Prolog
Kirkby to niezbyt duża miejscowość w dystrykcie metropolitalnym Knowsley
w północno-zachodniej Anglii. Liczy nieco ponad 40 tysięcy mieszkańców i jest miejscem narodzin poety Roberta Athertona, aktora Stephena Grahama,
a także pewnego mężczyzny, o którym zapewne aż do teraz nie dane było
wam słyszeć: niejakiego Michaela Whitty'ego, ojca trojga dzieci,
wolontariusza związanego z miejscową organizacją charytatywną, na co
dzień pracującego na lotniskowym parkingu. Po godzinach wolno, acz
systematycznie rozwijał on kilka oryginalnych pomysłów, korzystając z pomocy nader przydatnego w takich przedsięwzięciach Internetu.
W niedzielę 5 kwietnia 2020 roku Whitty spotkał się z jeszcze dwoma
osobami i razem pojechali na Coopers Lane w Kirkby, gdzie podpalili
należący do Vodafone maszt telefoniczny. Whitty należycie się do tego
przygotował: najpierw włożył rękawiczki, potem włamał się do skrzynki
serwisowej, następnie umieścił tam kilka kostek rozpałki, by wszystko
gładko poszło z dymem. Nie było to działanie podjęte pod wpływem chwili.
Późniejsze dochodzenie policyjne wykazało, że akt ów został starannie
zaplanowany. Pan Whitty był głęboko przekonany, że nowe maszty
telefoniczne sieci komórkowej 5G (piątej generacji) są w jakiś sposób
powiązane z pandemią koronawirusa, która dopiero co ogarnęła świat.
Z analizy zawartości pamięci telefonu Whitty'ego wynikało, że spędził on
sporo czasu na zgłębianiu niuansów technologii 5G i omawianiu jej wad z innymi osobami na czatach online. Jego podejrzliwe podejście do nowinek
technicznych oraz ich możliwego wpływu na ludzkie życie i zdrowie,
jakkolwiek samo w sobie zrozumiałe, opierało się jednak na fałszywych
przesłankach i teorii spiskowej, wedle której promieniowanie z masztów
systemu 5G ma negatywny wpływ na nasz układ odpornościowy i może być
odpowiedzialne za szybkie rozprzestrzenianie się wirusa SARS-CoV-2.
Prawie cztery lata wcześniej, w 2016 roku, w okresie poprzedzającym
wybory prezydenckie w USA, niejaki Edgar Maddison Welch z Karoliny
Północnej, dwudziestoośmioletni ojciec dwójki dzieci, wszedł do pizzerii
Comet Ping Pong w Waszyngtonie z naładowanym półautomatycznym
karabinkiem szturmowym. Był głęboko przekonany, że Hillary Clinton,
ówczesna kandydatka na prezydenta, ukrywała w piwnicy budynku małe
dzieci przeznaczone na handel w celach seksualnych. Welch, podobnie jak
Whitty, bardzo się przejął zagrożeniem (dla życia i zdrowia dzieci w ramach tak zwanej Pizzagate), do czego wybitnie przyczyniła się lektura
dziesiątków fałszywych artykułów udostępnianych w Internecie przez
celebrytów i polityków.
Zwykle uważa się, że na taką dezinformację podatne są nieliczne
jednostki. Aspołeczne, niedostosowane. Bo przecież większość ludzi nie
daje się nabrać na fałszywe wiadomości.
Ale czy tak jest naprawdę? Czy możemy spokojnie powiedzieć, że my sami
nie ulegliśmy nigdy fałszywemu przekazowi? Czy potrafimy ocenić, ile z tego, co pojawia się w mediach społecznościowych, jest nieprawdą lub co
najmniej ma nas skłonić do myślenia czy odczuwania w konkretny sposób?
Whitty i Welch to nie są odizolowane przypadki. W gruncie rzeczy na
podstawowym poziomie poznawczym wszyscy jesteśmy podatni na
dezinformację.
W Wielkiej Brytanii podpalono co najmniej pięćdziesiąt masztów
telefonicznych na skutek szeroko rozpowszechnianych fałszywych
informacji, że technologia 5G jest w pewnej mierze powiązana z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Późniejsze badania naukowe
potwierdziły wpływ podobnych przekonań na gotowość do podejmowania aktów
przemocy. W 2020 roku zrealizowaliśmy w Cambridge program obejmujący
mieszkańców Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Meksyku i Hiszpanii, wprost pytając ludzi, czy ich zdaniem sieć 5G czyni nas
bardziej podatnymi na ataki koronawirusa. Zależnie od kraju otrzymaliśmy
od 10 do 17 procent odpowiedzi pozytywnych. Jeśli ktoś gotów jest uznać,
że to niewiele, mogę dodać, że w wypadku Wielkiej Brytanii 10 procent to
ponad 7 milionów ludzi żywiących podobne przekonania. W Stanach będą to
32 miliony. Ponadto, jeśli wystarczy 10 procent, aby ludzie zaczęli
podpalać maszty telefoniczne, daje to podstawy do niepokoju, co będzie
się działo, jeśli wspomniane przekonania zyskają więcej zwolenników.
Jakie będzie to miało skutki dla ogółu społeczeństwa.
Atak na Kapitol z 2021 roku, podjęty w intencji podważenia
prezydenckiego zwycięstwa Joe Bidena, w przejmujący sposób uświadamia,
jakie szkody może wyrządzić tłum, gdy zostanie wprowadzony w błąd.
Fałszywe twierdzenie byłego prezydenta Donalda Trumpa, że demokraci
sfałszowali wybory, dokonując masowych oszustw, było często powtarzane w mediach społecznościowych i konserwatywnych serwisach informacyjnych.
Pojawiały się tam osobliwe doniesienia o "dosypywaniu głosów na Joe
Bidena" i urzędnikach zatrudnionych przy samych wyborach targających
całe "walizki fałszywych kart do głosowania". Było też o "głosowaniu z cmentarza". Ludzie zajmujący się weryfikacją tego rodzaju doniesień
nazwali to potem "tsunami fałszu" - ich zdaniem Trump wygłosił podczas
swojej prezydentury ponad 30 tysięcy fałszywych lub wprowadzających w błąd twierdzeń.
Gwałtowne zamieszki na Kapitolu mogły nie być skutkiem wyłącznie
dezinformacji jako takiej, ale szeroko zakrojone badanie przeprowadzone
przez niezależny portal PolitiFact, w ramach którego przejrzano akta
ponad czterystu aresztowanych, pozwoliło na ustalenie, że w wypadku co
najmniej połowy z nich to właśnie wprowadzające w błąd informacje były
odpowiedzialne za przekonania i poczynania oskarżonych. Wielu z nich
wykazywało się wcześniej wielką aktywnością w mediach społecznościowych,
kilku obrońcy przedstawiali nawet jako "oszukanych przez fake news". Pod
wieloma względami byli podobni do Whitty'ego i Welcha.
Na przykład taki dwudziestosiedmioletni Anthony Antonio, sprzedawca
paneli słonecznych z przedmieścia Chicago. Antonio nie interesował się
wcześniej polityką. Nie chodził nawet na wybory prezydenckie. Jak sam
stwierdził, po utracie pracy w czasie pandemii zaczął się po prostu
nudzić. Non stop oglądał wówczas Fox News, potem zaczął bywać na
prawicowych mediach społecznościowych i ostatecznie nabrał przekonania,
że wybory prezydenckie zostały sfałszowane. 6 stycznia 2021 roku miał na
sobie kamizelkę kuloodporną z insygniami skrajnie prawicowej milicji.
Postawiono mu pięć zarzutów, w tym o zakłócanie porządku i wtargnięcie z użyciem przemocy do budynku Kapitolu.
Odnosząc się do tego potoku mylnych informacji, jego obrońca stwierdził
wprost: "To jest coś, czym można się zarazić".
Niemniej do podobnych sytuacji nie dochodzi wyłącznie w świecie Zachodu.
W kwietniu 2018 roku na WhatsAppie pojawiły się filmy z ostrzeżeniami
przed grasującymi ponoć w południowych Indiach handlarzami dziećmi,
które sugerowały wprost, że w pewnej okolicy doszło już do ponad
pięćdziesięciu porwań. Podburzyły one około dwustu osób do ataku na
niewinną rodzinę, która została wyciągnięta przemocą z samochodu i pobita, w jednym wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Pozostałe osoby
odniosły ciężkie obrażenia. Podobnych linczów, także powiązanych z materiałami publikowanymi na WhatsAppie, było znacznie więcej. Na
przykład w tym samym roku zostali śmiertelnie pobici dwaj mężczyźni (a siedmiu innych odniosło obrażenia) po pojawieniu się fałszywych
doniesień wskazujących na nich jako na złodziei. Na początku 2020 roku
odnotowano w Iranie setki zgonów i tysiące hospitalizacji, w tym także
dzieci, spowodowanych zatruciem - co wedle wszelkiego prawdopodobieństwa
było spowodowane fałszywymi treściami rozpowszechnianymi w mediach
społecznościowych, jakoby spożywanie toksycznych produktów na bazie
alkoholu miało "neutralizować" koronawirusa.
Krótko mówiąc, fałszywe wiadomości mogą cię zabić.
Nawet jeśli optymistycznie uznamy, że w gruncie rzeczy potrafimy
wykrywać fałszywe informacje, zostaje łyżka dziegciu. Otóż wcale nie
jest tak, że wszyscy muszą ulec akcji dezinformacyjnej - wystarczy nawet
niewielki jej wpływ, by zrobiło się niebezpiecznie. O wyniku niemal
wszystkich większych kampanii wyborczych decyduje ostatecznie niewielki
margines przewagi jednej lub drugiej strony. Można przez to powiedzieć,
że propaganda cyfrowa odgrywa coraz większą rolę w niszczeniu struktur
naszych demokracji. Na początku lutego 2022 roku rosyjscy propagandyści
zalali media fałszywymi filmami przedstawiającymi ponoć ukraińskie akty
agresji i ataki na terytorium Rosji. Miało to uzasadnić planowaną
rosyjską napaść. Część z tych materiałów przedstawiała tak naprawdę
izraelskie naloty na Strefę Gazy, inne pochodziły z gry komputerowej,
strzelanki Arma III. Celem tych kampanii nie było przekonanie całej
zagranicznej publiczności, że rosyjska inwazja wojskowa jest w pełni
usprawiedliwiona, miały raczej utrudnić odbiorcom odróżnianie faktów od
fikcji i zmusić analityków oraz grupy zajmujące się weryfikacją
informacji do marnowania czasu na wyłapywanie i demaskowanie tych
fejków.
Obawy związane z negatywnym wpływem fałszywych wiadomości na struktury
demokratyczne są w pełni uzasadnione. Ankieta przeprowadzona w 2016 roku
przez waszyngtoński ośrodek badawczy Pew ujawniła, że wobec zalewu
fałszywych wiadomości ponad 65 procent Amerykanów przyznaje się do
dezorientacji i ma problemy z ustaleniem, co jest faktem, a co nie. 83
procent Europejczyków uważa, że fałszywe wiadomości to poważny problem,
przy czym co najmniej połowa ankietowanych twierdzi, że natyka się na
fałszywe informacje co najmniej raz w tygodniu. Nawet teorie spiskowe
nie są już czymś "zarezerwowanym" dla statystycznego marginesu: ponad 50
procent Amerykanów wspiera obecnie przynajmniej jedną teorię spiskową.
Dane te sugerują, że winniśmy poważnie się zastanowić, czy potrafimy
korzystać z mediów informacyjnych. Jak to się dzieje, że ludzie
przyjmują fałszywe informacje? Jak i dlaczego się one rozprzestrzeniają?
I co możemy z tym zrobić?
W tej książce odpowiem na wszystkie te pytania - ale muszę ostrzec, że
nie jest to typowa książka o wpływie na innych i perswazji, a przynajmniej nie taka, jakie zwykle poruszają ten temat. Studiowałem
psychologię perswazji oraz wywierania wpływu i opieram na tym swoje
życie zawodowe. Co więcej, moje zainteresowanie tematem nie ogranicza
się do obszaru akademickiego. W życiu osobistym też sporo czasu
spędziłem na rozważaniach, w jaki sposób ludzie, w tym i ja, przyswajają
informacje, również te fałszywe. Większa część mojej rodziny ze strony
matki została rozstrzelana przez narodowych socjalistów w Holandii
podczas drugiej wojny światowej. Dziadkom ledwie udało się uciec, jednak
z ich dwóch synów mój wujek, wówczas młody chłopak, został celowo
postrzelony przez nazistowskiego żołnierza podczas razzia (łapanki).
Zabrano go do pobliskiego szpitala, skąd ruch oporu zdołał go wykraść i przekazać tymczasowej rodzinie. Dziadkowie dowiedzieli się o tym dopiero
po wojnie i chociaż w końcu wyzdrowiał i znowu byli razem, psychicznie
nigdy nie doszedł w pełni do siebie po tym, co przydarzyło mu się w dzieciństwie.
Wiedząc, jak narodowy socjalizm wpłynął na losy mojej rodziny, od
najmłodszych lat interesowałem się procesem wpływu, jaki może mieć na
ludzi niebezpieczna propaganda. Z naukowym podejściem do tematu po raz
pierwszy zetknąłem się podczas studiów podyplomowych, zgłębiając
psychologię dezinformacji. Nie po to, aby samemu się w tym doskonalić,
ale raczej nauczyć się odwracać ten proces. I wtedy zastanowiłem się,
czy głębsze zrozumienie procesu wpływu perswazyjnego mogłoby pomóc
ludziom w stawianiu oporu podejmowanym w złych intencjach staraniom, by
przekształcić ich postawy i przekonania. Podjąłem przez to próbę analizy
składowych kampanii dezinformacyjnych w nadziei, że może doprowadzi to
do znalezienia skutecznej "szczepionki".
Wszystko to wydarzyło się, zanim termin fake news stał się popularny.
Dopiero kilka miesięcy po amerykańskich wyborach prezydenckich w 2016
roku otrzymałem e-mail od "specjalnego sprawozdawcy ONZ do spraw
wolności wypowiedzi i wyrażania opinii" z zaproszeniem na trzydniowe
spotkanie dotyczące właśnie fake newsów. Zorganizowano je w leżącej na
uboczu szesnastowiecznej posiadłości na południowym wybrzeżu Anglii,
majątku należącym do brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych.
Podczas owego spotkania wysoko postawieni przedstawiciele rządów i firm
medialnych z całego świata debatowali nad podstawowymi pytaniami,
poczynając od kwestii "Czym są fałszywe wiadomości?" i "Co możemy z tym
zrobić?".
Spotkanie to wywarło na mnie wielki wpływ. Pilnie słuchałem głosów
przedstawiających złożone kwestie prawne, w tym związane z prawami
człowieka, utrudniające zdefiniowanie fałszywych wiadomości i uregulowanie ich statusu. Było też sporo o praktycznych wyzwaniach
pojawiających się przy próbach identyfikacji i ścigania tych, którzy
celowo rozpowszechniają fake newsy. Szybko odkryłem, że jestem tam
jedynym behawiorystą, i chociaż początkowo moja rola nie była zbyt
jasna, zaczęła się ona klarować, gdy dyskutanci doszli do wniosku, iż
prawo i technologia to w tym wypadku za mało. Jakiekolwiek ustawodawstwo
udałoby się wprowadzić, nie rozwiąże ono problemów związanych z rozpowszechnianiem fałszywych informacji.
Kolejne wystąpienia dotyczyły w coraz większej mierze mechanizmów
ludzkiego osądu i procesu podejmowania decyzji. I to już był obszar
psychologiczny. Przedstawiłem moje wstępne sugestie sposobów
"zaszczepiania" ludzi przeciwko dezinformacji. Okazało się to
katalizatorem i miało wpływ na kształt ostatecznego programu badawczego,
który dostarczył strategicznych założeń wykorzystanych w programach
zwalczania fałszywych wiadomości - podjętych przez rządy, instytucje
zdrowia publicznego i największe firmy technologiczne na całym świecie.
I dlatego właśnie w tej książce nie opisuję, jak wywierać wpływ na
innych, ale radzę, jak walczyć z próbami narzucenia nam przekonań. Jak
zdobyć odporność na ataki perswazyjne i jak sprawdzić, czy nasz umysł
jest odporny na działania mające przekonać nas do fałszywych informacji.
Podzielę się z wami wszystkim, co wiem na ten temat, poczynając od tego,
w jaki sposób nasz mózg odróżnia fakty od fikcji, aż po "wirusowe"
rozprzestrzenianie się błędnych informacji w kontekście bardzo
prawdopodobnego wpływu tego mechanizmu na wynik wyborów w USA w 2016
roku czy referendum, które zdecydowało o brexicie. Będzie też mowa o jego roli podczas pandemii oraz wojny, a także przyszłości "prawdy" w obiegu społecznym. Wirus dezinformacji zostanie umieszczony pod
mikroskopem w celu opracowania skutecznej szczepionki na poziomie
społecznym, która zapewni nam grupową odporność na procesy
indoktrynacyjne.
Trudno, abym w epoce coraz bardziej wypełnionej półprawdami, fałszywymi
wiadomościami i tak zwanymi wiadomościami alternatywnymi próbował wam
mówić, w co macie wierzyć. Niemniej niezależnie od waszych afiliacji
politycznych ta skromna książka może wam dopomóc w poszukiwaniu prawdy.
Andy Norman, filozof z Uniwersytetu Carnegiego i Mellonów, nazywa mnie
kognitywistycznym immunologiem. Bardzo podoba mi się to określenie mojej
dziedziny badań: studia nad mentalnymi mechanizmami obronnymi umysłu.
Chcę dać wam przewodnik pokazujący, jak się do tego zabrać, w jaki
sposób mózg każdego człowieka reaguje na natłok prawdziwych i fikcyjnych
informacji. Ma to być zestaw narzędzi dający szansę na wykrycie prób
oddziaływania na nasze opinie, gdy wypłynie się już na "niezbadane morze
manipulacji". Lub rzeczywiście rodzaj szczepionki przeciwko
dezinformacji. Tak jak zwykłe antygeny wywołują odpowiedź odpornościową
organizmu, tak antygeny psychologiczne mogą pomóc w budowaniu odporności
na fałszywe informacje. Oferuję wam jedenaście takich antygenów, które
pomogą wzmocnić naszą odporność.
Prawnik broniący Antonia, uczestnika zamieszek na Kapitolu, miał sporo
racji, sugerując, że jego klient "zaraził się" fejkami, podobnie jak
można czasem złapać przeziębienie. Mam nadzieję, że przekonam was do
trzech kwestii poruszonych w tej książce. Po pierwsze, oprócz zwykłych
wirusów istnieją też wirusy umysłu. Wirus biologiczny jest pasożytem,
który przyczepia się do powierzchni komórek gospodarza. Następnie
wstrzykuje swój własny materiał genetyczny, przejmując maszynerię
komórki w celu reprodukcji. Wszelkie teorie spiskowe i fałszywe
informacje działają bardzo podobnie. Przyczepiają się do umysłu i wnikają głęboko do naszej świadomości. Infiltrują nasze myśli, uczucia,
nawet nasze wspomnienia. Dezinformacja może zasadniczo zmienić to, jak
działamy i jak myślimy o świecie. Wirus dezinformacji przejmuje kontrolę
nad częścią naszego procesu poznawczego. Niestety, tak jak trudno
uleczyć infekcję wirusową (pozwolę sobie przypomnieć, że antybiotyki nie
działają na wirusy), tak trudno wykorzenić dezinformację, która
zagościła w naszej głowie. Dość było już badań, które to potwierdzają.
Zatem rzeczywiście to całkiem dobra analogia.
Druga kwestia dotyczy sposobów rozprzestrzeniania się patogenów. Oba
rodzaje wirusów korzystają z podobnej metody - jedna osoba infekuje
kolejne. Dlatego WHO ogłosiła w 2020 roku wybuch tak zwanej infodemii.
Żaden biologiczny wirus nie przetrwa długo poza ciałem nosiciela i ta
sama zasada dotyczy też wirusów umysłu. One również potrzebują
gospodarza. Wprowadzający w błąd tweet lub fałszywy nagłówek wiadomości
sam w sobie niewiele znaczy - potrzebny jest jeszcze podatny odbiorca,
który gotów będzie taki przekaz reprodukować i rozpowszechniać. Wirusy
biologiczne zwykle rozprzestrzeniają się poprzez fizyczny kontakt lub
drobinki śliny. Wirusy umysłu są jeszcze bardziej zaraźliwe, ponieważ
mogą być przekazywane bez żadnego kontaktu fizycznego. Jak się
przekonamy, podobnie jak w wypadku zwykłych wirusów, wiąże się to
niekiedy z poważnymi konsekwencjami, prowadząc do rozmaitych urazów,
czasem nawet do śmierci. Co więcej, rozpowszechnianie fałszywych
wiadomości nie zagraża wyłącznie jednostkom. Stanowi poważne zagrożenie
dla integralności społeczeństw, zwłaszcza demokratycznych.
Trzecia i ostatnia kwestia dotyczy potrzeby stworzenia skutecznego leku
przeciwwirusowego - psychologiczna szczepionka przeciwko fake newsom.
Razem z moimi współpracownikami z Uniwersytetu Cambridge pracowałem nad
tym zagadnieniem już od wielu lat. Na szczęście rozwój tej szczepionki
nie wymaga żadnego osprzętu medycznego, a jedynie otwartego umysłu. I jest to szczepionka praktycznie bezpłatna.
Działać ma jednak tak samo jak szczepionki stosowane w medycynie, które
uczą układ odpornościowy, jak rozpoznać intruzów, i przygotowują do
walki z nimi. Na przykład przez wprowadzenie do organizmu osłabionych
lub martwych szczepów wirusa. Ta mentalna szczepionka ma polegać na
wystawieniu człowieka na poważnie osłabioną dawkę fake newsów (czyli
wirusów umysłu), które względnie łatwo dadzą się zweryfikować, co z czasem może pozwolić na wykształcenie mentalnych przeciwciał, swoistej
psychicznej odporności na dezinformację.
Stworzenie zwykłej szczepionki wymaga rozpoznania struktury wirusa, co
oznacza zagłębienie się w chemię organiczną (przez substancje chemiczne
będące nośnikami informacji, jak DNA i RNA). W związku z tym
spróbowaliśmy ustalić główne procesy, które można zaobserwować podczas
powstawania niemal wszystkich fałszywych wiadomości, tworząc coś, co
nazwaliśmy "Sześcioma wymiarami manipulacji". Są to: polaryzacja grup
społecznych, odwoływanie się do emocji w celu manipulowania ludźmi,
szerzenie teorii spiskowych, kreowanie fałszywych ekspertów i podszywanie się pod oficjalne organizacje, trollowanie ludzi i sianie
fermentu w kontaktach online. Szczegółowo omówię je w rozdziale
dziewiątym, teraz chcę tylko zasygnalizować, że to one właśnie tworzą
podstawowe struktury wirusa fałszywych wiadomości. Kierowaliśmy się przy
tym tezą, że można uodpornić ludzi na działanie tego wirusa, i po wielu
eksperymentach laboratoryjnych w końcu udało nam się dokonać przełomu.
Potrzebowaliśmy jeszcze środka umożliwiającego "iniekcję" owej
szczepionki - odpowiednika strzykawki i igły.
Dzięki ścisłej współpracy z twórcami gier komputerowych stworzyliśmy
program symulacyjny. Daliśmy mu nazwę Złe wieści (Bad News).
Pierwszy taki, jedyny w swoim rodzaju, ma on postać interaktywnej gry,
która odtwarza środowisko mediów społecznościowych - wraz z występującymi w nich fałszywymi wiadomościami. Jest to całkiem nowe
podejście do tematu, nieco przy tym kontrowersyjne: dla przydania
stosownej odporności "wstrzykuje" ona graczom niewielkie dawki fake
newsów. Naraża się ich więc na kontakt z osłabionymi wersjami
najważniejszych technik wykorzystywanych w procesie rozprzestrzeniania
fałszywych informacji. W pewnej chwili gracze sami stają się nawet
centralnymi postaciami rozpowszechniającymi fake newsy.
Do przetestowania "szczepionki" zaprosiliśmy dziesiątki tysięcy ludzi ze
wszystkich środowisk i z różnych miejsc świata. Przed wzięciem udziału w grze osoby te zostały poproszone o ocenę wiarygodności serii fałszywych
nagłówków medialnych. Na przykład:
Kurs wymiany bitcoinów jest skrycie regulowany przez niewielką grupę
bogatych bankierów. #Zbadaj teraz.
Tekst ten wyglądał jak typowy post na Twitterze i opierał się na wzorcu
teorii spiskowych, czyli zanegowaniu w jakiejś mierze głównego nurtu
narracji z obwinieniem elit o to, że knują dla osiągnięcia mrocznego
celu (więcej o charakterystycznych cechach teorii spiskowych opowiem w dalszej części tej książki). Po przyjęciu naszej szczepionki (pod
postacią gry) tym samym osobom pokazywano kolejny zestaw nagłówków i teraz już trudniej było ich oszukać. W ich umysłach pojawiły się
pierwsze mentalne antyciała, czyli zręby zrozumienia, jak działa świat
fejków.
Koncepcja szczepionki mentalnej zdecydowanie zmieniła podejście do
kwestii weryfikowania odbieranych informacji. W odróżnieniu od procesu,
w którym sprawdza się kolejno fakty (zwanym debunkingiem), tutaj
przeciwdziałanie zaczyna się, zanim jeszcze szkoda zostanie wyrządzona.
Jak w wypadku prawdziwej szczepionki, stawia się bardziej na
profilaktykę niż na leczenie. Na atak zamiast obrony. Złe wieści to
coś więcej niż tylko zabawna gra: oznacza początek nowego podejścia,
które można nazwać prebunkingiem.
Zanim jednak przejdziemy do potencjalnych środków zaradczych, musimy
zrozumieć, na ile nasz poznawczy układ odpornościowy radzi sobie z dezinformacją, gdy już ją napotka. Dlatego w pierwszej części tej
książki staram się wyjaśnić, dlaczego wszyscy jesteśmy podatni na
dezinformację. Druga część przedstawia proces przechodzenia fejków z jednej osoby na drugą, także w rysie historycznym, od starożytnego Rzymu
do internetowych sieci społecznościowych. W końcowej, trzeciej części
znajduje się przepis, jak rozwijać profilaktykę (pod postacią
prebunkingu) i wytworzyć w sobie i innych odporność na fałszywe
informacje.
Zacznijmy więc od spraw podstawowych. Jak nasz mózg odróżnia fakty od
fikcji?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki