Droga do wolności. Ekonomia i budowa dobrego społeczeństwa - Joseph E. Stiglitz

Kup ebooka

74.90 zł
58.42 zł (58,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

[1] Isaiah Berlin był członkiem All Souls College i moim kolegą, gdy przebywa­łem na Uniwersytecie Oksfordzkim na stanowisku Drummond Professorship w późnych latach 70. XX wieku.

[2] Isaiah Berlin, Four Essays on Liberty, Oxford University Press, Oxford 1969; polskie wydanie: Cztery eseje o wolności, tłum. Daniel Grinberg, Dorota Lachowska, Jerzy Łoziński, Zysk i S-ka, Poznań 2000.

[3] W rozdziale 1 zdefiniuję dokładniej, co rozumiem pod pojęciem prawicy.

[4] George W. Bush, President Bush Discusses Financial Markets and World Economy, 13.11.2008, archiwum serwisu internetowego Białego Domu w czasie prezydentury George'a W. Busha, https://www.archives.gov/presidential-records/research/archived-white-house-websites.

[5] Ronald Reagan, Remarks Announcing America's Economic Bill of Rights, 3.07.1987, Ronald Reagan Presidential Library and Museum, https://www.reaganlibrary.gov.

[6] W tym miejscu wydaje się twierdzić, bez żadnego dowodu, że te wolności ekonomiczne były już tak właśnie "postrzegane przez tych Amerykanów, którzy żyli przed nami". Stanowi to przykład pisania przez prawicę nowej wersji historii i reinterpretacji amerykańskiej konstytucji na użytek bieżącej polityki.

[7] Ron Paul, Concurrent Resolution on the Budget for Fiscal Year 2005, Congressional Record, vol. 150, nr 39: H1561.

[8] Rick Santorum, Concurrent Resolution on the Budget for Fiscal Year 2005, Congressional Record, vol. 150, nr 39, 9.03.2004, S2383.

[9] Ted Cruz, Five for Freedom, "National Review", 11.11.2015.

[10] Ta deregulacja miała wiele aspektów, ale nie ma potrzeby zajmowania się szczegółami. Ważne było to, że pozwalała bankom komercyjnym na prowadzenie tej samej działalności, co banki inwestycyjne, w tym na emisję akcji i obligacji, co było zabronione od czasu Wielkiego Kryzysu.

[11] Każdy z nich był ekonomistą na początku swojej kariery, jednak powinni oni być postrzegani jako myśliciele, którzy ostatecznie przekroczyli granice tej dyscypliny naukowej. Zarazem nawet wtedy, gdy stali się filozofami, zajęli się naukami politycznymi i poświęcili się aktywności politycznej, ich myślenie i sposób rozumowania pozostały ukształtowane przez ekonomię. Stwierdzenie, że przekroczyli oni granice ekonomii, nie jest krytyką, a wręcz przeciwnie - jest raczej komplementem.

[12] Co najważniejsze, te zagadnienia są szeroko omawiane w literaturze filozoficznej, natomiast ekonomia, o ile wiem, nie poświęca im wiele uwagi. Przykładem może być książka Roberta Nozicka Philosophy, Science, and Method: Essays in Honor of Ernest Nagel, red. Sidney Morgenbesser, Patrick Suppes, Morton White, St. Martin's Press, New York 1969; pisał o nich także Isaiah Berlin w rozdziale Dwie koncepcje wolności w książce Cztery eseje o wolności; istnieje bogata literatura poświęcona tym zagadnieniom. Nie udaję, że jestem dobrze oczytamy w tej tematyce. Ponadto dostępna jest bogata literatura prawnicza poświęcona godzeniu kolidujących praw (wolności). Z tej bogatej literatury odnotowuję przykładowo książkę Ronalda Dworkina Taking Rights Seriously, Harvard University Press, Cambridge 1977; polskie wydanie: Biorąc prawa poważnie, tłum. Tomasz Kowalski, Aletheia, Warszawa 2021, oraz książkę Hursta Hannuma Autonomy, Sovereignty, and Self-Determination: The Accommodation of Conflicting Rights, University of Pennsylvania Press, Philadelphia 1990 - dotyczące szeroko rozumianego prawa konstytucyjnego w Stanach Zjednoczonych i praw człowieka, które omawiają te zagadnienia roztropnie i głęboko.

[13] Ta książka ma także ambitny cel uczynienia z ekonomii dyscypliny o większej zdolności poznawczej. Ten zamiar stanie się bardziej oczywisty we wprowadzeniu do części III.

[14] Friedrich A. Hayek, The Road to Serfdom, Routledge, London 1944; polskie wydanie: Droga do zniewolenia, tłum. Krzysztof Gurba, Lucjan Klyszcz, Jerzy Margański, Dobrosław Rodziewicz, ARCANA, Kraków 2003.

[15] Dokładniejszą definicję neoliberalizmu przedstawię w rozdziale 1.

[16] Milton Friedman, Capitalism and Freedom, University of Chicago Press, Chicago 1962; polskie wydanie: Kapitalizm i wolność, tłum. Bartosz Sałbut, Helion/Onepress, Gliwice 2008.

[17] Właściwie określiliśmy powagę tego problemu. Jedyną pomyłką było niedocenienie tempa, w jakim zmiana klimatu będzie następować oraz skali skutków.

[18] Obecnie istnieje szeroki Sojusz na rzecz Gospodarki Dobrostanu (Wellbeing Economy Alliance), obywatelskie stowarzyszenie organizacji upowszechniających te idee.

[19] Jestem przekonany, że reżimy autorytarne nie są zdolne do zaspokojenia w sposób trwały pragnień obywateli, nawet jeśli na krótką metę mogą osiągać pewne sukcesy - w tym znaczeniu, że pojawienie się "dobrotliwego" dyktatora może polepszyć dobrobyt kraju, jednak bez pewności, że jego następca zrobi to samo; raczej będzie przeciwnie. Krytyka reżimów autorytarnych przekroczyłaby objętość tej krótkiej książki. Istnieje wiele książek na ten temat. Mój wkład w dyskusję jest zawarty w artykule napisanym przeze mnie z Raajem Sahem The Quality of Managers in Centralized versus Decentralized Organizations, "Quarterly Journal of Economics" 1991, nr 1(106), s. 289-295, omawiającym skłonność do problematycznych sukcesji w reżimach autorytarnych; mówię o tym także w swojej książce z 1994 roku, napisanej po upadku imperium sowieckiego, zatytułowanej Whither Socialism?, MIT Press, Cambridge. W dalszej części książki przedstawię bardziej szczegółowo argument, że dominujący obecnie reżim neoliberalny także nie jest trwały.

[20] "Legum denique idcirco omnes servi sumus ut liberi esse possimus" (Praw na koniec wszyscy niewolnikami jesteśmy, żebyśmy wolnymi być mogli), M. Tullius Cicero (66 B.C.), Pro Cluentio, tłum. W. Ramsay i G. Gilbert Ramsay, wyd. 3, Clarendon Press, Oxford 1876, s. 121.

[21] Alternatywą podatków jest dobroczynność. Jednak jak wyjaśniam poniżej, z powodu efektu gapowicza (the free-rider problem) nie można polegać na działalności charytatywnej. Są także inne zastrzeżenia wobec uzależnienia wolności danej osoby od dobroczynności innej, ale wykraczają one poza ramy tej książki.

[22] Dotyczy to zwłaszcza tzw. prawicowych libertarian, którzy zawłaszczyli pojęcie libertarianizmu w Ameryce. Niejednoznaczności związane z tym określeniem ilustruje fakt, że podczas gdy wielu amerykańskich libertarian myśli o sobie jako wyznawcach Ayn Rand (wpływowej autorki powieści Źródło i Atlas zbuntowany, do zwolenników której zaliczał się Alan Green­span, prezes Rezerwy Federalnej od 1987 do 2006 roku), ona sama dystans­owała się od libertarianizmu, pisząc (w Ayn Rand Answers, the Best of Her Q & A, New American Library, New York 2005), że: "Libertarianie łączą kapitalizm z anarchizmem. To jest gorsze niż to, co kiedykolwiek zaproponowała Nowa Lewica. To kpina z filozofii i ideologii. (...) Anarchiści to szumowiny lewicowego świata intelektualnego, który ich porzucił. Tak więc prawica przejmuje kolejnego lewicowego odrzutka. Taki jest ruch libertariański". Kontynuuje, mówiąc: "Libertarianie to gromada potwornych, obrzydliwych ludzi". W książce używam określeń "libertarianie" oraz "libertarianizm" w znaczeniu powszechnie przyjętym w USA.

[23] Wiele świadczy o tym, że nawet właściciele niewolników z Południa Stanów Zjednoczonych rozumieli moralną skandaliczność niewolnictwa. Na przykład prezydent Jefferson w corocznym orędziu wygłoszonym w Kongresie w 1806 roku, oczekując zakazu importu niewolników, mówił o "tych naruszeniach praw człowieka, które tak długo trwały wobec niewinnych mieszkańców Afryki, a których moralność, reputacja i najlepsze interesy naszego kraju od dawna chciały zakazać".

[24] Różnica między mylną informacją a dezinformacją jest prosta. W obu przypadkach mamy do czynienia z błędną informacją, ale w przypadku dezinformacji fałszywa informacja jest zamierzona.

Przedmowa do polskiego wydania

Wszystkie decyzje gospodarcze mają swoje moralne uzasadnienie. Wysoka płaca jest nagrodą, niska - sygnałem, że dana praca nie jest wartościowa. Regulacje powinny zakazywać tego, co szkodliwe dla innych, a podatki mają dystrybuować wartość, aby rezultaty lepiej odpowiadały temu, co uważamy za słuszne, na przykład kierując je na pomoc społeczną. Moralności bowiem nie da się wyegzorcyzmować z gospodarki. Jeśli nie rozmawiamy o wartoś­ciach - czy mieszkanie jest prawem, czy towarem, czym jest dla nas sprawiedliwość, jak nagradzać etyczne postawy - to tak naprawdę przyjmujemy ukryte preferencje najsilniejszych grup interesu.

Jednak tak właśnie wyglądała ekonomia ostatnich paru dekad. Od ekonomistów oczekiwano, by przekonania co do tego, jak powin­no wyglądać społeczeństwo, pozostawiali w zaciszu swoich domów. Ekonomia miała być niepolityczna. Komentując podwyżki płac dla najuboższych, mieliśmy opowiadać o ich wpływie na wzrost PKB, jak gdyby była to prognoza jutrzejszej pogody. Zwrócenie uwagi na nierówności, wyzysk czy trucie konsumentów było jak faux pas, które należy opatrywać gęsto odwołaniami do literatury naukowej i danych.

Dzieło, które trzymasz w rękach, jest nie mniej traktatem filo­zoficznym niż pozycją stricte ekonomiczną. Joseph E. Stiglitz, jeden z najważniejszych współczesnych badaczy, laureat "ekonomicznego Nobla", sięga do wartości leżących u fundamentów naszego społeczeństwa, aby dać nam narzędzia do budowy dobrego społeczeństwa. Droga do wolności jest powrotem do źródeł ekono­mii, do rozważań moralnych nad kondycją życia gospodarczego i społecznego.

Nasze rozumienie wolności kształtuje to, jakie stanowimy prawo i jakie tworzymy relacje społeczne. Wolność nigdy nie jest absolut­na. Granicą wolności, jak miał powiedzieć kiedyś pewien sędzia, jest odległość dzieląca pięść od nosa. Znalezienie podobnej granicy w XXI wieku jest zdecydowanie trudniejsze, bo wymaga głębokiego zrozumienia konsekwencji polityki gospodarczej. Tylko tak można odróżnić przyjaciół od wrogów wolności.

Droga, którą wytycza Stiglitz, zaczyna się od rozstania z neoliberalizmem, który, wynosząc wolność na sztandary, przez pół wieku odcisnął piętno na całej globalnej wiosce. Nawiązując tytu­łem do Drogi do zniewolenia Friedricha von Hayeka, Stiglitz rzuca wyzwanie jednemu z najważniejszych ideologów wciąż dominującej na świecie doktryny gospodarczej. W swojej pracy Hayek ostrzegał przed wynoszeniem do władzy dyktatorów, którzy mają zaprowadzić porządek w trudnych, kryzysowych czasach. Ucieczka przed dyktatorami nie zaprowadziła jednak Hayeka do wolności, lecz do wykrzywionej antytezy wszelkiego kolektywnego działania, w tym mającego również chronić i rozwijać naszą wolność. Opowieść Hayeka była naznaczona traumą po faszyzmie i naziz­mie, zbrodniczych ideologiach, które padły w Europie na podatny grunt po Wielkim Kryzysie.

Przykładem kolektywnego działania, które zwiększa wolność, jest publiczna ochrona zdrowia. Radykalnie przedłużyła ona życie nie tylko ubogim, ale wszystkim, także bogatym, dzięki kolektyw­nej odporności i eliminacji niektórych przerażających chorób przeszłych wieków. Jednak w świecie Hayeka wspólne działanie to niechybnie zawsze droga do totalitaryzmu. Dziś wiemy zatem, że opowieść Hayeka jest na wskroś fałszywa, gdyż to właśnie brak aktywnej polityki społeczno-gospodarczej łagodzącej kryzys, a więc brak wspólnego działania, jest powodem zwracania się w kierunku autorytarnych przywódców.

Krytyka Stiglitza jest o tyle silniejsza, że nie jest przykładem "analizy wstecznej zawsze skutecznej", ale refleksją również nad własnymi próbami polemizowania z neoliberałami, takimi jak Milton Friedman, oraz wysiłkami zmiany polityki gospodarczej z samego serca ośrodków decyzyjnych. Uwagi o fundamentaliz­mie neoliberałów czy ignorowaniu niepasujących do poglądów danych są równie trafne dla każdego, kto miał okazję polemizować z autorami polskiej terapii szokowej, jak choćby Leszek Balcerowicz. Kilka lat temu Jeffrey Sachs przyznał mi w kuluarach konfe­rencji, że wszystko, co proponował, Balcerowicz przyjmował do ekstremum, jak gdyby w zapale krzewienia czystości wiary.

Ekonomiczna religia neoliberalizmu coraz bardziej przypomi­na dziś doskonale znany mieszkańcom bloku wschodniego sowiecki marksizm-leninizm - wulgarny zbiór komunałów i pseudo­naukowych argumentów, którymi elity uzasadniają niedolę obywateli i rzekomą racjonalność swojej władzy. I jak każdy bankrutujący system, neoliberalizm zapada się pod ciężarem włas­nej sprzeczności. Nie tylko nie zapewnił tego, czego nie obiecywał, jak choćby wzmocnienie lokalnych wspólnot czy zmniejszanie nierówności, ale nie zapewnił nawet większej wolności zapisanej w jego nazwie.

Osoby o poglądach liberalnych i wolnościowych niejednokrot­nie podczas lektury tej książki odkryją, że za hasłami o wolnym handlu w istocie kryje się reżim własności intelektualnej, czyli zakazu współdzielenia wiedzy, albo umowy międzynarodowe zabezpieczające interesy największych korporacji. Rynek nie znosi próżni, więc jeśli nie regulujemy go na drodze demokratycznej, to robią to za nas podmioty dzierżące największą siłę. Neoliberalny konsensus waszyngtoński nie był przecież oddolnym marzeniem milionów ludzi na świecie, w tym w krajach postkomunistycznych wyprzedających krajowy majątek na spłatę długów, ale globalnym dyktatem wpływowych instytucji finansowych.

Neoliberalizm jak żadna ideologia wcześniej legitymował się specyficznie pojmowanymi narzędziami matematycznymi. Zaznaczam, że przyglądanie się modelom matematycznym nie jest pozbawione sensu. Jednak nie można polegać na nich tak, jak gdyby przyjęte założenia były zestawem przykazań wyrytych na kamiennych tablicach. Zamiast traktować założenia - o rynku, o naturze człowieka czy postępie technologicznym - jako absolutny pewnik, powinni­śmy kwestionować je i jeśli trzeba odrzucać w toku porównywania idealnych wyników modeli ze skomplikowanym światem empirii.

Być może taka postawa pozwoliłaby Gary'emu Beckerowi dos­trzec dyskryminowanych Afroamerykanów za murami przytulnego uniwersytetu. Być może więcej konserwatywnych ekonomis­tów dostrzegłoby głęboką niedoskonałość konkurencji rynkowej i asymetrię w dostępie do informacji, przed którymi ostrzegał Kenneth Arrow.

Szczególnie świat platform cyfrowych dekonstruuje obraz efektywnego rynku promowany przez ekonomię neoklasyczną. Platforma cyfrowa, jak zauważa Benjamin Bratton, łączy porządek rynku i państwa, nie będąc żadnym z nich w pełni. Jeśli bowiem można profilować i targetować każdego z nas z osobna, znika rynek jako wspólna przestrzeń odkrywania ceny. Zamiast spotkania popytu i podaży otrzymujemy zindywidualizowaną manipulację wyborami - zakupowymi czy politycznymi. Zmono­polizowana, algorytmiczna gospodarka cyfrowa w pełni ujawnia nam sens traktowania informacji jako dobra publicznego czy wspólnego (commons). Pełna prywatyzacja informacji zabija rynek, niszczy innowacje i w konsekwencji odbiera nam swobodę podejmowania decyzji.

Rewersem absolutnej wiary w kapitalizm jest ślepota na niekapitalistyczne sposoby produkcji dóbr. Firmy zorientowane jedy­nie na zysk nie wytwarzają rzeczy mających pozytywne efekty zewnętrzne, czyli promieniujących swoimi korzyściami także poza firmę. Utrudnia to przechwytywanie zysku, ale jest przecież nie mniej wartościowe dla nas wszystkich. To dlatego przytłacza­ją­ca większość badań podstawowych i nauki finansowana jest z pub­licznych środków, podobnie jak ochrona środowiska czy bez­pie­czeństwo. Fenomenu Wikipedii nie da się wyjaśnić rzekomo egoistyczną naturą człowieka. Powinniśmy więc pytać: co zrobić, aby więcej ludzi budowało tak przełomowe innowacje jak Wikipedia?

Rzadko zauważamy także inne podstawowe dobro, które jest jak tlen dla całego społeczeństwa: zaufanie. Społeczeństwa cieszące się wysokim kapitałem społecznym nie otrzymały go z nieba ani nie fedrowały w ziemi, ale wytwarzały przez współpracę zamiast konkurencji. Nie jest zatem prawdą, że narody są na zaw­sze skazane na uwarunkowania kulturowe czy zacofanie. Promując wehikuły dobra wspólnego, jak instytucje publiczne, spółdzielnie czy podmioty non profit, zwiększamy pluralizm metod i dóbr, jakie są produkowane na rzecz społeczeństwa. Efektem społecznej produkcji dobra wspólnego są również normy moralne, które zmniejszają konieczność odgórnej regulacji. Jeśli mamy wspólne cele, przekonania i zgadzamy się co do dobrych i złych metod postępowania, możemy być bardziej wolni do realizacji naszych potrzeb i pasji.

Tadeusz Kościuszko, bohater polskich i amerykańskich wojen niepodległościowych, pisał w czasie insurekcji, że "wolność, to najsłodsze dobro, którego człowiek na ziemi kosztować może, użyczone jest od Boga tym jedynie narodom, które stałością, męstwem, wytrzymaniem wszystkich przeciwności stają się onego godnymi". Nie inaczej jest z gospodarką. Musimy stale przypominać sobie rzeczy, które przyjęliśmy za oczywiste - i właśnie dlatego pozwoliliśmy im się "zapuścić". Są jak zarastający ogród pielęgnowany przez dziadków, którego owoce wnuki zjadają bez świadomości, jaki był sens wyrywania chwastów czy nawożenia.

Jeśli nie przypomnimy sobie powodów, dla których stworzyli­śmy publiczną edukację, ubezpieczenia społeczne czy progresywne podatki, jeśli nie rozpoznamy nowych zagrożeń dla tych wielkich wynalazków cywilizacji, utracimy je. A wraz z nimi zwiędnie nasza wolność.

Jesteśmy dziś w paradoksalnym momencie historycznym, w tym interregnum Antonio Gramsciego, gdy "nowe jeszcze się nie narodziło". Niejednokrotnie dowody naukowe i opinia publiczna są zbieżne, jak choćby w przypadku negatywnego wpływu mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne, czy kosztów finansjali­zacji mieszkań jako rentierskiego aktywa. Trwająca zmiana układu geopolitycznego i potrzeba regeneracji społecznej to najbardziej właściwy czas na nowy konsensus gospodarczy.

Stiglitz przekonuje, że wiemy, jak zbudować społeczeństwo życzliwości, tolerancji, równych szans i dobrej jakości życia. Dyspo­nujemy przykładami udanych rozwiązań gospodarczych, szczególnie dzięki dorobkowi europejskich socjaldemokracji i ruchowi spółdzielczemu.

Wolność, jak przekonuje noblista, to także swoboda wyboru zasad własnego społeczeństwa.

Jan Oleszczuk-Zygmuntowski

Współprzewodniczący / Co-President

Polska Sieć Ekonomii / Polish Economics Network

Rozdział 1 Zagrożenie dla wolności

Wolność jest zagrożona. Liczba ludzi na świecie żyjących w wolnych i demokratycznych społeczeństwach pod wieloma względami maleje. Freedom House, amerykańska organizacja non profit, która co roku zbiera informacje o trendach dotyczących wolności, w raporcie z 2022 roku oceniła, że w szesnastu minionych latach postępowało ograniczanie wolności. Obecnie 80 procent światowej populacji żyje w krajach określonych przez Freedom House jako autorytarne lub tylko częściowo wolne - czyli takie, w których nie ma ważnego elementu wolności, jakim są niezależ­ne media. Nawet w Unii Europejskiej, tak mocno oddanej ideom wolności i praw człowieka, wolność jest ograniczana. Węgrami od 29 maja 2010 roku rządzi Viktor Orbán, określający się jako zwolennik "demokracji nieliberalnej" i podejmujący zdecydowane działania przeciwko wolnym mediom i niezależności w edukacji. Po drugiej stronie Atlantyku Donald Trump przejawia wyraźne skłonności do autorytaryzmu, ingerując w pokojowe przekazanie władzy po przegraniu wyborów w 2020 roku. Mimo licznych oskarżeń i procesów cywilnych o oszustwa i gwałt nadal jest poważ­nym kandydatem do prezydentury w momencie, gdy ta książka idzie do druku, i prawdopodobnie uzyska nominację Partii Republikańskiej.

Trwa globalna, intelektualna i polityczna wojna o obronę i zachowanie wolności. Czy demokracje i wolne społeczeństwa zapewniają to, czego pragną obywatele i na czym im zależy, lepiej, niż robią to reżimy autorytarne? Walka o serca i umysły ludzi toczy się wszędzie. Głęboko wierzę, że demokracje i wolne społeczeństwa spełniają potrzeby obywateli dużo efektywniej niż ustroje autorytarne. Jednak w kilku ważnych obszarach, przede wszystkim w gospodarce, nasze wolne społeczeństwa zawodzą. Wszakże - i to jest ważne - te porażki nie są nieuniknione i wyni­kają z tego, że błędne koncepcje wolności prawicy sprowadziły nas na złą drogę. Możliwe są inne drogi zapewniające obywatelom więcej dóbr i usług, oferujące większe poczucie bezpieczeństwa, a przy tym gwarantujące więcej wolności większej liczbie ludzi[19].

Ta książka zajmuje się zagadnieniami wolności z punktu widzenia ekonomistów, a zatem skupia się, przynajmniej na początku, na wolności ekonomicznej, w przeciwieństwie do wolności określanych zazwyczaj jako wolności polityczne (aczkolwiek później podam powody, dlaczego są one nierozłączne).

Wolność w świecie współzależności

Aby na nowo rozważyć znaczenie wolności, musimy zacząć od rozpoznania ważności ludzkiej współzależności. Poeta John Donne wyraził to w 1624 roku w słynnej frazie: "Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą". To stwierdzenie jest prawdziwe zwłaszcza we współczesnym, miejskim społeczeństwie wzajemnie połączonych ludzi, znacznie różniącym się od społeczeństwa rolniczego epoki przedindustrialnej, w którym wielu ludzi żyło w domach niekiedy w dużej odległości od siebie. W zwartej miejskiej zabudowie zachowanie jednej osoby ma wpływ na innych, poczynając od trąbienia w samochodzie po sprzątanie chodnika po swoim psie. W industrialnym świecie, z jego samochodami, fabrykami i rolnictwem przemysłowym, skażenie środowiska spowodowane przez nawet jedną osobę czy pojedynczą firmę stopniowo powoduje nadmiar gazów cieplarnianych w atmosferze, przyczyniając się do globalnego ocieplenia, które ma wpływ na każdego.

Wątkiem przewijającym się w tej książce jest stwierdzenie, że czyjaś wolność często może być równoznaczna z brakiem wolności kogoś innego; innymi słowy, zwiększenie wolności jednej osoby częs­to odbywa się kosztem innej osoby. Jak ujął to Cyceron 2 tysiące lat temu: "Jesteśmy niewolnikami prawa, aby móc być wolnymi"[20]. Tylko poprzez wspólne działania, dzięki rządowi, możemy osiąg­nąć równowagę swobód. Dobrze pomyślane działania rządu, w tym przepisy ograniczające pewne zachowania, mogą być w zasadniczy sposób wyzwalające, a przynajmniej może tak być w odnie­sieniu do znacznej części populacji. W rozumnym, współczesnym społeczeństwie rządy i wolność nie muszą pozostawać w sprzeczności ze sobą.

Oczywiście granice wolności zawsze były kwestionowane i są nieuchronnie niejednoznaczne. Czy nie powinno być żadnych regla­mentacji dla wolności wyrażania się, nawet gdy dotyczy to porno­gra­fii dziecięcej? Własność prywatna stanowi rodzaj ograniczenia: ktoś ma prawo do korzystania z niej i jej sprzedaży, podczas gdy inni są tego prawa pozbawieni. Jednak prawa własności wymagają ich zdefiniowania, zwłaszcza w odniesieniu do nowych form własności, takich jak własność intelektualna. Nawet konstytucja amerykańska uznała za dopuszczalne wywłaszczenie za odszkodowaniem, dając rządowi prawo do pozbawienia kogoś własności po zapłaceniu sprawiedliwej rekompensaty. Okoliczności, w których może to nastąpić, zależą od konkretnej sprawy sądowej.

Duża część tej debaty dotyczy równowagi między wolnością od przymusu ze strony państwa a wolnością od bycia poszkodowanym przez innych. Występuje jeszcze jeden już wspomniany przeze mnie pozytywny rodzaj wolności: wolność wykorzystania swojego potencjału. Ludzie żyjący w trudnych warunkach są w pewnym sensie pozbawieni wolności. Robią, co muszą, aby przetrwać. Jednak zapewnienie im zasobów potrzebnych do godziwego życia, nie mówiąc o wykorzystaniu własnego potencjału, wymaga opo­dat­kowania całej społeczności[21]. Wiele osób na prawicy stwierdzi­ło­­by, że takie opodatkowanie - nawet połączone z reprezentacją - oznacza tyranię, ponieważ osoby opodatkowane tracą prawo do wydania swoich pieniędzy wedle swego uznania. W tym samym duchu te osoby uważają, że prawa wymagające od pracodawców wypłacania płacy minimalnej - lub płacy, z której da się wyżyć - pozbawia pracodawców wolności płacenia tylko tyle, by uchodziło im to na sucho. Taka wolność ma nawet swoją elegancką nazwę: wolność zawierania umowy.

Moim najważniejszym celem w tej książce jest zrozumienie, jaki gospodarczy, polityczny i społeczny system w największym stopniu zwiększy swobody większości obywateli, wyznaczając zarazem właściwe granice wolności, tworząc właściwe zasady i regulacje oraz ustanawiając właściwe reguły wymiany. Odpowiedź, jakiej udzielam, jest sprzeczna z tym, co od ponad wieku piszą i głoszą konserwatyści. Moją odpowiedzią nie jest państwo mini­malne, którego obronę głoszą libertarianie[22], ani nawet mocno ograniczone państwo wyobrażane sobie przez neoliberałów. Przypomina ona raczej odnowioną europejską socjaldemokrację czy też nowy amerykański postępowy kapitalizm, czyli wersję socjaldemokracji dla XXI wieku, lub skandynawskie państwo opiekuńcze.

Oczywiście każdy z tych różnych systemów ekonomicznych: z jednej strony kapitalizm neoliberalny, a z drugiej kapitalizm postępowy - korzysta z różnych teorii o zachowaniu jednostki i funkcjonowaniu społeczeństw, a także teorii wyjaśniających, dlaczego dany system działa lepiej od innych. W następnym rozdziale omówię te alternatywne teorie i ich autorów.

Zawiłości pojmowania wolności w Ameryce

Zawiłości pojmowania koncepcji wolności dobrze ilustruje dyskusja o wolności tocząca się w Ameryce.

Amerykanie dorastają na eliksirze wolności. Narodziny państwa amerykańskiego były aktem wolności - wydarciem kontroli politycznej z rąk brytyjskich władców odległych o tysiące mil. Wcześnie w szkole uczniowie poznają zawołanie mieszkańca Wirginii Patricka Henry'ego: "Daj mi wolność albo daj mi śmierć!", a podczas niezliczonych wydarzeń publicznych Amerykanie śpiewają swój hymn narodowy, zawierający słowa: "kraj wolny, ojczyz­na dzielnych ludzi". Dziesięć pierwszych poprawek do Konstytucji USA i Karta Praw gwarantują, że państwo nie będzie naruszać podstawowych swobód obywateli.

Ostatnie lata nie były jednak łaskawe dla takiej opowieści o amerykańskiej historii. Niektórzy cieszyli się wolnością, podczas gdy inni byli zniewoleni. Ludność rdzenną zamieszkującą kontynent amerykański spotkało jawne ludobójstwo. W widoczny sposób wolność głoszona przez patriotów nie była wolnością dla wszystkich ani nie zapewniała jakiegoś powszechnego poczucia wolności, ale była raczej wolnością dla nich samych. W szczególności była to wolność polityczna od rządów brytyjskiego króla i od nałożonego przez niego podatku na herbatę.

Trudno zrozumieć, przynajmniej z naszego punktu widzenia, jak społeczeństwo - pozornie tak oddane wolności - godziło się na kontynuowanie niewolnictwa. Apologeci czasami sugerują, że powinniśmy patrzeć na świat przez pryzmat obyczajów w danym okresie; ale nawet wtedy niewolnictwo spotykało się z moralnym oburzeniem[23].

Z tej perspektywy w rewolucji amerykańskiej mniej chodziło o wolność, a bardziej o sprawowanie władzy politycznej, o to, czy władzę będą sprawować lokalne elity, czy odległy parlament z siedzibą w Londynie, w którym wielu jego członków coraz bardziej sceptycznie odnosiło się do niewolnictwa. Brytania w końcu zniosła niewolnictwo w 1833 roku, o jedną trzecią wieku wcześniej, niż nastąpiło to w Stanach Zjednoczonych. (Centralna rola niewolnictwa była jeszcze bardziej oczywista w Teksasie, który "zbuntował się" przeciwko Meksykowi i przyłączył się do Stanów Zjednoczonych jako stan uznający niewolnictwo w tym samym roku, w którym Meksyk je zniósł).

Ronald Reagan, wygłaszając oświadczenia o wielkim znaczeniu wolności, zarazem wspierał działania w celu podważenia swobód demokratycznych w innych krajach. CIA była zaangażowana w zamachy wojskowe w kilku krajach, w tym w Grecji i w Chile, przy czym w tym drugim przypadku wiązało się to z utratą przez dziesiątki tysięcy ludzi najbardziej podstawowej wolności: wolności do życia.

Niedawno, 6 stycznia 2021 roku, doszło do insurekcji, ataku na najważniejszy akt demokracji: pokojowe przekazanie władzy. Gdy znaczna część Partii Republikańskiej przekształciła się w rodzaj kultu, twierdząc przeciwko wszelkim dowodom, że wynik wyborów prezydenckich został skradziony, stało się oczywiste, że demokracja w Ameryce znalazła się w niebezpieczeństwie, a wraz z tym zagrożone zostały od tak dawna czczone przez Amerykanów swobody. Mimo to wielu uczestników insurekcji twierdziło, że bronili oni wolności.

Jeśli jest jakaś nadzieja na zjednoczenie tego podzielonego narodu, wymaga to lepszego zrozumienia różnych pojęć wolności.

Główne tematy i pytania

Stwierdziłem już wcześniej, że główny przekaz książki dotyczy tego, że pojęcie wolności jest bardziej złożone, aniżeli sugeruje to jego nazbyt uproszczone stosowanie przez prawicę. Chciałbym się tu zatrzymać, aby wyjaśnić, w jakim znaczeniu używam słowa prawica. Stosuję je luźno w odniesieniu do wielu grup: niektóre z nich określają się jako konserwatyści; inne jako libertarianie; jeszcze inne mówią, że są politycznie "na prawo od centrum". Reprezentują one różne punkty widzenia, ale łączy je przekonanie, że rola rządu federalnego i działań zbiorowych powinna zostać ograniczona. W odróżnieniu od wielu anarchistów te grupy wierzą w państwo. Uważają, że prawa własności powinny być egzekwowane. Większość z nich wierzy (często z głębokim przekonaniem) w sens przeznaczania funduszy na zbrojenia i obronę. Niektóre z nich są gotowe wspierać ograniczone działania na szczeblu fede­ralnym, takie jak pomoc publiczna w razie kryzysów takich jak niszczycielskie trzęsienia ziemi czy huragany. Książka wyjaśnia, dlaczego konieczne jest rozleglejsze działanie rządu, i analizuje, jak powinno to wyglądać w praktyce, zwłaszcza gdy patrzymy na to zagadnienie przez pryzmat wolności.

Zobaczymy, że zastanawiając się nad znaczeniem wolności, musimy głębiej przemyśleć wiele ważnych aspektów funkcjonowa­nia społeczeństwa, które często przyjmujemy za rzecz oczywistą, na przykład rodzaj umów, które powinny być egzekwowane. Trzeba także zastanowić się nad znaczeniem tolerancji i jej granic. W jakim stopniu powinniśmy być tolerancyjni wobec tych, którzy są nietolerancyjni? Nie uda mi się odpowiedzieć na wszystkie pojawiające się trudne pytania, mam jednak nadzieję, że przynajmniej uda mi się wyjaśnić, o co toczy się spór, i stworzyć ramy dla rozważań.

Ponieważ niektóre z tych problemów są naprawdę złożone, martwię się o stracenie z oczu lasu i skupienie się na drzewach. Dlatego na kilku następnych stronach zarysuję krajobraz, opisując niektóre główne idee i pytania o istotnym znaczeniu dla głębszego zrozumienia wolności. Dyskusję o nich podzieliłem na trzy bloki tematyczne, stanowiące trzy części książki.

Pierwsza część analizuje wolność i przymus przez pryzmat tradycyjnego myślenia ekonomistów, które przyjmuje, że przeko­nania i pragnienia jednostek są stałe, niezmienne w czasie i nie podlegają wpływowi innych ludzi. Druga część wnosi do rozważań wiedzę współczesnej ekonomii behawioralnej, według której przekonania i zachowania mogą być kształtowane; ma to szczegól­ne znaczenie dzisiaj, gdy mylne informacje oraz dezinformacja są wykorzystywane do tworzenia i rozpowszechniania poglądów oderwanych od faktów i logiki[24]. Omawiam także ograniczający efekt społecznego przymusu. W trzeciej części odwołuję się do poglądów przedstawionych w dwóch pierwszych częściach, aby pomóc w zrozumieniu, czym jest dobre społeczeństwo i jakie rządy oraz ład międzynarodowy mogą je zapewnić.

Wstęp

Wolność to podstawowa wartość człowieka. Wielu obrońców wolności rzadko pyta, co to pojęcie rzeczywiście oznacza. Wolność dla kogo? Co się dzieje, gdy wolność danej osoby jest osiągana kosztem kogoś innego? Oksfordzki filozof Isaiah Berlin[1] wyraził to trafnie stwierdzeniem, że "Wolność dla wilków często oznaczała śmierć dla owiec"[2].

Jak możemy równoważyć wolności polityczne i ekonomiczne? Jakie znaczenie ma prawo do głosowania dla kogoś, kto głoduje? A co w przypadku czyjegoś prawa do realizacji jego bądź jej poten­cjału, jeśli jest ono możliwe tylko wtedy, gdy opodatkujemy ludzi bogatych, pozbawiając ich wolności do wydania ich pieniędzy w dowolny, pożądany przez nich sposób?

Prawica w Stanach Zjednoczonych[3] zawłaszczyła retorycznie pojęcie wolności kilka dziesięcioleci temu, uznając ją za swoją własność, w ten sam sposób, w jaki twierdzi, że jej własnością jest patriotyzm i amerykańska flaga. Wolność stanowi ważną wartość, którą powinniśmy cenić - i robimy to - jednak jej znaczenie jest bardziej złożone i zróżnicowane, aniżeli zaklina to prawica. Obecne konserwatywne rozumienie wolności jest powierzchowne, mylne i motywowane ideologicznie. Prawica uznaje siebie za obrońcę wolności, jednak pokażę, że sposób, w jaki określa jej znaczenie i jak ją stosuje, w praktyce doprowadził do znacznego ograniczenia wolności dla większości obywateli.

Dobry początkowy i centralny obszar rozważań, ukazujący mankamenty podejścia prawicy, stanowi połączenie wolnych rynków z wolnością ekonomiczną oraz wolności ekonomicznej z wolnością polityczną. Kilka cytatów z wypowiedzi liderów Partii Republikańskiej ukazuje ducha tego, co mam na myśli.

W czasie gdy gospodarka amerykańska znalazła się na krawędzi krachu finansowego w 2008 roku po dziesięcioleciach deregulacji sektora finansowego, a rząd przygotowywał największe wsparcie finansowe dla prywatnych przedsiębiorstw w historii planety, George W. Bush, piastujący w tym czasie urząd prezy­denta, opisał problem następująco:

Podczas gdy reformy sektora finansowego są niezbędne, rozwiązaniem długoterminowym dzisiejszych problemów jest nieprzerwany wzrost gospodarczy. Najlepszym sposobem na zapewnienie takiego wzrostu są wolne rynki i wolni ludzie[4].

Przed Bushem był Ronald Reagan, którego prezydentura (1981-1989) była powszechnie uznawana za punkt zwrotny skrętu w prawo i czas nieograniczonego poparcia dla wolnych rynków; swoje zasady przedstawił w Karcie Praw Gospodarczych[5]. Wyraził żal, że amerykańska konstytucja w niedostatecznym stopniu zagwarantowała te prawa, koncentrując się na prawach politycznych. Wyjaśnił to następująco:

Nierozerwalnie połączona z tymi wolnościami politycznymi jest ochrona wolności ekonomicznych. (...) Podczas gdy konstytucja szczegółowo określa nasze wolności polityczne, wolności ekonomiczne stanowią ich nieodłączny element. (...) Istnieją cztery główne wolności ekonomiczne. To one nierozerwalnie wiążą życie ze swobodą, umożliwiając jednostce kontrolowanie jej własnego przeznaczenia i zapewniając, że autonomia i osobista niezależność stanowią element amerykańskiego doświadczenia[6].

Te cztery wolności to: 1. wolność wykonywania pracy, 2. wolność cieszenia się owocami swojej pracy, 3. wolność posiadania własności i dysponowania nią oraz 4. wolność działania na wolnym rynku - prawo do swobodnego zawierania umów dotyczących dóbr i usług oraz osiągania swojego pełnego potencjału bez udziału rządu ograniczającego te możliwości, niezależność ekonomiczną i wzrost. (Kursywa dodana przez autora).

Podczas gdy amerykańscy koloniści, buntując się przeciwko brytyjskiemu rządowi, przyjęli hasło: "Podatki bez reprezentacji to tyrania", ich potomkowie w XXI wieku doszli do wniosku, że podatki połączone z reprezentacją także stanowią tyranię. Ron Paul, wieloletni republikański członek Kongresu ze stanu Teksas, który jako kandydat Partii Libertariańskiej ubiegał się o prezyden­turę w 1988 roku, stwierdził otwarcie: "Musimy zrozumieć, że im więcej rząd wydaje, tym więcej wolności tracimy"[7].

Rick Santorum, senator Partii Republikańskiej (1995-2007), który rywalizował o nominację swojej partii na kandydata na prezydenta w 2012 roku i prawie osiągnął cel, wyraził to samo nieco inaczej: "Im mniej pieniędzy zabiera rząd, tym więcej wolności ma obywatel"[8].

Z kolei Ted Cruz, konserwatywny senator z Teksasu i niegdysiejszy kandydat na prezydenta w 2016 roku, dał się zapamiętać z powodu wymienienia agencji rządu federalnego, które według niego najbardziej bezprawnie naruszały wolność: "Określiłem Pięć warunków wolności: Podczas pierwszego roku mojej prezyden­tury będę walczyć o zlikwidowanie Urzędu Podatkowego (IRS), Departamentu Edukacji, Departamentu Energetyki, Departamentu Handlu i Urzędu ds. Rozwoju Budownictwa Miejskiego i Gospodarki Przestrzennej"[9].

Takie rozumienie wolności stoi w jaskrawej sprzeczności z ideałami wyrażonymi przez prezydenta Franklina Delano Roose­velta, który 6 stycznia 1941 roku w swoim orędziu o stanie państwa wygłoszonym w Kongresie przedstawił wizję wolności wykraczającą poza tradycyjne swobody obywatelskie; w przemówie­niu "Cztery wolności" wymienił dwie pierwsze z nich:

Pierwszą z nich jest wolność słowa i wypowiadania się - wszędzie na świecie. Drugą jest przysługująca każdemu wolność wyznania i oddawania czci Bogu wedle swego uznania - wszędzie na świecie.

Zdając sobie sprawę, że te dwie wolności nie były wystarczają­ce, dodał kolejne dwie. Ludzie potrzebowali także:

...wolności od niedostatku, która - w znaczeniu uniwersalnym - w sensie ekonomicznym zapewni w każdym państwie życie w pokoju jego mieszkańcom - wszędzie na świecie.

oraz

...wolności od strachu, która - w znaczeniu uniwersalnym - oznacza ograniczenie zbrojeń do takiego poziomu i w taki gruntowny sposób, że żadne państwo nie będzie zdolne do popełnienia aktu fizycznej agresji wobec swego dowolnego sąsiada - wszędzie na świecie.

Osoba zagrożona ekstremalnym niedostatkiem i lękiem nie jest wolna. To samo dotyczy każdego, kto z powodu urodzenia się w warunkach ubóstwa ma ograniczone możliwości życia jego pełnią mimo aspiracji wykorzystania swoich zdolności. Dorastając w Gary w stanie Indiana, niegdyś kwitnącym mieście położo­nym na południowym wybrzeżu jeziora Michigan, widziałem z bliska brak wolności ekonomicznej doświadczanej przez Afroamerykanów, którzy w okresie wielkiej migracji uciekali od prześladowań na Południu Stanów Zjednoczonych; to samo dotyczyło dzieci wielu imigrantów przybyłych z Europy w poszukiwaniu pracy w hutach. Podczas zjazdu absolwentów naszej szkoły średniej w 2015 roku z okazji 55. rocznicy jej ukończenia kilku kolegów z klasy podzieliło się ze mną swoimi doświadczeniami życiowymi. Po ukończeniu szkoły, powiedzieli, zamierzali podjąć pracę w hucie, jak ich ojcowie. Jednak z powodu pogorszenia się koniunk­tury gospodarczej nie mieli wyboru - byli pozbawieni wolności - i musieli się zaciągnąć do wojska. A po zakończeniu służby w czasie wojny wietnamskiej ponownie nie mieli dużego wyboru, w każdym razie tak to postrzegali. Deindustrializacja pozbawiała ludzi zatrudnienia w przemyśle i do wyboru mieli głównie zajęcia, do których przygotowało ich szkolenie wojskowe, takie jak praca w policji.

Jako decydent w Waszyngtonie, doradca i komentator wydarzeń gospodarczych, widziałem wolność w innym świetle aniżeli Bush, Reagan i inni przedstawiciele prawicy. W okresie od prezy­dentury Reagana do rządów Clintona kolejne administracje rozszerzyły wolność banków.

Deregulacja finansowa i liberalizacja oznaczały, że banki mog­ły robić to, co chciały, a co najmniej uzyskały większą możliwość swobodniejszego działania[10]. Bankowcy wykorzystali tę nową wolność w sposób, który zwiększył zyski banków, ale wiązał się z ogromnym ryzykiem dla społeczeństwa. Koszt ujawnił się w 2008 roku wraz z początkiem kryzysu finansowego. Realne zagrożenie utratą pracy i domów przez miliony Amerykanów oznaczało, że wielu z nich straciło swoją wolność od lęku i niedostatku. Straciliśmy wolność jako społeczeństwo - pozbawieni wyboru musieliśmy przeznaczyć pieniądze podatników na wsparcie finan­sowe banków. Bez tego cały system finansowy - i gospodarka - uległyby krachowi.

W latach mojej pracy w charakterze doradcy prezydenta Billa Clintona (a w ostatnich dwóch latach, w okresie od 1995 do 1997 roku jako przewodniczącego Rady Doradców Ekonomicznych) zdecydowanie sprzeciwiałem się deregulacji sektora finansowego, częściowo dlatego, że rozumiałem, że "uwolnienie" tego sektora ostatecznie ograniczy wolność nas wszystkich. Po moim odejściu w 1997 roku Kongres uchwalił dwie ustawy: jedną deregulującą banki i drugą pozbawiającą rząd możliwości regulacji rynku instrumentów pochodnych, posuwając się w deregulacji nawet dalej, niż zrobił to Reagan. Ta deregulacja/liberalizacja przygotowała grunt pod finansowe fiasko w 2008 roku. Reagan i Clinton dali wolność wilkom (bankowcom) kosztem owiec (pracowników, inwestorów indywidualnych i posiadaczy domów).

Wolność w Ameryce w kontekście historycznym

Dla Amerykanów, którzy są przesiąknięci ideą, że ich kraj został zbudowany na zasadach wolności, to pojęcie jest szczególnie sugestywne i działa na ich wyobraźnię. Dlatego jest tak ważne, aby dokładnie rozważyć, co to słowo znaczyło kiedyś, a co oznacza teraz, dwa wieki później. Od samego początku pojęcie wolności było niejednoznaczne i niespójne, a od tego czasu problemy z jego rozumieniem stały się tylko bardziej oczywiste. Wolność nie oznaczała kiedyś wolności dla każdego. Nie oznaczała wolności dla osób zniewolonych. Kobiety i ludzie nieposiadający własności nie mieli zagwarantowanych równych praw i nie otrzymali ich. Kobiety płaciły podatki, nie mając reprezentacji - poradzenie sobie z tą niespójnością wymagało upływu 140 lat. Portoryko zostało podbite przez Hiszpanów, a jego obywatele wciąż mierzą się z podatkami, nie mając reprezentacji.

Związki między wolnościami ekonomicznymi i politycznymi były oczywiste od dawna. Dyskusja o tym, które z nich powinny mieć pierwszeństwo, była kluczowa w okresie zimnej wojny. Zachód twierdził, że wolności polityczne (w sposób oczywisty ograniczone w krajach komunistycznych) były ważniejsze; komuniści używali argumentu, że w sytuacji braku pewnych podstawowych praw ekonomicznych prawa polityczne były pozbawione znaczenia. Czy jednak państwo mogło mieć jedne bez drugich? Ekonomiści, tacy jak John Stuart Mill, Milton Friedman i Friedrich Hayek zaangażowali się w dyskusję[11], zadając pytanie, jaki ustrój gospodarczy i polityczny najlepiej zapewnia te bliźniacze wolności, zwiększając dobrobyt indywidualny i społeczny. Ta książka zajmuje się tymi samymi pytaniami z perspektywy XXI wieku, udzielając odpowiedzi wyraźnie różniących się od poglądów Friedmana i Hayeka z połowy minionego wieku.

Idea wymiany leży u podstaw ekonomii i stanowi jeszcze jeden powód tego, że ekonomiści mają wiele do powiedzenia na temat wolności. W dalszej części książki stanie się jasne, dlaczego uważam, że należy mówić o kilku prawdach absolutnych. Ekonomia ma narzędzia pozwalające analizować istotę wymiany, które powinny być przydatne także w dyskusjach o wolności.

Co więcej, gdy przyjrzymy się bliżej pozornemu przywiązaniu prawicy do wolności, zauważymy wiele zagadek i dylematów, a kluczowe będzie spostrzeżenie, że łagodny przymus - zmuszenie kogoś do zrobienia czegoś, czego nie zrobiłby z własnej woli - może w pewnych sytuacjach zwiększyć wolność każdego, nawet tych, którzy są poddani takiemu przymusowi. Pokażę, że ekonomia wyjaśnia wiele przypadków, w których wskazane jest wspólne działanie - kolektywne zrobienie tego, czego jednostki nie potra­fiłyby zrobić samodzielnie. Wspólne działanie często nie jest możliwe bez pewnego przymusu z powodu tego, co określamy jako efekt gapowicza, o czym powiem więcej później.

Wolność z perspektywy XXI wieku

Finalnie pokażę, że prawdziwi obrońcy głęboko pojmowanej i mającej znaczenie wolności popierają ruch postępowy zarówno w USA, jak i za granicą. To oni, jak również repezentujące ich partie centrolewicowe muszą odzyskać program wolnościowy. W odnie­sieniu do Amerykanów oznacza to w szczególności zrewidowanie historii ich kraju oraz jego mitów założycielskich.

Głównym celem tej książki jest spójne i przystępne wyjaśnienie wolności z perspektywy ekonomii w XXI wieku, tak jak zrobił to John Stuart Mill w połowie XIX wieku w swojej klasycznej książce O wolności (1859). W ciągu ponad półtora wieku świat się zmienił i to samo dotyczy naszego zrozumienia gospodarki i społeczeństwa. To, o czym dzisiaj się dyskutuje w kuluarach władzy, różni się od tego, co uznawano za polityczne problemy dawno temu. Wówczas wciąż żywe były wspomnienia o państwie prześladującym ruchy religijne (dotyczyło to zwłaszcza rządu brytyjskiego, co doprowadziło do migracji wielu prześladowanych do Stanów Zjednoczonych) i właśnie to dziedzictwo, bardziej niż cokolwiek innego, ukształtowało poglądy ludzi. Dzisiaj zmagamy się ze zmianą klimatu, bronią w prywatnych rękach, zanieczyszczeniem środowiska naturalnego, prawem do aborcji i wolnością do wyra­żania swojej tożsamości płciowej. Ujmując to szerzej, rozważamy rolę przymusu społecznego i reakcji na taki przymus. Dzisiejsze wyzwa­nia wymagają przemyślenia podstawowych pojęć, w tym wolności. Sam Mill powiedział zresztą, że wolności wymagają ponownego przemyślenia wraz ze zmianami w gospodarce i społeczeństwie.

Osobiście jestem przekonany, że ekonomiści mogą wnieść wiele w nasze zrozumienie znaczenia wolności i jej związku z systemem gospodarczym i społecznym, jednak szczególny i specyficzny sposób, w jaki postrzegają oni świat, ma także swoje ograniczenia; temat wolności jest złożony, nie wszystko daje się ująć ze specyficznej perspektywy ekonomistów i w różnych miejscach w książce zwracam na to uwagę[12], [13].

System gospodarczy i wolność

Zrozumienie znaczenia wolności stanowi wstęp do mojego ostatecznego celu: opisania systemu gospodarczego i politycznego, który zapewnia nie tylko produktywność, sprawiedliwość i zrówno­ważony rozwój, ale także wartości moralne. W moich rozważaniach najważniejszą spośród tych wartości jest wolność, ale taka, która ma nieodłączne więzi z pojęciami słuszności, sprawiedliwości i dobrobytu. Interesuje mnie takie właśnie rozszerzone pojęcie wolności, zbywane przez niektóre nurty w myśleniu ekonomicznym.

Hayek i Friedman w połowie XX wieku byli najwybitniejszymi obrońcami nieskrępowanego niczym kapitalizmu. "Nieskrępowane rynki" - rynki bez zasad i regulacji - to pojęcie wewnętrznie sprzeczne, ponieważ bez zasad i regulacji narzuconych i egzekwowanych przez rząd handel miałby ograniczony charakter. Szalałyby oszustwa, zaufanie byłoby niskie. Świat bez jakichkolwiek ograniczeń byłby dżunglą, w której liczyłaby się tylko siła, określająca, kto i co miałby otrzymać i zrobić. W takim świecie nie byłoby rynku. Nie mogłyby obowiązywać umowy określające, że ktoś dzisiaj miałby otrzymać jakieś dobro w zamian za późniejszą płatność, ponieważ nie istniałby mechanizm wprowadzający je w życie. Jednak istnieje ogromna różnica między stwierdzeniem, że dobrze funkcjonujące społeczeństwo musi mieć jakiś mechanizm egzekwujący umowy, a powiedzeniem, że każda umowa powinna być egzekwowana.

Hayek i Friedman twierdzili, że kapitalizm, tak jak go rozumieli, jest najlepszym systemem pod względem efektywności i że bez wolnych rynków oraz wolnej przedsiębiorczości nie moglibyśmy mieć i nie mielibyśmy wolności indywidualnej. Uważali, że rynki same z siebie w jakiś sposób zachowałyby konkurencyjność. Niezwykłe było to, że zapomnieli - bądź zignorowali - doświadczenia związane z monopolizacją i koncentracją władzy ekonomicznej, które doprowadziły do uchwalenia prawa antymo­nopolowego (w USA była to ustawa antymonopolowa Shermana z 1890 roku oraz późniejsza o ćwierć wieku ustawa antymonopolowa Claytona z 1914 roku). Podczas gdy odpowiedzią na Wielki Kryzys (ang. Great Depression), który w wielu krajach świata doprowadził do utraty pracy przez co czwartego pracownika i nędzy bezrobotnych, był wzrost interwencji rządu, Hayek niepokoił się, że grozi nam droga do zniewolenia, jak wyraził to w swojej książce z 1944 roku pod takim właśnie tytułem[14]. Miała to być droga do społeczeństwa, w którym jednostki zostałyby podporządkowane państwu.

Moja konkluzja dotycząca tej sytuacji jest całkowicie odmienna. Wzrost znaczenia państwa był reakcją na demokratyczne żądania wobec demokratycznych rządów, takich jak w Stanach Zjednoczonych, podjęcia przez nie wspólnego działania. Brak odpowiedniego działania rządu wobec gwałtownego wzrostu bezrobocia w Niemczech wyniósł do władzy Hitlera. Obecnie to neoliberalizm - wiara w nieregulowane, nieskrępowane rynki[15] - prowadzi do ogromnych nierówności i stwarza podatny grunt dla populistów. Do przestępstw neoliberalizmu należy zaliczyć uwolnienie rynków finansowych od regulacji, co wywołało największy kryzys finansowy w minionych 75 latach; deregulację handlu, co przyspieszyło deindustrializację; oraz umożliwienie korporacjom wykorzystywania konsumentów, pracowników i środowiska naturalnego. W przeciwieństwie do tego, co Friedman sugerował w swojej książce Kapitalizm i wolność, opublikowanej po raz pierwszy w 1962 roku[16], ta forma kapitalizmu nie zwiększa wolności w społeczeństwie. Zamiast tego doprowadziła do wolności dla niewielu kosztem wielu. Wolność dla wilków; śmierć dla owiec.

Podobne konflikty rozgrywają się na scenie międzynarodowej, ujawniając interesujące i ważne związki między pojęciem zasad i ideałem wolności. Nie jest tak, że globalizacja dokonuje się bez żadnych zasad, jednak obowiązujące zasady zapewniają wolność i narzucają ograniczenia w taki sposób, że wszędzie wilki i owce spotyka ten sam los, a różnica polega na tym, że liczba wilków i owiec zależy od danego regionu świata bądź kraju. Zasady zapi­sane w tak zwanych porozumieniach o wolnym handlu ograniczają wolność krajów rozwijających się i rynków wschodzących, a także mieszkających tam ludzi, a jednocześnie zwiększają wolność do wyzysku korporacji międzynarodowych.

Dyskusja w tej książce wychodzi poza proste dociekanie znaczenia pojęcia wolności. Drążymy kwestie o fundamentalnym znaczeniu dla nowoczesnej gospodarki, takie jak moralna zasadność praw własności oraz podział dochodu i bogactwa wytwarza­nego w gospodarce. Prawica często mówi o "świętości umów", ale będę twierdzić, że wiele umów jest niemoralnych, w głębokim sensie tego słowa, i powinny one zostać zakazane i nie podlegać egzekucji przez sądy. Z dzisiejszej perspektywy ojcowie założyciele republiki amerykańskiej przypisywali błędne znaczenie podstawowym pojęciom, takim jak własność i wolność. Uznawali prawa własności właścicieli niewolników - znaczną część "włas­ności" na amerykańskim Południu stanowili w istocie niewolnicy - natomiast nie uznawali praw niewolników do cieszenia się owocami ich pracy. Nawet mówiąc o uwolnieniu się od brytyjskich rządów, właściciele niewolników odmówili prawa do wolności dużej liczbie ludzi żyjących na Południu. Bez wątpienia dzisiejsze poglądy za kilkaset lat także zostaną uznane za niepełne.

Znakomity włoski intelektualista Antonio Gramsci (1891-1937) miał dużo racji, przypisując ideologii społecznej rolę zarówno podstawy funkcjonowania społeczeństwa, jak i zachowania władzy przez elity. Ideologia pomaga w legitymizacji instytucji oraz zasad, które jednym przyznają więcej władzy, a mniej innym - w tym wolność do ustanawiania zasad. Zmiany, jakie nastąpiły w amerykańskim systemie przekonań od czasu uchwalenia konstytucji, powinny bardzo uczulić nas na ten fakt. To, co w tamtym czasie wydawało się uzasadnione, prawie bezsprzeczne, dzisiaj uznaje się za nieakceptowalne. Z tego powodu zrozumienie procesów tworzenia i przekazywania ideologii w społeczeństwie jest tak istotne - i także w tej kwestii spostrzeżenia Gramsciego doty­czące hegemonii elit są znaczące. Sposób wywierania wpływu w XXI wieku oczywiście jest inny, aniżeli było to za życia Gramsciego. Część II książki omawia kształtowa­nie powszechnie akceptowanych przekonań o znaczeniu wolności.

Słowa mają znaczenie

Współczesna ekonomia behawioralna dowodzi, że "ramowanie" jest ważne, a to oznacza, że używane przez nas słowa mają znaczenie. Premia za robienie tego, co właściwe, jest postrzegana jako coś innego niż kara (koszt) za robienie czegoś niewłaściwego, choć w ekonomii klasycznej obydwa działania mogą być równoważne i wywoływać te same zachowania.

Dzisiejszy język używany do opisu wolności ogranicza zdolność do głębokiego myślenia o tym, jaki ekonomiczny, polityczny i społeczny system najbardziej zwiększa dobrobyt społeczeństwa - a dotyczy to także tego, jaki system może zapewnić istotną wolność oraz pomyślność jak największej liczbie obywateli. Język przymu­su i wolności stał się elementem politycznego słownictwa budzącym emocje. Wolność jest dobra; przymus jest zły. Przeważa uproszczone myślenie, zgodnie z którym wolność i przymus to pojęcia przeciwstawne. W określonej sytuacji osoba dysponuje wolnością do noszenia bądź nienoszenia maseczki na twarzy, do zaszczepienia się bądź odmowy szczepienia, do finansowego wsparcia ob­rony kraju bądź odmowy zapłacenia takiej daniny pieniężnej czy też przekazania pieniędzy ludziom biednym bądź rezygnacji z takiego uczynku. Państwo ma władzę do pozbawienia jednostki tych wolności. Może zmusić do noszenia maseczki, zaszczepie­nia się, zapłacenia podatku na sfinansowanie sił zbrojnych, a także finansowego wsparcia ludzi o niższych dochodach.

Ta sama dychotomia występuje na poziomie państwa narodo­wego w jego relacjach z innymi państwami. Państwa mogą mieć przekonanie, że są zmuszane do robienia czegoś, czego nie chcą zrobić, albo za pomocą groźby akcji militarnej, albo poprzez pogróżki działań ekonomicznych, które miałyby tak duże skutki dla ich gospodarek, że dochodzą do wniosku, że nie mają wyboru.

Jednak w wielu okolicznościach słowo "przymus" nie wydaje się użyteczne. Wszystkie osoby (i wszystkie państwa) mierzą się z ograniczeniami. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest zmuszony do życia w ramach swojego budżetu, ale równie dobrze mógłby stwierdzić, że nie jest uprawniony do wydawania więcej, niż wynosi jego budżet; mógłby też uznać, że nikt inny nie może zostać zmuszony do przekazania mu zasobów większych niż te, na które go stać. Niewielu użyłoby słownictwa odwołującego się do przymusu w celu opisania ograniczenia polegającego na życiu w ramach posiadanych środków. O większym ograniczeniu budżetu możemy po prostu myśleć jako o jednym z nieprzymusowych sposobów zmniejszenia wolności danej osoby do działania. Jednak indywidualny budżet jest, w pewnym sensie, określony społecznie. W gospodarce rynkowej jest on wynikiem działania sił ekonomicznych określonych przez zasady społeczne, jak wyjaśnię to bardziej szczegółowo w dalszej części książki.

Tak oto nazbyt uproszczone używanie słowa "wolność" przez prawicę zaszkodziło podstawowej wolności społecznej: wolności wyboru systemu gospodarczego, który rzeczywiście mógłby zwiększyć wolność większości obywateli. Mam nadzieję, że w tym sensie dyskusja na łamach tej książki stwarza przestrzeń dla szerszej debaty - że jest ona wyzwalająca.

Moja wędrówka intelektualna

Czytelnicy moich wcześniejszych publikacji zauważą, że ta książka rozwija wątki od dawna pochłaniające moją uwagę. Karierę akademicką rozpocząłem od pokazania w sposób teoretyczny, że obowiązujące "od zawsze" założenia o efektywności konkurencyjnych rynków są po prostu błędne, zwłaszcza w przypadku niepełnej informacji, a przecież tak właśnie jest zawsze. Ponadto moja praca w administracji prezydenta Clintona i w Banku Świato­wym przekonała mnie, że liczne niedoskonałości w naszej gospodarce (i w panujących teoriach ekonomicznych) mają głębsze przyczyny. We wcześniejszych publikacjach opisałem wpływ globalizacji, finansjalizacji i monopolizacji na gospodarkę amerykańską i udział tych procesów w zwiększeniu nierówności ekonomicznych, spowolnieniu wzrostu gospodarczego i ograniczeniu szans wielu obywatelom.

Dodatkowo nabrałem przekonania, że problemy w amerykańskiej gospodarce i społeczeństwie nie były nieuniknione; nie były one efektem żadnych praw natury czy ekonomii. Wynikały, w pewnym sensie, z dokonanego wyboru, były wynikiem zasad i regula­cji rządzących gospodarką. A te z kolei w ostatnich dziesięcioleciach zostały ukształtowane przez neoliberalizm - i to doktryna neoliberalna ponosiła winę.

Ważny jest także drugi wątek moich przemyśleń. Ma on swoje początki w mojej trosce o zasoby naturalne i środowisko przyrodnicze, o czym pisałem już wiele lat temu. Było oczywiste, że rynek całkowicie zawiódł w odniesieniu do ochrony środowiska i zarządzania zasobami naturalnymi. Starałem się zarówno lepiej zrozumieć istotę tego niepowodzenia, jak i znaleźć sposoby zara­dzenia tej porażce. Byłem jednym z głównych autorów Między­rządowego raportu nt. zmiany klimatu z 1995 roku, pierwszego takiego raportu uwzględniającego analizy ekonomiczne[17].

Jednocześnie, jako członek Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta, kierowałem pracami mającymi na celu taką zmianę w naszym systemie rachunków narodowych, która uwzględniałaby korzystanie z zasobów naturalnych i środowiska - w formie "zielonego dochodu narodowego". Otrzymaliśmy entuzjastyczne wsparcie Departamentu Handlu, który opracowuje takie rachunki. Wiedzieliśmy, że byliśmy na tropie czegoś ważnego, gdy kilku członków Kongresu zagroziło obcięciem budżetów w przypadku kontynuacji tych prac. Moje działania zostały chwilowo utrudnio­ne, jednak kilka lat później prezydent Francji Nicolas Sarkozy poprosił mnie o współprzewodniczenie - wraz z laureatem Nagro­dy Nobla w dziedzinie ekonomii Amartyą Senem i ekonomistą Jean-Paulem Fitoussim - międzynarodowej Komisji Pomiaru Wyników Gospodarczych i Postępu Społecznego. Opracowany przez nas raport zatytułowany Niepoprawny pomiar naszego życia: dlaczego PKB nie pasuje do rzeczywistości miał wpływ na działanie ruchu określanego niekiedy jako "Poza PKB" i powstanie przymierza państw nazywanego Sojuszem Rządowym na rzecz Gospo­darki Dobrostanu[18]. Główną zasadą tego ruchu i sojuszu jest uznanie, że znaczenie mają nie tylko dobra materialne i usługi, mierzone wartością PKB, ale także ogólny indywidualny i społeczny dobrostan, uwzględniający wiele czynników niezawartych w tradycyjnie definiowanym PKB, w tym ocenę stanu wolności.

Droga do wolności jest napisana w tym duchu. Nawet ważniejsze od nieefektywności i niestabilności powodowanych przez neoliberalizm są korodujące nierówności, egoizm i nieuczciwość, a także nieuchronnie związane z tym ograniczone postrzeganie idei i wartości. Jako jednostki i wspólnota cenimy wolność i każda analiza tego, co tworzy dobre społeczeństwo, musi brać pod uwagę, jak społeczeństwo zabiega o wolność, uwzględniając wrażliwość na to, jak nasze działania mogłyby ograniczyć wolność innych. Wśród istotnych porażek neoliberalizmu - jak wykażę - znajduje się ograniczanie wolności dla wielu przy jednoczesnym rozszerzaniu wolności dla nielicznych.

Książka przywołuje i rozwija moje myśli i poglądy z wcześ­niejszych publikacji. Nie wystarczy zrozumienie korzeni i istoty po­rażek neoliberalizmu ani uznanie, że konieczne jest wyjście poza myślenie w kategoriach PKB. Musimy zrozumieć, że istnieją lepsze, alternatywne systemy gospodarcze i trzeba je sobie wyob­razić i opisać. Musimy także zadać pytanie, czym jest dobre społeczeństwo, i określić, jak je zbudować.

Na następnych stronach bardziej niż na przedstawianiu gotowych odpowiedzi skupię się na stawianiu pytań i opisie modelu myślenia o tych zagadnieniach, a jednym z nich będzie sposób pomiaru różnych wolności.

Nigdy w moim życiu wyzwania dla demokracji i wolności oraz ataki na te wartości nie były większe. Mam nadzieję, że ta książka wnosi wkład w głębsze zrozumienie znaczenia wolności i ożywia debatę o tym, jaki system gospodarczy, polityczny i społeczny przyczyni się do wolności dla większości obywateli. Jesteśmy narodem zrodzonym z przekonania, że ludzie muszą być wolni. Nie możemy pozwolić jednej stronie na przejęcie definicji wolności w kategoriach ekonomicznych i politycznych, aby następnie wykorzystać ją dla własnych korzyści.

Nie wygramy i nie możemy wygrać egzystencjalnej bitwy o wolność i demokrację, nie dysponując jasnym zrozumieniem, czego pragniemy. Czym jest to, o co walczymy? Jak to jest, że prawica tak długo mieszała nam w głowach w odniesieniu do myślenia o tych ideach? Sianie zamętu dobrze służy jej celom w prowadzo­nych bitwach politycznych - i jeśli mieliby wygrać, doprowadziło­by to do sytuacji będącej przeciwieństwem głęboko pojmowanej wolności.