Wstęp
Czym się różni lubienie od kochania? - pyta uczeń.
Nauczyciel odpowiada:
- Kiedy podoba ci się jakiś kwiat, zrywasz go. Kiedy kochasz kwiat, codziennie go podlewasz[1].
Ten często cytowany dialog ilustruje jedną z moich ulubionych idei dotyczących miłości. Pociąga nas piękno - tęsknimy za nim - i chcemy je mieć na własność. To jest ten kwiat, który zrywamy i którym się cieszymy. Ale atrakcyjność, podobnie jak ścięty kwiat, prędzej czy później więdnie i jest odrzucana. Kiedy takie pragnienie przeradza się w miłość, wymaga więcej troski. Chcąc utrzymać kwiat przy życiu, nie ścinamy go i nie wsadzamy do wazonu. Zapewniamy mu światło słoneczne, glebę i wodę. I tylko wtedy, gdy dbasz o kwiat przez dłuższy czas i starasz się najlepiej jak potrafisz zachować go przy życiu, możesz w pełni doświadczyć jego piękna - świeżości, koloru, zapachu, kwitnienia. Dostrzegasz delikatne szczegóły na każdym płatku. Obserwujesz, jak reaguje na pory roku. Czujesz radość i satysfakcję, gdy pojawia się nowy pączek, i podekscytowanie, gdy zakwita.
Miłość pociąga nas tak jak kwiat - z początku za sprawą swojego piękna i czaru - ale utrzymać ją przy życiu możemy tylko poprzez nieustanną dbałość i uwagę. Miłość jest codziennym wysiłkiem. Poprzez tę książkę chcę wykształcić w tobie nawyk kochania. Pokażę ci praktyki, sposób myślenia i narzędzia, które pomogą ci kochać tak, by czerpać z tego korzyści każdego dnia, rok po roku.
Mówi się, że największym dążeniem w ludzkim życiu jest kochać i być kochanym. Wierzymy w miłość - w naszej naturze leży pociąg do historii miłosnych, tęsknota za tym, by przeżyć własną, i nadzieja, że prawdziwa miłość jest możliwa. Ale wielu z nas wie również, jakie to uczucie być kwiatem, który został ścięty i wsadzony do wody tylko po to, by zwiędnąć i stracić płatki. Może sam się tak czułeś albo w swoim czasie ściąłeś i wyrzuciłeś kilka kwiatów. A może nie odnalazłeś jeszcze miłości i wciąż jej szukasz. Takie rozczarowania mogą przybierać różne formy. Wierzyłeś, że jesteś zakochany, a potem poczułeś się wprowadzony w błąd. Myślałeś, że to miłość, a okazało się, że to pożądanie. Byłeś pewny, że to miłość, ale odkryłeś, że to kłamstwo. Spodziewałeś się, że miłość będzie trwać, a potem obserwowałeś, jak blaknie. Może boimy się zobowiązań bądź wybieramy osoby, które się ich boją, lub narzucamy sobie zbyt wysokie standardy i nie dajemy ludziom szansy. Może wciąż myślimy o naszej byłej czy byłym, albo najzwyczajniej mamy pecha. Chcę, żebyś zamiast nabierać się na fałszywe obietnice, zakochiwać się w niedających spełnienia partnerach, czuć się pokonanym czy popadać w beznadzieję i pozwolić złamać sobie serce, doświadczył wielkiej, ekspansywnej miłości, takiej, w jakiej istnienie wierzysz.
||||||||
Romantyczna miłość jest równocześnie czymś znajomym i złożonym. W różnych czasach i kulturach opisywano ją na nieskończenie wiele sposobów. Psycholog Tim Lomas, wykładowca z Human Flourishing Program na Uniwersytecie Harvarda, dokonał analizy pięćdziesięciu języków i zidentyfikował czternaście niepowtarzalnych rodzajów miłości[2]. Starożytni Grecy twierdzili, że istnieje siedem podstawowych typów: eros, czyli miłość seksualna lub namiętna; philia, czyli przyjaźń; storge, czyli miłość między rodzicami i dziećmi; agape, czyli miłość uniwersalna; ludus, czyli swobodna miłość bez zobowiązań; pragma, czyli miłość wynikająca z obowiązku lub innych potrzeb; oraz philautia, czyli miłość do samego siebie[3]. Analiza literatury chińskiej sprzed pięciuset do trzech tysięcy lat ujawnia wiele form miłości, od namiętnej i obsesyjnej, przez pełną oddania, do niezobowiązującej[4]. W języku tamilskim istnieje ponad pięćdziesiąt słów opisujących różne rodzaje i niuanse miłości, takie jak miłość jako łaska, miłość w spełnionym związku czy uczucie rozpływania się z miłości[5]. W języku japońskim wyrażenie koi no yokan określa uczucie, gdy poznajesz kogoś nowego i masz wrażenie, że twoim przeznaczeniem jest zakochanie się w tej osobie[6], natomiast kokuhaku oznacza deklarację miłosnego zaangażowania[7]. W używanym w Indiach języku bodo słowo onsra odnosi się do świadomości, że związek wygaśnie[8].
Nasza kultura również opisuje miłość na wiele sposobów. Jeśli spojrzymy na listę pięćdziesięciu najlepszych piosenek miłosnych wszech czasów tygodnika "Billboard", dowiemy się, że miłość jest uczuciem z drugiej ręki (Tina Turner), kolejką w lunaparku (Ohio Players), kacem (Diana Ross), małym szaleństwem (Queen), że przez miłość Beyoncé wygląda jak szalona, a Leona Lewis wciąż krwawi miłością[9]. Filmy idealizują miłość, ale rzadko dowiadujemy się, co się dzieje po szczęśliwym zakończeniu. Ponieważ na co dzień otacza nas tak wiele ujęć, obrazów i paraboli miłości, chcę, żeby ta książka pomogła ci stworzyć własną definicję miłości i rozwinąć umiejętności jej praktykowania i cieszenia się nią każdego dnia.
||||||||
Kiedy miałem dwadzieścia jeden lat, zrezygnowałem z ukończenia koledżu, żeby żyć w aśramie w wiosce w pobliżu Mumbaju. Spędziłem tam trzy lata jako hinduski mnich, medytując, studiując starożytne teksty i pracując w roli wolontariusza u boku innych mnichów.
Najstarsze pisma hinduistyczne, jakie studiowaliśmy, to tak zwane Wedy. Spisano je ponad pięć tysięcy lat temu w sanskrycie na palmowych liściach. Większość tych palmowych liści już nie istnieje, ale teksty przetrwały. Niektóre są nawet dostępne w internecie. Ich obecność i znaczenie we współczesnym świecie nieustannie mnie zdumiewają i inspirują. Studiuję Wedy już od szesnastu lat, a przez te trzy lata, gdy byłem mnichem, analizowałem je naprawdę dogłębnie. Gdy zobaczyłem ukrytą w nich praktyczną i przystępną mądrość, zacząłem dzielić się tym przesłaniem i spostrzeżeniami z ludźmi na całym świecie poprzez podcasty, książki i filmy. Znaczną częścią mojej pracy jest dziś coaching dla osób indywidualnych i par oraz szkolenie innych, by mogli robić to samo. Ta praca pozwoliła mi nadać uprawnienia ponad dwóm tysiącom trenerów i wszyscy oni korzystają z wypracowanego przeze mnie programu opartego na wedyjskich zasadach.
Skorzystałem z mądrości Wed, by stworzyć koncepcję zawartą w tej książce. Zwróciłem się ku Wedom, ponieważ starożytni pisarze mówią o miłości w sposób, o jakim nigdy wcześniej nie słyszałem. Ich przesłanie jest proste i przystępne - stara soczewka oferująca nową perspektywę. To z Wed zaczerpnąłem fundamentalne idee, że w miłości można wyróżnić poszczególne etapy, że miłość jest procesem i że każdy pragnie kochać i być kochanym. Pracując z pojedynczymi osobami i parami nad ich związkami oraz przechodzeniem przez kolejne etapy miłości, przekonałem się, że te koncepcje sprawdzają się w codziennym życiu. Później w komentarzach do moich filmów i reakcjach na mój podcast zobaczyłem i usłyszałem, że ludzie zmagają się z tymi samymi powracającymi wzorcami w swoich związkach. Wiele z tych problemów udało mi się rozwiązać z moimi klientami, używając wedyjskich koncepcji. Napisałem tę książkę, żeby każdy mógł mieć do nich dostęp i je przedyskutować z przyjaciółmi, rodziną czy partnerem. Czerpałem ze wskazówek zawartych w Wedach, z tego, co się sprawdziło w przypadku moich klientów, z moich własnych podróży, a także z tego, czego się nauczyłem od innych mnichów. Uwielbiam połączenie współczesnej nauki i prastarej mądrości. Przedstawione tutaj pomysły znajdują potwierdzenie w obu tych dziedzinach, choć wykorzystujemy wedyjskie idee w sposób, w jaki nie używano ich nigdy dotąd, stosując duchowe koncepcje wobec zwyczajnych związków.
Praktyka miłości
Nikt nas nie sadza i nie uczy, jak kochać. Miłość jest wszędzie wokół, ale dość trudno uczyć się jej od przyjaciół i członków rodziny, którzy sami tylko improwizują. Niektórzy poszukują miłości. Inni są zakochani po uszy i pełni nadziei. Inni przestają się do siebie odzywać albo nawzajem sobą manipulują. Jeszcze inni są razem, ale się nie kochają. Niektórzy ze sobą zrywają, bo po prostu nie wiedzą, jak sprawić, żeby to zadziałało. Są też tacy, którzy wydają się zadowoleni ze swoich miłosnych związków. Każdy ma dla nas jakąś radę: "Miłość jest wszystkim, czego ci trzeba". "Kiedy spotkasz swoją drugą połowę, będziesz o tym wiedzieć". "Można sprawić, by się zmienili". "Związki powinny wydawać się nieskomplikowane". "Przeciwieństwa się przyciągają". Trudno jednak powiedzieć, z której wskazówki skorzystać i od czego zacząć. Nie możemy oczekiwać, że połapiemy się w miłości, jeśli nigdy się nie nauczyliśmy, jak ją dawać albo przyjmować. Jak radzić sobie z naszymi emocjami w kontekście emocji innej osoby. Jak zrozumieć innych. Jak zbudować i pielęgnować związek, w którym obie osoby dobrze się czują.
Większość porad dotyczących miłości ogranicza się do tego, jak znaleźć pana Właściwego lub panią Właściwą. Wydaje nam się, że gdzieś istnieje idealna osoba dla nas, nasza bratnia dusza, Ten Jedyny lub Ta Jedyna, i aplikacje randkowe utwierdzają nas w tym przekonaniu. To wspaniałe, gdy tak się dzieje, ale nie zdarza się każdemu i nie zawsze pozostaje takie idealne. Ta książka jest inna, ponieważ nie traktuje o tym, jak znaleźć wymarzoną osobę lub związek i resztę pozostawić przypadkowi. Chcę ci pomóc, żebyś nauczył się świadomie budować miłość, zamiast życzyć sobie, pragnąć i czekać, aż zjawi się sama, w pełni ukształtowana. Chcę pomóc ci radzić sobie z wyzwaniami i niedoskonałościami, na jakie natrafiamy w drodze ku miłości. Chcę, żebyś stworzył miłość, która rośnie z każdym dniem, rozszerza się i ewoluuje, a nie taką, która jest dokonana i kompletna. Nie wiemy, gdzie i kiedy znajdziemy miłość, ale możemy się na nią przygotować i korzystać z tego, czego się nauczyliśmy, gdy już ją odnajdziemy.
Wedy opisują cztery etapy życia - są one jak klasy, w których uczymy się zasad miłości, żebyśmy mogli ją rozpoznać i jak najpełniej z niej czerpać, gdy pojawi się na naszej drodze[10]. Zamiast przedstawiać miłość jako jakąś eteryczną koncepcję, Wedy określają ją jako serię kroków, etapów i doświadczeń, które wytyczają wyraźną ścieżkę rozwoju. Gdy już nauczymy się wszystkiego na jednym poziomie, przechodzimy do kolejnego. Jeśli mamy problemy lub pozostawimy za sobą jakiś etap, zanim go ukończymy, wracamy po prostu do zaniechanej lekcji - życie popycha nas z powrotem w tamtym kierunku. Te cztery klasy to Brahmacharya aśram, Grhastha aśram, Vanaprastha aśram i Sannyasa aśram.
Jeśli sprawdzisz słowo "aśram" w słowniku, dowiesz się, że oznacza ono pustelnię[11]. Znaczenia sanskryckich słów w angielskich definicjach są często spłycone, w praktyce mają jednak więcej głębi. Ja sam definiuję aśram jako szkołę, w której się uczymy, rozwijamy i nawzajem wspieramy. Jako sanktuarium osobistego rozwoju - trochę jak aśram, w którym spędziłem czas jako mnich. Powinniśmy się uczyć na każdym etapie życia.
Pierwszy aśram: PRZYGOTOWANIE NA MIŁOŚĆ
W pierwszym aśramie, Brahmacharya, przygotowujemy się na miłość. Nie wsiadamy do samochodu i nie ruszamy z miejsca, jeśli najpierw nie pójdziemy na kurs prawa jazdy i nie przećwiczymy podstawowych umiejętności w bezpiecznym miejscu. Kiedy podejmujemy nową pracę, przygotowujemy się, poznając nowy program komputerowy, rozmawiamy z ludźmi, z którymi zamierzamy pracować, o tym, czego się będzie od nas oczekiwać, albo przypominamy sobie umiejętności, które mogą okazać się przydatne. Natomiast na miłość przygotowujemy się w samotności poprzez naukę kochania samych siebie. Przebywając w odosobnieniu, uczymy się rozumieć samych siebie, koić własny ból i dbać o siebie. Zdobywamy umiejętności, takie jak współczucie, empatia i cierpliwość (Zasada 1). Przygotowuje nas to do dzielenia się miłością, ponieważ będziemy potrzebować tych cech, gdy kogoś pokochamy. Przyjrzymy się też naszym dotychczasowym związkom, by nie popełnić tych samych błędów w kolejnych relacjach (Zasada 2).
Drugi aśram: ĆWICZENIE MIŁOŚCI
W drugim aśramie, Grhastha, obdarzamy swoją miłością innych, wciąż kochając samych siebie. Trzy rozdziały poświęcone temu etapowi wyjaśniają, jak zrozumieć, docenić inny umysł i współpracować z nim oraz z innym zbiorem wartości i preferencji.
Mamy skłonność do nadmiernego upraszczania miłości, myślenia o niej tylko jako o chemii i kompatybilności. Romantyczne uczucia i pociąg to faktycznie pierwsze punkty połączenia, lecz według mojej definicji z najgłębszą miłością mamy do czynienia wtedy, gdy lubimy czyjąś osobowość, szanujemy wartości tej osoby i wspieramy ją w realizowaniu wyznaczonych celów w trwałym, pełnym zaangażowania związku. Możesz czuć coś takiego w odniesieniu do swoich przyjaciół - i mam nadzieję, że tak jest - ale chodzi mi o utrzymywanie tych cech, kiedy z kimś mieszkasz, widzisz go codziennie, jesteś u jego boku w chwilach największej radości i najgłębszych rozczarowań, dzielisz z nim całą przyziemność i intensywność codziennego życia.
W Grhastha przyjrzymy się temu, skąd mamy wiedzieć, że kogoś kochamy (Zasada 3), jak uczyć się i rozwijać wspólnie z partnerem (Zasada 4) oraz jak wytyczać priorytety i zarządzać osobistym czasem i przestrzenią w związku (Zasada 5).
Trzeci aśram: OCHRONA MIŁOŚCI
Vanaprastha, czyli trzeci aśram, to miejsce uzdrowienia, do którego wycofujemy się, by szukać spokoju. Trafiamy tam po rozstaniu, utracie albo gdy życie rodzinne straciło na intensywności i nie wymaga już tyle naszej uwagi. Po tym, jak w Grhastha nauczyliśmy się obdarzać innych miłością i daliśmy jej z siebie tak wiele, jest to interludium, w którym zastanawiamy się nad doświadczeniem kochania innych, odkrywamy, co może blokować naszą zdolność kochania, i pracujemy nad wybaczeniem i uzdrowieniem. W Vanaprastha dowiadujemy się, jak rozwiązywać konflikty, żeby móc chronić naszą miłość (Zasada 6). Chronimy też samych siebie i naszą zdolność kochania, ucząc się, kiedy podjąć decyzję o rozstaniu i jak sobie z tym poradzić (Zasada 7).
Czwarty aśram: DOSKONALENIE MIŁOŚCI
Czwarty aśram, Sannyasa, to ideał miłości - gdy obdarzamy nią każdą osobę i każdą chwilę naszego życia. Na tym etapie nasza miłość staje się bezgraniczna. Uświadamiamy sobie, że możemy doświadczać miłości w dowolnej chwili i z każdym. Uczymy się, jak kochać wciąż i wciąż od nowa (Zasada 8). Dążymy do tej doskonałości, ale nigdy jej nie osiągamy.
||||||||
Wielu z nas przechodzi przez te cztery aśramy, nie ucząc się zawartych w nich lekcji. W pierwszym aśramie opieramy się przebywaniu sam na sam ze sobą i umyka nam okazja do rozwoju, jaką oferuje samotność. W drugim aśramie unikamy lekcji płynących z wyzwań, które towarzyszą każdemu związkowi. W trzecim nie bierzemy odpowiedzialności za nasze uzdrowienie. A czwarty - miłość do wszystkich - jest czymś, czego nawet nie bierzemy pod uwagę, gdyż nie mamy pojęcia, że coś takiego jest możliwe.
W tej książce podążam za kolejnością powyższych aśramów, która zasadniczo odzwierciedla cykl związków - od przygotowania nas na miłość, przez ćwiczenie i ochronę miłości, aż po jej doskonalenie. Myśląc o czterech aśramach, sprowadziłem je do ośmiu zasad, jakich musimy się nauczyć, i cech, jakie musimy w sobie rozwinąć, by przejść z jednego aśramu do kolejnego: dwie zasady, by przygotować się na miłość; trzy, by ją ćwiczyć; dwie, by ją chronić; i jedna, by dążyć ku doskonałej miłości. Osiem ponadczasowych, uniwersalnych zasad. Te zasady się kumulują - opierają się na sobie nawzajem. Chcę, żebyś poznał je w tej kolejności, ale mają nam służyć w każdym wieku i na każdym etapie związku. Niektóre z nich są sprzeczne z intuicją. Mówię o samotności jako początku miłości i o tym, że musisz stawiać swój cel ponad celem partnera. Wyjaśniam, że partner jest twoim guru. Jest to nowe podejście do miłości, które pomoże ci poprawić swoje szanse na to, by ją znaleźć, podpowie, czego szukać na pierwszej randce, co zrobić, jeśli masz jakiś "typ", jak się przedstawić, kiedy powiedzieć "kocham cię", kiedy się zaangażować, jak sobie radzić z konfliktami, jak żyć wspólnie pod jednym dachem i kiedy dać sobie spokój.
Bez względu na to, czy jesteś singlem, żyjesz w związku czy właśnie się z kimś rozstajesz, każda z tych zasad pomaga wykształcić sposób myślenia o miłości. Możesz ćwiczyć samotność w związku. Możesz niezależnie od sytuacji zmienić swoje podejście do konfliktu. Te zasady obowiązują we wszystkich życiowych scenariuszach.
Ta książka nie jest zbiorem technik manipulacji. Nie podsunie ci chwytliwych tekstów, dzięki którym będziesz mógł kogoś poderwać. Nie powie ci, jak stać się osobą, jakiej oczekuje twój partner, ani jak sprawić, by twój partner stał się tym, kim chcesz, by był. Chodzi w niej o zrozumienie własnych preferencji i skłonności, żeby nie tracić czasu na ludzi, którzy nie są dla ciebie dobrzy. Chodzi o to, by dowiedzieć się, jak podkreślić swoje dobre strony, a nie jak się zareklamować. Chodzi o uwolnienie się od gniewu, chciwości, ego, zwątpienia w siebie i niepewności, które zacieniają twoje serce i blokują twoją zdolność kochania. Po drodze nauczę cię technik, które pomogą ci przepracować samotność, pozbyć się oczekiwań, pielęgnować bliskość i uleczyć złamane serce.
||||||||
Kiedy postanowiłem poprosić Radhi, by za mnie wyszła, zacząłem przygotowywać najlepsze, najbardziej romantyczne oświadczyny wszech czasów. Spytałem przyjaciela o pierścionki zaręczynowe i kupiłem jej klasyczny model z brylantem. Potem, w pewien piękny wiosenny wieczór 2014 roku zaproponowałem jej spacer brzegiem Tamizy w pobliżu London Bridge (w tym czasie mieszkaliśmy w Londynie). Powiedziałem jej, że wybierzemy się na elegancką kolację, wiedząc, że ubierze się stosownie na wieczór, który zaplanowałem. W chwili, gdy mijaliśmy idylliczne miejsce z jednym z najlepszych widoków w mieście, nagle pojawił się mężczyzna, który dał jej wielki bukiet kwiatów. Gdy zachwycała się kwiatami, jakby znikąd pojawił się zespół, który dołączył do mężczyzny z bukietem i a capella zaśpiewał jej piosenkę Bruno Marsa Marry You. Przyklęknąłem na jedno kolano i oświadczyłem się jej. Rozpłakała się, ja również. Po tym, jak zgodziła się za mnie wyjść, podano wegański posiłek i usiedliśmy, by go zjeść przy przygotowanym przeze mnie stoliku nad brzegiem Tamizy. Myślała, że to już koniec wielkiej pompy; wstaliśmy z zamiarem powrotu do domu, ale gdy skręciliśmy za róg, pojawił się powóz ciągnięty przez białego konia. Wsiedliśmy do niego i przejechaliśmy przez miasto, mijając wszystkie najważniejsze atrakcje. Radhi krzyczała: "Zaręczyłam się!", a przechodnie wiwatowali i składali nam życzenia. W końcu postanowiliśmy podzielić się tą dobrą wiadomością z jej rodzicami.
Okazało się jednak, że po drodze na twarzy Radhi pojawiły się czerwone plamki. Zanim dojechaliśmy do jej rodziców, miała wysypkę na całym ciele. Ich pierwsze słowa skierowane do nas nie brzmiały: "Gratulacje!", tylko: "Co ci się stało z twarzą?". Tamtego dnia odkryliśmy, że ma alergię na konie.
Wydawało mi się, że zaplanowałem idealne oświadczyny, ale z biegiem czasu przyszło mi do głowy, że wszystkie moje pomysły były zaczerpnięte prosto z filmów Disneya i wiralowych filmików o oświadczynach. Czy Radhi naprawdę lubi muzykę a capella? Tak, ale nie przepada za wielkimi gestami. Czy Tamiza albo przejażdżka po Londynie tak wiele dla niej znaczą? Niespecjalnie. Przebywanie w pobliżu koni i wysypka oczywiście nie były jej wymarzoną randką. Okazuje się też, że brylanty wcale nie są jej ulubionymi kamieniami szlachetnymi. Na czym tak naprawdę jej zależy? Uwielbia jedzenie i choć zorganizowałem posiłek z wegańskiej restauracji, dostarczony nad rzekę, jedzenie okazało się zimne i nijakie. Ten szczegół, który najbardziej by doceniła, był tym najgorzej zaplanowanym, którego wykonanie wypadło najsłabiej. Poza tym Radhi uwielbia swoją rodzinę i gdybym wziął to pod uwagę, może wpadłbym na pomysł, że to oni wyskoczą z krzaków i zrobią nam niespodziankę, a nie tamci śpiewacy. Byłaby tym zachwycona.
Dobrze się bawiliśmy i dopisało mi szczęście - Radhi zgodziła się za mnie wyjść i nigdy nie narzekała na ten wieczór - ale oświadczyny nie były szczególnie osobiste. Przez całe życie widziałem, jak miłość przedstawiana jest za pomocą przesadnie romantycznych gestów, i wydawało mi się, że to jedyny sposób, by pokazać, co czuję. Wysypka była delikatną wskazówką, że nie wiem, co robię; że powinienem pomyśleć o osobie, która przede mną stoi, zamiast o obrazach bajkowej miłości, które nieustannie nas bombardują.
Przez całe życie otaczały mnie historie mówiące o tym, jak powinna wyglądać miłość. Tak jest z nami wszystkimi. I większość z nas nieświadomie stopniowo się przesuwa w stronę konwencjonalnej ścieżki - w miłości i wszelkich innych kwestiach. W związkach heteroseksualnych wciąż najczęściej oświadczają się mężczyźni. Na The Knot, stronie internetowej z ogłoszeniami matrymonialnymi, w 97 procentach przypadków pytanie zadają przyszli panowie młodzi[12]. Spośród wszystkich narzeczonych 80 procent dostaje pierścionek zaręczynowy z brylantem[13]. Według ankiety opublikowanej w czasopiśmie "Brides" ponad 80 procent panien młodych ubiera się na biało, a 76 procent kobiet przejmuje nazwisko męża[14]. W Stanach Zjednoczonych najczęstszą strukturą rodziny wciąż jest rodzina nuklearna i tylko jeden na pięciu Amerykanów mieszka w domu z wielopokoleniową rodziną - mniej więcej tyle samo procent, ile w 1950 roku[15]. 72 procent Amerykanów mieszka w mieście, w którym się wychowali lub w jego pobliżu[16]. I chociaż wzrosła liczba ludzi, którzy twierdzą, że chcieliby wolnego związku, zaledwie około 4 do 5 procent Amerykanów faktycznie żyje za zgodą partnerów w niemonogamicznych związkach[17].
Bajkowa wersja miłości, którą pokazałem Radhi, nie była miłością mogącą podtrzymać nasz związek. Baśnie, filmy, piosenki i mity nie mówią nam, jak praktykować miłość na co dzień. To wymaga nauczenia się, co miłość tak naprawdę oznacza dla nas dwojga jako osób, i oduczenia się tego, co nam się wydawało, że oznacza. To dlatego dzielę się moją niedoskonałą historią. Nie wiem wszystkiego i nie wszystko jeszcze rozgryzłem. Radhi nauczyła mnie naprawdę wiele o miłości i wciąż się od niej uczę. Przekazuję ci rady zawarte w tej książce, wiedząc, jak bardzo by mi się kiedyś przydały i że będę z nich korzystać w przyszłości. W miłości nie chodzi o zaaranżowanie idealnych oświadczyn ani stworzenie doskonałego związku. Chodzi o zdobycie wiedzy, jak radzić sobie z niedoskonałościami, które są nieodłączną częścią nas, naszych partnerów i samego życia. Mam nadzieję, że ta książka właśnie w tym ci pomoże.