Recenzje:
Reporterską opowieść Jastrzębskiego czyta się jak połączenie literatury faktu z esejem historycznym, powieścią przygodową , kryminałem i powieścią szpiegowską. Autor wyraźnie stara się budować napięcie w typowo literacki sposób.Służą temu zwłaszcza przywoływane historie z przeszłości ? pełne tajemnic i sekretów ? oraz sposób konstruowania postaci. O ile jednak wujek Borka okazuje się bohaterem intrygującym, nieoczywistym i fascynującym, o tyle opisy kobiet są kiczowate i dość kuriozalne. Akcentowanie zaglądania w dekolt rozmówczyni, pisanie o przypadkowo spotkanej dziewczynie, że jest jak anioł lub że ma usta w kolorze polnych maków, wybrzmiewa co najmniej żenująco. Na szczęście nie na tym skupia się autor. Interesuje go tytułowa podziemna Moskwa. Warto docenić fakt, że chodzi w tym wypadku nie tylko o tajemnicze tunele znajdujące się pod ziemią, o kolejkę podziemną, funkcjonującą równolegle do metra, do której dostęp ma tylko bezpieka, o miejsca eksplorowane przed tzw. diggerów, ale również o zasady rządzące światem przestępczym, o stalinowską przeszłość, o sposób sprawowania rządów współcześnie, o dobra intelektualne. Nie bez powodu jedna z ważniejszych w książce opowieści dotyczy próby zmierzenia się z zapomnieniem, jaką podejmuje wspomniany wujek Borka. To, co próbuje odkryć mężczyzna, dotyczy losów więźniów pracujących w sekretnej kopalni diamentów. Historia ta brzmi jakby pochodziła z którejś części Indiany Jonesa lub Pana Samochodzika, tymczasem stanowi fragment ukrywanych do dzisiaj niektórych zbrodni Stalina. Książka ta zaciekawi nie tylko tych, którzy niegdyś marzyli o poszukiwaniu skarbów i odkrywaniu tajemniczych miejsc, będzie również interesującą lekturą dla tych, którzy świadomi są tego, że za historią oficjalną kryje się ta druga - często odmienna i sprzeczna z propagowanymi przez władze wersjami.

bernadettadarska.blog.onet.pl BERNADETTA DARSKA; 2017-07-26


Rosja - kraj niezbadany i tajemniczy, często wyśmiewany i postrzegany jako kraj "gorszego sortu". Często jednak zapominamy, że Rosja jest piękna, bo patrzymy zapewne przez pryzmat obowiązkowego uczenia przez lata w szkołach języka rosyjskiego. W książce, o której dziś opowiem skupimy się głównie na najważniejszym rosyjskim mieście, na stolicy, czyli Moskwie. "W swojej najnowszej książce Maciej Jastrzębski, niezrównany gawędziarz i niestrudzony badacz rosyjskiej duszy, zabierze nas na wyprawę do podziemnej Moskwy, aby odnaleźć sekretną bibliotekę bizantyjskich cesarzy, a przy okazji dotknąć wielu tajemnic rosyjskiej stolicy — zarówno dawnych, jak i tych, które dotyczą jej najnowszej historii. Jest to opowieść o tym, co niejednoznaczne, nieoczywiste, nieprawdopodobne, a jednak ma ogromny wpływ na życie moskwian". Maciej Jastrzębski jest dziennikarzem, który stara się dowiedzieć jak najwięcej o rosyjskiej kulturze, zabytkach, ale i tajemnicach. W swych poszukiwaniach jest niestrudzony, a to, czego się dowiedział, opisał w swojej niezwykle interesującej książce pt. "Rubinowe oczy kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy". Maciej Jastrzębski mieszka w Rosji i to on przekazuje Polsce wszystkie wydarzenia, jakie dzieją się tam na miejscu. Lektura zaczyna się od baśniowej strony. Przeczytamy trochę o legendach i poznamy kawałek rosyjskiej historii. Taki wstęp okazał się świetnym pomysłem, bo niezauważalnie wciąga nas w sam środek rosyjskich podziemi. Autor pokazuje nam swoimi oczami bizantyjską bibliotekę Iwana Groźnego, moskiewskie metro, tunele łączące Kreml z lotniskiem Wnukowo, bogactwo i biedę, "wypasione" fury, by zaraz a rogiem spotkać ubogą staruszkę. Dziennikarz często wplata legendę lub ciekawostkę związaną z danym miejscem, jednak nie stroni też od teraźniejszości, bo nie omieszka wspomnieć też o politycznej korupcji i wszędobylskiemu bezprawiu, a robi to wszystko w tak naturalny sposób, że czytając, mamy wrażenie jakby to przewodnik prowadził nas po mieście. Malowniczy styl pisarski pozwala nam wyobrażać sobie ze szczegółami wszystko o czym czytamy. Tak ciekawy sposób opisu rzadko się zdarza u dziennikarzy. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego rodzaju literatury, ale w tym wypadku muszę przyznać, że książka pochłonęła mnie bez reszty. Mówią, że kobieta ciekawska jest i coś w tym musi być, bo kiedy zobaczyłam w tytule słowo "tajemnice" od razu książka wydała mi się pociągająca ;). Bardzo ciekawą informacją dla mnie okazało się to, że w Rosji bardzo dużo pieniędzy przeznacza się na korzystanie z usług wróżek, zielarzy i szamanów. Sama osobiście lubię czasem popytać koleżanki co tam dziś karty pokazują, ale traktuję to z przymrużeniem oka, ale już w zielarskie metody leczenia bardzo wierzę. Książka ubarwiona została ciekawymi ilustracjami, co dodatkowo pomaga naszej wyobraźni zaznajomić się z tamtejszymi klimatami. Po za tym sama okładka przyciąga wzrok swymi kolorami, w których prym wiedzie kolor czerwony, tak charakterystyczny dla Rosji. Jeżeli należysz do osób, które pragną wiedzy o innych krajach i mają otwarte spojrzenie na świat, to ta książka z całą pewnością jest dla Ciebie.

http://czasemtakjestczasemtakjest.blogspot.com/ Joanna Balcar-Palinker; 2017-05-22


Maciej Jastrzębski w swojej książce Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy oddaje głos jej dzisiejszym mieszkańcom po to, by na przykładzie jednego rejonu sportretować całą Rosję – wciąż bardzo tajemniczą, mającą swoje sekrety i nierozwikłane zagadki, które znają jedynie niektórzy. Książka Jastrzębskiego udowadnia, jak bardzo w rosyjskim świecie teraźniejszość spleciona jest z przeszłością. Nie da się zrozumieć mentalności Rosjan, sposobów ich zachowania oraz poglądów bez znajomości historii ich kraju. Sami mieszkańcy Moskwy tę zależność bardzo często podkreślają i cierpliwie tłumaczą przybyszowi z Polski rozmaite zależności. Maciej Jarzębski cierpliwie słucha, dopytuje, a z fragmentów rozmów tworzy książkę. Rubinowe oczy Kremla… to nie pierwszy tytuł w jego karierze pisarskiej. Spod jego pióra wyszły już m.in. Matrioszka Rosja i Jastrząb, Klątwa gruzińskiego tortu, Krym: miłość i nienawiść, Patrząc na Wschód. Przestrzeń. Człowiek. Mistycyzm (razem z Andrzejem Stasiukiem, Mariuszem Wilkiem, Włodzimierzem Pawluczukiem i innymi). Maciej Jarzębski swoją uwagę poświęca opowieściom prostych, przypadkowo napotkanych ludzi, ale także legendom, w których jak twierdzi, zawsze kryje się ziarno prawdy, wierzeniom, gusłom lub plotkom, których raczej nie wypowiada się głośno. Wszystko to stanowi niesamowitą, mistyczną mieszankę oraz kwintesencję tego, czym żyli dawni i czym żyją współcześni Rosjanie. Dlaczego opowieści, których nie da się potwierdzić twardymi dowodami (często celowo skrywanymi przez państwo), są tak bardzo popularne w rosyjskim świecie? Po pierwsze dlatego, że stanowią białe plamy na mapie historii Rosji oraz nigdy nie zostały wyjaśnione. Po drugie wiążą się z fascynacją Rosjan zjawiskami paranormalnymi oraz niezwykłym upodobanie do wizyt u wróżbitów, osób przepowiadających przyszłość lub wszystkich tych, którzy parają się magią. Legendy doskonale wpisują się w tę retorykę, czynią świat bardziej osobliwym i niezwykłym. Jednak jak próbuje udowodnić Jarzębski, niektóre z baśniowych historii wydarzyły się naprawdę. Zaginiona biblioteka Iwana IV Groźnego, tajna linia moskiewskiego metra lub podziemne osiedla to tylko niektóre z poruszanych tematów. Poza powyższymi i niezwykle kuszącymi historiami, Maciej Jarzębski porusza jeszcze kilka innych, bardziej „przyziemnych”, choć równie ciekawych kwestii. Autor portretuje zwyczajne, codzienne, moskiewskie życie, które pełne jest podobnych do europejskich problemów. Rosjanie, podobnie jak Europejczycy, zmagają się z terroryzmem, robią wszystko, by udaremnić ataki, które zostały zainicjowane przez Państwo Islamskie. Jednak najbardziej poruszający wydał mi się rozdział zatytułowany jako Drzwi do innego świata. Dotyczy on życia rosyjskich kobiet, młodych dziewcząt, które przyjeżdżają ze wsi do wielkich miast oraz „muszą sobie jakoś radzić”. Tzw. polowania na oligarchów, czyli rozpaczliwe próby uwodzenia bogatych mężczyzn przez młodziutkie dziewczyny, nie są jedynie fikcją, ale czymś na porządku dziennym. Łada – piękne kobieta, poznana przypadkowo w metrze – zdecydowała się opowiedzieć Jastrzębskiemu o swoim dostatnim życiu, ale także o historiach jej koleżanek, które skończyły dużo gorzej. Opowieść Łady przeradza się w dziwny rachunek sumienia oraz próbę udowodnienia samej sobie, że świadczenie nieseksualnych usług towarzyskich nie jest formą prostytucji. Książkę Macieja Jarzębskiego można określić jako anegdotyczną, gawędową relację z pobytu we współczesnej Rosji. Osią kompozycyjną stają się rozmowy z moskwiczanami, czasami przeradzające się w monolog mieszkańców. Rubinowe oczy Kremla…nie są jednak książką historyczną – napisane zostały raczej z perspektywy kogoś, kto o Rosji wie całkiem sporo, ale posiadana przez niego wiedza pochodzi raczej z własnego doświadczenia i żywych opowieści niż z archiwów lub opasłych ksiąg. Z tego też powodu lektura będzie najbardziej odpowiednia dla tych, których interesuje Rosja współczesna, zagadkowa i niejednokrotnie mroczna.

Sztukater.pl Zawodowa Czytelniczka


Dla zrozumienia skomplikowanych stosunków polsko-rosyjskich, żeby poznać tajemnicze historie i legendy miejskie, a także, dla wielkiej przyjemności płynącej z tej lektury warto sięgnąć po "Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy". Autorem na pół reportażowej, na pół powieściowej książki jest Maciej Jastrzębski, korespondent Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia w Moskwie. Kilka dni temu był gościem Miesiąca Spotkań Autorskich we Wrocławiu. Rozmawialiśmy i pólżartem powiedział mi, że Moskwa jest bardzo ciekawa, ale on sam Moskwy właściwie nie lubi. Wierzę autorowi na słowo mówione, bo z pisanego wynika coś zupełnie innnego. O Moskwie pisał znakomicie już w pierwszej swojej książce pt. "Matrioszka Rosja i Jastrząb". W "Rubinowych oczach Kremla" znów spotykamy Borkę -Borysa Anatolijewicza, który zajmował się renowacją Kremla, znalazł tam notatki dotyczące jednej z kopalni diamentów i musiał uciekać z kraju. Borys Anatolijewicz odkrył przed laty, że w kopalni pracowali i umierali z wycieńczenia polscy zesłańcy, a sama kopalnia mieściła się w Kraju Krasnojarskim nad rzeką Popigaj. Teraz Borys Antolijewicz jest przewodnikiem dziennikarza, zgłębiającego tajemnice. Książka intryguje już wstępem, napisaną interesująco, beletrystyczną historią, na której opiera się nie tylko tom Macieja Jastrzębskiego, ale bogate dzieje Imperium. Chyba im większe i dawniej założone miasto, tym więcej legend powstało na jego temat. Moskwianie mają ich mnóstwo, zdaje się, że wszystkich zgłębić nie sposób, jeśli nie planuje się spędzić w Moskwie bardzo wielu lat. Przecież tam zapewne każda kamienica, każdy zaułek i najmniejszy plac ma swoje legendarne tajemnice. I, jak twierdzi Maciej Jastrzębski, moskwianie mają też talent potrzebny do malowania portretu swojego niezwykłego miasta. "Nie od dziś wiadomo, że w legendach odnaleźć można ziarno prawdy. Każda taka opowieść odsłania przed nami nowe oblicze Moskwy i jej mieszkańców. Przy tym zauważyć trzeba, że moskwianie mają wyjątkową skłonność do dawania wiary we wszystko, co inne, tajemnicze, niewytłumaczalne. Rosyjska agencja prasowa Interfax poinformowała, że rocznie Rosjanie wydają na usługi wróżek, jasnowidzów, znachorów i okultystów około 30 mld dolarów. Dla porównania: na leczenie za granicą obywatele Federacji Rosyjskiej przeznaczają rocznie 17 mld dolarów. (...) aż 67 procent Rosjanek i 25 procent Rosjan szuka pomocy u magów, wróżbitów i innych znawców zjawisk paranormalnych" - pisze autor. Sam Maciej Jastrzębski zgłębia z pasją tajemnice podziemnego Kremla. Spotyka się z diggerami - poszukiwaczami sekretów, zapuszczającymi się (nielegalnie!) w najdalsze i najgłębsze zakątki miasta. Spotyka się oczywiście z Borysem Anatolijewiczem, słucha jego opowieści, zjada posiłki przygotowywane przez gościnnego gospodarza. A co czeka na poszukiwaczy tajemnic? Metro-2, przez diggerów zwane D-6. Podobno Stalin jeździł z Kremla do swojej willi podziemną kolejką wąskotorową. Napięcie budowane jest sukcesywnie, tak, że chciałoby się na własne oczy zobaczyć bizantyjską bibliotekę z jej skarbami (pona 800 woluminów, zwierających m.in. opisy tajemnych obrzędów), o której odkrycie zabiegało wielu. Biblioteka, przywieziona do Moskwy przez Zofię Paleolog, ostatnią z władców Cesarstwa Wschodniorzymskiego, do dziś nie została odnaleziona. Na pewno warto sięgnąć do radzieckich zbiorów archiwalnych, których początki datuje się na lata 20. XX wieku. Między nimi są dokumenty dotyczące śmierci Hitlera... Maciej Jastrzębski nie tylko prowadzi czytelnika do tajemnic, ale też maluje współczesny portret Rosjan, ich spraw, ich lęków, ich niebezpiecznego życia. Przecież "złotej młodzieży" poświęcił aż cały rozdział. Fascynująca lektura.

Gazeta Wrocławska Małgorzata Matuszewska; 2017-07-12


Mało kto wie, że jest druga Moskwa - podziemna. Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Moskwie, próbuje z przyjacielem, którego nazywa wujkiem Borką, rozwikłać tajemnicę Liberii - zaginionej przed wiekami biblioteki cara Iwana IV Groźnego.Jedna z wersji głosi, że została ukryta pod ziemią. Okazuje się bowiem, że obecna stolica Rosji przez wieki rozwijała się nie tylko na powierzchni, ale też pod ziemią. Dzięki wujkowi Borce reporter poznaje diggerów - ludzi, którzy hobbystycznie zajmują się zwiedzaniem podziemnego miasta. Schodzi z nimi do tego równoległego świata i ogląda fundamenty budynków sprzed kilkuset lat, kryjówki sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie spotyka bezdomnych narzekających: "Posiedzi człowiek kilka dni w jednym miejscu i już ma ich na głowie. Jak nie męty, to jacyś szaleńcy, i tak w kółko". Jastrzębski oprowadza też czytelników po moskiewskim metrze. I pisze o miejscach, w których słychać przejeżdżające metro, mimo że w pobliżu nie ma żadnej linii. Ma to być Metro-2, sekretna kolejka podziemna wybudowana przez władze radzieckie. Wychodząc czasem na powierzchnię, autor opisuje np., jak służby miejskie wzięły się za źle zaparkowane samochody i odholowują je na przedmieścia, nie oszczędzając nawet lawet swoich kolegów. Moskiewscy kierowcy ratują swoje auta w ten sposób, że nawet gdy samochód wisi już na linach, starają się dostać do kabiny, bo przepisy zabraniają holowania pojazdu z człowiekiem w środku. Warto poczytać, jakie ciekawe rzeczy dzieją się w Moskwie: na ziemi i pod nią.

Polska Press Sp. z o.o. Oddział we Wrocławiu MAK; 2017-06-30


Drugie oblicze Moskwy Moskwa – największe miasto Europy, istniejące od kilkanastu stuleci, ciągle w rozbudowie, wielu osobom kojarzy się z tajemnicami. Jednak nie o tajemnicach na szczytach władzy pisze Maciej Jastrzębski, a o samym mieście, a właściwie jego podziemiach, z którymi związane są legendy, klątwy i przesądy. Autor zabiera nas w niesamowitą podróż, pokazując podszewkę ogromnego tworu, jakim jest stolica Rosji. Szukając tajemniczej biblioteki bizantyjskich cesarzy, która jakoby miała przejść we władanie Iwana Groźnego, pokazuje nam zarówno podziemia miasta, jak i cząstkę rosyjskiej duszy i mentalności (chociażby poprzez historie o rosyjskim półświatku czy też o współczesnych utrzymankach). Cel opowieści jest jasny – pokazać dwa oblicza Moskwy: to powszechnie znane oraz to ukryte, ale przez to wcale nie mniej realne. Okazuje się, że na terenie rosyjskiej stolicy, uchodzącej za niezwykle kosmopolityczną, nadal można spotkać wielu ludzi, którzy klęski i niepowodzenia przypisują czemuś metafizycznemu, klątwie, idą przez życie opierając się na zabobonach i wcale im to nie przeszkadza w byciu gorliwymi wyznawcami prawosławia. Ale autor serwuje nam nie tylko legendy i przesądy. Prowadzi bardzo ciekawe rozmowy oraz uczestniczy w wyprawach mających na celu zbadanie, czy faktycznie Moskwa skrywa prawdziwe tajemnice. Czy istnieje druga (tajna) linia metra? Czy jest używana? Czy w podziemiach mieszkają ludzie? A może zmutowane zwierzęta? Maciej Jastrzębski dociera do środowiska moskiewskich diggerów i uchyla nieco rąbka tajemnicy, która tak bardzo zawładnęła umysłami szerokiej publiczności, chociażby dzięki serii „Metro” Dmitrija Glukhovsky’ego. Po przeczytaniu tej książki mamy ochotę na więcej. Autor potrafi niezwykle zaciekawić tematem, zarówno poprzez formę, która raz jest bardziej reportażem, aby następnie przejść w esej lub pamiętnik, oraz poprzez treść, w której odkrywa przed nami kilka sekretów Moskwy (zbyt mało jednak, aby zadowolić dociekliwego czytelnika). „Rubinowe oczy Kremla” to pozycja która zaciekawi nie tylko rusofilów, ale każdego kto lubi odkrywanie tajemnic oraz ciekawy reportaż w stylu Kapuścińskiego. Na pewno sięgnę po inne książki tego autora, gdyż czyta się go naprawdę świetnie.

Bookhunter.pl Emaleth; 2017-06-18


Według badań Rosjanie rocznie wydają około 30 mld dolarów na usługi wróżek, jasnowidzów, znachorów i okultystów, 52 % badanych wierzy w różnego rodzaju przepowiednie. Skłonność moskwian do dawania wiary we wszystko, co tajemnicze i niewytłumaczone jest porażająca. Niezwykłą popularnością cieszą się w Rosji tzw. miejskie legendy, a na podstawie wielu z nich powstały reportaże telewizyjne i filmy. Z pomocy moskiewskich diggierów, którzy wiedzą niemal wszystko o sekretach podziemnej Moskwy, korzystają nawet służby państwowe. Takiego tematu nie mógł oczywiście zignorować Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Rosji, autor kilku publikacji związanych właśnie z tym krajem. Przy pomocy wieloletniego przyjaciela, wujka Borki i jego niezliczonych znajomych, autor miał okazję naprawdę dogłębnie zbadać temat moskiewskich legend. Wszyscy fani fantastyki postapokaliptycznej, w pierwszej kolejności pomyślą o Metrze-2 rozpalającym zmysły nie tylko bibliofilom. Oczywiście autor nie mógł pominąć tego tematu na mapie swoich wypraw. Nie zabrakło także schronów Stalina, zaginionej bizantyjskiej biblioteki Iwana Groźnego, tuneli łączących Kreml z lotniskiem Wnukowo czy Placu Maneżowego owianego licznymi przesądami. Wszystkie swoje spotkania ze znawcami danej legendy Jastrzębski opisuje w formie reportażu, którego ramy bardzo swobodnie łączą się z powieściową fabułą. Badając fobie i lęki Rosjan patrzy na temat wieloogniskowo, nie zapominając o teraźniejszym kontekście każdej historii. Badając przeszłość moskwian jednocześnie ukazuje ich dzisiejsze oblicze, stara się złapać tę niewytłumaczalną aurę, która niewątpliwe jest w stolicy Rosji wyczuwalna. Rubinowe oczy Kremla to kolejna pasjonująca opowieść o Rosji autorstwa Jastrzębskiego. Niewątpliwie zapisuje się on, obok Jacka Hugo-Badera, jako niestrudzony badacz stanu umysłu, jakim jest Rosja. Polecam!

Opętani Czytaniem Weronika Baran; 2017-06-15


Każdy kraj ma swoje legendy. Rosja ma jednak szczególną – o tajemnej komnacie, znajdującej się pod Kremlem, kryjącej bizantyjską bibliotekę pełną cennych woluminów. Ta przekazywana przez kolejne pokolenia opowieść jest symbolem wszechobecnych w tym kraju przesądów. Maciej Jastrzębski zastanawia się, czym jest to spowodowane, zapraszając nas w podróż po Moskwie, której nie zobaczymy w telewizyjnych relacjach czy folderach turystycznych. To miasto pełne ludzi, którzy bardziej niż lekarzowi, wierzą znachorom, a życiowe powodzenie uzależniają od tego, co powie im wróżka. Od lat szukają tajnej linii metra i wspomnianej komnaty, pełnej skarbów z przeszłości. Tu magia i ludowe podanie wygrywają nie tylko z oficjalnym przekazem, ale też ze zdrowym rozsądkiem. To już kolejna książka tego autora, od lat niestrudzenie relacjonującego dla nas w radiowych serwisach informacyjnych najważniejsze wydarzenia z Rosji. Zdążył więc od podszewki poznać mentalność Rosjan i tę słynną „rosyjską duszę”. Jego publikacje układają się już w pewien cykl, który zapewne będzie miał swoją kontynuację. Książkę czyta się z ogromnym zaciekawieniem. Każde kolejne zdanie dostarcza interesujących informacji o kraju, który od wieków budzi w nas mieszane uczucia. Po raz kolejny potwierdza się teza o bezwzględnej władzy i wspaniałym narodzie, który od wieków ugina się od jej brzemieniem. Przekleństwo ostatniego pogańskiego kapłana zdaje się działać tam także w XXI wieku… Maciej Jastrzębski pokazuje tu swą mistrzowską umiejętność snucia opowieści, która jest swobodną gawędą, wciągającą czytelnika w podziemny nurt rosyjskiej stolicy. Jego tkankę stanowią zwykli ludzie, na co dzień zajęci swoimi sprawami i dalecy od trybów wielkiej polityki. Ich lęki i obawy są skoncentrowane na tym, co stanowi o ich prywatnym poczuciu bezpieczeństwa. Dziennikarz trafia więc w sedno prawdy o współczesnej Moskwie, gdzie centrum stanowi polityka Kremla, ale w jego cieniu kwitnie codzienne życie. Reportaż Macieja Jastrzębskiego ociera się tu o literaturę, gdyż kreśli interesujące typy ludzkie i snuje fascynującą, opartą na faktach historię z wątkiem tajemnicy, którą trzeba rozwikłać. Polecam tę lekturę wszystkim, którzy sądzą, że o Rosji wciąż wiedzą za mało, a także tym, którzy są pewni, że wiedzą już wszystko.

urodaizdrowie.pl


Tytuł tej książki jest świetny. Każdy z jego obu członów przyciąga uwagę, zachęca do lektury. A kto ją już rozpocznie, ten na pewno dotrwa do końca i odłoży z zadowoleniem, że nie stracił czasu. Obchodząca w br. 870-lecie istnienia Moskwa – za początek założenia grodu przyjęto rok 1147 – ma bowiem, podobnie jak wiele innych starych miast, mnóstwo tajemnic. Nie tylko podziemnych. A nazwa jej najstarszej części, Kreml, jedno ze światowych centrów polityki, należy do powszechnie znanych na wszystkich kontynentach. Pracujący w rosyjskiej stolicy polski dziennikarz radiowy wydał właśnie czwartą już książkę poświęconą, przynajmniej częściowo, Rosji. Przybliżającą polskim czytelnikom jej współczesność, przeszłość, problemy, a także legendy, opowieści i ciekawostki. Przy czym w atrakcyjnej postaci szeroko rozumianego reportażu. Jak wiadomo, stosunki polityczne polsko-rosyjskie są obecnie w fatalnym stanie. W niewiele lepszym gospodarcze. Co przekłada się, niestety, także na sferę kultury, nauki i stosunków międzyludzkich. Ruch turystyczny Polaków do Rosji jest znikomy, zwłaszcza w porównaniu z innymi kierunkami wyjazdów. A jest to przecież kraj nie tylko największy pod względem powierzchni na świecie - liczy ponad 17 milionów km² - ale również przebogaty w zabytki, muzea, fantastyczną przyrodę i krajobrazy oraz niezliczone inne atrakcje turystyczne. Mało jednak chyba zainteresowany turystami z Polski, skoro poza od czasu jakimiś hotelami, czy, chyba raz reprezentacją Pskowa, nie prezentuje się od lat na targach turystycznych w Warszawie. Tymczasem kultura rosyjska, przynajmniej tzw. wysoka: literatura, muzyka, sztuka należy do światowego dziedzictwa ludzkości. Każde więc przybliżanie nam tego kraju, jego atrakcji, ale również problemów i ciekawostek, zwłaszcza w sposób obiektywny i atrakcyjny, zasługuje na uznanie oraz zainteresowanie. W recenzowanej książce autor skoncentrował się przede wszystkim, ale nie tylko, na owianych legendami i tajemnicami podziemiach rosyjskiej stolicy. Sieci tuneli rytych od średniowiecza, linii ogólnodostępnego metra, skrytych po ziemią rzeczek i znanych głównie z opowieści tajnych tras kołowych, szynowych i pieszych umożliwiających szybkie oraz bezpieczne przemieszczanie elit władzy i uprawnionych do tego służb. Przy pomocy znawcy miasta, znacznie starszego, moskiewskiego przyjaciela nazywanego Borysem Anatolijewiczem lub Wujkiem Borią, postaci rzeczywistej lub wymyślonej na potrzeby książki poznaje tajemnice i ciekawostki rosyjskiej stolicy. Pomagają mu w tym znajomi przyjaciela, zwłaszcza tzw. diggerzy, ludzie różnych zawodów, którzy penetrują moskiewskie podziemia, traktując to jako przygodę i poszerzanie wiedzy o przeszłości miasta. Uczestnicząc wraz z nimi w podziemnych wyprawach, autor też stara się jak najwięcej dowiedzieć na ten temat, wspomagając wiedzę lekturami. Punkt wyjścia książkowych opowieści o tytułowych tajemnicach podziemnej Moskwy stanowi nie tyle próba odnalezienia, co zdobycia jak najwięcej faktów i informacji na temat sławnej biblioteki starożytnych i średniowiecznych ksiąg. Przywiezionych podobno w posagu przez Zofię (Zoe) Paleolog (1455-1503), bratanicę ostatniego bizantyjskiego cesarza Konstantyna XI (1405-1453), gdy wychodziła za mąż za księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego (1440-1505), dziada Iwana IV Groźnego (1533-1584). Rzekomo gdzieś ukrytej przez tego ostatniego. W księgozbiorze tym znajdowały się podobno nie tylko nie zachowane gdzie indziej księgi z różnych dziedzin wiedzy, ale także magii, którą - to jeden z późniejszych wątków - interesował się zarówno ten krwawy car, jak i Józef Stalin. Do moskiewskich legend o skarbach należy nie tylko ta biblioteka, ale również podobno gdzieś ukryta „Czarna Księga” Jakuba Bruce’a (1670-1735), feldmarszałka w służbie Piotra I Wielkiego (1672-1725), a zarazem astronoma i astrologa. Autor pisze również o tajnych podziemnych przejściach korytarzami i przez piwnice, które zdołał poznać oraz o wielu liczniejszych – i wielu związanych z nimi opowieściami i legendami, także fantastycznymi, „z bajdurzeniem o silach nieczystych” oraz również absurdalnych, od których odcina się, ale o nich słyszał lub czytał. Legendy, m.in. o klątwie rzuconej na Moskwę przez najwyższego kapłana pogańskiego boga słońca i życia Jariły po wprowadzeniu chrześcijaństwa, mieszają się w książce i relacjach jej autora z faktami. Np. odkryciem w 1930 r. przez geologa Iwana Gubkina (1871-1939) pod miastem wielkiego podziemnego zbiornika słonej wody, nad którym znajduje się tylko krucha pokrywa o grubości od 500 do 1000 m. Co stanowi dla stolicy ogromne zagrożenie. Zacytuję z książki: „Nadmiernie obciążona (tunele, podziemne korytarze, domy i wysokie budynki wznoszone jeden na drugim) cienka skorupa już trzeszczy, Aż któregoś dnia pęknie i wtedy niemal całe centrum Moskwy zwali się pod ziemię.” Jak już wspomniałem, wiele uwagi autor poświęca tunelom i stacjom metra, z jego ciekawostkami oraz tajemnicami. Jak również podobno istniejącemu „metru nr 2”, głębszemu, ściśle strzeżonemu i niedostępnemu zwykłym śmiertelnikom. I chociaż autor stara się oddzielać bezsporne fakty od opowieści i legend, niekiedy przenikają się one, ale czyta się to doskonale. Zwłaszcza, że w opisy te wtrącane są informacje o aktualnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w mieście w latach 2013-2016, a także historyczne. Podobnie jak uwagi na temat współczesnej Rosji i jej mieszkańcach oraz te dotyyczące odbioru przez nich kremlowskiej propagandy. „Jeżeli ktoś – pisze np. autor – wierzy w nadprzyrodzone moce magów, skłonny jest też uwierzyć, że Rosję otaczają wrogowie, którzy nieustannie przeciwko niej spiskują.” A jest to, dodam, stały element tej propagandy, znany mi dobrze z, w miarę możliwości, codziennego oglądania serwisów informacyjnych i dyskusji politycznych moskiewskiej TV. Ale przeczytać można również, zaczerpnięte przez mieszkańców z tego źródła, ich opinie o „tragedii gospodarczej, jaką przeżywa Polska, gdy Rosja przestała kupować od niej jabłka.” Nie brak jednak także wtrętów historycznych, m.in. na temat zbrodni stalinowskich. Chociaż bardzo zaskoczyło mnie stwierdzenie autora relacjonującego rozmowę z jednym z penetratorów stołecznych podziemi, że nie miał pojęcia, iż za zbrodnię katyńską odpowiadał także Łazar Kaganowicz (1893-1991), m.in. inicjator i nadzorca budowy moskiewskiego metra oraz wysoki funkcjonariusz partyjny i państwowy ZSRR. Przecież nazwiska tych zbrodniarzy: Stalina, Berii, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza, którzy podpisy znalazły się na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów oraz funkcjonariuszy policji i KOP w 1940 roku, powinien znać każdy, przynajmniej wykształcony Polak. Nie mówiąc już o dziennikarzu pracującym w Moskwie. Nieścisłości, pominięć i błędów, na jakie natrafiłem w trakcie lektury tej książki, jest sporo. Co, niestety, pozostawia pod znakiem zapytania ścisłość i rzetelność innych zawartych w niej informacji. A chodzi zarówno od fakty historyczne, jak i błędy topograficzne. W przypadku wspomnianego już Jakuba Bruce’a autor nie tylko pominął istotny fakt, jakim była jego rola jako rosyjskiego feldmarszałka, a nie tylko astrologa i astronoma. Ale również palnął bzdurę, że „jemu Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki”. Przecież człowiek nawet tylko jako tako znający dzieje Rosji i jej kultury powinien wiedzieć, że pierwszym drukarzem cyrylicą, a zarazem, wraz z Piotrem Mścisławcem, autorem pierwszej wydrukowanej tym alfabetem książki „Apostoł”, był Iwan Fedorowicz (1510-1583). Nazywany też Fedorem Drukarzem, lub po rosyjsku Fiodorem Pierwopieczatnikom. Dodam, że był on absolwentem Akademii Krakowskiej, drukował we Lwowie, a książka ta ukazała się w roku 1564, a więc 6 lat przed urodzeniem Jakuba Bruce’a. Car Piotr I Wielki, którego dokładną datę i okoliczności śmierci miał, jak pisze autor książki, przewidzieć tenże feldmarszałek, astronom i astrolog, zmarł nie w 1714, lecz w 1725 roku. Pisząc o przeszłości sowieckiego aparatu represji KGB, wśród jego poprzedników wymienił Cz.K. (Czeka – Czerezwyczajnaja Komisja stworzona przez Feliksa Dzierżyńskiego oraz NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), którego funkcjonariusze wykonywali zbrodniczy rozkaz zamordowania polskich oficerów w Katyniu i innych miejscowościach w Rosji i na Ukrainie. Pominął natomiast, także krwawe, istniejące w latach 1922-1934 GPU (Gławnoje Polituczeskoje Uprawienie – Główny Zarząd Polityczny, od 1923 r. OGPU). Nie wiem, bo nie udało mi się znaleźć na ten temat żadnych wiarygodnych informacji, na czym autor oparł swoje stwierdzenie, że terrorystka – anarchistka Fanna Kapłan, która 30.8.1918 r. strzelała do Lenina poważnie raniąc go, rozstrzelana została w gmachu Maneżu, który już chyba wówczas służył celom wystawienniczym. Zaś „czekiści” egzekucje wykonywali w swoich piwnicach. Z innych nieścisłości jakie zauważyłem wspomnę, że sławna w czasach radzieckich WDNCH (Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej), odżywająca w ostatnich latach, zmieniła już dosyć dawno nazwę na WWC – Wszechrosyjskie Centrum Wystawiennicze. Z placu Maneżowego nawet w cichą noc, a takich w Moskwie raczej nie ma, nie sposób usłyszeć „stukotu końskich kopyt na Wasilewskom Spuskie”, bo te dwa miejsca oddziela nie tylko spora odległość, ale i mury Kremla. Poganyj Prud, jak niegdyś nazywano Czistyje Prudy, nie znaczy „przeklęty”, ale nieczysty, paskudny, wstrętny, ewentualnie obrzydliwy. Jeżeli chodzi o nieścisłości topograficzne, to chyba najbardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie autora, mieszkającego od dawna w Moskwie, że idąc na jedną z podziemnych wypraw z placu Maneżowego ulicą Twerską (przez wiele lat Gorkiego), do najbliższej przecznicy musiał przejść „kilkaset metrów’. W rzeczywistości do pierwszej po prawej stronie: Grigoijewskogo pierieułka jest zaledwie kilkadziesiąt metrów, a po lewej do Nikitskiego piereułka o kilkanaście więcej. To jeden z najbardziej znanych i uczęszczanych fragmentów Moskwy. Mieszkałem tam kiedyś przez pewien czas w pobliżu i odcinek ten pokonywałem co najmniej dwa razy dziennie w 2-3 minuty. Nie mogę też zrozumieć, jaką podziemną trasą szedł autor z tego miejsca przy Twerskiej w okolicę „Bolszowo Teatra” (opery) „przez kilka godzin”, skoro oba te miejsca dzieli tylko jedna przecznica, a po powierzchni ziemi droga zajmuje najwyżej 4-5 minut. Może czepiam się drobiazgów, ale rzetelność w opisywaniu konkretnych miejsc i faktów historycznych decyduje o zaufaniu czytelnika do innych zawartych w książce informacji. A jest ich, jak już wspomniałem, mnóstwo i przedstawione zostały ciekawie. Z wieloma świetnymi spostrzeżeniami i danymi. Oto parę cytatów dotyczących metra. „Za ścianami tuneli, którymi codziennie pędzą pociągi, są ukryte pomieszczenia. Bunkry, centra dowodzenia, laboratoria, magazyny i wreszcie tajne szlaki komunikacyjne służące elitom kraju.” „...miejsc, w których słychać przejeżdżające (pod ziemią) pociągi, choć w pobliżu nie ma żadnej linii, jest w Moskwie wiele.” Przeczytać też można o historii tajnych linii stołecznego metra, jak również o raporcie amerykańskiego departamentu obrony z 1991 r., w którym znajdują się (opublikowane w Wikipedii) informacje o tajnej linii rządowego metra w Moskwie, a w innym miejscu książki również o prawdopodobnych trzech jego trasach. Podobnie o tunelach wykopanych jeszcze w czasach Iwana Groźnego, którymi mogły poruszać się wozy konne, aby w razie niebezpieczeństwa można było wywozić z Kremla skarby. Sporo wrzuconych w narracje na inne tematy informacji dotyczączy także współczesnego życia w tym mieście oraz w Rosji, z faktami dotyczącymi również Polski. Np. o znanym, przynajmniej mnie, z innych źródeł wyroku na mieszkańca Permu, skazanego kilka lat temu za opublikowaniu w Internecie tekstu o wspólnej napaści Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. „Gdyż było to negowanie ustaleń Trybunału Norymberskiego”. A, zdaniem sądu, „tego typu treści będą kształtować przekonanie o negatywnej działalności Związku Radzieckiego, a przecież ze szkolnych lekcji powinien (podsądny) wiedzieć, że takiej działalności nie było.” Nie brak też przypomnień zbrodni stalinizmu. A jeżeli chodzi o „podziemną Moskwę”, również informacji o eksperymentach przeprowadzanych w latach 60.-70. XX w. na temat reakcji ludzie na dłuższe przebywanie w podziemiach, z konkluzją: człowiek traci wówczas zdolności do skoordynowanego działania w grupie. Jest w książce również mało prawdopodobna, ale opowiadana wielokrotnie historia czerwonoarmisty, który rzekomo zasypany został w 1941 r. - podczas bombardowania - w piwnicy domu, i błąkał się w podziemiach miasta przez 14 lat, żywiąc się konserwami i suchym chlebem ze znajdowanych magazynów wojskowych, do czasu aż znaleźli go budowniczowie metra. Są również informacje o ludziach, którzy z różnych powodów żyją pod ziemią latami. Mieli nawet swojego kapłana, popa Mikołaja, który udzielał im pomocy. Ciekawe w tej książce są obszerniejsze teksty o przestępczości kryminalnej w Moskwie w ciągu ostatnich ponad 30. lat, m.in. zabójstwie w 2009 r. szefa gangsterskiego podziemia „Japończyka” – Wiaczesława Iwankowa i w 2013 r. jego następcy „Dziada Hasana” – Asłana Usajana. O powiązaniach po rozpadzie ZSRR oligarchów, polityków i urzędników z kryminalistami oraz informacja, że dopiero pod rządami Putina udało się zlikwidować przewagę bandytów nad milicją i służbami specjalnymi, a następnie ograniczyć ich rolę. W końcowych rozdziałach książki – łącznie jest ich 15 w 5 częściach plus Wstęp i Zakończenie, znalazły się także inne tematy. We wstępie znalazła się opowiastka o uczcie nad rzeką Moskwą, na której 4.4.1147 r. wielki książę kijowski Jurij Dołgoruki (ok. 1090-1157) poinformował innych książąt, że w tym miejscu zbuduje nowy gród. Czytając ją przypomniała mi się „Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Ciekawe okazały się opowieści o roli oraz wykorzystywaniu w Moskwie urody dziewcząt i kobiet w zdobywaniu bogatych mężów i kursami dla tych, które chcą „upolować” milionerów. A także zjawisku „sponsoringu”., z uwagą: „Rosjanki umiejętność wyciągania pieniędzy i upominków opanowały do perfekcji”. O moskiewskiej „złotej młodzieży” i – do niedawna – jej bezkarności, zwłaszcza w rozbijaniu się drogimi samochodami. W tym także o klubach, w których zarezerwowanie stolika, z konsumpcją, ale już bez drogich alkoholi, kosztuje 10-15 tys. dolarów. Jak również - snuta niemal przez całą książkę - historia kopalni diamentów nad rzeką Popigaj w kraju krasnodarskim, w której pracowali więźniowie oraz polscy jeńcy wojenni, którzy w memencie jej likwidacji (po wybuchu wojny w 1941 r.) mieli zostać zamordowani przez NKWD-zistów, z zaskakującym finałem. Opowiadana sukcesywnie, lub czytana w jego notatkach, przez wspomnianego na początku książki (i wielokrotnie później) moskiewskiego przyjaciela autora, ale ze zdjęciem nie jego, lecz polskiego dziennikarza na tle baraku łagru w tajdze z lat 1940-1943, bez słowa o tym, kiedy odwiedził tamto miejsce i co sam tam zobaczył. W książce jest bowiem również trochę zdjęć, chociaż raczej marnej jakości, a także spora bibliografia w językach polskim i rosyjskim, książkowa oraz internetowa. W sumie stanowi to sporo ciekawej, dobrze napisanej lektury, z mnóstwem faktów, hipotez, legend oraz wątkami sensacyjnymi. Z przyjemnością ją czytelnikom polecam.

kurier365.pl Cezary Rudziński; 2017-06-12


„Moskiewcy diggerzy wiedzą niemal wszystko o sekretach podziemnej Moskwy. Znają tajemnicę Metra-2 i schronów Stalina. Jednak niechętnie dzielą się tą wiedzą z innymi. Na szczęście paru diggerów zna mój przyjaciel i przewodnik (…), który nieraz się z nimi zapuszczał w mroczne korytarze podziemnego labiryntu (…)” – te słowa zachęcające nie tylko do odwiedzin moskiewskich podziemi, ale i do eksplorowania samego miasta i chłonięcia jego specyficznej atmosfery, kieruje do czytelnika Maciej Jastrzębski. Rzutki dziennikarz, wieloletni współpracownik Polskiego Radia i korespondent zagraniczny, jak nikt inny potrafi opowiadać o swojej pracy i miejscu, w którym przyszło mu żyć. Jego Moskwa jest nieoczywista, pełna sprzeczności, osnuta legendami, które po dziś dzień wywierają wpływ na codzienność mieszkańców miasta i na jego rozwój. Wyrazem jego fascynacji miastem z jego bogatą historią i tajemnicami oraz ludźmi, jest opublikowana nakładem Wydawnictwa Helion książka „Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy”. To pozycja dla wszystkich lubiących intrygujące historie o reportażowej formie, choć mocno naznaczonej światem legend. To lektura dla podróżników, socjologów, ludzi kochających Matuszkę Rossiję mimo licznych jej wad. Jastrzębski wprowadza nas w klimat książki, przywołując starą legendę, jedną z wielu dotyczących Moskwy. Ponoć burzliwe dzieje miasta i wszystkie klęski oraz nieszczęścia są wynikiem zuchwałego czynu, jakiego dopuścił się kniaź rostowsko-suzdalski Jurij Dołgorukij, wielki książę kijowski. Z tajemniczej podziemnej świątyni Jariły zabrał leżący na ołtarzu nóż, ściągając na siebie i na Moskwę gniew pradawnych bogów… Patrząc na dzieje miasta można się zastanowić, czy to tylko legenda. Moskwa tętni życiem, ale i zaskakuje swoją różnorodnością i kontrastami. Widać je również na kartach książki Jastrzebskiego, który daleki jest od koloryzowania rzeczywistości. Zgłębia on (dosłownie) ulice miasta, sięgając do fantastycznych, a niekiedy upiornych historii, przygląda się też życiu toczącemu się na powierzchni, choć raczej mowa tu o marnej egzystencji. Razem z autorem poszukiwać będziemy biblioteki Iwana Groźnego, zwanej Liberią, zapuszczamy się do starych schronów, odkrywamy fascynację metrem, które gwarantuje nie tylko szybką podróż, ale niezwykle doznania estetyczne i możliwość podziwiania fresków czy rzeźb. Słuchamy opowieści o Metrze-2, czyli tajnych liniach moskiewskiego metra, poznajemy też legendy o placu Maneżowym i wybuchających na nim pożarach. A wszystko to przesiąknięte jest tajemnicą graniczącą z mistycyzmem. Nie bez przyczyny Rosjanie wydają miliardy dolarów na usługi wróżek, jasnowidzów i znachorów, skoro sama Moskwa spowita jest w niedopowiedzenia, które łatwo można wytłumaczyć działaniem sił nadprzyrodzonych. A może Moskwa jest taka dlatego, że to jej mieszkańcy wciąż czują silną potrzebę odwoływania się do sił wyższych? Odpowiedzi na to pytanie możemy poszukać w znakomitej książce „Rubinowe oczy Kremla”, która pozwala nieco inaczej spojrzeć na miasto, które można albo kochać, albo darzyć nienawiścią. Doskonała kreacja słowa, wspaniale prowadzona opowieść znamionuje rękę mistrza – z tej strony autor dał się już poznać za sprawą wcześniejszych publikacji – i wypada sobie tylko życzyć kolejnej, tak dobrej książki. A zanim znajdzie się na rynku, zawsze możemy wybrać się do Moskwy, powędrować krętymi uliczkami tworzącymi swoisty labirynt miejski, a nawet zwiedzić podziemia wraz z diggerami. I wszystko to w towarzystwie Jastrzębskiego a raczej jego książki.

QulturaSlowa Justyna Gul; 2017-05-19


Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy Maciej Jastrzębski Według starej legendy nad Moskwą ciąży klątwa Jariły, słowiańskiego boga. Bóstwo zostało obrażone przez kniazia Jurija, który zabił ostatniego pogańskiego kapłana, zbezcześcił świątynię, a na jej miejscu kazał wybudować twierdzę.Kreml jednak Dla współczesnego czytelnika taka wizja historii stolicy Rosji zabrzmieć może zgoła nieprawdopodobnie i fantastycznie. A jednak, wywodzących się ze średniowiecza opowieści i współczesnych legend miejskich o Moskwie jest wiele. Zdaniem Macieja Jastrzębskiego, korespondenta Polskiego Radia, autora książki "Rubinowe oczy Kremla", w każdej jest ziarno prawdy o mieście i jego mieszkańcach. Oni sami dodają nowe - o ukrytych liniach metra i podziemnych wioskach dla najmożniejszych tego świata, a nawet o wrotach do innych wymiarów, czy wehikułach czasu. ?Moskwianie mają wyjątkową skłonność do dawania wiary we wszystko, co inne, tajemnicze, niewytłumaczalne?, przekonuje autor. Są ludzie, którzy zajmują się zgłębianiem tajemnic podziemnej Moskwy. To diggerzy. Schodzą do piwnic, kanałów i tuneli wychodzących ze starych fabryk czy innych podejrzanych miejsc. Szukają historycznych artefaktów, jak legendarna biblioteka Iwana Groźnego, oraz starają się odkrywać bardziej współczesne sekrety, jak stare bunkry czy system Metro 2. Plotki głoszą, że jest to specjalna linia podziemnej kolejki łącząca ze sobą najważniejsze w stolicy obiekty o znaczeniu strategicznym. Maciej Jastrzębski zabiera czytelnika na wyprawę po Moskwie, w której wielka historia przeplata się ze zwyczajną codziennością. Ze swadą, w gawędziarskim stylu opisuje zarówno miasto, jak i jego mieszkańców. To dzięki ich pomocy udaje mu się poznać niesamowite opowieści o rosyjskiej stolicy. Sekrety zdradzają mu nie tylko diggerzy, czy pasjonaci historii, ale też zwykli, przypadkowo poznani ludzie, którzy ze względu na życiowe okoliczności poznali nieoficjalne oblicze Moskwy. "Rubinowe oczy Kremla" to interesujący reportaż o najważniejszych miejskich legendach. Prawdopodobnie ktoś, kto trochę interesuje się tym tematem, nie znajdzie w książce wielu nowych wiadomości. Jej największą wartością jest jednak to, że autor relacjonując swoje badania nad podziemną Moskwą, wprowadza także kontekst kulturowy, społeczny i polityczny. Nie jest to suchy raport z kwerend w archiwach czy internecie, ale żywa opowieść o ludziach, ich namiętnościach, kłopotach i radościach, ale także o wielkich interesach, bezwzględnych politykach, biznesmenach, oligarchach i gangsterach. Podziemie bowiem ma tutaj nie tylko znaczenie dosłowne, ale odnosi się również do świata przestępczego, który rozkwitł po upadku Związku Radzieckiego. Nie jest to pierwsza książka Macieja Jastrzębskiego, a jeśli zaś ktoś zna jego poprzednie publikacje, to na jej kartach odnajdzie starych znajomych, jak wujek Borka i jego rodzina. Zresztą, to właśnie on jest głównym łącznikiem autora z diggerami. Sam również staje się bohaterem opowieści o syberyjskich zesłańcach do kopalni diamentów, która została zapoczątkowana we wcześniejszych książkach, zaś w tej znajduje swój finał i rozwiązanie. Warto sięgnąć po "Rubinowe oczy Kremla", aby poznać barwną, niezwykłą historię i atmosferę rosyjskiej metropolii oraz lepiej zrozumieć mentalność samych Rosjan. Ciekawe jest także spojrzenie "od środka" na polityczne wydarzenia ostatnich lat, takie jak aneksja Krymu, czy nałożenie embarga na polskie jabłka. Te słowa są chyba najlepszą rekomendacją do lektury książki Macieja Jastrzębskiego.

moznaprzeczytac.pl Zabiela; 2017-05-16


Zachwycając się doprawdy niesamowitą serią „Metro” Dmitrija Glukhovsky’ego, nie miałam pojęcia, jak głęboko autor Universum Metro sięgnął do sezamu moskiewskich legend miejskich! Jak obficie z niego czerpał. Lecz oto czytam „Rubinowe oczy Kremla” Macieja Jastrzębskiego i wszystko do mnie wraca. Tajne moskiewskie podziemia. Kryjące się w nich niebezpieczeństwa. Zmutowane zwierzęta. Oszalali z grozy ludzie. Dusze potępione. Metro-2. Upiornie czerwony kolor kremlowskich gwiazd, czujnie obserwujących stolicę carów, pierwszych sekretarzy, prezydentów. Kto wie, co naprawdę kryje się w podziemiach Kremla? W swej kolejnej fabularyzowanej opowieści o krainach leżących na wschód od naszych granic, Maciej Jastrzębski skupia się na prawdziwych i całkiem zmyślonych, a także mniej lub bardziej prawdopodobnych historiach tajemnych z Moskwą w roli głównej, albo przynajmniej w tle. Zagląda pod jej powierzchnię – czasem dosłownie, zstępując do podziemi, innym razem traktując rzecz metaforycznie i przyglądając się np. życiu półświatka lub pięknych rosyjskich dziewczyn-utrzymanek. Zabiera czytelnika na literacką wyprawę do źródeł lęków, które każą Rosjanom rokrocznie wydawać miliardy dolarów na usługi wróżek, magów i wszelkiej maści szamanów, dzięki którym uda się pokonać niepewność, a kto wie? Może i śmierć? Podobno receptura leku na tę ostatnią przypadłość kryje się pośród ksiąg słynnej, do dziś nie odnalezionej bizantyjskiej biblioteki, którą przywiozła ze sobą do Moskwy Zofia Paleolog, ostatnia z rodu władców Cesarstwa Wschodniorzymskiego… Fanów prozy Jastrzębskiego czeka niespodzianka. Co prawda „Rubinowe oczy…” czytać można jako dzieło całkowicie samodzielne, ale można również potraktować książkę jak kontynuację „Matrioszki Rosji i Jastrzębia”, wyjaśniającą i dopowiadającą pewną historię z tamtego tomu. Jaką? Nie zdradzę, by nie psuć niespodzianki!

grafomanya.wordpress.com


Książka ukazuje ciekawe lub wręcz nieznane nam miejsca w Moskwie i związane z nimi tajemnicze opowieści. Autor rozpoczyna od swoistego prologu historycznego z elementami baśni i magii, dzięki czemu powstaje opowieść z nutą tajemniczości i zachęca do poznania dalszych rozdziałów.Tym bardziej, że odkrywanie rosyjskiej stolicy odbywa się przy wsparciu przewodnika i człowieka, który sam przemierzył podziemne zaułki miasta. Widzimy ulice Moskwy, jazdę metrem, lokale z rosyjskimi bogaczami i gangsterami, a także codzienność zwykłych mieszkańców. Stąd też kolejne rozdziały czyta się jak autentyczne relacje, a nie dziennikarski zlepek powstały z różnych artykułów. W naturalny tok opowieści o przemierzaniu miasta i spotkaniach z ludźmi co chwilę wplecione są ciekawostki o dawnych losach znanych miejsc, legendach i klątwach, tajemnicach Kremla i jego gospodarzy. Pojawiają się także fragmenty o obecnych sprawach, niezbyt chętnie poruszanych przez Rosjan, np. o wątkach kryminalnych, powiązaniach polityków z tzw. półświatkiem, o złotych dzieciach i swobodzie obyczajowej uwolnionej po upadku ZSRR. Książka będzie interesująca dla każdego, kto chciałby wyjść poza schematyczne i stereotypowe relacje nie tylko o Moskwie, ale też o całej Rosji.

osemkowyklubrecenzenta.blogspot.com


Maciej Jastrzębski to dziennikarz, który na temat Rosji i mentalności jej mieszkańców wie prawie wszystko. Od lat mieszka w tym kraju, co skutkuje różnymi ciekawymi publikacjami. "Rubinowe oczy Kremla" to jedno z jego dzieł. Opowiada ono o nieznanym obliczu Moskwy, a raczej o jej sekretach.Podziemne bunkry, tajne stacje metra, zaginione biblioteki,ukryte skarby. To tylko niewielki wykres tajemnic, których pochodzenie wyjaśnia nam pisarz. Opiera się się w swojej książce nie tylko na swoich badaniach, ale również na relacjach z ludźmi, którzy twierdza, że wiedzą coś, czego nikt inny nie wie. Ciekawa lektura, która przybliża nam nie tylko mentalność Rosjan, ale również zaznajamia nas z ich stolica i rzekomymi tajemnicami. Pozycja ta zawiera również liczne zdjęcia, co uatrakcyjnia czytanie. Polecam.

http://krotkoacztresciwie.blogspot.com


Rzadko odnoszę się do recenzji moich książek, ale z szacunku dla recenzenta Cezarego Rudzińskiego postanowiłem odnieść się do kilku uwag. 1. Wydaje mi się, że nie każdy zna nazwiska i biografie stalinowskich katów, a publikacje książkowe mają najczęściej na celu pokazanie, że nie tylko Stalin odpowiadał za zbrodnie, ale również ludzie tacy jak wspomniany w książce Kaganowicz. Rolą autora i dziennikarza nie jest popisywanie się swoją wiedzą, bowiem wtedy nie byłoby sensu rozmawianie z ludźmi, a jedynie przekazywanie im wiedzy „wszystkowiedzącego” autora. Rolą autora w mojej ocenie jest nieustanne "dziwienie się" rzeczywistością i zadawanie pytań, aby znaleźć odpowiedzi nie tylko dla siebie, ale również a może przede wszystkim dla czytelników, którzy nie zawsze są uzbrojeni w taką wiedzę. I tak jak wielcy reportażyści, którzy są dla mnie niedościgłym wzorem tacy jak : Camus, Hemingway, Kapuściński przypominam, że nie stawia się znaku równości między autorem, a narratorem, co oznacza, że narrator, inaczej książkowy przewodnik jest również tylko bohaterem z kart danej publikacji. Przy tym również należy oddzielać zdania wypowiadane przez innych bohaterów od wypowiedzi narratora, co wyraźnie w mojej książce czynię. 2. Jakub Bruce nie interesował autora z punktu widzenia jego osiągnięć wojskowych i politycznych, ale ze względu na jego "tajemniczość" w odbiorze przeciętnych mieszkańców Moskwy i powstających wokół jego postaci legend. Jednak w kilkuzdaniowej notce biograficznej tegoż bohatera znalazły się wszystkie ważne funkcje i role jakie przypisane są do postaci Bruce’a. Z dostępnych, także w języku polskim źródeł możemy dowiedzieć się również, że -"Jego staraniom zawdzięczała ówczesna Rosja wprowadzenie i rozwój nowożytnego drukarstwa (w 1706 założył w Moskwie i prowadził pierwszą drukarnię państwową). Był również autorem pierwszego słownika rosyjsko-holenderskiego i pierwszej w historii Rosji wydanej na koszt państwa książki – podręcznika geometrii (Gieometrija sławienski ziemliemierie, Moskwa 1708)." Tak, więc wypowiedzi zawarte w książce, a odnoszące się do stwierdzenia mojej książkowej rozmówczyni, iż Jakubowi B. Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki, pierwsze wyprawy archeologiczne na Syberię, pierwszy kalendarz astrologiczny itp.. mają jak wynika z kontekstu charakter ogólny i wskazują na znaczącą rolę Bruce w rozwoju wielu dziedzin we współczesnej mu Rosji, a nie na to, iż wydrukował on pierwszą książkę, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo kto tego dokonał. Na pewno nie Iwan zwany Drukarzem, bowiem jego dziełem jest owszem pierwsza księga, ale taka jak wskazują źródła historyczne, o której wiemy kiedy i kto ją wydrukował. W odróżnieniu od Iwana Drukarza - Bruce nie dokonał pierwszych pojedynczych druków, ale był jednym z prekursorów druku dostępnego szerszemu gronu odbiorców. Odnosząc się do śmierci Piotra I i błędnej daty zawartej w książce, to pragnę zauważyć iż w książce nie ma daty śmierci cara. Recenzent jak mniemam zauważył także, że podany tam rok 1714 jest błędem w druku, zawinionym przez autora, za co autor przeprasza. Jeśli uważnie przeczytać kilka zdań dotyczących tej kwestii, to z treści wynika, iż Piotr zmarł dziesięć lat wcześniej niż Bruce, czyli skoro podana w książce data śmierci Jakuba, to 1735 rok, to nijak 1735 minus 1714 nie daje różnicy dziesięciu lat. W wielkim skrócie wyjaśniam, że – Piotr I rozchorował się jesienią 1724 roku i zmarł kilka tygodni później czyli na początku 1725 roku. Gdyby nie chochlik drukarski, który zamienił „2” na „1” nie byłoby tematu. 4. Autor wspominając historię Czeka - NKWD - KGB - FSB wymienił podstawowe instytucje, a nie ich "wydziały", "oddziały" i zmieniające się „zarządy” i "odnogi". Wskazane przez recenzenta GPU nigdy nie był samodzielną instytucją, ale funkcjonował w ramach NKWD. Dopiero wraz z utworzeniem KGB policję polityczną wraz ze strukturami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi wydzielono z resortu spraw wewnętrznych jako instytucję odrębną, ale dopiero w 1954 r. 5. Odnośnie kwestii dotyczącej kompleksu wystawienniczego WDNCH. Recenzent zwrócił uwagę, że kompleks ten zmienił nazwę na WWC - rzeczywiście tak było i zdarzyło się w 1992 roku, ale najwidoczniej recenzent przestał bywać w Rosji przed 2014 rokiem, kiedy to ponownie wrócono do nazwy WDNCH i do dziś taka właśnie nazwa obowiązuje. 6. Odnosząc się do tłumaczenia słowa poganyj, to ma ono wiele znaczeń jak zauważył recenzent i ukłon w jego stronę, że aż tyle ich wymienił. Pominął jednak kontekst znaczeniowy nazywany „rligijno – historycznym”, który wskazuje, iż kontekście legend o "nieczystych siłach" słowo poganyj może również oznaczać "przeklęty" i o takie znaczenie chodziło autorowi, a jest ono zgodne ze wskazaniami rosyjskiego słownika, w którym znaczenie religijno - historyczne słowa poganyj odnosi się do: siły nieczystej, praktyk pogańskich i generalnie zjawisk oraz osób, które uznawane były za „przeklęte”, nawiedzone lub nieczyste. Mam nadzieję, że recenzent wybaczy mi, że nie odniosę się zbyt szczegółowo do uwag, dotyczących odległości, a także czasu przejścia podziemnymi korytarzami i piwnicami jakiegoś odcinka w porównaniu do poruszania się po wyasfaltowanych ulicach, ponieważ to kwestia sprawności poruszania się i umiejętności zachowania się w ekstremalnych sytuacjach. W wielkim uproszczeniu od fontann w Ogrodach Aleksandrowskich do Nikitskiego Pereułka trzeba pokonać minimum 400 metrów, jeśli nie 500, a nie jak napisał recenzent kilkadziesiąt. I przy okazji zwracam uwagę, że nie ma w tej części miasta ulicy Grigoriewski Piereułok, bowiem nie ma w tym miejscu ulicy Grzegorza, a jest Gieorgijewski Piereułok, czyli ulica Jerzego. Mnie i moim przewodnikom przejście piwnicami, studzienkami kanalizacyjnymi i walącymi się tunelami zajęło wiele godzin. Być może osoba o niezwykłych umiejętnościach zrobiłaby to w kilka minut. Przy tym wszystko zależy od celu takiego "podróżowania" można Plac Czerwony przejść w 3 minuty, ale można również przemierzać go godzinami, podobnie jak to dzieje się na wystawach, czy w muzeach. Jedni tylko przechodzą, a inni zatrzymują się, aby popatrzeć i porozmawiać. Podobnie jak nie odniosę się do opowieści moskiewskich przewodników o tym, że zamachowiec, który strzelał do Lenina został rozstrzelany w podziemiach maneża, bowiem są to opowieści mające podkreślić klimat strachu wokół tego miejsca. Natomiast, gdzie NKWD rozstrzeliwało jeńców i więźniów politycznych jak zapewne recenzent wie, nie da się ustalić, ponieważ w NKWD funkcjonował zwyczaj, iż takiej informacji nie pozostawia się w formie pisanej, aby zawsze można było odciąć się od każdej zbrodni. Przykładem jest tu trudność ze zlokalizowaniem miejsca zgładzenia ofiar Obławy Augustowskiej. Nie odniosłem się tu do wszystkich uwag recenzenta, ponieważ skoncentrowałem się na tych, które w ocenie pana Rudzińskiego są istotne z punktu widzenia faktografii i topografii. Mam nadzieję, że chociaż w tak krótkiej formie, ale usatysfakcjonowałem recenzenta rozszerzeniem wiedzy na kwestie, co do których ma on zastrzeżenia. Dziękuję recenzentowi za uwagi i zgadzam się, że drobiazgowość, ale także zrozumienie kontekstu i klimatu, w którym dzieje się historia jest niezwykle ważne.

Polskie Radio Maciej Jastrzębski


Tytuł tej książki jest świetny. Każdy z jego obu członów przyciąga uwagę, zachęca do lektury. A kto ją już rozpocznie, ten na pewno dotrwa do końca i odłoży z zadowoleniem, że nie stracił czasu. Obchodząca w br. 870-lecie istnienia Moskwa – za początek założenia grodu przyjęto rok 1147 – ma bowiem, podobnie jak wiele innych starych miast, mnóstwo tajemnic. Nie tylko podziemnych. A nazwa jej najstarszej części, Kreml, jednego ze światowych centrów polityki, należy do powszechnie znanych na wszystkich kontynentach. Pracujący w rosyjskiej stolicy polski dziennikarz radiowy wydał właśnie czwartą już książkę poświęconą, przynajmniej częściowo, Rosji. Przybliżającą polskim czytelnikom jej współczesność, przeszłość, problemy, a także legendy, opowieści i ciekawostki. Przy czym w atrakcyjnej postaci szeroko rozumianego reportażu. Jak wiadomo, stosunki polityczne polsko – rosyjskie są obecnie w fatalnym stanie. W niewiele lepszym gospodarcze. Co przekłada się, niestety, także na sferę kultury, nauki i stosunków międzyludzkich. Ruch turystyczny Polaków do Rosji jest znikomy, zwłaszcza w porównaniu z innymi kierunkami wyjazdów. A jest to przecież kraj nie tylko największy pod względem powierzchni na świecie, liczący ponad 17 milionów km². Ale również przebogaty w zabytki, muzea, fantastyczną przyrodę i krajobrazy oraz niezliczone inne atrakcje turystyczne. Mało jednak chyba zainteresowany turystami z Polski, skoro poza od czasu jakimiś hotelami, czy, chyba raz reprezentacją Pskowa, nie prezentuje się od lat na targach turystycznych w Warszawie.Tymczasem kultura rosyjska, przynajmniej tzw. wysoka: literatura, muzyka, sztuka, należy do światowego dziedzictwa ludzkości. Każde więc przybliżanie nam tego kraju, jego atrakcji, ale również problemów i ciekawostek, zwłaszcza w sposób obiektywny i atrakcyjny, zasługuje na uznanie oraz zainteresowanie. W recenzowanej książce autor skoncentrował się przede wszystkim, ale nie tylko, na owianych legendami i tajemnicami podziemiach rosyjskiej stolicy. Sieci tuneli rytych od średniowiecza, linii ogólnodostępnego metra, skrytych po ziemią rzeczek i znanych głównie z opowieści tajnych tras kołowych, szynowych i pieszych umożliwiających szybkie oraz bezpieczne przemieszczanie elit władzy i uprawnionych do tego służb. Przy pomocy znawcy miasta, znacznie starszego, moskiewskiego przyjaciela nazywanego Borysem Anatolijewiczem lub Wujkiem Borią, postaci rzeczywistej lub wymyślonej na potrzeby książki poznaje tajemnice i ciekawostki rosyjskiej stolicy. Pomagają mu w tym znajomi przyjaciela, zwłaszcza tzw. diggerzy, ludzie różnych zawodów, którzy penetrują moskiewskie podziemia traktując to jako przygodę i poszerzanie wiedzy o przeszłości miasta. Uczestnicząc wraz z nimi w podziemnych wyprawach, autor też stara się jak najwięcej dowiedzieć na ten temat. Wspomagając wiedzę lekturami. Punkt wyjścia książkowych opowieści o tytułowych tajemnicach podziemnej Moskwy stanowi nie tyle próba odnalezienia, co zdobycia jak najwięcej faktów i informacji na temat sławnej biblioteki starożytnych i średniowiecznych ksiąg. Przywiezionych podobno w posagu przez Zofię Zoe) Paleolog (1455-1503), bratanicę ostatniego bizantyjskiego cesarza Konstantyna XI (1405-1453), gdy wychodziła za mąż za księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego (1440-1505), dziada Iwana IV Groźnego (1533-1584). Rzekomo gdzieś ukrytej przez tego ostatniego. W księgozbiorze tym znajdowały się podobno nie tylko nie zachowane gdzie indziej księgi z różnych dziedzin wiedzy, ale także magii. Którą, to jeden z późniejszych wątków, interesował się zarówno ten krwawy car, jak i Józef Stalin. Do moskiewskich legend o skarbach należy nie tylko ta biblioteka, ale również podobno gdzieś ukryta „Czarna Księga” Jakuba Bruce’a (1670-1735). Feldmarszałka w służbie Piotra I Wielkiego (1672-1725), a zarazem astronoma i astrologa. Autor pisze również o tajnych podziemnych przejściach korytarzami i przez piwnice, które zdołał poznać oraz o wielu liczniejszych – i wielu związanych z nimi opowieściami i legendami, także fantastycznymi, „z bajdurzeniem o silach nieczystych” oraz również absurdalnych od których odcina się, ale o nich słyszał lub czytał. Legendy, m.in. o klątwie rzuconej na Moskwę przez najwyższego kapłana pogańskiego boga słońca i życia Jariły po wprowadzeniu chrześcijaństwa, mieszają się w książce i relacjach jej autora z faktami. Np. odkryciem w 1930 r. przez geologa Iwana Gubkina (1871-1939) pod miastem wielkiego podziemnego zbiornika słonej wody, nad którym znajduje się tylko krucha pokrywa o grubości od 500 do 1000 m. Co stanowi dla stolicy ogromne zagrożenie. Zacytuję z książki: „Nadmiernie obciążona (tunele, podziemne korytarze, domy i wysokie budynki wznoszone jeden na drugim) cienka skorupa już trzeszczy, Aż któregoś dnia pęknie i wtedy niemal całe centrum Moskwy zwali się pod ziemię.” Jak już wspomniałem, wiele uwagi autor poświęca tunelom i stacjom metra z jego ciekawostkami oraz tajemnicami. Jak również podobno istniejącemu„metru nr 2”, głębszemu, ściśle strzeżonemu i niedostępnemu zwykłym śmiertelnikom. I chociaż autor stara się oddzielać bezsporne fakty od opowieści i legend, niekiedy przenikają się one, ale czyta się to doskonale. Zwłaszcza, że w opisy te wtrącane są informacje o aktualnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w mieście w latach 2013-2016, a także historyczne. Podobnie jak uwagi na temat współczesnej Rosji i jej mieszkańców. Oraz odbioru przez nich kremlowskiej propagandy. „Jeżeli ktoś – pisze np. autor – wierzy w nadprzyrodzone moce magów, skłonny jest też uwierzyć, że Rosję otaczają wrogowie, którzy nieustannie przeciwko niej spiskują.” A jest to, dodam, stały element tej propagandy, znany mi dobrze z, w miarę możliwości, codziennego oglądania serwisów informacyjnych i dyskusji politycznych moskiewskiej TV. Ale przeczytać można również, zaczerpnięte przez mieszkańców z tego źródła, ich opinie np. o „tragedii gospodarczej, jaką przeżywa Polska, gdy Rosja przestała kupować od niej jabłka.” Nie brak jednak także wtrętów historycznych m.in. na temat zbrodni stalinowskich. Chociaż bardzo zaskoczyło mnie stwierdzenie autora relacjonującego rozmowę z jednym z penetratorów stołecznych podziemi, że nie miał pojęcia, iż za zbrodnię katyńską odpowiadał także Łazar Kaganowicz (1893-1991), m.in. inicjator i nadzorca budowy moskiewskiego metra oraz wysoki funkcjonariusz partyjny i państwowy ZSRR. Przecież nazwiska tych zbrodniarzy: Stalina, Berii, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza, którzy podpisali się na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów oraz funkcjonariuszy policji i KOP w 1940 roku, powinien znać każdy, przynajmniej wykształcony Polak. Nie mówiąc już o dziennikarzu pracującym w Moskwie. Nieścisłości, pominięć i błędów, na jakie natrafiłem w trakcie lektury tej książki, jest sporo. Co, niestety, pozostawia pod znakiem zapytania ścisłość i rzetelność innych zawartych w niej informacji. A chodzi zarówno od fakty historyczne, jak i błędy topograficzne. W przypadku wspomnianego już Jakuba Bruce’a autor nie tylko pominął istotny fakt, jakim była jego rola jako rosyjskiego feldmarszałka, a nie tylko astrologa i astronoma. Ale również palnął bzdurę, że „jemu Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki”. Przecież człowiek nawet tylko jako tako znający dzieje Rosji i jej kultury powinien wiedzieć, że pierwszym drukarzem cyrylicą, a zarazem, wraz z Piotrem Mścisławcem, autorem pierwszej wydrukowanej tym alfabetem rosyjskiej książki „Apostoł”, był Iwan Fedorowicz (1510-1583). Nazywany też Fedorem Drukarzem, lub po rosyjsku Fiodorom Pierwopieczatnikom. Dodam, że był on absolwentem Akademii Krakowskiej, drukował we Lwowie. A książka ta ukazała się w roku 1564, a więc 6 lat przed urodzeniem Jakuba Bruce’a. Car Piotr I Wielki, którego dokładną datę i okoliczności śmierci miał, jak pisze autor książki, przewidzieć tenże feldmarszałek, astronom i astrolog, zmarł nie w 1714, lecz w 1725 roku. Pisząc o przeszłości sowieckiego aparatu represji KGB, wśród jego poprzedników wymienił Cz.K. (Czeka – Czerezwyczajnaja Komisja stworzona przez Feliksa Dzierżyńskiego. Oraz NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) którego funkcjonariusze wykonywali zbrodniczy rozkaz zamordowania polskich oficerów w Katyniu i innych miejscowościach w Rosji i na Ukrainie. Pominął natomiast, także krwawe, istniejące w latach 1922-1934 GPU (Gławnoje Polituczeskoje Uprawienie – Główny Zarząd Polityczny, od 1923 r. OGPU). Nie wiem, bo nie udało mi się znaleźć na ten temat żadnych wiarygodnych informacji, na czym autor oparł swoje stwierdzenie, że terrorystka – anarchistka Fanna Kapłan, która 30.8.1918 r. strzelała do Lenina poważnie raniąc go, rozstrzelana została w gmachu Maneżu. Który już chyba wówczas służył celom wystawienniczym. Zaś „czekiści” egzekucje wykonywali w swoich piwnicach. Z innych nieścisłości jakie zauważyłem wspomnę, że sławna w czasach radzieckich WDNCH (Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej), odżywająca w ostatnich latach, zmieniła już dosyć dawno nazwę na WWC – Wszechrosyjskie Centrum Wystawiennicze. Z placu Maneżowego nawet w cichą noc, a takich w Moskwie raczej nie ma, nie sposób usłyszeć „stukotu końskich kopyt na Wasilewskom Spuskie”, bo te dwa miejsca oddziela nie tylko spora odległość, ale i mury Kremla. Poganyj Prud, jak niegdyś nazywano Czistyje Prudy, nie znaczy „przeklęty”, ale nieczysty, paskudny, wstrętny, ewentualnie obrzydliwy. Jeżeli chodzi o nieścisłości topograficzne, to chyba najbardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie autora mieszkającego od dawna w Moskwie, że idąc na jedną z podziemnych wypraw z placu Maneżowego ulicą Twerską (przez wiele lat Gorkiego), do najbliższej przecznicy musiał przejść „kilkaset metrów’. W rzeczywistości do pierwszej po prawej stronie: Grigoriewskowo pierieułka jest zaledwie kilkadziesiąt metrów, a po lewej do Nikitskiego piereułka o kilkanaście więcej. To jeden z najbardziej znanych i uczęszczanych fragmentów Moskwy. Mieszkałem tam kiedyś przez pewien czas w pobliżu i odcinek ten pokonywałem co najmniej dwa razy dziennie w 2 – 3 minuty. Nie mogę też zrozumieć, jaką podziemną trasą szedł autor z tego miejsca przy Twerskiej w okolicę „Bolszowo Teatra”: (opery) „przez kilka godzin”. Skoro oba te miejsca dzieli tylko jedna przecznica, a po powierzchni ziemi droga zajmuje najwyżej 4-5 minut. Może czepiam się drobiazgów, ale rzetelność w opisywaniu konkretnych miejsc i faktów historycznych decyduje o zaufaniu czytelnika także do innych zawartych w książce informacji. A jest ich, jak już wspomniałem, mnóstwo i przedstawione zostały ciekawie. Z wieloma świetnymi spostrzeżeniami i danymi. Oto parę cytatów dotyczących metra. „Za ścianami tuneli, którymi codziennie pędzą pociągi, są ukryte pomieszczenia. Bunkry, centra dowodzenia, laboratoria, magazyny i wreszcie tajne szlaki komunikacyjne służące elitom kraju.” „…miejsc, w których słychać przejeżdżające (pod ziemią) pociągi, choć w pobliżu nie ma żadnej linii, jest w Moskwie wiele.” Przeczytać też można o historii tajnych linii stołecznego metra. Jak również o raporcie amerykańskiego departamentu obrony z 1991 r. w którym znajdują się, opublikowane w Wikipedii, informacje o tajnej linii rządowego metra w Moskwie. A w innym miejscu książki również o prawdopodobnych trzech jego trasach. Podobnie o tunelach wykopanych jeszcze w czasach Iwana Groźnego, którymi mogły poruszać się wozy konne, aby w razie niebezpieczeństwa można było wywozić z Kremla skarby. Sporo wrzuconych w narracje na inne tematy informacji dotyczączy także współczesnego życia w tym mieście oraz w Rosji. Z faktami dotyczącymi również Polski. Np. o znanym, przynajmniej mnie, z innych źródeł wyroku na mieszkańca Permu, skazanego kilka lat temu za opublikowaniu w Internecie tekstu o wspólnej napaści Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. „Gdyż było to negowanie ustaleń Trybunału Norymberskiego”. A, zdaniem sądu, „tego typu treści będą kształtować przekonanie o negatywnej działalności Związku Radzieckiego, a przecież ze szkolnych lekcji powinien (podsądny) wiedzieć, że takiej działalności nie było.” Nie brak też przypomnień zbrodni stalinizmu. A jeżeli chodzi o „podziemną Moskwę”, również informacji o eksperymentach przeprowadzanych w latach 60-70 XX w. jak reagują ludzie na dłuższe przebywanie w podziemiach. Z wynikiem: człowiek traci wówczas zdolności do skoordynowanego działania w grupie. Jest w książce również mało prawdopodobna, ale opowiadana wielokrotnie w innych źródłach historia czerwonoarmisty, który rzekomo zasypany został w 1941 r. podczas bombardowania w piwnicy domu. I błąkając się w podziemiach miasta przeżył 14 lat żywiąc się konserwami i suchym chlebem ze znajdowanych magazynów wojskowych, aż znaleźli go budowniczowie metra. Ale również informacje o ludziach, którzy z różnych powodów żyją pod ziemią latami. Mieli nawet swojego kapłana, popa Mikołaja, który udzielał im pomocy. Ciekawe w tej książce są obszerniejsze teksty o przestępczości kryminalnej w Moskwie w ciągu ostatnich ponad 30 lat. M.in. zabójstwie w 2009 r. szefa gangsterskiego podziemia „Japończyka” – Wiaczesława Iwankowa i w 2013 r. jego następcy „Dziada Hasana” – Asłana Usajana. O powiązaniach po rozpadzie ZSRR oligarchów, polityków i urzędników z kryminalistami oraz informacja, że dopiero pod rządami Putina udało się zlikwidować przewagę bandytów nad milicją i służbami specjalnymi, a następnie ograniczyć ich rolę. W końcowych rozdziałach książki – łącznie jest ich 15 w 5 częściach plus Wstęp i Zakończenie, znalazły się także inne tematy. We Wstępie opowiastka o uczcie nad rzeką Moskwa, na której 4.4.1147 r. wielki książę kijowski Jurij Dołgoruki (ok. 1090-1157) poinformował innych książąt, że w tym miejscu zbuduje nowy gród. Czytając ją przypomniała mi się „Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Ciekawe okazały się opowieści o roli oraz wykorzystywaniu w Moskwie urody dziewcząt i kobiet w zdobywaniu bogatych mężów i kursami dla tych, które chcą „upolować” milionerów. A także zjawisku „sponsoringu”. Z uwagą: „Rosjanki umiejętność wyciągania pieniędzy i upominków opanowały do perfekcji”. O moskiewskiej „złotej młodzieży” i – do niedawna – jej bezkarności, zwłaszcza w rozbijaniu się drogimi samochodami. W tym także o klubach, w których zarezerwowanie stolika, z konsumpcją, ale już bez drogich alkoholi, kosztuje 10-15 tys. dolarów. Jak również, snuta niemal przez całą książkę, historia kopalni diamentów nad rzeką Popigaj w kraju krasnodarskim. W której pracowali więźniowie oraz polscy jeńcy wojenni. Którzy w memencie jej likwidacji po wybuchu wojny w 1941 r. mieli zostać zamordowani przez NKWD-zistów, z zaskakującym finałem. Opowiadana sukcesywnie, lub czytana w jego notatkach, przez wspomnianego na początku książki, a później wielokrotnie, moskiewskiego przyjaciela autora. Ale ze zdjęciem nie jego, lecz polskiego dziennikarza na tle baraku łagru w tajdze z lat 1940-1943, bez słowa, kiedy odwiedził tamto miejsce i co sam tam zobaczył. W książce jest bowiem również trochę zdjęć, chociaż raczej marnej jakości. A także spora bibliografia w językach polskim i rosyjskim, książkowa oraz internetowa. W sumie stanowi to sporo ciekawej, dobrze napisanej lektury, z mnóstwem faktów, ciekawostek, hipotez, legend oraz wątkami sensacyjnymi. Z przyjemnością ją polecam Czytelnikom.

Globtroter Cezary Rudziński; 2017-04-19


Księgi króla Salomona? Tajne linie metra i podziemne osiedla? Gwiezdne wrota? Te i inne legendy miejskie poruszają wyobraźnię moskwian. Autor, niestrudzony badacz rosyjskiej duszy, prowadzi nas szlakami podziemnej Moskwy, próbując wyjaśnić niektóre z zagadek. Odkrywa przed nami ukryte oblicze miasta, cząstkę jego tajemnej historii. Jednocześnie otrzymujemy literacką przypowieść o współczesnych lękach i fobiach Rosjan. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy uważają, że już wszystko o Moskwie napisano.

KONTYNENTY


Opis książkiRubinowe oczy Kremla Każde miasto ma swoje legendy, a w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy. Im starsze i większe miasto, tym więcej legend. A Moskwa jest ogromna i tajemnicza. Ludzie powiadają, że jest przeklęta od XII w., gdy zamordowano ostatniego kapłana pogańskiego boga Jariły. Gdy konał, rzucił klątwę na tych, którzy w świętym miejscu chcieliby czcić innych bogów. Odtąd na Moskwę spadają różne nieszczęścia: zarazy, pożary i obce armie, a na kremlowskim tronie zasiadają okrutni władcy. Może właśnie dlatego Rosjanie są tacy przesądni? Co roku wydają miliardy dolarów na usługi wróżek, jasnowidzów, okultystów i znachorów. Wierzą w międzynarodowe spiski, snują opowieści 0 duchach, skarbach i innych wymiarach. Od wieków moskiewscy magowie w podziemnych laboratoriach poszukują kamienia filozoficznego, a diggerzy eksplorują labirynt korytarzy z nadzieją na odnalezienie ksiąg króla Salomona, tajnej linii metra, podziemnych osiedli 1 gwiezdnych wrót. W swojej najnowszej książce ?Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy" Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia, niezrównany gawędziarz i niestrudzony badacz rosyjskiej duszy, zabierze czytelników na wyprawę do podziemnej Moskwy, aby odnaleźć sekretną bibliotekę bizantyjskich cesarzy, a przy okazji dotknąć wielu tajemnic rosyjskiej stolicy - zarówno dawnych, jak i tych, które dotyczą jej najnowszej historii. Jest to opowieść o tym, co niejednoznaczne, nieoczywiste, nieprawdopodobne, a jednak ma ogromny wpływ na życie moskwian. Premiera 11 kwietnia, wydawnictwo Editio.

Poznaj Świat


„… Może niektórzy się oburzą na to porównanie,
ale Moskwa ze swoimi tajemnicami przypomina Egipt …”
Dzisiejsza Moskwa jest bardzo rozwinięta, ale autor książki udowadnia, że prawie każde miasto, ma swoje drugie dno, dosłownie i w przenośni. Rosyjska stolica, skrywa pewne zagadki, tajemnice, legendy, a nawet magię. Począwszy od zaginionej bizantyjskiej biblioteki Iwana Groźnego, po tunele łączące Kreml, z lotniskiem Wnukowo…
Autorem publikacji jest Maciej Jastrzębski, który swoją dziennikarską przygodę, rozpoczął z radiową Trójką. Od wielu lat, jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje wszystkie informacje, dotyczące wydarzeń z Rosji. Na swoim koncie ma kilka książek m.in. „Matrioszka Rosja i Jastrząb”, oraz „Krym: miłość i nienawiść”.
Polak postrzega Rosjanina w specyficzny sposób, ale nasi wschodni sąsiedzi, to według mnie kontrasty i charakter. Najlepiej czuć to na Podlasiu, gdzie znajdują się moje rodzinne korzenie. Nie istnieją jawne podziały, a polityka i wydarzenia kulturalne ze sobą współgrają. Ponadto, dzieci mogą uczyć się w szkole dwóch języków- polskiego i rosyjskiego, co zaprocentuje tylko w przyszłości dodatkowymi umiejętnościami.
Współcześnie i my również w coś wierzymy. Przeznaczenie, Bóg i legendy znajdują swoje miejsce i w naszej kulturze. Według statystyk, Rosjanie wydają sporo pieniędzy na usługi jasnowidzów, wróżek i znachorów.
Legend o samej Moskwie jest także wiele. Jedne opowiadają o mistrzach czarnej magii, inne o skarbach ukrytych pod samym Kremlem, a także o mężnych bohaterach. Publikacja, jest odpowiednia dla osób, które interesują się Rosją.
Polityka zajmuje również szczególne miejsce. Sympatie, antypatie i zmagania z komentarzami rosyjskich dziennikarzy, wpływają na wizerunek Polski.
Rosjanie zaś, wypracowali sobie systematyczność. Moskwa, jest miastem kontrastów. Bogate dzielnice zadziwiają i kuszą przepychem, natomiast biedna codzienność - przytłacza. Słynna Rublowka, o której już kiedyś pisałam na blogu jest prestiżową dzielnicą, gdzie mieszkają nie tylko milionerzy i dygnitarze. Jej mieszkańcy, szukają rozgłosu, nowości i np. zegarków za pięćdziesiąt tysięcy euro. To już zupełnie inny świat …
Ponadto, dowiecie się co nieco o Liberii, czyli zaginionej przed wiekami bibliotece cara Iwana IV Groźnego, gdzie podobno, znajdowały się dzieła starożytnych autorów. Na jej temat istnieje wiele spekulacji. A co stało się, z metalowymi zapinkami i drogocennymi ozdobami?
Autorowi do napisania książki, posłużyły rozmowy przeprowadzone w latach 2010 – 2016, a także ciekawa bibliografia w języku polskim i rosyjskim, z którą możecie się zapoznać.
Publikacja, uzupełniona jest zdjęciami. Gorąco polecam i życzę miłej lektury.

http://redaktor21.bloog.pl/ Katarzyna Żarska