Co nas drażni, co nas wkurza - Joe Palca, Flora Lichtman

Kup ebooka

64.00 zł
51.20 zł (51,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa do polskiego wydaniaArtur Andrus

Proszę Państwa,

przypuszczam, że propozycja napisania przeze mnie wstępu do poważnych rozważań na temat irytacji wzięła się z przekory. Ktoś, kto wpadł na ten pomysł, uważa mnie z pewnością za człowieka, który niczym się nie denerwuje, nic go nie wkurza. To pozory. Denerwuje mnie wszystko. To, jak inni jeżdżą samochodami, kiedy ja jadę swoim autem, również to, jak inni chodzą po ulicach i że akurat teraz i tutaj muszą wchodzić na przejście. Muzyczka wysłuchiwana w czasie oczekiwania na połączenie z konsultantem sieci komórkowej, którego chcę zrugać za wysokość rachunku. Pani kelnerka... A nie, zauważyłem, że z wiekiem panie kelnerki zaczynają mnie uspokajać. Powinna powstać oddzielna część tego dzieła pod tytułem "Co nas wkurza w gastronomii". A ja bym chętnie napisał odpowiedź na taką publikację - "Co nas cieszy w gastronomii". Niedawno, w pewnej restauracji przeżyłem coś, co uświadomiło mi istnienie zjawiska "pocieszenia względnego". Usiadłem przy stoliku, podeszła pani kelnerka, zapytałem:

- Jest chłodnik?

- Nie ma, ale w weekend był.

No więc kelnerki i kelnerzy już mnie nie wkurzają. A kilkadziesiąt lat temu pracownicy restauracji i sklepów mogli być w naszym kraju uważani za mistrzów denerwowania innych. Że przypomnę tylko kwestię ze słynnego skeczu "Ucz się Jasiu" kabaretu Dudek: "A pan się zachowuje jak kelner!".

Zdarza mi się nawet przeżyć tak zwaną "irytację kaskadową". Nie dość, że wkurza mnie fakt, że przy parkowaniu zarysowałem sobie nowy samochód, to jeszcze podejdzie ktoś życzliwy i powie:

- Taki ładny nowy samochód, a już porysowany.

Autorzy tego typu prac powinni brać pod uwagę różnice narodowościowe, uwarunkowania historyczne, a i geografia ma tu pewne znaczenie. Pewnie inny jest stopień irytacji na temperaturę wody w lipcu u dwóch ludzi, z których jeden wchodzi do Morza Śródziemnego a drugi do Bałtyku.

Z racji zainteresowań zawodowych zacząłem szukać odniesień do zjawiska wkurzenia w polskich piosenkach kabaretowych. Kazimierz Grześkowiak w utworze "Chłop żywemu nie przepuści" śpiewa: "Wczoraj w klubie śwa wytłukli / Szwagier szyby, jo zaś wazon / Szwagra nerwi, jo nie lubie / Że tak muchy po nich łażą". Czyli to taka nasza ludowa tradycja!

Nasza? Czyli czyja? Odpowiedź znajdujemy w piosence Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Dwaj elegancko ubrani panowie śpiewają: "W innych krajach nazywają to "weltszmercem" / I tabletki na to różne muszą brać / A Słowianin z duszą czystą, rzewnym sercem / Musi na to wstać i komuś w mordę dać". Proszę sobie odnaleźć to nagranie i posłuchać jak łagodnie, jakimi spokojnymi głosami Starsi Panowie wyśpiewują tę kwestię. Bo w końcu stan irytacji jest czymś normalnym i nie ma się co denerwować, że się człowiek zdenerwował.

Wracając do mojego osobistego przeżywania wkurzenia. Owszem denerwuję się, ale szybko mi przechodzi. I to jest moim zdaniem kwestia kluczowa. Żeby wkurzenie mijało, zanim wywoła nieodwracalne skutki. Należy sobie również indywidualnie określić granice czasu trwania irytacji. W książce "Król życia", biografii barda Warszawy - Stanisława Grzesiuka, znalazłem pewien wymowny opis. Otóż ośmioletni Stasio dostał od taty 20 groszy na bilet do kina. Przy wejściu jakiś starszy łobuz zabrał mu te pieniądze. Okazja odwetu nadarza się dziesięć lat później. Osiemnastoletni Stanisław obija twarz złodziejowi. Mijają następne dwa lata, bohaterowie tego zdarzenia po raz kolejny spotykają się w parku, znowu dochodzi do rękoczynów. Na propozycję kolegów, żeby może po prostu odebrał sobie tę zawrotną sumę z odsetkami, Grzesiuk odpowiada: "Nie chcę! Jak odda, to nie będę miał do niego powodu. A tak, to będę mu te 20 groszy odbijał do śmierci".

Powiem szczerze - ja bym tak nie mógł. Szkoda życia na takie drobiazgi. Stan dozgonnego wkurzenia może we mnie wywołać kwota co najmniej 100 złotych.

Nie wiem, jakie skutki wywoła w czytelniku lektura tej książki. Mam jednak nadzieję, że nie spowoduje całkowitej rezygnacji z irytacji, wkurzenia, denerwowania się. Bo wszystkie te zjawiska są twórcze i stymulują rozwój cywilizacyjny. Czy gdyby człowiek nie wkurzał się na ograniczenie długością kabla, wymyśliłby telefon komórkowy? Który teraz zresztą też go irytuje, o czym autorzy tej pracy wspominają już na samym wstępie. Zatem irytujmy się, w myśl hasła będącego parafrazą pięknego wiersza Jonasza Kofty: "Kiedy się wkurzać przestanę, będzie po mnie". Co prawda Kofta pisał o zdziwieniu, ale przecież wiadomo, że zdziwienie jest zazwyczaj wstępem do wkurzenia.

Od autorów

Problem z badaniem irytacji polega na tym, że w odróżnieniu od prostych dyscyplin, takich jak teoria strun czy genetyka molekularna, nauka o tym, co nas drażni, jest niezwykle złożona. Odwołuje się do rozmaitych dziedzin wiedzy, od fizyki, chemii i biologii wśród nauk przyrodniczych, przez psychologię, socjologię, antropologię i lingwistykę wśród nauk społecznych, aż po historię, literaturoznawstwo, filozofię i historię sztuki wśród nauk humanistycznych.

W rzeczy samej ekspert w zakresie irytologii, gdyby istniał, byłby niewątpliwie człowiekiem renesansu. Oczywiście, każdy z nas ma pewne kompetencje w dziedzinie rozdrażnienia - zarówno jeśli chodzi o wywoływanie go u innych, jak i odczuwanie go na własnej skórze. Właściwie, kiedy zdradzicie komuś, że piszecie książkę naukową o irytacji, po nieuchronnym wybuchu wesołości wasz rozmówca prawdopodobnie wygłosi diatrybę na temat denerwującego zdarzenia sprzed kilku dni. To paradoks - nie lubimy być poirytowani, ale najwyraźniej przyjemnie nam się myśli o tym, co nas irytuje. I chociaż każdy umie określić, co go drażni, mało kto potrafi to wyjaśnić. Dlatego zwróciliśmy się ku nauce.

Temat może wydawać się błahy, ale zastanówcie się nad nim przez chwilę. Irytacja jest doświadczeniem ogólnoludzkim. Czy przychodzi wam do głowy ktoś, kto jej nie odczuwa? Współczesny człowiek jako gatunek wykazuje niezmierne wyczulenie na irytujące bodźce, ale inne gatunki prawdopodobnie również nie są od niego wolne. Behawioryści i mikrobiolodzy mogą zgłaszać zastrzeżenia do naszej terminologii, ale trudno im będzie podważyć tezę, że w sporej części królestwa zwierząt występuje przynajmniej coś niezwykle przypominającego irytację. Starsze psy są rozdrażnione dokazywaniem szczeniaków, muszki owocowe mają dość rozumu, by unikać substancji drażniących; nawet bakterie wprawiają wici w ruch i odsuwają się po zetknięciu z mikrobiologicznym odpowiednikiem zgrzytu paznokci na tablicy. W myśl wielkiej tradycji redukcjonizmu zrozumienie ich irytacji z pewnością wzbogaci naszą wiedzę o irytacji, którą sami odczuwamy.

Wprawdzie niewiele przeprowadzono badań na ten temat, ale danych nie brakuje: nauka ma dużo do powiedzenia o irytacji. Próbując zrozumieć to doznanie, odkryliśmy pewne wzorce, które pomagają wyjaśnić, dlaczego coś staje się irytujące. Nie oczekujcie jednak dowodów na Teorię Wielkiej Unifikacji Irytacji: ta dyscyplina jest wciąż w powijakach. Nasze wnioski mogą stać się punktem wyjścia do dalszych rozważań.