II
Istnienie faktów niezgodnych z aktualnie obowiązującą teorią nie jest niczym niezwykłym w nauce. Szczególnie w fizyce sytuacja ta miewała dość często miejsce i zapewne zdarzy się niejednokrotnie w przyszłości. W repertuarze swych metod badawczych dużo bliższa antropologicznym badaniom pochodzenia człowieka jest jednak kosmologia. W obu tych naukach obiekt badań jest jeden: w antropologii - powstanie człowieka, w kosmologii - Kosmos wraz z historią jego powstania i rozwoju. Również w obu tych przypadkach obiekty te nie są dostępne bezpośrednim badaniom, a rola eksperymentu w ich eksploracji jest nadzwyczaj ograniczona. Najogólniejszą metodą badawczą w takich przypadkach jest tworzenie modeli, czyli przyczynowo-skutkowe powiązanie znanych faktów w pewną niesprzeczną całość. Ponadto liczba założeń w takim modelu, zgodnie z brzytwą Occama, powinna być możliwie najmniejsza. Idealnie, model tak stworzony, powinien pozwalać na interpretację w swych ramach wszystkich znanych faktów, a także przewidywać jeszcze nieznane. Nawet, gdy to się uda, nowe badania przynoszą nowe fakty, które, albo są interpretowalne w ramach modelu, albo też interpretacji takiej brak. W tym drugim przypadku jest to sygnał do zmiany modelu, tak by zmodyfikowana teoria interpretowała również te nowe fakty.
Przykłady takiego rozszerzania teorii można również znaleźć w historii biologii ewolucyjnej. Przez wiele lat odnotowywano fakt niezwykłego zachowania ptaka, gdy jastrząb atakował jego gniazdo. Podrywał on się z gniazda ściągając na siebie uwagę jastrzębia, czego w żaden sposób nie tłumaczyła ówczesna teoria. Według niej ptak powinien ratować siebie. Fakt ten, zresztą szeroko znany, istniał, w pewnym sensie obok teorii, której przeczył. Zapewne sytuacja taka trwałaby jeszcze długo, gdyby nie prace Hamiltona, w zasadzie dotyczące pszczół. Wskazały one pośrednio, dzięki wnioskom z nich wynikającym, sposób prowadzący do przebudowy teorii i w konsekwencji usunięcia wątpliwości związanych z niezwykłym zachowaniem ptaka. Będzie o tym jeszcze mowa w dalszej części książki. Konsekwencją prac Hamiltona było powstanie socjobiologii, która już pozwala interpretować, w ramach swych konstrukcji, niezwykłe zachowanie ptaka.
Nie inaczej jest dziś z ewolucją hominidów. Wątpliwości co do poprawności wniosków z przesłanek konstrukcji myślowej znanej pod nazwą Machiavellian Intelligence, przedstawiliśmy w poprzednim rozdziale. Co więcej, podejście Machiavellian Inteligence trudno nazwać modelem. Jest to raczej lista faktów niezależnie interpretowanych, niż próba powiązania mechanizmami biologii ewolucyjnej tych wszystkich faktów w pewien niesprzeczny system. Nie jest to zarzutem pod adresem Machiavellian Inteligence, bowiem podejście to nie aspirowało do konstrukcji spójnego modelu. Charakterystyczne jest w tym kontekście stwierdzenie zawarte w artykule Chace & Meada: "Social behaviour and primate evolution", będącym jednym z programowych artykułów Machiavellian Intelligence (1988: 47):
"Postulowaliśmy, że powiększenie kory mózgowej jest anatomiczną adaptacją do okoliczności wymagających zrównoważonej odpowiedzi i że dlatego kora ułatwia równowagę."
Poza brakiem aspiracji do określania mechanizmów w kategoriach biologii ewolucyjnej Machiavellian Inteligence pomija szereg adaptacji specyficznych dla człowieka, a więc powstałych w trakcie ewolucji Homo sapiens sapiens, o których nie można z góry założyć, że przynajmniej w jakimś stopniu ewolucji tej również nie uwarunkowały.
Niektóre z nich to: niższe położenie krtani umożliwiające oddychanie przez usta (Lieberman 1991), lecz równocześnie umożliwiające mowę - tę najbardziej charakterystyczną dla człowieka adaptację; wydalanie do krwi endomorfin w wyniku wysiłku zazwyczaj związanego z długotrwałym biegiem (Bortz 1985). Adaptacja ta powoduje tzw. "drugi oddech" u długodystansowców, a jest niczym innym jak dostarczaniem, w sposób naturalny, do krwiobiegu substancji przypominającej morfinę, wprowadzającej biegacza w nastrój zwany "high", podobny do powodowanego sztucznymi środkami pobudzającymi i pozwalającej kontynuować bieg bez względu na zmęczenie. Odczucie to znają również ludzie intensywnie, codziennie uprawiający jogging. Ponieważ dawka endomorfin jest codzienna, stają się oni od niej, w pewnym sensie, uzależnieni, lub wyrażając to innymi słowy, potrzebują jej i bez codziennej dawki swego długotrwałego biegu doznają odczuć znanych jako symptomy "wyjścia z nałogu".
Innym zastanawiającym faktem jest powszechny we wszystkich ludzkich kulturach zwyczaj zabijania (wyższych) zwierząt przed ich konsumpcją (Lieberman 1991), co różni nas, w sposób istotny, od naszych najbliższych żyjących ewolucyjnych krewnych - szympansów. Wreszcie nadzwyczaj zastanawiający fakt, że mózg ludzki jest w dużo mniejszym stopniu wrażliwy na wysoką temperaturę, niż mózgi zwierząt, co stwierdził w swych eksperymentach Brinnel (Brinnel et al. 1987: 209).
Zamiarem tej książki jest próba interpretacji tych i innych faktów, a także powiązanie ich w struktury przyczynowo-skutkowe. Jednym z takich faktów jest dynamika zmian objętości mózgu. Dynamika ta różni się znacznie w poszczególnych okresach ewolucji hominidów. Od około 2,0 mln lat do mniej więcej 300 000 lat temu objętość mózgu rosła wykładniczo (i jest najlepiej przybliżana funkcją wykładniczą (eksponencjalną)). Jak wiadomo, jest to matematyczne odzwierciedlenie lawinowych procesów i zapewne, z tego powodu, cytowany już Haldane uważał wzrost objętości mózgu za najszybszy znany mu proces ewolucyjny. Gdzieś około 200 000-300 000 lat temu wykładniczy charakter wzrostu objętości mózgu zmienia się; funkcja ma punkt przegięcia i wzrost objętości mózgu traci swą dynamikę - "wchodzi w nasycenie". Całość dyskutowanego przebiegu, od około 2,0 mln lat aż do około 100 000 lat temu, opisywana jest łącznie funkcją sigmoidalną (logistyczną) w kształcie litery S. Co ciekawsze, później, w ciągu ostatnich 100 000 lat, charakter funkcji się zmienia i krzywa logistyczna przestaje go opisywać. Około 100 000 lat temu występuje maksimum objętości mózgu w funkcji czasu, a potem już stabilizacja tej objętości, a nawet, być może, jej nieznaczny spadek.
Wydaje się, że każda teoria aspirująca do wyjaśnienia mechanizmu powstania mózgu ludzkiego powinna w związku z tym odpowiadać na następujące pytania:
Po pierwsze: Dlaczego wzrost rozpoczął się właśnie około 2,0 mln lat temu, a nie wcześniej, czy później.
Po drugie: Dlaczego wzrost był tak szybki (wykładniczy).
Po trzecie: Dlaczego szybki (wykładniczy) wzrost się zakończył i wystąpił punkt przegięcia.
Odpowiedziami na te pytania nie powinny być jedynie słowa lub nazwy zastępujące wyjaśnianie. Każdy z tych faktów powinien być uzasadniony konkretnym mechanizmem z repertuaru biologii ewolucyjnej. Dlatego też, przed przystąpieniem do prezentacji hipotezy, następny rozdział jest wprowadzeniem do pojęć i mechanizmów biologii ewolucyjnej w zakresie niezbędnym do dalszego wywodu.
Foley (1987: 47), komentując istniejący pogląd, że ułożone w chronologicznym porządku skamieliny wystarczą do uzyskania interpretacji ewolucji hominidów, stwierdził:
"...szczątki kopalne, bądź, zaprawdę wszelkie inne źródła informacji są uzależnione w swej wartości interpretacyjnej [w oryginale "significance"] od konstrukcji teoretycznej. Innymi słowy, tego czego brak w tym wyjaśnianiu ewolucji człowieka, to przyczyn, dla których jakakolwiek z tych zmian powinna zaistnieć, i mechanizmów, poprzez które [zmiany te] zaszły."
Homo sapiens sapiens jest podgatunkiem niezwykłym chociażby dlatego, że zrealizował swą ekspansję do niemal wszystkich istniejących habitatów naszej planety, co przedtem nie udało się żadnemu innemu gatunkowi. Istnieje zakorzeniony w tradycji naukowej pogląd, że pojawienie się człowieka jest w pewnym sensie konsekwencją ewolucji, której produkty stają się coraz bardziej złożone. Wzrost złożoności miałby uzasadniać nieuniknioność, lub co najmniej wysokie prawdopodobieństwo pojawienia się człowieka.
Jesteśmy odmiennego zdania. Nie negując faktu, że tendencja wzrostu złożoności mózgu jest jednym z nielicznych ukierunkowanych trendów ewolucji życia na Ziemi, podane zostanie uzasadnienie, że powstanie człowieka, takiego jakim jest, stanowi wynik niesłychanie mało prawdopodobnego procesu, bynajmniej nie sprowadzającego się wyłącznie do powstania mózgu ludzkiego. Zapewne proces ten był na tyle mało prawdopodobny, że zewnętrzny obserwator ewolucji życia na naszej planecie, jeśliby takowy istniał przed dwoma milionami lat, powinien oczekiwać Ziemi raczej bez człowieka, na podstawie przewidywania przyszłości ewolucyjnej istniejących wtedy hominidów.
Dyskutując niezwykłość człowieka Foley (1987: 2) uważa, że:
"albo różnice pomiędzy hominidami a innymi jednostkami taksonomicznymi mogły być daleko większe niż pomiędzy innymi gatunkami, albo też gatunek ludzki może być produktem unikalnych procesów, które nie oddziaływały na inne organizmy".
Wydaje się, że alternatywa wykluczająca (albo, albo; w oryginale either, or) niekoniecznie jest właściwa. Przypuszczać należy, że oba człony tego stwierdzenia, będąc prawdziwe, powinny być raczej łączone spójnikiem "lub". Oczywiście, behawior wczesnych hominidów można jedynie przybliżać zachowaniami antropoidów, a w szczególności szympansa. Zachowania narzędziowe szympansa, niespotykane u innych gatunków, były wspomniane w poprzednim rozdziale. Ponadto istnieje pogląd, że przynajmniej szympans i orangutan są istotami samoświadomymi, aczkolwiek samoświadomość ta jest istotnie różna od samoświadomości ludzkiej (Byrne 1995; Macphail 1998). W swych rozważaniach autorzy ci odwołują się do doświadczeń Gallupa (1970). Polegały one w zarysie na obserwacji zachowań małp przed lustrem, po tym jak w anestezyjnym uśpieniu (aby nie wiedziały o tym) bezwonna i niewyczuwalna dotykiem plamka farby została naniesiona na ich czoła. Istota doświadczenia polegała na stwierdzeniu, czy małpy są w stanie interpretować odbicie w lustrze jako swoje własne. Poza szympansem i orangutanem inne małpy ignorowały plamkę. Jedynie szympans i orangutan, mimo iż po obudzeniu z narkozy nie przejawiały swoim zachowaniem jakiejkolwiek wiedzy o istnieniu plamki, skoro tylko zauważyły odbicie swojej twarzy w lustrze, sięgały do plamki i dotykały jej w taki sposób jak czynią to ludzie (Byrne 1995: 114).
Goryle zachowania tego nie przejawiały. Jest to dość niezwykłe, bowiem goryl jest, jak już tu wspomniano, bliżej spokrewniony z człowiekiem niż orangutan. Z innych, odległych od człowieka gatunków jeszcze delfiny przejawiają w teście z plamką zachowanie podobne do szympansa i orangutana.
Wynika z tego zatem, że hominidy, jako bliskie ewolucyjnie szympansom, były zapewne gatunkami o znacznych możliwościach intelektualnych w porównaniu z innymi gatunkami. Jednakże istnieje zasadnicza różnica pomiędzy rozpoznawaniem plamki na swym czole a elementami obrzędów pogrzebowych przypisywanych już Homo sapiens neandertalensis, nie wspominając o przepaści dzielącej rozpoznawanie plamki od wolnej woli człowieczego "ja", oraz tego "ja" rozterek i problemów moralnych. Przepaść ta powstała ewolucyjnie, aczkolwiek w wyniku unikalnych procesów, które nie oddziaływały na inne, poza hominidami, gatunki. O tym mówi drugi człon alternatywy Foleya.
Relatywnie wysokie możliwości intelektualne osobników stanowiących punkt wyjściowy ewolucji hominidów nie były zapewne bez znaczenia. Umożliwiały one, drogą naśladownictwa (kulturową), rozpowszechnienie w populacji zachowań przypadkowo odkrytych przez jej osobników. Taki rodowód miało także rozłupywanie orzechów przez szympansy wspomniane w poprzednim rozdziale. Zachowanie takie dotyczy zazwyczaj tylko niektórych populacji, nie zaś całego gatunku. Na przykład egipski sęp (Neophron percnopterus) rozbija strusie jaja rzucając na nie kamienie (Byrne 1995: 89). Również w tym przypadku zachowanie to dotyczy niektórych populacji, nie zaś całego gatunku. Zarówno w przypadku szympansów, jak i sępów pożywienie zdobywane w wyuczony przez naśladownictwo, niekonwencjonalny sposób jest raczej uzupełnieniem diety niż jej istotą.
Jednakże, gdy źródła pożywienia, do zdobywania których gatunek jest dostosowany, są drastycznie ograniczone i w jakiejś populacji, przypadkiem, "wynaleziony" zostanie nowy sposób zdobywania pokarmu, istotnie różny od dotychczasowych, to rozprzestrzeni się on kulturowo w tej jednej populacji. Jeśli sposób ten zapewnia uzyskiwanie pokarmu w kolejnych pokoleniach, to wystąpi nacisk selekcyjny na wszelkie te cechy osobnicze, które ułatwiają zdobywanie pokarmu w ten nowy sposób. Nacisk ten będzie tym silniejszy, im bardziej skąpe są zasoby pożywienia zdobywane metodami dla gatunku tradycyjnymi. W konsekwencji wytworzą się nowe przystosowania, które mogą być istotnie różne od dotychczasowych, charakterystycznych wcześniej dla tego gatunku.
Uważamy, że opisana sytuacja stała się udziałem wczesnych hominidów. Dla bardziej szczegółowej analizy tych przypuszczeń potrzebna jest znajomość elementów procesu ewolucyjnego i zarys jego mechanizmów przedstawionych w następnym rozdziale. Jednakże, przed podjęciem takiej analizy, należy przedstawić warunki środowiskowe, które mogłyby spowodować szczególne przystosowania hominidów.
Okres ekspansji objętości mózgu hominidów przypada na fazę zaawansowanego globalnego zlodowacenia, które rozpoczęło się 10 mln lat temu. Zlodowacenie to było wyraźniejsze i bardziej powszechne w skali globu między 4 i 3 mln lat temu (Foley 1987). Według Mercera (1978) pokrywa lodowa najpierw utworzyła się na półkuli południowej około 3,5 mln lat temu, a potem - na północnej około 3,2 mln lat temu. Utworzenie pokrywy lodowej następowało więc w pliocenie, który trwał od 7 do 2 milionów lat temu, przechodząc właśnie 2 mln lat temu w następną epokę geologiczną - plejstocen. Dynamiczny wzrost objętości mózgu hominidów był głównie zdarzeniem plejstoceńskim.
Klimat właściwy zlodowaceniu trwa przez ostatnie 3 miliony lat. Przyczyny zaistnienia zlodowacenia szczegółowo przedstawia Reichholf (1992), od praprzyczyny zlodowacenia, którą było zamknięcie przesmyku wodnego między Ameryką Północną i Południową. Zamknięcie to nastąpiło wskutek działalności wulkanicznej w tym obszarze. Powstał wtedy Prąd Zatokowy (Golfstrom), być może jedna z najpoważniejszych konsekwencji połączenia obu Ameryk w jeden kontynent. Mimo ogrzewania Europy wprowadził on zakłócenie klimatyczne i, poprzez zmianę geografii opadów, wahania poziomów światowego oceanu (do około 100 metrów), w konsekwencji spowodował nadejście zlodowacenia.
Klimat zlodowacenia charakteryzuje się jednak licznymi interglacjałami, czyli okresami o wyższych temperaturach. W ostatnim interglacjale, który rozpoczął się około 10 000 lat temu, żyjemy obecnie. Cykle zlodowacenia/interglacjały powtarzały się wielokrotnie w plejstocenie, który trwał od 2 mln lat do 10 000 lat temu, przechodząc w holocen, czyli epokę współczesną. Prawdopodobnie w plejstocenie wystąpiło 20 takich cykli, spowodowanych zapewne zmianami orbity ziemskiej w stosunku do Słońca (Roberts 1984). W ciągu ostatniego miliona lat cykle te stały się częstsze, a ochłodzenia bardziej mroźne. Od 800 000 lat, przez środkowy i późny plejstocen, cykle te powtarzają się mniej więcej co 100 000 lat (ibid.). Globalne obniżenie temperatury powodowało zmniejszenie opadów w tropikach i lokalnie suchszy klimat. Obszary tropikalnego lasu poszerzały się, gdy nadchodziło interglacjalne ocieplenie i ulegały redukcji w czasie zlodowaceń. W szczycie zlodowacenia obszary lasów tropikalnych w Afryce i Ameryce były znacznie bardziej niż dziś ograniczone (Flenley 1979; Hamilton 1982).
W wyniku przerwania ciągłości lasu tropikalnego powstawały leśne wyspy, wiele z nich w terenach górzystych. Krajobraz został zdominowany przez sawannę i trawy ją porastające. Sawanna występuje w regionach o wyraźnych okresach suszy trwających od 2,5 do 10 miesięcy rocznie. Obszary takie charakteryzują się również znaczną zmiennością opadów, zarówno co do ich ilości, jak i rozkładu intensywności z roku na rok. Sezonowość opadów jest zasadniczą cechą sawanny i wpływa decydująco na biomasę zarówno jej flory, jak i fauny.
Sawanna w Afryce Wschodniej występuje od poziomu morza do aż około 2000 m nad jego poziom. Na ogół jednak jest to teren równinny z łagodnymi, nieznacznymi wzniesieniami. Ze względu na długotrwałe okresy suszy pożary są częste i w znacznej mierze kształtują wegetację na takich obszarach. Pomimo długich okresów suszy wegetacja roślinna dostarcza w ciągu roku mniej więcej połowę tego produktu co las tropikalny (1197 g na metr kwadratowy dla sawanny (Harris 1980: 17) i 2400 g na metr kwadratowy dla lasu tropikalnego (Murphy 1974)). Fauna sawanny jest stosunkowo bogata i zróżnicowana. Liczne stada kopytnych roślinożerców, również dziś tak charakterystyczne dla sawanny, są jej niezmiennym składnikiem. Ich liczebność jest proporcjonalna do ilości opadów. Nie są one jedynymi gatunkami występującymi na sawannie. W niektórych regionach sawanny liczba różnych gatunków występujących równocześnie na tym samym obszarze przekracza dwadzieścia. Różnorodne gatunki mięsożernych dość licznie występują na sawannie.
Najwcześniejszym znaczącym przystosowaniem hominidów do środowiska sawanny była dwunożność. Wszystkie one stały się gatunkami naziemnymi. Dowody kopalne z Afryki Wschodniej wskazują, że początki dwunożności sięgają w przeszłość co najmniej 3,5 mln lat, znacznie wcześniej nim objętość mózgu hominidów zaczęła znacząco przekraczać wartości charakterystyczne dla małp człekokształtnych.
Dwunożność wyprzedza również (choć nie tak znacznie jak w przypadku wzrostu objętości mózgu) pojawienie się narzędzi kamiennych, datowane, jak już wspomniano, na około 2,5 mln lat. Wraz z pojawieniem się narzędzi kły wczesnych hominidów zmniejszają się i przestają być wysunięte ponad rząd innych zębów, jak jest to u innych małp. Dowodzi to braku konieczności dalszego ich używania w celach agresji lub obrony. Należy przypuszczać, że funkcje te przejęły narzędzia w rękach dwunożnych. Z punktu widzenia tezy tej książki istotne jest to, że stałe i, sądząc po zaniku kłów, skuteczne używanie narzędzi było możliwe przy mózgu porównywalnym z mózgiem małp. W poprzednim rozdziale przytoczono argumenty dowodzące porównywalnej złożoności zachowań narzędziowych wczesnych hominidów i złożoności takich zachowań u szympansa. W odróżnieniu od szympansa, jednakże, u którego złożone zachowania narzędziowe są sporadyczne, u wczesnych hominidów były one zapewne codziennością. Mimo to, mózg o zakresie wielkości mózgów antropoidów wystarczał do codziennej, skutecznej "obsługi" takich zachowań narzędziowych.
Narzędzia kamienne stanowią niezniszczalne ślady obecności wczesnych hominidów i pozwalają określić obszary przez nich zamieszkałe. Narzędzia te są znajdowane na wszystkich równinach Afryki, od Przylądka Dobrej Nadziei poprzez sawanny Afryki Wschodniej, poprzez cały północny brzeg kontynentu afrykańskiego, aż do Oceanu Atlantyckiego (Brace 1998). Natomiast ani szczątków wczesnych hominidów, ani ich narzędzi prawie nie znaleziono w obszarach, które były pokryte lasem tropikalnym (ibid.). Tak więc habitatem wczesnych hominidów były tereny odkryte.
Po raz pierwszy szczątki wczesnych hominidów odkrył i zbadał Raymond A. Dart w roku 1924 w Afryce Południowej. Od niego też pochodzi nazwa tych hominidów: Australopithecus ("południowa małpa") africanus. Dalsze odkrycia doprowadziły do stosunkowo licznych znalezisk szczątków wczesnych hominidów. Dla wszystkich hominidów żyjących od powstania hominidów w pliocenie aż do plejstocenu przyjęto wspólną nazwę: Australopithecinae.
"Drzewo genealogiczne" hominidów stanowi kontrowersyjny temat w antropologii. Nie budzi dziś większych kontrowersji teza, że odszczepienie linii ewolucyjnej wiodącej (ostatecznie) ku Homo sapiens od linii wiodącej ku dzisiejszym antropoidom nastąpiło w pliocenie, około 5-7 mln lat temu w Afryce Wschodniej. Natomiast sporna pozostaje kwestia kształtu "drzewa genealogicznego" hominidów; mówiąc dokładniej - kwestia wielo- lub jednotorowości przebiegu ewolucji hominidów w okresie od późnego pliocenu. Spór sprowadza się, w zasadzie, do polemiki między zwolennikami dwu orientacji w interpretowaniu znaczenia przypisywanego różnicom morfologicznym między poszczególnymi znaleziskami hominidów kopalnych: orientacją "rozszczepiającą" (ang. "splitters") i "scalającą" (ang. "lumpers"). Ta druga, to tendencja do rozpatrywania materiału kopalnego jako wskazującego na głównie jednotorowy przebieg ewolucji hominidów, z niewielką liczbą - najwyżej dwóch lub trzech - przypadków wystąpienia specjacji, czyli ewolucji rozbieżnej wykraczającej poza zakres zróżnicowania rasowego w obrębie jednego gatunku biologicznego. Orientacja pierwsza to skłonność do upatrywania w tym samym materiale kopalnym dowodów na wielokrotnie zachodzące specjacje, czyli nieodwracalne rozwidlenia ewolucyjne.
Warto tu zauważyć, że, jak na to wskazał jeden z nas (Bielicki 2000), ze względu właśnie na nieodwracalność zdarzenia "specjacja", oraz na to, że dzisiejszy Homo sapiens jest wprawdzie silnie zróżnicowanym rasowo, ale jednym gatunkiem biologicznym - przyjęcie modelu "rozszczepiającego" wymusza natychmiast następującą konkluzję: wiele, a nawet większość odkrytych dotychczas kopalnych hominidów, to wcale nie nasi przodkowie, lecz, ślepe, bezpotomnie wymarłe, a zatem ewolucyjnie nieudane odgałęzienia boczne, bezpowrotnie odbiegłe od głównej trajektorii wiodącej od Australopithecus ramidus poprzez szereg jakichś, z reguły nieznanych, stadiów pośrednich, ku Homo sapiens.
Przykładem interpretacji "rozszczepiającej" jest silnie rozkrzewione drzewo genealogiczne hominidów zaproponowane przez Tattersala (2001). Zaczyna się ono od szczebla plioceńskich hominidów typu Australopithecus ramidus, jako od "korzenia", czyli gatunku wyjściowego, a następnie rozwidla się wielokrotnie, sugerując wystąpienie wśród hominidów (w ciągu pliocenu i plejstocenu) aż dziesięciu przypadków specjacji. Modelowi temu, oczywiście, towarzyszy długa lista nazw łacińskich oznaczających (rzekome) gatunki kopalne stanowiące odgałęzienia boczne; wśród nich umieszczony jest m. in. Homo erectus, Australopithecus africanus i Homo neandertalensis, przy czym kilka takich diagnoz, postulujących odrębność na szczeblu gatunkowym, odwołuje się do znalezisk fragmentarycznych: pojedynczych ułamków tworzoczaszki lub puszki mózgowej.
W tę właśnie konwencję wpisuje się doniesienie o szczątkach kopalnych z Kenii (Spoor et al. 2007), w którym postuluje się, że Homo habilis i Homo erectus, interpretowane dotąd jako następujące po sobie, kolejno, fazy jednego ciągu ewolucyjnego, były w okresie 1,5 mln lat dwoma odrębnymi, współczesnymi sobie gatunkami; miałoby to, zatem, wskazywać na jeszcze jeden przypadek specjacji wśród hominidów. Trzeba przy tym dodać, że (w "stylu" charakterystycznym dla zwolenników "orientacji rozszczepiającej") diagnoza powyższa oparta jest na porównaniu jednego zaledwie ułamka szczęki górnej datowanego na 1,5 mln lat i zakwalifikowanego jako Homo erectus, również z jednym fragmentem mózgoczaszki datowanym na 1,4 mln lat i zakwalifikowanym przez autorów pracy jako Homo habilis. Wyciąganie z tego materiału wniosku o współwystępowaniu tych gatunków wydaje się nam nieco pochopne.
Kontrowersję między obydwoma podejściami szczegółowo przedyskutował w cytowanym już artykule jeden z nas (Bielicki 2000; również Bielicki et al. 1994) wysuwając szereg argumentów natury statystycznej i ekologicznej (a także psychologicznej odnośnie do badaczy) przemawiających przeciw nadmiernemu mnożeniu liczby odgałęzień bocznych przekraczających, rzekomo, próg specjacji. Główny wśród tych argumentów wskazuje na ogromną, a często lekceważoną, rozpiętość zróżnicowania - w obrębie dzisiejszego gatunku Homo sapiens różnorodnych cech morfologicznych czaszki, i to również tych uznawanych za miary ewolucyjnego archaizmu, lub ewolucyjnego zaawansowania; chodzi tu o cechy takie jak pojemność puszki mózgowej, stopień jej wysklepienia wzwyż, stopień pochylenia kości czołowej, relatywna masywność zębów trzonowych itp. Zróżnicowanie widoczne w tych cechach, zarówno indywidualne (wewnątrz - populacyjne), jak i rasowe (międzypopulacyjne), jest ogromne. Przy tym nie ma podstaw do mniemania, że u hominidów plejstoceńskich nie było ono równie duże, zwłaszcza od momentu, gdy populacje praludzkie objęły swym zasięgiem tak odległe obszary Starego Świata jak Afryka i południowo-wschodnie peryferie Azji. Gdyby przyjąć optykę stosowaną w paleontologii przez "rozszczepiaczy", należałoby, na podstawie cech morfologicznych czaszki, uznać Aborygenów australijskich i tubylców Europy za dwa odrębne gatunki, a może zgoła rodzaje, biologiczne!
W książce tej przyjmujemy, że przebieg ewolucji hominidów w ciągu ostatnich 4 - 5 milionów lat można (na podstawie dotychczas znanych szczątków kopalnych) zadowalająco opisać akceptując tylko dwa, nie dające się zakwestionować, przypadki rozwidleń przekraczające próg sepecjacji. Pierwszym z nich było oddzielenie się, zapewne około 2,5 mln lat temu, australopiteków typu robustus i ich bezpotomne wymarcie około 1,2 mln lat temu, czyli w momencie, gdy pozostałe hominidy osiągnęły już szczebel ewolucyjny wczesnego Homo erectus. Drugim zaś - oddzielenie się od Homo erectus, być może około 0,5 mln lat temu populacji o gatunkowej nazwie Homo floresiensis, która do niedawna, bo aż do zaledwie kilkunastu tysięcy lat temu, przetrwała na wyspie Flores w zadziwiającej postaci tzw. hobbitów (dyskutowane w jednym z następnych rozdziałów tej książki).
Należy przy tym zauważyć, że problem odgałęzień w przebiegu ewolucji hominidów nie ma pierwszorzędnego znaczenia z punktu widzenia głównego wątku tej książki. Przedmiot naszych rozważań dotyczy bowiem pytania: jakie naciski selekcyjne spowodowały transformację przedludzkich (małpich) cech anatomii, fizjologii i psychiki w postać tych cech obserwowaną u współczesnego człowieka. Innymi słowy, rozważane tu są darwinowskie mechanizmy selekcji naturalnej, które napędzały ową transformację (ewolucyjny proces człowieczenia) w sposób zakończony sukcesem: wytworzeniem gatunku Homo sapiens sapiens.
Aby zaszła specjacja, konieczne są określone (omówione tu w poprzednim rozdziale) warunki ekologiczne. Wydaje się, że w warunkach habitatu wczesnych hominidów specjacja allopatryczna nie była zbyt prawdopodobna, chyba że rozkład geograficzny źródeł wody był na tyle rzadki, że poszczególne populacje hominidów byłyby przez wiele pokoleń rozdzielone sawanną nie do przebycia dla nich z braku dostatecznych zasobów wody w organizmie, wydatkowanej obficie przy chłodzeniu ciała parowaniem potu. Specjacja sympatryczna, w przypadku istniejących już hominidów (a nie ich powstania) nie wydaje się możliwa. W specjacji tej, przez długi okres, do powstania izolacji rozrodczej, w pełni zachowana jest możliwość posiadania płodnego potomstwa. Instynktowne odrzucanie partnerów seksualnych, z którymi potomstwo byłoby mniej wartościowe, w przypadku hominidów, przy wydłużonym czasie receptywności seksualnej samic i wynikającej z tego specyficznego behawioru w grupie (Chance & Mead 1988: 48) nie jest zapewne możliwe. Z tego również powodu liczne specjacje proponowane przez "rozszczepiaczy" nie wydają się prawdopodobne.
Najwcześniejszymi rozważanymi w tej książce hominidami są Australopithecinae.
Australopithecinae według Cambridge Encyklopedia of Human Evolution (1992: 458) jest wspólną nazwą dla członków grup wczesnych hominidów, które żyły w Afryce Południowej i Wschodniej pomiędzy około 4 (być może 5) i 1 mln lat temu. Australopithecinae: Australopithecus afarensis i Austrolopithecus africanus są zwykle przedstawiani jako typu gracilis (lekko zbudowany) i Paranthropus (lub Australopithecus) robustus oraz Paranthropus boisei jako typu robustus (ciężej zbudowany).
Australopithecinae byli dwunożni. Jednakże szczegóły budowy anatomicznej wskazują, że zachowali oni cechy wskazujące na częste wspinanie się na drzewa, czego brak u późniejszych hominidów. Cechy te sugerują, że, być może, drzewa nadal stanowiły dla nich nocne schronienie.
Cechą różniącą Australopithecinae od późniejszych hominidów, w tym Homo sapiens, był znaczny stopień dymorfizmu płciowego: wielkość osobnika męskiego przekraczała znacznie wielkość samicy; w przypadku Australopithecinae, niemal dwukrotnie. Wielkość dymorfizmu płciowego wiąże się z układem socjalnym wśród zwierząt i jest najmniejsza u zwierząt monogamicznych. Duży dymorfizm jest zazwyczaj rezultatem ostrej konkurencji samców w dostępie do samic. U zwierząt żyjących w grupie wysoki dymorfizm wskazuje na istnienie wybitnie nieegalitarnej społecznej struktury stada: albo silnie hierarchicznej (jak u szympansa), albo haremowej (jak u goryla i pawianów).
W późnym pliocenie w przystosowaniu pokarmowym Australopithecinae wystąpiły dwa wyraźne trendy. Wnioskować o nich można ze zmian w uzębieniu. U A. robustus następuje wyraźne powiększenie trzonowców (megadontia) wynikające z przystosowania do roślinnego pokarmu dostępnego na sawannie, a w szczególności do ziaren traw (Jolly 1970). Dalsze badania kopalnych szczątków uzębienia (Walker 1981; Grine 1981) potwierdziły fakt wysokiej twardości elementów stanowiących w dłuższych okresach pożywienie A. robustus. W tym samym czasie A. gracilis nie przejawia specjalizacji uzębienia charakterystycznej dla A. robustus. Wskazuje to na bardziej zróżnicowaną dietę i ukierunkowanie tej linii na wszystkożerność. Poza wielkościami zębów i szczęki te dwa gatunki Australopithecinae niewiele różniły się od siebie (Brace 1998). Wielkość ciała u obu gatunków była porównywalna i w obu gatunkach występował wysoki dymorfizm płciowy. Ta stosunkowo nieznaczna różnica, a dokładniej czynniki tę różnicę powodujące zadecydowały, że A. gracilis przekształcił się w linię Homo prowadzącą do człowieka, podczas gdy A. robustus wymarł około miliona lat temu. Istnieją przy tym spekulacje, że istniejący już wówczas Homo erectus walnie się do tego przyczynił jako drapieżca i łowca.
Jak trafnie zauważył Foley (1987: 211), zmiany adaptacyjne w uzębieniu selekcjonowane były głównie w okresach intensywnej selekcji, to znaczy w okresach, gdy pożywienia było niewiele. Odzwierciedlają więc one strategię uzyskiwania pożywienia w okresach suszy. Czym więc w okresach suszy żywił się A. gracilis, jeśli nie były to twarde nasiona? Poza nimi w okresie suszy wybór był niewielki. Zapewne było to mięso. Tak więc, można stwierdzić, że przynajmniej w okresach suszy stawał się on drapieżcą lub/i padlinożercą.
Był to nasz przodek. Na tej podstawie można by przedstawić przejście na mięsną dietę jako "wyższość ewolucyjną" linii Homo nad A. robustus, na tej samej zasadzie jak zostało zinterpretowane, wcześniej wspomniane, wytwarzanie narzędzi kamiennych przez Australopithecinae. Byłaby to jeszcze jedna błędna interpretacja. Fakty świadczą o tym, że specjalizacja w kierunku roślinożerności była w okresie swego ukształtowania bardziej skuteczna, niż brak tej specjalizacji. Proporcje w liczebności odnalezionych szczątków obu gatunków Australopithecinae jednoznacznie wskazują, że A. robustus występował znacznie częściej od przodka linii Homo. Foley (1987) podaje, że w Koobi Fora Austalopithecus boisei występuje dwa razy częściej niż Homo, podobnie jak w Formacji Shungura w Omo (Howell 1978). Różnice w częstości występowania obu linii są najbardziej drastyczne w Swartkrans Member 1, gdzie znaleziono szczątki 3 osobników Homo i 87 Australopithecus robustus.
Komentując te znaleziska Foley (1987: 243) pisze:
"Ta względna i absolutna obfitość [szczątków A. robustus] może, przynajmniej częściowo, być funkcją mocniejszej budowy Australopithecinae, a więc zwiększonej odporności na uszkodzenia pośmiertne. Obfitość ta jest jednak ostrzeżeniem przed przyjmowaniem założenia, że Homo - nasz własny przodek - nieuchronnie przewyższał swą konkurencyjnością Australopithecinae."
Tak więc w jakikolwiek sposób (łowiectwo lub/i padlinożerstwo) przodek nasz w tym okresie zdobywał mięsne pożywienie, był to sposób mało efektywny i mniej skuteczny niż w przypadku gatunku należącego do Australopithecinae wyspecjalizowanego w pokarmie pochodzenia roślinnego, który oddzielił się od linii Homo.
Wprowadzenie
Tezą tej książki jest twierdzenie, że scenariusz powstania człowieka był niezwykle mało prawdopodobny. A jednak się zdarzył!
Rozważając niezwykłość tego gatunku, jedynego, który opanował niemal wszystkie środowiska naszej planety i sięga poza nią, nie należy właściwie oczekiwać innego scenariusza jego powstania. W historii Ziemi, wśród wszystkich milionów gatunków, które istnieją i które wymarły, tylko ten jedyny odniósł taki sukces. Naszym zdaniem nie istniała żadna ekologiczna konieczność pojawienia się Homo sapiens. Po prostu, zgodnie z regułami ewolucji - tak się zdarzyło. Homo sapiens powstał przypadkiem.
Pytanie, dlaczego tak się stało, z samej definicji procesu ewolucji nie ma sensu.
Pytanie, jak to się stało, jest niełatwe.
Umysł osobników naszego gatunku jest unikalny. Postrzegamy rzeczywistość jak inne gatunki, ale ponadto (a naprawdę przede wszystkim) reprezentujemy rzeczywistość słowem (włączając w tę reprezentację czas tak trudno postrzegalny dla naszych zmysłów), podczas gdy szympans, nasz najbliższy ewolucyjny krewny latami uczy się rozłupywać skutecznie kamieniem orzechy i jest to bliskie kresowi jego intelektualnych możliwości.
Istnieje jednak jeszcze inny równie drastyczny rozziew między możliwościami naszego gatunku i wszystkich innych gatunków ssaków; rozziew przez nas, współczesnych, w odróżnieniu od wykorzystywanego do granic możliwości umysłu człowieka, niedostrzegany. Ta specyficznie człowiecza cecha, podobnie jak dziś krzesiwo - jest niewykorzystywana. Jest to nasz bieg: dwunożny skok, jakim biegamy, o dziwnym i unikalnym mechanizmie, różnym od biegów wszelkich innych gatunków, mogący trwać, przy swej niewielkiej szybkości, godzinami (patrz maraton), którego (gdy wymuszony) nie wytrzymuje ani pies, ani kangur, ani antylopa widłoroga - jeden z najszybszych ssaków, a nawet (w szczególnych warunkach) zebra.
Ten bieg tworzył człowieka, a jego umysł oraz krtań, którą mówi, to ewolucyjna "nagroda" za ten bieg.
By to jednak uzasadnić, należy przedstawić propozycję wyjaśniającą krok po kroku proces przekształcania Australopithecinae - naszych przodków sprzed kilku milionów lat - w człowieka. Każdy krok tego przekształcenia powinien być uzasadniony w kategoriach procesu ewolucji i zgodny z jej regułami.
Ewolucja jest procesem unikalnym. W procesie tym selekcja wymuszana okolicznościami przekształca gatunki. Tak jak w bryle kamienia potencjalnie zawarte są wszystkie rzeźby świata, tak w istniejącym gatunku zawarte są wszystkie jego potencjalne możliwości dostosowawcze. Gdy wykuwany kształt rzeźby przekracza wytrzymałość materiału, bryła kamienia pęka. Gdy okoliczności wymuszają przekształcenie ponad potencjalną plastyczność gatunku, gatunek ginie. Gdzieś w pobliżu granicy "wytrzymałości materiału" zawarte są te najdziwniejsze kształty ocierające się o rozpad. Sądzimy, że powstający człowiek był gatunkiem, który w decydującym dla swego przetrwania momencie, gdzieś ponad dwa miliony lat temu otarł się o niebyt.
Dwunożna małpa, gdy lasy jej dotychczasowego habitatu zanikły, znalazła się na sawannie i z braku innych lepszych możliwości dołączyła do gildii drapieżców - bez kłów i pazurów, atrybutów tej gildii. Co gorsza, nisze dla nocnych, wieczornych i porannych łowów były już dobrze obsadzone przez tych z kłami i pazurami. Pozostawało tylko polowanie w środku dnia, gdy tropikalne słońce grzeje najsilniej, a ustabilizowani w swym procederze łowcy drzemią. Jedynym atutem dwunożnej małpy w tej sytuacji był właśnie specyficzny długodystansowy bieg wynikający z jej dwunożności. I bieg ten właśnie stał się potem jej myśliwskim orężem nie mniej skutecznym niż kły i pazury. Do dziś niektóre plemiona polują w ten sposób zaganiając zwierzynę, aż padnie od udaru cieplnego. Wtedy żadne śmiercionośne narzędzia nie są już konieczne, a zdobycz przypadająca na pojedynczego łowcę jest większa niż w polowaniu grupowym. I udało się. Hominid, czyli nasz przodek, został groźnym drapieżcą.
Jest to więc ewolucyjna historia o Kopciuszku z happy endem, i to nie dlatego, że został skutecznym łowcą (takich gatunków było wiele), ale dlatego, że takie polowanie, przypadkiem, spowodowało narastającą objętość mózgu hominida. Bowiem powiększający się mózg stanowił równocześnie (a raczej przede wszystkim) "niezawodnościowy bufor termiczny", sam siebie chroniący w tym specyficznym biegu przed skutkami przegrzania. To był przypadek, zwany w biologii ewolucyjnej preadaptacją, bowiem tak powiększony mózg nadał się w przyszłości (przypadkiem) do mowy i abstrakcyjnego myślenia, budowy rakiet, laserów, bomby atomowej i innych atrybutów powodzenia Kopciuszka. Nie był to zresztą jedyny przypadek (jedyna preadaptacja do mowy) w historii Kopciuszka w drodze do globalnego sukcesu, ale o tym już w treści książki.
To nieco bajkowe wprowadzenie stanowi ze strony autorów pewną rekompensatę za dość złożone wywody książki, przez które Czytelnik musi przebrnąć, by dowiedzieć się, jak to wszystko się stało (a przynajmniej, jaki jest pogląd autorów w tej sprawie). Sama hipoteza ma trzydziestoletnią historię, jak widać z cytowanych, dotyczących jej, publikacji. Hipoteza preadaptacji do mowy i abstrakcyjnego myślenia (tzn. fakt, że mózg człowieka powstał z innych powodów niż mowa i abstrakcyjne myślenie, a potem przypadkiem był zarówno dla mowy, jak i takiego myślenia właściwy, czyli, że był do tego preadaptowany) w chwili ogłoszenia hipotezy, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, była szokującym koncepcyjnym novum. Zaprzeczała powszechnie przyjętemu przekonaniu, że mózg człowieka powstał, bowiem istniało zapotrzebowanie na coraz doskonalsze myślenie. Hipoteza przebrnęła przez ogień licznych naukowych polemik, pozostając do dziś aktualna. Dlatego też, po ponad ćwierćwieczu, została spisana w formie książki.
W latach 1999-2001 prof. Jacek Bańkowski poświęcił wiele czasu na analizę i dyskusję poprzedniej wersji tej książki, za co autorzy chcą mu wyrazić serdeczne podziękowania. Autorzy dziękują również profesorom Mieczysławowi Muraszkiewiczowi i Bolesławowi Szymańskiemu za cenne uwagi dotyczące systemowych aspektów tej książki, które przekazali nam w latach 2003-2005. Szczególne podziękowania chcieliby autorzy wyrazić profesorowi Leszkowi Kuźnickiemu za cenne uwagi z roku 2007 dotyczące preadaptacji i nowych rezultatów badań genetycznych.
I
Wielki Uskok powstał w lądzie Afryki około 8 mln lat temu. Był to okres niezwykłej aktywności wulkanicznej, tej samej, która wyniosła Tybet i rozpoczęła tym wyniesieniem czas monsunów w północno-zachodnich obszarach Oceanu Indyjskiego. Istniejąca już wcześniej szczelina tektoniczna uległa wtedy pogłębieniu, stając się Uskokiem, bowiem jej krawędzie zostały znacznie wypiętrzone. Również w tych czasach powstała wyżyna wschodnioafrykańska, gdzie dziś leży Etiopia. Cały obszar pomiędzy Uskokiem a Oceanem Indyjskim stał się wyżyną. Dzisiejsza nazwa Uskoku to Dolina Ryftowa lub Wielki Rów Afrykański. Jest to miejsce, gdzie rozchodzą się dwie płyty kontynentalnej skorupy naszej planety. Obszar ten, na południu obejmuje dolinę Luangwa (w Zambii) i od niej, w kierunku północnym, poprzez tereny, gdzie leży jezioro Turkana rozciąga się do Morza Czerwonego i dalej, wzdłuż niego, aż do południowo-zachodniej części Azji Mniejszej.
Podobnych ruchów tektonicznych, jak te, które zaszły w Afryce, geologiczna historia Ziemi zna wiele. Zmiany, które zaistniały wtedy w Dolinie Ryftowej, są o tyle istotne, że stanowiły pierwsze ogniwo w łańcuchu zdarzeń, które, aczkolwiek, każde z nich przypadkowe, doprowadziły do powstania gatunku Homo sapiens i jego podgatunku: Homo sapiens sapiens, czyli nas.
Już w późnym miocenie, tzn. około 14 mln lat temu, klimat Afryki uległ zasadniczym zmianom. Lasy tropikalne wczesnego miocenu, pokrywające środkową Afrykę od Oceanu Atlantyckiego do Indyjskiego, zanikały we wschodniej części Afryki. Tam gdzie przebiega Uskok, zastąpiły je lasy porastające kępami góry. Ponadto wynoszony stopniowo ruchami tektonicznymi zachodni brzeg szczeliny, jak i sam płaskowyż, zatrzymywały obfite deszczem chmury ciągnące z zachodu. Klimat wschodniej wyżyny zmienił się. Nastąpiło tam zestepowienie. Podczas gdy tereny na zachód od Uskoku pozostały wilgotne, zmiana klimatu na wschód od Doliny Ryftowej wywołała drastyczną zmianę ekosystemu wyżyny. Szereg występujących tu dotychczas gatunków drzew zanikło. Pozostały tylko lasy o zredukowanym podszyciu rosnące wzdłuż strumieni. Bezleśne obszary porosłe trawą, przerywane gdzieniegdzie kępą drzew, stały się dominującym elementem krajobrazu na wschód od Uskoku, aż do Oceanu Indyjskiego.
Wcześniej, zanim Uskok w pełni się uformował, gdzieś około 10 mln lat temu, żyły w Afryce Równikowej hominoidy (członkowie nadrodziny Hominoidae obejmującej człowieka, wielkie małpy, wraz z gibbonem, i ich wymarłych krewnych). Populacje hominoidów żyły w Afryce Równikowej w lasach ciągnących się poprzez cały kontynent, od Oceanu Atlantyckiego do Indyjskiego. W nadrodzinie tej wyróżnia się rodzinę Hominidae, czyli hominidy. Do rodziny hominidów należy człowiek oraz wszystkie te populacje i gatunki, z którymi człowiek dzieli swą ewolucyjną historię (z wyjątkiem Gorillinae, której przedstawicielami są goryl i szympans, jak i rodziny Pongidae, której przedstawicielem jest na przykład orangutan (Martin 1992: 20)).
Hominidy powstały w wyniku specjacji, którą Wielki Uskok spowodował w populacjach hominoidów. Specjacja jest procesem, który prowadzi do kladogenezy, czyli rozpadu jednego gatunku na dwa. Z definicji gatunku (Mayr 1970), który jest zbiorem "grup naturalnych populacji krzyżujących się, lub zdolnych do krzyżowania się, izolowanych rozrodczo od innych takich grup", wynika, że dla rozpadu gatunku na dwa odrębne, potomne gatunki, krzyżowanie między osobnikami tych potomnych gatunków musi ustać. Znane są dokładnie dwa rodzaje specjacji: allopatryczna i sympatryczna (ibid.).
Specjacja allopatryczna następuje wtedy, gdy na pewnym obszarze geograficznym zamieszkałym przez gatunek powstają takie warunki, że krzyżowanie między populacjami, a więc i przepływ genów między populacjami gatunku zostaje znacznie utrudniony lub uniemożliwiony. Przepływ genów może utrudniać łańcuch górski wyniesiony tektonicznie w obszarze zasiedlenia gatunku i rozdzielający ten obszar, a także jezioro, lub morze, którego obecność daje taki sam efekt, czy też szczelina tektoniczna. Może to być również źródło wody oddzielone od innych takich źródeł bezwodnym stepem, którego przebycie dla osobników gatunku nie jest łatwe. W wyniku powstania bariery, przepływ genów między tak wyodrębnionymi populacjami - częściami gatunku ustaje, a mutacje i dostosowania do różnych nacisków selekcyjnych, zazwyczaj nie tożsamych dla rozdzielonych populacji, z czasem prowadzą do takich zmian i różnic w zestawach genów tych populacji, że po odpowiednio wielu pokoleniach, nawet po likwidacji rozdzielających barier, czy zaistnieniu innych okoliczności, w których populacje powtórnie się spotkają, krzyżowanie, nawet jeśli zachodzi, nie prowadzi do powstania płodnego potomstwa. Tak więc, po odpowiedniej liczbie pokoleń w dwu populacjach pozostających w izolacji, ustanie tej izolacji nie prowadzi do zlania się odrębnych już pul genów tych populacji. Pozostają one jako dwa odrębne gatunki.
Specjacja sympatryczna prowadzi do takich samych rezultatów jak allopatryczna, pomimo że rozchodzące się populacje pozostają w ciągłym kontakcie. Rozpad gatunku (kladogeneza) następuje bez izolacji geograficznej. Możliwość takiego procesu jest intuicyjnie trudna do przyjęcia. Dlatego też, pomimo licznych faktów sugerujących istnienie takiej specjacji nie była ona w pełni akceptowana w biologii ewolucyjnej, aż do lat sześćdziesiątych ub. w., gdy Maynard Smith (1966) przekonywająco uzasadnił możliwość istnienia takiej specjacji. Konkretny mechanizm przebiegu tej specjacji oparty na jej modelu komputerowym został zaproponowany pod koniec lat osiemdziesiątych ub. w. (Fiałkowski 1988a, 1992a,b, 1994c). Okazało się, że specjacja ta może zajść, gdy osobnicy jednej populacji, w ciągu życia znacznej liczby pokoleń, pozostają w określonych warunkach selekcji (np. spowodowanych dwoma różnymi niszami ekologicznymi, do każdej z których część osobników jest znacząco lepiej dostosowana, niż do pozostałej) prowadzących do izolacji rozrodczej. Zaistnienie i trwanie takich warunków ma niewielkie prawdopodobieństwo. Dlatego też specjacja sympatryczna jest rzadka. Jednakże rezultaty badań z ostatnich lat (Patterson et al. 2006) wskazują na tę właśnie specjację wśród naszych praprzodków.
Powstanie hominidów jako wynik specjacji allopatrycznej wcześniej zostało przyjęte, nie bez dyskusji, przez antropologów. Na przykład Tobias (1996: 114) argumentował, że zwierzęta przekraczały barierę Wielkiego Uskoku, gdyż szczątki antylop i bawołów są znajdowane po obu jego stronach, co przeczyłoby tezie powstania bariery dostatecznie szczelnej, która jest konieczna dla zaistnienia specjacji allopatrycznej. Coppens (1996: 115), twórca tezy o allopatrycznej specjacji hominoidów dowodził, że w Afryce Wschodniej, w warstwach pochodzących z okresu od 8 do 3 milionów lat temu, wśród tysięcy skamieniałych szczątków różnych gatunków (około 200 000 znalezisk), również hominidów (około 2000), nie znaleziono ani jednego fragmentu szczątków szympansa lub goryla.
Rezultaty badań biologii molekularnej nie przeczą allopatrycznej specjacji hominidów. Sugerują one, że protogoryl oddzielił się od wspólnej linii protoszympansa/hominida pomiędzy 9 a 7 milionów lat temu, podczas gdy specjacja protoszympansa i protoplasty hominida odbywała się między 6,5 i 4,9 mln lat temu (Tobias 1996). Warto przy tym dodać, że pokrewieństwo człowieka z szympansem i gorylem jest dużo bliższe niż któregokolwiek z nich z orangutanem, którego oddzielenie się od wspólnej linii pozostałych szacowane jest na ponad 10 mln lat. Także wykopaliska potwierdzają ten czas powstania hominidów. Szczęki z Tabarin (Hill 1985) i Lothagam (Patterson, Behrensmeyer, Sill 1970) z Kenii, szacowane na 5,5 do 5 mln lat, uważane są za szczęki Sustralopithecinae, czyli najstarszych ewolucyjnie małp człekokształtnych.
O ile ewolucja protoszympansa i protogoryla przebiegała w środowisku zbliżonym do tego, jaki panował w całej Afryce Równikowej we wczesnym miocenie, o tyle hominidy wraz z innymi gatunkami Wyżyny Wschodniej znalazły się w jakościowo nowym środowisku i zostały poddane nowym naciskom selekcyjnym. Ich nowym środowiskiem stała się sawanna i step. Nowe naciski selekcyjne doprowadziły do szeregu adaptacji wymuszonych tym środowiskiem. Rezultatem tych nacisków jest pionizacja postawy i związany z nią nowy repertuar ruchowy, dostosowanie do nowej diety i zmiany objętości oraz organizacji mózgu. Dalsza ich ewolucja doprowadziła znacznie później, bo około 2 mln lat temu, do powstania Homo habilis, a potem (między 1,8 a 1,6 mln lat temu) Homo erectus. Czas ewolucji późniejszych hominidów, począwszy od powstania Homo habilis, jest tematem dalszych rozdziałów tej książki.
Wcześniejsze, najstarsze ewolucyjnie hominidy były niewielkie (niekiedy lżejsze niż 30 kilogramów), z niewielkim objętościowo mózgiem, dwunożne, jednakże nadal, jak ich przodkowie, wspinające się z łatwością na drzewa. Wspomniany już Coppens argumentuje, że jedną z zasadniczych zmian adaptacyjnych u wczesnych hominidów było pojawienie się u wczesnego hominida - Australopithecus afarensis kamiennych narzędzi, co według niego jest dowodem jakościowo nowej, nadzwyczaj zaawansowanej adaptacji kulturowej w tym nowym gatunku. Najstarsze takie narzędzia, w większości w postaci małych kwarcowych odłupków, są datowane na okres pomiędzy 3,3 a 3,2 mln lat temu ? 50 000 lat. Pięć do sześciu procent z nich nosi ślady wykonanych "zabiegów dostosowujących" ("retouches"). Jak pisze Coppens (1996: 107):
"Hominidy musiały używać kawałków drewna, kamienia lub kości, jak czynią to współczesne szympansy, aż pewnego dnia zapewne uderzyły jednym z nich o inny, by uczynić ten pierwszy bardziej wydajnym. Czyniąc to, postąpiły jeden krok, lecz o krok istotny dalej, niż współczesne szympansy."
Powstaje jednak zasadnicze pytanie, czy rzeczywiście jest to "zachowanie narzędziowe" jakościowo bardziej zaawansowane niż to, które przejawiają współczesne szympansy? Jedno z najbardziej zaawansowanych zachowań narzędziowych szympansa w warunkach naturalnych zawiera obserwacja Matsuzawy (1991). Podkreślenie warunków naturalnych obserwacji ma tu istotne znaczenie, bowiem w warunkach "eksperymentu z udziałem człowieka" zawsze istnieje możliwość, że w wyniku doświadczeń, w kontakcie z eksperymentatorem, szympans osiąga rezultaty lepsze, niż te, do jakich byłby zdolny w środowisku naturalnym.
Obserwacja Matsuzawy dotyczy przygotowania przez szympansa "stanowiska pracy" do rozłupywania orzechów. Rozłupywanie orzechów, jak wynika z obserwacji, jest czynnością niezwykle istotną dla szympansów. Metody rozłupywania, jeśli w populacji istnieją, przekazywane są pomiędzy osobnikami grupy jedynie kulturowo, czyli w drodze naśladownictwa i nauczania młodych osobników. Dowodem na to jest powszechność tego zachowania w obserwowanych przez badaczy populacjach w Afryce Zachodniej i całkowity brak takich zachowań w populacjach Afryki Centralnej i Wschodniej, pomimo zarówno twarde orzechy, jak i kamienie, które można używać w charakterze młota i kowadła, dostępne są na obu tych obszarach (Byrne 1995: 97).
W swym stadzie młody szympans uczy się techniki rozłupywania wiele lat i dopiero w okresie dojrzałości dochodzi do odpowiedniego poziomu efektywności wykonywania tego zadania. Matsuzawa zaobserwował, że gdy kamień planowany do wykorzystania jako kowadło był ruchomy, a więc niedostosowany do roli kowadła, szympans, przed przystąpieniem do czynności rozłupywania orzecha, unieruchamiał go kładąc klin z innej skały. Należy przy tym zauważyć, że nie każdy kawałek skalny może być takim klinem, a więc szympans musiał dokonać wyboru kamienia odpowiedniego kształtu. Zachowanie to w swej złożoności nie ustępuje w niczym modyfikacji łupka skalnego. Być może nie wymaga jedynie tak dużej zręczności ruchowej w porównaniu z modyfikacją kształtu łupka. Ponadto, cytując Byrna (ibid.: 97):
"Często modyfikacja [narzędzia przez szympansa] polega na usuwaniu części, co wskazuje, że szympansy potrafią określać potencjalne narzędzie "zawarte" w większym, nie narzędziowym obiekcie". Ponadto (ibid.: 98) "Bez jakichkolwiek instrukcji i demonstracji, Kanzi [szympans] nauczył się wytwarzania narzędzi kamiennych użytecznych do cięcia. Technika [wytwarzania] wybrana przez niego, zrzucanie kamienia na twardą powierzchnię, mogła być w regularnym użyciu przez hominidy wytwarzające olduwajskie narzędzia 1,5 mln lat temu, a niektóre z narzędzi Kanzi mogłyby zostać sklasyfikowane jako "olduwajskie" (N. Toth, informacja bezpośrednia)".
Podsumowując problem zachowań narzędziowych wczesnych hominidów, również Wynn (1988: 280) stwierdza:
"Aż do pojawienia się Homo erectus brak dowodów, by technologia znacząco przekraczała to, co jest znane w przypadku małp człekokształtnych".
Wydaje się więc, że cytowany wyżej wniosek o "znaczącym kroku" w zachowaniach kulturowych Australopithecus w porównaniu z szympansem jest nieuzasadniony. Nie jest to jednak odosobniony przypadek podkreślania zmian zaobserwowanych w linii hominidów jako "jakościowo nowych", "niezwykle istotnych" i najogólniej dopatrywania się w nich "elementów działań właściwych człowiekowi". Jest to przykład pewnej tendencji istniejącej w antropologii: interpretacja wielu faktów związanych z linią ewolucyjną człowieka często bywa nadinterpretacją ukierunkowaną na podkreślanie obecności człowieczych elementów od początków wyodrębnienia się hominidów jako nowej rodziny.
Interpretacje tego rodzaju, jak to napisał Foley (1987: 47),
"nakładają na przeszłość wzorce wynikające ze współczesnego stanu gatunku ludzkiego i jego warunków bytowych. [Jest] to tak jak czytanie książki detektywistycznej, gdy wiemy już, kto jest [w niej] mordercą. Ta wiedza, niewątpliwie, przedstawia w fałszywych barwach to, co czytamy we wcześniejszych partiach książki. Na przykład, ponieważ inteligencja i technologia stanowią zasadnicze elementy naszego dzisiejszego sukcesu, często zakładamy, że były one podstawowymi elementami naszych zachowań w przeszłości".
Dziś już wiadomo i istnieje co do tego konsensus naukowy, że wytwarzanie narzędzi nie stanowiło głównego nacisku selekcyjnego, czyli "czynnika napędowego" w ewolucji hominidów. Dobitnie stwierdza to cytowany już Wynn (1988: 280):
"Hominidy wytwarzały i używały 300 000 lat temu mniej więcej ten sam zakres narzędzi jak 1,5 mln lat temu [wczesny Homo erectus]. Doprawdy mało jest rzeczy w całym tym okresie, które można by wskazać jako innowacje".
Należy przy tym dodać, że 300 000 lat temu rozpoczął się już czas wczesnego Homo sapiens. Tak więc do pojawienia się Homo sapiens, czyli naszego już gatunku, pomimo faktu, że miary wielkości mózgu (tzw. "encephalization quotient" - EQ) dla późnego Homo erectus są zbliżone do wartości właściwych Homo sapiens (Passingham 1982), zachowania narzędziowe nie uległy zasadniczej zmianie.
Jakie wnioski nasuwają się z tego stwierdzenia? Wydaje się, że narzędzia nie były zasadniczym elementem w sposobie, w jaki Homo erectus zdobywał pożywienie. Jest to dziwna konkluzja dla łowcy, jakim był Homo erectus. Konkluzja ta będzie jeszcze dyskutowana w tej książce, również w kontekście przypuszczenia, że Homo erectus, jak twierdzą niektórzy badacze, mógł być jedynie padlinożercą. Nie sądzimy, by była to prawda, bowiem istnieją dowody (Bortz 1985; przedstawione w dalszych rozdziałach tej książki), że przez długi czas swej ewolucyjnej historii spożycie mięsa przez hominidy musiało być bardzo wysokie, a taka obfitość nie jest prawdopodobna dla wtórnych konsumentów mięsnych resztek w warunkach silnej o nie konkurencji. Równie silnym argumentem przeciw padlinożerstwu jest brak u człowieka kwasów żołądkowych o składzie charakterystycznym dla padlinożerców, tj. kwasów zabijających całkowicie bakterie zawarte w padlinie i unieszkodliwiających ich wydzieliny, jak stwierdza Reichholf (1992: 193) analizując, naszym zdaniem rzekome, padlinożerstwo hominidów.
Narzędziowy aspekt rozwoju hominidów jest również interesujący z innego punktu widzenia, tego, o którym pisał Foley w przedstawionym tu wcześniej cytacie. Jeszcze nie tak dawno uważano, że narzędzia stanowiły główny "czynnik napędowy" rozwoju hominidów. Należałoby się zastanowić, dlaczego tak uważano, bo przecież żadnych dowodów, jak dziś już wiadomo, na to nie ma i nie było. Otóż był to przypadek nieuzasadnionego przeniesienia w przeszłość zachowań narzędziowych istotnych współcześnie dla ludzkiej kultury.
Takie właśnie "nieuzasadnione przeniesienia" są główną przyczyną, dla której zachowania narzędziowe omawiane są już na wstępie tej książki. Spróbujemy bowiem wykazać, że podobnie jak odrzucony już pogląd o zachowaniach narzędziowych, które rzekomo stanowiły nacisk selekcyjny (tzn. "wymusiły") powstania mózgu człowieka, równie nieuzasadniony jest pogląd, że wysokie zapotrzebowanie na czynności intelektualne wymusiło powstanie ludzkiej inteligencji (tzn. stanowiłoby główny nacisk selekcyjny). Spróbujemy dalej uzasadnić, że we wczesnym okresie rozwoju hominidów "selekcja na inteligencję" nie mogła być pierwszoplanowym naciskiem selekcyjnym. Innymi słowy, mówiąc popularnie, mózg ludzki powstawał nie po to, by lepiej myśleć ("selekcja na inteligencję"), ale jako efekt uboczny innego dostosowania, wymuszonego całkowicie odmiennym naciskiem selekcyjnym. To "inne dostosowanie", będąc adaptacją pierwszoplanową dla przetrwania gatunku, jako swój efekt uboczny, spowodowało powstanie mózgu o znacznej objętości i zwiększonej równoległości połączeń między jego neuronami.
Właśnie wskutek swej wielkości i zrównoleglonej organizacji połączeń, tak powstały mózg miał znacznie wyższe, jakościowo nowe możliwości intelektualne. Możliwości te, które powstały przypadkiem, zostawały w pełni wykorzystywane ("zagospodarowywane") z pewnym opóźnieniem w stosunku do czasu ich powstania. Dopiero w efekcie wykorzystania tych możliwości powstał mózg człowieka. Mózg hominida był preadaptacją dla mowy i, wynikającego z niej, abstrakcyjnego myślenia człowieka.
O ile adaptacja polega na powstaniu dostosowania zmniejszającego nacisk selekcyjny, o tyle preadaptacja jest rozszerzeniem zastosowania takiej adaptacji na nowy, nieoczekiwany kontekst (przypadkiem, powstała już adaptacja może być wykorzystana do innego "celu", lub, mówiąc bardziej poprawnie, do zmniejszenia innego nacisku selekcyjnego, niż ten, wskutek którego powstała). Przykładem "zwykłej" adaptacji jest powstanie kopyta u konia. Jeden z palców (a dokładniej paznokieć środkowego palca (Reichholf 1992: 66)) kończyn przodka konia wykształcił się w kopyto, umożliwiając w stepowym środowisku konia szybszy bieg, a więc efektywniejsze przemieszczanie się na znaczne odległości (ibid.), bądź skuteczniejszą ucieczkę przed drapieżcami. Nacisk selekcyjny w kierunku szybkości i efektywności biegu został w ten sposób zmniejszony.
Adaptacją był również pęcherz pławny u ryb umożliwiający im utrzymywanie się, nawet bez ruchu, w wodzie (rekin nie posiadający pęcherza pławnego musi pozostawać w ciągłym ruchu, co wiąże się z dodatkowym wydatkiem energetycznym). Ta adaptacja (pęcherz pławny) nabrała charakteru preadaptacji, gdy w płytkich wodach przybrzeżnych ryby przebywały zarówno w środowisku wodnym, jak i powietrznym. Wtedy, przypadkiem, pęcherz pławny został wykorzystany do nowej funkcji: stał się zaczątkiem płuc. Z czasem, gdy lądowy tryb życia postryb się utrwalił, pęcherz zatracił swą pierwotną funkcję i wykorzystywany był nadal wyłącznie już w nowej funkcji - funkcji płuc. W tej nowej funkcji był też podmiotem dalszej ewolucji (stał się obiektem nowych nacisków selekcyjnych zasadniczo różnych od tych, które ukształtowały pęcherz pławny). Podobnie gruczoły mleczne powstały z gruczołów potowych (Long 1969), a więc gruczoły potowe były preadaptacją dla gruczołów mlecznych.
Preadaptacja jest więc "dwukontekstowa". Jest to dostosowanie (powstałe w wyniku jakiejś adaptacji), które przypadkiem "natrafia" na możliwość swego dodatkowego wykorzystania w nowym charakterze. To nieformalne wprowadzenie do pojęcia preadaptacji jest w biologii ewolucyjnej uściślone (Mayr 1970: 423). Uściślenie to podkreśla fakt, że strukturę uznaje się za preadaptowaną, gdy może ona podjąć nową funkcję bez zakłócania funkcji oryginalnej, bowiem przez jakiś czas obie te funkcje musi równocześnie podtrzymywać. Mechanizm preadaptacji został zauważony już przez Darwina (1859: 190) i omówiony przez niego właśnie na przykładzie pęcherza pławnego ryb:
"...narząd mógł być modyfikowany do jakichś innych i zupełnie różnych celów. (...) Przykład pęcherza pławnego ryb jest trafny, ponieważ wskazuje nam jasno wysoce istotny fakt, że pewien organ wcześniej skonstruowany dla jednego celu, mianowicie unoszenia się [w wodzie], może być przekształcony do całkowicie innego celu, a mianowicie oddychania."
Bardziej systemowo sformułowane porównanie mechanizmów adaptacji i preadaptacji jest zwięźlejsze. W adaptacji funkcja poprzedza strukturę (zwiększanie efektywności ucieczki poprzedza kopyto). W preadaptacji struktura poprzedza (nową) funkcję (pęcherz pławny poprzedza funkcję oddychania powietrzem, którą, przypadkiem, umożliwił).
Ponieważ pojęcie preadaptacji jest zasadnicze dla scenariusza wydarzeń proponowanego w tej książce, chcielibyśmy odwołać się do szczegółowej, krytycznej dyskusji tego pojęcia przeprowadzonej przez Kuźnickiego i Urbanka (1967, tom II: 242-245). Autorzy ci stwierdzają, że koncepcja preadaptacji, w jej wersji klasycznej z pierwszej połowy XX wieku jest "niejasna i niejednoznaczna" i "nie może być utrzymana". Postulowała ona bowiem:
"...spontaniczne, przypadkowe powstawanie nowych cech [organizmu] nie mających aktualnie pozytywnego znaczenia przystosowawczego, lecz stanowiących zarazem przyszłościowe, "gotowe" przystosowania do innego środowiska, do którego organizm może ewentualnie przejść w swym dalszym rozwoju ewolucyjnym.
Zasadniczym momentem określającym koncepcję preadaptacji w jej klasycznym ujęciu jest pojmowanie procesu powstawania nowych przystosowań, czyli adaptacjogenezy, jak zjawiska przypadkowego, tj. początkowo niezależnego od środowiska, w którym dany organizm żyje. Wynika z tego teza, że pozytywne znaczenie przystosowawcze zostaje nabywane przez struktury i funkcje organizmu niejako a posteriori, zaś początkowo nie mają one określonego znaczenia przystosowawczego.(...) ...teoria preadaptacji napotyka trudności od strony genetycznej. Przemiany ewolucyjne polegające na zmianach przystosowań nie mogą być pojmowane jako bezpośrednie rezultaty pojedynczych mutacji, uważanych przez zwolenników hipotezy preadaptacji za elementarne przystosowania. (...) ...wszystkie przemiany ewolucyjne nie mogą stanowić prostego rezultatu pojedynczej mutacji, lecz stanowią zjawisko bardziej złożone, związane z koniecznością rozprzestrzeniania się i utrwalania mutacji w strukturze genetycznej populacji. Procesy takie zachodzą zazwyczaj przy udziale doboru naturalnego, tj. dopiero wtedy, gdy mutacje okażą się przystosowawczo korzystne (zaczynają spełniać funkcje). (...) Przystosowania prospektywne nie są odrębnym rodzajem przystosowań (...). Jest to posiadanie cech umożliwiających zmianę przystosowań (...). Ich prospektywność wyraża się tym, że istniejąca struktura może przejąć nowe funkcje, obok swej funkcji pierwotnej."
Zaprezentowana przez nas w tym rozdziale koncepcja preadaptacji, choć wyrażona nieco innym językiem, jest dokładnie zbieżna z wnioskami Kuźnickiego i Urbanaka. W szczególności jest ona zgodna z następującymi tezami:
1. Narząd (np. pęcherz pławny u niektórych gatunków ryb z epoki dewońskiej), który z czasem okazał się strukturą preadaptowaną do przejęcia nowej, innej niż pierwotna funkcji (mianowicie funkcji oddechowej - po przekształceniu go w płuca pierwszych kręgowców lądowych, płazów), miał złożone podłoże genetyczne: nie był, ani w swej postaci "wyjściowej", ani docelowej, wytworem mutacji pojedynczego genu.
2. Jego przekształcenie, konieczne do przyjęcia nowej roli przystosowawczej (przekształcenie pęcherza pławnego z narządu o znaczeniu hydrostatycznym w płuco, narząd umożliwiający oddychanie powietrzem atmosferycznym), następowało stopniowo, pod naciskiem selekcji naturalnej.
3. Narząd, który z dzisiejszej perspektywy możemy uznać za preadaptację, pełnił również pierwotnie, przed owym przekształceniem, określoną funkcję przystosowawczą, jednakże całkowicie odmienną, niż po przekształceniu (w przypadku pęcherza pławnego - funkcję hydrostatyczną, nie zaś oddechową).
4. O tym, że narząd ów w swej postaci "wyjściowej" miał niejako ukryty "potencjał prospektywny", tzn. że okazał się preadaptacją do przyszłej, nowej sytuacji życiowej gatunku (do opuszczenia środowiska wodnego i rozpoczęcia życia na lądzie), potrafimy, w zasadzie, orzec dopiero ex post nigdy a priori. Dzieje się tak dlatego, że ewolucja gatunku, o tyle, o ile napędza ją mechanizm selekcji naturalnej, jest procesem w pełni "ślepym na przyszłość". Mówiąc dokładniej jest procesem wyłącznie nadążnym, a nie "wyprzedzającym". Jej istotą bowiem jest tylko nadążanie (niekiedy bez powodzenia!) za aktualnie dokonującymi się zmianami warunków życiowych populacji, nigdy natomiast wytwarzanie przystosowań początkowo "milczących", obliczonych na sytuacje przyszłe, nawet te wysoce prawdopodobne, ale jeszcze nie istniejące.
Hipotetyczny obserwator, z zarania epoki dewońskiej, bez względu na swą wiedzę, lecz nie znający przyszłości, nie mógłby jednoznacznie przewidzieć późniejszego wykorzystania pęcherza pławnego niektórych ówczesnych gatunków ryb do wytworzenia płuc (tzn. że pęcherz pławny okaże się preadaptacją).
Otóż dokładnie w tym samym sensie rozumieć należy sformułowaną w tej książce tezę, że, wymuszone początkowo wyłącznie przez stres termiczny wynikający z biegów wytrzymałościowych, zwielokrotnione (poprzez adaptację niezawodnościową) sieci neuronów w mózgach plioceńskich praczłowiekowatych okażą się morfologiczną preadaptacją do mowy i późniejszego (i jak się okazało fenomenalnie wielkiego!) wzmożenia, u potomków tych istot, poznawczych mocy intelektu.
Do roku 1978 wszystkie, bez wyjątku, propozycje wyjaśnienia ewolucyjnego powstania mózgu ludzkiego zakładały mechanizm adaptacji. Innymi słowy, dla wyjaśniania powstania mózgu ludzkiego przyjmowano, że nacisk selekcyjny w kierunku zwiększania efektywności (funkcji) myślenia poprzedzał strukturę myślącą: mózg ludzki. Tak więc, przy takim podejściu, rozwiązywanie myślowe problemów (takie jak, na przykład, planowanie nowych narzędzi, czy koalicji w praludzkiej grupie) tworzyłoby nacisk selekcyjny na wzrost złożoności mózgu i dlatego złożoność ta byłaby pozytywnie selekcjonowana (wzrastała). Zadowala to naszą intuicję. Wątpliwości pojawiają się, gdy stwierdzenie takie poddać szczegółowej analizie stosując metody biologii ewolucyjnej.
Po pierwsze: Adaptacja i struktura z niej wynikająca doskonalona jest w pełnieniu swej funkcji adaptacyjnej tak długo, jak długo istnieje nacisk selekcyjny. Znaczy to tyle, że jeśli mniej doskonałe kopyto końskie wystarczałoby, na przykład, do skutecznej ucieczki przed wszystkimi drapieżcami, przestałoby ono być doskonalone (nacisk selekcyjny osłabłby tak znacznie, że adaptacja, którą nacisk ten powodował, pozostałaby niemal na stałym, osiągniętym wcześniej poziomie, oczywiście pod warunkiem, że możliwości drapieżców nie zmieniałyby się). Przy "wyrównującym do nacisku selekcyjnego", czyli "nadążnym" mechanizmie narastania adaptacji, należałoby więc z konieczności przyjąć, że problemy intelektualne stojące przed Homo erectus (bowiem wtedy właśnie nastąpił znaczący wzrost objętości mózgu) były tak złożone, że wymusiły powstanie dużego mózgu o EC ("encephalization quotient") zbliżonym do EC mózgu Homo sapiens (bo taki był, według cytowanego już Passinghama (1982), EC późnego Homo erectus, czyli mózgi w relacji do ciała były porównywalne).
Absurdalność zakładania tak wysokich wymogów intelektualnych jako nacisku selekcyjnego w przypadku Homo erectus jest oczywista, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że u Homo erectus nie nastąpił nawet większy postęp w używaniu narzędzi (cytowany już Wynn, 1988). Mówiąc po prostu (i nie ewolucyjnie): do czego mógł być potrzebny Homo erectus tak zaawansowany mózg? Dla rozwiązywania jakich problemów?
By wyjaśnić tę kwestię, zwolennicy "selekcji na inteligencję" zgrupowani pod wspólną etykietą Machiavellian Intelligence twierdzą, że stosunki socjalne w grupie były tak złożone, że nic mniej złożonego niż mózg porównywalny z ludzkim nie mógł im podołać. W książce Machiavellian Intelligence Chance & Mead (1988: 48) tak formułują swoje stanowisko w tej kwestii:
"Dlatego też konkludujemy, że pojawienie się człowieka nastąpiło częściowo z powodu współzawodnictwa o pozycję społeczną dającą dostęp do trygonalnej sfery społecznej aktywności, w której sukces był nagradzany premią rozrodczości...."
Nie negujemy bynajmniej podejścia autorów Machiavellian Intelligence, jednakże sądzimy, że tego typu selekcja jest selekcją niezbyt intensywną, która istniała zawsze, nawet u przodków szympansa. U ludzi mogła się ona nasilić w czasie, gdy istniała już mowa i spowodowane nią złożone relacje, tzn. od około 250 000 lat temu (w ostatnich latach niemal osiągnięto naukowy konsensus, że w tym właśnie czasie mowa powstała (np. Lieberman 1991: 109).
Jednakże, gdy zaistniała już mowa, na podstawie szczątków kopalnych wiemy, że objętość mózgu nie odbiegała znacząco od wielkości właściwej współczesnym ludziom. Tak więc, gdy powstały warunki dla zwiększonej selekcji "na inteligencję", czyli selekcji według mechanizmów proponowanych przez Machiavellian Intelligence, mózg, o objętości porównywalnej ze współczesną, już istniał. Selekcja ta mogła zapewne powodować zmianę organizacji, lub kształtować pewne struktury mózgu; nie mogła jednak być przyczyną wzrostu jego objętości. Podkreślić przy tym należy powtórnie, że mimo trudności z ustaleniem wyzwań intelektualnych dla Homo erectus, właśnie okres Homo erectus jest najbardziej dynamiczny dla wzrostu objętości mózgu.
Mimo że Machiavellian Intelligence czerpie przykłady zwodniczych i machiawelistycznych zachowań w dużej mierze z obserwacji grup szympansów, nie postuluje ona jednakże, by w gatunku szympansa miały szansę powstawać adaptacje podobne postulowanym przez nią intelektualnym adaptacjom w linii hominidów. Czyżby więc milcząco zakładała, że adaptacje te u hominidów powinny i mogły zachodzić, bowiem są oni naszymi przodkami? Rodowód takiego rozumowania stanowiłby dość oczywisty przykład badawczo błędnego podejścia, o którym pisze, cytowany tu wcześniej, Foley.
Po drugie: gdy (przy podejściu podobnym do reductio ad absurdum) założyć nawet na chwilę, że "selekcja na inteligencję" w przypadku Homo erectus istniała, to biologia ewolucyjna wskazuje, że tak dynamiczna adaptacja mogła postępować w wyniku znacznie zwiększonej przeżywalności inteligentniejszych osobników.
Inna ewolucyjna możliwość takiej selekcji sprowadza się do zróżnicowanej płodności inteligentniejszych osobników, co postuluje właśnie Machiavellian Intelligence. Znacznie zwiększona płodność bardziej inteligentnych osobników, przy tak szybko postępującej adaptacji, musiałaby być zbliżona do monopolu seksualnego tych osobników (to znaczy najinteligentniejsi mają bardzo wiele dzieci, podczas gdy inni mają ich znacznie, znacznie mniej). We współpracującej grupie hominidów taki monopol seksualny jest trudny do zaakceptowania. Monopol tak efektywny nie istnieje również u szympansów, gatunku naszych najbliższych żyjących ewolucyjnych krewnych. Ponadto w grupie szympansów raczej siła niż inteligencja określa wtórnie poziom płodności osobników. W każdym innym rozwiązaniu różnym od monopolu seksualnego najinteligentniejszych, selekcja poprzez zróżnicowaną płodność nie uzasadnia, takiego jak obserwowany, tempa narastania adaptacji. Jest ono niezwykle szybkie w porównaniu z innymi procesami ewolucyjnymi. Reichholf (1992: 99) stwierdza:
"Takiego wysokiego tempa ewolucji [jak w przejściu do człowieka] nie notuje się w odniesieniu do żadnego wcześniejszego etapu rozwoju naczelnych w okresie trzeciorzędu. Procesy zachodzące wcześniej na przestrzeni milionów lat odbyły się teraz w ciągu setek tysięcy lat, a może nawet w jeszcze krótszym czasie". (tłumaczenie E. i J. Kaźmierczakowie).
Po trzecie: jak już wspomnieliśmy, szybki postęp adaptacji oznacza silną selekcję. Wzrost objętości mózgu był zmianą ewolucyjnie niezwykle szybką w klasie bardzo szybkich zmian. Opisywany jest krzywą logistyczną (krzywa w kształcie litery S), przy czym większość tego najszybszego (wykładniczego) wzrostu przypada na okres Homo erectus. Haldane (cytowany przez Mayra (1970: 384)) twierdził, że wzrost objętości mózgu ludzkiego jest najszybszą, znaną mu, zmianą ewolucyjną. Obserwacja Haldane'a wskazuje na nadzwyczaj intensywną, jeśli nie drastyczną selekcję, w wyniku której zwiększała się u hominidów objętość mózgu.
W odróżnieniu od omówionej selekcji przez zróżnicowaną płodność, drastyczna selekcja poprzez zróżnicowaną przeżywalność może powodować tak szybkie postępy adaptacji. Jednakże, trudno sobie wyobrazić, by wśród osobników pozostających w kooperującej grupie przeżywali tylko najinteligentniejsi. Szczególnie trudna do zaakceptowania przy tej selekcji jest konieczność wysokiej śmiertelności wśród mniej inteligentnych osobników i to w unikalnej pod pewnym względem (wśród Hominoidae) linii Homo, w której, przynajmniej dziś, u Homo sapiens sapiens następuje w grupie podział pokarmu przyniesionego przez łowcę bez względu na pokrewieństwo z obdzielanymi pokarmem członkami grupy.
Tak więc, w warunkach kooperującej grupy, zróżnicowana przeżywalność bardziej inteligentnych osobników mogłaby wynikać raczej z selekcji, której przyczyny leżały poza grupą, i ochronną otoczką, którą grupa stanowiła dla swych członków. Jeśli jednakże naciski selekcyjne pochodziły spoza grupy, nie mogły być równocześnie naciskami socjalnymi, co postuluje Machiavellian Intelligence. Tę sprzeczność z założeniem przyjmowanym w Machiavellian Intelligence chcieliśmy właśnie wykazać (reductio ad absurdum).
Uzasadniony wydaje się więc wniosek, że mechanizmy selekcyjne wynikające z postulatów Machiavellian Intelligence nie mogły spowodować dostatecznie intensywnej selekcji, by była ona zgodna z obserwowaną szybkością narastania objętości mózgu stwierdzoną w szczątkach kopalnych.
W świetle istniejących faktów i stosowania krok po kroku metod biologii ewolucyjnej wiele wskazuje na to, że wzrost wielkości mózgu w wyniku "selekcji na inteligencję", czyli jako adaptacja, w okresie Homo erectus i wcześniej nie mógł zaistnieć. Nie mógł podobnie zistnieć, jak odrzucony już, a przez dziesiątki lat powszechnie przyjmowany mechanizm wzrostu objętości mózgu jako wynik nacisku selekcyjnego powodowanego wytwarzaniem narzędzi. Podejrzewamy, że oba te podejścia mają ten sam, wspomniany tu poprzednio, Foleyowski rodowód.
Wśród wszystkich hominoidów Homo sapiens sapiens jest tym, czym byłby pegaz wśród gatunków koniowatych, gdyby takowy istniał. Gdyby pegaz rzeczywiście istniał, tłumaczenie jego powstania adaptacją, czyli procesem selekcji, które galop udoskonaliło do lotu, być może zadowoliłoby naszą intuicję (skoro pegaz już by istniał, a jego powstanie wymagało wyjaśnienia), lecz tłumaczenie to powinno wzbudzić głęboką nieufność na gruncie biologii ewolucyjnej.
Prowadząc w końcu lat sześćdziesiątych ub. w. badania nad ewolucją jako procesem abstrakcyjnym (nie w biologii, lecz poprzez modelowanie ewolucji struktur cyfrowych w komputerach; Fiałkowski 1969, 1971) jeden z nas nabrał przekonania, że powstanie mózgu ludzkiego w procesie ewolucji było zapewne efektem ubocznym jakiegoś procesu, różnego od "selekcji na inteligencję". Zasadniczy problem polegał na identyfikacji mechanizmu takiego procesu, który mógłby zostać zaproponowany jako przyczynowo-skutkowy ciąg zdarzeń uzasadniających powstanie mózgu człowieka. Dwie prace przeczytane w tym czasie miały istotny wpływ na zaproponowaną wtedy hipotezę. Była to praca drugiego z nas (Bielicki 1969) o sprzężeniach zwrotnych w procesie ewolucyjnego kształtowania się mózgu człowieka i niezależnie od niej matematyczny model von Neumanna (1963) o syntezie niezawodnych systemów z zawodnych elementów.
Ostatecznie propozycje rozwiązania problemu zostały przedstawione w roku 1978 w pracy: Early hominid brain evolution and heat stress: a hypothesis (Fiałkowski 1978). W pracy tej po raz pierwszy w antropologii inny proces niż doskonalenie myślenia został zaproponowany jako ewolucyjny mechanizm powstania mózgu człowieka.
Po upływie trzydziestu lat pozostawionych na dyskusje i krytykę hipotezy, której konstrukcja jest dość złożona i obca intuicji, zebrawszy wszelkie konstruktywne uwagi krytyczne i powstałe w tym czasie rozszerzenia, hipoteza i różnorodne wynikające z niej konsekwencje przedstawione są w formie książki. Jest to właśnie ta książka.