Fake news - Sander van der Linden

Kup ebooka

44.99 zł
35.09 zł (35,09 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Kirkby to nie­zbyt duża miej­sco­wość w dys­tryk­cie metro­po­li­tal­nym Know­sley w pół­nocno-zachod­niej Anglii. Liczy nieco ponad 40 tysięcy miesz­kań­ców i jest miej­scem naro­dzin poety Roberta Ather­tona, aktora Ste­phena Gra­hama, a także pew­nego męż­czy­zny, o któ­rym zapewne aż do teraz nie dane było wam sły­szeć: nie­ja­kiego Micha­ela Whitty'ego, ojca trojga dzieci, wolon­ta­riu­sza zwią­za­nego z miej­scową orga­ni­za­cją cha­ry­ta­tywną, na co dzień pra­cu­ją­cego na lot­ni­sko­wym par­kingu. Po godzi­nach wolno, acz sys­te­ma­tycz­nie roz­wi­jał on kilka ory­gi­nal­nych pomy­słów, korzy­sta­jąc z pomocy nader przy­dat­nego w takich przed­się­wzię­ciach Inter­netu.

W nie­dzielę 5 kwiet­nia 2020 roku Whitty spo­tkał się z jesz­cze dwoma oso­bami i razem poje­chali na Coopers Lane w Kirkby, gdzie pod­pa­lili nale­żący do Voda­fone maszt tele­fo­niczny. Whitty nale­ży­cie się do tego przy­go­to­wał: naj­pierw wło­żył ręka­wiczki, potem wła­mał się do skrzynki ser­wi­so­wej, następ­nie umie­ścił tam kilka kostek roz­pałki, by wszystko gładko poszło z dymem. Nie było to dzia­ła­nie pod­jęte pod wpły­wem chwili. Póź­niej­sze docho­dze­nie poli­cyjne wyka­zało, że akt ów został sta­ran­nie zapla­no­wany. Pan Whitty był głę­boko prze­ko­nany, że nowe maszty tele­fo­niczne sieci komór­ko­wej 5G (pią­tej gene­ra­cji) są w jakiś spo­sób powią­zane z pan­de­mią koro­na­wi­rusa, która dopiero co ogar­nęła świat.

Z ana­lizy zawar­to­ści pamięci tele­fonu Whitty'ego wyni­kało, że spę­dził on sporo czasu na zgłę­bia­niu niu­an­sów tech­no­lo­gii 5G i oma­wia­niu jej wad z innymi oso­bami na cza­tach online. Jego podejrz­liwe podej­ście do nowi­nek tech­nicz­nych oraz ich moż­li­wego wpływu na ludz­kie życie i zdro­wie, jak­kol­wiek samo w sobie zro­zu­miałe, opie­rało się jed­nak na fał­szy­wych prze­słan­kach i teo­rii spi­sko­wej, wedle któ­rej pro­mie­nio­wa­nie z masz­tów sys­temu 5G ma nega­tywny wpływ na nasz układ odpor­no­ściowy i może być odpo­wie­dzialne za szyb­kie roz­prze­strze­nia­nie się wirusa SARS-CoV-2.

Pra­wie cztery lata wcze­śniej, w 2016 roku, w okre­sie poprze­dza­ją­cym wybory pre­zy­denc­kie w USA, nie­jaki Edgar Mad­di­son Welch z Karo­liny Pół­noc­nej, dwu­dzie­sto­ośmio­letni ojciec dwójki dzieci, wszedł do piz­ze­rii Comet Ping Pong w Waszyng­to­nie z nała­do­wa­nym pół­au­to­ma­tycz­nym kara­bin­kiem sztur­mo­wym. Był głę­boko prze­ko­nany, że Hil­lary Clin­ton, ówcze­sna kan­dy­datka na pre­zy­denta, ukry­wała w piw­nicy budynku małe dzieci prze­zna­czone na han­del w celach sek­su­al­nych. Welch, podob­nie jak Whitty, bar­dzo się prze­jął zagro­że­niem (dla życia i zdro­wia dzieci w ramach tak zwa­nej Piz­za­gate), do czego wybit­nie przy­czy­niła się lek­tura dzie­siąt­ków fał­szy­wych arty­ku­łów udo­stęp­nia­nych w Inter­ne­cie przez cele­bry­tów i poli­ty­ków.

Zwy­kle uważa się, że na taką dez­in­for­ma­cję podatne są nie­liczne jed­nostki. Aspo­łeczne, nie­do­sto­so­wane. Bo prze­cież więk­szość ludzi nie daje się nabrać na fał­szywe wia­do­mo­ści.

Ale czy tak jest naprawdę? Czy możemy spo­koj­nie powie­dzieć, że my sami nie ule­gli­śmy ni­gdy fał­szy­wemu prze­ka­zowi? Czy potra­fimy oce­nić, ile z tego, co poja­wia się w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, jest nie­prawdą lub co naj­mniej ma nas skło­nić do myśle­nia czy odczu­wa­nia w kon­kretny spo­sób? Whitty i Welch to nie są odizo­lo­wane przy­padki. W grun­cie rze­czy na pod­sta­wo­wym pozio­mie poznaw­czym wszy­scy jeste­śmy podatni na dez­in­for­ma­cję.

W Wiel­kiej Bry­ta­nii pod­pa­lono co naj­mniej pięć­dzie­siąt masz­tów tele­fo­nicz­nych na sku­tek sze­roko roz­po­wszech­nia­nych fał­szy­wych infor­ma­cji, że tech­no­lo­gia 5G jest w pew­nej mie­rze powią­zana z roz­prze­strze­nia­niem się wirusa SARS-CoV-2. Póź­niej­sze bada­nia naukowe potwier­dziły wpływ podob­nych prze­ko­nań na goto­wość do podej­mo­wa­nia aktów prze­mocy. W 2020 roku zre­ali­zo­wa­li­śmy w Cam­bridge pro­gram obej­mu­jący miesz­kań­ców Wiel­kiej Bry­ta­nii, Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Mek­syku i Hisz­pa­nii, wprost pyta­jąc ludzi, czy ich zda­niem sieć 5G czyni nas bar­dziej podat­nymi na ataki koro­na­wi­rusa. Zależ­nie od kraju otrzy­ma­li­śmy od 10 do 17 pro­cent odpo­wie­dzi pozy­tyw­nych. Jeśli ktoś gotów jest uznać, że to nie­wiele, mogę dodać, że w wypadku Wiel­kiej Bry­ta­nii 10 pro­cent to ponad 7 milio­nów ludzi żywią­cych podobne prze­ko­na­nia. W Sta­nach będą to 32 miliony. Ponadto, jeśli wystar­czy 10 pro­cent, aby ludzie zaczęli pod­pa­lać maszty tele­fo­niczne, daje to pod­stawy do nie­po­koju, co będzie się działo, jeśli wspo­mniane prze­ko­na­nia zyskają wię­cej zwo­len­ni­ków. Jakie będzie to miało skutki dla ogółu spo­łe­czeń­stwa.

Atak na Kapi­tol z 2021 roku, pod­jęty w inten­cji pod­wa­że­nia pre­zy­denc­kiego zwy­cię­stwa Joe Bidena, w przej­mu­jący spo­sób uświa­da­mia, jakie szkody może wyrzą­dzić tłum, gdy zosta­nie wpro­wa­dzony w błąd. Fał­szywe twier­dze­nie byłego pre­zy­denta Donalda Trumpa, że demo­kraci sfał­szo­wali wybory, doko­nu­jąc maso­wych oszustw, było czę­sto powta­rzane w mediach spo­łecz­no­ścio­wych i kon­ser­wa­tyw­nych ser­wi­sach infor­ma­cyj­nych. Poja­wiały się tam oso­bliwe donie­sie­nia o "dosy­py­wa­niu gło­sów na Joe Bidena" i urzęd­ni­kach zatrud­nio­nych przy samych wybo­rach tar­ga­ją­cych całe "walizki fał­szy­wych kart do gło­so­wa­nia". Było też o "gło­so­wa­niu z cmen­ta­rza". Ludzie zaj­mu­jący się wery­fi­ka­cją tego rodzaju donie­sień nazwali to potem "tsu­nami fał­szu" - ich zda­niem Trump wygło­sił pod­czas swo­jej pre­zy­den­tury ponad 30 tysięcy fał­szy­wych lub wpro­wa­dza­ją­cych w błąd twier­dzeń.

Gwał­towne zamieszki na Kapi­tolu mogły nie być skut­kiem wyłącz­nie dez­in­for­ma­cji jako takiej, ale sze­roko zakro­jone bada­nie prze­pro­wa­dzone przez nie­za­leżny por­tal Poli­ti­Fact, w ramach któ­rego przej­rzano akta ponad czte­ry­stu aresz­to­wa­nych, pozwo­liło na usta­le­nie, że w wypadku co naj­mniej połowy z nich to wła­śnie wpro­wa­dza­jące w błąd infor­ma­cje były odpo­wie­dzialne za prze­ko­na­nia i poczy­na­nia oskar­żo­nych. Wielu z nich wyka­zy­wało się wcze­śniej wielką aktyw­no­ścią w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, kilku obrońcy przed­sta­wiali nawet jako "oszu­ka­nych przez fake news". Pod wie­loma wzglę­dami byli podobni do Whitty'ego i Welcha.

Na przy­kład taki dwu­dzie­sto­sied­mio­letni Anthony Anto­nio, sprze­dawca paneli sło­necz­nych z przed­mie­ścia Chi­cago. Anto­nio nie inte­re­so­wał się wcze­śniej poli­tyką. Nie cho­dził nawet na wybory pre­zy­denc­kie. Jak sam stwier­dził, po utra­cie pracy w cza­sie pan­de­mii zaczął się po pro­stu nudzić. Non stop oglą­dał wów­czas Fox News, potem zaczął bywać na pra­wi­co­wych mediach spo­łecz­no­ścio­wych i osta­tecz­nie nabrał prze­ko­na­nia, że wybory pre­zy­denc­kie zostały sfał­szo­wane. 6 stycz­nia 2021 roku miał na sobie kami­zelkę kulo­od­porną z insy­gniami skraj­nie pra­wi­co­wej mili­cji. Posta­wiono mu pięć zarzu­tów, w tym o zakłó­ca­nie porządku i wtar­gnię­cie z uży­ciem prze­mocy do budynku Kapi­tolu.

Odno­sząc się do tego potoku myl­nych infor­ma­cji, jego obrońca stwier­dził wprost: "To jest coś, czym można się zara­zić".

Nie­mniej do podob­nych sytu­acji nie docho­dzi wyłącz­nie w świe­cie Zachodu. W kwiet­niu 2018 roku na What­sAp­pie poja­wiły się filmy z ostrze­że­niami przed gra­su­ją­cymi ponoć w połu­dnio­wych Indiach han­dla­rzami dziećmi, które suge­ro­wały wprost, że w pew­nej oko­licy doszło już do ponad pięć­dzie­się­ciu porwań. Pod­bu­rzyły one około dwu­stu osób do ataku na nie­winną rodzinę, która została wycią­gnięta prze­mocą z samo­chodu i pobita, w jed­nym wypadku ze skut­kiem śmier­tel­nym. Pozo­stałe osoby odnio­sły cięż­kie obra­że­nia. Podob­nych lin­czów, także powią­za­nych z mate­ria­łami publi­ko­wa­nymi na What­sAp­pie, było znacz­nie wię­cej. Na przy­kład w tym samym roku zostali śmier­tel­nie pobici dwaj męż­czyźni (a sied­miu innych odnio­sło obra­że­nia) po poja­wie­niu się fał­szy­wych donie­sień wska­zu­ją­cych na nich jako na zło­dziei. Na początku 2020 roku odno­to­wano w Ira­nie setki zgo­nów i tysiące hospi­ta­li­za­cji, w tym także dzieci, spo­wo­do­wa­nych zatru­ciem - co wedle wszel­kiego praw­do­po­do­bień­stwa było spo­wo­do­wane fał­szy­wymi tre­ściami roz­po­wszech­nia­nymi w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, jakoby spo­ży­wa­nie tok­sycz­nych pro­duk­tów na bazie alko­holu miało "neu­tra­li­zo­wać" koro­na­wi­rusa.

Krótko mówiąc, fał­szywe wia­do­mo­ści mogą cię zabić.

Nawet jeśli opty­mi­stycz­nie uznamy, że w grun­cie rze­czy potra­fimy wykry­wać fał­szywe infor­ma­cje, zostaje łyżka dzieg­ciu. Otóż wcale nie jest tak, że wszy­scy muszą ulec akcji dez­in­for­ma­cyj­nej - wystar­czy nawet nie­wielki jej wpływ, by zro­biło się nie­bez­piecz­nie. O wyniku nie­mal wszyst­kich więk­szych kam­pa­nii wybor­czych decy­duje osta­tecz­nie nie­wielki mar­gi­nes prze­wagi jed­nej lub dru­giej strony. Można przez to powie­dzieć, że pro­pa­ganda cyfrowa odgrywa coraz więk­szą rolę w nisz­cze­niu struk­tur naszych demo­kra­cji. Na początku lutego 2022 roku rosyj­scy pro­pa­gan­dy­ści zalali media fał­szy­wymi fil­mami przed­sta­wia­ją­cymi ponoć ukra­iń­skie akty agre­sji i ataki na tery­to­rium Rosji. Miało to uza­sad­nić pla­no­waną rosyj­ską napaść. Część z tych mate­ria­łów przed­sta­wiała tak naprawdę izra­el­skie naloty na Strefę Gazy, inne pocho­dziły z gry kom­pu­te­ro­wej, strze­lanki Arma III. Celem tych kam­pa­nii nie było prze­ko­na­nie całej zagra­nicz­nej publicz­no­ści, że rosyj­ska inwa­zja woj­skowa jest w pełni uspra­wie­dli­wiona, miały raczej utrud­nić odbior­com odróż­nia­nie fak­tów od fik­cji i zmu­sić ana­li­ty­ków oraz grupy zaj­mu­jące się wery­fi­ka­cją infor­ma­cji do mar­no­wa­nia czasu na wyła­py­wa­nie i dema­sko­wa­nie tych fej­ków.

Obawy zwią­zane z nega­tyw­nym wpły­wem fał­szy­wych wia­do­mo­ści na struk­tury demo­kra­tyczne są w pełni uza­sad­nione. Ankieta prze­pro­wa­dzona w 2016 roku przez waszyng­toń­ski ośro­dek badaw­czy Pew ujaw­niła, że wobec zalewu fał­szy­wych wia­do­mo­ści ponad 65 pro­cent Ame­ry­ka­nów przy­znaje się do dez­orien­ta­cji i ma pro­blemy z usta­le­niem, co jest fak­tem, a co nie. 83 pro­cent Euro­pej­czy­ków uważa, że fał­szywe wia­do­mo­ści to poważny pro­blem, przy czym co naj­mniej połowa ankie­to­wa­nych twier­dzi, że natyka się na fał­szywe infor­ma­cje co naj­mniej raz w tygo­dniu. Nawet teo­rie spi­skowe nie są już czymś "zare­zer­wo­wa­nym" dla sta­ty­stycz­nego mar­gi­nesu: ponad 50 pro­cent Ame­ry­ka­nów wspiera obec­nie przynaj­mniej jedną teo­rię spi­skową. Dane te suge­rują, że win­ni­śmy poważ­nie się zasta­no­wić, czy potra­fimy korzy­stać z mediów infor­ma­cyj­nych. Jak to się dzieje, że ludzie przyj­mują fał­szywe infor­ma­cje? Jak i dla­czego się one roz­prze­strze­niają? I co możemy z tym zro­bić?

W tej książce odpo­wiem na wszyst­kie te pyta­nia - ale muszę ostrzec, że nie jest to typowa książka o wpły­wie na innych i per­swa­zji, a przy­naj­mniej nie taka, jakie zwy­kle poru­szają ten temat. Stu­dio­wa­łem psy­cho­lo­gię per­swa­zji oraz wywie­ra­nia wpływu i opie­ram na tym swoje życie zawo­dowe. Co wię­cej, moje zain­te­re­so­wa­nie tema­tem nie ogra­ni­cza się do obszaru aka­de­mic­kiego. W życiu oso­bi­stym też sporo czasu spę­dzi­łem na roz­wa­ża­niach, w jaki spo­sób ludzie, w tym i ja, przy­swa­jają infor­ma­cje, rów­nież te fał­szywe. Więk­sza część mojej rodziny ze strony matki została roz­strze­lana przez naro­do­wych socja­li­stów w Holan­dii pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej. Dziad­kom led­wie udało się uciec, jed­nak z ich dwóch synów mój wujek, wów­czas młody chło­pak, został celowo postrze­lony przez nazi­stow­skiego żoł­nie­rza pod­czas raz­zia (łapanki). Zabrano go do pobli­skiego szpi­tala, skąd ruch oporu zdo­łał go wykraść i prze­ka­zać tym­cza­so­wej rodzi­nie. Dziad­ko­wie dowie­dzieli się o tym dopiero po woj­nie i cho­ciaż w końcu wyzdro­wiał i znowu byli razem, psy­chicz­nie ni­gdy nie doszedł w pełni do sie­bie po tym, co przy­da­rzyło mu się w dzie­ciń­stwie.

Wie­dząc, jak naro­dowy socja­lizm wpły­nął na losy mojej rodziny, od naj­młod­szych lat inte­re­so­wa­łem się pro­ce­sem wpływu, jaki może mieć na ludzi nie­bez­pieczna pro­pa­ganda. Z nauko­wym podej­ściem do tematu po raz pierw­szy zetkną­łem się pod­czas stu­diów pody­plo­mo­wych, zgłę­bia­jąc psy­cho­lo­gię dez­in­for­ma­cji. Nie po to, aby samemu się w tym dosko­na­lić, ale raczej nauczyć się odwra­cać ten pro­ces. I wtedy zasta­no­wi­łem się, czy głęb­sze zro­zu­mie­nie pro­cesu wpływu per­swa­zyj­nego mogłoby pomóc ludziom w sta­wia­niu oporu podej­mo­wa­nym w złych inten­cjach sta­ra­niom, by prze­kształ­cić ich postawy i prze­ko­na­nia. Pod­ją­łem przez to próbę ana­lizy skła­do­wych kam­pa­nii dez­in­for­ma­cyj­nych w nadziei, że może dopro­wa­dzi to do zna­le­zie­nia sku­tecz­nej "szcze­pionki".

Wszystko to wyda­rzyło się, zanim ter­min fake news stał się popu­larny. Dopiero kilka mie­sięcy po ame­ry­kań­skich wybo­rach pre­zy­denc­kich w 2016 roku otrzy­ma­łem e-mail od "spe­cjal­nego spra­woz­dawcy ONZ do spraw wol­no­ści wypo­wie­dzi i wyra­ża­nia opi­nii" z zapro­sze­niem na trzy­dniowe spo­tka­nie doty­czące wła­śnie fake new­sów. Zor­ga­ni­zo­wano je w leżą­cej na ubo­czu szes­na­sto­wiecz­nej posia­dło­ści na połu­dnio­wym wybrzeżu Anglii, majątku nale­żą­cym do bry­tyj­skiego mini­ster­stwa spraw zagra­nicz­nych. Pod­czas owego spo­tka­nia wysoko posta­wieni przed­sta­wi­ciele rzą­dów i firm medial­nych z całego świata deba­to­wali nad pod­sta­wo­wymi pyta­niami, poczy­na­jąc od kwe­stii "Czym są fał­szywe wia­do­mo­ści?" i "Co możemy z tym zro­bić?".

Spo­tka­nie to wywarło na mnie wielki wpływ. Pil­nie słu­cha­łem gło­sów przed­sta­wia­ją­cych zło­żone kwe­stie prawne, w tym zwią­zane z pra­wami czło­wieka, utrud­nia­jące zde­fi­nio­wa­nie fał­szy­wych wia­do­mo­ści i ure­gu­lo­wa­nie ich sta­tusu. Było też sporo o prak­tycz­nych wyzwa­niach poja­wia­ją­cych się przy pró­bach iden­ty­fi­ka­cji i ści­ga­nia tych, któ­rzy celowo roz­po­wszech­niają fake newsy. Szybko odkry­łem, że jestem tam jedy­nym beha­wio­ry­stą, i cho­ciaż począt­kowo moja rola nie była zbyt jasna, zaczęła się ona kla­ro­wać, gdy dys­ku­tanci doszli do wnio­sku, iż prawo i tech­no­lo­gia to w tym wypadku za mało. Jakie­kol­wiek usta­wo­daw­stwo uda­łoby się wpro­wa­dzić, nie roz­wiąże ono pro­ble­mów zwią­za­nych z roz­po­wszech­nia­niem fał­szy­wych infor­ma­cji.

Kolejne wystą­pie­nia doty­czyły w coraz więk­szej mie­rze mecha­ni­zmów ludz­kiego osądu i pro­cesu podej­mo­wa­nia decy­zji. I to już był obszar psy­cho­lo­giczny. Przed­sta­wi­łem moje wstępne suge­stie spo­so­bów "zaszcze­pia­nia" ludzi prze­ciwko dez­in­for­ma­cji. Oka­zało się to kata­li­za­to­rem i miało wpływ na kształt osta­tecz­nego pro­gramu badaw­czego, który dostar­czył stra­te­gicz­nych zało­żeń wyko­rzy­sta­nych w pro­gra­mach zwal­cza­nia fał­szy­wych wia­do­mo­ści - pod­ję­tych przez rządy, insty­tu­cje zdro­wia publicz­nego i naj­więk­sze firmy tech­no­lo­giczne na całym świe­cie.

I dla­tego wła­śnie w tej książce nie opi­suję, jak wywie­rać wpływ na innych, ale radzę, jak wal­czyć z pró­bami narzu­ce­nia nam prze­ko­nań. Jak zdo­być odpor­ność na ataki per­swa­zyjne i jak spraw­dzić, czy nasz umysł jest odporny na dzia­ła­nia mające prze­ko­nać nas do fał­szy­wych infor­ma­cji. Podzielę się z wami wszyst­kim, co wiem na ten temat, poczy­na­jąc od tego, w jaki spo­sób nasz mózg odróż­nia fakty od fik­cji, aż po "wiru­sowe" roz­prze­strze­nia­nie się błęd­nych infor­ma­cji w kon­tek­ście bar­dzo praw­do­po­dob­nego wpływu tego mecha­ni­zmu na wynik wybo­rów w USA w 2016 roku czy refe­ren­dum, które zde­cy­do­wało o bre­xi­cie. Będzie też mowa o jego roli pod­czas pan­de­mii oraz wojny, a także przy­szło­ści "prawdy" w obiegu spo­łecz­nym. Wirus dezinfor­ma­cji zosta­nie umiesz­czony pod mikro­sko­pem w celu opra­co­wa­nia sku­tecz­nej szcze­pionki na pozio­mie spo­łecz­nym, która zapewni nam gru­pową odpor­ność na pro­cesy indok­try­na­cyjne.

Trudno, abym w epoce coraz bar­dziej wypeł­nio­nej pół­praw­dami, fał­szy­wymi wia­do­mo­ściami i tak zwa­nymi wia­do­mo­ściami alter­na­tyw­nymi pró­bo­wał wam mówić, w co macie wie­rzyć. Nie­mniej nie­za­leż­nie od waszych afi­lia­cji poli­tycz­nych ta skromna książka może wam dopo­móc w poszu­ki­wa­niu prawdy. Andy Nor­man, filo­zof z Uni­wer­sy­tetu Car­ne­giego i Mel­lo­nów, nazywa mnie kogni­ty­wi­stycz­nym immu­no­lo­giem. Bar­dzo podoba mi się to okre­śle­nie mojej dzie­dziny badań: stu­dia nad men­tal­nymi mecha­ni­zmami obron­nymi umy­słu. Chcę dać wam prze­wod­nik poka­zu­jący, jak się do tego zabrać, w jaki spo­sób mózg każ­dego czło­wieka reaguje na natłok praw­dzi­wych i fik­cyj­nych infor­ma­cji. Ma to być zestaw narzę­dzi dający szansę na wykry­cie prób oddzia­ły­wa­nia na nasze opi­nie, gdy wypły­nie się już na "nie­zba­dane morze mani­pu­la­cji". Lub rze­czy­wi­ście rodzaj szcze­pionki prze­ciwko dezinfor­ma­cji. Tak jak zwy­kłe anty­geny wywo­łują odpo­wiedź odpor­no­ściową orga­ni­zmu, tak anty­geny psy­cho­lo­giczne mogą pomóc w budo­wa­niu odpor­no­ści na fał­szywe infor­ma­cje. Ofe­ruję wam jede­na­ście takich anty­ge­nów, które pomogą wzmoc­nić naszą odpor­ność.

Praw­nik bro­niący Anto­nia, uczest­nika zamie­szek na Kapi­tolu, miał sporo racji, suge­ru­jąc, że jego klient "zara­ził się" fej­kami, podob­nie jak można cza­sem zła­pać prze­zię­bie­nie. Mam nadzieję, że prze­ko­nam was do trzech kwe­stii poru­szo­nych w tej książce. Po pierw­sze, oprócz zwy­kłych wiru­sów ist­nieją też wirusy umy­słu. Wirus bio­lo­giczny jest paso­ży­tem, który przy­cze­pia się do powierzchni komó­rek gospo­da­rza. Następ­nie wstrzy­kuje swój wła­sny mate­riał gene­tyczny, przej­mu­jąc maszy­ne­rię komórki w celu repro­duk­cji. Wszel­kie teo­rie spi­skowe i fał­szywe infor­ma­cje dzia­łają bar­dzo podob­nie. Przy­cze­piają się do umy­słu i wni­kają głę­boko do naszej świa­do­mo­ści. Infil­trują nasze myśli, uczu­cia, nawet nasze wspo­mnie­nia. Dez­in­for­ma­cja może zasad­ni­czo zmie­nić to, jak dzia­łamy i jak myślimy o świe­cie. Wirus dez­in­for­ma­cji przej­muje kon­trolę nad czę­ścią naszego pro­cesu poznaw­czego. Nie­stety, tak jak trudno ule­czyć infek­cję wiru­sową (pozwolę sobie przy­po­mnieć, że anty­bio­tyki nie dzia­łają na wirusy), tak trudno wyko­rze­nić dez­in­for­ma­cję, która zago­ściła w naszej gło­wie. Dość było już badań, które to potwier­dzają. Zatem rze­czy­wi­ście to cał­kiem dobra ana­lo­gia.

Druga kwe­stia doty­czy spo­so­bów roz­prze­strze­nia­nia się pato­ge­nów. Oba rodzaje wiru­sów korzy­stają z podob­nej metody - jedna osoba infe­kuje kolejne. Dla­tego WHO ogło­siła w 2020 roku wybuch tak zwa­nej info­de­mii. Żaden bio­lo­giczny wirus nie prze­trwa długo poza cia­łem nosi­ciela i ta sama zasada doty­czy też wiru­sów umy­słu. One rów­nież potrze­bują gospo­da­rza. Wpro­wa­dza­jący w błąd tweet lub fał­szywy nagłó­wek wia­do­mo­ści sam w sobie nie­wiele zna­czy - potrzebny jest jesz­cze podatny odbiorca, który gotów będzie taki prze­kaz repro­du­ko­wać i roz­po­wszech­niać. Wirusy bio­lo­giczne zwy­kle roz­prze­strze­niają się poprzez fizyczny kon­takt lub dro­binki śliny. Wirusy umy­słu są jesz­cze bar­dziej zaraź­liwe, ponie­waż mogą być prze­kazywane bez żad­nego kon­taktu fizycz­nego. Jak się prze­ko­namy, podob­nie jak w wypadku zwy­kłych wiru­sów, wiąże się to nie­kiedy z poważ­nymi kon­se­kwen­cjami, pro­wa­dząc do roz­ma­itych ura­zów, cza­sem nawet do śmierci. Co wię­cej, roz­po­wszech­nia­nie fał­szywych wia­do­mo­ści nie zagraża wyłącz­nie jed­nost­kom. Sta­nowi poważne zagro­że­nie dla inte­gral­no­ści spo­łe­czeństw, zwłasz­cza demo­kra­tycz­nych.

Trze­cia i ostat­nia kwe­stia doty­czy potrzeby stwo­rze­nia sku­tecz­nego leku prze­ciw­wi­ru­so­wego - psy­cho­lo­giczna szcze­pionka prze­ciwko fake new­som. Razem z moimi współ­pra­cow­ni­kami z Uni­wer­sy­tetu Cam­bridge pra­co­wa­łem nad tym zagad­nie­niem już od wielu lat. Na szczę­ście roz­wój tej szcze­pionki nie wymaga żad­nego osprzętu medycz­nego, a jedy­nie otwar­tego umy­słu. I jest to szcze­pionka prak­tycz­nie bez­płatna.

Dzia­łać ma jed­nak tak samo jak szcze­pionki sto­so­wane w medy­cy­nie, które uczą układ odpor­no­ściowy, jak roz­po­znać intru­zów, i przy­go­to­wują do walki z nimi. Na przy­kład przez wpro­wa­dze­nie do orga­ni­zmu osła­bio­nych lub mar­twych szcze­pów wirusa. Ta men­talna szcze­pionka ma pole­gać na wysta­wie­niu czło­wieka na poważ­nie osła­bioną dawkę fake new­sów (czyli wiru­sów umy­słu), które względ­nie łatwo dadzą się zwe­ry­fi­ko­wać, co z cza­sem może pozwo­lić na wykształ­ce­nie men­tal­nych prze­ciw­ciał, swo­istej psy­chicz­nej odpor­no­ści na dez­in­for­ma­cję.

Stwo­rze­nie zwy­kłej szcze­pionki wymaga roz­po­zna­nia struk­tury wirusa, co ozna­cza zagłę­bie­nie się w che­mię orga­niczną (przez sub­stan­cje che­miczne będące nośni­kami infor­ma­cji, jak DNA i RNA). W związku z tym spró­bo­wa­li­śmy usta­lić główne pro­cesy, które można zaob­ser­wo­wać pod­czas powsta­wa­nia nie­mal wszyst­kich fał­szy­wych wia­do­mo­ści, two­rząc coś, co nazwa­li­śmy "Sze­ścioma wymia­rami mani­pu­la­cji". Są to: pola­ry­za­cja grup spo­łecz­nych, odwo­ły­wa­nie się do emo­cji w celu mani­pu­lo­wa­nia ludźmi, sze­rze­nie teo­rii spi­sko­wych, kre­owa­nie fał­szy­wych eks­per­tów i pod­szy­wa­nie się pod ofi­cjalne orga­ni­za­cje, trol­lo­wa­nie ludzi i sia­nie fer­mentu w kon­tak­tach online. Szcze­gó­łowo omó­wię je w roz­dziale dzie­wią­tym, teraz chcę tylko zasy­gna­li­zo­wać, że to one wła­śnie two­rzą pod­sta­wowe struk­tury wirusa fał­szy­wych wia­do­mo­ści. Kie­ro­wa­li­śmy się przy tym tezą, że można uod­por­nić ludzi na dzia­ła­nie tego wirusa, i po wielu eks­pe­ry­men­tach labo­ra­to­ryj­nych w końcu udało nam się doko­nać prze­łomu. Potrze­bo­wa­li­śmy jesz­cze środka umoż­li­wia­ją­cego "iniek­cję" owej szcze­pionki - odpo­wied­nika strzy­kawki i igły.

Dzięki ści­słej współ­pracy z twór­cami gier kom­pu­te­ro­wych stwo­rzy­li­śmy pro­gram symu­la­cyjny. Dali­śmy mu nazwę Złe wie­ści (Bad News). Pierw­szy taki, jedyny w swoim rodzaju, ma on postać inte­rak­tyw­nej gry, która odtwa­rza śro­do­wi­sko mediów spo­łecz­no­ścio­wych - wraz z wystę­pu­ją­cymi w nich fał­szy­wymi wia­do­mo­ściami. Jest to cał­kiem nowe podej­ście do tematu, nieco przy tym kon­tro­wer­syjne: dla przy­da­nia sto­sow­nej odpor­no­ści "wstrzy­kuje" ona gra­czom nie­wiel­kie dawki fake new­sów. Naraża się ich więc na kon­takt z osła­bio­nymi wer­sjami naj­waż­niej­szych tech­nik wyko­rzy­sty­wa­nych w pro­ce­sie roz­prze­strze­nia­nia fał­szy­wych infor­ma­cji. W pew­nej chwili gra­cze sami stają się nawet cen­tral­nymi posta­ciami roz­po­wszech­nia­ją­cymi fake newsy.

Do prze­te­sto­wa­nia "szcze­pionki" zapro­si­li­śmy dzie­siątki tysięcy ludzi ze wszyst­kich śro­do­wisk i z róż­nych miejsc świata. Przed wzię­ciem udziału w grze osoby te zostały popro­szone o ocenę wia­ry­god­no­ści serii fał­szy­wych nagłów­ków medial­nych. Na przy­kład:

Kurs wymiany bit­co­inów jest skry­cie regu­lo­wany przez nie­wielką grupę boga­tych ban­kie­rów. #Zba­daj teraz.

Tekst ten wyglą­dał jak typowy post na Twit­te­rze i opie­rał się na wzorcu teo­rii spi­sko­wych, czyli zane­go­wa­niu w jakiejś mie­rze głów­nego nurtu nar­ra­cji z obwi­nie­niem elit o to, że knują dla osią­gnię­cia mrocz­nego celu (wię­cej o cha­rak­te­ry­stycz­nych cechach teo­rii spi­sko­wych opo­wiem w dal­szej czę­ści tej książki). Po przy­ję­ciu naszej szcze­pionki (pod posta­cią gry) tym samym oso­bom poka­zy­wano kolejny zestaw nagłów­ków i teraz już trud­niej było ich oszu­kać. W ich umy­słach poja­wiły się pierw­sze men­talne anty­ciała, czyli zręby zro­zu­mie­nia, jak działa świat fej­ków.

Kon­cep­cja szcze­pionki men­tal­nej zde­cy­do­wa­nie zmie­niła podej­ście do kwe­stii wery­fi­ko­wa­nia odbie­ra­nych infor­ma­cji. W odróż­nie­niu od pro­cesu, w któ­rym spraw­dza się kolejno fakty (zwa­nym debun­kin­giem), tutaj prze­ciw­dzia­ła­nie zaczyna się, zanim jesz­cze szkoda zosta­nie wyrzą­dzona. Jak w wypadku praw­dzi­wej szcze­pionki, sta­wia się bar­dziej na pro­fi­lak­tykę niż na lecze­nie. Na atak zamiast obrony. Złe wie­ści to coś wię­cej niż tylko zabawna gra: ozna­cza począ­tek nowego podej­ścia, które można nazwać pre­bun­kin­giem.

Zanim jed­nak przej­dziemy do poten­cjal­nych środ­ków zarad­czych, musimy zro­zu­mieć, na ile nasz poznaw­czy układ odpor­no­ściowy radzi sobie z dez­in­for­ma­cją, gdy już ją napo­tka. Dla­tego w pierw­szej czę­ści tej książki sta­ram się wyja­śnić, dla­czego wszy­scy jeste­śmy podatni na dez­in­for­ma­cję. Druga część przed­sta­wia pro­ces prze­cho­dze­nia fej­ków z jed­nej osoby na drugą, także w rysie histo­rycz­nym, od sta­ro­żyt­nego Rzymu do inter­ne­to­wych sieci spo­łecz­no­ścio­wych. W koń­co­wej, trze­ciej czę­ści znaj­duje się prze­pis, jak roz­wi­jać pro­fi­lak­tykę (pod posta­cią pre­bun­kingu) i wytwo­rzyć w sobie i innych odpor­ność na fał­szywe infor­ma­cje.

Zacznijmy więc od spraw pod­sta­wo­wych. Jak nasz mózg odróż­nia fakty od fik­cji?

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki