Historia Manon Lescaut i kawalera des Grieux - Antoine-François Prévost D'exiles

Kup ebooka

12.30 zł
9.28 zł (8,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa autora

Przygody kawalera des Grieux mogłem był włączyć w moje pamiętniki; wydało mi się wszakże, iż wobec braku ściślejszego związku milej będzie czytelnikowi ujrzeć je oddzielnie. Opowieść tych rozmiarów stanowiłaby zbyt długą przerwę w wątku mych własnych dziejów. Daleki jestem od pretensji do tytułu wzorowego pisarza, mimo to wiem, iż należy opowiadanie oczyścić z epizodów, które by je czyniły ciężkim i zawiłym. Zasadę tę głosił już Horacy:

 

Ut iam nunc dicat, iam nunc debentia dici,

Pleraque differat, ac praesens in tempus omittat

 

(Trzeba z miejsca mówić, co z miejsca mówić należy,

zaś resztę odłożyć na później i na razie opuścić.

Horacy, "De artepoetica", w. 43-14).

 

Nie trzeba nawet takiego autorytetu, aby dowieść prawdy równie prostej; zdrowy rozsądek jest źródłem tego prawidła.

Jeśli czytelnik znalazł jakiś powab i zaciekawienie w dziejach mego życia, ośmielam się przyrzec, iż niemniej będzie zadowolony z tego dodatku. W postępkach pana des Grieux ujrzy straszliwy przykład namiętności. Odmaluję tu młodego szaleńca, który depce własne szczęście, aby się rzucić w ostateczne niedole; który, przy bogatych darach dających prawo do najświetniejszych nadziei, samochcąc przekłada pokątne i niesławne życie nad wszystkie przywileje losu i natury; przewiduje swe nieszczęście nie chcąc ich uniknąć; czuje je i jęczy pod nimi, wzdragając się korzystać z lekarstw, jakie życzliwa ręka podsuwa mu bez ustanku. Jest to charakter dwoisty, mieszanina cnót i błędów, dobrych uczuć i złych postępków - oto główne rysy obrazu. Zdrowo myślące osoby nie będą uważały tego dzieła za bezużyteczną pracę. Poza przyjemnością lektury mało się znajdzie w tej powiastce szczegółów, które by nie mogły posłużyć ku poprawie obyczajów, moim zaś zdaniem, niemałą oddaje usługę czytelnikom, kto ich uczy wśród zabawy.

Zastanowiwszy się bodaj trochę nad przepisami moralnymi, nie podobna się nie zdumiewać widząc, jak równocześnie ludzie szanują je i zaniedbują. Mimo woli pytamy o przyczynę dziwactw serca ludzkiego, które każą nam smakować w pojęciach dobra i doskonałości, tak bardzo oddalając się od nich w praktyce. Niechaj osoby pewnej miary umysłu i wychowania zechcą się zastanowić, jaka jest najczęstsza treść ich rozmów, a nawet rozmyślań. Łatwo im będzie zauważyć, iż zwracają się one prawie zawsze ku jakimś roztrząsaniem moralnym. Najmilsze chwile to te, które spędza się albo samemu, albo z przyjacielem, gwarząc szczerze o powabach cnoty, o słodyczach przyjaźni, o sposobach osiągnięcia szczęścia, o słabościach natury, które oddalają nas od niego, o lekarstwach zdolnych słabości te uleczyć. Horacy i Boileau określają to zatrudnienie jako jeden z najpiękniejszych rysów tworzących obraz szczęśliwego życia. Czym dzieje się tedy, że człowiek tak łatwo osuwa się z tych wysokich dociekań i spada rychło na poziom pospólstwa? Jeśli się nie mylę, oto powód sprzeczności naszych pojęć a naszego postępowania: wszelkie przepisy moralne są to zasady nieokreślone i ogólne, bardzo tedy jest trudno zastosować je w poszczególnym wypadku do naszych obyczajów i postępków.

Weźmy na przykładzie: szlachetne dusze rozumieją, iż dobroć i ludzkość są to cnoty pełne powabu, tym samym czują się skłonne praktykować te cnoty; ale niech przyjdzie chwila działania, często znajdą się w niepewności. Czy, w istocie, jest sposobność po temu? Jak określić właściwą miarę? Czy nie zachodzi omyłka co do przedmiotu?

Sto trudności wstrzymuje nas: lękamy się wyjść na dudków idąc za porywem dobroci i hojności, uchodzić za słabych okazując zbytnią miękkość i czułość, słowem, obawiamy się przekroczyć lub nie dopełnić miary obowiązków kryjących się nazbyt mglisto w ogólnych pojęciach ludzkości i dobroci. W tej niepewności jedynie doświadczenie lub przykład mogą pokierować skłonnością serca. Owóż doświadczenie nie jest to zdobycz, którą by każdy mógł posiąść na zawołanie; zależy ono od sytuacyj, w jakie wtrącą nas koleje losu. Pozostaje więc jedynie przykład, on musi większości osób posłużyć za wskazówkę w praktykowaniu cnoty.

Dla tego właśnie rodzaju czytelników dzieła takie jak niniejsze mogą się stać ogromną korzyścią, o ile kreśli je uczciwe i rozsądne pióro. Każdy fakt jest w nich promieniem światła, nauką zdolną zastąpić doświadczenie, każda przygoda wzorem; trzeba jedynie dostosować je do okoliczności. Całe dzieło to traktat moralny rozłożony na miłe i zajmujące przykłady.

Surowy czytelnik zgorszy się może, iż w moim wieku podejmuję pióro, aby spisywać burzliwe przygody miłości; ale jeśli przytoczone przed chwilą uwagi są słuszne, starczą za usprawiedliwienie; jeśli błędne, omyłka moja będzie mi wymówką.

Część druga

Cudowne jest zaiste, jak Opatrzność wiąże z sobą wypadki. Ledwieśmy uszli kilkaset kroków, człowiek jakiś, którego twarzy nie widziałem, poznał Lescauta. Szukał go zapewne w pobliżu domu, w nieszczęsnym zamiarze, który też wykonał.

- To Lescaut! - rzekł paląc doń z pistoletu - pójdzie tej nocy wieczerzać z aniołami.

Natychmiast potem umknął. Lescaut padł nie dając śladu życia. Przynagliłem Manon do

ucieczki; pomoc jej byłaby bezużyteczna trupowi, lękałem się zaś, abyśmy nie wpadli w ręce rontu, który mógł się zjawić lada chwila. Pomknąłem wraz z nią i służącym w przecznicę. Manon była tak wzruszona, że ledwie zdołałem ją podtrzymać. Wreszcie spostrzegłem dorożkę na rogu. Wsiedliśmy. Ale kiedy woźnica spytał, dokąd ma nas zawieźć, znalazłem się w kłopocie. Nie miałem żadnego bezpiecznego schronienia ani też zaufanego przyjaciela, do którego ośmieliłbym się uciec. Byłem bez pieniędzy, miałem ledwie pół pistola w sakiewce. Przestrach i znużenie wyczerpały Manon do tego stopnia, iż wlokła się na wpół zemdlona. Wyobraźnię moją przepełniał smutny los Lescauta, wreszcie nie byłem jeszcze wolny od obaw przed rontem. Co postanowić? Przypomniałem sobie szczęśliwie oberżę w Chaillot, gdzie spędziłem niegdyś kilka dni z Manon, nim znaleźliśmy stałe mieszkanie. Spodziewałem się nie tylko, iż znajdę tam bezpieczne schronienie, ale także, iż będziemy mogli przebyć jakiś czas, nie nagleni o natychmiastową zapłatę.

Seconde partie

C'est quelque chose d'admirable que la mani?re dont la Providence enchaîne les événements. A peine avions-nous marché cinq ou six minutes, qu'un homme dont je ne découvris point le visage reconnut Lescaut. Il le cherchait sans doute aux environs de chez lui, avec le malheureux dessein qu'il exécuta. "C'est Lescaut, dit-il, en lui lâchant un coup de pistolet; il ira souper ce soir avec les anges." Il se déroba aussitôt. Lescaut tomba, sans le moindre mouvement de vie. Je pressai Manon de fuir, car nos secours étaient inutiles a un cadavre, et je craignais d'?tre arr?té par le guet, qui ne pouvait tarder a paraître. J'enfilai, avec elle et le valet, la premi?re petite rue qui croisait. Elle était si éperdue que j'avais de la peine a la soutenir. Enfin j'aperçus un fiacre au bout de la rue. Nous y montâmes. Mais lorsque le cocher me demanda o? il fallait nous conduire, je fus embarrassé a lui répondre. Je n'avais point d'asile assuré, ni d'ami de confiance a qui j'osasse avoir recours. J'étais sans argent, n'ayant gu?re plus d'une demi-pistole dans ma bourse. La frayeur et la fatigue avaient tellement incommodé Manon, qu'elle était a demi pâmée pr?s de moi. J'avais d'ailleurs l'imagination remplie du meurtre de Lescaut, et je n'étais pas encore sans appréhension de la part du guet. Quel parti prendre? Je me souvins heureusement de l'auberge de Chaillot, o? j'avais passé quelques jours avec Manon lorsque nous étions allés dans ce village pour y demeurer. J'espérais non-seulement y ?tre en s?reté, mais y pouvoir vivre quelque temps sans ?tre pressé de payer. "M?ne-nous a Chaillot," dis-je au cocher. Il refusa d'y aller si tard a moins d'une pistole; autre sujet d'embarras. Enfin nous convînmes de six francs: c'était toute la somme qui restait dans ma bourse.

Część pierwsza

Pozwolę sobie zawrócić czytelnika do okresu mego życia, w którym spotkałem po raz pierwszy kawalera des Grieux. Było to mniej więcej na pół roku przed wyjazdem do Hiszpanii. Mimo iż rzadko opuszczałem mą samotnię, wzgląd na córkę skłaniał mnie niekiedy do małych podróży, które zresztą skracałem, ile mogłem.

Wracałem jednego dnia z Rouen, dokąd udałem się na jej prośby. Chodziło o dopilnowanie pewnej sprawy toczącej się w Normandii, a tyczącej posiadłości, jaka spadła na mą córkę po dziadku. Puściwszy się przez Evreux, gdzie stanąłem na nocleg, przybyłem nazajutrz na obiad do Passy. Wjeżdżając do miasta ujrzałem ze zdziwieniem, że cała ludność jest mocno poruszona. Kto żył, wypadał z domu, aby pędzić do bram gospody, przed którą stały dwa zamknięte wehikuły. Konie, nie wyprzężone jeszcze, dymiące od zmęczenia i upału, świadczyły jasno, iż pojazdy dopiero co przybyły.

Zatrzymałem się chwilę, aby spytać o powód zbiegowiska, ale niewiele mogłem się dowiedzieć od gawiedzi, która nie zwracała żadnej uwagi na moje pytania. Wszystko tłoczyło się do gospody, popychając się bezładnie. Wreszcie jakiś stróż bezpieczeństwa, strojny w pas skórzany, z muszkietem na ramieniu, ukazał się w progu; dałem znak, aby podszedł bliżej. Poprosiłem, aby mi wyjaśnił powód tego zgiełku.

- To nic, panie - odparł - ot, odprowadzam wraz z kompanami do Hawru tuzin ladacznic, gdzie załadujemy je do Ameryki. Jest między nimi kilka wcale ładnych, stąd zapewne ciekawość wieśniaków.

Byłbym się oddalił po tym wyjaśnieniu; zatrzymały mnie krzyki starej kobiety, która wyszła z oberży załamując ręce i wołając, że to, co się tam dzieje, to barbarzyństwo, rzecz budząca grozę i współczucie.

- O cóż chodzi? - spytałem.

- Ach, panie, wejdź pan - odparła - i spójrz, czy serce nie może stopnieć od tego widoku.

Ciekawość kazała mi zsiąść z konia, rzuciłem uzdę stajennemu. Wszedłem, przepychając

się przez tłum, i ujrzałem w istocie widok dość wzruszający.

Pośród dwunastu dziewcząt, związanych z sobą po sześć, znajdowała się jedna, której postać i fizjognomia tak były sprzeczne z jej stanem, iż w każdej innej okoliczności wziąłbym ją za osobę z najlepszego towarzystwa. Smutek malujący się na twarzy, zaniedbanie bielizny i odzieży tak niewiele zdołały jej odjąć uroku, iż widok ten tchnął we mnie szacunek i litość. Mimo to, o ile tylko łańcuch pozwalał, starała się odwrócić, aby umknąć twarz oczom ciekawych. Wysiłek, z jakim siliła się ukryć, był tak naturalny, że widocznie płynął z uczucia skromności.

Ponieważ strażnicy, którzy w liczbie sześciu towarzyszyli nieszczęśliwej gromadce, znajdowali się również w izbie, wziąłem naczelnika ich na stronę i poprosiłem o wyjaśnienie losów ładnej dziewczyny. Niewiele umiał mi powiedzieć.

- Wzięliśmy ją ze Szpitala (Szpital Powszechny - osławione więzienie dla kobiet) - rzekł - na rozkaz naczelnika policji. Trudno przypuszczać, aby ją tam zamknięto za nadmiar cnoty. Próbowałem pytać jej w drodze; uparcie odmawia odpowiedzi. Jednak mimo że nie dostałem rozkazu, aby się z nią obchodzić lepiej niż z innymi, mam dla niej nieco względów, wydaje mi się z lepszej mąki niż jej towarzyszki. Oto - dodał strażnik - młody panicz, który lepiej ode mnie mógłby pana pouczyć o przyczynie jej nieszczęścia. Towarzyszy nam od samego Paryża, nie przestając ani na chwilę płakać. Musi to być brat albo kochanek.

Zwróciłem się w kąt, gdzie siedział ów młody człowiek, pogrążony w głębokiej zadumie. Nie zdarzyło mi się widzieć żywszego obrazu boleści. Ubrany był skromnie, ale na pierwszy rzut oka poznać było człowieka wzrosłego w przywilejach urodzenia i wychowania.

Zbliżyłem się. Wstał na mój widok; w oczach, twarzy i ruchach malowało się coś tak wykwintnego i szlachetnego, iż uczułem dlań niewytłumaczoną życzliwość.

- Niech się pan nie krępuje - rzekłem siadając obok. - Czy zechce pan zaspokoić ciekawość, jaką budzi we mnie ta piękna osoba, nie stworzona zaiste do tak smutnego losu?

Odpowiedział z całą uprzejmością, iż może mnie objaśnić w tej mierze, nie zdradzając wszakże własnego nazwiska; są ważne przyczyny, które mu każą pozostać nieznanym.

- Mogę panu wszelako powiedzieć, co nie jest tajne tym nędznikom - ciągnął wskazując strażników - iż kocham tę osobę namiętną miłością; miłość ta czyni mnie najnieszczęśliwszym z ludzi. Użyłem w Paryżu wszystkich dróg, aby uzyskać jej wolność. Prośby, chytrość i siła okazały się daremne, postanowiłem tedy towarzyszyć jej, choćby na koniec świata. Wsiądę wraz z nią na statek. Pojadę do Ameryki.

- Ale to już ostateczna nieludzkość, te nędzne łotry - dodał mówiąc o strażnikach - nie pozwalają mi zbliżyć się do niej! Zamiarem moim było napaść ich otwarcie o kilka mil za Paryżem. Stowarzyszyłem się z czterema ludźmi, którzy za znaczną kwotę przyrzekli mi pomoc. Zdrajcy zostawili mnie w krytycznej chwili i uciekli unosząc wyłudzoną zapłatę. Niepodobieństwo użycia siły kazało mi złożyć broń. Uprosiłem strażników, aby mi pozwolili bodaj towarzyszyć konwojowi w zamian za sowitą nagrodę. Pragnienie zysku skłoniło ich do zgody. Żądali, abym się opłacał za każdym razem, kiedy mi pozwolą mówić z ukochaną. Sakiewka moja wyczerpała się rychło; i teraz, gdy jestem bez grosza, barbarzyńcy śmią mnie odtrącać, ilekroć próbuję się zbliżyć. Przed chwilą, kiedy się odważyłem podejść mimo ich pogróżek, bezczelni zamierzyli się na mnie kolbami! Aby zaspokoić ich chciwość i móc podążać za nimi bodaj pieszo, muszę sprzedać lichego konia, który mi dotąd służył.

Mimo iż młodzieniec opowiadał na pozór dość spokojnie, kończąc uronił kilka łez. Przygoda zdała mi się niezwykła i wzruszająca.

- Nie nalegam - rzekłem - aby mi pan odsłaniał tajemnice swego życia, ale jeśli mogę być w czym użyteczny, gotów jestem.

- Niestety! - odparł - nie widzę ani promyka nadziei. Trzeba mi poddać się srogości losu. Pojadę do Ameryki. Będę tam bodaj wolny obok tej, którą kocham. Pisałem do jednego z przyjaciół, przyśle mi niewielki zasiłek do Havre-de-Grace. Trudność jedynie w tym, aby się tam dostać i aby tej biednej istocie - dodał spoglądając smutno na kochankę - przynieść jakąś ulgę w drodze.

- Dobrze więc! - rzekłem - położę koniec pańskim kłopotom. Oto nieco pieniędzy, proszę, chciej pan przyjąć. Przykro mi, że nie mogę służyć mu w inny sposób.

Dałem mu cztery złote ludwiki bacząc, by strażnicy nie widzieli; sądziłem słusznie, iż gdyby podejrzewali go o posiadanie tej kwoty, drożej sprzedawaliby swe ustępstwa. Przyszło mi nawet do głowy zawrzeć z nimi układ i uzyskać dla młodego kochanka swobodę przebywania z ulubioną aż do Hawru. Dałem znak starszemu, aby się zbliżył, i zrobiłem tę propozycję. Mimo swej czelności zawstydził się nieco.

- To nie znaczy proszę pana - odparł z zakłopotaną miną - abyśmy mu bronili rozmowy z dziewczyną, ale ten pan chciałby bez przerwy być przy niej; to nam przysparza kłopotu, słuszne jest tedy, aby płacił za ten kłopot.

- No - rzekłem - ileż trzeba, aby ten kłopot przestał wam dolegać? Bezczelnik zażądał dwa ludwiki. Dałem mu je bez targu.

- Ale strzeż się - rzekłem - niech wam nie przyjdzie do głowy jakie szelmostwo; zostawię temu panu swój adres i bądźcie pewni, iż w razie czego potrafię was ukarać.

Cała przygoda kosztowała mnie tedy sześć ludwików.

Avis de l'auteur

Quoique j'eusse pu faire entrer dans mes Mémoires les aventures du chevalier des Grieux, il m'a semblé que, n'y ayant point un rapport nécessaire, le lecteur trouverait plus de satisfaction a les voir séparément. Un récit de cette longueur aurait interrompu trop longtemps le fil de ma propre histoire. Tout éloigné que je suis de prétendre a la qualité d'écrivain exact, je n'ignore point qu'une narration doit ?tre déchargée des circonstances qui la rendraient pesante et embarrassée; c'est le précepte d'Horace:

 

Ut jam nunc dicat jam nunc debentia dici,

Pleraque differat, ac praesens in tempus omittat.

 

Il n'est pas m?me besoin d'une si grave autorité pour prouver une vérité si simple; car le bon sens est la premi?re source de cette r?gle.

Si le public a trouvé quelque chose d'agréable et d'intéressant dans l'histoire de ma vie, j'ose lui promettre qu'il ne sera pas moins satisfait de cette addition. Il verra, dans la conduite de M. des Grieux, un exemple terrible de la force des passions. J'ai a peindre un jeune aveugle qui refuse d'?tre heureux pour se précipiter volontairement dans les derni?res infortunes; qui, avec toutes les qualités dont se forme le plus brillant mérite, préf?re par choix une vie obscure et vagabonde a tous les avantages de la fortune et de la nature; qui prévoit ses malheurs sans vouloir les éviter; qui les sent et qui en est accablé sans profiter des rem?des qu'on lui offre sans cesse, et qui peuvent a tous moments les finir; enfin un caract?re ambigu, un mélange de vertus et de vices, un contraste perpétuel de bons sentiments et d'actions mauvaises: tel est le fond du tableau que je présente. Les personnes de bon sens ne regarderont point un ouvrage de cette nature comme un travail inutile. Outre le plaisir d'une lecture agréable, on y trouvera peu d'événements qui ne puissent servir a l'instruction des m?urs; et c'est rendre, a mon avis, un service considérable au public, que de l'instruire en l'amusant.

On ne peut réfléchir sur les préceptes de la morale, sans ?tre étonné de les voir tout a la fois estimés et négligés; et l'on se demande la raison de cette bizarrerie du c?ur humain, qui lui fait go?ter des idées de bien et de perfection dont il s'éloigne dans la pratique. Si les personnes d'un certain ordre d'esprit et de politesse veulent examiner quelle est la mati?re la plus commune de leurs conversations, ou m?me de leurs r?veries solitaires, il leur sera aisé de remarquer qu'elles tournent presque toujours sur quelques considérations morales. Les plus doux moments de leur vie sont ceux qu'ils passent, ou seuls ou avec un ami, a s'entretenir a c?ur ouvert des charmes de la vertu, des douceurs de l'amitié, des moyens d'arriver au bonheur des faiblesses de la nature qui nous en éloignent, et des rem?des qui peuvent les guérir. Horace et Boileau marquent cet entretien comme un des plus beaux traits dont ils composent l'image d'une vie heureuse. Comment arrive-t-il donc qu'on tombe si facilement de ces hautes spéculations et qu'on se retrouve sitôt au niveau du commun des hommes? Je suis trompé, si la raison que je vais en apporter n'explique bien cette contradiction de nos idées et de notre conduite: c'est que, tous les préceptes de la morale n'étant que des principes vagues et généraux, il est tr?s difficile d'en faire une application particuli?re au détail des m?urs et des action.

Mettons la chose dans un exemple: les âmes bien nées sentent que la douceur et l'humanité sont des vertus aimables, et sont portées d'inclination a les pratiquer; mais sont-elles au moment de l'exercice, elles demeurent souvent suspendues. En est-ce réellement l'occasion? sait-on bien qu'elle en doit ?tre la mesure? ne se trompe-t-on point sur l'objet?

Cent difficultés arr?tent: on craint de devenir dupe en voulant ?tre bien faisant et libéral; de passer pour faible en paraissant trop tendre et trop sensible; en un mot, d'excéder ou de ne pas remplir assez des devoirs qui sont renfermés d'une mani?re trop obscure dans les notions générales d'humanité et de douceur. Dans cette incertitude, il n'y a que l'expérience ou l'exemple qui puisse déterminer raisonnablement le penchant du c?ur. Or l'expérience n'est point un avantage qu'il soit libre a tout le monde de se donner; elle dépend des situations différentes o? l'on se trouve placé par la fortune. Il ne reste donc que l'exemple qui puisse servir de r?gle a quantité de personnes dans l'exercice de la vertu.

C'est précisément pour cette sorte de lecteurs que des ouvrages tels que celui-ci peuvent ?tre d'une extr?me utilité, du moins lorsqu'ils sont écrits par une personne d'honneur et de bon sens. Chaque fait qu'on y rapporte est un degré de lumi?re, une instruction qui supplée a l'expérience; chaque aventure est un mod?le d'apr?s lequel on peut se former; il n'y manque que d'?tre ajusté aux circonstances o? l'on se trouve. L'ouvrage entier est un traité de morale, réduit agréablement en exercice.

Un lecteur sév?re s'offensera peut-?tre de me voir reprendre la plume, a mon âge pour écrire des aventures de fortune et d'amour: mais, si la réflexion que je viens de faire est solide, elle me justifie; si elle est fausse, mon erreur sera mon excuse.