Recenzje:
" - (...) Warto ryzykować. Na tym właśnie polega życie.Na ciągłym ryzykowaniu i graniu va banque. O wszystko. Nie zamykaj swojego serca, ponieważ zostało zranione i złamane. Może ktoś w przyszłości wejdzie z butami do twojego życia z taśmą klejącą zrobioną z miłości i wszystko poskleja w całość." Gdy ujrzałam "Dance & Sing & Love" w zapowiedziach, wiedziałam, że z pewnością po nią sięgnę. Kondensacja tańca, muzyki, sceny, pasji oraz miłości zapowiadała piękną, fascynującą, emocjonującą i zarazem przyjemną opowieść. Nie ukrywam, że wobec owej książki miałam ogromne oczekiwania, pomimo iż jest ona debiutem pisarskim autorki. Nastawiłam się naprawdę na wyjątkową i doskonałą lekturę, tym bardziej, że zgodnie z opisem fabularnym skupiała się też na muzyce, która jest moją miłością, najważniejszą pasją, poniekąd moim tlenem, dzięki niej w dużym stopniu ładuję codziennie akumulatory. Ściślej mówiąc, nie wyobrażam sobie bez niej życia. Czy zatem historia ukazana w powieści mnie ujęła i pobudziła zmysły? Czy wobec tego zostałam czytelniczo i emocjonalnie zaspokojona? Zapraszam na recenzję. Layla Wheldon to pseudonim Sandry Sotomskiej na wattpad.com, portalu dla młodych twórców, na którym publikuje od 2015 roku. Choć na co dzień studiuje informatykę, jej pasją jest pisanie - pisze od kilku lat. "Miłosny układ" to jej debiut pisarski. Książka przez długi czas utrzymywała się na pierwszym miejscu na wattpad.com, w kategorii romansów, i osiągnęła rekordową liczbę odsłon - ponad 2 miliony. W przygotowaniu są kolejne tomy serii "Dance & Sing & Love". Autorka interesuje się muzyką, a także językiem angielskim, kulturą Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Australii. Lubi podróżować i poznawać nowe miejsca. (źródło: okładka książki "Miłosny układ") Livia Innocenti to dwudziestodwuletnia, uzdolniona i ambitna tancerka w zespole Black Diamonds, asystującym gwiazdom muzycznej estrady. Pewnego dnia, w trakcie jednego z treningów, menedżerka oznajmia członkom grupy, iż wkrótce odbędą podróż do Rzymu, aby towarzyszyć znanemu piosenkarzowi Jamesowi Sheridan w tournee po Europie. Wszystkie tancerki są przeszczęśliwe i podekscytowane perspektywą spędzenia wspólnego czasu z przystojnym i utalentowanym wokalistą. Ale nie Livia, która profesjonalnie podchodzi do zadania. Ponadto uważa Jamesa za imprezowicza i podrywacza. Nie przepada za jego twórczością, no może poza kilkoma utworami. Zespół leci do Włoch. Rozpoczynają się próby do zbliżających się wielkimi krokami koncertów. Livia jest zdegustowana zachowaniem Jamesa. Chłopak swą postawą mocno ją irytuje. Jakby tego było mało, Miranda wyznacza Livię do duetu z celebrytą. Dodatkowo aprobuje pomysł chłopaka, kiedy ten po jednym z treningów proponuje Livii, aby ta, jako Włoszka z pochodzenia, oprowadziła go po Rzymie. Dziewczyna nie widząc szans na wykręt, zgadza się. Na jednym jednak wyjściu się nie kończy. Z każdym kolejnym spotkaniem do Livii dociera, że zaczyna darzyć Jamesa uczuciem, przed którym cały czas się wzbraniała. Jednak nie może wyjawić mu prawdy, bo on jest przecież w związku z Sylvią, którą kocha.... Uwielbiam sięgać po debiuty, bowiem to zawsze coś nowego, świeżego, innego i oryginalnego. Decydując się na "Miłosny układ" liczyłam na wyśmienitą powieść, która dostarczy mi mnóstwo wrażeń, wzbudzi rozmaite uczucia, porwie do tańca, przypomni czasy, kiedy to dane mi było stać na scenie (krótko i małej, ale jednak), wskrzesi na nowo emocje, które niegdyś mi towarzyszyły, uwiedzie swą zmysłowością, rozbudzi wyobraźnię, zaangażuje i przywoła co poniektóre wspomnienia. I owszem, w pewnym sensie owych doświadczyłam. Od pierwszej strony wczułam się w taneczno-sceniczny klimat, wsiąknęłam w opowieść. Stwierdziłam nawet "to jest to". Intensywność uczuć i przeżyć, pasjonujące, a jednocześnie sprawiające fizyczny ból opisy treningów, wiarygodne zobrazowanie odwiedzanych podczas trasy miejsc, adrenalina i niesamowita ekscytacja zarówno przed wyjściem na scenę, jak i w trakcie występu, dały mi nadzieję na niebywałą, szaloną, gwałtowną oraz żywiołową historię, a także rozbudziły moją ciekawość i nasiliły nutkę niepewności. W poczuciu nadziei chłonęłam i przewracałam kolejne kartki, ale niestety po kilkudziesięciu stronach, z każdą następną czułam się coraz bardziej oszukana - tak to chyba odpowiednie słowo. Gdzie taniec? Gdzie muzyka? Zamiast tego na pierwszy plan wysunął się alkohol - głównie w postaci whisky. Ów przysłonił wszystko. A dodatkiem do niego stały się namiętność, pożądanie, miłość, słabość, bezradność, cierpienie, samotność oraz utrata poczucia bezpieczeństwa. Scena, treningi i muzyka stanowiły jedynie pojedyncze akcenty. A szkoda. Niezrozumiała relacja bohaterów, ich emocjonalne rozgrywki, szarpaniny, utarczki słowne, szamotaniny myślowe - one też przysłoniły dwa pierwsze hasła tytułu omawianej pozycji "Dance, Sing...". Bezradność uczuciowa prowadziła do coraz częstszego zatracania się w procentach. Zaczęło mi przeszkadzać właśnie skupianie się na ciągłym upojeniu alkoholowym głównej bohaterki, na nieustannym przez nią zaglądaniu do kieliszka. Ileż można. To zdecydowanie niwelowało przyjemniejszy odbiór książki. Od czasu do czasu można było poczuć zawroty głowy od samego czytania o piciu trunków. W pewnym momencie przestałam już liczyć na to, że jeszcze uświadczę w owym tomie scen tanecznych czy też występów wokalnych. Cóż... Jak się ostatecznie okazało, one były tylko wstępem, ledwo dostrzegalnym tłem. W dalszej części bowiem prym wiodły alkohol oraz oblicza miłości. Zakazanej. Toksycznej. Tymczasowo nieosiągalnej. Muszę przyznać, że motyw miłosny nie w pełni przypadł mi do gustu, a to za sprawą bezustannej chwiejności i zmienności nastrojów oraz wahań emocjonalnych ukazanych postaci. Ponadto niesmaczne było ciągłe łączenie alkoholu z seksem (na zasadzie "bez alkoholu nie ma zbliżenia"). Podobało mi się natomiast we wspomnianym wątku to, iż wyzwalał on kompletnie skrajne emocje, od esencjonalności, subtelności, poprzez wzburzenie i irytację, aż po dociekliwość i współczucie. Niejednokrotnie też powodował, iż na mych ustach jawił się uśmiech, który długo nie znikał, nawet po skończonej lekturze. Nie ukrywam, że intrygowało mnie rozwiązanie podjętych poszczególnych wątków. Poza miłosnymi dziejami głównych bohaterów, pozostawały interesujące również pozostałe, niemniej romantyczne i bardziej stonowane, epizody postaci drugoplanowych. W tym miejscu pragnę zasygnalizować, że same sceny intymne były rysowane w sposób delikatny, namiętny, głęboki i przyjemny, co stanowiło w moim odczuciu atut owej powieści. Co do zakończenia, hmmm.... Miałam niejedną jego wizję. Żadna nie odnalazła odzwierciedlenia w książce. Nie udało mi się przewidzieć końca. Kompletnie nie spodziewałam się tego, co zaserwowała autorka. Szczerze mówiąc, po zaznajomieniu się z ostatnim zdaniem pierwszego tomu, zastygłam z rozdziawionymi ustami. A następnie na głos wypowiedziałam dwa słowa: "Ale poważnie?". Bez wątpienia, nie wpadłabym na taki finał. Na pewno jednak na tyle mnie zaciekawił, że mam ochotę poznać ciąg dalszy. Ogólnie lektura powieści przebiega w ekspresowym tempie, a to głównie za sprawą lekkiego stylu. Aczkolwiek bywały momenty, kiedy miałam wrażenie celowego wydłużania akcji. Tym sposobem powstał ponad pięciusetstronicowy tom, a uważam, że całą historię spokojnie można byłoby rozpisać na połowie tejże objętości. Czasem dopadało mnie lekkie znużenie, a nawet zniecierpliwienie. Pragnęłam już, natychmiast dotrzeć do ostatniej kartki i zapoznać się z zakończeniem. Wielokrotnie łapałam się na tym, aby zwyczajnie zajrzeć na końcową stronę i zaspokoić "głód". Walczyłam sama ze sobą. Jednak nie poddałam się i nie zajrzałam wcześniej na końcówkę. Opowieść przedstawiona jest z perspektywy głównej bohaterki - Livii Innocenti, a gdzieniegdzie głos zabierał nawet James Sheridan, w którym dziewczyna się zadurzyła. Narracja pierwszoosobowa pozwoliła na lepsze i głębsze zaznajomienie się z owymi postaciami, ich uczuciami, nabytymi doświadczeniami, problemami, uzależnieniami, niesnaskami z przeszłości, a także bolesnymi wspomnieniami, które odcisnęły swe piętno na ich sercach, duszy oraz niewątpliwie wpłynęły na przyszły życiowy obraz. Oboje toczą nieustanną walkę z targającymi nimi emocjami, oboje zmagają się z bólem (nie tylko fizycznym) oraz uzależnieniem emocjonalnym, oboje przywołują miłe chwile, aby zaraz takowe odsunąć. Oboje nie przyjmują do wiadomości tego, co głęboko osadziło się w ich sercach, tłumią w sobie uczucia, spychają je na samo dno, bojąc się, że ponownie zostaną zranieni, odepchnięci, samotni i pełni żalu. Ona - wspaniała i utalentowana tancerka, świadoma swych umiejętności w tejże dziedzinie, ale niepewna siebie i zakompleksiona jako kobieta. Zraniona, zagubiona, uparta, wrażliwa, lojalna, szczera, obdarzająca uczuciem nieodpowiednich mężczyzn, a gdy trzeba umiejąca pokazać pazurki. Lubująca się w czekoladoterapii i alkoholu, w którym upatruje rozwiązań swych rozterek. To jej swego rodzaju antidotum na smutki. Tymczasowe zapomnienie i uśmierzenie bólu rozdzierającego serce i przeszywającego ciało na wskroś. Do czasu... On - znany i wielbiony piosenkarz, bożyszcze kobiet, bogaty, przystojny, wytatuowany, arogancki, pewny siebie, wulgarny (zbyt często z jego ust wylewa się potok niecenzuralnych słów), a zarazem dysponujący poczuciem humoru, niezdecydowany, skryty, niewylewny, niepotrafiący wyrażać swych uczuć. Ona uważa go za ignoranta, on jej nie zauważa. Z czasem zbliżają się do siebie... Mogłabym dokonać analizy ich bogatych i problematycznych osobowości, ale wówczas aż nadto bym się rozpisała, a tego czynić nie zamierzam, ponieważ nie o to chodzi, aby ujawniać szczegóły z ich życia i tym samym zdradzać konkretne fakty fabularne. Otoczeni są gronem przyjaciół, którzy również zasługują na uwagę, nie mniejszą zresztą. Mam na myśli między innymi przyjaciółkę Livii - Kathy, Zafira Malufa wokalistę i przyjaciela Jamesa, Sylvię - dziewczynę Jamesa, wymagającą choreografkę Mirandę oraz uroczego i zabawnego Alexa Camdena. Wszyscy niezwykle wyraziści, nierzadko irytujący i doprowadzający swym zachowaniem do szału, ale przede wszystkim pełni obaw i zbłąkani emocjonalnie. Kontrowersyjne postacie, które budzą mieszane uczucia. Szczerze mówiąc, mam ambiwalentne odczucia po lekturze "Dance & Sing & Love. Miłosny układ". Z jednej strony dostarczyła mi ona niemałej rozrywki i zapewniła relaks oraz odprężenie od wymagających publikacji (owa z pewnością do takowych nie należy), a z drugiej sprawiła, że czuję niedosyt, spowodowany brakiem ogromnej dawki tańca i muzyki, które tak energicznie promowały ową powieść. W zamian otrzymałam sporo alkoholu, seksu, powtarzających się rozmyślań i skomplikowanych relacji międzyludzkich, a nie tego tak zupełnie oczekiwałam. Jednak pomimo licznych mankamentów, nie zamierzam wcale negatywnie oceniać tegoż debiutu. Jestem nawet skłonna stwierdzić, że owa powieść rozkłada na łopatki co poniektóre zagranicznych autorów, które dane mi było przeczytać. Co więcej, mam w planach sięgnąć po drugi tom serii, nie tylko aby dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ale też z czystej ciekawości kierunku rozwoju pisarskiego Layli Wheldon (Sandry Sotomskiej). "Miłosny układ" to opowieść o namiętności, zmysłowości, życiu ludzi z pierwszych stron gazet, spełnianiu marzeń, pasji, dążeniu do celu, przywiązaniu do drugiego człowieka, podejmowaniu prób radzenia sobie z przeszłością, zaufaniu, a także o nadziei. Jednak przede wszystkim to historia o miłości, która nie zawsze uszczęśliwia, a często niestety zadaje bolesne rany, pozostawiając niegojące się blizny i trwałe ślady w sercu oraz na duszy.

Wielbicielka-ksiazek.blogspot.com KASIA T-J/WIELBICIELKA; 2017-08-21


Nie śledzę wattpada, ale może i dobrze. Miałam szansę przeczytać powieść Layli Wheldon nie znając żadnego z odcinków, które publikowane były na ww. serwisie. Podeszłam więc do lektury nie słysząc wcześniej ani o książce, ani o niebywałej liczbie jej odsłon. A ilość ta intyguje. Jako że chętnie czytam debiutantów, lubię też sięgnąć czasem po książki YA, chciałam zapoznać się również z tą historią. Pomimo faktu, iż moje pierwsze wrażenia po przeczytaniu opisu z obwoluty książki były mieszane. James – celebryta, topowy piosenkarz i Livia zawodowa tancerka. Co może połączyć tych dwoje? Scena, to oczywiste. Czym może mnie ta powieść zaskoczyć? Mówiąc szczerze: nie wiem. I chyba właśnie ta niewiedza pobudziła moją ciekawość. Faktycznie byłam bardzo zaintrygowana w jaki sposób autorka dość wydawałoby się przewidywalną fabułę, rozwinęła w taki sposób, iż trzymam w ręku książkę liczącą ponad 500 stron. Wszak, ile można napisać o tancerce, bożyszczu nastolatek, śpiewie, seksie i wreszcie samym tańcu? Bo właśnie taki scenariusz z góry założyłam, tym samym – przyznaję się – do lektury podeszłam dość sceptycznie. Początek znajomości tych dwojga jest dość zaskakujący. Tu po raz pierwszy Layla zburzyła moją wizję tej historii. Okazuje się, że Livia absolutnie nie jest fanką Jamesa i na wieść o planowanej wzajemnej współpracy nie skacze z radości. Sheridan jest bowiem zarozumiałym, aroganckim, zapatrzonym w siebie bufonem, a dziewczyna w przeciwieństwie do swych przyjaciółek, nie widzi w nim idealnego mężczyzny dla siebie. Liv jest młodą, niewinną, pełną ideałów i ambitnych planów na przyszłość dziewczyną. Ostatnie o czym marzy jest bliższa znajomość z bóstwem nastolatek gotowych rzucić się na nią w odwecie za jej obecność u boku idola. Niestety James na przekór jej woli uparł się, by dziewczyna oprowadziła go po Rzymie, gdzie początek ma ich wspólne tournée po Europie. I choć celebryta przy okazji nie szczędzi jej próbek swego złośliwego i egoistycznego charakteru, to właśnie podczas wspólnych spacerów zawiązuje się między nimi przyjaźń, która z czasem ewoluuje w związek bez zobowiązań. Czy relacja taka ma szansę przetrwać? Nie zdradzę. Sprawdźcie sami biorąc się za lekturę „Dance, Sing, Love”. Wątek ten jednak, jest bardzo dobrym przykładem dla głównej grupy docelowej odbiorców tej powieści, czyli ludzi młodych, nastolatków. Otóż, czy można żyć w związku bez zobowiązań, opartym na spotkaniu raz na jakiś czas, wspólnej imprezie, szybkim seksie i „pokojowym” wypaleniu trawki? Czy można trzymać emocje na wodzy do tego stopnia, by nie dać porwać się uczuciu? Wszak to niemal pewne, że zawsze któraś ze stron poczuje coś więcej… Na te pytania Layla Wheldon odpowiada poprzez swych bohaterów właśnie. I robi to bardzo dobrze. Ta powieść pełna jest ciekawych rozwiązań, zastanawiających, zmuszających do refleksji wydarzeń i zaskakujących posunięć bohaterów. W pewnym momencie zarówno James, jak i Livia przybierają maski. Ona gra nieczułą na jego urok osobisty „przyjaciółkę”, on mianuje się twardzielem, opryskliwym i niezdolnym do empatii gburem. Z czasem jednak pozy te zaczynają blednąć. James przestaje kontrolować swe zachowanie, dopuszczając do głosu sympatyczniejszą wersję samego siebie. ,,Zwyczajnie cholernie mi się podobał i kiedy byliśmy sami, tylko ja i on, zachowywał się inaczej niż w towarzystwie innych ludzi. Był mniej opryskliwy i chamski, miał świetne poczucie humoru i nie zachowywał się jakby zjadł wszystkie rozumy świata”. Ta odmiana wyzwala w dziewczynie poczucie, iż może oczekiwać czegoś więcej ze strony chłopaka. ,,Nie wiedziałam, co mnie podkusiło, aby posłuchać Kathy – przestać się powstrzymywać i pozwolić sobie na pokochanie Sheridana. Pewnie nadzieja. Miałam nadzieję, że odwzajemni moje uczucia”. Ciężko jednak przekuć przyjaźń w miłość, gdy obie strony pełne są lęku i obaw… ,,Dance, sing, love. Miłosny układ” jest romansem. Również z tego względu nie byłam do tego tytułu przekonana. Z reguły nie czytam takiej literatury. Drażnią mnie zbyt infantylnie lub bardzo wulgarnie opisane sceny seksu. Rzadko autorom udaje się wypośrodkować i subtelnie napisać o miłości w sensie fizycznym. I chyba tutaj największy plus dla Layli, bo mimo swego młodego wieku i niewielkiego dorobku literackiego, wybrnęła z erotycznych scen wg mnie w sposób rewelacyjny. Bez niepotrzebnych, irytujących zdrobnień (pobudzających czytelnika chyba tylko do przewracania oczami) czy wulgarnych opisów, które zazwyczaj idąc w parze z nadmiarem tychże, najzwyczajniej zniechęcają do lektury. Autorka wiedziała kiedy scenę zakończyć, pozwalając tym samym puścić czytelnikowi wodze wyobraźni… Warto wspomnieć również o zakończeniu książki, którego zupełnie się nie spodziewałam. Zaskakuje, pozostawiając czytelnika w niepewności… Layla Wheldon napisała książkę, która na pierwszy rzut oka może wydawać mało oryginalna i przewidywalna. Tytuł i okładka – piękna swoją drogą – sugerują, iż to powieść o tańcu. Na przekór jednak, samego tańca w książce wcale nie ma wiele. Jest on osią, na której autorka zbudowała fabułę – wszak to dzięki niemu młodzi się poznają. A sama treść? Wciągnęła mnie i z uwagą zagłębiłam się w życiowych perypetiach Liv i Jamesa. Przyznaję, iż jestem naprawdę pod wrażeniem pewności konstrukcji i lekkości pióra Layli. Autorka zainteresowała mnie swoją opowieścią i udowodniła, że warto sięgać po książkę nawet jeśli nie jest się tak do końca przekonanym co do swojego zainteresowania jej treścią. Bardzo się cieszę, iż mam przyjemność mieć nad tą właśnie powieścią patronat medialny. Teraz pozostaje nam-czytelnikom czekać na tom 2 tej historii, który mam nadzieję ukaże się już w przyszłym roku. 😊

Miłość do Czytania Sandra Jędrowiak; 2017-08-10


Książka "Dance, Sing, Love. Miłosny układ" swoją premierę będzie miała 17 sierpnia 2017 r. Jednak przed jakimikolwiek planami wydawniczymi zdobyła ona ponad 2 miliony wyświetleń na wattpadzie oraz przez dłuższy czas utrzymywała się na 1 miejscu w kategorii "Romans". Jest to połączenie romansu z tematyką New Adult. Coś idealnego dla młodych ludzi wkraczających w dorosłe życie. Mimo, że bohaterowie nie mają traumatycznych przeżyć to autorka postarała się pomieszać trochę im w dorosłym życiu. Są elementy "specyficzne" dla obu gatunków. Za względu na sceny erotyczne można by podłączyć ją trochę pod erotyk, jednak zdecydowanie przeważa tematyka romansu. Livia jest nieszczęśliwie zakochana w James'ie, który z kolei kocha Sylvię. Następnie, aby dopiec James'owi zwiąże się z Aleksem, który jest zakochany w ... no właśnie! Tego na pewno się nie spodziewacie. Dla mnie to był taki szok jak nie wiem. Książka pełna jest związków, romansów i uczuć. Jest ona kierowana do starszych czytelników (takie chociażby +16) ze względu na sceny seksu i kilkakrotnie użyte wulgaryzmy. James od wielu lat prowadzi dość toksyczny związek z Sylvią. W moim odczuciu po prostu wmawia sobie, że ją kocha, ponieważ się do niej przywiązał. Ich związek nie raz trwa krócej, niż jego rozpad. Robią takie błędne koło. Pomińmy już, że "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Dobra, dajmy im to łudzące "do trzech razy sztuka". Z naciskiem: do trzech, NIE do trzydziestu. Nie łudźcie się na pierwsze odczucia po przeczytaniu tytułu. Mimo, że miłości i zawirowań wokół niej będzie dużo. tak tańca i śpiewu (nie licząc pierwszych stron występów) dość mało. Jednak w niczym to nie przeszkadza. Historia krąży wokół tańca i muzyki, tyle, że nie są one na pierwszym planie. Dużą rolę w lekturze odegra Zafir i Kathy - przyjaciel Jamesa oraz przyjaciółka Liv. Między nimi również narodzi się gorące uczucie, ale czy wykiełkuje? Rozjazdy, podróże, częste występy w dwóch różnych krańcach świata. Czy to da radę? Musicie koniecznie się przekonać. Końcowe strony książki kompletnie mnie rozwaliły. Nie wiedziałam czy chcę zabić autorkę, czy zadzwonić do niej (ma ktoś numer?) i wypłakać się na odległość. Powiedziałabym, ze było to słodko-gorzkie zakończenie. Nie zabrakło odrobiny "lukru", ale był też strach, płacz i niedowierzanie. Autorka zostawiła nas w takim momencie, że każdy kto przeczytał ten tom, jak najprędzej sięgnie po następny (jak tylko będzie on wydany). Poszperałam trochę w internecie, na wattpadzie itd. i doczytałam, że jeśli wszystko pójdzie dobrze to w 2018 roku będziemy się mogli delektować kolejnymi DWOMA tomami serii. Wnioskuję, że autorka lubi, albo chociaż zna serię o Harrym Potterze: "(..) - Co on, do jasnej cholery, wyrabia z tą szczotką? Wskazałam dłonią na faceta, który biegał po salonie ze szczotką między nogami. -Gryffindor! - wrzeszczał jak opętany. Usłyszał go Mark. Dorwał butelkę wina stojącą na stole i zaczął biegać za Levisem, wymachując nią niczym różdżką. W tamtej chwili naprawdę byłem zadowolony, że salon jest ogromny. Może nie pozabijają się nawzajem. - Ja ci dam Gryffindor! Slytherin rządzi! Ślizgoni do boju! - wołał Mark. (...) Po krótkiej chwili dołączył do nich Timothy. Zaczął wymachiwać szufelką, krzycząc coś o Śmierciożercach." Dodatkowo nie jestem pewna czy po TAKICH drinkach byłabym w stanie wstać : " Nick stał przy stole i pracowicie zabrał się za robienie kolejnych napojów. Wlewał do szklanek wódkę, brandy, whisky, a potem różne soki i wrzucał do nich owoce. Otworzyłam szerzej oczy, widząc, jak podał jeden taki drink Lenie, a ta zaczęła pić. Już wiedziałam dlaczego wszyscy tak szybko upili się drinkami Nicka." Szczególnie uśmiałam się również z tego fragmentu: "-Myślę, że ma ochotę mnie zabić - dodał po chwili Alex i uśmiechnął się szelmowsko - Nie... Jednak już jestem pewny. Na pewno ma ochotę mnie zabić. Zaczął przekręcać w dłoni nóż." Natomiast do serca trafił mi ten cytat. Przedstawia on czystą prawdę. Nie doceniamy czegoś, póki tego nie stracimy. "Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść." Co do błędów. Jeden "zakolał" mnie w oczy. Jest to strona 165, od góry "linijka" 17 - dla ciekawskich ;) "On nie chce iść na emeryturę, w o to chodzi" Zdaje mi się, że albo nie powinno być literki "w", albo powinno być kompletnie zmienione na "(...), o to w tym chodzi". Mały, nie znaczący nic błąd. Da się przeżyć. Po prostu jakoś "zraził" mnie w oczy. Co podobało mi się jeszcze w książce? To, że autorka pozwalała czasami "dojść do głosu" James'owi i pisała rozdział z jego perspektywy. Uwielbiam w książkach, gdy mogę poznać emocję i odczucia obydwóch bohaterów. Szczerze, nigdy nie pomyślałabym, że to debiut autorki. W dodatku POLSKIEJ autorki. Książka jest naprawdę dobrze napisana. Nie znalazłam w niej jakichś większych błędów. Dodatkowo styl pisarki jest lekki i przyjemny. Szybko i miło się książkę czyta. Ja całość (521 stron) przeczytałam w niecałe 2,5 godziny. W tym znalazłam czas na wyłapywanie błędów i zaznaczanie cytatów. Pod względem graficznym. Okładka całkiem niezła. Wykorzystane zdjęcie idealnie wpasowało się do tytułu. Dodatkowo dokładam wielki "+" za wypukłe litery (autor i tytuł) na przedniej stronie. Uwielbiam to. Duży plus również za skład książki. Ogólnie rzecz biorąc zauważyłam, że książki od EDITIO (RED) są dość solidnie wykonane. Nie czytam ostrożnie - kładę książki gdzie popadnie i jak się da. Mimo wszystko brzeg jest w nienaruszonym stanie. Po stronach widać, że książka była czytana (taki specyficzny widok), jednak gdyby ktoś spojrzał na okładkę i brzeg to powiedziałby, że jest ona nowa. Czy polecam Wam książkę? Tak! Zdecydowanie. Pełna miłości, namiętności i gorzkich rozczarowań historia. Autorka nie zasypała nas lukrem, ale nie pozwoliła, żeby zabrakło szczypty słodyczy. James wkurzał mnie czasami do tego stopnia, że miałam ochotę uciąć mu co nie co i wysłać go w kosmos. Jednak obronił swój mały interes i zrehabilitował się w dalszej części. Jednak, czy tak jak tego oczekujemy? Dowiedzcie się sami! :)

milionyksiazek.blogspot.com


„Dance, sing, love. Miłosny układ” to debiut pisarski polskiej autorki, Sandry Sotomskiej, kryjącej się pod pseudonimem Layla Wheldon. Historia początkowo była publikowana na popularnym portalu wattpad.com i tam została doceniona przez masę czytelników, przez jakiś czas zajmując pierwsze miejsce w kategorii romans. Próbowałam kiedyś zapoznać się z opowiadaniami zamieszczanymi na tej stronie, niestety w dużej mierze trafiałam na słabe, a w najlepszym wypadku przeciętne twory, na które po prostu szkoda mi było czasu. Przedtem jednak miałam okazję zapoznać się chyba z największym fenomenem wattpadu, który także doczekał się wydania; mam tu oczywiście na myśli popularną serię „After” amerykańskiej autorki, Anny Todd, która okazała się wielkim nieporozumieniem. Muszę przyznać, że dosyć sceptycznie podchodziłam do dzieła Layli Wheldon i długo się wahałam, zanim zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję, starając się jednocześnie nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. „Dance, sing, love. Miłosny układ” opowiada historię utalentowanej tancerki, Livii Innocenti i znanego piosenkarza muzyki pop, Jamesa Sheridana. Livia należy do zespołu Black Diamonds i ma okazję występować w teledyskach największych gwiazd, jak również podczas ich koncertów. Tak właśnie poznaje Jamesa, który odbywa tournee po Europie i postanawia zaangażować jej ekipę do trasy koncertowej. Arogancki i zapatrzony w siebie mężczyzna nie wywiera na niej dobrego pierwszego wrażenia, pojawiając się na próbach w kiepskiej formie i traktując wszystkich jak powietrze. Gdy szantażem zmusza ją do oprowadzenia go po Rzymie, przez cały czas flirtując z każdą nowo napotkaną dziewczyną, Livia wątpi, że kiedykolwiek dojdzie między nimi do porozumienia i stara się go unikać. Nie jest jednak w stanie zignorować niepokojącego przyciągania między nimi, mimo iż zdaje sobie sprawę, że Sheridan jest wciąż zakochany w swojej byłej dziewczynie… Początek „Miłosnego układu” wypadł dosyć obiecująco i byłam zaskoczona całkiem niezłym stylem autorki, który jest plastyczny i łatwy w odbiorze, dzięki czemu książkę czyta się w błyskawicznym tempie, mimo sporej objętości. Niestety Layli Wheldon nie udało się uniknąć schematyczności, a jej dzieło jest dosyć przewidywalne i nie zaskakuje oryginalnością, mimo umiejętnie wplecionego wątku tanecznego. Bohaterowie również nie zdobyli mojego serca i często miałam ochotę nimi potrząsnąć, zwłaszcza główną bohaterką. Biorąc pod uwagę jak zaczęli znajomość, nie mogłam uwierzyć, jak szybko Livia poddała się wątpliwemu urokowi Jamesa, na którego korzyść przemawia tak naprawdę tylko jego atrakcyjny wygląd. Wątek miłosny zdecydowanie zbyt szybko się rozwinął, a co gorsza, główny bohater przez ponad połowę książki jest zakochany w innej kobiecie. Dlatego gdy nagle zrozumiał, że kocha Livię i magicznie odkochał się w swojej byłej, nie potrafiłam tego kupić, zwłaszcza że jak sam stwierdził James, przez znaczną część tego niezobowiązującego układu z Livią, przebywali w swoim towarzystwie nietrzeźwi. Mam nadzieję, że w kolejnej części udadzą się na jakąś terapię, bo jak na mój gust oboje są uzależnieni od alkoholu, który jest w tej książce wszechobecny. Mimo tych znaczących mankamentów, dzieło Layli Wheldon okazało się lekkim i przyjemnym w odbiorze romansem, pełnym gorących i zmysłowych scen, dzięki któremu się zrelaksowałam i oderwałam na chwilę od rzeczywistości. „Dance, sing, love. Miłosny układ” to słodko-gorzka opowieść o różnych odcieniach miłości, która nie tylko uszczęśliwia i daje nadzieję, ale też przynosi cierpienie, niepewność i rozpacz, zwłaszcza gdy mężczyzna, którego się kocha, dawno oddał serce innej. To przesycona pożądaniem i skomplikowanymi emocjami historia źle ulokowanego uczucia, które niszczy i odbiera spokój, każąc odrzucić na bok dumę i zdrowy rozsądek. Layli Wheldon ostatecznie nie udało się mnie zachwycić, jednak bez wątpienia stworzyła wciągającą i pełną uczuć książkę, w której nie brakuje namiętności, romantycznych uniesień i zmysłowych doznań, jak również pasji do tańca i śpiewu. Miałam już zbyt wiele razy do czynienia z tym gatunkiem i coraz trudniej mnie czymś zaskoczyć, jednak „Dance, sing, love. Miłosny układ” jako debiut wypadł całkiem nieźle i świetnie się sprawdził w roli lekkiej i niezobowiązującej lektury na lato, dlatego chętnie sięgnę po kontynuację.

Przychylnym-okiem.blog.pl Karolina Galewska; 2017-08-07


Livia Innocenti jest profesjonalną tancerką, znaną wszystkim i rozpoznawalną na scenie tanecznej. Jest pewną siebie, kobietą, która wie, czego chce w życiu, a taniec jest jej nieodzowną pasją w nim, w której się ciągle doskonali od najmłodszych lat. Jej grupa taneczna zostaje zatrudniona na trasę koncertową, znanego piosenkarza, na którego widok wszystkiego jego fanki bez wyjątku mdleją i nie ma takiej, której by się nie podobał. James Sheridanm jest zadufanym i pewnym siebie chłopakiem, który jedynie widzi swój czubek nosa i ma gdzieś innych ludzi. Co widać już na samym początku, gdy będąc na kacu, zjawia się na próbie. Co gorsza, Livia dowiaduje się ze w skład chorografii, wchodzi kilka tańców, w których musi wraz z nim zatańczyć. Czy ich początkowa niechęć do siebie zmieni się z biegiem czasu? Livia nie rozumie żadnej, z której dziewczyn ten narcyz się tak podoba, do momentu, gdy sama pada ofiarą jego uroku. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu, a mimo że chłopak dalej wobec niej jest opryskliwy i na każdym kroku wytyka jej błędy widać, że zależy mu na obecności dziewczyny. Nawet się staje zazdrosny, gdy wokół Livie kręcą się jacyś mężczyźni. Przez to, że spędzają ze sobą coraz to więcej czasu, do dziewczyny dociera, że czuje do niego coś więcej niż tylko chwilowe zauroczenie. Zakochuje się w nim, jednak to nie oznacza, że droga do bycia razem będzie łatwa. James wyjawia przed nią coś, co zdruzgotało jej uczucie do niego, a wszelkie marzenia przepadły. Cała akcja na początku sprawia, że mamy wrażenie, że jest to niczym się nieróżniąca młodzieżówka od wszystkich innych. Jednak zagłębiając się w książkę, która zresztą jest napisana w sposób lekki i szybko się ją czyta, widzimy jak wiele różnic dostrzegamy między nią a innymi pozycjami z tego gatunku. Autorka w tym momencie serwuje nam coś, czego w żadnej innej książce jeszcze nie widziałam. Akcja sama w sobie jest już nieszablonowa, staje się pełna emocji i zwrotów, których nigdzie nie doświadczymy. Do tego dochodzi wiele momentów, w których nie raz widzimy, z czym nasza główna bohaterka musi się zmagać. Czy ma podążyć za głosem serca i dać mu szanse, walczyć o to wszystko, czy pójść za rozumem, gdy nie widać w tym dalszego celu, gdy on jest taki, a nie inny? To, co dzieje się w powieści sprawia, że chciałam ją pochłonąć w jeden wieczór, by tylko wiedzieć, jak cała historia się skończy. Mam nadzieje, że swoimi słowami zdołałam was zachęcić do przeczytania tej książki, bo warto! Zapewniam was, że gdy sięgniecie po tę książkę i zagłębicie się w akcje tak jak ja, doznacie szoku. Prócz samej akcji autorka zabiera nas w podróż po malowniczej Europie, przeplatając przez swoją książkę taniec i śpiew, sprawia, że jest jeszcze bogatsza w ciekawą treść, wartą przeczytania. W co rusz to nowych miejscach mamy możliwość poznania dobrze zbudowanych postaci. Które jak nasze główne zostały napisane w wyróżniający się sposób na tle innych. Dzięki temu byłam jeszcze bardziej zaciekawiona dziełem autorki, gdyż nie tylko żyjemy miłosną historią naszej dwójki, a również wydarzeniami związanymi pobocznymi postaciami, które się z wielką ochotą mi czytało. Na uwagę co zasługuje to, że imie i nazwisko autorki to tak naprawdę pseudonim artystyczny. Gdyż tak naprawdę nazywa się Sandra Sotomska i jest to jej to dopiero pierwsza wydana książka. Byłam tym pozytywnie zaskoczona, gdy coraz częściej sięgam po książki polskich autorów i jak w tym przypadku się nie zawiodłam, a ja coraz więcej dostrzegam perełek wśród polskiej literatury dzięki temu i chętniej po nią sięgam. Jeśli chcecie się oderwać już wszystkich dobrze znanych schematów w romansach, warto sięgnąć po tę książkę. Doświadczycie coś nowego, czego jeszcze do tej pory jeszcze nie czytaliście. Sama byłam zaskoczona jak mimo tak wyczerpanego tematu, można jeszcze coś wymyślić i w tak interesujący sposób napisać książkę o miłości.

Podroozdokrainyksiazek.blogspot.com Aleksandra Zawadzka; 2017-08-07


Już jutro swoją premierę ma powieść "Dance sing love. Miłosny układ" autorstwa Layli Wheldon. Niech nie zmyli Was nazwisko obcego pochodzenia, ponieważ pod tym pseudonimem tworzy Sandra Sotomska, która zadebiutowała na platformie wattpad.com. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią. 356.By przeczytać tę książkę skusiły mnie następujące fakty: - debiut literacki, - romans, - numer jeden na platformie wattpad.com. Uwielbiam poznawać debiuty literackie, czytać nowych autorów, bo zawsze to coś nowego i świeżego. Ucieszyłam się, kiedy zaproponowano mi poznanie nowej historii, która utrzymana jest w klimacie, którym lubię. Jakie są moje wrażenia na temat tej powieści? "Dance, sing, love. Miłosny układ" to naprawdę przyjemna powieść o tańcu, muzyce i dużej dawce miłości. To historia Livii Innocenti, która jest tancerką i wspólnie ze swoim zespołem podróżuje po Europie i uczestniczy w trasie koncertowej znanego piosenkarza Jamesa. Między tą dwójką wybucha romans, który przeżywa swoje wzloty i upadki. Do końca nie jest pewne, czy para będzie ze sobą, natomiast otwarte zakończenie daje nadzieję na kontynuację historii. Powieść jest nietuzinkowa o bardzo zagmatwanym związku kilku osób, bo Livia i James nie są tutaj jedyną parą. Layla Wheldon ma świetny styl. Posługuje się prostym, ale bogatym językiem. Wspaniale opisuje emocje targające bohaterami, wprowadza ciekawe dialogi i opisy. Czytając, wydaje się czytelnikowi, że jest członkiem grupy, do której należą główni bohaterowie i razem z nimi przeżywa się wszelkie przygody. Jedyne czego mi tu zabrakło, to jednak za mało tańca i muzyki. W zasadzie jest wiele takich opisów tylko na samym początku powieści, a z czasem jest tych wątków coraz mniej (staje się tłem), jednak nie zaniża to mojej oceny powieści. "Dance sing love" to dobra powieść, która wzbudza przeróżne emocje. Nieraz miałam ochotę rzucić książką w ścianę, ponieważ zachowania bohaterów doprowadzały mnie do szału. Czasami potrzebne były chusteczki higieniczne, bo wzruszałam się i płakałam ze śmiechu. Niesamowity rollercoaster uczuć! Na ogromny plus zasługuje kreacja bohaterów. Są prawdziwi. Autorka ukazała zarówno ich wady, jak i zalety. Miałam wrażenie, że znam te osoby, bo tak łatwo przychodziło mi identyfikować je ze znanymi osobami. Nie podobało mi się jednak to, że autorka wplotła w tę powieść ogromną ilość alkoholu. Po jakimś czasie zaczęło mnie to denerwować, że bohaterowie w każdej trudnej i ciężkiej sytuacji nadużywają alkoholu, że jest on ucieczką od problemów. Z drugiej strony, ideałów przecież nie ma. Podsumowując, autorka stworzyła miłosną powieść z dużą dawką erotyzmu, z czego jestem zadowolona, ponieważ już dawno nie czytałam takiego romansu. Layla Wheldon zapewniła mi emocjonalną jazdę bez trzymanki i nie żałuję! Polecam Wam dziewczyny, bo "Dance, sing, love. Miłosny układ" to książka w sam raz na upalne wakacje. Sięgajcie po nią śmiało.

http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/ KATARZYNA K; 2017-08-16


Livia to spełniona zawodowo młoda kobieta, która nie widzi świata poza tańcem. Udało jej się spełnić dziecięce marzenie, którym zaraził ją jej tata. To on zaprowadził ją na pierwsze lekcje baletu i to dzięki niemu pokochała taniec. Teraz razem z zespołem dostała szansę na wspólne tournee z gwiazdą muzyki rozrywkowej, dzięki której jej kariera ma nabrać tempa. Swoją uwagę skupia głównie na tańcu i póki co nie myśli o nowych związkach. Jeżeli mam być szczera to muszę powiedzieć, że już dawno żadna bohaterka nie denerwowała mnie tak jak Liv. Rzadko kiedy mi się zdarza, że główny bohater w ogóle nie przypada mi do gustu, ale tak właśnie jest w tym przypadku. Miałam jej już serdecznie dość i to w każdej możliwej scenie. James Sheridan to typowy piosenkarz, który nie widzi niczego, poza czubkiem własnego nosa. Jego talent został odkryty, gdy był chłopcem i od tego czasu jest bożyszczem fanek. Myśli, że może traktować ludzi z góry, a sam jest nie wiadomo kim. Tak go właśnie odbierałam przez większą część książki. Do wszystkich zwracał się z widoczną na kilometr wyższością i zachowywał się normalnie tylko przy swoim przyjacielu. Pod koniec książki troszkę się zmienia i za to ma u mnie plusa, niestety jest on zbyt mały w porównaniu do minusów. Już dawno nie czytałam książki, w której główni bohaterowie są tak irytujący, nudni i przewidywalni. Szczerze nie wiedziałam jak mam się zabrać za tą recenzję. Chciałabym przestawić plusy i minusy tej historii, jednak tych drugich jest zdecydowanie więcej. Zacznę może od tego, że ogólnie historia bardzo mi się podoba, no może oprócz zakończenia, które wzięło się nie wiadomo skąd. Dałoby się ją wybronić, jednak bohaterowie i styl autorki bardzo ją psują. Znalazłam kilka powtórzeń, na które jestem niestety uczulona. Na przykład na samym początku Livia mówi do siebie w myślach, że musi być miła dla Jamesa, bo on może ją zwolnić. Nie byłoby w tym nic złego, gdybyśmy nie czytali o tym co chwilę, czasami dwa, albo trzy razy na jednej stronie. W dodatku niektóre zdania nie mają sensu lub są ze sobą sprzeczne. Główna bohaterka zarzeka się, że nie jest pijana, a pięć zdań później czytamy, że jednak jest pijana, żeby na końcu się dowiedzieć, że jest tylko wstawiona. Tak jakby autorka sama nie wiedziała w jakim stanie jest Liv. Kiedy dowiedziałam się, że ta książka zostanie wydana, byłam na prawdę szczęśliwa. Nie czytałam jej na platformie wattpad, ale po opisie stwierdziłam, że to musi być coś dobrego skoro ma tyle odsłon. Od zawsze lubię taniec i muzykę, więc chciałam przeczytać historię, która w jakimś sensie miała się na nich skupiać. W dodatku wszystko to w cudownej otoczce romansu. No i niestety widocznie za dużo od niej wymagałam skoro tak bardzo się zawiodłam. Tak na prawdę tańca jak i muzyki było bardzo mało. Na początku podczas prób zespołu i Jamesa mogliśmy o nich poczytać, ale później to jakby zniknęło i na prawdę to odczułam. Muszę też poruszyć kwestię alkoholu w tej historii. Ja rozumiem, że to są dorośli ludzie i mogą robić co chcą, ale nikt normalnie tyle nie pije. Nazwałabym to nawet alkoholizmem. Główna bohaterka nie może gdzieś wyjść i niczego się nie napić, a nawet jak siedzi w swoim pokoju to też pije. Kiedy opisuje różne kraje jakie zwiedziła podczas tournee, pierwsze o czym czytamy to procenty jakie tam w siebie wlała. Przy wszystkich potrafiła powiedzieć co później pozwiedzała, ale przy Polsce jedyne o czym czytamy to to, że polska wódka jest dobra. Za to mam głęboki żal do autorki. Na początku nie przeszkadzał mi ten alkohol, ale później to już była lekka przesada. A najlepsze jest to, że Liv dziwi się, jak ludzie jej mówią, że za dużo pije i musi przystopować. Ale przecież skoro nie pije jak ma treningi, to wszystko jest w porządku. Nie wydaje mi się żeby była to odpowiednia książka dla nastolatków. Próbowałam znaleźć plusy i jeden w końcu przyszedł mi do głowy. Podobały mi się intymne sytuacje między Livią i Sheridanem. Nie tylko sam seks, ale także pocałunki i inne zbliżenia. Muszę przyznać, że czytało mi się je na prawdę dobrze i sprawiają wrażenie takich naturalnych, nie wymuszonych. Przy nich właśnie czuć chemię i przyciąganie między naszymi bohaterami. Rzadko teraz znajduję takie sceny, które mi się podobają, więc na prawdę jest to godne pochwały. Zawiodłam się na całej linii. Książka była nudna i zmuszałam się, żeby ją dokończyć. Miałam zamiar ją porzucić już po pierwszych pięćdziesięciu stronach, jednak liczyłam na to, że trochę się rozkręci. Nic bardziej mylnego. Historia jest nuda i przewidywalna, a Liv i James kłócą się chyba tylko po to, żeby za chwilę wylądować w łóżku. W dodatku to co mu wyznaje pod koniec książki nie wiem skąd wzięła i dlaczego Layla Wheldon wpadła na ten pomysł. Autorka mnie nie powaliła i na jestem prawie pewna, że nie sięgnę po następne części. Mam tutaj taką sytuację jak z książką "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Historia jest dobra, ale źle napisana, a z bohaterami nie da się wytrzymać. Niestety nie mogę jej polecić, choćbym nie wiadomo jak chciała.

Fantastyczny-swiat-ksiazeek.blogspot.com Martyna Piętka


Są takie książki, które trafiają do nas w stu procentach. Poruszają właściwą strunę w naszej duszy i na koniec zostawiają z roztrzaskanym sercem i oczami pełnymi łez. "Dance. Sing. Love. Miłosny układ" to opowieść o nieprzerwanej walce pomiędzy sercem a rozsądkiem, z których nie zawsze wygrywa to, co właściwe i dobre. Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Od dzieciństwa trenuje balet i kocha to, co robi. Należy do jednego z najbardziej doświadczonych i zawodowych zespołów tanecznych. Pewnego dnia zostali wynajęci na całą trasę koncertową popularnego piosenkarza Jamesa Sheridana. Na próbach szybko wychodzi na jaw, że wokalista jest osobą bardzo arogancką i zapatrzoną w siebie, co strasznie irytuje Liv. Jednak z upływem czasu wokalista zaczyna się jej podobać i on też pragnie spędzać z tancerką coraz więcej czasu. Dziewczyna zaczyna się zakochiwać, nie chce jednak wplątywać się w kolejny raniący ją związek, ale nie umie oprzeć się młodemu mężczyźnie, stają się kochankami. Liv nie potrafi posłuchać się głosu rozsądku, który każe jej odpuścić - serce wygrywa. W końcu zbiera się na odwagę i wyznaje piosenkarzowi co do niego czuje, jednak na ich drodze staje była dziewczyna Sheridana, którą cały czas kocha. Sprawy się komplikują. Czy Liv będzie chciała tkwić dalej w tym chorym, wyniszczającym ją układzie? Czy zazna w końcu prawdziwej miłości? "Miłosny układ" to płomienna historia o różnych obliczach miłości. Nie zawsze związek z drugą osobą jest piękny i doskonały, jak to sobie początkowo wyobrażamy. W miłości nic nie jest łatwe i Liv doskonale o tym wiedziała, jednak mimo wszystko jej uczucia do drugiej osoby nie wygasły. Nie chciała stracić mężczyzny, którego kochała całym sercem, nawet wtedy, gdy tamten traktował ją tylko jako zabawkę i kochankę. Historia z życia wzięta, nie koloryzowana i nie upiększana, tylko taka, jaka mogłaby się przytrafić każdemu z nas. Opowiada o sile miłości i przyjaźni, o bólu rozstania i zazdrości. Uczy, że w życiu są rzeczy, o które warto walczyć do samego końca i mimo, że niekiedy jest to trudne, posłuchać się głosu rozsądku. Przepychanki i igraszki słowne pozwoliły utrzymać książkę w lekkim klimacie, a pomysł z trójkątem miłosnym okazał się ciekawym rozwiązaniem. Podczas lektury zdarzały się niespodziewane zwroty akcji, autorka z każdą kolejną stroną zaskakiwała ciekawym pomysłem na rozwój fabuły, jednak zakończeniem rozwaliła mnie na łopatki. Spodziewałam się czegoś w stylu "I żyli długo i szczęśliwie" i byłam już nawet przekonana o tym, że tak będzie, ale nie tym razem! W Epilogu Sandra wzbudziła moją ciekawość co do kontynuacji powieści. W pewnym sensie byłam na nią zła, że właśnie w taki sposób zakończyła tę historię, ale z drugiej strony cieszę się, że nie był to kolejny przewidywalny romans. Książka zasługuje na duże wyróżnienie. Polecam z całego serca! <3

Ksiazkowyswiatwyobrazni.blogspot.com Weronika Górzkowska; 2017-08-10


Kto z nas nie zna tak kultowych filmów jak „Dirty dancing”, czy „Step up: Taniec zmysłów”, gdzie ważną rolę odgrywa taniec. Na telewizyjnych ekranach z wielkim zachwytem możemy śledzić układ, choreografię i ruchy aktorów. Dla filmowych bohaterów taniec jest nie tylko pasją, ale również stanowi nieodłączny element ich życia. Dużą rolę odgrywa on również w debiutanckiej powieści Layli Wheldon „Dance Sign Love. Miłosny układ”. Oprócz muzyki, wielkiej pasji do tańca znajdziecie tutaj miłość, namiętność, pożądanie, poczujecie gorzki smak nieodwzajemnionego uczucia oraz zdrady. Staniecie się świadkami zarówno wzlotów, jak i upadków bohaterów, którzy zafundują Wam mnóstwo przeróżnych emocji. Historia Livii oraz Jamesa porwie Was w swój świat i nie pozwoli oderwać się od książki do momentu przeczytania zakończenia. Livia Innocenti jest z zawodu tancerką, która razem z zespołem występuje w teledyskach gwiazd muzyki rozrywkowej. Tym razem jej zleceniodawcą zostaje James Sheridan. Przystojny, pociągający piosenkarz jest idolem miliona fanek na całym świecie oraz ulubieńcem mediów. Oboje spotykają się w Rzymie, gdzie rozpoczyna się ich wspólne tournee po Europie. Ich początkowa znajomość nie wróży niczego dobrego. Chłopak irytuje tancerkę i niejednokrotnie doprowadza ją niemal do szału. Nie mogąc się dogadać, starają się nie wchodzić sobie w drogę. Ale serca nie da się oszukać… „Dance Sign Love. Miłosny układ” to przepiękna historia zwyczajnej, niczym szczególnym niewyróżniającej się dziewczyny, która oddała swoje serce chłopakowi, kochającemu kogoś innego. Postanawia ona walczyć o uczucie, które wydawać by się mogło jest z góry skazane na klęskę. Czeka ją ogromna fala cierpienia, smutku, rozczarowania. Bowiem relacja, jaka łączy ją z Jamesem jest niezwykle skomplikowana. On nie proponuje jej nic więcej poza dobrą zabawą oraz przygodnym seksem. Livii układ ten nie do końca odpowiada, jednak, zrobi wszystko, aby zatrzymać ukochanego przy sobie. W ten sposób godzi się na takie traktowanie. Ale czy chłopak jest tego wart? Jego wybuchowy charakter oraz beztroski styl życia jeszcze nieraz zrani oraz wywróci do góry nogami życie tancerki. Wielokrotnie zawiedzie jej zaufanie, nie sprosta postawionym oczekiwaniom. Stanie ona przez bardzo trudnym wyborem: posłuchać serca, czy też rozumu. Fabuła powieści jest doskonale skonstruowana przez autorkę, wartka, dynamiczna, ciekawa akcja zaskakuje nas w najmniej spodziewanym momencie. Przenosi nas w świat cudownej muzyki, mistrzowskiego tańca, sławy, show biznesu, w którym wszystko może się zdarzyć. Barwne, subtelne opisy pobudzają wyobraźnię oraz zmysły czytelnika. Sprawiają, że oczami wyobraźni dostrzegamy miejsca, sytuacje, w których znajdują się bohaterowie. Interesujące, zabawne, momentami poważne dialogi obfitują w mnóstwo przeróżnych emocji, napędzają akcję i przykuwają naszą uwagę. Uwielbiam momenty, w których James oraz Livia porzucają hotelowe wygody i udają się na zwiedzanie miasta, w którym akurat się znajdują. Z wielką chęcią potowarzyszyłabym im w tej wędrówce. Jeśli zaś chodzi o kreacje bohaterów to nie do końca przypadły mi one do gustu. James oraz Livia są bardzo młodymi ludźmi, którzy rzadko w swoim towarzystwie pozostają trzeźwi. Ciągle się upijają, a kolejnego dnia umierają z powodu kaca. Towarzyszą im również narkotyki oraz przygodny seks. Wszystko to destrukcyjnie wpływa na ich życie. Z czasem Livia zaczyna upijać się w samotności, w chwilach smutku, rozpaczy, aby zapomnieć o ukochanym. Najlepszym towarzystwem okazuje się dla niej whisky. Nie podobał mi się również jej związek z Alexem. Ciągle kocha ona Jamsa, pragnie go odzyskać, ale zgadza się być dziewczyną innego. Jak dla mnie jest to niedojrzałe zachowanie. Za to zaś dużą sympatią obdarzyłam Kathy oraz Zafira. Są oni niezwykle pozytywnymi ludźmi, wiedzącymi, czego chcą od życia. Są wzorem idealnych przyjaciół. Starają się wspierać Livię zarówno w momentach szczęścia, jak i smutku. Podsumowując „Dance Sign Love. Miłosny układ’ to świetna historia, pełna pasji, tańca, muzyki, namiętności i pożądania. Sprawia, że nie jesteśmy w stanie się od niej oderwać do momentu zakończenia, które także zaskakuje i pozostawia wiele pytań. Powieść polecam i zachęcam do lektury.

ksiazkowyswiatmoniki.blogspot.com Monika Hetz; 2017-08-10


17 sierpnia 2017 roku premierę będzie miała pierwsza książka, która wstrząsnęła wattpadem. Romans „Dance, sing, love. Miłosny układ” autorstwa Layly Wheldon od Wydawnictwa Editiored to moja kolejna próba poznania gatunku. Czy tym razem erotyczny romans przypadł mi do gustu? Romans Layly Wheldon (Sandra Sotomska) przez długi czas zajmował pierwsze miejsce na znanym osobom piszącym portalu wattpad.com, gdzie można publikować oraz czytać teksty ludzi z całego świata. „Dance, sing, love. Miłosny układ” to debiut młodej, polskiej autorki, który osiągnął w sieci rekordową ponad dwumilionową liczbę odsłon. Historia Liv jest marzeniem wielu młodych dziewczyn. Zgrabna, piękna, utalentowana tancerka, która na co dzień gra w teledyskach gwiazd lub występuje podczas koncertów. I tak miało być i tym razem. Tournée Jamesa, znanego piosenkarza, niczym się nie różniło od poprzednich występów. A może po prostu miało takie być. Młoda tancerka wpada w sidła piosenkarza, który traktuje ich układ jako dobrą zabawę. Sprawa komplikuje się, kiedy Liv zaczyna czuć coś do chłopaka, lecz jest świadoma, że jest to miłość bez wzajemności. Jak zakończy się ich historia i dlaczego James tak strasznie mnie denerwował dowiecie się dopiero czytając powieść. Nie jestem fanką erotyków i romansów, ale słysząc, że ten nie jest pisany językiem, jakiego sama raczej unikam w książkach, postanowiłam spróbować i dać szansę debiutowi. Przyznam, że nie żałuję, a wręcz cieszę się, że mogłam poznać twórczość z gatunku, który dotąd kojarzył mi się z „kutasami”, jakich pełno w książkach tego typu. Layla owszem opisała dużo scen erotycznych, ale były one pisane ze smakiem. Nie było ich aż nadto, co cieszy mnie podwójnie, bo chyba wtedy nie dobrnęłabym do końca. Książka ciekawa i wciągająca, choć nie jeden raz miałam ochotę złapać bohaterów, aby nimi potrząsnąć. Polecam fanom książek z gatunku erotyki, romansu oraz new adult. Na pewno zwolennicy znajdą coś dla siebie, skoro i ja zauważyłam, że są książki z tego gatunku, które nawet ja mogę przeczytać bez przymusu. Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła wad i tu dla mnie wadą jest mały wątek z zakończenia. Wybacz Layla, ale dla mnie za dużo ostatnio takich przypadków, to nie Twoja wina. Polecam serdecznie i czekam na kolejną część „Miłosnego układu”, która mam znów doda Jamesowi trochę pazura.

chillitorun.pl Małgorzata Falkowska; 2017-08-10


Layla Wheldon to pseudonim Sandry Satomskiej na wattpad.com na którym publikuje od 2015 roku. Miłosny układ to jej debiut pisarski, książka przez długi czas utrzymywała się na pierwszym miejscu wattpad.com w kategorii romansów i osiągnęła rekordową liczbę odsłon. Mieszanka muzyki, tańca, podróży i seksu czyli lektura idealna na wakacyjne dni. Livia to bohaterka którą polubiłam od pierwszej strony; kobieta pełna pasji i zaangażowania. Pnie się po szczeblach tanecznej kariery spełniając swoje marzenia. Dziewczyna z zasadami i jasno określonym celem. W trakcie lektury jednak ta sympatia nieco osłabła, zachowanie nieszczęśliwie zakochanej Livii nie do końca przypadło mi do gustu. James Sheridan od początku mało sympatyczna postać. Arogancki i roszczeniowy, idol nastolatek, gwiazda show biznesu, bawi się kobietami i spełnia swoje zachcianki nie oglądając się na innych. Porywczy i wybuchowy, nie zyskał w moich oczach nawet wtedy gdy zaczął starać się o Livię. Para głównych bohaterów budzi emocje, więc na ponad 500 stronach nie ma mowy o nudzie. Świat w którym żyją Livia i James to z jednej strony bajka: występy, tłumy fanów, czerwone dywany i wielkie pieniądze. Z drugiej jednak: dokuczliwy brak prywatności, plotki i stała obecność ochroniarzy. Czy w tym świecie jest szansa na miłość, na prawdziwe uczucie przez duże M? By znaleźć odpowiedź na to pytanie bohaterowie powieści przeszli długą i wyboistą drogę. Warto ryzykować. Na tym właśnie polega życie. Na ciągłym ryzykowaniu i graniu va banque. O wszystko. Nie zamykaj swojego serca, ponieważ zostało zranione i złamane. Może ktoś w przyszłości wejdzie z butami do twojego życia z taśmą klejącą zrobioną z miłości i wszystko poskleja w całość. Ta powieść nie jest podporządkowana żadnym schematom, zwroty akcji zaskakują, a finał jest zupełnie nieoczekiwany. Warto więc wyruszyć w trasę koncertową z Sheridanem i wpaść na treningi taneczne Livii. Jeśli szukacie oryginalnej historii miłosnej bez wahania sięgnijcie po tę książkę. Miłosny układ zaskoczy was mieszanką emocji i namiętności, p o l e c a m.

mamopoczytajsobie.blogspot.com/ Maria Kasperczak; 2017-08-06


Nie śledzę żadnych rankingów na stronach internetowych czy portalach, dlatego nie bardzo wierzę w to, gdy na okładce pojawia się określenie, że jakaś książka jest numerem jeden w danym kraju bądź zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce w jakimś zestawieniu. Nie przywiązuję też uwagi do informacji, że książka została nagrodzona w jakikolwiek sposób. Często tego typu zabiegi dają złudne pojęcie o książce. Nie przeczę, że takie wyróżnienie dla autora jest czymś wyjątkowym, ale sama nigdy się nie kieruję tym czynnikiem jeżeli chodzi o wybór lektury. Zapowiedź pierwszego tomu widziałam kilkakrotnie, ale dopiero za trzecim lub czwartym razem postanowiłam przeczytać opis książki. Wydał mi się na tyle interesujący, że postanowiłam przyjrzeć się bliżej Miłosnemu układowi i ocenić, czy faktycznie ma w sobie to coś, przez co będę miała ochotę sięgnąć po kolejny tom (który podobno jest już w przygotowaniu). Nieczęsto mam okazję czytać powieści, w których pierwsze skrzypce odgrywa taniec, jednak coraz częściej pojawiają się książki, w których mamy do czynienia z muzycznym tłem (np. Uratuj mnie Anny Bellon). Livia Innocenti jest profesjonalną tancerką. Pewnego razu ona oraz grupa taneczna, do której należy, zostaje zatrudniona u gwiazdy muzyki pop — Jamesa Sheridana. Mają robić show podczas jego koncertów w czasie tournée po Europie. Początkowo wszystko przebiega spokojnie, Livia podchodzi na chłodno do sprawy, w przeciwieństwie do koleżanek z zespołu, które zachwycają się młodym gwiazdorem. Bohaterka jednak nie pała do niego sympatią, a w trakcie prób nie potrafi z nim zawiązać nici porozumienia, uważa go za rozkapryszonego i egoistycznego mężczyznę, który nikogo nie szanuje. Nie może pozwolić sobie na odejście, ponieważ te występy są dla niej dużą szansą, musi więc znosić zarozumiałego gwiazdora, który z czasem zaczyna pozwalać sobie na coraz więcej. Od samego początku nie nastawiałam się na oryginalną historię, jednak oczekiwałam, że książka czymś mnie zaskoczy, że może autorka wplecie wątki, które ubarwią tę opowieść i sprawią, że zacznie się wyróżniać na tle innych. Pierwsze kilkanaście stron wprawiło mnie w zaskoczenie, oczywiście pozytywne. Historia może zaczęła się banalnie, ale od samego początku widziałam emocje, które towarzyszyły bohaterom — złość, poirytowanie oraz skrajną niechęć. Równie widoczna była determinacja bohaterki oraz jej włoski temperament, Livia była wystarczająco silna, aby nie dać się stłamsić oraz wiedziała, jak powinna się zachowywać, żeby nie stracić pracy. Wydało mi się to na tyle realistyczne, że zupełnie nie miałam ochoty oderwać się od czytania, a w moim sercu zatliła się mała nadzieja, że to będzie interesująca przygoda z debiutem. Nie byłam jeszcze nawet w połowie książki, gdy postępowanie głównej bohaterki diametralnie się zmieniło, a ja zaczęłam nad nim rozmyślać, poczułam zdezorientowanie. Miałam wrażenie, że ominęłam kilka stron, dlatego wróciłam do pewnego fragmentu, aby przekonać się, czy faktycznie może coś mi umknęło, czy w książce jest po prostu luka. Nie zauważyłam momentu, w którym Livia zaczęła przekonywać się do Jamesa. Ich relacja uległa nagłej zmianie, jednak nie dowiedziałam się, dlaczego tak się stało, co skłoniło bohaterkę do takiego, a nie innego zachowania wobec Sheridana. Przez całą powieść nie jest wspomniane o sytuacji, która miałaby na to jakikolwiek wpływ. To po prostu się stało — nie wiemy, jak i kiedy. Na parę podobnych uchybień natknęłam się jeszcze kilka razy. Taniec, śpiew i miłość — właśnie na takich filarach powinna opierać się ta książka i one powinny ją spajać w całość. Motyw tańca pojawiał się praktycznie przez całą powieść, więc byłam tym w pełni usatysfakcjonowana. Opisy prób oraz przygotowywanie się do występów nie były zróżnicowane, ale nie wpływały negatywnie na tę historię. Wątek ze śpiewem został okrojony do minimum, największa uwaga była poświęcona pierwszemu koncertowi, a potem stał się on jedynie tłem dla pozostałych wydarzeń. Ostatni filar, czyli miłość został potraktowany po macoszemu. Jak głosi stare przysłowie od nienawiści do miłości krótka droga wiedzie, tylko że w przypadku tej książki ta droga nie istnieje, a rodzące się uczucie zabłądziło w lesie. Ono pojawia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nie rozwija się stopniowo i nie ewoluuje. Nie poznajemy pobudek bohaterów ani tego, jakie emocje im towarzyszą, autorka nie skupia się na opisywaniu ich rozterek i przeżyć wewnętrznych, a raczej na posuwaniu akcji do przodu. Nie będę oceniać bohaterów, bo nie na tym ma polegać pisanie recenzji, jednak nie mogę spojrzeć na ich zachowanie z aprobatą. Najzwyczajniej w świecie byłam zaskoczona tym, że Livia z bohaterki pełnej temperamentu, przemieniła się w osobę, która nie ma własnego zdania, a gdy ktoś jej ubliża, obraża, jest dla niej niemiły i ją wykorzystuje, nie potrafi zareagować. Po pewnych wydarzeniach stała się wrakiem człowieka, który nie ma w sobie woli walki. Najbardziej jednak zaskoczył mnie moment, w którym nikt nie zareagował, gdy zaczęła sięgać coraz częściej po alkohol. Czy nie zależało jej na tańcu, który rzekomo był całym jej życiem? Częste sięganie po alkohol nie rozwiąże problemów i nie sprawi, że zmartwienia znikną. Jego nadużywanie może prowadzić wyłącznie do uzależnienia i stracenia gruntu pod nogami. Może na chwilę zapomnieć o tym, co ją trapi, ale nie przywróci jej na właściwy tor. Nie wiem, czym było spowodowane jej późniejsze zachowanie, ale nie postąpiła dobrze, biorąc odwet na mężczyźnie, dla którego straciła głowę. Czy nie okazała się takim samym człowiekiem, co on, kiedy zaczęła zachowywać się w podobny sposób? Próbowała się usprawiedliwiać, ale dla mnie było to bez znaczenia — miłość zmusza człowieka do różnych zachowań, jednak Innocenti pokazała, że z dorosłością jej nie po drodze. Nie ma co ukrywać — relacja głównych bohaterów nie ma nic wspólnego ze zdrowiem, jest po prostu toksyczna. Liczne nieporozumienia i niedomówienia sprawiają, że nie potrafią się porozumieć i ciągle się kłócą. Choć przeciwieństwa się przyciągają, to nie wydaje mi się, aby ta dwójka do siebie pasowała, zwłaszcza że w grę wchodziła trzecia osoba, dlatego trudno było mi uwierzyć w szczere uczucie ze strony Jamesa. Książka liczy prawie 600 stron, jednak sporo w niej zapychaczy, które zaburzają rytm powieści. Nie mam nic przeciwko opisywaniu tego, co akurat bohaterowie mają na sobie, jednak im więcej takich opisów, tym dla mnie staje się to nużące i zbędne. Pewne kwestie można ominąć, wystarczy delikatnie nakierować czytelnika, co jakaś postać ma na sobie, a potem niech zadziała wyobraźnia. Nie wydaje mi się zresztą, aby szczegółowy opis każdego stroju był na tyle potrzebny i miał jakiś wpływ na wydarzenia. Takie zapychacze sztucznie wydłużają powieść, a czytelnik niepotrzebnie nastawia się na długą i przyjemną lekturę. Dla mnie ciekawym urozmaiceniem okazało się wplecenie piosenek, które mniej lub bardziej trafiają w mój muzyczny gust. Byłam mile zaskoczona, gdy na kartach powieści pojawiło się dobrze wszystkim znane Zombie zespołu Cranberries, Bed of roses Bon Jovi czy Do I wanna know? Arctic Monkeys. Jeżeli chodzi o styl pisania Layli Wheldon, nie jest on zły, jednak widać, że dopiero zaczyna swoją przygodę z pisaniem. Posługuje się prostymi, niezbyt skomplikowanymi zdaniami. W Miłosnym układzie przeważają opisy, ale nie brakuje też dialogów i potyczek słownych między bohaterami. Jeśli wystarczająco dużo czasu poświęci na pisanie i ćwiczenie swoich pisarskich umiejętności, to myślę, że z każdą kolejną publikacją będzie jeszcze lepiej. Dance, sing, love. Miłosny układ nie okazało się tak satysfakcjonującą lekturą, jak oczekiwałam. Widziałam w tej historii niebywały potencjał, który niestety nie został dobrze wykorzystany. Luki i niedociągnięcia sprawiły, że czytanie każdej kolejnej strony nie było taką przyjemnością, jak na początku. Nie podcinam skrzydeł, nie lubię tego i uważam, że to nie w porządku w stosunku do jakiejkolwiek osoby, a już zwłaszcza początkującej, jednak myślę, że każda wskazówka jest na wagę złota. Nie skreślam tej autorki całkowicie, ponieważ sądzę, że jeżeli się przyłoży i popracuje nad błędami, to będzie tylko lepiej.

kulturalna-arena.pl Aleksandra Bartczak


Taniec od zawsze stanowił ważny element w życiu Livii Innocenti. Nic więc dziwnego, że dziewczyna związała swoją przyszłość z zespołem, wraz z którym tworzy niesamowite show podczas koncertów oraz w teledyskach najbardziej cenionych i uznawanych gwiazd sceny muzycznej. I chociaż ta praca wymaga wiele poświęceń, gdzie jednym z nich jest częsta zmiana miejsca pobytu, Livia czuje się przeszczęśliwa, że może stanowić część tego świata, poznawać nowe zakątki kuli ziemskiej czy współpracować z najpopularniejszymi osobistościami. Ale niestety przychodzi taki moment, kiedy zaczyna przeklinać na swój zawód... James Sheridan, bożyszcze fanek w różnych granicach wiekowych, ulubieniec wszelkiej maści portali plotkarskich ze względu na swój nietypowy związek, niedługo ma rozpocząć swoje tournée po Europie, jednakże brakuje mu – prócz kolejnego zejścia się z ukochaną – zespołu tanecznego pomagającego dokonać z jego zwyczajnego koncertu (o ile jego koncerty można takimi nazwać) coś, co ludzie będą mogli zapamiętać do końca swych dni. W tym celu zatrudnia profesjonalną ekipę, w której skład wchodzi właśnie Livia. Jako że dziewczyna jest do niego uprzedzona, ich współpraca nie wygląda zbyt dobrze. Na dodatek Liv zostaje zmuszona do częstszego oglądania twarzy zarozumiałego i aroganckiego piosenkarza, a to za sprawą choreografii, według której kilka utworów muszą wykonać w duecie. A James wcale tego nie ułatwia. Prawie na każdym kroku pokazuje, że ma nad panną Innocenti znaczącą przewagę, którą odważnie wykorzystuje. Tym samym dochodzi między nimi do spięć i nieprzyjemnych nieporozumień, lecz pomiędzy dogryzaniem sobie oraz wzajemnym oszczerstwom przychodzi moment stanowiący ogromny przełom w ich relacji. Jak potoczy się niecodzienna znajomość Livii i Jamesa? Czy ich nieprzyjemny początek znajomości zostanie zamieciony pod dywan i zapomniany, dzięki czemu będą mogli poznać się na nowo i zrozumieć, że ich serca już od dawna biją jednym rytmem? Tylko jak przeskoczyć fakt, że James nadal coś czuje do swojej byłej i nie wyobraża sobie kogoś innego u swego boku? A może Livia ma stanowić jedynie odskocznię od problemów w pokręconym związku gwiazdora? Czy ten wspólny taniec nie przyniesie jedynie bólu? Jako osoba wielbiąca filmy taneczne (och, człowiek spędził wiele godzin na ich oglądaniu i marzeniu, by samemu spróbować dorównać utalentowanym tancerzom...), pomyślałam sobie, że debiut Layli Wheldon, gdzie taniec stanowi dość ważny element fabularny, nie może pozostać przeze mnie nie zauważony. Niemalże rozpromieniona możliwością poznania Livii, której świat kręci się wokół tej wspaniałej, aczkolwiek wymagającej dziedziny, wręcz nie mogłam się doczekać lektury. I jak przypuszczałam, początek stanowił niesamowity wstęp do całej powieści. Był przepełniony miłością do tańca. Mgiełka stworzona z pasji i poświęceń dość długo unosiła się nad rozdziałami, a towarzyszące przy tym emocje tworzyły doskonały pakiet wrażeń. Tylko że po jakimś czasie to cudo zeszło ze sceny, ustępując miejsca szalonej historii miłosnej, gdzie uczucia bohaterów zdawały się być napędzane oparami przeszłości oraz nieprzychylnej i niepewnej przyszłości. Nieraz stawałam się świadkiem pięknych i zmysłowych scen, gdzie autorka zgrabnie i ze smakiem przedstawiła sceny łóżkowe, dodając skomplikowanej miłości pikanterii godnej papryczki chilli. Nie obyło się także od ognistych kłótni, a to za sprawą wybuchowych charakterów naszych bohaterów. Jednakże nawet ukazanie prawdziwej przyjaźni czy miłości nie mogło wyzbyć się ze mnie uczucia, że po jakimś czasie brakowało mi tego, co od początku napędzało lawinę zdarzeń i pomogło Livii oraz Jamesowi stanąć na swojej drodze. Także ukazanie związków, gdzie docieranie do siebie poprzez słowa dość często zostawało zastępowane stosunkami seksualnymi czy drobnymi gestami, które wydawały mi się takie... zmechanizowane. Owszem, zdarzały się momenty pełne wyznań i próby załagodzenia spraw, co pozwalało odetchnąć od erotycznych wrażeń, ale i tak bałam się, że lada moment to przeminie i ponownie nastanie ogromny wybuch TYCH uczuć. Dopiero kiedy główna bohaterka przebywała poza zasięgiem naszego gwiazdora, odczuwałam ogromną ulgę, bo właśnie wtedy mogłam odetchnąć od tych scenerii. Rozumiem, mam do czynienia z romansem, ale czy to oznacza, że niemalże na każdym kroku muszę mieć styczność z tego typu scenami? Już nawet chciałam zrobić wyjątek dla pojawiających się w tekście wulgaryzmów (sami dobrze wiecie, jaki mam do nich stosunek), ale kiedy tylko James zaczynał ich używać jako przecinków, chciałam uderzyć go słownikiem, coby mógł odkryć nowe słownictwo. Porzucając jednak te przykre incydenty, wciskając je w ciemny kąt, muszę rzec, że zostałam oczarowana wykreowanym światem. Może jakoś nie ciągnie mnie do zachłyśnięcia się sławą i możliwości płynących z wysokiego statusu, nie mogę odmówić temu wszystkiego jednego – realności. Nie jestem również w stanie zapomnieć o części humorystycznej książki, bo dla niej również nie zabrakło miejsca. Niekiedy musiałam się powstrzymywać przed gwałtownymi wybuchami śmiechu, bo raczej ludzie przechodzący pod moim oknem mogliby się przestraszyć i zejść na zawał, a ja nie chciałabym mieć nikogo na sumieniu! Tylko szkoda, że zakończenie wydawało mi się takie... pospolite? Tylko to słowo ciśnie mi się na usta. Żeby nie było, pobudza ono chęć szybkiego poznania kontynuacji losów Livii i Jamesa, ale mam nieodparte wrażenie, że to już po prostu było. Tylko świadomość, że ja jestem realna, a Livia jedynie wymyślona, powstrzymuje mnie przed uduszeniem tej dziewczyny, gdzie w międzyczasie walczyłabym z chęcią przytulenia jej. Uwielbiałam ją za cięty język, umiejętność wyrażania własnego zdania oraz miłość, jaką obdarzała swoją pasję, jednakże kiedy w grę wchodziły uczucia, wydawała się nie tą osobą, którą polubiłam. Jej niemalże toksyczny związek z Jamesem (inaczej nie potrafię go określić) powoli ją niszczył, Liv stawała się cieniem samej siebie. Chyba niewielu lubi, kiedy bohater wiecznie się upija, aby tylko pogonić w siną dal smutki. A kiedy przyszedł moment zagubienia, nieumiejętne sterowanie własnym ciałem, chciałam potrząsnąć naszym gwiazdorem, by ten wreszcie zdecydował, którą z pań tak naprawdę kocha, bo przez cały czas bawił się uczuciami naszej bohaterki. Chociaż z drugiej strony nie obiecywał jej czegoś stałego, także nie wiem, czy jest sens obarczania go winą... Jednakże pewna była przyjaźń, jaka łączyła Livię z Kathy. Dziewczyny zawsze mogły na siebie liczyć i nawet kiedy ta druga była w szczęśliwym związku, potrafiła stanąć na wysokości zadania i wspierać przyjaciółkę. I jak na osobę pełniącą tę funkcję umiała również sprawić, aby ta wyszła z otępienia i przestała przypominać zombie. Layla Wheldon, a raczej Sandra Sotomska (bo to właśnie ta dama ukrywa się pod tym pseudonimem artystycznym), jak na debiutantkę przystało, popełnia jeszcze nieco błędów, ale już teraz mogłam zauważyć, że ma potencjał i naprawdę nie dziwi mnie ogromne zainteresowanie jej dziełami na Wattpadzie. Dziewczyna ma ogromny talent do kreowania charakterystycznych i rzucających się w oczy bohaterów, którzy nie tylko mają zalety, ale również dzielą się z resztą świata swoimi wadami. Także plastyczne opisy są w stanie wywołać kompleksy u tych, którzy sami mają z nimi problem. Człowiek rzeczywiście ma wrażenie, jakby przechadzał się tymi samymi ścieżkami, co postaci w książce! Tylko pragnę uprzedzić, że tym samym autorka podniosła sobie poprzeczkę i życzę szczęścia, aby kolejny tom uniknął spotkania z klątwą krążącą nad słabszymi jakościowo kontynuacjami serii! Podsumowując: Chociaż [Miłosny układ] nie jest wybitną powieścią, nie znajdziesz tutaj wielu pouczających słów mogących wywołać zadumę nad życiem oraz chęć zostania filozofem, ale towarzyszące podczas lektury wrażenia nie pozwolą ci usiedzieć w miejscu. Czasami nawet nie warto mrugać, aby nie przegapić akcji, której tempo jest porównywalne do prędkości, jaką może osiągnąć bolid formuły 1. Także jeżeli chcesz poznać dobry debiut, gdzie pasja oraz gorąca, ociekająca erotyzmem znajomość utalentowanej tancerki oraz gwiazdora światowego formatu stanowią klucz do wniknięcia w szeregi wyższych sfer – ta książka jest zdecydowanie dla ciebie!

bluszczowe-recenzje.blogspot.com/ Aleksandra Bienio; 2017-08-01


„Dance. Sing. Love. – Miłosny układ” od Layli Wheldon szturmem wszedł do mojego domu i zażądał przeczytania. Stało się, pierwszą książką sierpnia jest właśnie ta pozycja. Czy udana? Layla Wheldon to pseudonim Sandry Sotomskiej, która zasłynęła tą powieścią na wattpad.com i uzyskała ponad 2 miliony wyświetleń. Nie jestem stałą bywalczynią tego serwisu, więc nie będę oceniać, czy to dużo, czy mało. Przyjmijmy, że dużo. Nawet bardzo. „Miłosny układ” to pierwsza część serii Dance Sing Love, która opowiada o Livii Innocenti, będącą z pochodzenia Włoszką. Dziewczyna od najmłodszych lat uczyła się tańca, najpierw dzięki tacie, potem zaś w szkole. Dzięki swoim umiejętnościom oraz poczuciu rytmu dostała się do zespołu tanecznego i tutaj zaczęła się jej prawdziwa kariera. Cała ekipa taneczna została zatrudniona przez wokalistę pop Jamesa Sheridana, u którego to mieli tańczyć na koncertach podczas całego tournée. Wszystkie dziewczyny w zespole mają słabość do Sheridana, a jeżeli nie do niego to do jego przyjaciela ze sceny Zafira Malufa. Gdy James pierwszy raz wchodzi do sali, w której mają rozpocząć próby zgrania się całym zespołem w choreografii, damska część publiczności widząc swojego idola niemalże mdleje, poza Livią oczywiście. Dla dziewczyny wokalista jest kolejną rozpuszczoną gwiazdką, która nie widzi niczego poza własnym nosem. I ma rację. James jest samolubem i leniem, a dodatkowo przychodzi na próby będąc wczorajszy. Choreografka, która jest niesamowicie wymagająca udaje, że tego nie widzi i nie komentuje jego zachowania. Los jednak chce, że dziewczyna zostaje skazana na wokalistę, ponieważ razem mają wystąpić na scenie śpiewając i tańcząc na koncertach. James próbuje się naprzykrzyć Livii i prosi jej choreografkę o pozwolenie na poznanie Włoch z rodowitą Włoszką, a Innocenti chcąc nie chcąc musi się zgodzić, gdyż wisi nad nią widmo stracenia pracy. Tym sposobem oboje udają się na wycieczkę po Rzymie, która znacząco się przedłuża i następnego dnia dziewczyna jest niewyspana, obolała i co gorsza skacowana. Z każdym kolejnym dniem zaczyna coraz bardziej nie cierpieć Sheridana, jednak przy ciągłym spędzaniu z nim czasu, jej uczucia zaczynają się zmieniać. Livia zaś nie chce dopuścić do siebie informacji, że zaczyna się w Jamesie powoli zakochiwać. Tym sposobem nienawiść zmienia się w miłość, która zostaje zniszczona jednym zdaniem, a odzyskanie zaufania jest niesamowicie trudne i wymagające. Szczególnie, że na horyzoncie pojawia się opiekuńczy i kochający mężczyzna. „ Jednak James był dla mnie jak narkotyk. Nie mogłam przestać go widywać, bo każda rozłąka powodowała ból w sercu. I po każdym spotkaniu pragnęłam jeszcze. Więcej jego.” „Dance Sing Love: Miłosny układ” wciągnęła mnie swoją normalnością. Nie ma tutaj wybujałych bohaterów, którzy mają miliony na koncie, a jak mają to się z tym znowu nie afiszują. Jest to historia zwykła, która nie wymaga większego myślenia i skupiania się na niej, ale pozwala miło spędzić wolny czas. Tutaj taniec przeplata się z miłością, niczym jak z muzyką. Autorka poza główną bohaterką i jej przygodą, dodatkowo dość poważnie podeszła do sprawy jej przyjaciółki, której to historię także rozwinęła. Przyznam szczerze, że ta druga para, mojej osobie zdecydowanie bardziej się podobała. Muszę się jednak przyczepić do dwóch spraw, pobudzających moją irytację podczas czytania. Pierwszą rzeczą był alkohol. Nic nie mam do tego, żeby bohaterowie sobie od czasu do czasu zabalowali czy popili. Ale kiedy w książce dziewczyna, która tańczy zawodowo i powinna być trzeźwa z racji ciągłych prób cały czas nadużywa procentów i co więcej szczyci się tym, że ma twardą głowę to dla mnie, niestety jest to przesadą. Drugą ujmą książki jest „słońce”. Zastanawiam się czy James nie mógł użyć innych zdrobnień, zamiast ciągle powtarzać „słońce”. Przecież jest tyle różnych zamienników tego słowa, a tutaj ciągle „słońce” i „słońce”. Po dłuższym czasie zaczęło mnie to irytować, a na koniec to już nawet wkurzać (żeby nie napisać gorzej). W każdym razie do tego się czepiam, to mi się nie podobało, ale jest to też małym minusem, w całej historii. Idzie się z tym przegryźć po prostu. „Gra toczyła się dalej. Stawka była wysoka. Grałam tak, jak radziła mi mama. Va banque. Grałam o wszystko.” Mimo tego, co napisałam wyżej uważam, ze „Miłosny układ” to udany debiut młodej pisarki, który polecam każdemu, kto czyta namiętnie tego typu literaturę. Opisy zbliżeń bohaterów są napisane nienagannie i nawet dość dociekliwie. Historia wciąga i porusza, choć na końcu brakowało mi troszkę tego, co scaliło bohaterów ze sobą, czyli taniec. Nie było tego w zakończeniu i ubolewam z tego powodu, jednak zakończenie było niespodziewane i gdy teraz już wiem, że będą kolejne tomy jestem spokojna o swój stan umysłu, gdyż nie ukrywam, jest tu cliffhanger jak cholera. Czekam na kolejny tom, bo jestem ciekawa dalszych rozterek Livii i życia Kathy, która skradła moje serce już za pierwszym pojawieniem się. Mam też nadzieję, że autorka powróci do korzeni i doda więcej tańca do książki, w której taniec powinien grać ogromną rolę.

podrugiejstronieokladki6.blogspot.com Emilia Zaręba; 2017-08-04


Livia Innocenti pracuje jako tancerka. Poznajemy ją w momencie, kiedy razem z zespołem mają wystąpić podczas trasy koncertowej gwiazdy popu - Jamesa Sheridana. Sława uderzyła piosenkarzowi do głowy, ponieważ wywyższa się, nie znosi sprzeciwu i okazuje wielu osobom totalny brak szacunku, czy nawet zainteresowania. Między tą dwójką od początku dochodzi do zgrzytów, ale ich współpraca jest nieunikniona, ponieważ choreografia została ułożona tak, że często tańczą w duecie. Czy jednak sytuacja się zmieni i uda im się dojść do porozumienia? Bardzo się ucieszyłam na możliwość przeczytania tej książki, ponieważ do tej pory miałam okazję tylko oglądać filmy o takiej tematyce i chciałam się przekonać, czy książka spodoba mi się tak samo, a może nawet bardziej. „Miłosny układ” to książka o tańcu, śpiewaniu i pasji. Spodobało mi się, że było w książce tego tak dużo. Praca tancerza wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i wydaje mi się, że zostało to bardzo dobrze ujęte. Długie godziny morderczych treningów, częste podróże, ale przede wszystkim radość ze spełniania swojej pasji. Sama historia wydaje się być banalna, dwójka ludzi z początku darząca się niechęcią, wydarzenie, które to odmienia, i tak dalej ;) nie będę zdradzać więcej. Jednak lekki sposób, w jaki została napisana ta historia oraz, że jest to przeplatane dużą ilością tańca i muzyki, sprawił że książka dla mnie nie była nużąca i mimo pewnej przewidywalności chciałam ją czytać dalej i czytało mi się ją bardzo dobrze. To, co mi się nie podobało to podejście bohaterów do kwestii częstej zmiany partnerów i współżycia. Może jestem staroświecka, ale moim zdaniem ich podejście do tego było zbyt luźne i przez to momentami mnie irytowali. Drugą rzeczą, która mi się nie spodobała to to, że prawie przy każdym spotkaniu pojawiało się mnóstwo alkoholu, wszystko jest dla ludzi i może to wynikało z tego, jaki tryb życia prowadzą bohaterowie, ale moim zdaniem było tego trochę za dużo. Sięgając po tę książkę o autorce nie wiedziałam prawie nic, poza tym, że jej debiutancka książka osiągnęła rekordową liczbę odsłon na Wattpadzie. Bohaterowie książki dużo podróżują i w trakcie czytania zdziwiłam się na kilka wzmianek akurat o Polsce, ale było to pozytywne zaskoczenie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy doszłam do końca książka i przeczytałam, że Layla Wheldon to pseudonim polskiej autorki Sandry Sotomskiej! „Miłosny układ” to lekka, przyjemna książka. O ile wątek miłosny wydawał się banalny i nie było tu nagłych zwrotów akcji to wszystkie opisy związane z pasjami głównych bohaterów sprawiły, że książka była dużo ciekawsza. Warto też wspomnieć o zakończeniu – myślałam, że na ostatnich stronach książki nic mnie nie zaskoczy i historia potoczy się tak jak każdy zapewne się spodziewał, ale TO zakończenie to było naprawdę coś dobrego i chcę już kolejną część!

Booksandcatslover.blogspot.com Monika Pieniak; 2017-08-04


Jak każdy internetowy recenzent marzę o wydaniu swojej książki. Często początkujący pisarze publikują swoje teksty na popularnym Wattpadzie. Layla Wheldon, to właśnie jedna z tych osób. Udało jej się, jej książka zanotowała miliony odsłon i tysiące fanów. W najbliższym czasie książka pojawi się na polskim rynku w wersji papierowej. Czy również na półkach księgarni stanie się ona bestsellerem? Livia to młoda zawodowa tancerka, która wyrusza w trasę razem z wielką gwiazdą muzyki pop. Jak szybko się okazuje, Jamesowi woda sodowa już dawno uderzyła do głowy, jest arogancki i egoistyczny. Początkowo ta dwójka nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Ku im niezadowoleniu, im dłużej przebywają razem, tym bardziej ciągnie ich do siebie nawzajem. Jak potoczy się ich relacja w świecie pełnym kamer i kolejnych wyjazdów? Czy jest dla nich szansa na miłość w show-biznesie? "Przymknęłam lekko oczy i skupiłam się na muzyce. Czułam rytm wewnątrz siebie, jakby zgrał się z moim przyspieszonym pulsem." Czytając tę książkę znajdujemy się w świecie muzyki, wielkiej namiętności i sławy. Na kolejnych stronach odnajdujemy znane nam utwory i w ich rytmie żyjemy razem z bohaterami powieści. Bohaterowie stawiani są przed kolejnymi wyborami i wielokrotnie muszą wybierać między sławą, a miłością. W czasie chłonięcia całej historii czytelnik odnajduje się w świecie gwiazd i celebrytów, a o tym przecież mogliśmy wyłącznie śnić. Często przeglądając portale plotkarskie zastanawiamy się, kim tak naprawdę są nasi idole z okładek kolorowych magazynów. Layla Wheldon otwiera drzwi do tego odległego świata, ukazuje trudy ich codziennego życia i walkę o miłość. "Tak bardzo pragnęłam, aby mnie kochał. Może mój umysł płatał mi figle i sprawiał, że śniłam o tym, o czym marzyłam." James i Livia to bohaterowie wykreowani od początku do końca. Ona uparta, zdecydowana i z mocnym charakterem, on zakochany w sobie, impulsywny i zabójczo przystojny. Razem tworzą parę, która w świecie młodzieżówek na pewno będzie jedną z najbardziej charakterystycznych. Kiedy ich historia zwalnia, oni nadają jej smaku swoją osobowością. Jeśli chcecie przeczytać "Miłosny układ" to jest to idealna pozycja właśnie na teraz, na gorące wakacyjne dni. Jestem pewna, że pochłoniecie ją w przeciągu kilku dni i tak jak ja z niecierpliwością będzie oczekiwać kolejnej części. Dajcie się ponieść tej przepełnionej muzyką historii i sięgnijcie po nią już teraz. Ciekawostka o książce: Layla Wheldon, to tak naprawdę tylko pseudonim pisarki. Pisarka nazywa się Sandra Sotomska i jest Polką.

Pomiędzy książkami Aleksandra Miazek


Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Razem z zespołem tworzy show podczas koncertów i w teledyskach największych gwiazd muzyki rozrywkowej. James Sheridan jest typowym piosenkarzem, bożyszczem fanek i ulubieńcem portali plotkarskich. Spotykają się w Rzymie w czasie wspólnego tournée po Europie. Livia szybko się przekonuje, że młodemu celebrycie woda sodowa uderzyła do głowy. Nikt jej tak nie irytuje na próbach, jak arogancki i egoistyczny James. Na dodatek choreografia została pomyślana tak, że kilka utworów wykonują w duecie. Początkowo nie potrafią się porozumieć i nawzajem się ignorują, jednak serca nie da się oszukać, nie na dłuższą metę. Czy będzie to szczęśliwy układ? Jakie role przyjdzie im wspólnie zatańczyć w tej historii? Podążanie za głosem serca nie zawsze jest takie proste, jak się wydaje. I nie zawsze słuszne. Czasem kierowanie się rozumem to najlepsza droga, zwłaszcza gdy miłość, zamiast uszczęśliwiać, sprawia ból. Zatrać się w historii pełnej pasji, pożądania, niespodziewanych zwrotów akcji i gorących rytmów. Po prostu: Dane&Sing&Love! Miłosny układ jest powieścią piękną, tajemniczą, kipiąca pożądaniem, z pewnością buzuje dużą dawką hormonów oraz pasji czy tańca. Powieść jest debiutem i powiem szczerze, że autorka weszła w świat pisarzy z dużym przytupem. Książka przez dłuższy czas utrzymywała się na pierwszym miejscu na wattpad.com. Miłość nie zawsze jest idealna, nieraz musi przejść przez cierpienie, różne tajemnice co wychodzi na dobre a czasami na odwrót. Jak będzie w przypadku tej historii ? Jest to zmysłowa , emocjonująca niezwykła powieść zwykłej dziewczyny, która bezinteresownie oddała serce mężczyźnie zakochanemu w innej. Gorąco polecam Miłosny Układ warto po nią sięgnąć. Osobiście się cieszę, że mogłam przeczytać tak dobry debiut tego lata. I z cierpliwością czekam na dalsze tomu Dance&Sing&Love. A ty sięgniesz po Miłosny Układ ? Dasz się obezwładnić ?

zaczytanaksiazholiczka.blogspot.com Claudia Sobańska; 2017-08-02


Nie ukrywajmy, nie mogłam spodziewać się zbyt wiele. I właśnie tak postanowiłam zrobić. Potraktować tę powieść jako coś, co mnie odstresuje, coś idealnego na lato. Dzięki temu, nie zawiodłam się aż tak bardzo, jak mogłam, bo ta książka nie jest niczym ambitnym. Ale zacznijmy od początku. Historia była do bólu przewidywalna, wiedziałam kto z kim będzie i co się na kartach tej pozycji stanie. Zdecydowanie jednak nie przewidziałam zakończenia. Było dość zaskakujące, ale rodem z Wattpada, nie ukrywajmy. Niemniej, nie wybaczę autorce, jeśli szybko nie napisze drugiej części, chcę wiedzieć, co stało się dalej. No więc. Od samego początku sypią się na nas schematy. On – sławny, zapatrzony w siebie piosenkarz, ona – zadziorna tancerka, która oczywiście nie jest jego fanką. Wyzywa go od najgorszych, zaczyna ich coś do siebie przyciągać, kończą w łóżku, potem przechodzą masę problemów, znowu kończą w łóżku i tak do usranego happy endu. I... nie wiedzieć czemu, to mi się podobało. Layla ma delikatny styl, ładnie nakreśla napięcie między bohaterami, a co przypadło mi do gustu najbardziej – główni bohaterowie naprawdę się nienawidzą. Nie przekomarzają, nie dają sobie pstryczki w nos, a po prostu nienawidzą. Zarówno Livia jak i James mają swoje wzloty i upadki. W niej nie pasowało mi to, jak bardzo irytująca stawała się z czasem jej ,,nienawiść" do piosenkarza, a w nim, że był takim stereotypowym bad boy'em (tacy wkurzają mnie z reguły). Spodobała mi się jednak ich wzajemna relacja, scena z kwiatami, które Livia kochała najbardziej i to, że ile nasi bohaterowie razem by nie przeszli, od początku do końca byli sobie pisani. Sceny erotyczne między nimi były zgrabnie przedstawione, a opowieść naszej dwójki wręcz emanuje namiętnością. Plus zdecydowanie dostał się Miłosnemu układowi za przybliżenie Włoch – samego języka, zabytków oraz kultury. To naprawdę świetny kraj! Tę historię kreślił taniec i muzyka – playlista na końcu książki okazała się naprawdę znakomitym pomysłem! Czytelnik może wręcz poczuć miłość, jaką Livia darzyła taniec, kochała go wręcz od dziecka, więc zrozumiałe, że był jej pasją przez całe życie. Bez niego i utworów ta powieść nie byłaby tym samym. Kiedyś, dość dawno temu, lubiłam oglądać wszystkie części Step Upu pod rząd i wiecie co? Z tej książki bije niemal tak wielka energia jak z wspomnianych przeze mnie filmów. Plusik należy się również za Kathy – dziewczyna była niesamowicie zakręcona, ale gdy było trzeba, broniła Livii jak lwica i nikomu, dosłownie nikomu nie dawała dotknąć swojej najlepszej przyjaciółki. Okładka wyszła trochę kiczowato, zupełnie mi się nie podoba, ale w końcu liczy się pomysł, a on tu jak najbardziej jest. Przez Miłosny układ przewija się mnóstwo schematów i niedorzeczności, ale tę książkę da się lubić. Zwłaszcza, że jest lekka i przyjemna w odbiorze – idealna na wakacje.

http://recenzjekawoholika.blogspot.com/ Izabela Poletyło; 2017-07-25


Twórcy filmowi nie szczędzą widzom scenariuszy, w których miłość i taniec idą razem w parze. Literatura młodzieżowa nie jest zaś tak hojna, a przynajmniej nie była do tego czasu. Czy można ryzykować oddając siebie komuś, kto kocha inną osobę? Czy zróżnicowany status społeczny i sława muszą oznaczać barierę nie do przekroczenia? Czy taniec i śpiew zawsze odnajdują wspólny rytm? Jeżeli szukacie zmierzającego w nieodgadnionym kierunku romansu i chcecie dać się wplątać w dobrze zapowiadającą się serię, zapraszam na recenzję książki autorstwa Layli Wheldon – „Dance, sing, love. Miłosny układ”. ZARYS FABUŁY Dla Livii Innocenti i jej grupy tanecznej to miało być kolejne, typowe zlecenie. Jak zawsze, stanowiąc barwne tło, zespół musi stworzyć show na koncercie korzystającej z ich usług gwiazdy. Kiedy jednak James Sheridan, topowy piosenkarz i przyspieszający bicie damskich serc idol, spotyka się z tancerzami podczas próby, wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie inaczej. A już na pewno inaczej dla Livii. Arogancki, zarozumiały, rozkapryszony celebryta okazuje się bardzo męczącym partnerem. Livia daje z siebie wszystko, ale wykorzystywana i poniekąd szantażowana staje u kresu sił. Dobry kontakt z Jamesem wydaje się iluzją, choć wkrótce zarówno on, jak i ona przekonają się, że serce lubi płatać figle. Jak wygląda miłosny układ? Czy w obliczu wielu barier chwiejne uczucie ma jakikolwiek sens? ZAKOCHANY W SWOJEJ EX Zbyt pewny siebie, egoistyczny, nieliczący się z innymi i… zakochany w swojej ex piosenkarz. Ambitna, oddana swojej pasji, potrafiąca otwarcie wyrazić swoje zdanie tancerka. Mogłoby się wydawać, że tych dwoje nie ma najmniejszej szansy funkcjonować na jednej powierzchni. A jednak, autorka nakreśliła bohaterów wyrazistą, choć chwiejną kreską, stawiając przed sobą i czytelnikiem niełatwe zadanie. Bo kiedy ma się wrażenie, że najgorsze przeszkody są już pokonane, to dopiero zalążek wyzwań i niepewności, o których czyta się z satysfakcją wymalowaną na twarzy. TO NIE JEST HISTORIA O KOPCIUSZKU Myślałam, że to będzie kolejna historia o Kopciuszku, który na parkiecie olśniewa zamożnego księcia. Byłam w błędzie. Kopciuszek nie jest nieśmiałą myszką, a książę nie wydaje się zaślepiony urokiem tanecznej partnerki. Tak tak, to nie jest książka, w której wielki wybuch budzi lawinę miłosnych emocji będących w stanie pokonać każdą z przeszkód. „Dance, sing, love. Miłosny układ” to powieść o podrygach uczucia, podążająca skomplikowaną ścieżką pełną zwrotów akcji. Jest dawna miłość Jamesa, do której mężczyzna ma ogromną słabość, są zawahania Livii, która szuka wsparcia u boku pewnego znajomego. Jaki finał będzie miała ta historia? Nie wiem, bo zakończenie książki, swoją drogą fundujące mocny i absolutnie niespodziewany cliffhanger, zapowiada kolejną, intrygującą część serii. PIĘKNA EUROPA Autorka proponuje zmienną scenerię, której jednak zawsze towarzyszy piękno ludzkich pasji. Paryż, Rzym, Londyn, na czele ze śpiewem, tańcem, ale także zazdrością i nadzieją na lepsze jutro. Miałam moment kryzysu, kiedy książka odrobinę zaczęła mnie przytaczać. Szybko minęło, ponieważ wyszukani bohaterowie nie pozwalają się nudzić. A wrażeń naprawdę mi nie zabrakło. PODSUMOWANIE Takie love stories wpadają w nasze ręce wtedy, kiedy myślimy, że w literaturze już nic nie będzie w stanie nas zaskoczyć. „Dance, sing, love. Miłosny układ” przywróciła mi wiarę w to, że na temat miłości jest jeszcze naprawdę wiele do powiedzenia. Jeżeli szukacie wiarygodnych scenariuszy i romansów z szerokim wachlarzem przeszkód na czele, powieść może się Wam spodobać. Ja jestem bardzo zadowolona i czekam na więcej.

http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ Weronika Tomala; 2017-07-24


Uwielbiam książki o tańcu. Jednak czytanie ich nie przychodzi łatwo. Czytelnik musi wyobrazić sobie zarówno każdy ruch tancerza, jak i rytm utworu, do którego ułożona jest choreografia. Chciałabym, aby każda taka historia była zekranizowana, abym po przeczytaniu mogła sprawdzić, czy dobrze wszystko sobie wyobraziłam. "Dance, sing, love. Miłosny układ" było początkowo pisane w popularnym serwisie Wattpad. Opowieść ta cieszyła się takim zainteresowaniem, że postanowiono wydać ją w wersji papierowej. Ponad 2 miliony odsłon mówi samo za siebie. Poznajcie Liv — zawodową tancerkę. Tańczy nieprzerwanie od dziecka, to jej całe życie. Aktualnie należy do grupy tanecznej, która dostaje propozycję udziału w trasie koncertowej sławnego Jamesa Sheridana. Zaczynają się długie i męczące godziny treningów, pełne łez i potu. Kiedy Liv po raz pierwszy widzi Jamesa, już wie, że go nie polubi. Zupełnie nie zwraca uwagę na tancerzy, traktuje ich jak powietrze. Na każdą próbę przychodzi skacowany i ma lekceważące podejście do wszystkiego. Uważa się za lepszego od innych i pomiata ludźmi. Tak, zdecydowanie dziewczyna nie pała do niego sympatią i nic dziwnego. Wyobraźcie więc sobie szok Liv, kiedy James życzy sobie, aby ta oprowadziła go po Rzymie. Zgadza się, bo przecież gwiazdor może ją łatwo zwolnić, ale jeszcze nie wie, co z tym się wiąże. Sheridan wykorzystuje fakt, że Liv zna biegle włoski do podrywania spotykanych kobiet. Livia jest jego tłumaczem. Kiedy późnym wieczorem zmusza ją do pójścia do klubu i picia, ta odmawia, widząc, że jutro z rana czeka ją kolejny trening. Niestety, James jest umiejętnym szantażystą i wkrótce Liv jest całkiem pijana. Kiedy następnego dnia budzi się z bólem głowy, a na próbie nic jej nie wychodzi, jej nienawiść do Sheridana jest jeszcze większa, chociaż myślała, że to już niemożliwe. Rozpieszczony, bezczelny piosenkarz i niepewna siebie, utalentowana tancerka. Nienawidzą się, ale są skazani na siebie przez długie miesiące trasy koncertowej. Tańczą razem, piją, zwiedzają europejskie miasta. W świetle ulicznych latarni potrafią się dogadać, nie to, co za dnia. Ich rozmowy są pełne zaczepek i sarkazmu, ale bawią czytelnika. Te noce zbliżają Jamesa i Liv do siebie. I mimo że Sheridan ma sławną dziewczynę, którą kocha (co ciągle powtarza), a Livia została zdradzona już dwa razy, to dochodzi do pocałunku między nimi. Jednak doskonale zdawałam sobie sprawę, że byłam dla niego tylko rozrywką, dziewczyną do towarzystwa i to dosłownie. Laską, z którą można się napić, pobawić, a potem o niej zapomnieć. Nie oczekiwałam od niego niczego (...). Jednak trasa szybko się kończy, a ta dwójka wraca do swojego poprzedniego życia. Momentami wydawało mi się, że Livia postępuje głupio i daje się wykorzystywać, pozwala bawić się sobą, nie zważając na swoje uczucia i spore szanse na złamane serce. Chciałam nią potrząsnąć i zapytać, co wyprawia ze swoim życiem. Cóż, wczułam się w tę historię i polubiłam Livię. :) Miłość w świecie błysków i fleszy, drogich szampanów i uroczystych gal. Miłość zabroniona, trudna i niemożliwa. Próbowałam się opierać, walczyć z uczuciami, jakie we mnie narastały z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Miesiąc po miesiącu. Bezskutecznie. I w końcu przepadłam. Taniec był dla mnie wszystkim... Dopóki James nie wkroczył do mojego życia. Tańcz, śpiewaj, kochaj! Layla Wheldon — to pseudonim Sandry Sotomskiej na portalu dla młodych twórców wattpad.com, na którym publikuje od 2015 roku. Choć na co dzień studiuje informatykę, jej pasją jest pisanie — pisze od kilku lat. Układ na szczęście to jej debiut pisarski. Książka przez długi czas utrzymywała się na wattpad.com jako nr 1 w Romansach i osiągnęła rekordową liczbę odsłon — ponad 2 miliony. W przygotowaniu są kolejne tomy serii Dance & Sing & Love. Ta historia jest pełna kontrastowych uczuć, nagłych zwrotów akcji i niezwykłych splotów wydarzeń. Książka zakończyła się w takim momencie, że byłam zła na autorkę i już nie mogę doczekać się kolejnego tomu. To nieskomplikowany romans, który idealnie nada się na wakacyjne wieczory. Wciąga natychmiastowo. Wyzwala wiele emocji. Najpierw nie znosiłam Jamesa tak samo, jak Liv, po jakimś czasie go uwielbiałam, a potem złamał mi serce. Z całego serca polecam Wam tę książkę.

ksiazkidobrejakczekolada.blogspot.com/ Karolina Łukawska


Livia i James to dwójka różnych ludzi. On to słynna gwiazda, Ona to zawodowa tancerka. Łączy ich jedna scena, a rodziela wiele więcej rzeczy. Czy ta dwójka się polubi? Czy znajdą w sobie to czego im brakuje? Wow! To najbardziej oddaje moje emocje po przeczytaniu tej książki. Jest to historia inna od wszystkich i do tego mało spotykana, gdyż niewiele książek jest poświęconych tańcu. Autorka trafiła na oryginalny pomysł i bardzo dobrze przelała go na papier dla czytelników. Historia Liv i James'a zawiera w sobie bardzo wiele emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Każdy czytelnik poczuje na sobie łzy, gniew, histerię, ale także śmiech, miłość i pożądanie bohaterów. Czuć tutaj również zamiłowanie do pasji, które pokazuje, że w życiu można połączyć pasję z pracą. Jak dla mnie książka jest idealna i na pewno skradnie nie jedno czytelnicze serce. Jedynym jak dla mnie minusem jest trzymające w napięciu zakończenie, przez które nie mogę doczekać się kolejnej części. Mam nadzieję, że zostanie ona niedługo wydana. Książkę polecam wszystkim, zarówno tym młodszym, jak i starszym.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika Arendarska; 2017-07-26


Gdy byłam młodsza uwielbiałam "Step up". Zafascynowana oglądałam te filmy, podziwiając niesamowitych tancerzy i ich wyczyny. Dosłownie nie można było mnie oderwać od telewizora! "Dance Sing Love" jest utrzymana w podobnym klimacie, dlatego musiałam po nią sięgnąć. Ze "Step upem" ma niewiele wspólnego, ale i tak dobrze się przy niej bawiłam. Livia jest zawodową tancerką. Uwielbia to, co robi, a praca daje jej ogromną satysfakcje. Pewnego dnia jej zespół taneczny otrzymuje świetne zlecenie, taka okazja nie trafia się często. Wraz z Jamesem Sheridanem, światowej sławy piosenkarzem, mają wyruszyć w tournée po Europie. Trasa rozpoczyna się w Rzymie, to właśnie tu Livia i James spotykają się po raz pierwszy. Dziewczyna bardzo szybko poznaje oblicze gwiazdora, niewidoczne dla fanów. Arogancki i egoistyczny James nie zwraca uwagi na uczucia i potrzeby innych, wszystkich ludzi traktuje jak służbę. Livia jednak nie daje sobą tak łatwo pomiatać. Czy James zawsze jest taki nieznośny? Czy tancerka i piosenkarz znajdą wspólny języki? Czy Liv odnajdzie się w świecie sław? Przekonajcie się sami! Sięgając po książkę nie spodziewałam się, że została napisana przez Polkę. Pseudonim mnie zmylił, a że nie szukałam żadnych informacji na temat autorki, było to dla mnie miłym zaskoczeniem. Powieść czyta się bardzo przyjemnie. Lekki styl pisania Sandry Sotomskiej sprawił, że przez kolejne strony dosłownie płynęłam. Nie było niepotrzebnego przedłużania, nudniejszych fragmentów. Każdy rozdział sprawiał, że chciałam więcej, byłam coraz bardziej ciekawa historii bohaterów. Książka nie była idealna. Przeszkadzał mi w niej nadmiar wulgaryzmów. Bardzo często są one wykorzystywane w literaturze, ale z umiarem, którego tu zabrakło. Było ich zdecydowanie za dużo, przez co momentami lektura mnie męczyła! Nie spodobał mi się również wszechobecny alkohol. Niejednokrotnie odniosłam wrażenie, że bez whisky główni bohaterowie nie potrafiliby normalnie rozmawiać. Może to był specjalny zabieg autorki, ale mi nie przypadł do gustu. Pomimo, że miałam do książki pewne zastrzeżenia, naprawdę mi się spodobała. Sandra stworzyła niezwykłą historię o pasji, miłości i przyjaźni. Wplątała w nią trójkąt, a właściwie kwadrat miłosny, który okazał się ciekawym rozwiązaniem. Przepychanki, igraszki słowne dodały powieści charakteru i pomogły utrzymać ją w lekkim klimacie. W życiu są rzeczy, o które warto walczyć i na to również zwróciła uwagę autorka. Zakończeniem natomiast rozłożyła mnie na łopatki. Spodziewałam się czegoś w stylu "żyli długo i szczęśliwie". Nie tym razem! W epilogu Sandra rozpoczęła nowy wątek, którym wzbudziła moją ciekawość względem kontynuacji. "Dance Sing Love. Miłosny układ" to powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Jestem pewna, że spędzicie przy niej miło czas.

Zofiawkrainieksiazek.blogspot.gr Zofia Szczerbińska; 2017-07-25


Kolejny hit Wattpada w zderzeniu z rzeczywistością kończy raczej jako kit. Inaczej się tego nie da podsumować. Ja rozumiem, wysokie rankingi, miliony wyświetleń, ale... kurczę, autorka cholernie zmarnowała potencjał tej książki. Szczególnie, że początek książki bardzo mi się podobał, przynajmniej do czasu, aż główna bohaterka nagle nie pozjadała wszystkich rozumów i zrobiła to, o czym wcześniej mówiła, że nigdy nie nastąpi. Ale pozwólcie, że opowiem Wam wszystko po kolei, w dalszej części swojej recenzji. Livia Innocenti jest dosyć młodą dziewczyną, która zawodowo zajmuje się tańcem. Baletu zaczęła uczyć się już w wieku czterech lat, za sprawą swojego ojca, który sam zajmował się choreografią. Można więc rzec, że miłość do tego rodzaju sportu, dziewczyna wyniosła z domu - i faktycznie to byłaby prawda. Z domu wyniosła jednak coś więcej - ognisty, włoski temperament swojego ojca. Kiedy opuściła liceum, trafiła do jednej z zawodowych grup tanecznych i tam wykazywała się nie tylko na koncertach, ale także w filmach i teledyskach. Dla Livii było to spełnienie najskrytszych marzeń, więc bardzo przykładała się do treningów i była uznawana za jedną z najlepszych tancerek. Pewnego dnia menadżerka grupy tanecznej oznajmiła im, iż będą tańczyć podczas trasy koncertowej pewnego bardzo znanego wokalisty popowego, który zaczął występować na scenie już kiedy miał 13 lat - Jamesa Sheridana. Początkowo wiadomość ta spłynęła po Livii niczym po kaczce - w końcu była profesjonalistką, pracowała już z wieloma różnymi ludźmi i to miał być po prostu jeszcze jeden klient, którego trzeba było obsłużyć na odpowiednim poziomie. Szybko jednak okazało się, że Livia zapałała do niego nienawiścią: facet notorycznie się spóźniał, przychodził na trening na kacu, palił, a tancerzy traktował jak kogoś gorszego sortu i nie raczył się do nich odezwać nawet słowem. Co więcej, praktycznie szantażem zmusił on Livię do pokazania ma miasta, w którym akurat byli - Rzymu - choć skończyło się to na tym, że musiała tłumaczyć na włoski jego bajeranckie teksty w stosunku do różnych dziewczyn i szantażem została zmuszona do pójścia z nim do klubu. O tak - wtedy dało się wyczuć, jak Livia go nienawidzi! Gdyby książka wyglądała w taki sposób w całości - to bym dała jej o wiele wyższą ocenę, gdyż wszystko to wydawało mi się autentyczne, fajnie napisane, pochłonęło mnie do reszty. Niestety. Chwilę później było już tylko gorzej. Po takim początku spodziewałabym się, że główna bohaterka nigdy nie zakocha się w takim dupku i idiocie, bo tak tylko można go podsumować, patrząc na to, że jego zachowanie w Rzymie było tylko wierzchołkiem góry lodowej, ale nie! W końcu zamiast wybrać bohatera, który ją rozśmieszał i z którym było jej całkiem dobrze (i myślałam, że ten wątek jakoś fajnie się rozwinie), to wybrała faceta, który od początku mówił, że kocha tylko swoją byłą, a widząc Livię bez makijażu skomentował to w bardzo niegrzeczny sposób. Powiedziałabym wręcz, że Livia była przez niego wielokrotnie upokarzana, ale co ja tam wiem - może jej się to podobało, skoro nagle zapałała do niego wielką miłością (a może to wina alkoholu, bo w pewnym momencie Livia chyba powinna udać się na odwyk?). Dużym plusem okazało się wobec tego to, że inni bohaterowie wydawali się bardziej rozgarnięci, chociaż wydawało mi się, że autorka wszystkich na siłę próbuje sparować. Cały czas tworzyły się jakieś pary, ktoś do kogoś wracał, albo ktoś z kimś sypiał. Ja rozumiem, w branży muzycznej może najważniejsze są koncerty, imprezy, alkohol i seks, ale tak naprawdę (nie licząc Zafira i Kathy), to reszta zachowywała się tak, jakby życie było jednym wielkim placem zabaw. To, co mi się najbardziej w tej książce spodobało - oczywiście pod takim śmiesznym względem - i na długo zapadnie mi w pamięć, to fakt, iż główna bohaterka stwierdziła, że podobno według jakichś badań wszystkie dziewczyny są biseksualne, a kiedy miała nieprzyjemną sytuację z jednym z bohaterów - postanowiła rozwijać swoją homoseksualną stronę, chociaż wcześniej, przez całe swoje ponad dwudziestoletnie życie jakoś nie miała takich zapędów (a tłumaczenie, że kilka razy była w stanie powiedzieć, że dziewczyna jest ładna, to nie jest przejaw bycia osobą homoseksualną, czy biseksualną, ale raczej po prostu przejaw bycia osobą wrażliwą na otaczające piękno). Cieszyłam się, że fabuła przynajmniej początkowo nie skupiała się tylko na związku, a raczej pokręconej relacji między Livią a Jamesem, bo chyba bym tego nie przeżyła i od razu rzuciła tę książkę w kąt. Niestety - czym dalej idziemy, tym więcej Jamesa i jego pokręconej zazdrości, która czasem była wręcz śmieszna i nieuzasadniona (np. było wspomniane, że pobił jakiegoś kolesia za to, ze dotknął jego byłą dziewczynę - to ma sens, nie?). Natomiast całkiem spodobało mi się zakończenie - było takie... bombowe. Chociaż nie przekonuje mnie ono na tyle, żebym sięgnęła po kolejny tom tej serii - naprawdę, może ktoś się poczuł zainteresowany i teraz nie może spać po nocach, bo nie wie, jak ta historia potoczy się dalej, ale ja do tego grona nie należę. Okładka jest całkiem niezła i pasuje tematycznie do historii - cieszę się, że grafik nie postawił na jakąś całującą się parę. Z tego, co wiem, przed wyborem ostatecznym, było głosowanie na okładkę na fanpejdżu autorki - z kilku propozycji została wybrana właśnie ta (uważam, że to najładniejsza z tych, które były zaproponowane). Jestem ciekawa, jak będą przedstawiać się kolejne okładki - do innych części serii - żeby to jakoś ze sobą współgrało. Kończąc już moją recenzję, bo chociaż mogłabym napisać jeszcze wiele, to nie chciałabym zacząć spojlerować: jeśli chcecie się zapoznać z tą historią, to być może znajdziecie ją jeszcze na Wattpadzie, bo osobiście na waszym miejscu nie wydałabym pieniążków na papierową wersję "Dance, sing, love. Miłosny układ" - po prostu na rynku jest masa lepszych powieści, w które wolałabym zainwestować.

naszksiazkowir.blogspot.com (DEPRECATED) Iwi; 2017-07-21