nym. W stu­dium Venice and the Slavs (Wene­cja i Sło­wia­nie, 2001) przyj­rza­łem się temu, w jaki spo­sób oświe­ce­niowe idee na temat Europy Wschod­niej sto­so­wano w kon­tek­ście impe­rial­nym nad Adria­ty­kiem, gdzie poli­tyczna asy­me­tria impe­rial­nej wła­dzy mię­dzy Wene­cją a Dal­ma­cją zda­wała się znaj­do­wać swój geo­gra­ficzny wyraz w nara­sta­ją­cym poczu­ciu kon­ty­nen­tal­nego zróż­ni­co­wa­nia. W odnie­sie­niu do Gali­cji dąży­łem do zro­zu­mie­nia, w jaki spo­sób ukształ­to­wana w epoce Oświe­ce­nia ide­olo­gia impe­rium prze­trwała i roz­wi­nęła się w XIX wieku oraz w jak ewo­lu­ujące napię­cia ide­olo­giczne dopro­wa­dziły w XX wieku do upadku cesar­stwa. W Gali­cji impe­rialne war­to­ści Oświe­ce­nia przy­brały kon­kretną formę józe­fi­ni­zmu, nazwa­nego tak od cesa­rza Józefa II, odda­nego idei rewo­lu­cyj­nego abso­lu­ty­zmu refor­ma­tor­skiego, nie­mal mesja­ni­stycz­nego w swoim dąże­niu do rze­ko­mego zba­wie­nia i przewar­to­ściowania Gali­cji. Na szcze­gólną uwagę zasłu­guje to, że poję­cie rze­ko­mego "ucy­wi­li­zo­wa­nia" sto­so­wano do całego obszaru Europy Wschod­niej, a zwłasz­cza do Gali­cji, od cza­sów pano­wa­nia Józefa II do samego końca rzą­dów Fran­ciszka Józefa: Gali­cję nale­żało wyle­czyć z bar­ba­rzyń­stwa i zaco­fa­nia. W tej książce badam zatem ide­olo­giczną siłę i trwa­łość oświe­ce­niowej idei Europy Wschod­niej w póź­nej histo­rii Habs­bur­gów.

W roz­dziale pierw­szym ana­li­zuję rela­cje oświe­co­nych podróż­nych józe­fiń­skich, któ­rzy odwie­dzili Gali­cję w latach osiem­dzie­sią­tych XVIII wieku i oce­nili tę pro­win­cję bar­dzo kry­tycz­nie. Ich poglą­dom prze­ciw­sta­wiam wewnętrzne spoj­rze­nie gali­cyj­skie, które poja­wiło się w 1790 roku wraz z tak zwaną Magna Charta von Gali­zien. Roz­dział drugi, sku­piony na okre­sie pona­po­le­oń­skim, prze­ciw­sta­wia domi­nu­jące spoj­rze­nie poli­tyczne Met­ter­ni­cha w Wied­niu takim wewnętrz­nym per­spek­ty­wom gali­cyj­skim, jak arty­kuły w "Gaze­cie Lwow­skiej" i wysta­wiane we Lwo­wie kome­die Fre­dry. W roz­dziale trze­cim zaj­muję się samo­zwań­czą toż­sa­mo­ścią gali­cyj­ską pisa­rza Sacher-Maso­cha, budo­waną na wspo­mnie­niach z dzie­ciń­stwa jako syna komen­danta lwow­skiej poli­cji w latach trzy­dzie­stych i czter­dzie­stych XIX wieku. Wraż­li­wość lite­racka Sacher-Maso­cha roz­wi­jała się w kon­tek­ście kieł­ku­ją­cych ruskich prą­dów kul­tu­ro­wych i folk­lo­ry­stycz­nych badań tej pro­win­cji, a jego osła­wiony "maso­chizm" odno­sił się do spe­cy­ficz­nie gali­cyj­skiego poczu­cia znie­wo­le­nia. Roz­dział czwarty sku­pia się na prze­ło­mo­wym i trau­ma­tycz­nym punk­cie zwrot­nym dzie­jów Gali­cji, a mia­no­wi­cie raba­cji z 1846 roku. Doko­nana przez chłop­stwo rzeź powstań­czej pol­skiej szlachty, będąca wyra­zem gali­cyj­skiej lojal­no­ści wobec dyna­stii Habs­bur­gów, od tej pory sta­no­wiła defi­niu­jący i nie­za­po­mniany moment w dzie­jach pro­win­cji.

W roz­dzia­łach pią­tym i szó­stym wyko­rzy­stuję kra­kow­ski dzien­nik "Czas" jako repre­zen­ta­tywny dla nowo powsta­łej hege­mo­nicz­nej per­spek­tywy pol­sko­ga­li­cyj­skiej, gło­szą­cej lojal­ność wobec Habs­bur­gów w zamian za auto­no­mię Gali­cji. Spoj­rze­nie to zaczęło się kształ­to­wać na początku lat sześć­dzie­sią­tych XIX wieku, skut­kiem czego w ostat­nich trzech deka­dach stu­le­cia Gali­cja sta­no­wiła już realny byt geo­po­li­tyczny. Per­spek­tywę pol­sko­ga­li­cyj­ską pod­wa­żały jed­nak spoj­rze­nia rusko­ga­li­cyj­skie i żydow­sko­ga­li­cyj­skie, na przy­kład w utwo­rach lite­rac­kich Iwana Franki i Karla Emila Fran­zosa, takich jak opo­wie­ści o polach naf­to­wych Bory­sła­wia tego pierw­szego i opo­wia­da­nia ze zbioru Halb-Asien, pół-Azja, tego dru­giego. W roz­dziale siód­mym przed­sta­wiam Gali­cję schyłku wieku na tle szer­szych nur­tów fin de si?cle w innych pro­win­cjach monar­chii habs­bur­skiej i gdzie indziej, sku­pia­jąc się przede wszyst­kim na Weselu Wyspiań­skiego z 1901 roku, arty­stycz­nej eks­pre­sji gali­cyj­skich wewnętrz­nych kon­flik­tów i sprzecz­no­ści na prze­ło­mie stu­leci. W roz­dziale ósmym przy­glą­dam się dwu­dzie­sto­wiecz­nym ini­cja­ty­wom, które szły w poprzek tych kon­flik­tów, takim jak otwar­cie kra­kow­skiego kaba­retu "Zie­lony Balo­nik" w 1905 roku (będą­cym rów­nież rokiem publi­ka­cji poematu epic­kiego Franki o Moj­że­szu) czy zamach na guber­na­tora Gali­cji w 1908 roku (kiedy Mar­tin Buber zaczął pisać o cha­sy­dy­zmie). W roz­dziale dzie­wią­tym ana­li­zuję ide­olo­giczne i seman­tyczne usu­nię­cie z mapy - "likwi­da­cję" Gali­cji jako sku­tek roz­padu monar­chii Habs­bur­gów w 1918 roku, a następ­nie w roz­dziale dzie­sią­tym śle­dzę "życie po życiu" Gali­cji we wspo­mnie­niach i wyobraźni, mię­dzy innymi na przy­kła­dzie nie­miecko-, pol­sko- i hebraj­sko­ję­zycz­nych dzieł lite­rac­kich takich pisa­rzy gali­cyj­skich jak Joseph Roth, Bruno Schulz i Szmuel Josef Agnon. Nie szczę­dzi­łem sta­rań, aby przed­sta­wić pełną gamę spoj­rzeń na Gali­cję, które ukształ­to­wały się i ewo­lu­owały w stu­leciach: XVIII, XIX i XX, lecz zbu­do­wana przeze mnie pano­rama z koniecz­no­ści pozo­staje nie­pełna, ponie­waż każdy gali­cyj­ski poli­tyk, organ publiczny i dzia­łacz kul­tury ma coś do powie­dze­nia - pośred­nio lub bezpośred­nio - na temat natury samej Gali­cji.

Dzieje idei Gali­cji są zara­zem inte­lek­tu­alną histo­rią pisar­stwa histo­rycz­nego, był to bowiem jeden z naj­waż­niej­szych gatun­ków, w któ­rych kul­ty­wo­wano i roz­wi­jano ideę oraz toż­sa­mość Gali­cji. W 1817 roku, zale­d­wie czter­dzie­ści pięć lat po tym, jak pro­win­cja została wymy­ślona, Joseph Mauss, pro­fe­sor histo­rii na Uni­wer­sy­te­cie Lwow­skim, pra­co­wał nad pełną histo­rią Gali­cji i usi­ło­wał retro­spek­tyw­nie usta­lić jej śre­dnio­wieczne ante­ce­den­cje. W liście do Józefa Osso­liń­skiego Mauss dono­sił, że dotarł do roku 1347k6. W 1853 roku histo­ryk Wale­rian Kalinka opu­bli­ko­wał pracę Gali­cya i Kra­ków pod pano­wa­niem austry­ac­kiem, a z cza­sem stał się jed­nym z zało­ży­cieli kra­kow­skiej szkoły histo­rycz­nej. Póź­niejsi przed­sta­wi­ciele tej szkoły gło­sili ide­olo­gię gali­cyj­skiej auto­no­mii - na przy­kład Józef Szuj­ski, który w 1882 roku opu­bli­ko­wał pracę Polacy i Rusini w Gali­cji - lub nawet sta­nęli na czele pro­win­cji - Michał Bobrzyń­ski w 1908 roku został namiest­ni­kiem Gali­cjik7. Ówcze­śni histo­rycy rusiń­scy czy ukra­iń­scy, tacy jak Ste­fan Kaczała i Mychajło Hru­szew­ski, rów­nież szu­kali w histo­rii pola do wyar­ty­ku­ło­wa­nia idei Gali­cji, toż­sa­mo­ści gali­cyj­skich Rusi­nów oraz ich rela­cji z całym naro­dem ukra­iń­skim. Tacy histo­rycy jak Kaczała nie wahali się łączyć współ­cze­snej Gali­cji ze śre­dnio­wieczną Rusią Halicką, prze­kra­cza­jąc gra­nice chro­no­lo­giczne w celu potwier­dze­nia nie­prze­rwa­nie ruskiego cha­rak­teru kra­inyk8. Na początku XX wieku Majer Bała­ban publi­ko­wał we Lwo­wie histo­rie gali­cyj­skich Żydów, trak­tu­jąc je jako odrębny temat histo­ryczny. Wszy­scy ci histo­rycy mieli swój wkład w gali­cyj­ski dys­kurs, pisząc histo­rię Gali­cji i Gali­cjan, póki pro­win­cja ta jesz­cze ist­niała.

Z tych powo­dów nie zawsze było mi łatwo oddzie­lić histo­rię od histo­rio­gra­fii. Ja sam zaczą­łem myśleć o histo­rii Gali­cji jako stu­dent w latach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku, pół stu­le­cia po likwi­da­cji kra­iny, kiedy żywe doświad­cze­nie Gali­cji było już bar­dzo odle­głym, ale wciąż ist­nie­ją­cym wspo­mnie­niem. Pio­nier­skim opra­co­wa­niem, które wywarło na mnie wiel­kie wra­że­nie, była książka Jana Kozika o ukra­iń­skim ruchu naro­do­wym w Gali­cji, opu­bli­ko­wana w latach sie­dem­dzie­sią­tych po pol­sku i w latach osiem­dzie­sią­tych po angiel­sku. Zain­spi­ro­wał mnie rów­nież zbiór tek­stów o Gali­cji zre­da­go­wany w 1982 roku przez Franka Sysyna i Andreia Mar­ko­vitsak9. Także w latach osiem­dzie­sią­tych John-Paul Himka zaczął publi­ko­wać tek­sty o Gali­cji, co zaowo­co­wało sze­re­giem waż­nych mono­gra­fii o gali­cyj­skiej poli­tyce, spo­łe­czeń­stwie i reli­gii. W 1983 roku Paul Robert Magocsi wydał w for­mie książ­ko­wej bez­cenny prze­wod­nik biblio­gra­ficzny po Gali­cjik10.

Zain­te­re­so­wa­nie Gali­cją wzmo­gło się w latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głego stu­le­cia - po upadku komu­ni­zmu w Pol­sce i osią­gnię­ciu nie­pod­le­gło­ści przez Ukra­inę. Opu­bli­ko­wana w 1991 roku w Kra­ko­wie ważna praca naukowa Marii Kłań­skiej o Gali­cji "w oczach" auto­rów nie­miec­ko­ję­zycz­nych wska­zy­wała drogę ku nowemu zro­zu­mie­niu obrazu kul­tu­ro­wego tej pro­win­cji. Dwa inne zbiory tek­stów wpro­wa­dzały nowe per­spek­tywy badaw­cze: pierw­szym z nich był zre­da­go­wany w 1999 roku przez Antony'ego Polon­sky'ego i Isra­ela Bar­tala tom z serii Polin. Stu­dies in Polish Jewry, a dru­gim książka Gali­cia. A Mul­ti­cul­tu­red Land z 2005 roku w redak­cji Chri­sto­phera Hanna i Paula Roberta Magoc­siegok11. Nie tak dawno temat Gali­cji pod­jęła grupa mło­dych naukow­ców ame­ry­kań­skich, co zaowo­co­wało kil­koma waż­nymi pra­cami: Keely Stau­ter-Hal­sted o znie­sie­niu pańsz­czy­zny w Gali­cji (2001), Ali­son Fleig Frank o gali­cyj­skiej ropie naf­to­wej (2005) i Daniela Unow­sky'ego o patrio­ty­zmie habs­bur­skim, zawie­ra­jącą ana­lizę ofi­cjal­nych wizyt cesa­rza w Gali­cji (2005). W 2006 uka­zały się przej­mu­jące wspo­mnie­nia rodzinne Daniela Men­del­sohna Zagu­bieni, o powro­cie do Gali­cji w celu pozna­nia histo­rii rodziny jego zamor­do­wa­nego w Holo­kau­ście dziadka. W ostat­nich latach bada­nia na temat Gali­cji pro­wa­dzone są w ramach pro­jektu "Bor­der­lands" na Uni­we­sy­te­cie Browna pod kie­run­kiem Omera Bar­tova. W 2007 roku Bar­tov opu­bli­ko­wał zna­ko­mitą rela­cję ze swo­jej podróży coraz bar­dziej zacie­ra­ją­cymi się śla­dami żydow­skiej Gali­cjik12.

W Rze­szo­wie od 1994 roku powstaje seria wydaw­ni­cza zaty­tu­ło­wana Gali­cja i jej Dzie­dzic­two. W Kra­ko­wie ważną rolę w bada­niach gali­cyj­skich odgrywa kie­ro­wane przez Jacka Pur­chlę Mię­dzy­na­ro­dowe Cen­trum Kul­tury - na przy­kład w 2003 roku uka­zał się zbiór tek­stów o Kra­ko­wie i Lwo­wie pod jego redak­cją. We Lwo­wie Jaro­sław Hry­cak wykształ­cił nowe poko­le­nie bada­czy histo­rii Gali­cji, a sam napi­sał sze­reg pio­nier­skich arty­ku­łów, któ­rych uwień­cze­niem była publi­ka­cja książki o Iwa­nie Franku w 2006 roku. Hry­cak ode­grał czo­łową rolę w prze­kształ­ce­niu cza­so­pi­sma "Україна модерна" (Ukra­ina Moderna) i pro­eu­ro­pej­skiej strony inter­ne­to­wej www.zaxid.net w ważne fora badań i debaty gali­cyj­skiej. Nie­mniej ważną rolę odgrywa Cen­trum Histo­rii Miej­skiej Europy Środ­kowo-Wschod­niej zało­żone we Lwo­wie przez Haralda Bin­dera. Na Uni­wer­sy­te­cie Wie­deń­skim powo­łano inter­dy­scy­pli­narny pro­gram stu­diów dok­to­ranc­kich do bada­nia Gali­cji. W 2007 roku opie­ku­jący się tym pro­gramem histo­rycy Andreas Kap­pe­ler i Chri­stoph Augu­sty­no­wicz opu­bli­ko­wali wybór tek­stów o gali­cyj­skich kre­sach, z kolei filo­log Michael Moser, rów­nież zaan­ga­żo­wany w ten pro­gram, opu­bli­ko­wał książkę o języku ruskim w gali­cyj­skich ele­men­ta­rzach. W 2007 roku uka­zało się mię­dzy innymi opra­co­wa­nie Hansa-Chri­stiana Manera na temat Gali­cji poj­mo­wa­nej jako habs­bur­skie kresy oraz książka Micha­ela Sta­ni­slaw­skiego A Mur­der in Lem­berg, o napię­ciach i prze­mocy w obrę­bie gali­cyj­skiej spo­łecz­no­ści żydow­skiej. W 2008 roku Danuta Sosnow­ska opu­bli­ko­wała opra­co­wa­nie ana­li­zu­jące ukra­iń­skie i cze­skie spoj­rze­nie na Gali­cję, a w 2009 roku Mar­kian Pro­ko­po­vych wydał pio­nier­ską roz­prawę na temat archi­tek­tury i prze­strzeni publicz­nej Lwowak13.

Reflek­sja histo­ryczna na­dal pie­lę­gnuje i rewi­duje kul­tu­ralne zna­cze­nie Gali­cji w jej fan­to­mo­wej for­mie, bowiem pro­win­cja ta nie ist­nieje prze­cież już od stu lat. W duchu ukie­run­ko­wa­nej poli­tycz­nie nostal­gii w 2000 roku obcho­dzono we Lwo­wie 170. rocz­nicę uro­dzin cesa­rza Fran­ciszka Józefa, suge­ru­jąc, że Gali­cja do dzi­siaj prze­trwała w pamięci i wyobraźni. Zresztą kręgi "auto­no­mi­stów gali­cyj­skich" świa­do­mie pie­lę­gnują w jej daw­nej sto­licy tę pamięć. W 2001 roku wybu­chła mię­dzy­na­ro­dowa kon­tro­wer­sja wokół gali­cyj­skiego dzie­dzic­twa Bru­nona Schulza, kiedy nama­lo­wane przez niego fre­ski w jego rodzin­nym Dro­ho­by­czu, leżą­cym w dzi­siej­szej Ukra­inie, zostały wywie­zione do muzeum Yad Vashem w Jero­zo­li­mie. W tej książce pró­buję prze­śle­dzić ideę Gali­cji od osiem­na­sto­wiecz­nego wymy­słu po fan­tom, który nawie­dza współ­cze­sną świa­do­mość w XXI wieku. Dzieje idei Gali­cji ilu­strują ewo­lu­cję zna­czeń ide­olo­gicz­nych i kul­tu­ro­wych w kon­tek­ście prze­strzeni geo­po­li­tycz­nej Europy Wschod­niej.

W latach osiem­dzie­sią­tych XVIII wieku pol­ski pisarz Julian Niem­ce­wicz wybrał się w podróż do nowo utwo­rzo­nej pro­win­cji Gali­cja - "nie bez bole­ści serca widząc tę tak piękną kra­inę ode­rwaną od Kró­le­stwa Pol­skiego"k14. W tam­tym cza­sie Gali­cję opła­ki­wano jako stra­coną dla Pol­ski, jako tery­to­rium ważne tylko ze względu na jego roz­bi­cie. W poło­wie XIX wieku Sacher-Masoch zade­dy­ko­wał jedną ze swo­ich powie­ści "roda­kom", czyli innym Gali­cja­nom. "Z dala od ojczy­zny [Heimat] prze­sy­łam wam te pozdro­wie­nia - napi­sał. - Pozdra­wiam was wszyst­kich, bo jedna zie­mia, Gali­cja, zro­dziła nas wszyst­kich: Pola­ków, Rusi­nów, Niem­ców i Żydów!"k15. Funk­cjo­nu­jąca od wielu lat jako kraj koronny Habs­bur­gów, Gali­cja posia­dała już swoje odrębne zna­cze­nie emo­cjo­nalne; nie była wyłącz­nie ode­rwa­nym kawał­kiem Pol­ski, lecz ojczy­zną, która wyra­stała ponad podziały naro­dowe i reli­gijne. W latach trzy­dzie­stych kolej­nego stu­le­cia, kiedy o Gali­cji pisał Joseph Roth, nie wid­niała już na mapie Europy i znowu budziła tęsk­notę i poczu­cie utraty, będąc ojczy­zną zacho­waną tylko w pamięci. W Kryp­cie kapu­cy­nów Roth opi­sał plan eks­pe­dy­cji z Wied­nia do pew­nego mia­sta gali­cyj­skiego. "Nie­ba­wem podróż ta stała się dla nas wszyst­kich pew­nego rodzaju pasją, nie­omal obse­sją - napi­sał Roth. - [...] Trudno nam już było nie oszpe­cać tej zapa­dłej dziury, któ­rej nikt z nas nie znał, to zna­czy: trudno nam było nie wypo­sa­żać jej w cechy, o któ­rych dobrze­śmy wie­dzieli, że są jedy­nie wytwo­rami naszej wyobraźni i zupeł­nie nie odpo­wia­dają praw­dzi­wym aspek­tom legen­dar­nego mia­steczka"k16. Od lat osiem­dzie­sią­tych XVIII wieku do lat trzy­dzie­stych XX stu­le­cia, od zadry w sercu do ojczy­zny, pasji, obse­sji i fan­ta­sma­go­rii, idea Gali­cji odci­snęła swoje piętno na mapie Europy i w euro­pej­skim umy­śle.

Wyda­nie pol­skie: Larry Wolff, Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej. Mapa cywi­li­za­cji w dobie Oświe­ce­nia, przeł. Tomasz Bie­roń, Kra­ków 2020. (Przy­pisy obok tek­stu pocho­dzą od redak­cji). [wróć]

1. Gali­cja wyna­le­ziona

1. Gali­cja wyna­le­ziona

Józe­fiń­skie Oświe­ce­nie a roz­biory Pol­ski

Wpro­wa­dze­nie: "altri guai!"

"Je vais par­tir pour la Gali­cie; altri guai! [Wybie­ram się do Gali­cji; kolejne pro­blemy!], napi­sał cesarz Józef II do swo­jego brata Leopolda, wiel­kiego księ­cia Toska­nii, w lipcu 1773 rokuk17. Józef ni­gdy wcze­śniej nie był w Gali­cji, podob­nie jak Leopold - taką podróż miało zresztą za sobą bar­dzo nie­liczne grono osób, ponie­waż Gali­cja nie ist­niała aż do 1772 roku, kiedy nazwano tak część Pol­ski, która wsku­tek pierw­szego roz­bioru przy­pa­dła Habs­bur­gom. Jeśli Józef w liście do brata uznał swój wyjazd za donio­słą oko­licz­ność, to dla­tego, że Gali­cja była świa­tem naprawdę nowym, utwo­rzo­nym rok wcze­śniej, wyna­le­zio­nym w racjo­nal­nym duchu oświe­co­nych rzą­dów i dyplo­ma­cji. Józef nale­żał do jej naj­waż­niej­szych twór­ców, a teraz miał stać się rów­nież jed­nym z pierw­szych jej odkryw­ców i bada­czy, a także naj­zna­mie­nit­szym jej gościem. Wło­skie zawo­ła­nie altri guai! wska­zy­wało jed­nak, że Józef nie trak­tuje swo­jej podróży z nie­ska­zi­telną cesar­ską solen­no­ścią oraz że habs­bur­skie spoj­rze­nie na nowo zaanek­to­waną, świeżo ochrzczoną, dopiero co wyna­le­zioną i przy­spa­rza­jącą nowych pro­ble­mów pro­win­cję gali­cyj­ską zawiera nie­mało iro­nii, a nawet komi­zmu - opera buffa.

Gali­cję wry­so­wano w mapę, wyty­czono gra­nice pod­miotu admi­ni­stra­cyj­nego pod­le­ga­ją­cego wła­dzy Habs­bur­gów, ale takie geo­po­li­tyczne zde­fi­nio­wa­nie Gali­cji sta­no­wiło tylko kon­tury pro­win­cji, która rodziła się do ist­nie­nia. Nowy twór doma­gał się tego, aby w te nie­kwe­stio­no­wane ramy wpi­sać jakiś sens, tchnąć jakieś zna­cze­nie. W pierw­szym poko­le­niu ist­nie­nia Gali­cji od lat sie­dem­dzie­sią­tych do dzie­więć­dzie­sią­tych XVIII wieku, czyli w okre­sie roz­bio­rów Pol­ski, kra­inę zde­fi­nio­wano oraz usta­no­wiono, tak na mapie, jak i w sfe­rze publicz­nej. Ów wymysł habs­bur­skiej wyobraźni impe­rial­nej prze­kształ­cono w nama­calny twór poli­tyczny, któ­rego kul­tu­rowe prze­jawy utwier­dzały tery­to­rialną real­ność.

Cesar­scy współ­władcy - Józef II i jego matka, Maria Teresa - nadali całemu przed­się­wzię­ciu pier­wotny impuls, a kanc­lerz Habs­bur­gów, książę Wenzel Anton von Kau­nitz-Riet­berg, wraz z pierw­szym habs­bur­skim guber­na­to­rem Gali­cji hra­bią Johan­nem Anto­nem von Per­ge­nem, w latach sie­dem­dzie­sią­tych XVIII wieku czy­nili sta­ra­nia na rzecz jej włą­cze­nia w struk­tury admi­ni­stra­cyjne pań­stwa austriac­kiegok18. Lata osiem­dzie­siąte, dekada samo­dziel­nego pano­wa­nia Józefa II, spro­wa­dziły do Gali­cji józe­fiń­skich podróż­nych, takich jak Franz Krat­ter i Alphons Hein­rich Traun­paur, któ­rzy oce­niali tę pro­win­cję zgod­nie z war­to­ściami Oświe­ce­nia. Ich opu­bli­ko­wane rela­cje z podróży sta­no­wiły próbę pod­su­mo­wa­nia tam­tej­szej gospo­darki, etno­gra­fii i struk­tury spo­łecz­nej. Tego rodzaju opisy umiej­sca­wiają Gali­cję zgod­nie z oświe­coną geo­gra­fią kul­tu­rową, która odróż­niała Europę Wschod­nią od Zachod­niej, mie­rząc odle­głość mię­dzy zaco­fa­niem spo­łecz­nym tej pierw­szej a rze­ko­mym ucy­wi­li­zo­wa­niem tej dru­giej. W 1790 roku, po śmierci Józefa II i pod­czas rewo­lu­cji fran­cu­skiej, napię­cia poli­tyczne w Gali­cji odzwier­cie­dlały ówcze­sne euro­pej­skie nurty ide­olo­giczne, jako że miej­scowe elity, które można okre­ślić jako pol­skie lub gali­cyj­skie, pró­bo­wały utwier­dzić pre­ro­ga­tywy poli­tyczne pro­win­cji.

I wresz­cie po likwi­da­cji Rze­czy­po­spo­li­tej w 1795 roku i roz­sze­rze­niu Gali­cji na zachód pro­win­cja ta zaczęła odgry­wać rolę matecz­nika prze­cho­wu­ją­cego pol­ską kul­turę w latach nie­ist­nie­nia pań­stwa pol­skiego. Kiedy w 1796 roku dra­ma­turg Woj­ciech Bogu­sław­ski przed­sta­wił we Lwo­wie swoją nie­dawno napi­saną operę naro­dową Kra­ko­wiacy i Górale, kon­tekst spek­ta­klu nadał temu dziełu zna­cze­nie nie tylko pol­skie, ale rów­nież gali­cyj­skie. Po 1772 roku na potrzeby biu­ro­kra­tyczne usta­no­wiono sto­licę pro­win­cji, którą stało się mia­sto po pol­sku noszące nazwę Lwów, po nie­miecku Lem­berg, po łaci­nie Leopo­lis, a dzi­siaj po ukra­iń­sku Lwiw. Po 1795 roku do Gali­cji włą­czono rów­nież Kra­ków, po nie­miecku Kra­kau. Od wizyty Józefa II w latach sie­dem­dzie­sią­tych do przy­by­cia Bogu­sław­skiego w latach dzie­więć­dzie­sią­tych wyna­le­zie­nie Gali­cji doko­nało się w sen­sie poli­tycz­nym, lecz kon­stru­owa­nie toż­sa­mo­ści gali­cyj­skiej w sfe­rze kul­tu­ro­wej dopiero się zaczy­nało.

Józef II w Gali­cji: "mię­dzy Sar­ma­tami"

Maria Teresa miała skru­puły wobec pierw­szego roz­bioru Pol­ski, który wedle wszel­kich danych uwa­żała za nie­le­galne zawłasz­cze­nie tery­to­rium suwe­ren­nego pań­stwa. Gorąco jej jed­nak dora­dzano prze­ję­cie czę­ści Pol­ski w celu zacho­wa­nia rów­no­wagi sił w sytu­acji, kiedy Rosja i Prusy miały zwięk­szyć swój stan posia­da­nia. "Nie rozu­miem poli­tyki - stwier­dziła - która zezwala, aby w przy­padku, kiedy dwóch wyko­rzy­stuje swoją prze­wagę do uci­ska­nia nie­win­nego, trzeci mógł i musiał ich naśla­do­wać i popeł­niać tę samą nie­spra­wie­dli­wość dla zabez­pie­cze­nia na przy­szłość i obec­nej wygody"k19. Wyrzu­tów sumie­nia z pew­no­ścią nie uśmie­rzała świa­do­mość, że Maria Teresa działa we współ­pracy z Kata­rzyną, a zwłasz­cza z jej wiel­kim rywa­lem Fry­de­ry­kiem, który uwa­żał cesa­rzową za hipo­krytkę i zja­dli­wie wykpi­wał sło­wami: "Im wię­cej pła­cze, tym wię­cej bie­rze". Osta­tecz­nie zabór austriacki - Gali­cja - oka­zał się więk­szy od rosyj­skiego i pru­skiego.

Kau­nitz, podob­nie jak Józef II, akcep­to­wał logikę rów­no­wagi sił, a tym samym koniecz­ność austriac­kiego udziału w roz­bio­rach. Pod­czas dys­ku­sji z Kau­nitzem w 1772 roku zmar­twiona Maria Teresa odno­to­wała: "Słowo roz­biór budzi we mnie odrazę" [Ce mot de par­tage me répugne]k20. Odraza cesa­rzo­wej zaowo­co­wała wpro­wa­dze­niem do habs­bur­skich kal­ku­la­cji doty­czą­cych Pol­ski nazwy "Gali­cja". Kanc­lerz Kau­nitz już wcze­śniej zachę­cał do badań nad histo­rycz­nie uza­sad­nioną suk­ce­sją śre­dnio­wiecz­nych Węgier i teraz, w 1772 roku, w habs­bur­skich dys­ku­sjach o Pol­sce nagle poja­wiły się nazwy daw­nych księstw Rusi Halic­kiej i Wło­dzi­mier­skiej. Korona węgier­ska wysu­nęła rosz­cze­nia do nich już w XII wieku, a Pol­ska pozy­skała te tery­to­ria dopiero dwa stu­le­cia póź­niej. Maria Teresa, koro­no­wana na kró­lową Węgier, miała prawo obwie­ścić się suk­ce­sorką "Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii", które można było uznać za pokry­wa­jące się z grub­sza z zabo­rem austriac­kimk21. Kiedy w 1772 roku woj­ska Habs­bur­gów zajęły część Pol­ski, Wie­deń potwier­dził "rewin­dy­ka­cję" wspo­mnia­nego śre­dnio­wiecz­nego tytułu, a tym samym obszedł słowo "roz­biór", które raziło cesa­rzową.

Sama Maria Teresa nie użyła nazwy "Gali­cja" w swoim liście do Józefa z 1773 roku, w któ­rym w imię swo­jego mat­czy­nego "spo­koju ducha" odwo­dziła go od "tej strasz­nej podróży". Potrze­bo­wała Józefa koło sie­bie w Wied­niu, aby mogli się wspól­nie zaj­mo­wać spra­wami poli­tycz­nymi: "Twoje miej­sce jest tutaj, a nie in den Car­pa­thi­schen Gebürgen"k22. Prze­cho­dząc z fran­cu­skiego na swój rodzimy nie­miecki, poło­żyła szcze­gólny nacisk na Kar­paty, być może chcąc zasu­ge­ro­wać, że są to góry dzi­kie i odle­głe. Mówiąc o górach, topo­gra­ficz­nie okre­śliła pro­win­cję, któ­rej nie potra­fiła jesz­cze swo­bod­nie nazy­wać "Gali­cją".

Józef pod­su­mo­wał sytu­ację w liście wysła­nym do niej 1 sierp­nia 1773 roku ze Lwowa: "Już widzę [je vois déja d'avance], że czeka nas tutaj ogromna praca. Oprócz zamętu panują tu teraz zatrwa­ża­jące nastroje wywro­towe". Od początku szcze­gól­nie mar­twił się o chło­pów, któ­rzy, jak mu się wyda­wało, nie mieli "nic oprócz ludz­kiej postaci i fizycz­nego życia"k23. Ogromna praca, którą widział ponoć przed sobą, wią­zała się zapewne z rewo­lu­cyj­nymi dzia­ła­niami pod­ję­tymi przez niego w latach osiem­dzie­sią­tych na rzecz chło­pów pańsz­czyź­nia­nych i prze­ciwko opre­syj­nej szlach­cie zarówno w Gali­cji, jak i w innych regio­nach swo­jego kraju. Zawi­tał w Gali­cji jesz­cze w 1780, 1783 i 1786 rokuk24. Na pierw­szy rzut oka już w 1773 roku pro­win­cja jawiła mu się w świe­tle jego wła­snego "józe­fiń­skiego" poczu­cia impe­rial­nej misji, potwier­dzo­nego w zawar­tej w liście pro­fe­tycz­nej wizji: je vois déja d'avance. Wie­dzy o panu­ją­cych w Gali­cji warun­kach dostar­czało cesa­rzowi uprzy­wi­le­jo­wane habs­bur­skie spoj­rze­nie. "Pró­buję być cał­kiem uprzejmy [assez poli] wobec wszyst­kich", zapew­nił matkę, potwier­dza­jąc swoją bez­stron­nośćk25.

W tym samym dniu, 1 sierp­nia, Józef napi­sał do swo­jego brata Leopolda we Flo­ren­cji: "Oto zatem jestem mię­dzy Sar­ma­tami [Me voila donc au milieu des Sar­ma­tes]. Nie­wia­ry­godne, ile trzeba tutaj zro­bić; nie­po­jęty zamęt: kote­rie, intrygi, anar­chia, wresz­cie nawet nie­do­rzecz­ność zasad"k26. Sar­maci byli rze­komo pra­daw­nymi miesz­kań­cami kra­iny, któ­rych nazwę przy­brała w XVI wieku pol­ska szlachta jako męż­nych pro­to­pla­stów: sar­macki styl, sym­bo­li­zo­wany przez kon­tu­sze i sza­ble, ucho­dził za typowo pol­ski. Jed­nak zna­le­zie­nie się Józefa "mię­dzy Sar­ma­tami" przy­pi­sy­wało miesz­kań­com Gali­cji komiczne bar­ba­rzyń­stwo. Cesarz potrak­to­wał ich jak tubyl­ców z jakiejś przy­po­wie­ści Wol­tera, na wzór, dajmy na to, Kan­dyda pośród Buł­ga­rów i Awa­rów. Odkry­cie przez Józefa cha­rak­te­ry­stycz­nego gali­cyj­skiego "zamętu" było cał­ko­wi­cie spójne z wol­te­row­ską oświe­coną wizją Europy Wschod­niej. Wol­ter napi­sał bowiem do Kata­rzyny, rów­nież w 1773 roku, iż ma nadzieję, że dopro­wa­dzi ona do "roz­plą­ta­nia cha­osu, w jakim tonie zie­mia od Gdań­ska do ujścia Dunaju"k27. Tak wyglą­dał rze­komy wschod­nio­eu­ro­pej­ski chaos i gali­cyj­ski zamęt w oczach Józefa, współ­gra­jący z geo­gra­fią, zary­so­waną przez Wol­tera. Józe­fiń­ska misja gali­cyj­ska obej­mo­wała rów­nież zapa­no­wa­nie nad cha­osem i uspo­ko­je­nie zamętu.

Upo­rząd­ko­wa­nie miało przede wszyst­kim pole­gać na ukon­sty­tu­owa­niu nie­dawno anek­to­wa­nych tery­to­riów jako spój­nej jed­nostki admi­ni­stra­cyj­nej: Gali­cji. Jed­nym z pierw­szych kro­ków w tym kie­runku było mia­no­wa­nie guber­na­tora, któ­rym został Per­gen, pro­te­go­wany Kau­nitza. Pod koniec sierp­nia 1772 roku przy­szły guber­na­tor wciąż nie miał pew­no­ści co do nazwy tery­to­rium, w któ­rym przy­szło mu rzą­dzić i zapro­po­no­wał nazwa­nie go... Wiel­kim Księ­stwem Lem­bergak28. Jed­nak w paź­dzier­niku, kiedy Per­gen prze­wod­ni­czył uro­czy­stemu prze­ję­ciu przez Habs­bur­gów wła­dzy nad pro­win­cją, na uli­cach i pla­cach Lwowa wywie­szono impe­rialny patent doty­czący rewin­dy­ka­cji "Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii" przez koronę węgier­ską. Kau­nitz zapla­no­wał całe wyda­rze­nie w Wied­niu, wyszcze­gól­nia­jąc nawet, że mają być trąbki, wer­ble i salut arty­le­ryj­ski. Jed­nak to Per­gen prze­szedł do kate­dry lwow­skiej na uro­czy­ste Te Deum, roz­lo­ko­waw­szy wcze­śniej w mie­ście woj­ska austriac­kie, aby zapew­nić całemu wyda­rze­niu nie­za­kłó­cony prze­biegk29.

Nomi­na­cja Per­gena była rów­no­ważna stwo­rze­niu nowej admi­ni­stra­cji, zastę­pu­ją­cej resztki rządu pol­skiego i usta­na­wia­ją­cej pro­win­cję, którą można było zhar­mo­ni­zo­wać i zin­te­gro­wać z innymi zie­miami habs­bur­skimi. Tej fan­ta­zji oświe­co­nych rzą­dów - cał­ko­wi­tego zastą­pie­nia sta­rych insty­tu­cji i mecha­ni­zmów nowymi - sprzy­jały ide­olo­giczne kon­se­kwen­cje "rewin­dy­ka­cji" Gali­cji. Kau­nitz utrzy­my­wał, że skoro Habs­bur­go­wie odzy­skują węgier­ską pro­win­cję bez­praw­nie przy­własz­czoną w śre­dnio­wie­czu przez Pol­skę, to wszyst­kie zmiany, które się w tym cza­sie doko­nały, należy uznać za nie­byłek30. Doty­czyło to zwłasz­cza roz­le­głych przy­wi­le­jów i pre­ro­ga­tyw pol­skiej szlachty, które można było po pro­stu anu­lo­wać wraz z pol­skim pra­wem i zwy­cza­jem, two­rząc tabula rasa - Gali­cję - na któ­rej nowi Habs­bur­go­wie mogli wypi­sać wła­sne for­muły. Przy­by­wa­jąc w 1772 roku do Lwowa, Kau­nitz musiał się zmie­rzyć z empi­rycz­nym fak­tem, że Gali­cja nie była ani nie­za­pi­saną kartą, ani nowym świa­tem, lecz cał­kiem gęsto zalud­nio­nym kra­jem z głę­boko zako­rze­nio­nymi uwa­run­ko­wa­niami spo­łecz­nymi, gospo­dar­czymi i poli­tycz­nymi, któ­rych nie dało się po pro­stu uchy­lić.

Obszar Gali­cji, ode­brany w 1772 roku Rze­czy­po­spo­li­tej, zawie­rał znaczną część daw­nego woje­wódz­twa ruskiego ze sto­licą we Lwo­wie, a także kawa­łek Mało­pol­ski, któ­rej naj­więk­sze mia­sto, Kra­ków, pozo­stało w Pol­sce, tuż za gra­nicą z Gali­cją. Pod­czas gdy Mało­pol­ska nale­żała do pań­stwa pol­skiego od początku jego ist­nie­nia pod koniec X wieku, Ruś Halicka pier­wot­nie wcho­dziła w skład śre­dnio­wiecz­nej Rusi Kijow­skiej i dopiero w XIV wieku anek­to­wał ją król Pol­ski Kazi­mierz Wielki. Lud­ność zachod­niej Gali­cji była w więk­szym stop­niu pol­ska, a wschod­niej w więk­szym stop­niu ruska, cho­ciaż zie­miań­stwo bądź szlachta w całej pro­win­cji gene­ral­nie nale­żały do pol­skiego kręgu języ­ko­wego i kul­tu­ro­wego. Przy opi­sie lud­no­ści z 1772 roku, zwłasz­cza chło­pów pańsz­czyź­nia­nych, słów "pol­ski" i "ruski" nie należy rozu­mieć we współ­cze­snych kate­go­riach naro­do­wo­ścio­wych, lecz w kate­go­riach języ­ków czy grup dia­lek­tal­nych, które z grub­sza odpo­wia­dały zasad­ni­czemu podzia­łowi reli­gij­nemu i kul­tu­ro­wemu na kato­li­cyzm i uni­tyzm czy też grekokato­li­cyzm. Lud­ność żydow­ska regionu rów­nież wywo­dziła się z cza­sów pano­wa­nia Kazi­mierza Wiel­kiego i pozo­sta­wała pod wiel­kim wpły­wem ukształ­to­wa­nego w XVII wieku ruchu cha­sydz­kiego, któ­rego zało­ży­ciel Baal Szem Tow żył na zie­miach póź­niej nazwa­nych Gali­cją1.

W maju 1773 roku Per­gen przy­stą­pił do podziału Gali­cji na admi­ni­stra­cyjne "cyr­kuły" [Kre­ise] i dys­trykty, co odpo­wia­dało struk­tu­rze pozo­sta­łych obsza­rów monar­chii habs­bur­skiej. Brał pod uwagę próbę dopa­so­wa­nia nowych jed­no­stek admi­ni­stra­cyj­nych do składu etnicz­nego pro­win­cji - na przy­kład stwo­rze­nie cyr­kułu ruskiego - ale bra­ko­wało szcze­gó­ło­wych map i rze­tel­nych infor­ma­cji. Zma­gał się zatem z pro­po­zy­cjami, które w znacz­nym stop­niu odpo­wia­dały daw­nym pol­skim podzia­łom admi­ni­stra­cyj­nym, co pod­trzy­my­wało cią­głość poli­tyczną, którą wła­dza habs­bur­ska chciała zatrzećk31. W 1773 roku Per­gen nało­żył obcią­że­nia finan­sowe na gali­cyj­skich Żydów, a także dążył do zmniej­sze­nia ich liczby poprzez wpro­wa­dze­nie spe­cjal­nego podatku od żydow­skich mał­żeństw. W kolej­nych latach dekady Habs­bur­go­wie pod­jęli bar­dziej kom­plek­sową próbę ogra­ni­cze­nia auto­no­mii spo­łecz­nej, sądow­ni­czej i poli­tycz­nej, jaką cie­szyli się Żydzi w Rze­czy­po­spo­li­tej. Prze­pro­wa­dzona w 1776 roku reor­ga­ni­za­cja gmin żydow­skich w Gali­cji - All­ge­me­ine Ord­nung für die gesamte Juden­schaft der Königreiche Gali­zien und Lodo­me­rien2 - obej­mo­wała reformę pod­po­rząd­ko­wu­jącą gali­cyj­skich Żydów jed­nemu orga­nowi zwierzch­niemu z jed­nym naczel­nym rabi­nem (Lan­de­sra­bin) pod­le­ga­ją­cym bez­po­śred­nio wła­dzom habs­bur­skim. Cesarz Józef II kon­ty­nu­ował reformę insty­tu­cji gali­cyj­skich Żydów w latach osiem­dzie­sią­tych, wpro­wa­dza­jąc w całej monar­chii sys­tem admi­ni­stra­cyj­nego abso­lu­ty­zmuk32.

Mapa zachod­nich Kre­ise Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii. Mapę tę spo­rzą­dzono po 1772 roku w ramach kom­plek­so­wego pro­jektu kar­to­gra­ficz­nego obej­mu­ją­cego Gali­cję jako nowy byt geo­po­li­tyczny. Kre­ise, czyli "cyr­kuły", były nowymi habs­bur­skimi jed­nost­kami admi­ni­stra­cyj­nymi. Na połu­dnie od Gali­cji leżą habs­bur­skie Węgry, na pół­noc Pol­ska, a Kra­ków wciąż jest poka­zany na tere­nie Pol­ski, tuż za gra­nicą gali­cyj­ską.

Józef II już w 1773 roku, kiedy przy­je­chał do Gali­cji, prze­ja­wiał oznaki nie­za­do­wo­le­nia z Per­gena z powodu jego nie­wy­star­cza­ją­cego zaan­ga­żo­wa­nia w rady­kalną trans­for­ma­cję gali­cyj­skiego spo­łe­czeń­stwa i admi­ni­stra­cji. Cesarz przy­go­to­wał dla niego kwe­stio­na­riusz zawie­ra­jący 154 pyta­nia, na któ­rego pod­sta­wie guber­na­tor szybko spo­rzą­dził raport o całej pro­win­cji - Beschre­ibung der Königreiche Gali­zien und Lodo­me­rien3 - dostępny w momen­cie jej "rewin­dy­ka­cji" przez Habs­bur­gówk33. Z raportu bar­dzo jasno wyni­kało, że Gali­cja nie jest próż­nią, w któ­rej Habs­bur­go­wie mogą podej­mo­wać dzia­ła­nia z cał­ko­wi­tym lek­ce­wa­że­niem rze­czy­wi­stych oko­licz­no­ści. Jed­nak mimo że Józef II oso­bi­ście zamó­wił ten obszerny raport, już na pierw­szy rzut cesar­skiego oka doszedł do wnio­sku, iż Gali­cja jest w naj­lep­szym razie kra­iną zamętu. Od samego początku tego wła­śnie się spo­dzie­wał, od momentu wyru­sze­nia w podróż wie­dział, że to wła­śnie zoba­czy: altri guai!.

Listy Krat­tera: "nowe i dziwne"

W 1780 roku cesarz ponow­nie odwie­dził Gali­cję i spę­dził tam trzy tygo­dnie po dro­dze na spo­tka­nie w Rosji z carycą Kata­rzyną. Zawarty w jego dzien­niku opis Lwowa był sto­sun­kowo nie­winny, doty­czył udziału w mszach w kilku kościo­łach oraz spa­ce­rów w kilku ogro­dach, które Józef uznał za "bar­dzo ładne". Typowy wpis z 16 maja brzmiał po pro­stu: "Rano pra­co­wa­łem do jede­na­stej, potem wysłu­cha­łem mszy w daw­nym kościele jezu­ic­kim, udzie­li­łem sze­regu audien­cji, jadłem, dyk­to­wa­łem, a następ­nie posze­dłem na prze­chadzkę ze szlach­ci­cami". Wobec rze­czo­nych szlach­ci­ców cesarz wyka­zy­wał zapewne "uprzej­mość", tak samo jak w 1773 roku, ale w dato­wa­nym na 19 maja liście ze Lwowa do matki napi­sał, że "do tej pory było zbyt wiele pobłaż­li­wo­ści [com­pla­isance] wobec tych wiel­kich panów" - czyli wobec pol­skiej szlachtyk34. Śmierć Marii Teresy w listo­pa­dzie 1780 roku i począ­tek samo­dziel­nych rzą­dów Józefa wyzna­czały kres cesar­skiej pobłaż­li­wo­ści, a może nawet uprzej­mo­ści w Gali­cji.

Cesa­rzowa zmarła 29 listo­pada 1780 roku, sześć mie­sięcy po wizy­cie Józefa w Gali­cji. Maria Teresa rzą­dziła przez czter­dzie­ści lat i kiedy w wie­deń­skiej Kapu­zi­ner­gruft skła­dano ją do grobu obok jej habs­bur­skich przod­ków, rów­nież w kate­drze lwow­skiej roz­brzmie­wały śpiewy i mowy pogrze­bowe. W jed­nej z nich - wygło­szo­nej po pol­sku, ale opu­bli­ko­wa­nej rów­nież w Wied­niu po nie­miecku - Pola­ków nazwano naj­młod­szymi dziećmi habs­bur­skiej monar­chini, ponie­waż sta­no­wili naj­now­szy naby­tek cesar­stwa: "Jeste­śmy pod­da­nymi cesar­skimi, naj­mniej­szymi w Oświe­ce­niu i wie­dzy pośród tych wszyst­kich, któ­rymi rzą­dzi i któ­rych pro­wa­dzi naj­ła­skaw­szy z wład­ców. Jeste­śmy dziećmi, które ledwo co ukoń­czyły ósmy rok życia"k35. A zatem nowość wyna­le­zio­nej w 1772 roku Gali­cji w 1780 wyra­żono za pomocą meta­fory dzie­ciń­stwa. Józef II, który po 1780 roku rzą­dził samo­dziel­nie, miał się zmie­rzyć z napię­ciami wieku dora­sta­nia.

Lata osiem­dzie­siąte XVIII wieku były w monar­chii habs­bur­skiej dekadą potęż­nych tur­bu­len­cji zwią­za­nych z pro­wa­dzoną przez Józefa II rewo­lu­cyjną kam­pa­nią abso­lu­ty­zmu oświe­co­nego, nazwa­nego póź­niej józe­fi­ni­zmem. Jej pro­gram zawie­rał: pły­nący z Wied­nia impuls cywi­li­za­cyjny, obję­cie życia reli­gij­nego kon­trolą pań­stwa, wpro­wa­dze­nie tole­ran­cji reli­gij­nej, zła­go­dze­nie cen­zury i atak na przy­wi­leje szlachty. Wszę­dzie w monar­chii reformy miały rewo­lu­cyjny cha­rak­ter, ale ponie­waż Gali­cja została prze­jęta nie­dawno i fakt ten przed­sta­wiano jako "rewin­dy­ka­cję", histo­ryczne pre­ro­ga­tywy miały tu mniej­sze zna­cze­nie niż gdzie indziej. Reformy józe­fiń­skie narzu­cano tutaj zatem bar­dziej bez­ce­re­mo­nial­nie, nie zwa­ża­jąc na dotych­cza­sowe zaszło­ści. Gali­cję jako twór wymy­ślony można było uznać za pozba­wioną histo­rii, a zatem dostar­czała dosko­na­łego mate­riału na sys­te­ma­tyczną oświe­coną trans­for­ma­cję. Jed­no­cze­śnie w deka­dzie józe­fiń­skiej wła­dze habs­bur­skie na­dal gro­ma­dziły kom­plek­sowe infor­ma­cje na temat Gali­cji, wie­dzę urzę­dową, która uła­twiała rzą­dze­nie. Prze­kazy te dotarły rów­nież do oświe­co­nych czy­tel­ni­ków nie­miec­ko­ję­zycz­nych spoza Gali­cji, a nie tylko zamiesz­ku­ją­cych monar­chię habs­bur­ską. W 1786 i 1787 roku w Lip­sku i w Wied­niu uka­zały się pro­wo­ka­cyjne rela­cje z podróży. To nie­miec­kie spoj­rze­nie na Gali­cję przy­pi­sy­wało pro­win­cji okre­śloną toż­sa­mość i spo­istość w kon­tek­ście ogól­nych wyobra­żeń oświe­ce­nio­wych odno­śnie do Europy Wschod­niej.

Franz Krat­ter, mło­dzie­niec ze Szwa­bii - kra­iny w Świę­tym Cesar­stwie Rzym­skim Narodu Nie­miec­kiego, ale poza wła­da­niem Habs­bur­gów - w latach osiem­dzie­sią­tych miesz­kał w Wied­niu, publi­ko­wał pam­flety w duchu reformy józe­fiń­skiej i wdał się w spory frak­cyjne w gro­nie wie­deń­skich wol­no­mu­la­rzy. W 1784 roku spę­dził sześć mie­sięcy w Gali­cji w odwie­dzi­nach u swo­ich braci, któ­rzy pro­wa­dzili we Lwo­wie skład wina. Jego Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien. Ein Beitrag zur Sta­ati­stik und Men­schen­ken­nt­nis4 (Lipsk 1786) uka­zały się ano­ni­mowo w dwóch tomach, dzięki czemu Gali­cja po raz pierw­szy stała się przed­mio­tem dys­ku­sji w sfe­rze publicz­nej, poza krę­gami i kana­łami zastrze­żo­nymi dla wła­dzy habs­bur­skiej. Zwra­ca­jąc się w poprze­dza­ją­cym pierw­szy tom wstę­pie do czy­tel­nika, Krat­ter stwier­dził, że rela­cje z podróży "zawsze były ulu­bioną lek­turą nie­miec­kiej publiki", ponie­waż odwo­łują się do "jej gustu, jej skłon­no­ści do tego, co nowe i dziwne"k36. W latach osiem­dzie­sią­tych Gali­cja bez wąt­pie­nia była dla czy­tel­ni­ków czymś zupeł­nie nowym, ale Krat­ter zapro­po­no­wał jesz­cze wię­cej: coś nie tylko nowego, ale rów­nież dziw­nego. Rela­cje z podróży, które fascy­no­wały w XVIII wieku, bywały nie­zwy­kle egzo­tyczne, jak cho­ciażby opisy wysp pacy­ficz­nych - takich jak Tahiti i Hawaje - odwie­dzo­nych w latach 1768-1779 przez kapi­tana Cooka. Gali­cja, cho­ciaż dla nie­miec­kich czy­tel­ni­ków nie­po­rów­na­nie mniej odle­gła, była podob­nie nie­zna­joma i Krat­ter sta­rał się pod­kre­ślić, czy wręcz czę­ściowo wykre­ować, jej tak pożą­daną dziw­ność.

Krat­ter obie­cy­wał przed­sta­wić nie tylko pozy­tywne, ale rów­nież "złe, brzyd­kie, obrzy­dliwe" [das Schlechte, Hässliche, Abscheu­li­che] aspekty Gali­cji. Dziw­ność nie­ko­niecz­nie miała przy­brać atrak­cyjną postać tahi­tań­skiego egzo­ty­zmu, ale raczej gali­cyj­skiej obrzy­dli­wo­ści. Krat­ter prze­wi­dy­wał nawet, że złe, brzyd­kie i obrzy­dliwe może przy­tło­czyć jego oświe­co­nych czy­tel­ni­ków, toteż z góry pro­sił o wyro­zu­mia­łość:

Przy­ja­ciele ludz­ko­ści, szla­chetne, łagodne, życz­liwe dusze, muszę pro­sić was o wyba­cze­nie, jeśli urażę kiedy waszą deli­katną wraż­li­wość i przy­pra­wię was o krwa­wie­nie serca kosz­mar­nymi obra­zami nie­ludz­kiej tyra­nii, smut­nymi opi­sami uci­ska­nej ludz­kiej nędzy. Zazna­jo­mi­cie się tutaj z zupeł­nie obcymi kate­go­riami ludzik37.

Krat­ter wyko­pał zatem rów, który oddzie­lał peł­nych ogłady nie­miec­kich czy­tel­ni­ków od obcej gali­cyj­skiej kra­iny. Cho­ciaż pisał po nie­miecku i przy jej oce­nie cza­sem powo­ły­wał się na nie­miec­kie normy cywi­li­za­cyjne, jego spoj­rze­nie z lat osiem­dzie­sią­tych nie było naro­dowo nie­miec­kie we współ­cze­snym sen­sie tego słowa, lecz zawie­rało takie ele­menty, jak nie­miec­kie wykształ­ce­nie, oświe­ce­nio­wość józe­fiń­ska, habs­bur­ska cesar­skość i euro­pej­skie ucy­wi­li­zo­wa­nie. Jego nie­mieccy czy­tel­nicy byli zara­zem "przy­ja­ciółmi ludz­ko­ści". Nie­długo po publi­ka­cji swo­jej książki Krat­ter osiadł w Gali­cji i odgry­wał czo­łową rolę w życiu teatral­nym Lwowa, a jego dra­maty, napi­sane po nie­miecku w Gali­cji, wysta­wiano w całej nie­miec­ko­ję­zycz­nej Euro­pie Środ­ko­wej. Pod koniec życia - zmarł w 1830 roku we Lwo­wie - przy­pusz­czal­nie uwa­żał się za Gali­cja­nina, lecz w latach osiem­dzie­sią­tych poprzed­niego stu­le­cia Gali­cja wciąż wyda­wała mu się kra­iną zupeł­nie obcą.

Szcze­gól­nie nie­chęt­nym okiem Krat­ter patrzył na gali­cyj­ską szlachtę, a ponie­waż adre­so­wał swoją rela­cję do miesz­czań­skiej publicz­no­ści, mógł od niej ocze­ki­wać akcep­ta­cji dla józe­fiń­skiego ataku na szla­chec­kie przy­wi­leje: "Szlach­cie gali­cyj­skiej pod wła­dzą Habs­bur­gów trzeba było oczy­wi­ście narzu­cić ustrój zupeł­nie odmienny od daw­nej kon­sty­tu­cji [...], aby wziąć jej nie­rząd­nego anar­chi­stycz­nego ducha w karby monar­chii". Samo poję­cie "gali­cyj­skiej szlachty" było czymś nowym, wytwo­rem rzą­dów austriac­kich. Habs­bur­go­wie anek­to­wali bowiem wło­ści pol­skiej szlachty, która w momen­cie utraty pol­skiego sta­tusu poli­tycz­nego stała się gali­cyj­ska. W swoim poprzed­nim wcie­le­niu ten nie­rzą­dem sto­jący stan "okra­dał resztę narodu, czy­nił z ludzi nie­wol­ni­ków, rzą­dził swo­imi pod­da­nymi z cał­ko­wi­tym bez­pra­wiem despo­ty­zmu, dopusz­czał się wszel­kiego rodzaju zbrodni i okru­cieństw [Grau­sam­ke­iten]"k38. Oświe­ce­nie dostrze­gało w Euro­pie Wschod­niej - w co naj­mniej takim samym stop­niu w Rosji, jak w Pol­sce - sche­mat sto­sun­ków spo­łecz­nych, w któ­rym chłopi pańsz­czyź­niani byli w prak­tyce nie­wol­ni­kamik39. W 1788 roku bra­ta­nek Józefa II Fran­ci­szek, przy­szły cesarz, jako dwu­dzie­sto­la­tek wybrał się w podróż do Gali­cji i pod­su­mo­wał swoje obser­wa­cje w bar­dzo podob­nym duchu do Krat­tera: "Miesz­kańcy, a zwłasz­cza chłopi, wła­śnie zaczęli dostrze­gać, jak wiel­kiej zaznają życz­li­wo­ści pod naszymi rzą­dami, jako że wcze­śniej byli nie­wol­ni­kami, a teraz są ludźmi wol­nymi"k40. Nie­wol­nic­two w józe­fiń­skiej Gali­cji było postrze­gane jako jedno z "okru­cieństw", które uza­sad­niały narzu­ce­nie tam­tej­szej szlach­cie habs­bur­skiej wła­dzy.

Nowo­żytną ideę Europy Wschod­niej sfor­mu­ło­wano w epoce Oświe­ce­nia, kiedy wschod­nie zie­mie kon­ty­nentu zaczęto postrze­gać jako kra­inę zaco­fa­nia, która czeka na bło­go­sła­wień­stwa cywi­li­za­cji. Rzą­dze­nie Gali­cją trak­to­wano zatem jako pro­jekt cywi­li­za­cyjny i w tym kon­tek­ście Krat­ter mówił o "bar­ba­rzyń­skiej dzi­ko­ści pol­skiej szlachty". Przed nasta­niem wła­dzy Habs­bur­gów pol­ski szlach­cic był "naj­bar­dziej nie­ludz­kim, budzą­cym naj­wyż­szy wstręt dzi­ku­sem [Wil­dling]", tudzież czło­wie­kiem "odda­lo­nym od oby­czaj­nego towa­rzy­stwa, od mło­do­ści prze­zna­czo­nym do nie­ogra­ni­czo­nego roz­ka­zy­wa­nia, zahar­to­wa­nym gru­biań­skimi, dzi­kimi, okrut­nymi uczyn­kami aż do tygry­siej znie­czu­licy". Obu­rzone spo­łe­czeń­stwo cywi­li­zo­wa­nego świata - nie­miec­kie kręgi czy­tel­ni­cze - prze­ciw­sta­wiono dzi­kiemu, nie­okrze­sa­nemu, a nawet zwie­rzę­cemu światu dra­pież­nego jak tygrys pol­skiego szlach­cica w Gali­cji. Kiedy Krat­ter pisał swoje słowa, te dzi­kie stwo­rze­nia były pod­da­wane refor­mie, ucy­wi­li­zo­wa­niu, były "prze­ta­piane" [umge­sch­mol­zen] na gali­cyj­skich pod­da­nych Habs­bur­gówk41.

W oce­nie Krat­tera pol­ska szlachta jawiła się jako szcze­gól­nie bar­ba­rzyń­ska w swoim postę­po­wa­niu wobec chło­pów pańsz­czyź­nia­nych. Poja­wia się w niej na przy­kład nie­jaki hra­bia M. - zwany "dzi­kim" albo "strasz­nym" - który chło­stał swo­ich chło­pów na śmierć za drob­nostki. Z kolei książę L. nastę­pu­jąco roz­strzy­gnął spór mię­dzy pew­nym Żydem a szlach­ci­cem:

KSIĄŻĘ: He, kapi­ta­nie. [Wcho­dzi]. Powieś Żyda w sąsied­nim pokoju. KAPI­TAN: Już się robi. [Chwyta Żyda i wywleka do sąsied­niego pokoju]. KSIĄŻĘ: Hej, sługa! Przy­nieś mi mojego naj­lep­szego tokaju! Sia­daj, szlach­cicu, napij się ze mną! [Piją. Tro­chę póź­niej]. KAPI­TAN: Żyd już wisi! KSIĄŻĘ: Brawo!k42

Krat­ter, który na póź­niej­szym eta­pie życia miał two­rzyć dra­maty lite­rac­kie, prze­kształ­cił ten przy­kład bar­ba­rzyń­stwa w scenkę teatralną, ćwi­cząc wyobraź­nię dra­ma­tur­giczną.

Kolejne bru­talne scenki doty­czyły rodu P. (przy­pusz­czal­nie Potoc­kich), któ­rego człon­ko­wie "mor­do­wali dla zabi­cia czasu". Krat­ter dono­sił, że jeden z przed­sta­wi­cieli rodu kazał chłopu wspiąć się na drzewo i usu­nąć sowie gniazdo, a następ­nie zestrze­lił go z gałęzi i śmiał się do roz­puku. Poja­wia się też rela­cja o byłym bisku­pie lwow­skim, który rze­komo kazał tor­tu­ro­wać i palić swo­ich chło­pów. "Gdyby scenę mógł wyko­rzy­stać dobry malarz - oce­nił Krat­ter - stwo­rzyłby arcy­dzieło przed­sta­wia­jące śmie­ją­cego się dia­bła". Krat­ter pusz­czał wodze wyobraźni arty­stycz­nej, budu­jąc demo­niczną postać biskupa w celu udra­ma­ty­zo­wa­nia daw­nych "okru­cieństw" Gali­cji. "Tacy despoci rzą­dzili Gali­cją, zanim prze­szła pod wła­da­nie Austrii", stwier­dziłk43. W 1786 roku uka­zało się w Prze­my­ślu ano­ni­mowe pol­skie dzieło Geo­gra­fia, które zawie­rało "dokładny opis Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii", lecz w imie­niu pol­skiej szlachty odma­wiało temu bytowi geo­po­li­tycz­nemu pra­wo­moc­no­ścik44. Potę­pia­jące pol­ską szlachtę dzieło Krat­tera słu­żyło poli­tycz­nemu celowi habs­bur­skiej rewin­dy­ka­cji. Maria Teresa rościła sobie prawo do pano­wa­nia nad tymi tery­to­riami na mocy węgier­skiego tytułu do śre­dnio­wiecz­nej Rusi Halic­kiej i Wło­dzi­mier­skiej. W epoce Józefa II, w latach osiem­dzie­sią­tych XVIII wieku, można było sfor­mu­ło­wać wobec opi­nii publicz­nej bar­dziej współ­cze­sny argu­ment, pod­kre­śla­jąc koniecz­ność zastą­pie­nia bar­ba­rzyń­skiego okru­cień­stwa oświe­co­nymi rzą­dami.

"Zgroza i obrzy­dze­nie"

Dążąc do ogra­ni­cze­nia pre­ro­ga­tyw szla­chec­kich w całej monar­chii, Józef II usi­ło­wał jed­no­cze­śnie ogra­ni­czyć przy­wi­leje Kościoła, przede wszyst­kim pod­po­rząd­ko­wu­jąc go pań­stwu. Wro­gość Krat­tera do budzą­cych naj­wyż­szy wstręt bisku­pów gali­cyj­skich w takim samym stop­niu wpi­sy­wała się zatem w ducha józe­fi­ni­zmu jak jego nie­na­wiść do tam­tej­szej szlachty. Cesa­rzowi szcze­gól­nie zale­żało na likwi­da­cji zako­nów, a Krat­ter kipiał z obu­rze­nia na gali­cyj­skich mni­chów. Mieli oni swój udział w grze­chach szlachty, ponie­waż zakon­nik mógł roz­grze­szyć szlach­cica z jego "sprzecz­nych z naturą, zło­dziej­skich i mor­der­czych czy­nów". Roz­grze­szony zło­czyńca mógł potem wyna­gro­dzić Kościół sowi­tym dat­kiem:

To dla­tego jest w Gali­cji tyle kościo­łów, klasz­to­rów i fun­da­cji o naj­bar­dziej nie­do­rzecz­nych celach i - nie mówię tego bez­pod­staw­nie - takie są korze­nie więk­szo­ści klasz­to­rów w z gruntu dia­bel­skim i bluź­nier­czym kup­cze­niu grze­chami. To dla­tego kościoły i klasz­tory zamie­nia się w domy roz­pu­sty dla magna­tów! Oto przy­czyna, dla­czego świeccy i księża mil­czą, kiedy lubieżny, roz­wią­zły potwór każe zabrać spod ołta­rza modlącą się nie­winną pokut­nicę i w trak­cie naj­więk­szego miste­rium nabo­żeń­stwa, w oto­cze­niu swo­jej świty, gwał­cił ją na oczach ludzi! Moje serce się obu­rza! Krew we mnie wrze, moją duszę wypeł­nia zgroza i obrzy­dze­nie, a moje poję­cie o ludz­ko­ści i Kościele w tej chwili gor­sze niż o naj­więk­szej brzy­do­ciek45.

Tego typu pisar­stwo w nie­zbyt zawo­alo­wany spo­sób słu­żyło poli­tycz­nemu celowi uza­sad­nie­nia dzia­łań Józefa prze­ciwko ducho­wień­stwu, lecz swo­bodne potrak­to­wa­nie tematu przez Krat­tera wycho­dziło poza kon­wen­cje pole­miczne dla osią­gnię­cia bluź­nier­czo por­no­gra­ficz­nego obrazu, który budzi sko­ja­rze­nia z pisar­stwem mar­kiza de Sade. Chwy­ta­jąc za pióro, Krat­ter wpę­dzał się we fre­ne­tyczny trans i opi­sy­wał z kli­niczną pre­cy­zją swoje wzbu­rze­nie, praw­do­po­dob­nie w nadziei, że udzieli się ono co podat­niej­szym czy­tel­ni­kom. Moralny wstręt mie­szał się z por­no­gra­ficz­nym pobu­dze­niem, nie tylko w celu zaszcze­pie­nia czy­tel­ni­kom oświe­co­nego anty­kle­ry­ka­li­zmu, ale rów­nież w celu wywo­ła­nia głę­boko emo­cjo­nal­nej, a nawet fizjo­lo­gicz­nej reak­cji na Gali­cję.

Z nie mniej­szą gwał­tow­no­ścią Krat­ter oma­wiał kwe­stie higieny ducho­wień­stwa i czy­sto­ści w klasz­to­rach: "W klasz­to­rach nie­miec­kich chlewy są zazwy­czaj czy­ściej­sze niż tutaj kuch­nie i refek­ta­rze"k46. "Pro­ces cywi­li­za­cyjny", jak Nor­bert Elias okre­ślił histo­rię oby­cza­jów we wcze­sno­no­wo­żyt­nej Euro­pie, dostar­czył pro­bie­rza do mie­rze­nia odle­gło­ści mię­dzy cywi­li­zo­waną wła­dzą a bar­ba­rzyń­skim nie­okrze­sa­niem. Elias cytuje szes­na­sto­wieczne poucze­nia Era­zma z Rot­ter­damu, że ludzie kul­tu­ralni wycie­rają nos chu­s­teczką, a także przy­ta­cza osiem­na­sto­wieczne Zasady dobrego wycho­wa­nia Jana Chrzci­ciela de la Salle: "Bar­dzo się to sprze­ci­wia zasa­dom ogłady, gdy się wytrze nos w dwa palce, potem zrzuca paskudz­two na zie­mię, a następ­nie wyciera palce o odzież"k47. W takim oto kon­tek­ście coraz bar­dziej świa­do­mego prze­strze­ga­nia reguł sto­sow­no­ści Krat­ter roz­my­ślał o gali­cyj­skich księ­żach:

Pod­czas mszy nie­któ­rzy wycie­rają nosy w szaty litur­giczne, a nie­któ­rzy w dło­nie i odrzu­cają smarki o kilka kro­ków. Sto­jąc bli­sko ołta­rza, trzeba uwa­żać, jeśli ktoś nie chce, aby tro­chę księ­żego paskudz­twa tra­fiło na jego odzież lub twarz. Na wła­sne oczy widzia­łem, jak ksiądz pod­czas komu­nii wyciera nos dło­nią, a potem tymi samymi świe­cą­cymi, zapa­sku­dzo­nymi pal­cami, któ­rymi wyrzu­cił smarki, łamie hostię i ze zdro­wym ape­ty­tem wsa­dza sobie do ustk48.

Ten wyra­zi­sty opis, mający na celu wywo­ła­nie u cywi­li­zo­wa­nego czy­tel­nika odru­cho­wego obrzy­dze­nia i wstrzą­śnię­cie jego deli­katną wraż­li­wo­ścią, ujaw­nił pewien szcze­gólny aspekt gali­cyj­skiego anty­kle­ry­ka­li­zmu Krat­tera. Można powie­dzieć, że autor poło­żył palec na cywi­li­zu­ją­cym pul­sie oświe­co­nej nie­miec­kiej opi­nii publicz­nej, powo­łu­jąc się na higie­niczne obu­rze­nie jako prze­słankę impe­rial­nej obec­no­ści Habs­bur­gów. Kwe­stia cywi­li­za­cji była fun­da­men­talna dla oświe­co­nych spoj­rzeń na Europę Wschod­nią, toteż z pozoru kurio­zalne pod­kre­śla­nie pro­blemu smar­ka­nia w gali­cyj­skich kościo­łach sta­no­wiło tylko dra­styczny wyraz new­ral­gicz­nego powią­za­nia mię­dzy oby­cza­jami a cywi­li­za­cją.

Wpro­wa­dze­nie przez Józefa II kon­troli pań­stwo­wej nad reli­gią było szcze­gól­nie dotkli­wym cio­sem dla gali­cyj­skiego Kościoła rzym­sko­ka­to­lic­kiego, lecz Kościół unicki czy grec­ko­ka­to­licki, jak z cza­sem zaczęli go nazy­wać Habs­bur­go­wie, pod pew­nymi waż­nymi wzglę­dami sko­rzy­stał na rzą­dach Habs­bur­gów. Oparty na unii brze­skiej z 1596 roku, która zacho­wy­wała pra­wo­sławny obrzą­dek i sło­wiań­ską litur­gię przy jed­no­cze­snym uzna­niu hie­rar­chicz­nej wła­dzy papieża, Kościół obej­mu­jący lud­ność ruską Rze­czy­po­spo­li­tej zawsze cier­piał z powodu uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji rzym­skiego kato­li­cy­zmu. Maria Teresa i Józef II sta­rali się trak­to­wać oba wyzna­nia rów­no­praw­nie, lecz na przy­kład utwo­rze­nie semi­na­riów pań­stwo­wych Kościół unicki odczuł jako bar­dzo korzystne dla sie­bie.

Rów­nież Krat­ter był bez­stronny w swoim anty­kle­ry­kal­nym spoj­rze­niu na oba wyzna­nia, cho­ciaż unic­kie ducho­wień­stwo para­fialne zasłu­żyło sobie nie tylko na jego ryczał­tową pogardę, ale rów­nież na współ­czu­cie. Gre­ko­ka­to­liccy księża para­fialni czę­sto musieli w pocie czoła upra­wiać zie­mię, jak chłopi:

Nie jest w tym kraju niczym nie­zwy­kłym zoba­czyć księ­dza w obszar­pa­nym płasz­czu, z kolo­ratką wokół szyi, z fajką w ustach, batem w dłoni, czła­pią­cego obok swo­ich koni albo wołów. Więk­szość z nich pije alko­hol jak wodę, są pijani pra­wie codzien­nie, a potem dopusz­czają się bezec­nych łaj­dactw typo­wych dla pija­ków. Bar­dzo chcia­łem oso­bi­ście poznać takie zwie­rzę w księ­żych sza­tachk49.

Krat­ter patrzył na gali­cyj­skie życie kościelne z nie­sma­kiem, pro­tek­cjo­na­li­zmem i być może poczu­ciem komi­zmu, dekla­ru­jąc repor­ter­ski zamiar zapo­zna­nia się z jakimś typo­wym oka­zem. Kiedy udało mu się zor­ga­ni­zo­wać wywiad, dono­sił póź­niej, że ksiądz, z któ­rym roz­ma­wiał, mieszka w nędz­nej izbie, cho­dzi w brud­nym ubra­niu i jest roz­pacz­li­wym igno­ran­tem: "Usi­ło­wa­łem skie­ro­wać roz­mowę na różne tematy, reli­gię, moral­ność, opiekę dusz­pa­ster­ską, kate­chezę, oświatę, nowe prze­pisy. Ani razu mnie nie zro­zu­miał"k50. Zgod­nie z zało­żoną z góry asy­me­trią cywi­li­za­cyjną Krat­ter twier­dził, że rozu­mie Gali­cję i potrafi ją wyja­śnić, lecz Gali­cja nie umie zrozu­mieć jego.

Józef II przy­stą­pił do edu­ko­wa­nia unic­kiego ducho­wień­stwa, otwie­ra­jąc w latach osiem­dzie­sią­tych Semi­na­rium Ogólne oraz Insty­tut Ruski we Lwo­wie. Krat­ter uwa­żał takie insty­tu­cje za fun­da­men­talne dla ucy­wi­li­zo­wa­nia Gali­cji:

Czy filo­zof, przy­ja­ciel ludz­ko­ści, kie­dy­kol­wiek będzie w sta­nie wyba­czyć prawu to, że porzu­ciło ten biedny lud na czter­na­ście dłu­gich, wynisz­cza­ją­cych lat na żer dra­pież­nym lisom, niedź­wie­dzom i wil­kom, ani razu poważ­nie nie roz­wa­ża­jąc sku­tecz­nych środ­ków zba­wien­nej reformy? W końcu mądry Józef stwo­rzył w kraju lep­sze per­spek­tywy dla roz­woju ducho­wień­stwa dzięki dwóm insty­tu­cjom edu­ka­cyj­nym we Lwo­wie kształ­cą­cym przy­szłych nauczy­cieli luduk51.

Kra­jo­braz lite­racki Europy Wschod­niej z lat osiem­dzie­sią­tych XVIII wieku, odma­lo­wany na przy­kład w popu­lar­nych powie­ściach o baro­nie Münchhausenie, czę­sto odda­wał dzi­kość tych obsza­rów za pomocą obra­zów zwie­rząt takich jak wilki i niedź­wie­dzie. Krat­te­rowi jako dra­pież­niki jawili się ludzcy miesz­kańcy Gali­cji, a kon­kret­nie przed­sta­wi­ciele ducho­wień­stwa, któ­rzy wyma­gali oswo­je­nia przez habs­bur­skiego cesa­rza. Okres czter­na­stu lat, jakie upły­nęły od powsta­nia Gali­cji w 1772 roku po publi­ka­cję listów Krat­tera, autor postrze­gał jako epokę wycze­ki­wa­nia, uwień­czoną nie tylko cesar­skimi refor­mami, ale rów­nież czyn­nym zaan­ga­żo­wa­niem nie­miec­kiej opi­nii publicz­nej, czyli jego filo­zo­ficz­nie uspo­so­bio­nych czy­tel­ni­ków.

Cho­ciaż Krat­ter z jed­na­kową wro­go­ścią trak­to­wał rzym­ski kato­li­cyzm, Kościół unicki, który zacho­wał pra­wo­sławny obrzą­dek, wyda­wał mu się jesz­cze bar­dziej obcy. Autor listów prze­żył wstrząs, ujrzaw­szy pro­stra­cję unic­kiego księ­dza przed ikoną św. Miko­łaja: "Rzu­cił się na pod­łogę jak nie­wol­nik przed despotą, a potem spoj­rzał na mnie bar­dzo zna­cząco, ponie­waż nie chcia­łem rzu­cić się razem z nim na pod­łogę przed wiel­kim Miko­ła­jem"k52. Krat­ter reago­wał z iro­niczną pogardą na roz­bu­do­wany i według niego prze­sadny cere­mo­niał rytu unic­kiego, a działo się to w okre­sie, kiedy reforma józe­fiń­ska dążyła do uprosz­cze­nia i okro­je­nia cere­mo­nial­nych zawi­ło­ści rzym­skiego kato­li­cy­zmu. W tym sen­sie można powie­dzieć, że kry­tyczne spoj­rze­nie Krat­tera na obrzą­dek unicki było uwa­run­ko­wane przez kli­mat reli­gijny epoki józe­fiń­skiej. Krat­ter posu­nął się nawet do tego, że nazwał ten obrzą­dek "lichą komiczną bur­le­ską" [nie­drig­ko­mi­sche Pur­le­ske­rei], cho­ciaż jed­nym ze źró­deł tego komi­zmu był użyty przez autora ton opisu. Pew­nego razu Krat­ter poszedł we Lwo­wie na nie­szpory i zoba­czył unic­kiego biskupa, który prze­wod­ni­czył rytu­ałowi cało­wa­nia świę­tych reli­kwii i ikon:

Usta­wili się z całym kra­mem, a reszta ducho­wień­stwa szła pro­ce­syj­nie i cało­wała to, co nale­żało uca­ło­wać. Potem tłum­nie ścią­gnęli ludzie, aby cało­wać to, co nale­żało uca­ło­wać. W całym kościele byłem jedy­nym wyrzut­kiem [Ver­wor­fene], który, z powodu nie wie­dzieć jakiego nie­wy­ba­czal­nego osty­gnię­cia zapału, nie chciał cało­waćk53.

Dekla­ra­cja chłod­nego dystansu czło­wieka, który stoi poza komicz­nym krę­giem rytu­al­nego cało­wa­nia, czy­tel­nie zde­fi­nio­wała spoj­rze­nie Krat­tera na dziw­ność Gali­cji.

"Zie­mia obie­cana"

Jesz­cze dzi­wacz­niejsi wyda­wali się gali­cyj­scy Żydzi. Krat­ter miał świa­do­mość ich zna­czą­cego udziału w skła­dzie lud­no­ścio­wym pro­win­cji, wyno­szą­cego około dzie­się­ciu pro­cent. Nie­zbyt się jed­nak zain­te­re­so­wał ich obrzę­dami, sku­pia­jąc uwagę na sytu­acji admi­ni­stra­cyj­nej i eko­no­micz­nej. W jego ambi­wa­lent­nym sto­sunku do Żydów zawie­rała się doza nie­skry­wa­nej wro­go­ści ze względu na ich rela­cje gospo­dar­cze ze szlachtą, od któ­rej Żydzi dzier­ża­wili pewne przy­wi­leje eko­no­miczne. "Dzier­żawy obej­mują wszystko, co da się wydzier­ża­wić, chrze­ści­ja­nom czy niechrze­ści­ja­nom, Żydom czy nie-Żydom, świę­tym czy nieświę­tym", odno­to­wałk54. Szcze­gól­nie ostro potę­piał roz­po­wszech­nione zja­wi­sko dzier­ża­wie­nia przez Żydów prawa do warze­nia i wyszynku alko­holi w mająt­kach lub mia­stach szla­chec­kich. Przy­wi­lej ten - zwany pro­pi­na­cją - według Krat­tera sta­wiał gali­cyj­skich Żydów w pozy­cji ludzi nio­są­cych zgubę chłop­stwu. Opi­sał dzień tar­gowy, w któ­rym pijani chłopi prze­wra­cali się na uli­cach. Opi­sał też ślub, na któ­rym wszy­scy, nie wyłą­cza­jąc mło­dej pary, byli pijani w kościele: "Z tru­dem przy­cho­dzi mi wymy­ślić scenę, w któ­rej god­ność czło­wie­czeń­stwa byłaby bar­dziej upodlona". Chłop­skie picie odby­wało się jed­nak w żydow­skiej gospo­dzie. Krat­ter rela­cjo­no­wał, jak żydow­scy szyn­ka­rze wabią, poją i oszu­kują klien­tów, posu­wa­jąc się nawet do poda­wa­nia alko­holu dzie­ciom, aby zaszcze­pić im nawyk picia. Odno­to­wał rów­nież rolę żydow­skich alfon­sów w Lem­bergu i szcze­gó­łowo przed­sta­wił ich róż­no­rodną ofertę han­dlową, odzwier­cie­dla­jącą zróż­ni­co­wa­nie samej Gali­cji: chrze­ści­janki i żydówki, Polki i Rusinkik55.

W 1785 roku Józef II pod­jął próbę zmiany poło­że­nia eko­no­micz­nego Żydów poprzez ogra­ni­cze­nie moż­li­wo­ści uzy­ski­wa­nia przez nich dzier­żaw przy­wi­le­jów od szlachty - na przy­kład prawa do zarzą­dza­nia mły­nami czy gospo­damik56. Daw­niej szlachta żądała za te przy­wi­leje astro­no­micz­nych sta­wek, które Żydzi musieli sobie potem odbić na miej­sco­wej lud­no­ści. Poło­że­nie Żydów w tym sys­te­mie zawsze było nie­pewne, a czę­sto roz­pacz­liwe. Wystę­pu­jący w scence teatral­nej Żyd, któ­rego powie­szono z roz­kazu księ­cia w sąsied­niej izbie, nale­żał do jego dzier­żaw­ców. Krat­ter ze współ­czu­ciem odno­to­wał nędzę i mize­rię więk­szo­ści gali­cyj­skich Żydówk57.

Dla Krat­tera moment józe­fiń­ski ozna­czał zgoła mesja­ni­styczne wyba­wie­nie Żydów od nie­szczęść, które zawsze ich tra­piły.

Cała Gali­cja życzy sobie mieć teraz inne sto­sunki z Żydami nio­są­cymi całemu kra­jowi zepsu­cie. Te powszechne pra­gnie­nia dotarły aż do uszu rządu, który gotów jest teraz prze­to­pić [umzu­sch­mel­zen] cały żydow­ski sys­tem, bo nie ma prze­cież Moj­że­sza, który by się uli­to­wał nad swo­imi hebraj­skimi braćmi, wyswo­bo­dził ich spod jarzma despo­ty­zmu i zapro­wa­dził do ziemi obie­ca­nejk58.

Krat­ter impli­cite prze­ma­wiał w imie­niu kształ­tu­ją­cej się gali­cyj­skiej opi­nii publicz­nej: "Cała Gali­cja życzy sobie..." [Ganz Gali­zien wünscht]. Wła­dze habs­bur­skie zare­ago­wały na to rze­kome życze­nie gali­cyj­skiej opi­nii publicz­nej i zapro­po­no­wały "prze­to­pie­nie" [Umsch­mel­zung] sto­sun­ków mię­dzy chrze­ści­ja­nami a Żydami, tak samo jak mię­dzy szlachtą a chłop­stwem. Meta­fora meta­lur­giczna suge­ro­wała, że wykuwa się ni mniej, ni wię­cej tylko sama Gali­cja. Józef miał wyzwo­lić Żydów spod egip­skiego despo­ty­zmu pol­skiej szlachty i zapro­po­no­wać im zie­mię obie­caną na tych samych tere­nach, gdzie od stu­leci miesz­kali, a teraz prze­obra­żo­nych spo­łecz­nie i poli­tycz­nie: w habs­bur­skiej Gali­cji.

Jed­nym z fila­rów prze­to­pie­nia było ogra­ni­cze­nie w 1785 roku moż­li­wo­ści dzier­ża­wie­nia przez Żydów przy­wi­le­jów od szlachty, jed­nak Krat­ter zda­wał sobie sprawę, że nowy prze­pis będzie dla nich nie­zwy­kle dotkliwy eko­no­micz­nie. Autor sza­co­wał, że tysiące rodzin nie będą miały z czego żyć.

To jest dekret, który powi­nien dać przed­smak cał­ko­wi­tego prze­kształ­ce­nia stanu żydow­skiego, na który wszy­scy cze­kają z prze­raź­liwą tęsk­notą, ale jed­no­cze­śnie każdy, Żyd i nie-Żyd, zaczyna się bać, ponie­waż jest to coś zupeł­nie innego, niż można by się spo­dzie­wać! Nie­szczę­śni Żydzi - Bóg wie! - zma­gają się od wie­ków z jakimś prze­kleń­stwem natury i nieba w rela­cjach z resztą ludz­ko­ści, tak że każdy oby­wa­tel, każde spo­łe­czeń­stwo, każda klasa, każdy naród, nawet samo pań­stwo dopusz­cza nie­ludz­kie trak­to­wa­nie Żydów bez wyrzu­tów sumie­nia. W ten spo­sób ludzie sprze­nie­wie­rzają się bra­ter­stwu rasy ludz­kiej [ein gan­zes, mitver-brüdertes Men­schen­ge­schlecht]k59.

Józe­fiń­skie spoj­rze­nie Krat­tera istot­nie miało w sobie pewien wizjo­ner­ski kolo­ryt. Na całym świe­cie Żydzi od wie­ków byli prze­śla­do­wani, ale Gali­cja miała się stać eks­pe­ry­men­tal­nym tere­nem cał­ko­wi­tego prze­isto­cze­nia sto­sun­ków mię­dzy chrze­ści­ja­nami a Żydami. W całej monar­chii habs­bur­skiej nie było pro­win­cji, która lepiej by się nada­wała do reali­za­cji takiego pro­gramu, ponie­waż ni­gdzie indziej nie miesz­kało tylu Żydów. "Cóż za bar­ba­rzyń­skie trak­to­wa­nie! - zakrzyk­nął Krat­ter w odnie­sie­niu do prze­śla­do­wań Żydów. - Czy pań­stwo Żydowi jest winne mniej niż chrze­ści­ja­ni­nowi? Nad jed­nym i dru­gim wstaje słońce". Wyru­go­wa­nie bar­ba­rzyń­stwa anty­se­mi­ty­zmu stało się zatem ele­men­tem cywi­li­zu­ją­cego spoj­rze­nia Krat­tera na Gali­cję. Jego oświe­cone odru­chy miały zna­leźć speł­nie­nie w paten­tach tole­ran­cyj­nych Józefa II. Od 1781 roku obo­wią­zy­wał patent tole­ran­cyjny doty­czący wyznań chrze­ści­jań­skich, zno­szący rów­nież pewne ogra­ni­cze­nia nało­żone na Żydów, a kolejny z 1789 roku przy­zna­wał Żydom gali­cyj­skim pełną wol­ność wyzna­nia i zawie­rał obiet­nicę rów­no­ści wobec prawa, "zgod­nie z którą Żydom zagwa­ran­to­wane zostaną przy­wi­leje i prawa innych pod­da­nych"k60.

W teo­rii zatem cesarz opo­wia­dał się za czymś, co można by nazwać eman­cy­pa­cją Żydów w monar­chii habs­bur­skiej, ale czę­ściowo prze­czy temu nało­że­nie na nich spe­cjal­nych obcią­żeń finan­so­wych, przede wszyst­kim wpro­wa­dzo­nego w 1784 roku w Gali­cji podatku od sprze­daży koszer­nego mięsa. Zresztą sam Krat­ter przez jakiś czas zaj­mo­wał się jego pobo­rem. Z kolei wspo­mniane ogra­ni­cze­nie moż­li­wo­ści dzier­żawy przy­wi­le­jów od szlachty, cho­ciaż jego zade­kla­ro­wa­nym celem było uwol­nie­nie Żydów od nie­zręcz­nej roli pośred­ni­ków w feu­dal­nej gospo­darce, począt­kowo poskut­ko­wało eko­no­micz­nym prze­miesz­cze­niem i zubo­że­niem Żydów. W 1787 roku wła­dze sfi­nan­so­wały oświe­cony sys­tem nie­miec­kich szkół dla gali­cyj­skich Żydów, zor­ga­ni­zo­wany przez Herza Homerga, żydow­skiego refor­ma­tora z Czech, ale jego pro­po­zy­cje spo­tkały się z nie­ma­łym opo­rem ze strony gali­cyj­skich władz rabi­nicz­nych. Ponadto w 1787 roku Józef zażą­dał od gali­cyj­skich Żydów zastą­pie­nia tra­dy­cyj­nych patro­ni­mi­ków nazwi­skami rodo­wymi, zazwy­czaj nie­miec­kimik61.

Naj­bar­dziej kon­tro­wer­syjne było wpro­wa­dze­nie w 1788 roku poboru do woj­ska dla pod­da­nych żydow­skich, wbrew per­swa­zjom rady wojen­nej cesa­rza. Posu­nię­cie to wzbu­dziło wielką kon­ster­na­cję wśród tra­dy­cyj­nych gali­cyj­skich Żydów. Histo­ryk Michael Sil­ber odno­to­wuje, że Józef II, lek­ce­wa­żąc pro­blemy prak­tyczne z prze­strze­ga­niem sza­batu i ogra­ni­cze­niami żywie­nio­wymi, zajął pryn­cy­pialne sta­no­wi­sko: "Żyd jako czło­wiek i jako współ­o­by­wa­tel [Mitbürger] będzie peł­nił tę samą służbę, do któ­rej zobli­go­wani są wszy­scy inni. [...] Będzie mógł jeść, co zechce, a pod­czas sza­batu będzie się od niego wyma­gało tylko nie­zbęd­nej pracy, takiej samej, jaką chrze­ści­ja­nie zobli­go­wani są wyko­ny­wać w nie­dziele". Potwier­dzona w 1789 roku wol­ność wyzna­nia pocią­gnęła zatem za sobą znaczne koszty spo­łeczne dla tra­dy­cyj­nych gali­cyj­skich Żydów. Pod koniec pano­wa­nia cesa­rza byli oni głę­boko spo­la­ry­zo­wani: z jed­nej strony były oświe­cone zasady gło­szone przez wła­dze habs­bur­skie i żydow­skich refor­ma­to­rów, z dru­giej - tra­dy­cyjne żydow­skie zwy­czaje reli­gijne i spo­łeczne, zwłasz­cza te pod­trzy­my­wane przez coraz bar­dziej wpły­wowy gali­cyj­ski cha­sy­dyzm. Histo­ryk Raphael Mah­ler odno­to­wał, że więk­szość gali­cyj­skich Żydów - podob­nie jak wielu gali­cyj­skich chrze­ści­jan - doświad­czała cesar­skich reform jako prze­śla­do­wańk62.

Jed­nak Krat­ter w myśl józe­fiń­skich zasad miał wizję pro­cesu nad­cho­dzą­cej asy­mi­la­cji spo­łecz­nej: "Za kilka lat Żyd nie będzie już Żydem, czło­wie­kiem, któ­rym musiałby być zgod­nie z prze­pi­sami swo­jej reli­gii; będzie rol­ni­kiem, oby­wa­te­lem pań­stwa, szczę­śli­wym, spo­łecz­nym i nie­odzow­nym dla ludz­ko­ści". Bal­tha­sar (Bel­sa­zar) Hacquet, uczony z Bre­ta­nii, który w latach osiem­dzie­sią­tych został pro­fe­so­rem we Lwo­wie, uwa­żał, że gali­cyj­scy Żydzi będą musieli zre­zy­gno­wać ze swo­jego cha­rak­te­ry­stycz­nego ubioru, bród, języka hebraj­skiego, sza­batu - "aby ludzie nie widzieli żad­nej róż­nicy mię­dzy Żydem a chrze­ści­ja­ni­nem". W reto­ryce józe­fi­ni­zmu w Gali­cji miały w przy­szło­ści zostać zatarte róż­nice reli­gijne, a nawet etniczne; Polacy mieli prze­stać być Pola­kami, a Żydzi Żydami.

Krat­ter zapo­wia­dał, że Żydzi zostaną kie­dyś wyzwo­leni ze swo­jego poło­że­nia "naj­niesz­czę­śliw­szej, naj­po­dlej­szej, naj­bez­sil­niej­szej klasy ludzi", prze­ista­cza­jąc się w "braci swo­ich bliź­nich" i "patrio­tów w łonie ojczy­zny"k63. Tak przed­sta­wiała się praw­dzi­wie rewo­lu­cyjna józe­fiń­ska fan­ta­zja o trans­for­ma­cji spo­łecz­nej w Gali­cji.

Krat­ter twier­dził, że pod wła­dzą Habs­bur­gów Lwów staje się "jed­nym z naj­pięk­niej­szych i naj­zna­ko­mit­szych miast cesar­sko-kró­lew­skich ziem koron­nych"k64. Przed nadej­ściem rzą­dów austriac­kich, utrzy­my­wał, we Lwo­wie nie było publicz­nych urzą­dzeń sani­tar­nych: "na ulicę wyle­wano wsze­la­kie nie­czy­sto­ści [Unrath]. Przy desz­czo­wej pogo­dzie trzę­sa­wi­sko było tak głę­bo­kie, że można się było zapaść po pas. [...] Kiedy cesarz po raz pierw­szy przy­je­chał do Lem­berga, utknął w środku mia­sta z sze­ścioma końmi"k65. Obraz Naj­ja­śniej­szego Cesa­rza, który ugrzązł w odcho­dach, mógł być prze­sa­dzony czy nawet zali­czać się do kate­go­rii wspo­mnień apo­kry­ficz­nych, miej­skich legend. Jed­no­cze­śnie opo­wieść ta dostar­cza dra­stycz­nego kon­tek­stu dla uwagi rzu­co­nej od nie­chce­nia przez Józefa II w liście z Lem­berga: "Oto jestem mię­dzy Sar­ma­tami, nie do uwie­rze­nia, ile tutaj trzeba zro­bić". Her­ku­le­so­wym zada­niem habs­bur­skim było ni mniej, ni wię­cej oczysz­cze­nie gali­cyj­skiej stajni Augia­sza.

Przed­sta­wia­jąc stan gali­cyj­skiego szkol­nic­twa, Krat­ter wezwał do two­rze­nia szkół, w któ­rych ucznio­wie "na zawsze oduczy­liby się hanieb­nych przy­war narodu pol­skiego, które pod­ci­nają korze­nie moral­no­ści, zdro­wia i bogac­twa". Wyra­ził nadzieję, że jeśli naucza­nie będzie przy­naj­mniej czę­ściowo pro­wa­dzone w języku nie­miec­kim, miesz­kańcy "lepiej poznają nasz spo­sób życia i zwy­czaje", dzięki czemu następne poko­le­nie będzie "mniej pry­mi­tywne i mniej skłonne do pijań­stwa i leni­stwa". Krat­ter pod­su­mo­wał ten pro­jekt jako "powszechną refor­ma­cję tego ludu", w wyniku któ­rej ze spo­tka­nia pol­skich przy­war i nie­miec­kich zwy­cza­jów wyłoni się nowy gali­cyj­ski cha­rak­terk66. Cho­ciaż ze swoją nędzą i bra­kiem kana­li­za­cji Lwów pre­zen­to­wał się przy­gnę­bia­jąco, Krat­ter stwier­dził, że kiedy się wej­dzie na Górę Zam­kową i spoj­rzy w dal, Gali­cja wygląda jak ogród Edenu: "Wszel­kie pięk­no­ści, które może mieć dolina, Eden, poja­wiają się tutaj w całej swo­jej kra­sie, w całej natu­rze i w całej ozdo­bie: siel­skie pola zboża, soczy­ste i barwne łąki, stawy, lasy, dale­kie pust­ko­wia, złudne per­spek­tywy, nie­zmie­rzone dale!". Wpę­dziw­szy się w lite­racką eks­tazę, Krat­ter prze­żył następ­nie dru­zgo­cące roz­cza­ro­wa­nie na myśl o tym, "jak nie­szczę­sny, zde­pra­wo­wany, dziki lud zamiesz­kuje tę kra­inę natury i piękna"k67. Złudne per­spek­tywy i nie­zmie­rzone dale posłu­żyły za dosko­nałe meta­fory pro­jektu habs­bur­skiego w Gali­cji, szy­ku­ją­cej się do powszech­nej refor­ma­cji. Lud musiał zostać prze­obra­żony, aby paso­wał do kra­jo­brazu.

To prze­obra­że­nie doko­ny­wało się przez napływ imi­gran­tów nie­miec­kich, w 1774 roku zachę­co­nych przez wła­dze zwol­nie­niem od podat­ków i służby woj­sko­wej. W 1781 roku, kiedy Józef II rzą­dził już samo­dziel­nie, obie­cał rów­nież tole­ran­cję reli­gijną dla pro­te­stan­tów. W 1786 roku, kiedy Franz Krat­ter opu­bli­ko­wał swoją książkę, w Gali­cji miesz­kało około trzech tysięcy nie­miec­kich rodzin osad­ni­czychk68. Młody Nie­miec miał spore roze­zna­nie w tema­cie, ponie­waż zali­czała się do nich rów­nież jego rodzina - to jest jego dwaj bra­cia, któ­rzy z powo­dze­niem han­dlo­wali we Lwo­wie winem. Ignaz Krat­ter przy­był do Gali­cji nie­długo po austriac­kiej anek­sji, otwo­rzył karczmę i spro­wa­dzał węgier­skie i austriac­kie wina, a póź­niej dołą­czył do niego we Lwo­wie jego brat Johann. Franz Krat­ter posta­no­wił wyra­zić entu­zja­styczny sto­su­nek Niem­ców do Gali­cji ustami swo­jego brata Johanna. "Bóg poka­zał Moj­że­szowi zie­mię obie­caną tylko z oddali - oświad­czył rze­komo Johann - ale mnie zapro­wa­dził na samo miej­sce". A zatem habs­bur­ska Gali­cja nabrała cha­rak­teru ziemi obie­ca­nej nie tylko dla tam­tej­szych Żydów, ale rów­nież dla osad­ni­ków nie­miec­kich spoza pro­win­cji. Krat­ter opi­sał, jak jego brat Johann unosi kie­li­szek wina i pije za zdro­wie monar­chy, któ­rego kocha "aż do sza­leń­stwa" [bis zur Schwärmerei] - monar­chy, który uczy­nił z Gali­cji habs­bur­ską zie­mię obie­caną: "Vivat! Niech żyje cesarz"k69. Józef odwie­dził zresztą Gali­cję ponow­nie w 1786 roku, tym samym, w któ­rym Krat­ter opu­bli­ko­wał swoją rela­cję, można było zatem oso­bi­ście oddać mu honory.

Według "Wie­ner Zeitung" pod­czas pobytu we Lwo­wie Józef odwie­dzał szpi­tale, klasz­tory oraz kato­lic­kie i unic­kie semi­na­ria duchowne, a także wziął udział w balu na swoją część. Pokło­nić się Józe­fowi przy­była pol­ska magna­te­ria - Czar­to­ry­scy, Potoccy, Lubo­mir­scy - i zapewne rów­nież speł­niła za niego toast, cho­ciaż szlachta i ary­sto­kraci zasad­ni­czo mieli mniej powo­dów niż Krat­ter, aby życzyć cesa­rzowi dłu­giego życiak70. De facto tego życia już nie­wiele mu zostało - zale­d­wie cztery lata - ale sama Gali­cja, którą rewin­dy­ko­wał, wyna­lazł i "prze­to­pił", miała prze­trwać do XX wieku.

Po kry­tycz­nej ana­li­zie swo­ich listów na temat Gali­cji Krat­ter przy­znał, że nie­które z zawar­tych tam prze­my­śleń mogą się wyda­wać "nie­win­nymi fan­ta­zjami czło­wieka pogrą­żo­nego w bło­gich marze­niach", jed­nak marze­nia i fan­ta­zje poja­wiały się we wszel­kich roz­wa­ża­niach o Gali­cji. Pro­win­cję trzeba było wycza­ro­wać w wyobraźni; jej two­rze­nie było pracą w toku. "Całość jest bli­ska prze­to­pie­nia", zdra­dził apo­ka­lip­tycz­nie: Das Ganze is seiner Umsch­mel­zung nahe. Jed­nak choć prze­to­pie­nie wyda­wało się bar­dzo bli­skie, zawsze pozo­sta­wało tuż poza zasię­giem, nie­zisz­czalne, umy­kało naj­lep­szym sta­ra­niom habs­bur­skich refor­ma­to­rów. Krat­ter wyznał, że nie jest do końca zado­wo­lony ze swo­jej rela­cji na temat Gali­cji, ponie­waż nie zawsze udało mu się przed­sta­wić wszyst­kie jej aspekty "w nale­ży­tym upo­rząd­ko­wa­niu" [in gehöriger Ord­nung]k71. Porażka ta była mu z góry prze­zna­czona, ponie­waż w przed­sta­wio­nym przez niego obra­zie nie­po­rzą­dek nale­żał do samej istoty Gali­cji. Roz­wi­chrzona fan­ta­zja lite­racka Krat­tera, podą­ża­jąc za emo­cjo­nalną logiką "burzy i naporu", ni­gdy nie pod­dała się dys­cy­pli­nie nale­ży­tego upo­rząd­ko­wa­nia. Ide­olo­giczna rewin­dy­ka­cja Gali­cji przez oświe­cone rządy Habs­bur­gów pole­gała wła­śnie na lite­rac­kim zobra­zo­wa­niu nie­upo­rząd­ko­wa­nego zamętu. Krat­ter zwró­cił się do nie­miec­kich czy­tel­ni­ków i wycza­ro­wał obraz Gali­cji, który miał za zada­nie nakło­nić ich do tego, aby razem z auto­rem snuli marze­nia o habs­bur­skiej powszech­nej refor­ma­cji.

Robin­son Cru­soe w Gali­cji

Na swoją publi­ka­cję z 1786 roku Krat­ter rok póź­niej otrzy­mał odpo­wiedź, wpi­su­jącą dys­ku­sję na temat Gali­cji w ducha pole­miki i debaty, który gene­ral­nie cecho­wał kształ­tu­jącą się osiem­na­sto­wieczną sferę publiczną. Według Jürgena Haber­masa wizy­tówką sfery publicz­nej jest kry­tyka, toteż nie należy się dzi­wić, że w następ­nej publi­ka­cji doty­czą­cej Gali­cji Krat­ter został skry­ty­ko­wany, poczy­na­jąc od tytułu: Dre­is­sig Briefe über Gali­zien: oder Beobach­tun­gen eines unpar­they­ischen Man­nes, der sich mehr als nur ein paar Monate in die­sem Königreiche umge­se­hen hat5. Dzieło uka­zało się ano­ni­mowo w 1787 roku w Wied­niu i Lip­sku, a jego auto­rem był uro­dzony w habs­bur­skiej Bruk­seli Alphons Hein­rich Traun­paur Che­va­lier d'Opha­niek72. Jako ofi­cer armii Habs­bur­gów miesz­kał w Gali­cji całe osiem lat, dzięki czemu, jak prze­ko­ny­wał, był bar­dziej wia­ry­godny od Krat­tera, któ­rego wizyta trwała zale­d­wie kilka mie­sięcy.

Przy­pi­su­jąc sobie więk­szy auto­ry­tet wyni­ka­jący z dłuż­szej i lep­szej zna­jo­mo­ści Gali­cji, Traun­paur oskar­żył Krat­tera o nie­rze­tel­ność: "Puste przy­pusz­cze­nia, płyt­kie uwagi, wymy­ślone histo­ryjki, uszczy­pliwe aneg­dotki, nie­uza­sad­nione pro­po­zy­cje...". Wyra­ził rów­nież pogląd, że za wąt­pli­wej jako­ści spo­strze­że­niami Krat­tera kryje się zamiar zohy­dze­nia Gali­cji. "Nie­do­rzecz­no­ścią jest odma­wiać wszel­kiej war­to­ści całej ogrom­nej kra­inie, zdol­nej do wszel­kich prze­ja­wów kul­tury, tylko dla­tego, że nie zaszła tak daleko, jak jej sąsie­dzi", sko­men­to­wał Traun­paurk73. W pełni więc zaak­cep­to­wał józe­fiń­ską logikę, zgod­nie z którą zaco­faną Gali­cję nale­żało ucy­wi­li­zo­wać.

Dekla­ra­cja bez­stron­no­ści w tytule książki miała suge­ro­wać, że Krat­te­rem kie­ro­wały oso­bi­ste uprze­dze­nia, a w szcze­gól­no­ści że prze­ja­wiał naro­do­wo­ściową stron­ni­czość wyni­ka­jącą z wro­go­ści do Pola­ków. Traun­paur oświad­czył czy­tel­ni­kom, że sam uznaje "tylko dwie nacje - ludzi dobrych i złych"k74. Przed­sta­wił "histo­rię kraju", potwier­dza­jąc "dawne rosz­cze­nia" Habs­bur­gów do Gali­cji: "Zie­mie pozy­skane przez Austrię w wyniku roz­bio­rów to zie­mie, które dzi­siaj sta­no­wią odrębne kró­le­stwo pod nazwą Gali­cji i Lodo­me­rii". Traun­paur miał świa­do­mość, że w austriac­kich rosz­cze­niach do tej pro­win­cji tkwi pewien nie do końca czy­sty zabieg - "pod nazwą Gali­cji" nie brzmi prze­ko­nu­jąco. Wyraź­nie dostrze­gał impe­rialną dyna­mikę wła­dzy, ponie­waż zasu­ge­ro­wał inną nazwę: "Nowe Peru". Tak bowiem jawiła się ta kra­ina poszu­ku­ją­cym skar­bów osad­ni­kom, któ­rzy przy­byli do Gali­cji po 1772 roku "z każ­dego zakątka cesar­skich ziem"k75. Cho­ciaż stwa­rzano pozory, że Gali­cja powraca do macie­rzy, w isto­cie wyglą­dała jak jakiś kolo­nialny nowy świat, zie­mia obie­cana, która daje moż­li­wość łatwego wzbo­ga­ce­nia się.

Cho­ciaż Traun­paur utrzy­my­wał, że maluje życz­liw­szy por­tret Gali­cji niż Krat­ter, obie rela­cje prze­nika duch józe­fi­ni­zmu. Traun­paur miał kry­tyczny sto­su­nek do ducho­wień­stwa klasz­tor­nego, twier­dząc, że mnisi upra­wiają pogań­ski kult Wenus i Bachusa. Pomimo iż przy­zna­wał, że war­stwy wyż­sze są "ogła­dzone, hojne i uczynne", nie potra­fił się oprzeć przy­to­cze­niu sen­sa­cyj­nych przy­kła­dów ary­sto­kra­tycz­nych beze­ceństw i gwał­tów: kazi­rodz­twa, deflo­ra­cji chłop­skich dzie­wic na pod­sta­wie ius pri­mae noc­tis i histo­rii pew­nego szlach­cica, który kazał Żydowi wspiąć się na drzewo i kukać, a potem go zastrze­lił, wszystko dla zabawyk76. Traun­paur, jak widać, nauczył się od Krat­tera, jakie dyk­te­ryjki o gali­cyj­skim bar­ba­rzyń­stwie mogą przy­kuć uwagę nie­miec­kiej publiki.

Traun­paur włą­czył do swo­jej książki dzien­nik podróży po Gali­cji rze­komo napi­sany przez innego ofi­cera armii habs­bur­skiej, z pocho­dze­nia Wło­cha. Ten nie­wy­mie­niony z nazwi­ska przy­bysz z Ita­lii podró­żo­wał po całej pro­win­cji i zre­la­cjo­no­wał sze­reg gali­cyj­skich spo­tkań o spo­rym ładunku ale­go­rycz­nym. Pew­nego dnia wyru­szył na prze­chadzkę bez mun­duru, aby brano go za "tego, kim naprawdę jestem - za czło­wieka", a nie habs­bur­skiego ofi­cera. Tro­chę pre­ten­sjo­nal­nie uznał się za "dru­giego Robin­sona" - to jest odar­tego z wszel­kich nale­cia­ło­ści kul­tury Robin­sona Cru­soe wyrzu­co­nego na nie­znaną wyspę z dala od cywi­li­za­cji. Ten Robin­son nie był jed­nak na swo­jej gali­cyj­skiej wyspie sam. "Rap­tem sobie uświa­do­mi­łem, że trzy­dzie­ści kro­ków przede mną z ziemi ster­czy coś czar­nego. Pod­sze­dłem bli­żej i oka­zało się, że to Żyd, który zapadł w głę­boki sen, a obok niego leżała otwarta książka". Kiedy Żyd się obu­dził, habs­bur­ski Robin­son zagaił roz­mowę i wyszło na jaw, że jego roz­mówca to miej­scowy rabin. Szybko prze­szli na tematy poli­tyczne:

JA: Co pan powie o cesa­rzu Józe­fie II? RABIN: A! Pro­szę pana, czy pan go kocha? JA: Nie­skoń­cze­nie! RABIN: Jak go uwiel­biam nie mniej niż pan. Opatrz­ność go wybrała i uży­czyła światu. JA: Jak się panu podoba naród, mię­dzy któ­rym pan mieszka? RABIN: Uznaję na świe­cie tylko dwie nacje: ludzi dobrych i złych. JA: Szcze­rze pan wie­rzy w przyj­ście Mesja­sza? RABIN: Moje obo­wiązki mnie obli­gują, abym wie­rzyłk77.

Roz­mowa ta nadała ton całemu dzien­ni­kowi podróży po Gali­cji, doty­ka­jąc kwe­stii ści­śle zwią­za­nych z ówcze­snymi wyobra­że­niami o tej pro­win­cji: głę­boka wiara w prze­ista­cza­jące moce habs­bur­skiego cesa­rza, oświe­cone zain­te­re­so­wa­nie filo­zo­ficzne znie­sie­niem roz­róż­nień mię­dzy naro­dami oraz mesja­ni­styczne prze­po­wied­nie nasta­nia nowej epoki. Następ­nie Robin­son i rabin roz­ma­wiali o Moj­że­szu Men­dels­soh­nie, oświe­ce­nio­wym filo­zo­fie żydow­skim, który zmarł poprzed­niego roku (1786) w Ber­li­nie oraz nie­miec­kim dra­ma­turgu Got­thol­dzie Eph­ra­imie Les­singu, który na osiem­na­sto­wiecz­nej sce­nie teatral­nej sła­wił Men­dels­sohna w dra­ma­cie Natan mędrzec. Wcie­la­jąc się w habs­bur­skiego Robin­sona, Traun­paur rów­nież zresztą przed­sta­wił gali­cyj­skiego rabina jako podobną postać dra­ma­tur­giczną, gali­cyj­skie uoso­bie­nie Natana mędrca.

"Jak trak­to­wano Żydów przed roz­bio­rem Pol­ski?" - spy­tał Robin­son. "Wiecz­nie zno­si­li­śmy ciosy" - odparł rabin i opi­sał sce­na­riu­sze, w któ­rych Żydów chło­stano i bito, aby wymu­sić od nich pie­nią­dze.

JA: Te bestial­stwa prze­mi­nęły. RABIN: Nasi potom­ko­wie pobło­go­sła­wią tym, dzięki któ­rym prze­mi­nęłyk78.

Dia­log ten wyty­czył wyraźną gra­nicę mię­dzy dawną Pol­ską a nową Gali­cją, daw­nymi bestial­stwami a nową wspa­nia­ło­myśl­no­ścią. Przy­szłe poko­le­nia gali­cyj­skich Żydów, prze­ko­ny­wał rabin, wyka­zu­jąc się nie­ma­łym zmy­słem pro­ro­czym, miały bło­go­sła­wić Habs­bur­gom.

Wło­ski ofi­cer liczył na trwałą i budu­jącą przy­jaźń z rabi­nem, toteż odwie­dził go następ­nego dnia w jego domu. Jed­nak rabin nagle zmarł i Traun­paur mógł tylko współ­czuć wdo­wie: "Nie mogłem się powstrzy­mać przed zmie­sza­niem moich łez z jej łzami, odda­jąc w ten spo­sób cześć pamięci tego racjo­nal­nego i pra­wego Izra­elity"k79. Rabin wysła­wiał wcze­śniej Józefa II jako mesja­ni­stycz­nego zba­wi­ciela Gali­cji, a teraz sam jawił się jako zbaw­cza postać, któ­rej oświe­cona mądrość zwia­stuje tej pro­win­cji nadzieję na przy­szłość. Dzien­nik podróży prze­isto­czył się w ale­go­rię, ponie­waż Gali­cja była czymś wię­cej niż tylko bytem topo­gra­ficz­nym, a mia­no­wi­cie filo­zo­ficzną domeną oświe­co­nej fan­ta­zji.

Gali­zi­scher Jude, Żyd gali­cyj­ski, ilu­stra­cja z: Julius Jan­dau­rek, Das Königreich Gali­zien und Lodo­me­rien und das Herzog­thum Buko­wina, Wien 1884. Ze zbio­rów Pod­kar­pac­kiej Biblio­teki Cyfro­wej.

"Bar­ba­rzyń­skiej dzi­ko­ści pol­skiej szlachty" u Krat­tera Traun­paur prze­ciw­sta­wił cno­tli­wego szlach­cica. Ten wzor­cowy okaz, który nazy­wał się Wiko­fski i miesz­kał z oko­licy Rze­szowa, rów­nież odkrył wło­ski ofi­cer.

Czci swoją ojczy­znę Gali­cję i łączy inte­li­gentny humor z praw­dzi­wie męską urodą oraz naj­szla­chet­niej­szym spo­so­bem myśle­nia. Jego towa­rzy­stwo jest przy­jemne, a w jego domu panuje ład i bez­brzeżna gościn­ność. Nic nie daje się porów­nać z har­mo­nią, w któ­rej żyje ze swoją uro­czą żoną, de domo Miretzką. Gdyby wszy­scy Polacy przy­po­mi­nali tę rzadką parę, pra­gnął­bym zawsze miesz­kać mię­dzy nimik80.

Takie wyróż­nie­nie pary cno­tli­wych szlach­ci­ców suge­ro­wało, że reszta szlachty nie może się z nimi rów­nać, lecz jeden przy­pa­dek dawał nadzieję na przy­szłe odku­pie­nie całej kasty. Naj­bar­dziej ude­rza­jące było wska­za­nie ojczy­zny rze­czo­nego szlach­cica: Gali­cji. Czy­tel­nik mógł wycią­gnąć z tego wnio­sek, że cno­tli­wość tego czło­wieka po czę­ści zasa­dza się na emo­cjo­nal­nym porzu­ce­niu Pol­ski, jego daw­nej ojczy­zny, na rzecz habs­bur­skiej afi­lia­cji poli­tycz­nej.

Spo­tkaw­szy cno­tli­wego Żyda i cno­tli­wego szlach­cica, habs­bur­ski Robin­son doko­nał na swo­jej samot­nej wyspie jesz­cze jed­nego zadzi­wia­ją­cego odkry­cia: odkrył mia­no­wi­cie Encyclopédie Dide­rota i d'Alem­berta, lite­racki totem Oświe­ce­nia. Była to naj­wy­raź­niej ostat­nia rzecz, jaką podróż­nik spo­dzie­wał się zna­leźć w Gali­cji i ostat­nia, któ­rej zna­le­zie­nia ocze­ki­wa­łaby od niego nie­miecka publika. A prze­cież Ency­klo­pe­dia stała na czy­jejś półce z książ­kami. "Głę­boko się jej pokło­ni­łem", oświad­czył dosyć sur­re­ali­stycz­nie wło­ski ofi­cer. Obec­ność Ency­klo­pe­dii tudzież oka­zów pra­wego juda­izmu i nobli­wej szlachty ale­go­rycz­nie potwier­dzała, że Gali­cja nie jest stra­cona dla Oświe­ce­nia. Hoł­dom dla oświe­co­nego habs­bur­skiego cesa­rza towa­rzy­szyły pokłony przed tek­stami lite­rac­kimi Oświe­ce­nia, a spo­tkany po dro­dze rabin spra­wiał wra­że­nie czło­wieka, który zstą­pił z kart takiego tek­stu - a mia­no­wi­cie Natana mędrca Les­singa. Wyna­le­zioną pod egidą Oświe­ce­nia Gali­cję wyobra­żono jako kra­inę prze­zna­czoną do zba­wie­nia przez oświe­coną trans­for­ma­cję.

"Magna Charta Gali­cji"

W lutym 1790 roku, w wieku zale­d­wie pięć­dzie­się­ciu lat, zmarł Józef II. Tron objął jego brat Leopold II. W momen­cie śmierci Józefa, po deka­dzie samo­dziel­nych rzą­dów, jego reformy budziły powszechne nie­za­do­wo­le­nie w całej monar­chii, a na Węgrzech i w austriac­kich Nider­lan­dach wywo­łały poważny opór. Przyj­mo­wał on postać obrony tra­dy­cyj­nych przy­wi­le­jów szla­chec­kich i pre­ro­ga­tyw poli­tycz­nych danej pro­win­cji przed rewo­lu­cyj­nym abso­lu­ty­zmem cesa­rza. Kiedy zatem w 1790 roku na tro­nie zasiadł Leopold, gali­cyj­ska szlachta wyko­rzy­stała oka­zję do sfor­mu­ło­wa­nia obrony swo­ich tra­dy­cyj­nych gali­cyj­skich pre­ro­ga­tyw, cho­ciaż Gali­cja jako kra­ina nie miała żad­nych tra­dy­cji poprze­dza­ją­cych 1772 rok. Owo­cem tych spo­rów była Magna Charta von Gali­zien oder Unter­su­chung der Beschwer­den des Gali­zi­schen Adels pohl­ni­scher Nation über die österreichische Regie­rung6. Tytuł odno­sił się do przed­sta­wio­nego cesa­rzowi Leopol­dowi II memo­riału zawie­ra­ją­cego prawa poli­tyczne, któ­rych doma­gała się gali­cyj­ska szlachta, a rze­kome "bada­nie" ich skarg w isto­cie ozna­czało zaja­dłą józe­fiń­ską pole­mikę z tym memo­ria­łem i z jego postu­la­tami poli­tycz­nymi. Ano­ni­mowo opu­bli­ko­wana księga, cho­ciaż rze­komo uka­zała się w moł­daw­skich Jas­sach, przy­pusz­czal­nie powstała we Lwo­wie, a z całą pew­no­ścią krą­żyła po monar­chii habs­bur­skiej i Świę­tym Cesar­stwie Rzym­skim Narodu Nie­miec­kiego jako skie­ro­wana w szcze­gól­no­ści do czy­tel­ni­ków nie­miec­kich. Skła­dała się z trzech czę­ści: gali­cyj­skich skarg przed­sta­wio­nych w napi­sa­nym po fran­cu­sku memo­riale zaadre­so­wa­nym do Leopolda (tzw. Magna Charta), nie­miec­kiego tłu­ma­cze­nia pol­skiego tek­stu, który roz­wi­jał te skargi, zaty­tu­ło­wa­nego Uwagi nad rzą­dem Gali­cyj­skim7 oraz nie­miec­kiego odrzu­ce­nia gali­cyj­skich skargk81.

Magna Charta wypo­wia­dała się w imie­niu całej gali­cyj­skiej szlachty, a jej głów­nym auto­rem przy­pusz­czal­nie był pol­ski uczony i biblio­fil Józef Mak­sy­mi­lian Osso­liń­ski, przy­szły zało­ży­ciel Osso­li­neum we Lwo­wie. Miał majątki ziem­skie w Gali­cji, ale w latach dzie­więć­dzie­sią­tych osiadł w Wied­niu, aby być bli­żej biblio­teki dwor­skiej. Nawią­zał zna­jo­mo­ści na habs­bur­skim dwo­rze, a jed­no­cze­śnie repre­zen­to­wał inte­resy pol­skiej szlachty w Gali­cji. Już w 1789 roku, kiedy Józef II nie­do­ma­gał, Osso­liń­ski napi­sał do Kau­nitza, aby zapro­te­sto­wać prze­ciwko józe­fiń­skim ogra­ni­cze­niom dla feu­dal­nych sto­sun­ków agrar­nych, czyli refor­mie urba­rial­nej, która "zamiast zgod­nie z życze­niami naszego łaska­wego monar­chy sprzy­jać zamoż­no­ści Gali­cji, wtrąci ją zapewne w otchłań nie­od­wra­cal­nych szkód". W 1790 roku to Osso­liń­ski, jak się wydaje, sfor­mu­ło­wał więk­szość prze­zna­czo­nego dla cesa­rza Leopolda memo­riału Magna Charta i zapewne był rów­nież głów­nym auto­rem ano­ni­mo­wych Uwag nad rzą­dem Gali­cyj­skim, które wyja­śniały i popie­rały skargi zawarte w Magna Chartak82.

Ano­ni­mo­wym auto­rem repliki do Magna Charta i osobą, która stała za jej publi­ka­cją, był Ernst Trau­gott von Kor­tum. Uro­dzony na Ślą­sku8, wykształ­cony w duchu nie­miec­kiego Oświe­ce­nia i szcze­gól­nie zain­te­re­so­wany filo­zo­fią Imma­nu­ela Kanta, Kor­tum w latach sie­dem­dzie­sią­tych słu­żył u króla pol­skiego Sta­ni­sława Augu­sta w War­sza­wie, lecz w 1783 roku prze­pro­wa­dził się do Lwowa i wstą­pił do kor­pusu urzęd­ni­czego Józefa II w Gali­cjik83. W memo­riale ana­li­zo­wał napię­cia mię­dzy gali­cyj­ską szlachtą a monar­chią Habs­bur­gów w okre­sie głę­bo­kiego roz­cza­ro­wa­nia oświe­co­nym józe­fi­ni­zmem, a śmierć cesa­rza dała spo­sob­ność do zła­go­dze­nia lub uchy­le­nia naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­nych reform.

Napię­cia ota­cza­jące śmierć cesa­rza i upa­dek józe­fi­ni­zmu w 1790 roku zaostrzała rewo­lu­cja fran­cu­ska, która dostar­czała zupeł­nie nowego języka i pro­gramu roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów poli­tycz­nych. Ówcze­śni Gali­cja­nie, z któ­rymi Kor­tum zaja­dle pole­mi­zo­wał, uwa­żali, że mają pewne "prawa" i prze­ma­wiali w imie­niu swo­jego "narodu". Ale cho­ciaż fol­go­wali oświe­ce­nio­wym for­muł­kom, wpi­sy­wali się raczej w kon­ser­wa­tywną reak­cję prze­ciwko rewo­lu­cyj­nej Fran­cji - co z kolei pobu­dziło pokrewną reak­cję prze­ciwko rewo­lu­cyj­nemu józe­fi­ni­zmowi. Uwagi nad rzą­dem Gali­cyj­skim przy­pusz­czal­nie odwo­ły­wały się do Uwag nad Rzą­dem pol­skim Jeana-Jacques'a Rous­seau9 z okresu tuż przed pierw­szym roz­bio­rem Pol­ski, jed­nak poglądy Gali­cjan w 1790 roku były bar­dziej zbli­żone ide­olo­giczne do Roz­wa­żań o rewo­lu­cji we Fran­cji Edmunda Burke'a z tego samego roku. Ide­olo­giczne napię­cia mię­dzy rewo­lu­cyjną poli­tyką a kształ­tu­ją­cym się nowo­żyt­nym kon­ser­wa­ty­zmem zna­la­zły swój wyraz w spo­rach doty­czą­cych Gali­cji.

Pierw­szy punkt "wiel­kiej karty gali­cyj­skich swo­bód" nosił tytuł Droit de la propriété, prawo wła­sno­ści, jakby został zaczerp­nięty z fran­cu­skiej Dekla­ra­cji praw czło­wieka i oby­wa­tela. Wzy­wano otóż Leopolda: "Niech Wasza Wyso­kość zważy, że wła­sność to święte prawo czło­wieka, fun­da­ment spo­łe­czeń­stwa i rękoj­mia lojal­no­ści pod­da­nych wobec pań­stwa, może być na wieki solid­nie ugrun­to­wana"k84. Gali­cyj­ska szlachta powo­ły­wała się jed­nak na prawo wła­sno­ści w dokład­nie odwrot­nym duchu niż fran­cu­ski Stan Trzeci: nie wprost sprze­ci­wiali się dąże­niom Józefa do ogra­ni­cze­nia ich feu­dal­nego prawa do ziem upra­wia­nych dla nich przez dźwi­ga­ją­cych jarzmo pod­dań­stwa chło­pów. Fun­da­men­talny kon­ser­wa­tyzm nie­omyl­nie prze­bi­jał rów­nież z obrony Kościoła i wła­dzy bisku­pów, czyli obsza­rów rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­nej dogłęb­nie zre­for­mo­wa­nych przez Józefa. Auto­rzy memo­riału ambi­wa­lentne posłu­żyli się jed­nak kil­koma rewo­lu­cyj­nymi zwro­tami, postu­lu­jąc na przy­kład, aby Żydzi mieli "wszyst­kie prawa oby­wa­tela" (z pew­nymi wyjąt­kami, takimi jak prawo do naby­wa­nia ziemi), a chłopi powinni być zabez­pie­czeni "przed cie­mię­że­niem ze strony swo­ich panów" (wywią­zu­jąc się oczy­wi­ście ze swo­ich feu­dal­nych powin­no­ści)k85.

Gali­cja­nie doma­gali się rów­nież okre­so­wego zwo­ły­wa­nia Sta­nów Gene­ral­nych - które, jak wszy­scy wie­dzieli, zapo­cząt­ko­wały rewo­lu­cję we Fran­cji. A prze­cież w Gali­cji Stany Gene­ralne były pomy­słem z gruntu nowa­tor­skim, jako że kra­ina ta przed 1772 rokiem ni­gdy nie two­rzyła spój­nego bytu poli­tycz­nego. Gali­cja­nie prze­ko­ny­wali, że powo­ła­nie takiego repre­zen­tu­ją­cego całą pro­win­cję zgro­ma­dze­nia sta­nowi "wolę powszechną narodu"k86. Alu­zja do "woli powszech­nej" rów­nież była bez­po­śred­nim cyta­tem z Dekla­ra­cji praw czło­wieka i oby­wa­tela, cytu­ją­cej z kolei Umowę spo­łeczną Rous­seau. Kon­ser­wa­tywna szlachta przy­wdziała więc szaty rewo­lu­cyj­nej reto­ryki. Nie spre­cy­zo­wała jed­nak, któ­rego "narodu" wola powszechna ma być repre­zen­to­wana w Sta­nach Gene­ral­nych. Skoro Gali­cja miała jakąś wolę powszechną, to może ist­niał naród gali­cyj­ski.

Prze­ko­nu­jąc, że Stany Gene­ralne powinny two­rzyć kodeksy prawne dla ich pro­win­cji, Gali­cja­nie postu­lo­wali, aby prze­pisy te "w jak naj­więk­szym stop­niu współ­grały z aspek­tami fizycz­nymi i moral­nymi kraju [pays], naturą [génie] jego miesz­kań­ców i wresz­cie obec­nymi oko­licz­no­ściami"k87. Ta śmiała kon­cep­cja ustroju pro­win­cji impli­cite opie­rała się na zało­że­niu, że pro­win­cja posiada wła­sny cha­rak­ter, że jego aspekty fizyczne two­rzą jed­no­litą całość: Gali­cję.

Gali­cja­nie zapro­po­no­wali, aby w admi­ni­stra­cji zamiast nie­miec­kiego uży­wana była łacina i "język naro­dowy" oraz nakła­niali do wcie­la­nia gali­cyj­skich żoł­nie­rzy w "regi­menty naro­dowe" - ani razu nie posłu­gu­jąc się sło­wem "pol­ski" dla spre­cy­zo­wa­nia rze­czo­nej naro­do­wo­ści. W memo­riale czy­tamy: "Nic nie mogłoby lepiej pobu­dzić i wyna­gro­dzić odwagi naszych roda­ków, któ­rzy zawsze odzna­czali się w służ­bie woj­sko­wej, niż gdyby wal­cząc o inte­resy dostoj­nego domu Waszej Wyso­ko­ści, mogli nieść na sztan­da­rach nazwę swo­jej ojczy­zny [patrie] i wie­rzyć, że roz­le­wają swoją krew dla wskrze­sze­nia jej chwały". Jed­nak nawet w tym hoł­dzie dla peł­nej chwały nazwy swo­jego kraju Gali­cja­nie nie podali jego miana, aby pozo­sta­wić moż­li­wość, że ich ojczy­zną może być Gali­cja, a ich roda­kami nie Polacy, lecz Gali­cja­nie. Zresztą tro­chę dalej mowa jest o "Pol­sce, kraju ościen­nym Gali­cji" [Polo­gne, pays limi­tro­phe de la Gali­cie], tak jakby cho­dziło o wyraź­nie odrębne i łatwo odróż­niane od sie­bie bytyk88. Postu­laty upraw­nień "naro­do­wych" z celową dwu­znacz­no­ścią nie wska­zy­wały, któ­rego narodu to doty­czy.

Warto zwró­cić uwagę, że memo­riał akcep­to­wał habs­bur­skie uza­sad­nie­nie dla anek­sji Gali­cji i potwier­dzał "zadaw­niony zwią­zek Gali­cji i Lodo­me­rii z Węgrami"k89. Aksjo­mat ten następ­nie prze­kształ­cił się w pod­stawę do argu­mentu, że sprawy gali­cyj­skie należy przy­dzie­lić kan­ce­la­rii węgier­skiej w Wied­niu. Sta­wiało to Habs­bur­gów w nie­zręcz­nym poło­że­niu, ponie­waż postu­lat logicz­nie wpi­sy­wał się w wykon­cy­po­wane przez nich prawo do Gali­cji. W 1780 roku Józef II napi­sał jed­nak ze Lwowa do Marii Teresy, że pomysł z admi­ni­stra­cyj­nym przy­łą­cze­niem Gali­cji do Węgier jest "absur­dalny [...], a nawet szko­dliwy"k90. Węgry miały już dosta­teczną wagę w ramach monar­chii habs­bur­skiej, a w latach osiem­dzie­sią­tych XVIII wieku sta­no­wiły naj­sil­niej­szy czyn­nik oporu wobec józe­fiń­skich reform i cen­tra­li­za­cji. Powrót korony św. Ste­fana na Węgry, który nastą­pił w 1790 roku, sym­bo­li­zo­wał węgier­skie zwy­cię­stwo nad abso­lu­ty­zmem habs­bur­skim, a Gali­cja­nom zale­żało na włą­cze­niu się w ten trium­falny opór. Wespół z węgier­ską gali­cyj­ska szlachta jesz­cze sku­tecz­niej mogłaby bro­nić swo­ich inte­re­sów przed cesa­rzem w Wied­niu. Gali­cja­nie uznali zatem zasad­ność rosz­cze­nia Habs­bur­gów do tej pro­win­cji poprzez koronę węgier­ską, aby potwier­dzić gali­cyj­skie pre­ro­ga­tywy w ramach rzą­dów Habs­bur­gów.

"Zwy­czaje i zasady moralne"

Ano­ni­mowe Uwagi nad rzą­dem Gali­cyj­skim prze­ło­żono z pol­skiego na nie­miecki i opu­bli­ko­wano razem z Magna Charta, lecz Kor­tum opa­trzył je peł­nymi obu­rze­nia adno­ta­cjami. Gwał­tow­nie pole­mi­zo­wał z zawar­tymi w Uwa­gach argu­men­tami, lecz spra­wiał wra­że­nie prze­ko­na­nego, że może opu­bli­ko­wać tekst bez ryzyka, iż czy­tel­nicy uznają go za poli­tycz­nie prze­ko­nu­jący. Napi­sane z tej samej szla­chec­kiej per­spek­tywy co Magna Charta, przy­pusz­czal­nie rów­nież przez Osso­liń­skiego jako głów­nego autora, Uwagi przed­sta­wiały pro­gram poli­tyczny, a ponadto for­mu­ło­wały filo­zo­fię poli­tyczną ary­sto­kra­tycz­nego kon­ser­wa­ty­zmu. Padło pyta­nie o powody, dla któ­rych Gali­cja sto­czyła się "do tego stop­nia nik­czem­no­ści" i wyja­śnie­nie zna­le­ziono w upadku tra­dy­cyj­nych sto­sun­ków mię­dzy zie­miań­stwem a chłop­skimi pod­da­nymi. Zgod­nie z "ugrun­to­wa­nymi przez stu­le­cia zwy­cza­jami" w Gali­cji osią­gnięto "mil­czące poro­zu­mie­nie mię­dzy zie­mia­ni­nem a jego pod­da­nymi [...] naj­ści­ślej wią­żące dobro zie­mia­nina z dobrem jego pod­da­nego" ku zado­wo­le­niu obu stronk91. Wzo­rem Edmunda Burke'a Uwagi odwo­ły­wały się zatem do orga­nicz­nych argu­men­tów za pre­cy­zyj­nie dostro­jo­nymi hie­rar­chiami spo­łecz­nymi usank­cjo­no­wa­nymi przez nobliwą tra­dy­cję, cho­ciaż Osso­liń­ski praw­do­po­dob­nie nie zdą­żył prze­czy­tać Roz­wa­żań o rewo­lu­cji we Fran­cji, które uka­zały się nie­wiele wcze­śniej, bo w listo­pa­dzie 1790 roku. Jed­nak oba dzieła powstały na tle trwa­ją­cej rewo­lu­cji fran­cu­skiej, a w kon­tek­ście gali­cyj­skim filo­zo­ficzny kon­ser­wa­tyzm stał się kanwą aktu oskar­że­nia wobec józe­fi­ni­zmu.

Chłop­stwo uka­zano w Uwa­gach jako zado­wo­lone z życia, a nawet względ­nie zamożne, co przy­pi­sano har­mo­nij­nym sto­sun­kom spo­łecz­nym w Rze­czy­po­spo­li­tej:

Ta mocno zadzierz­gnięta więź mię­dzy zie­mia­nami a pod­da­nymi sprzy­jała upra­wie roli i wzro­stowi zalud­nie­nia, dzięki czemu pan i pod­dany się wzbo­ga­cili. Zie­mię posia­dali wspól­nie. Takie było poło­że­nie pro­win­cji, kiedy prze­szła pod rządy domu Austriik92.

Wizja wspól­nej wła­sno­ści ziemi ozna­czała nie­zwy­kle łagodną inter­pre­ta­cję pod­dań­stwa, two­rzyła obraz idyl­licz­nego feu­da­li­zmu, który rze­komo ist­niał na póź­niej­szych tere­nach gali­cyj­skich do 1772 roku. Pod­czas gdy Krat­ter i Traun­paur dążyli do poka­za­nia, że w chwili anek­sji Gali­cji przez Austrię w Pol­sce pano­wała nędza, autor Uwag odwró­cił ten histo­ryczny argu­ment i prze­ko­ny­wał, że schy­łek i upa­dek Gali­cji roz­po­czął się z chwilą jej prze­kształ­ce­nia w pro­win­cję habs­bur­ską: "Ten rząd zapo­cząt­ko­wał gwał­towną trans­for­ma­cję wszyst­kich praw oraz uchy­le­nie wszyst­kich dotych­cza­so­wych zwy­cza­jów i zasad moral­nych", stwier­dzono w Uwa­gach z Burke'owską żar­li­wo­ścią, prze­ko­nu­jąc, że Habs­bur­go­wie powinni byli usza­no­wać rzecz "uświę­coną przez stu­le­cia". Kor­tum dodał tutaj przy­pis, aby stwier­dzić w duchu praw­dzi­wego józe­fi­ni­zmu: "Nie­do­rzecz­no­ścią jest żądać, aby nie pod­wa­żać cze­goś po wieczne czasy tylko z tej przy­czyny, że liczy sobie wiele stu­leci"k93. Do oko­licz­no­ści Gali­cji zasto­so­wano zatem rewo­lu­cyjne i kon­ser­wa­tywne postawy ide­olo­giczne.

W Uwa­gach opi­sano walkę mię­dzy "obcymi", któ­rzy przy­byli do Gali­cji wraz z oku­pa­cją habs­bur­ską a rdzen­nym "naro­dem", który nagle stał się obiek­tem pogardy i cie­mię­że­nia:

Cudzo­ziemcy przy­słani do kraju, aby spra­wo­wali urzędy, sta­nęli wobec uprze­dze­nia, że są obcy. Jed­nak budzili rów­nież zasłu­żoną nie­na­wiść narodu, ponie­waż przed­sta­wiali go wobec tronu jako bar­ba­rzyń­ski, nie uzna­jący żad­nych praw spo­łecz­nych, jako naród, który wpierw trzeba wyedu­ko­wać. Ich niczym nie­uza­sad­nione donie­sie­nia pogłę­biały złą opi­nię, którą Europa już wcze­śniej miała o pol­skim nie­ła­dzie. Nawet cesa­rzowa, skąd­inąd tak spra­wie­dliwa, była za daleko i żaden Gali­cja­nin nie uzy­skał do niej przy­stępuk94.

Toż­sa­mość gali­cyj­ska z 1790 roku była zatem uwa­run­ko­wana poczu­ciem nie­chęci do habs­bur­skich urzęd­ni­ków oraz obser­wa­to­rów, któ­rzy rze­komo oczer­niali "naród", to jest Pola­ków. Zna­czące odnie­sie­nie do Marii Teresy, która w 1790 roku już od dzie­się­ciu lat leżała w gro­bie, suge­ro­wało, że cesa­rzową celowo wpro­wa­dzano w błąd na temat Gali­cji, nato­miast mil­cze­nie w tym kon­tek­ście o Józe­fie miało według auto­rów wska­zy­wać na habs­bur­skie dys­kre­dy­to­wa­nie tej pro­win­cji i obni­ża­nie jej rangi. Kor­tum zawarł w przy­pi­sie nawią­za­nie do panu­ją­cej w Euro­pie opi­nii na temat nie­po­rządku w Pol­sce: "Czy ta opi­nia jest nie­uza­sad­niona?"k95. Podob­nie jak Krat­ter i Traun­paur, kie­ro­wał swoją ode­zwę do opi­nii publicz­nej, potwier­dza­jąc jej auto­ry­tetk96.

Lek­cje, jakie pły­nęły z roz­gry­wa­ją­cej się we Fran­cji rewo­lu­cji, pod­po­wia­dały spo­łecz­nie kon­ser­wa­tywną inter­pre­ta­cję filo­zo­ficzną roz­bioru Pol­ski z 1772 roku. Nie była to po pro­stu kwe­stia bez­praw­nego poćwiar­to­wa­nia suwe­ren­nego pań­stwa, jak to na ogół postrze­gano z patrio­tycz­nej per­spek­tywy pol­skiej, lecz roz­kład całego spo­łe­czeń­stwa obser­wo­wany z kon­ser­wa­tyw­nej per­spek­tywy gali­cyj­skiej.

Ciała poli­tyczne przy­po­mi­nają łań­cuch zło­żony z wielu ogniw. Jego siła i prze­trwa­nie zależy od więzi, która łączy ze sobą oby­wa­teli, po czę­ści dla obo­pól­nej korzy­ści, po czę­ści dla obo­pól­nej potrzeby. Jeśli więź ta się prze­rwie, spo­łe­czeń­stwo rów­nież prze­staje ist­nieć. Ciała poli­tyczne zni­kają, pogrą­żają się w anar­chii, i upa­dek ten pociąga za sobą ruinę całego krajuk97.

Takie filo­zo­fo­wa­nie było bar­dzo bli­skie w swoim duchu Burke'owskiemu potę­pie­niu rewo­lu­cjo­ni­stów, któ­rzy jego zda­niem "Nie mają moral­nego prawa, by samo­wol­nie, myśląc o doko­na­niu przy­god­nych ulep­szeń, odizo­lo­wać się, roze­rwać więzy spa­ja­jące ich pod­po­rząd­ko­waną wspól­notę i zamie­nić ją w aspo­łeczny, nie­oby­wa­tel­ski, bez­ładny chaos ele­men­tar­nych czą­stek"k98. W 1772 roku zaborcy uza­sad­niali roz­biór Pol­ski mię­dzy innymi "anar­chią" poli­tyczną w kraju. Gali­cyj­skie Uwagi z 1790 roku prze­for­mu­ło­wały tę kwe­stię, sta­wia­jąc tezę, że to zaborcy wywo­łali anar­chię spo­łeczną na daw­niej pol­skich zie­miach.

Naj­bliż­sza gali­cyj­skim ser­com była jed­nak ta więź, która nakła­dała feu­dalne powin­no­ści na chłop­skich pod­da­nych. Gali­cja­nie dowo­dzili, że inge­ru­jąc w "świę­tość praw wła­sno­ści" - poprzez ure­gu­lo­wa­nie wła­sno­ści feu­dalnej i kon­fi­skatę majątku kościel­nego - wła­dze habs­bur­skie dopro­wa­dziły w Gali­cji do zapa­ści gospo­dar­czej. Nakła­niali Leopolda do usza­no­wa­nia przy­wi­le­jów stanu szla­chec­kiego wraz z jego poczu­ciem honoru; par­ce­la­cję mająt­ków potę­piono jako drogę do turec­kiego despo­ty­zmuk99.

"Teraz nowy rząd prze­ista­cza naszą roz­pacz w nadzieję", oświad­czyli Gali­cja­nie, odda­jąc hołd Leopol­dowi. Ocze­ki­wali jego cesar­skiej pomocy "w przy­wró­ce­niu kra­jowi jego daw­nego szczę­ścia i dostatku"k100. Nakła­niali go, aby wzo­ro­wał się na pano­wa­niu Marii Teresy, "któ­rej umi­ło­wa­nie spra­wie­dli­wo­ści potom­ność pamięta z czcią". O Józe­fie na­dal nie wspo­mi­nali. Pod­czas gdy Magna Charta postu­lo­wała, aby w uzna­niu śre­dnio­wiecz­nych węgier­skich rosz­czeń do Gali­cji sprawy gali­cyj­skie przy­dzie­lić kan­ce­la­rii węgier­skiej, Uwagi poszły w akcep­ta­cji idei Gali­cji jesz­cze dalej i postu­lo­wały powo­ła­nie do nad­zoru nad tą pro­win­cją osob­nej kan­ce­la­rii: "Dla­czego więc nasza ojczy­zna mia­łaby być pozba­wiona tego przy­wi­leju"k101. Wymy­śloną zale­d­wie dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej Gali­cję inter­pre­to­wano teraz nie tylko jako pro­win­cję, ale rów­nież jako ojczy­znę jej szla­chet­nej krwi miesz­kań­ców.

Groźba rewo­lu­cji takiej jak we Fran­cji, która zbie­gła się z suk­ce­sją cesar­ską w Austrii, stwo­rzyła dla Gali­cjan moment poli­tycz­nej szansy. "Naród jest gwa­ran­cją porządku publicz­nego", oświad­czyli. Bisku­pów można wezwać do tego, aby sze­rzyli z ambon ład i posłu­szeń­stwo ludu, a tym samym osią­gnęli "uła­go­dze­nie roz­ju­szo­nych dusz". Gali­cyj­ska szlachta miała zgło­sić się na ochot­nika w tam­tej­szej admi­ni­stra­cji, zastę­pu­jąc urzęd­ni­czych "obcych", a tym samym słu­żyć habs­bur­skiemu suwe­re­nowi, a w pod­tek­ście jed­no­cze­śnie reali­zo­wać swoje inte­resy kla­sowek102. Mieli zaak­cep­to­wać pod­le­głość Gali­cji wobec Habs­bur­gów w zamian za rezy­gna­cję z józe­fi­ni­zmu i utwier­dze­nie feu­dal­nych przy­wi­le­jów.

We wrze­śniu 1790 roku Leopolda II koro­no­wano w Pra­dze na króla Czech, które w odróż­nie­niu od Gali­cji posia­dały monar­chi­styczny rodo­wód. Sam fakt koro­na­cji był poli­tycz­nym ustęp­stwem wobec Cze­chów, tak samo jak powrót korony św. Ste­fana na Węgry był ustęp­stwem wobec Węgrów, toteż Gali­cja­nie, któ­rzy nie mieli ani praw­dzi­wej korony, ani tra­dy­cji koro­na­cyj­nej, dążyli do uzy­ska­nia jakie­goś podob­nego ustęp­stwa na rzecz pre­ro­ga­tyw poli­tycz­nych ich pro­win­cji. We wrze­śniu tego roku prze­by­wał w Pra­dze rów­nież Mozart, aby uświet­nić koro­na­cję wysta­wie­niem Łaska­wo­ści Tytusa, opery skom­po­no­wa­nej na cześć Leopolda. Leopold został zatem uho­no­ro­wany za swoją rze­komą łaska­wość w sza­tach Tytusa, nato­miast Mozart, nie­świa­domy, że pozo­stał mu już tylko rok życia, z pew­no­ścią liczył na pozy­ska­nie patro­natu nowego cesa­rza dla sie­bie i swo­jej muzykik103. Gali­cyj­skie Uwagi rów­nież sła­wiły Leopolda i jaw­nie gło­siły pod­po­rząd­ko­wa­nie Gali­cji Habs­bur­gom: "Miano pod­da­nego będzie naro­dowi przy­jemne, przy­wo­dzące na myśl szczę­śliwe pano­wa­nie monar­chy". Miano " pod­da­nego" było ści­śle zwią­zane z nazwą "Gali­cja", stwo­rzoną w celu usta­no­wie­nia pod­le­gło­ści pro­win­cji wobec dyna­stii Habs­bur­gów. Sześć lat po roz­bio­rze Pol­ski w 1772 roku Gali­cjanie dekla­ro­wali, że cze­kają na nową epokę szczę­ścia i dostatku, w któ­rej Leopold wybie­rze "słod­kie imię Tytusa"k104. Podob­nie jak Mozart w Pra­dze, Gali­cja­nie chcieli wku­pić się w łaski nowego cesa­rza w duchu ope­ro­wego kla­sy­cy­zmu i wybu­ja­łego pochleb­stwa. Jeśli Leopold przy­bie­rze sta­ro­żytne imię "Tytus", oni zaak­cep­tują nowo­żytną nazwę "Gali­cja".

"Dzi­kus z Mórz Połu­dnio­wych"

Kor­tum opu­bli­ko­wał zarówno Magna Charta po fran­cu­sku, jak i nie­miec­kie tłu­ma­cze­nie Uwag, w peł­nym prze­ko­na­niu, że miesz­czań­ska publicz­ność czy­ta­jąca będzie tak samo jak on obu­rzona ary­sto­kra­tycz­nymi pre­ten­sjami Gali­cjan. Obok opa­trze­nia Uwag wro­gimi stwier­dze­niami pole­micz­nymi, Kor­tum napi­sał rów­nież osobny długi tekst, który sta­no­wił wpro­wa­dze­nie do całej pozy­cji, zaty­tu­ło­wany Zba­da­nie skarg gali­cyj­skiej szlachty narodu pol­skiego. Tekst nosił datę 26 wrze­śnia 1790 roku, czyli powstał ponad sie­dem mie­sięcy po śmierci Józefa II (20 lutego) i zale­d­wie parę tygo­dni przed koro­na­cją Leopolda II jako Świę­tego Cesa­rza Rzym­skiego, która nastą­piła 9 paź­dzier­nika. Był to okres ogrom­nej nie­pew­no­ści i fer­mentu poli­tycz­nego. W całej monar­chii ludzie zada­wali sobie pyta­nie, czy Leopold zła­go­dzi dra­styczne reformy swo­jego star­szego brata. We wrze­śniu, kiedy Kor­tum pisał oma­wiany tekst, było już wyraź­nie widoczne, że tak się dzieje, a stron­nicy józe­fi­ni­zmu żało­wali, że ich rewo­lu­cyjna spo­sob­ność prze­mi­nęła.

Według Kor­tuma Józef był cesa­rzem, który wyprze­dzał swoje czasy: "Jego lud wciąż nie był gotowy na wiel­ko­dusz­ność i cnotę oby­wa­tel­ską. On sam objął tron o stu­le­cie za wcze­śnie". Dowo­dem na ten brak goto­wo­ści było nad­uży­wa­nie hasła wol­no­ści, zda­niem Kor­tuma przy­bie­ra­jące naj­bar­dziej skan­da­liczny wymiar w Gali­cji. "Przed 1772 rokiem trzy miliony ludzi było tutaj zda­nych na wła­dzę i kaprysy kilku tysięcy innych", zauwa­żył. Osiem­na­ście lat póź­niej te kilka tysięcy szlach­ci­ców uznało się za prze­śla­do­wa­nych i roz­po­częli akcję "odzy­ska­nia wol­no­ści, nie zna­jąc wol­no­ści". Odma­wiali wol­no­ści milio­nom miesz­kań­ców Gali­cji, lecz doma­gali się tego, aby byli wolni od wła­dzy cesa­rza w Wied­niu. Postu­lat ten sta­no­wił trzon zaadre­so­wa­nego do Leopolda memo­riału, który Kor­tum potrak­to­wał z iro­nicz­nym lek­ce­wa­że­niem: "Magna Charta Gali­cji - zaiste, godna czter­na­stego wieku"k105. W rze­czy­wi­sto­ści angiel­ska Magna Charta powstała w trzy­na­stym wieku. Ponadto można chyba dostrzec pewną nie­zręcz­ność w sta­wia­niu przez Habs­bur­gów Gali­cja­nom zarzutu medie­wa­li­zmu, skoro za uza­sad­nie­nie dla anek­sji Gali­cji posłu­żyło Habs­bur­gom odku­rze­nie śre­dnio­wiecz­nych rosz­czeń.

Cho­ciaż Kor­tum zawarł w opu­bli­ko­wa­nej książce pełny tekst gali­cyj­skiego memo­riału i Uwag, uznał te doku­menty za tak zasad­ni­czo nie­uczciwe w sfe­rze poli­tycz­nych pobu­dek i celów, że w swoim Zba­da­niu pozwo­lił sobie na wypo­wie­dzi w imie­niu Gali­cjan i for­mu­ło­wa­nie ich rze­ko­mego praw­dzi­wego zna­cze­nia. Gali­cjanie stali się sce­nicz­nymi czar­nymi cha­rak­te­rami, któ­rzy w napi­sa­nych przez Kor­tuma kwe­stiach ujaw­niali swoje dia­bel­skie inten­cje. Oto jak sobie ich wyobra­ził w 1772 roku, czyli w momen­cie pierw­szego roz­bioru:

Znaj­do­wa­li­śmy się do tej pory w tym for­tun­nym poło­że­niu, że mogli­śmy uwa­żać wszyst­kich innych ludzi za nie­waż­nych, a kastę chłop­ską jako stwo­rze­nia uro­dzone do pod­dań­stwa. Szczę­śliwe czasy, kiedy chłop z drże­niem cze­kał roz­ka­zów swo­jego pana! Jakże przy­jemne było życie, kiedy widzie­li­śmy tysiące dłoni pra­cu­ją­cych dla naszej wygody bez zapłaty czy wyna­gro­dze­niak106.

Kor­tum zerwał zatem nabożną maskę z wyra­żo­nej w Uwa­gach nostal­gii za ancien régime.

Jed­nak po sied­mio­let­nim poby­cie w Gali­cji autor zdą­żył wyro­bić sobie nie­po­chlebną opi­nię nie tylko na temat gali­cyj­skiej szlachty, ale rów­nież na temat gali­cyj­skiego chłop­stwa. Obie te klasy spo­łeczne winił za nie­po­wo­dze­nie eks­pe­ry­mentu józe­fiń­skiego, nie pró­bo­wał jed­nak wypo­wia­dać się w imie­niu chło­pów.

Wykształ­cił się piękny ideał doty­czący duszy gali­cyj­skiego heloty. Lud ten otrzy­mał od cesa­rza wiel­ko­duszny dar - dar naj­więk­szy z moż­li­wych. Cesarz dał im wol­ność i wła­sność, a raczej chciał im dać. Ale tak jak dzi­kus z Mórz Połu­dnio­wych ze zdu­mie­niem patrzy na euro­pej­ski sta­tek, tak gali­cyj­ski chłop patrzy na dar od swo­jego dobro­czyn­nego monar­chy. Nie­na­wy­kły do war­to­ści i jej wyko­rzy­sty­wa­nia, sprze­dał ją Hebraj­czy­komk107.

Dążąc do wyra­że­nia swo­jej wizji spo­łe­czeń­stwa u progu nowo­żyt­nej histo­rii Europy, Kor­tum posłu­żył się alu­zjami do spar­tań­skich helo­tów, do zamiesz­ka­nej przez dzi­ku­sów wyspy na połu­dnio­wym Pacy­fiku oraz do wciąż żyją­cych w Gali­cji biblij­nych Hebraj­czy­ków. Stwo­rzył antro­po­lo­giczną przy­po­wieść o chłop­stwie nie­go­to­wym na przy­ję­cie nowo­żyt­nych praw ludz­ko­ści. Był pod tym wzglę­dem bliż­szy, niż chciał wie­rzyć, per­spek­ty­wie gali­cyj­skiej szlachty zawar­tej w Uwa­gach i przed­sta­wia­ją­cej chłop­stwo jako zdolne do szczę­śli­wego życia tylko w tra­dy­cyj­nych warun­kach feu­dal­nych. Kor­tum uwa­żał jed­nak, że eks­pe­ry­ment józe­fiń­ski mógłby się powieść, gdyby prze­pro­wa­dzono go bar­dziej stop­niowo:

Gdyby miano cier­pli­wość, aby pozwo­lić chłopu - przy­naj­mniej chłopu gali­cyj­skiemu i innym podob­nie jak on nie­okrze­sa­nym - aby doszedł do wol­no­ści i wła­sno­ści stop­niowo, przez zapo­bie­gli­wość, oszczęd­ność, dobre pro­wa­dze­nie się i oświatę; gdyby podą­żano drogą natury, która pozwala dziecku powoli prze­bu­dzić się na czło­wie­czeń­stwo, wtedy wszyst­kie piękne skutki, które obie­cy­wano osią­gnąć dobro­czyn­no­ścią, byłyby czymś wię­cej niż tylko marze­niemk108.

Zaco­fa­nie Europy Wschod­niej doma­gało się anti­do­tum w postaci stop­nio­wego postępu i roz­woju, wyra­żo­nego w try­bie warun­ko­wym. Walki mię­dzy abso­lut­nym bar­ba­rzyń­stwem a dosko­nałą cywi­li­za­cją nie można było roz­strzy­gnąć w jed­nym star­ciu potęż­nych sił.

Wizja oświe­ce­nia eta­pami, ana­lo­gicz­nego do przej­ścia z dzie­ciń­stwa do doro­sło­ści, odzwier­cie­dlała tezy eseju Imma­nu­ela Kanta z 1784 roku Co to jest oświe­ce­nie?, w któ­rym autor Kry­tyki prak­tycz­nego rozumu dowo­dził, że oświe­ce­nie jest stop­nio­wym wyło­nie­niem się czło­wieka z nie­doj­rza­ło­ści, które można osią­gnąć tylko powoli. W latach sześć­dzie­sią­tych Kor­tum stu­dio­wał zresztą w Kró­lewcu i zawsze inte­re­so­wał się filo­zo­fią Kanta. Ze swo­ich sko­re­lo­wa­nych ze sobą nega­tyw­nych wer­dyk­tów na temat oświe­ce­nia gali­cyj­skiego chłop­stwa i szlachty Kor­tum zbu­do­wał jed­no­litą per­spek­tywę oświe­co­nego zdys­kre­dy­to­wa­nia całej pro­win­cji.

Z tytułu, który Kor­tum nadał swo­jemu tek­stowi, wyni­kało, że Magna Charta repre­zen­to­wała tylko "szlachtę gali­cyj­ską narodu pol­skiego", a zatem nie mówiła w imie­niu całego narodu gali­cyj­skiego, o ile taki naród rze­czy­wi­ście ist­niał. Kor­tum zda­wał sobie bowiem sprawę, że Gali­cja jest two­rem nie­daw­nej daty: "Gali­cja, która poja­wiła się w geo­gra­fii pod tą nazwą dopiero kilka lat temu"k109. Jeśli szlachta, która stała za memo­ria­łem, rze­czy­wi­ście wciąż nale­żała do narodu pol­skiego i zgod­nie z podej­rze­niami Kor­tuma skry­wała poli­tyczne ambi­cje odzy­ska­nia przez Pol­skę suwe­ren­no­ści, to w żad­nym razie nie mogła rościć sobie prawa do repre­zen­to­wa­nia "narodu Gali­cji". Naród ten był demo­gra­ficz­nie roz­le­glej­szy, trzy­mi­lio­nowy, a poli­tycz­nie nie­mal z defi­ni­cji okre­ślony przez suwe­ren­ność habs­bur­ską. "Co się rozu­mie przez naród Gali­cji?", spy­tał bez ogró­dek Kor­tum. Oczy­wi­ście odpo­wie­dział na to pyta­nie sam: "Naród gali­cyj­ski byłby zatem ucie­le­śnie­niem [Inbe­griff] wszyst­kich klas ludzi, któ­rzy pod pra­wem pań­stwa austriac­kiego w ten czy inny spo­sób na stałe zamiesz­kują w tym kraju z rodzi­nami"k110. Autor użył trybu warun­ko­wego, aby zasu­ge­ro­wać, że naród Gali­cji należy uznać za dzieło w toku. Jako czło­wiek o sil­nych inkli­na­cjach filo­zo­ficz­nych zma­gał się z kwe­stią, co to zna­czy, że naród sta­nowi ucie­le­śnie­nie, ema­na­cję czy upo­sta­cio­wa­nie róż­nych ludów.

Sta­now­czo odrzu­cił tezę, że naród gali­cyj­ski mógłby być z cha­rak­teru pol­ski i bez­po­śred­nio zwró­cił się do auto­rów memo­riału, aby ich powia­do­mić, że uważa ich za Pola­ków, a nie Gali­cjan:

Aż do dzi­siaj cze­ka­li­ście na jakie­goś mesja­sza, który wyzwoli was spod pano­wa­nia pogan, to jest Niem­ców. Wciąż nie może­cie przy­wyk­nąć do myśli, że macie teraz inną ojczy­znę. Na sku­tek nie­świa­do­mego może sko­ja­rze­nia idei na­dal myśli­cie o Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, kiedy mówi­cie o patrio­ty­zmie. Język, strój i zwy­czaje nie­ustan­nie przy­wo­dzą wam na myśl wasze dawne poło­że­niek111.

Kor­tum posłu­żył się bar­dzo wyra­fi­no­wa­nym poję­ciem narodu - okre­śla­nego przez język, ubiór, zwy­czaje - co suge­ruje, że w latach osiem­dzie­sią­tych czy­tał nie tylko Kanta, ale rów­nież Her­dera. Wyobra­że­nie, że Polacy cze­kają na naro­do­wego mesja­sza, o całe poko­le­nie wyprze­dzało poja­wie­nie się na początku XIX wieku pol­skiego roman­tycz­nego mesja­ni­zmu. Kor­tum uwa­żał Pola­ków w Gali­cji za tak grun­tow­nie ufor­mo­wa­nych naro­dowo jako Polacy, z ich wła­snym poczu­ciem patrio­ty­zmu i ojczy­zny, że nie mogli sta­no­wić narodu gali­cyj­skiego.

"Czy język pol­ski naprawdę jest zatem rze­czy­wi­stym języ­kiem naro­do­wym Gali­cji? - pytał Kor­tum. - Czy naród pol­ski bądź pol­ska szlachta są zatem pier­wot­nymi miesz­kań­cami tej ziemi"k112. Posta­wiw­szy tezę, że Pol­ska szlachta nie może prze­ma­wiać w imie­niu narodu gali­cyj­skiego, odrzu­cił postu­lat wpro­wa­dze­nia "języka naro­do­wego" w admi­ni­stra­cji, a raczej dowo­dził, że języ­kiem naro­do­wym Gali­cji nie jest pol­ski. Sam Kor­tum był czło­wie­kiem uzdol­nio­nym języ­kowo i w trak­cie swo­jej kariery nauczył się wielu habs­bur­skich języ­ków, mię­dzy innymi węgier­skiegok113. W 1790 roku, po sied­miu latach pobytu w Gali­cji, z pew­no­ścią znał pol­ski dosta­tecz­nie dobrze, aby wie­dzieć, że jest to język odrębny od ruskiego. Kilka lat póź­niej Johann Chri­stian von Engel zasu­ge­ro­wał ist­nie­nie związku mię­dzy śre­dnio­wieczną histo­rią Księ­stwa Halicko-Wło­dzi­mier­skiego (któ­remu zawdzię­czało swoją nazwę habs­bur­skie Kró­le­stwo Gali­cji i Lodo­me­rii) a współ­cze­sną histo­rią Ukra­iny i Koza­ków. Histo­ryczne dzieło Engela Geschichte der Ukra­ine und der ukra­ini­schen Cosa­ken wie auch der Königreiche Halitsch und Wla­di­mir10 opu­bli­ko­wano w 1796 roku w Halle, wska­zu­jąc na powią­za­nia naro­do­wo­ściowe i kon­wer­gen­cję Rusi­nów i Ukra­iń­ców, a jed­no­cze­śnie pod­kre­śla­jąc róż­nice mię­dzy Rusi­nami a Pola­kamik114.

Skoro naród gali­cyj­ski jest jed­no­cze­śnie pol­ski i ruski, zasu­ge­ro­wał Kor­tum - nie wspo­mi­na­jąc o Żydach - to nie daje się uznać za jed­no­rodny języ­kowo i etno­gra­ficz­nie. Autor zwró­cił się bez­po­śred­nio do pol­skiej szlachty:

Widzi­cie więc, moi pano­wie, że w odnie­sie­niu do Gali­cji ni­gdy nie uczy­ni­li­ście pol­skiego języ­kiem naro­do­wym tej ziemi i nie może­cie się poda­wać za pier­wot­nych miesz­kań­ców tej pro­win­cji. Jeste­ście w Gali­cji nie mniej i nie bar­dziej obcy niż Niemcy. Przy­by­li­ście na tę zie­mię jako obcy i upływ czasu spra­wił, że zapo­mnie­li­ście o swoim pocho­dze­niuk115.

Nie było powodu uznać pol­skiego za język naro­dowy, Kor­tum opo­wie­dział się zatem za pierw­szeń­stwem nie­miec­kiego w admi­ni­stro­wa­niu pro­win­cją. W kwe­stii poli­tyki języ­ko­wej zacy­to­wał Gib­bona, osten­ta­cyj­nie przy­ta­cza­jąc ten frag­ment po angiel­sku: "A jed­nak Rzy­mia­nie tak dobrze zda­wali sobie sprawę z nie­do­sta­tecz­no­ści samej odwagi, nie popar­tej bie­gło­ścią i wyszko­le­niem, że w ich języku nazwa woj­ska zapo­ży­czona jest od wyrazu ozna­cza­ją­cego ćwi­cze­nie"k116. Cywi­li­zu­jący "wpływ" Habs­bur­gów w Gali­cji Kor­tum uzna­wał tutaj zatem za kla­syczny, a nie­miecki za język misji impe­rial­nej.

"Oto zatem jestem mię­dzy Sar­ma­tami", stwier­dził Józef II - Kor­tum rów­nież odwo­łał się do Sar­ma­tów, któ­rych Tacyt zali­czył do bar­ba­rzyń­ców. Swoim zwy­cza­jem Kor­tum ponow­nie wło­żył pol­skim szlach­ci­com z Gali­cji w usta wła­sne słowa:

Nie prze­sta­li­śmy być Sar­ma­tami. [...] Spójrz­cie na naszych braci w Pol­sce, jak zrzu­cają jarzmo obcego pano­wa­nia, jak zdej­mują obcy ubiór, jak dep­tają obce oświe­ce­nie. [...] Chcemy uczest­ni­czyć w zasłu­gach naszych braci, któ­rzy wyróż­niają się pośród wszyst­kich ludów Europy, aby odwró­cić się ple­cami od swo­ich przod­ków ze Wschoduk117.

Sta­ro­żytni Sar­maci ucho­dzili za orien­tal­nych, a zatem Polacy, z ich samo­zwań­czą toż­sa­mo­ścią sar­macką - dłu­gie kon­tu­sze i sza­ble, wygo­lone głowy i wybu­jałe wąsy - rze­komo stali się ludźmi Orientu. Jed­nak w 1790 roku, kiedy - jak odno­to­wał Kor­tum - Pol­ska dążyła do nie­pod­le­gło­ści od obcej domi­na­cji, styl upra­wia­nej przez nich poli­tyki był jak naj­dal­szy od sar­mac­kiego. Obra­do­wał wtedy Sejm Czte­ro­letni (1788-1792), który odwra­cał skutki supre­ma­cji rosyj­skiej w Pol­sce i przy­go­to­wy­wał uchwa­loną 3 maja 1791 roku nowo­cze­sną kon­sty­tu­cję - porów­ny­walną do oświe­co­nych kon­sty­tu­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Fran­cji. Użyta przez Kor­tuma reto­ryka wyszy­dza­nia sar­ma­ty­zmu Pola­ków tym bar­dziej zdra­dzała zatem jego kul­tu­rowe uprze­dze­nia.

Kor­tum widział Gali­cję jako balan­su­jącą mię­dzy euro­pej­skimi ele­men­tami cywi­li­zu­ją­cymi a orien­tal­nymi siłami bar­ba­rzyń­stwa i zapro­po­no­wał nastę­pu­jące ćwi­cze­nie z wyobraźni:

Wyobraź­cie sobie na moment, że z Pol­ski i Gali­cji wyjeż­dżają wszy­scy miesz­kańcy nie­mieccy, z ich przed­się­bior­czo­ścią i inte­re­sami, a potem wyobraź­cie sobie, jak wyglą­da­łyby te zie­mie. Czy zna­la­złoby się jakąś ana­lo­gię poza Tata­rią - czy w naj­lep­szym razie [höchstens] Moł­da­wią i Wołosz­czy­zną? Pomy­śl­cie o pol­skich mia­stach, które kie­dyś, ze swo­imi nie­miec­kimi miesz­kań­cami, cie­szyły się pew­nym dostat­kiem, a teraz byłyby smut­nym sie­dli­skiem Żydów, nędzy, braku higieny i ciem­noty. Potem zaprzecz­cie mojej teziek118.

W tym nie­zwy­kłym ćwi­cze­niu z histo­rycz­nej spe­ku­la­cji józe­fiń­ski pogląd na Gali­cję z wiel­kim polo­tem użył per­spek­tywy Oświe­ce­nia wobec Europy Wschod­niej. Jej ideę two­rzono za pomocą swo­istego pół­orien­ta­li­zmu, który pro­jek­to­wał inność Orientu na zie­mie bez­sprzecz­nie euro­pej­skie, cha­rak­te­ry­zu­jąc je przy uży­ciu para­dok­sal­nego połą­cze­nia podo­bieństw i róż­nic w sto­sunku do impli­cite zachod­niego poję­cia cywi­li­zo­wa­nej Europy. W tym przy­padku zapro­po­no­wane przez Kor­tuma ćwi­cze­nie z wyobraźni odarło rze­komy gali­cyj­ski amal­ga­mat z jego zachod­nich aspek­tów, aby poka­zać, że to, co by pozo­stało, byłoby zara­zem bez­na­dziej­nie zaco­fane i z gruntu orien­talne.

Nie­zwy­kłe rów­na­nie geo­gra­ficzne Kor­tuma przed­sta­wiało się zatem nastę­pu­jąco: Gali­cja minus Niemcy równa się Tata­ria. Naj­lep­szym moż­li­wym - to jest naj­bar­dziej zachod­nim ze wszyst­kich dostęp­nych - porów­na­niem było porów­na­nie do rumuń­skich hospo­darstw Moł­da­wii i Wołosz­czy­zny, które rzą­dzone przez grec­kich hospo­da­rów, tak zwa­nych fana­rio­tów pozo­sta­wały pod władz­twem osmań­skim. Po usu­nię­ciu Niem­ców mia­sta Gali­cji prze­szłyby w ręce Żydów, któ­rych Kor­tum postrze­gał jako ubo­gich i ciem­nych, ale rów­nież jako biblijny lud Wschodu, co uwy­dat­niało "wschod­niość" Gali­cji. W XX wieku eks­pe­ry­ment Kor­tuma miano prze­pro­wa­dzić w odwrot­nym kie­runku, zmie­nia­jąc rów­no­wagę żywio­łów naro­do­wo­ścio­wych w Gali­cji drogą eli­mi­na­cji Żydów przez Niem­ców. Kor­tum wyobra­ził sobie w 1790 roku Gali­cję jako balan­su­jącą pomię­dzy Europą a Orien­tem, a reformę józe­fiń­ską i wpływy nie­miec­kie jako zma­ga­jące się z sar­mac­kim opo­rem.

Wymy­ślona w 1772 roku Gali­cja była nie tylko two­rem poli­tycz­nym, ale rów­nież kon­struk­cją ide­olo­giczną. Kor­tum wyraź­nie poka­zał chwiej­ność tej kon­struk­cji, roz­kła­da­jąc ją w swoim eks­pe­ry­men­cie myślo­wym na czyn­niki pierw­sze.

Dif­fi­cile est sati­ram non scri­bere, wes­tchnął Kor­tum po łaci­nie, cytu­jąc Juwe­na­lisa: w tych warun­kach trudno nie pisać satyry. Pre­ten­sjo­nal­ność Gali­cjan zda­wała mu się tak nie­do­rzeczna, że ledwo potra­fił powstrzy­mać swój cywi­li­zo­wany rzym­ski zmysł sar­ka­zmu i satyry, zwłasz­cza przy two­rze­niu mono­lo­gów gali­cyj­skich w pierw­szej oso­bie: "Nie prze­sta­li­śmy być Sar­ma­tami". Jed­nak w uwa­gach koń­co­wych, które przy­brały formę zaadre­so­wa­nego do Gali­cjan wykładu w dru­giej oso­bie, Kor­tum pisał w duchu mniej skry­wa­nej pogardy:

Jeżeli nie chce­cie pójść za przy­kła­dami innych oświe­co­nych ludów, jeżeli lek­cje zagra­nicz­nej mądro­ści macie za głu­potę i jeżeli dobro­czynne inten­cje waszego władcy uwa­ża­cie za ucisk, to skut­kiem będzie ten sam zmierzch, który spływa na waszych braci w Pol­sce. Może­cie się zwró­cić do lep­szej czę­ści ludów euro­pej­skich, ale nie ocze­kuj­cie, że ludy te, od któ­rych tak bar­dzo odsta­je­cie, będą na was cze­kać z przy­jem­no­ścią czy nawet wrócą po wask119.

W koń­co­wych uwa­gach w Zba­da­niu Kor­tum ponow­nie zdra­dził, w jak dużym stop­niu czer­pie z oświe­ce­nio­wego modelu oceny Wschod­niej Europy - modelu zaco­fa­nie/roz­wój. Europa skła­dała się z bar­dziej i mniej oświe­co­nych ludów - te pierw­sze byto­wały w świe­tle rozumu, te dru­gie były ska­zane na poru­sza­nie się po omacku w pół­mroku swo­jej nie­wie­dzy. Poli­tyczne wykre­owa­nie Gali­cji umoż­li­wiło włą­cze­nie tej dycho­to­micz­nej oświe­co­nej geo­gra­fii cywi­li­za­cyj­nej w habs­bur­skie poczu­cie impe­rial­nej misji, które pano­wało w józe­fiń­skich latach osiem­dzie­sią­tych. Publi­ku­jąc swoje Zba­da­nie w jed­nym tomie z gali­cyj­ską Magna Charta oraz powią­za­nymi z nią Uwa­gami, Kor­tum mógł przed­sta­wić opi­nii publicz­nej dyna­mikę walki ide­olo­gicz­nej mię­dzy habs­bur­ską cywi­li­za­cją a siłami zaco­fa­nia w Gali­cji.

"Skutki dzieł Wol­tera"

W 1792 roku uka­zał się wiersz napi­sany po pol­sku "przez Gal­li­cy­ana". Utwór ten, nie­zbyt poetycko zaty­tu­ło­wany Skutki dzieł Wol­tera, wyra­żał wro­gość wobec sym­bo­li­zo­wa­nego przez słyn­nego fran­cu­skiego phi­lo­so­phe euro­pej­skiego Oświe­ce­nia. W samej Fran­cji widoczne skutki Oświe­ce­nia obej­mo­wały znie­sie­nie w 1792 roku monar­chii i powo­ła­nie repu­bliki. Jed­nakże, podob­nie jak Uwagi nad rzą­dem Gali­cyj­skim z 1790 roku, dwa lata póź­niej oma­wiany wiersz usta­na­wiał cha­rak­te­ry­stycz­nie gali­cyj­ską per­spek­tywę, która odrzu­cała Oświe­ce­nie i wyra­żała zasady ide­olo­gicz­nego kon­ser­wa­ty­zmu.

W okre­sie poprze­dza­ją­cym pierw­szy roz­biór Pol­ski nie było bar­dziej zade­kla­ro­wa­nego kry­tyka pań­stwa pol­skiego ani bar­dziej entu­zja­stycz­nego zwo­len­nika roz­bioru niż czci­godny phi­lo­so­phe Wol­ter, piszący w swoim majątku w Fer­ney. Wro­gość Wol­tera wobec Pol­ski wyni­kała z entu­zja­zmu dla roz­bio­ro­wych monar­chów, czyli pru­skiego Fry­de­ryka Wiel­kiego, a zwłasz­cza carycy Kata­rzyny Wiel­kiej. Mery­to­rycz­nie kry­tyka Wol­tera doty­czyła kwe­stii reli­gij­nych. Słynny phi­lo­so­phe uwa­żał Pol­skę za sie­dli­sko rzym­sko­ka­to­lic­kiego fana­ty­zmu i nie­to­le­ran­cji, a swoje obu­rze­nie zawarł w Szkicu histo­rycz­nym i kry­tycz­nym o waśniach Kościo­łów w Pol­sce, opu­bli­ko­wa­nym w 1767 roku pod pseu­do­ni­mem Bour­dil­lon.

Wol­ter zmarł w 1778 roku, ale trzy lata póź­niej uka­zał się we Lwo­wie nie­miecki prze­kład wspo­mnia­nego eseju o reli­gii w Pol­sce, wciąż przy­pi­sy­wany "Bour­dil­lo­nowi" - prze­ło­żony "przez nie­mieckiego Polaka" [von einem deut­schen Pol­la­ken]k120. W tym samym roku Józef wydał obo­wią­zu­jący w całej monar­chii patent tole­ran­cyjny, a zatem potę­pie­nie przez Wol­tera kato­li­cy­zmu w Pol­sce wyraź­nie współ­grało z józe­fiń­skim ata­kiem na Pol­ski fana­tyzm w Gali­cji. Na przy­kład Krat­ter opi­sy­wał kościoły i klasz­tory "prze­ro­bione na domy uciech" i pre­zen­to­wał bluź­nier­cze obrazki kicha­ją­cych księży i pija­nych mni­chów. Wol­ter przez całe życie był wro­giem Pol­ski, toteż w latach osiem­dzie­sią­tych można było z niego pośmiert­nie uczy­nić miło­śnika Gali­cji.

W latach dzie­więć­dzie­sią­tych gali­cyj­ska reak­cja na józe­fi­nizm zyskała swój wyraz w rymo­wa­nym wier­szu potę­pia­ją­cym Wol­tera. Gal­li­cyan, który go spło­dził, dekla­ro­wał toż­sa­mość, która doma­gała się wyja­śnie­nia i w jego poema­cie siłą rze­czy zna­la­zły się reflek­sje na temat tego, co w 1792 roku zna­czyło być Gali­cja­ni­nem. Nie­wy­klu­czone, że nasz poeta był pierw­szym zade­kla­ro­wa­nym Gali­cja­ni­nem w histo­rii pol­skiej kul­tury. Zaczął od zde­fi­nio­wa­nia swo­jej gali­cyj­skiej toż­sa­mo­ści za pomocą odnie­sie­nia do pano­wa­nia Sta­ni­sława Augu­sta, któ­remu wiersz został zade­dy­ko­wany i do niego się zwra­cał:

Uro­dzi­łem się NAY­IA­SNIEY­SZY PANIE! Twoim Pod­da­nym, i w Szla­chec­kim sta­nie: A gdy los w cza­sach, roz­rzą­dziły Nieba, Szu­kać musia­łem, w Gali­cyi chlebak121.

Wyna­le­zie­nie Gali­cji przy­pi­sano Opatrz­no­ści i zaak­cep­to­wano z przy­musu eko­no­micz­nego. W latach 1772-1792 poeta był Gali­cja­ni­nem - "Z synami iestem Pod­dany Cesa­rza" - ale jed­no­cze­śnie pozo­stał Pola­kiem:

Krew wemnie mówi, żem Polak praw­dziwy, Serce Polaka wemnie tchnie, i biie: Przy­sią­głem: wier­nie Cesa­rzowi żyiek122.

O wewnętrz­nej pol­sko­ści Gal­li­cy­ana prze­są­dzała zatem fizjo­lo­gia oraz uczu­cia pły­nące we krwi i tęt­niące w sercu, nato­miast prze­zna­cze­nie spra­wiło, że w swoim życiu i dzia­ła­niach pozo­sta­wał lojal­nym pod­da­nym Habs­bur­gów. Czuł się Pola­kiem, ale żył jako Gali­cja­nin. Głę­bię jego żar­li­wo­ści wyra­żał pod­pis: "z nay­głęb­szych nay­głęb­szy, Gal­li­cyan". Można tu jed­nak dostrzec pewien para­doks, bo prze­cież gali­cyj­skość była tylko zewnętrzną powłoką dla pol­skiego serca i pol­skiej krwi.

Po tej dedy­ka­cji poeta usi­ło­wał wyka­zać, że Oświe­ce­nie, pod prze­wo­dem Wol­tera, wypa­czyło i zde­mo­ra­li­zo­wało ludz­kość bluź­nier­czymi suge­stiami: "Że nie­masz Boga, Czło­wiek nie ma duszy"k123. Podob­nie jak w Uwa­gach nad rzą­dem Gali­cyj­skim Oświe­ce­niu przy­pi­sy­wano rady­kalne pod­wa­ża­nie tra­dy­cyj­nych wie­rzeń i pod­bu­rza­nie do rewo­lu­cji. Według gali­cyj­skiego poety Oświe­ce­nie uczyło, "Że Monar­cho­wie są tylko Tyrani", a Wol­ter uwa­żał psy za "równe" ludziomk124. W 1792 roku rewo­lu­cja fran­cu­ska była już mocno roz­pę­dzona, po sierp­nio­wym ataku na pałac Tuile­ries nastą­piły wrze­śniowe rze­zie. W wier­szu nie wspo­mniano o rewo­lu­cyj­nej kon­sty­tu­cji pol­skiej z 1791 roku, w któ­rej uchwa­le­niu miał swój udział rów­nież Sta­ni­sław August. W 1792 roku, kiedy Gal­li­cyan ukła­dał te wer­sety, armia rosyj­ska dep­tała oświe­cony kon­sty­tu­cjo­na­lizm w Pol­sce.

Mimo że osta­tecz­nie zamiesz­kał w Mię­dzy­bożu, który był już za Zbru­czem, to jest naj­bar­dziej koja­rzony z tym pierw­szym mia­stecz­kiem. [wróć]

Ogólne zarzą­dze­nie dla całej spo­łecz­no­ści żydow­skiej Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii. [wróć]

Opis Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii. [wróć]

Listy o obec­nym sta­nie Gali­cji, rzecz o sta­ty­styce i wie­dzy o ludziach. [wróć]

Trzy­dzie­ści listów o Gali­cji albo obser­wa­cje czło­wieka bez­stron­nego, który rozej­rzał się w kró­le­stwie dłu­żej niż tylko kilka mie­sięcy. [wróć]

Magna Charta Gali­cji albo zba­da­nie skarg gali­cyj­skiej szlachty narodu pol­skiego na rząd austriacki. [wróć]

Uwagi nad rzą­dem Gali­cyj­skim. Przy­czyny, dla któ­rych do tego stop­nia nik­czem­no­ści pro­win­cya ta przy­szła, a nako­niec spo­soby jakie­miby los tego kraju popra­wić można, [War­szawa] 1790. [wróć]

Tak zwa­nym Ślą­sku austriac­kim, w Biel­sku, mie­ście gra­nicz­nym z Gali­cją. Kor­tum był zatem ewan­ge­li­kiem-Austria­kiem, a nie Niem­cem-Pru­sa­kiem. [wróć]

Uwagi nad Rzą­dem pol­skim, oraz nad odmianą czyli reformą onego, pro­iek­to­waną. Przez J. Jakoba Russo, oby­wa­tela Gene­weń­skiego, z fran­cuz­kiego na oyczy­sty język prze­ło­zone mie­siąca Grud­nia dnia 20. r. 1788, War­szawa 1789. [wróć]

Histo­ria Ukra­iny i ukra­iń­skich Koza­ków jak rów­nież Kró­le­stwa Hali­cza i Wło­dzi­mie­rza. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ben­ja­min Segel, Zwei jüdische Volks­sa­gen über Kaiser Franz Josef, "Zeit­schrift für österreichische Volks­kunde" 1903, Jg. 9, s. 124. [wróć]

Izaak Babel, Dzien­nik 1920, przeł. Jerzy Pomia­now­ski, War­szawa 1998, s. 109, wpis z 1 sierp­nia 1920. [wróć]

Bene­dict Ander­son, Ima­gi­ned Com­mu­ni­ties. Reflec­tions on the Ori­gin and Spread of Natio­na­lism, wyd. 2 popr., Lon­don 1991, s. 53. [wróć]

Edward Said, Kul­tura i impe­ria­lizm, przeł. Monika Wyrwas-Wiśniew­ska, Kra­ków 2009, s. IX, 10. [wróć]

Ostap Sereda, From Church-Based to Cul­tu­ral Natio­na­lism. Early Ukra­ino­phi­les, Ritual-Puri­fi­ca­tion Move­ment andf Emer­ging Cult of Taras She­vchenko in Austrian Eastern Gali­cia in the 1860s, "Cana­dian-Ame­ri­can Sla­vic Stu­dies" 2006, vol. 40, iss. 1, s. 22-23; zob. także Krzysz­tof Zamor­ski, Infor­ma­tor sta­ty­styczny do dzie­jów spo­łeczno-gospo­dar­czych Gali­cji. Lud­ność Gali­cji w latach 1857-1910, Kra­ków 1989, s. 69-71. [wróć]

Kore­spon­den­cja Józefa Mak­sy­mi­liana Osso­liń­skiego, red. Wła­dy­sława Jabłoń­ska, Wro­cław 1975, s. 267, list Jose­pha Maussa z 29 grud­nia 1817. [wróć]

Józef Szuj­ski, Die Polen und Ruthe­nen in Gali­zien, Wien-Teschen 1882; Andrzej Wierz­bicki, Józef Szuj­ski (1835-1882), w: Nation and History. Polish Histo­rians from the Enli­gh­ten­ment to the Second World War, red. Peter Brock, John Stan­ley, Piotr Wró­bel, Toronto 2006, s. 85-100; Phi­lip Paja­kow­ski, Michał Bobrzyń­ski (1849-1935), w: Nation and History..., op. cit., s. 141-164. [wróć]

Ste­fan Kaczała, Poli­tyka Pola­ków wzglę­dem Rusi, Lwów 1879, s. 14. [wróć]

Jan Kozik, The Ukra­inian Natio­nal Move­ment in Gali­cia, 1815-1849, przeł. Andrew Gor­ski, Law­rence Orton, Edmon­ton 1986; Nation­bu­il­ding and the Poli­tics of Natio­na­lism. Essays on Austrian Gali­cia, red. Andrei S. Mar­ko­vits, Frank E. Sysyn, Cam­bridge 1982; Larry Wolff, Review of The Ukra­inian Natio­nal Move­ment in Gali­cia 1815-1849 by Jan Kozik, "Harvard Ukra­inian Stu­dies" 1987, vol. 11, no. 1/2. [wróć]

John-Paul Himka, Socia­lism in Gali­cia. The Emer­gence of Polish Social Demo­cracy and Ukra­inian Radi­ca­lism, Cam­bridge 1983; Id., Gali­cian Vil­la­gers and the Ukra­inian Natio­nal Move­ment in the Nine­te­enth Cen­tury, Edmon­ton 1988; Id., Reli­gion and Natio­na­lity in Western Ukra­ine. The Greek Catho­lic Church and the Ruthe­nian Natio­nal Move­ment in Gali­cia, 1867-1900, Mont­real 1999; Paul Robert Magocsi, Gali­cia. A Histo­ri­cal Survey and Biblio­gra­phic Guide, Toronto 1983. [wróć]

Maria Kłań­ska, Daleko od Wied­nia. Gali­cja w oczach pisa­rzy nie­miec­ko­ję­zycz­nych, 1772-1918, Kra­ków 1991; Polin. Stu­dies in Polish Jewry, t. 12: Focu­sing on Gali­cia. Jews, Poles, and Ukra­inians, 1772-1918, red. Israel Bar­tal, Antony Polon­sky, Liver­pool 1999; Gali­cia. A Mul­ti­cul­tu­red Land, red. Chri­sto­pher Hann, Paul Robert Magocsi, Toronto 2005. [wróć]

Keely Stau­ter-Hal­sted, The Nation in the Vil­lage. The Gene­sis of Peasant Natio­nal Iden­tity in Austrian Poland, 1848-1914, Ithaca 2001; Ali­son Fleig Frank, Oil Empire. Visions of Pro­spe­rity in Austrian Gali­cia, Cam­bridge 2005; Daniel L. Unow­sky, The Pomp and Poli­tics of Patrio­tism. Impe­rial Cele­bra­tions in Habs­burg Austria, 1848-1916, West Lafay­ette 2005; Daniel Men­del­sohn, The Lost. A Search for Six of Six Mil­lion, New York 2006; Omer Bar­tov, Era­sed. Vani­shing Tra­ces of Jewish Gali­cia in Pre­sent-Day Ukra­ine, Prin­ce­ton 2007. [wróć]

Kra­ków i Lwów w cywi­li­za­cji euro­pej­skiej, red. Jacek Pur­chla, Kra­ków 2003; Yaro­slav Hryt­sak, Pro­rok u svoii vit­chy­zni. Franko ta ioho spil'nota (1856-1886), Kyiv 2006 [wyd. pol.: Jaro­sław Hry­cak, Pro­rok we wła­snym kraju. Iwan Franko i jego Ukra­ina (1856-1886), przeł. Anna Korze­niow­ska-Bihun, Anna Wyle­gała, War­szawa 2010]; Die gali­zi­sche Grenze 1772-1867: Kom­mu­ni­ka­tion oder Iso­la­tion?, red. Chri­stoph Augu­sty­no­wicz, Andreas Kap­pe­ler, Wien 2007; Michael Moser, "Ruthe­ni­sche" (ukra­ini­sche) Sprach- und Vor­stel­lung­swel­ten in den gali­zi­schen Volksschullesebüchern der Jahre 1871 und 1872, Wien 2007; Hans-Chri­stian Maner, Gali­zien. Eine Gren­zre­gion im Kalkül der Donau­mo­nar­chie im 18. und 19. Jahr­hun­dert, München 2007; Michael Sta­ni­slaw­ski, A Mur­der in Lem­berg. Poli­tics, Reli­gion, and Vio­lence in Modern Jewish History, Prin­ce­ton 2007; Danuta Sosnow­ska, Inna Gali­cja, War­szawa 2008; Mar­kian Pro­ko­po­vych, Habs­burg Lem­berg. Archi­tec­ture, Public Space, and Poli­tics in the Gali­cian Capi­tal, 1772-1914, West Lafay­ette 2009. [wróć]

Julian Ursyn Niem­ce­wicz, Pamięt­niki cza­sów moich, Lipsk 1868, s. 63-65. [wróć]

Leopold Sacher-Masoch, Graf Don­ski. Eine gali­zi­sche Geschichte, 1846, wyd. 2, Schaf­fhau­sen 1864, s. III-IV. [wróć]

Joseph Roth, Krypta kapu­cy­nów, przeł. Józef Wit­tlin, Kra­ków-Buda­peszt 2015, s. 47. [wróć]

Maria The­re­sia und Joseph II. Ihre Cor­re­spon­denz sammt Brie­fen Joseph's an seinen Bru­der Leopold, red. Alfred Rit­ter von Arneth, t. 2, Wien 1867, s. 12, list Józefa do Leopolda z 23 lipca 1773; część mate­riału z tego roz­działu poja­wiła się w arty­kule: Larry Wolff, Inven­ting Gali­cia: Mes­sia­nic Jose­phi­nism and the Reca­sting of Par­ti­tio­ned Poland, "Sla­vic Review" 2004, vol. 63, iss. 4, s. 818-840. [wróć]

Sta­ni­sław Gro­dzi­ski, Histo­ria ustroju spo­łeczno-poli­tycz­nego Gali­cji 1772-1848, Wro­cław 1971; Horst Glassl, Das Österreichische Ein­rich­tung­swerk in Gali­zien (1772-1790), Wies­ba­den 1975; Roman Ros­dol­sky, Unter­tan und Staat in Gali­zien. Die Refor­men unter Maria The­re­sia und Joseph II, przeł. Hilde Nürenberger-Mare­iner, red. Ralph Melville, Mainz 1992; Hen­ryk Lepucki, Dzia­łal­ność kolo­ni­za­cyjna Marii Teresy i Józefa II w Gali­cji 1772-1790, Lwów 1938; Wacław Tokarz, Gali­cya w począt­kach ery józe­fiń­skiej w świe­tle ankiety urzę­do­wej z roku 1783, Kra­ków 1909. [wróć]

Alfred Rit­ter von Arneth, Maria The­re­sia's letzte Regie­rung­szeit, 1763-1780, t. 3, Wien 1877, s. 595. [wróć]

Ibid., s. 596. [wróć]

Sta­ni­sław Gro­dzi­ski, Histo­ria ustroju spo­łeczno-poli­tycz­nego Gali­cji 1772-1848, op. cit., s. 27; Sta­ni­sław Hubert, Poglądy na prawo naro­dów w Pol­sce cza­sów Oświe­ce­nia, Wro­cław 1960, s. 207-250. [wróć]

Maria The­re­sia und Joseph II..., t. 2, op. cit., s. 9-10, list Marii Teresy do Józefa z 20 czerwca 1773. [wróć]

Ibid., s. 14, list Józefa do Marii Teresy z 1 sierp­nia 1773. [wróć]

Johann Polek, Joseph's II. Reisen nach Gali­zien und der Buko­wina und ihre Bedeu­tung für letz­tere Pro­vinz, "Jahr­buch des Buko­wi­ner Lan­des-Museums" 1895, Jg. 3. [wróć]

Maria The­re­sia und Joseph II..., t. 2, op. cit., s. 14, list Józefa do Marii Teresy z 1 sierp­nia 1773. [wróć]

Ibid., s. 16, list Józefa do Leopolda z 1 sierp­nia 1773. [wróć]

Larry Wolff, Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej. Mapa cywi­li­za­cji w dobie Oświe­ce­nia, przeł. Tomasz Bie­roń, Kra­ków 2020, s. 337. [wróć]

Hans-Chri­stian Maner, Gali­zien. Eine Gren­zre­gion im Kalkül der Donau­mo­nar­chie im 18. und 19. Jahr­hun­dert, München 2007, s. 35-36. [wróć]

Horst Glassl, Das Österreichische Ein­rich­tung­swerk in Gali­zien (1772-1790), op. cit., s. 39, 44; Franz A. J. Szabo, Austrian First Impres­sions of Eth­nic Rela­tions in Gali­cia. The Case of Gover­nor Anton von Per­gen, w: Polin. Stu­dies in Polish Jewry, t. 12: Focu­sing on Gali­cia. Jews, Poles, and Ukra­inians, 1772-1918, red. Israel Bar­tal, Antony Polon­sky, Liver­pool 1999, s. 49-60; zob. także Franz A. J. Szabo, Kau­nitz and Enli­gh­te­ned Abso­lu­tism, 1753-1780, Cam­bridge 1994, s. 66-69. [wróć]

Horst Glassl, Das Österreichische Ein­rich­tung­swerk in Gali­zien (1772-1790), op. cit., s. 44; zob. także Hugo Lane, Szlachta Out­side the Com­mon­we­alth. The Case of Polish Nobles in Gali­cia, "Zeit­schrift für Ost­mit­te­leu­ropa-For­schung" 2003, Jg. 52, H. 4, s. 530-533. [wróć]

Horst Glassl, Das Österreichische Ein­rich­tung­swerk in Gali­zien (1772-1790), op. cit., s. 62-64. [wróć]

Sta­ni­sław Gro­dzi­ski, The Jewish Question in Gali­cia. The Reforms of Maria The­resa and Joseph II, 1772-1790, w: Polin. Stu­dies in Polish Jewry, op. cit., s. 61-72; Wol­fgang Häusler, Das gali­zi­sche Juden­tum in der Habs­bur­ger­mo­nar­chie. Im Lichte der zeitgenössischen Publi­zi­stik und Reise­li­te­ra­tur von 1772-1848, Wien 1979, s. 18-45; Nancy Sin­koff, Out of the Shtetl. Making Jews Modern in the Polish Bor­der­lands, Pro­vi­dence 2004, s. 203-224. [wróć]

Horst Glassl, Das Österreichische Ein­rich­tung­swerk in Gali­zien (1772-1790), op. cit., s. 70; Franz A. J. Szabo, Austrian First Impres­sions of Eth­nic Rela­tions in Gali­cia..., op. cit., s. 49-60; Ludwik Fin­kel, Memo­ryał Anto­niego hr. Per­gena, pierw­szego guber­na­tora Gali­cyi o sta­nie kraju, "Kwar­tal­nik Histo­ryczny" 1900, R. 14, nr 1, s. 24-43. [wróć]

Johann Polek, Joseph's II. Reisen nach Gali­zien und der Buko­wina und ihre Bedeu­tung für letz­tere Pro­vinz, op. cit., s. 27-28; Maria The­re­sia und Joseph II..., t. 3, op. cit., s. 243, list Józefa do Marii Teresy z 19 maja 1780; Derek Beales, Joseph II, t. 1: In the sha­dow of Maria The­resa, 1741-1780, Cam­bridge 1987, s. 435. [wróć]

Hans-Chri­stian Maner, Gali­zien..., op. cit., s. 206-207. [wróć]

[Franz Krat­ter], An den Leser, w: [id.], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien. Ein Beitrag zur Sta­ti­stik und Men­schen­ken­nt­nis, t. 1, Leip­zig 1786 (reprint: Ber­lin 1990); Maria Kłań­ska, Daleko od Wied­nia. Gali­cja w oczach pisa­rzy nie­miec­ko­ję­zycz­nych, 1772-1918, Kra­ków 1991, s. 27-38; Con­stant von Wurz­bach, Franz Krat­ter, w: id., Bio­gra­phi­sches Lexi­kon des Kaiser­thums Oester­re­ich, t. 13, Wien 1865, s. 144-145; Gustav Gugitz, Franz Krat­ter. Ein Beitrag zur Geschichte der Tages­schri­ft­stel­le­rei in der jose­phi­ni­schen Zeit, "Jahr­buch der Gril­l­pa­rzer-Gesel­l­schaft" 1913, Jg. 24, s. 245-249; Volk­mar Braun­beh­rens, Mozart in Vienna 1781-1791, przeł. Timo­thy Bell, New York 1990, s. 247-249; zob. także Maria Kłań­ska, Erkun­dun­gen der neuen österreichischen Pro­vinz Gali­zien im deut­sch­spra­chi­gen Schri­ft­tum der letz­ten Dez­en­nien des 18. Jahr­hun­derts, w: Gali­zien als geme­in­same Lite­ra­tur­land­schaft, red. Fri­drun Rin­ner, Klaus Zerin­schek, Inns­bruck 1988, s. 35-48; Jan Papiór, Kon­te­xte des Gali­zie­ner­leb­nis­ses von Franz Krat­ter, w: Gali­zien als geme­in­same Lite­ra­tur­land­schaft, op. cit., s. 83-94; Sta­ni­sław Schnür-Pepłow­ski, Gali­ciana 1778-1812, Lwów 1896, s. 15-43. [wróć]

[Franz Krat­ter], An den Leser, w: [id.], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 1, op. cit. [wróć]

Ibid., s. 154. [wróć]

Larry Wolff, Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej..., op. cit., s. 146. [wróć]

Hans-Chri­stian Maner, Gali­zien..., op. cit., s. 55. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 1, op. cit., s. 159, 165. [wróć]

Ibid., s. 170-171, 176-178. [wróć]

Ibid., s. 185, 191-192. [wróć]

Tade­usz Namo­wicz, Gali­zien nach 1772. Zur Ent­ste­hung einer lite­ra­ri­schen Pro­vinz, w: Gali­zien als geme­in­same Lite­ra­tur­land­schaft, op. cit., s. 68-69. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 1, op. cit., s. 192-193; zob. także Tade­usz Cegiel­ski, Der Jose­phi­ni­smus, w: Polen-Österreich. Aus der Geschichte einer Nachbar­schaft, red. Wal­ter Leitsch, Maria Waw­ry­kowa, Wien-War­szawa 1988, s. 41-76. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 2, op. cit., s. 15. [wróć]

Nor­bert Elias, Prze­miany oby­cza­jów w cywi­li­za­cji Zachodu, przeł. Tade­usz Zabłu­dow­ski, War­szawa 1980, s. 206. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 2, op. cit., s. 15-16. [wróć]

Ibid., s. 1-2. [wróć]

Ibid., s. 2-3. [wróć]

Ibid., s. 14. [wróć]

Ibid., s. 5. [wróć]

Ibid., s. 168-170. [wróć]

Ibid., s. 13, 27-28. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 1, op. cit., s. 226-230; Ibid., t. 2, op. cit., s. 193-194. [wróć]

Sta­ni­sław Gro­dzi­ski, The Jewish Question in Gali­cia..., op. cit., s. 66. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 2, op. cit., s. 37-40. [wróć]

Ibid., s. 42. [wróć]

Ibid., s. 42-43. [wróć]

Sta­ni­sław Gro­dzi­ski, The Jewish Question in Gali­cia..., op. cit., s. 68. [wróć]

Ibid., s. 61-72; Wol­fgang Häusler, Das gali­zi­sche Juden­tum in der Habs­bur­ger­mo­nar­chie..., op. cit., s. 43-49; zob. także Michael Sta­ni­slaw­ski, A Mur­der in Lem­berg. Poli­tics, Reli­gion, and Vio­lence in Modern Jewish History, Prin­ce­ton 2007, s. 9-17; Sta­ni­sław Schnür-Pepłow­ski, Gali­ciana 1778-1812, op. cit., s. 15. [wróć]

Michael K. Sil­ber, From Tole­ra­ted Aliens to Citi­zen-Sol­diers: Jewish Mili­tary Service in the Era of Joseph II, w: Con­struc­ting Natio­na­li­ties in East Cen­tral Europe, red. Pie­ter M. Jud­son, Mar­sha L. Rozen­blit, New York 2005, s. 25; Raphael Mah­ler, Hasi­dism and the Jewish Enli­gh­ten­ment. Their Con­fron­ta­tion in Gali­cia and Poland in the First Half of the Nine­te­enth Cen­tury, Phi­la­del­phia 1985, s. 3-7. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 2, op. cit., s. 54, 59; Wol­fgang Häusler, Das gali­zi­sche Juden­tum in der Habs­bur­ger­mo­nar­chie..., op. cit., s. 43-49; Maria Kłań­ska, Daleko od Wied­nia..., op. cit., s. 42-44. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 2, op. cit., s. 153. [wróć]

Ibid., s. 154-155. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 1, op. cit., s. 129-130. [wróć]

Ibid., t. 2, op. cit., s. 184-185. [wróć]

Horst Glassl, Das Österreichische Ein­rich­tung­swerk in Gali­zien (1772-1790), op. cit., s. 220-234; zob. także Deut­sche Geschichte im Osten Euro­pas. Gali­zien, Buko­wina, Mol­dau, red. Isa­bel Röskau-Rydel, Ber­lin 1999, s. 22-38. [wróć]

[Franz Krat­ter], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 1, op. cit., s. 248, 274-276. [wróć]

Johann Polek, Joseph's II. Reisen nach Gali­zien und der Buko­wina und ihre Bedeu­tung für letz­tere Pro­vinz, op. cit., s. 45-46. [wróć]

[Franz Krat­ter], An den günstigen Leser, w: [id.], Briefe über den itzi­gen Zustand von Gali­zien..., t. 2, op. cit. [wróć]

[Alphons Hein­rich Traun­paur], Dre­is­sig Briefe über Gali­zien oder Beobach­tun­gen eines unpar­they­ischen Man­nes, der sich mehr als nur ein paar Monate in die­sem Königreiche umge­se­hen hat, Wien-Leip­zig 1787 (reprint: Ber­lin 1990); Jürgen Haber­mas, Struk­tu­ralne prze­obra­że­nia sfery publicz­nej, przeł. Wanda Lip­nik, Mał­go­rzata Łuka­sie­wicz, War­szawa 2007. [wróć]

[Alphons Hein­rich Traun­paur], Dre­is­sig Briefe über Gali­zien..., op. cit., s. 1-4. [wróć]

Ibid., s. 5-9. [wróć]

Ibid., s. 66, 170-171. [wróć]

Ibid., s. 26, 31-32, 47. [wróć]

Ibid., s. 109-114. [wróć]

Ibid., s. 117. [wróć]

Ibid., s. 121. [wróć]

Ibid., s. 123-124. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien oder Unter­su­chung der Beschwer­den des gali­zi­schen Adels pohl­ni­scher Nation über die österreichische Regie­rung, Jassy 1790. [wróć]

Kore­spon­den­cja Józefa Mak­sy­mi­liana Osso­liń­skiego, red. Wła­dy­sława Jabłoń­ska, Wro­cław 1975, s. 22, list Osso­liń­skiego z 20 maja 1789; Wła­dy­sława Jabłoń­ska, Józef Mak­sy­mi­lian Osso­liń­ski. Szkic bio­gra­ficzny, Wro­cław 1967, s. 42-50; zob. także Hugo Lane, Szlachta Out­side the Com­mon­we­alth..., op. cit., s. 535-538. [wróć]

Ryszard W. Woło­szyń­ski, Kor­tum Ernest Trau­gott (1742-1811), w: Pol­ski Słow­nik Bio­gra­ficzny, t. 14, Wro­cław 1968-1969, s. 120-121; Con­stant von Wurz­bach, Ernst Trau­gott von Kor­tum, w: id., Bio­gra­phi­sches Lexi­kon des Kaiser­thums Oester­re­ich, t. 12, Wien 1864, s. 471-473. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 238. [wróć]

Ibid., s. 268-269. [wróć]

Ibid., s. 241-244. [wróć]

Ibid., s. 252. [wróć]

Ibid., s. 264-265, 270-272. [wróć]

Ibid., s. 265. [wróć]

Maria The­re­sia und Joseph II..., t. 3, op. cit., s. 244, list Józefa do Marii Teresy z 19 maja 1780. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 277-278. [wróć]

Ibid., s. 292. [wróć]

Ibid., s. 292-293. [wróć]

Ibid., s. 295. [wróć]

Ibid. [wróć]

James Van Horn Mel­ton, The Rise of the Public in Enli­gh­ten­ment Europe, Cam­bridge 2001, s. 81-122. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 312. [wróć]

Edmund Burke, Roz­wa­ża­nia o rewo­lu­cji we Fran­cji, przeł. Dorota Lachow­ska, Kra­ków-War­szawa 1994, s. 113. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 301-308, 322-325, 329-332. [wróć]

Ibid., s. 343-345. [wróć]

Ibid., s. 349, 358. [wróć]

Ibid., s. 347, 349-350. [wróć]

Larry Wolff, Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej..., op. cit., s. 190-191. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 365. [wróć]

Ibid., s. 11-13, 22-23. [wróć]

Ibid., s. 74-75. [wróć]

Ibid., s. 109. [wróć]

Ibid., s. 111. [wróć]

Ibid., s. 3, 8. [wróć]

Ibid., s. 32-33. [wróć]

Ibid., s. 184. [wróć]

Ibid., s. 203. [wróć]

Con­stant von Wurz­bach, Ernst Trau­gott von Kor­tum, op. cit, s. 471-473. [wróć]

Johann Chri­stian von Engel, Geschichte der Ukra­ine und der ukra­ini­schen Cosa­ken wie auch der Königreiche Halitsch und Wla­di­mir, Halle 1796; Paul Robert Magocsi, Gali­cia. A Histo­ri­cal Survey and Biblio­gra­phic Guide, Toronto 1983, s. 27-28. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 205. [wróć]

Ibid., s. 200-201; Edward Gib­bon, Zmierzch cesar­stwa rzym­skiego, wyd. 2, t. 1, przeł. Sta­ni­sław Kryń­ski, War­szawa 1975, s. 22. [wróć]

[Ernst Trau­gott von Kor­tum], Magna Charta von Gali­zien..., op. cit., s. 18-19. [wróć]

Ibid., s. 205-206. [wróć]

Ibid., s. 206, 231-232. [wróć]

[Vol­ta­ire], Der Kir­chen­zwist der Pol­len: histo­risch kri­tisch beleuch­tet aus dem Französischen des Herrn Bour­dil­lon, Pro­fes­sor des Jus publi­kums, übersetzt von einem deut­schen Pol­la­ken, Lem­berg 1781. [wróć]

Gal­li­cyan, Skutki dzieł Wol­tera, [War­szawa] 1792, s. 3. [wróć]

Ibid., s. 3-4. [wróć]

Ibid., s. 10. [wróć]

Ibid., s. 11, 18. [wróć]