Recenzje:
Wśród wielu barwnych metafor, stosowanych przez autora książki, w pamięć szczególnie zapada "społeczny nieświeży oddech". Ów efekt, będący "konwersacyjnym odpowiednikiem nieprzyjemnego zapachu z ust", charakteryzuje nieautentyczne, nieprzemyślane i nieprzyjemne po prostu formy kontaktu między ludźmi. Za jakość tych relacji odpowiada zaś "inteligencja społeczna". W tytułowym określeniu używanym przez amerykańskiego psychologa, Karla Albrechta, widać czytelnie odwołanie do "inteligencji emocjonalnej" - terminu, który (m.in. za sprawą książek Daniela Golemana) zrobił zawrotną karierę w ostatnich 15 latach. Podobnie jak swego czasu Goleman, tak teraz Albrecht przedstawia pięć fundamentów decydujących o naszych możliwościach dogadywania się z innymi. Autor mówi więc o "świadomości sytuacyjnej" (chodzi o to, byśmy byli zawsze wyczuleni na to, że rozmowa odbywa się w określonym kontekście sytuacyjnym), "prezencji" (wrażeniu, jakie wywieramy na rozmówcy), "autentyczności" (inaczej mówiąc: szczerości), "czytelności" (zdolności do jasnego wyrażania myśli, opinii, pomysłów i intencji) oraz "empatii". Albrecht przedstawia wiele sytuacji z życia codziennego, w których wymienione przed filary inteligencji społecznej zawodzą, proponuje też testy i ćwiczenia pozwalające wzbogacić naszą skuteczność kontaktów. Jak wiele książek psychologicznych, także i tę można czytać na kilka sposobów: można traktować ją jako poradnik, ale można widzieć w niej lustro, w którym odbija się nasza osobowość. A to, czy jest ona, jak pisze, autor, "konstruktywna" czy "toksyczna" zależy już przede wszystkim od nas samych.

EU magazine 03/2008


Po niezwykłej karierze, jaką zrobiło pojęcie inteligencji emocjonalnej (to zdolność rozpoznawania uczuć własnych i innych osób, kierowania się emocjami; w opozycji do inteligencji poznawczej, czyli umiejętności czysto intelektualnych), przyszła pora na inteligencję społeczną. O rozpoznawaniu i wzbogacaniu składających się na nią dyspozycji, a także o sposobach, jak radzić sobie z tymi, których inteligencja społeczna jest poniżej normy, pisze Karl Albrecht w swojej książce, robiącej właśnie karierę na całym świecie.

Telefon. Miły kobiecy głos informuje mnie, że dzwoni z pewnej firmy ubezpieczeniowej. Zanim porozmawiamy -- głos nie pozwala mi dojść do słowa -- muszę pana poprosić o weryfikację danych. Zanim porozmawiamy? Ale ja nie mam teraz czasu, by rozmawiać. W rym momencie teleoperatorka ciężko wzdycha: To proszę mi chociaż powiedzieć, czy ma pan swojego agenta ubezpieczeniowego. Jeśli tak -- nie daje mi szansy na odpowiedź -- rozumiem, że jest pan z niego zadowolony

Ta przygoda konwersacyjna mogłaby się znaleźć w książce Karla Albrechta, która wypełniona jest w znacznej mierze scenkami z życia, ukazującymi, czym jest i gdzie zawodzi inteligencja społeczna. Opisana historyjka byłaby przykładem tego, co autor nazywa społecznym nieświeżym oddechem: konwersacyjnym odpowiednikiem nieprzyjemnego zapachu z ust, charakterystycznym dla nieautentycznych, nieprzemyślanych, nieprzyjemnych po prostu form kontaktu. Zresztą Albrecht w swojej książce odnosi się wprost do teleoperatorów: "Myślę o tym, jak o słuchaniu kogoś, kto nauczył się słów, ale nie zna melodii; po tysiącu takich recytacji mózg przedstawiciela handlowego przechodzi w tryb automatyczny i emituje coś w rodzaju wiadomości nagranej na taśmie".

W "Inteligencji społecznej" sporo jest zresztą dosadnych metafor, opisujących defekty w kontaktach z innymi; m.in. mowa jest o społecznym wzdęciu (gdy mówimy lub robimy coś niestosownego, nie zdając sobie sprawy z kontekstu sytuacyjnego) albo o społecznym łupieżu (gdy samolubnie przedkładamy własne potrzeby nad cudze). Jest to więc książka z zakresu higieny, tyle że psychologicznej, nie biologicznej. Jednak i w tym przypadku chodzi o to, by ludzie od nas nie uciekali, wręcz przeciwnie: byśmy byli dla nich atrakcyjnymi partnerami. "Inteligencja społeczna" jest bowiem -- jak pisze autor -- zdolnością dogadywania się z innymi i skłaniania ich do współpracy. Tej książki by rzecz jasna nie było bez przynajmniej dwóch wcześniejszych hitów. W 1983 r. ukazała się książka Howarda Gardnera "Frames Of Mind" ("Granice umysłu"), w której ten profesor Harvardu zweryfikował wyobrażenia o tym, czym jest inteligencja. Dlaczego więc -- przypomnijmy kilka kluczowych pytań tej książki -- ludzie, którzy w standardowych testach IQ osiągają wyniki kwalifikujące ich do Mensy, mają często nieudane życie osobiste? Dlaczego są uważani za gburów lub wręcz chamów? Dlaczego testy kompetencji umysłowej nie są w stanie zmierzyć dyspozycji artystycznych czy zdolności sportowych?

Dzieje się tak, ponieważ ludzie obdarzeni są tzw. inteligencją wieloraką, która może przybierać na przykład formę inteligencji estetycznej lub inteligencji kinetycznej (wyrażającej się w zdolnościach ciała do uprawiania sportu).

Spośród tych typów inteligencji bodaj największą karierę zrobiło pojęcie inteligencji emocjonalnej, rozwinięte przez Daniela Golemana w książce pod takim tytułem z 1995 r. Goleman opisał pięć wymiarów kompetencji pozwalających określać poziom owej inteligencji. Cztery pierwsze: samoświadomość, samoregulacja, motywacja i empatia dotyczą tego, co bywa nazywane wewnętrznym krajobrazem emocjonalnym. Piąta cecha -- związki z otoczeniem -- mówi o społecznych (zewnętrznych) aspektach życia emocjonalnego.

Inteligencja emocjonalna wkroczyła w życie korporacji, polityków i artystów. Weszła do powszechnego języka, głównie przez popularyzujące to pojęcie pisma kolorowe. EQ (Emotional Quotient) wyparł królujące przez dziesięciolecia pomiary IQ (Intelligence Quotient).

Podobnie jak Goleman, także Karl Albrecht przedstawia pięć fundamentalnych cech, które decydują o tym, jak dogadujemy się z innymi. Pierwszą autor określa mianem "świadomości sytuacyjnej" -- swoistego radaru, który pozwala nam zrozumieć ludzi i utożsamiać się z nimi. To wyczulenie na kody kulturowe oraz ich odmienności. Krótko mówiąc: raczej nie przysporzy nam wielbicieli, jeśli pojawimy się na pogrzebie w bermudach i T-shircie, a w kondukcie sypać będziemy dowcipami jak z rękawa.

Cechą drugą jest "prezencja". Sprawa wydaje się niby oczywista, ale dlatego też nieustannie ignorowana. "Spróbuj sobie wyobrazić, jakim doświadczeniem może być dla kogoś spotkanie ciebie po raz pierwszy w życiu" -- pisze Albrecht. Jakbyś chciał, aby to wyglądało Pierwsze wrażenie miewa kolosalne skutki.

Po trzecie wyczulmy się na "autentyczność" kontaktu (przypomnijmy przypadek teleoperatora). Tu Albrecht odwołuje się do klasyka współczesnej psychologii Erica Bernea, autora książki "W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich". Jedną z najsławniejszych gier, czyli stereotypowych interakcji opisywanych przez Bernea, jest "Teraz cię mam, ty sukinsynu": w skrócie TCMTS. Polega ona na tym, że jedna ze stron mści się za wcześniejsze porażki i krzywdy. Gra stosowana jest szeroko na polach prywatnych, ale i powszechnie w polityce. Upraszczając, wygląda to tak. Opozycja: Jesteśmy z tych samych solidarnościowych korzeni. Czas przejąć wspólnie odpowiedzialność za Polskę. Premier/Prezydent: Spotkajmy się i porozmawiajmy. Po spotkaniu każda ze stron: Po raz kolejny potwierdziło się, że z nimi nie da się rozmawiać!

O nieautentyczności kontaktu świadczą też leworęczne komplementy. Odwołajmy się tu do dwóch smakowitych przykładów podawanych przez autora: "Piękna sukienka. Kiedyś ubierałam się podobnie" oraz: "Dobry lifting. U kogo się operowałaś? Och... szkoda, że do mnie nie zadzwoniłaś, mógłbym cię skontaktować z najlepszym w mieście".

Czwartym filarem inteligencji emocjonalnej jest "czytelność" -- zdolność do jasnego wyrażania myśli, opinii, pomysłów i intencji. Znów warto zwrócić uwagę, że nie tylko pokrętne komunikaty, ale i to, co autor nazywa językowymi maczugami, może utrudniać nam dogadywanie się z innymi. W rodzimych realiach, jeśli chodzi o używanie maczug, zdaje się być w tym biegły wiceprezes Polskiego Radia Jerzy Targalski, wyrażający się o podwładnych per "komunistyczne złogi".

Wreszcie piąty z fundamentów -- "empatia", potrzeba słuchania i wspierania osób po drugiej stronie i rozwiązywania wszelkich problemów, z jakimi borykają się one, a niekoniecznie ty. "Słuchaj, identyfikuj się, pytaj, parafrazuj, podsumowuj". Kontakt z drugim człowiekiem - powiada Albrecht - to werbalne judo. I jak bywa w sportach walki, aby odnieść zwycięstwo, trzeba czasem ustąpić.

Ostateczna diagnoza, jaką stawia Albrecht, brzmi: "to w zasadzie od nas zależy, czy będziemy ludźmi toksycznymi, czyli charakteryzującymi się niską inteligencją społeczną, czy też osobnikami konstruktywnymi, którzy w swoich zachowaniach są raczej odżywczy -- działają na innych jak magnes".

Dla uzyskania magnetycznych zdolności możemy trenować określone wzory integracji. Albrecht pisze o czterech wzorcach. "Kierowcę" charakteryzuje wysoki poziom energii społecznej, koncentracja na zadaniu, cechy przywódcze. "Akumulator" szczególnie ceni więzi osobiste z tymi, z którymi pracuje. "Dyplomata" jest skoncentrowany na ludziach. "Samotnik" -- na zadaniu.

Jak to dziś bywa z książkami psychologicznymi, "Inteligencja społeczna" przypomina instrukcję obsługi, za pomocą której sami, krok po kroku, mamy zrozumieć, jacy jesteśmy. Nieodzownym ich elementem jest zbiór ćwiczeń, brzmiących -- w naszych realiach -- niekiedy komicznie. Oto zadanie ćwiczące zdolność prezencji: "Nagraj rozmowę z przyjaciółmi -- sam dźwięk albo dźwięk i obraz. Nagrywaj tak długo, aż wszyscy zapomną, że rozmowa jest rejestrowana. Badaj siebie i innych uczestników, notuj nawyki i zachowania, które zwiększają empatię, czystość wymiany pomysłów i autentyczność".

Już widzimy miny przyjaciół, którzy dowiedzieli się, że ich nagrywamy. Najpewniej nasze zdolności dogadywania się z nimi zostałyby ostatecznie pogrzebane. Niemniej "Inteligencja społeczna" Karla Albrechta powinna znaleźć się na półkach polskich polityków, którzy -- jak się zdaje -- cierpią na chroniczny niedostatek dyspozycji opisywanych przez amerykańskiego autora. Psycholodzy bowiem przekonują, że ta akurat profesja wymaga inteligencji społecznej jak żadna inna. A nawet -- że przy wysokim SQ żadnej innej inteligencji uprawianie polityki już nie wymaga.

Polityka Mariusz Czubaj; 07/2007


Książka Karla Albrechta zasługuje na uwagę z kilku powodów. Przede wszystkim stanowi przejrzystą i łatwą w odbiorze próbę wyjaśnienia zjawiska inteligencji społecznej. Autor odwołuje się w niej nie tylko do klasycznych już teorii Gardnera czy Golemana, ale i do własnego doświadczenia i praktyki.

Sporo miejsca Albrecht poświęca swojej autorskiej koncepcji, która stanowi nie tylko ciekawy konstrukt teoretyczny, ale i zestaw praktycznych wskazówek dotyczących tego, w jaki sposób zachowywać się wśród innych ludzi. W ramach proponowanego przez siebie podejścia Albrecht wyróżnia pięć wymiarów inteligencji społecznej (sytuacyjna świadomość, prezencja, autentyczność, czytelność oraz empatię) składających się na model nazwany w skrócie S.P.A.C.E. Przedstawia przejrzysty obraz intymnych szczegółów z naszego życia społecznego prowadząc Czytelnika po fascynującej ścieżce odkrywania faktów dotyczących przestrzeni, w której żyjemy.

Nie zapominając o kontekście teoretycznym, autor ukazuje związki swojej koncepcji z inteligencją emocjonalną oraz bardziej ogólną inteligencją wieloraką. Całość wzbogaca wieloma przykładami oraz opisami własnych doświadczeń i obserwacji, które spora część Czytelników będzie w stanie odnieść bezpośrednio (a chwilami wręcz dobitnie) do znanych sobie sytuacji.

Temat oraz sposób jego omówienia współgra ze sobą i stanowi doskonałą kompozycję ułatwiającą przyswojenie przekazywanej przez Albrechta wiedzy. W książce nie brak jest humoru, który miejscami pojawia się także w stosowanym nazewnictwie (np. społeczne wzdęcie czy społeczny łupież).

Oceniając "Inteligencję społeczną" trudno uznać tą pozycję za przełomową czy wnoszącą do psychologii nową wiedzę. Mimo to, zjawiska, które wielu naukowców starałoby się nadmiernie rozwijać i wyjaśniać w oparciu o nużące dla przeciętnego Czytelnika opisy badań, Albrecht sprowadza do prostych -- acz przydatnych w praktyce -- uwag ukierunkowujących na kształtowanie określonych koncepcji społecznych.

psychologia-spoleczna.pl Maciej Chabowski; 05/2007


Karl Albrecht od ponad dwudziestu lat rozwija swój pragmatyczny pogląd na istotę inteligencji społecznej. Model S.P.A.C.E. określa inteligencję społeczną przez pryzmat kluczowych kompetencji, takich jak: sytuacyjna świadomość, prezencja, autentyczność, czytelność oraz empatia.

Autor opisuje praktyczne znaczenie inteligencji społecznej korzystając ze zrozumiałych metafor i przykładów oraz posługując się sformułowaniami, które łatwo zapadają w pamięć (np. zwroty "zachowania toksyczne", "zachowania konstruktywne", "społeczny łupież" itp.). Wysoka inteligencja społeczna jest nieodzownym dopełnieniem wysokiej inteligencji ogólnej wyrażanej pod postacią słynnego współczynnika IQ. I właśnie z tego powodu, każda osoba zainteresowana zwiększeniem własnej skuteczności, w szczególności w kontaktach z innymi, powinna sięgnąć po tę książkę.

miekkie-kompetencje.pl Paweł Smółka, 05/2007