1. O szczęściu na nowo
1
O szczęściu na nowo
Wstęp
Dwa tysiące trzysta lat temu Arystoteles doszedł do wniosku, że ludzie,
zarówno mężczyźni, jak i kobiety, ponad wszystko poszukują
szczęścia2. Jest ono dla nas wartością samo w sobie;
wszystkie inne cele, do których dążymy -?zdrowie, piękno, bogactwo czy
władza -?mają znaczenie tylko dlatego, że spodziewamy się, iż osiągając
je, staniemy się szczęśliwi. Od czasów Arystotelesa wiele się zmieniło.
Nasz poziom zrozumienia wszechświata i atomów przeszedł wszelkie
oczekiwania. W porównaniu ze współczesnym człowiekiem wyposażonym w wiedzę, która daje siłę i władzę, greccy bogowie przypominają bezradne
dzieci. A jednak nasze podejście do najważniejszej sprawy nie uległo w ciągu wieków większym zmianom. Nie rozumiemy, czym jest szczęście,
podobnie jak nie rozumiał tego Arystoteles. Można by nawet powiedzieć,
że nie poczyniliśmy żadnych postępów w uczeniu się, jak osiągnąć ten
pożądany przez nas błogi stan.
Obecnie jesteśmy zdrowsi i żyjemy dłużej, a nawet najmniej zamożni z nas
mają dostęp do luksusów, o jakich kilkadziesiąt lat temu nikt nie śmiał
marzyć (w pałacu Króla Słońce nie było wielu łazienek, właściciele
średniowiecznych majątków rzadko posiadali krzesła, a żaden rzymski
cesarz nie mógł włączyć telewizora, aby odegnać nudę)3; możemy też
korzystać z ogromnego dorobku naukowego ludzkości. Pomimo tego
współcześni ludzie często czują, że marnują swoje życie, a zamiast pełni
szczęścia nieustannie doświadczają lęku i znudzenia.
Czy takie jest nasze przeznaczenie? Czy mamy pozostać niespełnieni? Czy
każdy człowiek zawsze będzie pragnął czegoś więcej, niż może mieć? A może nieustanne poczucie niezadowolenia, które często zatruwa nawet
najwspanialsze chwile naszego życia, wynika z tego, że szukamy szczęścia
w niewłaściwych miejscach? Celem tej książki jest wykorzystanie pewnych
narzędzi stosowanych we współczesnej psychologii do refleksji nad
odwiecznym pytaniem: kiedy ludzie czują się najbardziej szczęśliwi?
Jeśli uda nam się odnaleźć na nie odpowiedź, być może wreszcie nauczymy
się układać sobie życie tak, by szczęście odgrywało w nim większą rolę.
Dwadzieścia pięć lat przed rozpoczęciem pracy nad tą książką dokonałem
pewnego odkrycia, uświadomiłem to sobie jednak dopiero po upływie ćwierć
wieku. Nazywanie mojego wniosku odkryciem może być nieco mylące, gdyż
dotyczy on sprawy znanej ludziom od zarania dziejów. A jednak słowo to
wydaje się właściwe, ponieważ zwróciłem uwagę na dobrze znany fakt,
który nie został wcześniej opisany ani wyjaśniony w ramach odpowiedniej
dziedziny naukowej -?w tym wypadku psychologii. Poświęciłem więc ćwierć
wieku na badanie tego ulotnego zjawiska.
"Odkryłem" mianowicie, że szczęście nie jest czymś, co się wydarza. Nie
jest ono wynikiem sprzyjającego losu ani dziełem przypadku. Nie można go
kupić za pieniądze ani uzyskać dzięki posiadanej władzy. Nie zależy też
ono od zewnętrznych wydarzeń, lecz jest efektem tego, jak te wydarzenia
interpretujemy. To stan, na który każdy z nas musi sam się przygotować,
a gdy już go osiągnie -?dbać o niego i go chronić. Osoby, które nauczą
się kontrolować swoje wewnętrzne doświadczenia, będą mogły decydować o jakości własnego życia -?a jest to zdolność, która w największym stopniu
umożliwia zbliżenie się do pełni szczęścia.
Nie można jednak osiągnąć szczęścia, poszukując go świadomie. Jak pisał
John Stuart Mill, "ci tylko są szczęśliwi (...), których myśli są
skierowane ku jakiemuś przedmiotowi innemu, niż ich własna
szczęśliwość"4. Szczęście przychodzi nie wtedy, kiedy
staramy się je znaleźć, lecz gdy angażujemy się bez reszty w każdy -
zarówno dobry, jak i zły -?aspekt naszego życia. Austriacki psycholog
Viktor Frankl podsumował to pięknie w przedmowie do książki Człowiek w poszukiwaniu sensu:
Nie gońcie za sukcesem -?im bardziej ku niemu dążycie, czyniąc z niego
swój jedyny cel, tym częściej on was omija. Do sukcesu bowiem, tak jak
do szczęścia, nie można dążyć; musi on z czegoś wynikać i występuje
jedynie jako niezamierzony rezultat naszego zaangażowania w dzieło
większe i ważniejsze od nas samych5.
Jak więc możemy osiągnąć ten nieuchwytny cel, do którego nie można
dotrzeć bezpośrednio? Badania, które przeprowadziłem w ostatnich
dwudziestu pięciu latach, przekonały mnie, że jest na to sposób. To
okrężna droga, która rozpoczyna się od zyskania kontroli nad swoją
świadomością.
Nasze przekonania na temat własnego życia są wynikiem działania wielu
sił decydujących o kształcie naszego doświadczenia. Każda z nich wpływa
na to, czy czujemy się dobrze, czy źle. Większość tych sił pozostaje
poza naszą kontrolą. Nie mamy wielkiego wpływu na to, jak wyglądamy,
jaki mamy temperament i jak jest zbudowane nasze ciało. Nie możemy -
przynajmniej na razie -?decydować o swoim wzroście i zdolnościach
intelektualnych. Nie możemy wybrać sobie rodziców ani daty narodzin;
nikt z nas nie decyduje o tym, czy podczas jego życia na świecie
wybuchnie wojna albo nastąpi kryzys. Informacje zapisane w naszych
genach, siła grawitacji, pyłki unoszące się w powietrzu, epoka, w której
się rodzimy -?wszystko to oraz nieskończenie wiele innych okoliczności
decyduje o tym, co widzimy, jak się czujemy i co robimy. Nie ma więc nic
zaskakującego w przekonaniu, że naszym losem rządzą przede wszystkim
czynniki zewnętrzne.
Wszyscy jednak doświadczyliśmy chwil, w których zamiast poddawać się
działaniu anonimowych mocy, czujemy, że mamy kontrolę nad swoimi
poczynaniami i jesteśmy panami własnego losu. W tych rzadkich momentach
towarzyszy nam radosne podniecenie, głębokie poczucie zadowolenia, które
pielęgnujemy przez długi czas i które w naszej pamięci staje się punktem
odniesienia mówiącym, jak powinno wyglądać nasze życie.
Ten właśnie stan nazywam optymalnym doświadczeniem (ang. optimal
experience). Tak czuje się żeglarz trzymający kurs, gdy podmuchy wiatru
rozwiewają mu włosy, a łódź skacze na falach jak źrebak -?kiedy żagle,
kadłub, wiatr i morze nucą wspólną melodię, która współgra z tętnem krwi
w jego żyłach. Tak czuje się malarz, gdy między kolorami na płótnie
zaczyna narastać magnetyczne napięcie i przed oczami zdumionego twórcy
rodzi się nowa, żywa forma. To także uczucie towarzyszące ojcu w chwili,
gdy dziecko pierwszy raz odpowiada uśmiechem na jego uśmiech. Co
ciekawe, takie emocje występują nie tylko w sprzyjających
okolicznościach zewnętrznych. Ludzie, którzy przetrwali obozy
koncentracyjne lub znajdowali się w sytuacji śmiertelnego zagrożenia,
często wspominają, że pośród cierpienia doświadczali niezwykłych
uniesień będących reakcjami na takie proste zdarzenia, jak śpiew ptaka
usłyszany w lesie, poradzenie sobie z trudnym zadaniem lub podzielenie
się skórką chleba z przyjacielem.
W przeciwieństwie do tego, co zwykle myślimy, takie momenty -?najlepsze
chwile naszego życia -?nie zdarzają się, gdy pozostajemy bierni i zrelaksowani, choć także one mogą być niezwykle przyjemne, jeśli bardzo
staraliśmy się ich doświadczyć. Najwspanialsze chwile zwykle następują,
kiedy nasze ciało lub umysł są napięte do granic możliwości, podejmując
dobrowolny wysiłek w celu osiągnięcia czegoś trudnego lub wartościowego.
Optymalne doświadczenie jest więc czymś, co sami wywołujemy. Dla dziecka
może to być umieszczenie drżącą rączką ostatniego klocka na samodzielnie
zbudowanej wysokiej wieży; dla pływaka -?próba pobicia własnego rekordu
życiowego; dla skrzypka -?opanowanie do perfekcji skomplikowanego
pasażu. Przed każdym z nas stoją tysiące możliwości, wyzwań
umożliwiających przekraczanie siebie.
Podobne doświadczenia nie zawsze są przyjemne. Podczas tego
najważniejszego wyścigu pływak zapewne zmagał się z bólem mięśni, być
może zabrakło mu tchu i na mecie niemal mdlał ze zmęczenia -?a jednak
były to najlepsze chwile jego życia. Przejęcie kontroli nad własnym
życiem nigdy nie jest łatwe, a czasami bywa bolesne. W dłuższej
perspektywie optymalne doświadczenia składają się jednak na poczucie, że
panujemy nad swoim losem, a nawet uczestniczymy w decydowaniu o treści
naszego życia -?to zaś jest najbliższe szczęściu w jego powszechnym
rozumieniu.
W ramach swoich badań starałem się jak najlepiej zrozumieć, co -?i dlaczego -?czujemy w chwilach największego zadowolenia. Na początku
zaprosiłem do rozmowy kilkuset "ekspertów" -?artystów, sportowców,
muzyków, mistrzów szachowych i chirurgów -?a więc ludzi, którzy
przynajmniej na pozór zajmują się w życiu dokładnie tym, co ich
interesuje. Na podstawie ich opowieści o tym, jak się czują, wykonując
swoją pracę, opracowałem teorię optymalnego doświadczenia opartą na
koncepcji przepływu -?stanu, w którym jesteśmy tak zaangażowani w działanie, że nic innego nie ma dla nas znaczenia6.
Doświadczenie to jest tak przyjemne, że dążymy do niego nawet wielkim
kosztem -?dla samej satysfakcji z podjęcia działania.
Korzystając z tego modelu teoretycznego, mój zespół badawczy z University of Chicago, a później naukowcy na całym świecie,
przeprowadzili wywiady z tysiącami osób wiodących różny tryb życia.
Badania te wykazały, że optymalne doświadczenia są opisywane w ten sam
sposób przez kobiety i mężczyzn, ludzi młodych i starych, niezależnie od
różnic kulturowych. Doświadczenie przepływu nie jest właściwe tylko
bogatym elitom z krajów uprzemysłowionych. Tymi samymi słowami mówią o nim starsze kobiety z Korei, dorośli z Tajlandii i Indii, nastolatki z Tokio, pasterze z plemienia Nawaho, rolnicy z włoskich Alp i pracownicy
produkcyjni z Chicago.
Początkowo zbieraliśmy dane za pomocą wywiadów i kwestionariuszy. Aby
uzyskać większą dokładność badań, z czasem opracowaliśmy nową metodę
mierzenia jakości subiektywnych przeżyć, zwaną zbieraniem próbek
doświadczenia (ang. experience sampling method, ESM)7.
Uczestnicy badań prowadzonych tą techniką przez tydzień noszą przy sobie
pager oraz zapisują swoje uczucia i myśli w chwili, gdy urządzenie
emituje sygnał dźwiękowy. Pager jest uruchamiany za pomocą nadajnika
radiowego około ośmiu razy dziennie o przypadkowych porach. Na koniec
tygodnia od każdego uczestnika badań uzyskujemy sprawozdanie z życia
składające się z opisu losowo wybranych chwil. Do tej pory zebraliśmy
ponad sto tysięcy takich "próbek" ludzkiego doświadczenia z różnych
stron świata. Wnioski przedstawione w tej książce są oparte na
zgromadzonych właśnie w taki sposób danych.
Badania nad przepływem, które rozpocząłem na University of Chicago, są
obecnie prowadzone na całym świecie. Zajmują się nimi naukowcy w Kanadzie, Niemczech, Włoszech, Japonii i Australii. Do tej pory
najwięcej danych poza Chicago zebrano w Instytucie Psychologii na
Wydziale Medycznym na University of Milan. Koncepcja przepływu okazała
się przydatna dla psychologów prowadzących badania nad poczuciem
szczęścia, zadowoleniem z życia i motywacją wewnętrzną; socjologów,
którzy postrzegają stan przepływu jako przeciwieństwo anomii i alienacji; antropologów zainteresowanych rytuałami i zjawiskiem
zbiorowej ekscytacji. Niektórzy badacze korzystali z tej teorii,
podejmując próby zrozumienia ewolucji ludzkości, inni -?objaśniając
istotę doświadczeń religijnych.
Przepływ nie jest jednak wyłącznie teorią akademicką. Zaledwie kilka lat
po jej ogłoszeniu koncepcję tę zaczęto wykorzystywać w praktyce. Może
ona wskazać odpowiednią drogę wszystkim tym, którzy dążą do poprawy
jakości życia. Stała się już inspiracją do stworzenia eksperymentalnych
programów nauczania w szkołach, szkoleń dla kadry kierowniczej, a także
produktów i usług związanych ze spędzaniem wolnego czasu. Zjawisko
przepływu było i jest wykorzystywane do wprowadzania nowych praktyk w psychoterapii klinicznej, resocjalizacji młodocianych przestępców,
organizacji zajęć w domach spokojnej starości, projektowania wystaw w muzeach oraz terapii zajęciowej dla osób z niepełnosprawnościami.
Wszystko to wydarzyło się w ciągu kilkunastu lat od publikacji w czasopismach naukowych pierwszych artykułów dotyczących przepływu. Wiele
wskazuje na to, że w kolejnych latach znaczenie tej teorii i zasięg jej
oddziaływania jeszcze się zwiększą8.
Zarys teorii przepływu
Do tej pory powstało wiele artykułów i książek dotyczących przepływu
skierowanych do specjalistów. W tej książce badania nad optymalnym
doświadczeniem oraz ich oddziaływanie na życie poszczególnych ludzi
prezentowane są po raz pierwszy dużej i zróżnicowanej grupie
czytelników. Nie jest to jednak poradnik. Na księgarnianych półkach
można dziś znaleźć dosłownie tysiące publikacji, które wyjaśniają, jak
stać się bogatym, zdobyć władzę i miłość lub schudnąć. Podobnie jak
książki kucharskie, tego typu poradniki mówią nam, jak osiągnąć jeden
ściśle określony cel -?niewielu ludzi postępuje jednak według zawartych
w nich wskazówek. A nawet jeśli rady te byłyby niezawodne, co by się
stało, gdyby pilny czytelnik zamienił się w szczupłego, kochanego i wpływowego milionera? Zazwyczaj w takich sytuacjach dana osoba wraca do
punktu wyjścia -?tworzy sobie nową listę życzeń i jest równie
niezadowolona ze swojego życia, jak wcześniej. Ludzie osiągają
zadowolenie nie wtedy, kiedy chudną lub się bogacą, lecz kiedy dobrze
się czują w swoim życiu. W pogoni za szczęściem nie liczą się cząstkowe
rozwiązania.
Mimo najlepszych intencji autorów żadna książka nie da nam gotowej
recepty na bycie szczęśliwymi. Ponieważ optymalne doświadczenie zależy
od zdolności kontrolowania tego, co w danej chwili dzieje się w naszej
świadomości, każdy musi się nauczyć szczęścia samodzielnie, wkładając w to wysiłek i uruchamiając własne pokłady kreatywności. Książka może
jednak przedstawić przykłady tego, jak można uczynić życie bardziej
radosnym oraz uporządkować je w ramach określonej teorii naukowej, dając
tym samym czytelnikowi punkt wyjścia do refleksji i osobistych wniosków
-?właśnie to jest celem niniejszej publikacji.
Zamiast przedstawiać spis właściwych i niewłaściwych działań, lektura ta
ma być podróżą przez królestwo umysłu, po którym przewodnikiem jest
nauka. Jak wszystkie wartościowe przygody, ta także nie będzie łatwa.
Bez odrobiny intelektualnego wysiłku, zaangażowania w refleksję i uważnej analizy własnych doświadczeń czytelnik nie zyska zbyt wiele na
tej lekturze.
W Przepływie zbadamy proces osiągania szczęścia poprzez przejmowanie
kontroli nad własnym życiem wewnętrznym. Zaczniemy od zastanowienia się,
jak działa świadomość i jak można ją kontrolować (rozdział 2),
ponieważ tylko jeśli zrozumiemy sposób kształtowania się subiektywnych
przeżyć, będziemy mogli nad nimi zapanować. Wszystko, czego doświadczamy
-?radość czy cierpienie, zaciekawienie czy nuda -?jest reprezentowane w umyśle jako informacja. Jeśli potrafimy te informacje kontrolować,
możemy decydować o jakości naszego życia.
Optymalny stan doświadczenia wewnętrznego to taki, w którym w świadomości panuje porządek. Dzieje się tak, kiedy energia psychiczna -
lub uwaga -?jest inwestowana w realistyczne cele, a umiejętności są
dostosowane do możliwości działania. Dążenie do celu porządkuje
świadomość, ponieważ musimy skoncentrować uwagę na bieżącym zadaniu i na
pewien czas zapomnieć o wszystkim innym. Ludzie uważają takie okresy
walki z przeciwnościami za najlepszy czas w swoim życiu (rozdział 3).
Osoba, która przejęła kontrolę nad swoją energią psychiczną, a następnie
zainwestowała ją w dążenie do świadomie wybranych celów, z pewnością
stanie się dojrzalsza i ciekawsza9. Rozwijając swoje
zdolności i podejmując trudne wyzwania, możemy nieustannie stawać się
coraz bardziej niezwykłymi ludźmi.
Aby zrozumieć, dlaczego niektóre czynności sprawiają nam większą
przyjemność niż inne, przyjrzymy się warunkom doświadczenia przepływu
(rozdział 4). Flow (po polsku przepływ, ale także wznoszenie się,
unoszenie i poruszanie bez wysiłku) to słowo, którym uczestnicy naszych
badań opisują swój stan umysłu w chwilach, gdy w ich świadomości panują
porządek i harmonia, a oni chcą kontynuować to, co robią, dla czystej
satysfakcji z wykonywania danej czynności. Refleksja nad niektórymi
zajęciami, które prowadzą do osiągnięcia tego stanu umysłu -?takimi jak
uprawianie sportu, udział w grach, tworzenie sztuki i rozwijanie
zainteresowań -?pomoże nam zrozumieć, co uszczęśliwia ludzi.
Nie tylko zabawa i sztuka podnoszą jakość życia. Aby przejąć kontrolę
nad tym, co dzieje się w naszym umyśle, mamy do dyspozycji niemal
nieskończoną liczbę możliwości doświadczania zadowolenia -?możemy na
przykład korzystać z umiejętności fizycznych i zmysłowych podczas
biegania, słuchania muzyki czy uprawiania jogi (rozdział 5) albo
rozwijać umiejętności myślenia symbolicznego przez czytanie poezji i pism filozoficznych lub rozwiązywanie zadań matematycznych (rozdział 6).
Większość ludzi spędza przeważającą część swojego życia na pracy i interakcjach z innymi, szczególnie z członkami rodziny. Dlatego tak
ważne jest nauczenie się, jak przekształcać pracę zawodową w działania
wywołujące stan przepływu (rozdział 7), a także myślenie o sposobach
nawiązywania bardziej satysfakcjonujących relacji z rodzicami,
małżonkami, dziećmi i przyjaciółmi (rozdział 8).
W życiu wielu ludzi zdarzają się tragiczne wypadki; nawet ci, którym los
na ogół sprzyja, doświadczają różnych stresujących zdarzeń. Takie
sytuacje nie zawsze jednak zmniejszają subiektywne poczucie szczęścia. O tym, czy przykre wydarzenie przyniesie nam korzyść, czy uczyni nas
nieszczęśliwymi, decyduje nasza reakcja na stres. Rozdział 9 poświęcony
jest sposobom, dzięki którym ludzie potrafią cieszyć się życiem mimo
przeciwności losu.
Na koniec zajmę się tym, w jaki sposób można łączyć wszystkie
doświadczenia w znaczący wzorzec (rozdział 10). Kiedy to się udaje, a dana osoba czuje, że ma kontrolę nad własnym życiem i że to życie ma
sens, niczego więcej jej nie potrzeba. To, że nie jest szczupła, bogata
i że nie ma władzy nad światem, przestaje mieć znaczenie. Fala rosnących
oczekiwań opada; niespełnione potrzeby nie zatruwają myśli. Nawet
najbanalniejsze doświadczenia stają się przyjemne.
Niniejsza książka pokazuje, co jest potrzebne do osiągnięcia opisanych
wyżej celów. Jak kontrolować świadomość? Jak ją uporządkować, aby
czerpać przyjemność z naszych doświadczeń? Jak stać się interesującym
człowiekiem? I wreszcie -?jak tworzyć sens własnego życia? Droga do
osiągnięcia tych celów wydaje się w teorii stosunkowo prosta, lecz w praktyce okazuje się niełatwa. Zasady postępowania są wystarczająco
jasne, by każdy mógł je zastosować. W nas samych i w naszym otoczeniu
działa jednak wiele sił, które mogą nam w tym przeszkadzać. Przypomina
to trochę próby stracenia na wadze: każdy wie, jak to zrobić, każdy chce
to zrobić, a mimo to dla wielu osób okazuje się to niemal niemożliwe. W przypadku dążenia do szczęścia stawka jest jednak wyższa. Nie chodzi
tylko o zrzucenie kilku zbędnych kilogramów. To raczej kwestia
wykorzystania szansy na wartościowe życie.
Zanim poznamy warunki osiągnięcia optymalnego doświadczenia przepływu,
musimy przyjrzeć się pokrótce niektórym przeszkodom, które stają nam na
drodze do spełnienia. Są one nieodłączną częścią ludzkiego losu. W starych opowieściach bohater, zanim mógł żyć długo i szczęśliwie, musiał
pokonać groźne smoki i niegodziwych czarowników. Metaforę tę można
zastosować także do badania psychiki. Według mnie główną przyczyną, dla
której tak trudno nam osiągnąć szczęście, jest to, że -?w przeciwieństwie do mitów stworzonych przez ludzi, by dodać sobie otuchy
-?świat nie powstał po to, aby odpowiadać na nasze potrzeby. Frustracja
jest nierozerwalnie związana z naszym życiem. Kiedy zaś zdarzy się, że
nasze potrzeby zostaną tymczasowo zaspokojone, natychmiast zaczynamy
chcieć więcej. To przewlekłe niezadowolenie jest drugą przeszkodą na
drodze do pełni szczęścia.
Aby pokonać te przeszkody, każda kultura z czasem tworzy sobie narzędzia
ochronne -?religię, filozofię, sztukę, udogodnienia -?które bronią nas
przed chaosem. Pomagają nam one wierzyć, że mamy kontrolę nad tym, co
się wydarza, i dostarczają powodów do zadowolenia z własnego losu. Ich
skuteczność jest jednak krótkotrwała; po upływie kilku wieków, a czasami
zaledwie po kilkudziesięciu latach, religie i wierzenia tracą na
znaczeniu i nie dają już takiego duchowego oparcia jak wcześniej.
Kiedy ludzie próbują osiągnąć szczęście samodzielnie, bez wsparcia,
jakie mogliby czerpać z wiary, zwykle starają się jak najczęściej
doświadczać przyjemności, które są biologicznie zaprogramowane w ich
genach albo uznane za atrakcyjne przez społeczeństwo. Głównymi celami
stają się bogactwo, władza i seks, które nadają kierunek ludzkim
działaniom. W ten sposób nie można jednak poprawić jakości swojego
życia. Tylko bezpośrednia kontrola doświadczenia, zdolność do czerpania
radości tu i teraz ze wszystkiego, co robimy, może pokonać przeszkody na
drodze do spełnienia.
Źródła niezadowolenia
Jak wspomniałem, podstawową przyczynę, dla której tak trudno nam
osiągnąć szczęście, stanowi to, że wszechświat nie został zaprojektowany
z myślą o wygodzie ludzi. Kosmos jest ogromny i niezmierzony, a jego
większa część pozostaje nieprzyjemnie pusta i zimna. Dochodzi w nim do
gwałtownych zdarzeń -?co pewien czas wybucha gwiazda, obracając w pył
wszystko, co znajduje się w promieniu milionów kilometrów. Nieliczne
planety, których pole grawitacyjne nie połamałoby nam kości, otoczone są
oparami trujących gazów. Nawet Ziemia, która czasami sprawia wrażenie
sielskiej i malowniczej, nie jest wcale tak przyjazna. Aby przetrwać na
jej powierzchni, mężczyźni i kobiety przez miliony lat musieli walczyć z lodem, ogniem, powodziami, dzikimi zwierzętami oraz niewidocznymi gołym
okiem mikroorganizmami, które pojawiają się nie wiadomo skąd, aby nas
zgładzić.
Wydaje się, że za każdym razem, kiedy unikamy jakiegoś
niebezpieczeństwa, na horyzoncie pojawia się nowe zagrożenie. Gdy tylko
wynajdujemy nową substancję, jej produkty uboczne zaczynają zatruwać
środowisko. Na przestrzeni epok powstawała broń, która miała zapewniać
bezpieczeństwo, ale w rezultacie obracała się przeciwko swoim twórcom.
Kiedy udaje się opanować jedną chorobę, inna staje się jeszcze większą
plagą; a jeśli śmiertelność na chwilę maleje, naszym przekleństwem staje
się wizja przeludnienia. Czterej posępni jeźdźcy Apokalipsy zawsze krążą
w pobliżu. Ziemia może być naszym jedynym domem, jest to jednak dom
usiany minami, które tylko czekają, by wybuchnąć.
Z matematycznego punktu widzenia wszechświat nie jest dziełem przypadku.
Ruchy gwiazd oraz przemiany energii, które się w nim odbywają, można
dość precyzyjnie przewidzieć i wyjaśnić. Procesy zachodzące w przyrodzie
nie biorą jednak pod uwagę ludzkich pragnień. Są głuche i ślepe na nasze
potrzeby -?w tym sensie są przypadkowe, w przeciwieństwie do porządku,
który próbujemy ustanowić, dążąc do realizacji naszych celów. Meteoryt
lecący w stronę Nowego Jorku może być posłuszny wszelkim prawom
wszechświata, lecz dla nas będzie stanowił poważny problem. Wirus
atakujący organizm Mozarta zachował się naturalnie dla siebie, nie
bacząc na to, jaką stratę przyniesie ludzkości śmierć geniusza. Jak
powiedział John Henry Holmes, "wszechświat nie jest do nas nastawiony
ani wrogo, ani przyjaźnie. Jest po prostu obojętny".
Chaos to jedno z najstarszych pojęć mitologicznych i religijnych. Jest
ono raczej obce fizyce i biologii, ponieważ zgodnie z prawami nauki
wszystkie zdarzenia w kosmosie są idealnie logiczne. Matematyczna teoria
chaosu stanowi próbę opisu regularnych zasad tego, co pozornie wydaje
się całkowicie przypadkowe. W psychologii i innych naukach
humanistycznych chaos ma jednak odmienne znaczenie, ponieważ jeśli za
punkt wyjścia uznamy ludzkie cele i pragnienia, dojdziemy do wniosku, że
w kosmosie panuje nieopisany nieład10.
Jako jednostki nie możemy zmienić sposobu, w jaki porusza się
wszechświat. W ciągu naszego życia nie wywieramy niemal żadnego wpływu
na siły, które przeszkadzają nam w osiągnięciu dobrostanu. Ważne jest,
by robić wszystko, co w naszej mocy, aby zapobiec wojnie atomowej,
walczyć z niesprawiedliwością społeczną, eliminować głód i choroby. Nie
należy jednak oczekiwać, że wysiłek wkładany w zmianę warunków
zewnętrznych natychmiastowo poprawi jakość naszego życia. Jak pisał John
Stuart Mill, "położenie ludzkości nie może poprawić się znacznie, dopóki
nie zajdą wielkie zmiany u samych podstaw jej
umysłowości"11.
Uczucia dotyczące nas samych oraz radość, jaką czerpiemy z życia,
wynikają bezpośrednio ze sposobu, w jaki nasz umysł filtruje i interpretuje codzienne doświadczenia. Nasze poczucie szczęścia zależy od
wewnętrznej harmonii, nie od tego, czy potrafimy kontrolować siły
napędzające wszechświat. Z pewnością powinniśmy się uczyć, jak panować
nad środowiskiem zewnętrznym, ponieważ od tego może zależeć nasze
przetrwanie. Nie wpłynie to jednak ani trochę na nasze poczucie własnej
wartości ani nie zmieni naszego doświadczenia świata jako miejsca, w którym panuje chaos. Aby tego dokonać, musimy nauczyć się panować nad
własną świadomością.
Każdy z nas ma pewne ogólne wyobrażenie tego, co chciałby osiągnąć przed
śmiercią. Miarą jakości naszego życia jest to, jak bardzo zbliżymy się
do tego celu. Jeśli pozostaje on poza naszym zasięgiem, ogarnia nas
poczucie rozżalenia lub zrezygnowania; jeżeli zrealizujemy go chociaż
częściowo, czujemy się szczęśliwi i zadowoleni.
Większość ludzi ma proste cele życiowe: przeżyć, pozostawić po sobie
dzieci, które także przeżyją, oraz dokonać tego w możliwie godny i komfortowy sposób. W fawelach, biednych dzielnicach miast Ameryki
Południowej, w dotkniętych suszą regionach Afryki, wśród milionów
Azjatów, którzy muszą codziennie zmagać się z problemem głodu, nie można
liczyć na wiele więcej.
Gdy tylko zostają zapewnione podstawowe warunki przetrwania, sama
dostępność wystarczającej ilości pokarmu czy wygodnego schronienia
przestaje nas zadowalać. Pojawiają się wówczas nowe potrzeby i pragnienia12. Życie w dostatku oraz posiadanie władzy
powodują, że nasze oczekiwania wciąż rosną. Kiedy zwiększa się poziom
bogactwa i wygód, poczucie dobrostanu, które chcieliśmy dzięki nim
osiągnąć, coraz bardziej się oddala. Gdy dziesięć tysięcy kucharzy
szykowało nowe potrawy dla króla Cyrusa II Wielkiego, pozostali
mieszkańcy Persji niemal przymierali głodem. Obecnie każda rodzina w tzw. pierwszym świecie ma dostęp do przepisów z przeróżnych miejsc
świata i może odtwarzać uczty dawnych imperatorów. Czy jednak dzięki
temu jesteśmy bardziej zadowoleni z życia13?
Paradoks rosnących oczekiwań uczy nas, że poprawa jakości życia może być
zadaniem niemożliwym do wykonania. W naszych dążeniach do coraz
większych celów nie ma jednak nic złego, dopóki cieszy nas pokonywanie
przeszkód na drodze do ich spełnienia. Problem pojawia się wtedy, gdy
ludzie tak bardzo koncentrują się na tym, co chcą uzyskać, że przestają
czerpać przyjemność z tu i teraz. Kiedy tak się dzieje, tracą szansę na
osiągnięcie życiowego spełnienia.
Chociaż wyniki badań sugerują, że większość z nas wpada w pułapkę
rosnących oczekiwań i frustracji, wiele osób znajduje sposoby, by z niej
uciec. Są to ludzie, którym -?niezależnie od warunków materialnych -
udaje się podnosić jakość własnego życia; którzy są zadowoleni, a dodatkowo potrafią uszczęśliwiać innych wokół siebie.
Takie osoby prowadzą barwne życie, są otwarte na różnorodne
doświadczenia, wciąż uczą się nowych rzeczy, mają silne więzi i relacje
z innymi ludźmi oraz środowiskiem, w którym żyją. Czerpią radość ze
wszystkiego, co robią, nawet jeśli są to zajęcia trudne lub monotonne;
bardzo rzadko się nudzą i potrafią zaakceptować wszystko, co im się
przytrafia. Ich najmocniejszą stroną jest prawdopodobnie to, że mają
kontrolę nad własnym życiem14. Z dalszej części książki dowiemy
się, jak osiągają ten stan. Zanim jednak do tego przejdziemy, musimy
przyjrzeć się pewnym strategiom tworzonym przez lata w celu ochrony
przed chaosem, a także przyczynom, dla których takie zewnętrzne systemy
obronne często okazują się nieskuteczne.
Ochronna rola kultury
W toku ewolucji naszego gatunku, gdy poszczególne grupy ludzi stopniowo
zyskiwały świadomość własnego osamotnienia w kosmosie oraz niepewnego
losu, powstawały mity i wierzenia, które miały przekształcić
nieprzewidywalne, niszczycielskie siły wszechświata w zjawiska możliwe
do kontrolowania, a przynajmniej bardziej zrozumiałe. Jedną z podstawowych funkcji każdej kultury jest ochrona jej członków przed
chaosem, dawanie im poczucia, że ich życie ma znaczenie i że zakończy
się sukcesem15. Każdy człowiek -?Eskimos, myśliwy z doliny
Amazonki, Chińczyk, Indianin z plemienia Nawaho, Aborygen z Australii
czy nowojorczyk -?jest przekonany, że żyje w centrum wszechświata i przysługują mu specjalne prawa będące przepustką do
przyszłości16. Bez takiej wiary we własną uprzywilejowaną
pozycję na Ziemi trudno byłoby stawiać czoła codziennym trudnościom.
Tak właśnie powinno być. Czasami jednak poczucie, że znaleźliśmy
bezpieczny kąt w przyjaznym wszechświecie, bywa niebezpieczne.
Bezkrytyczne przekonanie o ochronnej mocy mitów kulturowych może
prowadzić do równie wielkiego rozczarowania, gdy mity te zawodzą. Dzieje
się tak, kiedy przedstawiciele danej kultury dzięki serii pomyślnych
wydarzeń odnoszą wrażenie, że rzeczywiście znaleźli sposób na
kontrolowanie sił natury. W takich okolicznościach wiara w to, że są oni
narodem wybranym, który nie musi się już obawiać poważnych niepowodzeń,
staje się logiczna. Rzymianie osiągnęli ten etap po kilku wiekach
władania basenem Morza Śródziemnego, Chińczycy byli pewni swojej
niezaprzeczalnej potęgi aż do najazdu Mongołów, a Aztekowie -?do
nadejścia Hiszpanów.
Kulturowa pycha i niezachwiane przekonanie, że coś nam się należy od
świata, z natury niewrażliwego na ludzkie potrzeby, zwykle są źródłem
kłopotów. Nieuzasadnione poczucie bezpieczeństwa wcześniej czy później
przynosi gorzkie rozczarowanie. Kiedy ludzie zaczynają wierzyć, że
postęp jest nieunikniony, a życie -?łatwe, dostrzegając pierwsze oznaki
przeciwności losu, szybko tracą odwagę i determinację. Gdy uświadamiają
sobie, że to, w co wierzyli, nie jest prawdą, porzucają wiarę we
wszystko, czego do tej pory się nauczyli. Pozbawieni wsparcia, jakie
dawały im wartości kulturowe, pogrążają się w apatii i niepokoju.
Obecnie nietrudno zaobserwować wokół nas przejawy takiego rozczarowania.
Te najbardziej oczywiste wiążą się z wszechogarniającym poczuciem
zobojętnienia, które towarzyszy wielu ludziom. Tych naprawdę
szczęśliwych jest bardzo niewielu. Ile znasz osób, które cieszą się tym,
co robią; są ogólnie zadowolone ze swojego życia; nie żałują przeszłości
i z prawdziwą ufnością patrzą w przyszłość? Dwa tysiące trzysta lat temu
zapalona w dzień latarnia nie pomogła Diogenesowi znaleźć prawdziwego
człowieka. Gdyby filozof powrócił i próbował dzisiaj szukać człowieka
szczęśliwego, miałby zapewne jeszcze większe trudności.
Wszechobecne poczucie niezadowolenia nie jest spowodowane bezpośrednio
czynnikami zewnętrznymi. W przeciwieństwie do wielu innych współczesnych
narodów, my, Amerykanie, nie możemy zrzucać swoich problemów na karb
niesprzyjającego środowiska, powszechnego ubóstwa czy okupacji przez
armię nieprzyjaciela. Korzenie naszej frustracji tkwią w naszym wnętrzu
i każdy z nas musi je rozplątać własnymi siłami. Ochronne elementy
kultury, które były skuteczne w przeszłości -?porządek stanowiony przez
religię, patriotyzm, tradycje etniczne, zwyczaje praktykowane przez
określone klasy społeczne -?obecnie, wobec rosnącej liczby ludzi
odczuwających działanie panującego wokół bezwzględnego chaosu, nie
spełniają już swojej funkcji.
Brak wewnętrznego porządku przejawia się w postaci subiektywnie
postrzeganego stanu nazywanego lękiem ontologicznym lub
egzystencjalnym17. Zasadniczo jest to strach przed
istnieniem; poczucie, że życie nie ma sensu, więc nie warto go
kontynuować. Wszystko wydaje się pozbawione znaczenia18. W umysłach ostatnich kilku pokoleń dodatkowym zagrożeniem dla realizacji
marzeń stało się widmo wojny atomowej. Odwieczna walka ludzkości o przetrwanie zdaje się bezcelowa. Jesteśmy tylko zapomnianymi drobinkami
unoszącymi się bezwładnie w próżni. Z każdym mijającym rokiem panujący
we wszechświecie chaos ogromnieje w naszych wyobrażeniach.
Gdy z pełnych nadziei, niedoświadczonych młodych ludzi stajemy się
trzeźwo myślącymi dorosłymi, każdego z nas nurtuje pytanie: Czy to już
wszystko? Dzieciństwo bywa bolesne, wiek dojrzewania przynosi poczucie
zagubienia -?większość z nas jednak oczekuje, że gdy dorośniemy,
wszystko się ułoży. We wczesnej dorosłości przyszłość wciąż jawi się nam
obiecująco i mamy nadzieję na realizację swoich celów. W końcu jednak,
patrząc w łazienkowe lustro, dostrzegamy pierwsze siwe włosy i uświadamiamy sobie, że nadmiarowe kilogramy nie znikną; nasz wzrok
stopniowo się pogarsza, a kolejne części ciała zaczyna przeszywać
tajemniczy ból. Te subtelne oznaki naszej śmiertelności są jak kelnerzy,
którzy nakrywają stoły do śniadania, chociaż gość wciąż spożywa kolację.
Przypominają: "Twój czas się kończy, musisz się zbierać". Zazwyczaj nie
czujemy się na to gotowi. Myślimy: "Zaraz, zaraz, to przecież
niemożliwe. Nawet nie zacząłem żyć. Gdzie są pieniądze, które planowałem
zarobić? Gdzie szczęśliwe chwile, których miałem zaznać?".
Naturalną konsekwencją takiego myślenia jest wrażenie, że zostaliśmy
oszukani. Od najmłodszych lat uczyliśmy się wierzyć, że łaskawy los się
nami zaopiekuje. Wszyscy mówili nam, iż mamy ogromne szczęście żyć w najbogatszym państwie świata w erze największych osiągnięć naukowych w dziejach ludzkości; korzystać na co dzień z zaawansowanych technologii;
być pod ochroną najmądrzejszej konstytucji. Nic więc dziwnego, że
spodziewaliśmy się wieść życie bogatsze i bardziej znaczące niż
ktokolwiek wcześniej. Jeśli nasi dziadkowie, żyjący w absurdalnie
prymitywnych czasach, potrafili odczuwać radość, to my tym bardziej
powinniśmy być szczęśliwi! Tak mówili nam naukowcy i duchowni na
ambonach, potwierdzały to tysiące telewizyjnych reklam celebrujących
dobre życie. A jednak, pomimo tych wszystkich zapewnień, wcześniej czy
później budzimy się zupełnie sami, z przekonaniem, że nie ma sposobu, by
nasz pełen dobrobytu, wysoko rozwinięty świat zapewnił nam poczucie
szczęścia.
Kiedy taka myśl pojawia się w naszej świadomości, reagujemy bardzo
różnie. Niektórzy starają się ją ignorować, dążąc do kolejnych rzeczy
mających uczynić ich życie lepszym: posiadania większego domu i samochodu, awansowania w pracy, prowadzenia bardziej wystawnego stylu
życia. Podejmują ten wysiłek, by osiągnąć satysfakcję, jakiej do tej
pory nie zaznali. Czasami takie rozwiązanie się sprawdza, ponieważ dana
osoba tak bardzo angażuje się w walkę, że nie ma czasu dostrzec, iż
wcale nie zbliża się do swojego celu. Jeśli jednak poświęci czas na
refleksję, poczucie rozczarowania wraca -?z każdym kolejnym sukcesem
staje się jasne, że pieniądze, władza, pozycja społeczna i stan
posiadania nie mają najmniejszego wpływu na jakość życia.
Inni postanawiają zwalczać niepokojące objawy. Jeśli pierwsze sygnały
ostrzegawcze wysyła im ciało, zaczynają stosować diety, chodzą na
siłownię lub aerobik, kupują sprzęt do ćwiczeń bądź decydują się na
operację plastyczną. Jeżeli problemem jest to, że nikt nie zwraca na
nich uwagi, czytają książki o sposobach zdobywania władzy lub przyjaciół
albo biorą udział w kursach asertywności i umawiają się na biznesowe
lunche. Po pewnym czasie jednak okazuje się, że takie cząstkowe
rozwiązania również nie są skuteczne. Niezależnie od tego, ile energii
poświęcimy na dbanie o swoje ciało, ono ostatecznie i tak nas zawiedzie.
Jeżeli uczymy się asertywności, możemy mimowolnie zrazić do siebie
przyjaciół i znajomych. Jeśli natomiast zbyt wiele czasu spędzamy z nowo
poznanymi osobami, możemy narazić na szwank swoje relacje z małżonkiem i rodziną. W życiu jest tak dużo spraw, a tak mało czasu, by zająć się
nimi wszystkimi.
Niektórzy z nas, zniechęceni daremnymi próbami sprostania wszystkim
możliwym wymaganiom, poddają się i usuwają w cień. Idąc za radą Kandyda,
rezygnują ze świata i "uprawiają swoje ogródki". Poszukują łagodnych
form ucieczki od doczesności -?zajmują się na przykład nieszkodliwym
hobby albo kompletują kolekcję abstrakcyjnych obrazów lub porcelanowych
figurek. Czasami zatracają się w nałogu, zwabieni przyjemnością picia
alkoholu lub niezwykłością alternatywnej rzeczywistości, w której można
się znaleźć pod wpływem narkotyków. Choć wyszukane i kosztowne rozrywki
na jakiś czas odwracają naszą uwagę od podstawowego pytania: "Czy to już
wszystko?", niewielu z nas może powiedzieć, że dzięki nim znalazło sens
w życiu.
Tradycyjnie zagadnieniem egzystencji najbardziej bezpośrednio zajmuje
się religia. Coraz więcej osób rozczarowanych życiem powraca do niej,
wybierając jedno ze standardowych wyznań lub bardziej ezoteryczne
wschodnie warianty duchowości19. Religia jest jednak tylko
tymczasowym sposobem na poszukiwanie sensu w życiu; nie stanowi
ostatecznego rozwiązania problemu. W niektórych epokach historycznych
religie przekonująco wyjaśniały, co jest nie w porządku z ludzką
egzystencją i dawały wiarygodne odpowiedzi na nurtujące ludzkość
pytania. Od IV do VIII wieku naszej ery w Europie rozprzestrzeniło się
chrześcijaństwo, na Bliskim Wschodzie powstał islam, a Azję opanował
buddyzm. Przez setki lat cele proponowane przez religie były dla ludzi
wystarczająco atrakcyjne, by poświęcić życie na ich realizację. Obecnie
jednak trudniej jest zaakceptować religijny światopogląd jako
bezsprzecznie słuszny. Forma, w jakiej religie przedstawiają swoje
prawdy -?mity, objawienia, święte księgi -?w epoce racjonalizmu i rozwoju nauki nie wzbudza już wiary, nawet jeśli treść tych prawd
pozostaje niezmienna. Być może pewnego dnia dojdzie do powstania nowej
religii. Tymczasem ludzie szukający pocieszenia w istniejących
kościołach często okupują spokój umysłu milczącą zgodą na ignorowanie
ogromu naszej wiedzy o funkcjonowaniu świata.
Dowody na to, że żadne z wymienionych rozwiązań nie sprawdza się we
współczesnym świecie, są niezaprzeczalne. Osiągnąwszy szczyt
materialnego dobrobytu, nasze społeczeństwo cierpi z powodu przeróżnych
dziwnych nieszczęść. Dzięki zyskom z handlu nielegalnymi, silnie
uzależniającymi narkotykami bogacą się mordercy i terroryści. Możliwe,
że w niedalekiej przyszłości będzie nami rządzić elita składająca się z byłych dilerów narkotykowych, którzy szybko zyskują bogactwo i władzę
kosztem praworządnych obywateli. A jeśli chodzi o nasze życie seksualne,
odrzucenie "moralnej hipokryzji" prowadzi do wzajemnego zarażania się
śmiercionośnymi wirusami.
Pewne trendy społeczne bywają tak niepokojące, że mamy skłonność do
"wyłączania się", gdy słyszymy najnowsze dane. Strategia chowania głowy
w piasek w celu uniknięcia złych wiadomości nie przynosi jednak dobrych
rezultatów; lepiej jest stawić czoła faktom, aby zachować ostrożność i uniknąć losu wielu uwzględnionych w statystykach pokrzywdzonych.
Oczywiście istnieją także dane, które mogą poprawiać nam nastrój: na
przykład w ciągu ostatnich trzydziestu lat pięciokrotnie zwiększyła się
liczba urządzeń elektrycznych w naszych domach. Inne fakty są jednak
przerażające. W roku 1984 w Stanach Zjednoczonych trzydzieści cztery
miliony ludzi żyły poniżej granicy ubóstwa (definiowanej jako roczny
dochód w wysokości 10 609 dolarów lub mniej na czteroosobową rodzinę) -
liczba ta prawie się nie zmieniła przez ostatnie dziesięciolecia.
Współczynnik brutalnych przestępstw -?morderstw, gwałtów, rozbojów i napaści -?przypadających na mieszkańca Stanów Zjednoczonych od roku 1960
do 1986 wzrósł o ponad 300%. W roku 1978 doszło do 1 085 500 takich
przestępstw, a w roku 1986 ich liczba wynosiła 1 488 140. Wskaźnik
zabójstw jest o około 1000% wyższy niż w innych krajach
uprzemysłowionych, takich jak Kanada, Norwegia czy Francja. W tym samym
okresie liczba rozwodów wzrosła o niemal 400%, z 31 na 1000 małżeństw w roku 1950 do 121 na 1000 w roku 1984. W ciągu tych dwudziestu pięciu lat
potroiła się zachorowalność na choroby weneryczne; w roku 1960
odnotowano 259 000, a w 1984 -?prawie 900 000 przypadków rzeżączki.
Wciąż nie wiemy, jak wielkie żniwo zbierze niedawna plaga, epidemia
AIDS, zanim zostanie opanowana20.
Trzy- a nawet czterokrotny wzrost liczby patologii społecznych w ciągu
życia ostatniego pokolenia dotyczy zadziwiająco wielu obszarów życia. Na
przykład w roku 1955 w Stanach Zjednoczonych odnotowano 1 700 000
przypadków hospitalizacji pacjentów psychiatrycznych; do roku 1975
liczba ta wzrosła do 6 400 000. Prawdopodobnie nieprzypadkowo podobne
dane ilustrują naszą narodową paranoję: w latach 1975-1985 budżet
przyznawany Departamentowi Obrony wzrósł z 87,9 do 284,7 miliarda
dolarów, co oznacza ponad trzykrotny przyrost funduszy. Co prawda budżet
Departamentu Edukacji w tym samym okresie także się potroił -?w roku
1985 wynosił on jednak "zaledwie" 17,4 miliarda dolarów. Jeśli chodzi o przyznawanie środków finansowych, potęga miecza wciąż jest około
szesnastokrotnie większa od siły pióra.
Przyszłość też nie wygląda różowo. Współcześni nastolatkowie wykazują
objawy apatii nękającej starsze pokolenia, czasami nawet w bardziej
nasilonej postaci. Obecnie coraz mniej młodych ludzi dorasta w rodzinach, w których oboje rodziców angażuje się w wychowywanie dzieci.
W roku 1960 tylko jedno na dziesięcioro nastolatków mieszkało z tylko
jednym rodzicem. W roku 1980 ta liczba się podwoiła, a w 1990 można się
spodziewać jej potrojenia21. W roku 1982 w Stanach
Zjednoczonych było 80 tysięcy młodocianych przestępców -?młodzieży w wieku średnio 15 lat, która trafiła do różnych aresztów i zakładów
wychowawczych. Statystyki dotyczące zażywania narkotyków, zapadalności
na choroby weneryczne, ucieczek z domu i ciąż pozamałżeńskich również są
ponure, a przy tym prawdopodobnie zaniżone. W okresie od 1950 do 1980
roku liczba samobójstw popełnianych przez nastolatki wzrosła o ponad
300%, szczególnie wśród białych chłopców z bogatszych domów. W roku 1985
zanotowano 29 253 samobójstw; 1339 z nich popełnili biali chłopcy w wieku od 15 do 19 lat. Liczba samobójstw popełnianych przez białe
dziewczyny z tej samej grupy wiekowej była czterokrotnie niższa, a czarnoskórzy chłopcy w podobnym wieku popełniali samobójstwa dziesięć
razy rzadziej (byli natomiast najczęstszymi ofiarami
zabójstw)22. Wreszcie, poziom wiedzy w całych Stanach
Zjednoczonych stopniowo się obniża. Na przykład przeciętny wynik
egzaminu maturalnego z matematyki w roku 1967 wynosił 466, a w roku 1984
-?426 punktów. Podobne wyniki uczniowie uzyskali w testach umiejętności
werbalnych. Tego typu ponure statystyki można cytować bez końca.
Dlaczego właśnie teraz, gdy osiągnęliśmy stopień postępu, o jakim nawet
nam się nie śniło, czujemy się bardziej bezradni wobec życia niż nasi
przodkowie żyjący w dużo trudniejszych warunkach? Odpowiedź wydaje się
jasna: chociaż ludzkość tysiąckrotnie zwiększyła swoje zasoby
materialne, nie dokonała większych postępów w zakresie radzenia sobie z własnymi doświadczeniami.
Powtórna nauka doświadczania
Nie ma innego wyjścia z tej trudnej sytuacji niż wzięcie spraw we własne
ręce. Skoro wartości i instytucje nie dają nam już takiego oparcia jak
dawniej, każdy z nas musi wykorzystać wszelkie dostępne środki, aby
nadać swojemu życiu sens i czerpać z niego radość. Psychologia dostarcza
nam jednego z najważniejszych narzędzi, które mogą nam w tym pomóc. Do
niedawna głównym osiągnięciem tej nauki było odkrycie, w jaki sposób
wydarzenia z przeszłości oddziałują na nasze teraźniejsze zachowania.
Uświadomiło nam ono, że nieracjonalne postępowanie dorosłych ludzi
często wynika z ich dziecięcych frustracji. Psychologię można
wykorzystać także do innych celów, na przykład do znalezienia odpowiedzi
na podstawowe pytanie: Skoro jesteśmy tym, kim jesteśmy, i mamy
określone kompleksy czy zahamowania, to co możemy zrobić, aby nasza
przyszłość była lepsza?
Aby pokonać towarzyszące nam obecnie niepokój i spadki nastroju, musimy
się stać niezależni od środowiska społecznego w takim stopniu, by nasze
reakcje nie były motywowane wyłącznie potencjalnymi nagrodami i karami
ze strony otoczenia. Chcąc osiągnąć taką autonomię, dana osoba musi się
nauczyć nagradzać samą siebie. Musi rozwinąć umiejętność znajdowania
sobie celów i czerpania zadowolenia z życia niezależnie od zewnętrznych
okoliczności. Wyzwanie to jest zarówno łatwiejsze, jak i trudniejsze,
niż się wydaje. Łatwiejsze, ponieważ zdolność do jego realizacji zależy
w całości od woli osoby, która się go podejmuje; trudniejsze, ponieważ
wymaga od nas dyscypliny i wytrwałości, które -?szczególnie w obecnych
czasach -?są rzadkim zjawiskiem. Przede wszystkim zaś uzyskanie kontroli
nas własnymi doświadczeniami wiąże się z radykalną zmianą podejścia do
tego, co jest dla nas ważne, a co nie.
Dorastamy w przekonaniu, że najważniejsze zdarzenia w naszym życiu
nastąpią w przyszłości. Rodzice uczą dzieci, że jeśli przyswoją sobie
dobre nawyki, ich dorosłe życie będzie lepsze. Nauczyciele zapewniają
uczniów, że nudne lekcje przydadzą im się później, gdy będą szukać
zatrudnienia. Wiceprezes firmy namawia początkujących pracowników do
cierpliwości i wytężonej pracy, by pewnego dnia mogli awansować na
stanowisko kierownicze. Kiedy zaś kończy się długa walka o awans,
pojawia się wizja złotych lat życia na emeryturze. Jak mawiał Ralph
Waldo Emerson: "Zawsze chcemy żyć, ale nigdy nie żyjemy naprawdę".
Zakładamy, że to, co najlepsze, nie może dziać się teraz, ale dopiero
nadejdzie.
Oczywiście czekanie na nagrodę za nasz wysiłek jest w pewnym stopniu
nieuniknione. Jak zauważył Sigmund Freud i wielu innych, cywilizacja
powstaje w wyniku tłumienia pragnień jednostek. Utrzymanie porządku
społecznego i złożony podział pracy byłyby niemożliwe, gdyby członkowie
społeczeństwa nie byli zmuszeni do przyjmowania nawyków i zdobywania
umiejętności wymaganych przez daną kulturę, czy im się to podoba, czy
nie. Nie da się uniknąć socjalizacji -?procesu przekształcania ludzkiego
organizmu w osobę, która skutecznie funkcjonuje w określonym systemie
społecznym23. Jego istotą jest uzależnienie ludzi od kontroli
społecznej, nauczenie ich przewidywalnych reakcji na nagrody i kary.
Socjalizacja jest najskuteczniejsza, gdy ludzie tak bardzo utożsamiają
się z porządkiem społecznym, że nie potrafią sobie wyobrazić złamania
jakiejkolwiek obowiązującej w nim zasady.
Społeczeństwo skłania nas do pracy na rzecz swoich celów przy udziale
silnych sprzymierzeńców: naszych potrzeb biologicznych i uwarunkowań
genetycznych. Przykładowo, wszystkie środki kontroli społecznej w gruncie rzeczy opierają się na stwarzaniu zagrożenia dla instynktu
przetrwania. Mieszkańcy okupowanego kraju są posłuszni najeźdźcom,
ponieważ chcą przeżyć. Jeszcze całkiem niedawno prawo, nawet w cywilizowanych państwach (takich jak Wielka Brytania), było egzekwowane
dzięki groźbom kar chłosty, okaleczenia lub śmierci.
Jeśli zaś systemy społeczne nie straszą nas bolesnymi karami za
nieposłuszeństwo, zachęcają do akceptacji norm, oferując przyjemność.
Obietnica "dobrego życia" będącego nagrodą za ciężką pracę i przestrzeganie prawa odwołuje się do naszych pragnień zapisanych w genach. Praktycznie każda potrzeba, która stała się częścią ludzkiej
natury -?od seksu po agresję, od pragnienia bezpieczeństwa do
umiejętności przyjmowania zmian -?była wykorzystywana jako źródło
kontroli społecznej przez polityków, kościoły, korporacje i agencje
reklamowe. W XVI wieku sułtani obiecywali rekrutom do armii tureckiej
nagrodę w postaci możliwości gwałcenia kobiet na podbitych terytoriach;
współczesne plakaty werbunkowe oferują młodym ludziom szansę na
"zwiedzanie świata"24.
Ważne jest, abyśmy uświadomili sobie, że dążenie do przyjemności jest
odruchową reakcją zapisaną w naszych genach w celu umożliwienia
przetrwania gatunku, a nie osiągania osobistych korzyści. Przyjemność,
którą czerpiemy z jedzenia, jest skutecznym sposobem, by nakłonić nas do
regularnego dostarczania ciału potrzebnego pokarmu. Przyjemność płynąca
z aktu seksualnego stanowi równie praktyczną metodę genetycznego
programowania ciała na reprodukcję, a więc i zapewnienie ciągłości
istnienia określonych genów. Kiedy człowiek odczuwa fizyczny pociąg do
osoby przeciwnej płci, zwykle wyobraża sobie -?o ile w ogóle o tym myśli
-?że pożądanie stanowi wyraz jego osobistych upodobań i zamiarów. W rzeczywistości jednak takie zainteresowanie drugą osobą jest zazwyczaj
wynikiem manipulacji ze strony niewidzialnego kodu genetycznego, który
ma wobec nas swoje plany25. Jeśli więc jest to odruch oparty
wyłącznie na reakcjach fizycznych, nasze własne świadome zamiary
odgrywają tu zaledwie minimalną rolę. Nie ma niczego złego w podążaniu
za tym, co podpowiadają nam geny, ani w cieszeniu się przyjemnością,
jaką nam to daje. Musimy jednak mieć świadomość, że są to biologiczne
popędy, i zachować nad nimi pewną kontrolę, aby móc realizować inne
cele, które uznajemy za ważniejsze.
Problem polega na tym, że ostatnio modne stało się uważanie wszystkich
naszych wewnętrznych odczuć za prawdziwy głos natury. Wielu
współczesnych ludzi polega wyłącznie na swoich instynktach. Jeśli coś
jest przyjemne, naturalne i spontaniczne, musi być także właściwe. Kiedy
jednak podążamy bezkrytycznie za wskazówkami genetycznymi i instrukcjami
społeczeństwa, rezygnujemy z kontroli nad własną świadomością i stajemy
się bezradnymi marionetkami, którymi sterują bezosobowe siły. Osoba,
która nie potrafi się powstrzymać od jedzenia lub odmówić sobie alkoholu
bądź nieustannie myśli o seksie, nie może swobodnie kierować swoją
energią psychiczną.
"Wyzwolone" poglądy na ludzką naturę, zakładające akceptację i poparcie
dla wszystkich naszych instynktów czy popędów, prowadzą do raczej
konserwatywnych reakcji. Współczesny "realizm" w dużej mierze okazuje
się zaledwie kolejną odmianą dawnego fatalizmu: ludzie czują się
zwolnieni z odpowiedzialności, ponieważ jest to "zgodne z naturą".
Tymczasem z natury rodzimy się pozbawieni wiedzy. Czy to oznacza, że nie
powinniśmy się uczyć? Niektórzy ludzie z natury wytwarzają
ponadprzeciętną ilość androgenów, co powoduje, że stają się nadmiernie
agresywni. Czy jednak należy pozwolić im swobodnie stosować przemoc? Nie
możemy zaprzeczyć naturze, ale z pewnością powinniśmy się starać ją
ulepszyć.
Podporządkowanie się programowi genetycznemu może się okazać
niebezpieczne, ponieważ czyni nas bezbronnymi. Osoba, która w razie
konieczności nie potrafi się sprzeciwić instrukcjom wysyłanym przez
geny, zawsze jest narażona na zranienie. Zamiast decydować o swoich
działaniach zmierzających do realizacji osobistych zamiarów, musi poddać
się temu, co podpowiada jej ciało (nawet jeśli nie jest to właściwe).
Aby osiągnąć zdrową niezależność od społeczeństwa, powinniśmy przede
wszystkim przejąć kontrolę nad własnymi instynktownymi popędami,
ponieważ dopóki reagujemy przewidywalnie na to, co wydaje nam się dobre
lub złe, inni mogą łatwo wykorzystać nasze predylekcje do własnych
celów.
Osoba w pełni zsocjalizowana to ktoś, kto pożąda jedynie tych nagród,
które inni wokół niej uznali za atrakcyjne i które są odpowiedzią na
genetycznie zaprogramowane ludzkie pragnienia. Taki człowiek może
zetknąć się z tysiącami potencjalnie wzbogacających doświadczeń, ale nie
zdoła ich dostrzec, ponieważ nie są tym, czego pragnie. Dla niego nie
jest istotne to, co posiada w danej chwili, lecz to, co może zdobyć,
jeśli będzie postępować zgodnie z oczekiwaniami innych. Uwikłany w pułapkę kontroli społecznej wciąż sięga po nagrodę, która zawsze mu
umyka. W złożonym społeczeństwie w socjalizację zaangażowanych jest
wiele wpływowych grup, których cele czasami wydają się sprzeczne. Z jednej strony oficjalne instytucje, takie jak szkoły, kościoły i banki,
starają się uczynić z nas odpowiedzialnych obywateli skłonnych ciężko
pracować i oszczędzać pieniądze. Z drugiej strony jesteśmy nieustannie
kuszeni przez sprzedawców, producentów i twórców reklam do wydawania
naszych zarobków na produkty, które mają im przynieść jak największe
zyski. Wreszcie, istnieje nieoficjalny system zakazanych przyjemności,
napędzany przez hazardzistów, alfonsów i dilerów narkotyków, który
działa podobnie do oficjalnych instytucji i obiecuje nagrodę w postaci
rozpusty za pieniądze. Komunikaty wysyłane przez te trzy grupy są bardzo
różne, ale prowadzą do tego samego rezultatu. Sprawiają, że stajemy się
zależni od systemu społecznego, który wykorzystuje naszą energię do
własnych celów.
Nie ulega wątpliwości, że aby przetrwać -?szczególnie w złożonym
społeczeństwie -?należy pracować na rzecz zewnętrznych celów i odkładać
w czasie przyjmowanie nagród za nasz wysiłek. Nie musimy jednak stawać
się marionetkami poruszanymi przez zasady systemu kontroli społecznej.
Rozwiązaniem tego problemu jest stopniowe uniezależnianie się od
społecznych nagród i nauczenie się, jak zastępować je takimi, które sami
możemy sobie zapewnić. Nie oznacza to, że powinniśmy porzucić wszelkie
cele uznawane za słuszne przez nasze społeczeństwo. Warto jednak
opracować listę własnych dążeń, które będziemy realizować dodatkowo lub
zamiast tych proponowanych nam przez innych ludzi.
Najważniejszym krokiem na drodze do uniezależnienia się od kontroli
społecznej jest zdobycie umiejętności dostrzegania nagród w zwykłych,
codziennych zdarzeniach. Jeśli nauczymy się czerpać radość i poczucie
sensu z bieżącego strumienia doświadczeń -?z samego procesu życia -
automatycznie pozbędziemy się brzemienia bycia kontrolowanym przez
społeczeństwo. Kiedy nagrody, które otrzymujemy, przestają być zależne
od sił zewnętrznych, odzyskujemy siłę i poczucie kontroli. Nie musimy
już walczyć o osiągnięcie celów, które zawsze zdawały się oddalać w coraz bardziej odległą przyszłość, ani na koniec każdego nudnego dnia
mieć nadziei, że być może jutro wydarzy się coś dobrego. Zamiast wciąż
starać się o nagrodę będącą tuż poza granicą naszego zasięgu, zaczynamy
sięgać po prawdziwe nagrody od życia. Wyzwolenie się spod kontroli
społecznej nie polega jednak na podążaniu ślepo za własnymi
instynktownymi pragnieniami. Musimy uniezależnić się także od nakazów
ciała i przejąć kontrolę nad tym, co dzieje się w naszym umyśle.
Cierpienie i przyjemność pojawiają się i istnieją tylko w świadomości.
Jeśli pozostajemy posłuszni warunkowanym społecznie schematom działania
na zasadzie bodziec-reakcja, wykorzystującym nasze biologiczne
skłonności, poddajemy się kontroli z zewnątrz. Dopóki atrakcyjna reklama
wzbudza w nas pragnienie zakupu danego produktu, a zagniewana mina szefa
psuje nam dzień, dopóty nie jesteśmy w stanie decydować o treści naszego
doświadczenia. Ponieważ doświadczamy rzeczywistości, możemy ją zmieniać
na tyle, na ile potrafimy wpłynąć na swoją świadomość, i w ten sposób
wyzwolić się od zagrożeń i pokus czyhających na nas w świecie
zewnętrznym. "Nie same rzeczy bynajmniej, ale mniemania o rzeczach budzą
w ludziach niepokój" -?napisał dawno temu Epiktet26. Z kolei
wielki cesarz Marek Aureliusz napisał: "Jeżeli cię trapi coś
zewnętrznego, to nie to ci dolega, ale twój własny sąd o tym. A ten
zmienić -?już jest w twej mocy"27.
Drogi do wyzwolenia
Drogi do wyzwolenia28
Prosta prawda mówiąca, że kontrola własnej świadomości29
określa jakość życia, była znana od bardzo dawna -?dowodzą tego wczesne
zapisy ludzkiej myśli, takie jak rada wyroczni delfickiej: "Poznaj
siebie". Do podobnych wniosków doszedł Arystoteles. Jego koncepcja
"cnotliwych działań duszy", rozwijana przez starożytnych filozofów
stoickich, stanowi zapowiedź wielu stwierdzeń zawartych w tej książce.
Zakony chrześcijańskie opracowały różne skuteczne metody uczenia się
kontroli nad ludzkimi myślami i pragnieniami. Ignacy Loyola objaśniał je
w swoich słynnych Ćwiczeniach duchownych. Ostatnią wielką próbą
wyzwolenia świadomości spod dominacji impulsów i kontroli społecznej
była psychoanaliza. Jak zauważył Freud, dwaj tyrani walczący o kontrolę
nad naszym umysłem to id i superego. To pierwsze podlega władzy
genów, drugie -?społeczeństwa; oba zaś reprezentują Innego. W opozycji
do nich stoi ego, które oznacza prawdziwe indywidualne potrzeby osoby
związanej z określonym środowiskiem.
Na Wschodzie powstało wiele wyrafinowanych technik osiągania kontroli
nad świadomością. Chociaż różnią się one między sobą pod wieloma
względami, praktyka jogi w Indiach, taoistyczne podejście do życia
wypracowane w Chinach oraz odmiany buddyzmu zen dążą do uwolnienia
świadomości od wpływu sił zewnętrznych -?zarówno tych biologicznych, jak
i społecznych. Jogin zmusza więc swój umysł do ignorowania bólu, jaki
zwykli ludzie nieuchronnie dopuściliby do swojej świadomości; potrafi
także zlekceważyć sygnały ciała oznaczające głód czy podniecenie
seksualne, którym większość ludzi nie zdołałaby się oprzeć. Ten sam
efekt można osiągnąć na wiele sposobów, na przykład dzięki ścisłej
dyscyplinie umysłu właściwej dla jogi lub zalecanemu przez filozofię zen
kultywowaniu nieustannej spontaniczności. Zamierzony rezultat jest
jednak identyczny. Chodzi o uwolnienie życia wewnętrznego z jednej
strony od chaosu, a z drugiej -?od sztywnego uwarunkowania przez
biologiczne pragnienia. To z kolei prowadzi do niezależności od kontroli
społecznej, która wykorzystuje oba te czynniki.
Jeśli jednak prawdą jest, że ludzie od tysięcy lat wiedzą, jak stać się
wolnym i przejąć kontrolę nad własnym życiem, dlaczego jako ludzkość nie
poczyniliśmy żadnych postępów w tym kierunku? Dlaczego w obliczu chaosu,
który przeszkadza nam osiągnąć szczęście, jesteśmy tak samo, a może
nawet bardziej bezradni niż nasi przodkowie? Istnieją przynajmniej dwa
przekonujące wyjaśnienia naszej porażki. Po pierwsze, wiedza -?lub
mądrość -?potrzebna do uwolnienia własnej świadomości nie kumuluje się.
Nie można jej streścić we wzorze matematycznym; nie da się opanować jej
pamięciowo, a później stosować w praktyce. Podobnie jak inne złożone
kompetencje, na przykład dojrzałe poglądy polityczne lub wysublimowany
zmysł estetyczny, wiedzę tę każda jednostka i każde pokolenie zdobywa
przez doświadczanie, metodą prób i błędów. Kontrola nad świadomością nie
należy do prostych zdolności poznawczych. Podobnie jak inteligencja,
wymaga ona zaangażowania uczuć i woli. Nie wystarczy wiedzieć, jak to
się robi; trzeba wytrwale ćwiczyć, tak jak sportowcy i muzycy, których
sukces nie zależy tylko od opanowania teorii. Regularne ćwiczenia nigdy
nie są łatwe. W dziedzinach polegających na przekładaniu teoretycznej
wiedzy na świat materialny, takich jak fizyka czy genetyka, postęp jest
stosunkowo szybki. Kiedy jednak teorię trzeba wykorzystać do zmiany
naszych nawyków i pragnień, zmiany następują dużo wolniej i bywają
bolesne30.
Po drugie, wiedza o tym, jak kontrolować świadomość, zmienia się wraz z kontekstem kulturowym. Mądrość chrześcijańskich i muzułmańskich
mistyków, wielkich joginów czy mistrzów zen mogła sprawdzać się w ich
epokach -?i zapewne byłoby tak również w naszym przypadku, gdybyśmy żyli
w tamtych czasach i kulturach. Te same systemy myślenia przeniesione do
współczesnej Kalifornii tracą jednak sporo ze swojej oryginalnej mocy.
Zawierają one elementy właściwe pierwotnym kontekstom, a kiedy te nie są
oddzielone od spraw najważniejszych, ścieżka do wolności zarasta
chwastami. Rytualna forma wygrywa z treścią, a człowiek poszukujący
sensu wraca do punktu wyjścia.
Kontroli nad świadomością nie można zinstytucjonalizować. Jeśli stanie
się ona częścią zasad i norm społecznych, przestanie być tak skuteczna,
jak wynika to z pierwotnych założeń. Niestety, ludzie bardzo szybko
popadają w rutynę. Jeszcze za życia Freuda jego dążenia do wyzwolenia
ego zostały przekształcone w poważną ideologię i doprowadziły do
powstania ściśle zdefiniowanej profesji. Karl Marx miał nawet mniej
szczęścia: jego próby uwolnienia świadomości od wyzysku ekonomicznego
wkrótce doprowadziły do powstania systemu represji, których ten biedny
filozof nie byłby w stanie pojąć. Jak zauważył Fiodor Dostojewski, gdyby
Chrystus ze swoim przesłaniem wolności powrócił na świat w średniowieczu, zostałby ponownie ukrzyżowany przez przywódców tego
samego Kościoła, którego światowa potęga powstała w Jego imię.
W każdej nowej epoce -?a może w każdym pokoleniu lub nawet co kilka lat,
skoro warunki, w jakich żyjemy zmieniają się tak szybko -?konieczne
staje się przemyślenie i sformułowanie na nowo sposobów osiągania
autonomii przez świadomość. Wczesne chrześcijaństwo pomogło masom
wyzwolić się spod panowania skostniałego imperialnego reżimu oraz
ideologii, która nadawała znaczenie tylko życiu osób bogatych i wpływowych. Reformacja uwolniła wielu ludzi od politycznego i ideologicznego wyzysku ze strony Kościoła rzymskokatolickiego.
Filozofowie i mężowie stanu piszący konstytucję Stanów Zjednoczonych
Ameryki sprzeciwiali się kontroli ustanowionej przez królów, papieży i arystokrację. Kiedy w dziewiętnastowiecznej przemysłowej Europie
nieludzkie warunki pracy w fabrykach stały się dla robotników największą
przeszkodą w swobodnym kierowaniu własnym losem, przesłanie Marksa
zyskało szczególne znaczenie. Znacznie subtelniejsze, lecz równie
represyjne środki kontroli społecznej w mieszczańskim Wiedniu
spowodowały, że Freudowska wizja wyzwolenia okazała się atrakcyjna dla
umysłów spętanych zewnętrznymi normami. Wnioski płynące z Ewangelii oraz
rozważań Marcina Lutra, autorów amerykańskiej konstytucji, Marksa i Freuda to tylko kilka przykładów ilustrujących liczne podejmowane przez
ludzi Zachodu próby zwiększania poczucia szczęścia przez zwiększanie
wolności jednostki. Koncepcje te na zawsze pozostaną ważne i użyteczne,
mimo że niektóre z nich wypaczono, stosując je w praktyce. Z pewnością
jednak nie przedstawiają one wyczerpujących rozwiązań omawianych tu
problemów.
Ponieważ wciąż powracamy do najważniejszego pytania o to, jak zyskać
władzę nad własnym życiem, warto przyjrzeć się współczesnym teoriom na
ten temat. W jaki sposób wiedza ta może nam pomóc uwolnić się od
własnych lęków i obaw, a w konsekwencji wyzwolić się spod kontroli
społeczeństwa i samodzielnie decydować o tym, które z oferowanych przez
nie nagród są dla nas istotne? Jak zasugerowałem powyżej, powinniśmy
dążyć do przejęcia kontroli nad własną świadomością, co z kolei umożliwi
nam kontrolowanie jakości doświadczania. Każdy najmniejszy krok w tym
kierunku uczyni nasze życie bogatszym, bardziej radosnym i znaczącym.
Zanim jednak zaczniemy poznawać sposoby na poprawę jakości naszych
doświadczeń, przyjrzyjmy się pokrótce temu, jak działa świadomość i co
właściwie oznacza "doświadczanie". Uzbrojeni w tę wiedzę, będziemy z większą łatwością dążyć do osobistego wyzwolenia.