Co robić, gdy...
mam trudną relację z mamą?
Pani Katarzyno,
mam toksyczną relację z matką, od której nie mogę się uwolnić, choć bardzo bym chciała. Ta problematyczna sytuacja ciągnie się, odkąd pamiętam. Wciąż szukam u mamy akceptacji i miłości, a jednocześnie wiem, że niemal każde nasze spotkanie skończy się wzajemnymi oskarżeniami, wylewaniem żalu i rozgoryczeniem. Gdy próbuję się dystansować i kontaktuję się rzadziej, słyszę, że jestem egoistką i rozwalam rodzinę.
Czy zadbanie o siebie i swoją psychikę rzeczywiście jest egoizmem? Jak pogodzić miłość, chęć troski i opieki z dbaniem o samą siebie?
Z pozdrowieniami
Ewa
.
Pani Ewo,
bardzo współczuję i rozumiem Panią, bo zła relacja z matką to poważny temat i wielki problem, dla kobiety jedna z najważniejszych spraw w życiu. Znam go z własnego doświadczenia i piszę o nim w książce Bez cukru, proszę.
Niewiele Pani o sobie napisała. Domyślam się, że jest Pani dorosła, ale chciałabym podkreślić, że dopiero wtedy stajemy się dorośli, kiedy uwalniamy się od swoich rodziców. Bardzo trudno się jednak uwolnić od kogoś, kto nas nie dopełnił, nie wyposażył. Niełatwo też odejść od kogoś, kto nam na to nie pozwala, bo mama różnych rzeczy Pani nie daje, ale też Pani nie puszcza. Nie jest dla Pani ciepła, serdeczna, bo tego nie potrafi, ale też pewnie Panią za wszystko krytykuje.
Ogromnie polecałabym, aby zaczęła Pani pracę terapeutyczną, ponieważ ten temat jest za poważny, za duży i za głęboki, żeby sobie radzić samej. Oczywiście nie musi Pani iść na terapię, ale warto.
Pani radzi sobie tak, że raz się do matki przybliża, raz się od niej oddala. Ciągle się Pani łudzi, że jak zrobi coś inaczej niż dotąd, to może mama Panią zrozumie albo lepiej potraktuje. Raczej mało prawdopodobne, że tak się stanie. Matka jest taka, jaka jest, ma już swoje lata i jest ukształtowanym człowiekiem. Co prawda Pani też, ale Pani ma w sobie gotowość do zmiany, szuka pomocy i rozwiązań.
Nie wiem, z kim i jak Pani żyje. Dla Pani byłoby najlepiej, gdyby się Pani od mamy uwolniła. I nie chodzi o to, że ma się Pani z nią nie widywać. Uwolnienie oznacza, że w tej sprawie poczuje Pani względny spokój. Matka jest dla dziecka najważniejszą istotą i duże deficyty z nią związane będą na nas wpływać do końca życia. Ale z czasem ten wpływ będzie coraz słabszy, coraz mniej bolesny, aż w końcu zaczniemy czuć, że nad tym panujemy, że to nas nie obezwładnia i nie odbiera nam wiary w siebie, samoakceptacji ani miłości, którą chcemy dostać od innych. Jeśli nie dostałyśmy miłości od matki, trzeba uwierzyć, że ktoś inny może nas pokochać, choć to nie jest łatwe.
Terapia może pomóc w rozliczeniu się z uczuciami, które ma Pani w sobie, żeby nie musiała Pani wzbudzać ich za każdym razem, gdy widzi Pani mamę. Trzeba też zakończyć starania, by ją zadowolić. Najprawdopodobniej Pani matka nie lubi samej siebie, jest nieszczęśliwa i pewnie też nie dostała od swoich rodziców tego, czego potrzebowała.
To paradoks, że tak trudno nam odejść od tych, którzy nas nie dopełnili. Ale właśnie to nas przy nich trzyma, że ciągle mamy nadzieję na dopełnienie, tęsknimy za tym i czekamy, aż coś się wydarzy - na przykład mama się ocknie i powie: "Kocham cię, przepraszam". Najprawdopodobniej tego nie zrobi, chociaż nieraz się to zdarza, ale zazwyczaj wtedy, gdy to córka pierwsza zmieni się w stosunku do swej matki. Czasem, gdy dorosła córka powie matce: "Było mi z tobą trudno i jest mi przykro, byłaś dla mnie za zimna, za chłodna, za daleka", matka potrafi powiedzieć "przepraszam" i przyznać: "Wiesz, czułam, że coś robię nie tak, tylko nie bardzo wiedziałam, jak to robić inaczej". Pamiętajmy też, że wiedza terapeutyczna zaczęła być szeroko dostępna dopiero od jakichś kilkunastu lat.
Uwolnienie się od matki ma polegać na rozliczeniu się z tym, co czuliśmy jako dzieci, a nie z tą panią, która jest dziś o dwadzieścia czy trzydzieści lat starsza niż wtedy, coraz mniej elastyczna, coraz bardziej znękana swoim życiem. Chodzi o rozliczenie z matką wewnętrzną, czyli z tym, co w nas zostało z okresu dzieciństwa. Możemy wyzdrowieć, jeśli przerobimy sobie naszą niedobrą mamę wewnętrzną, która była, na obraz i podobieństwo realnej mamy - na dobrą, ciepłą i serdeczną. To wszystko jest do zrobienia. Człowiek jest psychologicznie ogromnie elastyczny, bogaty, ma możliwość wracania do przeszłości, wchodzenia w sytuacje, które były dla niego bardzo bolesne, i nadawania im nowego sensu, szukania wsparcia, zarówno w sobie, jak i w ważnych ludziach. A wszystko po to, żeby pamiętać historię swojego życia, ale nie być jej ofiarą.
Pani Ewo, trudno jest być uprzejmą wobec matki, która obraża i wpływa na pogorszenie samopoczucia. Im więcej człowiek "ulewa z siebie" na terapii, na grupie - bardzo polecam w tym celu terapię grupową - tym mniej poruszają go nieprzyjemne słowa matki. Optymalny i zdrowy finał powinien być taki, że co jakiś czas będziemy na krótko spotykać się z rodzicami, wysyłać im miłe kartki czy wiadomości: "Jak tam Wasze zdrowie? Pozdrawiam Was serdecznie", a przede wszystkim potrafimy im podziękować za to, co nam dali. Ale to będziemy w stanie zrobić dopiero wtedy, gdy się oczyścimy.
Pani uczucia są uczuciami małej dziewczynki. Dorosła kobieta ma je brać w nawias. Na tyle, na ile to jest dla Pani możliwe bez terapii, proszę opiekować się sobą jako tą nieszczęśliwą małą dziewczynką. Jeśli mama jest dla Pani przykra, może jej Pani powiedzieć: "Nie będę do ciebie przyjeżdżała, jeżeli będziesz dla mnie taka niemiła". A jeśli mama się wtedy obrazi, to będzie spokój na jakiś czas.
Życzę Pani powodzenia, niech Pani myśli o sobie coraz lepiej i pamięta, że matka nie jest Bogiem ani wyrocznią, za to jest być może osobą uszkodzoną w jakiś sposób przez poprzednie pokolenie, o którym nic Pani nie napisała. Dostała Pani tyle, ile Pani mama była w stanie dać, a reszty trzeba szukać gdzie indziej. Przede wszystkim w sobie, ale też u innych ludzi, którzy nas lubią, szanują, wybierają i chcą z nami być.
Pozdrawiam Panią z siostrzanymi uczuciami...
Kasia
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki