Alastor, czyli duch samotności. Alastor, or The Spirit of Solitude - Percy Bysshe Shelley

Kup ebooka

10.00 zł
8.00 zł (7,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Alastor, czyli duch samotności

PRZEDMOWA

Szlachetni umierają młodo,

A ci o sercu suchym, jako piasek,

Spłoną do szczętu.

Shelley

Poemat, zatytułowany "Alastorem", można uważać za alegoryczny obraz jednego z najbardziej interesujących stanów ludzkiej duszy. Przedstawia on młodzieńca o niezepsutych uczuciach, o duchu awanturniczym, którego wyobraźnia, podniecana i oczyszczana ścisłym stosunkiem z wszelką doskonałością i wzniosłością, prowadzi ku zgłębianiu wszechświata. Pełnymi haustami pije on ze źródeł wiedzy, a jednak pragnienie jego pozostaje nieugaszone. Majestat i urok świata zewnętrznego głębokie ryje piętno w jego myślach, modyfikacjom ich niewyczerpaną nadając rozmaitość. Dopóki żądza jego zwraca się ku przedmiotom tak nieskończonym i bezmiernym, jest wesół, spokojny i panuje nad sobą. Ale nadchodzi okres, kiedy mu przedmioty te nie wystarczają. Wreszcie duch jego nagle się budzi i pragnie spotkać się z takim samym jak on, bytem. W wyobraźni stwarza sobie istotę, którą kocha. Ponieważ zajmuje się spekulacjami najwznioślejszymi i najdoskonalszymi, wizja, wcielająca twory jego własnej wyobraźni, łączy w sobie wszystko, co jest przedziwne, mądre lub piękne, a co mógłby odmalować, jako poeta, myśliciel, kochanek. Zdolności umysłowe, wyobraźnia, praca zmysłów, domagają się współczucia odpowiednich czynników w innych istotach ludzkich. W utworze niniejszym poeta zlewa te wymagania i w jednym przedstawia je obrazie. Daremnie szuka pierwowzoru swojej koncepcji. Złamany rozczarowaniem, schodzi do przedwczesnej mogiły.

Malowidło niniejsze nie jest pozbawione wskazówki dla człowieka rzeczywistego. - To ześrodkowane w sobie osamotnienie poety pomściły furie nieprzepartej namiętności, ku niechybnej wiodąc go ruinie. Ale potęga, która świeczniki tego świata nagle gasi i niszczy, pobudzając w nich zbytnią skłonność do ulegania jej wpływom, skazuje na powolny, jadowity upadek duchy pośledniejsze, ośmielające się wyłamywać spod jej władzy. Los ich tym jest podlejszy i haniebniejszy, im szkodliwszą i pogardy godniejszą jest ich przewina. Na tych, którzy żadnemu szlachetniejszemu nie dadzą się porwać obłędowi, których nie podnieca żądza wątpień pełnej wiedzy, których nie uwodzą świetlane majaki złudzeń, którzy na ziemi nie ukochali niczego, i niczego nie spodziewają się poza jej obrębem, na niechcących współczuwać z bliźnimi, nieradujących się radością, ani smucących się smutkiem innych - na tych wszystkich i im podobnych zasłużona spada klątwa. Cierpią, ponieważ nikt nie poczuwa się do współżycia z nimi. Są zabici moralnie. Nie są ani przyjaciółmi, ani kochankami, ani ojcami, ani obywatelami świata, ani dobroczyńcami swojej ojczyzny. Byty czyste i szlachetne muszą ginąć wskutek namiętnej żądzy współżycia z innymi, skoro duch ich uświadomi sobie swoje osamotnienie wśród tych, którzy pragną żyć poza wspólnotą ludzką.

Wszyscy inni, samolubni, zaślepieni i zatwardziali, należą do ciżby stworzeń, oglądających się tylko na dzisiaj; wśród nich szukać należy źródła wszelkiej niedoli i osamotnienia świata. Ludzie, niekochający swych współbraci, żyją życiem bezowocnym i starości swojej haniebną gotują mogiłę.

ALASTOR

Nondum amabam, et amare amabam,

quaerebam quid amarem, amans amare.-

Confess. St. August.

Powietrze, ziemio, morze, bracia moi!

Jeśli mi w duszę wlała Macierz wasza

Choć odrobinę dziecięcej pokory,

Ażebym miłość waszą odczuł sercem

I dar ten własną okupił miłością;

Jeślim ukochał rosę porankową,

Wonne południe i szkarłat zachodu

I te północy uroczystą ciszę;

Jeśli mi były drogimi westchnienia

Lasów jesiennych i zima, zdobiąca

Całunem śniegu i lodów brylantem

Nagie konary i trawy powiędłe;

Jeślim się kiedy upajał pierwszymi

Całunki wiosny pośród drżeń rozkosznych;

Jeślim przenigdy nie obraził ptaka

Ani owadu świadomie, lecz zawsze

Kochał serdecznie, jako ród pokrewny;

O, wówczas, bracia najdrożsi, przebaczcie

To samochwalstwo i dzisiaj mą duszę

Raczcie obdarzyć swoją dawną łaską.

? ? ?

Podniosła matko niezgłębionych światów,

Błogosław pieśń tę! Zawszem ja cię kochał,

Ciebie jedynie! Zawszeć ja pragnąłem

Kroczyć pomrocznym cieniem twojej drogi

I zawszem serca zatapiał źrenice

W głębinie twoich tajemnic. Jam szukał

W trumnach i lochach grobowych posłania,

O, tam, gdzie godła swych zwycięstw, o matko,

Wydartych tobie, śmierć w długim przywykła

Składać szeregu, i byłem przepełnion

Błogą nadzieją, że mą niewstrzymaną

Nasycę żądzę, aby się dowiedzieć,

Czemże ty jesteś i czem dzieci twoje;

Że samotnego zmuszę tam upiora,

Aby mi, poseł, przez ciebie wysłany,

Objawił, kto my i czym my jesteśmy.

W osamotnionych i milczących chwilach,

Gdy noc swą ciszę w tajne zmienia dźwięki,

Jam, rozpacznemu rówien alchymiście,

Który w natchnienia szale gotów oddać

Alastor, or The Spirit of Solitude

Nondum amabam, et amare amabam,

quaerebam quid amarem, amans amare.-

Confess. St. August.

Earth, ocean, air, belov?d brotherhood! 

If our great Mother has imbued my soul  

With aught of natural piety to feel  

Your love, and recompense the boon with mine;  

If dewy morn, and odorous noon, and even,  

With sunset and its gorgeous ministers,  

And solemn midnight's tingling silentness;  

If autumn's hollow sighs in the sere wood,  

And winter robing with pure snow and crowns  

Of starry ice the grey grass and bare boughs;  

If spring's voluptuous pantings when she breathes  

Her first sweet kisses, have been dear to me;  

If no bright bird, insect, or gentle beast  

I consciously have injured, but still loved  

And cherished these my kindred; then forgive  

This boast, belov?d brethren, and withdraw  

No portion of your wonted favour now!  

Mother of this unfathomable world!  

Favour my solemn song, for I have loved  

Thee ever, and thee only; I have watched  

Thy shadow, and the darkness of thy steps,  

And my heart ever gazes on the depth  

Of thy deep mysteries. I have made my bed  

In charnels and on coffins, where black death  

Keeps record of the trophies won from thee,  

Hoping to still these obstinate questionings  

Of thee and thine, by forcing some lone ghost  

Thy messenger, to render up the tale  

Of what we are. In lone and silent hours,  

When night makes a weird sound of its own stillness,  

Like an inspired and desperate alchymist  

Staking his very life on some dark hope,  

Have I mixed awful talk and asking looks  

With my most innocent love, until strange tears  

Uniting with those breathless kisses, made  

Such magic as compels the charm?d night  

To render up thy charge:...and, though ne'er yet  

Thou hast unveiled thy inmost sanctuary,  

Enough from incommunicable dream,  

And twilight phantasms, and deep noon-day thought,  

Has shone within me, that serenely now  

And moveless, as a long-forgotten lyre  

Suspended in the solitary dome  

Of some mysterious and deserted fane,  

I wait thy breath, Great Parent, that my strain  

May modulate with murmurs of the air,  

And motions of the forests and the sea,  

And voice of living beings, and woven hymns  

Of night and day, and the deep heart of man.  

There was a Poet whose untimely tomb  

No human hands with pious reverence reared,