Prawo do czegoś to nie tylko świadomość, to nie tylko zbiór zasad. Posiadanie prawa to przede wszystkim działanie. Masz prawo do godnego życia, szacunku innych ludzi, do podejmowania decyzji o sobie.
Prawo do czegoś to nie tylko świadomość, to nie tylko zbiór zasad. Posiadanie prawa to przede wszystkim działanie. Masz prawo do godnego życia. Masz prawo do szacunku innych ludzi. Masz prawo do podejmowania decyzji o sobie.
Ale jeśli nie będziesz robić nic, to pozbawiasz się tych praw. Liczysz na to, że ktoś się domyśli o co ci chodzi, ktoś się domyśli czego potrzebujesz, ktoś się domyśli że jest ci przykro. W idealnym świecie takie zachowanie byłoby całkiem efektywne. Ale nasz świat nie jest idealny. W większości przypadków ludzie nie potrafią właściwie odczytywać emocji, zamiarów i potrzeb innych ludzi. O ile w ogóle przyjdzie im na myśl próbować je odczytać, a nie po prostu zignorować i forsować własne rozwiązania.
W mojej książce o asertywności, „Naucz ich jak mają cię traktować! Praktyczny podręcznik asertywności”, na stronie 57 przedstawiłem historię ojca i syna. „Tato, czy mogę już odejść?” - pewnego dnia syn zapytał ojca. Syn chciał opuścić dom i wyruszyć w świat w poszukiwaniu własnego szczęśliwego miejsca. „Jeszcze nie czas, nie poradzisz sobie” - odpowiedział ojciec. Minęło kilka lat, a syn ponownie zadał ojcu wcześniejsze pytanie. Tym razem usłyszał: „Poczekaj jeszcze, jeszcze nie jesteś gotów”. Syn ponownie odszedł ze spuszczoną głową. Znów minęło kilka lat, syn ponownie poprosił ojca: „Tato, pozwól mi odejść”. Tym razem ojciec nie powiedział nic, tylko zapłakał.
Największy dramat ojca polega na zrozumieniu faktu niedojrzałości syna. Na zrozumieniu, że syn nie podjął decyzji dotyczącej własnej dorosłości, tylko oczekuje jej od kogoś innego. Pragnie przecież potwierdzenia pewności własnej decyzji od kogoś innego, a nie szuka jej w sobie.
Odmowne odpowiedzi ojca nie są ograniczeniem dla syna, nie są także wyrazem nadopiekuńczej ojcowskiej troski. Są one ostatecznym testem dorosłości syna - czy jest w stanie na przekór opinii innych podjąć decyzję, podtrzymać ją własną pewnością, a następnie zacząć ją realizować: coś zrobić lub coś powiedzieć.
Zwykle jednak strach przed zrobieniem czegoś jest ogromny. Boimy się wyimaginowanych konsekwencji, boimy się zawstydzenia przed innymi ludźmi, boimy się że zmienią zdanie o nas, że zaczną nas traktować jak społecznych wyrzutków.
Strach ma wielkie oczy… na szczęście nie trzeba od razu dokonywać cudów bohaterskiej asertywności. Wystarczy naprawdę niewielkie działanie, żeby machina zmian na lepsze ruszyła z miejsca.
Opowiem ci teraz prawdziwą historię ze swojego życia. Często korzystam z niej na szkoleniach, ponieważ dobitnie pokazuje że do zmiany wystarczy niewielka rzecz. Jeśli zdarzy się, że przyjdziesz na moje szkolenie, usłyszysz tę historię w pełnej wersji, z gestami i odgłosami :)
Pracowałem kiedyś w pewnej firmie, a mój ówczesny szef miał zwyczaj, że co jakiś czas przechadzał się po biurze, zachodząc każdego z pracowników. Celowo użyłem słowa „zachodząc”, ponieważ najczęściej stawał za plecami każdej z osób i stał tak przez kilka chwil. Czułem się wtedy bardzo nieswojo. Nie żebym akurat robił na komputerze niestosowne rzeczy typu pasjans lub hodowla drobiu i inwentarza. Pracowałem normalnie, ale mój umysł zaczął produkować scenariusze w stylu „on jak sęp czyha aż popełnię jakiś błąd, a wtedy mi nagada przy wszystkich”. Inni pracownicy czuli podobny dyskomfort, jednak nikt nie wiedział co zrobić, żeby to zmienić.
Ta niewiedza paraliżowała cały pokój. Przez pewien czas nikt nie podjął nawet najmniejszej próby, żeby uzmysłowić szefowi jak negatywnie wpływa na nas jego „zapiecowe” zachowanie. Zachowanie agresywne nie wchodziło w grę, oczywiście - nikt nie jest na tyle nierozsądny, żeby powiedzieć szefowi „Zrywaj stąd, frajerze, blokujesz mi przepływ świeżego powietrza”. Ale już manipulacyjna sugestia „Ej, Krzychu, chyba Daniel cię szukał?” byłaby w pełni dozwolona i na jakiś czas zażegnałaby przytłaczającą atmosferę szpiegowania przez szefa.
W końcu jednak zebrałem się w sobie. Przeleciałem szybko przez wszystkie potrzebne motywatory („mam prawo zwrócić uwagę na to, co mi przeszkadza”, „mam prawo otwarcie mówić o tym, co czuję, nawet w miejscu pracy”, „mam prawo mówić o swoich oczekiwaniach względem innych ludzi”), obróciłem się na krześle i powiedziałem szefowi: „Ej, Krzychu, trochę się dekoncentruję, jak tutaj stoisz za mną, możesz stanąć tutaj, trochę dalej?”.
Wiesz co się stało? Czy wiesz, co usłyszałem?
Szef wzruszył ramionami i rzucił „OK, nie ma sprawy”. Przesunął się tam, gdzie mu wskazałem. Powiedział to tonem jaki towarzyszy nam, kiedy godzimy się na coś co nie wymaga od nas żadnego wysiłku.
Znacznie później odkryłem, że nasz strach przed zwróceniem się do szefa stojącego za plecami wziął się z prostej niewiedzy. Wydawało nam się, że stanie za plecami to część korporacyjnej kontroli umysłu pracowników i sposób na prowadzenie rządów terroru. Tymczasem szef miał jak najlepsze intencje - on po prostu stosował w praktyce koncepcję zarządzania przez obchód. Wychodził do ludzi, do ich biurek, aby pokazać im, że są ważni!!! Stąd moja sugestia o przesunięcie się została tak łatwo przyjęta. Nieświadomie nie przeciwstawiłem się jego koncepcji zarządzania, ulepszyłem ją tylko - on pokazał mi jak jestem ważny, a ja nie czułem się nieswojo. Wszyscy byli zadowoleni.
Wymagało to jednak podjęcia decyzji i zrobienia czegoś. Gdybym nawet użył manipulacyjnego wykrętu i pozbył się szefa na godzinę z pokoju, też by było dobrze. Bo podjąłbym działanie, przestałbym biernie czekać na to co się wydarzy. Po jakimś czasie doszedłbym do tego, że najlepiej jest zachować się asertywnie tj. powiedzieć że mi to przeszkadza i zaproponować rozwiązanie ulepszające sytuację, i wtedy mieć z głowy szefa na zawsze. Ale ważne było to, że coś zostało zrobione. To jest bowiem prawdziwa asertywność - robić coś!
Asertywność jest po prostu umiejętnością jak każda inna - znajomość języka obcego, umiejętność gry na instrumencie, umiejętność chodzenia, pływania czy prowadzenia samochodu. Nikt nie ma jej w genach, każdy musiał się jej nauczyć. Jeśli masz ochotę na wakacyjną przygodę z asertywnością, zapraszam na moje jubileuszowe, 50-te szkolenie w lipcu lub do lektury mojej książki pt. „Naucz ich jak mają cię traktować! Praktyczny podręcznik asertywności” (Wydawnictwo Onepress, 2010).
menedzer.wp.pl 2010-07-15
Czy potrafisz bez lęku i zażenowania wyrażać własne zdanie Umiesz sprawić, by zarówno partner, szef, jak i podwładny traktowali Cię w taki sposób, jakiego zawsze oczekiwałeś Czy naprawdę wiesz, co oznacza asertywność w Twoim życiu? Zachowanie asertywne to wyraz najwyższego szacunku - do siebie i innych. Na bycie asertywnym stać jedynie człowieka w pełni dojrzałego: kogoś, kto świadom jest własnych wad i zalet. Asertywna postawa życiowa pozwala w pełni korzystać z własnych praw, bez naruszania praw innych ludzi.
"Naucz ich, jak mają Cię traktować! Praktyczny podręcznik asertywności" nauczy Cię praktycznych zachowań asertywnych. Zaczniesz swobodnie wyrażać swoje myśli w życiu prywatnym i zawodowym. Z czasem przestaniesz się bać i wstydzić uczuć powstałych w odpowiedzi na kontrowersyjne zachowania innych osób. Będziesz umiał powiedzieć nie" i udźwigniesz ciężar bycia w centrum zainteresowania. Przyjdą nawet takie momenty, kiedy zupełnie świadomie pozwolisz sobie na bycie nieasertywnym!
MARKETING W PRAKTYCE 01/02/2010