WSTĘP
Wyzwól się z więzienia swojego umysłu
W obozie zagłady nauczyłam się, jak żyć
Wiosną 1944 roku miałam szesnaście lat i mieszkałam wraz rodzicami i dwiema siostrami w Koszycach (wówczas pod okupacją węgierską). Wszędzie
dostrzegaliśmy sygnały świadczące o toczącej się wojnie oraz związanych
z nią uprzedzeniach wobec nas. Przypinaliśmy do płaszczy żółte gwiazdy
Dawida, a nasze stare mieszkanie zajęli węgierscy faszyści,
strzałokrzyżowcy - Nyilas. Prasa nieustannie donosiła o sytuacji na
frontach i okupacji niemieckiej, która objęła całą Europę. Rodzice
wymieniali nad stołem zatroskane spojrzenia. I ten straszny dzień, kiedy
zostałam wyrzucona z reprezentacji olimpijskiej w gimnastyce, ponieważ
byłam Żydówką. Mimo to pochłaniały mnie zwyczajne problemy nastolatków.
Zakochałam się w Eriku, wysokim, inteligentnym chłopaku, którego
poznałam w klubie książki i który został moją pierwszą sympatią.
Odtwarzałam w myślach nasz pierwszy pocałunek, zachwycałam się nową
sukienką z niebieskiego jedwabiu, którą zaprojektował dla mnie tata,
żartowałam z Magdą, moją piękną starszą siostrą, i z Klarą, która
doskonaliła grę na skrzypcach w budapeszteńskim konserwatorium.
A potem wszystko się zmieniło.
Pewnego chłodnego kwietniowego poranka zorganizowano w Koszycach obławę
na Żydów i uwięziono ich w starej cegielni. Kilka tygodni później wraz z Magdą i rodzicami zostałam załadowana do bydlęcego wagonu i wywieziona
do Auschwitz. Gdy tylko tam dotarliśmy, Niemcy zamordowali moich
rodziców w komorze gazowej.
Pierwszego wieczoru w Auschwitz zmusili mnie, żebym tańczyła dla oficera
SS, Josefa Mengele, zwanego Aniołem Śmierci; człowieka, który tego dnia
przeprowadzał selekcję nowo przybyłych więźniów i wysłał moją matkę na
śmierć. "Zatańcz dla mnie!", rozkazał, a ja stanęłam na lodowatej
betonowej podłodze baraku sparaliżowana ze strachu. Na zewnątrz obozowa
orkiestra zaczęła grać walca Nad pięknym modrym Dunajem. Przypominając
sobie radę mamy - "Nikt nie może zabrać ci tego, co przechowujesz w umyśle" - zamknęłam oczy i uciekłam do swojego świata. W myślach nie
byłam więźniarką obozu śmierci, zziębniętą, głodną i zdruzgotaną utratą
bliskich. Stałam na scenie budapeszteńskiej opery i tańczyłam partię
Julii z baletu Czajkowskiego. Kryjąc się w tym prywatnym azylu, zmusiłam
ręce, żeby się uniosły, a nogi, żeby wirowały. Zebrałam wszystkie siły,
by tańczyć o życie.
Każda chwila w Auschwitz była piekłem na ziemi. I moją szkołą życia.
Zmagając się ze stratą, torturami, głodem i stałym zagrożeniem życia,
odkryłam narzędzia przetrwania i wolności, które każdego dnia stosuję w swojej praktyce psychologicznej oraz w życiu prywatnym.
Pisząc ten wstęp jesienią 2019 roku, mam dziewięćdziesiąt dwa lata, na
koncie doktorat z psychologii klinicznej, który napisałam w 1978 roku,
oraz ponad czterdziestoletnią praktykę w leczeniu ludzi. Pracuję z weteranami wojennymi, ofiarami przemocy seksualnej, studentami,
działaczami społecznymi i kadrą zarządzającą; z ludźmi zmagającymi się z nałogami i z tymi, którzy walczą z lękami i depresją; z parami
borykającymi się z frustracją i urazami oraz tymi, którzy pragną
wskrzesić w związku poczucie bliskości; z rodzicami i dziećmi uczącymi
się razem żyć i z tymi, którzy uczą się żyć osobno. Jako psycholog,
matka, babcia i prababcia; jako obserwatorka zachowań własnych i zachowań innych ludzi; jako ocalała z Auschwitz - jestem tutaj, by
powiedzieć ci, że najgorszym więzieniem nie jest to, do którego wtrącili
mnie naziści, ale to, które sama dla siebie zbudowałam.
Nasze życia prawdopodobnie bardzo się od siebie różnią, ale być może
wiesz, co mam na myśli. Dla wielu z nas więzieniem staje się umysł.
Nasze myśli i poglądy określają, a często nawet ograniczają to, co
czujemy, robimy i uważamy za możliwe. W ciągu wielu lat pracy odkryłam,
że oprócz ograniczających nas przekonań, które się ujawniają i manifestują w niepowtarzalny sposób, istnieją także pewne powszechne
więzienia mentalne przysparzające nam cierpień. Ta książka to praktyczny
przewodnik, który pomoże nam zidentyfikować różne więzienia umysłu i wytworzyć narzędzia, dzięki którym się od nich uwolnimy.
Fundamentem wolności jest umiejętność dokonywania wyborów. W ostatnich
miesiącach wojny nie miałam zbyt wielu opcji ani dróg ucieczki.
Węgierscy Żydzi jako jedni z ostatnich w Europie trafili do obozów
śmierci. Po ośmiu miesiącach pobytu w Auschwitz, tuż przed klęską
Niemiec, wraz z setką innych więźniów moja siostra i ja zostałyśmy
ewakuowane z obozu i przepędzone z terenu Polski przez Niemcy aż do
Austrii. Po drodze niewolniczo pracowałyśmy w różnych fabrykach i jeździłyśmy na dachach pociągów transportujących niemiecką amunicję, a nasze ciała służyły jako żywe tarcze chroniące ładunek przed brytyjskimi
bombami. (A Brytyjczycy i tak bombardowali pociągi).
Kiedy w końcu zostałyśmy uwolnione z austriackiego obozu
koncentracyjnego Gunskirchen - w maju 1945 roku, nieco ponad dwanaście
miesięcy od chwili uwięzienia w Auschwitz - moi rodzice i niemal wszyscy
ludzie, których znałam, już nie żyli. Byłam zagłodzona, pokryta wrzodami
i obolała, bo stale znęcano się nade mną fizycznie. Nie mogłam się
ruszyć, leżałam na stosie ciał, pośród ludzi, którzy byli tak samo
chorzy i wycieńczeni jak ja, których ciała się poddały. Nie mogłam
cofnąć tego, co mi zrobiono. Nie miałam wpływu na to, ilu ludzi naziści
wepchnęli do bydlęcych wagonów lub krematoriów, usiłując wymordować
przed końcem wojny jak najwięcej Żydów i innych "niepożądanych
elementów". Nie potrafiłam odwrócić systematycznej dehumanizacji ani
zatrzymać rzezi ponad sześciu milionów niewinnych istot, które zginęły w obozach zagłady. Mogłam jedynie zdecydować, jak zareaguję na tę grozę,
rozpacz i bezsens. Na szczęście udało mi się odnaleźć w sobie nadzieję.
Ale przetrwanie Auschwitz było tylko pierwszym etapem mojej podróży ku
wolności. Przez dziesięciolecia pozostawałam więźniem przeszłości. Na
pierwszy rzut oka wydawało się, że radzę sobie bardzo dobrze, że
zostawiłam traumę za sobą i idę do przodu. Wyszłam za mąż za Bélę,
potomka wpływowej rodziny z Preszowa, który w czasie wojny był
partyzantem i walczył z Niemcami w górskich lasach Słowacji. Zostałam
matką, uciekłam z Europy przed komunistami, wyemigrowałam do Ameryki,
żyłam tam w biedzie, potem wyszłam z ubóstwa, a po czterdziestce poszłam
na studia. Pracowałam jako nauczycielka w szkole średniej, później
wróciłam na studia, zdobyłam tytuł magistra psychologii kształcenia, a potem doktora psychologii klinicznej. Ale nawet pod koniec procesu
edukacji, gdy z poświęceniem pomagałam ludziom odzyskiwać zdrowie i gdy
powierzano mi najtrudniejsze przypadki, ciągle się ukrywałam - uciekałam
od przeszłości, wypierałam smutek i traumę, minimalizowałam je i udawałam, próbując zadowolić innych i robić wszystko perfekcyjnie.
Obwiniałam Bélę za swoje chroniczne niezadowolenie i rozczarowanie,
goniłam za sukcesami, jakby były w stanie wynagrodzić mi to wszystko, co
straciłam.
Pewnego dnia przyszłam do William Beaumont Army Medical Center w Fort
Bliss w Teksasie, gdzie odbywałam staż, i włożyłam swój biały kitel z plakietką "doktor Eger, oddział psychiatryczny". Przez ułamek sekundy te
słowa się zamazały i zdawały się mówić: "doktor Eger, oszustka". Wtedy
zrozumiałam, że nie będę mogła wspierać innych w procesie leczenia,
dopóki nie uzdrowię siebie.
Moja metoda terapeutyczna jest eklektyczna i intuicyjna; to mieszanka
technik psychoterapii poznawczej i psychodynamicznej. Nazywam ją terapią
wyboru, ponieważ istotą i podstawą wolności jest właśnie umiejętność
dokonywania wyborów. Wprawdzie cierpienie jest nieuchronne i uniwersalne, ale zawsze możemy wybrać, jak na nie reagować. Dlatego za
każdym razem dążę do tego, by wyzwolić w pacjencie umiejętność
dokonywania wyborów, dzięki której będzie mógł zmieniać życie na lepsze.
Mój sposób działania opiera się na czterech ważnych teoriach
psychologicznych.
Pierwsza to teoria psychologii pozytywnej Martina Seligmana i jego
pojęcie "wyuczonej bezradności" - najbardziej cierpimy wówczas, gdy
wierzymy, że nie mamy żadnego wpływu na własne życie, że nic nie możemy
zrobić, by poprawić swój los. Rozkwitamy wtedy, gdy udaje się nam
uruchomić "wyuczony optymizm", w ten sposób zdobywamy siłę, odporność,
elastyczność i umiejętność nadawania znaczenia i kierunku naszemu życiu.
Drugi koncept to terapia poznawczo-behawioralna, która polega na
zrozumieniu, że myśli kreują nasze emocje i zachowania. By zmienić
szkodliwe, dysfunkcyjne lub nieskuteczne zachowania, musimy najpierw
zmienić swój sposób myślenia; negatywne przekonania zastępujemy tymi,
które służą naszemu rozwojowi i go wspierają.
Trzecia podstawa mojej metody to podejście humanistyczne Carla Rogersa,
jednego z moich najcenniejszych mentorów, oparte na bezwarunkowej
akceptacji i szacunku do samego siebie. Wiele naszych cierpień bierze
się z błędnego przekonania, że nie możemy być kochani i jednocześnie
prawdziwi - tak się dzieje, gdy uważamy, że aby zasłużyć na czyjąś
akceptację i uznanie, musimy ukrywać nasze prawdziwe "ja" albo je
zanegować. W swojej pracy staram się przenosić bezwarunkową miłość na
pacjentów i tak ich prowadzić, by zrozumieli, że staną się wolni, gdy
ściągną maski i przestaną odgrywać role narzucone im przez innych ludzi
oraz spełniać ich oczekiwania; gdy zaczną bezwarunkowo kochać samych
siebie.
I w końcu czwarta zasada, którą wyznaję wspólnie z Viktorem Franklem,
moim ukochanym mentorem, przyjacielem i współwięźniem ocalałym z Auschwitz. Polega ona na zrozumieniu, że najgorsze doświadczenia mogą
być naszymi najlepszymi nauczycielami katalizującymi nieoczekiwane
odkrycia i otwierającymi nas na nowe możliwości i perspektywy. Źródłem
uzdrowienia, spełnienia i wolności jest nasza zdolność wyboru reakcji na
wszystko, co przynosi nam życie, oraz poszukiwanie sensu i celu w każdym
doświadczeniu, zwłaszcza w cierpieniu.
Wolność to praktyka trwająca całe życie - to wybory, których dokonujemy
na nowo każdego dnia. Wolność wymaga nadziei, którą definiuję na dwa
sposoby: jako świadomość, że cierpienie, nawet najstraszniejsze, jest
tylko chwilowe; oraz ciekawość, by się dowiedzieć, co się zdarzy
później. Nadzieja pozwala nam żyć w teraźniejszości zamiast w przeszłości i otwiera drzwi więzienia naszego umysłu.
Zostałam uwolniona z obozu śmierci ponad siedemdziesiąt lat temu, ale
nadal mam koszmary. Dręczą mnie wspomnienia. Do śmierci będę opłakiwać
rodziców, którzy nigdy nie zobaczą czterech pokoleń odrodzonych z ich
popiołów. Ten horror nadal jest we mnie. Umniejszanie tego, co się
stało, lub próby zapomnienia o wszystkim nie przyniosą mi wolności.
Pamięć i szacunek nie mają nic wspólnego z tkwieniem w poczuciu winy,
wstydu czy też z odczuwaniem gniewu, żalu i strachu związanego z przeszłością. Potrafię stawić czoło tamtej rzeczywistości i pamiętać, że
chociaż poniosłam stratę, nigdy nie przestałam wybierać miłości i nadziei. Zdolność do dokonywania wyborów, nawet w samym środku
niewyobrażalnego cierpienia i bezsilności, jest dla mnie prawdziwym
darem tego czasu, który spędziłam w Auschwitz.
Być może nazywanie darem czegoś, co wywodzi się z obozu śmierci, wydaje
się niewłaściwe. Czy piekło może zaoferować coś dobrego? Czy może
wyniknąć coś dobrego z nieustannego strachu, że wybiorą mnie w trakcie
selekcji albo że w dowolnej chwili wyciągną z celi i wyślą do komory
gazowej, z widoku ciemnego dymu wydobywającego się z kominów
krematorium, tego wszechobecnego przypominania o wszystkim, co straciłam
i co jeszcze mogę stracić? Nie miałam kontroli nad tymi bezsensownymi,
straszliwymi okolicznościami. Ale mogłam skoncentrować się na tym, co
miałam w głowie. Mogłam reagować albo nie. W Auschwitz zyskałam szansę
odkrycia swojej wewnętrznej siły i potęgi wyboru. Nauczyłam się polegać
na tych aspektach mojej osobowości, o których istnieniu inaczej bym się
nie dowiedziała.
Wszyscy mamy zdolność do dokonywania wyborów. Jeśli z zewnątrz nie
otrzymujemy niczego użytecznego lub wzmacniającego, to właśnie jest ten
moment, kiedy zdobywamy szansę, by odkryć, kim naprawdę jesteśmy. To, co
się nam przydarza, nie ma największego znaczenia; najważniejsze jest to,
co zrobimy z naszymi doświadczeniami.
Gdy uciekamy z więzienia umysłu, nie tylko uwalniamy się od tego, co nas
hamuje, ale też zyskujemy wolność, by ćwiczyć wolną wolę. Po raz
pierwszy nauczyłam się rozróżniać pozytywną wolność od negatywnej w dniu
oswobodzenia z obozu Gunskirchen w maju 1945 roku, gdy miałam
siedemnaście lat. Leżałam w błocie na stosie martwych ciał i umierających ludzi, gdy 71 Dywizja Piechoty USA wyzwoliła obóz. Pamiętam
szok w oczach żołnierzy i chusty, którymi zasłaniali twarze, by nie czuć
smrodu rozkładających się ciał. W tych pierwszych godzinach wolności
obserwowałam moich byłych już współwięźniów - ci, którzy mogli chodzić,
wychodzili przez bramę obozu. Ale kilka chwil później wracali i siadali
apatycznie na wilgotnej trawie albo na brudnej podłodze baraków,
niezdolni, by ruszyć do przodu. Viktor Frankl zauważył to samo zjawisko,
gdy armia sowiecka wyzwoliła Auschwitz. Już nie byliśmy więźniami, ale
wielu z nas nie było w stanie - fizycznie lub psychicznie - poczuć
wolności. Byliśmy tak wyniszczeni chorobami, głodem i ciężkimi
przeżyciami, że nie potrafiliśmy wziąć odpowiedzialności za swoje życie.
Prawie nie pamiętaliśmy, jak być sobą.
Zostaliśmy wprawdzie uwolnieni z więzienia nazistów, ale nadal nie
byliśmy wolni.
Teraz już wiem, że najbardziej niszczycielskie jest więzienie naszego
umysłu i że klucz do niego znajduje się w naszej kieszeni. Nieważne, jak
bardzo cierpimy i jak solidne są kraty, bo możemy uwolnić się od
wszystkiego, co nas powstrzymuje.
To z pewnością nie jest łatwe, ale warte każdego wysiłku.
W Wyborze opowiedziałam historię swojej podróży od uwięzienia ku
uwolnieniu, a potem ku prawdziwej wolności. Jestem nieustannie zdumiona
i zaszczycona wspaniałym przyjęciem mojej książki na całym świecie i reakcją czytelników, którzy konfrontują się ze swoją przeszłością i ciężko pracują, by uleczyć ból. Spotykam się z nimi, czasem osobiście,
czasem mailowo lub przez portale społecznościowe czy rozmowy wideo.
Wiele historii, które usłyszałam, znajdziesz w tej książce (nazwiska
oraz inne szczegóły zostały zmienione, by chronić prywatność moich
rozmówców).
Pisząc Wybór, nie chciałam, by ludzie czytali moją historię i myśleli:
"W żaden sposób nie da się porównać mojego cierpienia z tym, co ona
przeżyła". Pragnę, by ludzie usłyszeli moją historię i pomyśleli: "Jeśli
ona mogła to zrobić, to ja też mogę!". Wiele osób prosi mnie o praktyczne wskazówki, które stosowałam w procesie swojego leczenia i które zalecałam pacjentom. Odpowiedzią jest Dar.
W każdym rozdziale zgłębiam typowe mentalne więzienia, ilustrując ich
wpływ na nas za pomocą historii z własnego życia oraz z mojej pracy
klinicznej, i dołączam klucze, które mogą nas z nich uwolnić. Niektóre z tych kluczy to pytania - możesz je wykorzystać jako osobistą inspirację
albo przedyskutować z zaufanym przyjacielem lub terapeutą; inne to
przydatne rozwiązania, które możesz od razu zastosować, by polepszyć
swoje życie i relacje z ludźmi. Ponieważ dochodzenie do zdrowia nie jest
procesem linearnym, celowo ułożyłam poszczególne rozdziały w taki
sposób, by odzwierciedlały różne wątki i etapy mojej podróży ku
wolności. Niemniej każdy rozdział stanowi odrębną całość, więc kolejność
czytania poszczególnych części jest dowolna. To ty jesteś przewodnikiem
w swojej podróży przez życie; wykorzystaj więc tę książkę w taki sposób,
by posłużyła ci jak najlepiej.
Oto trzy pierwsze drogowskazy na twojej drodze ku wolności.
Nie możemy niczego zmienić, dopóki nie jesteśmy na to gotowi. Czasem
chodzi o trudne okoliczności życiowe - rozwód, wypadek, chorobę lub
śmierć - które zmuszają nas do stawienia czoła temu, co nam nie
wychodzi, i wypróbowania innych rozwiązań. Niekiedy nasz wewnętrzny ból
lub niespełnione pragnienia stają się tak wyraźne, głośne i natarczywe,
że nie jesteśmy w stanie ich ignorować ani chwili dłużej. Ale gotowość
do działania nie bierze się z zewnątrz, nie możemy się do niej zmusić
ani jej przyspieszyć. Jesteś gotowy, gdy po prostu jesteś gotowy, kiedy
coś wewnątrz się zmienia i podejmujesz decyzję: Do tej pory postępowałam
tak, a teraz mam zamiar zrobić coś innego.
NIE MOŻEMY NICZEGO ZMIENIĆ, DOPÓKI NIE JESTEŚMY NA TO GOTOWI.
Zmiana polega na zaniechaniu zwyczajów i schematów, które już nam nie
służą. Jeśli chcesz znacząco odmienić swoje życie, nie możesz tak po
prostu porzucić nieskutecznych zwyczajów lub przekonań; musisz je
zastąpić takimi, jakie są dla ciebie korzystne. Wybierasz rozwiązania,
dzięki którym robisz postępy i dążysz do celu. Gdy zaczynasz podróż ku
wolności, bierz pod uwagę nie tylko to, od czego chcesz się uwolnić, ale
również to, czemu ma służyć twoja wolność - co chcesz dzięki niej zrobić
albo kim się stać.
ZMIANA POLEGA NA ZANIECHANIU ZWYCZAJÓW I SCHEMATÓW, KTÓRE JUŻ NAM NIE
SŁUŻĄ.
I wreszcie, gdy zmieniasz swoje życie, nie chodzi o to, byś stał się
nową osobą. Stajesz się prawdziwą osobą - jesteś jedynym w swoim
rodzaju, wyjątkowym diamentem, którego nigdy wcześniej nie było i którego nie można niczym zastąpić. Wszystko, co ci się przydarza -
wszystkie wybory, jakich dokonujesz, wszelkie sposoby, które
wykorzystujesz, by radzić sobie z życiem - ma znaczenie i jest
przydatne. Nie musisz odrzucać wszystkiego i zaczynać od zera. Wszystko,
co zrobiłeś do tej pory, przywiodło cię do tego miejsca, do tej chwili.
KIEDY ZMIENIASZ SWOJE ŻYCIE, STAJESZ SIĘ PRAWDZIWĄ OSOBĄ.
Najważniejszym kluczem otwierającym drogę ku wolności jest nieustanne
dążenie do tego, by stać się tym, kim naprawdę jesteś.
ROZDZIAŁ 1
Co teraz?
Więzienie bycia ofiarą
Z mojego doświadczenia wynika, że ofiary pytają: "Dlaczego ja?", a ocaleni: "Co teraz?".
Cierpienie jest uniwersalne. Bycie ofiarą jest opcjonalne. Nie da się
uciec przed cierpieniem czy ciemiężeniem, których źródłem są inni ludzie
bądź okoliczności. Jedno jest pewne: bez względu na to, jak jesteśmy
dobrzy i jak bardzo się staramy, doświadczymy bólu. Dopadną nas czynniki
środowiskowe lub genetyczne, na które nie mamy żadnego wpływu lub bardzo
niewielki. Ale każdy z nas może wybrać, czy będzie ofiarą czy nie. Nie
wybieramy tego, co nam się przydarza, ale możemy zdecydować, jak
reagować na swoje doświadczenia i przeżycia.
Wielu z nas pozostaje w więzieniu dla ofiar, ponieważ podświadomie
wydaje się nam ono bezpiecznym miejscem. Bez końca pytamy "dlaczego?",
bo jesteśmy przekonani, że gdy znajdziemy odpowiedź, ból złagodnieje.
Dlaczego mam raka? Dlaczego zwolnili mnie z pracy? Dlaczego mój partner
ma romans? Szukamy odpowiedzi, by zrozumieć; jakby istniało jakieś
logiczne wyjaśnienie, dlaczego tak się akurat stało. Ale gdy pytamy
dlaczego, jesteśmy skazani na ciągłe poszukiwanie kogoś (lub czegoś), na
kogo moglibyśmy zrzucić winę - w tym na samych siebie.
Dlaczego mi się to przytrafiło?
Cóż, a dlaczego nie?
Może trafiłam do Auschwitz i przetrwałam, by teraz rozmawiać z tobą i stanowić żywy przykład ocalonej, a nie ofiary. Kiedy pytam: "Co teraz?"
zamiast: "Dlaczego ja?", przestaję koncentrować się na złych rzeczach,
które mi się przydarzyły - lub przydarzają - i kieruję uwagę na to, co
mogę zrobić z tym doświadczeniem. Nie szukam wybawcy ani kozła
ofiarnego. Zaczynam za to przyglądać się swoim wyborom i możliwościom.
Moi rodzice nie mieli wyboru ani wpływu na to, jak zakończy się ich
życie. Mogę czuć się winna, że przeżyłam, podczas gdy wiele milionów
ludzi, w tym moi rodzice, zostało zamordowanych. Ale mogę też wybrać
życie, pracować i uwolnić się od przeszłości. Mogę cieszyć się swoją
siłą i wolnością.
Bycie ofiarą to stężenie pośmiertne umysłu. To tkwienie w przeszłości, w bólu, skupianie się na stratach i brakach: czego nie mogę zrobić i czego
nie mam.
Oto pierwsze narzędzie, które pomoże ci się pozbyć statusu ofiary:
przyjmij wszystko, co ci się przydarza. Nie znaczy to oczywiście, że
musi ci się to podobać. Ale gdy przestaniesz walczyć i stawiać opór,
będziesz mieć więcej energii i wyobraźni, by zadać sobie pytanie: "Co
teraz?" i ruszyć do celu zamiast donikąd.
Każde zachowanie zaspokaja jakąś potrzebę. Często postanawiamy pozostać
ofiarami, bo dzięki temu czujemy, że mamy prawo, by nie podejmować
żadnych działań. Za wolność trzeba zapłacić. Musimy ponosić
odpowiedzialność za własne zachowania i reagować na nie nawet w sytuacjach, których nie spowodowaliśmy ani nie wybraliśmy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki