Rozdział
2
TAK SZYBKO, ŻE ŚWIAT STOI W MIEJSCU
O Amirze, który ma diagnozę ADHD
Amir jest najszybszy. Inni są tacy
powolni. I nudni. Kiedy Amir chce coś zrobić, to musi się to
zdarzyć szybko, szybko, szybko, to musi zdarzyć się
teraz. Ale inni tego nie rozumieją. Są tacy
ślimakowaci. Myślą powoli i poruszają się jeszcze wolniej.
Kiedy Amir pyta, czy chcą pograć
w piłkę, a inni odpowiadają, że chętnie, to dla Amira oznacza,
że będą grać w piłkę teraz. Natychmiast. I dlatego wybiega
z klasy, podnosi piłkę z korytarza, wybiega na boisko i zaczyna
dryblować. Bo inni powinni przecież już tu być, w końcu powiedzieli,
że chcą grać? Ale oni nie przychodzą przez całą wieczność
i Amirowi robi się przykro. Złości się, bo to przecież brzydko
z ich strony, że nie przychodzą, mimo że obiecali. Więc schodzi
z boiska i jest zły. A ponieważ jest zły, a także dlatego, że
i tak nie będą grać, oraz dlatego, że inni tylko sobie z niego
zadrwili swoimi obietnicami, z całej siły rzuca piłkę na dach sali
gimnastycznej. Prawie ma nadzieję, że trafi w któreś z okien
wysoko na ścianie, ale nie udaje mu się to, piłka przelatuje nad
oknami i salą gimnastyczną i ląduje spokojnie na dachu. Dobrze im
tak, skoro go tak oszukują. A poza tym niepotrzebna im żadna piłka,
skoro nie chcą grać.
Wtedy jednak pozostali nadchodzą,
niespiesznie wychodząc ze szkoły. Uśmiechają się do Amira i śmieją
się, zupełnie jakby nic się nie stało. I pytają go, dlaczego uciekł
tak gwałtownie. Uciekł? Przecież mieli grać, tak się umówili? Czy
oni nie pamiętają? Ale pozostali tylko gapią się na niego i mówią,
że tak, to prawda, jasne, że pamiętają, ale przecież jeszcze nawet
nie było dzwonka na przerwę, no i musieli poczekać, aż Tove powie,
że mogą iść, poza tym trzeba było się przebrać, już nie jest
lato i przecież jest zimno - czy Amir nie marznie? I gdzie jest
piłka, czy Amir jej ze sobą nie zabrał? Dopiero wtedy Amir zauważa,
że faktycznie jest zimno i marznie. Nawet bardzo marznie bez kurtki,
czapki i rękawic - wszystko zostało w szatni. Albo może zabrał
ubrania do klasy. Już nie pamięta dokładnie. Tak czy owak, nie ma
ich na sobie. I jest mu zimno. Teraz to czuje.
Ale pozostali nie troszczą się już
o ubrania Amira, myślą o piłce, klasowej piłce, przecież Amir
zabrał ją na dwór? Gdzie ona jest? I wtedy Amir przypomina sobie
o piłce. Leżącej na dachu. Przez chwilę zastanawia się, czy ma
wymyślić jakieś kłamstwo, powiedzieć, że nie wie, gdzie jest piłka,
albo że ktoś nagle podszedł i zabrał mu ją, ale to chyba nie ma
sensu. Sam to rozumie. Widzieli, że zabrał piłkę na dwór, a nikt
inny nie miał jeszcze wtedy przerwy, kiedy Amir wyszedł - więc kto
mógłby mu ją zabrać? Dlatego mówi wszystko, jak jest, nie ma innego
wyboru. "Piłka leży na dachu sali gimnastycznej", mówi Amir,
najspokojniej jak potrafi. "Przecież i tak nie chcieliście grać,
więc nie była nam potrzebna". Stara się uśmiechać, ale to niewiele
pomaga. I tak robią się źli. Mówią, że jest walnięty i głupi,
że jest idiotą - tylko idiota może wrzucić swoją własną piłkę
na dach! Co innego, gdyby chodziło o cudzą, ale swoją własną! A co
do tego, że nie przyszli - przecież tu są, przyszli zaraz po tym,
jak tylko się ubrali. I patrzą na niego, a Amir czuje całym sobą,
że mają rację. Że jest głupi. I jest mu zimno, bo jego ubrania
wiszą w środku, a on jest na dworze. I nie da się nawet zagrać
w piłkę, skoro leży ona na dachu. Wszystko jest bez sensu. A Amir
jest najgłupszy ze wszystkich. Chociaż wcale nie chciał być głupi,
tylko szybki.
Kiedy lekcja znów się zaczyna,
robi się jeszcze gorzej. Tove karci go ostro za to, że wybiegł
przed końcem. Mówi, że Amir musi się nauczyć siedzieć spokojnie
i czekać na informacje. Nie mówi jednak nic o tym, w jaki sposób
miałby się tego nauczyć. Kiedy uczą się czegokolwiek innego,
ułamków, równań lub zasad gramatyki, to Tove mówi, w jaki
sposób mają to zrobić, wyjaśnia i pokazuje oraz podaje przykłady
i zadania do rozwiązania. Amirowi nie zawsze udaje się wszystko
wykonać i zrozumieć, ale bardzo się stara. I Tove nigdy nie mówi:
"musicie nauczyć się gramatyki", nie odwołując się najpierw
do przykładu, jak to zrobić. Takie rzeczy mówi tylko do niego:
że musi nauczyć się siedzieć spokojnie. I słuchać. I najpierw
myśleć. Teraz też tak mówi, kiedy pozostali opowiadają o piłce
na dachu, że musi się najpierw zastanawiać. I nie być taki
szybki. Amir słyszy to, co Tove mówi. Powtarzała to już wiele razy
wcześniej. Amir nie wie jednak, jak miałby się tego nauczyć, bo on po
prostu jest taki szybki. Zawsze taki był. I dla
niego bycie szybkim jest równie normalne, jak dla pozostałych bycie
powolnym. Czasami chciałby, żeby Tove i inni dorośli powiedzieli
też coś podobnego do innych. "Przestańcie być tacy powolni!" -
mogliby rzec. "Czy nie możecie trochę się pospieszyć? Czy trzeba
aż tyle ciągle się zastanawiać, czy nie możecie ruszyć się po
prostu i czegoś zrobić?".
Jednak tego oczywiście nikt nie
mówi. Bo to jest dobrze zastanawiać się najpierw. Wtedy wszystko
dzieje się właściwie, wtedy nie wychodzisz na przerwę przed
dzwonkiem, pamiętasz o zabraniu ubrań, a piłka nie ląduje na
dachu sali gimnastycznej. To jest właściwy sposób robienia różnych
rzeczy. Sposób Amira jest zły. Amir jest o wiele za szybki.
Amir nie wie jednak, jak mógłby się
zmienić. Zawsze taki był. Kiedy był mały, wszędzie miał siniaki, bo
zawsze się o coś potykał, wpadał na coś albo spadał gdzieś. Ze
schodów na przykład. Albo z krawężników. Albo krzeseł. Ale
mimo że był taki szybki, nie mógł nauczyć się jeździć na
rowerze i udało mu się to dopiero wtedy, kiedy pozostałe dzieci
dawno już umiały. I kiedy w końcu posiadł tę umiejętność,
to prawie w ogóle nie pozwalano mu jeździć w większość miejsc,
bo mama mówiła, że nie uważa na samochody i jeździ o wiele za
szybko. Kilka razy też przewrócił się na rowerze, na szczęście nie
przed samochodem, tylko zjeżdżając z wysokiej górki bez hamowania
albo sprawdzając, czy da się przeskoczyć rowerem nad rowerem Pettera,
tak jak to robią kaskaderzy na motocyklach.
Nie dało się. Amir złamał rękę
i zniszczył rower Pettera. Mama i tata nawet za dużo nie wygadywali,
chociaż musieli zapłacić za rower Pettera, chyba było im go żal,
bo ręka bardzo go bolała. Ale wzdychali ciężko i wielokrotnie
i mówili, że teraz musi po prostu zastanawiać
się, zanim coś zrobi. I Amir chciałby. Naprawdę. Jest mu przykro,
kiedy takie rzeczy się zdarzają, kiedy coś zniszczy, zrzuci albo
przewróci, kiedy zapomni o czymś ważnym lub kiedy mówi w momencie,
gdy miał być cicho, i kiedy dorosłym jest przykro albo są źli,
albo tylko po prostu zrezygnowani i kiedy na niego tak
patrzą. Wtedy myśli sobie, że nie chciałby, aby to
się powtórzyło. Że to był ostatni raz i że następnym razem
naprawdę lepiej się zastanowi. Ale potem mu się to
nie udaje. Chciałby, decyduje się na to, ale później o tym zapomina
i wszystko dzieje się tak, jak zawsze.
Czasami ma takie wrażenie, jakby
jego myśli były jedną wielką, kręcącą się spiralą, która
nic, tylko obraca się i obraca. Jak karuzela, z mnóstwem kolorów,
które cały czas się zmieniają i nigdy nie stoją w bezruchu. Amir
czasami zaczyna myśleć o jakiejś rzeczy, zupełnie zwykłej
rzeczy, na przykład leżącym przed nim zadaniu matematycznym. 3x =
4(13-2), na przykład, a on ma znaleźć x. I wtedy Amir zaczyna
myśleć o x i o równaniach, i o tym, co Tove mówiła na temat
ich rozwiązywania. Jest zupełnie skupiony i robi wszystko, jak
należy. Ale wówczas słyszy, że Thomas coś szepcze do Mony, która
mu nie odpowiada, więc Thomas szepcze znowu i już spirala w głowie
Amira zaczyna się obracać.
Podnosi się ze swojego miejsca
w ławce, żeby zagadnąć Thomasa, bo tak bardzo jest ciekaw,
co takiego szeptał do Mony i dlaczego Mona nie odpowiedziała. Ale
Thomas nie chce mu normalnie odpowiedzieć, mówi tylko, że po
prostu chciał pożyczyć ołówek i może to jest prawda, a może
nie, więc Amir myśli sobie, że sam zobaczy w piórniku Thomasa,
czy ma ołówek, ale wtedy Thomas robi się zły
i nie zamierza mu dać piórnika, a to jest przecież wyraźny znak, że
ma coś do ukrycia, inaczej przecież mógłby mu po prostu pokazać ten
piórnik. I teraz spirala w głowie Amira kręci się już na dobre, tak
szybko, że zapomniał nawet, o co w tym wszystkim chodzi i że może
nie ma to żadnego znaczenia, czy Thomas mówi prawdę czy nie o tym
ołówku, że to w sumie jest sprawa między Thomasem a Moną. Gdyby
Amir tylko o tym pamiętał, to rozumiałby tę kwestię bardzo dobrze,
ale nie pamięta, bo zagubiła się w obracającej się coraz szybciej
spirali i teraz myśli tylko o tym, że Thomas coś ukrywa w swoim
piórniku, a Amir chce wiedzieć, co to jest. Więc łapie za piórnik,
Thomas też go chwyta, ale Amir nie chce puścić, więc Thomas go odpycha
i wtedy oczywiście kolega z ławki Martin przewraca go na plecak Mony,
a kiedy usiłuje wstać, zrzuca wszystko z ławki Thei i wtedy Thea
strasznie się wścieka, bo lubi mieć porządek na ławce, i zaczyna
wrzeszczeć, jak zawsze wtedy, gdy jest zła.
Amir próbuje powiedzieć, że
to nie była jego wina, tylko Thomasa, bo go popchnął, ale Thomas
siedzi zupełnie spokojnie w swojej ławce, podczas gdy Amir siedzi
na podłodze, na plecaku Mony, otoczony rozrzuconymi rzeczami Thei,
więc nikt mu w coś takiego nie uwierzy. Wszyscy są źli. I wszyscy
krzyczą. A spirala w głowie Amira porusza się coraz szybciej
i szybciej, więc kiedy Tove podchodzi i jest dla niego surowa i mówi,
że musi nauczyć się siedzieć spokojnie na swoim miejscu i że musi
teraz posprzątać bałagan, którego narobił, i usiąść z powrotem
do zadań z matematyki, Amir nie jest już w stanie pamiętać, że
w zasadzie to zgadza się z Tove. W sumie. Że właśnie to robił na
początku, to chciał zrobić, na początku lekcji, siedzieć spokojnie
w swojej ławce i rozwiązać równanie. Znaleźć wartość x. Wtedy
tego właśnie chciał. Ale teraz spirala w jego głowie osiągnęła
już maksymalną prędkość i zupełnie nie da się myśleć jasno,
a Tove jest niesprawiedliwa i wszyscy inni też są niesprawiedliwi,
w nogach i rękach odczuwa ciarki, w brzuchu, głowie i całej reszcie
też, i nie wie, co ma ze sobą zrobić ani co ma powiedzieć, a już
na pewno nie ma siły ponownie usiąść w swojej ławce, bo wszystko
jest takie niesprawiedliwe. Więc krzyczy, że Tove jest cholernym
i niesprawiedliwym babsztylem, a następnie rozrzuca książki Thei
jeszcze dalej po podłodze i wychodzi z klasy. A wychodząc, trzaska
mocno drzwiami.
Później oczywiście jest mu
przykro. Zawsze jest mu przykro w takich sytuacjach. Bo przecież bardzo
lubi Tove i nie jest ona żadnym cholernym babsztylem, a przynajmniej
zazwyczaj nie. Jedynie wtedy, gdy w Amira głowie się gotuje, a Tove
mówi rozgniewanym głosem, bo wtedy nie udaje mu się jej słuchać
i wszystko zamienia się w jeden wielki chaos. To wtedy tylko
mówi takie rzeczy, których przecież wcale nie ma na myśli. Jednak
powiedzieć przepraszam również jest trudno. To wydaje się takie
okropne i poniżające, więc Amir woli nic nie mówić. I wtedy robi
się awantura. Oczywiście. A Tove dzwoni do mamy i taty, umawiają się
na spotkanie z rodzicami, w którym on także bierze udział, oraz na
spotkanie bez niego również. Wszyscy mówią, że przecież dalej tak
być nie może, i odsyłają go do poradni PP. To oznacza poradnię
psychologiczno-pedagogiczną i jest miejscem, gdzie mają pomagać
uczniom mającym trudności w szkole. Amir o tym wie, bo był tam już
wcześniej, kiedy był mały. W podstawówce, na początku. Wtedy
powiedzieli, że musi mieć nauczanie specjalne, tylko z jednym
nauczycielem, wyznaczonym specjalnie dla niego. To nawet było dobrze, bo
wtedy był sam i było mu dużo łatwiej skupić się, ale jednocześnie
było też trochę głupio, bo zawsze musiał wychodzić z klasy wtedy,
kiedy inni mieli coś robić, i pozostali mówili, że jest świrem,
a z tym czuł się dosyć okropnie. Że był inny. Poza nawiasem. Po
pewnym czasie godziny nauczania specjalnego się skończyły. Powiedzieli,
że przecież jest całkiem zdolny, jeśli tylko zdoła się skupić,
więc decyzja nie została odnowiona. Mama i tata byli zdania, że to
niedobrze, ale Amira to niespecjalnie obchodziło. W zasadzie miał
już dosyć wychodzenia z klasy przez cały czas, czuł się z tym
jakoś tak dziecinnie.
Ale teraz skierowano go znowu do
poradni i czuje, że trochę się obawia. Ostatnim razem był mały,
wtedy nie zastanawiał się nad tym zbytnio, ale teraz to wszystko
wydaje mu się straszne. Może dojdą do wniosku, że on naprawdę
jest głupi? Odmienny. Albo może będą na niego krzyczeć, ponieważ
nie potrafi usiedzieć spokojnie i zawsze wokół niego dzieje się
jakaś awantura, a do tego mówi brzydkie rzeczy do Tove. Nie ma
ochoty słuchać napomnień. Ani brać więcej udziału w nauczaniu
specjalnym. Chciałby tylko być - zwyczajny. Taki, jak wszyscy. Ale
to mu się nie udaje.
Amir jest najszybszy ze
wszystkich. I zarazem najbardziej opóźniony. Stoi całkowicie
w miejscu. Bo wtedy, gdy inni stale poprawiają swoje umiejętności,
on zostaje w tyle. Nie jest w drużynie piłki nożnej. Ma coraz gorsze
oceny. Jest ostatni z matematyki. Opóźniony w norweskim. Nie miał
jeszcze żadnej dziewczyny. Prawie nigdy nie jest zapraszany do domu
kolegów. Jest najszybszy, zawsze. I jednocześnie stoi całkowicie
w miejscu. Nie powinno tak być. Ale Amir nie wie, co mógłby z tym
zrobić.
Po wszystkich rozmowach
i stwierdzeniach, które padły, że "coś trzeba zrobić", a także
decyzji, żeby wysłać Amira do poradni PP, sądził, że coś wydarzy
się natychmiast, ale oczywiście tak też nie było. Wszystko, co
mają zrobić inni, zajmuje zawsze tyle czasu. Ale tym razem to nic nie
szkodzi. Amir nie ma ochoty iść do poradni PP, więc to nic nie szkodzi,
że musi poczekać. Na początku myśl o tym i nerwowe oczekiwanie
są nieco przykre, ale po pewnym czasie prawie zapomina o sprawie,
wszystko wpada do młynka, jakim są jego myśli, i znika.
Aż do chwili, kiedy po kilku
miesiącach przychodzi pismo z wezwaniem. Wtedy znowu zmuszony jest
o tym myśleć i bardzo się boi. I zastanawia, czy będzie tak,
jak ostatnim razem. Ale tym razem jest inaczej. Tym razem rozmawia
z mężczyzną, dosyć młodym mężczyzną, prawie chłopcem, który ma
na imię Kristoffer i jest psychologiem. Za pierwszym razem towarzyszy
mu mama, ale później Amir spotyka się z Kristofferem sam. Jest
znacznie lepiej niż ostatnio, wtedy był taki mały, a mama musiała
mu towarzyszyć przez cały czas, teraz jest duży i może przychodzić
sam. Tak jest lepiej.
Kristoffer daje mu mnóstwo
zadań. Pytań, na które trzeba odpowiedzieć, klocków, które trzeba
ułożyć w określony sposób, układanek, gier komputerowych, które
są strasznie nudne, bo ma naciskać tylko raz za każdym razem, kiedy
widzi określoną literę, a poza tym nie. Ale przynajmniej coś jest
na komputerze - przynajmniej może udawać, że jest to prawdziwa
gra komputerowa. Nawet jeśli jest najnudniejsza na świecie. No
i Kristoffer zadaje Amirowi masę pytań. Na temat spirali w jego
głowie, o to, co się dzieje, gdy w szkole wszystko zamienia się
w chaos, i w dodatku słucha, bez krzyczenia. Pewnego dnia Kristoffer
przychodzi też z wizytą do szkoły. Rozmawiali o tym z wyprzedzeniem
i uzgodnili, że w tym dniu będą udawali, że się nie znają, więc
nikt nie musi wiedzieć, dlaczego Kristoffer tam jest. Tove mówi tylko,
że mają z wizytą kogoś, kto chce zobaczyć, jak im tutaj jest
w tej klasie, a Kristoffer siada sobie spokojnie w kącie i tylko
obserwuje. Na początku to, że on tam jest, wydaje się Amirowi dość
okropne, ale po chwili całkowicie o Kristofferze zapomina i wszystko
dzieje się prawie tak, jak zwykle, z chaosem i zakłóceniami,
a Amir nagle znów jest w miejscu, gdzie nie powinno go być.
Na następnym spotkaniu Kristoffer
i Amir rozmawiają o tym, co Kristoffer widział, i również
wtedy Kristoffer nie krzyczy. Mówi tylko, że widzi, jak bardzo,
bardzo trudno jest Amirowi skupić się na czymkolwiek. Że wszystko
dzieje się prawie dobrze, kiedy wokół panuje zupełny spokój, ale
że bardzo szybko rozprasza się, kiedy tylko w jego otoczeniu coś
się dzieje. W szkole i kiedy jest u Kristoffera. Że rozwiązuje
zadania bardzo dobrze, dopóki wokół panuje cisza, ale jeśli zza
okna dobiega jakiś dźwięk, to Amir od razu jest przy parapecie,
żeby zobaczyć, co się dzieje. Potem Kristoffer mówi też, zarówno
Amirowi, jak i mamie i tacie, że po wszystkich testach i obserwacjach
szkolnych oraz rozmowach z Amirem i jego rodzicami, a także z Tove,
jest już zupełnie pewien, że Amir ma ADHD.
Oznacza to, że Amirowi jest o wiele
trudniej niż innym skupić się, a także zapamiętywać i siedzieć
spokojnie. Nie dlatego, żeby był głupi, bo to zupełna nieprawda,
tak mówią testy, ale dlatego, że tak łatwo go rozproszyć. Oraz
dlatego, że w jego głowie wszystko dzieje się o tyle szybciej
niż u innych. Kristoffer mówi, że na ADHD można dostać lekarstwa,
a mama i tata decydują, że należałoby spróbować. Wtedy Kristoffer
rozmawia też z Tove i ustalają pewne nowe zasady postępowania. Kiedy
Amir poczuje, że wszystko mu cierpnie, może wyjść i pobiegać
chwilę wokół sali gimnastycznej do chwili, kiedy niepokój trochę
ustanie. Potem może wejść do klasy, robić wszystko dalej i nikt nie
będzie na niego zły, bo nie zrobił niczego niewłaściwego, tylko
coś, czego bardzo potrzebuje, tak jak ludzie przeziębieni wychodzą
na korytarz, żeby się wykaszleć.
Tove przemeblowuje też klasę,
tak że wszyscy siedzą w ławkach zwróconych do ściany, a Amir ma
swoją ławkę w rogu. Dzięki temu po każdej stronie ma tylko jednego
ucznia. I przy tej ławce obok niego siedzi Nina, która prawie nigdy
się nie odzywa i nie hałasuje, więc z tej strony jest cicho. To
trochę pomaga.
Od czasu do czasu Amir rozmawia
z Kristofferem i dostaje od niego porady, jak może lepiej się
skoncentrować. To bardzo przyjemne. W końcu, w końcu znalazł
się ktoś, kto nie mówi tylko, że Amir musi
się skupić, ale kto wskazuje także, w jaki sposób należy to
zrobić. Ustalają wspólnie, co powinien poćwiczyć na następny
raz, i Amir wywiązuje się z tego. Od czasu do czasu ma również
dodatkowe godziny w szkole sam na sam z nauczycielem, niewiele,
tylko kilka. Ale nie wyglądają one tak, jak poprzednim razem, że
robią prawie to samo, co inni, tylko w osobnej klasie. Synn?ve
jest pedagogiem specjalnym i uczy Amira, w jaki sposób może robić
notatki, jak może nauczyć się lepiej zapamiętywać, jak używać
zeszytów ćwiczeń, podręczników i farb w taki sposób, aby mieć
porządek w swoich rzeczach, w jaki sposób zapisywać w telefonie
komórkowym sprawy, o których musi pamiętać, na przykład o wzięciu
lekarstw lub o spotkaniach albo lekcjach do odrobienia, z alarmem
dźwiękowym, który przypomni Amirowi, że właśnie jest czas, żeby
coś zrobić. Uczenie się robienia tego wszystkiego w sposób wskazany
przez Synn?ve idzie dosyć opornie, ale kiedy już mu się to udaje -
i kiedy o tym pamięta - pomaga mu to. A przynajmniej trochę.
Amir zaczyna też brać
leki. Wstrzymują one nieco młynek myśli obracający się w jego
głowie. Powodują, że jest mniej wybuchowy, nie taki szybki. Powinno
być dobrze i jest dobrze. Tove rzadziej jest na
niego zła i rzadziej zdarzają się kłótnie z innymi w klasie,
a mama i tata są z niego bardziej zadowoleni. Ale zarazem Amir czuje,
że w dziwny sposób brakuje mu tej szybkiej spirali w głowie. Że
ten nowy, powolny Amir to nie całkiem on, nie ktoś, kim naprawdę
jest lub chciałby być. I że jest bardziej zmęczony i częściej
smutny. Rozmawia o tym z Kristofferem, a Kristoffer mówi, że to
wszystko jest dosyć normalne. Że wielu dorosłych uważa, że dobrze
jest brać lekarstwa, gdyż wtedy łatwiej się skupić, na przykład
w pracy i tak dalej, ale że wielu również rezygnuje z leków, bo
nie czują się z nimi dobrze. Ustalają wspólnie, że Amir spróbuje
brać je jeszcze przez chwilę, do czasu, kiedy ułożą się jego
sprawy szkolne, nadrobi nieco zaległości i nauczy się więcej
różnych technik od Kristoffera i Synn?ve. A potem porozmawiają
o tym ponownie mniej więcej za rok, lub nawet szybciej, gdyby czuł,
że już nie ma siły ich brać. Amir to akceptuje. Czuje się dziwnie
i inaczej, ale jeśli to tylko na chwilę, to poradzi sobie, tak
czuje. I przecież to dobrze, że teraz o tyle mniej się kłóci
i częściej jest zapraszany przez pozostałych z klasy. Nigdy nie
byli tak szybcy jak on, ale teraz to on jest prawie tak powolni jak
tamci. I chociaż jest to niezwykłe, to łatwiej jest dzięki temu
przebywać razem. Kiedy mają podobną prędkość.
Amir nadal jest szybszy niż inni. Ale
nie tak szybki, jak był wcześniej. Ciągle jest pierwszy na boisku,
ale teraz już nie zapomina kurtki i dużo czasu minęło od ostatniego
razu, kiedy wyrzucił piłkę albo cokolwiek innego. Kiedy nachodzi go
ochota, żeby zrobić coś takiego, myśli o różnych sztuczkach,
których nauczył się od Synn?ve i Kristoffera, i często mu to
pomaga. A przynajmniej trochę.
Rozmawiał z Kristofferem o tym,
że to niesprawiedliwe, że on ma ADHD, a inni nie. Kristoffer
się z tym zgadza. To jest niesprawiedliwe,
że Amir musi pracować o tyle ciężej niż wszyscy pozostali,
a mimo to nie osiągać zbyt wiele. Jednakże tyle rzeczy jest
niesprawiedliwych. A z tym Amir się przecież zgadza. I skoro
to już jest niesprawiedliwe, to trudno. Jest trochę za szybki, ale
taki po prostu jest. A za pomocą tych nowych technik, nowych zasad
obowiązujących w klasie oraz z małą pomocą lekarstw przez jakiś
czas, bycie Amirem jest teraz całkiem znośne.
Przedtem był
najszybszy ze wszystkich, a jednak wszyscy go wyprzedzali. Teraz jest
powolniejszy, a jednak udaje mu się zrobić więcej. Nie odstaje już
tak bardzo z matematyki. Kiedy jest w stanie wysiedzieć spokojnie
w ławce, robienie zadań idzie mu znacznie szybciej. Łatwiej jest
teraz również przebywać z innymi w klasie i chyba oni też są tego
zdania, bo częściej niż kiedyś zapraszają go do robienia różnych
rzeczy razem. Amir jest powolniejszy niż wcześniej, ale udaje mu się
zrobić znacznie więcej. Nie stoi już w miejscu w taki sam sposób,
porusza się, wzrasta, uczy nowych rzeczy. A to jest bardzo, bardzo
miłe uczucie.